Gość: komar
IP: *.visp.energis.pl
30.08.03, 20:35
63 lata temu rozpoczęła się Saybusch Action. Pierwszy etap zapoczątkowany
22 września 1940 roku i trwający nieco ponad miesiąc objął wygnanie ok. 20
000 Górali Żywieckich ( według danych okupacyjnych 3 034 rodziny ) na ich
miejsce osiedlono ok. 3 000 ( 623 rodziny ) osadników - umsiedlerów
niemieckich. W ich ręce oddano ok. 30 % areału uprawnego Żywiecczyzny oraz
cały dobytek ( domy, zabudowania gospodarcze, sprzęty, meble, inwentarz)
dotychczasowych gospodarzy. Beskid Żywiecki został włączony w granice
Rzeszy, zlikwidowano ustawione w 1939 posterunki graniczne na Sole, na
pieczątkach administracyjnych pojawiło się Obershlesien jako nazwa dystryktu.
Kolejne etapy akcji miały objąć wysiedlenie pozostałej ludności i jej
rozszerzenie na cały pas Zachodnich Karpat, aż do połączenia z podhalańskim
Garallenvolkiem. Tereny germańskie miały „ okrążyć” od południa Kraków, by i
w końcu ten mógł „ powrócić do macierzy”.
Na przeszkodzie kontynuowania Saybush Action stanęły względy
praktyczne. Nie znający specyfiki górskiego rolnictwa osadnicy, pomimo
dysponowania polskimi niewolnikami jako siłą roboczą , nie byli w stanie
zapewnić Rzeszy wymaganego poziomu produkcji rolnej. Np. osadnicy z
Bessarabii próbowali w Beskidach siać kukurydzę oraz sadzić krzewy winorośli.
Niemcy nie mogli też zastąpić wykwalifikowanych robotników leśnych (konie
używane z zrywania drzew nie reagowały na niemieckie komendy). Niewolniczej
siły roboczej potrzebowały też zakłady pracy ( Odlewnia Żeliwa w Węgierskiej
Górce ). Część Górali Żywieckich pozostała więc na swojej ziemi, w
charakterze parobków i niewolników. Pozwolono im pozostać w Beskidzie do
czasu kiedy Wehrmacht zakończy swoje zadania.
Saybush Action przebiegła niezwykle sprawnie. Wytypowane do wygnanie
rodziny zaskakiwane były późną nocą. Wioski, przysiółki i pojedyncze zagrody
otaczane były szczelnym kordonem. Górale dostawali 15 minut na obudzenie
rodziny i zebranie ręcznych tobołków. Potem czekał ich marsz do punktów
zbornych a następnie podróż do Generalnej Guberni ( przede wszystkim okolice
Sandomierza).
Sprawność akcji możliwa była dzięki ogromnej pomocy aktywistów
Beskidenverein- przedwojennej organizacji niemieckich turystów . Ci,
doskonale znali beskidzkie przysiółki i polany. Bezbłędnie typowali
gospodarstwa, które w pierwszym należało przeznaczyć dla niemieckich
gospodarzy. Dla nich oraz niemieckich osadników historia nie potoczyła się
jednak szczęśliwie. Zmuszeni byli w końcu uciekać przed „bolszewicką zarazą”
i odwetem mściwych żywieckich górali. Niektórzy nie zdążyli. Przeżywali potem
gehennę w "Polskich Obozach Zagłady". . A przecież oni tylko wykonywali
rozkazy.
Większość jednak dożywa swych dni w dostatku, dobrobycie i uroku
bawarskich krajobrazów. Nie mają już sił na aktywność w Związkach
Wypędzonych. Mają jednak młodych. Ich szefowa- urocza Erika Stienbach - dba
o to by świat nie zapomniał o ich krzywdzie. Znajdzie się dla nich miejsce
berlińskim Centrum Wypędzonych!!! Czy będzie tam miejsce dla wypędzonych pięć
lat wcześniej Górali od Żywca ? Może jakiś kąsek ? Tylko co będzie gdy jakiś,
zwiedzający Niemieckie centrum, stary żywiecki góral rozpozna wśród
kontrafektów Wypędzonych tego, który 63 lata temu zamieszkał w jego zagrodzie.