hasz0
30.11.07, 19:54
W polskich sondażowniach rządzą ludzie z powołanego przez Wojciecha
Jaruzelskiego w stanie wojennym „mundurowego” CBOS, który był orężem
generalskiej junty.
Dziś zasiadają we władzach OBOP, Pentora, PBS i IPSOS. Stworzyli też
od podstaw GfK Polonia.
Publikujemy dziś dziennikarski raport, który pokazuje, jak działa
patologiczny układ, na który składają się wzajemne powiązania
sondażowni, mediów oraz medialnych ekspertów. Mechanizm, który czyni
z polskiej demokracji zabawkę w rękach postkomunistycznej
oligarchii.
Legendarny punkowy zespół Dezerter śpiewał w 1987 r.
piosenkę „Szwindel”: „Postawią sobie pomnik bohatera/ Wybiorą sobie
nowego premiera/ Stworzą nowy system polityczny/ I będą dumni, że
jest demokratyczny/ Znowu szwindel szykują nowy/ Znów chcą się
dobrać do twojej głowy”.
Żyjemy w kraju, w którym demokrację niszczy szwindel. Jest nim
przeżarta patologicznymi powiązaniami piąta władza, bo tak nazywa
się ośrodki badania opinii publicznej. Władza sondażowni jest
ogromna. – Za pomocą sondaży można zniszczyć kandydata na prezydenta
lub szanse partii politycznej na władzę. Można zdymisjonować
ministra, ogłaszając, że tego chcą ludzie. Można skasować niewygodny
program telewizyjny, podając fałszywe informacje o jego odbiorze
przez widzów – mówi socjolog, dr Włodzimierz Petroff.
Tam gdzie sondażowiec strzela sobie w łeb…
W 1992 r. w Wielkiej Brytanii wybuchł gigantyczny skandal.
Sondażownie przewidywały w wyborach parlamentarnych 2-procentowe
zwycięstwo Partii Pracy. Tymczasem wygrali – i to aż 8 procentami –
konserwatyści. Przywiązani do demokracji Brytyjczycy uznali, że jest
ona zagrożona. Do zbadania skandalu powołano specjalną parlamentarną
komisję. Miesiącami, przy udziale najwybitniejszych ekspertów, z
chirurgiczną precyzją badano popełnione błędy. Naukowcy opisywali
drobiazgowo, punkt po punkcie, wszystkie przyczyny pomyłki. W
efekcie skandal do dziś się nie powtórzył i w kolejnych wyborach
prognozy były zbliżone do prawdziwych wyników.
W 1995 r. podobne wydarzenie miało miejsce we Włoszech. Jeden z
przedstawicieli ośrodków badania opinii publicznie przepraszając za
popełnione błędy, udał nawet, że strzela sobie w łeb atrapą
pistoletu. Inna agencja wystosowując publiczne przeprosiny,
ogłosiła, że rezygnuje z honorarium za przeprowadzone nietrafne
badania.
… i tam gdzie jest bezkarny
A u nas? Na tydzień przed drugą turą zeszłorocznych wyborów
prezydenckich TVN poinformował za GfK Polonia, że Tusk wygrywa z
Kaczyńskim różnicą 24 procent – 62 do 38. W wyborach wygrał
Kaczyński, zdobywając ponad 54 proc. przy niespełna 46 proc. Tuska.
Oznacza to, że GfK Polonia pomyliła się o… 32 punkty procentowe.
Nikt w GfK Polonia nie popełnił – nawet pozorowanego – samobójstwa.
Nie podali się do dymisji szefowie firmy, a badacze zainkasowali
pieniądze. Żaden z nich nie trafił za kratki ani nawet na ławę
oskarżonych. Bo o ile oszustwa sędziów piłkarskich czy sportowych
działaczy nie są już bezkarne, o tyle tych, którzy z premedytacją
niszczą wywalczoną w latach 80. przez Solidarność demokrację, nie
spotyka u nas nawet ostracyzm.
Elżbieta Gorajewska, rzecznik odpowiedzialności dyscyplinarnej w
branżowej Organizacji Firm Badania Opinii i Rynku (OFBOR) robiła
wrażenie zaskoczonej, gdy spytaliśmy ją o odpowiedzialność firmy
GfK. – To nie jest wina firmy. Ludzie kłamią ankieterom – wyjaśniła
rozbrajająco. Dodała, że za czasów jej rzecznikowania nie było ani
jednej sprawy dyscyplinarnej dotyczącej sondażu politycznego. Maciej
Siejewicz z firmy GfK powiedział nam, że w jego firmie nie
przeprowadzono żadnych procedur sprawdzających przyczyny
gigantycznego błędu. – Ale zmieniliśmy metodologię badań – dodał.
Polskie sondażownie czują się bezkarne. Jeśli dziennikarz napisze
nieprawdę, można pozwać go do sądu. Ale socjolog, który „pomyli się”
o 32 proc., zawsze może się czymś wytłumaczyć. Mówi, że ankietowani
go okłamali. Albo jakaś ich część, o określonych poglądach, nie
chciała z nim rozmawiać. A inni w ciągu tygodnia zmienili zdanie.
Socjologowi nie da się udowodnić, że skłamał. Bo kogo powołać na
świadków? „Próbę” tysiąca anonimowych respondentów z całego kraju?
Fałszerstwa sondaży wyglądają więc na zbrodnię doskonałą. Ale także
najdoskonalszy zbrodniarz, nawet jeśli nie zostawi dowodów, to nie
ma szans zatrzeć wszystkich poszlak. Poszliśmy ich tropem.
Rozmawialiśmy z dziesiątkami osób z tego środowiska. Zbadaliśmy
życiorysy tych, którzy rządzą „piątą władzą”.
Kampania reżyserowana przez sondażownie
„Nie załamuj się… Może i przegrałeś wybory… Ale nadal jesteś liderem
sondaży!” – taki komiks robił w zeszłym roku furorę w internecie.
Kampanie prezydencka i parlamentarna obfitowały w dziwne wydarzenia,
których słynny sondaż GfK był tylko ukoronowaniem. Wiele wskazuje,
że w czasie jej trwania sztucznie wylansowani przez ośrodki zostali
aż dwaj z głównych pretendentów: Tusk i Cimoszewicz.
26 czerwca 2005. Włodzimierz Cimoszewicz kilka tygodni wcześniej
ogłosił, że nie będzie startować w wyborach prezydenckich. Mimo to
firma Pentor ogłasza wyniki sondażu, według którego… kandydat lewicy
cieszy się 22-procentowym poparciem. Dwa dni później Cimoszewicz
ogłasza: przekonały go „liczne głosy rodaków”. Choć jest człowiekiem
skromnym i niepchającym się na stanowiska, to jednak wystartuje.
9 sierpnia 2005. GfK Polonia ogłasza wynik badania, z którego
wynika, że nagle mocno skoczyło w górę poparcie Donalda Tuska, który
w ciągu trzech tygodni awansować miał z piątego na pierwsze miejsce
w sondażu. W lipcu popierało go 8 proc. Polaków i socjologowie nie
dawali mu szans na wejście do drugiej tury. Teraz ma mieć aż 24 proc.
15 września 2005. Po wycofaniu się Cimoszewicza PBS ogłasza zrobiony
dla „Gazety Wyborczej” sondaż, z którego wynika, że Tusk jest już
bliski zwycięstwa w pierwszej turze. Ma mieć poparcie 49 proc.
wyborców. Lech Kaczyński nie ma nawet połowy tego – popiera go 22
proc. Z badań PBS ma wynikać, że po wycofaniu się Cimoszewicza może
on zyskać całe… 2 proc. Jeszcze dalej idzie „Rzeczpospolita”, która
ogłasza, że lidera PO popiera 51 proc.
Jeśli wierzyć PBS-owi, Tusk pozyskiwał wyborców w szaleńczym wręcz
tempie – w połowie lipca popierało go zaledwie 8 proc., w połowie
września – blisko połowa.
W jakich ośrodkach Tusk i Cimoszewicz uzyskali zaskakująco wysokie
poparcie? Tusk znakomite wyniki miał w PBS. Prezesem PBS jest
Krzysztof Koczurowski. Był on jednym z założycieli Kongresu
Liberalno-Demokratycznego, którego działacze – z Tuskiem na czele –
rządzą obecnie PO. Zasiadał w zarządzie tej partii, w 1991 r. był
jedną z trzech osób, które kierowały kampanią wyborczą KLD.
Z kolei Cimoszewicz sensacyjny wynik uzyskał w kojarzonym z SLD
Pentorze. Kto rządzi Pentorem? O tym w dalszej części tekstu.
Jakie skutki może mieć zawyżenie wyniku jednego z kandydatów? W
momencie gdy wyborcy nie mają jeszcze sprecyzowanych poglądów, na
kogo głosować – olbrzymie. Ludzie wybierają spośród tych, którzy się
liczą, a tych wyznacza sondaż. Wybierając, wolą być po stronie
zwycięzców. Wielkie znaczenie ma dla nich wybór „zwykłych ludzi”,
takich jako oni, który pokazywać powinien sondaż. – Wpływ sondaży na
politykę jest ewidentny. Zasada jest taka, że jeśli wygrywasz w
sondażach i masz aferę u przeciwnika, to powinieneś wygrać – mówi
Jacek Chołoniewski z firmy Estymator, współtworzącej Polską Grupę
Badawczą, która najtrafniej przewidziała wynik wyborów z zeszłego
roku.
Ubocznym skutkiem tego jest wzrost poczucia bezkarności nieuczciwych
bada