swistak133
31.08.08, 17:53
W niedzielne popołudnie zajrzałem na trening kolarzy na pruszkowskim torze.
Miałem nawet zaszczyt poznać samego Pana Prezesa Związku, jak mi się przedstawił. Jego nazwisko jest znane wszystkim zainteresowanym sportem, a po przeczytaniu tego postu nie powinno być wątpliwości kto to jest.
Otóż, po krótkim przesłuchaniu:
Prezes: Skąd pan jest?
Ja: Z Pruszkowa.
Prezes: Co pan tu robi?
Ja: Zdjęcia.
Przeszliśmy do interesującej wymiany poglądów. Otóż, Pan Prezes oznajmił, iż mam natychmiast opuścić teren obiektu, mówiąc:
"Ja do pana do domu nie przychodzę i zdjęć nie robię. Jest pan U MNIE W DOMU! To jest MÓJ tor."
Ja: "Tak samo mój, jak i pana, to obiekt użyteczności publicznej, postawiony również za moje pieniądze"
Prezes: "To jest moje! Jakie pana pieniądze?!"
Ja: "Ministerstwo Sportu wyłożyło fundusze, Pruszków przekazał teren. Prowadzę działalność, płacę podatki, więc pan tu jest też dzięki mnie."
W tym momencie Pan Prezes powiedział, iż MOŻE źle się wyraził.
Ja rozumiem, że Pan Prezes jest zdenerwowany artykułami w prasie, raportami NIK-u i niedokończoną budową, ale traktowanie gości odwiedzających tor jak najeźdźców atakujących prywatny folwark to już przesada.
TO NIE JEST PAŃSKI TOR. To nie Pan go zbudował, nie za własne pieniądze. Byłem współpracownikiem czasopisma związanego z kolarstwem, które krytykowało Pana oraz całą koncepcję budowy toru. Wtedy, spierałem się z resztą redakcji, obstając przy tym, że tor jest ważny i potrzebny. Pańskie zachowanie skłania mnie do tego by myśleć, iż wtedy sie myliłem.
Nie jestem ogromnym fanem kolarstwa torowego, ale podoba mi się dynamika i widowiskowość tego sportu. Jeden Pan Prezes to zbyt mało, żeby zniechęcić mnie do wizyt na torze.
Zdjęć niedokończonego wnętrza oraz otoczenia obiektu na którym są już zagraniczni zawodnicy tu nie opublikuję. Nie kopie się leżącego.