Dodaj do ulubionych

Stalowe nerwy i przeszlosc w genach

IP: *.dip.t-dialin.net 26.05.03, 12:56
Mili sluczacze i czytelnicy o mocnych nerwach i wybitnie silnej psychice,

Ostatnie pare dni bralem udzial w tzw. "Familienaustellung (Ustawienie
Rodzinne?). Sprawe wymyslil niejaki Bert Hellinger i calosc polega na tym, ze
kazda rodzina posiada cos takiego co sie zowie "rodzinna dusza".
Stad problemy pojawiajace sie w jakielkolwiek rodzinie czesto maja zrodla w
dzialaniach/przezyciach calego pokolenia (nawet kilka generacji wstecz).

Widzialem ludzi przechodzacych przez kartharsis (duzo placzu, krzyku, etc.) z
powodow, ktore siedzialy w nich wielu pokolen. W jednym przypadku problem
siedzial w 6-7 pokoleniu wstecz.

Jak to dziala? W dosc niewytlumaczalny sposob. Osoba, ktora ma problemy
(wlasne lub zwiazane z rodzina) wybiera z grupy osoby, ktore reprezentuja jej
n.p. meza, dziadka, syna etc. i ustawia je intuicyjnie w jakims miejscu w
pomieszczeniu. I mozna rzec, ze te osoby zaczyna reagowac. Terepeuta prowadzi
calosc i wyciaga z tych osob komentarze, ktore sa zastanawiajaco trafne dla
rozwiazania problemow pacjenta.

Jak to sie dzieje? Diabli wiedza. Jest kilka teorii, ktore zdaje sie
pozostana tylko teoriami. A zatem calosc nie ma uzasadnienia naukowego, ale
po prostu dziala i funkcjonuje.

Czy skutek jest zawsze murowany? Sam wynalazca mowi, ze "pasjans wychodzi" na
50%. Po moich dwodniowych doswiadczeniach, widze skutek w okolo 90% jako
dobry i celny - a w przypadku 10-5% czesciowo niewystarczajacy czy tez
nietrafny.

Po co o tym mowie? Ano, jak wspomnialem, przezycia tych przedstawicieli
pokolen sa czesto bardzo bolesne. Ci przypadkowi "aktorzy", nagle zaczynaja
rozdzierajaco szlochac, sztywnieja, serce im chce peknac itp. itd. Wylaza
rozmaite zaszlosci z historii, ktore DZISIAJ dla glownego pacjenta stanowia
zrodlo problemu. Okazuje sie, ze eutanazja babki chorej psychicznie w
szpitalu nazistowskim, wytraca jej wnuczke z rownowagi zyciowej ostatnie 20
lat. Albo smierc pra-dziadka (Niemca) w dziwnych okolicznosciach podczas
wygnania z Sudetenland (dzisiaj Czechy) powoduje TERAZ napady ciezkiego
smutku i brak wiary w zyciu u jego prawnuczka. Okazuje sie, n.p. ze
wojna/wojny wlecze sie w zbiorowej pamieci rodzin i dalej wplywa na zycie
kolejnych (nieswiadomych)potomkow.

No i widzialem, ze OJCZYZNA (geograficzna) ma potezne znaczenie w zyciu
kazdego czlowieka. W jednym przypadku, facet z bylego DDR, ktoremu nikt by
nie przylepil "tesknoty za ojczyzna" w glebi swojej osobowosci od 30 lat
oplakiwal utrate stron rodzinnych, ktore opuscil majac 4 lata razem z rodzina
(przekradajac sie przez opole minowe dzielace DDR or Bundesrepubliki). Nie
wspomne poteznego zwiazku pomiedzy nim a jego dziadkami, ktorzy pozostali na
tamtych terenach - i ktory to zwiazek (wraz z utrata ojczyzny) powodowal
ciagle wedrowanie (mieszkanie po 2-3 lata w roznych miejscowosciach) - w
poszukiwaniu ojczyzny?

Okazuje sie, ze nie mozna oszukac sie i po prostu zadecydowac, ze od dzisiaj
moja ojczyna jest USA czy Niemcy czy Izrael. To jest zaledwie poziom
rozsadku. Juz na poziomie emocjonalnym kaleczymy sie sami dosc bolesnie - nie
wspominajac poziomu odpowiedzialnosci. Okazuje sie, ze ktos musi, wszelkie
sprzeniewierzenia zaplacic.

Ale jako glowny antysemita forum to ja mam pytanie.
Wielu Zydow ma ciezkie tlo rodzinne.

Moze wszyscy sobie nie zdajemy sprawy ile oni wloka ze soba.
I to co na nich siedzi zabarwia im ich swiat i zycie i postrzeganie zycia i
kontakty z ludzmi.

A jak sie odbije na ich wnukach i prawnukach to co sie dzieje w Palestynie?
Nawet sie nie chce domyslac.

A jakie jest rozwiazanie? Na pewno zawsze indywidualne.

A teraz maly quiz na inteligencje:

"prawda mowiona w ostry/grubianski sposob, nie moze byc w ogole prawda"

Ogorek

Ggdybym nie byl na tych zajeciach, to bym, nie uwierzyl.
Obserwuj wątek
    • kunce Warsztaty rekonstrukcji rodzinnej 26.05.03, 13:15
      rekonstrukcja rodziny - taki termin zaczyna funkcjonowac w publikacjach
      polskich. Nie wiem, czy ktos stosuje u nas tę metodę, ale ukazały sie wazne i
      dobre publikacjie na ten temat.
      Dramat (czy raczejpsychodrama) przedstwiany przez ochotników wcielających się w
      role rodziny "gwiazdy", czyli osoby, ktorej problem jest punktem ciężkoći
      terapii, często obnaża całe pokłady cierpienia. Jego celem jest spowodowanie
      istotnej zmiany w klienta w rozumieniu historii swego zycia, poprzez tę zmianę
      doprowadzenie do podniesienia jego poczucia wlasnej wartości, a nastepnie -
      umozliwienie odzyskania zdolności do przezywania tłumionych dotad uczuć.

      Truamy wojenne, ale i tragedie wynikające z uzaleznień w rodzinie, przemocy i
      wszytkich ukrywanych przed swiatem cichych dramatów rodzinnych, rzeczywiście
      moga rzutowac na więcej niz jedno pokolenie.
      Bardzo duzym obciązeniem jest pewna sfera mitow rodzinnych, np: kobiety w
      naszej rodzinie szybko traca mężów, co drugie pokolenie ujawnia sie obłęd,
      wiekszośc pierworodnych w tym rodzie ginęła tragicznie...itp. Cężko wchodzic w
      życie dżwigając takie fatum.
      • Gość: Ogorek Re: Warsztaty rekonstrukcji rodzinnej IP: *.dip.t-dialin.net 26.05.03, 13:31
        kunce napisała:

        > rekonstrukcja rodziny - taki termin zaczyna funkcjonowac w publikacjach
        > polskich. Nie wiem, czy ktos stosuje u nas tę metodę, ale ukazały sie wazne i
        > dobre publikacjie na ten temat.
        > Dramat (czy raczejpsychodrama) przedstwiany przez ochotników wcielających się
        > w role rodziny "gwiazdy", czyli osoby, ktorej problem jest punktem ciężkoći
        > terapii, często obnaża całe pokłady cierpienia. Jego celem jest spowodowanie
        > istotnej zmiany w klienta w rozumieniu historii swego zycia, poprzez tę
        > zmianę
        > doprowadzenie do podniesienia jego poczucia wlasnej wartości, a nastepnie -
        > umozliwienie odzyskania zdolności do przezywania tłumionych dotad uczuć.
        >
        > Truamy wojenne, ale i tragedie wynikające z uzaleznień w rodzinie, przemocy i
        > wszytkich ukrywanych przed swiatem cichych dramatów rodzinnych, rzeczywiście
        > moga rzutowac na więcej niz jedno pokolenie.
        > Bardzo duzym obciązeniem jest pewna sfera mitow rodzinnych, np: kobiety w
        > naszej rodzinie szybko traca mężów, co drugie pokolenie ujawnia sie obłęd,
        > wiekszośc pierworodnych w tym rodzie ginęła tragicznie...itp. Cężko wchodzic
        > w życie dżwigając takie fatum.

        To teraz wiem jak sie to po polsku nazywa.

        Dla mnie osobiscie ciekawym byl fakt roli kobiet w rodzinach.
        Prawie bez wyjatku (na 11 przypadkow) glownymi "nosicielami" nieszczesc
        rodzinnych byly kobiety. Mezczyznie grali w wiekszosci role pozytywne
        (czlowiek, ktory daje oparcie i stabilnosc) - naturalnie byli tez sprawcami
        nieszczesc, ale kobiety decydowaly o tym czy zycie TERAZ jest szczesliwe czy
        nieszczesliwe.

        Teoretycznie powstaje wiecej znakow zapytania i konkretnych odpowiedzi.

        Kunce, brales w osobiscie udzial? Ja bylem tylko obserwatorem (a nie osoba,
        ktorej rodzina jest analizowana) a takze gralem dwa razy role dosc nieczolowe -
        w jednym przypadku mialem wyrazne odczucia - kore niestety nie byly wazne, bo
        bylem jedynie malym epizodem.

        Aha - w tutejszych seansach nie bylo ochotnikow, lecz osoba o ktora chodzilo,
        wybierala osoby do reprezentowania jej rodziny.

        Ogorek
        • 7em Re: Warsztaty rekonstrukcji rodzinnej 26.05.03, 13:38
          rzecz wyglada prawdziwie i skutecznie. ja w 95 roku bralem udzial w czyms
          zupelnie innym ale chyba opartym na tej samej metodzie albo podobnych
          mechanizmach. bralo sie "swiadka" zupelnie przypadkowa osobe, bez zadnych
          magicznych kwalifikacji i ta osoba po odpowiednich cwiczeniach opowiadala o
          czlonku twojej rodziny lub innej bliskej osobie na 100% nieznajej "swiadkowi".
          wszystko to bylo przerazajaco skuteczne i dziwne.

          5040
          • Gość: Ogorek Re: Warsztaty rekonstrukcji rodzinnej IP: *.dip.t-dialin.net 26.05.03, 15:05
            7em napisał:

            > rzecz wyglada prawdziwie i skutecznie. ja w 95 roku bralem udzial w czyms
            > zupelnie innym ale chyba opartym na tej samej metodzie albo podobnych
            > mechanizmach. bralo sie "swiadka" zupelnie przypadkowa osobe, bez zadnych
            > magicznych kwalifikacji i ta osoba po odpowiednich cwiczeniach opowiadala o
            > czlonku twojej rodziny lub innej bliskej osobie na 100%
            nieznajej "swiadkowi".
            > wszystko to bylo przerazajaco skuteczne i dziwne.
            >
            > 5040

            No wlasnie. Czary jakies, czy co?
            Ale gwoli sprawiedliwosci - dodac nalezy, ze poprawa sytuacji "pacjenta" nadal
            zalezy tylko i wylacznie od niego. To, ze "film" z przeszlosci pokazuje zrodla
            problemu, nie znaczym, ze one zaraz znikna.
            Moga,
            ale nie musza.

            W jednym przypadku, wyszlo jak szydlo z worka, ze problemy jednej dziewczyny
            (okolo 40-43 lat) co prawda maja zrodlo w przeszlosci - ale ich ciag dalszy
            zalezal od niej. Ona sama wrecz z notoryczna zaciekloscia szukala winnych
            naokolo - ale w ogole nie w sobie.

            Bardzo interesujaco wygladalo to, gdy po tym jak (po raz pierwszy w zyciu)ona
            zdala sobie sprawe, ze nikt za nia tego problemu nie rozwiaze, dokladanie po 30
            sekundach zadala kolejny pytanie z serii "gdzie jest ten problem i kto za niego
            odpowiada"! Przyzwyczajenie szukania winnych poza soba jest BARDZO mocne (to
            jest specjalna informacja antysemitycznego korespondenta dla d_nutki).
            Mozna wiedziec i rozumiec - i co? I nic, Nadal winni sa inni.

            Ogorek W Sajko Trypie
            • Gość: siedem Re: Warsztaty rekonstrukcji rodzinnej IP: 213.216.66.* 27.05.03, 08:55
              Gość portalu: Ogorek napisał(a):

              > odpowiada"! Przyzwyczajenie szukania winnych poza soba jest BARDZO mocne (to
              > jest specjalna informacja antysemitycznego korespondenta dla d_nutki).
              > Mozna wiedziec i rozumiec - i co? I nic, Nadal winni sa inni.
              >
              > Ogorek W Sajko Trypie

              no tak. najwazniejszy filar sukcesu to powiedziec sobie "w pelni odpowiadam za
              kazdy swoj czyn i jestem tego swiadom". to wszystko gdzies tam w swietych
              ksiegach od tysiecy lat jest pozapisywane ale dopiero teraz ludzie zaczynaja te
              mechanizmy systematyzowac swiadomie i umiejetnie czerpac z tego korzysci.

              polecam wszystkim pisac swoje afirmacje najlepiej metoda tradycyjna [olowek,
              pioro, dlugopis] i pilnie zwracac uwage na to ze niektore slowa napisane
              sa "koslawo", niestarannie, z bledem. ba czasem zwracajac sie do siebie
              nazywamy siebie z malej litery a to oznacza ze gdzies tam gleboko nie zgadzamy
              sie sami z soba i to tez jest bardzo niedobre.

