Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2010 - 4 (vol. 8)

    • grek.grek Samowolka, 21:20, TVP 2 29.07.10, 14:45
      Heh, Samowolka, to film mojej młodości. Poważnie. WIęcej, młodości ze dwóch pokoleń nawet. Każdy, kto szykował się do służby wojskowej i bycia tzw kotem znał ten film na wylot, oglądał go sto razy, po sto razy o nim dyskutował i Samowolka była jedną z najwazniejszych przyczyn, dla których 90 % poborowych kombinowało, jak tu się od woja wymigać, hehe. Samowolka siedziała we łbach całych dwóch pokoleń.

      Godzinny filmik o tym, jak to jest być niepokornym kotem na jednostce, jak działa tzw fala i jakim wujowym miejscem pod słońcem są koszary, a i poligon także. Godzinny film dający więcej wrażeń niż polowa polskich filmów nakręconych w nowym millenium ;) Tak na oko, hehe.

      Ale i dramatem społecznym, dzięki któremu, a nie został on wyssany z palca z pewnością, chociaż pewnie trochę go podbarwiono, tu i tam się dowiedziano, jak wygląda zycie w wojsku, po tym jak trepy idą do domu, a wachtę przejmują rezerwiści, jaki burdel i beznadzieja panuje w wojsku, ogarniętym chaosem na starcie nowego systemu. Kraj się zmienia, kradzione są pierwsze miliony, giełda w tydzień kreuje bogaczy; ublilboardzone, wytapetowane tandetnymi płachtami banerów i krzykliwymi wystawami sklepów miasta zaczynają przypominać estetyczny koszmarny sen wariata urbanisty, w polityce bitwa na teczki; Balcerowicz wprowadza swój mistrzowski plan, który los wielu ludzi obraca w perzynę; generalnie, sporo się dzieje i wszyscy to widzą na codzień. Patologia goni patologię.

      I wojsko, ostoja praworządności i bezpieczeństwa, instytucja obdarzana niezmienne, a zaraz po 89 szczególnie, bo stała niejako na straży porozumień - niektórzy ciągle się obawiali radykalnych wpływów wśród Solidaruchów, inni cichaczem powrotu komuchów, a kluczem do zbrojnego konfliktu eliminującego drugą stronę, de facto prowadzącego do dyktatury albo anarchii, miało być zapanowanie nad wojskiem i przeciągnięcie go na swoją stronę, więc od przytomności umysłu dowódców i samych żołnierzy ich wojskowego sznytu i niezłomności oraz niezależności od rozhuśtanej łajby szemranego politykierstwa zalezeć mógł los kraju. Patologie tutaj ? Oficjalnie nie istnieją, na tyle oficjalnie, że się o tym publicznie nie mówi i tematu nie porusza, bo przecież od kochanego wojska zależy wszystko i póki mamy pokój i ład, to mu ufamy, bo to jedyne kryterium oceny.

      A tutaj - pierdut i jest film zaglądający na backstage tej cudownej instytucji, piętnujący cały syfilis, dziadostwo i bezhołowie jakie ją konsumują niczym kornik od środka. fasada wygląda ładnie, dekoracje jakoś się trzymają, mundury lśnią podczas parad, a czołgi nawet jeżdzą samodzielnie. Ale kondycja człowieka w tym światku jest zaebiście niekorzystna. I sens jego tam pobytu jest żaden, poza idiotycznie rozumianym "obowiązkiem wobec ojczyzny", tak jakby nie było lepiej,żeby ten młody człowiek dalej się mógł uczyć, albo pracował i płacił przez te 2 lata podatki, z czego korzyśc byłaby nieporównanie większa, niż z przejadania tychże swoim bezproduktywnym i wyjaławiającym przebywaniem w miejscu, w którym dodatkowo można zostać ofiarą grupy cwaniaków, uzurpujących sobie, na podstawie debilnej tradycji, prawo do kradzieży i musztrowania młodszych roczników, które nauczone czym jest fala na własnej d,pie przejmują jej obyczaje i używając własnej krzywdy jako alibi moralnego, a konieczności kultywowania tradycji jako mechanizmu racjonalizującego swoje jazdy - powtarzają dokładnie te same akcje, nakręcając spiralę bezustannie oraz nonstop, i to z satysfakcją, czasami tylko w ramach odbicia sobie własnych krzywd i poczucia wstydu.

      Pamiętam, że dla części obserwatorów Samowolka była szokiem poznawczym. "To niemozliwe...", "fikcja..., "wojsko jest inne, to kalumnie i potwarz..." - takie opinie chodziły. W każdym razie przyczynił się ten film do dostrzeżenia problemów, to że z nimi g.wno robiono, to już inna bajka. Ale obudziła się świadomość części społeczeństwa. Części, która żyła w błogiej niewiedzy i ignorancji, sądząc, ze instyucje zamknięte są miejscami z gruntu objętymi patologią, ale, kuźwa, wojsko jest inne, bo przecież "nas broni i nad nami czuwa", więc, tak na wiarę : nie moze tam być kiepsko i niefajnie. Nie chodzi o to, ze każda jednostka była taka sama, ale chodzi o to, ze w ogole były - i to w znacznym procencie do całości, jak wynikało z róznych opowieści i zenzan, czasami z róznych zupełnie krańców Polski - właśnie takie jak ta w filmie, że były na porządku dziennym (czy raczej : nocnym) i że takżę wojskowe władze wykazywały się daleko posuniętą hipokryzją - z jednej strony akceptując tradycję i niespecjalnie ignorując w wewnętrzne zycie wojska, a z drugiej - użalając się nad patologiami. Wojsko było jak Kościół - zawsze broniło swojego własnego tyłka, nawet wtedy, kiedy budziło to już tylko politowanie.

      wg mnie to jest jeden z najważniejszych filmów po 89 roku, m in właśnie dlatego że dotyczył tak ważnej sprawy dla tak wielu ludzi, ale i dlatego że w jakiś sposób pokazywał, ze darwinizm społeczny początku lat 90 wcale nie był specjalnością tzw wolnego rynku, który zjadał i wys,rywał ludzi, zrobił z człowieka przedmiot, ale że wparował wszędzie, że nikt nad tym nie panuje, a jesli już był w wojsku, to na pewno nie w takim stężeniu, że NOWE obejmuje całokształty stosunków międzyludzkich - hej, młodzieży, i tam i tutaj jest taki sam syf, tylko tam dostajecie w d,pę z buta, a tutaj jak sami komuś nie dacie butem w zadek, to skończycie na bruku. Smutna konstatacja.

      W każdym razie, jeśli nie widzieliście dotąd - must-see :) To tylko godzina, nie ma żadnych przestojów, niemal każda scena coś znaczy i o czymś mówi. Zwięzły, treściwy, poruszający i do rzeczy film, czyli odwrotność mojego grafomańskiego pisactwa ;)
      Druga wybitna rola Gonery w krótkim czasie (wtedy) - facet ma szczęscie, zagrał w dwóch z 5-6 najważniejszych filmów po 89 (drugi to Dług ofk), ale prawdziwa kreacja stulecia, która przeszła do kanonu absolutnego, wraz z Franzem Maurerem Lindy i Gerardem Nowakiem Chyry chyba najbardziej wyrazista w latach 90, a w kinie po-89-do-dziś mieszcząca się nadal w czołówce (czy po 2000 były w polskim kinie postaci naprawdę wyrózniające się ? hmm ?), to rezerwista Tygrys w wykonaniu Mariusza Jakusa.

      Polecam. Nie mozna przegapić.

      Wiem, ze jest nowy Wallander na Polsacie, ALE Samowolka startuje o 21:20, wallander jest o 22:10, przed nim jest mecz, więc dacie radę jedno i drugie ogarnąć, tak sądzę :)
      • barbasia1 Re: Samowolka, 21:20, TVP 2 29.07.10, 15:19
        Ogladąłam "Samowolkę", też zrobił na mnie wrażenie ten film.
        Pamiętam też burzę jaka rozpętała się potem w mediach, w telewizji
        publicznej, zaczęto o problemie fali w jednostkach wojskowych głośno
        mówić, pokazywać, piętnować, bardzo długo to trwało ...


        Chyba damy radę obejrzeć i "Samowolkę" i nowego "Wallandera"! :)
        /Znowu mecz?!/
        • grek.grek Re: Samowolka, 21:20, TVP 2 29.07.10, 15:56
          O proszę, a Tobie przecież bycie "kotem" nie groziło :)) Fakt, że i na Tobie wywarł wrażenie tym bardziej to świadczy o potencjale jakim ma w sobie ta historia i że nie dotyczy tylko pewnej grupy ludzi żywo zainteresowanych tematyką z przyczyn czysto personalnych, bo i, jakby tak spojrzeć poza kontekstem fali, wojska itp, to po prostu oraz właśnie jest nowelka o człowieku, czy - o ludziach, i międzyludzkich stosunkach, na tyle pojemna, żeby ją odnieść do róznych społecznej kondycji tamtego czasu, a może nawet każdego czasu. Ja bym w jakimś stopniu porównał Samowolkę do Symetrii. Tu i tam zamknięte środowisko i wpuszczony w to młody człowiek. I dwie odmienne koncepcje : jeden się sprzeciwia i zostaje za to ukarany, za cenę zdrowia prawdopodobnie stamtąd uda mu się wydostać, drugi stara się przystosować i odnajduje w tym siebie, swoją drogę, dopiero tam znajduje jakiś jasny kodeks postępowania i określone zasady - woli zostać tam, za cenę uczestnictwa w przestępstwie, niż wyjść do świata, gdzie znów nie będzie wiedział, co jest białe, a co czarne. Tak mi się to jakoś skojarzyło... co sądzisz ?

          Mecz będzie bez dogrywki na pewno, bo to dopiero pierwszy. z dogrywką ewentualną - rewanżowy, więc Wallander pójdzie o czasie :)
          • maniaczytania Re: Samowolka, 21:20, TVP 2 29.07.10, 16:38
            Tez pamietam "Samowolke" z lat mlodzienczych :)
            Ale "Symetrii" nie ogladalam i czekam na jakas emisje w tv, zeby nadrobic
            zaleglosci.

            A dzisiaj chyba pierwszy raz sie skusze na Wallandera.
            • grek.grek Re: Samowolka, 21:20, TVP 2 30.07.10, 12:23
              Wiem, ze to to nienajlepszy nośnik (sam się od jakichś 78 lat zbieram do obejrzenia Enen i Boiska bezdomnych), ale na jutubie jest Symetria, tutaj cz. 1 /z 10/ :
              www.youtube.com/watch?v=3ospoUPjgEY
          • barbasia1 Re: Samowolka, 21:20, TVP 2 29.07.10, 17:33
            Nie, nie groziła służba w jednostce wojskowej w tych czasach, ani
            bycie kotem /nigdy nie byłam młodym chłopcem ;))/

            Wiesz, na każdym , kto ma/ miał w sobie choć odrobinę wrażliwosci
            na ludzką krzywdę i to tak bezsensowną, ta mocna historia filmowa,
            a i potem jeszcze doniesienia mediów, programów interwencyjnych o
            realnych przypadkach fali w wojsku musiała zrobić wrażenie, wywołać
            oburzenie i sprzeciw.

            Ta warstwa dosłowna wtedy jednak była najistotniejsza (dla mnie), a
            dziś pewnie spojrzę a ten film nieco inaczej, na pewno szerzej,
            także Twoiemu komentarzowi!

            :)

            Greku, nie widziałam "Symetrii", więc niestety porownywać tych dwóch
            filmów nie mogę. Może Po Samowolce doczekamy i Symetrii w TVP!? A
            czy kiedykowliwek pokazywano w TVP "Symetrię"?

