hugo_w2
19.09.06, 07:28
Jarosław Kaczyński zadeklarował podczas wizyty w Waszyngtonie wysłanie do
Afganistanu tysiąca polskich żołnierzy.
Oświadczenie to może zaskakiwać po wcześniejszych decyzjach rządu Prawa i
Sprawiedliwości o ograniczeniu polskiej obecności wojskowej w Iraku.
Wyglądało na to, iż władze w Warszawie pragną dostosować swą politykę wobec
USA podług obowiązującej w Unii Europejskiej normy - dystansowania się (w
najlepszym przypadku) do militarnego zaangażowania Stanów Zjednoczonych.
Poczynania braci Kaczyńskich i koalicji rządzącej wydawało się przy tym
zgodne z oportunistycznym charakterem ich polityki - działania na rzecz
przypodobania się opinii publicznej, a przecież nigdzie - również w Polsce -
wojna prowadzona gdzieś daleko, w imię abstrakcyjnych celów nie jest
popularna.
Tymczasem Kaczyński postąpił odmiennie. Rzekomo decyzja ta została podjęta
już dawno, ale sekretarz generalny NATO zwrócił się do Warszawy, aby
publicznie ogłoszono decyzję w sprawie z góry zaplanowanej rotacji, aby
informacja taka skłoniła inne rządy do podobnych deklaracji i zmobilizowania
dodatkowych sił.
Brzmi to bardzo nieprawdopodobnie. Bliższa rzeczywistości wydaje się
interpretacja, iż Jarosław Kaczyński i jego zespół starają się za wszelką
cenę poprawić swój wizerunek na Zachodzie, a zwłaszcza w USA, gdzie groziło
premierowi, że zostanie zlekceważony przez najwyższe władze Waszyngtonu.
Nieoczekiwana deklaracja przywódcy polskiego rządu nie mogła zostać
niedoceniona; prezydent Bush spotkał się na chwilę z Jarosławem Kaczyńskim,
wystarczająco krótko jednak, aby nie narazić się wpływowym grupom nacisku.
Ale nie koniunkturalizm, lecz rzeczywista niechęć do nietolerancji,
ksenofobii, awanturnictwa politycznego Warszawy dyktowała protokół poczynań
Białego Domu.
Dziś kanclerz Angela Merkel i Berlin (z którymi wojnę toczą bracia Kaczyńscy)
są szczególnie istotnym partnerem USA. Kandydat na przywódcę Wielkiej
Brytanii, konserwatysta David Cameron, także zabiega o względy USA. Również
kandydat na prezydenta Francji Nicolas Sarkozy podczas niedawnej wizyty w
Waszyngtonie zadeklarował solidarność ze Stanami Zjednoczonymi i ich walką ze
światowym terroryzmem. Stwierdził, że francuski antyamerykanizm, który
chętnie wykorzystywał Jacques Chirac do doraźnych celów, "odzwierciedla
zawiść z powodu waszych wspaniałych sukcesów".
Jarosław Kaczyński, który doprowadził do zmarginalizowania Polski na arenie
międzynarodowej, zdecydował się na krok, który miał przywrócić mu rangę i
pozycję, o jakiej marzy. Zdołał zainteresować najważniejszego atlantyckiego
sojusznika na pięć minut. Pozycję w Waszyngtonie i na świecie buduje się od
dobrych stosunków z sąsiadami.
Quelle PDN-NY(CK)