              5040
    • rycho7 rozstawianie rodziny po katach a kult tesciowej 26.05.03, 16:06
      Poruszyles Ogorku bardzo ciekawy problem. Ja nie znam metody przez Ciebie
      opisywanej natomiast wydaje mi sie ze jestem dosc blisko tematu z dwoch powodow.

      Jednym z powodow jest to, ze z zamilowania zajmuje sie genealogia, czyli
      badaniem historii swej rodziny. Ilosc informacji ukrywanych przed nastepnymi
      pokoleniami jest wrecz nieprawdopodobna. A powody ukrywania lub samoistnego
      zapominania nieodgadnione. Szokiem wrecz jest powrot do Heimatu (malej
      ojczyzny) przodkow. Gdy przybylem do miejscowosci gdzie przez wieki mieszkali
      moi przodkowie po 200 latach od wyprowadzki rodziny i zostalem przywitany jak
      swoj to doznalem wstrzasu. Natomiast przechowywanie traumy (jej
      kolekcjonowanie) nie jest chyba cecha rodzinna lecz indywidualna. Wymordowanie
      mej rodziny przed 800 laty przez Tatarow, przed 500 laty przez Turkow, a
      nastepnie w wojnie 30-letniej, wojnach napoleonskich i tak dalej, nie robi na
      mnie i czlonkach mojej rodziny wiekszego wrazenia. Wielkie galezie rodziny
      potrafia znikac bez ingerencji zewnetrznej. Zarazy i inne choroby likwidowaly
      kiedys wiekszosc dzieci do 5 roku zycia. Conajmniej 80 procent tych, ktorzy nas
      poprzedzali to przedwczesnie lub tragicznie zmarli. Ze smierca trzeba umiec sie
      pogodzic. Mnie do czyjejs wyjatkowosci w tym zakresie wyjatkowo trudno
      przekonac. Szczegolnie gdy przeczynam w Biblii o rzeziach w Kanaan. Kali klania
      sie czapka do ziemi.

      Drugim powodem jest moje uczestnictwo w stowarzyszeniu wielojezycznym,
      wielokulturowym emigrantow. Czyli stowarzyszeniu tych, ktorzy rozstali sie ze
      swym Heimatem, o czym tez Ogorku piszesz. Wielokrotnie chcialem cos na ten
      temat napisac ale rezygnowalem. Bo wlasciwie kogo to obchodzi na
      polskojezycznym forum. A po drugie nie wszystko da sie przekazac slowami
      (jezeli nie jest sie mistrzem slowa). Gest, dzwiek, intonacja, sytuacja, smak,
      zapach, wszystko ma znaczenie. A Heimat mozna miec w sobie. Jest to niezmiernie
      skomplikowane. Przykladowo gdy najlepiej gotuje po polsku rodowita Niemka z
      odpowiednik Heimatem. Albo gdy ta Niemka tlumaczy, ze trudno jej jest aby "w
      kuchni przy dziecku ktos nie mowil po niemiecku" poniewaz wnuki w niemieckiej
      rodzinie ledwo mowia po polsku w odroznieniu od dziadkow. Systematyczne
      przebywanie w takim srodowisku daje ogromny dystans do naszych nawykowych
      zachowan. Znajac bogactwo mozliwych "prawidlowych" reakcji mamy swiadomosc
      swojskiego bagazu jaki nam ciazy. Wyzwolenie od obciazen nie koniecznie musi
      oznaczac utrate tozsamosci. Moze nas bardzo wzbogacic. To moze byc doskonala
      metoda terapeutyczna. Jednak tak jak piszesz bez wspoludzialu i checi leczonego
      niewiele da sie zrobic.

      Czy obcesowosc i brutalnosc jest problemem? To takze zalezy od stopnia
      przeczulenia leczonego. Jak wiadomo przy wielkim kacu tupia nawet koty. Co za
      brutalnosc z ich strony.

      Pozdrawiam
      • Gość: Ogorek Re: rozstawianie rodziny po katach a kult tesciow IP: *.dip.t-dialin.net 26.05.03, 20:51
        >Gdy przybylem do miejscowosci gdzie przez wieki mieszkali
        >moi przodkowie po 200 latach od wyprowadzki rodziny i zostalem przywitany jak
        >swoj to doznalem wstrzasu

        Jak ja odwiedzilem moje rodzinne miasteczko po uplywie okolo 20 lat, bylem dosc
        mocno zdziwiony pieknem tego miejsca. Nie oczekiwalem tego efektu i dlatego tez
        mna troche ruszylo. Pamietalem wlasnie lekko negatywnie to miejsce ze wzgledu
        na problemy rodzinne.

        >Natomiast przechowywanie traumy (jej
        >kolekcjonowanie) nie jest chyba cecha rodzinna lecz indywidualna. Wymordowanie
        >mej rodziny przed 800 laty przez Tatarow, przed 500 laty przez Turkow, a
        >nastepnie w wojnie 30-letniej, wojnach napoleonskich i tak dalej, nie robi na
        >mnie i czlonkach mojej rodziny wiekszego wrazenia.

        No wlasnie. Tez tak sadzilem.
        Ale te "seanse", ktore widzialem na wlasne oczy, wlasnie temu przekonaniu
        zadaja klam. Ale, moze byc tez tak, ze nie kazdy czlonek rodziny "odbiera" te
        emocjonalne sygnaly. Ale moze znajdziesz pare osob w rodzinie, ktore ze wzgledu
        na jakies problemy (w malzenstwie, w odniesnieniu do matki etc.) nadawalyby sie
        na "pacjenta" - w wowczas mogbys w tamach takiego seansu zostac niezle
        zaskoczony.

        >Zarazy i inne choroby likwidowaly
        >kiedys wiekszosc dzieci do 5 roku zycia. Conajmniej 80 procent tych, ktorzy
        >nas poprzedzali to przedwczesnie lub tragicznie zmarli. Ze smierca trzeba
        >umiec sie pogodzic. Mnie do czyjejs wyjatkowosci w tym zakresie wyjatkowo
        > trudno przekonac.

        Zdaje sie, ze chodzi czesto nie tylko o smierc sama w sobie - bardziej chodzi o
        przezycia zwiazane z cierpieniem, niesprawiedliwoscia etc. - smierc moze byc
        ich resultatem. Taka emocja, wyglada na to, ze nie ginie.
        A zatem jest to fakt jakby troche niezalezny od intelektualnego nastawienia.

        Sam zauwazam we wlasnej rodzinie cos podobnego - chociaz na troche innym
        przykladzie.
        N.p. po mojej corce rozpoznaje wlasne cechy - i tutaj jest sek - mojej
        osobowosci sprzed 20-25 lat. Ja sie w miedzyczasie zmienilem. I pewnie bym tego
        nie zauwazyl, gdyby nie fakt, ze moj syn reprezentuje po czesci cechy mojego
        charakteru sprzed 10-15 lat. Rowniez te cechy nie sa juz moja 100% czescia - a
        raczej historia mojego rozwoju.

        >Czyli stowarzyszeniu tych, ktorzy rozstali sie ze
        >swym Heimatem, o czym tez Ogorku piszesz. Wielokrotnie chcialem cos na ten
        >temat napisac ale rezygnowalem. Bo wlasciwie kogo to obchodzi na
        >polskojezycznym forum. A po drugie nie wszystko da sie przekazac slowami
        >(jezeli nie jest sie mistrzem slowa). Gest, dzwiek, intonacja, sytuacja, smak,
        >zapach, wszystko ma znaczenie. A Heimat mozna miec w sobie. Jest to
        >niezmiernie skomplikowane.

        Rycho, rozumujesz dokladnie tak, jak ja przed tym "Familienaufstellung" - czyli
        raczej intelektualnie. Z "seansow" wyglada na to, geografia ma swoja role - no
        wlasnie daleko wieksza role niz nam sie wydaje - stad ten efekt jakby
        mniejszego znaczenia 200 lat nieobecnosci Twojej rodziny w rodzinnych stronach -
        gdzie jestescie juz wpisani na amen w jakiejs spolecznej pamieci - i stad
        niewytlumaczalna reakcja na Ciebie jako "swojego".

        To co mam na mysli jest juz poza postrzeganiem zmyslow i sobie po prostu jest -
        bo ktos to stworzyl.

        >Czy obcesowosc i brutalnosc jest problemem? To takze zalezy od stopnia
        >przeczulenia leczonego. Jak wiadomo przy wielkim kacu tupia nawet koty. Co za
        >brutalnosc z ich strony.

        Chyba istotnie jest problemem - tutaj rowniez niezaleznie od stopnia odczuwania
        i uczulenia.

        Calosc mi wyglada na system swiatel ulicznych - o znaczeniu barw tych swiatel
        jestesmy (albo nie wszyscy jestesmy) poinformowani - a zatem, kazdy je chce
        tlumaczyc na swoj sposob.

        A one i tak maja swoje dokladne znaczenie. N.p. czerwone mowi o tym, zeby nie
        wchodzic na jezdnie...

        Ogorek
        • rycho7 czas leczy rany 27.05.03, 08:26
          Gość portalu: Ogorek napisał(a):

          > Ale te "seanse", ktore widzialem na wlasne oczy, wlasnie temu przekonaniu
          > zadaja klam.

          Nie uczestniczylem w seansie wiec nie bede przeczyl jego skutecznosci. Chetnie
          bym sie wielu rzeczy dowiedzial na seansie i kilku pacjentow bym znalazl. Ale
          potrzebna by byla zgoda pacjentow a z tym byloby zupelnie zle.

          > N.p. po mojej corce rozpoznaje wlasne cechy - i tutaj jest sek - mojej
          > osobowosci sprzed 20-25 lat.

          Ale w tym przypadku wplyw jest jasny, genow i wychowania.

          > To co mam na mysli jest juz poza postrzeganiem zmyslow i sobie po prostu
          > jest - bo ktos to stworzyl.

          Czlowiek stworzyl pismo i niedocenia jego roli.

          Pozdrawiam
          • Gość: Ogorek Re: czas leczy rany IP: *.dip.t-dialin.net 27.05.03, 08:38
            rycho7 napisał:

            > Nie uczestniczylem w seansie wiec nie bede przeczyl jego skutecznosci.
            > Chetnie bym sie wielu rzeczy dowiedzial na seansie i kilku pacjentow bym
            > znalazl. Ale potrzebna by byla zgoda pacjentow a z tym byloby zupelnie zle.
            >
            > > N.p. po mojej corce rozpoznaje wlasne cechy - i tutaj jest sek - mojej
            > > osobowosci sprzed 20-25 lat.
            >
            > Ale w tym przypadku wplyw jest jasny, genow i wychowania.
            >
            > > To co mam na mysli jest juz poza postrzeganiem zmyslow i sobie po prostu
            > > jest - bo ktos to stworzyl.
            >
            > Czlowiek stworzyl pismo i niedocenia jego roli.
            >
            > Pozdrawiam

            Niewiernys jak swiety Tomek.
            A zatem sprobuj popytac w otoczeniu, kto robi Familienaufstellung (czesto
            Heilpraktiker) i spytaj czy mozesz wziac udzial jako obserwator za darmo.Z
            racji typowego dla mezczyzn dystansu do tego typu rzeczy - zwykle brakuje
            mezczyzn w "seansie" i zrozpaczeni organizatorzy ida na duze ustepstwa...

            Normalne ceny n.p. 3 dniowych zajec to:
            obserwator: € 70-90
            Familienaufsteller: €120-130

            Pamietam jak dwoch mocno racjonalnych mezczyzn (jeden lekarz drugi nie wiem) na
            sile usilowalo wepchnac to co widzieli w jakies teorie. Nie bylo im latwo...

            Pozrowienia z Hesji
            Ogorek
            • rycho7 Re: czas leczy rany 27.05.03, 09:32
              Gość portalu: Ogorek napisał(a):

              > Niewiernys jak swiety Tomek.

              Dokladnie. Ale przeciez generalnie sie z Toba zgadzam. A juz na pewno nie
              przecze.

              > Normalne ceny n.p. 3 dniowych zajec to:

              Nie jestem bezrobotny. Za 3 dni urlopu jeszcze mialbym placic? Chyba gdybym sam
              byl chory.

              Pozdrawiam
    • rycho7 tupania kotow ciag dalszy 26.05.03, 16:11
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=6195897&a=6195897&v=2&strona=0
      • d_nutka Re: tupania kotow ciag dalszy 27.05.03, 09:14
        a wiesz rycho?
        twojego tupania już nie słyszę
        zagłusza je trzaskanie drwiami moich sąsiadów
        d.
        • rycho7 Gdy wszyscy u nich wyszli z domu? 27.05.03, 09:27
          d_nutka napisała:

          > a wiesz rycho?
          > twojego tupania już nie słyszę
          > zagłusza je trzaskanie drwiami moich sąsiadów

          Tupot bialych mew w wiekiej sali. Twierdzisz, ze mieszkanie masz duze. Jak
          sala. Wiesz nie jestes sama na forum. Tupot armii kotow jest jednak podobny do
          tupotu jednego kota.

          Pozdrawiam
        • Gość: Ogorek Re: tupania kotow ciag dalszy IP: 217.81.179.* 28.05.03, 09:07
          d_nutka napisała:

          > a wiesz rycho?
          > twojego tupania już nie słyszę
          > zagłusza je trzaskanie drwiami moich sąsiadów
          > d.

          Kiedys pracowalem w jednej firmie na dosc czolowym stanowisku - szef tzw.
          lasycznego konsultingu. Wowczas moje ego mialo dosc duze rozmiary i bardzo sie
          staralem, aby troche jeszcze uroslo.

          Moim przyjacielem/wrogiem byla energiczna dziewczyna (ladna), ktora byla szefem
          sprzedazy.

          Od chyba 3 miesiecy spieralismy sie o wyglad i format prezentacji - za co ona
          byla oficjalnie odpowiedzialna, ale ja nie zamierzalem jej na to pozwolic.

          Pamietam, jak na jednym spotkaniu, na ktore sciagnela innego szcefa i nawet
          szefa nas wszystkich, przeforsowala wieksza czesc swoich propozycji. Dostalem
          po nosie - a raczej moje ego.

          Jako, ze w biurze siedzielismy naprzeciw siebie, spotkalismy sie tam po
          spotkaniu. Po wymianie kilk zdan, ona "cofnela" sie w swoich argumentach
          uznajac czesc mojej racji. No i co sie teraz stalo?

          We mnie wstapil wilk - i w swietym oburzeniu uzywalem niezlych emocjonalnie
          wyrazen. Kaleczac zarowna ja, firme, szefow i na pewno siebie.

          Sytuacja juz nie wrocila miedzy nami do normy.

          Ogorek
          • rycho7 to do czego nawiazujesz nie jest Ci znane w szczeg 28.05.03, 10:10
            Gość portalu: Ogorek napisał(a):

            > d_nutka napisała:
            >
            > > a wiesz rycho?
            > > twojego tupania już nie słyszę
            > > zagłusza je trzaskanie drwiami moich sąsiadów
            > > d.
            >
            > Sytuacja juz nie wrocila miedzy nami do normy.

            Opisujesz swoja wlasna historie dobrze przyblizajaca analogiczna sytuacje.
            Natomiast to do czego nawiazujesz nie jest Ci znane w szczegolach. Informuje
            Cie, ze D_nutka wyczyniala ze mna przez dluzszy czas przedziwne rzeczy. Ja
            bylem wyrozumialy, spokojny i dbalem o to aby ja oszczedzac. Sytuacja zmienila
            sie gdy D_nutka przklela mnie na wieki po pytaniu: dlaczego Zydzi postepuja
            tak, ze zrazaja przeciwko sobie innych. D_nutka uzasadnila swoje przklenstwo
            tym, ze bronie Palestynczykow. A ja od wielu miesiecy unikalem jak ognia tematu
            Palestynskiego i nic na ten temat nie pisalem. Tak wiec to co robi D_nutka nie
            ma zadnego zwiazku z tym co robie ja. Ja wczesniej chcialem sie dowiedziec
            jakie D_nutka ma motywacje do takiego zachowania jakie reprezentuje. W koncu
            niniejszy watek domyslnie tez sie tym zajmuje. Watek " Polak ukradl, Zyd ma
            oddac?" forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=6204620
            wiele mi w tym zakresie wyjasnil. Otwarta jeszcze zostaje dla mnie kwestia 20
            miesiecy hibernacji, ktory poruszylem w watku "Quiz z historii pojednania"
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=13&w=6205200 . Ja w
            zasadzie mam juz jasnosc. I nic z tego nie wynika. Nie odczuwam nawet potrzeby
            ujawniania swej wiedzy bo to zadne rewelacje. Aczkolwiek sam przyjmuje to z
            pewnym zdziwieniem.

            Pozdrawiam
            • Gość: Ogorek Re: to do czego nawiazujesz nie jest Ci znane w s IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 10:34
              rycho7 napisał:
              > Ja w zasadzie mam juz jasnosc. I nic z tego nie wynika. Nie odczuwam nawet
              > potrzeby ujawniania swej wiedzy bo to zadne rewelacje. Aczkolwiek sam
              > przyjmuje to z pewnym zdziwieniem.
              >
              > Pozdrawiam

              Pamietasz jak Wyszynski i inni "przepraszali" Niemcow w latach 60tych (?).
              Wowczas byla cala masa krytyki jak mogli itp. bo Niemcy przeciez oprawcy.

              Tak dramatycznie jasnej sytuacji Niemcy - Polacy czy Niemcy - Zydzi w relacji
              Polacy - Zydzi niestety nie mamy.

              A zatem wszystkie (propozycje) rozwiazania beda wlasciwe (albo w zaleznosci of
              punktu widzenia: falszywe).

              Ogorek
              • rycho7 Czy ja mam sie czuc winny tego co nie mialo miejsc 28.05.03, 10:53
                Gość portalu: Ogorek napisał(a):

                > Pamietasz jak Wyszynski i inni "przepraszali" Niemcow w latach 60tych (?).

                > A zatem wszystkie (propozycje) rozwiazania beda wlasciwe (albo w zaleznosci
                of
                > punktu widzenia: falszywe).

                Ja nie mam oporu przeprosic zarowno Zydow jak i Polakow, ze wsrod obu tych
                narodow byli i sa idioci i za sprawa tychze idiotow cierpia sprawy naszego
                pojednania. Ale jak wiesz tego typu przeprosiny odbierane sa jaka obraza. Na
                zasadzie "uderz w stol". Natomiast nie zamierzam sobie posypywac glowy popiolem
                sluchajac ewidentnych klamstw drugiej strony. Czy ja mam sie czuc winny tego co
                nie mialo miejsca? A z jakiej racji ktos koniecznie musi oczekiwac ode mnie
                poczucia winy? Ja mam swoje sumienie i wlasne uczynki do rozliczenia. W
                psychodramie nie wystepuje lecz w zyciu.

                Pozdrawiam
                • Gość: Ogorek Re: Czy ja mam sie czuc winny tego co nie mialo m IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 11:02
                  rycho7 napisał:

                  > Gość portalu: Ogorek napisał(a):
                  >
                  > > Pamietasz jak Wyszynski i inni "przepraszali" Niemcow w latach 60tych (?).
                  >
                  > > A zatem wszystkie (propozycje) rozwiazania beda wlasciwe (albo w zaleznosc
                  > i
                  > of
                  > > punktu widzenia: falszywe).
                  >
                  > Ja nie mam oporu przeprosic zarowno Zydow jak i Polakow, ze wsrod obu tych
                  > narodow byli i sa idioci i za sprawa tychze idiotow cierpia sprawy naszego
                  > pojednania. Ale jak wiesz tego typu przeprosiny odbierane sa jaka obraza. Na
                  > zasadzie "uderz w stol". Natomiast nie zamierzam sobie posypywac glowy
                  >popiolem
                  > sluchajac ewidentnych klamstw drugiej strony. Czy ja mam sie czuc winny tego
                  > co nie mialo miejsca? A z jakiej racji ktos koniecznie musi oczekiwac ode
                  > mnie poczucia winy? Ja mam swoje sumienie i wlasne uczynki do rozliczenia. W
                  > psychodramie nie wystepuje lecz w zyciu.
                  >
                  > Pozdrawiam

                  Chyba mi nie o to chodzilo.
                  Raczej o pewna mozliwosc akceptacji rodziny z rozdwojona jaznia.
                  Na zasadzie, on by mnie co prawda chetnie obrabowal, moze nawet spoliczkowal
                  itp. ale tak czy innaczej jest czescia rodziny. Gdy zrozumiesz, ze ten facet
                  jest motywowany swoim przerazliwie inniackim swiatem (schizofrenia?), to trudno
                  sie nawet na niego boczyc.

                  Co nie zmienia faktu, ze nalezy umiec sie obronic od wykorzystywania
                  poblazliwosci i wyrozumialosci - taktyki dzialania naszych ulubionych
                  przestepcow zydowskich z roznych World Jewish Congres czy czy innych
                  Szaronskich Klubow. Na tym forum mamy przeciez sympatyczny egzemplarz takiego
                  stowarzyszenia: kolega abc (albo zyx?).

                  Ogorek Szef WJC w Frankfurcie Nad Polskich Menem
                  • rycho7 Do Polskiego Mena nad dluga cienka kielbaska 28.05.03, 11:15
                    Gość portalu: Ogorek napisał(a):

                    > Raczej o pewna mozliwosc akceptacji rodziny z rozdwojona jaznia.

                    Ja tego wyrazniejeszcze nie napisalem ale po prostu wychowalem sie wsrod
                    dzieci "pulawian". Czysty przypadek. To dla mnie wlasnie rodzina. Ani do dzieci
                    ani do rodzicow nie mam doslownie nic. Natomiast nie mam zamiaru wysluchiwac
                    bzdur, ze wina starych "pulawian" obciaza mnie. A to kreciki systematycznie
                    usiluja robic.

                    > Gdy zrozumiesz, ze ten facet
                    > jest motywowany swoim przerazliwie inniackim swiatem (schizofrenia?), to
                    > trudno sie nawet na niego boczyc.

                    Ale ja nie widze w tym nic a nic schizofrenii lub innych chorob psychicznych.
                    Sa tylko chec wybielenia sie i zarobienia pieniedzy.

                    Pozdrawiam
                    • Gość: Ogorek Re: Do Polskiego Mena nad dluga cienka kielbaska IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 11:56
                      rycho7 napisał:

                      > Gość portalu: Ogorek napisał(a):
                      >
                      > > Raczej o pewna mozliwosc akceptacji rodziny z rozdwojona jaznia.
                      >
                      > Ja tego wyrazniejeszcze nie napisalem ale po prostu wychowalem sie wsrod
                      > dzieci "pulawian". Czysty przypadek. To dla mnie wlasnie rodzina. Ani do
                      dzieci
                      >
                      > ani do rodzicow nie mam doslownie nic. Natomiast nie mam zamiaru wysluchiwac
                      > bzdur, ze wina starych "pulawian" obciaza mnie. A to kreciki systematycznie
                      > usiluja robic.
                      >
                      > > Gdy zrozumiesz, ze ten facet
                      > > jest motywowany swoim przerazliwie inniackim swiatem (schizofrenia?), to
                      > > trudno sie nawet na niego boczyc.
                      >
                      > Ale ja nie widze w tym nic a nic schizofrenii lub innych chorob psychicznych.
                      > Sa tylko chec wybielenia sie i zarobienia pieniedzy.
                      >
                      > Pozdrawiam

                      Zgadzam sie i nawet sie wrecz nie zgadzam.
                      Z punktu widzenia logiki i rozsadku masz racje.
                      Z punktu widzenia psychodramy czlowieczej (wlacznie ze schizofrenia) patrze na
                      nasze zwiazki z dystansem.

                      Co nie zmienia mojego zdania na temat Michnika i jego brata, Borowskiego vel
                      Berman, Kwasniewskiego vel Stozmanna etc.

                      A takze Morela, ktory ma na swoim sumieniu wiecej Niemcow niz niejeden Kapo z
                      Ausschwitz.

                      Ogorek
                      • rycho7 Do Mena na polnoc od POLSKIEGO Sachsenhausen 28.05.03, 12:59
                        Gość portalu: Ogorek napisał(a):

                        > Z punktu widzenia psychodramy czlowieczej (wlacznie ze schizofrenia) patrze
                        na
                        > nasze zwiazki z dystansem.

                        Chetnie wzialbym udzial w takiej psychodramie aby sie dowiedziec 1943 v 1968 .
                        Co w duszy gra naprawde.

                        Pozdrawiam
          • d_nutka Re: tupania kotow ciag dalszy 28.05.03, 10:26
            Gość portalu: Ogorek napisał(a):

            > Jako, ze w biurze siedzielismy naprzeciw siebie, spotkalismy sie tam po
            > spotkaniu. Po wymianie kilk zdan, ona "cofnela" sie w swoich argumentach
            > uznajac czesc mojej racji. No i co sie teraz stalo?
            >
            > We mnie wstapil wilk - i w swietym oburzeniu uzywalem niezlych emocjonalnie
            > wyrazen. Kaleczac zarowna ja, firme, szefow i na pewno siebie.
            >
            > Sytuacja juz nie wrocila miedzy nami do normy.
            >
            > Ogorek


            ogórku ty przebiegły
            jak kot co łowi myszy
            d_nutkę jedną małą
            na klawisz skrótów ćwiczysz
            tupanie kotów słyszy
            i ego twoje skryte
            w ekranie ma odbite
            d.
            • Gość: Ogorek Re: tupania kotow ciag dalszy IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 10:41
              d_nutka napisała:
              >
              > ogórku ty przebiegły
              > jak kot co łowi myszy
              > d_nutkę jedną małą
              > na klawisz skrótów ćwiczysz
              > tupanie kotów słyszy
              > i ego twoje skryte
              > w ekranie ma odbite
              > d.

              Jako przebiegly Ogorek Antysemita, ktory sie juz z przyzwyczajenia zywi myszami
              i innym ptactwem, widze, ze mnie celnie i bez zawahania rozszyfrowalas.

              Widzisz we mnie ego skryte (przyznaje przyznaje), ale na pewno jeszcze wiele
              innych typowo polskich cech? Dla przyzwoitosci nie wspomne o mleku mojej matki.

              Otoz w mojej kolezance, szefowej sprzedazy, widzialem wowczas wroga - ona
              biedna, pod moim zmasowanym atakiem, nie miala za bardzo wyjscia jak wlasnie
              stac sie moim wrogiem.

              Dzisiaj nie moge sie za bardzo domyslec dlaczego wlasciwie chcialem w niej miec
              wroga? Nie mam calej rodzinnej historii, ktorej moglbym uzyc dla przypomnienia
              sobie. A moze po prostu zrezygnowalem z niej?

              Ogorek Wrog Nr.1 a moze nawet Nr. 2
              • 7em Re: tupania kotow ciag dalszy 28.05.03, 10:48
                a znasz taki polski, antysemicki wieszyk-piosnke zaczynajaca sie w te
                slowa: "ogorek zielony ma garniturek". danka jak znasz to koniecznie piskliwym
                glosikim zaspiewaj!

                5040
              • d_nutka Re: tupania kotow ciag dalszy 28.05.03, 11:17
                ogórek co wrogów lubi
                i myśli że się czubi
                panienki ma w pogardzie
                z wyjątkiem tych co w wzgardzie
                wrogów mu podtykają
                na tacy nic nie mają
                bo rysie jak to koty
                idą sobie za płoty
                pierwsze myszy ganiając
                d.
                • Gość: siedem achtung! IP: 213.216.66.* 28.05.03, 11:38
                  d_nutka napisała:

                  > ogórek co wrogów lubi
                  > i myśli że się czubi
                  > panienki ma w pogardzie
                  > z wyjątkiem tych co w wzgardzie
                  > wrogów mu podtykają
                  > na tacy nic nie mają
                  > bo rysie jak to koty
                  > idą sobie za płoty
                  > pierwsze myszy ganiając
                  > d.

                  Danke przeciaga Ogorasa na swoja strone. Wielki Interpretator Podswiadomy
                  Siedem tlumaczy sen Danki: Ogorku ty jestes dobry Zyd jak i ja Pierwsza kobieta
                  Kominiarz tez jestem Dobra Zyd. Nie rozmawiaj z tym niedobrym aryjczykiem
                  Ryszardem Siodmym!

                  a teraz podstawa mojej diagnozy:
                  > wrogów mu podtykają

                  5040
                • Gość: Ogorek Re: tupania kotow ciag dalszy IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 11:41
                  d_nutka napisała:

                  > ogórek co wrogów lubi
                  > i myśli że się czubi
                  > panienki ma w pogardzie
                  > z wyjątkiem tych co w wzgardzie
                  > wrogów mu podtykają
                  > na tacy nic nie mają
                  > bo rysie jak to koty
                  > idą sobie za płoty
                  > pierwsze myszy ganiając
                  > d.

                  Ogorek jak kazdy Burek
                  Czasem ostrzy pazurek
                  Szuka wrogow za plotem
                  Goni za kazdym kotem
                  Takze myszy ganiajac
                  Jak za przeproszeniem zajac.
                  Od panienek nie stroni
                  Na podobienstwo koni
                  Pogarda jest mu obca
                  Bo Ogorek tak naprawde owca
                  Naturalnie uprzejmie antysemityczna

                  Ogorek Roznozwierz z Zywca
                • rycho7 majowa bryndza a pierwsze myszy 28.05.03, 13:47
                  d_nutka napisała:

                  > pierwsze myszy ganiając

                  Smakoszka zapewne jestes i mnie zaskoczylas. Wiedzialem, ze majowa bryndza jest
                  najlepsza, ze majowa sola i czerwcowe zielone sledzie sa najlepsze. Ale myszy
                  to Ty mi pierwsza polecasz. Jak mi jeszcze powiesz, ze sa koszerne to Ci
                  uwierze. A moze mi pedofilie sugerujesz lub proponujesz?
            • rycho7 do ekspertow hibernacji 28.05.03, 11:00
              d_nutka napisała:

              > w ekranie ma odbite

              Moj post czytalas sadzac po czasach zapisanych przy postach. Czy wyjasnisz 20
              miesiecy nieistniena strony niearyjskiej bez wsparcia ze strony aryjskiej. To
              moze byc rewelacja historyczna. "Pianista balii pralniczej II" Wszelkie prawa
              zastrzezone.

              Na wszelki wypadek pozdrawiam
              • d_nutka Re: do ekspertow hibernacji 28.05.03, 11:21
                rycho7 napisał:

                > d_nutka napisała:
                >
                > > w ekranie ma odbite
                >
                > Moj post czytalas sadzac po czasach zapisanych przy postach. Czy wyjasnisz 20
                > miesiecy nieistniena strony niearyjskiej bez wsparcia ze strony aryjskiej. To
                > moze byc rewelacja historyczna. "Pianista balii pralniczej II" Wszelkie prawa
                > zastrzezone.
                >
                > Na wszelki wypadek pozdrawiam


                a o obozach z których wychodziło się kominem nie słyszałeś?
                ale pewnie one nie miały kontaktów z aryjską stroną to i pamięć o nich uleciała
                z dymem

                przypomnę siódemkom obu swym piskliwym głosikiem

                co żyd robi na kominie?
                czeka na resztę rodziny
                • Gość: Ogorek Re: do ekspertow hibernacji IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 11:59
                  d_nutka napisała:

                  > a o obozach z których wychodziło się kominem nie słyszałeś?
                  > ale pewnie one nie miały kontaktów z aryjską stroną to i pamięć o nich
                  > uleciała z dymem

                  Slyszalem. A o buldozerach grzebiacych cale rodziny pod ruinach ich wlasnych
                  domow slyszalas?

                  > przypomnę siódemkom obu swym piskliwym głosikiem
                  >
                  > co żyd robi na kominie?
                  > czeka na resztę rodziny

                  A za co Palestynczyk robi w getcie w Palestynie? Za jezdnie dla buldozerow
                  swoich semickich braci.

                  Z harcerskim pozdrowieniem
                  Glebo rozdrazniony i ubodniety Ogorek Dzika Swinia
                • rycho7 Re: do ekspertow hibernacji 28.05.03, 12:03
                  d_nutka napisała:

                  > a o obozach z których wychodziło się kominem nie słyszałeś?

                  Wiec kto Cie urodzil? Nie udawaj, ze nie wiesz jakie jest pytanie.
                  • d_nutka Re: do ekspertow hibernacji 28.05.03, 12:13
                    rycho7 napisał:

                    > d_nutka napisała:
                    >
                    > > a o obozach z których wychodziło się kominem nie słyszałeś?
                    >
                    > Wiec kto Cie urodzil? Nie udawaj, ze nie wiesz jakie jest pytanie.


                    a o cudach nie słyszałeś?

                    a o tym, że wiara czyni cuda też nie?

                    no to nie mamy już wspólnych tematów

                    ja ostatnio w cuda wierzę

                    pewnie wiara moja mocna
                    w cud natury mi pomocna
                    d.
                    • rycho7 interesuje mnie opis cudu 28.05.03, 13:07
                      d_nutka napisała:

                      > ja ostatnio w cuda wierzę

                      Mnie interesuje opis cudu, w ktorym Twoja mama po zlikwidowaniu getta
                      warszawskiego (czyli konca strony niearyjskiej) przezyla 20 miesiecy bez
                      wsparcia ze strony aryjskiej. Ten wlasnie cud mnie interesuje. Skad sadzisz, ze
                      nie wierze w cudy? Jak byl cud to mial jakis przebieg. Nawet czapka niewidka
                      wiaze sie z czynnoscia znikania.

                      Podrawiam
                    • Gość: Ogorek Re: do ekspertow hibernacji IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 14:33
                      d_nutka napisała:
                      > a o cudach nie słyszałeś?
                      > a o tym, że wiara czyni cuda też nie?
                      > no to nie mamy już wspólnych tematów
                      >
                      > ja ostatnio w cuda wierzę
                      >
                      > pewnie wiara moja mocna
                      > w cud natury mi pomocna
                      > d.

                      Mamy zawsze kilka mozliwosci:
                      a) wierzyc w cuda
                      b) obwiniac innych
                      c) wspolczuc sobie

                      O opcji "wspolczuc innym" nie wspomne, poniewaz nie miesci sie ona w zakresie
                      Twojego widzenia.

                      Ogorek Szczegolnie Czuly na Wspolczucie dla Siebie
    • juantormenta Re: Stalowe nerwy i przeszlosc w genach 28.05.03, 13:45
      Przeciez wiadomo, ze w rodzinie pewne sprawy przechodza z pokolenia na
      pokolenie jak obrzydliwy, niechciany bagaz.
      Glownym powodem probemow w rodzinie jest BRAK KOMUNIKACJI POMIEDZY JEJ
      CZLONKAMI.
      Pozniej oczywiscie brutalnosc i przemoc, ktora rowniez kwitnie w rodzinach od
      pokolen.
      Bez sensu jest wiec czynienie jakichstam niemieckich wygibusow
      psychologicznych kiedy mozna usiac w kole, razem z psychologiem i wypluc z
      siebie trucizne, ktora zaszczepila nam nasz rodzina.

      A najlepsza sprawa jest ODCIECIE SIE OD TAKIEJ ZATRUTEJ RODZINY.
      Ja to zrobilem i wygralem.
      • Gość: Ogorek Re: Stalowe nerwy i przeszlosc w genach IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 13:59
        juantormenta napisał:

        > Przeciez wiadomo, ze w rodzinie pewne sprawy przechodza z pokolenia na
        > pokolenie jak obrzydliwy, niechciany bagaz.
        > Glownym powodem probemow w rodzinie jest BRAK KOMUNIKACJI POMIEDZY JEJ
        > CZLONKAMI.
        > Pozniej oczywiscie brutalnosc i przemoc, ktora rowniez kwitnie w rodzinach od
        > pokolen.
        > Bez sensu jest wiec czynienie jakichstam niemieckich wygibusow
        > psychologicznych kiedy mozna usiac w kole, razem z psychologiem i wypluc z
        > siebie trucizne, ktora zaszczepila nam nasz rodzina.
        >
        > A najlepsza sprawa jest ODCIECIE SIE OD TAKIEJ ZATRUTEJ RODZINY.
        > Ja to zrobilem i wygralem.

        Zgadza sie.
        Ale tylko wowczas, jezeli jednostka ma na tyle sily, aby to zrobic.
        Widzialem kilka przypadkow, w ktorych zwiazek z przeszloscia byl zbyt silny
        (silniejszy niz dany czlowiek).

        Ale opowidz troche wiecej:
        - dlaczego Twoja rodzina byla "zatruta"?
        - co uwazasz za "trucizne"?
        - w jaki sposob "brak komunikacji" stal sie problemem?

        Pozrowienia
        Ogorek
        • kunce odciecie sie nie zawsze jest rozwiazaniem problemu 28.05.03, 15:10
          niestety, nawet podjęcie tak desperackiego kroku jak oderwanie sie od rodziny,
          nie oznacza zerwania ze złą przeszłością.
          Na pewno jednak jest oderwaniem sie od kiepskiej teraźniejszości, generowanej
          przez taka rodzinę.
          Ale przecież wszystkie nawyki, zadry, urazy zostają. Zostaje ukształtowany w
          domu stosunek do ludzi i do siebie samego.

          To prawda, jak napisał Ogórek, że uswiadomienie sobie problemu nie oznacza
          rozwiazania go. Jest po prostu pierwszym krokiem w tym kierunku. Krokiem, po
          którym nie zawsze będą nastepne.
          Odejście od rodziny jest na pewno waznym krokiem. Czy jednak wystarczającym?
          czy nie trzeba czegoś zrobić z psychicznym dziedzictwem? tu juz kazdy sam musi
          sobie odpowiedzieć.
          • Gość: Ogorek Re: odciecie sie nie zawsze jest rozwiazaniem pro IP: *.dip.t-dialin.net 28.05.03, 15:38
            kunce napisała:

            > niestety, nawet podjęcie tak desperackiego kroku jak oderwanie sie od
            > rodziny, nie oznacza zerwania ze złą przeszłością.
            > Na pewno jednak jest oderwaniem sie od kiepskiej teraźniejszości, generowanej
            > przez taka rodzinę.
            > Ale przecież wszystkie nawyki, zadry, urazy zostają. Zostaje ukształtowany w
            > domu stosunek do ludzi i do siebie samego.
            >
            > To prawda, jak napisał Ogórek, że uswiadomienie sobie problemu nie oznacza
            > rozwiazania go. Jest po prostu pierwszym krokiem w tym kierunku. Krokiem, po
            > którym nie zawsze będą nastepne.
            > Odejście od rodziny jest na pewno waznym krokiem. Czy jednak wystarczającym?
            > czy nie trzeba czegoś zrobić z psychicznym dziedzictwem? tu juz kazdy sam
            > musi sobie odpowiedzieć.

            Zauwaz, ze nazwisko Juana jest "Tormenta".
            Wyglada na to, ze mialby o czym opowiadac.
            Juan, niecierpliwie czekamy.

            Ogorek
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka