sz0k
17.10.08, 16:56
Obydwoje zginęli w wypadkach samochodowych.
Geremek:
Wielki mąż stanu, mędrzec, bojownik o wolność "naszom i waszom", odwożąc chorą
matkę i córkę do szpitala, swoim 25 letnim Polonezem, jadąc 50 km/h na drodze
z ograniczeniem do 70 km/h, został oślepiony znienacka długimi światłami przez
nadjeżdżający z naprzeciwka TIR, jednocześnie zasłabł (miał słabe serce) - co
skończyło się tragicznym wypadkiem. A w ogóle to nie wolno źle mówić o
zmarłych, trzeba uszanować ich pamięć, więc mordy w kubeł i nie komentować tej
sprawy.
Haider:
Przywódca skrajnie prawicowej, populistycznej,
nacjonalistyczno-faszystowsko-nazistowskiej partii, wracając najebany (16
promili alkoholu w wydychanym powietrzu) z gejowskiego burdelu, pędząc swoim
Bugatti Veyronem 500 km/h na odcinku gdzie było ograniczenie do 30 km/h, wbił
się w autobus pełny dzieci jadących na pielgrzymkę do Rzymu. Dodatkowe
oględziny wraku i zwłok pozwoliły stwierdzić, że w bagażniku samochodu
znajdowały się związane zwłoki, zgwałconego 6 letniego chłopca, ostatnim
posiłkiem Haidera była ludzka wątroba, a na tylnym siedzeniu siedział młody
mężczyzna (jak się później okazało męska prostytutka), który robił właśnie
kierowcy zastrzyk z heroiny zmieszanej z zarażoną wirusem HIV strzykawką.
Europa i świat są zbulwersowane, prosimy o podpisywanie się pod listem
protestacyjnym do władz Austrii z prośbą o delegalizację partii tej szumowiny.