Gość: kontra
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
11.11.03, 12:43
NAUKA NA BYKACH - pierwsza strona świątecznego wydania Gazety Wyborczej
a wewnatrz numeru przemycony Nowak Jeziorański zaprzecza, by polski
antysemityzm dorónywał niemieckiemu (SIC !!)
i donosi, że posialiśmy nienawiść która zaowocowała (sformułowanie Nowaka)
rzezią ludności polskiej na Wołyniu. Nowaka Jeziorańskiego słowa okazały się
tak cenne, że Michnik aż je przedrukował za Gościem Niewdzielnym !!
Takimi świętuje Michnik odzyskanie niepodległości. Strasząc polskim
antysemityzmem i nacjonalizmem używając sklerotycznego Nowaka.
Wracając do tytułowych BYKÓW.
Olga Szpunar 09-11-2003, ostatnia aktualizacja 09-11-2003 19:50
W szkolnych podręcznikach roi się od horrendalnych błędów! - alarmują uczeni
skupieni wokół Polskiej Akademii Umiejętności .....
zwróćmy uwagę, że organ Michnika nie pisze naukowcy lecz UCZENI.
Uczeni kończący przyspieszone kursy oparte na podręczniku
Heleny Michnik !!!!!!
NASZ DZIENNIK
Poniedziałek, 30 grudnia 2002 r., Nr 302(1495)
Siły postępu w walce z reakcją, czyli...
HISTORIA POLSKI A LA MICHNIK
"...Papiestwo bowiem stało się najwierniejszym sojusznikiem imperializmu
światowego dla walki z krajami socjalizmu i obozem pokoju (Przypomnijcie
sobie reakcyjną rolę Kościoła w Polsce Ludowej.)".
Helena Michnik, Historia. Komentarz metodyczny
Uderz w stół, a nożyce się odezwą, mówi stare przysłowie. No i stało się.
Kiedy w jednym ze swoich felietonów stwierdziłem, że mama Adama Michnika
fałszowała historię, braciszek mordował tych, którzy nie chcieli się jej
uczyć, a Adaś wystawia nam świadectwa moralności, odezwały się siły
postępu. "Polityka" stwierdziła, że obraziłem rodzinę Adama Michnika.
Obraziłem? Stwierdziłem tylko fakt, a z faktami się przecież nie dyskutuje.
Leży przede mną podręcznik do historii autorstwa Heleny Michnik i Ludwiki
Mosler. Wydany w 1964 roku, przeznaczony był dla licealistów i obejmował
okres od zarania naszych dziejów do roku 1795.
Od pierwszych stron podręcznika wyczuwa się atmosferę specyficznej
tolerancji, jaką redaktor naczelny "Gazety Wyborczej" nasiąkał od
dzieciństwa. W części pierwszej - zredagowanej przez Ludwikę Mosler,
a opisującej początki polskiej państwowości - możemy przeczytać na temat
wprowadzenia chrześcijaństwa: "Odczuwano potrzebę religii uświęcającej
władzę księcia i możnych oraz kształtujące się stosunki feudalne. Takim
warunkom odpowiadała religia chrześcijańska, która głosiła obowiązek pokory
i szerzyła przekonanie o boskim pochodzeniu władzy". Zdaniem pani Mosler,
chrześcijaństwo "hamowało rozwój polskiego języka literackiego i
piśmiennictwa w języku polskim", a plany ukoronowania Bolesława Chrobrego w
czasie zjazdu gnieźnieńskiego, spełzły na niczym wobec "braku zgody ze
strony papiestwa". Dalej opisuje powstanie mas chłopskich w... 1037 r. "Masy
ludowe widziały w kościele sojusznika feudałów w utrwalaniu ich władzy.
(...) Religia chrześcijańska wiązała się, w pojęciu mas ludowych, z uciskiem
feudalnym".
Według podręcznika, Kościół "knuł" nie tylko przeciw masom, ale i wybitnym
jednostkom. Takim "spiskowcem" był św. Stanisław, o którym w podręczniku
możemy przeczytać, iż był zdrajcą i został skazany na śmierć "zgodnie z
ówczesnym prawem". (Pomyślałem sobie, że biskup Kaczmarek też został skazany
i torturowany zgodnie z "ówczesnym prawem", ciekawe, czy panie M. uważały go
za zdrajcę?). Zapyta ktoś: co ma Michnik do Mosler? Cóż, pisały książkę
wspólnie, więc chyba wspólnie ponoszą za nią odpowiedzialność.
Pani Michnik interesowała się nowszymi czasami, głównie zagadnieniem ucisku,
ciemiężenia chłopów i zachodzącymi przemianami społecznymi. Temat
rzeczywiście ciekawy, pod warunkiem, że nie nagina się faktów do gotowych
tez, które jako dogmaty marksistowskie są nietykalne. Schemat stworzony w
pierwszej części przez L. Mosler powtarza się w części drugiej, tyle że zły
feudał zostaje zastąpiony przez szlachcica, który jest tak samo zły,
niezmienna jest też "złośliwość" i "wstecznictwo" Kościoła. "Kościół dążył
do powiększenia swych dóbr i nowymi drogami: przez zagarnianie ziem
chłopskich, a niekiedy fałszowanie dokumentów. Wsławił się tymi
fałszerstwami klasztor Cystersów, zwany przez historyków 'kuźnią
fałszerstw'". To pewnie z tego powodu "walka pobratymczego narodu czeskiego
przeciw Kościołowi spotkała się w Polsce z gorącą sympatią. (...) Polscy
chłopi i mieszczanie, zwłaszcza z mniejszych miast, spieszyli na Śląsk i do
Czech, by wziąć udział w walce po stronie husytów". W dobie reformacji
największą sympatią pani Michnik cieszą się arianie, gdyż "występując
przeciw dogmatom religijnym, (...) torowali drogę naukowemu poglądowi na
świat". Taki postęp musiał spotkać się oczywiście z reakcją. "Reakcyjny" ks.
kard. Hozjusz sprowadził do Polski księży jezuitów, którzy zakładali
szkoły, "aby skutecznie walczyć ze szkolnictwem różnowierczym". Zdaniem
Heleny Michnik, oświata rozwijałaby się w ogóle całkiem nieźle, gdyby nie
Kościół: "walka o polską kulturę toczyła się w ostrych starciach z
Kościołem, który w zwycięstwie języka ojczystego widział zmierzch
wyłączności swojego dotychczasowego stanowiska i wpływów w społeczeństwie".
Walka klas trwała, Rzeczpospolita się rozkładała, bo jak miała się nie
rozkładać, skoro prym wodzili w niej: "Franciszek Salezy Potocki - okrutnik,
człowiek ograniczony i tępy, Radziwiłł 'Panie kochanku', dla którego zabicie
człowieka było drobnostką" (nie to, co Stalin, który kochał dzieci i
zwierzęta). Mijały czasy, wstecznicy walczyli z siłami postępu, wreszcie
nadeszły czasy naprawy państwa: "kasata zakonu Jezuitów przyspieszyła i
ułatwiła reformę oświaty" i co nie bez znaczenia, "przejęto majątek
zakonu". "Administracją dóbr pojezuickich miała się zająć Komisja
Rozdawnicza. Dostali się do niej ludzie nieczystych rąk (biskup Massalski,
ks. Sułkowski, Poniński), którzy znaczną część dóbr zagrabili. Często sami
eks-jezuici zagrabiali dobra i biblioteki, by je potem sprzedać za bezcen".
Tradycji (przejmowania majątków) siły postępu pozostały wierne do dziś. Po
1945 r. przejęcie majątków kościelnych też ułatwiło "reformę" oświaty, czego
skutki ponosimy zresztą do dzisiaj.
Dla pani Michnik czasy konfederacji barskiej to też walka klas panującej i
ciemiężonej. "Powstanie" Gonty i Żeleźniaka było zrywem przeciw
ciemiężycielom, a wymordowanie szlachty w Humaniu słusznym gniewem ludu.
Natomiast pacyfikujące ukraińskich zwyrodnialców wojska hetmana
Branickiego "wsławiły się okrucieństwem" i "wiele tysięcy chłopów padło
ofiarą ich terroru".
Takich "perełek" można znaleźć w podręczniku pary Michnik - Mosler wiele,
dajmy więc już pokój. Przejdźmy do epokowego dzieła pani Michnik
pt. "Historia. Komentarz metodyczny dla klasy X Ogólnokształcącej Szkoły
Korespondencyjnej stopnia Licealnego". "Komentarz" obejmuje czasy drugiej
połowy XVIII wieku do roku 1871, dzieje powszechne i ojczyste. Co wtedy się
nie działo! Powstała "rewolucyjna teoria stworzona przez genialnych wodzów
klasy robotniczej Karola Marksa i Fryderyka Engelsa (...) uzbrojony w
rewolucyjną opartą na naukowych zasadach teorię, proletariat tworzy I
Międzynarodowe Stowarzyszenie (...) toczy się zacięta walka między siłami
postępu i reakcji o wyrwanie Polski z zacofania". Polska, pisze pani
Michnik, była "podporą reakcji katolickiej, która wywarła zgubny wpływ na
losy naszego kraju. Dlatego w Oświeceniu polskim silnie występuje
antyklerykalizm, który walczy z kosmopolityzmem papiestwa". Konstytucję 3
Maja chwali sam B. Bierut: "Jest wyrazem osiągniętego po raz pierwszy w
naszych dziejach zwycięstwa ludowego, plebejskiego nurtu". Towarzysz Tomasz,
jak wiadomo, był wielkim demokratą, nie to co magnateria, która "z
nienawiścią spoglądała na dzieło sejmu czteroletniego, które zagrażało jej
panowaniu klasowemu". Jest też odkrycie historyczne: Targowica,
czyli "zdradziecki spisek po