Dodaj do ulubionych

Prezydencka interwencja? ...

28.06.08, 08:20

Sekretarz stanu w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Anna
Fotyga, przyjechała do Waszyngtonu, aby poinformować amerykańskiego
sojusznika o stanowisku Polski w sprawach wspólnego zainteresowania.


Za tym bardzo ogólnym wyjaśnieniem kryje się, między innymi, sprawa
tarczy antyrakietowej. Negocjacje w tej sprawie prowadzone przez
rząd premiera Donalda Tuska utknęły - jak się wydaje - w martwym
punkcie. Powodem były nadmierne, wygórowane żądania strony polskiej,
która w zamian za zgodę na umieszczenie wyrzutni rakietowych na
swoim terenie domagała się rozległej pomocy militarnej, idącej w
miliardy dolarów. Tymczasem Amerykanie - napotykając tego typu
przeszkodę oraz sprzeciw Rosji i bardzo negatywne reakcje na tę
inicjatywę ze strony europejskich sojuszników - znaleźli bez
trudności inne państwa (Litwa, Rumunia, Ukraina) gotowe umiejscowić
wyrzutnie na swoim terenie.

Dlaczego rząd RP postawił tak zniechęcające warunki przesądzające z
góry o negatywnym wyniku negocjacji? Może w Warszawie przypuszczano,
że w gigantycznym projekcie tarczy antyrakietowej, kontynuowanym
przez wiele administracji USA, w którego realizację włożono ogromne
pieniądze, parę dodatkowych miliardów łatwo przejdzie?

Trudno przypuszczać, aby minister spraw zagranicznych Radosław
Sikorski, doskonale zorientowany w kulisach amerykańskiej polityki,
wierzył, iż taka pozycja w budżecie Stanów Zjednoczonych ujdzie
uwadze polityków na Kapitolu.

W Warszawie postanowiono pertraktować z Amerykanami "twardo". Jednym
z powodów był gwałtowny zwrot polityki zagranicznej ku Unii
Europejskiej, z uznaniem faktu, iż proatlantyckie i proeuropejskie
stanowiska są nie do pogodzenia. Wybrano by pierwsze, gdyby okazało
się dostatecznie "lukratywne", mówiąc słowami ministra Sikorskiego.

Ponadto, oprócz ogólnie antyamerykańskich nastrojów na zachodzie
Europy i niechętnego traktowania Polski jako "konia trojańskiego
USA" w NATO i UE, doszła konkretna sprawa: coraz wiarygodniejsze
doniesienia o przetrzymywaniu w polskich więzieniach i ewentualnie
torturowaniu podejrzanych o terroryzm fundamentalistów islamskich.
Za pogardliwym w salonach europejskich określenia Polski jako 51.
stanu Ameryki kryje się potwierdzone w ten sposób przekonanie, iż
byłe kraje komunistyczne są w istocie swojej zacofane, przestępcze,
fatalnie rządzone i z gruntu niewiarygodne; stanowią drugi garnitur
Unii Europejskiej.

Aby odeprzeć ewentualne zarzuty i poprawić te nastroje wokół Polski
postawiono w Warszawie na demonstracyjnie twardą dyplomację z
Amerykanami: Polska nie jest ani 51. stanem, ani "koniem",
ani "pudlem" USA.

Ów zwrot zauważono "w Europie" jako mądry wyraz sceptycyzmu premiera
Tuska wobec tarczy. Polska może stać się dzięki temu "pudlem Europy
Zachodniej", ale może dużo stracić, jeśli Amerykanie zwrócą się z
tym projektem gdzie indziej.

Quelle PDN-NY(CK)
Obserwuj wątek
    • kasz0 a konkretnie co? 28.06.08, 08:51
      hugo_w2 napisał:

      > może dużo stracić, jeśli Amerykanie zwrócą się z tym projektem
      gdzie indziej.

      Stracimy pogarde Amerykanow jaka mamy dotychczas?
      • cyborg.jr Re: a konkretnie co? 28.06.08, 09:17


        Zatwierdzam . Wykonać .

        (-)


        I love Russia and Israel

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka