Gość: +++IGNORANT
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
12.02.03, 06:53
O wyższości warszawki nad brukselką
Janusz Korwin-Mikke
Z rozmów z Brukseli (z osobami świadomymi rzeczy) wywożę kilka wiadomości
dobrych - i kilka złych. Niewątpliwie złą jest ta, że - wbrew pozorom -
uczestnictwo w EEA (Europejskim Obszarze Gospodarczym - do którego,
oprócz "15", należą Norwegia i Islandia) nie jest usłane różami. Co prawda
istotnie nie podlega się wtedy decyzjom politycznym UE - ale wszystkie towary
na obszarze EEA muszą być zgodne z normami UE! Co oznacza, że wprawdzie
możemy jeść oscypki, ale wywóz dowolnego serka za granicę Polski
wymaga "homologacji" (oprócz ewentualnej homogenizacji...). Dlatego
Norwegowie zaczęli przebąkiwać, że warto być w UE, bo wtedy ma się
przynajmniej wpływ na ustalane w UE normy...
Jako pierwszy naiwny wyraziłem pewne zdziwienie: normy - to normy; ja
osobiście, chociem germanofob, mam większe zaufanie do norm niemieckich niż
do norm polskich - i podejrzewam, że gdyby DIN ustalali Polacy, to normy te
byłyby gorsze. Mój rozmówca pokręcił głową: "Tak było dawno i nieprawda.
Teraz normy są ustalane tak, by eliminować konkurencyjnych producentów...".
Tu przypomniałem sobie historię z czasów zamierzchłych, gdy nie działała
jeszcze EWG, a ja pracowałem w Instytucie Transportu Samochodowego. Właśnie
Norwegowie przyjęli wtedy byli normę, że po ich drogach nie mogą poruszać się
ciężarówki szersze niż 195 cm. Nie mogą - i już: drogi norweskie są wąskie,
więc szerokie ciężarówki stwarzałyby zagrożenie dla ruchu. Jak Państwo się
domyślacie, ciężarówki na świecie mają na ogół po 2 metry szerokości - a
fabryka norweska produkowała (dziwnym trafem) ciężarówki o szerokości 194 cm.
Być może teraz Europejczycy biorą odwet na Norwegach? Jednak myśl, że normy -
które na ogół są absurdem - są dziś ustalane nie pod kątem optymalizacji
technicznej, tylko jako narzędzie polityki gospodarczej - trochę mną
wstrząsnęła. Oczyma duszy widzę takie obrazki: siedzą sobie np. euro-
stalownicy i ustalają: "O, ruda używana w Polsce zawiera 0,00012% molibdenu;
w żadnym innym kraju tego nie ma? Nie widzę sprzeciwu... więc ustalamy, wicie-
rozumicie, jednogłośnie, normę, że stal w UE nie może mieć więcej niż 0,0001%
molibdenu...".
Nowy, Wspaniały Świat...
Ja tam nie wiem, jak wygląda molibden i czym to się je - ale mogę się
założyć, że każdy fachowiec znajdzie 10 przekonujących powodów, dla którego
porządna euro-stal nie powinna zawierać więcej niż 0,0001% tego metalu...
Usiłowałem wzmocnić mego nadwątlonego ducha i wspomniałem, że pewien Członek
UPR odwiedził latem Sycylię - i wrócił oczarowany: "Panie Prezesie! Sycylia
razem z całymi Włochami weszła do UE. Obowiązują tam wszystkie te
przerażające przepisy.... Ale, panie Prezesie, spokojna głowa: tam nikt ich
nie przestrzega!!".
Mój rozmówca pokiwał głową: "No, tak - na Sycylii może nie... Ale np. w Bari
(Kampania) był sobie dom akademicki - 10-piętrowy. A w Unii obowiązuje
przepis, że budynki powyżej trzech pięter muszą mieć (ze względów
bezpieczeństwa, co najmniej trzy wyjścia. A on miał jedno. Więc...".
