cs137
29.04.03, 02:23
Na tym Forum bez przerwy slychac opinie typu: "Wiadomo,
Bushowi (badz: Amerykanom) chodzi o iracka nafte".
Ja jestem fizyk i my mamy jedna ceche wspolna z
ksiegowymi: lubimy, zeby nam sie liczby zgadzaly. Za
pomoca "Google" wyszukalem wiec dane na temat irackiej
produkcji ropy: w szczytowym momencie (1990) osiagnela
on 3.5 miliona barylek dziennie, zatem nieco ponad
miliard barylek rocznie.
Jesli teraz produkcja wroci do tamtego poziomu i Bush
WSZYSTKA te rope ukradnie, to zarobi, liczac wedle cen
rynkowych, mniej wiecej 30 miliardow dolarow rocznie.
Tymczasem, koszty wojny juz wielokrotnie przekroczyly
te sume. Ostatnio Bush poprosil kongres o dodatkowe 80
miliardow do konca roku. Utrzymywanie stalej armii
okupacyjnej (bez tego sie przeciez ukrasc tej calej
ropy nie da!) bedzie kosztowalo zdrowo wiecej, niz 30
miliardow na rok.
Wychodzi na to, ze duzo taniej by wyszlo kupic te nafte
na wolnym rynku, niz ladowac sie w te cala wojne.
Wiec ja sie teraz pytam, jak kiedys Kuba w Kabarecie
Dudek: TO GDZIE TU JEST INTERES? To proste i
"oczywiste" wytlumaczenie, ze Bushowi/Amerykanom chodzi
o iracka rope, pada w konfrontacji z liczbami.
Moze ktos zatem potrafi lepiej tutaj wytlumaczyc, jakie
cele przyswiecaly Bushowi.
To nie jest zlosliwe pytanie