elp1 03.12.03, 12:24 Jakie były, jakie będą - a może tylko - jakimi chcielibyśmy by były? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ellenai Re: Sylwester i Nowy Rok 03.12.03, 17:52 hm,sylwester i nowy rok nigdy nie byl dla mnie jakas wielka zabawa.Zwykle spedzalam je spiac smacznie w lozku.Pare razy bylam w kosciele z tej okazi,raz na imprezie ze znajomymi we Wroclawiu(ale mnie wymordowalo, nie nadaje sie na nocne posiadowy!),w zeszlym roku o 10 wieczorkiem byl toast z moja przyszla druga polowa i tyle:)))w tym roku chyba bedzie impreza w knajpie bo moj ma grac muze( z cds) wiec pewno z nim pojde tam:))))najmilej wspominam te noce wyprawy do kosciola,gdzie trzeba bylo wstac godzinke wczesniej i pozniej przez 45 minut isc na te msze zasypana sniegiem droga.Szlo sie w stary rok wracalo juz w nowy.45 minut samotnych rozwazan na temat przeszlosci i przyszlosci:))) uwielbialam to!!!fajerwerki na horyzoncie a ja zatopiona w myslach!!! buuuuuuuuu ,ale tesknie:)))) a u was jak bylo i jest? Odpowiedz Link Zgłoś
adam.67 Re: Sylwester i Nowy Rok 05.12.03, 11:57 no to mamy podobne poglądy :) Zawsze wolałem zabawę w gronie kameralnym, znanym i lubianym. Przedkładam to nad imprezy hałaśliwe, masowe i niestety te organizowane bez smaku i jakiejś koncepcji. Byłem ze dwa razy na Rynku Głównym, ale to nie dla mnie. Szczególnie w ostatnich latach. To już nie mój świat. Zdecydowanie kilka(naście) osób, jakieś miłe miejsce, ciepło i przyjemna muzyka, nastrój, klimat, atmosfera... zupełnie inaczej brzmią życzenia noworoczne, mają jakiś głębszy sens, można dłużej popatrzyć w oczy rozmówcy. Ktoś mi niedawno zarzucił, że się starzeję, że takie wyobrażenie świadczy o tetryczeniu. Ktoś, kto nie uświadamia sobie upływu czasu, przemijania, i wynikającej stąd zmiany postaw. Nie, może jeden wyjątek jest godny wspomnienia - kilka lat temu miałem okazję bawić się na Grand Plaas w Brukseli, impreza masowa, ale spokojna, ułożona jak bal u prezydenta, młodziez powie, że "drewniacka", starsi, że taka "typowo belgijska" i ten pogląd jest dużo bliższy prawdzie. Oni tacy są, zupełnie inni. Ale wszystko było dla mnie ciekawe, że można bez burd, bez awantur i bijatyk pijanych ludzi, bez wyzwisk i innych przejawów prostactwa. Impreza to była jednocześnie masowa i elitarna, a także egalitarna - widziałem mera Brukseli tańczącego z butelką szampana, którego cena (szampana, a nie mera hi hi hi), jak się dowiedziałem, przekraczała dwie lub trzy tzw. przeciętne polskie pensje, ale cóż - pił za swoje. I wcale nie był pijany, co ciekawe, i jego świta także. Ktoś mnie tutaj pytał o marzenia, prezenty od św. Mikołaja... oby spełnił kiedyś moje marzenie powitania Nowego Roku w górach... a najlepiej we własnym, i może już niedługo??? Tylko żebym był przynajmniej grzeczny, to i Mikołaj będzie sprzyjał... Odpowiedz Link Zgłoś