Częsta jest opinia, że przywiązanie do wiary katolickiej uratowało
polskość Górnego Śląska. Więcej jest w tym kłamstwa niż prawdy
Oczywiście, nikt nie zaprzeczy, że przywiązanie do pacierza, kolędy
i pieśni religijnej w ojczystym języku było czynnikiem, który w
umysłach wielu zlewał wiarę i polskość w jedną nierozerwalną całość,
że zamach na pacierz polski był nieraz momentem prowadzącym do
uświadomienia narodowego. Z drugiej jednak strony trzeba stwierdzić –
bo zbyt wiele nagromadziło się na to dowodów – że kler na ziemiach
polskich, jako całość wzięty, nie był tym czynnikiem, który chronił
ludność polską przed wynarodowieniem. Polityka kościelna w okresie
zaborów najczęściej szkodziła interesom Polaków i odzyskaniu przez
nasz kraj niepodległości. Owszem, kler występował lokalnie jako
obrońca polskości, ale prawie zawsze wówczas, gdy rusyfikacja czy
germanizacja ograniczała prawa i przywileje Kościoła.Szczególnie
ostre formy przybrała walka z polskością prowadzona przez hierarchię
niemiecką i zniemczony kler polski na terenie Śląska. Ośrodkiem
kierującym tą akcją był Wrocław, siedziba diecezji obejmującej swym
zasięgiem również Górny Śląsk. Co ciekawe, na mocy bulli z 1821 r.
podlegała ona bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, czyli
administracyjnie i prawnie wyjęta była z niemieckiej organizacji
kościelnej. To mogło być dla Polaków korzystne i stanowiło pewien
symbol. Polski kler nie wykorzystał jednak tej szansy. Zarówno
biskupi niemieccy, jak i sekundujący im wiernie duchowni polscy z
imienia, lecz zaprzedani zaborcom, forsowali teorię, wedle której
Śląsk nic wspólnego z polskością nie miał i nie ma.
Charakterystyczne jest, że zaraz po I rozbiorze Polski hołd monarsze
pruskiemu złożyli jako pierwsi właśnie biskupi polscy. „Wciągnąć
Śląsk w koło pracy i usiłowań politycznych Polaków, po roku 1772
przyłączonych do państwa pruskiego, uważamy za niewłaściwe (...).
Potępiam propagandę polską na Górnym Śląsku, bo z tej dzielnicy,
oddzielonej na podstawie prawnopaństwowej przez pięć czy sześć
stuleci od Polski, a zatem w czasie, gdy uczucia narodowego w naszym
zrozumieniu w ogóle nie było, rozbudzenie tego uczucia nie ma w
dobie dzisiejszej żadnego usprawiedliwienia” – grzmiał polski prymas
Florian Stablewski, zaprzedany Wilhelmowi II arcybiskup poznański i
gnieźnieński.W walce przeciwko polskości na Górnym Śląsku
wykorzystano wszystkie instrumenty kościelne. Kler nie gardził
żadnymi sposobami, by zabijać myśl o Polsce, a siać i pielęgnować
wiernopoddaństwo dla władzy pruskiej. W zamian utrzymywał stan swego
posiadania i przywileje. Na pierwszy ogień poszła mowa polska.
Metodycznie wyrzucano z kościołów i szkół język polski, zastępując
go niemieckim. W wydanej w 1920 roku książce „150 lat niewoli
pruskiej” autorstwa Karola Miarki czytamy: „Kościół zaprowadził w
celach germanizacyjnych na Górnym Śląsku niemieckie nabożeństwa dla
dzieci, msze szkolne z niemieckim śpiewem; zastąpił w licznych
wypadkach polskie melodje niemieckimi i dawał tym pieśniom wszędzie
pierwszeństwo tak, że pieśni staropolskie coraz bardziej zacierały
się w pamięci. Księża zakładali związki niemieckie, niemieckie
bibljoteki parafjalne, rozpowszechniali niemieckie gazety,
czasopisma, a zwalczali polskie; katolickie siostry zakonne
zakładały ochronki tylko niemieckie. Księża rozmawiali z dziećmi
szkolnemi tylko po niemiecku i posługiwali się w korespondencji z
parafjanami tylko językiem niemieckim”. Oczywiście w tej
antypolskiej akcji prym wiodła niemiecka hierarchia katolicka. Do
historii zaciekłej nienawiści do Polaków przeszedł kardynał
wrocławski Jerzy Kopp. Z jego polecenia kapłani odmawiali posług
religijnych, wyklinali i publicznie piętnowali Ślązaków za to, że
nie chcieli się wyrzec języka polskiego, nie głosowali na
niemieckich kandydatów do Reichstagu albo bojkotowali wiece, na
których wznoszono okrzyki ku czci cesarza. Kopp wydawał listy
pasterskie przeciwko polskiej prasie, przy każdej sposobności grożąc
piekłem. „Nie możecie być katolikami – grzmiał w okresie wyborów w
1903 r. – jeżeli dalej takie gazety trzymać będziecie (...). Proszę
i zaklinam was, najmilsi diecezjanie, oddalajcie wszystkie pisma i
gazety z domów i rodzin waszych. Kapłani wasi mieliby inaczej prawo
i powinność błogosławieństwa i łaski Kościoła wam odmówić”.
Szczególnego rozgłosu nabrał w tamtym okresie tzw. proces
bytomski. „Górnoślązak”, jedno z pism redagowanych przez polski ruch
robotniczy, zaatakował na swoich łamach kardynała Koppa i jego
antypolską agitację polityczną przed zbliżającymi się wyborami.
Kardynał Kopp odpowiedział skierowaniem sprawy do sądu. Liczył, że
respekt dla fioletów i purpury kościelnej odbierze katolikom śląskim
wszelką odwagę. Przeliczył się jednak. Wezwani świadkowie z wielką
odwagą mówili o niesprawiedliwości i nadużyciach kleru. Wskutek
mediacji Wojciecha Korfantego proces zakończył się polubownie. Aby
jednak uspokoić wzburzoną opinię, sąd zmuszony był „koszty procesu
nałożyć wnioskodawcy – księdzu kardynałowi”.O zaangażowaniu
polskiego kleru w działalność germanizacyjną świadczy anonimowy,
otwarty „List do górnośląskich księży germanizatorów” ogłoszony w
1919 r. Oto jego fragment: „Zwracam się do Was – kapłani (...). O
Wy, grabarze ludu górnośląskiego, Wy, którym matka nuciła nad
kolebką pieśni polskie, Wy, co nosicie to imię polskie ku Waszej
hańbie, jako zdrajcy i Judasze własnego ludu! – Biada Wam!!! Wy
zbrodniczą dłonią synowską burzycie gniazda Waszych ojców”. Jeśli
zdarzały się jakieś jednostki pracujące na rzecz polskości (na
przykład ks. Szafranek czy ks. Skowroński), to były to tylko
jaśniejsze punkty w ponurej masie księży renegatów. Dlatego, jak
twierdzi Janina Barycka („Stosunek kleru do państwa i
oświaty”

, „jeśli dziś na Śląsku rozbrzmiewa język polski, to dzieje
się to nie dzięki zasługom kleru, ale mimo jego germanizacyjnych
usiłowań”. Opinia, iż Górny Śląsk głównie Krk zawdzięcza swój polski
charakter, jest zafałszowywaniem historii.ARTUR CECUŁA