hugo_w2
15.09.08, 19:57
Polska może już w 2011 roku wprowadzić wspólną europejską walutę -
zapowiedział nieoczekiwanie premier Donald Tusk. Jeśli jego
zapowiedzi się spełnią, już za trzy lata Polacy z USA podróżujący po
Europie będą mogli płacić tymi samymi pieniędzmi w Warszawie,
Berlinie czy Paryżu.
Deklaracja premiera Tuska zaskoczyła jednak rynki finansowe i
ekspertów. Po pierwsze dlatego, że Polska do tej pory unikała
podawania konkretnych dat dotyczących nie tylko terminu wejścia do
europejskiej strefy walutowej, ale nawet rozpoczęcia wstępnych
procedur i włączenia polskiego pieniądza do "węża" walutowego. Po
drugie, zaskoczeniem był szybki termin planowanego wejścia do
wspólnej strefy walutowej. Do tej pory za najbardziej ambitny termin
uważano wejście do strefy euro tuż przed piłkarskimi mistrzostwami
Europy w 2012, które mają odbyć się w Polsce i na Ukrainie. Teraz
szef polskiego rządu chce przyspieszyć ten termin jeszcze o rok.
Termin mało realny, ale wprowadzenie euro na Euro 2012 wydaje się
rozsądnym rozwiązaniem.
Polska spełnia już większość fiskalnych wymogów dotyczących
członkostwa. Zmiany jednak będą konieczne. Wejście do wspólnej
strefy walutowej będzie jednak realne tylko wtedy, gdy Polska
wprowadzi reformy, które dokończą procesy transformacji, oraz zmieni
własną konstytucję, która określa rolę banku centralnego. Konieczne
będzie także włączenie się do Europejskiego Mechanizmu Kursowego
ERM2. Polska nie spełnia także kryterium zgodności legislacji.
W pierwszych latach członkostwa nowym krajom UE wręcz odradzano
szybką unię walutową, głównie z powodu ogromnych dysproporcji w
rozwoju gospodarczym w stosunku do członków "starej" Unii. Poza tym
jednolita polityka monetarna nie zawsze służy wszystkim uczestnikom
strefy euro, a zwłaszcza tym, którzy znajdują się w fazie
transformacji. To dlatego jedynym nowym krajem, który nie miał
większych problemów z dołączeniem do najbogatszych pod względem
stopy życiowej, okazała się Słowenia. Teraz jednak ten argument
traci rację bytu. Rozwój gospodarczy Polski i jej sąsiadów jest
kilkakrotnie wyższy niż w przypadku Niemiec czy Francji i
dysproporcje stają się coraz mniejsze. Jeśli Polska utrzyma
dotychczasowe tempo wzrostu, to do 2011 roku jej produkt krajowy
brutto zwiększy się o kolejnych 20 proc.
Wspólna europejska waluta ułatwia prowadzenie biznesu, rozliczanie
transakcji handlowych swobodny dostęp do zagranicznych oszczędności
czy poruszanie się po Starym Kontynencie. Uwalnia też inwestorów od
ryzyka kursowego, czyniąc włączony do unii kraj bardziej
wiarygodnym. Warto jednak pamiętać, że w większości krajów, które
zdecydowały się na wejście do wspólnej strefy walutowej, sam proces
wymiany starych, narodowych pieniędzy na nowe nie odbył się
bezboleśnie. Powszechnym zjawiskiem był wzrost cen. Doświadczenia
innych krajów wchodzących do unii walutowej przed Polską (np.
Słowacji) powinny jednak pozwolić na ograniczenie negatywnych
skutków wprowadzenia euro.
Quelle PDN-NY