kakareich
17.02.08, 15:32
aby rozbudzać w maluczkich wiarę w jedynie słuszną Bozię. Dla stanu
polskiej religijności efekty ich pracy są żadne. O moralności
wychowanków... lepiej nie wspominać.Młodzież odchodzi od Kościoła,
nie chce religii – tym bardziej w szkole – i nie praktykuje. Rośnie
odsetek przestępczości wśród uczniów. Przymusowa katecheza sytuacji
nie polepsza. Wpływ kleru na młodzież jest śladowy.Jak dziś
wyglądają katechezy? Jedni odrabiają lekcje, bo za chwilę będzie
matematyka, inni pałaszują przyniesione z domu drugie śniadanie.
Inni nie chcą się modlić i zadają pytania. Prowokujące. Spośród 30
osób słuchają może trzy, cztery w pierwszych ławkach. Na katechezie
działa zwykle kółko dyskusyjne rozwodzące się nad najnowszą modą dla
nastolatek oraz klub fanów konsoli play station. Ksiądz marzy o
jednym – byle jak najszybciej zadzwonił dzwonek.Ten obrazek,
podpatrzony w jednym z łódzkich gimnazjów, pasuje idealnie do
większości szkół. Nic zatem dziwnego, że niektórym katechetom
puszczają nerwy.Ksiądz Krzysztof Wojnarowski religii uczy w Zespole
Szkół Sportowych nr 1 w Krapkowicach. Od czterech lat. Dzieciaki
mówią o nim, że rękę ma ciężką i często jej używa. Bicie dziennikiem
po głowie, ciąganie za włosy, straszenie paskiem i ciągłe pogróżki
nikogo tu nie zaskakują. Bywa gorzej, kiedy ksiądz ma zły dzień. Dwa
lata temu przekonał się o tym 10-letni Tomek. Trafił nawet na dwa
tygodnie do szpitala z podejrzeniem urazu mózgoczaszki po solidnym
ciosie od katechety. Sprawa jednak rozeszła się po kościach, gdyż
pani dyrektor Teresa Wichary obiecała matce chłopca, że porozmawia z
księdzem i nikt już jej syna więcej nie uderzy. Jego nie uderzył,
ale w szkole innych dzieci jest pod dostatkiem.Ostatnio trafiło na
Adriana. Dostał tęgie lanie księżym paskiem, bo rozmawiał. Matka
chłopca nie układała się z dyrekcją, tylko od razu pobiegła na
policję. Jarosław Waligóra, rzecznik prasowy komendy w Krapkowicach,
informuje, że prokurator w tym przypadku polecił wszcząć
postępowanie z urzędu, biorąc pod uwagę ważny interes społeczny oraz
to, że podejrzanym jest ksiądz. Postępowanie wyjaśniające potrwa do
18 stycznia. Dyrektor Wichary żadnych informacji na temat swojego
pracownika udzielać nie chce, bo – jak twierdzi – czeka na wynik
prokuratorskiego postępowania wyjaśniającego. Zapewnia przy tym, że
o pedagogicznych metodach księdza nic nie wiedziała, a dzieci nigdy
się nie skarżyły. Sam zainteresowany, który nadal bez przeszkód
edukuje dziatwę w „jedynce”, swoje metody wychowawcze nazywa...
zabawnymi.Co na to opolska kuria? Według swoich prawideł, chowa
głowę w piasek, chociaż – jak twierdzi ks. Krzysztof Matysek –
dyrektor kurialnego wydziału katechetycznego przeprowadził
dyscyplinującą rozmowę z proboszczem Wojnarowskim. Oświadczenie,
jakie wydał po spotkaniu z podwładnym, zapewne doprowadziło do
palpitacji serca rodziców pobitych dzieci. Bo ksiądz Matysek
powiedział: „Dla mnie ktoś pobity to już nie wstaje, ma ślady, można
mu zrobić obdukcję. A tu tego nie było”...JULIA STACHURSKA