Gość: Ogorek
IP: *.dip.t-dialin.net
26.05.03, 12:56
Mili sluczacze i czytelnicy o mocnych nerwach i wybitnie silnej psychice,
Ostatnie pare dni bralem udzial w tzw. "Familienaustellung (Ustawienie
Rodzinne?). Sprawe wymyslil niejaki Bert Hellinger i calosc polega na tym, ze
kazda rodzina posiada cos takiego co sie zowie "rodzinna dusza".
Stad problemy pojawiajace sie w jakielkolwiek rodzinie czesto maja zrodla w
dzialaniach/przezyciach calego pokolenia (nawet kilka generacji wstecz).
Widzialem ludzi przechodzacych przez kartharsis (duzo placzu, krzyku, etc.) z
powodow, ktore siedzialy w nich wielu pokolen. W jednym przypadku problem
siedzial w 6-7 pokoleniu wstecz.
Jak to dziala? W dosc niewytlumaczalny sposob. Osoba, ktora ma problemy
(wlasne lub zwiazane z rodzina) wybiera z grupy osoby, ktore reprezentuja jej
n.p. meza, dziadka, syna etc. i ustawia je intuicyjnie w jakims miejscu w
pomieszczeniu. I mozna rzec, ze te osoby zaczyna reagowac. Terepeuta prowadzi
calosc i wyciaga z tych osob komentarze, ktore sa zastanawiajaco trafne dla
rozwiazania problemow pacjenta.
Jak to sie dzieje? Diabli wiedza. Jest kilka teorii, ktore zdaje sie
pozostana tylko teoriami. A zatem calosc nie ma uzasadnienia naukowego, ale
po prostu dziala i funkcjonuje.
Czy skutek jest zawsze murowany? Sam wynalazca mowi, ze "pasjans wychodzi" na
50%. Po moich dwodniowych doswiadczeniach, widze skutek w okolo 90% jako
dobry i celny - a w przypadku 10-5% czesciowo niewystarczajacy czy tez
nietrafny.
Po co o tym mowie? Ano, jak wspomnialem, przezycia tych przedstawicieli
pokolen sa czesto bardzo bolesne. Ci przypadkowi "aktorzy", nagle zaczynaja
rozdzierajaco szlochac, sztywnieja, serce im chce peknac itp. itd. Wylaza
rozmaite zaszlosci z historii, ktore DZISIAJ dla glownego pacjenta stanowia
zrodlo problemu. Okazuje sie, ze eutanazja babki chorej psychicznie w
szpitalu nazistowskim, wytraca jej wnuczke z rownowagi zyciowej ostatnie 20
lat. Albo smierc pra-dziadka (Niemca) w dziwnych okolicznosciach podczas
wygnania z Sudetenland (dzisiaj Czechy) powoduje TERAZ napady ciezkiego
smutku i brak wiary w zyciu u jego prawnuczka. Okazuje sie, n.p. ze
wojna/wojny wlecze sie w zbiorowej pamieci rodzin i dalej wplywa na zycie
kolejnych (nieswiadomych)potomkow.
No i widzialem, ze OJCZYZNA (geograficzna) ma potezne znaczenie w zyciu
kazdego czlowieka. W jednym przypadku, facet z bylego DDR, ktoremu nikt by
nie przylepil "tesknoty za ojczyzna" w glebi swojej osobowosci od 30 lat
oplakiwal utrate stron rodzinnych, ktore opuscil majac 4 lata razem z rodzina
(przekradajac sie przez opole minowe dzielace DDR or Bundesrepubliki). Nie
wspomne poteznego zwiazku pomiedzy nim a jego dziadkami, ktorzy pozostali na
tamtych terenach - i ktory to zwiazek (wraz z utrata ojczyzny) powodowal
ciagle wedrowanie (mieszkanie po 2-3 lata w roznych miejscowosciach) - w
poszukiwaniu ojczyzny?
Okazuje sie, ze nie mozna oszukac sie i po prostu zadecydowac, ze od dzisiaj
moja ojczyna jest USA czy Niemcy czy Izrael. To jest zaledwie poziom
rozsadku. Juz na poziomie emocjonalnym kaleczymy sie sami dosc bolesnie - nie
wspominajac poziomu odpowiedzialnosci. Okazuje sie, ze ktos musi, wszelkie
sprzeniewierzenia zaplacic.
Ale jako glowny antysemita forum to ja mam pytanie.
Wielu Zydow ma ciezkie tlo rodzinne.
Moze wszyscy sobie nie zdajemy sprawy ile oni wloka ze soba.
I to co na nich siedzi zabarwia im ich swiat i zycie i postrzeganie zycia i
kontakty z ludzmi.
A jak sie odbije na ich wnukach i prawnukach to co sie dzieje w Palestynie?
Nawet sie nie chce domyslac.
A jakie jest rozwiazanie? Na pewno zawsze indywidualne.
A teraz maly quiz na inteligencje:
"prawda mowiona w ostry/grubianski sposob, nie moze byc w ogole prawda"
Ogorek
Ggdybym nie byl na tych zajeciach, to bym, nie uwierzyl.