Dodaj do ulubionych

Koniec prawyborów ...

05.06.08, 07:58

Historyczne prawybory mamy za sobą.

Były one niezwykłe z wielu względów. Po raz pierwszy aż do
spodziewanej nominacji na prezydenta doszedł czarnoskóry polityk. Po
raz pierwszy kobieta otarła się o amerykańską prezydenturę. Oba te
precedensy oswoiły społeczeństwo USA z perspektywą mniejszości na
wysokich i najwyższych stanowiskach w państwie.

Była to także kampania obfitująca w serię niespodzianek, z których
chyba największą był szybki spadek popularności pani Clinton,
jeszcze rok temu wydawałoby się absolutnie nie do pokonania.

Wreszcie, była to jedna z najbardziej zaciętych kampanii w dziejach
i na dobrą sprawę wciąż nierozstrzygnięta. Jej kres nastąpi, kiedy
Hillary Clinton uzna porażkę.

Zapewne jednak na pewnych warunkach. Być może jednym z nich będzie
wiceprezydentura przy boku Baracka Obamy. Do niedawna jeszcze pani
Clinton odrzucała taką możliwość, ale od paru tygodni jej biuro śle
sygnały, iż taka ewentualność brana jest pod rozwagę.

Czy senator Obama zechce, to już inna sprawa. Z jednej strony miałby
dostęp do lukratywnych źródeł finansowania popierających panią
Clinton (choć na razie jest ona w długach) oraz dzięki tej obecności
dostałby poparcie jej elektoratu, zirytowanego tendencyjnym, jak
uważają jej zwolennicy, potraktowaniem pani senator. Zarazem jednak
Obama może nie potrzebować pieniędzy Hillary Clinton, bowiem jego
kampania dysponowała dotychczas potężnym zapasem gotówki, natomiast
w zamian uzyskałby partnerkę, z którą politycznie wiele go różni.
Faktem jest, że w polityce dominuje kompromis i swoisty
koniunkturalizm, jednak lewe skrzydło Partii Demokratycznej
reprezentowane przez Obamę i centrowa postawa Hillary Clinton mogą
okazać się nie do pogodzenia.

Być może nawet nie będzie takiej potrzeby. Cała Partia Demokratyczna
pod przywództwem Howarda Deana ewoluuje na lewo, a takiej tendencji
sprzyja sytuacja społeczno-ekonomiczna. Z reguły w okresie trudności
gospodarczych społeczeństwo szuka rozwiązania swoich kłopotów po
stronie demokratów uważanych za bardziej zatroskanych rozwiązaniem
problemów przeciętnego Amerykanina. Ponadto ciągle wpływowe w USA
związki zawodowe napierają na politykę zgodną z koncepcjami senatora
Obamy (zwiększenie udziału rządu w programie powszechnych
ubezpieczeń, renegocjacja porozumienia NAFTA o wolnym handlu w
Ameryce Północnej, zniesienie ulg podatkowych dla najbogatszych).
Ponadto senator z Illinois proponuje szybkie (w ciągu półtora roku)
wycofanie wojsk USA z Iraku, co odpowiada znacznej części
społeczeństwa zniecierpliwionego niepopularną wojną.

Zdecydowanie jednak senator Obama będzie musiał zrewidować
dotychczasowe stanowisko na bardziej centrowe, aby przyciągnąć jak
największy elektorat. Do tego jednak nie potrzebuje koniecznie pani
Clinton.
Quelle PDN-NY(CK)
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka