Gość: XXL
IP: *.bielsko.dialog.net.pl
11.02.03, 12:12
Policjanci nie pomogli pobitemu mężczyźnie
ZOBACZ TAKŻE
• Komentuje Krzysztof Orszagh (31-01-03, 20:27)
Żywieccy policjanci uderzyli pałką pobitego mężczyznę i nie
zainteresowali się
nim, choć kilka godzin wcześniej żona zgłosiła jego zaginięcie. 27-
latek zmarł.
Sprawę wyjaśnia komenda wojewódzka
czytaj dalej »
r e k l a m a
Beata Hajduga została sama z pięcioletnim synkiem Michałem. Chłopiec
wie, że
tata zasnął i anioły zabrały go do nieba, ale wciąż tęskni. Beata w
miesiąc
schudła 10 kg, bo codziennie rano jeździ między Tychami a Żywcem,
próbując
rozwikłać zagadkę śmierci męża, a potem biegnie do pracy.
Kilka dni temu odkryła, że ciężko pobitego Arka wyrzucono z pociągu. -
Gdy
przeczytałam zeznania kierownika pociągu, myślałam, że zwymiotuję z
przerażenia. Mój mąż był trzeźwy, tylko ranny, nie potrafił podać daty
urodzenia. Spisali jego dane z książeczki wojskowej, uderzyli pałką i
poszli.
Potem tego samego dnia drugi raz legitymowano go na dworcu w Żywcu -
widziała
to kasjerka. Jakiś człowiek wezwał pogotowie. Arek zmarł w szpitalu -
opowiada
Hajduga.
Arkadiusz Hajduga spotkał się 27 grudnia ze znajomą w Katowicach. Miał
wrócić
do Tychów nocnym pociągiem. Dzwonił do żony, wysyłał SMS-y. Nagle jego
komórka
zamilkła. Następnego dnia Hajduga zawiadomiła policję. Komunikaty z
danymi Arka
trafiły do jednostek w całym województwie. Jednak policjanci, którzy
tego dnia
legitymowali go w Żywcu, nie zabrali Arka do komendy, jak się to robi w
przypadku osoby zaginionej, tylko kazali mu wysiąść z pociągu. -
Policjanci
uderzyli mężczyznę pałką w pośladki, bo nie chciał opuścić wagonu. Nie
są
medykami, nie wiedzieli, co mu dolega. A ponieważ na nic się nie
skarżył, nie
wezwali pogotowia - tłumaczy komisarz Jacek Rozumek, rzecznik
żywieckiej
policji.
Dlaczego Hajduga nie figurował jako zaginiony? Pod koniec roku w
policji
zmieniano system rejestracji danych. Stary już nie działał, a nowy
jeszcze nie
był do końca sprawny.
Wątpliwości w tej sprawie jest jednak więcej. Policjanci nie
zabezpieczyli
śladów z ławki w dworcowej poczekalni, gdzie znaleziono Arka, ani z
jego
ubrania. Przez miesiąc śledztwa nie ustalili też, gdzie spędził
ostatnie
godziny życia, czy ktoś pobił go w pociągu, co robił w Żywcu oraz jaki
patrol
legitymował go po raz drugi na dworcu.
- Czekamy na dokładną opinię biegłego, która ukierunkuje nasze
działania. Wtedy
będziemy wyjaśniać, czy to pobicie, czy nieszczęśliwy wypadek. Poza tym
rodzina
może złożyć wniosek o dopuszczenie dowodu z ubrań - tłumaczy Rozumek.
Beata Hajduga była wczoraj w tyskiej prokuraturze. Złożyła doniesienie
na
policjantów z Żywca. - Nie dość, że pobili męża pałką, to jeszcze nie
udzielili
mu pomocy. Miał poważne obrażenia głowy, ale może udałoby się go
uratować,
gdyby wcześniej trafił do szpitala - twierdzi.
Komendant żywieckiej policji, który dotąd utrzymywał, że zachowanie
jego
podwładnych było odpowiednie, polecił wczoraj wszcząć postępowanie w
sprawie
interwencji w pociągu. Wyjaśnienie sprawy zapowiada też komisarz
Grzegorz
Olejniczak, rzecznik śląskiej policji.
Stowarzyszenie Przeciwko Zbrodni im. Jolanty Brzozowskiej wyznaczyło 5
tys. zł
nagrody dla osoby, która wskaże sprawców śmierci Arka. Jego szef
Krzysztof
Orszagh złożył w piątek w komendzie głównej skargę na żywiecką policję.
nic dodać nic ująć tylko .........
tylko co ?