stormy_weather
03.08.08, 16:04
Dzwonię do sekr. AWF... (rok chyba 68-9)
Mam obóz , potrzebuje waszych studentów z dyscypliny dżudo i
pływania , skoczki spadochr nie są mi potrzebni..mam swoich ..
dacie ?
- pogadam z rektorem
cisza w eterze ...
- tak zgoda , gdzie to ?
- pod Krakowem
Przybyli , byłem wtedy komandosem i trenowałem ratownictwo
morskie...(qrwa w Krakowie !)
jezioro ..
Siedzę na grzybku ( to taka płoszcz.. parumetrowa) między
pomostami ...
Szkolę oficerów komandosów , mam studentów z AWF i dbam o
dyscyplinę i wydaje się wszystko OK....
Gowno ... Patrzę i widzę jak jeden z nich tonie... oczy mętne,
przerażone , chwyty wody szamotne...
Skaczę , idę na dno , ciemno , muł nic nie widzę , wreszcie go
chwytam i za nogi pchnąłem na powierzchnię ...
Podholowałem go na pomost ..
- kto ty ?
- major
- qrwa ja cię nauczę craulem …..
- nie chcę !
- nie pier’dol major , wiem , że dobrze skaczesz w powietrzu ..
stań na płyciźnie , pochyl się i wyciągnij łapy... nie tak
krótko .. dalej łapy do przodu .. no ! nie kurcz tych twoich
łap ...sięgaj na maxa ...
(z cyklu : ale jaja ,przeziębiłem się na grzybku mając na ryju
czerwony beret)