oleg3
30.11.03, 21:28
www1.gazeta.pl/wyborcza/1093892,34474,1802633.html?v=0&f=521
Dobry tekst. Wart dyskusji.
--------------------------------------------------
Przeciętny wyborca nie zdaje sobie sprawy z tego, że za politykę rządu -
zresztą nie tylko obecnego - która prowadzi do wzrostu długu publicznego i
zwiększania wydatków socjalnych kosztem nakładów na oświatę, naukę czy
infrastrukturę, zapłaci młode pokolenie. Do podstawowych obowiązków państwa
należy poprawa poziomu wiedzy i kwalifikacji. Pod tym względem polityka
obecnego rządu to ciąg działań szkodliwych, bezmyślnych, nastawionych
wyłącznie na pozyskiwanie elektoratu - nauczycieli i części mało
rozgarniętych rodziców, którzy bardziej się martwią szkolną oceną swego
dziecka niż jego przyszłością.
Dzisiejsi nastolatkowie, źle wykształceni, nierozumiejący współczesnego
świata, będą mieli coraz większe kłopoty ze znalezieniem pracy. Tymczasem to
na ich barkach spocznie obowiązek spłaty dzisiejszych długów.
Co jeszcze państwo winno zrobić? Na początek - po prostu nie przeszkadzać w
tworzeniu nowych firm i elastycznych form zatrudnienia. Radykalnie ograniczyć
kontrolę nad firmami, obniżyć, a przede wszystkim uprościć podatki i
zrezygnować z pomysłów tak szkodliwych jak kasy fiskalne dla taksówkarzy czy
drobnych sprzedawców. Trzeba pozwolić ludziom zarabiać pieniądze i utrzymywać
swoje rodziny.
Politycy powinni odpowiedzieć sobie na pytanie: co jest lepsze? Mieć w Polsce
kilka milionów bezrobotnych, sfrustrowanych, pozostających na utrzymaniu
państwa - czy kilka milionów niepłacących wprawdzie podatków (lub płacących
niewiele), nierejestrujących swoich obrotów, niewypełniających iluś
formularzy, lecz nieobciążających budżetu, tworzących bogactwo społeczne i
wierzących w swoją szansę?
Ale nawet najlepsza edukacja i najlepsze przepisy podatkowe nie zmienią
sytuacji na rynku pracy, jeśli w społeczeństwie dominować będą postawy bierne
i roszczeniowe. Bezrobotnym w gruncie rzeczy nie można zaproponować niczego
lepszego niż tylko to, by sami tworzyli miejsca pracy i sprzedawali na rynku
swoje kwalifikacje. Państwo nie wyręczy obywateli. Nie ma rady, z tego potopu
trzeba się ratować na własną rękę.