Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen

    • grek.grek "Wszystkie wcielenia Tary"/5 12.03.10, 13:46
      Więc, zgodnie z Twoim życzeniem, krótkie streszczenie wczorajszego.

      Zatem - wszystkich zajmuje jedna sprawa : które wcielenie Tary zniszczyło mural w domu klientki i napisało na ścianie "giń, japiszonowata c,ipo" - Tara z mężem u psychologa, i dzieci w domu oglądając taśmy z róznymi wcieleniami Tary w akcji, dochodzą do tego samego wniosku : to musiała być T., bo jest : a) zakompleksiona, b) najgłupsza ze wszystkich wcieleń.

      Tara zaraz po sesji zmienia się w T., zabiera auto i wyjeżdza z miasta. Mąz z siostra Tary jadą jej szukać. Znajdują w miasteczku nieopodal, w
      centrum handlowym, w salonie gier, gdzie T. tańczy w swoich rózowych fatałszkach quasi-erotycznie wokół automatów do gier. Obserwują ją przez moment (Mąz z półrionią rzuca "wow, to moja laska !"), a potem próbują spacyfikowac. Jest wieczór, mąż postanawia,że wraz z T zanocują w motelu, a siostra ma wrócić do domu autem T. Dzwoni do dzieci, ze nie wrócą na noc, co one od razu skrzętnie wykorzystują - syn planuje zrobić imprezę, na której, ma nadzieję, pojawi się ten chłopak, co mu się podoba. Jego siostra najpierw rzuca : "ale ty nie lubisz przecież imprez ?", na co on : "no nie lubię, chociaż, jakby mnie Woody Allen na Sylwestra do siebie zaprosił, to kto wie", a potem mówi mu, ze "ten chłopak i tak nie przyjdzie, bo to była deklaracja". A później zgadza się
      przez telefon rozesłać wici. Skutecznie, dodajmy.

      Mąz ma tymczasem problemy z T - znalazła sobie jakiegoś młodocianego maczo, klei się do niego, a kiedy on próbuje ją ociągnąć podając się za jego żonę, mówi mu, że go nie zna; maczo też nie jest szczęsliwy,że ktoś mu kradnie nową zdobycz, a na końcu wkracza ochroniarz, zakłada męzowi nelsona i wyprowadza z klubu (mąż, w rozpaczliwej pozie, trzymany tym chwytem zapaśniczym, rzuca "no to ja może jednak wyjdę" - hehe, dobra scena).

      Oczywiście, dzielny mąz nie daje za wygraną, czeka pod klubem i tym razem bezceremonialnie podchodzi, wrzuca sobie T na plecy jak worek kartofli, powiada, że jest jej ojcem i zostawia maczo, który nie może nawet zaprotestować wobec jego zdecydowania.
      Instaluja się w motelu - T próbuje uwieść męża Tary, ale ten chytrze podejmuje grę tylkio po to,żeby wydusić z T, czy to ona napisała na ścianie, to co tam napisano. T nie przyznaje się.
      (kiedy T mówi, do jej mężą, o Tarze w osobie trzeciej "co, macie z Tarą układ (że mąz nie sypia z jej wcieleniami) ?", daje to autentycznie komiczny efekt, absurdalny.

      Impreza się rozkręca tymczasem - tenh chłopak, co się synowi Tary podoba przychodzi, co syna martwi nieco, bo "czy to deklaracja ?", pojawia się także eks córki Tary, ten co go Tara pobiła jako Buck - córka nie chce z nim rozmawiać, zamiast tego wybiera się na przejadżkę ze swoim młodocianym przełożonym z pracy. Coś tam się między nimi kręci, a jak już on mówi "zabiegałbym teraz o seks z tobą w moim mieszkaniu, gdybyś nie była kimś, w kim mógłbym się zakochać", to wiadomo,że się dziejeeee :)

      PO telefonie od siostry, że w ich domu jest impreza mąz zabiera T i wracają nocą.
      W domu pierwsze słowa T. do córki Tary (brnę w ten absurd już sam(, po jej powrocie :
      - I co, przeleciałaś kogoś ?
      :))
      Do syna, który przedstawia jej swojego kolegę : a to kto, gej czy facet ?
      Syn " zostaw go w spokoju,na co T : chcę pomóc, a syn sprytnie ją w miętkie : no to powiedz, czy to ty napisałaś na muralu "gin, ty japiszonowata ci,po ?"
      I T się znów nie przyznaje.

      Kiedy T się chwali, że mąz Tary jest na nią napalony, syn nie wytrzymuje i ją atakuje : "to ty zniszczyłaś mural, potem mama uciekła, a tato musiał jechać po ciebie" (jak to wspaniale absurdalnie brzmi, prawda ? :)
      i na dokładkę "czemu tkwisz w mojej matce, zostaw ją, wyłaź z niej" - prawdziwy akt synowskiej donkiszoterii ;)

      Wkracza tutaj mąz Tary i mówi "daj jej spokój, to nie ona zniszczyła mural... Nie wiem kto..."

      A potem syn siedzi przed domem, T przyhcodzi do niego i, poważna, nawet w swoich dziecinnych ruchach i gumożujstwie, mówi magiczne słowo (pchepracham).

      The end odcinka :)

      Rozkręca się :)



      • grek.grek Re: "Wszystkie wcielenia Tary"/5 12.03.10, 15:40
        P.S : mąż, próbując oDciągnąć T od jej kolegi podaje się oczywiście za jej MĘŻA :)
        • barbasia1 Re: "Wszystkie wcielenia Tary"/5 12.03.10, 16:00
          grek.grek napisał:

          > P.S : mąż, próbując oDciągnąć T od jej kolegi podaje się
          oczywiście za jej MĘŻA
          > :)

          Tak, tak domyśliałam się że o męża nie żonę chodzi, mąż Tary na
          szczęście dla rodziny tylko w jednym męskim wcieleniu egzystuje, jak
          na razie! :)


          "Zabiegałbym teraz o seks z tobą w moim mieszkaniu, gdybyś nie była
          kimś, w kim mógłbym się zakochać"
          Ale tekst! To chyba tekst tego odcinka! :)

          Ot męska logika! ;)))


          Strasznie podoba mi się jeszcze scena, kiedy Mąż bierze T na plecy
          jak worek kartofli [...] i zostawia zaskoczonego tym faktem
          maczo ! :))

          Fajny odcinek!

          Piękne dzięki, Greku, raz jeszcze!
          Tak, w przyszłym tygodniu nie odpuszczę Tary! :)
          • grek.grek Re: "Wszystkie wcielenia Tary"/5 13.03.10, 13:02
            Mąż robi na razie za ostoję spokoju i cierpliwości :)
            Corbett nie gorrzej daje radę niż Collette.

            Hehe, no dobra - worek... fasoli, bo pani aktorka jednak
            waży mniej niż więcej :))

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 13.03.10, 13:57
      Dzisiaj 22:25, Dwójka. POlecam bardzo, głównie ze wg na rewelacyjną rolę Hoffmana.

      Barbasiu, pora chyba sprzyjająca ? :) MOże Ci się uda obejrzeć, jesli będziesz miała chęć...
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac 2010 - styczen 13.03.10, 15:19
        grek.grek napisał:

        > Barbasiu, pora chyba sprzyjająca ? :) MOże Ci się uda obejrzeć,
        jesli będziesz miała chęć...

        Dzięki serdeczne za zachętę, Greku!
        Pora bardzo sprzyjająca i choć dzisiejsza oferta programowa bardzo
        atrakcyjna (patrz Ojejku vol. 6)wybieram "Hazardzistę"! (ten Twój
        opis narobił mi smaka!)
        :)))
    • grek.grek Californication, 1/1 24.03.10, 10:58
      Barbasiu, umawialiśmy się na "Californication" 1 serię, więc... może tutaj zawrę te ujawnienia :) Dzisiaj 2 odc, jutro 2 następne, mam nadzieję, hehe.

      Więc odc 1

      Wiadomo, o co chodzi z grubsza - Hank Moody napisa ksiązkę "God Hates Us All", nieźle na niej zarobił, ale od tamtego momentu minęło 5 lat i wszystko jest nie tak : rozstał się z narzeczoną, która zabrała ze sobą córkę, Hank próbuje do nich wrócić, jego powieść została zekranizowana i wyszedł z tego koszmarny kicz, a najgorsze, że nie napisał od tamtego czasu nawet linijki nowego tekstu.

      Start jest faktycznie ostry : Moody podjeżdza pod kościółek, muzyczka anielska w tle, gustowne otoczenie architektoniczne; wchodzi z tekstem "szefie, to ja Hank, musimy pogadać", szybko przerywa mu pojawiająca się znienacka zakonnica, Hank do niej, ze przeszedł pogadać z jej "męzem", a ona, że może sama mu jakoś pomoże, więc Hank próbuje jej opowiedzieć,ze wg niego, to co przechodzi, jest raczej kryzysem pisarskim niż kryzysem wieku średniego, na co zakonnica "w innym przypadku poleciałbym zdrowaśki, ale w pańskim proponuję... (i tu się dowiedziałem jak po czesku jest "zrobić laskę") ;)" - i to ona jemu proponuje. Hank jest w szoku, ale co ma zrobić - zgadza się. Zakonnica przystepuje do dzieła, Hank rzuca "jezusiku na krzyżyku", zasłania ręką krycyfiks, tak ze z pkt widzenia kamery go nie widać, a potem... budzi się nagle :)
      Jest w łózku z jakąś blondynką, która właśnie robi to co zakonnica we śnie. Zaczynają rozmawiać, i blondynka się skarży, że mąż jej nie zadowala, m.in dlatego, ze "nie moze znaleźć łechtaczki". Hank oferuje się w roli strażaka, "mama gps w tyłku" powiada i ruasza na poszukiwanie pod kołdrę - znajduje co trzeba, ale słychać szum jakiś i to mąz wrócił jak się okazuje. Moody rzuca jeszcze tylko "może skryję się za twoją łechtaczką, tam mnie na pewno nie znajdzie", a potem ucieka, zapominając spodni. Tylnym wyjściem, przez plazę, do auta, w gatkach, do auta. POjawia się mąz, typ wytatuowango surfera który zobaczył spodnie nie swoje i ruszył w pogoń, z bejsbolem - rzuca : "Ile ty masz lat ? 60 ?", w odpowiedzi Hank instruuje go o położeniu geograficznym tego, czego mąz nie umie znaleźć u żony, a potem rusza autem, obrywa ona jeszcze tylko kijem po masce i już jest wolny. Tu wchodzi muzyczka, hank wyjeżdza na autostradę, a potem kamera się cofa, aż do pokazania pełnego ujęcia Venice, na tle LA. Świetna scena.

      Pod domem czekają na niego Karen z córką. Hank wychodzi, w gatkach, tiszercie i czarnych okularach i pręzy się w pozie kulturystycznej rzucając "tata zmienia image". Karen ma randkę z niejakim Billem, swoim nowym narzeczonym, córka ma zostać u Hanka. Oczywiście Hank marudzi Karen, żeby nigdzie nie szła - wiadomo, z humorem jak to Hank, ale z takim samym humorem zostaje potraktowany odmownie. Córka go pyta : i kto wygrał tę rundę ? Na co Hank "nieważne, kto wygrał, ważne jak kto grał".

      Wchodzą do domu. Po chwili córka do Hanka : ojcze. Hank : córko. Córka : w twoim pokoju jest naga kobieta, nie ma owłosienia na wa,ginie (nie wiem, czy mi tego słowa nie wypikają, więc w taki sposób ;). Hank gazu do sypialni, a tam faktycznie to, co mówiła córka. Przypadkiem jest to żona reżysera, który nakręcił koszmarnie żałosną, wg Hanka, ekranizację jego ksiązki. Hank sugeruje, że powinna wyjśc. I ona wychodzi, ale przedtem rzuca : ten film jest daleko lepszy niż twoja marna ksiązka. Na co Hank : nie dośc,ze w łózku jesteś jak kłoda drewna, to jeszcze masz g,wniany gust. Córka przynosi im po wodzie mineralnej, taka grzeczna :), pyta Hanka : to ta nowa dziewczyna ? Hank nie przestając pić wody kręci przecząco głową.

      Karen wraca wieczorem, Hank śpi, ona go budzi dośc bezceremonialnie i ochrzania za to, że powierza mu córkę na parę godzin, a tu takie numery jak goła baba w jego sypialni. Hank się broni, wywiązuje się spór - Hank nie może przeżyć, ze zostawiła go, ona że zostawiła go, bo on sam sobie na to zasłużył - siedział, guglował, i najwązniejsze : przestał pisać. Oczywiście, Hank próbuje ją czy to pocałowac, czy prawić po swojemu komplementy, krytykować jej nowego narzeczonego, ale Karen jest nieprzerabialna. Córka się z nim żegna, a Hank rzuca : do widzenia i nie używaj przy innych słowa "wag,ina".

      Hank jeszcze raz idzie na ten kiepski film, co go nakręcono na podst jego powieści. W kinie wdaje się w zadymę z gościem, co za głośno rozmawiał przez komórkę. Najpierw pozbawia go aparatu, a potem jest zmuszony się z nim szarpać w rozpaczliwych zapasach, ale w końcu go pacyfikuje, za co dostaje oklaski od całej sali i pozdrawia publiczność jestem zwycięskiego sportowca :)

      A potem zagląda do księgarni. Kartkuje swoją własną ksiązkę. I nagle widzi, że nieopodal siedzi dziewczyna, czyta jego ksiązkę i sie dobrze przy tym bawi. Poznaje go, ze zdjęcia na okładce i usmiecha się do niego. Hank, rzecz jasna, próbuje nawiązać rozmowę - "wołałaś mnie", na co ona "nic podobnego, zaraz przyjdzie mój chłopak", Hank odchodzi, a ona za nim "no dobrze, nie mam chłopaka", a Hank "a może teraz ja nie chcę", a ona "bardzo dobrze, miałabym chcieć się zadawac z facetem, co własne ksiązki czyta w księgarni ?". A Hank "widziałaś TEN film ?", Mia (bo tak ma na imię) : żałosny. Hank już ją lubi. Mia : więc jesteś gwiazdą literatury ? Hank : raczej kometą... A pootem lądują w łózku, ona na górze, on na dole, a w szczytowym momencie ona wymierza mu solidny sierpowy - cóż, każdy ma swój sposób na orgazm :)

      Hank i Karen zostają wezwani do szkoły córki. Wychowawczyni mówi, ze chodzi o sprawy seksualne. Hank do Karen : nasza córka jest lesbijką, wiedziałem ! Przybij piątkę. Nauczycielka, że chodzi zaintersowanie jej chłopakami, że z jednym się nawet obmacywała, na co Hank : ona ma 12 (?) lat, za co sie tutaj obmacywać ? Wychowawyczyni prosi o rozmowę z córką, Hank i Karen oczywiście sprzeczają się, które ma to zrobić. Staje na tym, że Karen.

      Restauracja. Hank spotyka się z Charliem. Charlie : mam coś dla ciebie. Hank : cała krew spłyneła mi do ptaka ;), Ch : słyszałeś o magazynie "HellLA", Hank z ironią "Hell...nooooołłł". Charlie mu na to,ze HellLA chce, zeby Hank prowadził dla nich blog. Dla Hanka blogowanie, to symbol zeszmacenia się, więc proponuje Charliemu, zeby go zastrzelił. Hank zmienia temat na swój sen z zakonnicą. Charlie powołuje się na Freuda, odczytuje go jako pragnienie posiadania kobiety niedostępnej. Na co Hank : a może to po prostu świństwo, co ?
      Okazuje się, że Charlie zastawił na Hanka pułapkę - do restauracji przychodzi jego żona, Marcy, a z nią niejaka Meredith. Mają zjeśc we czwórkę kolację. Hank wie, ze Charlie z żoną zaprosili dziewczynę po to,zeby Hank się nią zaintersował. Hank nie znosi takich numerów, więc będzie się działo - no i dzieje się, po krótkim zapoznaniu, Hank pyta o film, Meredith odpowiada, ze sie jej podobał. Tu już Hank ma dośc, choć jest po swojemu nonszalancki i lekko zmęczony. Proponuje Meredith, żeby mówiła o sobie, a kiedy ta mówi, zeby on jej o niej opowiedział, Hank wrzuca 5 bieg i patrząc na nią tworzy złośliwie "historię jej życia", w której Meredith jest mieszczką, nieudacznicą, konformistką, marzącą o oglądaniu na kanapie z jakimś poczciwinią reality szołów, a kończy to tekstem : naprawdę myślisz, że jak za 10 minut wyjdziesz, to jeszcze zdązysz na "Idola" ? Nie ma to jak powiedzieć ładnie "spad,aj" :) I ona rzeczuwiście spada. Charlie jest na Hanka wnerwiony, a Marcy całuje go i każe mu odpocząć. A ratunek jest tuż obok. Jakaś ponętna panna wysyła Hankowi sygnały... Oczywiście lądują w łózku u Hanka. Dziewczyna ma temperament "potraktuj mnie jak szmatę, mówi". W tym momencie telefon. Hank : to nienajlepszy moment... zaraz tam będę", zbiera się do wyjścia, dziewczyna skonfudowana, "jak to, wychodzisz, teraz ?!" a Hank rzuca "mozesz się czuć potraktowana jak szmata".


      • barbasia1 Re: Californication, 1/1 24.03.10, 12:14
        grek.grek napisał:

        Wow, Greku, dzięki wielkie! :)
        Przeczytałam właśnie pierwszy post, a widzę już następne! :)

        Rzeczywiscie barwurowy, by nie rzecz obazoburczy, początek, tych
        kilka scen wszytsko mówi już o serialu . :))






    • grek.grek Californication 1/1 & 2 24.03.10, 11:53
      cd 1.
      Dzwoniła Karen. Ich córka poszłą na jakąs balangę u kolegi. Jada tam, przetrząsają towarzystwo (Hank sprawdza jakichś obłapiających się małolatów na okoliczność bycia jego córką,a kiedy widzi, ze to nie ona rzuca "kontynuujcie"). Znajdują ja, Hank przerzuca ją przez ramię i wychodzą. A koło domu córka ma pretsnsje nie do Karen, a do Hanka. Taki los jego, hehe,

      Karen zaprasza go na drinka. Rzecz jasna, rozmawiają o swoim związku, który się rozsypał. .////KOREKTA : we wczesniejszej rozmowie, u Hanka Karen komunikuje mu, że wychodzi za mąz za Billa////. Hank próbuje ją przekonać, zeby wyszła za niego, że jest mu potrzebna, że nie może pisac bez niej. Karen mu nie wierzy, kiedyś nie chciał dlaczego ma chcieć teraz, poza tym - Hank jest taki... nieustabilizowany...

      Nagle wchodzi... Mia. Hank zrywa się w reakcji automatycznej z krzesła i przyjmuje pół-garde, przypominając sobie, co go spotkało w łózku. Mię bardzo bawi cała sytuacja. Karen ich sobie przedstawia. Mia pyta : co z pana okiem ? Hank : ten drugi wygląda gorzej. Mia : mam nadzieję, ze ta dziewczyna za mocno pana nie potraktował. Hank : to był ON. FACET. A ona z uśmieszkiem wychodzi. Okazuje się, ze Mia jest córką Billa, i ma 16 lat. Hank truchleje, bo seks z nieletnią... wiadomo. Karen sugeruje, ze Mia mu się spodobała, czemu Hank gorliwie zaprzecza.

      I końcówka. Oddech, szczpyta nostalgii, świetna w tej 1 serii. Przy dźwiękach referenu "Rocket Man" w barwach sepii Hank wspomina Karen, Beccę i siebie z przeszłości, a potem wystukuje na klawiaturze jedno słowo : f-u-c-k :)

      odc 2
      Hank znów ma sen. Na jawie. Stojąc na światłach. Sni, ze jest tam z Karen i jest świetnie między nimi... Budzi się, a obok stoi auto prowadzone przez efektowną blondynkę. Krótka rozmowa, ona :kim pan jest ? Hank : pisarz, były... ona : niech pan to przeczyta (rzuca mu kartkę papieru), i odjeżdza, Hank rzuca okiem : noooo, dziewczyna ma talent... (oczywiście, na kartce jest jej telefon i adres najpewniej).

      Hank wpada do domu Billa. Otwiera pan domu, przeciwieństwo Hanka - stateczny, ułozony, opanowany. Hank mu oczywiście dogryza od razu, przekręca jego imię, łapie za słówka, kpi sobie z obrazu, jaki stoi w salonie, "chrzanię cie" i takie tam latają w powietrzu. Bill to znosi cierpliwie. Karen schodzi, Hank próbuje ją złapać, ona się wymyka i się na Billu wiesza. Hank ironizuje. Schodzi córka, i sugeruje,ze powinni Hanka zaprosić na domową imprezę. Karen i Bill są zaskoczeni, zdaje się że Moody nie był w spisie gości, ale nie mają teraz wyjścia. Zapraszają go. Hank wychodzi z córką (gdzieś ją tam ma odwieźć) : to do widzenia, Bill.. Bob... BillyBob, czy jak ci tam, ku,rwa na imię ;)

      Klasyczna sytuacja - gabinet Charliego, Charlie siedzi, Hank leży na kanapie. Charlie klaruje mu,, ze powinien zacząc coś robić. Hank plecie od rzeczy, bardziej go interesuje zakolczykowano-wytatuowana sekretarka Charliego - Dani; Hank : widziałeś jej tatuaż u dołu pleców ? Ch : tak, i co ? Hank : to by znaczyło, że lubi analnie...
      A potem pyta najpierw pyta Dani o to, czy powinien blogować w HellLA, na co ona, ze byłby idealny, a potem : masz przekłute sutki ? ona kiwa głową,ze owszem, Hank : obydwa ? ona znów na migi, ze tak (świetna scena); Hank do Charliego : ma kolczyk w nosie, wiesz co to znaczy ? Charlie : że lubi w nos ?

      W restauracji dostaje kolejną zachętę do blogowania. Paniusia z HellLA przekonuje go jaki z niego fajny facet, z jajami, odważny, bezkompromisowy etc i że powinien to wziąć. Hank słucha z przyjemnością, ma nadzieję, na jakąs kontynuację w pierzynie, ale babka mówi swoje i go zostawia. Przypomina więc sobie o dziewczynie, co mu dała numer telefonu. Szast prast i już jest u niej. Też nic z tego nie wychodzi...
      zaczyna się nieźle, ale najpierw panna prosi go o ocenę jej biustu, bo chciałaby zrobic sobie operację plastyczną, Hank okiem fachowca ocenia go na rewelację. POtem prosi o ocenę warg, bo chciałaby je zoperować, hank całuje ją i mówi, że też rewelacja i nie ma takiej potrzeby, a ona, ze nie o te wargi chodzi ;) Więc Hank znów w pozie konesera dokonuje oględzin. Wypada znów rewelacyjnie. A potem zaczyna płakać dziecko w sąsiednim pokoju i Hank musi dżentelmeńsko się z całej sytuacji wycofać...

      Blogowanie dla HellLA go mierzi, ale musi, więc zaczyna od tekstu "Hank was nienawidzi...", a potem sprzedaje parę swoich mądrości, że lepsza konfuzja i brak słów rano niż samotność w nocy, że w historii nie "osiądzie" (chyba tak by to można przetłumaczyć), ale chętnie "osiądzie w waszych siostrach" itd, kończąc "a nade wszystko nie mogę zrozumieć dlaczego Miasto Aniołów postanowiło zniszczyć swoją kobiecą populację..."

      Następne odwiedziny w domu Billa. IMpreza owa. (swoją drogą, dom jest kapitalnie urządzony, mnóstwo zieleni, zakątków rozmaitych; klasa) Od razu Moody natyka się na Mię w skąpym bikini wychodzącą z basenu. Nie zdązy jednak odebrać kolejnej porcji sugestii w drażliwej kwestii. Pojawia się Bill : córeczko, załóż coś na siebie, Mia : Hank już nie takie rzeczy widział, prawda ? Hank nie odmówi sobie dołożenia Billowi, tym razem na poważnie "kradniesz mi rodzinę". A potem zjawia się Karen (Hank tradycjnie próbuje ją objąc, i zostaje na lodzie) i pierwszy gość - dziewczyna dla Hanka. Hank na boku próbuje protestować, ze Karen go swata.

      Przed kolacją Hank w łazience, przygotowując się jak bokser przed wyjściem do ringu, do swojego odbicia w lustrze : jesteś brzydki, nikt cię nie lubi, twoja matka ubierała cię żenująco. Uśmiechnij się, ssynu. I usmiecha się sztywno.

      Przy stole. Od razu Hank ma pecha/"pecha". po jego prawej siedzi Mia i go łapie pod stołem za udo, a i nie tylko, a z drugiej siedzi ta zaproszona babka i łapie go za drugie udo. Hank co pewien czas wydaje odgłosy, takie jakie tylko w podobnej sytuacji można wydawać :)
      Najpierw Becca pyta, czy moze mieć psa - Hank : jasne, Bill : raczej nie.
      A potem związki... Hank z ironią o poznaniu się Karen i Billa, a potem Becca o Hanku i Karen - że było im dobrze i byli ze sobą tak długo... Takie de las sentimentos, czego hank słucha z przyjemnością, Karen z usmiechem, a Bill z usmiechem ale lekkiej niezręczności ;) POtem Mia wychodzi szczypiąc Hanka po raz ostatni, a babka z drugiej strony opowiada o swoim męzu, że był gejem. Hank na to : mogło być gorzej, mógł być faszystą, z al-Kaidy, albo scjentologiem, na co babka : ja jestem scjentolożką...

      Hank odprowadza córkę do jej pokoju, wisi tam plakat z ekranizacji jego ksiązki, i Hank od razu strzela : to nie ma nic wspólnego z moją powieścią ! POtem córka dzieli mu się refleksją,ze chciałaby żeby znów byli w NYC i razem, Hank ją pociesza, takie tam rzeczy, żeby zaznaczyć,ze hank i Becca się doskonale rozumieją.

      Na dole Marcy dopytuje Karen, czy jest pewna związku z Billem, na co dostaje stanowcze "raczej tak... tak", a na korytarzu Hank spotyka tę babkę z kolacji. Idą do sypialni Karen i Billa i palą skręty. Nagle babka się rozbiera i prosi Hanka o ocenę jej figury, bo w końcu "po 40-tce jest". Hank znów okiem konesera wystawia jej najlepszą możliwą notę. A potem mają seks. On z tyłu, ona z przodu ;) Babka wierzga zadkiem tak agresywnie, ze upalonego Hanka rzuca na ścianę, a potem stacza się on na podłogę, widac tylko nogi z butach, ze spodniami zrolowanymi wokół kostek (max komiczna rzecz), przy okazji spada obraz ze sciany. Chwiejąc się a'la Górski jako menel Hank próbuje go powiesić z powrotem, ale zołądek nie wytrzymuje i Hank rzuca pawia na malunek, w tym momencie wchodzą Karen, Bill, Marcy i Charlie. hank zasłania się obrazem, na który także i ta babka rzuca pawia i razem z Moodym śmieją się do rozpuku. Czwórka w drzwiach przeciwnie :)

      wieczór. Hank wychodzi z wieczorku u Billa z guzem na głowie i na zjeździe po skręcie, nie wspominając o pawiach w sypialni Billa i Karen :) Spotyka wracającą Mię. Mia jest prowokacyjna, Hank : to co zrobiliśmy było niefajne, jesteś nieletnia.

    • grek.grek Californication, 1/ 2 24.03.10, 11:57
      cd

      Mia zmienia temat : jak to jest brać forsę od faceta, który zabiera ci rodzinę ? Hank : co masz na myśli ? Mia : to Bill jest właścicielem HellLA.

      I Hank zostaje z ręką w... Nie dość, ze dla pozostania przy pisaniu bloguje, co uważa za szczyt upadku fachu pisarskiego, to jeszcze u faceta, któremu najchętniej włożyłby granat w spodnie.

      I oczywiście na koniec wyciszenie - Hank nocą w aucie, wyobraża sobie, że jest z Karen. Muzyczka z lat 70-tych.

      To na razie tyle, mam nadzieję, ze zęby Cię nie rozbolą od czytania tych moich zawijasów, heh. Jutro, albo w piątek, dorzucę następne 2 odcinki :)

      • barbasia1 Re: Californication, 1/ 2 24.03.10, 13:21
        Greku, niezmiennie jestem (i zawsze będę!) wielką fanką Twoich
        zawijasów!
        /ból zębów nie wchodzi w grę :)/

        :)

        Dziękuję Ci serdecznie za fantastyczne odtworzenie i uwiecznienie
        przygód Hanka. Własciwie nie muszę już oglądać serialu! :)


        Moja ulubiona scena w pierwszym odciknu - kiedy Hank uciekając w
        samych gatkach przed mężem-wytatuowanym surferem z bejsbolem
        instruuje go (w ramach wdzięczności chyba? ;)), gdzie ma szukać u
        żony owego niedokrytego jeszcze miejsca, łechtaczki. :)
        oraz ta, kiedy Hank wychodzi do domu "w gatkach, tiszercie i
        czarnych okularach i pręzy się w pozie kulturystycznej
        rzucając "tata zmienia image". :)

        A w drugim scena kiedy, Hank zostaje "zaatakowany" z dwóch stron
        przez kobiety przy stole. :)



        Czekam na dalsze odcinki!
        /ja ze swoim(i) wkrótce/



        • grek.grek Re: Californication, 1/ 2 24.03.10, 14:00
          Heheh :) dobry wybór :)

          O, żartujesz oczywiście, ale mimo to pozwolę sobie powiedzieć, ze jest przeciwnie - MUSISZ obejrzeć, nie dam rady oddać komizmu wielu scen, pewie i paru dialogów nie udało, i nie uda,mi się przełożyć należycie, a już zachowań Duchovnego najbardziej, fajnego klimatu, tych przebitek z muzyką i obrazków z Venice, wystroju wnętrza domu Billa ;) To się naprawdę ogląda jednych tchem. Jeśli tylko znajdziesz czas i jakieś źródło, to naprawdę zachęcam :)

          Tu jest trochę rzeczy z 1 odcinka :
          www.youtube.com/watch?v=4zarPHvSd1A
          Jutro, najpóźniej w piątek, podrzucę kolejne 2, a w piątek/poniedziałek leci 5. Może kolejne będę wpisywał już regularnie, nie zbiorczo... (?)
          • barbasia1 Re: Californication, 1/ 2 24.03.10, 14:11
            No właśnie byłabym zapomniała! Szapoba za przekład z czeskiego, i
            wszystkie cytaty z Hanka i innych! :)


            > Może kolejne będę wpisywał już regularnie, nie zbiorczo... (?)

            Pisz, jak Ci pasuje.
            Ale powiem Ci, że regularne cotygodniowe dostarczanie po jednym
            odcinku ma tę przewagę (nad hurtowym), że przyjemność z czytania
            kolejnych rozciąga się w czasie. :)
            • grek.grek Re: Californication, 1/ 2 24.03.10, 14:37
              Mnie chyba też najbardziej będzie pasowało po jednym, hehe.

              Cytaty - wiesz, o tyle, o ile, a i tak załuję, mimo że jest bardzo udany, że nie postanowili zrobić dubbing, go z tego, co leci w tle po angielsku pewnie zrozumiałbym, i pozwolił sobie przytoczyć, parę zdań więcej :)

              • barbasia1 Re: Californication, 1/ 2 24.03.10, 15:41
                grek.grek napisał:

                > Mnie chyba też najbardziej będzie pasowało po jednym, hehe.

                I świetnie!
                / a kto Ci podopowiedział, żeby opisywać po cztery na raz, co? ;))/


                No i nie zążyłam, jak planowałam napisac dziś o fantastycznym
                inteligentnym, wielowątkowym "Rewersie", o rewelacyjnie grającej
                Anette Bening we wczorajszej "Cudownej Julli", za role Julii Anette
                była nominowana Oscara w 1005 roku, dokończyć o Joannie
                Szczepkowskiej i jej pupie pokazanej rezyserowi Lupie w ramach
                arystycznego protestu i w celu wywołania dyskusji nad kondycją
                polskiego teartu ...

                Greku, nie mógłbyś mi załatwić jakiego sobowtóra, żeby pomagał w
                pisaniu?
                ;)

                Pozdrówka serdeczne, Greku!
                • barbasia1 Re: Californication, 1/ 2 24.03.10, 15:46
                  miało być: wielowarstwowym "Rewersie"

                  role Julii Anette była nominowana Oscara w 2005 roku, oczywiście!
                • grek.grek Re: Californication, 1/ 2 25.03.10, 11:41
                  hehe, no własnie nie wiem, kto mnie tak zmanipulował ;)

                  Spokojnie, co się odwlecze, to nie uciecze, napiszesz w jakiejś
                  wolnej chwili. Grunt, ze pamiętasz, co chciałaś napisać.

                  Pozdrawiam także :)
                  • barbasia1 Re: Californication, 1/ 2 25.03.10, 14:18
                    Tyle różnych rzeczy już mi pouciekało ... Ech.

                    :)
                    • grek.grek Re: Californication, 1/ 2 25.03.10, 15:55
                      E tam, może tylko się bardziej odwlekają w czasie :)
                      • barbasia1 Re: Californication, 1/ 2 25.03.10, 16:08
                        grek.grek napisał:

                        > E tam, może tylko się bardziej odwlekają w czasie :)

                        I tej jakże optymistycznej wersji będę się trzymać! :)


                        A dziś "Wszystkie wcielenia Tary" odcinek 7 znów późno o 23.50,
                        maltretuje na ten TVN ...
                        • grek.grek Re: Californication, 1/ 2 26.03.10, 11:39
                          Słusznie,hehe :)

                          jak nie dasz rady obejrzeć - streszczę.

                          Dopiszę jeszcze jeden tekst z Calif. - z tego odcinka, w którym Hank wyrwany telefonem z objęc urodziwej panny musi jechac z Karen wyciągnąć córkę z balangi.
                          Więc jadą autem i Karen do hanka : pachniesz c,pką..., Hank : dziękuję !

                          ;)
                          • barbasia1 Re: Californication, 1/ 2 26.03.10, 12:14
                            A ja kiedyś, dawno temu, na długo przed emisją Cali usłyszłam w
                            jakiejś opowieści tekst - "Pachniesz samcem!" :)
                            Te słowa wypowiedział pewien pan do pewnej pani, która przypadkiem
                            była jego żoną. Kontekstu można się domyślać.

                            Tekst jak z filmu, nie sądzisz! :)

                            Greku i w końcu nie obejrzałam "Tary"! Opowiedziałbyś mi, proszę!
                            Będę za chwilę z powrotem.

                            Za to "Mission Impossible" obejrzałam (bez początku, ale początek
                            znalazłam w sieci) i do dziś pojąć nie mogę jak scenarzyści
                            zmieścili ten ten helikopter z Jeanem Reno za sterami tunelu dla
                            pociagów!???
                            Osoba, która to wymyśliła chyba nigdy w życiu nie jechała tunelem!?


    • grek.grek Californication 1/3 25.03.10, 11:39
      No to lecimy.

      Moody ma spotkanie autorskie, w jakiejś księgarni, czy gdzieś tam - właśnie się z siebie natrząsa, jak to "napisał ksiązkę, a potem chwycił w usta wielką erekcję przemysłu rozrywkowego i robił z nią to, co dobra dziffka", kiedy pojawia się twórca filmowej ekranizacji jego bestsellera. Zaczynają się kłócić i Moody wypala z grubej rury "sądziłem, że chcesz, żebyś przeprosił cię za to,że miałem twoją żonę w każdym pokoju waszego domu... aha, i pardons za poplamiony dywan, nie wiedziałem, że ona ma mokre orgazmy" - tego za wiele dla jegomościa i kończy się na tym, że Moody dostaje cios w krocze, a potem odpowiada sierpowym. Koniec sceny ;)

      Kaucję za Hanka wpłaca Bill, bez wiedzy Karen. Odwiedza wychodzącego z aresztu Hanka. Rozmawiają przed budynkiem. Hank nie znosi Billa, jak pies kota, jest zirytowany jego pomocą, nie prosił o nią przecież, a dodatkowo tonem Billa, który go poucza "co by córka powiedziała" itd. Hank : a może cios w ptaka ? Bill : chcesz mnie uderzyć w ptaka ? Hank : nie, ale kiedy o tym tak sobie rozmawiamy, to wyglądamy jak dwóch gejów. I próbuje złapać Billa za sutki. Dostaje w brzuch, ląduje na ziemi i w pozycji horyzontalnej pali papierosa. Bill go dobija : zacznij coś robić, pomyśl o córce i zapomnij o kobiecie, której nie chciałeś poślubić.

      Co ma robić Moody... idzie do baru, gdzie sączy coś przy barze. Rzut oka w bok i co widzi ? KOleżanką Meredith, którą tak niegustownie potraktował podczas kolacji. Z jakims faciem. facio na chwilę odchodzi, więc się Hank przysiada : pamiętasz mnie ? a ona : Tak. Debil. Hank przeprasza za swoje zachowanie poprzednie, próbuje ją namówić na to, zeby z nim wyszła, trochę ją rozbawia, ale wraca facio - Hank rzuca jakimś żartem i zmywa się. Kiedy jednak szykuje się do wyjścia, babka do niego podchodzi, rewanżuje mu się "historią jego zycia", którą Hank ocenia jako "na pewno grzeczniejszą niż moja o tobie". I lądują u Hanka w wiadomych celach.

      Rano Moody nie przyjmuje do wiadomości jej podejrzenia, ze "
      to było na jeden raz" i proponuje jej kolejne spotkanie : "kolacja, co ty na to ? Jak w XX stuleciu... Dziewczyny muszą jeść". No i ona się zgadza oczywiście.
      Babka wychodzi, Hank wędruje do wuceta obok, a do sypialni wchodzi Mia, co go zaskakuje niepomiernie i to w trakcie oczywistej czynności.
      Hank : czego ode mnie chcesz, poza wiadomymi rzeczami ?
      Mia : Nie pochlebiaj sobie...spóźniam się. Hank wpada w panikę : moment, zabezpieczyłem się ! jak to możliwe ! Mia : nie okres, spóźniam się do szkoły, z pracą z twórczego pisania. Hank : więc twórz. A ona, ze na pewno Hank ma jakieś stare opowiadanka pisane do szuflady, więc może by jej jakiegoś użyczył. Hank próbuje coś powiedziec, ale słychać głos Karen, która weszła do domu. Więc każe rozbawionej jego zmieszaniem Mii nie opuszczać sypialni pod żadnym pozorem.
      Próbuje obejmować, całować, a potem wyciągnąć Karen poza dom, na śniadanie, ale na nic. Oczywiście, Karen serwuje mu kolejną umoralniającą gadkę : "pisz, rób to po co jesteś na tym świecie, bo zamiast realizować swój talent toniesz w morzu c,pek". Z sypialni dochodzą podejrzane odgłosy, Karen chce tam wejść "powiem tej kobiecie, co ją czeka, czego moze się spodziewać", Hank własnym ciałem zasłania drzwi "nie wchodź tam, dzieją się tam rzeczy, które mogłyby ci sięw głowie nie zmieścić". I Karen daje za wygraną. KIedy wychodzi, Hank wpada do sypialni, gdzie Mii nie ma, tyle drzwi są otwarte, a na podłodze leży wybebeszona sterta papierów.

      Klasyczna scena. Charlie prawi kazanie, Hank lężąc na kanapie go słucha i ironizuje od czasu do czasu. Ma również pretensje do Charliego i to, ze go wkręcił w to blogowanie : "to było świństwo, wpędziłeś mnie w qrwienie się", Charlie : "chcę,żebyś pisał, gdziekolwiek, ale żebyś to robił". Hank : zwalniam cię. Charlie : zwalniasz mnie raz na 3 miesiące. Daj spokój... Hank : jak widzisz, mam żelazne zasady. I wychodzi. A Charlie złość wyłądowuje na sekretarce Dani i ochrzania ją za to,że przyniosła mu nie-taką-colę-jaką-chciał.

      Moody z Merdith na kolacji. Ona mu opowiada o tym facecie, z którym była poprzedniego dnia, ze jest żonaty, że chyba nie odejdzie od żony, bo nie chce się z nią dzielić majątkiem. Hank jako dżentelmen pociesza ją, że zasługuje ona na kogoś lepszego niż żonaty pacan. nagle ją na łzy zbiera : moje dziecko... Hank : masz z nim dziecko, o kurfa... ona : nie, chodzi o mojego psa, Cassiusa Claya. Hank : masz psa, Cassiusa Claya, o ja pierd.. ;) Okazuje się, że wzięła sobie psa, kiedy mieszkała z tym żonatym, który był w separacji z żoną, ale potem żona wróciła, ona musiała odejść, i pies został z żoną.
      Moody działa od razu, jadą do domu tego żonatego, Hank wkrada się do środka, wywabia psa, przy okazji podwędza jakiś obraz ze ściany i git.

      Tymczasem Charlie dostaje od swojej sekratarki maila. W środku są jej zdjęcia z jej własnej strony DaniCA (też jakby od piosenki Red Hot Chilli Peppers "Dani California"). Gołe, półgołe, dowolnie. Charlie jest w szoku pozytywnym, musi natychmiast zrzucić z siebie napięcie pracami ręcznymi, po to by tuż po odebrac telefon od żony : witaj, kochanie ;)

      Następnego dnia rano Charlie traktuje Dani zpełnie inaczej - z kurtuazją i sympatią. Przeprasza za wczorajszy opie,prz i jako, ze jest ona na okresie próbnym, proponuje jej oficjalnie etat, a ona przyjmuje, z aneksem "jeśli kiedykolwiek zrobię coś nie tak, masz prawo ukarać mnie jak chcesz, w końcu jesteś szefem"...

      Hank spędza z Merdith kolejną noc, rano ona wychodzi do pracy (Hank "nigdy nie chodziłem z dziewczyną, co wycvhodzi do pracy"), zostawia mu psa, bo "nie miałam serca, żeby ci powiedzieć, ale to nie mój pies, ale ona ma ich mnóstwo..." Mały buldog wyraźnie się do Hanka przekonał, więc zostaje z nim w łózku.

      Charlie postanawia wypróbować Dani. Kiedy przynosi mu kawę zaczyna ją ochrzanic,że nie o taką mu chodziło. Dziewczyna, rzecz jasna, w ćwierćpornograficznym stylu, patrzy na niego, podchodzi do biurka, i zrzuca tę filizankę na podłogę "ależ nabroiłam...", Charlie już też jest nieźle nakręcony "musze cię ukarać", a ona "bądź szefem" - kładzie się na biurku, wypina gołe pośladki, a Charlie metodycznie sprawia jej "manto", co wyraźnie trafia w gusta obojga :)

      Hank tymczasem odwiedza Karen u Billa - ona wypełnia zaproszenia na ślub (Hank "co za barbarzyńska uroczystość"), on próbuje ją przekonać, niby żartem, ale zawsze serio,że to on jest tym właściwym, dla którego warto się w takie coś pakować,a ona, również żartem, ale serio, że już znalazła tego właściwego i to nie jest on. Przychodzi Bill. Hank daje mu obraz, co go ukradł. Bill ogląa okiem znawcy i ocenia, że jest bardzo drogi ("skąd go masz ? Hank :wiesz, znam ludzi, oni znają ludzi... powieście go sobie nad łózkiem" - wraca wspomnienie wyczynów Hanka w ich sypialni...). Córce daje psa, z zastrzeżeniem, ze będzie mieszkał u niego.
      Karen : wyglądasz inaczej... Hank : bujnie ?.. w mocy diabła ? szczęsliwie ? Karen : własnie... Hank : moze mam dziewczynę..?

      POjawia się Mia. Bill spieszy się pochwalić, ze napisała ona wspaniałą pracę w szkole (Hank błyskawicznie się orientuje, że Mia zwinęła jedno z jego opowiadań) "trochę surowym słownictwie, ale świetną" (Hank od razu "słownictwo nie było surowe", ale jego reakcja ginie w powietrzu). Moody patrzy na cynicznie usmiechnietą Mię z zadumą i już wie, że nie będzie miał lekko, w końcu - ma ona na niego haka.
      I nuta refleksji na koniec : muzyczka, wspomnienia jak film w kolorze sepii - plaża, Karen, on, Becca... i Hank z offu : "gniję w kalifornijskim słońcu, rodzina beze mnie... przepaśc się powiększa, a ja tonę w morzu c,pek, zaś moja córka (kamera na Beccę) nie musi mnie kochać wiecznie..."

      Jutro wpiszę 4 :)
      • barbasia1 Re: Californication 1/3 25.03.10, 14:36
        Hank w łóżku z małym buldogiem (pewnie suką :) - to mój namber łan
        tudej
        a i jeszcze ten tekst z nutą refleksji i tęsknoty:

        >[...] Hank z offu : "gniję w kalifornijskim słońcu, rodzina beze
        mnie... przepaśc się powiększa, a ja tonę w morzu c,pek, zaś moja
        córka (kamera na Beccę) nie musi mnie kochać wiecznie..."

        I jak tu nie kochać Hanka! ;)
        • grek.grek Re: Californication 1/3 25.03.10, 15:09
          Heh, pies się ujawnił, to trzeba mu przyznać :)

          Wiesz jak to jest, kiedy serialowy scenarzysta pisze pierwszą serię - ma tych pomysłów, swieżości, entuzjazmu w dużym nagromadzeniu, zbierał przez lata czasami, więc idzie jak z płatka, nic nie jest jałowe, nic nie jest monotonne i nawet stałe punkty programu są zjadliwe. I Tom Kapinos pisał "Jezioro Marzeń" (pamiętasz ? był taki serial w Polsacie...), a potem miał 4 lata przerwy i pewnie przez cały ten okres składał się do czegoś nowego, innego - i eksplodował Californication. I 1 seria jest objawieniem. Kamiennymi tablicami z Dziesięciorgiem Przykazań :) W 1 serii jest muzyczka, są rózne miejsca, są intrygi, jest Venice, i są właśnie te zejścia, ostatnie 2-3 minuty na zwolnienie, refleksję, sentymymentalizm, który - jak celnie zauważyłaś - pozwala zrównoważyć trochę intencje Hanka. W 2 serii seks był sam dla siebie, bardzo niewyraźnie wyglądały te jego, znów popsute, relacje z Karen i sama Karen wypadała średnio. W 1 serii, to naprawdę wszystko ma swoje uzasadnienie, z czegoś wynika - Hankowy kompulsywny seks, nieporozumienia Karen-Hank i dodatkowo miejsce ich córki w tym całym zamieszaniu, starania Hanka o powrót do Karen i Becci, intrygi Mii i Dani (pójdzie to znacznie dalej, obie dadzą się naprawdę we znaki Hankowi i Charliemu), plus iks róznych innych rzeczy, które są naprawdę fajne, z róznych beczek i tworzą kapitalną mozaikę.

          "Jak tu nie kochać Hanka" - hehe :)

          • barbasia1 Re: Californication 1/3 25.03.10, 16:59
            A ja pochwalę pana scenarzystę Kapinosa za humor oparty na zderzaniu
            kpiny z powagą, czy frywolności czasem wulgarności z powagą, co
            obrazuje wiele scen jak choćby ta z z serii 3.(chyba z 3
            odcinka), którą kiedyś opisywałam - Hank myślami, marzeniami
            sennymi jest w nocnym klubie ze striptisem, ciałem na zebraniu
            zakładu na uniwerku pośrod szacownego grona starszych profesorek i
            profesorów od literatury angielskiej, których wypytuje w końcu (bo
            trzeba zabrać głos) o "proseksualny feminizm” i opinie na temat
            wspólczesnych kobiet, kótre nie mają nic przeciwko oglądaniu
            pornografii oraz goleniu części intymnych.
            :)

            Tom Kapinos pisał "Jezioro Marzeń" (pamiętasz ? był taki serial w
            Polsacie...)

            Tak, kojarzę tytuł, wiem, że grała tam Katie Holmes, ale nie
            oglądałam tego serialu.

            • grek.grek Re: Californication 1/3 26.03.10, 11:41
              O to właśnie chodzi, czyli o... ryż i mysz :) Ale tak dobrze i smakowicie przyrządzone, że... że hohoho :)
              • barbasia1 Re: Californication 1/3 26.03.10, 15:29
                grek.grek napisał:

                Otóż. :)
    • grek.grek Californication 1/4 26.03.10, 11:36
      A więc - 4 odcinek, a później, jak ustaliliśmy, będę dopisywał regularnie po jednym/tydzień.

      Start jest w sypialni Hanka, gdzie Meredith suszy mu głowę,że zbyt wiele czasu w sypialni spędzają, i mogliby gdzieś wyjśc od czasu do czasu - choćby na balety z okazji jakiegoś dobroczynnego wieczorku/a. Hank akceptuje restaurację, ale na to taki scenariusz, jak obcowanie z bandą snobów nie pisze się.
      Zmienia zdanie, po wizycie u Billa i Karen - Karen jest wyfiokowana, aż Hanka zatyka - wybiera się ona na ten wieczorek właśnie, więc Hank nie ma wyjścia, szybko nabiera ochoty na to, o czym przed chwilą myślał ze zgrozą.
      Córce daje zaś komórkę, żeby se mogła do niego tarabanić, kiedy będzie chciała. Córka : tato, masz nową dziewczynę ? Hank : mam, córka : czy jest fajniejsza od mamy ? Hank : to nigdy w życiu, córka : więc ci wybaczam.

      I jest ten wieczorek, spęd w jakiejś wielkiej sali. Moody wchodząc rzuca "co za barbarzyńska architektura..."; widzi Charliego z tym reżyserem, co z jego ksiązki zrobił kiczowate filmidło (wg Hanka). Charlie spostrzega Hanka ("Meredith, jak wyciągnełaś tego socjopatę z domu, hehe ?); Hank do Charliego : znasz tego pajaca ? Charlie : ten pajac ma lepszą markę od ciebie, Hank : bo cię wyrzucę i nie dam prowizji... Charlie : gdybym liczył na prowizję od twoich kontraktów, to byśmy z Marcy mieszkali pod mostem. Wieczorek ma promować starania o czystośc klimatu, więc sobie Moody zapala papierosa ("pomedytujmy..." w teatrelnej pozie). Się okazuje, że wszyscy się zleźli na ten spęd. Pojawia się sekratarka Charliego - wyciąga Charliego pod pretekstem jakiejś ważnej sprawy, Charlie idzie posłusznie wpatrzony w jej zadek - Hank, widzący jego ślinotok : "chcesz mi o czymś opowiedzieć ?".

      W klozecie Hank spotyka tego reżysera - gdzieżby indziej, załatwiają swoje sprawy przy sąsiednich pisuarach. Hank rzuca : trzymamy ptaki w rękach, więc się chyba bić nie będziemy, na co reżyser rzuca spojrzenie recenzujące i odparowuje : ty coś trzymasz ? Moody próbuje go sprowokowac, ale reżyser z olimpijskim spokojem gasi go : sam sobie ubliżasz, a co do żony, to mi tylko pomogłeś znaleźć okazję do rozwodu, który i tak planowałem. I przy okazji Hank się dowiaduje, ze ta babka też tu jest - a Hank ma z nią rachunki, w końcu w 1 odcinku wywalił ją z własnej sypialni i puścił w trąbe:) Reżyser wychodzi szybkim ruchem wycierając rękę w marynarkę Moody'ego.

      Hank wreszcie namierza Karen - komplementuje ją, w swoim stylu się przystawia - "proponuję randkę i seks, co ty na to ?", znów słów kilka o ich związku, który się skończył, i Hank widzi tę eks-żonę reżysera - w udawanej rozpaczy rzuca się do brzucha Karen i coś tam popiskuje, a kiedy babka znika wyprostowuje się całkowicie powazny, rzuca : "zobaczymy się później" i odchodzi.

      Hank przeżywa cięzkie chwile, a Charlie się dobrze bawi w swoim biurze - rozmawia przez telefon i robi miny jako, że Dani właśnie strzela przed nim striptiz.

      Moody tymczasem zostaje przedstawiony temu żonatemu, co sie w nim Merdith kocha, i jego zonie. Hank jak zawsze zgryźliwie się przedstawi "jestem pisarzem... blogerem... a za moment pewnie barmanem". Chwalą jego bloga. żona tego gościa : co byś napisał o tym wieczorku ? Hank : że się spotyka stado obłudników, którzy powiadają, że dbają o środowisko naturalne, a spalają 5 tysięcy litrów benzyny rocznie jeżdżąc bez potrzeby z jednego końca stanu na drugi. I rzuca głośno dwa zdania, na całą salę, które po czesku brzmia tak, że ni cholery nie mogłem tego przetłumaczyć ;)

      Kiedy Merdith z żonatym na chwilę się oddalają, Hank zostaje z żoną tego człowieka.
      Żona : ja też piszę (i podaje swoje psuedo literackie) H : znam, to ty piszesz te historyjki o nadętych laskach z Hollywodu, żona : takie zachęty masturbacyjne dla gospodyń domowych, i głaszcząc Hanka palcem po dłoni powiada, że szuka materiałów do następnej ksiązki "wiesz o czym mówię...", na co Hank : o tak, mówisz to aż nadto dosadnie, a twój mąz ? żona : zdradza mnie bez przerwy z tą puszczalską...", tu Hank przerywa, podchodzi do Merdith stojącej z tym gościem, bierze ja na stronę i klaruje, żeby sobie dała spokój, że żona wszystko wie itd, ona się broni, że nie wiedziała, że on tu będzie itd. Hank "no to ja zrobię jakiś ruch" - i całuje ją na pokaz, co tamten widzi

      Potem przebitka na dom Billa, gdzie Mia z Beccą gaworzą o "pierwszym razie", i starsza młodszej wkręca, że "było fajnie,ale i dziwnie... głupio jakoś", pewnie dali ten kawałek, żeby pokazać, ze córka Hanka dojrzewa, zaczyna się interesować tym i owym.

      Na wieczorku tymczasem, jakiś chamowaty typek oblewa drinkiem Karen, przypadkiem, ale kiedy ona go upomina, nazywa ją "c,pą". Karen chce go bić, ale Bill ją odciąga, bo się wszyscy gapią, "nazwał mnie 'ci,pą', co ty na to...", Bill : a co mam zrobić, opanuj się, ludzie patrzą...
      A gość, co ją oblał i nazwał, patrzy się na to z obleśnym uśmieszkiem, hehe.

      W biurze Charliego jazda na całego - nakręcony Charlie pstryka fotki, a Dani pozuje w bieliźnie w wyzywających pozach, co Charlie głośno komentuje ("oż ty świńtucho"). I w ten cały galiamtias wchodzi Hank - cięzko zaszokowany i jeszcze bardziej rozbawiony widokiem. Dani wychodzi, Charlie się stawia : kur..., nie mogłeś zapukać ?!, Hank : a ty zamykać ? Ch : zaraz dostanę ataku serca, Hank : ciesz się, ze to ja ! Co się napadło ? Charlie jest skonfudowany, Hank : nie oceniam tego, co tu zobaczyłem Charlie się zaczyna zalić, ze mu seksu brakuje, żona go nie pociąga, a poza tym, on lubi zabawy niekowencjonalne, Hank : pogadaj z Marcy, jak dobrze to rozegrasz, to zobaczysz na co ją stać, Charlie komicznie beczy na ramieniu Hanka, który ledwie powstrzymuje śmiech.

      Moody wraca na salę, a tam jego partnerka nieźle już wstawiona, to widok i obecnośc tego żonatego ją nastraja popijawczo. Hank idzie do tego gościa - facio jest zajęty flirtowaniem z jakąś panną, Hank mówi jej coś na ucho, ona rzuca na tego gościa oburzone spojrzenie i odchodzi (Hank "powiedziałem, ze potrzebujesz viagry"). I strofuje gościa, że zwodzi kobiety, mimo że jest żonaty i nie zamierza się rozwieść. A gość rewanżuje mu się tekstem, ze pytał Meredith o Hanka i ona mu powiedziała "Hank to nikt, nieważny jest". I tutaj do akcji wkracza eks-żona reżysera, co ją Moody w trąbę puścił - w końcu musiała go znaleźć. Babka próbuje chlusnąć w twarz Hanka drinkiem, ten się uchyla i obrywa oczywiście ten drugi, żonaty od Meredith.

      Koniec wieczoru. Moody spotyka przed budynkiem Karen. Chwilę rozmwiają. Przechodzi ten typek, co ją oblał i nazwał i się głupio jej śmieje w twarz. Karen opowiada hankowi o całym zajściu, a ten, nie namyślając się, idzie za typkiem i daje mu w dziób. A potem, jakby nic nie zaszło, żegnają się.

      POtem wstawka - Karen zachodzi do córki, po powrocie, ta ją pyta o to, czy kocha Hanka,a ona, że tak, ale "jak jej ojca, ale już nie jak partnera zyciowego" - stały fragment gry tzw.

      Hank tymczasem kładzie spać pijaną Meredith. I odbiera telefon. dzwoni córka. Hank wychodzi na patio i gadka - Becca : nie moge spać, pamiętasz co robiłeś kiedyś, kiedy tak miałam ?, H : karmiłem cię opiatami ? ;) A ona, ze opowiadał jej o falach morza. I on jej opowiada, tak jakby liczył barany (z wstawkami) "pierwsza... druga... o nie, to niedźwiedz polarny... druga... trzecia " itd.

      I sam zasypia...

      I to na razie tyle. 5 odcinek w nast. tygodniu :)
      • barbasia1 Re: Californication 1/4 26.03.10, 11:55
        Małe porcyjki, ale częściej zdecydowanie lepiej smakują, :)
        za chwilkę wracam ...
        • grek.grek Californication 1/4/WWT 7/12 26.03.10, 14:01
          No to dwa słowa o WWT.

          Tym razem Tara była Buckiem.
          Siostra Tary zdecydowała się na operację plastyczną biustu i wybrała Tarę na swoją opiekunkę pooperacyjną. OPeracja się udaje (pięlęgniarka "twoja parka wygląda bosko"), ale Tara przybywa na miejsce jako Buck - i Buck podrywa pielęgniarkę, próbuje obmacywac, a siostra Tary najpierw wymiotuje z przerażenia na myśl że to Buck będzie się nią opiekował (pięlęgniarka do Bucka "wymioty są normalną rzeczą po takim zabiegu", Buck "byle się z drugiej strony nie wylewało"), a potem piszczy "ratunkuuu..."
          Po powrocie siostra ma bóle, jak to po operacji ("mam wrażenie, jakby słoń mi usiadł na klacie"), a Buck, jakby nigdy nic, ogląda boks w tiwi i zgryźliwie komentuje sytuację "mogłem być na meczu, a siedzę tu z kobiecej prózności; cycki... mnie du,pę na wojnie odstrzelili !";
          siostra, która uważa,że Tara po prostu się zgrywa z tymi wcieleniami ("to słabośc, a nie choroba"), i naprawdę nie ma żądnej schizy, próbuje ją zdemaskować "tara, daj spokój, przestań się zgrywać, jesteś 35 letnią kobieta, masz dzieci, męża", ale Buck utrzymuje,że jest Buckiem i basta. Mówi Buckowi, którego ma za Tarę "twój syn jest gejem", na co Buck "kolejna ciotka... ależ się rozpanoszyli".
          Potem Buck czyści broń. Siostra : "zabierzesz mnie kiedyś na strzelnicę ?"< Buck ""czemu nie, tylko będziesz musiała uważać, żeby odrzut nie rozwalił ci nowych cycków".
          Siostra "Jestes Tarą ?", Buck z ironią "a jak myślisz ? Ma kobieta problem,a my się musimy przed tym bronić. Nie rozumiem kobiet, jesteście takie... kłótliwe".
          Siostra się żali "Tara zawsze była oczkiem w głowie rodziców, miała sukcesy, miała samych fajnych facetów, a dla mnie zostawali najwyżej goryle z baru, o imionach jak czasowniki nieaktywne", Buck się ożywia "to jak ja ! Wierzgający Buck" - i tutaj Buck odstawia coś, jakby jechał na koniu i miotał lassem, hehe.
          Później jednak grzecznie myje głowę siostrze Tary i w generalnej jej ocenie, wypada, jako opiekun nadspodziewanie dobrze.
          Myjąc te włosy Tara się budzi z Bucka i od razu rzuca pawia do umywalki.

          Mąz, korzystając z nieobecności Tary, prowadzi śledztwo na temat jej przeszłości. Podejrzewa, że spotkało ją coś traumatycznego w przeszłości, co sprawiło, ze zaczęła miec wcielenia.
          Najpierw spotyka się z psycholożką, co ich prowadzi i opowiada jej o nowym wcieleniu Tary, które sikało na łózko jej własnych rodziców.
          "TO sika na ludzi... To był... goblin w ponczo, zwierzę jakieś". Babka każe im przyjść na terapię razem, ale mąż ma inny pomysł - namierzył koleżank Tary z koledżu i się z nią spotyka na kolacji - najpierw ona go pyta "szukasz na nią haka ? rozwód się szykuje, co ?", ale mąż zaprzecza, więc ona opowiada mu historię z przeszłości - miała chłopaka, który się podobał także Tarze, i któregoś dnia Tara, po spotkaniu z nim wróciła w dziwnym stanie, nie wiadomo, co się stało, czy on jej coś zrobił, czy inna cholera, w każdym razie - coś się w niej zmieniło na dobre. Potem już nie miały kontaktu. I mąż zapisuje namiary tego chłopaka, zamierza go odnaleźć. Trzyma to wszystko w tajemnicy przed Tarą, oczywiście.

          Dzieci. Syn, co jest gejem, radzi się siostry, jak ma podejśc do tego chłopaka, co mu się podoba, bo on ostatnio do niego nie dzwoni. Siostra mu radzi, żeby się zrewanżował tym samym i trzymał go na dystans, dzięki czemu stanie się dla niego bafdziej interesujący, bo "ludzie gonią za niedostępnym; możesz nawet udawac, ze go nie lubisz; nigdy nie bądź sobą, to wyrok śmierci :)". No i syn tak robi, co skutkuje tym, ze tamten chłopak (co nawet nie wiadomo, czy też jest gejem) do niego dzwoni, w jakiejś błahej sprawie, który to telefon syn odczytuje jako pozytywny efekt obranej przez siebie taktyki.

          I jeszcze tekst z końcówki, mąz do (już) Tary : jak się udała operacja ?
          Tara : jak się zagoją, będą jej sterczały w tę samą stronę ;)
          • barbasia1 Re: Californication 1/4/WWT 7/12 26.03.10, 14:57
            Dzięki Ci serdeczne, Greku! :)))

            > I jeszcze tekst z końcówki, mąz do (już) Tary : jak się udała
            operacja ? > Tara : jak się zagoją, będą jej sterczały w tę samą
            stronę ;)

            :)))
            Biedna była Charmaine z tym krzywym biustem. :)
            • grek.grek Re: Californication 1/4/WWT 7/12 26.03.10, 15:29
              Noł problemo, hehe :), El Drobiazgo.

              • barbasia1 Re: Californication 1/4/WWT 7/12 26.03.10, 15:51
                grek.grek napisał:

                > Noł problemo, hehe :), El Drobiazgo.

                haha :)

                Gracjas Senior Grek! :)
          • barbasia1 Re: Californication 1/4/WWT 7/12 PS 26.03.10, 20:09
            > Najpierw spotyka się z psycholożką, co ich prowadzi i opowiada jej
            o nowym wcieleniu Tary, które sikało na łózko jej własnych rodziców.

            Mieliśmy nosa, Greku! :)


            > "TO sika na ludzi... To był... goblin w ponczo, zwierzę jakieś".

            hahaha :)
            • grek.grek Re: Californication 1/4/WWT 7/12 PS 27.03.10, 13:30
              Kto miał ten miał :) - znaczy się : Ty miałaś, od razu złapałaś wątek, ja byłem raczej jak dziecko we mgle.
              • barbasia1 Re: Californication 1/4/WWT 7/12 PS 27.03.10, 13:56
                Powiedzmy tak - ja się nieco szerzej rozpisałam na temat moich /
                naszych podejrzeń.
                :)
      • barbasia1 Re: Californication 1/4 26.03.10, 15:25
        > W klozecie Hank spotyka tego reżysera [...] reżyser rzuca
        spojrzenie recenzujące i odparowuje :
        > ty coś trzymasz ?

        chichichi
        Ale, że Hank tak spokojnie zniósł taką straszną obelgę!?? ;)


        >Hank - "powiedziałem, że potrzebujesz viagry".

        haha
        Dobre! :)

        Wiesz tak sobie pomyślałam (po tym jak przeczytałam ostatnie zdania
        Twego streszczenia), że świetnie udało się też scenarzyście Cali
        odwrócenie ról i skontrastowanie niedojrzałości Hanka z dojrzałością
        Becc(k?), jego skłonnosci do nieustannego żartowania, kpienia,
        zabawy z jej powagą, zatroskaniem.




        Mam, Greku, jeszcze pytanie natury lignwistycznej,
        ale trochę się wstydzę,
        więc może zapytam szeptem,
        na stronie,
        jak jest po czesku ...
        'ci,p(k)a'?
        ;/
        • grek.grek Re: Californication 1/4 26.03.10, 15:46
          Pewnie zniósł, był zajęty, a może za prawdę nie wypada się obrażać ;)

          Zdecydowanie racja, ta córka taka jakaś minimalnie sztuczna, nie mogę tego przeskoczyć, aczkolwiek mi to nmie przeszkadza i w sumie dobrze się równoważy to, co o czym wspomniałaś.

          "c,ipka" po czesku ? - picka, z tym ptaszkiem nad "c" ;)
          • barbasia1 Re: Californication 1/4 26.03.10, 16:03
            Emo-dziewczynka kompletnie nieprzystosowana do realiów świata, w
            którym się znalazła...


            "picka, z ptaszkiem (!) :) nad "c"

            :))))
            Śliczne!!!
            I łatwo zrozumieć.

            Dékuji vám pane Greku! :)))
            • grek.grek Re: Californication 1/4 27.03.10, 13:26
              Aczkolwiek, kiedy Karen mówi do Hanka "toniesz w morzu c,pek", rzecz całą określa słowem "pipinka" ;) MOże chodzi o to, ze to : "c,pka" i "p,ipka", heh. W końcu, to czeski film i jak nań przystało - nikt nic nie wie ;)
              • barbasia1 Re: Californication 1/4 27.03.10, 13:51
                :)))
                Pipinka - jak ładnie! :)))

                Pewnie synonim i jeszcze może właśnie zrobnienie?,
                jak to w języku kobiet. :)
                • grek.grek Re: Californication 1/4 27.03.10, 15:05
                  Tak by to wyglądało. W czeskim języku zdrobienia brzmią szczególnie rozczulająco ;)
                  • barbasia1 Re: Californication 1/4 27.03.10, 16:30
                    grek.grek napisał:

                    > Tak by to wyglądało. W czeskim języku zdrobienia brzmią
                    szczególnie rozczulająco ;)

                    Niektóre niezdrobienia też. :)

                    A 'pta(sze)k' (TEN ptaszek) po czesku to jak będzie?,
                    (żeby było sprawiedliwie i żeby nie posądzono nas o
                    jakiś skrajny feminizm ;)
                    • grek.grek Re: Californication 1/4 28.03.10, 13:32
                      MOody i ten reżyser, w scenie w toalecie, używali określenia "ptak".
                      Więc - na razie moja wiedza w tym wątku się ogranicza do tego słowa. Jesli się coś nowego objawi - dam znać :)
                      • barbasia1 Re: Californication 1/4 28.03.10, 16:33
                        :)))
                        Dzięki za zaspokojenie mej ciekawości! I trzymam za słowo. ;)
                        Łatwy ten czeski jezyk. ;)

                        Ja wczoraj zaczęłam (limit wyskoczył, jednak nie da się ominąć
                        limitów) oglądać kolejny docinek 3 serii (Becca leci do matki do
                        Nowego Jorku, a Hanka odwiedza (beznadziejny)kupel z dawnych lat,
                        Charliego zaś odwiedza Daisy, z którą kręcił filmy porno...
                        Szczegóły już wkrótce!
                        :)
                        • pepsic Re: Californication 1/4 28.03.10, 18:04
                          Spieszę donieść, że w tygodniu miałam przyjemność obejrzeć po raz pierwszy
                          całkiem przypadkowo wasz ulubiony serial. Z opisów greka wynika, że była to I
                          część odc.1, ten w którym była żona/była kobieta(?) Hanka w drodze na imprezę po
                          córkę rzuca : pachniesz cipką (czy jakoś tak). Akurat to było mało apetyczne,
                          ale ogólnie klimaty bardzo ok. Zdaje się, że na TV4 lub TVN7 i na pewno nie był
                          to środek nocy. Niestety zgubiłam program i nie mogę sprawdzić, czy to na stałe
                          oraz dokładnie zlokalizować.
                          • barbasia1 Re: Californication 1/4 29.03.10, 11:30
                            pepsic napisała:

                            Pepsic przejarzałam wczoraj mój program i znalazłam
                            Californication, - pierwszy odcinek, w tygodniu - konkretnie w
                            środę, nie w środku nocy, a o 22.45! (pierwszy odcinek zaczynał się
                            o tej porze, ale w sumie pokazywane były tego wieczora aż 4
                            odcinki), ale nie na kanale TVN7, ani nie na TV4 tylko na Comedy
                            Central!? Masz taki kanał!? Wow!
                            W następną środę - 31 marca lecą kolejne 4 odcinki Cali (5-8),
                            pierwszy (czyli 5) zaczyna się też o 22.45.

                            :)

                            PS
                            Cali jest też w sieci, na stronach z serialmi.
                            • pepsic Re: Californication 1/4 29.03.10, 21:06
                              Na mojej zapasowej miniaturce straszny bałagan panuje, ale nie przypuszczałam, że aż taki! Mam ten kanał od jakiegoś czasu, ale to była moja premiera - wprawdzie nieświadoma, ale jakże udana :)
                              Ps. Co do oglądania na monitorze - niestety nie mogę się przekonać.
                              pzdr
                          • grek.grek Re: Californication 1/4 30.03.10, 12:57
                            Hehe, wiesz, mało apetyczne z pewnością, ale fajnie to wyszło i, wg mnie, cały komizm zawiera się w tym, że kiedy ona rzuca "pachniesz c,pką", to on z dumą odpowiada "dziękuję !" :)
                      • barbasia1 Z-boczona historia kina!! Sławoja Żiżka 28.03.10, 16:39
                        Znalazłam wczoraj! Greku, widziałeś/ widzieliście!???

                        Niestety tylko cześć 3,
                        ciekawe czy i gdzie można znaleźć resztę!???

                        www.youtube.com/watch?v=eekSB72BkD8&feature=PlayList&p=4731E8B97A3CECF0&index=0&playnext=1

                        :)
                        • grek.grek Re: Z-boczona historia kina!! Sławoja Żiżka 29.03.10, 15:21
                          Idol Sierkowskiego.

                          Nie, jeszcze nie widziałem, dzieki za link :)

                          W jakimś sprzyjającym momencie na pewno obejrzę. Na razie się zbieram niezgrabnie do "Enen", bo jednak do internetowego oglądania filmów
                          podchodzę z pewną taką nieśmiałością ;)
                          • barbasia1 Re: Z-boczona historia kina!! Sławoja Żiżka 29.03.10, 15:43
                            grek.grek napisał:

                            > Idol Sierkowskiego.
                            O! To może powinnam się zainteresować poglądami Sierakowskiego
                            (Żizek rzuca tam takie ciekawe uwagi na temat filmów!), przyjrzeć
                            człowiekowi, co o tym myślisz!? ;)

                            Tak, pamiętam, przy okazji "Rewersu" wspominałeś już o "Enenie" (też
                            obejrzę, ale trochę później)
                            No właśnie "Rewers"! Musimy jeszcze obgadać Rewers, koniecznie,
                            zanim z pamięci wyleci!

                            Już dawno temu słyszałam o tym dokumencie Żiżka, kupiła go TVP, ale
                            wyemitowano tylko dla garstki w TVP Kultura!
                            Iak teraz myślę, może na stronie iTVP gdzieś mozna odnaleźć resztę
                            odciknów! Później poszukam!



                            • grek.grek Re: Z-boczona historia kina!! Sławoja Żiżka 30.03.10, 12:55
                              Sierkowski raczej jego polityczne poglądy rajbuje, a że Żiżek lubi o wszystkim gadać, to... cóż, hehe.

                              No problemo, Rewers mam w dobrej pamięci :)
                              • barbasia1 Re: Z-boczona historia kina!! Sławoja Żiżka 30.03.10, 16:01
                                grek.grek napisał:

                                > Sierkowski raczej jego polityczne poglądy rajbuje,
                                >a że Żiżek lubi o wszystkim gadać, to... cóż, hehe.

                                :)))
                                W takim razie Żiżkiem zainteresujemy się bardziej. :).

                                > No problemo, Rewers mam w dobrej pamięci :)
                                Fantasticko! :)





                              • barbasia1 Zboczona historia kina! - wprowadzenie! 30.03.10, 16:05
                                Znalazłam na stronach Krytyki Politycznej -

                                „Powiedz mi, jakie oglądasz filmy, a powiem ci, kim jesteś” - tak
                                mogłaby brzmieć najprostsza dewiza tego, co w różnych miejscach i
                                przy różnych okazjach mówi o kinie Slavoj Żiżek. Słoweński filozof,
                                jeden z najbardziej znanych komentatorów psychoanalizy Jacques’a
                                Lacana, dzięki swym interpretacjom kina zdobył niezwykłą popularność
                                i wtargnął na sam szczyt filmoznawczej hierarchii. Dziś trudno chyba
                                mówić o teorii kina, pomijając nazwisko Slavoja Żiżka oraz jego
                                wielkiego francuskiego prekursora."

                                całość po tym linkiem -


                                www.krytykapolityczna.pl/Teksty-poza-KP/Moscicki-Zizek-o-kinie-perwersji-i-pozadaniu/menu-id-129.html

                                • grek.grek Re: Zboczona historia kina! - wprowadzenie! 31.03.10, 14:44
                                  A to ciekawa rzecz, dzięki za linkowanie :)
                                  • barbasia1 Re: Zboczona historia kina! - wprowadzenie! 31.03.10, 15:26
                                    Cała przyjemność po mojej stronie! :)

                                    Przydałby się jeszcze artykuł z przystępnie wyłożona teorią Lacana,
                                    prawda?!
                                    Jak znajdę, to zalinkuję.

                                    :)

                                  • barbasia1 Re: Zboczona historia kina! - wprowadzenie! 31.03.10, 15:39
                                    "Powiedz mi, jakie oglądasz filmy, a powiem ci, kim jesteś”

                                    Ciekawe co by powiedział o mnie Żiżek, po przejrzeniu moich postów
                                    filmowych!???????
                                    :)
                                    • pepsic Re: Zboczona historia kina! - wprowadzenie! 31.03.10, 21:57
                                      To samo pomyślałam, z tym że wobec użytkowników całego wątku :))
                                      • barbasia1 Re: Zboczona historia kina! - wprowadzenie! 01.04.10, 13:54
                                        pepsic napisała:

                                        Ja nie byłam tak zuchwała. ;))
                                        • pepsic Re: Zboczona historia kina! - wprowadzenie! 01.04.10, 15:01
                                          Tak mi się wymsknęło ;)
                                          • barbasia1 Re: Zboczona historia kina! - wprowadzenie! 01.04.10, 15:12
                                            chichichi :)
                                    • grek.grek Re: Zboczona historia kina! - wprowadzenie! 01.04.10, 13:15
                                      Ciekawe, co my byśmy powiedzieli o Ziżku, gdybyśmy się dowiedzieli, jakie on filmy ogląda... ;)
                                      • barbasia1 Re: Zboczona historia kina! - wprowadzenie! 01.04.10, 13:55
                                        O widzisz, dobre pytanie! haha :)
    • grek.grek Californication 1/5, spojler 02.04.10, 11:17
      No to jedziem z tym śledziem :)

      Od razu z grubej rury - Hank ma znów sen. W kościele, oczywiście.Anielskie śpiewy, Moody w stylu ujęć u Spike'a Lee "podjeżdza" do ołtarza. Na ołtarzu figura jezusa. Murzyna. Z wyciągniętymi do przodu dłońmi w geście błogosławieństwa albo Davida Copperfielda - Hank przybija mu piątkę i już chce zacząc dyskusję, kiedy widzi... Billa w stroju pastora,grającego na organach. Zaczynają rozmawiać. Hank : nie masz teraz przypadkiem randki z ministrantem ? Bill-pastor : na to jeszcze przyjdzie pora. Potem Hank próbuje mówić o "swojej dziewczynie", ze jest strasznie fajna, ale Bill przerywa : ale to nie Karen, prawda ? Karen cię nie kocha, Karen kocha mnie ! I rockowa muzyczka, i Karen w stroju zakonnicy wychodzi z bocznej nawy. Zaczynają się całować z Billem w filmowym uścisku, Bill wolną ręką pokazuje Hankowi środkowy palec, i Hank jak "przyjechał" pod ołtarz, tak teraz w szybkim tempie "odjeżdża"... i budzi się nagle i gwałtownie. Jest w łózku z koleżanką Meredith i jej mówi o swoim koszmarze, ona jest chętna na jakieś fikimiki, ale zanim się zacznie wyrywa się słówko "LOL" - i Hank, niczym Adaś Miauczyński w objęciach swojej muzy na plaży, traci spokój : używasz tego słowa ? A co to za problem ? Przecież kaleczysz w ten sposób język angielski... Ale dziewczyna jest zbyt rozochocona, a Hank za bardzo chce zapomnieć o Billu-pastorze, żeby kontynuować temat.

      Kłopot ma także Charlie. Z żoną mu się w łożu nie układa. Rano szykuje się do pracy, a żona dopada go i koniecznie żąda współzycia. "zrób ze mną co chcesz". Charlie najpierw próbuje się migać, ale potem rzucony na kanapę w charakterze narzuty na własną zonę próbuje coś z siebie wykrzesać, ale przechodzi mu kiedy żona próbuje włożyć ma palec w niewymowne miejsce. Charlie odskakuje jak oparzony : co ty robisz ? nigdy nie wysyłaj zwiadu, zanim nie zrobisz rozpoznania terenu ! Zdobywa się jeszcze na całuska, ale wychodzi zniesmaczony, a żona znów zostaje z ręką w... no właśnie, wersje są rózne ;))

      Hank akurat pisze, kiedy słyszy pukanie, kiedy głośne "odejdź !" nie pomaga, idzie otworzyć,a tam Bill, Hank do niego, ze stosowną gestykulacją : "Be-I-dwa L, precz maro nieczysta !", ale ostatecznie gadka się musi odbyć. Bill zaczyna, ze spojrzeniem, które Hank bierze ganiące : wiesz, Hank, że Mia ma dopiero 16 lat ? Hank truchleje, bo sądzi, że Bill dowiedział się o ich seksie : naprawdę ? nie wiedziałem... znaczy, wtedy nie weidziałem, wygląda dojrzalej, jakby studiowała już... eee, Bill mu przerywa : o czym mówisz ? Hank : a o czym ty mówisz ? W końcu Bill wyjaśnia, ze chodzi mi o to, zeby Hank poszedł do szkoły Mii i w jej klasie wygłosił pogadankę o literaturze, bo on, Bill, miał tam być i mówić o wydawaniu ksiązek, ale nie może być, więc niech Moody pomajaczy coś o samej istocie pisania.
      Hank od razu odzyskuje szelmowską pewnośc siebie : o, kurfa... i targje się : co będę z tego miał ? Bill : a co byś chciał ? Hank : odwołaj ślub z Karen. Bill : nie ma mowy, Hank, po chwili : no to dawaj kurtkę... ;)

      I Hank, w zdobycznej kurtce, przyłazi do szkoły Mii i wygłasza parę zdań o pisaniu, panienki w krótkich sukienkach słuchają zauroczone, a kiedy przychodzi czas na pytania wszystkie chcą jakieś zadać, Hank wybiera jedną z nich i pytanie jest jasne : czy jest pan singlem ? Hank : jestem, która mnie chce ? Chcą wszystkie. Ale dzwonek jest i koniec całego szoł.
      Hank zostaje na chwilę z nauczycielem w klasie i dziewczyny całą hordą czekają na niego pod klasą, zaglądając co i rusz. Nauczyciel, śliski typek z nadwagą i nie dopiętą na dole koszulą, okazuje się być podejrzanym jegomościem. Przy Hanku ślini się, że "te panienki są takie młode, są dopiero na początku... wiesz co mam na myśli...", sądząc, że w Hanku znajdzie kompana do pogaduszki. Ale Moody coś nie bardzo się w te tematy chce zagłębiać. Gośc mówi,że napisał nawet ksiązkę. I chwali Mię, że "fajna d,pa, i nawet pisać umie, napisała kilka dobrych opowiadań" - Hank się ożywia, bo przeca chodzi o te opowiadania, kóre Mia mu ukradła, a potem podpisała swoim nazwiskiem. Hank : dobre były ? nauczyciel : tak, świetne. Moody go lubi. Ale za chwilę - nauczyciel : styl taki jakiś nieodorobiony, język chropawy, ale dobre, ma zadatki. Hank przestaje go lubić. Hank nie może wyjść głównymi drzwiami, więc,żeby ominąć dziewczyny spod klasy, wychodzi oknem, w musowo komiczny sposób gramoląc się i wypadając na trawnik. Widzi to Mia, odprowadza Hanka do auta, ciągle mu przypominając, ze mieli seks i próbując pocalować, ale Hank unika jej, a kiedy wsiada mu do auta wyprasza, aczkolwiek w swoim stylu, hehe.

      Do domu Karen i Billa przychodzi chłopak, co uczy Beccę gry. Jest starszy od niej, wygląda jak jakiś wokalista Incubus, czy coś, i mała jest w nim zakochana po uszy. Chłopak na koszulce "f,ck sting", Karen dyskretnie zwraca mu uwagę, że to nie jest dobry pomysł, zeby paradował z takim napisem przy jej córce. Chłopak nie namyślając się zdejmuje ją i przekłada na lewą stronę, co widzi Mia, która stwierdza z przeciągłym spojrzeniem, ze "bez koszulki było ci najbardziej do twarzy".

      Moody zaś gości w radio, u samego Henry Rollinsa - Rollins mówi, ze jego nowa ksiązka spóźnia się prawie tak samo długo,jak płyta Guns n'Roses, ale za to chwali jego blog. Moody skrzywiony, że blog, to tylko okres przejściowy, że ujawnia tam, co mu na wątrobie leży, Rollins : a co ci teraz leży ? Moody : że ludzie sa coraz głupsi i głupsi. Cała supertechnologia i komputery zmieniły się w urządzenia do masturbacji. Internet miał nas wyzwolić i zdemokratyzować, a dał nam zerwanie kandydatury Howarda Deana i 24 godzinny dostęp do dziecięcej pornografii. Nie piszemy - blogujemy, bez interpunkcji, bez gramatyki, z jakimiś LOL i LIMFAO; banda głupców komunikuje się z inną bandą głupców w pseudojęzyku przypominającym bardziej mowę jaskiniowców niż język królowej brytyjskiej.
      Ostro :) Rollins : Hank, ale ty też blogujesz, Hank gorzko-ironicznie : i za to siebie nienawidzę.

      Tymczasem w domu Karen i Billa chłopak kończy lekcję z Beccą, schodzi na dół, mówi Karen, ze ma świetną córkę, ale kiedy Becca schodzi za nim, zeby dać mu płytę ze swomimi ulubionymi piosenkami zastaje go nad basenem gaworzącego z MIą w bikini. Chłopak traktuje Beccę jak koleżankę.

      Restauracja. Najpierw Hank perswaduje Marcy, że wtykanie Charliemu palca było grubym nietaktem, że to święte miejsce i tam się palcami nie grzebie, a ona przyjmuje tę lekcję poglądową. Przychodzą Charlie i Meredith. Mają zacząć obiad, kiedy Merdedith ledwie hamując złość wyjeżdza do Hanka o jego program w radio : słyszałam co mówiłeś... powiedziałeś im już, ze masz głupią dziewczynę, która używa LOL ? Charlie i Marcy próbują zmieniać temat, ale bomba już poszła w górę. Hank nie dowcipkuje, próbuje załagodzić sprawę, ale dostaje mu się : twoje dziewczyny muszą spełniać jakieś superstandardy poprawności, a ty ? spójrz na siebie : pijesz za dużo, piszesz za mało, a odżywasz tylko w łózku, lubisz kobiety, ale nie lubisz siebie, a jakakolwiek dziewczyna, która ma do kogo odejśc zostawia cię. I Meredith wychodzi. Marcy wychodzi też, dokładając Charliemu a'propos tego palca. I zostają sami :)

      Moody wpada do Karen na wieczór. Nad basenem, wieczór, dżungla domu Billa - dobra scena wizualnie. ONa opowiada mu o Becce i chłopaku, że ona go kocha i chwali go za to, zę w szkole Mii był dobry. On na to : obiecaj mi, ze nigdy do tej szkoły Becci nie poślemy. On się znów dopytuje, co było nie tak w ich startym związku, czy on coś zepsuł, widac,ze odejście Meredith go dotknęło, aczkolwiek mówi "obraziła się, ale... jej przejdzie".

      A potem scena sekwencyjna : muzyczka, Hank pisze, a chłopak od gitary wpada po Mię i jada na randkę, co z okna widzi Becca i rzecz jasna jest jej przykro.

      Rano Hank się budzi, widzi jak Meredith się pakuje. Liczył, zę jej przejdzie i teraz chce ją zaprosić do figofago, ale dziewczyna rezolutnie zbiera ciuchy i ewidentnie nie żartuje, zbiera się do odejścia.
    • grek.grek Californication 1/5 spojler cd/ WWT 8, spojler 02.04.10, 12:07
      Cd
      więc się dziewczyna zbiera : "nic innego nie robimy, tylko łupu cupu, pijemy wino i oglądamy stare filmy", Hank : i co jest nie tak ?
      rzecz w tym, ze zonaty facet, w którym kocha się Meredith jest wolny i ona do niego odchodzi. Hank przestrzega ją, ze jego żona wróci, a wtedy Meredith zostanie na lodzie, próbuje przekonać, że oboje są dla swoich wymarzonych partnerów nie dość wartościowi, więc powinni zostać razem, a nie pakowac się w "dysfunkcjonalny" związek. Problem jednak w tym, ze ich relacja też się rozsypała - M zarzuca mu, ze pozuje na autorytet, który może i przydałby się dziewczynkom z ulicy, ale dla niej jest zbyt duszny i wywiera zbyt wielką presję, wykorzystuje ją, i inne kobiety też, Hank : ja ? Ja kocham kobiety, mam ich wszystkie płyty.
      Ale - ona musi odejść, a on nie będzie jej na upartego zatrzymywał.
      "powodzenia zatem, i pamiętaj ile dałem ci orgazmów... dokładnie 33" i serio : wróć do mnie, jesli tylko tamto nie wypali, wiesz, gdzie mnie znaleźć. No i ona musi się rozpłynąć i jeszcze raz mu się oddać, na zakończenie :)
      A potem Moody zostaje sam, siedząc w kuchni na podłodze i popijając drogie wino.

      I scena ostatnia - dwoje rozczarowanych, Moody z Beccą, idą urodziwym bulwarem nad jednym z kanałów Venice, wśród bujnej roślinności. Becca : to boli. Hank : ciebie boli po chłopaku, to normalne, ale zeby mnie po dziewczynie... Becca : kiedy przestanie ? Hank : jesli masz szczęscie, to nigdy. I cytuje jej jakiś wiersz, a kiedy ona mówi, że stać go na więcej zaczyna podśpiewywać Dylana, a potem włącza się prawdziwy Dylan, oni idą uliczką efektowną, zaś kamera się cofa do tyłu i go góry i jest koniec.

      Uff :)

      Wszystkie wcielenia Tary.
      Więc - tym razem Tara jest Alice, czyli idealną panią domu. Najpierw podpytuje z głupia frant męza, co go wkurza, dostaje odpowiedź, że mąż podejrzewa że jest nowe wcielenie, ona pyta : co udało sie ustalić, mąż, że "to jest facet chyba", Tara : kolejny facet ? niezła lessba ze mnie... Mąz : to... to czyste zwierzęce Id. Tara : jak wściekła wiewiórka ? Mąz : coś w tym stylu, tylko twoich rozmiarów :)
      Tarę zbiera na wymioty, a nad muszlą przemienia się w Alice. I wybiega z łazienki z krzykiem radosnym, że jest w ciązy. Mąz na to : Tara ma spiralę, nie jestes w ciązy. Alice : niezbadane są ścieżki Pana, dusza dziecka ominęła te zasieki. Mąz próbuje ją namówic, zeby zamiast Tary poszła z nim na terapię, ale Alice na to, że to "pusta gadanina".

      Mąz dzwoni po jej siostrę, żeby przeprowadziła test ciązowy. Siostra przyjeżdza : zapłacisz mi za to ? Mąz : proszę bardzo. Siostra : ty świnio. Mąz : tak na mnie własnie wołają.

      Syn ma teatr w szkole, a do tego pastor, ojciec tego chłopaka co mu się podoba, podchodzi do niego na korytarzu i tajemniczo rzecze : wiem co tu robisz, słabo się ukrywasz, mam cię na oku... Dzieciak jest przekonany, że facetowi chodzi o to, że on próbuje wyrywać jego syna.

      Córka spotyka się z tym swoim szefem w makdonaldzie, czy gdzie tam praacuje. Zwraca mu uwage, zeby jej nie faworyzował wobec innych, bo się z tym kiepsko czuje, że ona odnosi wrażenie, jakby on chciał się pochwalić ich związkiem, żeby się inni dowiedzieli; a tak w ogole, to jest konflikt pokoleń, bo ona nie lubi jego serio traktowania całej znajomości, troskliwych esemesów, itd., czuje się zawłaszczana. Na to szef-chłopak : to ja cię w takim razie przeniosę z tej pracy. Ona : ale gdzie ? następna restauracja tej sieci jest tysiąc km stąd. On : no to cię zwolnię. Ona : a za co ? On : a za cokolwiek, a choćby za nieprzepisowy strój, brak entuzjamu, marnowanie keczupu... I zwalnia ją.

      Test ciązowy Alice wypada negatywnie. Alice jednak nie przyjmuje tego do wiadmości, do męża : zobacz, udało się, jestem w ciązy !
      Siostra na to ze " nie chciałabym zobaczyć jak Tara/Alice próbuje w szpitalu wydusić niewidzialne dziecko... a może i bym chciała".. Mąz zwierza się jej, ze chciałby wszystko odkręcić, ale ona gasi go : twój problem polega na to, ze się nie da.

      Alice maluje łożko dla dziecka, kiedy przychodzi córka i mówi, ze "wyrzucili mnie z tej zas.ranej roboty", na co Alice : jeśli dotkniesz mydła, zrzucę cię ze schodów. A siostrze mówi ciekawą rzecz, ze "uczy się od wszystkich innych wcieleń, od Bucka (szalony facet, mówi o nim z rozmarzeniem) i od T..."

      Syna i tego jego kolegę, co mu się podoba wysyłają do sklepu, po mięso na spektakl, które będzie odgrywać aborcję :) Kupują wątrobę "wątroba wyglada aborcyjnie". Gadka-szmatka o znaczeniu etykietek na produktach i co było jakby ludzie musieli kupować bez, ze pewnie odrzucili by wiele smaków, które do tej pory hołubią, z okazji nalepki na produkcie, a wiele innych odkryli. Budowanie postaci tzw. :) Syn ma być inteligentem antykonsumpcyjnym, zdaje się.

      Alice wymyśla imiona dla dziecka : Trixie, Paulina, Biedronka, Elody, Fiona, MaryBeth... w łazience stroją się z córką i siostrą. I tutaj Alice wstawia gadkę : ten, co się zwolnił, to głąb, ale... stereotypy każą nam postrzegać męzczyzn jako włochate mięso, a kobiety jako rózowe beksy, ale męzczyźni są emocjonalnie, jak my, wrażlliwi, nie można ich urazić i poniżyć, ich serca są równie różowe jak nasze (hyhy), lepiej się czują, kiedy nie podnosimy głosu.
      Alice - kobieta XIX wieku ;)

      W rozmowie z męzem wychodzą nowe ciekawostki. Alice : kiedy dziecko się urodzi moi podwładni zejdą na plan dalszy. Mąż : dzieci ? Alice : nie, Buck i T. Mąz : Buck i T to twoi podwładni ? Alice : tak, ktoś musi tym zarządzać, Buck, to wilk stepowy, T jest dziecinna, a Tara... (tu macha lekceważąco ręką). Zdaje się,ze Alice to wcielenie dominujące.
      Mąz : a jest jeszcze inne wcielenie, o którym nie wiem ? Alice unika odpowiedzi, bo niby dziecko ją kopie. Mąz ; zrób coś dla mnie. ja robię dla ciebie co chcesz, prawda ? więc chodź ze mną na terapię.

      I idą. Alice nawija grafomańsko o dziecku ("ma ugasić pragnienie mojej duszy" "ma mieć twoją (męża) twarz") mąz słucha z rosnącym znużeniem, wychodzi na chwilę, zeby je zostawić sam na sam. Wraca później, kiedy wychodzi Alice. Psyxcholog : informacja o nowym wcieleniu przeraziła Tarę, ze nie będziesz jej kochał jako takie dziwadło; ona chce cię mieć dla siebie, i jako Alice wymyśliła tę ciążę, żeby cię zatrzymac przy sobie; to ty jesteś tym dzieckiem. I... powinieneś chyba mieć własnego terapeutę.

      Córka przeprasza swojego szefa za to, co mu nagadała. Pewnie w chacie z matkę nie daje rady wytrzymać, albo knuje jakiś plan, albo zwyczajnie uznała, ze zasługuje on na przeprosiny.
      Syn zaś znów ma gadkę z pastorem : myślałeś, ze ci się uda ? Syn spanikowany, ze stary wie, że on podrywa jego syna, ale pastorowi chodzi o to, ze "chłopcze, trzymasz Jezusa na dystans... nie broń się" Syn z ulgą zaczyna się jąkać, dukac, i rzuca "postaram się, jak tylko dojrzeję, to Zbawiciel będzie moim numerem 1".

      Mąz z Alice idą na to przedstawienie syna, coś w rodzaju touru po róznych salach, w których pokazywane są rózne oblicza kultury XXI wieku, konfrontacji dobra i niedobra, z postaciami Belzebuba i Jezusa. COś w tym guście. Alice wdaje się rozmowę z "Jezusem", czyli chłopakiem, co go odgrywa, chce,żeby pobłogosławił jej ciążę. Mąż : to nie Jezus, on pracuje w sklepie z roletami. Mąz ją prosi na stronę, Alice jest obruszona,ze ciągle mówią tylk o Tarze, a mąz jest tak nieostrożny, ze zbudził Gimmiego. Mąż : kto jest Gimmie ? Alice : nie wiesz, z czym masz do czynienia...

      Córka dostaje od swojego szefa-chłopaka (eks ?) jakąs dyskietkę, czy płytę dvd, na której on wierszokleci - taka jakaś forma przeprosin./wyznania, w starym stylu, hehe. Biorąc pod uwage, jakich ma czubków w domu, to ten jeszcze nie jest najgorszy ;)

      A w ostatniej scenie, mąż budzi się, Tary/ciągle jako Alice nie ma w łózku. Jest w łazience, gdzie Alice szlocha, ze straciła dziecko. Mąż : nieprawda, masz po prostu... okres.Obejmuje ją, ona buczy i koooniec :)
      • barbasia1 WWT 8, spojle 02.04.10, 13:27
        grek.grek napisał:

        I tutaj Alice wstawia gadkę [...] ale męzczyźni są emocjonalnie
        > , jak my, wrażlliwi, nie można ich urazić i poniżyć, ich serca są
        >równie różowe jak nasze (hyhy)

        Wiesz, Greku, też to podejrzewałam. :)))

        >Mąż : [...]
        > Obejmuje ją, ona buczy
        Ładny ten koooniec :))

        Dzięki! :)
        • grek.grek Re: WWT 8, spojle 02.04.10, 13:59
          Bardzo ładny ;)

          Aha, i zapomniałem dodać - ta córka Tary została przyjęta z powrotem przez swojego chłopaka-szefa. Tak dla ścisłości, hehe.

          Majpleżer :) ZOstały 4 odcinki, powinno się wszystko zacząć spinać teraz i wyjaśniać powoli, nie ?
          • barbasia1 Re: WWT 8, spojle 02.04.10, 20:36

            grek.grek napisał:
            >ZOstały 4 odcinki, powinno się wszystko zacząć spinać teraz i
            wyjaśniać powoli, nie ?

            O właśnie, to miałam napisać!
            :)
      • barbasia1 Re: Californication 1/5 02.04.10, 13:55
        >M zarzuca mu,że [...] wykorzystuje ją, i inne kobiety też,

        >Hank : ja ? Ja kocham kobiety, mam ich wszystkie płyty.

        haha Dobre! :)

        > Ale - ona musi odejść, a on nie będzie jej na upartego zatrzymywał.
        > "powodzenia zatem, i pamiętaj ile dałem ci orgazmów... dokładnie
        33"

        Ależ ten Hank skrupulatny, nieprawdaż, haha. :)


        THNX jak to mówią blogowicze i forumowicze :)))))))

        • grek.grek Re: Californication 1/5 02.04.10, 14:00
          Hehe, no problemo - mam nadzieję, że to bazgralnictwo moje obyło się bez większych LOL ;)
          • barbasia1 Re: Californication 1/5 02.04.10, 20:39
            grek.grek napisał:

            > Hehe, no problemo - mam nadzieję, że to bazgralnictwo moje obyło
            się bez większych LOL ;)

            LOLe tylko z bohaterów opowieści! :)

            • barbasia1 Re: Californication 3 seria, odcinek 5 03.04.10, 21:30
              Hank z Beccą siedzą w poczekalni na lotnisku. Becca leci z wizytą
              do matki do Nowego Jorku. Ale nie jest specjalnie szczęśliwa z tego
              powodu. Mówi melancholijnie „Może będę miała trochę szczęścia i
              samolot wybuchnie w trakcie lotu” . Hank nieco zdziwiony, mówi –„Nie
              rozumiem, Becca, co jest takiego okropnego w wyjedzie do kobiety,
              która przepchnęła Cię przez swoją pochwę” :). I dalej mówi Hank –
              „Jedziesz do Nowego Jorku wychodząc z samolotu wejdziesz w klimat
              filmów Woody’ego Allena. Ale nie nowego. (sic!) Starego Allena
              takiego, jak w Manhattanie, czy Annie Hall” / jednak wszyscy
              zgodnie mówią, że nowy Allen, to nie to, co stary/. Okazuje się , że
              Becca wolałaby zostać w LA, bo kumpela Chelsea zdobyła bilety na
              mecz Lakersów, no i chciałaby zobaczyć to „zajebiste widowisko”...
              Ale nie ma siły, wizyta zaplanowana, bilety kupione, samolot do
              NijuYorku już zapowiadają, więc Becca ze skwaszoną miną maszeruje
              do odpowiedniego terminala.

              Hank w tym czasie dzwoni do Karen i ostrzega ją –„W twoją stronę
              leci coś dorastającego i wrednego”. Karen mówi, że żałuje, że Hank
              nie może z Beccą przylecieć do Nowego Jorku. Hank żałuje również, że
              nie może przyjechać, ale na weekend przyjeżdża najlepszy przyjaciel
              z lat szkolnych z Long Island – Zloz. :)

              Ledwo Hank skończył gadać przez telefon, a tu pojawia się Zloz, od
              tyłu go zachodzi, grozi zgwałceniem?! :/, wita dobrym słowem –
              „Moody ty przystojny „mother.fuckerze” (tłumaczenie wydało mi się
              nieadekwatne, wiec daję oryginał). Na co Hank dowcipnie „Zloz skąd
              ty przyleciałeś? Z 1987 roku? Wyglądasz tak samo! (Zloz ma na sobie
              dżinsy, szerokie z rozepchanymi kolanami, brązową kurtkę modną w
              ubiegłym wieku, byle jakie ciężkie buciory,) I ten zapach „wódka,
              papierosy” (i coś jeszcze, jakaś nazwa , ale nie wiem co, więc nie
              cytuję)? „Wracają wspomnienia” –mówi Hank z usmiechem. „A ty popatrz
              na siebie”- mówi na to Zloz - „Wyglądasz jak pół-pedzio w tej
              marynareczce”. :) I tak sobie gawędząc idą do chaty, planując
              jakieś wielkie chlanie.

              Następne ujęcie Hank ze Zlozem siedzą w jakieś wypasionej
              kalifornijskiej knajpie , gadają. Zloz, widząc towarzystwo, jakie
              kręci się po knajpie, dochodzi do wniosku, że nie jest dość
              elegancki. Ewidentnie strojem opisanym wyzej nie pasuje do
              kaliforniskich obiboków, lekkoduchów i imprezowiczów.
              Hank zgadza się z nim, mówi z kpiną ,że wygląda jak projektant
              krajobrazu”. Na co Zloz kwaśno – „Jestem projektantem krajobrazu.
              Mam nawet swoja firmę.” Tu następuje chwila krępującego milczenia.
              Po chwili Zloz mówi, że pokłócił się z żoną, to koniec, i że chce u
              Hanka zostać kilka tygodni, Ale przede wszystkim marzy mu się cycata
              blondyna w celach wiadomych...

              Do Charliego przychodzi Daisy, z którą niegdyś kręcił filmy porno.
              Chwali się nowym powiększonym biustem, Charlie zaciekawiony
              informacją taktownie zapytuje, czy może pomacać te piersi, Daisy
              się zgadza, a ten macając z miną prawdziwego znawcy, chwali ich
              nową jakość. :). Po tych uprzejmościach Charlie uprzedza, że nie ma
              szans powrotu do dawnych relacji i , że próbuje naprawić stosunki ze
              swoją panią. Na to Daisy wyjaśnia cel wizyty, że chodzi o mieście i
              informuje swoich byłych partnerów, że ... złapała chorobę
              weneryczną. Nic groźniego, żadna śmiertelna choroba, ale lepiej,
              żeby Charlie poszedł do lekarza, bo to jednak cholernie szkodliwa
              rzecz. Na te słowa Charlie zbladł, zakręciło mu się w głowie i cały
              się spocił i omal nie zemdlał :)
              • barbasia1 Re: Californication 3 seria, odcinek 5 03.04.10, 21:32
                W ekskluzywnym domu Sue Collini dobywa się impreza, na którą
                przybyło mnóstwo gości, jest Charlie z żoną i Hank ze Zlozem.Hank
                przedstawia Zloza, a właściwie Mike’a Zlozowski/y’ego (Amerykanie
                jednak mają upodobanie do polsko/ słowiniańsko brzmiących nazwisk )
                Chaliemu i jego żonie. Charlie pyta żartobliwie Zloza “Czy Hank
                zawsze był takim fi.tem”. “Zawsze” - odpwiada Zloz, jak przystalo na
                dobrego przyjaciela.
                Do towarzystwa dołącza Sue z jakimś gościem na wózku. “Ricardo
                Collini” – przedstawia tego faceta. Facet dopowiada “Mówcie
                mi “Dickie”. Charlie jest lekko zszokowany (nie dziwne, ostro z Sue
                romansował), czemu daje wyraz głośno pytając – “To ty jesteś mężatką
                Sue? . Sue na to – “Owszem od 25 lat”. I dodaje, ze żyją z mężem w
                bardzo otwartym związku. Po czym zwraca się do męża i mówi z dumą –
                “Ricardo jest mistrzem sztuki oralnej”. /Na te słowa Ricardo z
                obeleśnym uśmiechem wystawia jęzor/ . “Musisz go kiedyś
                wypróbować, słonko” mówi do żony Charliego. Marcy jest zniesmaczona
                chce wrcać do domu.

                Zloz próbuje poderwać jakąś blondynę , bezskutecznie. Podchodzi do
                niego Hank. Wznoszą toast za “zadupie, z którego pochodzą”. Zloz
                napalony jest na Californię , chce zostać,działać, zdobywać.. Hank
                mówi, że on u siebie ma to samo. Zloz na to “Łatwo Ci mówić, skoro
                jeżdzisz sobie Porshe przez Ziemię Obiecaną”.:)

                Charlie z Marcy zabładzili do pokoju z wielkim łożem i zabawkami
                wprost z sexshopu.
                Marcy ma ochotę na figle, ale Charlie jest oporny, wymiguje się, w
                końcy Marcy go przyciska i ten mówi o Daisy, Marcy pyta, czy chce z
                nią znowu być, on na to, że nie i że jej to powiedział. Więc M.
                pyta, co Daisy na to powiedziała? A Charlie mówi “I to jest właśnie
                interesujące” :) No i opowiada, jak to Daisy przyszła poinformować
                go, o tym, że zaraziła go prawdopodbnie chorobą weneryczną. Na to
                Marcy się wkurzyła, przywaliła mu w oko, powiedziala, że zabiera
                jego autko i jedzie do domu, a on niech się lepiej nie pokazuje na
                oczy.

                Zloz w końcu poderwał seksowną laskę, ale okazało się , jak
                wyjaśniał potem Hankowi przerażony Zloz, że ta babka obdarzona była
                również męskim przyrodzeniem!? Zloz był zniesmaczony, zdegustowany,
                zaszokowany i kiedy Hank stanął w jej obronie omal się nie pobili.

                A potem Hank ze Zloem i Charliem wpadli do nocnego klub ze
                striptizem.
                Tam Hank gada ze studentką Jackie. Jackie dziwi się, że Zloz
                jest/był najlepszym kumplem Hanka. Hank wyjaśnia, że Zloz był kiedyś
                najfajniejszym kolesiem w liceum, najzabawniejszym, miał
                najfajniejszą dziewczynę. Każdy chciał nim być. „Czciłem go” mówi
                Hank. A Charlie i Zloz ekscytują się tańczącymi striptizerkami. Zloz
                jest tak podekscytowany, że przyssał się do piersi striptizerki
                (sprawdziwszy wcześniej, czy jest ona 100% kobietą). Oczywiście
                babka w krzyk, przyleciała ochrona i zrobiło się małe zamieszanie,
                kotłowanina. Ochroniarz ryczy, że „wywala klasę pracującą na zbity
                pysk” :). Hank z chłopakami w zamieszaniu uciekają z klubu.

                Hank budzi się rano, rozgląda zdziwiony wokoło, nic nie pamięta,
                obok leży jakaś blondyna, idzie do łazienki, w łazience w wannie
                znajduje majtki oraz swoje okulary, które zakłada, po czym zerka do
                lustra, pręży mięśnie, ale zaraz łapie go skurcz.:) Idzie do
                pokoju, po drodze mija, robiąc wielkie oczy, niziutką kobitkę,
                karlicę? w majtkach i biustonoszu, upiornie wyglądającą z czerwoną
                szminka rozmazaną na twarzy i z rozmazanym tuszem i niebieskimi
                cieniami na oczach. Babka maszeruje, jakby była u siebie do kuchni
                i tam żłopie z butelki piwo – Hank zdziwiony patrzy na nią, ona jest
                jakby mniej zdziwiona, niczym się nie przejmuje – świetna scena.
                Potem Hank idzie do jednego pokoju, patrzy, a tam na łóżku wystaje
                spod koca głowa Charliego i dwie pary damskich nóg. W drugim pokoju
                śpi na podłodze Zloz, sam. Wraca do swego łóżka i okazuje się, że
                leży w nim studentka Jackie, obudziła się, upojną noc przypomina i
                całuje go. Hank prosi ją by położyła się na chwilę obok Zloza.
                Jackie spełnia jego prośbę. Zloz na widok dziewczyny obok siebie
                jest bardzo szczęśliwy, jest przekonany że spełniło się jego
                marzenie o upojnej nocy z piękną kalifornijką :).

                Hank i Zloz są na plaży rozmawiają o sobie, o swej przyjaźni o tym,
                że ich drogi się rozeszły. A mieli być nierozłączni, razem wyruszyć
                na podbój świata – Zloz miał być gwiazdą rocka, a Hank słynnym
                pisarzem, a tym czasem, wszystko potoczyło się inaczej. Zloz się
                ożenił, założył rodzinę, o co Hank na początku był na niego zły.
                Hank mówi, ze musiał opuścić Long Island, bo czuł, że to nie jest
                już jego miejsce. A teraz czuje , że LA to też nie jest jego
                miejsce.
                Zloz wyznaje mu, że jest poważnie chory, musi zrobić jakieś badanie,
                ale ciągle je odkłada i o to właśnie pokłócił się z żoną. W końcu
                panowie mówią sobie, że byli dla siebie ważni, że się kochają! (
                prawdziwa męska przyjaźń?). Hank się wzrusza łzy mu lecą , a potem
                boksują się ze Zlozem i turlają po plaży.

                Hank odwozi Zlozna na lotnisko. Żegnają się – „Kocham cię
                Zloz” „Kocham cię Hank”, i „Cześć popieprzony homo”, „Dobra pedale”
                i papa. Hank pędzi odebrać Beccę, która z Niujorku już wraca.
                Becca skwaszona nie wita się z ojcem, bez słowa wchodzi do auta,
                siada z tyłu, Hank jest zdziwiony pyta, czemu właśnie tam siada. I
                nagle słyszy głos Karen, która pyta „Zostawisz mnie?”. I Hank się
                odwraca widzi prawdziwą Karen i natychmiast ja całuje w usta.
                Widząc to Becca wściekła mówi „Wesołych pieprzonych Świąt”.

                I tym świątecznym akcentem, wpisującym się w dzisiejszą datę (choć
                w filmie Becca mówi o Christmas) kończy się odcinek 5.

                :}

                • grek.grek Re: Californication 3 seria, odcinek 5 04.04.10, 11:21
                  A to niespodzianka, hehe. Dzięki wielkie za kolejny odcinek; zaczynam nabierać coraz większego na tę 3 serię apetytu... karlice, studentki, kolega Zloz, stary dobry Moody i łysa pała w akcji - barwnie jest :)
                  • barbasia1 Re: Californication 3 seria, odcinek 5 04.04.10, 14:17
                    grek.grek napisał:

                    Bardzo prosz! :)

                    >zaczynam nabierać coraz większego na tę 3 serię apetytu... karlice,
                    studentki, kolega Zloz [...] barwnie jest

                    Nieposkromioną wyobraźnię mają scenarzyści Cali. :)

    • grek.grek Califonication 1/6 spojl 1 09.04.10, 11:11
      Bez zbędnych ceregieli - do dzieła :)

      Tym razem zaczyna się w nocnym markecie - MOody ewidentnie na kacu, w czarnym okularach, popijając z butelczyny pcha przed sobą wózek i leniwie czyni zakupy. Zaczepia go dziewczyna (ta z ost odcinka 2 serii) - kolorowy biustonosz, spodenki dżinsowe, latynoski typ. Pyta go, czy zna się na winie. Hank na to, że "wino jest dobre, ale whisky jest szybsza". Dziewczyna to, że urządza "sabat", Hank na to robi znak rogów "Ozzy (Osbourne, zapewne), Satan !". Dziewczyna rzuca "to pana zabije" (wódeczka w garści i w wózku). Hank : życie nas zabije. Jest cięzkie.
      Przy kasie okazuje się, że ddziewczyna nie ma gotówki na to, co kupiła. Hank, oczywiście, płaci za nią, ona jakby chciała zaprotestować, ale Hank podsumowuje "jesli nie masz jakieś kasy ukrytej w tajemnych zakamarkach (tutaj taksuje wzrokiem jej skąpe ubranie), to znaczy, że jesteś w potrzebie". I co ma zrobić panna... Dzięki bardzo. Kasjerka patrzy na Hanka krytycznym okiem, a on "no co ? kocham wszystkie kobiety. Panią też. Zrobiłbym dla pani to samo". A pod sklepem wychodzący Hank spotyka dziewczynę, za którą zapłacił, która stoi w takiej pozie i tak zachęcająco wymachuje butelką dobrego wina, że już wiadomo, co będzie dalej.

      Lądują oczywiście u Hanka w domu. Piją winko, ona gra na gitarze, Moody puszcza jakieś nastrojowe płyty na adapterze. Ona, że płyty winylowe mają swój urok, Hank : z pewnością, są takie... ludzkie, ona :są podobne do ciebie, jesteś "analogowym męzczyzną w cyfrowym świecie", Hank : ukradnę sobie ten twój tekst. Hank : jak masz na imię, ona : a nie mogłbyś się ze mną pozbyzkać anonimowo ? Hank (w pół-zamyśleniu) : i kto powiedział, że romantyzm umarł...
      Rano Hank budzi się goły, adapter lata bez muzyki, a do drzwi ktoś puka. Hank orientuje się, ze został okradziony. Płyty, gitara, łachy nawet... Otwiera. Odwiedza go Mia, ale Hank jest zbyt poruszony faktem, ze dał się okraść, śmiga więc w gaciach jak pan Hilary i pomstuje. Wreszcie zauważa Mię : czego chcesz ? Mia : pokoju na Bliskim Wschodzie, dwugodzinnego orgazmu, jakichś twoich mniej udanych opowiadań ? Hank : dwugodzinne orgazmy i moje mało udane opowiadania, to rzeczy nieistniejące. MIa : mam lekcje twórczego pisania i musze coś jeszcze dać. Hank : to sama napisz. MIa : jestem beztalenciem, wiesz o tym. Hank : sama musisz zacząć pisać. POmogę ci. MIa : naprawdę ? ojciec by dla mnie tego nie zrobił. Hank (podbudowany) : ilekroć słyszę o jakichś niezdolnościach Billa, tym chętniej się z nim porownuję. I już odprowadzając ją do drzwi i opędzając się przed jej rękami łapiącymi go za tyłek: jesteś bystrą socjopatką, dasz radę złożyć kilka zdań do kupy.

      A w biurze Charliego ciąg dalszy gry owego z Dani - tym razem Charlie każe jej szukać czegoś, co mu niby upadło, na dywanie, Dani robi to wypinając tyłek wyglądający spod kusej sukienki, co Charlie oczywiście przyjmuje z najwyższym ukontentowaniem. Pech chce, że do pokoju wchodzi Marcy. Charliemu ledwie, i cokolwiek chaotycznie, udaje się wytłumaczyć, a Dani niby coś znajduje i daje mu.im alibi. Marcy : ona ci usługuje ? Charlie histerycznie się smieje. A potem sekretarka wychodzi i marcy uwodzi Charliego i konsumuje go na fotelu, co trwa jednak dośc krótko, jak to u niego, heh.

      Wieczór. hank i Karen są na koncercie zespołu rockowego, w którym ich córka gra na gitarze i śpiewa (takie tam klepanie - początek z Kelly Family, a reszta, to kalifornijski rock, bardzo stereoptypwy). Hank skarży się najpierw, ze go okradziono : wiesz, że ukradła mi nawet tę moją ulubioną koszulkę ? Karen : tego starego grata z przeceny, z napisem Cliff Richards na prezydenta ? Hank : no wyobraź sobie... Karen : I bardzo dobrze. A podczas występu Hank się wzrusza nawet, łezka, te sprawy, co Karen bawi, ale bez ironii oczywiście.
      Po koncercie cała trójka idzie na lody, spacerują ulicą, ale nastrój pryska, bo Hank dostaje telefon. Dzwoni Mia (hank przezornie odchodzi na chwilę na stronę) - prosi go,żeby przyjechał, bo jej nauczyciel (ten od pisarstwa, co się na młode panienki napala) zrobił imprezę w domu - z koksem, zaprosił ją, jej koleżankę i ma zamiar urządzać trojkąt, Hank : nie masz znajomych innych ? MIa : nie. I krzyczy w słuchawkę, że on się do niej dobiera (kamera pokazuje, że kłamie - nikt się do niej nie dobiera, aczkolwiek dzwoni z jakiejś lazienki, czy skądś) nie masz koleżanek. Hank tłumaczy, ze to "wujek Charlie" i musi jechać, co Karen przyjmuje z lekkim niedowierzaniem.

      Więc Hank przyjeżdza do domu tego nauczyciela. Otwiera, a tam impreza na całego - profesor wciąga kreskę, jakaś druga panna też nieźle nastukana. Nauczyciela cieszy widok Hanka : Moody, ty stary dziadu, MIa mówiła, ze przyjedziesz, to dobrze, że wpadłeś, teraz możemy zaczynać - urządzamy trójkąt... a nie - czworokąt już naweet, przepraszam,to śnieżna ślepota ;)) Hank : Mia, idziemy. A potem wciąga ciut koksu, zapala fajkę, inhaluje się kontemplując przez moment i rzuca do nauyczyciela : jeszcze słowo i rozgniotę cię na ścianie". Nauczyciel : gdzie się wybieracie, kruca ? A Hank w odpowiedzi gasi mu peta na klacie.

      Odwozi Mię i jest wnerwiony : nie potrzebowałaś mnie, nie byłaś zagrożona, co cię napadło, po cholerę dzwoniłaś ? MIa : może chciałam cię zobaczyć. Hank : a nie obchodzi cię to, ze chciałem pobyć trochę z rodziną ? MIa : jakoś nie... A potem powiada, zeby Hank odpuścił Karen, bo ona wyjdzie za Billa. Hank : ty nawet nie lubisz Billa, co się tak o niego troszczysz. MIa : ojciec z niego kiepski, ale to nie znaczy, że nie chcę jego szczęścia. Moody poirytowany : Bill. Ned Flanders z Simpsonów (ten bogobojny, porządny, stateczny sąsiad Barta Simpsona). Na co Mia : a może Karen jest z nim szczęśliwa, nie przyszło ci to do głowy ? Co o tym sądzisz, ale tak - w głebi serca ? Hank po namyśle : nie wiem... Otóż to.

      Tylnym wejściem Hank wpada do domu Billa. Otwiera mu Karen : jak tam wujek Charlie ?pyta go z przekąsem. Hank, ze dobrze, i że chciałby "z bohaterką dnia" porozmawiać. Karen, ze jej nie ma, bo świetuje z zespołem. Hank : no to powiedz jej, ze zadzwonię rano. I po chwili : udała nam się, prawda ? To nasza robota. Raz jeszcze przepraszam. Karen się rozchmurza i zaprasza go nawet na drinka. Hank udaje cięzkie zastanowienie, po czym błyskawicznie wskakuje przez uchylone drzwi.

      W tym czasie Marcy i Charlie debatują w lózku o tym, jak urozmaicić własne pożycie małzeńskie. Charlie, prawie się jąkając, nieśmiało, sugeruje, że mogliby się bawić w delikatne sado-maso : wiesz, gorący wosk, klapsy, jakieś przedmioty tu i tam wkładane, taka zabawa w pana i sługę, sługa musi robić to, co pan każe... Marcy ma dośc zastoju w sypialni, ma nadzieję, ze Charlie się ożywi, więc się zgadza : dasz mi klapsa, zobaczymy, co będzie dalej. Przyjmuje korzystną pozę, a Charlie wymierza jej siarczystego klapsiora, na co ona reaguje krzykiem bólu. Charlie spieszy z masażem leczniczym. Coś z tego raczej chleba nie będzie... ;)

      A Hank sączy tego drinka nad basenem u Billa, wieczór, półciemności. Nastrój. Rozmawiają o córce. Karen : co zrobiłbyś, gdyby naprawdę została gwiazdą rocka ? Hank : byłbym dumny... i gdyby przedawkowała prochy zrobiłbym jej osobiście płukanie żołądka. Karen ze śmiechem : sądzisz, że naprawdę przypala ? hank : raczej nie, od kiedy zobaczyła ciebie i Billa na haju po maryśce, jest przeciw narkotykom. Karen z jeszcze większym rozbawieniem : to było dobre, Bill miał wtedy wizje, co Hank przyjmuje z niedowierzającą ironią.
      A potem schodzą na temat ich eks-związku. Hank pyta o to, czy jest ona szczęśliwa z Billem. Karen, że "tak... Hank : nie Karen : raczej tak..." Hank : ze mną byłaś szczęśliwa,. przyznaj to. Karen : no dobrze, przez chwilę, ale ja się rozwinęłam, a ty zostałeś błaznem (żartem oczywiście to wszystko). Hank : była na nas za duża presja i się rozsypało... tęsknię za wami, za twoim zapachem, wiesz, ze jak odeszłaś nie prałem pościeli, zeby czuć twój zapach ?
    • grek.grek Califonication 1/6 spo 2 09.04.10, 11:27
      Karen : naprawdę ? Hank : a tak... PO chwili, Karen : ale już chyba wyprałeś, nie ? Hank : musiałem ją wyrzucić, tę pościel... kelnerka ze Starbucksa poplamiła mi ja okresem (to jest własnie to - w jednej sekwencji zdań romantyzm połączony z dowcipem dość feklanym, aczkolwiek błyskotliwym). Karen w rechot. Hank : widzisz ? ciągle umiem cię rozbawić, czy to nie najlepszy dowód na to, że powinniśmy znów być razem ? Karen : gdybym wróciła, znów zacząłbyś się oddalać, "kochasz nie mnie, ale swoje własne wyobrażenie miłości". Hank : taka piękna i takie bzdury wygaduje... I próbuje ją pocałowac, a kiedy ona się zbliża jakoś tak się zaczyna wahać, co Karen komentuje : widzisz, już uciekasz na swoją wieżę... Hank : wcale nie... Karen : ależ tak... chwieją się w stójce nad basenem, aż w końcu Hank traci równowagę i wpada do wody.

      Zostaje na noc w domu Billa. Billa nie ma, wyjechał w jakichś sprawach zawodowych. Hank ma oczywiście sen, ze Karen go odwiedza i całuje. Budzi się i widzi, ze to nie Karen, a Mia siedzi na nim. Wpada w popłoch, bo Karen w każdej chwili może wejść. MIa oczywiście jest rozbawiona jego zakłopotaniem i nerwowymi ruchami. Mia : czy zdarzyło się w nocy coś, czy Bill powinien się zainteresować ?, a do tego ma opowiadanie, które napisała i chce, żeby Hank je przeczytał. hank : teraz ?! Zwariowałaś ? I, rzecz jasna, słyszą głos Karen, która idzie do sypialni, gdzie leży Hank. ten zrzuca z siebie Mię, za łózko. Karen wchodzi i pyta właśnie o Mię, czy jej Hank nie widział, Hank, lekko się jąkając : Mię ? A Mię... nie, nie...Karen patrzy na niego z troską : co ci jest, w porządku ? Podchodzi do łózka i bada mu czoło ręką. Hank się opędza, chce, żeby jak najszybciej poszła sobie, z wiadomych powodów. No i Karen idzie, Hank oddycha z ulgą, a Mia jest ubawiona.

      A później Hank schodzi na śniadanie - Becca, Mia, Karen i Hank w rózowej koszulce polo Billa, hyhy. Trochę zartuje przy jedzeniu, zaraz potem dzwoni Bill, Karen odbiera, Hank cichaczem się z towarzystwem żegna, zostawia je w dobrym humorze i wychodzi.

      I oczywiście, na koniec, nastrojowo - muzyczka, Hank w swoim już domu czyta to opowiadanie napisane przez Mię : nie przetłumaczę tego, generalnie, z tego co pamiętam, te kilka zdań jest metaforą położenia zyciowego Hanka - zagubionego, co nieco; i Hank czyta z uwagą. Pukanie do drzwi. Moody idzie otworzyć, a tam... dziewczyna ze sklepu, amatorka wina i kradzieży drobnych. Przyszła oddać wszystko, co wzięła : byłeś dla mnie taki dobry, a ja cię tak załatwiłam. Przepraszam. Hank nie wie, co ma zrobić, dziewczyna : napijemy się czegoś, posłuchamy muzyki ? Mam na imię... Hank nie pozwala jej dokończyć, całując wciąga do domu, przechodzą w tym dziwnym uścisku do pokoju, a odcinek się kończy :)



      • barbasia1 Re: Califonication 1/6 spo 2 09.04.10, 13:03
        > Karen : gdybym wróciła, >znów zacząłbyś się oddalać, "kochasz nie
        mnie, ale swoje własne >wyobrażenie miłości".

        Hank pragnie być z Karen (która wesprze, pocieszy, utuli :) itd.), a
        jednocześnie, chce być wolny by móc bez wyrzutów sumienia (?)
        spotykać się (czytaj: figlować) z innymi kobietami. Przypomina to
        powszechnie znany dylemat „zjeść ciastko i mieć ciastko”. :)
        :)

        >Hank : widzisz ? ciągle umiem cię rozbawić, czy to nie najlepszy
        >dowód na to, że powinniśmy znów być razem ?
        :)
        Ciekawe rozumowanie! Coś w tym jest. :)

        Sporo tu w Cali też niegłupich spostrzezeń na temat relacji
        międzyludzkich, prawda. :)

        Muszę Ci pwiedzieć, że Cali by Grek nabiera nowej wyjątkowej
        jakości :)
        • grek.grek Re: Califonication 1/6 spo 2 09.04.10, 14:37
          Cieszę się. Ty mi z kolei skutecznie smak robisz na 3 serię, więc... jesteśmy kwita :))

          Tak, to zdanie rzuca nowe światło trochę, bo - czy Hank potrzebuje Karen, czy tylko abstrakcji, która najlepiej lokuje się w jej postaci, czy może motywacji, którą ona mu daje, a więc - nie jej, a rezeruwaru znaczeń, jakie się w niej zawierają (dla niego) ?

          A jak Ci się wczoraj WWT podobały ?
          • barbasia1 Re: Califonication 1/6 spo 2 09.04.10, 22:45
            grek.grek napisał:

            > Cieszę się. Ty mi z kolei skutecznie smak robisz na 3 serię,
            więc... jesteśmy kwita :))

            Wjechałeś mi tu na ambicję :), chyba obejrzę dziś kolejny, 6 odcinek
            Cali, do streszczenie się przygotuję, żeby nie pozostawać w tyle z
            opisami trzeciej serii. :)

            >Tak, to zdanie rzuca nowe światło trochę, bo - czy Hank potrzebuje
            Karen, czy tylko abstrakcji, która najlepiej lokuje się w jej
            postaci,

            Ciekawa teoria. Może nawet najbliższa prawdy, smutnej prawdy, ale
            ja jako idealistka chcę wierzyć, że Hank kocha Karen naprawdę i
            potrzebuje jej całej (przecież kiedy są razem jest jej wierny), a
            nie tylko jakichś abtrakcynych cech, które w niej dostrzega, i które
            mu wybitnie odpowiadają.


            Wrażenia z wczorajszych WWT pozytywne. :)

            Ale coś mi się wydaje, że w tej serii jednak nie wszystko się
            wyjaśni i nie poznamy przyczyn choroby Tary. Mam nadzieję,że TVN
            zdecyduje się na pokazanie serii 2.

            Scena odcinka - Tara uciekająca w ostaniej chwili z gabinetu
            tatuażu, gdzie T zamówiła sobie wielki napis „Slut” na brzuchu.
            :)
            • grek.grek Re: Califonication 1/6 spo 2 10.04.10, 10:55
              Hehe, już ostrzę sobie zęby na kolejne odcinki Twojego pióra :)

              MOody się przed takim stawianiem sprawy broni :)) Pewnie coś jest na rzeczy, w konstrukcji tej postaci, jakaś jej obecność wśród symboli, których odbicia poszukuje w ludziach. Chociaż... może to tylko zgrabna figura retoryczna twórców scenariusza, dających Karen jakiś argument do ręki, w celu odzwyczajenia od siebie Hanka ?

              Mnie ten odcinek wyglądał na taki przestankowy - w sumie sprawy dociekania przyczyn schizy Tary się na chwilę zatrzymały, na razie wiadomo tyle, że niejaki Johanssen, to gruba ryba. Co go łączyło z
              Tarą i co się stało przed laty ? Na razie Tara jeździ po męzu ;)
              Ale było nieźle, jak zawsze :) (dobra scena, ta o której piszesz : Tara powiada, że rezygnuje z tatuażu, na co tatuażysta "z delfina dmuchającego jednorożca też ?" - haha, jak już poniżej kolan dowcipkować, to właśnie tak)
              • barbasia1 Re: Califonication 1/6 spo 2 10.04.10, 11:57
                grek.grek napisał:

                :)


                > Tara powiada, że rezygnuje z tatuażu, na co tatuażysta "z delfina
                >dmuchającego jednorożca też ?" :)

                O tak, tak, wyleciał mi wczoraj z głowy ten tekst zadziwonego
                tatuażysty.

                Pomysł na tatuaż koszmarny!
    • grek.grek Californication 1/7 spo 1 16.04.10, 11:03
      No to ciach.

      Siedzą na kanapie, Hank, Becca i pies. Ona czyta wiersz jakiś. Hank komentuje : z całej klasycznej liuteratury wybrałaś przeciętnego Frosta ? ONa : Podoba mi się. Jest chmurny, zwięzły i powiada, że nic pięknego nie może przetrwać, ze na końcu zawsze jest klapa... coś jak ty i mama. Hank w rozbawionym zamyśleniu : nie ma to jak wnikliwa krytyka literacka... I za chwilę : nie będę polemizował z twoimi odczuciami, ale to że coś jest chmurne, to nie znaczy, że od razu jest prawdziwe. Banalne szczęsliwe zakończenia zdarzają się, i są równie banalne jak te nieszczęśliwe. Becca : więc się zejdziecie ? To realne ? Hank : Nie chcę zrobić przykrości twojej mamuśce, bo jest piękna i mądra, ale czy musimy być aż tacy realni ? Próbuje ją pogłaskać, ale słyszy "Tato, włosy..." ;) A za moment oboje krztuszą się śmiechem i odorem, bo ktoś wypuścił pozostałości po obiedzie. Hank wachlując się rzuca : muszę kupić temu psu inną karmę... albo tobie :)

      A za moment wpada Karen. Hank ją od razu bierze na stronę : dlaczego wmawiasz naszej córce, ze się nie zejdziemy nigdy, dlaczego odbierasz jej nadzieję ? Co będzie dalej - nie ma Mikołaja, czy ze zając wielkanocny nie istnieje ? Karen : na Mikołaja już za późno; wierzę w szczęsliwe zakończenia, ale nie w bajce Hank i Karen. Hank, z klasycznym dla siebie szelmostwem : hola, dopiero zaczęliśmy, rozkręcamy się, pamiętasz nasz ostatni pocałunek ?, a niebawem zdobędę drugą bazę... Karen, oczywiście rozśmieszona : to był przypadek, i to ty mnie pocałowałeś. Hank : wręcz przeciwnie. Wymigujesz się. I kończy się uśmieszkami i wyjściem obu kobiet hankowego życia.

      Charlie i Marcy rano. Charlie szuka mleka, żona mu je znajduje, zrzędząc, ze zaraz pewnie jej powie,że kiepska z niej gospodyni, a on przymiera głodem. Łysy też na jakiejś lekkiej minie chodzi, coś wisi w powietrzu. Marcy rzuca sentencją : czymże jest małżeństwo, jak nie kpieniem sobie z własnych wad i zalet, a jednocześnie okazją do zbadania swoich najciemniejszych fantazji seksualnych ? Charlie z przekąsem : najpierw musiałbyś je wyrazić... A Marcy z grubej rury : chcę to zrobić z dziewczyną ? Charlie parska mlekiem w totalnym szoku : że co ?! Marcy : właśnie to, to było ciekawsze...

      A za chwilę Charlie je obiad z Hankiem i aż cały chodzi z podkręcenia : wyobraź sobie, to dar, to darmowa przepustka w kosmos. I to ona zaproponowała !
      Hank, w pozie Kopernika : próbuję sie tym mentalnie masturbować, ale ciągle mi włazisz w kadr. Charlie, nie zważając : jesli to zrobimy, moje poczucie winy zniknie, dostanę rozgrzeszenie. Hank : wiem, ze u was, Hebrajczyków, idzie to inaczej, ale kiedy ostatni raz sprawdzałem nie było to przystankiem ("Pitstop", to w wyścigach samochodowych moment na tankowanie, zmianę opon) na drodze do odkupienia. Charlie, dobitnie : to moze uratować nasze małżeństwo. Hank : nowe meble też (na czuja to zdanie), a równie dobrze możecie zaadotpować żarłoczne dziecko z Afryki.
      Charlie ścisza głos : a'propos dziecki z Afryki... i pokazuje reżysera tego kiczu, na podst powieści Hanka, z którym Moody miał potyczkę i którego nie znosi za to, jak spaprał ekranizację jego ksiązki.
      Hank, poirytowany, podejrzewając,że to Charlie to zaprosił : powiesz mi, co on tutaj robi ? Charlie : może się przydać w edycji twojego blogu. Hank : co ? a co tam edytować ? Tytuł ? Czczionkę ?

      Reżyser sie przysiada. Uścisk z Charliem i zdawkowe : Moody... Hank, nawiązując do ciosu w krocze, którym go reżyser swego czasu potraktował : nie wstaję, żeby nie narazić na atak moich dolnych partii.
      Reżyser śmieje się : spoko, nic do ciebie nie mam, jestem tu w interesach. Hank, złośliwe zerkając na Charliego : już mi Corleone wszystkich agentów powiedział, i nie chcę nawet się domyślać o jakie intersy chodzi, może o jakąs zbiórkę na nieślubne dzieci (na czuja tłumacznie, czeski mnie zagiął)... reżyser już lekka irytacja, mówi do łysego : czułem, ze tak będzie... Charlie : Hank, on ma umowę z Paramount na 3 filmy, poszukuje dobrego materiału. Hank natychmiast : na mnie nie licz, za bardzo szanuję swoje jądra (znów na czuja tłumaczę, wyjątkowo ta rozmowa się nie kleiła w 2-3 miejsach). Tu już reżyser wkracza : sądzisz, ze kręcąc tego gniota czułem się wspaniale ? Ale coś mi się udało, nawet jesli Focoult nie odbiera moich telefonów. Wiesz, po co to robiłem ? Hank : zeby matki tych nieślubnych dzieci mogły im kupować soczki owocowe ? Reżyset z gestem rezygnacji. Hank : nie osądzam cię, sam mam taką kobietę. Charlie próbuje ratować sytuację : gadamy sobie, jest fajnie, nawiązujemy porozumienie. Charlie zagaja temat, ro reżysera : o właśnie, znasz Karen ? Reżyser : ładna, za ładna dla tego "lempla". Charlie : właśnie, i jest znakomitym architektem... Nie wiem, co to "lempel", ale za chwilę Hank rzuca : czyżbyś był rasistą ? (więc albo dotyczy to koloru skóry, albo tego, co reżyser zobaczył u Hanka wtedy w toalecie, hehe) Reżyser, ostatnia próba : chodzi o to, że kupiłem dom od Roya Jakiegośtam (Katza, Keppa, coś takiego). Charlie, z nadzieją do Hanka : on jest większym psem na chałupy niż Brad Pitt. Hank : teraz rozumiem... reżyser : że niby co, że czarni nie mają do tego prawa ? Hank ironiczny uśmiech, a reżyser : słuchaj, Moody, wiesz czemu chciałem z tobą pracować ? Bo jesteś narycyzem jak jasna cholera, mało już takich, jak ty zostało, bo jest w tobie jakaś prawda... Na co Hank : a nie dlatego, że okład z moich jąder dobrze wpływa na pięści ? I reżyser odchodzi od stolika. Charlie : no to wszystko spartoliłeś... A Hank, nieco zmieszany : ekhmm, zakumplowaliśmy się...

      W biurze czekają na Charliego Marcy i sekretarka Dani. Marcy bez ogródek oświadcza mu, że chce trójkąta właśnie z Dani. Charlie : co ? że jak ? co ?! Marcy : pogadałyśmy, jak laska z laską i ona się zgadza. Charlie wyprasza Dani z pokoju, zaś Marcy żegna ją taksującym dolne rejony wzrokiem. Charlie : żono, co ty czynisz ? To była tylko hipoteza ! Marcy : To jest TO ! Chcę jej. Charlie : ale to moja sekretarka ! Znajdź kogoś innego ? Marcy : niby kogo ? Ch : nie wiem, kogoś w klubie... albo... Karen, jest piękna, to bogini !. Marcy : Karen ? Odpada - jest za wysoka i jest prezbiterianką, poza tym, nie chcę włazić tam, gdzie był Hank, pewnie zostawił tam po sobie pole minowe, jak Wietkong. Chcę Dani !

      Hank podjeżdza z Karen na pokładzie pod dom reżysera (czyli, w sugestii, w międzyczasie się dogadali). Karen, jako architektka jest zachwycona domem Roya Jakiegośtam, ale prosi Hanka, żeby tu długo nie stali, bo ktoś po policję zadzwoni - spadajmy póki czas. Hank otwiera drziw : milady, jesteśmy oczekiwani, i dodaje : zawarłem przymierze z diabłem... Więc Karen w jeszcze większym szoku. Wchodzą do środka - przyjmuje ich reżyser, oprowadza : Karen jest wniebowzięta, że może pobyć w domu z jej marzeń zawodowych, w domu-legendzie (może niekoniecznie tym konkretnym, ale w TYM TYPIE zabudowy, archietktonicznej perełce). Moody chodzi za nimi, z okularami w zębach i się ewidentnie nudzi, cały czas mamrocze coś pod nosem. reżyser : Moody, przydałby ci się taki dom, mógłbyś sobie w nim pisac te swoje słówka, taka wieża z kości słoniowej... tak jakby obchodziło kogoś, gdzie piszesz... Hank rzuca jakiś ironiczny tekst, że w wieża swoją drogą, a klozet swoją, na co Karen : nie zwracaj na niego uwagi, podprowadził to Flaubertowi.
      I na patio, po obchodzie, Karen dziekuje reżyserowi : dzięki, że mogłam obejrzeć ten dom, to było moje marzenie. Jka mówił Ruskin, bez architektury nic by nie było. Reżyser : temu domowi brakuje czegoś, duszy... chciałbym mieć basen, trochę elementów ekologicznych, domek... zajęłabyś się tym ? Karen w zdumiionym szoku rzuca się mu w ramiona ze szczęscia.

      Wychodzą z Hankiem, Karen nie możę uwierzyć w to co się stało i mu oczywiście dziękuje stokrotnie, bo to w końcu Moody się zakręcił i z programowej niechęci do reżysera zrezygnował na rzecz załatwienia jej tej pracy.
    • grek.grek Californication 1/7 spo 2 16.04.10, 11:40
      Karen : odwieziesz mnie ? chciałabym to jakoś uczcić. Hank : koniecznie, pójdziemy na obiad. Karen : z Beccą... Hank : oczywiście, nie będziemy jej dyskryminować. Karen, uśmiech : tylko z Beccą. Ale za chwilę przypomina sobie, że Becci nie ma, co Hank skrzętnie wykorzystuje : o właśnie, a przecież nie możesz takiego dnia świętować sama. Karen : chcesz ze mną ? Hank : umówmy się na wieczór, zaproś mnie do was... będą trzy elementy niezbędne : ona, on i córka. Karen : nie, nie z tobą. Hank, z klasyczną dla siebie przyjemną upierdliwością : zaproś mnie do was... ugotuję coś ! Karen, zdziwiona : ty ?! Chyba nie tą... Hank : tak - tą, to jedyne co umiem ugotować. Karen, z udawaną obawą : serowa sensacja ? Hank : właśnie tak. I dodaje : wspomnimy dawne czasy, nowojorskie, lubiłaś je... prawie tak samo jak tę całą swoją architekturę...jak kapelusze z szerokim rondem, jak teraz jeżdzenie o zachodzie słońca po Mullholand Drive z odkrytym dachem. Widzisz, pamiętam. Mogę przyjść ? Karen zastanawiające spojrzenie z cieniem uśmiechu, co Hank podsumowuje sam : mogę.

      Tymczasem Marcy i Charlie czekają na Dani i zwieńczenie swoich planów trójkątnych. Są zdenerwowani. Marcy : podam jej orzechy. Nie wiesz, czy ma alerrgię może ? Charlie : a skąd mam, kurna, wiedzieć. M : to twoja sekretarka. Ch : I co z tego ? Co ja o niej wiem ? M : wygląda na to, że nic. Poza tym, ze uwazasz ją za ekstra laskę. Ch : co ty chrzanisz ?! M : nie drzyj się, ja też się denerwuję. Ch, zmieniając ton : widzisz, moze to znak ? M : czego ? CH : tego,że nie powinniśmy tego robić. Co będzie później, czy będzie tak samo ? M : No własnie to, co jest teraz stanowi problem, zapomniałeś ?
      I dzwonek do drzwi...

      Hank miota się po domu, nie zdąza wysuszyć włosów, a tu mu "serowa sensacja" dymi w piekarniku. I telefon. Hank odbiera i spławia kogoś : co ty powiesz, to dramat, straszne, przerażające, już to przerobiliśmy, cześć.

      Trójkąt startuje. Świecie, muzyczka indie, Marcy i Dani się obłapiają, łysy się wszystkiemu przygląda z kanapy. Kiedy Marcy zaczyna gadać, gromi ją donośnym chrząknięciem. Po chwili : wpuśćcie mnie, przydam się.
      Marcy do Dani : wpuścimy go ? Dani : to twoja fantazja. Marcy się zastanawia. Ch : no szybciej. Marcy : poczekaj, muszę to przemyśleć. teatralnie załamuje ręce i głowę : wiedziałem, że tak będzie !

      Hank przyjeżdza do Karen, z ciastem. Karen podenerwowana właśnie wychodzi. Dzowniła do niej Mia, ma kłopoty z tym swoim nauczycielem. Teraz wiadomo, że Hank przez telefon spławiał własnie Mię. W poczuciu winy i ku pomocy Karen Hank decyduje, że z nią pojedzie. Becca stoi i wszystkiemu się przygląda : tato, nie musisz jechać. Hank : mama potrzebuje wsparcia, i do Karen : on jest groźny, nie wygląda, ale jest, jadę z tobą ! Becca : tato, to tylko Mia ! Hank daje jej ciasto i instruuje w pośpiechu, jak, gdzie i na ile go wstawić. Becca jest rzecz jasna rozżalona, ze ojciec ZNÓW ją zostawił samą.

      Trójkąt się rozkręca. Dani, znając upodobania swojego szefa, wyjmuje klamerki. Jeden koniec przyczepia do sutka Charliego i lekko go drażni. Pech chce, że drugi zaczepia się o majtki Marcy, która wstaje znienacka z impetem i sprawia Charliemu ogromny ból. Nie mogą ich odczepić, są w popłochu, łysy drze się wniebogłosy, Dani chyba ma ochotę się śmiac. Kiepski finał wieczoru :)

      Karen i Hank wpadają do domu tego nauczyciela. Mia leży naćpana w cholerę. Nauczyciel : zabierzcie ją stąd, do jasnej ciasnej. Mia przez mgłę : hank, kochany, przyjechałeś jednak. Karen : co to ma znaczyć ? Hank : nie widzisz, że jest nawalona ? Karen do nauczyciela : co jej dałeś ? Nauczyciel : sama wzięła, a nie ja jej dałem. wzięła Valium. Spójrzcie do jej torebki, ma tam całą apteczkę. Hank cuci Mię : ile wzięłaś ? Ona macha dłonią. Hank : 4 ? 5 ? 45 ? Nauczyciel z przekąsem : taaa, po 4 taki efekt, akurat, poza tym : nie muszę tym młodym laskom nic dawać, zeby one mi dawały... Karen traci nerwy i z łapami do nauczyciela : ty chamie, one ci ufają, a ty co robisz, gnoju, taki owaki. I powala go na fotel. Hank ją odciąga. Nauczyciel : nic jej nie dałem, zmanipulowała mnie ! Karen zabiera Mię. Hank jakby czegoś szukał na podłodze : są tu gdzieś dwie piguły... Nauczyciel z ciekawością pochyla się nad dywanem : gdzie są ? A Hank łapie go za kark i dziobem go o ziemię.

      Charlie z marcy siedzą w przychodni, czekając na opatrzenie jego pokiereszowanego (w domyśle, bo nic na widoku, hehe) sutka. Charlie trzyma woreczek z lodem tam, gdzie go boli, jest wkurzony i ilekroć przechodzi ktoś z personelu wrzeszczy : halo, ja tu cierpię !, Marcy próbuje go przepraszać i konstatuje : ale to była fantazja, nie ? Łysy : wiesz co ja sądzę ? że chciałyście mnie ukarać - obie; ty za małzeństwo, a ona, bo jest sekretarką, codziennie musi mu usługiwać. Taka mała zemsta... Marcy jeszcze mocniej się do niego przytula i odpowiada : ale dziewczyna ma fajny tyłek, to trzeba przyznać.

      Hank i Karen odstawiają Mię do domu. Hank czeka na wiadomości, Karen przychodzi i mówi, ze już lepiej, ale rano będzie się czuła jak przejechana przez pociąg. Karen : to dla ciebie przestroga. Hank, lekko zaalarmowany, bo w końcu on i Mia są w jakichś relacjach, a Karen niby nic nie wie : o czym ty do mnie mówisz ? Karen : przecież żartuję... Hank ostrożnie sugeruje, pamiętny własnych z Mią doświadczeń : wiesz, to mogło być inaczej niż ona mówi. Karen : teraz ja nie wiem, co ty mówisz. Hank, rozładowuje napięcie : ech, no ktoś musi ując się za tym nieszczęsnym buraczyną. Karen już się smieje, a Hank dodaje : potrzebujesz mnie, jak widzisz... jakby nie ja, to byś tego nauczyciela zabiła. Hank : idę jeszcze powiedzieć dobranoc Becce.

      No i idzie. Ta coś czyta w łózku, słucha muzyki. Wita go ciepło, ale po chwili nie jest już wesoło. Hank, filozoficznie : nie udał się wieczór... Becca : przyzwyczaiłam się. hank : wynagrodzę ci to. Becca : wiem, nie chciałeś mnie okłamac, ale stało się... Hank ma minę będącą pomieszaniem mega wyrzutów sumienia i powagi ataku serca - pierwszą taką w historii. Becca : tamto, ze szczęsliwym zakończeniem było dobre, ale co jesli coś się stale psuje i na końcu musisz mu w końcu powiedziec,zeby sie odpie,rdolił ? I daje Hankowi kasę, bo mają umowę : płacą sobie za każdy wulgaryzm, jakiego w swojej obecności użyją.
      Hank bierze banknot, ona się obraca na bok, a Hank ma znowu tę minę, co wyżej. I kuniec łodcinka :)

    • grek.grek Californication 1/ 6 suplement 16.04.10, 11:49
      W końcowej scenie 6 odcinka mówiłem o fragmencie opowiadania Mii, któe czyta Hank i znajduje w nim swój portret. Wykopałem go w wersji oryginalnej :

      "Rzym płonie, powiedział, nalewają sobie kolejnego drinka. A ja stoję po kolana w nastepnej rzece ci,pek. Nadchodzi, powiedziała ona. Nastepne samorozgrzesznie, przesiąknięte whisky i kazaniem jak to było zayebiście
      w przeszłości. Jak mamy biedne nędzne dusze, bo urodzilismy sie zbyt późno, by zobaczyć (grających) Stonesów w... gdziekolwiek, albo jak wciągają dobrą koke, która mieli zawsze w Studio 54 - cóż, przegapilismy wszystko, dla czego warto było żyć. A najgorsze, że ona się z nim zgadzała. Oto jesteśmy, pomyślała, na krańcu świata, na krańcu zachodniej cywilizacji, wszyscy zdesperowani, by coś poczuć, cokolwiek... upadamy jeden w drugiego, pie,prząc sobie drogę w kierunku końca dni"
      Moja znajomośc angielskiego jest marna, ale mniej więcej tak to brzmi :)
      • barbasia1 Re: Californication 1/ 6 suplement 16.04.10, 12:22
        :)
        No, no, no, tłumaczenia z angielskiego, czeskiego. Poliglota
        jesteś! :)

        Szpoba za zrozumienie tego zabawnego tekstu - :)

        "Karen ? Odpada - jest za wysoka i jest prezbiterianką, poza tym,
        nie chcę włazić tam, gdzie był Hank, pewnie zostawił tam po sobie
        pole minowe, jak Wietkong. Chcę Dani!"

        Scenarzyście Cali przyznałabym Oscara. :)

        Scena wypadkiem Charliego prześwietna! Widziałam ją w TV! Przez
        przypadek kiedyś trafiłam na ten odcinek, musiał lecieć jakoś
        wczesniej niż zwykle. Czytając Twój opis przypomiłam ją sobie i
        uśmiałam się po raz drugi.


        To teraz na mnie kolej. :)
        • grek.grek Re: Californication 1/ 6 suplement 17.04.10, 11:27
          Hehe, no to już się cieszę :)

          Ewidentnie, w każdym odcinku kilka tekstów daje w palnik. Tom Kapinos w życiowej formie. A do tego, wiesz, są fajne ujęcia Venice, jest dużo dobrej muzyki w tle, jakieś przebitki na rózne wnętrza fajne, dom Billa, te momenty refleksyjne na końcu każdego odcinka, które są świetnie oprawione muzycznie i wizualnie, Hank podrywa znacznie fajniejsze dziewczyny, więcej w tym wszystkim pomysłu i róznorodności zachowań i kadrowania niż w 2 sezonie, no i teksty oczywiście, a także sytuacje i ich aranżacja, znacznie bardziej podobają mi się intrygi Mii i Dani (to na razie wstępna gra, najlepsze dopiero będzie) niż Charlie w pornobiznesie, Hank i jego, w którymś momencie już nużący, pobyt u Ashby'ego, znacznie bardziej wolę akcje Karen-Hank w s1 niż w s2, także Hank-córka, Hank-Bill itd.. 1 seria jest niezrównana, pod każdym względem, barwna, zmienna, zaskakująca, świeża.

          A z tymi tekstami, to... dzięki :), ale pewnie w kilku miejscach zrozumiałem niedostatecznie... ale, to są jakieś tam wyjątki, bo
          jednak gros, a także, co najważniejsze - te najlepsze kawałki, udaje
          się rozszyfrować, a jak nie, to pomóc sobie innymi źródłami, żeby
          to jakoś do tzw. kupy złożyć :)

          Póki co, zgrałem wczoraj 8 odcinek, tak jak się umawialiśmy - wrzucę go w przyszłym tygodniu, czwartek/piątek :)

          • barbasia1 Re: Californication 1/ 6 suplement 17.04.10, 11:58
            Tak, tak, zdecydowanie 1 seria Cali jest na prowadzeniu, ale zaraz
            nią plasuje się Trójka. :)

            grek.grek napisał:

            > Hehe, no to już się cieszę :)

            :)
            To ja postaram się wrzucić 6 odcinek 3 serii w poniedziałek albo we
            wtorek.

    • grek.grek Californication 1/8 spoj.1 23.04.10, 10:56
      Odc z dużą dawką retrospekcji.

      Start niespodziewany - Moody pisze :) Biurko, laptop, kawka zakrapiana z piersiówki... I telefon. Odbiera i zamiera, w jakiejś pół-zadumie,pół-niewiadomoczym. Wyjdzie szydło z wora za chwilę, ale co tam - od razu można powiedzieć,że dzwoniła jego siostra z informacją, że jego (ich) ojciec nie żyje.

      I od razu retrospekcja 1 (wszystkie dot. ostatniego spotkania Hanka z ojcem, a przy okazji całego pierwszego okresu pobytu w Kalifornii, który skutkował rozejściem się z Karen; są w kolorze minimalnie przymglonym, a Moody nosi hiszpańską bródkę.)
      Więc - stary przylatuje do Hanka, ten go odbiera z lotniska. Ojciec wygląda na takiego trochę Włocha, z łysiną, jednego z takich, co w niedzielne poranki zawzięcie dyskutują o futbolu w lokalnej kawiarence. Ojciec od razu : żebyś ty wiedzial, co ja tam miałem, w tym samolocie... jedna stewardessa, żebyś to widział... nogi długie, pupka jak u 10-latki... Moody słucha cierpliwie. Za chwilę stary pyta go o jakiś kwiatek z krzewu, co rośnie przy budynku lotniska - jak się nazywa. Hank odpiera : nie mam pojęcia, ale to nie przeszkadza, zebyś mnie o to stale i stale pytał. Ojciec : możesz to sprawdzić... Hank : nie mam czasu, żeby takie bzdety sprawdzać w internecie, mam parę "głupotek" na głowie. za chwilę, ojciec : A chwilkę na ślub znalazłeś ? Hank : nie, ciągle jestem do wzięcia. Ojciec : biedna matka... Hank : nie żyje... Ojciec :... i się w grobie przewraca.

      Powrót do realu.
      Hank popija w barze z przygodnie poznaną dziewczyną. Ona : przyszło ci do głowy, że powinieneś się leczyć ? (z popijania) Hank : nie, to dobre dla tych, co chcą skończyć. Śmiech. Moody : zapomniałem twojego imienia... Ona : nie pytałeś w ogóle o nie. Hank : ach tak, ale nie róbmy z tego zwyczaju. Ona : mam na imię Trixie. Hank : Ładne, trochę pasujące do dziwki bardziej... Znów się śmieją. Ona : A czemu miałabym nią nie być ? Hank : zbyt ładna jesteś. Ale jakbyś była panną-nocną, to bym cię przekonał do wyświadczenia mi usługi za darmo. NIgdy za seks dotąd nie płaciłem...

      Zjawia się Karen, co Hank komentuje krótkim : otóż i ona...
      MOody do Karen udawanym konfidencjonalnym głosem : To Trixie, utrzymuje uparcie, że jest seksualną profesjonalistką. Trixie się śmieje oczywiście, wstaje i zostawia ich samych, co Hank kwituje : ciąg dalszy nastąpi...
      Karen : współczuję ci z okazji śmierci ojca. Moody kłania się do jej dłoni : nie wiem, co z tego wyniknie, ale dzieki. Karen : nie chcesz wpaść do nas ? Hank : czyli ? Karen : do domu... Hank : to ładne, a gdzie ten dom ? U ciebie ? U mnie ? U nas ? Karen : zapłaciłam już za ciebie... (chodzi o bilet lotniczy na pogrzeb ojca), Hank : to pech, bo nigdzie nie jadę... to był zwykły debil. Karen z troską : nie myślisz tak... Hank poirytowany : mówisz mi co myślę ? Najpierw mnie zostawiasz, a teraz udajesz, że ci zależy ? Karen : zawsze mi zależało. Hank : w to akurat nie wierzę.
      WRaca Trixie. Hank się uśmiecha podchmielenie : hej, sir Trixalot wrócił. I wychodzą oboje, zostawiając Karen.

      Retrospekcja 2
      Plan zdjęciowy tego filmu na podstawie powieści Hanka. Trwają zdjęcia. Backstage. Wiesz jak to wygląda :) Oczywiście Hank rzuca się do reżysera, z którym później tyle jazd będą mieli : co ty wyrabiasz, co to za g,wno robisz z mojej powieści ? Oni grać nie umieją. Reżyser : ten chłopak robi kasę, jakby chciał sobie włożyć własny interes między uda i zagrać kobietę, to też bym się zgodził. hank : na takie coś kupiłbym bilet w pierwszym rzędzie, rzecz w tym, że to ty odstawiasz lipę. reżyser : twoja ksiązka, mój film, nie pakuj mi się z butami do mojej roboty. I do ojca Moody'ego : pański syn jest strasznie upierdliwy. Ojciec odpowiada, że już od małego tak było. Reżyser odchodzi zostawiając bezsilnego i zażenowanego Hanka i ściska się z aktorem odtwarzającym główną rolę w filmie (jakiś taki podobny do Toma Cruise'a). Ojciec : to dobry aktor, w tym filmie o Wietnamie zawodowo zagrał kalekę. Hank : jakby w piekle zabrakło miejsca, to diabeł chodziłby po ziemi, udawał kalekę i dobierał kobietom do majtek. Ojciec : a ja mam do ciebie żal. Hank : a niby za co ? Ojciec : to american dream, twoje imię zostanie uwiecznione dzięki temu filmowi. Hank : no wiesz, napisałem też kilka książek... (rzut oka na ojca, zawieszenie i : ... nie czytałeś ich, prawda ? Ojciec sie plącze : matka mi coś opowiadała, ja za dużo nigdy nie czytałem, chyba, że dawnych pisarzy, wtedy to było co poczytać...
      Podchodzi do nich niejaka Amber, główna rola żeńska, typ wystrzałowej blondyny dla kierowców tirów. Ojciec Hanka oczywiście wodzi za nią wzrokiem, a ona do Hanka : wpadnij do mnie, mam parę świetnych pomysłów.
      Ojciec patrzy za nią pożądliwie : ciekawe, co to za pomysły, bo ja mam taki, ze mi ciasno w spodniach... Jakie ty masz z nią konszachty, cjłopcze ? Hank : hola, hola, zapomniałeś ? Jestem szczęśliwym nieżonkosiem.

      Real. Hotel. Hank wciąga biały proszek z... wypiętego tyłka Trixie rozebranej do bielizny. Świetnie się bawią. Hank : o to chodziło... Trixie : Ameryka, to w końcu kraj wielkich możliwości. Hank : jedną właśnie wykorzystałem. T : to cię będzie drożej kosztowało. Hank na półkontakcie : a to, na drugą nogą. I wciąga kolejną kreskę z jej brzucha. Trixie : to przed czym uciekasz ? Jak ktoś zamyka się w pokoju hotelowym z działką i dziwką, to musi przed czymś uciekać. Hank : skończmy z tą "dziwką"... jestem "mężczyzną paranoidalnym" może ? Ona : ja nie żartowałam. Hank : ależ tak. Ona : nie... Hank : poskładajmy to dla jasności, masz na imię Trixie i jesteś... autentyczną dziwką ? Ona : mam na imię Beatrice, ale Trixie lepiej pasuje w branży. Hank nadal jakby nie w pelni świadom całuje ją i rzuca : ty mi wyświadczyłaś przysługę, to teraz ja tobie, i będziemy kwita, co ? ONa z pełnym humorem i urokiem : róbmy, co chcesz, ale rachunek dostaniesz ty. Hank zaczyna negocjować : ale i ty miałaś z tego przyjemność; nasz seks, to co niby ? Ona : nie ukrywam, że był moment, kiedy pomyślałam, ze takie samoudostępnianie się jest nawet niezłym pomysłem na dobrą zabawę. Hank : No, to potraktujmy wszystko jako przypdkowy seks nieznajomych... Ona już lekko zmierzając do konkretów : a nie mógłbyś zapłacić jak człowiek, żebym sobie mogła pójść ? Hank : o nie, tęskniłbym. To bardzo nieładnie wciągać koks z tyłka dziewczyny i nie spytać o jej marzenia i plany... Ona : jak zapłacisz, to ci powiem, kim chciałam zostać w dzieciństwie. Hank w końcu wstaje i szuka w portfelu kasy. Rzuca : karty honorujesz ? Ona się śmieje. W koncu wychodzi na to, że nie ma pieniędzy. "mam jednego dolara" mówi dumnie i radośnie. Trixie już dzwoni...

      Retrospekcja 3.
      Karen, Becca, Hank, ojciec Hanka. Kolacja u nich w domu. Ojciec : Karen... najpiękniejsza architekt świata, mój głupi syn na ciebie sobie nie zasłużył... Hank kiwa z aprobatą głową.
      Karen : urządzam właśnie dom pełen zieleni... Ojciec : któżby chciał gapić się na zieleń, jakiś... zielonyb stwór chyba. Becca się śmieje,a Hank podchwytuje : blisko jesteś prawdy, to autentyczny idiota, o tępym spojrzeniu (Hank je demonstruje oczywiście, a chodzi tutaj o Billa - to jest ten moment, kiedy Karen go poznała) Karen : dobrze płaci, ma gust, pojęcie o ekologii, nie podoba cie się to ? Hank : to miłe, ale nie skaczę z radości. Becca : on z ciebie żartuje, mamo. I jest wesoło i ciepło.
      Karen, żartem : a te aktoreczki, co się do ciebie garną ? Hank : a to nic. Ojciec się wtrąca : ta, nic, widzieliśmy dzisiaj jedną taką. Karen, uważaj - ta dziewczyna ociekała seksem (a akcentem to mówi). Hank : przesada, jakby była taka super, to bym się nie wykręcał, że mnie palec boli. Ojciec : jak się czule obemowaliście, to ci przeszło w gorączkę jabyś miał anginę... I zapada cisza, Karen smutnieje maksymalnie, atmosfera siada. Hank z wyrzutem : dzięki, tato.Becca do starego : dziadku, pójdziesz ze mną do zoo ? Ojciec : nie mogę, spieszę się do kolegi w San Diego. Becca do hanka : a ty, tato ? Hank : pracuję, nie mogę...

    • grek.grek Califonication 1/8 spo 2 23.04.10, 11:40
      KOlacja cd. Moody do ojca : tylko po to przyjechałeś ? Ojciec niedbale : nie bądź jak rozkapryszony smarkacz... Becca to podchwytuje beztrosko : własnie taki on jest, rozkparyszony smakracz... I tutaj Hank i Karen niemal jednocześnie ją gromią : to nie było zabawne ! A Hank nawet : to bardzo nie było zabawne. Ojciec do Hanka : co ty tam hodujesz pod dolną wargą ? Jakąs strunę do gitary ? Hank poirytowany : tak, i bedę sobie na niej grał. Wstaje wnerwiony i wychodzi do kuchni, zeby zapalić. Wchodzi za nim Karen : policz do 10... Hank : co za typek, Becca chce z nim wyjść,a on "nie", bo się spieszy do jednej z tych szmat, co je pukał 30 lat temu (Karen : ciszej !). Wychodzą na patio, jest wieczór. Karen : co cię tak wkurza ? Hank : Takie właśnie jazdy doprowadziły matkę do grobu Karen próbuje łagodzić : to starszy pan, odpuśc mu, może zostały mu ze 3 erekcje w zyciu, niech je wykorzysta. hank : żartujesz ? On nawet na łożu smierci będzie leżał z erekcją, pochowają go z nią razem.Karen : czemu ci to przeszkadza, ty też nie chcesz być z rodziną, jak i on, jestem hipokrytą. Hank coraz bardziej skonfudowany : nie obracaj tego przeciwko mnie, proszę cię. Karen : Hank, nie robimy nic razem od 3 miesięcy, wiem, że masz dużo pracy, ale chodzi o to, ze ty masz po prostu głowę z d,pie tak głęboko, że sam sobie z tego sprawy nie zdajesz. Chwila ciszy. Hank pojednawczo : masz rację... i za moment : słuchaj, mam plan, skończę film, pakujemy się, i wyjeżdzamy stąd, do NYC (głaszcze Karen). Karen : jesteś samolubem. Jesteśmy tu, bo ty tego chciałeś, a teraz kiedy mnie się zaczyna powodzić, ty chcesz wracać i moje sprawy cię nie obchodzą. Hank : ty tylko urządzasz domy kretynom. Ona : a ty piszesz scenariusze dla kretynów, czym to się rózni ? Hank : no niczym, i dlatego spie,przajmy stąd nim nas to miasto zniszczy. Karen : to nie o miasto chodzi...

      Powrót do realu. Trixie wezwała swojego alfonsa (Murzyn wyglądający jak bokser wagi cięzkiej) i teraz ten pierze Hanka. Trixie : tylko nie po twarzy, przystojny jest... Hank : dzieki ! i natychmiast dostaje w brzuch :) Leży i jeszczer gdera : jak na alfonsa, to ma cios, trzeba przyznać. Przybywa z odsieczą, a raczej : z gotówką, Charlie : ile jest winien ? i do alfonsa : powiedz sumę, ja powiem, ze nie, a potem się dogadamy. Alfons wyrywa mu cały plik banknotów, Charlie momentalnie pokornieje i ostrożnie wyciąga z niego jednego dolara : na parkometr - rzuca usprawiedliwiająco. Moody leżąc : o, zeszli się nasi alfonsi, mój bierze 10 %, a twój..? Charlie złośliwie : 10 % ? Z czego ? Trixie i alfons wychodzą, Trixie rzuca : wiesz kim chciałam być w dzieciństwie ? Weterynarzem. Hank nadal leżąc : na to jeszcze masz czas.

      Charlie podnosi Hanka z podłogi, Hank klęczy opierając się głową o jego brzych, Charlie poklepuje go po plecach i z matyczyną troską przyciska jego głowę do swojego brzucha. Hank : to boli.. Charlie : wiem, wiem... Hank : boli mnie jak mi tak głowę przyciskasz ! Ucho mnie boli ! Charlie go puszcza i zaraz zaczyna lekko łkać. Hank : a tobie co się stało ? Charlie : żal mi twojego taty, był fajny... Hank z rozbawieniem : był był, nazywał cię "chodzącym penisem"... Charlie : to nie było miłe. Hank śmieje się w głos. Charlie : leć na pogrzeb. Hank : nie ma mowy. Charlie : pogódź się z nim, nie uciekaj. Hank : ciągle słyszę o tym, ze coś robię nie tak,a widzę, że dookoła są tylko gorsi ode mnie, Charlie : ja takich ludzi nie znam... Hank rzuca mu spojrzenie i wychodzi.

      Retrospekcja 4. Hank z ojcem w barze.
      Ojciec mu prawi morały : żonaty czy nie, ale masz rodzinę... Mogę ci coś poradzić ? (Hank : a mogę tego uniknąć ?) Ojciec nie zrażając się : ja to znam, przeżyłem coś podobnego, jak za daleko zajedziesz, to drogi powrotnej już nie znajdziesz. Rodzina to podstawa, trzymaj się jej. Hank : prawie ci wierzę. Ojc : z twoją mamą byliśmy do końca Hank : ale jaki ten koniec był ? Jak możesz tutaj siedzieć i moralizować ? Ojciec : jak coś masz, to wal prosto z mostu. Hank : matka umarła świadoma, ze ją zdradzasz. Ojciec spokojnie : mieliśmy problemy, młodo się ożeniliśmy, nie zdązyliśmy się wyszaleć, ślubowaliśmy wierność przedwcześnie. Hank : no, rozumiem, jakbym łopatą w łeb zarobił. Ojciec : nie jestem dumny z pewnych postepków własnych, ale gdybym miał powtórzyć tę drogę, to bym to zrobił; nie istniała kobieta, która by mnie ograniczyła, czy taka w której zakochałbym się na 10 minut czy na 10 lat (na czuja tłumaczenie), lepiej było tamować siebie i borykać się z tym przez całe życie ? To twoja mama wierzyła w katolickie poczucie winy, ja nie, życie jest zbyt krótkie,żeby z niego nie korzystać (ojciec Mr Carpe Diem, hehe) Moody z przekąsem : aha, czyli : trzymaj się rodziny, a jak żona ci nie daje, to bierz na boku. Ojciec : hamuj, bo jesczcze nie jestem zbyt stary żeby ci dokopać. Hank : to też pamiętam... Ojciec rzuca zdanie o "problemie twojej generacji", którego nie mogę nijak przetłumaczyć z czeskiego, Hank odpowiada : nie mam tego problemu, ale skądś znam tę definicję (znacząco, że stary to obłudnik) Ojciec : dobra, to twoje życie, rób z nim co chcesz. Cisza. Ojciec : rok temu, i dwa, było tu spokojniej. Powiem tylko, że nie idziesz w dobrym kierunku.

      Real. Hank wraca do pustego domu - noc, cicho ciemnawo, pustawo.

      Od razu retrospekcja 5. Kłotnia Karen z Hankiem i sypią się iskry, zwłaszcza od strony Hanka. Hank : przysięgam, nie zdradzam cię ! z nikim na boku nie sypiam ! Karen : ze mną zresztą też nie sypiasz... Hank : a to mój problem ? To ty uciekasz stale przede mną. Karen : nawet jakbym uciekała, to by ci to było na rękę. Ja bym nawet chciała, zebyś miał kogoś na boku, byś był bardziej znośny. Hank zdumiony : nie ! nigdy bym ci tego nie zrobił. Karen : tak mówisz, bo taki jest ten twój ideał miłości, ale ciągle o tym myślisz. Hank : jak każdy ! Karen : Hank, przyznaj, ze nie jesteś szczęśliwy z nami. Hank leżąc na kanapie : bzdura ! To chwilowy kryzys, to życie po prostu, uporamy się z tym. Karen : własnie, chodźmy z tym do kogoś. Hank zrywa się jak oparzony i krzyczy : do nikogo nie idę ! jestem pisarzem, nie będę od jakiegoś pajaca wysłuchiwał tekstów, które sam mogę sobie napisać. Karen podniesionym głosem : może i tak, ale ja mam wrażenie, że my tutaj umieramy ! Nie rozmawiamy, nie chodzimy nigdzie, nie sypiamy ze sobą. A może ja bym chciała z kimś pobyć... Hank podejrzliwie : chodzi o Billa ? O tego zielonego ogra ? Zaraz zwymiotuję... I od razu : spałaś z nim ? Karen rozczarowanym śmiechem : boże, jakie to typowe, nie obchodzi cię o czym chciałabym porozmawiac, czego szukam, tylko od razu "czy się z nim bzykałam" ! Hank : odpowiedz... (i za 2 sekundy : nie odpowiedziałaś. Karen : tak, spałam z nim. Hank zaszokowany. Karen : Hank, znasz mnie, rozmowa i seks to dla mnie sprawy pokrewne... Hank w szoku nadal : muszę wyjść. Karen go łapie w pół i probuje zatrzymać. Hank próbuje ją całować, ale teraz ona się wyrywa i wybiega.
      Becca wygląda z pokoju obok : bezpiecznie ? Hank : lepiej nie wychodź, tutaj latają ciągle granaty w powietrzu. Becca : rozwodzicie się ? Hank : przewaga polega na tym, ze nigdy się nie pobraliśmy, więc rozwód w grę nie wchodzi. Becca : wiesz, co myślę... Hank wnerwiony : wiem ! i staram się dojść, jak to było ! Natychmiast chce ją przeprosić, ale ona zamyka mu z trzaskiem drzwi przed nosem. Wśród poczty Hank znajduje list od ojca...

      Powrót do realu. Hank wyciąga ten list od ojca, którego nigdy nie przeczytał. Siedzi z nim na kanapie. Przyjeżdza Karen, siedzą razem. Hank na migi zgadza się, zeby to ona mu go przeczytała. I ona czyta, a potem wchodzi głos ojca z offu, a całe czytanie ilustrowane jest jakby rodzinnym filmem video i fragmentami z poprzednich ujęć tego odcinka kiedy Hank był z ojcem.
    • grek.grek Californication 1/8 spo 3 23.04.10, 11:50
      List od starego brzmi : "Do mojego syna pisarza. Nie mówiłem ci tego, ale... kocham cię. Mój ojciec też rzadko mi to powtarzał. Myślałem, że będę inny niż on, ale nie udało mi się. Chciałem, ale... Przykro mi, że nie rozmawialiśmy tak długo, brakowało mi ciebie. Jesteś świeetnym facetem, z poczuciem humoru, dowcipnym, jesteś moim jedynym synem. Kłamałem, że nie czytałem twoich książek. Czytałem je wszystkie, tylko nie wiedziałem, jak o nich z tobą rozmawiać. Krępowało mnie to, jak przedstawiasz w nich postacie ojców. Wiem, ze pisanie to zmyślanie, ale bałem się,że ty akurat nie zmyślasz... Tak to już jest - z chłopców rosną mężczyźni, z mężczyzn - ojcowie... starasz się z całych sił, udało ci się - twoje ksiązki będą tutaj, kiedy ciebie zabraknie, to ważne. Ale ważniejsze jest to, jak sie starasz o swoją rodzinę. Nie byłem idealnym mężem i ojcem, ale kochałem twoją mamę i ciesze się, że przeżyliśmy razem życie. Gdybyś mnie potrzebował - przyjedź. Z miłością, tata. P.S (tu już Karen czyta) : widziałem zwiastun tego "twojego" filmu - zapowiada się tragiczne g,wno"

      Hank słucha wzruszony maksymalnie, a ostatnie zdanie rozbawia ich oboje. A potem... całus jeden, drugi całus i... seks :)

      I ostatnia scena - Karen odwozi Hanka na lotnisko, ma lecieć na pogrzeb ojca do NY. Karen obiecuje, że razem z Beccą do niego dołączą. Obejmują się i tak dalej. Hank : dzięki, że pomogłaś mi wyciągnąc głowę z d,py... Karen : od tego mnie masz. Hank na odchodnym pyta ją jeszcze o nazwę tego kwiatu, o którą zamęczał go ojciec. Karen odpowiada ("dżakaranda" - nie wiem, czy to po czesku, czy to nazwa rodzajowa, w każdym razie tak to brzmiało - przytaczam z kronikarskiej dokładności ;), a Moody kiwa poczciwie głowizną.
      I koniec :)]

      Uff, chyba najbardziej przegadany odcinek w historii :))
      • barbasia1 Re: Californication 1/8 spo 3 23.04.10, 12:10
        Wow!
        A mój Cali będzie dopiero wieczorem.
        Ogrom mych wyrzutów jest wprost proporcjonalny do długości Twego
        podzielonego na 3 części postu Cali 1/8. :/

        Zabieram się do czytania. :)
      • barbasia1 Re: Californication 1/8 spo 3 23.04.10, 12:58
        Tym razem przeszedłeś samego siebie!
        Aż trudo uwierzyć, że Ty czeską wersję oglądałeś! Szacun.

        Ten odcinek jest chyba najbardziej sentymentalny ze wszystkich,
        jakie widziałam.
        No i najsilniej zaakcentowane są tu wartości rodzinne!?,
        przez ojca Hanka osobliwie pojmowane, haha.

        "Hank : no wiesz, napisałem też kilka książek... (rzut oka na ojca,
        zawieszenie i : ... nie czytałeś ich, prawda ?
        Ojciec sie plącze : matka mi coś opowiadała, ja za dużo nigdy nie
        czytałem,
        chyba, że dawnych pisarzy, wtedy to było co poczytać..." (SIC!) :)

        Ten tekst ojca mi się podoba, widać po kim Hank odziedziczył
        poczucie humoru. :)
        • grek.grek Re: Californication 1/8 spo 3 23.04.10, 14:39
          Hehe, dzięki Ci :) no wiesz, robię, co w mojej mocy, a i tak zawsze mam 2-3 zagwozdki i nijak z nich wyjśc się nie da. Dzisiaj 9 odc, obowiązkowo oglądam i wrzucam w przyszły piątek :)

          Zdecydowanie, jest to taki odcinek, jak napisałaś, a jednocześnie - zgoła najbardziej poważny, pełne spięć i zarysów trudnych relacji personalnych; no i teraz wiadomo, kto kogo zdradził i jak to się stało, że Karen i Hank się rozeszli.

          Ojciec... to taki włoski typ, i z fizjonomii i z fantazji - uwodzić ile się da, bo życie jest krótkie, a z drugiej strony - warto jednak mieć rodzinę. Sam popełnił błędy i jakoś tam Hanka próbował uchronić - ucz się, chłopie, na moim przykładzie. A Hank... cóż, nie da się ukryć, że zdaje się ciązy mu podobieństwo do ojca, jeśli go krytykuje to także dlatego, że w nim widzi siebie i tego widoku nie może znieść. Już usłyszał kiedyś "lubisz kobiety, ale nie lubisz sam siebie" - może nie lubi(ł ?) w sobie odbicia własnego ojca ?
          Ojca Hanka zagrał ten jegomość :
          i.aeri.pl/p/13/13692/m.jpg
          Uroczą kobietę interesu Trixie - ta pani :
          www.diggstars.com/images/celebs/sc11/1894/medium_Judy_Greer.jpg
          Przy okazji, Dani, sekretarka Charliego (w filmie ma tatuże, pewnie przyklejane ;) :
          iconsoffright.com/news/rachelminer.jpg

          • barbasia1 Re: Californication 1/8 spo 3 23.04.10, 16:14
            grek.grek napisał:

            [...] a i tak zawsze mam 2-3 zagwozdki i nijak z nich wyjśc się nie
            da
            Na powórkę wersji polskiej trzeba zaczekać. :)

            Dzięki za zdjęcia, mam już zatem pełny obraz odcinka. :)


            A propos trudnych relacji rodzinnych, w moim odcinku pijana (sic! )
            Becca krzyczy do swoich rodziców i rodziców koleżanki Chelesea
            (czyli panstwa dziekanostwa): "Jesteśmy tacy, bo wy nas takimi
            stworzyliście!" :)

            • grek.grek Re: Californication 1/8 spo 3 24.04.10, 12:27
              "Pijana Becca" - no to się dzieje :))

              Ja też liczę na jeszcze jedną powtórkę. I prostuję : w retrospekcji, kiedy ojciec z hankiem są na planie tego filmu, ojciec mówi Hankowi : "mam do ciebie żal, spełniasz american dream, twoje nazwisko zostanie uwieczione dzięki temu filmowi...." - i nie dodałem, że dlatego stary ma żal bo - "...a ty kręcisz nosem i marudzisz"

              Wiem, ze to du,perelka, ale musiałem to napisać :))
              • barbasia1 Re: Californication 1/8 spo 3 24.04.10, 12:45
                grek.grek napisał:

                > Wiem, że to du,perelka, ale musiałem to napisać :))

                :)

                Jasne doskonale rozumiem, mam ta samo, zawszę chcę jak najlpeiej
                przekazać Tobie / Wam treść filmu.
                Dobrze, że dopisałeś, bo to trochę zmienia sens wypowiedzi ojca,
                precyzuje.
                Rzeczywiscie w tamtej wersji (a dobrze ją pamiętam), nie było do
                końca wiadomo, o co ojciec ma do niego żal.


                > "Pijana Becca" - no to się dzieje :))

                Nie tylko pijana, ale i haftująca Becca!
                na eleganckie spodnie samego dziekna, Hank się sprytnie odsunął...
                Ale o tem potem :)

                Właśnie spisuję spieszę się, jak mogę!
                /ale właściwie to teraz trochę idzie wolno, bo nie mogę nie
                zaglądać do forumowych wątków i nie czytać Twoich nowych postów!
                Uzależnienie to już, czy co? ;/
              • barbasia1 Cali seria 3 odcinek 6 cześć 1 :/ 24.04.10, 13:43
                Wersja z "koniczeniem" była mocno optmistyczna :/
                Pisanie jeszcze chwilkę potrwa ...

                Cali 3/6
                Poprzedni odcinek zakończył się namiętnym pocałunkiem Hanka i Karen,
                która niespodziewanie w odwiedziny do rodziny przyleciała.
                Cała rodzina Hank, Becca i Karen udaja się razem do pubu. Hank pyta
                Beccę o wrażenia z pobytu w u matki. Becca nie odpowiada, bo dzwoni
                Chelsea, chce odebrać komórkę, ale Hank każe jej odłożyć telefon, bo
                rozmowa rodzinna wazniejsza, Becca oznajmia , ze w takim razie musi
                natychmist pójść do łazienki, Karen wyrywa jej w tym momencie
                komórkę, więc ta idzie bez komórki za to z bardzo obrażoną miną.
                Kiedy wychodzi Karen i Hank rozmawiają o córce, Hank mówi, ze
                zrobiła się z niej wredna jędza. Karen na to, ze to wina Chelesea,
                że tylko na niej jej zależy. Hank jako niepoprawny optymista widzi
                jednak tę dobrą stronę przyjaźni z Chelsea. Lepsza przyjaciółka,
                niż chłopak. „Dobra przyjaciółka przynajmniej cię nie
                zapłodni” ... Przynajmniej nie bez sztucznego zapłodnienia. –
                powiada Hank :) Karen jednak się martwi mówi, że Becca powinna
                mieszkać z nią. Mówi „LA to jest toksyczne miejsce, to nie jest
                dobre miejsce by wychowywać, córkę” Na co Hank do Karen z udawanym
                oburzeniem, „to mój tekst, kradniesz moje teksty!” I wznosi toast -
                „za nasza piękną rodzinę, czarnego prezydenta (!)” oraz oraz za
                najcenniejszą, niewymowną cześć ciała Hanka. :)
                Stop.
                W domu u Hanka jesteśmy. Hank wychodzi z łazienki półnagi w ogromnym
                fioletowym turbanie z ręcznika. Napada na niego Becca , wrzeszczy,
                że nie chce wracać z matką do Njujorku, gdzie nia ma zadnych
                przyjaciól. Ma pretensje do Hanka, że o nią nie walczy. Hank mówi,
                ze tak było ustalone od początku. Becca odwraca się obrażona i
                idzie sobie. Pojawia się Karen każe „panu profesorowi ubrać się, bo
                zaraz spóźni się na zajęcia”. Karen jest bardzo podekscytowana, bo
                wybiera się z Hankiem na jego zajęcia na uniwerek. Hank na to, że
                uczniowe sami się uczą i rzuca się namiętnie na Karen, mówi, ze
                świeżutki, pachnący, (czyli gotowy jest do tego i owego). :) ale
                Karen nie ma ochoty na poranne figle, ale im bardziej się wykręca
                tym bardziej Hank nalega. W końcu Karen mówi, że niedawno spała z
                Billem, który Hankowi przesyła sedeczne podrowienia, mówi, ze była
                to Billowi winna. Hankowi na te słowa przechodzi wszelka ochota na
                seks.
                Stop.
                Na zajęciach Hank omawia ze studentami jedną z pierwszych
                prac „naprawdę znanego amerykańskiego pisarza” (oczywiście to
                opowiadanie Hanka). Prosi studentów by szczerze wypowiedzieli się
                na temat tekstu: „Nie wstydźcie się, wydrążcie mu kilka nowych
                odbytów” mówi zachęcajaco. :)). Ręke podnosi Karen . Mówi, ze
                opowiadanie o pięknej Ewie nie jest takie złe. Hank odbiera jej
                głos mówi, ze wolni słuchacze nie mogą zabierać głosu. Studentka
                Jackie chce by Karen się wypowiedziała. Ale Hank nie pozwala. Potem
                opinię swoją wygłasza asystentka Hanka Jill, ta jest bardziej
                krytyczna. Hank przeywa jej więc szybko, kończy zajęcia. Studenci
                wychodzą. Asystentka podaje prace z poezji Hankowi, uśmiecha się do
                Karen, do Hanka, czeka na jakiś gest Hanka, Hank udaje , że jej
                specjalnie nie dostrzega. Wiec ta wychodzi mówiąc – „w takim razie
                si ju nekst łik”.
                Karen podchodzi do Hanka i pyta „Adamie, z którą z nich sypiasz?”
                I mówi – „Stawiam, że propotypem Ewy jest ta młoda” i pokazuje na
                miejsce, w którym siedziała studentka Jackie.
                A Hank , że Ewa jest tylko jedna i znacząco patrzy na Karen. „Poza
                tym sypianie ze studentkami jest niezgodne z regulaminem” (mówi to,
                nieszczerze :) a Karen na to, udając zdziwienie, że kiedy była w
                koledżu sypiała ze swoim profesorem.Hank o tym wie i nie chce
                słuchać o wiećej o jej seksualnych przygodach (zadrosnik???). Karen
                jest zdziwiona, że Hank zachował to opowiadanie, które napisał,
                kiedy miał 23 lata. Mówi, że zachowuje wszytsko, zwłaszcza to, co
                jest o Karen! Wstaje, całują się namiętnie. W tym momencie wchodzi
                Felicja - pani dzieknowa, ta ładna szczupła brunetka, z krótkimi
                włosami (a wiec i trzecia kobieta Hanka z LA pojawia się). Panie się
                poznają . Hank o Karen – “To mamuśka mojego dzieciątka”. Felicja
                proponuje, ze odbierze Beccę i Chelsea ze szkoły. Na to Karen i
                Hank, że nie trzeba sami pojadą. Felicja wychodzi. A Karen krytykuje
                ją, obsmiewa zabawny, jaj zdaniem, akcent. Hank pyta Karen czy jest
                zazdrosna. A Karen, ze nie, bo przecież, dziekanowa nie jest w typie
                Hanka. –“ Hank? – pyta Karen – “Ona nie jest w twoim typie, prawda?”
                Hank jakoś tak niemrawo -”Nie.”
                Stop.


                Wersja bardzo pierwsza, za usterki przepraszam.
                :)
                • grek.grek Re: Cali seria 3 odcinek 6 cześć 1 :/ 24.04.10, 14:24
                  Przeczytałem - dzięki za barwny opis :) - i zamierzam przykuć się do budynku którejkolwiek stacji tiwi z tekturowym szyldem "dajcie mi Hanka albo śmierć. Albo jedno i drugie" :)) Nie znoszę oglądania w necie, a ta 3 seria wygląda na naprawdę interesującą. I apetyt sobie zaostrzam, z każdym Twoim postem relacjonującym.

                  "Wydrążcie mi kilka nowych odbytów" - co ja poradzę na to, że takie kawałki od razu mnie trafiają w punkt ? ;))

                  Patrz, i Bill zaczyna się coraz śmielej pojawiać. A Becca wyrasta ponad poziomy, generalnie : na niezłe ziółko, wiek dojrzewania, biały nos i takie tak farmazony się chyba szykują, nie ? :)

                  hehe, i Moody z własnym opowiadaniem, jako zadaniem dla studentów - tego się po nim zawsze można spodziewać :)

                  Jest dobrze, mam nadzieję na kolejne odcinki Twoim piórem streszczane :)
                  • barbasia1 Re: Cali seria 3 odcinek 6 cześć 1 :/ 24.04.10, 14:38
                    grek.grek napisał:
                    > "Wydrążcie mi kilka nowych odbytów" - co ja poradzę na to, że
                    takie kawałki od razu mnie trafiają w punkt ? ;))
                    haha :)
                    Dla porzadku tylko chciałam tylko dopowiedzieć. Hank
                    mówi "mu". "Wydrążcie mu kilka nowych odbytów".
                    Hank nie przyznaje się studentom, ani asystentce, że to jego
                    opowiadnie. Mówi tylko, że to opowiadanie znanego pisarza. Pyta
                    potem "czego mozecie się nauczyć z tego koszmarnego opowiadania?".
                    I dlatego Karen (kótra jako jedyna wie, kto jest autorem tego
                    opoiwadania) mówi, ze nie powiedziałaby,że jest ono "koszmarne" .



                    A w opowiadaniu występuje Adam i Ewa.

                    Zaraz będzie ciąg dalszy odcinka 6. :)

                    Dzięki Ci za dobre słowo! :)))))))

                  • barbasia1 Re: Cali seria 3 odcinek 6 cześć 2 24.04.10, 15:30
                    Marcy wraca wsciekła do domu, nie dość, ze przez 10 dni musi brać
                    antybiotyki przez Charliego, to jeszcze czyjaś Corvetta blokuje
                    podjazd przed ich domem. Charlie wyjasnia,z że to Corvetta samego
                    Ricka Springfielda, gwiazdy bardzo słynnej popowej kapeli z lat 80-
                    tych., któtry jest teraz klientem Charliego i na przesłuchanie do
                    roli w filmie razem się wybierają. Marcy jest w szoku i w
                    podekscytowaniu, że jej mieszkaniu przebywa ten Rick Springfield.
                    (to tak jakby Panasewicz, albo Janke Bo przyszedł do nas do domu,
                    prawda! ;) Ale oto Rick Springfield zjawia się osobiscie. Wysoki
                    szupły przystojniak po czterdzistce, z bujną czupryną, brunet,
                    gładko ogolony, wąskie spodnie, czarna koszulka. Marcy jest
                    przeszczęśliwa, prawi mu komplementy, nie może przestać gadać
                    Charlie jest trochę skwaszony, bierze ją pod ramię wyprowadza,
                    tłumacząc muszą załatwić jakieś ważne sprawy., ale ona się opiera,
                    wiąc Charlie grozi, że jak z nim nie pójdzie, to powie Rickowi, na
                    co są te pigułki, antybiotyki, które ona przez 10 dni ma zażywać
                    Stop.
                    Karen Hank, Becca i Chelsea jadą autem. Chelsea mówi, że lepiej
                    będzie jeśli Becca zostanie w LA, bo tu będzie miała szanse na
                    normale życie. Bo Karen w Nowym Jorku takie malutkie biedne,
                    mieszkanie ma Ona widziała wieksze pokoje alademickie. Hank podwozi
                    Chelsea pod jej dom. Wchodzą by przywitać się z dziekanowstwem,
                    którzy grają w tenisa. Oczywiście Hank musi wyskoczyć, jak zawsze ze
                    złosliwostką. Pyta głośno Chelsea „Czy istnieje jakiś sport, do
                    którego twój ociec nie ma odpowiedniego stroju?”. A potem pyta
                    dziekana, widząc jego dziką radość ze zdobytego punktu – „Co robisz,
                    gdy wygrasz cały mecz? Składasz cielaka w ofierze, hehe?” Dziekan
                    się krzywi. i zaprasza Karen na kolecję, ale tylko Keren , bez
                    złosliwego Hanka. Ale Karen i Hank się wymawiają, idą na kolację do
                    Charliego, Becca ma też iść z nimi, ale nie chce, postanawia zostać
                    u Chelsea, po małej kłótni rodzice się zgadzają by została u
                    dziekanostwa.
                    Stop.
                    Hank i Karen sa w domu Charliego i Marcy. Charliego jeszcze nie ma,
                    stoi gdzieś w korku, więc Marcy skarży się, że przez Charliego, a
                    własciwie przez chorobę weneryczną, kótrą ją zaraził zrobił jej się
                    na twarzy obrzywydliwy, odrażający wrzód. I demonstruje go
                    gościom. :) Mówi o Charliem „Ten człowiek dla mnie umarł”... Ale
                    właśnie wchodzą Charlie z Rickiem i z szefową Sue Collini. Są w
                    radosnych nastrojach, bo Rick dostał rolę. Charlie przedstwaia
                    Hankowi Ricka, Rickowi Hanka i Karen. Sue podchodzi do Karen i
                    mierzy ją zachwyconym wzrokiem i pyta „Kim jesteś piękna damo?”
                    Potem wszscy siadają do stołu. Gawędzą, Rickiem Springfiledem się
                    zachwycają. Charlie na temat młodzienczych erotycznych fanatazji na
                    temat gwiazd muzyki, aktorów, zagaja. Hank pyta go żartobliwie, czy
                    on te fantazje roił na temat DuranDuran, czy na temat Boy’a
                    Gerorge’a”? A Charlie patrząc z wyższością na żartownisia wymienia
                    nazwisko jakiejś Cheryl Tiegs?. Rick Spirengfield na to się
                    odzywa, skromni oznajmiae, że raz pewna dziewczyna doszła przy nim 7
                    razy. Marcy pyta „Czy 7 razy to przez całyczas trwania związku?”
                    Rick Spirengfield, kręci głową. Marcy upewnia się - ” 7 razy z
                    rzędu?” . Rick Spirengfield dumnie kiwa głową, usmiechąc się przy
                    tym znacząco. Marcy jest zachwycona Rickiem, a Charlie coraz
                    bardziej załamany. Idzie po deser. Opiera smętnie głowę na lodówce.
                    Przychodzi Hank i pyta dlaczego się chowa w lodówce, kiedy legenda
                    pop lat 80- tych kradnie mu dziewczynę, „Twoją dziewczynę”-
                    podkreśla. „Idż tam i spraw by była zadrosna”.Nagle dzwoni telafon
                    Hanka. Becca z Chelsea dobrały się do piwniczki u dziekana mówi do
                    Karen musimy lecieć po nią i wychodzą szybko..

                    Marcy pyta Ricka czy chce iść i do jej pokoju i posłuchać płyt.
                    Rick, ze owszem pod warunkiem, ze będą to jego płyty Więc idą nie
                    zważając na nikogo. Charlie jest wściekły i zaszokowany. Sue
                    Collini pyta ,co podaje na deser? I dodaje „Wiem, na co mam ochotę”.
                    Charlie na to „Na fikanie? Domyslam się” ”Ale mam ciezki okres mam
                    chorobę weneryczną”. Na to Sue „Załóż gumiaki i po sprawie”.
                    Charlie tylko przewaca oczam na to.
                    Stop.

                    U dziekana wszyscy pijani. Pijana Felicja z kieiszkiem w ręku
                    otwiera im drzwi, dziekan chce częstować alkoholem, którym się
                    raczą. Karen jest wściekła, woła Beccę. Wrzeszczy na dziekanostwo,
                    że są nieodpowiedzialni, że wszytsko to ich wina, wina ich córki. Na
                    to wchodzi podpita Becca, wyzywa wszytskich od „pieprzonych
                    hipokrytów”. Mówi –„ jesteśmy tacy, bo wy nas takimi stworzyliście”.
                    Hank się do niej zbliża , ona chce coś jeszcze powiedzieć, ale
                    zbiera jej się na wymioty, Hank robi unik, odsuwa się, a cała,
                    zawartość żołądka Becci laduje na eleganckich spodniach
                    dziekana . :)
                    Stop.
                    Charlie już doszczętnie załamany intensywnymi miłosnymi okrzykami
                    dolatującymi z pokoju Marcy. Ma autentyczne łzy w oczach. Rozmawia z
                    Sue, która siedzi w jego pokoju. Ta radzi mu by zignorował „te
                    dzieicęce fantazje”. Charlie pyta dramatycznie „ Jak ona ma teraz
                    tym konkurować?” (o te miłosne odgłosy mu chodzi). Mówi „Tylko raz
                    sprawiłem, że Marcy tak piszczała, kiedy wkładałem jej pierscionek
                    na rękę” (haha!) (od „Tiffany’ego” – dopowiada na pytanie Sue od
                    którego jubilera).Sue go pocieeszajaco, albo raczej mobilizująco
                    mówi ”Jesteś najżałośniejszym pierdołą jakiego widziałam”. Dla
                    ciebie szklanka jest zawsze do połowy pusta prawda? Charlie na to z
                    żałością - „W tym momencie moja żona jest do połowy wypełniona
                    Rickiem Springfieldem.” A Sue na to „Teraz wychodzę, ale zanim
                    wyjdę, dam Ci radę jak odzyskac żonę” i dodaje, że „seks powinien
                    być radoscią, czystą radoscią, jeśli zapomniałeś jak to jest ...” po
                    czym zaczyna głośno jęczęć, a nawet ryczeć swym potężnycm głosem,
                    jakby się z kimś kochała mocno namiętnie, głęboko. Jęczy niby z
                    rozkoszy, uderza rękami w szafkę, że niby z Charliem takie figle
                    wyczyniają. I naglę okazuje się,że w sasiednim pokoju odgłosy
                    miłosne ucichają. Charlie zamiera w zaskoczeniu ...
                    Stop.
                    • barbasia1 Re: Cali seria 3 odcinek 6 cześć ostatnia 24.04.10, 15:58
                      A u Hanka Becca leży cała zielona w łózku, ale już lepiej się
                      czuje, rodzice zatroskani wychodzą, by mogła spokojnie zasnąć.
                      Becca prosi Hanka by ten jeszcze z nią chwilę sam na sam został,
                      mówi mu, że matka to jej wróg, Hank na to, że nieprawda, że chce dla
                      niej jak najlepiej. Becca, na to, że jej nie rozumie, nigdy nie
                      zrozumie, że Chelsea to jedyna soba, która ją akceptuje taką, jaka
                      jest. (Becca ma jakiś kompleks na punkcie swojego wyglądu, niskiego
                      wzrostu, czuje się brzydka, zwłaszcza przy pięknej wysokiej
                      matce!??).
                      Mówi do Hanka – „Wiesz jakie to okropne, gdy nie masz nikogo i
                      niczego.”. Hank mówi - „Myslę, że wiem, kiedyś też tak było, dawno
                      temu. Teraz mam ciebie” . „Jednak ja nie mam nic” odpowiada na to
                      smutno Becca i się odwraca. A Hank wychodzi.
                      Stop.
                      Karen z żalem mówi do Hanka, ze z Beccą tworzą jedną drużynę. Hank
                      na to , że wszyscy razem z Karen są drużyną.. I
                      dodaje „Potrzebujemy twojej rady, potrzebujemy cię najdroższa
                      mamausiu. Naprawdę. Nawert jeśli czasem Cię nie doceniamy i
                      wściekamy się bez powodu, upijamy i gdy zachowujemy się , jakbyśmy
                      miały wszystko gdzieś”.
                      -Czyli oboje jesteście nastoletnimi dziewczynkami?”pyta ironicznie
                      Karen.
                      „Tak, właśnie tacy jesteśmy” – odpowiada stanowczo Hank uśmiechajśc
                      się.
                      „Lubię Ci takiego”. – mówi Karen uśmiechając się czule do Hanka.
                      Pokonanego? – pyta z kpiną Hank. – Karen kiwa głową na
                      potwierdzenie. „Jesteś wtedy miękki jak wosk” - dodaje. Na to Hank –
                      „Zrób zatem ze mną , co tylko chcesz.” Wszytsko? – dopytuje się
                      Karen. „Cokolwiek.” – mówi Hank Całuje się łapczywie..

                      Hank, pamiętasz, co dziś rano powiedziałam ci o Billu? – pyta
                      Karen. „Tak”- mruczy z niechęcią Hank. „Kłamałam” – radośnie
                      oznajmia Karem. –„Ty zdziro!”- krzyczy jeszcze radośniej Hank.
                      I całują się, całują, całują ...

                      Kooooooooooniec filmu.

                      :)))

                      Nastepny odcinek razem w innym trybie napiszę, obiecuję.
                      • grek.grek Re: Cali seria 3 odcinek 6 cześć ostatnia 25.04.10, 13:33
                        Nie zmieniaj żadnego trybu, cokolwiek to jest. Tak jak piszesz teraz - jest dobrze, a wręcz - najlepiej :) Składnie, przejrzyście i barwnie. Czyta się zawodowo. Niczego nie zmieniaj.

                        Co ja mam powiedzieć a'propos treści... chyba tylko... :))) - teksty są równie dobre, co w 1 serii ("składasz cielaka w ofierze ?", "w połowie wypełniona Springfieldem", hehehe) i autentycznie mi szkoda łysego, który w każdej serii dostaje po łbie, nie gorzej od Hanka, a w 3 wygląda na to, że wiedzie mu się najgorzej. Ale... pewnie i tak wyjdzie na remis, na końcu, nie ? :)
                        • barbasia1 Re: Cali seria 3 odcinek 6 cześć ostatnia 25.04.10, 14:09
                          grek.grek napisał:

                          > Nie zmieniaj żadnego trybu, cokolwiek to jest.
                          :)
                          Wiesz, miałam ma myśli porę i sposób pisania. Że jednak może lepiej
                          wieczorem na spokojnie, trochę wolniej, no i wszytsko na raz.
                          Tak zresztą robiłam wczesniej.

                          Dzięki Ci wielkie za to co napisałeś. Z Twoich ust to wielki
                          komplement. :)

                          A Twoje opisy i tak najlepsze, Master! :)


                          No tak w serii 3. losy Charliego są nie do pozazdroszenia, wszelkie
                          plagi spadają na niego :)
                          Tak sobie myślę, że Hanka jednak zawsze łagodniej traktowano.

                          >teksty są równie dobre, co w 1 serii

                          O tak.
                          Co zresztą mamy udokumentowane ! :)

                          "w połowie wypełniona Springfieldem", hehehe
                          :))))


                          Mam nadzieję, że TVN pokaże w najbliższym zomowym sezonie tę 3 serię.
                          • grek.grek Re: Cali seria 3 odcinek 6 cześć ostatnia 26.04.10, 14:30
                            Nie licytujmy się, każdy opis dobry jest, w dowolnym wykonaniu :)

                            Łysy we wszystkich seriach własciwie ma problemy - w pierwszej... jak wyżej (sutek urwany ;)), w drugiej agenturę stracił, żonę też, branża porno go wypluła, teraz znowu żona... Że on w ogóle jeszcze żyje, to jakiś zbieg okoliczności korzystny ;)

                            Ja też mam nadzieję, że 3 serię niebawem, Tara się kończy za 2 tygodnie, więc... może... hmmm ?
                            • barbasia1 Re: Cali seria 3 odcinek 6 cześć ostatnia 26.04.10, 15:30
                              grek.grek napisał:
                              No własnie -Tara, oglądałeś w ubiegły czartek 10 odcinek Tary?
                              Wiesz, trochę mnie zaczyna irytować (!??) rola Maxa (John Corbett,
                              dla przypomnienia) i powielanie ciągle tego samego schematu – Max
                              wyjaśniający Tarze, jak się zachowywało i co nabroiło dane wcielenie
                              (co zresztą wcześniej zostało pokazane).

                              Rozumiem, ze Max swoją normalnością, rozsądkiem, cierpliwoscią ma
                              kontrastować z calą zwariowaną familią, ale przydąłoby się ożywić
                              jakoś bardziej tę postać, pokazać od innej strony, wykorzystać ją
                              lepiej, co byłoby z korzyścią dla serialu, bo na razie postać Maxa
                              coraz bardziej papierowa się robi.

                              > Łysy we wszystkich seriach własciwie ma problemyw pierwszej... jak
                              wyżej (sutek urwany ;)),
                              :)))))
                              No właśnie. Urwany sutek to chyba gorsze, niż choroba weneryczna,
                              tak mi się przynajmniej wydaje.

                              >Tara się kończy za 2 tygodnie, więc... może... hmmm ?

                              Muszę Cię zmartwić, w środku sezonu raczej nie zaczną pokazywać
                              takiego hiciora. Impossible! Tak myślę.

                              > Nie licytujmy się, każdy opis dobry jest, w dowolnym wykonaniu :)
                              Nie licytujmy.
                              Ale ja ma trochę więcej racji. :)
                              I Pepsic na pewno by się ze mną zgodziła. :)
                              • grek.grek Re: Cali seria 3 odcinek 6 cześć ostatnia 30.04.10, 13:51
                                Cholewa, dopiero teraz spostrzegłem Twojego posta :)

                                Oglądałem i tydzień temu i wczoraj, oczywiście, i zdaje się, ze trochę przeciągnęli do tego ostatniego odcinka, żeby w nim wyjaśnić (o ile wyjaśnią w tej serii) przyczynę zaburzeń Tary. Zdecydowanie, i mąz i cała reszta w ciągu tych 2 odcinków w zasadzie "mieli za zadanie" troszkę watować, niemniej - uwiedzenie kolegi syna, potem jego podpałka garażu (czy czego tam), czy wczorajsze akcje - składa się to fajnie i sensownie, niemniej trochę tempo się obniżyło. Albo mi się wydaje tylko :)

                                Istotnie, masz rację - mąż ma pełnić rolę jakiegoś odgromnika, spoiwa, oazy spokoju i równowagi, ale przez to stał się postacią nijaką, bez własnego życia. Chyba tak zostanie, bo widocznie scenarzyści, albo i pomysłodawczyni Cody we własnej osobie, taki ideał męża i partnera sobie wykoncypowali/ła - bezbarwny, poczciwy i można na nim polegać :)

                                "Sutek urwany gorszy niż choroba weneryczna" - :)

                                No niestety, i mnie się wydaje, że chyba trzeba będzie poczekać do jesieni.

                                Hehe, żarty na bok :) Byle było co czytać :)

                                • barbasia1 Re: Cali seria 3 odcinek 6 cześć ostatnia 30.04.10, 17:18
                                  grek.grek napisał:

                                  > Cholewa, dopiero teraz spostrzegłem Twojego posta :)

                                  Co się odwlecze ... :)

                                  Wiesz, po wczorajszym odcinku wycofuję moje uwagi odnośnie postaci
                                  Maxa!!! :)Już mi się Max znowu bardzo podoba. :) Okazuje się, że
                                  jest w nim jakieś życie, że różne emocje się w nim kotłują, także
                                  te negatywne (co zrozumiałe w tak trudnej sytuacji) że potrafi być
                                  też zniechęcony, rozczarowany, potrafi zaprotestować, zdenerwować się
                                  (ale tylko na krótko, na szczęście! / no prawdziwy ideał!,
                                  bezbarwny? - ubarwimy sobie go w wyobraźni!/ :).

                                  :)

    • grek.grek Californication 1/9, sp 1 30.04.10, 10:46
      Do boju :)

      Moody wraca z NYC, z tego pogrzebu starego. Wita go Karen przed lotniskiem. Całują się, Hank łapie ją poniżej pleców, i szybko zostaje
      delikatnie, acz stanowczo odsunięty, Hank zartem : sądziłem, że mogę się trochę poocierać... no, ale widzę,że nie bardzo. Karen : wiesz,że nie przyjechałam po ciebie, Hank : ano tak, Bill... widziałem tego jopka w pierwszej klasie, o, idzie. Bill wynurza się pchając przed sobą wózek pełen walizek, Hank z ironią : obładowany jak wielbłąd. Karen : daj mu spokój, nie widziałam go miesiąc. Hank, zapalając papierosa : a w tym czasie... stałooo się, oj stałoooo... Karen zdecydowanie, z odpowiednią mimiką i wyciągniętym palcem : milcz na ten temat, ani pary z gęby... Podchodzi Bill, Karen rzuca mu sie na szyję, całują się itd. Hank z przekąsem : przede mną nie musicie się wstydzić, Bill, nie odrywając wzroku i reszty od Karen : przecież się nie wstydzimy, Hank : naprawdę, ja bym ją od razu złapał za tyłek, gdyby tylko należał do mnie, zwłaszcza po tak długiej rozłące... Bill, w tej samej pozie : sądzisz,że byłoby to fajne, gdyby ci jeszcze dotkliwej uświadamiał, co straciłeś ? Hank coś rzuca pod nosem, ale punkt dla Billa, odgryza się inaczej, patrząc na jego toboły : po co ci tyle par ciepłych kaleson, złapałeś wilka, czy co ? Karen rozanielona do Billa : to był długi lot... Hank z papierosem w twarzy : mogliśmy do spędzić dobrze się bawiąc... Bill : o, wybacz, Hank. Hank coś odpowiada krótko, czego nie umiem rozszyfrować :) Zamierza odejść, ale Bill zatrzymuje go : odwieziemy cię. Karen protestuje, Hank jest zdziwiony, Bill rzuca, patrząc na jego papierosa : to też cię zabije, Hank : o tak, to owszem, a potem dostaje Billa toboły do niesienia, co kwituje : o, będę niósł ! I staje w pół kroku jakby zdzwiony sobą... co ja robię ? :)

      Dom Charliego i Marcy. Charlie rano zalatany, rozmawia przez telefon założony na ucho (jak to się badziewie nazywa ? :), a potem informuje Marcy, że wieczorem ma kolację na 22, i mówi jej, żeby nie gotowała nic na wieczór. Marcy jakaś dziwnie spokojna, siedzi i czyta książkę, jakby w ogóle nie zainteresowana światem. Charlie : będę jadł jakiegoś tuńczyka ze smażonym czymśtam... wyobrażasz sobie ? Może przyniosę i dla ciebie, wrócę późno, więc może zjemy późną lekką kolację w łózku, oglądając Miami Vice; nagrałem, co ty na to ? Marcy : nie musisz, mam plany na wieczór. Charlie, zdziwiony lekkoo, Marcy : wybiorę się do klubu ksiązki, Charlie : no to raczej będziesz wcześniej z powrotem, Marcy : a coś ty taki podejrzliwy ? Marcy : przecież ty tam nie znosisz chodzić, Marcy : skoro już zdecydowałam, to zamierzam się tego trzymać, Charlie, minimalnie zmieszany : no dobrze, w takim razie do wieczora. I wychodzi.

      Bill i Karen, razem z Hankiem, przyjeżdzają do domu. Becca akurat ma próbę z tym swoim zespołem rockowym, Mia im kibicuje z basenu. Hank od razu zaczyna jakieś komiczne tancory; piosenka jest o "mamie i tacie", więc Hank usiłuje Karen wkręcić w jakieś wygibasy i nawet Billa. A potem Hank i Karen z dumą przytulają córkę i oczywiście są z niej dumni. Karen : zagracie to u nas na ślubie ! Bill od razu : nie dajmy się ponieśc emocjom. Hank mina z cyklu "to było do przewidzenia". Karen do Billa : że co ? Bill : gracie dobrze,ale...Hank, ironicznie : daj im trochę czasu, to zagrają jak Super(cośtam, nie zdołałem odcyfrować, na pewno chodzi o jakiś obciachowy zespół z przeszłości, który może kojarzyć się ze sztywniactwem Billa)... Karen do Billa : nie chcesz tej piosenki, czy nie chcesz, zeby w ogóle grali ? Hank... albo jak Abba... Karen : nie chcesz żeby grali ? Bill : nie o to chodzi... zamówiliśmy już kwartet smyczkowy... Karen : co takiego ? Hank, szyderczo : Danny Fogelberg... Mia do Becci, żeby nie musiała tego słuchać : słuchaj, może poczęstuj swój zespół czymś do picia ? Karen kontynuuje : nie lubisz muzyki, Bill ? Hank się wtrąca : jak się dalej tak będziecie kłócić, to wylądujecie u Ophry, na tej żółtej kanapie... trzymam za was kciuki, co też popiera odpowiednim gestem założonych na siebie dwóch palców.

      Karen odwozi Hanka do jego mieszkania. Hank : wpadniesz na górę ? Karen : po cóż ? Hank, w swoim stylu : ja wiem..? Na trochę seksu, czy coś w tym guście ? Karen ściszając głos i dobitnie : zapomninasz się... Hank odpina pasy : no dobra, to zrobimy to tutaj, jakoś damy rade, i pcha się do całowania, Karen go mityguje : nie ma mowy, tamto było i się skończyło, ty straciłeś kontrolę, ja też, zachowujmy się jak na ludzi, co się rozstali przystało; o tamtym zapomnij, tak jak ja zapomniałam. Hank : taki orgazm mam zapomnieć ? bardzo się tam na dole ożywiłem... Karen szuka jakiejś riposty, ale Hank nagle wtrąca : ... napisałem coś. I wyjmuje z torby rękopis : to nie ten durny blog, napisałem to w Nowym Jorku będąc. Karen : świetnie, brawo... ale mówi to bez entuzjazmu wielkiego, Hank : wersja robocza, ale grunt, że jest. Karen : brawo, super. Hank : wydusiłaś to ze mnie i tylko tyle ? Karen : ja już nie jestem twoją muzą, czy czym tam, mam swoje życie, ty masz swoje i musisz iść dalej sam... Hank : słyszę co mówisz, ale co jeśli ja tak nie chcę ? Karen, próbując go zbyć : wiem, że to jest dobre, jestem przekonana o tym... Hank : ale ja nie wiem, i nie dowiem się, dopóki ty mi tego nie powiesz, nie weźmiesz, nie przeczytasz i nie wydasz opinii - tak jak kiedyś, tak jak zawsze to robiliśmy : ja ci dawałem, a ty recenzowałaś; nie rozpoznam barachała od arcydzieła, dopóki ty mi tego nie powiesz. Karen, prosząco : nie rób mi tego, proszę ! Hank jakby nie słyszał, zostawia jej rękopis i wysiada ze słowami : uważaj, mój los jest w twoich rękach, Karen : to tylko słowa, to tylko słowa ! weź to... ale Hank już jest na zewnątrz i jeszcze tylko prosi ją, zeby Becca była gotowa, bo po nią przyjedzie. Odchodzi, a Karen zostaje z rękopisem w aucie i rzuca tylko ciche : ku,rwa... ;)

      Hank w domu przegląda pocztę, rozrywa jedną z kopert i ma bardzo ukontentowaną minę.
      Pstryk i biuro Charliego, który radośnie krzyczy "powiedz to, powiedz to !!", i rzuca w Hanka leżącego na kanapie jakimś czymś, Hank : dobry z ciebie agent, przyznaję. Charlie : jakby nie zapisy w kontrakcie, które zrobiłem, to byś teraz nie przytulał tego grubego rulona z forsą! (ewidentnie w kopercie musiała być informacja o sporym przelewie finansowym na konto Hanka), Hank : krawawa kasa. Charlie : a własnie, dzięki amerykańskim kinomanom zbierasz owoce inwestycji, ciesz się tą premią (kasa pewnie jest procentem od dodatkowych wpływów z ekranizacji hankowej powieści) Charlie : kup sobie auto, albo coś. Hank : nie chcę, to które mam - ma charakter, Charlie : ta, jesli znaczy to, ze jest poplamione różnymi kobiecymi rozmaitościami... Hank rozmarzony : o tak, dzięki temu kocham je jeszcze bardziej. Charlie radzi mu inwstycję w jakieś "bloczki z przedpłatą", cholera wie o co chodzi ;) Ale Hank na to wyjmuje pudełeczko i uroczyście oznajmia : kupiłem coś, co nazwać by można - przedmiotem zasadniczego wyznania. Charlie : kurna, mam najgorsze obawy... Hank otwiera, w środku jest oczywiście pierścionek, Hank modulując głos i kłapiąc pudełkiem jakby mówiło : a co to jest ? Charlie : cholera, wygląda jak pierścionek zaręczynowy dla kobiety, która za chwilę wyjdzie za mąz za innego, Hank, nadal modulując i kłapiąc : tak własnie, głuptasku. Charlie : po co to komplikujesz ? Hank, już normalnie : co takiego ? należymy do siebie, ona coś do mnie czuje, mam widoki, wyczuwam zmianę i coś napisałem. Charlie, jakby się przesłyszał :... co ?! Co ??? co takiego ?! ty coś napisałeś ? Hank patrzy na niego z uśmieszkiem. Charlie zaaferowany : teraz ci nie odpuszczę dopóki nie pojawi się w moich rękach ten rękopis, ja go nie przeczytam, a kiedy już przeczytam to będzie świetne, sprzedam to, zgarniemy grubą kasę i będziemy żyli długo i szczęśliwie. Co to jest - scenariusz, powieść ? Hank spokojnie : mam dośc scenariuszy, to nowela. Charlie półhisteryczny śmiech.
    • grek.grek Californication 1/9 sp 2 30.04.10, 11:30
      Hank : tak właśnie, nowela, współczesna wersja "Lolity" - starszy facet [przypadkiem śpi z nastolatką, co przewraca całe jego zycie i tak dalej. Charlie, ciesząc się : już mi się podoba. Chce od razu czytać, ale Hank go hamuje : dałem na razie Karen do przeczytania, jak zawsze. Mam tylko jeden egzemplarz, jak zwykle, i jak na debila przystało. Charlie, nie zrażając się : no nic, niech będzie, to świetna informacja. Hank : no nie wiem, Karen będzie bardzo krytyczna. Charlie na to : ale jak ja dostanę to w swoje łapy, to zobaczysz ile z tego wykrzeszę, nikt nawet nie odróżni czy to g,wno czy ...(tu wymienia jakiś tytuł powieści, czy nazwę). Hank wychodząc : a to jakaś róznica ? Charlie od razu zaczyna dzwonić cały w skowronkach.

      Moody wychodzi na ulicę, patrzy - na jego zakurzonym dramatycznie aucie ktoś napisał palcem "wash me". Będzie mył ? A po co, po drugiej stronie ulicy jest salon Porsche i już za chwilę Hank ogląda, przygląda się, wącha nowe auta. Podchodzi arakcyjna sprzedawczyni : w czymś pomóc ? Hank opędzając się : zawołam, jakby co, a kyż ! Ona za nim : kim pan jest ? Moody : pisarz; nowele, powieści, czasami haiku. Babka : aha... i w tył zwrot... Teraz Moody za nią, a ona ucieka : chwileczkę, sądzi pani, że pisarza nie stać na taki samochód ? Ona : nie powiedziałam tego. Hank w kobiecym stylu : męzczyzni takie rzeczy wyczuwają. I wybiera sobie auto.

      Wyjeżdzają na próbną jazdę. On i sprzedawczyni. Ona : jak się panu podoba ? Moody : bardzo, jest taki... czysty. Ona : to jeden z najlepszych samochodów na świecie, a pan mówi tylko "czysty" ? Hank : nie znam sie na autach, grunt, żeby mnie zawiozło tam, gdzie chcę, a to jakby jeździło 10/h, to może nawet bym sie w nim zakochał. Babka się śmieje. Stają na światłach. Jakiś starszawy grubas w aucie obok ochrzania jadąca z nim młodą blondynkę. Hank : hej, człowieku, popatrz na siebie, i popatrz na nią, ty już jesteś prawie skończony, a ona jest idealna, piękna, wszystko przed nią... rozumiesz ? Facet się zapowietrza, blodynka ma uśmiech jakby chciała Hankowi przychylić nieba, a sprzedawczyni jak się kończy śmiać kładzie Hankowi rękę między udem, a pachwiną i pyta : co mam zrobić, zeby pan kupił ten samochód ? Hank : to musiałaby być jakaś specjalna oferta. I konsumują się w tym aucie, w jakimś zaułku :) Kupione, sprzedane.

      Nowym autem Hank przyjeżdza po Beccę. Otwiera Karen, jakaś zabiegana, z papierami w garści. zauważa nowe auto Hanka, ale Hank zdecydowanie na czym innym koncentruje uwagę, widząc teczkę, skoroszyt jakiś w jej rękach, pyta podskakując z niecierpliwości : czyzby ? co tam masz ? czyżby gorzka krytyka, której owoce są słodkie ? Mam się odwrócić na moment, żebyś mnie mogła zaskoczyć ? Karen przepraszająco : nie czytałam jeszcze... Hank, już spokojnie : no nic, trudno... Karen : przepraszam... Hank : nie przepraszaj... ale... mogłabyś być bardziej zaciekawiona. Karen : jestem ciekawa, tylko... Hank : powściągliwa ? Karen : raczej zajęta. Hank : Billy boy wrócił, a ty straciłaś na wszystko ochotę... i po chwili : mam pomysł, zabiorę Beccę, a ty możęsz w tym czasie czytać. Becca przychodzi, zauważa nowe auto ojca : tamto było lepsze, miało charakter, Hank stwierdzająco : tak. Becca :... i dziwnie śmierdziało. Hank stwierdzająco o dwa bemole niżej : tak.
      I Hank do Karen : mu jedziemy, a ty zaparz swoją słynną herbatkę, rozsiądź sie w swoim postmodernistycznym krześle i delektuj się swoim ulubionym autorem... Karen : Virginią Woolf ? Charlesem Bukowskim ? Hank na odchodne : to hochsztaplerzy ...

      Hank zabiera Beccę do sklepu muzycznego. Wszędzie gitary - od podłogi do sufitu i na ścianach. becca ogląda, Hank imitując granie na jednej z nich : ja bym kupił uniwersalną, taką ponadczasową, taką na którą mógł kiedyś narzygać Cliff Richards, albo taką która Bon Joviemu zrobiłaby... (i tu niestety padają 3 czy 4 słowa, których za chińskiego boga nie umiem przetłumaczyc, choćby w przybliżeniu). W drugim rogu sklepu facet z długimi włosami, w bandanie i z córeczkę chce sprzedać właścicielowi swoją własną gitarę, ale jakoś nie dochodzi do skutku transakcja, bo nie ma współsprzedawcy, którego ten z gitarą zna i który by ją od niego za dobry pieniądz kupił. Becca przygląda się im, Hank podąża za jej wzrokiem. Becca : tato... Hank, prostując się : potomku... Becca : to była gitara ponadczasowa. Hank : no tak, ale... nie wypada włazić z butami w czyjeś sprawy. Becca :... powiedział najbardziej wścibski człowiek, jakiego znam.
      Wychodzą więc na ulicę i idą za tym z gitara. Hankgo zatrzymuje i mówi ze chciałby ją od niego kupić. Facet : to żart ? Hank nie, ile chcesz ? Gośc się zastanawia : na e-bay dostałbym 10 tys ale mogę puścić taniej... Hank : 13 ? Gość : jaja sobie robisz ? Hank : w życiu. Przelicza na boku kasę : ciut brakuje, daj mi adres, to wyślę czek. Facet bierze kopertę, przelicza z niedowierzaniem, raz jeszcze lustruje Hanka i Beccę wzrokiem i daje im gitarę, rzucając do Beccy : niech ci służy. A ona jest uszczęsliwona. Hank daje jej gitarę : milady, pani siekiera.

      Karen czyta w domu Bukowskiego :) Bill przysiada się z lampką wina. Karen : wiesz, dotknęło mnie, że nie chciałeś żeby Becca grała na slubie.
      Bill z klasycznym poczciwym wyrazem twarzy : przepraszam, ale nie chcę robić z tej uroczystości cyrku. Karen : a ja bym nie chciała, żeby to było sztywniackie, duszne, chcę żeby było luźno, zabawnie, z rozmachem, żebyśmy to pamiętali przez lata. Bill pojednawczo : no może, jakby Rebecca nauczyła się i zagrała jakiegoś Van Morrisona, nic mnie tak nie rozczula jak Brown Girl... (cośtam). Karen uśmiech itd : no to jakiś kompromis. Bill wstaje na chwilę ma dla niej jakiś prezent. Mija Mię : cześć, Bill. Bill : proszę - "tato", albo "tatusiu". Mia widzi rękopis Hanka leżący na stoliku, Karen mówi, ze to nowa powieść Hanka. Mia jest zaaferowana, chce pożyczyć, ale Karen delikatnie się nie zgadza. Bill wraca z prezentem, jest to zdjęcie nowojorskiego dworca wykonane z okna pokoju w akademiku, w którym mieszkała kiedyś Karen. Karen jest przeszczęśliwa i wzruszona, Bill poczciwie uśmiechnięty, Karen mu dziękuje, całują się, a Mia zabiera cichaczem rękopis Moody'ego.

      Charlie wraca do domu pełen radochy. Marcy, weź tu swój tyłeczek, mam szamapana, świętujemy ! Marcy schodzi : co to, nie byłeś na kolacji. Charlie beztrosko : olałem t, chciałem ciebie zobaczyć ? Marcy z autentycznym zdziwieniem : a to dlaczego ? Charlie : a musze mieć powód, żeby zatęsknić ? Marcy : co mamy świętować ? Charlie : Hank coś napisał ! Marcy logicznie : bo to pisarz, i to dobry. Charlie : nieee, to coś nowego, przyszedł dziś do mnie z pierścionkiem zaręczynowym dla Karen. Marcy : głupota jakaś ! Charlie kontynuując : nagle mi się przejaśniło, wstąpiła we mnie nadzieja, jeszcze przed tą brodawką, wiesz... czułem to, ale teraz zrozumiałem ostatecznie - byłem w głębokiej depresji, i jesli Hank ze swojej wyszedł, to ja też mogę ! I smutno mi, że doszlimyśmy do takiego momentu w naszym życiu, ze myśleliśmy iż trójkąt coś zmieni i da nam szczęscie. I wiesz co - chcę wrócić do tego, co było wcześniej. Marcy : tyle,że to niemożliwe. Charlie zbity z tropu : jak to ? Marcy : rano po trojkącie obudziałam się i wiesz co ? pierwsze czego chciałam, to... zawołać Dani. Nie wiem, mozę zrobiła się ze mną jakaś les, ale ta mała, słodka dzikuska to właśnie to, czego chcę. I w tym momencie z góry schodami schodzi, w bieliźnie Dani i obie drwią z Charliego, a Dani ironicznie powiada, ze Charlie ma fajne filmy w domu i dodaje, że w ogóle ma zamiar nie być jego sekretarką, a zostać... agentką. Charlie patrzy w szoku : co to ma być, ku..?
      Marcy z lampką szmapana podchodzi do Dani i wywala Charliemu : wszystko o tobie wiem, o twoim lekkim sado-maso, o twoim bondage, nie jestem idiotką, tylko... jesten smutna, i seksualnie rozbudzona, i mam zamiar robić to, czego my nigdy nie zrobiliśmy. Bierze Dani za ręk, prowadzi ją na górę, drugą ręką macha lampką szampana nad głową i wykrzykuje "Carpie diem dopóki zyjem, panie maczo !
    • grek.grek Californication 1/9 sp 3 30.04.10, 11:48
      tymczasem Hank odwozi Beccę do domu, jest już wieczór. Karen siedzi na patio przy stole, coś tam czyta. becca jest szczęsliwa z powodu gitary : mamo, to gitara ponadczasowa, narzygał na nią Cliff Richards ! Hank : w każdym razie, na pewno by to zrobił. I do Beccy : graj jak najgłośniej na uszach Billa i sąsiadów. Becca idzie się cieszyć swoją nową zdobycza, aHank widząc, ze Karen coś czyta i że to jest jego rękopis (Karen nie zaczęła czytać, patrzyła w pierwszą stronę - imo, boi się, wie, ze to o nich i wie, ze gdyby przeczytała i dowiedziała się z tej powieści co Hank do niej czuje, gdyby to przeczytała czarno na białym znów mmusiałaby rewidować swoje uporządkowane życie, wchodzić do tej samej rzeki, boi się, wg mnie - własnej reakcji na tę powieść), zasiada zamaszysście. Wyjmuje papierosy : muszę się przygotować. Karen podbiera mu jednego : ja tez. Zapalają. Hank : no to ciach, jak za starych czasów. Karen : nie mogę... Hank energicznie : nie oszczędzaj mnie, brutalna prawda... i widząc, ze ona coś się nie kwapi : twoja miłość rozbiera mnie na kawałki, i jak już to masz, to cię przestało bawić ?... patrzy na nią, a ona jakby się chciała schować, nie patrzy na niego... Hank :... nie czytałaś... i stwierdzająco odchylając się w dół, z rozczarowaniem na twarzy : nie czytałaś. Cholera.
      Karen : nie mogę tego czytać. Hank z maks nciskiem : dlaczego ? Karen max tłumionych emocji w głosie i na twarzy: bo nie mogę wrócić, bo ta częśc mojego życia się skończyła. Hank : wiele miałbym teraz do powiedzenia, ale na plan pierwszy wysuwa się... Karen, spalismy ze sobą ! Karen syczy : ciii ! (bill jest w kuchni, widać go przez okno, coś tam grzebie, dyskretnie zerka na nich) Więc mówią głośnym szeptem, Hank : to, zę będziesz mnie od siebie odstawiać nic we mnie nie zmieni.
      Karen : to był jeden raz... Hank : powiedziałbym, ze trzy razy... dwa... półtora (Karen próbuje mu wejść w słowo, uciszyć).Cisza. Karen : dumna jestem z tgo,że napisałes coś znowu, otworzyłeś nowy etap w swoim życiu, ale dalej sam to musisz ciągnąć. hank : a jesli nie chcę ? jesli chcę wrócić i spróbować od początku, dalej ? Odwrócić przeszłość ? Karen słucha, widać jakiś żal i emocji wiele. Hank : nie zrobiłbym tych samych błędów, teraz dałbym z siebie wszystko. Karen, łamiącym się nieco głosem : kocham Billa i go poślubię, uszanuj to. Wstaje i wychodzi. Hank zostaje i widzi przez okno jak Karen przytula się do Billa. Pali papierosa, strzepuje popiół na rękopis i mówi do siebie : jestem idiotą...

      TEraz wchodzi muzyczka, Foo Fighters "Pretenders" - wieczór/noc, Hank jedzie autem - zatrzymuje go na pustej ulicy dziewczyna prosząc o wskazanie drogi. Z drugiej mańki wypada jej kompan, wytatuowany Latynos z pistoletem, terroryzują Hanka, wyrzucają go z samochodu. Hank prosi, zeby pozwolili mu tylko wziąć rękopis, ale oni nie zważając na nic z piskiem opon odjeżdzają w nieznane. Hank patrzy za nimi, ze stoickim spokojem wyjmuje papierosa, zapala i odchodzi pusta, wieczorną ulicą... ;)

      W domu Billa Mia kładzie się do łózka. Z torby wyjmuje... powieść Hanka. Zrobiła sobie kopię i teraz to ona jest posiadaczką jedynego egzemplarza.

      Rękopisy może i nie płoną, ale potrafią zmieniać właścicieli ;)

      Kaniec :)
      • barbasia1 Re: Californication 1/9 sp 3 30.04.10, 14:21
        Dzięki!
        Piękne! Świetnie się czytało. :)))

        Podobało mi sie wszytsko, a najbardziej scena powitania Billa na
        lotnisku i złośliwostki Hanka - teksty
        o "kalesonach", "wilku" :) /brawa dla tłumacza!/ i Bill, który coś
        tam Hankowi odpowiada "nie odrywając wzroku i reszty od Karen" :))

        Oraz teksty Charliego : "nagle mi się przejaśniło, wstąpiła we mnie
        nadzieja, jeszcze przed tą brodawką" /świetne! :)/

        Marcy: "Carpie diem dopóki zyjem, panie maczo ! /brawa dla tłumacza
        po raz kolejny!/

        I jeszcze ten dialog Kareni Hanka - "I Hank do Karen : [...]
        delektuj się swoim ulubionym autorem... Karen : Virginią Woolf ?
        Charlesem Bukowskim ? Hank na odchodne : to hochsztaplerzy ... "

        "Hochsztaplerzy"!? Megaloman z tego Hanka!? ;)


        PS Przeczytałam raz jeszcze odcinek przeze mnie spisany, pośród
        różnych usterek dostrzegłam nadamiar powtórzeń czasownika "mówi".
        Ech. Poprawić się nie, trudno. Wypada tylko obiecać poprawę.

        :)

        Następny
        • grek.grek Re: Californication 1/9 sp 3 30.04.10, 15:02
          Skoro tak, to misja moja została spełniona :); a za tydzień - 10 odc.

          Heh, tekstów jest sporo, nie da się ukryć.

          O Bukowskim pisałaś już w kontekście Kalifornii i zdaje się sami twórcy postanowili puścić oko w stronę widowni wplatając jego nazwisko w całą akcję, a potem wręcz ostentacyjnie pokazując Karen czytającą jego powieść. Z tego, co zachęcony Twoimi postami znalazłem, faceta określa się jako "życiopisarza" - i to pasuje jak ulał do Moody'ego, który trzaska swoje powieści, z tego co można wywnioskować, na podstawie własnych doświadczeń, pisze o sobie i swoim otoczeniu.No i plus charakter i styl bycia, który, jak pisałaś, łączy obie postaci ze sobą.

          Eee tam, ja żadnych "usterek" nie dostrzegłem i nie za bardzo wiem, co miałabyś "poprawiać", skoro wszystko było i jest w najlepszym ładzie i porządku.



          • barbasia1 Re: Californication 1/9 sp 3 30.04.10, 15:19
            Miałam to napisać, bardzo dobry odcinek, z wieloma zabawnymi
            teksatmi. :)

            Tak, to wyraźna aluzja do postaci, która zainspirowała twórców Cali.

            A ja zaczęłam kiedyś czytać "Hollywood" Bukowskiego /jest na
            chomiku/.
            Dobrze się czyta, rzeczywiscie momentami miałam Hanka i klimaty
            Califorication przed oczami.
            Jakąś biografię Bukowskiego trzeba by dorwać.
            :)

            Jaka szkoda, że czeka na już tylko jeden odcinek! (A myślalam , że
            jest 12 odcinków!??? Z Tarą mi się pomyliło chyba).


            > Eee tam, ja żadnych "usterek" nie dostrzegłem
            Bardzo, bardzo miło z Twojej strony, Greku ...! :)

            No wiesz, brakuje np. przecinków, te powtórki, czasami zdarza się
            koślawe zdanie, coś tam innego mogło byc lepiej opisane itd. :)
            Poprawię się następnym razem, przynajmniej odrobinkę. :)
            • grek.grek Re: Californication 1/9 sp 3 30.04.10, 15:43
              Hah, taka jest ta 1 seria... taka jest ona :)
              Duch Bukowskiego się unosi :))

              Jest 12 odcinków w tej 1 serii Kalifornii. Dwanaście. Więc, jeszcze 3 zostały.

              Ha, jesli uważasz, że coś jest do poprawy - poprawiaj dzielnie :) (ja tam nic nie dostrzegam nadal)
    • grek.grek Californication 1/10 spo 1 07.05.10, 10:46
      No to jedziem.

      Moody się budzi. Cud. Łyk piwka na dzień dobry. Z oddali dobiega jakiś hałas. To Charlie, który po kłopotach domowych, zamieszkał chwilowo u Hanka. Boksuje w worek treningowy. Hank idzie do niego drapiąc się pod gaciami z tyłu : hej, co ty robisz, wołku zbożowy ? Charlie, w czarnych okularach, radosny jak rydz o poranku : witam cię, cóż za piękny dzień ! Hank apatycznie : tak, kolejny dzień w piekle... co ty czynisz ? Charlie : jeśli mam wrócić do świata i wyrywać znowu towary, to muszę zadbać o formę tip top. Hank : jako weteran na tym froncie muszę ci powiedzieć,że to tyle samo warte, co całus od Michaela B. (o Micheaela Boltona chodzi ? nie mam pojęcia) Charlie zjadliwie : o co chodzi, jesteś ponad tym wszystkim ? Hank : no nie, chcę ci tylko powiedzieć, że nowe przygody mogą wyglądać jak obietnica czegoś lepszego w twoim zyciu, ale... to nie miłość. Ch : pięknie, to ja się wreszcie pozbyłem kuli u nogi, a ty idziesz do klasztoru... H : a co z Marcy ? Będziesz tęsknić, już ci jej brakuje tej małej podnietki, ona pasuje do ciebie. Hank : ta podnietka mnie wystawiła do wiatru z moją własną sekretarką, Hank :... z którą ty się sam wcześniej puściłeś. To ty spie,przyłeś sprawę. Charlie,zirytowany : ja ?! A tobie kto wszystko spie,przył ? Też ja ? Hank,z olimpijskim spokojem : nie, to jasne, alwe sobie spie,przyłeś bardziej.Charlie : ogłupianie ludzi... nic to, chrzańmy te głupie baby Jakie masz plany na dzisiaj ? Hank : a nie wiem... może łyknę suchego tosta z połówką grejpfruta, odpalę kompa, nastukam z 10 stron, może pójdę pobiegać. może zrobię sobie dobrze i wrócę do łózka. Obudź mnie, jak wrócisz. Hank wstaje idzie do sypialni, Charlie rzuca za nim rękawicą : sądziłem, że poćwiczymy razem ( i napina się w idiotycznej pozie, dobrze, że ma tiszert na sobie) Hank : nie namówisz mnie... debilu, zrób to, co powinieneś, zadzwoń do zony, proś, żądaj, błagaj ją, padnij na kolana, dlatego ze najlepsze towary świata nie są warte jednej porządnej kobiety. Charlie, podskakuje i pomrukuje "czołowe towary !", Hank krzywi się boleśnie na jego widok : dobra, pójdę z tobą do tego klubu fitness, ale w nic się nie dam wkręcić, a cwiczyć będziesz sobie sam.

      Biuro Charliego.
      Charlie zbiera się do wyjścia, przychodzi jego sekretarka, Dani, co żonę mu uwiodła ;) : masz spotkanie z córką tego swojego przyjaciela, co chce być pisarką. Charlie, opryskliwie : nie teraz, wychodzę, weź to przełóż. Dani, jakby nigdy nic : masz chwilkę, szefie ? Charlie, z udawanym zdziwieniem i szyderstwem : szefie, tak ? O ! Podobno mówiłaś, ze odchodzisz. Dani : o to właśnie chodzi... to dziwne. Ch : taaak ? A wczesniej takie nie było ? Dani : ty nic nie zrobiłeś niefajnego, to moja wina, ja parłam do celu, do tego, co chciałam, ja to zaczęłam... Charlie : o, masz rację - tak, to ty. Dani : dopiero potem człowiek zaczyna myśleć i musi coś wybrać (minę ma przenikliwą), Charlie, już zakładając marynarkę : ty coś wybrałaś ?, Dani : chcę tu zostac, chcę się od ciebie uczyć, chcę być agentką. Charlie : taaaak...jaasne, najpierw niszczysz mi małżeństwo, a potem chcesz żebym ci pomógł robić karierę, a g,wno ! idź w cholerę ! Dani, z opanowaniem : no to będę musiała z kimś porozmawiać, zacznę od działu personalnego, opowiem im, co wycierpiałam na twoim stole, chętnie mi pomogą.. te seksualne poniżenia, pełzanie po ziemi, klapsy... Charlie, już widząc, ze nie ma szans, nie spuszczając z niej wzroku, trafiony w punkt : wiesz co ? Wydaje mi się,że możesz być znakomitą agentką... Dani : od czego mam zacząć ? Ch : zacznij od tego stosu papierów (pewnie nadesłanych powieści, nowel itd) , może znajdzie sie coś dla ciebie, co dasz radę sprzedać - i wychodząc daje jej klapsa.

      Fitness club.
      Hank leży obok ringu, z butelczyną piwka i papierosem. Na ringu Charlie boksuje z jakąś seksowną dziewczyną. Seksowna do Hanka : tu się nie pali. Hank, apatyczny i zblazowany, jak rankiem : pobijesz mnie za to ? Seksowna : Hank, prawda ? Hank zdziwony : znamy się ? Charlie się wtrąca : spróbuj trochę (poboksować), to dobre jest. Hank : obejdzie się. Ona : ciotka... Hank : co ? Ona : ciotka z ciebie. Charlie ma uciechę, w stylu "o stary, ale ci dziewczyna dogadała"; Ona : boisz się, że dziewczyna ci przywali ? Hank : biję się z tą myślą (tutaj ironiczno-rozczarowany rzut oka na Charliego). Ch do dziewczyny : co robisz później ? moze spotkasz się z dwoma facetami, którzy się toba z troską zajmą ? Hank do łysego, od razu : mów za siebie. Ona : to zalezy. Hank : od czego ? Ona do łysego, ale patrząc na Hanka : od tego, czy twój kompan wejdzie ze mną do ringu. Hank strzela minę myślicielo-cierpiętnika za miliony, Charlie radośnie podryguje, bijąc rękawicą o rękawicę, w pełnym zaufaniu, że go najlepszy kumpel nie zawiedzie.

      Biuro Charliego. Dani przegląda te teczki, co łysy kazał. Przychodzi Mia : ja do Charliego. Dani : niestety, zaszła pomyłka, termin został przesunięty, dzwoniłam na komórkę do pani. MIa : nie mogłam odebrać. Pech. Dani : szef przyjmie panią w najbliższym możliwym terminie. MIa do wyjścia, a Dani za nią : moze ja pomogę ? MIa mierząc ją wzrokiem : jest pani agentką ? Dani : będę niebawem. Mia : napisałam powieść (jest to oczywiście powieść Hanka, którą skopiowała, a której oryginał został skradziony Moody'emu), chciałam żeby Charlie ją przeczytał i coś z tym zrobił, żebym wiedziała, czy jestem na własciwej drodze. Dani : ile masz lat ? MIa : 16. Dani : I już napisałaś powieśc ? To super ! O czym ? Mia : 16-latka idzie do łózka ze starszym facetem i budzi się duchowo i seksualnie. Kombinacja Lolity z seksem, boksem... Dani : Jaki tytuł ? Mia :... "seks i Boks" Dani : mogłabym przeczytać ? MIa zostawia jej po krótkim wahaniu rękopis. Dani obiecuje, ze da znać zaraz po skończeniu. MIa : czytaj szybko, drugiej okazji nie będzie (tutaj Dani mierzy ją spojrzeniem pod tytułem "ostra z ciebie sztuka, podobasz mi się"), czekam na maila. I wychodzi.

      Fitness club. Hank ubrany w za duże rękawice staje do walki przeciw seksownej dziewczynie. W dzinsach i nałozonym na nie ochraniaczu poniżej pasa. Podchodzi do niej : nie mogę sobie ciebie przypomnieć, zapomniałem... I od razu dostaje blachę w czoło. Dziewczyna spycha go od razu do rozpaczliwej defensywy i leje gdzie popadnie, dogadując " jak mogłeś mnie zapomnieć ?! nie miałam z nikim takiego orgazmu, jak z toba, a ty zapomniałeś ! Hank ostatkiem sił : coś sobie chyba przypominam... Ale dostaje cios w krocze. Charlie patrzy na to z bólem. Hank : chciałbym ci to wynagrodzić. Kolacja ? Dziewczyna : dobrze, ale najpierw trochę cię sponiewieram. Hank : obiecuje, że będę na tej kolacji. Charlie patrzy na niego z wdzięcznością i uznaniem, bo przecież to Charlie chciał "wyrwać najlepszy towar", a dziewczyna istotnie do takich się zalicza ;) I cios w nos Hanka, który omal go nie nokautuje, albo i nokautuje ?, kończy rundę. I tę scenę.

      Hank i Łysy w barze. Hank ze spuchniętą prawą stronę dzioba. Łysy : może powinieneś był zadzwonić ? Hank : myślisz ? Płucze drinkiem obolałą wargę. Charlie zamawia likier : ja potrzebuję czegoś słodszego na moją gorycz. Hank coś tam bełkocze i śmieją się obaj z jego stanu fizycznej niemocy. Charlie, rześko : fajnie ze znów tworzymy duet. Bawimy się jak kiedyś, kiedy rwaliśmy laski, byliśmy wtedy jeszcze biedni... Hank, poprawia go : wtedy, kiedy ja ci pomagałem rwać laski. Charlie, refleksyjnie : Tak ? tobie może w tej materii się poszczęściło, ale mnie nie bardzo. Nigdy nie miałem tego, co bym chciał mieć, a mi się podobało; ciągle tylko pracowałem... Hank : i teraz ci to spać nie daje ? Większośc ludzinie znajduje kogoś, kto by ich kochał naprawdę, mówią, ze tak jest, bo chcą się poczuć jak gwiazdy swojej własnej komedii romantycznej, ale to brednie. My obaj mieliśmy kobiety, które nas kochały takimi, jakimi jesteśmy, i spie,przyliśmy to. A dla czego ? Dla ciekiego bzykania, o którym nawet nie pamiętamy nastepnego dnia (samokrytyka jaka ładna, hehe)
      • barbasia1 Re: Californication 1/10 spo 1 07.05.10, 12:25
        grek.grek napisał:
        [Hank:]
        "Większośc ludzinie znajduje kogoś, kto by ich kochał naprawdę,
        mówią, ze tak jest, bo chcą się poczuć jak gwiazdy swojej własnej
        komedii romantycznej, ale to brednie. My obaj mieliśmy kobiety,
        które nas kochały takimi, jakimi jesteśmy, i spie,przyliśmy to. A
        dla czego ? Dla ciekiego bzykania, o którym nawet nie pamiętamy
        nastepnego dnia"

        No proszę ja i Hank mamy podobne zdanie na temat miłości! ;)))
    • grek.grek Californication 1/10, spo 2 07.05.10, 11:38
      cd w barze.
      Charlie : ta twoja sprawa, to komedia pomyłek, wyjasni się sama, nie martw się... Dzwoni telefon łysego. Odbiera go, z kimś rozmawia ciesząc dzioba. Odkłada : wiesz kto to był ? Laura, ta z klubu fitness. Hank : o kur... Charlie z odpowiednią miną : chce się z nami spotkać... Hank : o nie, nie, wykluczone... a Charlie już z satysfakcją pstryka palcami. Czy Hank moze mu odmówić ? ;))

      Biuro Charliego. Mia przychodzi do Dani. Mia : przeczytałaś już ? Dani, że czyta. MIa : wolno ci idzie, to tylko nowela... Dani, zaskoczona tym co zdązyła przeczytać : naprawdę masz 16 lat ? Kto cię inspiruje ? MIa : Palahniuk, Nick Cave... Hank Moody, Dani : to jest naprawde dobre. Mia z wyższością : nie musisz mi wazelinować, sama wiem. Da się z tym coś zrobić ? Dani : sądzę,że tak. MIa : miło słyszeć. Zabiera jej rękopis i rusza do wyjścia. Dani : a ty dokąd ? Mia : potwierdziłaś tylko to co wiedziałam od dawna, nie ma sensu rozmawiać z byle kim w tej branży, kto nie ma zadnych chodów, Dani : mogę pomóc ! Mia : jak ? jesteś tylko sekretarką... Dani : już nie długo. Cóż może powstrzymać tego, kto idzie do góry ? Usmiech. Jedna ukradła ksiązkę, druga szantażuje szefa - dobrana para. I love it ;)) Tak się robi biznes ;)

      Charlie i Hank wychodzą z baru. Wpadają na Marcy i Karen, które właśnie do tego baru wchodzą. Hank : o, ale wpadka. Karen : dla ciebie na pewno. I dodaje : nie dasz mi całusa. Hank złośliwie : dałem z tym sobie spokój. Jak zechcesz, to wiesz, gdzie mnie znaleźc. Hank do Marcy : ay, paniusiu ? I coś o tym, że rzuciła łysego. Marcy : to Charlie zaczął, ze swoją sekretarką. Karen do Hanka : co masz na twarzy ? Łysy za hanka : drobny wypadek. Marcy do Charligo z wyciągniętym palcem : i nie myśl sobie,że jestem jakąś lesbą. Charlie : powiedziała ta, co po lesbijsku się zabawiała (powiedział coś błyskotliwszego, bo aż sobie z Hankiem piątkę przybili, ale przetłumaczyć nijak nie mogłem) Marcy : bzykaj sobie, co chcesz, rób co chcesz, mam to gdzieś. Charlie, że ma znakomite widoki dzięki dobremu wsparciu . TUtaj włącza się Hank z tekstem, którego znów nie umiem przetranslatować, ale w każdym razie chodzi o to, że Charlie nie powinien być taki skromny, bo sam sobie radzi świetnie. to są właśnie te klasyczne 2-3 teksty w odcinku, których nie idzie ugryźć :))
      One na nich patrzą na jak na debili, oni się cieszą na pokaz (stary schemat : pokażcie kobietom za którymi tęsknicie, że ich wam wcale nie brak), a na koniec odpychają ich na bok i wchodzą do klubu, a oni idą do Hanka.

      Dani i Mia w knajpie, na kawie. Dani : mam pytanie, czemu ona go policzkuje (chodzi o powieśc, ale z pierwszego odcinka wiadomo, że historia jest z życia wzięta, hehe) ? Mia : a jak sądzisz ? Dani : chce go przebudzić ? Albo chce, żeby ją zapamiętał. Mia : albo jest to odruch pierwotny,normalny seks jest dla niej zbyt cywilizowany. Dani się śmieje. I pyta : a twoi rodzice, co oni na to ? Mia : tato nie ma dla mnie czasu, matka... nie żyje. Dani : pomogę ci, ufam w twój talent, to będzie hit "16-latka autorką najbardziej zmysłowej powieści od czasu Lolity", zrobią o tym film ! Mia, cynicznie : a czy mógłby do niego scenariusz napisać Hank Moody ? Dani : ależ oczywiście. I dodaje : nie wiem, co się stało z tym nieszczęśnikiem, to był taki świetny pisarz... Mia poważnieje. Hehe, piękna scena, gdyby Dani wiedział, że powieść, którą jest tak zachwycona, napisał ten "nieszczęśnik" - przewrotna rzecz :)

      Dom Hanka. Na kanapie Charlie rozmawia z Laura, tą bokserką z klubu, Hank siedzi po jej drugiej stronie, a właściwie umiera - póleżąc bezwładnie, półśpi z drinkiem z garści. Charlie nawija makaron na uszy dziewczynie : jesteś bardziej utalentowana niż sobie wyobrażasz, chcesz być aktorką ? powiedz tylko; jesteś piękna, mądra, zabawna, utalentowana, no i umiesz pobić niezłego faceta. Laura szturcha Hanka, ten się budzi, : nie bij ! Zmęczony okrutnie próbuje wstać : dobra, koniec na dziś, idę spać. Laura go przytrzymuje : a całus na dobranoc ? I wsiada na niego z całusem stulecia. Charlie patrzy na jej tylne walory z otwartym gębofonem oraz rozmarzeniem., Laura : już pamiętasz ? Hank prosi o wybaczenie, nie zatelefonował, że zapomniał "Jestem złoczyńcą godnym poniesionej kary, miałaś absolutnie powód, żeby się wnerwić". Ściąga ją z siebie, wstaje i ledwie się na nogach trzymając rzuca : bawcie się dobrze, zabezpieczcie się, i proszę - bądźcie cicho, żebym mógł przełykać krew w spokoju. Kłania się i wychodzi do sypialni. Laura i Charlie zostają sami, Charlie wzdycha romantycznie i wlepia w nią cielęce gały.

      Tymczasem Marcy i Karen siedzą w tym barze. Marcy opowiada jej o urokach zabaw z inną dziewczyną : wiesz jak cięzko robi się to dziewczynie ? To jak rozbrajanie bomby. Tyle kabelków, drucików, przewodów, nie wiesz czy dotknąć, czy nie, jak, uff... Poza tym, orgazm kobiecy jest w 99 % sprawą mentalną - kto ma na to czas ? Karen : więc wolisz jednak te... ruchy kombinerek, wejść-wyjść-wejść-wyjśc ? Marcy : zdecydowanie, wybieram twardego ptaka ;)), może jestem staromodna. Karen : koniec z eksperymentami z dziewczynami ? Marcy coś o jej związku/ślubie z Billem : pamiętaj, że też możesz poczuć taką potrzebę, w znudzonym małżeństwie oboje robią dziwne rzeczy, a brzydkie rzeczy w końcu wyłażą na jaw. Karen z wisielczym humorem : jesteś w końcu ekspertem... Marcy : coś ci powiem, nie przyjmę tego grubego fajtłapy, jesli nie przeprosi i nie zobaczę, że mu naprawdę żal ! Chcę skruchy ! Karen : mnie Hank nigdy skruchy nie okazał... Marcy : ale kupił ci pierscionek. Karen trafiona sensacyjnie : co ?! Jak to ? Marcy : o cholera, chyba zepsułam niespodziankę. Karen : mów zaraz ? Jaki pierścionek ? Marcy : nie wiem, Charlie mówił, ze za premię z filmu Hank kupił ci pierścionek, piekny, staroświecki.Karen w szoku : dla mnie ? Marcy : no a dla kogo ? Jaki pierścionek dał ci Bill ? Karen z godnością : kanadyjski diament. Marcy : to w Kanadzie mają diamenty ? myślałam, ze tylko słoninę...

      Hank już śpi. Przypełza łysy. Hank : odejdź, chcę spać. Łysy : już nakręciłem interes ! Hank : jaki ? Charlie : no wiesz (i tutaj wykonuje międzynarodowy gest określający tradycyjną formę seksu). Hank : z panią Tyson ? Powodzenia, i trzymaj gardę. Do boju. Charlie z lekką krępacją : tu jest problem, ona chce, żebyś się przyłączył, bo cię lubi. Hank : ooo nie, dość już wypuściłem z siebie moich cennych żywotnych soków. Charlie : ale chodzi o NAS ! Bądź przyjacielem ! Zona gdzie się szlaja, a ja trafiłem na czołowy towar, mogę mieć coś, co na codzień mi się nie zdarza, coś o czym mogłem tylko marzyć... Hank : jestem z tobą, ale nie skrzyżujemy mieczów nad otworami tej biednej dziewczyny. Charlie z rozczarowaniem : dobrze, rozumiem, cóż, będę się starał, a jakby co, to jest pornografia, dziewzcyny na telefon, plastikowe waginy, już mi lepiej. Hank lituje się nad nim : dobra, kuźwa, jak chcesz - ale ustalmy zasady, nie zbliżaj sie do mojej twarzy ze swoim instrumentem. Charlie : dlaczego bym miał chcieć tego ? Hank : to ty chcesz trójkąta. Charlie : ja nie, to klientka chce. Hank : klient nie chce. Charlie : nie ty, ona chce, ty nic chcesz ? Hank : robię to tylko dla ciebie. Znaj moje dobre serce. Charlie chce przybić piątkę, ale Hank go odsyła : idź tam po nia, a ja się się odświeżę - zjada gumę do żucia w ramach odświeżania ;) : dobra, jestem gotów.

      Mia i Dani na kawie cd. Ubijają ostatecznie interes. Mia daje Dani rękopis : wysil się. Dani z uśmiechem : nie ma obawy, damy radę.

      Karen i Marcy w barze, cd.Zbierają się do wyjścia, są nieco podchmielone, wyznają sobie siostrzaną miłość ściskając się. Marcy nostalgicznie : brakuje nam siebie - tobie, mnie, Charliemu, Hankowi. Ten pierwszy wasz rok tutaj był świetny : popijawy, kolacje, popalanie, wszystko... Karen uśmiecha się do wspomnień. Karen : moze to wróci... Marcy : wybacz, ale z Billem to się nie uda. Karen : czemu nie ? Marcy : nie wiem, ale w jego obecności c,pka mi wysycha... Karen humorystycznie oburzona : nic więcej nie mów.
    • grek.grek Californication 1/10, spo 3 07.05.10, 12:04
      Marcy kontynuując : takie zycie mnie uwiera, wiem, że to antyfeministyczna gadka, ale brak mi tego mojego małego buldoga. Schrzaniłam to, on to schrzanił, ja chcę żeby było, tak jak kiedyś.
      Karen : naprawdę Hank kupił mi pierścionek ? Marcy : ohoho, ale cię wzięło... Ja wiem, że Hank czasami jest jak chodzący irygator, ale on cię kocha na zabój, z tobą wstaje i zachodzi jego słońce...

      Tymczasem u Hanka orgia iście ćwierćpornograficzna. Laura z głową między nogami Hanka, Charlie z tyłu Laury. Hank jednak nie jest w formie, więc starania dziewczyny palą na panewce, : przykro mi, dzisiaj nie dam rady, skoro dotąd się nie udało. Laura więc zmienia pozycję i teraz łysy ląduje między jej nogami z tajną misją ;) Hank ewidenynie jest całą sytuację zmęczony i znużony, ale - obiecał kumplowi i ma ciut przyjemności z tego, ze przynajmniej on się dobrze bawi.

      Karen i Marcy przyjeżdzają do nich. Wchodzą lekko nadziobane, udając Aniołki, nomen omen, Charliego w akcji z "pistoletami" w dłoniach. Skradają się, chcąc im zrobić niespodziankę. Z sypialni dobiega głośna muzyka.

      Hank nagle sobie przypomina wszystko. Próbuje ostrzec Chaerliego. Chce mu powiedzieć o co chodzi, ale łysy jest zbyt zajęty tym, co robi, więc nie słucha. Wreszcie Hank mówi półgłosem : wiem, czemu nie zadzwoniłem, ona ma "strzykający orgazm"... Łysy podnosi głowę i patrzy na niego w zdziwieniu. W tym momencie wpadają do sypialni Karen i Marcy zastając ich w scenie iście orgiastycznej. A na dmiar wszystkiego : Laura właśnie ma orgazm i ochalpuje dziób Charliego. Istotnie, hardkorowa scena, jak na serial ;) Karen i Marcy zniesmaczone, Hank i łysy wybuchają śmiechem, który jednak im szybko przechodzi, kiedy one wychodzą. Biegną więc za nimi na ulicę - na golasa, owinięci w pasie prześcierdałami. Hank goni w lewo za Karen, Charlie w prawo - za Marcy : robię to, co chciałaś, żebym robił, w końcu mamy pauzę, nie ?
      Hank dogania Karen, ona jest wnerwiona, on próbuje klarować na spokojnie : nie bądź naburmuszona. Karen : nie jestem, ty za to jesteś obrzydliwy. Hank : wiem, ze na pierwszy rzut oka, to nie była piekna scena, ale i nikt cię na nią nie zapraszał. Karen : racja, więc biorę i jadę, nie musisz się tłumaczyć. Hank : nie mozęsz mieć obu rzeczy naraz; najpierw mnie odrzucasz, a potem wchodzisz z butami w moje życie, kiedy ci się zechce.Karen : mój błąd, więcej go nie zrobię. hank : po co przyszłas ? Karen : podobno kupiłeś mi pierścionek, podobno poszedłeś, rozejrzałes się, wybrałeś i kupiłeś ! Gdzie go masz, dlaczego mi go nie dałeś ? Hank : mówiłaś,ze wychodzisz za Billa i żebym to respektował. Karen: przedtem jakoś ci to nie przeszkadzało. Hank : jakbym ci go dał, to by coś zmieniło ? gdybyś chciała tego, to byś tak nie parła do tego ślubu, mogłabyś go nieco przesunąc, po co ten pośpiech ? Karen : nie mogę... Hank : nigdy nie chciałem, żebyś wybierała między mną, a Billem, chciałem tylko żebyś wyszła za kogoś, kogo naprawdę kochasz. Karen : mówi ten, co organizuje u siebie w domu orgie i lata po ulicy goły opasany prześcieradłem. Hank : poświęcałem się dla Charliego. Karen : Samarytanin, proszę państwa Hank : dałbym ci ten pierścionek, ale oddałem go już jednej bezdomnej. Piekny był, elegancki, jak ty, nie chciałem niczego innego, jak tylko klęknąc i wdziać ci go na palec, Karen, już się prawie śmiejąc : daj spokój... Hank : to był błąd, nie pierścionek, nie ja, Nie Becca, nie Bill, nie małżenstwo, to o ciebie chodzi (w sugestii chyba - sama nie wiesz, czego chcesz).
      Z domu Hanka wychodzi Laura : cześc, Hank. Karen rzednie mina, idzie do auta. Hank do Laury : cześc, wpadnij, zadzwoń jeszcze... czy jak to tam się w takich okolicznościach mówi.
      Karen odapala auto. Hank : do widzenia. I próbuje jej pomachać.

      Wraca Charlie z pościgu za Marcy. Markotny bardzo. Zakutał się w prześcieradło na modłę rzymskiego senatora. Hank : hej, Runkullusie Marcellusie ! I za chwilę : i jak to jest być wolnym ? nieciekawie, co ? Charlie wzdycha tragicznie. Hank : żadne kobiety nas się nie trzymają... I grobowym głosem : życie jest piękne... Obejmuje za ramię łysego i idą : dwóch jopków w prześcieradłach wieczorową porą, jeden ze spuchniętą gębą, drugi załamany, a najlepsze przed nimi - Dani & MIa Inc.
      :))
      • barbasia1 Re: Californication 1/10, spo 3 07.05.10, 13:00
        grek.grek napisał:

        Hank na rignu bokserskim ("[...] ubrany w za duże rękawice, w
        dzinsach i nałozonym na nie ochraniaczu poniżej pasa] obijany i
        poniewierany przez urażoną laskę - to chyba najlepsza scena odcinka
        (pod koniec dość niesmacznego..), a może nawet całej serii 1.

        :)))

        Piękne dzięki Grek.Czechu!
        • grek.grek Re: Californication 1/10, spo 3 07.05.10, 13:19
          Hehe :)
          Tak to, mniej więcej, wyglądało :
          seat42f.com/images/stories/tvshows/Californication/S010/david-duchovny-californication-boxing.jpg
          Cholera, na domiar wszystkiego, dostały mu się rękawice w... rózowym kolorze ;)
          Zawsze nie tak. Zauwazyłaś, ze Moody chodzi zawsze w czarnym tiszercie ? Widziałaś kogoś w Kalifornii w czarnym kolorze, poza Murzynami ? ;)

          Majpleżer, zatem :) Za tydzień - przedostatni, za 2 tygodnie - wielki finał :)
          • barbasia1 Re: Californication 1/10, spo 3 07.05.10, 13:32
            Nie widać Hanka na ringu!!!!!!!

            > Zawsze nie tak. Zauwazyłaś, ze Moody chodzi zawsze w czarnym
            tiszercie ? Widzia
            > łaś kogoś w Kalifornii w czarnym kolorze, poza Murzynami ? ;)

            Wiesz, nie przyjrzałam się dobrze, ale następnym razem, jak będę w
            Kalifornii to zwócę na to uwagę. ;))

            Tą czernią Hank wyróżnia się na tle kolorowej, słonecznej
            Kalifornii i o to chodzi, wszak to pisarz, artysta, indywidualista,
            oryginał. ;)
            Trzeba jednak przyznać, że Hankowi do twarzy w tym czarnym
            obcisłym tiszercie, bardzo seksownie w nim wygląda.


            > Majpleżer, zatem :) Za tydzień - przedostatni, za 2 tygodnie -
            wielki finał :)

            Aż szkoda!

            Ciekawe, czy Czesi będą pokazywać 2. serię?

            A propos czeskiej telewizji, czy w tam też jest przerwa wakacyjna,
            z sezonem powtórkowym jak w naszej? Wiesz coś o tym?
            • grek.grek Re: Californication 1/10, spo 3 07.05.10, 14:05
              No coś Ty ? Zdjęcie się nie wyświetla, czy tak skutecznie się schował za podwójną gardą pod gradem ciosów ? ;)

              No szkoda... ale - nie ma mocnych : 12 odcinków i ani jednego więcej :)

              Czesi mało pokazują stałych pozycji programowych, mało seriali, mało tokszołów, więc na mój gust, to tam zawsze jest tak samo, czyli - bez sezonu ogórkowego. Tak to wygląda w telewizji naprawdę publicznej.
    • grek.grek Californication 1/11 sp 1 14.05.10, 10:47
      No to lecimy.

      Dom Billa i Karen - trwają przygotowania do ślubu. Karen przymierza suknię panny młodej. Pomagaja jej jakaś stylistyka. Przychodzi Hank z Beccą. H komentująco : widzę, że idea ślubu na biało się bardzo zliberalizowała. Zza parawanu wychodzi Mia, w ost chwili zakrywając rękę biust w prześwitującej, wydekoltowanej sukience. Zachowuje się jak to zaskoczona kobieta, a Hank niby spłoszony i taktowny opuszcza wzrok - Mia : O,przepraszam, nie wiedziałam, ze jest wśród nas dżentelmen. Karen się odwraca : tylko wtedy, jesli koncepcja dżentelmena się mocno zliberalizowała, Hank sarkastycznie : to wzruszające patrzeć na kobiete w przeddzień jej ślubu... ale chyba to dla zbyt wiele. I już całuje Beccą na pożegnanie, kiedy słychać trzask drzwiczek od auta i dźwięk autoalarmu. Bill się zwlókł. Karen oczywiście, by tradycji stało się zadość nie mozę dać się zobaczyć w sukni ślubnej, więc ucieka za parawan, co Hank komentuje : chowaj się, podobno gdy narzeczony widzi pannę młodą w takim stanie przed ślubem, to przynosi pecha. I ślub to jeszcze nie jest najgorsze, statystyki mówią, że 2/3 małżeństw się rozpada... 2 na 3... 3 na 2... Wchodzi Bill. Hank wita się z nim, kręci jego ręką w jakichś murzyńskich zawijasach. Bill patrząc na Mię : ładnie ci w tym. Hank : po tobie bym się tego nie spodziewal, ale jest mi miło. I dodaje : trzeba było widzieć, jak wyglądała Karen, ech ! z z tyłu... uff. Karen wybiega zza parawanu i Billowi na szyję. Bill : grałem w tenisa (z KImśtam), wygrałem... Hank do Billa : kiedyś zagramy, tylko ty i ja, ale w dawnym stylu : drewniane rakiety, podkolanówki i obcisłe gatki. Ale nie dzisiaj, bo muszę już iść. Na co Becca : nie mozesz iść ! Muszę z tobą pomówić. I z mamą. Wszyscy zdziwieni. Karen : o czym ? Becca : ... rodzinne sprawy. Karen zerkając na Billa : wszyscy tu jesteśmy rodziną... albo zaraz nią będziemy. Becca : chcę wam powiedziec, co naprawdę myślę. Wszyscy : tak ? Becca : chcę mieszkać z tatą, nie na przychodne, chcę mieszkać na stałe u niego. Karen jest w szoku. Hank w nie mniejszym. Karen jednak patrzy na Hanka z ogromnym wyrzutem, sądzi, że to on Becce ten pomysł podsunął. Hank niezbornie : ja nie wiedziałem... nie miałem pojęcia... Karen wzburzona wybiega. Hank do Becci, z max delikatnością : przemyślałaś to ?.. Na co Becca tez wybiega, no bo zabrzmiało to jednak, jakby nie bardzo chciał jej w swoim domu.Zostają we trójkę, Hank : Bill... Ale i Bill odchodzi. MIa z uśmiechem : no to zostaliśmy we dwoje... ktos mi musi pomóc zdjąć tę sukienkę... Hank ironicznie : a to ty w ogole masz coś na sobie ? I sam wychodzi.

      restauracja. Charlie już zaczyna obiad, Hank dociera spóźniony. Nalewa sobie wino. Informuje o tym, co się stało w domu Billa - że Becca chce z nim mieszkać, że Karen jest wkrewiona z tej okazji... Charlie : to przerażające... Hank na to, ze niekoniecznie, bo udało mu się załatwić dla łysego pokój w "skrzydle dla małżonków, którzy próbują się wydostać z konszahctów z lesbijkami" (czy coś w tym guście, chodzi prawdopodobnie o pokój w domu weselnym podczas ślubu Karen i Billa) Charlie : to naprzeciw skrzydła z aktoreczkami ? Hank zartem : nie wiem, nie przyjęli mnie tam. Charlie udając powagę : będzie mi ciebie brakowało, ale irytuje mnie ten ciągły bajzel, jaki masz w sypialni. Hank : sam go uczyniłeś. Łysy : mam talent. Hank : o, masz... I przybijają jakąs dziwnę piątkę.
      Hank : a serio, co robiłeś u mnie w sypialni ? Charlie : szukałem jakichś twoich utworów, żeby je spienięzyć. A tak, nawiasem mówiąc, dlaczego nie dałeś cynku, że córeczka Billa, ta lolitka, pisze ? Hank : bo to słowo jest przereklamowane,tak mówi o sobie każdy - że "pisze", ta jaj pisanina to taki rozruch, póki co farmazony... Charlie kpiąco : farmazony, tak ? Już się rozruszała, chciałbym ci powiedzieć. Dani ma po przeczytaniu jej rękopisu mokro w majtkach. Chce to sprzedać. I Chce żebym pomógł jej stać się agentką, bo inaczej oskarży mnie o molestowanie seksualne. Hank, z komiczną troską : oj, jak mi ciebie żal... chciałbym siedzieć za toba w sądzie, jak będą ci rysować portret. Charlie : no nic, dobry z ciebie przyjaciel, nie ma co... Hank : a co chces usłyszeć ? zabawiałeś się z sekretarką, to i masz; różne są opcje, a każda marna : oskarży cię, będzie szantażowac, możecie bawić się w trójkącie, możesz się rozwieść... Charlie : i to sekretarka, z ktorą nie spałem nawet, za to mnie nikt nie pochwali.. Hank : mnie też nikt nie chwali za kobiety, których nie zdobyłem. Charlie nadal martwiąco-się: a co zrobię, jesli się okaże, że ta Mia ma talent ? Dani będzie mnie na tym ganiać aż wyzionę ducha. Hank spokojnie, acz belkotliwie : na podstawie tego co widziałem, znaczy - co czytałem, to ona nie ma większego talentu... mało ma... na podstawie... coś tam widziałem... czytałem...Charlie na to wyciaga kopię powieści Mii(znaczy się - powieści, co ją Mia ukradła Hankowi) : wg notki Dani, jest to powieśc o młodej lasce, co przesypia się ze starszym facetem, a w kulminacyjnym momencie bije go w gębę. Hank pije wino, ale słysząc to gwałownie odstawia, łapie za papier i przegląda z niedowierzaniem, Charlie : mocna rzecz, nie ma co, nie znam całości, wiem tylko to... Hank : o,ku,rwa... Patrzy na tytuł, przegląda z dyskretnym i zirytowanym ćwierćuśmieszkiem, a potem wstaje ze szwungiem, przewracając krzesło i bez słowa wychodzi.

      Z piskiem opon zajeżdza pod dom Billa. Zapewne szuka Mii. Wchodzi. Pusto. Nie zauważa Karen, która patrzy jak Hank sobie swobodnie śmiga po jej domu : halo, co do jasnej cholery... Hank wzięty z zaskoczenia : Pukałem, nie słyszałaś ? Nie było odpowiedzi, więc pozwoliłem sobie wtargnąć. Sądziłem, że może jesteś w pobliżu... ale ty nie słyszałeś, a ja pukałem... że może ćwiczysz, albo pracujesz i nie słysysz, albo w szkole jesteś... Karen, wnerwiona : szkoła się kończy o trzeciej, dobrze o tym wiesz. Schowaj sobie te wykręty w buty. Hank nadal zmieszany lekko : a tak, ale to chyba obecnie, jak byłem u Mii z tym wykładem, to zauwązyłem, że w tej szkole procedur nie przestrzegają zbyt rygorystycznie. Karen : nie ma tu nikogo, sama jestem, w tym wielkim pustym domu, i tak będzie już zawsze, bo mi zabierasz córkę. Hank : ja za jej decyzje nie odpowiadam. KKaren szyderczo : o, tak, pewnie... Hank : dlaczego miałbym to zrobić ? Karen : żeby się na mnie odegrać... żeby pokonać Billa, Hank stanowczo : nie zrobiłbym tego. Karen : więc sama to wymyśliła, tak ? Z niczego ? Ten system działał należycie, po tym jak się rozeszliśmy, a teraz ona nagle wali " chcę mieszkać z tatą, już nie chcę być z mamą" Hank : jesli szukasz odpowiedniego słowa, to brzmi ono "ciekawość", Karen : nie szukam.. Hank : nigdy bym jej nie zrobił wody z mózgu... ciebie bałamuciłem, w tym się specjalizuję (zartem), ale nie jej (powaga). Karen stopniowo się uspokaja : no dobrze (i odwraca się). Hank : co - dobrze ?! Karen : że ci wierzę, ot po prostu - wierzę ci, ale to mi w niczym nie pomoże. Hank : spójrz na to z innej strony, w prraktyce to tylko kilka dni i nocy więcej u mnie... Karen znów nerwowo : dość ! nie potrzebuję twojego pocieszenia za.sranego; wypie,przaj z mojego domu ! (odwraca się drugi raz, ze złością, i zostawia Hanka samego, w towarzystwie tylko własnej skwaszonej miny.

      Teraz Hank wpada do biura Charliego. Gośc na recepcji nie chce go wpuścić, bo szef ma spotkanie. Hank : Dani jest ? Gośc : kto ? Hank gestem jakbyu się łapał za kolczyki na sutkach i metaliczntm głosem : Dani. Da-da-Dani ? I bez słowa chce wejśc do gabinetu. Wyglądający na półgeja facio, że nie wolno. Hank pokazuje na zegar : widzisz, wielka wskazówka pokazuje "odpie,prz", a mała "się". I pakuje się do środka. A tam spotkanie : Charlie, Mia, Dani i jakaś trzecia kobieta. Hank wchodzi z rumorem i wskazuje kolejno palcem : muszę mówić z tobą (mia), tobą (dani) i toba (łysy). Patrzy na trzecią kobiete : z tobą nie chcę mówić. ale znam cię, cześć Wiktorio. Babka zwana Wiktorią : czemu tak oficjalnie, Hank (i do pozostałych) : kiedyś mówił do mnie Triki-Wiki...
    • grek.grek Californication 1/11, sp 2 14.05.10, 11:34
      Victoria dalej : gdzie się podziewałes, Hanku Moody ? Wisisz mi ksiązkę, na którą się umawialiśmy/którą obiecałeś, hank w swoim stylu : no tak, to już siedem lat, dzięki za pamięć, idzie mi jak po maśle. JUż oddałem do korekty. I teraz do Mii : chcę z tobą porozmawiać (i zaprasza ją ruchem głowy) MIa : teraz mam spotkanie. Hank : widzę, to nie potrwa długo. Charlie się wtrąca : o co chodzi ? nie moglibyśmy najpierw dokończyć, i załatwić to co pilne, po co Victoria przyjechała tutaj aż z NY. Hank : nie, to nie moze czekać. Dani : ale mamy dalsze punkty programu, nie chcę tego przekładać. Charlie z irytacją skrywaną za śpiewającym głosem : Daniii... dam sobie radęęę. Dani bezczelnie : no to na co czekasz ? Victoria : panie Runkle, widze że u pana aż kipi zycie. Charlie histerycznie się śmieje. Victoria do Hanka : siadaj, poczekasz aż skończymy, potem mozemy pogadać o chińskiej demokracji, czy o czym zechcesz,; nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale ta młoda dama napisała być moze ksiązkę roku. Hank z rozbawieniem patrząc na Mię : naprawdę ? Victoria : w takich sytuacjach nigdy się nie mylę. To coś jak twoja wczesna proza, tylko nie tak infnatylna, nie ma opisów erekcji i takich innych...Hank : szkoda, bo ja właśnie chyba mam małe zesztywnienie (I do Mii) : zwrócmy się ku sprawiedliwości, jak nie chcesz ze mną wyjśc, to moze chciałbyś o czymś powiedziec tym dobrym ludziom ? Mia udając głupa : o czym ? co mogłoby ich zainteresować ? (znacząco, bo ma haka na hanka oczywiście) Hank : wymyśl coś i wyrzuć to z siebie. Mia : już wiem... chciałbym ci, Hank, podziękować za dobre rady, spełniłeś moje marzenie : mój ulubiony pisarz pomógł mi w moim pierwszym - tutaj bezgłośnie mówi "pie,przeniu", a na głos : tworzeniu. Dani z sugestią, że Hank powinien już wyjść : Hank, czy mógłbyś... Hank do Mii : tak chcesz to rozegrać ? MIa : a co byś chciał ? Cos tam mówi, jakies słowo, którego za grzyba nie znam, najpewniej : chciałbyś żebym ci dobrze zrobiła ? nie wypadałoby w tej sytuacji. Wzbudza tą ripostą zachwyt Victorii : super, słyszycie jak ona mówi ? Idealna dla mediów. I z talentem. Charlie niecierpliwie klaszcze w dłonie i próbuje wyprowadzić Hanka za drzwi : co ci jest ? co z tobą ? złapałeś epilepsję ? sydnrom Touretta ?, Hank nie cche wyjść, ale mimowolnie idzie do wyjścia. Mia robi gest pa-pa. Victoria :żegnam Hank, powodzenia w korekcie. Hank już w drziwach : charlie, musimy pilnie pomówić. Charlie : potem, potem... I Hank zostaje skutecznie wyparty za drzwi. Cóz, łysemu też d,pa się pali. Obaj wkręceni przez seks :)

      Dom Billa.
      Karen robi jedzenie dla becci. Bill przygląda się z dobrodusznym spojrzeniem : nie dasz rady jej przygotować jedzenia na póół roku... Karen : nie, to tylko na jutro, resztę dowiozę, jakby zapomniał...Bill ją pociesza przytulając, a za chwilę pyta : Mia wróciła już ze spotkania z Charliem? Chce żeby wydał jej powieść. Nie czytałem,ale ojcowska intuicja mówi mi, ze to coś znakomitego. Karen przytakuje, ale myslami jest gdzie indziej. Bill wskazując papiery na stole : podpisałaś już ? Karen przepraszająco : nie, nie miałam czasu, przepraszam... Bill zapraszająco : chodź, chodź, no chodź, popatrzymy na to. jest to umowa przedmałżeńska. Karen : obchodzi mnie teraz tylko Becca. Ona mnie opuszcza...Bill : nas opuszcza. Nas. Karen : wyprowadza się, bo nie chce tu mieszkać. Naprawdę, nie wiem, co gorsze - to że nie wie, że łamie mi serce, czy że może wie, ale wszystko jej jedno. Bill patrzy z tym swoim poczciwym spojrzeniem : uspokój sie, widzi, że Mia wychowuje się w niezależności, więc sama chce też spróbowac; zrobiła więc jedyne, co w takiej sytuacji mogła wymyślić. Karen : co zostawić mnie, bo jestem taką zołzowatą czarownicą ? Bill : nie, uwierz mi; jak Hank ją zawiedzie, to będzie prosiła, zebyś ją przyjęła z powrotem. Jka długo może z Hankiem wytrzymac, póki on jej nie sprawi przykrości ? Zawiedzie ją przy pierwszej okazji. Karen pocieszona : nie rozbawiaj mnie, chcę być
      smutna...

      Hank idzie trotuarem, dookoła ruch, widzi nadchodzącą z przeciwka Mię. Demonstracyjnie ją oklaskuje. Mia : dziękuję bardzo. Hank : rozumiem, ze się złamałaś i wyznałaś im prawdę ? Mia : którą ? Hank : ten twój spceyficzny humor... doceniłbym go bardziej, gdybys mi nie zasyfiała życia... Mia : a ty mi mojego nie zasyfiłeś ? Ja wiem, to był przypadek, nie mogłeś nic wiedzieć, ale fakt faktem przespałeś się ze mną, a potem nie chciałeś mieć ze mną nic wspólnego. Damy tego nie wybaczają. Hank : czyli to zemsta ? Jesteś feministyczną krzyżowczynią ? Mia : tak, w końcu za grzechy się płaci prędzej czy później. Hank mruczy : dzieki. I za chwilę : jak się do niej (powieści) dobrałaś ? Mia : leżała sobie i nikt się nią nie interesował, chciałam przeczytać, ale Karen... Hank : ...powiedziała, ze nie możesz... Mia :... tak, bała się, ze mnie ona zgorszy, haha... Hank szyderczo : ... o tak... Mia na to :... ciekawe, co by powiedziała na to, że byłeś we mnie ?(Hank skonfudowana mina, ryby złapanej w sieć, wie, że nie ma żadnych kart w tej rozgrywce, a Mia jest zbyt zdterminowana by ją przekonał); Mia : przeczytałam i to było dobre, Hank jeszcze próbuje : to nie przejdzie, ludzie poznają mnie w tej powieści, mój styl, Mia cynicznie : nie jestem głupia, przepisując sporo zmieniłam, dodałam od siebie to i owo. To żadna kradzież (sic !), to... twórcze rozwinięcie, mój... hołd dla ciebie. Hank bezsilnie cedzi prze usta : jesteś małą, początkującą psychopatką i się szybko rozwijasz... Mia : nie żartuj, to jakby sam szatan powiedział o swoim małym słudze, że jest wielkim sługą. Hank zaczyna : nie chciałbym ci ubliżyć, ale... Mia mu przerywa gwałtownie : a co innego mogło mnie czekać ? Studia ? Europa ? Praca w agenturze, albo w tiwi ? Nuda ! To była okazja, nie chciałam byc sławna, ale lubię być centrum zainteresowania, bawi mnie to, a to się w sam raz do tego nadaje. To będzie fajne doznanie. Obrzuca Hanka lekceważącym spojrzeniem i chce odejść. Hank : to ci się nie uda... Mia : phi... i zostawia go samego.

      Biuro Charliego. Dani wnosi napoje : Victoria przyśle nam szczotki (ksiązki), najpewniej Brandon House da najwięcej. Charlie zdzwiony : Brandon HOuse ? nie widziałem, ze dzwonili (i szuka odruchowo jakiejś o tym informacji na swoim biurku). Dani : nie chciałam cię niepokoić (widać, zę już rządy przejęła, w końcu - ma na Łysego haka-giganta), chcesz kawy ? szampana wypili już ludzie z telewizji bijąc się o najlepsze ujęcia. Charlie stropiony nie chce, dani pije : to była jazda, prawda Charlie ? dowiedzieliśmy się że seks w pracy można jakoś pogodzić, obaliliśmy paraydygmaty z feministycznych kanonów, a teraz wydajemy powieść kobiety-pisarki. Co o niej powiesz ? (i sama) dobra była, jedli jej z ręki, zaglądając jednocześnie pod sukienkę. Charlie bezbarwnie, ale złośliwie : tak, to sukces. Dani : ta laska sprzeda 5 mln egzemplarzy, tylko dzięki samym zdjęciom do prasy. I zobacz jak Hank jej nie rozgryzł... to dobry chłop, ale tutaj przestrzelił... I tutaj łysemu coś zaczyna świtac. Prosi Dani, żeby zostawiła go samego, bo go głowa boli i chce się położyc. Dani wychodzi, a Charlie nareszcie zaczyna czytać tę Mii powieść.

      Dom Billa. becca się pakuje. Karen przychodzi jej pomóc, przynosi dodatkowy tiszert : jak będziesz chciała wyprac, to przywieź mi na weekend, albo kiedy zechcesz... Becca : wiem, Karen : ... bo tata zapewne będzie chciał ci kupić nowe ubrania, zamiast prać... Becca z naciskiem : wiem. Karen ciągle nie może ścierpieć sytuacji. Mia wpada z cześc na dziobie : o, pakujesz się, mam nadzieję, ze wsszystkiego nie zabierzesz. becca : tylko to, co potrzebne. Karen chce je zostawić same. Próbuje wyjść, Becca ją zatrzymuje głosem i proponuje, żeby się w weekend spotkały tylko we dwie, gdzieś razem poszły. Karen jej dziękuje, i że na pewno się spotkają, ale nadal jest jej bardzo przykro.
      Zostają razem becca z Mią. Mia : I tak oto zaczyna się nieoficjalna wymiana rodziców. Tę koszulkę z Dark Side of The Moon zostawisz mi ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka