Gość: doku
IP: *.mofnet.gov.pl
26.03.03, 18:00
Wojna to szczególny czas, który nie znosi obojętności. Jeżeli np. w jakimś
kraju są jakieś demonstracje, starcia czy zamieszki, to ludzie mogą sobie
jeszcze gadać: "ja tam się na polityce nie znam i nie mieszam się do tego".
Ale nastaje taki czas, że taki tekst nie wystarcza. Ludzie zostają zmuszeni
do stanięcia po którejś z walczących stron. Taki czas nazywa się "wojna".
Ludzie uczestniczący w wojnie są wyraźnie dzielą się na tych, których się
zabija, i na tych, których się broni.
Dlatego tych, którzy w wojnie uczestniczą nie można z zewnątrz oceniać w
kategoriach szarości. Wojna to czas kiedy źli walczą z dobrymi, albo źli ze
złymi. Oceniając wojnę nie można mówić, że obie strony są trochę dobre a
trochę złe. W obliczu wojny dobro i zło zajmuje jasną pozycję. Strony
walczące nie są nigdy szare, ale białe (tylko jedna) lub czarne.
Tym się różni wojna od walk innego rodzaju. O jakichś innych walkach można
powiedzieć: "ja się na tym nie znam, nie mam zdania, kto ma rację". O wojnie
tak się nie da. Kto ma jakąś moralność w sobie, ten wie zawsze, po której
stronie stanęło zło, a po której ewentualnie dobro.
Weźmy przykład wojny Niemiec z ZSRR. Czy to wojna złych z dobrymi czy złych
ze złymi, patrząc np. z perspektywy 42 roku? Toczyła się wtedy na terytorium
ZSRR, więc pozornie było wszystko jasne: źli byli Niemcy, sowieci - dobrzy.
Ale to błędna ocena, bo kiedy cofnąć się do roku 39 widać jasno, że oba kraje
wspólnie napadły słabszego sąsiada, a więc jednak walczyli źli ze złymi.
Saddam i jego ludzie są ludźmi złymi, to nie pozostawia dla nikogo żadnych
wątpliwości. Kontrowersje dotyczą Amerykanów, czy są dobrzy czy źli. Jeśli
niedawno jeszcze mogliśmy powiedzieć, że czasem są dobrzy a czasem źli, a
najczęściej ani dobrzy ani źli, to tera nie możemy nic takiego powiedzieć,
jeśli chcemy zachować dla siebie szacunek. Musimy powiedzieć sobie w swoim
sumieniu, czy uważamy że Ameryka stanęła po stronie dobra czy po stronie zła.
Czy tam w Iraku źli zabijają złych, czy dobro walczy tam ze złem.
Z pozoru Amerykanie są źli, bo walczą na terytorium Iraku, ale może to błąd?
Może trzeba spojrzeć w przeszłość i tam sprawdzić, jaka jest Ameryka, bobra
czy zła. O co walczyli amerykańscy żołnierze w poprzedniej wojnie, a o co w
jeszcze wcześniejszej?
I jeszcze dygresja. Pacyfiści twierdzą, że wojna to zawsze starcie złych ze
złymi. Wykluczają możliwość wojny dobrych ze złymi. Tak zawsze kombinują, aby
uzasadnić twierdzenie, że jeżeli dobrzy wezmą udział w wojnie, to czyni z
nich automatycznie złych. A jednak zdarzały się wojny dobrych ze złymi -
rozpoczęte przez złych i wygrane przez dobrych (Niemcy-Anglia, czy Japonia-
USA). Anglicy bronili się i wygrali- to było klasyczne starcie dobra ze złem,
w którym dobro zwyciężyło.
Sensem propagandy pacyfistów jest próba udowodnienia, że obie strony są złe,
dlatego celem zmasowanych ataków propagandy pacyfistów są zawsze ludzie
dobrzy. Gdyby obie strony były złe, to pacyfiści atakowaliby obie strony po
równo i to niezbyt energicznie. Kiedy jednak jedna strona jest dobra, to
pacyfiści muszą ją zdeprecjonować, aby ich pacyfistyczna propaganda miała
sens. Aby zachować wiarę w słuszność idei pacyfistycznych, pacyfiści muszą
zawsze stać po stronie zła, gdy toczy ono walkę z dobrem.