witomir
23.06.05, 10:02
Sochaczew – 38-tysięczne miasto w północno-zachodniej części województwa
mazowieckiego. Wszystko jest tu średnie – nawet bezrobocie, które nie odbiega
od przeciętnej w kraju (18-19 proc.). Wszystko, oprócz stopnia nasycenia
powierzchnią handlową. W Sochaczewie działa aż 300 sklepów spożywczych. Do
momentu pojawienia się placówek wielkopowierzchniowych, można się jednak było
z handlu utrzymać. Teraz jest dużo gorzej.
Czarę niezadowolenia kupców przelało wejście do miasta dwóch gigantów
handlowych – Hypernovej i Kauflanda (dołączyły do działającego już jakiś czas
Championa). Rodzimych detalistów bulwersują nieprawidłowości związane z tymi
inwestycjami i milcząca zgoda władz na naginanie obowiązującego prawa.
”Władze rzucają nam kłody pod nogi, ułatwiając jednocześnie działalność
zagranicznym inwestorom z handlu wielkopowierzchniowego. Manipulowanie prawem
prowadzi do tego, że zachodnie sieci oraz firmy działające w ich imieniu, z
niepojętą dla nas łatwością, budują obiekty handlowe o powierzchni grubo
powyżej 2000 mkw. (nawet około 3500 mkw.), tam gdzie ustawodawca dopuszcza
maksymalnie 2000 mkw. Jedną z metod kpienia sobie z prawa jest odliczanie od
powierzchni sprzedaży, przejść między regałami i traktowanie ich jako
powierzchni »komunikacyjnej, a nie handlowej« – mówi Zbigniew Bogdan, prezes
Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Kupców Ziemi Sochaczewskiej.
Jako przykład tego typu działań podaje obiekt sieci Kaufland, który powstaje
przy al. 600-lecia (ma być otwarty na przełomie sierpnia i września). Inwestor
wyliczył powierzchnię sprzedaży sklepu na 1970 mkw., zaniżając ją o ponad 700
mkw., które przypadają właśnie na przestrzeń pomiędzy regałami. – „Mamy na to
dowody. Podobnie jak w przypadku, działającego od listopada 2004 roku
hipermarketu Hypernova. Tam powierzchnia sprzedaży została zaniżona aż o 1500
mkw.” – przekonuje Zbigniew Bogdan. Podkreśla, że odstępy pomiędzy regałami w
żadnym razie nie mogą być zaliczone do ciągów komunikacyjnych i wyłączone z
powierzchni sprzedaży. Powołuje się na opinie autorytetów – prof. Marka
Szewczyka z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz dr Urszuli
Kłosiewicz-Góreckiej z Instytutu Rynku Wewnętrznego i Konsumpcji. Obie są
jednoznaczne: „w obiektach handlowych, prowadzących sprzedaż samoobsługową, do
powierzchni sprzedaży należy zaliczyć powierzchnie, przez które kupujący
przemieszczają się z kupowanymi towarami do kas”. Starosta przyjął jednak
błędną definicję „powierzchni sprzedaży” i zgodził się pod koniec października
2004 roku na budowę hipermarketu Kaufland.
Zdaniem sochaczewskich kupców, decyzja ta jest nieważna, ponieważ została
wydana z naruszeniem przepisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu
przestrzennym oraz Kodeksu postępowania administracyjnego. – „Przedstawiliśmy
staroście własne ekspertyzy, poparte opiniami fachowców. Nikt nie sporządził
kontrekspertyzy, a mimo to starosta brnie w wydawanie błędnych decyzji. Nie
stanowimy co prawda strony w tej sprawie, jednak jesteśmy ważną lokalnie
organizacją społeczną, która wielokrotnie zgłaszała swoje zastrzeżenia do
trybu realizacji tej inwestycji. Słysząc o takich wątpliwościach, starosta
mógł przynajmniej zwrócić się do Naczelnego Sądu Administracyjnego z prośbą o
wykładnię prawną, co jest powierzchnią sprzedaży, a co nią nie jest. Nie
zrobił tego, więc podjęliśmy stosowne działania” – relacjonuje prezes
Stowarzyszenia Przedsiębiorców i Kupców Ziemi Sochaczewskiej.
Na wniosek stowarzyszenia, wojewoda uchylił po części decyzję starosty, jednak
nie usatysfakcjonowało to kupców. Zwrócili się więc do Prokuratury, aby ta
włączyła ich organizację do sprawy jako stronę. Równocześnie skierowali skargę
do Rzecznika Praw Obywatelskich i jeszcze raz odwołali się do wojewody.
Zorganizowali także intensywną kampanię informacyjną w lokalnej prasie.
Rozdają również mieszkańcom ulotki, w których informują o łamaniu prawa.
Kupców boli to, że władza zupełnie się z nimi nie liczy. Urząd Miasta co
prawda zlecił w minionym roku przygotowanie studium dotyczącego wpływu budowy
wielkopowierzchniowych placówek handlowych na lokalną infrastrukturę, sektor
handlu i rynek pracy, jednak niewiele z tego wyniknęło. W tym samym czasie
stowarzyszenie zamówiło odrębną ekspertyzę.
Co ciekawe, wnioski obu opracowań były zbieżne – w mieście jest miejsce tylko
na jeden supermarket, o powierzchni całkowitej do 3000 mkw. i to zlokalizowany
na obrzeżach (warto nadmienić, że obie ekspertyzy powstały przed pojawieniem
się Kauflanda i Hypernovej, których łączna powierzchnia sięga 10 000 mkw.) –
„Burmistrz zapłacił za swoje opracowanie 15 000 zł, my ponad 12 000 zł. Oba
miały służyć przyjęciu strategii zrównoważonego rozwoju handlu w Sochaczewie.
Miały, jednak nikt z nich nie korzysta” – żalą się sochaczewscy kupcy. Z
opinią taką polemizują miejscy urzędnicy. – „Nasze opracowanie miało jedynie
formę konsultacji społecznych. Burmistrz nigdy nie deklarował, że wykorzysta
którekolwiek z opracowań do stworzenia strategii rozwoju handlu w mieście” –
mówi Daniel Wachowski, rzecznik prasowy burmistrza Sochaczewa. Zapytany, czy
władze miasta widzą jeszcze miejsce dla nowych, wielkopowierzchniowych
placówek handlowych, odpowiada jednoznacznie: „Po powstaniu Kauflanda –
absolutnie nie”.
(GSZ)