Dodaj do ulubionych

pazarski...do raportu!

01.11.06, 22:15
lej wode!-)
drf
Obserwuj wątek
    • dachs Re: pazarski...do raportu! 01.11.06, 22:32
      zupagrzybowa napisała:

      > lej wode!-)

      Do zupy? Goście idą? smile
      • zupagrzybowa Re: pazarski...do raportu! 01.11.06, 22:44
        dachs napisał:

        > zupagrzybowa napisała:
        >
        > > lej wode!-)
        >
        > Do zupy? smile

        witaj Gościu...smile

        czego sobie zyczysz?

        wink
    • drf Re: pazarski...do raportu! 02.11.06, 00:52

      cuba si & yanki si?
    • zupagrzybowa p0z00rski do raportu! 02.11.06, 01:36
      en.wikipedia.org/wiki/Bocce
      • pozarski Re: p0z00rski do raportu! 02.11.06, 02:34
        zupagrzybowa napisała:

        > en.wikipedia.org/wiki/Bocce


        --------------------------------------------------------------------------------
        drf napisał:

        > } ...*... {
        > ...*... has the ability that anything ...*... puts into words, becomes
        reality.
        > ..
        > -
        • drf spocznicie p0z00rski ! 02.11.06, 02:52
          juz wystarczy...nie zalewajcie wink))
          dobranoc
          • pozarski Re: spocznicie p0z00rski ! 02.11.06, 10:03
            drf napisał:

            > juz wystarczy...nie zalewajcie wink))
            > dobranoc

            Spadaj dziadu i znajdz sobie innego "przyjaciela",ktoremu bedziesz trul dupe.
            • zupagrzybowa Spadaj dziadu? 02.11.06, 18:09
              Lepszy Prawdziwy Wrog niz Falszywy "przyjaciel"?

              • pozarski Re: Spadaj dziadu?/ Dokladnie tak. 02.11.06, 19:19
                zupagrzybowa napisała:

                > Lepszy Prawdziwy Wrog niz Falszywy "przyjaciel"?
                >


                Re: qrwa , genialne ..toccata ...
                Autor: zupagrzybowa
                Data: 02.11.06, 01:42 + dodaj do ulubionych wątków

                skasujcie post

                + odpowiedz cytując + odpowiedz

                --------------------------------------------------------------------------------
                a ty nie chodz z otwartym rozporkiem drogi "przyjacielu"wink


                • drf Lepszy Prawdziwy Wrog niz Falszywy "przyjaciel"? 02.11.06, 19:27

                  wink
                  • pozarski Lepszy Prawdziwy niz Falszywy. 02.11.06, 19:36
                    Dla tych,co nie wiedza:zupagrzybowa i drf to jedna i ta sama osoba.
                    • abprall Re: Lepszy Prawdziwy niz Falszywy. 02.11.06, 19:39
                      lepsza fałszywa niż prawdziwa....
                      • pozarski Re: Lepszy Prawdziwy niz Falszywy. 02.11.06, 19:41
                        abprall napisał:

                        > lepsza fałszywa niż prawdziwa....

                        lepszy prawdziwek niz muchomor...
                    • drf .... 02.11.06, 19:43

                      www.live365.com/play/52559
                      • zupagrzybowa nadety p000zooN? 03.11.06, 01:40
                        www.live365.com/play/santanaradio
                        • drf p000zi? WSTYD!!! 03.11.06, 02:42

                          wstretny donosicielu, bez zenady piszesz ze bedziesz skladal donosy...

                          ;0
                          • zupagrzybowa hightimes............zmiana tematu 03.11.06, 02:59
                            www.hightimes.com/ht/home/
                            www.live365.com/play/52559
                            • zupagrzybowa p000zi w UBikacji? 03.11.06, 03:58
                              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=51437010&a=51438900
                              • drf ooo..Jego .wielka Szaletnosc P0Z00 03.11.06, 04:06
                                Spuszcza wode...wink

                                www.live365.com/play/298978
                                • zupagrzybowa p00zi : "ubecki pomiocie"? 03.11.06, 09:50
                                  good-times.webshots.com/photo/2739686160011069545OzLfsJ
                                  • zupagrzybowa ...Racje ma dr. Freud... 03.11.06, 16:26
                                    "Racje mial stary Freud zwalajac wszystkie nieszczescia na dziecinstwo.
                                    Nie zeby wylizywanie setek kolejnych pizdeczek bylo jakims nieszczesciem, ale
                                    czesto, po poczatkowym zachlystnieciu sie moim talentem, kobiety, z ktorymi
                                    zaczynalem jakas gre, pragnely czegos wiecej i tego "czegos wiecej" nigdy jakos
                                    nie potrafilem im dac."
                                    • drf z wielkim oddaniem oddajac sie zagranicznym goscio 03.11.06, 17:06
                                      Pod koniec zycia zdradzila mi, ze przezyla jedna prawdziwie
                                      romantyczno-seksualna przygode z pewnym lysym dyrektorem wielkiego wydawnictwa,
                                      ktory, w przeciwienstwie do innych mezczyzn (matka, choc bez doswiadczenia,
                                      lubila uogolniac), nie rozrzucal jej nog, jakby byla jaka drabina, a najpierw
                                      milo i przyjemnie z nia konwersowal. Taka niezwyla u matki opowiesc! Sama juz
                                      byla za stara, zeby w rozmowie cokolwiek jeszcze przezywac, wiec zabralo jej to
                                      nie dluzej niz minute, przy czym nie chciala zdradzic, ktory ze znajomych byl
                                      tym galantem nie z tego swiata, choc ja, oczywiscie, natychmiast sie domyslilem!
                                      Stary przyjaciel, maz pewnej znanej w stolicy pediatrki, Id, jak wszyscy wokol,
                                      byly rewolucjonista, tez, jak wszyscy inni znajomi. A u Mireczki nikt nawet nie
                                      musial sie silic na rozmowy; to ona rozrzucala nogi, sama z siebie, nawet nie
                                      trzeba bylo jej prosic. Wdowa po krytyku literackim pisze doslownie w swoich
                                      pamietnikach:
                                      "Adam po prostu znalazl sie w sytuacji, a przynajmniej tak mi ja zrelacjonowal,
                                      z ktorej nie mial wyjscia. Mirka przyszla do niego rozzalona na rodzicow, ktorzy
                                      poszli nie wiadomo dokad, nikogo nie bylo w domu, musial ja zaprosic do srodka,
                                      a kiedy usiedli na kanapie, ona natychmiast rzucila sie na niego i...Nie
                                      chcialam mu wierzyc, ale pozniejsze wyczyny tej corki wysokiej szarzy oficera
                                      wywiadu spowodowaly, ze kupilam jego wersje."
                                      Pamietniki wdowy po Adamie T. uswiadomily mi tez, ze ojciec nie byl tym za kogo
                                      sie zawsze podawal, a wiec wysoce kwalifikowanym profesorem historii najnowszej
                                      i stosunkow miedzynarodowych, a rownie wysoce kwalifikowanym pracownikiem
                                      wywiadu. Moglem sie domyslec! Wlasciwie wszystko czym byl i co robil, bylo
                                      zawsze tylko kolejna wersja tego jedynego, oryginalnego klamstwa. O kazdym
                                      kolejnym dowiadywalem sie sukcesywnie, i na szczescie, bo gdybym dowiedzial sie
                                      wszystkiego naraz, znalazlbym sie tu duzo wczesniej! Jego imie nie bylo jego,
                                      pobyt w wiezieniu okazal sie krotki, za to klamstwo dlugie; data urodzin
                                      dostosowana do dnia wybuchu rewolucji socjalistycznej, choc w rzeczywistosci
                                      urodzil sie prawie miesiac po, piec lat przed. Jak daleko siegam pamiecia (a
                                      pamiec mam wyjatkowa) zawsze obchodzil urodziny 7 listopada, laczac niejako
                                      przyjemne z pozytecznym. Czasami nie wiadomo bylo, co swiecil: Wielki
                                      Pazdziernik (ktory byl listopadem) czy taki sobie listopad (ktory byl grudniem).
                                      Jego uwiezienie w przedwojennej Lolce (co prawda nie sanatorium, jak chca
                                      dzisiejsi hagiografowie wczorajszej ojczyzny, ale i nie pieklo, jak chca
                                      wczorajsi kombatanci) bylo o 2 i pol roku krotsze niz legenda, ktora nas
                                      czestowal w przedspaniowych opowiastkach. Zapalenie pluc, ktorego sie nabawil,
                                      spowodowalo, ze zaraz po procesie wyladowal w szpitalu, z ktorego jego ojciec
                                      wywiozl go taksowka i zaopatrzywszy w bardzo ciezkie pieniadze, wyslal do Chich.
                                      Dowiedzialem sie o tym od jego brata, juz na emigracji, i wcale sie nie
                                      zdziwilem. Teoretycznie trudno bylo sie w tych wszystkich pseudofaktach polapac,
                                      ale wiedzac juz cos niecos o jego wlasciwej profesji dawno uznalem, ze co nam
                                      przekazywal, bylo jakby cwiczeniem szarych komorek, jakze potrzebnych w
                                      spotkaniach z ludzmi zupelnie nieprzygotowanymi na niespodzianki, ktore im, w
                                      skrytosci ducha, szykowal. Te niezliczone tlumy zachodnich badaczy pokoju
                                      inkorporujacych jego pomysly we wlasnych, uczonych dywagacjach na niezastapiony
                                      temat: Koegzystencja Wschodu i Zachodu w przyszlym tysiacleciu. Ze nic z tego
                                      nie wyszlo? Ze Wschod rozpadl sie na kawalki i kazdy z bylych znawcow Wschodu ze
                                      Wschodu i Zachodu dzis mowi, ze Wschod byl zawsze Zachodem? Nic nie szkodzi!
                                      Fakty - w mysl starej dewizy ojca - nie sa wazne; wazne sa intencje!
                                      Ta siostrzyczka! Co musialo sie stac, zebym ja tak naprawde poznal! Od wczesnego
                                      dziecinstwa chciala odegrac jakas wazna, choc dlugo nie sprecyzowana role, w
                                      swiecie. Ojciec zreszta wciagal ja sukcesywnie w swoje gry i gierki, tak ze
                                      uslyszalem nawet kiedys od jakiegos jego znajomego, ze byly czasy kiedy
                                      podejrzewal swojego kolege z pracy w departamecie o incest. Chyba jednak nie,
                                      choc kto dzis, kiedy psychologia kaze nam wierzyc w cokolwiek, moze z cala
                                      pewnoscia stwierdzic, ze...Z drugiej strony, trudno zaprzeczyc, ze bylo to
                                      wyobrazalne. Ojciec cala swoja seksualna energie od lat niewykorzystywana w
                                      celach prokreacji, czy chocby jakichs nawet nieregularnych stosunkow z zona,
                                      kierowal w strone stosunkow z corka, i tych miedzynarodowych. Bral Mireczke na
                                      spotkania z naukowa miedzynarodowka poprawiaczy swiata, ale i, w pozniejszych
                                      latach, kiedy Mirusia byla juz dojrzala panna, na koncerty (choc wlasciwie nie
                                      lubil muzyki, poza wojskowymi piesniami w wykonaniu Choru Armii Czerwonej) i do
                                      operetki. Jak wielu przed nim i po nim lekka muza wprawiala go w lepszy humor,
                                      tym bardziej, ze w latach siermieznego socjalizmu, ktorego byl wspolautorem,
