polski_francuz
05.01.09, 20:13
Zycie zawodowe uczy, przynajmniej te moje, unikac kompromisow. Sa one czesto
brane za swiadectwo slabosci. A slaby przyciaga kazy jak pochyle drzewo.
I tak wlasciwie, coraz sluszniejsza, przynajmniej w tym aspekcje aktywnosci,
mi sie wydaje zasada "zab za zab".
Gdzies jednak ta zasada prowadzi do obledu.
Wyobrazmy sobie sasiadow. Wpierw zyja obok siebie w miare spokojnie. Potem
jeden sasiad zaczyna sie rozpychac. Drugi zaczyna protestowac. Zaczynaja sie
nienawidziec. Corka jednego sasiada zostala zgwalcona przez synow drugiego.
Gwalt zostal pomszczony krwawo. Ta smierc tez zostala pomszczona.
I tak sasiedzi zamienili sie w dyszacych nienawiscia wrogow. Beda sie juz
nienawidziec do konca swiata. I zaczna innych wciagac do tej ich nienawisci.
A co na to ulica?
Ano wpierw bierze strony jednych albo drugich.
A potem? Potem zaczyna olewac ten wieczny konflikt. I gdyby ulica mogla to by
zamurowala nienawistnikow by juz z te swoja nienawiscia sami zostali.
I dali juz innym, tym obdarzonym zdolnoscia do kompromisu, spokojnie zyc.
PF