            Jakie dobre wieści na temat Wallandera i meczu! :)
            • grek.grek Re: Samowolka, 21:20, TVP 2 30.07.10, 12:38
              Hehe ;)

              Problem częściowo jest/był w podejściu do społeczności zamkniętych : pozwolić im mieć swoje życie wewnętrzne, zwyczaje, tradycje, których się do końca wyplenić nie da czy jednak ingerować, ale jeśli ingerować, to na poziomie najniższym, a nie tylko przy okazji drastycznych przypadków, bo one są tylko puentą, zaczyna się zwykle od drobiazgów; i czy traktować tak samo : więzienie i koszary, bo przecież to dwie rózne bajki powinny być, w wojsku mają/mieli być wyszkoleni dobrze żołnierze, którzy w razie jakiejś zadymy się na coś przydadzą, tymczasem : jak można wychować żołnierza, zespół, wykształcić w nich lojalność dla swoich kolegów i dowódców jesli najpierw dostanie w d,pę falą ? Idiotyzm ostateczny. Już pomijam fakt, że w tym wojsku, to bieda, nędza i tyfus, żadnego sprzętu na którym mogliby się szkolić ci, co niby mieli Polski bronić. teraz coś się zmienia, dawne odchodzi do lamusa. Tyle, że jednak banda głupców utrzymywała wojsko z poboru i brankę na 2 lata (! ; potem było corasz krócej, ale i jeden dzień, to było o jeden dzień za długo) do takiego os,rajdołka, gdzie tylko leżeć, żreć, czasami powygłupiać się z maską gazową i po-falować, bo co innego do roboty ? Fala się brała z tradycji - raz, a dwa - z totalnego nieróbstwa i nieumiejętności zorganizowania ludziom czasu. Pomijam też fakt, że 80 % szło z przymusu, więc korzyśc z wydawania kasy podatników na szkolenie (haha) takiego gościa była zerowa. Straciliśmy 20 lat i miliardy złotych na wojsko z poboru. A wszystkiemu winna była ambicja polityków. Ja bym teraz tych, którzy wtedy opierali się radykalnym reformom MON wysłał w kamasze - na 2 lata :)

              Symetria była kiedyś w publicznej. Jest też na jutubie, adres powyżej w poście do Mani(i), jesli byś miała ochotę obejrzeć z monitora :) Tak, powtórzę się : wiem, ze jutub monitor i te sprawy szału nie robią, sam mam z tym problem. Ale - gdybyś jednak sie zdecydowała... voila :)
              • barbasia1 Re: Samowolka, 21:20, TVP 2 30.07.10, 22:08
                Dzięki za info., ja "Symetrię" właśnie namierzyłam też na stronach
                filmowo-serialowych. Na pewno obejrzę za jakiś czas! :)

                "Samowolka" nadal robi poteżne wrażenie, zwłaszcza scena finałowa.
                Mocny film.
                :)
    • grek.grek Szczęki / Historia przemocy 30.07.10, 13:06
      "Szczęki" w Jedynce,22:35 Który to już raz... Film wybitny, thriller ponadczasowy i być moze najlepszy w historii - wyobraźcie sobie, że jest rok 2045 - Ameryka pożycza od Wenezueli, zeby miec co jeść, w Iranie rządzi gwiazda ichniego, prężnie prosperującego przemysłu pornograficznego, w Polsce 30 % ludności stanowią imigranci z Azji, a jedynymi rzeczami, które łączą 2045 z 2010 jest to, ze PKP wciąż są niezreformowane i to że Szczęki nadal - tak jak w 85 jak w 95 jak w 2005, są filmem, który zachwyca, że ta niesamowita muzyka, kapitalny nastrój opowieści "rekinowych" nocą na kutrze, rewelacyjne sekwencje polowania na rybę porywają następne pokolenie (i na tym nie koniec, bo to się bedzie powtarzało, póki ludzkośc nie wymrze) - tak będzie, bo to takiej klasy film, taką ma w sobie magię. Wypada tylko zazdrościć tym nadchodzącym pokoleniom, ze będą miały ten pierwszy raz ze Szczękami. Jak by się chciało móc cofnąć i znów widzieć go po raz pierwszy... ech, hehe ;) Szkoda, ze telewizje ten film umniejszają pokazując go zbyt często, dewaluują jego znaczenie - w 78 minucie dopiero pokazuje się na w Szczękach rekin, w 78 - co by było, jakby rekin zaiwaniał z rozdziawioną gębą przez cały film, i to w kolegą ? Zero efektu. A tak przez półtorej godziny ludzie wychodzą z siebie, zeby dziada zobaczyć i to spotęgowane oczekiwanie sprawia, ze jak już rekina widzą, to jest to przeżycie, zwłaszcza że wynurza się niespodziewanie, nawet dla samego ekranowego Brody'ego. Z drugiej strony - znów pewnie znajdzie się ktoś, kto dzieki kolejnej powtórce zobaczy ten film pierwszy raz, zawsze znajduje się zapewne ktoś taki, więc... moze jednak warto ?

      TVN daje dziś mocną konkurencję - Historia przemocy", 23:00. Oglądałem jakiś czas temu, u Torbickiej chyba w KK. Opowieść z podwójnym dnem, o tym, ze każdy ma przeszłość, która dopada go w najmniej spodziewanym momencie, czasami we wręcz bezczelnie ironicznym. Nie da się od przeszłości uciec, zakopać jej, zostawić nierozliczonej. Nie da się zakamuflować dostatecznie dobrze. Zawsze zdarzy się jakiś przypadek, który obróci efekty starań wieloletnich w perzynę i to w jednej chwili. Nie zaczniesz od nowa, póki się z tym co było nie skonfrontujesz, zwłaszcza że nie co było nie nadaje się na ołtarzyk w przydomowej kapliczce. O tym ten film jest, wg mnie, taka jest jego idea i jak widzieliście Szczęki więcej niż 3 razy, to polecam z czystym sumieniem Historię, bo to jedt dobry film. Wg mnie, właśnie ironia jest tutaj motywem głównym, sposób w jaki bohater zostaje ze swojego wygodnego świata wyciągnięty za uszy jest świetnie wykoncypowany. Można by rzecz, ze nieoryginalny, ale jest w tym przekora i krzywy uśmiech, aczkolwiek cała akcja do zabawnych bynajmniej nie należy, bo jednak czasami dwururce zdarza się wypalić.

      Spielberg vs. Cronenberg; Scheider, Dreyfuss & Shaw vs. Mortensen & Harris - nie zazdroszczę wyboru ;))
      • maniaczytania Re: Szczęki / Historia przemocy 30.07.10, 13:10
        jeszcze programu tv na dzis nei analizowalam, ale "Szczeki" ogladalam juz chyba
        milion razy ( a'propos to w srode chyba tez byl film o rekinach - ogladalam
        :oops: - troszke nowszy, wiec i dalo sie go ogladac, bo "Szczek" tekturowych juz
        sie nie da), za to "Historie przemocy" polecam rowniez!
        • grek.grek Re: Szczęki / Historia przemocy 30.07.10, 15:00
          Rekin może i tekturowy, ale to ciągle 2 godziny naprawdę niezłego odlotu :)
      • barbasia1 Re: Szczęki / Historia przemocy /Popatrz na mnie 30.07.10, 22:02
        To ja wyciągam asa (as - dlatego, że to nowość!) z rękawa i mówię -
        "Popatrz na mnie" (2004)w reż. Agnes Jaoui (rezyserki "Gustów i
        guścików"), w TVP2 o 22.40, komediodramat francusko-włoski.
        Obiecują (w moim dodatku TV) mnóstwo zabawnych scenek ze świetnymi
        dialogami, obietnice te chyba nie są na wyrost, bo film otrzymał
        Złota Palmę w Cannes za scenariusz, a w moim dodatku TV 5 gwiazdek
        (na max 6) To chyba coś znaczy!

        Rzucę okiem na ten film, może Wy też natraficie na tę pozycję!?

        grek.grek napisał:
        wyobraźcie sobie, że jest rok 2045 - Amery
        > ka pożycza od Wenezueli, zeby miec co jeść, w Iranie rządzi
        gwiazda ichniego, prężnie prosperującego przemysłu pornograficznego
        [...]

        hahahahahahahahahahahahha :)
        Zaiste wyobraźnia Twa, Greku, jest nieujarzmiona! :)

        Widziałam, widziałam ten arcyklasyk horroru, może nie milion razy
        jak Mania i jak Ty, ale ze dwa razy to na pewno (rekin i szczęki
        może i tektutowe , ale wygladają jak żywe!). Obejrzałam
        też "Historię przemocy", nawet "razem" żeśmy ją ostatnio
        oglądali,Greku (zapowiadałeś!), nie wiem czy pamiętasz? Miałam potem
        napisać kilka słów komentarza , ale wypadły mi jakieś bardzo
        cięzkie dni i w końcu nic nie napisałam. Za to Twój komentarz
        jest,właśnie go znalazłam:
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,89597144,93017204,Re_Ojej_co_tu_wybrac_.html?s=1
        Właściwie chętnie bym sobie go przypominiała i wykorzystała okazję
        by odrobić zaległości, coś w kontrze do Twego postu napisać, ale
        wypatrzyłam tę wspomniana wyżej "nowość", więc na nią się dziś
        szykuję ...

        :)


        • maniaczytania Re: Szczęki / Historia przemocy /Popatrz na mnie 30.07.10, 23:26
          ja wlasnie jednym okiem zerkam na nowosc wspomniana przez Ciebie, ale jakas nudna,
          zabawanych scenek poki co nie zauwazylam :)
          • maniaczytania Re: Szczęki / Historia przemocy /Popatrz na mnie 30.07.10, 23:45
            albo ja juz o tej porze za malo bystra jestem i czucia nie mam :)
            • barbasia1 Re: Szczęki / Historia przemocy /Popatrz na mnie 31.07.10, 13:29
              Nienie Maniusiu, to nie wina pory, to jednak ta komedia (a ściślej
              komediodramat) jakaś mało śmieszna była, też nie zauważyłam
              obiecanych w zapowiedzi zabawnych scenek i dialogów, a siedziałam do
              samitkiego końca, podtrzymując opadające powieki by nie usnąć ...

              Dla porządku odnotuję jeden śmieszy dialog, jeden na cały film -
              Ojciec głownej bohaterki, znany pisarz widząc znajomka córki
              siedzącego na kanapie w bardzo ponurym nastroju, mówi - "Tam w
              szafce jest arszenik..." :) I to było na tyle smiesznych dialogów w
              tym dwugodzinnym filmie.

              No tak nie był to as, jak myślałam, a zwykła blotka.
              • maniaczytania Re: Szczęki / Historia przemocy /Popatrz na mnie 31.07.10, 14:14
                no to uff :) Ja tez wytrwalam sila bezwladu do konca, ale to tylko dlatego, ze
                potem byly dwa odcinki mojego ulubionego serialu kryminalnego "Podporucznik
                Brenda Johnson" :)

                Chyba za malo wyrafinowane na Palmy jestesmy, hehehe :)))
                • barbasia1 Re: Szczęki / Historia przemocy /Popatrz na mnie 31.07.10, 16:40
                  maniaczytania napisała:

                  > no to uff :) Ja tez wytrwalam sila bezwladu do konca,
                  hahahaha

                  To ja Cię przepraszam! ;)

                  > Chyba za malo wyrafinowane na Palmy jestesmy, hehehe :)))
                  haha
                  Obawiam się, że masz rację!

                  Nudny był ten film, ale dziś po przemyśleniu, o dziwo, coś tam
                  pozytywnego jestem w stanie wnim dostrzec, ale o tym za chwilę... /
                  ciekawa jestem, czy się ze mną zgodzisz?/
                  :)
        • grek.grek Re: Szczęki / Historia przemocy /Popatrz na mnie 31.07.10, 13:36
          Hah, no tak, pisząc na gorąco nie dostrzegałem, albo inaczej - nie doceniłem właśnie tej przewrotności Cronenberga, z jaką swojego bohatera "wystawił", a kiedy już mi nareszcie błysło we łbie, to od razu mi się inne sensy uruchomiły i w sumie z pierwszego, średniego wrażenia Historia urosła do rangi naprawdę niezłego filmu, który trzeba po prostu podłapać, żeby naprawdę go uznać :)

          O, nie oglądałem "Popatrz(u)"... jak Ci się podobał, jak oceniasz ?

          Hehe ;)), zobaczymy, o ile dożyjemy, co się ziści, chociaż to żadnym sposobem proroctwo nie miało być.



          • barbasia1 Re: Szczęki / Historia przemocy /Popatrz na mnie 31.07.10, 13:48
            Porozmawiamy o "Historii ..." przy kolejnej powtórce!

            > O, nie oglądałem "Popatrz(u)"... jak Ci się podobał, jak oceniasz ?

            Zaraz napiszę! Będę marudzić, uprzedzam! :)

            > Hehe ;)), zobaczymy, o ile dożyjemy, co się ziści, chociaż to
            >żadnym sposobem proroctwo nie miało być.

