cepekolodziej
22.07.09, 10:34
Knut Hamsun (1859-1952), norweski laureat nagrody Nobla, jeden z
moich ulubionych pisarzy. "Głód" - tej książki nie potrafię
zapomnieć. I piękne "Błogosławieństwo ziemi".
Kiedy w Norwegii postanowiono uczcić 150lecie urodzin wielkiego
pisarza, Fundacja Raula Wallenberga (statutowo zwalczająca
antysemityzm) wyraziła ostry sprzeciw, przypominając, że Hamsun
poparł podczas II Wojny Światowej kolaboracyjny rząd Quislinga.
Nikt nie zaprzecza, że tak było. Organizatorzy uroczystości
przywołują jednak zasadę, zgodnie z którą nalezy oddzielać wartości
artystyczne dzieła twórcy od jego poglądów politycznych i sposobu, w
jaki tenże twórca prowadzi(ł) się w życiu prywatnym.
To jednak Fundacji nie wystarcza. Wg niej Knut Hamsun był i pozostaje
po wsze czasy nazistą.
To stanowisko wprawia mnie w zakłopotanie. Co bowiem zrobić z polską
noblistką, Wisławą Sz., która posiada na życiowym koncie epizod
aktywnej, a nawet gorliwej współpracy z komunizmem, w jego najgorszym
wydaniu?
Czy mam też uznać, że Wisława Sz. pozostaje po wsze czasy
stalinistką? I że wobec tego nie nalezy organizować żadnych
uroczystości ku jej czci (gdyby przypadkowo zmarła)?
Ale może jest tak, że - jednak - stalinizm był lepszy od nazizmu?
Tu o sporze o
Hamsuna