Lato 2004. Mam zamiar po raz drugi wyjechac na trzy miłe tygodnie do Horyńca.
Fajnie by było namowic na to również kogos z przyjaciol. Moja przyjaciółka ma
dylemat - gdzie jechac w tym roku? Namawiam jak tylko mogę na Horyniec. Dla
niej to już trzeci raz. TRZECI ??? Nie chyba troche zbyt wiele... Ale jednak
w końcu zgadza się na urocze Roztocze pomimo ze tyle fajnych i jeszcze
niepoznanych miejsc jest w Polsce. Spotykamy się (po dniu pełnym wrażeń) w
ciepły, lipcowy wieczór. Trzy tygodnie mijają, jak to zawsze gdy jest nam
dobrze, bardzo szybko. Po pierwszym tygodniu z moją przyjaciółką zaczyna
dziać się coś dziwnego, nagle zaczyna znikać nie wiadomo gdzie, chodzi z
głową w chmurach, z tajemniczym uśmiechem na twarzy... Co się dzieje?
Po trzech wspaniałych tygodniach żegnamy się, każda z nas znów rusza w swoją
stronę...
Zima 2004/2005. Daleko od Horyńca, daleko od Polski otrzymuje list pełen
radości, szczęścia... już wie jaki był powód by trzeci raz jechać na
Roztocze... Tam znalazła swoje najwieksze Szczęście, swoje Przeznaczenie.
Jest zaręczona z naszym obozowych kolegą, zakochana i wdzięczna Roztoczu...

)))
To własnie jest Roztocze... obdarowuje prezentami, nie pozwala o sobie
zapomnieć...