            Aaaa, to jednak nie było proroctwo !? Szkoda. ;))


            /Wyobraźnia nieujarzmiona jak Mustang z Dzikiej Doliny :)/
            • grek.grek Re: Szczęki / Historia przemocy /Popatrz na mnie 31.07.10, 15:27
              Hehe ;)

              Jeśli marudzenie jest zasłużone z pkt widzenia piszącego, to jest rzeczą świętą i absolutnie akceptowalną i, w tych okolicznościach, niezbędną oraz istotną.
              • barbasia1 Re: Szczęki / Historia przemocy /Popatrz na mnie 31.07.10, 16:32
                grek.grek napisał:

                Aha! :) To dobrze!
                Ale chyba jednak nie będę marudzić tak bardzo. Pozastanawiałam się
                trochę i stwierdziłam, że ten film nie jest aż taki zły , choć
                chyba brakuje w nim, jakby powiedział pan Kałużyński nerwu, tak mi
                się wydaje, no chyba , ze to ta późna pora, ale z trzeciej strony
                Mania też rozczarowana ...

                A może rozczarowanie filmem wzięło się przede wszytskim stąd, że
                spodziewałyśmy się czegoś zupełnie innego po przeczytaniu tej
                gazetowej zapowiedzi...

                Za chwilę pojawi się mój post o "Popatrz...".
                :)

    • grek.grek "Oni" Dwójce/ "Wicked" ;), POlsat 31.07.10, 14:10
      Kabareton dzisiaj jakiś dają ;) Niestety, nie ma chyba kto występowac, bo w obsadzie Koń Polski, a to już kiepsko wróży. Dodać jeszcze Formację Chatelet, Paranienormalnych, MoCarta, Kryszka, Młodych Panów i tych koszmarków ze Skeczów Męczących i w zasadzie wiadomo, że będzie klapa.

      Dobre (o tyle, o ile) kino będzie późno.

      "Oni", 0:10, TVP 2 - szkoła średnia, a w grupka uczniów - bardzo róznych i dotąd niekoniecznie sobie szczególnie bliskich, która musi się przeciwstawić nauczycielom zainfekowanym przez Obcych i dążącym do wykoszenia uczniaków do nogi, a może i nie tylko ich, a w ogóle ludzkości całej. Typowy surwiwalowiec, który ujął mnie, za pierwszym razem, klimatyzacją swoją. Wg mnie, wcale nie gorszy, a może - dzięki swojej świeżości i całemu zastępowi modnej starszej lub młodszej,ale jednak młodzieży... aktorskiej - nawet lepszy od "Klasy 1999". Hartnett tutaj jest, późniejsza gwiazda kasowego Pearl Harbor; jest Elijah Wood, który za kilka lat przez 10 godzin ekranowych taszcząc jakąś biżuterię przez łaki i pola zyskał światowy rozgłos; jest Jordana Brewster, gwiazdeczka filmów akcji; Famke Janssen, znana z X-Manów; & last but not least, Clea DuVall, która, na moje oko, ma największy talent z całej tej menażerii i jesli ktoś jej nie wykorzysta jak należy, znaczy się - tego talentu jej ;), to powiem, ze w tej branży są sami idioci, ma oryginalną urodę, ma przebłyski dramatycznego utalentowania (choćby w "Przerwanej lekcji"), może grać akcję - ma połowę większe zatem możliwości od np Franki Potente, zatem : tylko czekać na dobry scenariusz i odważnego reżysera, który wyciągnie ją z tego drugiego planu.

      W Polsacie, o północku, dają "Niedobrą" (swoją drogą, świetnie tłumaczenie ang tytułu "Wicked", hehe) z - też całkiem sensowną dziewczyną, Julią Stiles. Niby kolejna historyjka o zbuntowanej nastolatce, której odbija i zaczyna robić chlewnię z grzybnią, ale
      Stiles nieźle prowadzi tę bohaterkę i dzięki temu daje się to obejrzeć bez zaliczenia cięzkiego urazu głowy. Widziałem ją jeszcze ze 2 razy w jakichś innych filmach, nawet już nie wspomnę tytułów i, pewnie się tradycjnie mylę, ale coś tam dziewczyna rzeźbi do rzeczy - mgliście piszę, bo nie były to poważne role w ważnych filmach, więc trudno oceniać kunszt, chodzi mi o to, że ma zadatki, bo jakoś tak się wierzy w jej ekranowe istnienie. Ma niecałe 30 lat, więc jeszcze wszystko przed nią. Jej "wicked" wcale nie jest tak jednoznacznie "niedobra' ;), jakieś tam odcienie są zaakcentowane i dzięki aktorce, przy odrobinie życzliwości, można to oglądać bez okładów z lodu na potylicę.

      Tylko od ojca detektora, może jeszcze Wy coś znajdziecie ciekawego :)
      • barbasia1 Re: "Oni" Dwójce/ "Wicked" ;), POlsat 31.07.10, 17:03
        Ojcze detektorze, powiem jak na spowiedzi, jestem niewypsana po
        wczorajszym seansie, więc chyba pooglądam sobie jednak troszkę
        kabarety, dziś, widzę, w podwójnej dawce, serwuje TVP 2 i
        Polsat... (w TVP2 ma wystąpić KMN).

        A może któryś z zapowiadanych przez siebie filmów byś nam
        opowiedział, może "Niedobrą", co?



        W TVP Kultura "Daleko od okna" (2000) o 20.10.
        Nietypowy film w dorobku JJ Kolskiego, na podstawie prozy Hanny
        Krall, dobry, polecam, tym, którzy jeszcze nie widzieli.
        :)
        • grek.grek Re: "Oni" Dwójce/ "Wicked" ;), POlsat 01.08.10, 12:15
          Niech Ci będzie odpuszczone ;)

          Ja włączyłem na chwilę i akurat był KMN, skecz z odgadywaniem nazw potraw ukrytych pod jakimiś kalamburami Niezłe. I nowe :) Potem parę razy próbowałem się wdrożyć, ale albo widziałem Męczące skecze, albo Szatlet, albo Nowaków i od razu wyłączałem odbiornik w celu oszczędzności prądu, bo jestem pro-ekologiczny ;) A serio, tych kabaretów po prostu nie da się oglądać. Nadmuchiwane skeczory, z których czasami dwa zdania które da się wytrzymac, a reszta służy wyłącznie temu, zeby występ miał przepisowe 5, 7 czy 10 minut. Groza.

          Niestety, nie czytnąłem Twego posta wczoraj (pech) i nie oglądałem "Niedobrej", obejrzałem "Onych" tylko i powiem Tobie oraz Wam, że
          za drugim razem podobał mi się jeszcze bardziej. Nawet nie-fani gatunku, śmiało przypuszczam, obejrzą (obejrzeli) bez zgrzytania zębami nadmiernego.





          • barbasia1 Re: "Oni" Dwójce/ "Wicked" ;), POlsat 01.08.10, 12:47
            Niech Ci bogowie Twą łaskawość wynagrodzą po stokroć, Ojcze
            Detektorze! :)

            Przy okazji zapytam, a odpuszczenie za wczorajsze niewywiązanie się
            z obietnicy napisania postu na temat filmu "Popatrz na mnie " też
            dostanę?
            Coś ostatnio często miewam zadyszkę umysłową, na zwolnionych
            obrotach pracuję, ech... Ale nic to, zaciskamy zmeby idziemy do
            przodu w swoim tempie :) za chwil kilka dokończę, co mam dokończyć...

            Nie ma problemu, o "Onych" też chętnie poczytamy! :)

            • barbasia1 Re: "Oni" Dwójce/ "Wicked" ;), POlsat 01.08.10, 13:28
              O "Afrykańskiej królowej", jeszcze chętniej poczytamy. Coś mi sie na
              oczy rzuciło! ;/
          • barbasia1 Re: "Oni" Dwójce/ "Wicked" ;), POlsat 01.08.10, 13:25
            To prawda coraz bardziej męczy oglądanie tych wieczorów i nocy
            kabaretowych, a co gorsza żadnej nadzie na zmianę nie widać...

            Niestety tego skeczu KMN nie widziałam byłam wtedy na Polsacie na
            jubileuszu Kabaretu pod Wyrwigroszem. Jeden tylko ich skecz uwazam
            za dobry, a nawet za znakomity - parodię prof. Miodka , którą
            poakzali tylko we fragmencie, no może jeszcze niezła jest
            piosenka "Donad marzy" i to chyba byłoby na tyle, choć nie powiem,
            mają czasmi niezłe pomysły, choć gorzej jest z realizacją. Diabeł
            tkwi w szczegółach.

            A i widziałam ten ich skecz nawiązującujący (będący ordynarną
            przeróbką, albo zmasakreowaniem ) dudkowego (a w zasadzie
            przedwojennego) skeczu "Sęk". Wczoraj pokazali wersję zmodyfikowaną
            nieco, ukatualnioną o sprawy bieżące - czyli o posła Palikota, a w
            zasadzie chodziło tylko jego nazwisko. I żart miał polegać na tym,
            że Żyd ze skeczu zrozumiał przez telefon, że "kot", ktorego kupnem
            jest zainteresowany "pali" (papierosy) - Palikot, kot pali-
            żenujące.


            > od razu > wyłączałem odbiornik w celu oszczędzności prądu, bo
            jestem pro-ekologiczny ;)
            haha
            To się chwali (pro-ekologiczne podejście)! :)
            • grek.grek Re: "Oni" Dwójce/ "Wicked" ;), POlsat 01.08.10, 14:56
              No to o "Onych" coś jutro nagryzmolę.

              hehe, o "Popatrz" napiszesz, kiedy znajdziesz czas i ochotę, nie zawsze ma się jedno albo drugie w konkretnym momencie :)

              Ja się już nawet nie nastawiam na te kabaretony, prędzej na programy z udziałem jednego konkretnego kabaretu.
              • barbasia1 Re: "Oni" Dwójce/ "Wicked" ;), POlsat 01.08.10, 15:40
                Pójdę chyba za Twoim przykładem i odpuszczę sobie te noce
                kanaretowe, dopóki czegoś nie zmienią.

                "Popatrz" już zaczęłam wczoraj, tak więc jest szansa na rychłe
                ukończenie! :)

                > No to o "Onych" coś jutro nagryzmolę.
                OK! Czekam! :))

    • grek.grek "Afrykańska królowa", spojler ofk ;) 01.08.10, 12:03
      Widzę,że nowy wątek jest, ale tutaj miało być słów parę o "Afrykańskiej królowej", więc oto i one.

      Akcja dzieje się w Afryce płn w 1914 roku. Brytyjka Rose z bratem (chyba księdzem, czy jakimś pastorem) prowadzą od dekady coś w rodzaju placówki misyjnej w małej wiosce, uczą dzieciarnię czytać, pisać, jakieś pieśni z nimi śpiewają, w sumie - przekabacają na katolicyzm chyba ;) Kanadyjczyk Charlie, lekko nieokrzesany, ale sympatyczny właściciel tytułowej AK, czyli pływającej krypy jest trochę przewoźnikiem, trochę szmuglerem, chociaż, jak sam wspomina, pierwotnie przyjechał do Afryki budować most na Zambezi. Odwiedza co jakiś czas wioskę, przywozi pocztę i inne pierdółki, a oni go zapraszają na jakieś jadło, czy co tam.

      W Europie trwa wojna. Jej smród dociera także i na to zad,upie afrykańskie. Niemcy, sprawujący kontrolę nad tymi terenami, zaczynają robić ordnung, przeczuwając, że jedne z pierwszych uderzeń koalicji pójdą właśnie na niemieckie protektoraty w Afryce - palą wioski, a mieszkańców wcielają do wojska, które ma zwiększać liczebność i, co tu dużo mówić, minimalizować straty własne wojsk II Rzeszy.
      Demolują także wioskę Rose. Jej brat umiera, na jakiś zawał czy coś w tym guście. Rose zostaje sama na zgliszczach. Zabiera ją stamtąd Charlie swoją łodzią.

      Kiedy fertyczna Rose dowiaduje się, że w Europie naparzają się Niemcy z jej ukochaną Anglią budzi się w niej patologiczny patriotyzm i dowiedziawszy się, ze Charlie przewozi sporą partię materiałów wybuchowych proponuje mu, zeby w ramach partyzanckiej wojny storpedowali
      wielki niemieckie okręt Luiza. Charlie pozornie się zgadza, w gruncie rzeczy ma jednak nadzieję, że Rose z czasem trochę otrzeźwieje, bo raz, ze musieliby wpłynąc na jezioro, do czego prowadzi karkołmna droga najeżona licznymi trudnościami, a po drugie - niby jak jego łajba miałaby rozwalić duży okręt ? - Rose sugeruje, że powinien zrobić torpedy, potem rozbiją łódź o burtę statku, a sami wyskoczą do wody.

      No i sobie płyną. Na początku jest jak na safari. Flora jak w bajce, fauna po brzegach i w wodzie kłapie zębami, albo stroszy pióra, a Rose i Charlie dobrze współpracują, są dla siebie mili i wyrozumiali (kiedy zrywa się nocna ulewa moknący w częsci niezadaszonej łodzi Charlie próbuje się skryć pod dachem, gdzie swój rewir ma Rose, co obudzona zninenacka Rose bierze za próbę dobierania się do niej i wygania go, ale za chwilę orientuje się, ze leje jak cholera i sama go zaprasza, a nawet daje parasol, żeby mu z boku nie padało na głowę). Do czasu, kiedy u Rose bierze górę nawyk strofowania innych, co Charlie, akurat po opróżnieniu jednej i w trakcie pustoszenia następnej butelki koniaku, jej wypomni, nazwie jej militarne plany idiotycznymi, a ją samą 'zasuszoną dewotką". Ona się na niego najpierw obrazi, przestanie odzywac, co tak go dotknie, ze aż ją przeprosi, żeby tylko nie pozostawać w takiej sytuacji sekundy dłużej. Nie udaje się tylko uratować całego zapasu ulubionego przez Charliego alkoholu, który Rose w stanie skłócenia mściwie wylała mu do wody. I płyna ku temu jezioru, a Charlie coraz bardziej zaczyna akceptować przeznaczenie, albo i nadal uważa plan Rose za głupi i szalony, lecz ma chyba nadzieję, że w zderzeniu z materią po prostu się ona przestraszy.

      Im dalej w podróż tym bardziej staje się ona niebezpieczna, a nawet z safari przeistacza się w prawdziwy rajd po jądrze ciemności, jak z Conrada. Ilekroć Charlie, bazujący na zdrowym rozsądku i doświadczeniu , próbuje oponować przeciw pokonywaniu kolejnych przeszkód, tyle razy ułańska odwaga, nakręcana trochę nieznajomością realiów, Rose pcha ich dalej rozwiewając jego wątpliwości, a on się jej nie umie oprzeć - pokonują potężne progi rzeczne, prądy, wodospad nawet; dopadają ich moskity, z którymi muszą stoczyć bitwę, a właściwie salwować się ucieczką, hehe; zostają ostrzelani przez niemiecki posterunek wojskowy; przydarzają się awarie i kontuzje łódki - wszystko to udaje im się pokonywać, a przy okazji, cichaczem, zrzędzący i ciągle kręcący nosem na upartość Rose Charlie i sama Rose : pełna wigoru i wiary w powodzenie najbardziej wariackiej akcji zaczynają w tym wirze przygód się do siebie przekonywać na tyle ze rodzi się z tego związek uczuciowy.

      W końcu - łódź wpada w bagnisko, na mieliznę, gdzie mimo heroicznym prób przeciągnięcia jej wpław przez gęste krzaki i muł utykają na dobre tracąc przy okazji jakąkolwiek orientację w terenie. Nie ma dokąd jechać dalej, dookoła tylko krzaczory, błoto i malaria. Charlie choruje z wycieńczenia, a Rose odmawia nad nimi ostatnią modlitwę i właściwie czekają na śmierc.
      W nocy zrywa się burza... a rano łodź płynie w pełnym słońcu po jeziorze. OKazuje się, ze to deszcz spowodował rozmycie się błota i wypuścił z mułu łajbę, która była... sto metrów od jeziora, o czym oczywiście oni nie mogli wiedzieć. Są rzecz jasna szczęśliwi.

      A za chwilę pojawia się Luiza, ten niemiecki okręt. Charlie i Rose kryją się na łódce, w krzaczorach jakichś. Luiza rzuca kotwicę nieopodal. Para terrorystów ;) planuje atak w nocy. Charlie konstruuje te torpedy, umieszcza je na dziobie, w wywiercionych dziurach. W nocy jednak jest kolejna burza, sztorm, atak kończy się fiaskiem - łódź się przewraca, idzie pod wodę, a Charlie i Rose lądują w wodzie. Wyławiają ich stamtąd Niemcy. Najpierw Charliego, którego od razu skazują na śmierć za szpiegostwo na rzecz Brytfanii. POtem Rose, która dowiedziawszy sie, ze ukochanego już skazali recytuje im ze szczególami ich plany terrorystyczne i własny w nich udział, zeby Charlie nie szedł na szafot sam. Dostaje oczywiście czapę.

      Dwa stryczki są gotowe. W ostatnim słowie Charlie prosi kapitana statku, zeby udzielił im slubu, jako że kodeks morski daje mu takie prawo. I tak zostają męzem i zoną mając na głowach już nałożone pętle. I już mają ich wieszać, kiedy nagle Luiza obrywa strasznie, zaczyna płonąć i tonąć. To Afrykańska Królowa, zdawałoby się zatopiona łódź Charliego i Rose, niesiona wodą piep,rznęła w okręt i eksplodowały torpedy i materiały wybuchowe na niej zgromadzone. Cała banda wpada do wody, z Luizy zostają strzępki desek, Niemcy rozpaczliwie się w wodzie taplają, a Rose i Charlie na wielkim luzie płyną sobie wpław i śpiewają szanty jakieś. Pewnie ku suchemu brzegowi. KOniec.

      Tytuł, jak widac, nie bez kozery nadany - to własnie łódź łączy parę filmową, łódź jej ratuje życie samemu własne poświęcając, o ile łodź żyje oczywiście ;))
      Nie ma tutaj grama patosu ani kiczu, nawet kiedy szykują ich do egzekucji, a kapitan daje im ślub, ich zachowanie raczej nie wzrusza, a raczej widac w nim przymrużenie oka. Dramaty przeprawy przez rzekę luźno przeplatają się z interakcyjną ćwierć-komedią i w niczym nie ma jakiegoś naciągania struny tanich emocji. Wyznania uczuciowe nie mają ni szczypty ckliwości czy melodramatyzmu. I dlatego wszystko tutaj jest wiarygodne w swej fikcji :)

      Bogart i Hepburn, znakomici, uroczy, luźni, w najlepszym oldkulowym stylu. Popis aktorstwa. BOgart wcale nie przypomina siebie z filmów noir, czy innych "marlowe'ów" w których się z wielkim powodzeniem udzielał, tutaj jest w nim znacznie więcej życia i plastyczności. Hepburn nie znam za dobrze, nie widziałem jej zbyt często, ale intensywność z jaką lepi postać rezolutną, otwarta i kompletnie nie znającą strachu, która stoi w jawnej sprzeczności z stereotypem brytyjskiej misjonarki, jaki miałem na początku filmu w głowie, jest
      wybitna. Sądziłem, ze Rose będzie marudą i ostrożnisią, a Charlie luzakiem i kozakiem, a tymczasem jest w ogólnym zarysie inaczej, bo Charlie jest kozakiem, ale do wszystkiego musi go popychać temperamentna Rose.

      Cała rzecz się dzieje na łodzi, poza pierwszymi 20 minutami, dzieki czemu przy okazji trzecim bohaterem (czy czwartym, po Afrykańskiej Królowej, hehe) jest cała dzika i groźna przyroda afrykańska : czy to obecna stale w tle, czy stająca na drodze bohaterom, czy też fotografowana osobno w krótkich sekwencjach niemal paradokumentalnych.

      • barbasia1 Re: "Afrykańska królowa", spojler ofk ;) 01.08.10, 14:22
        >Charlie jest kozakiem, a
        > le do wszystkiego musi go popychać temperamentna Rose.

        To tak jak w tym powiedzeniu, że mężczyzna jest głową, a kobieta
        szyją, która tą głową kręci, nieprawdaż Greku. :))
        Życiowe! ;)

        Piękny film i świetne zakończenie! / zwłaszcza te szanty, hahaha/
        Dzięki wielkie!
        • barbasia1 Re: "Afrykańska królowa", spojler ofk ;) 01.08.10, 14:36
          Przyjemny film - tak może lepiej. :)

          A zakończenie świetne, lubię optymistyczne zakończenia ... :)
        • grek.grek Re: "Afrykańska królowa", spojler ofk ;) 01.08.10, 15:05
          Hehe, faktycznie, ten film mógłby być (jest) ilustracją tego powiedzonka.

          Zakończenie - zgodne z regułami, chociaż przez chwilę podejrzewałem, ze reżyser zrobi woltę i ich powiesi, choćby po to, żeby udowodnić, ze jest takim mistrzem, że nawet tak niewybaczalne zakończenie umie przedstawić w sposób na tyle luźny i nieckliwy, że dramat nie zapachnie wani trochę konwencjonalnie, a wręcz będzie idealnym finałem dla ich romantycznej przygody. Tak zręcznie prowadził ten film, ze naprawdę byłem skłonny w uwierzyć w podobne brewerie ;) Ale happy end był i tak chyba lepiej.

          hehe, my pleżer :)
          • barbasia1 Re: "Afrykańska królowa", spojler ofk ;) 02.08.10, 15:12
            Wiesz, ja też byłam pewna dramatycznego zakończenia! :)
            /ale wolę happy end/

            Ciekawa byłam jak ta para wygląda, tu ją znalazłam -

            www.filmweb.pl/Afrykanska.Krolowa#picture-21
            www.filmweb.pl/Afrykanska.Krolowa#picture-25
            Urocza para! :)


    • grek.grek "Oni" ... ze spojlerem, a jakże ;) 02.08.10, 11:48
      A'propos "Oni". Science fiction, więc z gruntu jest brzmi i wygląda, jak brednia jakaś, albo bełkot, ale takie są prawa gatunku ;)

      Rzecz się rozgrywa w szkole średniej, takiej archetypowej z amerykańskich filmów dla młodzieży, albo - o młodzieży.

      POstanawiają się tutaj pojawić Obcy, kosmici czyli. Plan obejmuje chyba przejęcie kontroli nad ludzkością, a właśnie w tej szkole ma być początek. Taki domysł, żeby jakoś to siępisało, hehe.
      Najpierw w tryby wpada trener sportowy. Zostaje zainfekowany wirusem, zmienia się jego osobowość, pije strasznie dużo wody, bo to co ma tam w środku musi się stale chłodzić i nawadniać. I od trenera się zaczyna. Infekowani zostają kolejni nauczyciele...

      I jest sobie sześcioro uczniów, którzy za chwilę staną się głównymi bohaterami całej historii : Zeke (Hartnett), to utalentowany, obrotny domorosły chemik, który handluje własnej roboty koksem, o swoich starych mówi "są martwi, choć z pozoru żywi"; Stan jest futbolistą, ale zamierza to rzucić w cholerę i zająć się nauką, bo nie chce uchodzić za tępaka i razi go, że naciągają mu oceny z powodu jego boiskowych umiejętności; Delilah (Brewster), to jego dziewczyna, pierwsza czirliderka - chodzą ze sobą, bo tak wypada wg tradycji szkolnej ;), ale przy okazji redaktorka gazety; Stokely (DuVall) zaczytuje się w literaturze s-f, ubiera na czarno, maluje na czarno i rozpuszcza plotki, że jest lesbijką, żeby się od niej odwalił cały świat, typ autsajderki, ale z miętą ku ambitnemu futboliście; Marybeth jest nowa, przykleja się do Stokely i od razu zdradza wyraźne zainteresowanie Zekem, typ sympatycznej dziewczyny, everybody honey; Casey (Elijah Wood), właściwie jak Wood, to Casey musi wyglądać i być jak ten Frodo - filigranowy i bystry, ale tutaj, przy okazji, robiący za worek kartofli, którym dla urozmaicenia sobie czasu rzucają szkolne bezmózgie ćwoki, znaczy się - ofiara z powodu fizycznej nieokazałości :)

      I właśnie Casey znajduje na boisku szkolnym jakiś organizm. Nauczyciel fizyki (jeszcze zdrowy, hehe) go bada i stwierdza, ze to nowy zupełnie gatunek, o jakim ludzkość dotąd nie słyszała - ma m.in zdolność samorzutnej multiplikacji. Obiecuje wysłać to coś na uniwersystet, żeby tam fachowo to zbadali.
      Drugi niepokojący sygnał, to przygoda Stana, którego pod prysznicem zaczepia jedna z nauczycielek - starszego pokolenia, heh; wygląda ona fatalnie, włosy wypadają jej seriami, bredzi coś, zachowuje się jak w malignie. Zostaje to wytłumaczone chorobą rzekomą.

      Caseyowi to nie wystarcza. Razem z Delilah, w której się po cichu podkochuje zakradają się do pokoju nauczycielskiego i grzebią tam w poszukiwaniu jakiegoś śladu. W ostatniej chwili udaje się im schować
      w szafie przed nadchodzącymi belframi. Widzą z tej szafy jak trener z drugą nauczycielką infekują higienistkę (mała rola Salmy Hayek). A w samej szafie znajdują ciało tej nauczycielki spod prysznica. Robią rejwachu trochę, zostają zdemaskowani, ale udaje się im uciec. Czynią rumor, panikują, ale nikt nie wierzy w ich opowieści, zwłaszcza ze pani higenistka jest cała i zdrowa; zjawia się policja, jest przeszukanie, ale nic nie znajdują, a policjant który na chwilę znika w pokoju nauczycielskim wraca odmieniony, czytaj : zainfekowany, a Casey dostaje dodatkowy opier,dziel od starych i zostaje pozbawiony dostępu do internetu i świerszczyków, czyli płaci słoną cenę za swoją dociekliwość ;).

      Następnego dnia w szkole Casey wtajemnicza w całą sprawę Stokely. Buda jest już prawie w całości opanowana przez kosmitów - i nauczyciele i uczniowie :ci są kolejno wzywani do gabinetu nauczycielskiego, a tam przerabiani : wszyscy piją wodę, zachowują się nienaturalnie powściągliwie, skromna nauczycielka przeistacza się w wampa i robi awanturę Zekowi, trener się chłodzi stojąc pod zraszaczami trawy na boisku i takie tam rózne.
      Cała szóstka zbiera się w pracowni fizyki, żeby się naradzić - pojawia się nauczyciel fizyki : już kosmita, atakuje ich, staczają z nim bój i zabijają go za pomocą... tego koksu, co go Zeke sprzedaje. Okazuje się ze ma on właściwości wysuszające, bo działa na kosmitów jak najgorzej.

      Wychodzą ze szkoły - to jest dobra scena : oni idą w szóstkę, a wszyscy dookoła gapią się na nich podejrzanie, tak jakby wiedzieli, ze tylko oni zostali niespacyfikowani.

      Jadą do Zeka do domu, gdzie ma on prawdziwe domowe laboratorium. Tutaj jest powtórka sceny z "Coś" : każdy z nich wciąga działkę koksu nosem, a jden z pozostałych trzyma go na muszce zekowego pistoletu, by w razie przemiany go od razu zastrzelić (w Coś test był za pomocą pojemniczków z krwią). Test oblewa Delilah, która okazuje się być zainfekowana. Robi zadymę, rozwala to laboratorium, a potem ucieka. pozostała piątka dochodzi do wniosku, że skoro i tak zaraz się całe miasto dowie, gdzie ich szukać, to trzeba się zdecydować na atak i zabić królową kosmitów, co przywróci wszystko do stanu sprzed infekacji.

      Jadą więc do szkoły. Na boisku trwa mecz. Skosmiciała drużyna futbolowa niszczy swoich przeciwników jak małych dyziów. Piątka lokalizuje się w sali gimnastycznej i próbuje dojść, kto może być królową, od razu eliminują jedną z nauczycielek, która naciera na nich i zostaje zabita, przy okazji Marybeth zużywa prawie cały koks. Na zwiady idzie Stan, wraca zainfekowany, trener go zaraził. Nie wpuszczają go z powrotem. Więc jest tylko czwórka. Casey i Zeke skaczą do auta Zeka, zeby zabrać resztkę koksu - Caseya próbuje omotać zarażona delilah, a kiedy ucieka goni go cały zespół futbolowy. Udaje mu się spie,przyć. Zeka atakuje nauyczycielka-wamp, która zanim się zmieniła ciągle miała z nim problemy, a on bezczelnie czynił jej aluzje seksualne, a ona zwijała się w kłębek - po przemianie to ona nagle stała się ekspansywna - teraz zaś próbuje Zeka zabić, on w auto i wieje, ona do tego auta, pakują się w autobus szkolny, wybuch, Zeke się ratuje, a wamp jest w dwóch kawałkach, ale głowa na mackach chodząca znajduje tułów jakoś... Zeke widzą te cuda wieje jak na skrzydłach.

      Tymczasem w sali wychodzi na jaw, że królową jest... Marybeth, ta nowa. Kiedy dociera tam Casey właśnie szykuje się ona do zainfekowania Stokely. Oboje uciekają przed nią, kryją się po szatni. Po chwili dociera tam też Zeke. Stokely zostaje za chwilę złapana i zainfekowana, ale udaje się caseyemu zamknąć ją w szatni. Królowa zaś zmienia postać i z maszkary podobnej do ośmiornicy jest znów Marybeth i to nagą. I robi się batrdzo elokwentna, mówi, że w ludzkiej postaci bardzo się z nimi zżyła i chce im dać lepsze życie, bez strachu, bólu, w lepszym świecie, gdzie nie ma przykrości i smutków. Dla poparcia tych słów grzmoci Zekem o scianę i chłopina traci przytomnośc. Zostaje tylko Casey. królowa znów się zmienia w ośmiornicę i próbuje go zaszlachtować, ale przyparty do muru Casey pakuje w nią ostatnią fiolkę koksu i pozbawia życia, a potem wszystko wraca do normy - ludzie sa znowu soba, szkolna oferma Casey zostaje bohaterem z pierwszych stron gazet i zdobywa serce Delilah, Stokely (już nie na czarno, tylko na łąkokwitnąco, hehe) i Stan tworzą drugą parę, a Zeke gra w futbol, a kibicuje mu nauczycielka, której czynił aluzje ;)

      Tyle. Brzmi głupio, ale na ekranie wygląda dobrze. Mało tu amerykanizmów w życia szkoły średniej, co tylko pomaga. Samo pojawienie się kosmity, który zaraża można interpretować, czy to jako metaforę pojawienia się ideologii, która z ludzi robi narzędzia, czy jako krytykę religii jako "opium dla ludu", czy szkolnego systemu opresyjnego, czy cokolwiek sobie tutaj podstawić. Akcja szybka, aktorzy nieźli, dwie sceny naprawdę aspirujące do miana dobrych - wyjście ze szkoły (wg mnie najlepsza) i ta wariacja nt "Coś". Moze i high-school-horror, ale nie tak infantylny. Pewnie dlatego, ze bohaterowie mają tożsamości konkretne, są rózni, mają charaktery jakoś tam zarysowane zgrabnie, nie są tak bardzo z papieru, jak w gros innych produkcji tego "szkolnych" produkcji, mają jakieś problemy, co się średnio wiąże z głównym wątkiem, ale jakieś tam motywacje szkicuje.
      • barbasia1 Re: "Oni" ... ze spojlerem, a jakże ;) 02.08.10, 13:31
        > A'propos "Oni". Science fiction, więc z gruntu jest brzmi i
        >wygląda, jak brednia jakaś, albo bełkot, ale takie są prawa gatunku

        hahaha :)

        Oczywiście, mamy tego świadomość!

        Mam pytanie, bo dwa razy przeczytałam Twój tekst i nigdzie nie
        znalazłam, informacji na temat tego, jak obcy/ kosmicie zarażali
        ludzi wirusem, zminiającym osobowść na kosmiczną!? Kichali na nich,
        kąsili, całowali / to byłoby fajne!? ;)/, wkłuwali się, jak?

        Samo pojawienie się kosmity, który zaraża można interpretować, czy
        to jako [...] krytykę religii jako "opium dla ludu",

        To chyba jakaś nadinterpretacja jest? ;)))


        Dzięki za "Onych", za miły początek tygodnia! :)

        • grek.grek Re: "Oni" ... ze spojlerem, a jakże ;) 02.08.10, 14:32
          Bardzo proszę, hehe :)

          Zarażenie odbywało się przez coś w rodzaju gryzienia, w każdym razie chodziło o utoczenie krwi delikwentowi.

          Dlaczego "nadinterpretacja" ? :) Jakby już szukać metafory, to ta wydaje mi się całkiem zasadna - treścią fabuły jest odbieranie człowiekowi tożsamości w celu, jak powiada sama główna pani kosmitka : "ulepszenia życia, pozbawienia go trosk i problemów, a zastąpienia ich (tępym) samozadowoleniem", a religia w ujęciu marksowskim własnie tak była postrzegana. Ta przemowa królowej kosmitki dość, wg mnie, precyzyjnie uderza w ten ton. Ale równie dobrze można to odnieść do każdej innej ideologii. A już na pewno także do innych piewców aktywności, które odrywają człowieka od rzeczywistości w stan jakiegoś nieodczuwania np narkobiznesu.

          W finale jednak Casey łudzony przez królową wizją życia bezproblemowego, bez strachu - czyli, bez swojego największego wroga, bo przecież on od zawsze żył w strachu, że w szkole znów jakaś banda dresiarzy wytrze nim podłogę, staje przed dylematem nie lada, bo propozycja jest nad wyraz interesująca dla kogoś takiego jak on. Nie bez kozery właśnie jego scenarzysta wybiera na tego, który zostaje do końca i musi zdecydować o losie swoim i ludzkości być może, jako że on ma najwięcej do zyskania i do stracenia : pogonienie kosmity i powrót do rzeczywistości sprzed całego tego cyrku, gdzie być może nadal będzie popychadłem, czy też skorzystanie z oferty i nową formę egzytencji, nowy stan skupienia mentalnego. Wybiera życie realne zamiast nieważkości, strach ponad tępą beztroskę, czyli wybiera człowieczeństwo.
          • barbasia1 Re: "Oni" ... ze spojlerem, a jakże ;) 02.08.10, 15:15
            OmeinGott! Czułam, że na grząski grunt zbaczam! ;)

            CDN.
            • grek.grek Re: "Oni" ... ze spojlerem, a jakże ;) 03.08.10, 13:59
              hehe :) wiesz, to tylko jedna z dopuszczalnych, wg mnie, interpretacji.
          • barbasia1 Re: "Oni" ... ze spojlerem, a jakże ;) 04.08.10, 16:36
            Jestem na gorszej pozycji, bo nie widziałam "Onych", trochę mnie to
            ogranicza, bo na poparcie moich ewentulanych kontrtez nie mogę
            przytoczyć argumentów z filmu, aleeee spróbuję podyskutować, a
            przynajmniej odpowiedzieć na ten post...

            Po pierwsze, jeśli treścią filmu było, jak piszesz "odbieranie
            człowiekowi tożsamości w celu [...] "ulepszenia życia, pozbawienia
            go trosk i problemów, a zastąpienia ich (tępym) samozadowoleniem" -
            to to, patrząc na praktykę zycia codziennego dziś, imo nijak ma się
            do religii. Nie uwawżam też by religia/ wiara, "pozbawiała " (sic!)
            kogokolwiek "tożsamości".

            Po drugie, nie zgadzam się z marksistowskim pojmowaniem religii
            (nieco juz chyba zatęchłym paradygmatem, nie sądzisz?).
            IMO wiara i religia nie gwarantuje życia bezproblemowago,
            bewztroskiego, nie działa jak znieczulenie, jak narkotyk raczej
            może dawać/daje jedynie (aż!?) pocieszenie i uspokojenie albo siłę
            do walki z przeciwnosciami losu, cierpieniem, pokazuje jak żyć (10
            przykazań, przykazanie miłosci), nadaje sens ludzkiemu życiu ...



            Wiesz, nie jestem zwoleniczką dopatrywania się głębszego sensu w
            filmach, które w zamyśle twórców mają być czytstą rozrywką, bez
            drugiego dna, ale muszę przyznać, że kręcą mnie takie ciekawe
            spostrzeżenia, skojarzenia (jak tu na temat religii) i wychodzenie
            poza film. :)





            • barbasia1 On zespojlerem, a jakże ;) i moje 3 gr a jakżePS 05.08.10, 18:34
              PS, a nawet kilka PS-ów

              Wiara/religia moze skłaniać /skłania człowieka do refleksji nad
              swoim zachowaniem, do pracy nad sobą, do dojrzałego odpowiedzialnego
              życia.

              pokazuje jak żyć (10
              > przykazań, przykazanie miłosci), nadaje sens ludzkiemu życiu ...

              tylko w pewnym zakresie pokazuje jak żyć ...

              Po drugie, nie zgadzam się z marksistowskim pojmowaniem religii
              > (nieco juz chyba zatęchłym paradygmatem, nie sądzisz?).

              A jeśli nie zatęchłym, to na pewno skompromitowanym przez
              kontynuatorów Marksa - Lenina, Stalina, Pol Pota, Mao Tse-tunga i
              innych.

              Przytoczę jeszcze bliskie mi słowa Dalajlamy, (wypowiedziane
              programie Tomasza Lisa / nie pamiętam, czy już ich czasem nie
              przywoływałam tu kiedyś?!/), który powiedział, że "religia, jako
              przesądy to trucizna (trucizna - tak o religii mówił Dalajlamie Mao
              Tse-tung - dopisek mój). Religia jako insytucja organizacja, która
              używałaby wyznawców do swoich celów to trucizna. Religijność jako
              ćwiczenie dobroci serca i właściwego używania ludzkiej inteligencji
              to jest nie trucizna".

              :)
              • grek.grek Re: On zespojlerem, a jakże ;) i moje 3 gr a jak 06.08.10, 13:45
                Może też ogłupiać i zwalniać z odpowiedzialności, z używania rozumu, wpędzać w eskapizm albo fanatyzm. Wielu tzw wiernych właśnie tak religii używa. Jest to jednak rodzaj ideologii, zwłaszcza gdy mowa o Kościele oficjalnym, który tę religię krzewi.

                Ech, wiesz, o potrzebie miłości, szacunku dla bliźniego itd mówi także etyka całkiem świecka :)

                DLaczego skompromitowanym ? Chodziło w nim o irracjonalnośc religii, łatwość pocieszenia, oderwanie człowieka od życia, skierowanie go ku wierze w nadprzyrodzone zamiast własnej inwencji, w nadobecność zamiast własnej wartości itd. Czy religia się zmieniła ? Ba, czy była kiedykolwiek, w swej masowej, kościelnej formie - inna ?

                No i pan Lama ma sporo racji. Tylko jego pojęcie religijności bardziej mówi o etyce. Sam buddyzm z religią katolicką czy islamem nie ma nic wspólnego, bo nie każe ludziom wierzyć w Boga, jest wg mnie bliższy etyce :).
                • barbasia1 Re: On zespojlerem, a jakże ;) i moje 3 gr a jak 07.08.10, 14:08
                  Oczywiście, że religia może „zwalniać z odpowiedzialności, z
                  używania rozumu /choć nie powinna, tak na marginesie oraz na wszelki
                  wypadek, pragnę zauwazyć, że fideizm jest odrzucany na gruncie
                  KK / , wpędzać w eskapizm albo fanatyzm”, ale te postawy,
                  wystepujące, jak doskonale wiesz, nie tylko na gruncie religii,
                  stanowią raczej niewielki margines, czego dowodzi zresztą niedawna
                  awantura o krzyż, przed Pałacem Prezydenckim. hierarchowie
                  koscielni i zdecydowana większosc katolików krytykuje działania
                  garstk ludzi, fanatyków i oszołomów broniących krzyża (przed
                  księżmi, kościołem, przed umiezszceniem go w godnym miejscu!), a
                  własciwie , używających krzyża do celów politycznych pod pretekstem
                  jego obrony, obrony wartosci katolickich (tu raczej mamy do
                  czyniania z jakims przedziwnym pomieszniem fanatyzmu politycznego z
                  religijnym).

                  Ech, wiesz, o potrzebie miłości, szacunku dla bliźniego itd mówi
                  także etyka całkiem świecka :)


                  Oczywiście, doskonale wiem o tym i bardzo mnie to cieszy, bo to
                  stanowi jakąś płaszczyznę prozumienia dla wszytkich ludzi
                  niezależnie od wyznawanej wiary, poglądów..
                  Przykazanie miłosci jest kwintestencją wiary chrześcijanskiej i
                  chyba nigdzie indziej, jak mi się wydaje tak bardzo nie akacentuje
                  się , nie przypommina się o koniecznosci i potrzebie miłosci oraz
                  szacunku do bliźniego. To takie proste, a jednocześnie przecież tak
                  niesłychanie trudne w codziennym życiu!


                  DLaczego skompromitowanym ? Chodziło w nim o irracjonalnośc
                  religii, łatwość pocieszenia, oderwanie człowieka od życia,
                  skierowanie go ku wierze w nadprzyrodzone zamiast własnej inwencji,
                  w nadobecność zamiast własnej wartości itd. Czy religia się
                  zmieniła ? Ba, czy była kiedykolwiek, w swej masowej, kościelnej
                  formie - inna ?

                  Skompromitownym w tym sensie, ze życie bez religii tylko z
                  wiarą "we własną inwencję" też nie okazało się szczęśliwsze,
                  piękniejsze, lepsze, jakoś nie powstał raj na ziemi . :)

                  No i pan Lama ma sporo racji. Tylko jego pojęcie religijności
                  bardziej mówi o etyce. Sam buddyzm z religią katolicką czy islamem
                  nie ma nic wspólnego, bo nie każe ludziom wierzyć w Boga, jest wg
                  mnie bliższy etyce :).


                  Teza, ze buddyzm, religia katolicka i islam nie mają ze sobą nic
                  wspólnego jest bardzo dyskusyjna! Wydaje mi się, że jednak sporo
                  podbieństw by się znalazło, nawet chyba kiedyś coś na ten temat
                  czytałam, ale ja nie o tym... Mnie się wydaje, że słowa Dalajlamy,
                  w czasach kryzysu wiary (o kryzysie mówią z znawcy przedmiotu)
                  mogą stanowić wskazówkę dla tych, którzy pytają o to , czym ma być
                  dzisiaj wiara.

                  :)
                  • grek.grek Re: On zespojlerem, a jakże ;) i moje 3 gr a jak 07.08.10, 14:44
                    Czy ja wiem, czy margines... :)
                    Religia daje pożywkę dla rozmaitych instynków, można robić chlew zasłaniając się Bogiem, albo symbolami religijnymi. Dlaczego nie robi się tego np z logo Coca Coli albo Reeboka ? :). Część sekt wyrasta
                    z tradycji religijnej, w "Onych" na pewno i sekciarstwo jest krytykowane.
                    Generalnie, to co robi ludziom wodę z mózgu. Religia zaś niejeden mózg już zgąbczyła, więc... ciągle warto ostrzegać, bo może i cywilizowane społeczeństwa się emancypują od wpływów religii, ale pozostaje ciągle sporo miejsc na świecie, gdzie tak różowo nie jest.

                    Nie wiem, czy zauwazyłaś, ale jest to także krytyka polityki imigracyjnej, czy raczej, hmmm, może nie tyle krytyka, co właśnie ostrzeżenie - w filmie naczelnym kosmitą jest ta nowa, Marybeth, która się sprowadziła do miasta z Atlanty. A więc - uważajcie, bo nigdy nie wiadomo, co sie stanie kiedy przybędzie Nowe, może być miłe, fajne i ładne, a zawierać coś, co kompletnie zdestabilizuje społeczeństwo, czy jakąś jego częśc, czy grupę konkretną, która może stać się zagrożeniem dla całości. Ostrzeżenie przed wpływami ideologicznymi, ale i przed terroryzmem, przed islamem także - tak bym to czytał. NIe powiedziałbym, że chodzi o jakąs tępą ksenofobię, ale o podkreślenie jak w zasadzie otwarte społeczeństwa są bezbronne, narażone na wnikanie w nie wpływów negatywnych. Jak uważasz ?
                    (przy okazji, bardzo to się nagle okazuje bogata w możliwe odczytania historia, hehe)

                    No tak, niestety w katolicyzmie przykazanie miłości jest realizowane wyłącznie wobec swoich :) Przynajmniej przez część "wiernych". Resztę się "akceptuje", "toleruje", bo "TAKICH też trzeba tolerować", rzecz jasna zawsze z pozycji wyższej moralnie. Poza tym, mam wrażenie,że w historii chrześcijaństwa raczej dominowało nawracanie za wszelką cenę, albo właśnie unoszenie się swoją lepszością wynikającą, w gros przypadków, nie z wiary, tylko z przyjęcia ideologii określonej, z poczucia bycia w kupie, które daje tchórzliwe bezpieczeństwo.

                    O, raju na ziemi nie będzie, to mrzonki rzecz jasna :) Mimo wszystko, społeczeństwa laickie, świeckie (Skandynawskie np) okazują się lepszymi, przyjaźniejszymi miejscami do życia niż te ureligijnione (nasza kochana Najjaśniejsza), czy w ogole przeniknięte jakąkolwiek ideologią. I w skali mikro jest ten sam problem - grupy zamknięte, oparte na jakiejś ideologii (naj)częściej hamują człowieka i jego rozwój.

                    Na pewno, np w buddyzmie możlliwe jest zbawienie, życie po życiu, jakiś rodzaj raju. To się zgadza. Ale Boga w buddyzmie nie ma, jest zamiast niego karma - każdy pracuje na swoje przyszłe wcielenie, nie służy żadnemu Panu Wszechmogącemu, a musi wziąc odpowiedzialność za swoje życie i postępowanie, zamiast liczyć na to, ze mu Bozia wybaczy, ujmie się Syn u Ojca za nim, albo Matka Boska się wstawi - nie ma tak dobrze, jak coś wywiniesz, to masz minusa nie do zmazania, musisz strzelić se dużo plusów, zeby go jakoś zamazać. Ja już jestem ciekaw, jak to jest być robalem ;)

                    • barbasia1 Re: On zespojlerem, a jakże ;) i moje 3 gr a jak 10.08.10, 16:36
                      (przy okazji, bardzo to się nagle okazuje bogata w możliwe
                      odczytania historia, hehe)

                      No i chyba masz rację, czasami świadomie bądź nieświadomie twórcom,
                      uda się zrobić rzecz, z której da się wiele wyciągnąć! :)


                      Czy ja wiem, czy margines... :)

                      Ja będę dalej przekonywać, że fanatycy religijni to stanowczo u nas
                      margines ...

                      Religia daje pożywkę dla rozmaitych instynków, można robić chlew
                      zasłaniając się Bogiem, albo symbolami religijnymi. Dlaczego nie
                      robi się tego np z logo Coca Coli albo Reeboka ? :).


                      bo z logo Coca Coli albo Reeboka zdaje się nie wiąże się żaden
                      (poważny) zespół poglądów, przekonań... ale już poglądy polityczne,
                      pseudomiłość do klubu piłakrskiego (i jego emblematów – szalików,
                      proprczyków itd.) czy inne znakomicie nadają się na pożywkę dla
                      rozmaitych instynktów i mogą stanowić doskonały pretekst do robienia
                      chlewu...

                      „Część sekt wyrasta z tradycji religijnej, w "Onych" na pewno i
                      sekciarstwo jest krytykowane.

                      Generalnie, to co robi ludziom wodę z mózgu.

                      Tak, tu przyznam Ci rację , to na pewno...


                      Nie wiem, czy zauwazyłaś, ale jest to także krytyka polityki
                      imigracyjnej, czy raczej, hmmm, może nie tyle krytyka, co właśnie
                      ostrzeżenie - [...]


                      Wiesz, mam wątpliwosci, bo przecież Marybeth przybywa do miasta nie
                      jako INNY, ale jako swój!, przybywając, jeśli dobrze zrozumiałam,
                      upodabnia się całkowicie do mieszakńców, (oczywiście podstępnie
                      udaje SWOJEGO), i jako SWÓJ jest przyjęta, potem dużo później
                      odsłania prawdziwą twarz (pysk osmiornicy- kosmitki?) i niecne
                      zamiary podporządkowania sobie ludzi ...

                      No tak, niestety w katolicyzmie przykazanie miłości jest
                      realizowane wyłącznie wobec swoich :)


                      Nienienie, nie dzieli się / nie powinno się dzielić na swoich i
                      resztę. Miłosć i szacunek należy okazywać wszytskim bez wyjątku
                      ludziom!!! Przykazanie miłosci dotyczy wszytkich ludzi.
                      CDN

                      Mimo wszystko, społeczeństwa laickie, świeckie (Skandynawskie np)
                      okazują się lepszymi, przyjaźniejszymi miejscami do życia niż te
                      ureligijnione (nasza kochana Najjaśniejsza), czy w ogole
                      przeniknięte jakąkolwiek ideologią.