- Niech zgadnę - przerwałem - parter i pierwsze trzy piętra nazwano "wysokim
parterem" (o kondygnacjach A, B, C i D), piętra od 4-7...
- Niestety, nie! Zamknięto piętra od 4-10. Stoją puste, choć w mieście
cholernie brakuje akademików...
Jak to dobrze, że nie wejdziemy chyba do tej UE...
A na tym się nie skończy. Lobby producentów klatek schodowych z pewnością
zażąda, by takie budynki miały po pięć osobnych wyjść. Albo po jednym na
każde piętro.
I dobije się swego: bezpieczeństwo - przede wszystkim! Życie ludzkie jest
bowiem bezcenne.
Wiadomość dobra polega na tym, że Euro-Komisarze i Dyrektorzy Generalni są
bardzo różni. Jeden jest socjalistą - i dobiera sobie takich samych
podwładnych i współpracowników - a drugi nie. W wyniku tego poszczególne
dyrektoriaty i komisje prowadzą ze sobą walkę na przepisy prawne. Co znów
przypomniało mi zamierzchłe czasy PRL-u, gdy po uwerturze tow. Edwarda
Normandzkiego minister handlu zagranicznego zezwolił łaskawie na przywóz z
NRD wszystkiego, co dusza zamarzyła. Już po dwóch dniach minister handlu
wewnętrznego zabronił przyjmowania tych towarów do sprzedaży w komisach...
Wyraźnie widać, że wejście do Unii Europejskiej wymagałoby sięgnięcia po
rezerwy kadrowe z epoki tow. Gierka. Młodzi ludzie, nauczeni teorii wolnego
rynku, nie mieliby tam czego szukać! Natomiast starzy wyjadacze, umiejący
znaleźć praktyczne rozwiązanie dowolnej trudności spowodowanej głupotą Władzy
Politycznej...
Unią wstrząsają również podziały narodowościowe. Nie przebiegają bynajmniej
wzdłuż granicy języków romańskich i germańskich. Sprawa Osi Berlin-Paryż to
nie kwestia bieżących sojuszów politycznych - już od ładnych kilku lat
Francuzi i Niemcy z dużą bezczelnością starają się narzucić swój dyktat - co
przez jakiś czas nieźle się im udawało, dopóki Brytyjczycy nie dostali
jasnych dyrektyw, by się temu przeciwstawić. I to się, o dziwo, udało!! Dziś
Francuzi i Niemcy są wśród braci urzędniczej znienawidzeni. Wbrew pozorom
może to mieć spore znaczenie dla wzajemnego ustosunkowania się polityków:
sympatie i anse sekretarki wpływają na decyzje szefa - nawet wtedy, gdy z nią
nie sypia.
A w ogóle Bruksela wywarła na mnie przygnębiające wrażenie. Ludziom jakby
odebrało chęć do życia. Panuje szarość - jeśli nie liczyć licznych Murzynów.
Nikomu nic się nie chce, panienka z korporacji taksówkowej, nie mogąc
zrozumieć nazwy ulicy, po prostu rzuciła słuchawką (taksówki w Brukseli mają
taryfę wspólną i uregulowaną, ich liczba jest ograniczona i bardzo mała -
więc klienci ich nie obchodzą!), Belgowie w ogóle pracować zbyt długo nie
lubią - jedynie Arabowie, Turcy, Kurdowie i Murzyni otwierają sklepy trochę
dłużej. A w ogóle chodniki krzywe, brudno (brudniej niż w Warszawie!) ponuro
i prowincjonalnie.
Islam stał się oficjalną religią w Belgii (dofinansowywaną przez państwo, a
jakże!), a Arabowie zaczęli domagać się uznania arabskiego za czwarty język
oficjalny. Całkiem słusznie: jest ich więcej niż Niemców, a niemiecki jest
oficjalny w Królestwie Belgów!
Teraz tylko czekać na żądanie, by przynajmniej jeden z królewiczów pojął
cztery żony: Arabkę, Flamandkę, Niemkę i Walonkę!