kakareich
10.02.08, 20:56
Do tego dnia - 12 października 1492 wszystko było jasne i proste.
Płaską Ziemię podpierały cztery słonie stojące na żółwiach. Te z
kolei pływały po odwiecznym, pradawnym oceanie. I czy tak pięknie
nie mogło zostać po wsze czasy?idać nie mogło, a wszystko za sprawą
aroganckiego i butnego cwaniaka, który nazywał się Krzysztof Kolumb
i dzień po odkryciu Ameryki (o czym nigdy sam się nie dowiedział)
oszukał własnego marynarza, nie wypłacając mu obiecanej nagrody za
dostrzeżenie ziemi. Jak na ironię, słowo Krzysztof oznacza "niosący
Chrystusa". Rzeczywiście przyniósł nowego Boga milionom mieszkańców
Nowego Świata, a Bóg ten stał się ich przekleństwem i patronem
morderców.Historia działa się szybko. Już 4 maja następnego roku
papież Aleksander VI w bulli Inter coetera nadał nowo odkryte ziemie
Hiszpanom i Portugalczykom. Przy okazji kategorycznie nakazał,
aby "tubylców, mieszkańców nowych lądów doprowadzić do okazywania
czci Zbawicielowi i do wyznania wiary katolickiej". No i zaczęło
się "doprowadzanie i wyznawanie", w wyniku którego w obu Amerykach
wymordowano z zimną krwią około 20 milionów ludzi. Już samo
słowo "około" podawane w różnych źródłach jest straszne. Co tam
milion w tę czy tamtą stronę - prawda? Nawet dziś, po setkach lat od
tego największego holokaustu w dziejach ludzkości, pewnego człowieka
nadal stać na ironię posadowioną na górze trupów. Jakże przecież
inaczej można nazwać słowa Jana Pawła II, który o kolonizacji obu
Ameryk powiedział: "Kościół katolicki, którego ewangelizacja jako
jedyna posiada moc zbawiania ludzi, bo stanowi objawienie miłości, w
tym właśnie miejscu rozpoczął tyle pięknych rzeczy... miejscu, w
którym sam Bóg rozpoczął dobroczynne dzieło". Straszność i
potworność...Owo "objawienie miłości" spotkało na swojej drodze np.
króla Inków Atahualpę, a on powiedział: "Nie chcę zmieniać wiary.
Wasz Bóg został zabity przez ludzi, których stworzył. Mój zaś (tu
wskazał na słońce) żyje i spogląda na swoje dzieci".
Niezwłocznie po tych "bluźnierczych" słowach, dowódca konkwisty
biskup Vincente de Valverde nakazał: "Atakujcie natychmiast.
Udzielam wam rozgrzeszenia". Na hasło duszpasterza Hiszpanie rzucili
się ochoczo do głoszenia "dobrej nowiny" i wymordowali około
(znów "około" według różnych źródeł) 10 tysięcy bezbronnych, niczego
nie spodziewających się Indian. Kronikarze opisują, że krew i piasek
zamieniły się w "czerwone błoto do kolan".To tylko jeden z tysięcy
przykładów zbrodni, za które Kościół nigdy nie poniósł
odpowiedzialności i nawet na dobrą sprawę nie przeprosił.
Międzynarodowe prawo cywilizowanych narodów mówi, że zbrodnie
przeciwko ludzkości nigdy się nie przedawniają. Wobec takiej
doktryny prawnej nadal (i słusznie) ściga się hitlerowskich
łajdaków. Nie stawia się jednak przed żadnym trybunałem
spadkobierców morderców obu Ameryk, spadkobierców, którzy nadal nie
wstydzą się tamtego "opus Dei" i mają nawet czelność nazywać
je "dobroczynnym dziełem".Czy takie jest chrześcijańskie
miłosierdzie? Nie mnie o tym wyrokować, chociaż... Nie tak dawno
temu rozmawiałem z pewną ortodoksyjną chrześcijanką. Dla tej
wszechstronnie i starannie wykształconej pani Biblia stanowi
wyrocznię wyroczni i prawo praw. Zapytana o wytłumaczenie "bożego
miłosierdzia" w kontekście wymordowania w imię wiary milionów
niewinnych ludzi odpowiedziała bez mrugnięcia okiem: - Ci ludzie to
było PLEMIĘ KAINOWE.Trzeba mi było przeżyć 45 lat, mieszkać w
wielkim mieście w centrum Europy, żyć na początku XXI wieku, aby
dowiedzieć się w końcu, że mała dziewięcioletnia indiańska
dziewczynka o imieniu Inaoka, zgwałcona kolejno przez dwudziestu
dwóch hiszpańskich czcicieli Chrystusa, a później nago położona na
mrowisku i konająca przez cztery dni w męczarniach - była kainowym
pomiotem. Jeśli tak, jeżeli jej oprawcy - te zwierzęta w ludzkich
skórach - byli plemieniem Abla, to Kain wydaje mi się uosobieniem
człowieczeństwa i ja jestem z jego plemienia.Marek Szenborn(...)