qwardian
25.04.07, 06:11
"Chciałem, aby była ona aktem tylko indywidualnego protestu. Wyrażam pełne
zrozumienie dla tych, którzy myślą podobnie jak ja, ale deklaracje
lustracyjne ponownie złożyli" - napisał.
"Na skierowane do mnie imperatywne żądanie kornego podporządkowania się mam
tylko jedną odpowiedź: odmawiam" - kończy prof. Geremek. List
przekazał "Gazecie Wyborczej".
kataryna.kataryna 09.08.06, 09:08 + odpowiedz
acho napisał:
> Czy Bronisław Geremek wytoczył proces "Michałowi Grockiemu", autorowi tych
słów
> ? Bo chyba o tym nie
> słyszałem...
Nie wytoczył bo w książce nie padło nazwisko.
A książka jest ciekawa, podobnie jak jej losy. Jak się ukazała w 1992 nie było
żadnej poważnej dyskusji o niej, recenzję w Gazecie pisał Stanisław Barańczak
a
miała tytuł..."Paranoicy są wśród nas".
Zastanawia mnie tylko czym taka reakcja na tę książkę była spowodowana. Czy
oddanie jej do recenzji Barańczakowi i puszczenie tego z
tytułem "Paranoicy..."
wynikało z głebokiego przekonania, że to rzeczywiście bzdury, czy przeciwnie,
ze
świadomości, że to prawda i dlatego trzeba ją obśmiać na potęgę, żeby
inteligent
się wstydził po nią sięgnąć.
PS. A Grodzki to prawdopodobnie Tomasz Tywonek.
------------------------------------------------------------------------------
----------------------------------
TW Beatus
"Niezwykle zagadkowa była w tym kontekście sprawa związana z G., w której co
kilka lat dokonywano zestawienia jego biografii politycznej. W każdym z
tych "życiorysów" zawsze pomijano okres lat 60-tych, czas bytności G. w
Paryżu. Trudno sobie wyobrazić, by ktoś w tamtych czasach, wyjeżdżając z
kraju na istotną "placówkę", nie był współpracownikiem SB. Prowadzący sprawę
oficerowie odnosili się do G. wrogo, traktowali go jako jedną z czołowych
postaci opozycji, człowieka odpowiedzialnego za wiele decyzji Lecha Wałęsy.
Zbierali mnóstwo bardzo szczegółowych informacji na jego temat. Co dziwne,
posiadali zapisy niemal wszystkich prowadzonych przez niego rozmów. Nie tylko
przez telefon i w mieszkaniu. Także na otwartej przestrzeni. Notatki o bardzo
wysokim stopniu szczegółowości. Ich działania nie powodowały jednak żadnych
konkretnych skutków. Mimo, iż gromadzili wiele dowodów "antysocjalistycznej
działalności" G.; takich, które dla innego człowieka oznaczałyby proces i
więzienie, nic się dalej z nimi nie działo. W materiałach sprawy odnaleźć
można liczne sygnały o tym, iż oficerowie są przekonani, że ich praca jest
jedynie atrapą, przykryciem dla prowadzonych przez kogoś, o kim nic nie
wiedzą, działań. Twierdzili wprost, że jakieś ośrodki ponad nimi, centralne,
nie dopuszczają do podjęcia bardziej zdecydowanych działań przeciwko G.
W jednej z teczek odnaleziono notatkę sporządzoną przez oficera SB,
adresowaną do prowadzących sprawę G., w której ów oficer informuję, że osobą
G. w sposób zakamuflowany interesuje się jedna z centralnych jednostek,
w tajemnicy przed tymi którzy oficjalnie prowadzą sprawę. Inną zaskakującą
informacją było stwierdzenie o utrzymywaniu przez G. tajnych kontaktów z
niemiecką Frakcją Czerwonej Armii (RAF).
Ciekawe, że o agenturalną działalność posądzali G. nawet jego przyjaciele z
opozycji. W aktach zachował się stenogram podsłuchanej rozmowy telefonicznej
między "profesorem F." a S., w której jeden i drugi sugerują istnienie
niejawnych powiązań G. z SB i współpracę z sowieckimi służbami specjalnymi.
Pikanterii rozmowie dodaje fakt, że obydwaj jej uczestnicy byli tajnymi
współpracownikami SB, przy czym żaden nie wiedział o współpracy drugiego.
Nigdzie nie była rejestrowana również aktywna agentura SB wśród
przedstawicieli strony solidarnościowej w czasie obrad okrągłego stołu. O
tym, że istniała wiadomo z jej meldunków, pisanych jednak w taki sposób, by
uniemożliwić identyfikację źródła informacji. Meldunki te, sygnowane
pseudonimami, przygotowywane były dla szefów MSW, PZPR i państwa. Jest
absolutnie pewne, że Kiszczak doskonale orientował się w zamierzeniach,
taktyce i planach opozycji w trakcie rozmów."
czy ktokolwiek podejmie temat G. ? Przecież nie będzie to trudniejsze niż
sprawa delegata.
jeszcze fragment - a propos przypuszczeń pewneej mądralinki forumowej, że
jeżeli w meldunku donosi się na X, to nie mógł tego pisać X :
"Wyższą szkołą kamuflażu było pisanie meldunków na samego siebie.
TW występował w nich jako przedmiot inwigilacji, tymczasem informacje
dotyczyły osób z którymi agent się kontaktował. Przekazywano w taki sposób
informacje nie dekonspirując źródła.
W przypadku agentury najwyższej wartości stosowano wyjątkowe zasady
bezpieczeństwa. Ślady po tego typu praktykach odnajdywane są tylko w
nielicznych przypadkach. Trudno jest tę agenturę identyfikować tylko w
oparciu o archiwa, ponieważ nie była ona rejestrowana w standardowy sposób.
Nie prowadzono teczek personalnych i teczek pracy, nie rejestrowano jej w
kartotekach. Jeśli początkowo przeciętny agent, zwerbowany np. w związku z
wyjazdem na placówkę do, powiedzmy, Paryża, z czasem okazywał się doskonałym
współpracownikem i stawał się jednym z opozycyjnych przywódców, usuwano z
archiwum wszystkie dokumenty świadczące
0 jego wcześniejszej współpracy. Prowadzeniem takiego agenta zajmował się
najczęściej osobiście szef jednego z departamentów. Współpraca przybierała
wówczas inny od dotychczasowego kształt
1 charakter. Nigdy nie sporządzano żadnych meldunków, nie określano też na
piśmie zadań jakie współpracownik ma wykonać. Dla wzmocnienia zabezpieczeń
przed dekonspiracją często nakazywano jakiemuś niczego nieświadomemu
oficerowi podjąć rozpracowywanie tej osoby pod kątem jej antysocjalistycznej
działalności. Jednocześnie więc korzystano z agenturalnej działalności danego
TW i kamuflowano fakt współpracy prowadzeniem sprawy skierowanej przeciwko
niemu jako np. doradcy przewodniczącego NSZZ "Solidarność". Czasem stwarzano
wrażenie represjonowania danej osoby dla większego uwiarygodnienia jej w
oczach opozycji. Rewizje, zatrzymania, konfiskaty materiałów miały umocnić
pozycję TW w środowisku. W archiwach resortu odnaleziono kilka spraw, których
sposób prowadzenia, wyniki i jakość występujących w nich informacji a także
inne źródła pośrednie wskazują na to, iż były one tylko atrapami dla
przykrycia czyjejś współpracy."