hugo_w2
12.08.09, 06:45
Rozmowy przywódców Stanów Zjednoczonych, Kanady i Meksyku w
Guadalajarze nie przyniosły przełomu. Stały się raczej okazją do
wyłożenia na stół znanych kart, aniżeli rozwiązania zapalnych
problemów.
Szczyt z udziałem Baracka Obamy, kanadyjskiego premiera Stephena
Harpera oraz gospodarza Felipe Calderona określono – za George'em W.
Bushem, który niegdyś użył takiego sformułowania – jako "spotkanie
amigos". Przyjaźń nie wyklucza sporów. Bliskie sąsiedztwo stwarza
nie tylko okazję do wymiany handlowej. Rodzi też kłopoty. Poczynając
od szmuglu narkotyków i broni, a na imigracji kończąc.
Jeszcze przed rozpoczęciem debaty wiadomo było, że nie zapadną tam
konkretne decyzje w sprawie imigracji wywołującej burzę po obydwu
stronach Rio Grande. W pierwszym rzędzie musi się z tym uporać
Kongres USA. Prezydent Obama powtórzył zatem jedynie to, o czym już
wcześniej mówił. Zapowiedział walkę o reformę i system, który
umożliwi milionom nielegalnym starania o obywatelstwo Stanów
Zjednoczonych, a jednocześnie zabezpieczy granice.
Przez granicę amerykańsko-kanadyjską przechodzi codziennie 300
tysięcy ludzi. Niebezpieczeństwo czyha jednak głównie na południu.
Nieszczelne sito umożliwia przepływ do USA ogromnych ilości kokainy
czy marihuany, w drugą zaś broni ułatwiającej krwawe, pochłaniające
tysiące ofiar wojny narkotykowe.
Zalew meksykańskich imigrantów stanowi zresztą problem nie tylko dla
Amerykanów. Aby się z nim uporać, Kanada postanowiła przywrócić dla
rodaków Calderona obowiązek wizowy. Według Ottawy bowiem zbyt wielu
Meksykanów usiłuje się osiedlić w Toronto czy Montrealu, prosząc o
azyl polityczny. Istnieje zaś domniemanie, że nie wszyscy mają po
temu wystarczające powody.
Niechciana imigracja wiąże się ściśle z sytuacją gospodarczą. W
dobie globalnego kryzysu przezwyciężenie recesji nabiera tym
większego znaczenia. Wszystkie trzy kraje należą do
Północnoamerykańskiego Układu o Wolnym Handlu (NAFTA) i łączą je
bliskie więzi ekonomiczne. Wartość towarów przepływających
codziennie przez granicę USA i jej północnego sąsiada przekracza
grubo miliard dolarów. Amerykanie są też najważniejszym handlowym
partnerem dla Meksyku. Jak wynika ze statystyk za rok 2007, 82 proc.
eksportu trafiło stamtąd do Stanów Zjednoczonych. Nic dziwnego, że
rozmówcy opowiadali się w Guadalajarze za skoordynowaną akcją
wiodącą do wzrostu gospodarczego i rozszerzenia handlu. Nie znaczy
to, że się z sobą we wszystkim zgadzają.
Obama zapewniał obawiającego się o protekcjonizm Harpera, że zawarte
w pakiecie stymulacyjnym postanowienie "kupuj amerykańskie" (usługi
i towary) nie wpłynie negatywnie na handel z Kanadą. Nie do końca go
przekonał. Nie udało się też rozwiązać z Calderonem sporu o wjazd
ciężarówek meksykańskich na terytorium Stanów Zjednoczonych.
Więcej zgody było w sferze planów. Obama przyrzekł wesprzeć Meksyk w
walce z narkotykami, a Harper pomóc w szkoleniu tamtejszej policji.
Cała trójka zobowiązała się zwalczać świńską grypę, ustalić wspólne
stanowisko wobec zmian klimatycznych, a zwłaszcza doprowadzić do
ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.
Quelle PDN-NY(AD)