                      No tak, ale ich -myślę tu głownie o Skandynawskich krajach -
                      „przyzjazność” (różnego rodzaju) uwarunkowana jest raczej
                      różnorakimi czynnikami politycznymi, historycznymi, gospodarczymi i
                      socjologicznymi, które mają o wiele większe znaczenie niż systemy
                      osobistych przekonań.


                      Ale Boga w buddyzmie nie ma, jest zamiast niego karma - ka
                      > żdy pracuje na swoje przyszłe wcielenie


                      Ale jednak w religii katolickiej też trzeba przez całe życie
                      pracować na zbawienie, na wybaczenie! :)

                      Ja już jestem ciekaw, jak to jest być robalem ;)

                      haha
                      Chodzi Ci o to, że jesteś ciekaw , co będzie po śmierci?
                      Ja też trochę / ale nie planuję być robakiem! i Tobie też nie
                      radzę ;))/, ale lepiej się tym teraz nie głowić, lepiej zajmijmy się
                      przyjemniejszymi rzeczami, z tego świata ... :)

                      CDN.
                      • grek.grek Re: On zespojlerem, a jakże ;) i moje 3 gr a jak 11.08.10, 13:02
                        No własnie, polityczne znakowanie, klubowe, czy jakiekolwiek plemienne daje pożywkę dla frustratów i oszłomów. Dlaczego wyłączać z tej optyki religię ? Ona ma w tym panoptikum poczesne miejsce :)

                        Marybeth jest po prostu z zewnętrza, w stosunku do małomiasteczkowej społeczności. Wygląda normalnie, ale jednak jest obca, bo przybywa z innego miejsca, innego środowiska (w filmie - z Atlanty). Może trochę za daleko pojechałem, ale jednak kojarzy mi się to z ostrzeżeniem przed obcością, która pod pozorami normalności kryć może całkiem sensacyjne niespodziewajki. Imigranci przybywający po to zeby pracować i się dorabiać mogą być komórkami terrorystycznymi. W Polsce zwracali by uwagę, ale w Ameryce, w społeczeństwie wielokulturowym, wieloetnicznym, wielorasowym - w zasadzie ich jedyna obcość, na pierwszy rzut oka, polega na byciu nowym, a nie wyróznianiu się wyglądem. A terrorystyczne abecadło mówi : wtop się max w otoczenie, nie wyrózniaj się niczym, bądź jak oni, żeby po cichu robić swoje. Może to być terroryzm, mogą być krzewione chore idee, może to być wpływ jakikolwiek, który dezintegruje zbiorowość.

                        O, to idealizm, katolicy słyną raczej z tego, że przykazanie miłości wypełniają wobec innych katolików i to najlepiej takich, co są do nich samych kropka w kropkę podobni :)

                        Niby tak, ale kraje skandynawskie słyną jednak z otwartości kulturowej, światopoglądowej. Zreszta, to nie tylko Skandynawia, także Czechy, Holandia, ludzie którzy tam jadą i wracają do Polski, gdzie religia, kościół, kler i wszystko co z tego się bierze - mówią, że tam oddychają, a tutaj ich zatyka. Sam tgo doświadczyłem, więc ten pogląd mogę poprzeć własnym doświadczeniem : ROzwój takich społeczeństw jest szybszy i bujniejszy, nie stoją bowiem na drodze ideologie, dogmaty religijne, wpływy jakieś organizacji sprzężonej ze słabą, bo od niej uzależnioną politycznie albo mentalnie, władzą, a przez to stanowienie ułomnego prawa, żenowanie otoczenia, budzenie politowania i osłabienie autorytetu panstwa klęczącego przed symbolami religijnymi i ich właścicielami, panoszenie się ludzi związanych z tymi organizacjami, co rzutuje także na codzienność zycia - tego nie można, tamtego nie wypada, kultura w okowach przyzwyczajeń i gustów rodem z kruchty społeczeństwo katolickie, to także tępy nacjonalizm, pseudopatriotyzm, rocznice, załoby, zadęcie narodowe, normy kulturowe rodem z wieków zamierzchłych, pompowanie uroczystości religijno-państwowych etc - to psuje klimat dla ludzi, którzy wcale nie życzą sobie być atakowanymi w ten sposób, którzy się kiepsko czują w podobnej atmosferze.

                        W religii katolickiej te wysiłki ocenić ma jakiś Bóg, w buddyzmie nie ma Boga, ocena wyskakuje z automatu ;)




                        • barbasia1 Re: On zespojlerem, a jakże ;) i moje 3 gr a jak 11.08.10, 15:55
                          Ale ja nie wyłączam, Greku, religii, tylko mówię, że fanatyzm religijny to
                          zjawisko marginalne w Polsce.


                          > O, to idealizm, katolicy słyną raczej z tego, że przykazanie miłości
                          wypełniają> wobec innych katolików i to najlepiej takich, co są do nich samych
                          kropka w kropkę podobni :)

                          To bardzo surowa ocena!
                          Świadczy o tym, że teoria, zasady wiary bardzo często mijają się z praktyką
                          codzienną. To smutne.

                          > Niby tak, ale kraje skandynawskie słyną jednak z otwartości kulturowej,
                          światopoglądowej.

                          Mankell w swoich kryminałach pokazuje, że w rzeczywistości nie jest aż tak
                          różowo. I tam działają skrajnie prawicowe, nacjonalistyczne organizacje
                          nieprzychylne np. imigrantom z krajów arabskich, czy w ogóle imigrantom.


                          ROzwój takich społeczeństw jest szybszy i bujniejszy, nie stoją bowiem na drodze
                          ideologie, dogmaty religijne,

                          ???
                          Zadam Ci pytanie, czy w czasach PRL-u, kiedy to w kościół nie miał żadnego
                          realnego wpływu na rządzących, Polska rozwijała się lepiej, szybciej niż teraz,
                          kiedy ten wpływ jest zauważalny? A takie kraje ateistyczne takie jak Korea
                          Płn., Kuba, czy one też rozwijają się lepiej, bujniej, szybciej? A przywoływane
                          przez Ciebie Czechy, prześcignęły nas gospodarczo znacznie? (Chyba nie). A dla
                          odmiany katolicka Irlandia, kótra jakiś czas temu rozkwitła gospodarczo i była
                          ziemią obiecaną dla wielu naszych rodaków, jak ma sie ten przypadek do Twej
                          teorii, że kraje ateistyczne szybciej, bujniej rozwijają. /O (isalmskiej) Arabii
                          Saudyjskiej nie wspomnę.../

                          Powtórzę raz jeszcze to, co powiedziałam wyżej szybki rozwój i zamożność kraju
                          zależy od różnorakich czynników politycznych, historycznych, gospodarczych i
                          socjologicznych, one mają o wiele większe znaczenie niż fakt, czy dany kraj jest
                          ateistyczny czy nie.
                          Tak zresztą twierdzą socjologowie! :)


                          > W religii katolickiej te wysiłki ocenić ma jakiś Bóg, w buddyzmie >nie ma
                          Boga, ocena wyskakuje z automatu ;)


                          To katolicy mają chyba odrobinkę lepiej! ;)

                          :)
                          • grek.grek Re: On zespojlerem, a jakże ;) i moje 3 gr a jak 12.08.10, 13:54
                            A, no wiesz, dla mnie już samo przyjmowanie klechy po kolędzie na fanatyzm zakrawa, więc ;) mam wyśrubowane normy, tak to ujmijmy. Wiem, o co Ci chodziło. masz rację. To ja trochę przesadziłem.

                            To prawda, bo jednak raju na ziemi nie da się stworzyć żadną miarą. Tyle tylko, ze to, co tam, nawet funkcjonujące w stopniu incydentalnym, wzbudza konsternację i dyskusję o stanie świadomości obywateli, u nas traktuje się normalnie i już nawet nie dyskutuje, bo to jest na porządku dziennym, mimo że obecne jest w skali znacznie poważniejszej niż tam.

                            Opinie są podzielone. Są tacy, wcale liczni, którzy dowodzą,że Kościół i w PRL miał wpływy znaczące, że nawet w trakcie lat 80-tych główny nurt w Krk trzymał się blisko władzy, a przynajmniej nie zamierzał władzy szkodzić. To grupki ekstremistów kościelnych a'la Jankowski czy Popiełuszko stworzyły wrażenie, ze Kościół stał wtedy murem za Solidarnością. Wyszyńskim aresztowanym też się specjalnie nie przejmowalil, Popiełuszkę kościelni dostojnicy wielokrotnie upominali, zeby się nie angażował zbyt mocno i wazył słowa.

                            Wiesz, chodzi też o rozwój świadomości społecznej, która w Polsce jest niska. O kulturę pewną. O prawa kobiet. O stosunek do mniejszości wszelakich. O otwartość na inność, obcość, o pewien racjonalizm w myśleniu - sorry, ale dla mnie racjonalne nie jest, ze po śmierci Papieża staje kraj, a wydawałoby się rozumni ludzie histerycznie się modlą, podobnie po 10/4. Nie rozumiem kraju, który wydaje rocznie ponad 3 mld na utrzymanie ludzi, którzy głoszą wiarę w absurdy - zobacz, dzieci chore na raka musimy sami leczyć, zbierając do Owsiakowej czapki, a w tym czasie kler nie płaci podatków od swoich 3mld dochodów. Rząd podnosi nam podatki i skazuje na cięzki los ludzi, którzy mają pustkę w portfelu, a za podstawowe produkty będą musieli zapłacić więcej, ale nie rusza przywilejów kościoła, czy to nie jest chore ? Cała Europa ustawiła kościół poza państwem, opodatkowała, stanowi prawo bez ingerencji hierarchii i poza religijnymi dogmatami. U nas kościół opływa w dostatek, pośród biednego jako mysz kościelna państwa. religia w szkołach i księza (30 tysięcy głów) na normalnych etatach, jak nauczyciele z 30letnim stażem - czy to normalne ? KOmisja Majątkowa, która grunty warte miliony sprzedaje kościołowi za symobliczną złotówkę ? Miała oddać Krk to co niby komuna zagarnęła. Oddała z wielką nawiązką i jeszcze mało, ten cyrk ciągle trwa. 55 % dzieci chodzi do przedszkoli, bo nie ma kasy i budynków na to, zeby więcej chodziło, ale na kościoły i kler - kasa jest. Świątynia Opatrzności - komu potrzebna ? Nikomu poza klerem, żeby tam kasę robić. I bezczelnie sięga on do kieszeni podatnika, do budżetu. A władza zgina kark i się zgadza. Jak wygląa kraj, w którym jest kilkadziesięty tysięcy ulic, skwerów, parków, pomników, budynków, szkół imienia katolickiego przywódcy, który zasłynął (w świecie, bo w polsce słynął ze wszystkiego wspaniałego i tylko wspaniałego) głównie tym, ze tuszował skandale pedofilskie i zakazywał seksu ? Wychowanie seksualne w szkołach - nie ma, antykoncepcja refundowana - nie ma, aborcja - nie ma prawa wyboru dla kobiet, efekt : tragedia ludzkie i gignatyczne podziemie aborcyjne, pełna świadomość, ze żyjemy w monstrualnej obłudzie, ale w imię Kościoła nic z tym nie robimy, bo władza leży przed nim plackiem, a ludzie taka władze wybierają legitymizująć jej plackoleżenie.

                            Powiedz sama, czy to nie jest dowód na to, ze w porównaniu z Czechami i resztą Europy jesteśmy zacofani i to właśnie z winy kościoła ? Nie chodzi może o sam rozwój gospodarczy zatem, bo to się odbywa niejako poza tematem, ale o te wszystkie problemy wyżej wymienione. One świadczą o nas, o rozwoju *a raczej jego braku, naszej mentalności wspólnotowej. Nie trzymamy standardów, dzieci nam umierają na raka, bo nie ma lekarstw, a kler ma miliardy na hokus pokus. Chodzi mi o procesy za obraze uczuć religinych, z paragrafu, którego nie ma w żadnym innym prawodawstwie, o to ze się sadza na ławie oskarżonych dziewczynę, która namalowała genitalia na krzyżu, tak jakby nie był on metaforą, a czymś śmiertelnie oczywistym. Chodzi wreszcie o codzienność, w jakiej żyjemy, w której katolicyzm to zakaz - tego, śmego, owego I ksenofobia, homofobia, mizoginia, i tylko Ku Klux Klanu brakuje, chociaż w Białymstoku podobno jest z tym świetnie, tylko habity są inne - to wszystko wiąże się z kulturą bycia i społecznego współżycia propagowaną przez kościół, który zawsze akceptował białych katolików heteroseksualnych, a resztę najwyżej miłosiernie "tolerował". Nie podjeliśmy dyskusji o eutanazji - bo Kościół nie pozwala, a tysiące ludzi rocznie umiera w bólu. Minister zdrowia każe kobietom w tymże bólu rodzić, bo tak każe Bóg i prawo naturalne. O, mógłbym sypać tym długo, to tylko garsteczka dowodów na to, ze nie żyjemy w normalnym kraju, otwartym i wolnym.

