Dodaj do ulubionych

Mit Górnego Śląska

27.01.08, 14:18
Częsta jest opinia, że przywiązanie do wiary katolickiej uratowało
polskość Górnego Śląska. Więcej jest w tym kłamstwa niż prawdy
Oczywiście, nikt nie zaprzeczy, że przywiązanie do pacierza, kolędy
i pieśni religijnej w ojczystym języku było czynnikiem, który w
umysłach wielu zlewał wiarę i polskość w jedną nierozerwalną całość,
że zamach na pacierz polski był nieraz momentem prowadzącym do
uświadomienia narodowego. Z drugiej jednak strony trzeba stwierdzić –
bo zbyt wiele nagromadziło się na to dowodów – że kler na ziemiach
polskich, jako całość wzięty, nie był tym czynnikiem, który chronił
ludność polską przed wynarodowieniem. Polityka kościelna w okresie
zaborów najczęściej szkodziła interesom Polaków i odzyskaniu przez
nasz kraj niepodległości. Owszem, kler występował lokalnie jako
obrońca polskości, ale prawie zawsze wówczas, gdy rusyfikacja czy
germanizacja ograniczała prawa i przywileje Kościoła.Szczególnie
ostre formy przybrała walka z polskością prowadzona przez hierarchię
niemiecką i zniemczony kler polski na terenie Śląska. Ośrodkiem
kierującym tą akcją był Wrocław, siedziba diecezji obejmującej swym
zasięgiem również Górny Śląsk. Co ciekawe, na mocy bulli z 1821 r.
podlegała ona bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, czyli
administracyjnie i prawnie wyjęta była z niemieckiej organizacji
kościelnej. To mogło być dla Polaków korzystne i stanowiło pewien
symbol. Polski kler nie wykorzystał jednak tej szansy. Zarówno
biskupi niemieccy, jak i sekundujący im wiernie duchowni polscy z
imienia, lecz zaprzedani zaborcom, forsowali teorię, wedle której
Śląsk nic wspólnego z polskością nie miał i nie ma.
Charakterystyczne jest, że zaraz po I rozbiorze Polski hołd monarsze
pruskiemu złożyli jako pierwsi właśnie biskupi polscy. „Wciągnąć
Śląsk w koło pracy i usiłowań politycznych Polaków, po roku 1772
przyłączonych do państwa pruskiego, uważamy za niewłaściwe (...).
Potępiam propagandę polską na Górnym Śląsku, bo z tej dzielnicy,
oddzielonej na podstawie prawnopaństwowej przez pięć czy sześć
stuleci od Polski, a zatem w czasie, gdy uczucia narodowego w naszym
zrozumieniu w ogóle nie było, rozbudzenie tego uczucia nie ma w
dobie dzisiejszej żadnego usprawiedliwienia” – grzmiał polski prymas
Florian Stablewski, zaprzedany Wilhelmowi II arcybiskup poznański i
gnieźnieński.W walce przeciwko polskości na Górnym Śląsku
wykorzystano wszystkie instrumenty kościelne. Kler nie gardził
żadnymi sposobami, by zabijać myśl o Polsce, a siać i pielęgnować
wiernopoddaństwo dla władzy pruskiej. W zamian utrzymywał stan swego
posiadania i przywileje. Na pierwszy ogień poszła mowa polska.
Metodycznie wyrzucano z kościołów i szkół język polski, zastępując
go niemieckim. W wydanej w 1920 roku książce „150 lat niewoli
pruskiej” autorstwa Karola Miarki czytamy: „Kościół zaprowadził w
celach germanizacyjnych na Górnym Śląsku niemieckie nabożeństwa dla
dzieci, msze szkolne z niemieckim śpiewem; zastąpił w licznych
wypadkach polskie melodje niemieckimi i dawał tym pieśniom wszędzie
pierwszeństwo tak, że pieśni staropolskie coraz bardziej zacierały
się w pamięci. Księża zakładali związki niemieckie, niemieckie
bibljoteki parafjalne, rozpowszechniali niemieckie gazety,
czasopisma, a zwalczali polskie; katolickie siostry zakonne
zakładały ochronki tylko niemieckie. Księża rozmawiali z dziećmi
szkolnemi tylko po niemiecku i posługiwali się w korespondencji z
parafjanami tylko językiem niemieckim”. Oczywiście w tej
antypolskiej akcji prym wiodła niemiecka hierarchia katolicka. Do
historii zaciekłej nienawiści do Polaków przeszedł kardynał
wrocławski Jerzy Kopp. Z jego polecenia kapłani odmawiali posług
religijnych, wyklinali i publicznie piętnowali Ślązaków za to, że
nie chcieli się wyrzec języka polskiego, nie głosowali na
niemieckich kandydatów do Reichstagu albo bojkotowali wiece, na
których wznoszono okrzyki ku czci cesarza. Kopp wydawał listy
pasterskie przeciwko polskiej prasie, przy każdej sposobności grożąc
piekłem. „Nie możecie być katolikami – grzmiał w okresie wyborów w
1903 r. – jeżeli dalej takie gazety trzymać będziecie (...). Proszę
i zaklinam was, najmilsi diecezjanie, oddalajcie wszystkie pisma i
gazety z domów i rodzin waszych. Kapłani wasi mieliby inaczej prawo
i powinność błogosławieństwa i łaski Kościoła wam odmówić”.
Szczególnego rozgłosu nabrał w tamtym okresie tzw. proces
bytomski. „Górnoślązak”, jedno z pism redagowanych przez polski ruch
robotniczy, zaatakował na swoich łamach kardynała Koppa i jego
antypolską agitację polityczną przed zbliżającymi się wyborami.
Kardynał Kopp odpowiedział skierowaniem sprawy do sądu. Liczył, że
respekt dla fioletów i purpury kościelnej odbierze katolikom śląskim
wszelką odwagę. Przeliczył się jednak. Wezwani świadkowie z wielką
odwagą mówili o niesprawiedliwości i nadużyciach kleru. Wskutek
mediacji Wojciecha Korfantego proces zakończył się polubownie. Aby
jednak uspokoić wzburzoną opinię, sąd zmuszony był „koszty procesu
nałożyć wnioskodawcy – księdzu kardynałowi”.O zaangażowaniu
polskiego kleru w działalność germanizacyjną świadczy anonimowy,
otwarty „List do górnośląskich księży germanizatorów” ogłoszony w
1919 r. Oto jego fragment: „Zwracam się do Was – kapłani (...). O
Wy, grabarze ludu górnośląskiego, Wy, którym matka nuciła nad
kolebką pieśni polskie, Wy, co nosicie to imię polskie ku Waszej
hańbie, jako zdrajcy i Judasze własnego ludu! – Biada Wam!!! Wy
zbrodniczą dłonią synowską burzycie gniazda Waszych ojców”. Jeśli
zdarzały się jakieś jednostki pracujące na rzecz polskości (na
przykład ks. Szafranek czy ks. Skowroński), to były to tylko
jaśniejsze punkty w ponurej masie księży renegatów. Dlatego, jak
twierdzi Janina Barycka („Stosunek kleru do państwa i
oświaty”wink, „jeśli dziś na Śląsku rozbrzmiewa język polski, to dzieje
się to nie dzięki zasługom kleru, ale mimo jego germanizacyjnych
usiłowań”. Opinia, iż Górny Śląsk głównie Krk zawdzięcza swój polski
charakter, jest zafałszowywaniem historii.ARTUR CECUŁA


Obserwuj wątek
    • andrew2008 Chwala duzym biustom patriotek 27.01.08, 15:55
      Powiedzmy sobie szczera prawde: Slazacy mowia po polsku i trwali
      przy macierzy dlatego,ze dziela z Wielkim Narodem Polskim zamilowanie
      do kielbasy, wodki i dziewczyn z duzymi biustami. Chwala duzym
      biustom - dzieku nim trwa jednosc slowianskiego narodu.
    • qwardian Re: Mit Górnego Śląska 28.01.08, 18:08
      Szowinizm nacjonalistyczny był zjawiskiem nieznanym podczas
      długowiecznej cywilizacji katolickiej i faktem jest, że kościół
      przywiązuje stosunkowo niewielką uwagę dla dążeń narodowych. Misją
      kościoła jest wieczne zbawienie, niewątpliwie najbardziej z
      istotnych celów całej ludzkości.
      Ślązacy, podobnie jak Wielkopolanie są Polakami z wyboru. Niejeden
      oczywiście wybrał niemiecką markę, umieranie jednak za Niemcy nie
      należało do najbardziej zaszcztnych ról, a postać Volksdeustcha nie
      budzi przyjemnych skojarzeń.
      Umrzeć za Polskę w każdym przypadku przelicytuje umrzeć za Niemcy i
      uczciwy Ślązak w zupełności rozumie taki argument. W Polsce Ślązak
      może być Ślązakiem, w Niemczech wynaradawia się i staje się Niemcem.
      • szach0 ________________zatarte ślady na Sląsku 28.01.08, 19:28
        "W latach 1943-1945 na terenie Jaworzna Niemcy utworzyli obóz
        koncentracyjny jako filię obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Nazwa
        tego podobozu w tym czasie brzmiała "Konzentrationslager Auschwitz
        III - Aussenlager". Już w połowie r. 1944 do obozu tego kierowano
        młodocianych więźniów w wieku od 14 do 17 lat, gdzie zatrudniano ich
        do najcięższych prac np. w kopalni "Fürstengrube". W grudniu 1944 r.
        stan całego podobozu III, do którego należało Jaworzno, wynosił c-a
        35000 więźniów, a komendantem był Hauptsturmführer S.S. - Heinrich
        Schwarz...

        W latach 1945-1950 po wkroczeniu na te tereny wojsk sowieckich, w
        tym samym miejscu został utworzony polski obóz koncentracyjny dla
        volksdeutschów, Niemców, Ślązaków i Cyganów. Po tzw. "Akcji Wisła" w
        r. 1947 obóz zaczynają zapełniać Ukraińcy z terenów wschodnich
        Polski. Komendantem obozu był kapitan NKWD J. Mordasow. W obozie
        przebywali w tym czasie nie tylko mężczyźni ale również kobiety, a
        nawet dzieci.

        Po Mordasowie naczelnikiem obozu został kpt. Salomon Morel. W latach
        1945-1949 według szacunków zginęło w tym obozie 10 000 osób. Od r.
        1949 rozpoczęto powolne przekształcanie obozu dla młodocianych
        więźniów politycznych. Do r.1949 teren obozu nie uległ zmianie.

        W latach 1950-1956 na tym znacznie powiększonym terenie istniał obóz
        pracy dla młodocianych więźniów politycznych z późniejszą nazwą
        Więzienie Progresywne w Jaworznie. W r. 1950 powiększono teren obozu
        i dokonywano przebudowy, likwidując wiele drewnianych baraków, a na
        ich miejscu powstawały murowane bloki więzienne i budynki
        pomocnicze. Wszystkie te prace wykonywali młodociani więźniowie
        polityczni, których przywożono z różnych więzień w Polsce.
        Powierzchnia więzienna wzrosła już do c-a 26 ha.

        Teren ten okalało nowo wymurowane ogrodzenie o wysokości ok. 5 m. Za
        murem było niewidoczne ogrodzenie z drutu kolczastego pod napięciem
        elektrycznym. Przed drutami był tzw. "pas śmierci". Długość
        zewnętrzna ogrodzenia wynosiła mniej więcej 1850 m. Na tym samym
        terenie więziennym znajdowało się: 3 murowane bloki więzienne o
        wymiarach w przybliżeniu 81,5 x 16,5 m. o wysokości 4 kondygnacji,
        dom kultury, izba chorych, kuchnia, łaźnia, piekarnia i różne
        magazyny. Teren był ogrodzony, miał bramę z wartownią i można go
        było opuścić tylko ze strażnikiem (klawiszem). Poza tą bramą
        znajdował się tzw. "dział pracy" tj. ślusarnia, stolarnia i
        prefabrykacja elementów żelbetowych.

        Więźniowie pracowali również poza terenem obozu - na budowie osiedla
        dla funkcjonariuszy i na kopalni "Upadowa", "Feliks" oraz "Sobieski"
        i "Komuna Paryska". Praca w tych działach była bardzo ciężka, a
        racje żywnościowe takie same jak w innych więzieniach, dlatego
        młodzież była bardzo słaba i wychudzona...

        Całego terenu strzegło 16 szt. okrągłych murowanych wież
        strażniczych znajdujących się w obrysie ogrodzenia. W zwyżkach
        przebywali stale uzbrojeni strażnicy... Szacunkowa ilość więźniów,
        którzy przebywali w Jaworznie w latach 1950-1956 wynosi 9000/10000
        więźniów.

        W więzieniu Jaworzno byli funkcjonariusze tzw. wychowawcy, którzy
        mieli za zadanie wychowywać więźniów młodocianych w duchu
        socjalistycznym. Byli też funkcjonariusze tzw. "spece", którzy mieli
        za zadanie urabianie więźniów donosicieli czyli "kapusiów", a ci
        byli szczególnie niebezpieczni, gdyż żyli wśród nas i o wszystkim
        donosili 'specom". Była to również jedna z metod wychowawczych,
        gdyż "zakapowany" otrzymywał kary, jak: bunkier, głodówkę lub zakaz
        widzeń i pisania listów. Następną metodą wychowawczą były różnego
        rodzaju pogadanki i dyskusje na tematy polityczne i gospodarcze.
        Dawały one raczej niewielkie rezultaty, gdyż więźniowie znający się
        bliżej wyrażali w cichych rozmowach swoje prawdziwe poglądy, a nawet
        był przypadek założenia tajnej organizacji, przeto indoktrynacja nie
        dawała zamierzonych celów. Ale w takich rozmowach należało się
        szczególnie wystrzegać "kapusiów", a takim niemym a widocznym
        sygnałem,, że taki znajduje się w grupie lub w pobliżu było
        chwytanie się palcami za ucho...

        Obsługę więzienia w Jaworznie stanowiło około 450 funkcjonariuszy, w
        tym 260 to strażnicy...W maju 1955 roku po zabiciu przez strażnika
        Matyjasika z wieżyczki, więźnia Stanisława Barana, wybucha bunt w
        więzieniu. Bunt został stłumiony a więźniowie stopniowo zostali
        wywożeni do innych więzień. Metoda wychowawcza mająca na celu
        uczynienie z nas janczarów socjalizmu nie dała spodziewanych
        rezultatów...

        W maju 1956 roku obóz w Jaworznie został zlikwidowany. W roku 1957
        rozpoczęto rozbieranie murów i zacieranie śladów świadczących o
        istnieniu obozu."
        www.radiocourier.com/index.php?option=com_content&task=view&id=333&Itemid=106

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka