Dodaj do ulubionych

Amerykańskie mity "zera tolerancji"

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.10.03, 22:06
Zbigniew Marcin KOWALEWSKI

Amerykańskie mity "zera tolerancji"
Postępy wyborcze skrajnej prawicy w Europie nakręca lęk przed niepewną
sytuacją społeczną szerokich, ciężko poszkodowanych przez neoliberalny
kapitalizm, warstw i przed przestępczością. Poczucie "niebezpieczeństwa"
podsycają media i politycy wszystkich lub większości partii politycznych.
Czynią zeń naczelne hasło swoich kampanii wyborczych, ścigając się w
pomysłach rozwiązań represyjnych. Wychwalają skuteczność policyjnej
strategii "zera tolerancji", wylansowanej w Nowym Jorku za rządów Rudolpha
Giulianiego, a znajdującej w Polsce naśladowców nie tylko w Prawie i
Sprawiedliwości braci Kaczyńskich Wyniki badań naukowych dowodzą, że
skuteczność tej strategii została wyssana z palca i stanowi ważny element
ideologii neoliberalnej.

Trudno dziwić się, że gdy przekonają swoich wyborców do takiego zagrożenia i
potrzeby wzmożenia represji, część tych wyborców przerzuca swoje głosy na
skrajną prawicę, bo kto może być od niej bardziej wiarygodny, gdy chodzi o
rozbudowę państwa policyjnego?

W panoszącym się coraz bardziej dyskursie "bezpieczniackim" zachodnich elit
politycznych przestępczość sprowadza się do zjawiska przestępczości
ulicznej, a więc faktycznie kryminalizuje się w ten sposób klasy ludowe, bo
wzmożenie represji w żadnej mierze nie grozi przestępczości szalejącej wśród
samych elit i w aparatach państwowych. Przeciwnie - im więcej mówi się o tej
pierwszej, tym bardziej ta druga jest bezkarna. w dyskursie tym nigdy nie
wiąże się przestępczości ulicznej ze zjawiskiem masowego bezrobocia,
ubóstwa, niepewnością warunków pracy i w ogóle deregulacją stosunków pracy,
kryzysem szkolnym i wieloma innymi nieodłącznymi od neoliberalizmu
zjawiskami.

Centralny temat kampanii wyborczych

Loic Wacquant, socjolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley i Centrum
Socjologii Europejskiej w Paryżu, znany jest w Polsce jako współautor - wraz
ze zmarłym niedawno prof. Pierre Bourdieu - "Zaproszenia do socjologii
refleksyjnej" (Oficyna Naukowa 2001). w artykule "O niektórych bajkach
bezpieczniackich rodem z Ameryki" na łamach francuskiego miesięcznika "Le
Monde Diplomatique" demaskuje on ten dyskurs, który upowszechnia się również
w Polsce, nie tylko za sprawą braci Kaczyńskich i ich partii. Wacquant
wskazuje, że pozwala on tym, którzy rządzą lub do rządzenia aspirują,
afirmować zdolność państwa do działania wtedy, gdy proklamują oni niemoc
państwa w dziedzinie społeczno-gospodarczej.

Oto obszerne omówienie tego artykułu.

Wrzawa wokół prawa do bezpieczeństwa staje się tym głośniejsza, im bardziej
demontuje się prawo do pracy. Wzrost funkcji policyjnych państwa i wydatków
na policję jest tym większy, im bardziej zanikają funkcje opiekuńcze państwa
i maleją wydatki na cele socjalne. Za przykład może posłużyć zupełnie
absurdalny zakup we Francji - przez rząd lewicowy - koszulki kuloodpornej
dla każdego policjanta, choć 97% spośród nich w ciągu całej swojej kariery
zawodowej nie ma do czynienia z najmniejszym nawet zagrożeniem bronią palną,
a liczba zabitych na służbie policjantów zmalała w tym kraju w ciągu
minionych 10 lat o połowę.

W ostatnich wyborach prezydenckich we Francji, poza kandydatami lewicy
radykalnej i Zielonych, wszyscy kandydaci podnosili sprawę "bezpieczeństwa"
do rangi absolutnego priorytetu w sprawach publicznych. Proponowali takie
same prymitywne rozwiązania - wzmożenie aktywności policji, skupienie jej
uwagi na młodzieży (pochodzenia, rzecz jasna, robotniczego i imigranckiego),
recydywistach i "twardych" środowiskach przestępczych na przedmieściach (co
wygodnie wyklucza przestępców w białych kołnierzykach czy z trójkolorową
wstęgą), przyspieszenie procedur sądowych, zaostrzenie kar, dłuższe
zatrzymania - również nieletnich, choć doskonale wiadomo, że pobyt w
więzieniu jest niesłychanie kryminogenny. Domagali się niepohamowanego
wzrostu środków służących utrzymaniu siłą porządku publicznego i ładu
społecznego. Wacquant podkreśla, że sam szef państwa
francuskiego, "przestępca - wielokrotny recydywista" (chodzi o mnóstwo afer,
w które jest zamieszany), bezwstydnie nawoływał do zaprowadzenia
zasady "zera bezkarności" w stosunku do nawet łagodnych wykroczeń w
osiedlach, w których skupiają się środowiska społecznie wydziedziczone.

Made in USA

Cały ten dyskurs o bezpieczeństwie, godzący ze sobą najbardziej reakcyjną
prawicę z lewicą rządową we wszystkich głównych krajach europejskich,
czerpie swoją siłę z dwóch współczesnych potęg symbolicznych, jakimi są
nauka i Ameryka - a ściślej z ich krzyżówki, tj. amerykańskiej nauki
stosowanej do realiów amerykańskich.

Tak, jak wizja neoliberalna w gospodarce opiera się na modelach równowagi
dynamicznej, skonstruowanej przez ortodoksyjną ekonomię made in USA (kraj
ten ma niemal monopol na nagrody Nobla w tej dyscyplinie), obecna
wulgata "bezpieczniacka" prezentuje się pod szyldem uczonego dyskursu.
Sugeruje on, że pewna niezmiernie wyostrzona teoria kryminologiczna służy
jak najbardziej racjonalnej, ideologicznie neutralnej i nie podlegającej
dyskusji polityce, która kieruje się czystymi względami skuteczności i
wydajności.

Podobnie jak polityka podporządkowania wszystkiego rynkowi, wywodzi się ona
z USA, kraju, który stał się rzekomo latarnią morską ludzkości - jedynym,
który historia wyposażyła w środki materialne i symboliczne, pozwalające
uczynić ze swoich osobliwości ideał ponadhistoryczny i wszędzie przeobrażać
rzeczywistość na swój wzór i podobieństwo.

W związku z tym w ostatnich latach politycy francuscy, brytyjscy, włoscy,
hiszpańscy, niemieccy z prawa i z lewa pielgrzymowali do Nowego Jorku, by
dać tam wyraz swojej determinacji, z jaką chcą wykorzenić przestępczość z
ulic, i nauczyć się od władz amerykańskich, jak to się robi. Tymczasem cała
ta "jednolita myśl" o sprawach bezpieczeństwa żywi się całym łańcuchem
uczonych mitów, które należy pilnie rozgryźć i obnażyć.

Mit superprzestępczej Ameryki

Oto pierwszy mit: "Superprzestępcza" do niedawna Ameryka jest dziś
spacyfikowana, a pod względem przestępczości wyprzedziła ją Europa
Zachodnia. USA cechowały rzekomo astronomicznie wysokie stopy
przestępczości, które radykalnie spadły w wyniku nowojorskich doświadczeń w
dziedzinie innowacji policyjnych i karnych. w tym samym czasie w Europie, na
skutek "nadmiernej tolerancji", pnie się rzekomo w górę spirala "przemocy
miejskiej". w tym duchu we Francji Alain Bauer, prezes firmy konsultingowej
w sprawach bezpieczeństwa, a przy tym doradca ministrów socjalistycznych i
wielki mistrz loży masońskiej Wielki Wschód, ogłosił wszem i wobec, że w
2000 r. "Francja stała się bardziej kryminogenna niż USA".

Rewelacja ta, rozpropagowana przez media, świadczy, że w dziedzinie
bezpieczeństwa można bezkarnie opowiadać co komu ślina na język przyniesie i
być branym na serio, jeśli tylko intonuje się modną śpiewkę represyjna i
katastroficzną. Od jakichś 10 lat wiadomo, że stopy przestępczości w USA są
całkiem normalne, ale pod warunkiem, że nie wychodzi się od danych
statystycznych o przestępstwach zgłaszanych władzom, które odzwierciedlają
aktywność policji, a nie przestępców, lecz za podstawę przyjmuje się wyniki
badań ankietowych wśród gospodarstw domowych celem ustalenia liczby ofiar
czynów przestępczych. Takie badania porównawcze są prowadzone w skali
międzynarodowej (w odniesieniu do głównych krajów wysoko rozwiniętych) pod
egidą holenderskiego Ministerstwa Sprawiedliwości i to ich wyniki są
miarodajne.

Z wyjątkiem zabójstw stopy przestępczości w USA są podobne jak w wielu
innych krajach na świecie, a nawet na ogół niższe. Natomiast na początku
minionej dekady w kraju tym na każde 100 tys. mieszkańców przypadało aż 10
zabójstw, a dziś przypada 6, tj. sześć razy więcej niż we Francji, Wielkiej
Brytanii czy Niemczech.
Obserwuj wątek
    • Gość: felusiak Re: Amerykańskie mity 'zera tolerancji' IP: *.nyc.rr.com 22.10.03, 23:02
      Towarzyszu V.C. nie wierzcie we wszystko co pisza.
      Giuliani byl najlepszym burmistrzem Nowego Jorku od
      czasow La Guardii. "Zero tolerancji" dla przestepcow nie
      jest mitem. Nie zapominajcie, ze ja tu mieszkam od bardzo
      dawna i doskonale pamietam burdel i niemoc za Dinkinsa i
      Kocha.
    • gandalph Re: Amerykańskie mity "zera tolerancji" 22.10.03, 23:02
      Autor cytowanego artykułu chrzani w bambus. New York kilka i klikanaście lat
      temu przodujący we wszelkich wskaźnikach przestępczości.Tymczasem za kadencji
      ex-burmistrza Giulianiego wszystko się zmieniło i miasto stało się jednym z
      bezpieczniejszych w USA. Opieram się na relacjach rodziny z Ameryki. Wszelkie
      stwierdzenia o "kryminalizacji klas ludowych" i "wzmożenie represji w żadnej
      mierze nie grozi przestępczości szalejącej wśród samych elit i w aparatach
      państwowych" winny wywołać salwy śmiechu. Pytam: czy zwykłemu szaremu
      obywatelowi mabrdziej zagraża malwersant w rządzie, czy raczej zwykły oprych
      czatujący na ofiary w ciemnej bramie? W moim przekonaniu to drugie; przekręty w
      rządzie g... mnie obchodzą. Natomiast to, bym wieczorem mógł spokojnie wyjść z
      psem - bardzo! Zresztą, nie sądzę, by akurat malwersanci i inni przestępcy w
      rządzie byli zmartwieniem Giulianiego - od tego są inne organy. Natomiast ten
      zrobił kawał dobrej roboty, bo wypieprzył z miasta dealerów, pijaczków,
      oprychów itd. I za to należy mu się pomnik.
      Nie wiem, dlaczego zasada "zera tolerancji" pewnym kręgom się nie podoba, wszak
      wiadomo, że "od łyczka do rzemyczka". Wystarczy pozwolić, by pijacy sikali po
      krzakach, a na tym na pewno się nie skończy.
      Krótko: Zbigniew Marcin Kowalewski ze swym artykułem (drugiej świeżości
      zresztą) może mnie pocałować w d... bo i tak swoje wiem.
      • Gość: felusiak Re: Amerykańskie mity 'zera tolerancji' IP: *.nyc.rr.com 22.10.03, 23:18
        Kowalewski jest niereformowalnym lewicowcem i jako taki
        nie potrafi spojrzec na rzeczywistosc z perspektywy
        wlasciciela psa. Wszystko widzi poprzez pryzmat
        ideologii. Zreszta swiadczy o tym uzywany przez niego
        zwrot "skrajna prawica"
        No coz, dla lewaka wszystko na prawo od niego to skrajnosc.
        Zadziwiajace, ze tacy pisarczykowie nigdy nie zauwazaja
        istnienia skrajnej lewicy.

        P.S. Giuliani zalicza sie do umiarkowanych republikanow.
        Jest lewicowy spolecznie i prawicowy fiskalnie. Nade
        wszystko to jedyny polityk z kregoslupem i jajami, ktory
        nigdy nie dostosowywal sie do powiewow politycznego wiatru.
        Ale co towarzysz V.C. o tym moze wiedziec.
        • Gość: V.C. About Guliani IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 19:03
          Gość portalu: felusiak napisał(a):

          Nade
          > wszystko to jedyny polityk z kregoslupem i jajami,

          O tak . Zwłaszcza "z jajami" . Niby prawicowiec i na dodatek nie pierwszej
          młodości , a wciąż ugania się za spódniczkami wink
          • Gość: lesio Re: About Guliani IP: 207.157.122.* 23.10.03, 23:43
            Drogi C.V., wsadz glowe pod kran.
            • Gość: V.C. do lesia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 23:50
              Gość portalu: lesio napisał(a):

              > Drogi C.V., wsadz glowe pod kran.

              Mylisz mnie z pewnym gościem z USA .
              • Gość: felusiak I to ma byc wasza ponad przecietna wiedza o USA? IP: *.nyc.rr.com 24.10.03, 00:27
                Gioliani nie jest prawicowcem. Jest politykiem z
                kregoslupem i jajami, ale ty nawet nie wiesz co to znaczy.
                Przyklad o uganianiu sie za spodniczkami jest chybiony,
                pomijajac, ze to prywatna sprawa Giulianiego, spodniczka
                jest w tym samym wieku.
                Chyba znowy doznasz rozkoszy.
              • Gość: lesio Re: do lesia IP: 207.157.122.* 24.10.03, 00:58
                Z nikim niestety Cie nie myle...Ochlon troche!
                Nowojorczycy wybraliby Rudiego na kolejna kadencje, gdyby mogli. Co Ty na to,
                demokrato?
                Czesc plicjantow uwazala, ze spadek przestepczosci zwiazany byl ze spadkiem
                popularnosci "pobudzajacych narkotykow", np. kokainy, na rzecz heroiny do
                wachania, ale nikt nie negowal osiagniec burmistrza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka