jenisiej
30.04.03, 02:02
W pojedynku Miller-Ziobro zdecydowanie zwyciezyl ten ostatni.
Styl nie byl piekny - ale to Miller go narzucil, a lizus Nalecz
chcial ten mecz sprzedac. Ale sie nie udalo. Ziobro troche sie
gubil, niepotrzebnie dawal sie wciagac w czysto partyjne utarczki,
ale swoja upierdliwoscia obnazyl niespojnosc linii obrony Millera
i wbil mu byc moze ostatni gwozdz do politycznej trumny. Moze
Miller bedzie mial kiedys come-back - to doswiadczony gracz -
ale dni jego premierostwa sa policzone, a zachowanie pozycji
genseka tez stoi pod znakiem zapytania. Ten dzien z pewnoscia
bedzie wspominal do konca zycia, a jak pojdzie spac po tlustej
kolacji, Ziobro bedzie go nawiedzal w nocnych koszmarach.
Do wyjasnienia afery nie zblizylismy sie o milimetr, ale czy
ktos naprawde wierzy, ze kiedykolwiek poznamy prawde? Wystarczy,
ze w pelnym swietle ukazuja sie mechanizmy rzadzace ta republika
kolesiow. Moze kilku "mezow stanu" sie przestraszy, co nam
zaoszczedzi kilku afer w przyszlosci.
A Ziobro ma duza przyszlosc przed soba - sam nie wiem, czy to
dobrze, czy zle. Z pewnoscia jednak nie chcialbym byc przez niego
przesluchiwany. Dziurki nie zrobi, a krewke wypije.