                            Kiedyś w Polityce był rewelacyjny rysune - władze jakiegoś miasta debatują na co przeznaczyć pieniądze budżetowe : to jak, Kościół czy szpital ? I decyzja : na Kościoł damy, żeby się było gdzie modlić o nowy szpital. Nic dodać, nic ująć :)

                            Arabia Saudyjska ma ropę, a islam nie zabrania robić interesów. w Irlandii też nie ma takiego zakazu:) MNie chodzi o rozwój mentalny społeczeństwa, o świeckość, o rozsądne oddzielnie sacrum od profanum., o kulturę, o wzorce obywatelskie, o otwarty charakter tego panstwa i właściwy model społecznej wrażliwości.

                            Moze i lepiej, ale buddysta się może rozwijać w swoim religijnym istnieniu, a katolik musi przestrzegać sztywnych przykazań. To co w buddyzmie jest następstwem samorozwoju, do czego buddyzm zachęca, w katolicyzmie bierze się z ksiązki. No i, wiesz, jakoś bardziej przemawia do mnie dalajlama, który sobie chodzi w prześcieradle, między ludźmi, jest wesoły, żwawy, nie boi się świata niż papież na złotym tronie, w szatach ociekających luksusem, odgrodzony od ludzi obstawą, w papamobile albo mówiący do nich z wysokiego okna.
                            • barbasia1 Re: On zespojlerem, a jakże ;) i moje 3 gr a jak 12.08.10, 15:22
                              Ha! Poruszyłeś tu całe mnóstwo bardzo poważnych i cieżkiej wagi
                              kwestii! Mam nadzieję, że uda mi się odnieść przynajmniej do jakiejś
                              części z nich!

                              > Opinie są podzielone. Są tacy, wcale liczni, którzy dowodzą,że
                              >Kościół i w PRL miał wpływy znaczące, że nawet w trakcie lat 80-
                              >tych główny nurt w Krk trzymał się blisko władzy, [...]

                              Zgadzam się, z tym co napisałeś, z tym że, zauważ,w tym czasie, to
                              władze koscielene (główny nurt KK) były jednak podporządkowane
                              świeckiej władzy PRL-owskiej , a nie odwrotnie! I stąd np. w PRL-u
                              dopuszczalna była aborcja na życznie.

                              > To prawda, bo jednak raju na ziemi nie da się stworzyć żadną
                              >miarą. Tyle tylko, ze to, co tam, nawet funkcjonujące w stopniu
                              incydentalnym, wzbudza konsternację i dyskusję o stanie świadomości
                              >obywateli, u nas traktuje się normalnie i już nawet nie dyskutuje,
                              >bo to jest na porządku dziennym

                              A mnie się wydaje, że tego typu dyskusja u nas dopiero się
                              rozpoczyna ...

                              >Wiesz, chodzi też o rozwój świadomości społecznej, która w Polsce
                              jest niska. [...]
                              >MNie chodzi o rozwój mentalny społeczeństwa, o świeckoś
                              > ć, o rozsądne oddzielnie sacrum od profanum., o kulturę, o wzorce
                              >obywatelskie,o otwarty charakter tego panstwa i właściwy model
                              społecznej wrażliwości.

                              Tak czułam, że o to Ci chodzi, ale czekałam na rozwinięcie!

                              cdn.
      • barbasia1 Odpowiedź na post dawny 02.08.10, 14:19
        forum.gazeta.pl/forum/w,14,112321184,114856218,Re_poniedzialkowa_popelina_i_serialowo.html

        :)
        • grek.grek Re: Odpowiedź na post dawny 02.08.10, 14:36
          Przecież napisałem, żebyś nie sugerowała się czyimiś opiniami i ufała własnym gustom, w odpowiedzi na to, ze wspomniałaś, że Ci się zdarza :) Nic więcej. "Zamęczać" (hehe) możesz i powinnaś jak najbardziej. Nie mam nic przeciwko, a wręcz przeciwnie :)
          • barbasia1 Re: Odpowiedź na post dawny 02.08.10, 14:53
            >Zamęczać" (hehe) możesz i powinnaś jak najbardziej.>Nie mam nic
            przeciwko, a wręcz przeciwnie :)

            Aaaa, jeśli tak to będę zamęczać! :)


            > Przecież napisałem, żebyś nie sugerowała się czyimiś opiniami i
            ufała własnym gustom, w odpowiedzi na to, ze wspomniałaś, że Ci się
            zdarza :)

            Aleeeeee, ja chciałam, żeby i Tobie Cali 3. się podobał ...

            OK OK już nie marudzę!
            Koniec podwątku w tej w kwestii .
            :)
            • grek.grek Re: Odpowiedź na post dawny 03.08.10, 14:07
              No i o to chodzi :)

              A'propos - w ost odcinku, 7 to był chyba, co go wczoraj dopiero obejrzałem wieczorową porą, jakoś było lepiej troszkę, niezła scena na początku, ta joggingowa na deptaku w Venice, jakoś się rozkręciły relacje Hanka z jego licznymi nałożnicami, dobry był łysy w karate-pozie, Kathleen Turner dałe ognia, jak co odcinek (koks wciągany tyłkiem, "koks-w-du,ps" - po prostu klasa), dobra ta scena w restauracji itd... coś się kręci, jakby ten odcinek był szybszy, pełniejszy, gęstszy, bez waty, której jednak sporo było w pierwzszych kilku. Trochę doczepiony sztucznie ten wątek z córką Hanka, co zaczyna podsakiwać, ale rozumiem, ze Hank jako ojciec musi przejśc wszystkie trudne okresy córkowe i nie ma wyjścia, pominięcie tego młodzieżowego buntu klasycznego dla nastolatki byłoby jeszcze bardziej sztuczne :)
              Więc, powiem Ci, że jest coraz ciekawiej. Za tydzień odcinek będzie o
              23:30, więc spokojnie masz szansę obejrzeć tym razem w tiwi, w całości, jak sądzę :)
              • jehudimenuhi Dokument "Dla Nedy" 03.08.10, 14:38
                Polecacam, jutro w HBO2 dokument o wydarzeniach w Iranie z zeszłego roku
                • barbasia1 Re: Dokument "Dla Nedy" 03.08.10, 15:02
                  20 czerwca 2009 roku Neda Agha-Soltan, studentka filozofii z
                  Teheranu, wyszła tak jak tysiące jej rodaków na ulice miasta, by
                  protestować przeciwko sfałszowanym wynikom wyborów prezydenckich.
                  Uczestnictwo w zamieszkach przypłaciła życiem. Jej zabójstwo,
                  nagrane za pomocą telefonu komórkowego i opublikowane w Internecie,
                  wstrząsnęło opinią publiczną na całym świecie i stało się symbolem
                  protestów w Teheranie. Wyprodukowany przez HBO poruszający film w
                  reżyserii Anthony'ego Thomasa, urodzonego w Kalkucie brytyjskiego
                  dokumentalisty - laureata nagrody BAFTA, zawiera nieznane do tej
                  pory nagrania Nedy z rodziną i przyjaciółmi oraz przedstawiający ją
                  niezwykły amatorski film, nakręcony 20 czerwca 2009 roku, czyli w
                  dniu jej śmierci. Dla Nedy miało premierę w pierwszą rocznicę
                  tragicznych wydarzeń.

                  programtv.interia.pl/kanaly/filmowe/hbo2/dla-nedy,18841729,17035754,7

                  Ciekawa rzecz! Dzięki za info.!
                  • jehudimenuhi Re: Dokument "Dla Nedy" 03.08.10, 16:06
                    polecam się na przyszłość ;)
                    • barbasia1 Re: Dokument "Dla Nedy" 04.08.10, 13:37
                      jehudimenuhi napisał:

                      > polecam się na przyszłość ;)

                      Zapraszamy zatem do polecania tu rzeczy wartych obejrzenia i/lub
                      pisania komentarzy, dzielania się wrażeniami itd.,itp.! :)
                      • jehudimenuhi Re: Dokument "Dla Nedy" 09.08.10, 22:13
                        > Zapraszamy zatem do polecania tu rzeczy wartych obejrzenia i/lub
                        > pisania komentarzy, dzielania się wrażeniami itd.,itp.! :)

                        bardzo chętnie, ale na razie pozwolę sobie polecać większość rzeczy z ramówki
                        hbo, jako że mam ich pakiet a na inne filmowe rozrywki nie starcza czasu :) w
                        czwartek będzie lecieć komedia z potencjałem, niestety za wiele nie mogę
                        powiedzieć, u nas w kinach jej nie grali. "high life"
                        • jehudimenuhi Zepsułem :) miało być "High Life" 09.08.10, 22:14
                          zepsułem wątek ;)
                          • barbasia1 Re: Zepsułem :) miało być "High Life" 09.08.10, 23:20
                            Masz wyjatkową i niepowtarzalną szansę naprawić ten "błąd" o tu, w
                            najnowszej, części wątku. Tu film, który polecasz będzie lepiej
                            widoczny! -

                            forum.gazeta.pl/forum/w,14,114814528,114814528,Ojej_co_tu_wybrac_2010_5_vol_9_.html

                            Dobrze się składa, że polecasz rzeczy z hbo, bo nam tu piszącym
                            niestety nie jest dostępny ten kanał.
                            Liczymy też, jak już mówiłam, na kilka słów komentarza, oczywiscie,
                            jeśli tylko będziesz mieć czas i chęci.
                            :)
                • ambasador11 Re: Dokument "Dla Nedy" 04.08.10, 13:34
                  to będzie o tej zastrzelonej dziewczynie? oglądałem filmik na youtube- straszny
                  był...
              • barbasia1 Re: Odpowiedź na post dawny 03.08.10, 14:53
                :)

                Odcinek 7. to mój drugi ulubiony odcinek, a w 8. spotkaniu z Hankiem
                też się będzie sporo działo, nałożnice Mooddy'ego dowiedzą się, jak
                już wcześniej mówiłam, o sobie nawzajem ...

                Fakt, godzina we miarę, może więc skuszę się na Cali w TVN.
                :)
                • grek.grek Re: Odpowiedź na post dawny 03.08.10, 15:27
                  Tak trzymać :)

                  Chyba wreszcie czekam na odcinek tej 3 serii z ciekawością :) Nareszcie.
                  • barbasia1 Re: Odpowiedź na post dawny 04.08.10, 13:32
                    grek.grek napisał:

                    > Chyba wreszcie czekam na odcinek tej 3 serii z ciekawością :)
                    Nareszcie.

                    :)))
                    To ja się przeogromnie cieszę! Od wczoraj! :)))
                    • grek.grek Re: Odpowiedź na post dawny 04.08.10, 14:43
                      Bez Twoich opisów tych pierwszych przeciętnych - a jak na Californication, to nawet i momentami słabych - odcinków możliwe,że bym nie przetrwał d tego momentu, w którym nareszcie coś mi się zaczyna w tym wszystkim podobać, a jesli nawet - to przypominałbym koło od rowera skręcone w ósemkę :) więc, raz jeszcze dzięki :)
                      • barbasia1 Re: Odpowiedź na post dawny 04.08.10, 15:41
                        Cała przyjemność po mojej stronie! Dle Ciebie, dla Was /kobitek w
                        wiekszości ;)/ opisywałam te odcinki! :)

                        a jesli nawet
                        > - to przypominałbym koło od rowera skręcone w ósemkę :)
                        chichichi :))))

                        Wyobrażnia Twa niezmierzona i wielka jak pragnienie Antoniego
                        Macierewicza, by wtropić kolejny spisek! :)

                        /Ten "Mustang" wtedy to za mało krwisty był..!/
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka