Anioły Polskie (portret pierwszy)
Siedział na plastikowym krześle. Dworzec skrzypiał. Setki sprawnych butów.
Tysiące scięgien, kości. Niektóre nienaoliwione. Echa kwadratów.
Obcasów..casów..ów. Morze skóry. Fale zapachów. Ośmiometrowa palmoliv.
Trzymetrowa Dove , migdałowa pienistość. Krzesło nie wie, że to Anioł.
Plastik głupi jak woreczek do lodu. Czas naprawdę cyka. Cykające tablice.
Rozkład jazdy taki szybki, szybszy od pociągów i punktualny. Kasy przeżuwają
wszystko nawet przerażone jednogroszowce. Wypluwają bilety. Serpentyny
czekających. Węże. Ogony troche się nudzą i czytają wyborczą. A On siedzi. W
reklamówce pączki. A właściwie lukrowa kula. Kolacja a może obiad. Starczy
też dla kilku gołębi. Są takie nieśpieszne, leniwe ale to Mu nie przeszkadza.
Jakby je znał od wieków.- Pracowałem w FSO- mówi do jednego z nich, tego
który okazał się najwytrwalszy w wydziobywaniu dżemu. -dwadzieścia pięć lat!
wyobrażasz sobie? tak ? czy nie ? potem koreany przyszły i...no wiesz Polak
zawsze głupi da się zrobic na szaro...mieszkałem kiedyś w Mińsku...teraz
czekam na pociąg..zaraz będzie i wracam do domu.
Znika w tłumie głosów. Zostawił palącego się papierosa w plastikowym kubeczku
kawowym. Na dnie zostało trochę kawy. Papieros pije syczy i umiera. Trochę
mgły. A potem cisza.
Rydwany łognia oświetlają Jego twarz.
Wschód. Pyliste piegi zakotwiczone w zmarszczkach. Czterodniowy zarost.
Wykrzyknik. Samotny. Ząb górna dwójka. Czapka nie pamięta swojej czerni.
Oczy. Inteligientne chociaż teraz jakby zamknięte. Są w Mińsku. Razem z Nim.
A Jego mięśnie są znowu błyszczące jak felgi. Powieki jak na ikonach mają
pastelowe mrugnięcia. Dworca już nie ma. Zniknął.
pozdrawiam
perli
ten Anioł dla Danutki.
znalazłam teraz pewien wątek
Andrej powinien podrzucić zaraz linka z ikonami