                                      Lehar czy Offenbach pozwalali mu na przynajmniej jakies, chocby i minimalne,
                                      wyladowanie meskich potrzeb. Dzialo sie tak az do momentu, kiedy nie przejal, po
                                      zmarlym wlasnie ministrze, jego sekretarki, wysmuklej Steni. Ach, Stenia! Sam,
                                      kiedy dorastalem i moj, mowiac slowami Heli: siusiak w najmniej oczekiwanych
                                      momentach wyczynial rozne dziwne piruety, tak wiec i ja mialem chrapke na
                                      Stenie. Byla kompletnym zaprzeczeniem matki. Wysoka i smukla, umeblowana jak
                                      popularna owczesnie bogini wloskiego neo-realizmu - Lolobrigida. Zawsze
                                      nienagannie ubrana, czasami sprawiala wrazenie, jakby dopiero co wstala z lozka,
                                      troche jeszcze nie rozbudzona, jeszcze zyjaca jakims przyjemnym snem czy chwila
                                      spedzona z ministrem spraw zagranicznych, albo pozniej - z ojcem. Kiedy
                                      pojawiala sie u nas (a zdarzalo sie to bardzo czesto) natychmiast cale
                                      mieszkanie wypelnialo sie nie tylko jej niecodzienna osobowoscia, ale i
                                      zapachami, od ktorych zachciewalo mi sie czegos, o czym jakies pojecie dawala mi
                                      moja mila siostrzyczka, ale Stenia, zdawalo mi sie wtedy, moglaby mi dac duzo
                                      wiecej i duzo lepiej. Juz wtedy, choc Mirusia, do chwili kiedy stracila cnote,
                                      poddawala sie mojej, wyzwolonej z petow aseksualnego wychowania imaginacji (moja
                                      matka byla wrecz modelem rewolucjonistki, dla ktorej o wiele latwiej i
                                      przyjemniej byloby sie rzucic na jakiegos wroga ludu, niz polozyc z nim do
                                      lozka; ojciec caly swoj erotyczny impet ladowal w Hele, Stenie, Alene i pewnie
                                      pare innych kobiet, wiec czasu na przygotowanie mnie do zycia w konkubinacie
                                      wlasciwie nie mial), juz wtedy czulem, ze seks bedzie w moim zyciu odgrywal role
                                      podobna tej, ktora wypelniala zycie ojca i siostry egzystencjalnym sensem. Bo
                                      siostra, jeszcze przed smiercia Wielkiego Lina, zaczela spiewac i tanczyc w
                                      zespole stworzonym jedynie w celu zabawiania zagranicznych gosci "w naszej
                                      odbudowujacej sie z wojennych zgliszcz stolicy". Niejednokrotnie slyszalem jak
                                      opowiadala ojcu (jej sie wydawalo, ze szepcze, a tymczasem mowila tak glosno, ze
                                      slyszalem ja nawet stojac w korytarzu za zamknietymi drzwiami gabinetu ojca) na
                                      czyich kolanach spedzila czas wolny od tanczenia chowpakow i spiewow
                                      stylizowanych na dumkach ukrainskich. Kiedy po latach strony gazet wypelnily sie
                                      informacjami o pedofilskich upodobaniach doroslych, przypomnialem sobie tamte
                                      rozmowy corki z ojcem. "Pan prezydent," powiedziala kiedys,"polozyl mi spod
                                      spodu reke miedzy nogami. Czy uwazasz, ze dobrze zrobilam, ze zostalam az do
                                      chwili kiedy przestal raptownie oddychac?" "Tak coreczko!" uslyszalem rezolutna
                                      odpowiedz ojca. Kto wie, moze to dzieki Mirusi ojciec uniknal pewnych
                                      nieprzyjemnosci zwiazanych z faktem przebywania podczas wojny w imperialnej
                                      Anglii? Nie musze chyba mowic o tych nieprzyjemnosciach, ktore panu, jesli
                                      wierzyc wierzacym, musialy sprawic niebylejaka satysfakcje. To musialo byc
                                      niezwykle widowisko, te karcery wypelnione po brzegi niewierzacymi wierzacymi,
                                      ktorzy stali sie przypadkowymi ofiarami teatru terroru, ktorego byli
                                      oryginalnymi autorami, a czesto ich pierwszoplanowymi aktorami. Nie musi
                                      • terran "It's all in your mind!..." 05.11.06, 21:21
                                        " Co miala sa wspolnego z pedalstwem? Nic zupelnie, poza tym ze lezac z nia w
                                        lozku wyobrazalem sobie, ze jestem w lozku z facetem, na przyklad jakims
                                        brazylijskim transseksualem, ktoremu moglo sie wydawac, ze byl kobieta, ale
                                        przecie kobieta nie byl, bo zamiast siusiaka mial miedzy nogami szpare. Tak
                                        tez i sa, dazac do spelnienia idealu KOBIETY, zblizala sie milowymi krokami do
                                        wizerunku Prawdziwego Mezczyzny, choc miedzy nogami miala najprawdziwsza
                                        szparke, i to szparke, w ktora z taka ochota wsuwalem swojego coraz mniej
                                        chetnego siusiaka. It's all in your mind! - krzycza psychologowie, ale, jak juz
                                        gdzies powiedzialem, ja im nie wierze! sa byla owlosiana jak malpa, a jesli nie
                                        zupelnie jak malpa, to coraz blizej tej naszej bliskiej krewnej. Juz nie
                                        prosilem, zeby sie przestala wyglupiac i skonczyla z ta maskarada. Prawde
                                        powiedziawszy prawie wcale nie otwieralem ust; ona za to gadala caly czas.
                                        Oceany slow wylewaly sie z sy, jak z jakiegos kaznodzieji prawiacego o Dobrej
                                        Nowinie. Prawde powiedziawszy zaczynala mi przypominac juz prawie zapomniana
                                        Hele, a kiedy opowiadajac o kolejnym nieszczesciu, ktore dotknelo kolejna
                                        kobiete, zaciskala dlonie w piesci, zaczynalem sie jej bac. Nagle, ni stad ni z
                                        owad, przypomnialem sobie gospoche, ktora nieomal mnie nie zabila i wystarczyly
                                        piesci sy zacisniete w, jak na razie, slownym uniesieniu, bym pewnego dnia,
                                        gdy sa byla na spotkaniu Grupy 8, spakowal sie i uciekl z domu na Bialej Gorze
                                        (Vita Berget).
                                        Nie bede ukrywal, ze troche mnie zabolal fakt, iz sa mnie wcale nie szukala.
                                        Przyjela moje znikniecie jako rzecz absolutnie naturalna, a ja, choc tesknilem
                                        do jej pizdeczki, w glebi ducha dziekowalem Bogu (tylko taki idiom; nikomu za
                                        nic nie dziekowalem), ze nie musze piescic jej piersi, przegryzajac sie przez
                                        gaszcz wlosow pokrywajacych jej kiedys nienaganne cialko.
                                        Nie byl to jednak koniec historii. Skad! Jakis miesiac pozniej z Dagens
                                        Nyheter dowiedzialem sie, ze sa zalozyla Stowarzyszenie Walki o Uprawnienie
                                        Kobiet Szwedzkich do Noszenia Chadoru. A wiec, jak by powiedzial pewien znajomy
                                        katolicko-zydowski filozof: contradictio in adjecto. Niby w imie wolnosci
                                        porasta moja ex-sa wlosiem, ale jak przyjdzie co do czego, w ogole nie chce z
                                        tej wolnosci korzystac, a wrecz chce poddac swoja plec ograniczeniom godnym
                                        sredniowiecza.
                                        Co sie stalo? Do Iranu wlasnie tryumfalnie powrocil ajatola Chomeini,
                                        beniaminek zachodniej lewicy. W ogole, musze powiedziec. ze zachodnia lewica
                                        zachowuje sie tak, jakby chodzila na wyklady mojego ojca w Wyzszej Szkole Nauk
                                        Spolecznych przy KC PZPR.."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka