Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 6 (vol 44)

    • grek.grek inne na dziś ? ["Drive", "Radio na fali", polskie] 09.06.14, 17:54
      "Miłośc i śmierć w Wenecji", zapowiadana przez Siostrę powtórkowo o 0:10 [S-klatka].
      w tymym kanale :
      20:15 Zakazane piosenki
      4:05 - Akcja pod Arsenałem

      klasyka polska, szkoda że tak dzisiaj tłoczno.

      w Polsacie o 23:00 "Drive", zapowiadany, 3 razy opisywany :] kto nie widział - ma szansę uzupełnić i skontrować polemicznie.

      "Dzień Niepodległości" po raz enty, mogliby sobie darować - poza sceną parkowanie w powietrzu pojaazdów przez kosmitów nawiedzających Ziemię, cała reszta jest zwykłym knotem obliczonym na ludzką naiwnośc i bezguście :]

      dośc interesująca "Historia przemocy" w TVN7 23:20.

      TVP1 "Radio na fali" z 2009, historia pirackiej rozgłośni nadającej z łajby, dzieje się w latach 60-tych w BRytfanii. kurde, obejrzałbym jakby nie ta klasyka francuska na CT. ale może Wam się uda i coś opowiecie ? :]



      • pani_lovett Re: inne na dziś ? ["Drive", "Radio na fali", pol 09.06.14, 18:04
        > w Polsacie o 23:00 "Drive", zapowiadany, 3 razy opisywany :] kto nie widział -
        > ma szansę uzupełnić i skontrować polemicznie.

        Ech, za późno.
    • angazetka Zagubiona w czasie recenzja kinowa 09.06.14, 22:03
      Byłam ci ja w czwartek na "Na skraju jutra", ale potem gościłam Rodzicielkę i nie napisałam ni słówka. To piszę.
      A mam problem, bo recenzenci zgodnie pieją, że oto mamy idealny film na lato, pięć gwiazdek i takie tam. A ja siedziałam w kinie z poczuciem "co ja paczę?".
      Film jest, jak wszyscy piszą, więc napiszę i ja - połączeniem "Dnia świstaka" z "Szeregowcem Ryanem". Znaczy, Tom Cruise, unikający jak może pójścia na front wojny z Wielkimi Złymi Stworami, ciągle przeżywa dzień, w którymi jednak na front trafia, ląduje w Normandii (sic!) i ginie. I poznaje piękną i zimną sierżant (bardzo dobra Emily Blunt, do której zresztą mam słabość), i zaczynają działać razem.
      Film jest nierówny. Ma momenty o doskonałym tempie i z humorem takim, że rzeczywiście widownia się śmieje, ma też momenty z gatunku "Ale serio musicie lecieć taką kliszą?". Nie ukrywam też, że mam problem z Tomem Cruise'em, bo gościa nie trawię, a jego gra aktorska mi tego nie ułatwia.
      Możliwe, że to jest tak bardzo nie moje kino, że nie byłam w stanie odpowiednio go ocenić. Ale jak dla mnie szału nie ma, choć myślałam, że będę cierpieć bardziej.
      • grek.grek Re: Zagubiona w czasie recenzja kinowa 10.06.14, 16:19
        pisz zawsze :]

        z tego, co napisałaś, to mam wrażenie, że ktoś miał pomysł na "kasowy film z Tomem Cruisem" - i jak udało się załatwić Toma Cruise'a i dac mu już te liczne miliony, to zaczęto się zastanawiać : aha, jeszcze scenariusz by się jakiś przydał. i wybrano najbardziej niedorzeczny z możliwych.

        pamiętam Toma Cruise'a z "Wywiadu z wampirem", w którym był świetny; podobnie w "Oczach szeroko zamkniętych", pamietam "Kolor pieniędzy", dobrą role w "Magnolii", ciekawą w "Vanilla Sky", a jeszcze nie widziałem "Rock af Ages", gdzie ponoc świetny jest.

        z tego co widzę - od jakiejś dekady kręci niemal same wysokobudżetowe akcyjniaki, z ambicją bycia No.1 action hero actor. strasznie komercyjny się zrobił. jeszcze ze 3 "Mission..." i będzie Chuckiem Norrisem. a to dobry aktor jest przecież. ile kasy trzeba człowiekowi, żeby poczuł, że wystarczy i ze teraz sztuka się liczy ?
        • angazetka Re: Zagubiona w czasie recenzja kinowa 10.06.14, 21:50
          A to jest ciekawy problem. Przecież masa aktorów godzi granie w wysokobudżetowym kinie akcji czy ekranizacjach komiksów z występami w małych filmach, gdzie mogą sobie pograć, a nie tylko pobiegać z bronią.
          A Cruise jakby przestał tego potrzebować <zduszam w sobie komentarz, że może mu teraz religia zastępuje granie>
        • pani_lovett Re: Zagubiona w czasie recenzja kinowa 10.06.14, 21:51
          Z kinem jesteśmy na bieżąco dzięki Tobie. :)

          Podzielam zdanie Greka na temat Toma Cruise'a . Ma na koncie sporo dobrych ról, za które zawsze będzie pamiętany (jeszcze "Rain Man", "Urodzony 4 lipca", "Jerry Maguire").
    • grek.grek "Czarny łabędź" w Polsacie 10.06.14, 16:22
      21:45

      no to się przekonamy, o co tu chodzi :]
      Barbasiu, oglądasz powtórkowo ?
      • siostra_bronte Re: "Czarny łabędź" w Polsacie 10.06.14, 16:27
        Obejrzę tylko kawałek, za późno się kończy.
        • grek.grek "Czarny łabędź" w Polsacie; i nie tylko... 10.06.14, 17:16
          moze jakaś drzemka wcześniej, Siostro..? :]

          dodałbym "Fana" o 20:15 w Stopklatce i "Do szpiku kości" o 0:45 w Kulturze. i dokument "Sztuka wolności" [o polskich alpinistach w czasach PRL-u] w TVP2 22:50 & 3:15
          • siostra_bronte Re: "Czarny łabędź" w Polsacie; i nie tylko... 10.06.14, 18:31
            Hehe. Wiesz, 6 godzin snu dla mnie minimum, no chyba, że miałabym oglądać jakieś arcydzieło.
            • siostra_bronte Re: "Czarny łabędź" w Polsacie; i nie tylko... 10.06.14, 18:31
              *dla mnie to minimum :)
      • pani_lovett Re: "Czarny łabędź" w Polsacie 21:50 10.06.14, 21:57
        /wg. telemagazynu/

        grek.grek napisał:

        > no to się przekonamy, o co tu chodzi :]
        > Barbasiu, oglądasz powtórkowo ?

        Obejrzę na pewno początek, żeby sobie nieco przypomnieć.
        Zatem przyjemnego seansu i dobrego odbioru życzę.
        Bronte, przyłącz się do oglądania!

        • grek.grek "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślenia ? 11.06.14, 14:39
          no i jak tam, Czcigodni ? :} jakie macie impresje poprojekcyjne ?

          ujęła mnie historia cała - poszukiwanie w sobie formy artystycznego wyrazu, bez którego cała wizja nie ma sensu. Nina nie moze zagrać czarnego łabędzia, będzie to sztuczne - ona musi go w sobie stworzyć.

          trener ją naciska i próbuje uruchomić jej libido, aby przez ten korytarz Nina się odblokowała i odkryła ciemne rejony swojej duszy, matka ciągnie w drugą stronę - Nina ma być nadal grzeczną, posłuszną dziewczynką w różowym pokoju, i jest nowa balerina, Lili - naturalnie śmiała i namiętna, czyli niejako wzór do którego ma dążyć Nina.

          Nina chce sprostać wymarzonej roli, spełnić chorobliwe własne ambicje, a jednocześnie : a] ta cała trójka znaczących osób ciągnie ją w rózne strony, powstaje jakaś dziwna kakofonia w jej głowie, b] przerażają ją konsekwencje pójścia w kierunku całkowitego otworzenia się, zerwania z samokontrolą - jej idolka, żegnana z honorami, poprzednia primabalerina zostaje odstawiona na boczny tor, a jednocześnie nadal ma w sobie rozbudzone instynkty, co przyczynia się do wypadku, po którym kobiecina dogorywa w szpitalu cała w szwach i z szynami w nodze. Nina wie co ją czeka, albo co może ją czekać.

          owoocuje to wszystko kompletną korbą. asertywność wobec naciskającego na nią, ciągle prowokującego do wybuchów ekspresji trenera przechodzi w agresję wobec matki, w której zachowaniach Nina dostrzega destrukcyjne dla siebie trendy - matka nigdy nie została solistką, więc pragnie tego dla córki, a zarazem ją upupia, przekazuje jej wadliwe postawy;, agresja wobec matki implikuje w samookaleczenie, popełnione w przerwie przed ostatnim aktem baletu, w którym ma nastąpić przemiana łabędzia białego w czarnego - Nina symboliczne, a w istocie faktycznie, próbuje zabić w sobie tę biel, zabić swoje pierwsza ja, aby zrobić pełne miejsce temu nowo odkrytemu. po drodze fantazjuje o seksie, a potem o zabiciu Lili, konkurentki do roli, tej "z natury pasującej lepiej" - Nina jest więc gotowa, skoro jest gotowa na takie rzeczy, choćby tylko w wyobraźni; dla niej, to były całkowicie realne sytuacje.

          w sumie, piękna szajba, nie ? :]

          nie miałem zdania w pierwszej części tego filmu, nie czułem tego rytmu, ale im dalej w las, czym większe korba Niny robiła postępy : tym bardziej kupowałem te formę - operator staje na uszach, żeby to wszystko pokazać maksymalnie ekspresyjnie. doskonałe są ujęcia, kiedy nagle - bęc ! Nina widzi gdzieś w oknie swoje-nie-swoje odbicie, bęc - spotyka samą siebie na korytarzu, wspaniałe zbliżenia twarzy aktorki, gdzie się cholernie dużo dzieje, do tego świetnie kamera współgra z nastrojami Niny, spokojna gdy ona jest opanowana, a kiedy balerina pompadour popada w gniew czy strach - kamera zaczyna się uruchamiać, a jej pogrązanie się w psychicznej gonitwie momentami zaczyna pachnieć horrorem. a wszystko to bez szkody dla jakości zdjęć. wielka klasa.

          [Matthew Libatique, jak widzę tak nazywa się jegomośc operator]

          Portman gra niesamowicie intensywnie, ileż ona tam furtek pootwierała w sobie, żeby to wszystko pokazać. i jak się porówna pierwsze ujęcia - w których jest tylez skupiona na pracy, co wycofana mentalnie - z momentem gdy zjawia się jako ten czarny łabędź i widać emanującą z niej siłę : robi to wrażenie. świetnie się rozumie z operatorem, można by powiedzieć że mają tego Oscara po połowie, hehe. gdyby ją pokazano mniej udolnie, mogłaby nie uzyskać takiego rezultatu. ile schudła do tej roli ? :] wygląda jakby rzeczywiście jadła tylko ten kawałek grejpfruta, co w jednej ze scen. cały czas ten sam zresztą ;]

          bez Mili Kunis i Vincenta Cassela rezyser Aronofsky nie wykreowałby tej podskórnie tętniącej erotycznej atmosfery zagęszczającej sie wokół Niny i prowokującej ją do przełamań mentalnych.

          ciekawe, na ile Nina odkrywa w sobie, a na ile tworzy, a na ile uruchamia coś, co miała zawsze, ale stłumione lub nigdy nie używane ? może ten instynkt rodzi się właśnie z zagubienia pomiędzy przeciwstawnymi wpływami róznych osób zmieszanych z jej własną ambicją. Nina chce z tego poplątania sie wydostać, a jedyną drogą jest postawienie na piedestale własnego JA.

          a może uruchamia się w niej skrywana schizofrenia ? może to nie jest reakcja na okoliczności, a choroba, która staje się kluczem do jej artystycznej duszy, a jednocześnie los eks-baleriny z szyną w nodze jest tutaj obrazkiem profetycznym odnośnie losów samej Niny ?

          czarne skrzydła wyrastające Ninie podczas tańca - kicz, no po prostu kicz :] ale jednocześnie jakże efektowna jest to scena, jak inaczej można wyrazić absolutną przemianę, absolutny artystyczny wyraz, "doskonałość", o której Nina mówi w ostatnim zdaniu ? trzeba sięgnąć po trochę tandety ;] wg mnie, zupełnie na miejscu zabieg i w dodatku ten efekt dźwiękowy piór w tańcu - aż mi się husaria przypomniała ;] plus zrośnięte palce u stóp... no dobra, ja bym to puścił, a Wy ? :]]

          atmosfera ćwiczebnej sali baletowej, te wszystkie sceny taneczne, szybkie slajdy z życia codziennego baleriny : od połówki grejpfruta jako obiadu, przez wyłamywanie podeszwy baletek, pot na czole i nie tylko, łapanie chemii między partnerami w tańcu... świetna robota reżyserska, czuje się środowisko, otoczenie, presję rywalizacji i łatwo zrozumieć dlaczego Nina rzuca się by przekroczyć siebie, przewalczyć własne zahamowania - dla niej to nie jest frapująca przygoda, dla niej to jest koniecznośc dziejowa, bez tego marzenie przepadnie, konkurencja wygryzie.

          to nie miłośc do sztuki pobudza Ninę, to przyziemna całkiem potrzeba sukcesu, pretensjonalna myśl "całe życie czekałam na te szansę, więc muszę z niej skorzystać" to by gdzieś tam opisywało dzisiejszy świat, gdzie sukces, już nie tylko sportowy, ale wszelaki inny, jest domeną robotycznych stachanowców, którym trzeba tylko sprzedać porządnego kopa na tzw. zapęd, a nie ma już miejsca dla czystych talentów, które tworzyły i osiągały jakby od niechcenia.

          nie wiem, jak tam z balerinami, bo tam chyba od zawsze panowała jednak dyscyplina i pruski dryl, w każdym razie : przez gros filmu Nina jest wyprana z artyzmu, uprawia pracoholizm, i nie jestem przekonany czy osiąga stan ekstazy artystycznej w ostatnim akcie. wygląda jakby spełniła zadanie, a jednocześnie przecież wiemy, że spełniła je dlatego, bo dotarła do tego właściwego instynktu, zagrała na tej prawdziwie artystycznej strunie.

          myślicie, że w finale Nina zostaje uczłowieczona ? przechodzi na stronę czystej sztuki ? czy może zaspokaja tylko swoje zawodowe aspiracje ?





          • siostra_bronte Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 12.06.14, 17:44
            Dzięki, Greku :)

            Niestety, obejrzałam tylko godzinę, łącznie z reklamami, więc niewiele. Sama pomysł na fabułę bardzo ciekawy.

            Co do zmuszania Niny przez Cassela do "otworzenia się" to mi się to nie podobało :) Owszem, może Nina potrzebuje odblokowania się w paru kwestiach, ale to powinna być tylko i wyłącznie jej decyzja. I w sytuacji, kiedy będzie równorzędnym partnerem, np. w trakcie psychoterapii, a nie ofiarą eksperymentów Cassela typu obmacywanie w trakcie tańca. To nie jest prawdziwa Nina. To Nina jaką chce widzieć Cassel!

            Jak rozumiem Nina osiąga artystyczny sukces, ale za cenę choroby psychicznej? No to nic dziwnego, taka presja (także ze strony matki) musiała się tak skończyć.

            I tu dochodzimy do podstawowej kwestii. Żaden szef baletu nie dałby takiej roli tancerce, co do której miałby poważne wątpliwości, czy podoła takiemu wyzwaniu. Nader szybko Cassel wścieka się na Ninę, że jest beznadziejna. Naprawdę myśli, że można od tak zmienić się o 180 stopni? Z zablokowanego control freaka stać się ekstrawertyczną, pewną siebie kobietą? Ludziom w normalnym życiu zajmuje to całe lata! No, ale wtedy nie byłoby filmu.

            Oczywiście, równie dobrze to Nina powinna zrezygnować z roli, widząc co się z nią dzieje. Nie wiem czy to wyłącznie chęć wykorzystania szansy za wszelką cenę? Napisałeś, że nie widać w niej miłości do sztuki, to raczej dążenie do perfekcji, pewnie wpojone jej przez matkę.

            Chętnie obejrzałabym cały film :)

            • grek.grek Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 12.06.14, 18:14
              służę linkiem do całości, jeśli się zdecydujesz :]

              o, to otwieranie Niny przez trenera wyglądało tak-sobie, ale myślę że było niezbędne.
              ktoś ją musiał uruchomić, bo ona sama nie miała absolutnie żadnego drajwu - miała chęc, pragnienie, wynikające z ambicji scenicznych, ale nie miała woli. ktoś musiał to puścić w ruch.
              broniłbym trenera, zwłaszcza że w jego zachowaniu nie ma podtekstu erotycznego, wbrew pozorom - jest artystyczna prowokacja ;]

              no właśnie, to ciekawa uwaga - czy ta psychiczna jazda się w niej uruchomi na stałe, czy była jednorazową przygodą towarzyszącą odblokowaniu się ? możliwe, że losy poprzedniej baleriny mają być wskazówkę, że tego procesu nie da się zatrzymać, raz uruchomiony czyni tancerkę wirtuozem, ale nie można go zatrzymać po skończeniu kariery, co skutkuje destrukcją osobowości. jak myślisz ?

              ja myślę, że on w niej dostrzegł potencjał, który trzeba tylko wydobyć na wierzch. cały czas prowokuje ją, żeby wyzwalać instynkty rywalizacji i budować jej pewność siebie i drapieżność. wg mnie, trener przedstawiony jest tutaj jako gośc z tzw. nosem ;]

              ale masz rację - jest tutaj mocny fast forward :]]

              własnie - ciekawi mnie to : na ile ona realizuje siebie, na ile podświadomie chce symoblicznie zabić matkę, a na ile jej oczekiwaniom sprostać, a na ile po prostu chce robić karyjerę ?
            • pani_lovett Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 18.06.14, 20:13
              siostra_bronte napisał(a):

              > . Nader szybko Cassel wścieka się na Ninę, że jest beznadziejna. Naprawdę myśli
              > , że można od tak zmienić się o 180 stopni? Z zablokowanego control freaka stać
              > się ekstrawertyczną, pewną siebie kobietą? Ludziom w normalnym życiu zajmuje t
              > o całe lata! No, ale wtedy nie byłoby filmu.

              Z drugiej strony w tego rodzaju profesjach (w balecie, a przede wszystkim w kinie, teatrze) artysta nieustannie zmuszony jest wcielać się w różne postacie i być kimś kompletnie innym od tego kim jest w rzeczywistości, co wymaga nieraz wielomiesięcznych przygotowań.
              • siostra_bronte Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 19.06.14, 12:11
                Prawda. Ale aktor ma po to warsztat, aby umieć zagrać kogoś zupełnie innego niż on sam. Zagrać, a nie stać się tą postacią w realnym życiu.
          • pepsic Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 17.06.14, 19:08
            Hej:)
            Ja też sie dałam wciągnąć w tę niebanalną historię z sugestywnym wątkiem zaborczej i toksyczniej matki, a nawet zahipnotyzować, podobnie jak innym dziełem Aronofskiego "Zapaśnik" . Zgadzam sie z Grekiem, co do osoby choreografa, bo taka jest rola trenera, aby z wychowanka wyciągnąć jak najwięcej, a tenże imho nie przekroczył granicy. Dodam, że ten interesujący brzydal, czyli Vincent Cassel ma niewiarygodne szczęście być małżonkiem samej Moniki Bellucci! Sama bohaterka została wyśmienicie wykreowana przez Natali Portman, choć za nią nie przepadam i uważam, że jako nastolatka była o niebo ponętniejsza. Były zapytania, wiec podpowiadam. Portman do roli schudła 10 kilogramów, dzięki marchewce i migdałom. Dużo bardziej apetyczna Mila Kunis podobnie. Co do dublerki: moi drodzy nie uważaliście;) Pani Portman owszem kręci doskonale liczne piruety, ale te prostsze, co można wyłapać, bo kamera pokazuje ją wyłącznie od góry, a jeśli w całości to z odległości. Jest to zrozumiałe, jako że za każdą baletnicą klasyczną stoją lata katorgi. Wracając do głównej postaci. Jak dla mnie miała ewidentną schizofrenię. Aczkolwiek może tak być, że u człowieka zachowującego sie odmiennie od otoczenia lubimy się nie słusznie dopatrywać jednostek chorobowych.
            :)
            • grek.grek Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 18.06.14, 16:10
              Vincent Cassel +Monika Belluci - jak Barbasia kiedyś napisała : w dobrym ukladzie jest miejsce tylko dla jednej pięknej twarzy ;]] czy jakoś tak. pani Monika by głupio wyglądała z jakimś pięknym lolem, a pan Vincent pasuje jak ulał, bo nie tylko nie jest tandentnie urodziwy, ale dodatkowo ma styl i osobowość wypisane na czole. czy jakoś tak ;]

              uważasz, że Portman lepiej się zapowiadala jako poczwarka, choćby w Leonie, niż ostatecznie się spełniła jako motylica ? :]

              możliwa ta schizofrenia. ewentualnie jest to po prostu burzliwa reakcja skołowanego do imentu umysłu.
              • pepsic Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 20.06.14, 19:09
                i nie jest tandetnie urodziwy
                :))

                uważasz, że Portman lepiej się zapowiadała jako poczwarka, choćby w Leonie, niż ostatecznie się spełniła jako motylica ?
                Otóż to!
            • siostra_bronte Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 19.06.14, 12:13
              Nie, żebym była pruderyjna, ale moim zdaniem łapanie za krocze to jednak przekroczenie pewnej granicy :) A obejrzałam tylko kawałek filmu. Moim zdaniem niektóre zachowania Cassela spokojnie można określić jako molestowanie seksualne. Tylko mnie to przeszkadza?
              • pani_lovett Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 19.06.14, 15:43
                Owszem mocno nieprofesjonalne zachowanie, przekraczające granice intymności baletnicy. Ale chodzi sztukę, o osiągnięcie wyżyn artyzmu.

                Usprawiedliwiam zachowanie dyrektora Thomasa Leroya!??

                Właśnie, czy można usprawiedliwiać tego rodzaju zachowanie?

                • grek.grek Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 19.06.14, 17:49
                  to jest pytanie pod tytułem : czy Alfreda Hitchcocka można usprawiedliwić za rzucanie żywymi ptaszyskami w Tippi Hedren w "Ptakach" ? :]

                  wg mnie, trenera usprawiedlwiają trzy rzeczy :
                  a] on to robi dla sztuki
                  b] nie ma w tym podtekstu niezdrowego
                  c] Nina pragnie tej roli, on to wie - nie działa wbrew niej, pomaga jej zrobić pierwszy krok, ruszyć z miejsca

                  zabrzmi to dwuznacznie ale co tam... czasami nawwet najlepszy samochód trzeba wziąć na popych :]

                  • siostra_bronte Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 19.06.14, 19:06
                    Hehe. Wiedziałam, że znajdziesz usprawiedliwienie dla Cassela :)

                    Widzę to trochę inaczej. Nie znam się na balecie, ale na pewno są metody pracy z ciałem, które pomagają odblokować się psychicznie, np. joga tudzież jakieś inne techniki. Naprawdę nie trzeba koniecznie obmacywać tancerek :)

                    Kiedy Cassel zaprasza Ninę do siebie, to zaczyna od pytania czy lubi seks. I daje zadanie domowe, wiadomo jakie. Na pierwszej próbie krzyczy na nią, że "nikt nie chciał by jej przelecieć". Facet ma obsesję :) Zresztą jest taka scena kiedy matka pyta Ninę czy Cassel dostawiał się do niej, bo "jest z tego znany". Czy chodzi mu tylko o sztukę to mam poważne wątpliwości :)

                    • grek.grek Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 20.06.14, 17:17
                      :] to taka nietuzinkow motywacja. pamiętam, że w jakimś znanym horrorze, aby uzyskać efekt śmiertelnego przerażenia aktorki - reżyser wlazł pod łózko na którym siedziała podczas kręcenia sceny i w kluczowym momencie nagle złapał ją za nogę. efekt został osiągnięty, chociaż... mogła dostać zawału ;]

                      wiesz, tutaj ciało było w porządku, chodziło o znalezienie tej roli w jej osobowości, otworzenie furtki, która była dotąd zatrzaśnięta - zauważ, jak wygląda pokój NIny, jak pokój dziewczynki z podstawówki, to efekt upupienia przez matkę i prachoholizmu. dlatego trener pokazuje jej Lilę, która jest jej przeciwieństwem i tego czarnego łabędzia ma w sobie w sposób naturalny.

                      odblok musi iśc przez sferę seksualną, w końcu tego dotyczy przemiana bohaterki w "Jeziorze...", z tego się bierze.



                      • siostra_bronte Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 20.06.14, 18:14
                        No, jednak Cassel drze się na Ninę, że jest "sztywna". Ciało oddziałuje na psychikę i odwrotnie. Mogę zrozumieć motywy trenera, ale nie podobają mi się metody. Są, jak na mój gust, hm...zbyt bezpośrednie. Facet mógłby się trochę wysilić, a nie od razu startować z łapami :)
                        • grek.grek Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 21.06.14, 13:02
                          :]
                          do spektaklu było już chyba bardzo mało czasu, więc może to tłumaczy bezpośrednie metody trenera ?

                  • pani_lovett Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 19.06.14, 20:34
                    grek.grek napisał:

                    To już nie mam wątpliwości. :)
              • pepsic Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 20.06.14, 19:18
                A jednak nie dopatrzyłam się w zachowaniu trenera przemocy seksualnej, i co istotniejsze bohaterka tudzież, co wynikało z kontekstu.
                • grek.grek Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 21.06.14, 13:06
                  yes !

                  ja myślę, że on doskonale wyczuł z kim ma do czynienia, i że "pokojowe" metody nic tu nie pomogą, że trzeba nią potrząsnąć i czekać na rezultat - albo się wycofa, zwinie i będzie po niej albo zareaguje pozytywnie i odkryje w sobie tę czerń.
                  • siostra_bronte Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 21.06.14, 14:38
                    O właśnie! A co gdyby się zwinęła się po jakimś czasie, a premiera się zbliża? Moim zdaniem to jest mało realistyczne, żeby szef baletu podejmował takie ryzyko.
                    • grek.grek Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 21.06.14, 17:41
                      nie miał wyjścia :]
                      z jednej strony miał świetną białą łabędzicę, Ninę, a z drugiej świetną czarną, Lilę, ale żadnej która umie zatańczyć obie role. widocznie uznał, że prędzej w Ninie objawi się czarna, niż w Lili biała :]
                      • siostra_bronte Re: "Czarny łabędź" - jakie wrażenia i przemyślen 22.06.14, 09:39
                        Miał, mógł obsadzić obie tancerki :)

                        W ogóle to jakiś słaby ten balet. Żeby nie było komu zatańczyć głównej roli w "Jeziorze Łabędzim"? :)
    • grek.grek Mundialeiro 12.06.14, 14:29
      no to teraz świat jest piłką ;]

      dzisiaj pierwszy mecz i tak bez przerwy przez jakieś 3 i pół tygodnia.
      im człek starszy, tym jakoś ten nastrój "święta sportowego" trudniej złapać, też tak macie ?

      komu kibicujecie ?
      [u mnie tradycyjnie Włochy i Meksyk, ale to tylko dlatego, że Kuba i Czechy nie grają, heh]
      • angazetka Re: Mundialeiro 12.06.14, 17:10
        Ze zgrozą stwierdziłam, że gdyby ktoś dał mi wybór - Mundial albo nadrabianie zaległości filmowych (lecę po filmografiach x-menowych) - to bym wybrała to drugie. No ale że nie muszę wybierać, to będę to łączyć i dziś idę na miasto oglądać mecz otwarcia. A jutro Holandia-Hiszpania, tyle dobra!
        Kibicuję tradycyjnie - choć niepopularnie - Niemcom. I Hiszpanom. I poszczególnym zawodnikom z innych drużyn.
        • grek.grek Re: Mundialeiro 12.06.14, 18:05
          a jednak :]

          Niemcy i Hiszpania - Twoje sympatie kręcą się więc wokół prawdopodobnych mistrzów.
          • siostra_bronte Re: Mundialeiro 12.06.14, 18:15
            Ja jeszcze nie wiem komu :)

            • gryfny Re: Mundialeiro 12.06.14, 19:09
              "Czerwone diably" czarnym koniem w kraju żółtych kanarków,to pewne.
              • maniaczytania Re: Mundialeiro 12.06.14, 21:10
                ja Brazylii i Niemcom
      • pani_lovett Re: Mundialeiro 13.06.14, 00:35
        grek.grek napisał:

        > no to teraz świat jest piłką ;]
        >
        > dzisiaj pierwszy mecz i tak bez przerwy przez jakieś 3 i pół tygodnia.
        > im człek starszy, tym jakoś ten nastrój "święta sportowego" trudniej złapać, też tak macie ?

        Poczekaj aż w telewizji zaczną pokazywać mecz za meczem, omawiać szczegóły gry, analizować każda minutę, pokazywać efektowne strzały na bramkę. Wpadniesz na całego. ;)

        > komu kibicujecie ?
        > [u mnie tradycyjnie Włochy i Meksyk, ale to tylko dlatego, że Kuba i Czechy nie
        > grają, heh]

        Ja kibicuję Brazylii, również tradycyjnie Włochom (ale czy oni są teraz w formie, Greku, wiesz coś o tym?). Oczywiście w trakcie mundialu drużyny, którym kibicuję mogą się zmienić.

        :)
        • grek.grek Re: Mundialeiro 13.06.14, 13:58
          haha :]
          wiesz, Barbasiu, problem w tym, że od jakiegoś czasu nie ciągnie mnie do tych analiz, omawiania, powtórek, studia mundialowego... wchodzę na mecz, i to w ostatniej chwili, zaraz po zakończeniu wyłączam tiwi albo przełączam kanał... niewiele też czytam na ten temat, skład grup przypomniałem sobie dopiero wczoraj, słowem... ustateczniam się ;] racjonalizuję.

          Barbasiu, Włosi zawsze są bez formy, a potem i tak grają dobrze. z wyjątkiem mundialu sprzed 4 lat, kiedy odpadli dośc prędko i rzeczywiście byli bez formy, hehe ;]
          • pani_lovett Re: Mundialeiro 13.06.14, 22:49
            > Barbasiu, Włosi zawsze są bez formy, a potem i tak grają dobrze. z wyjątkiem mu
            > ndialu sprzed 4 lat, kiedy odpadli dośc prędko i rzeczywiście byli bez formy, h
            > ehe ;]

            Hahaha! No tak. :))

            Oprócz Italii, Argentynie, nie Brazylii będę kibicować. I/Lub Holendrom.
          • pani_lovett Re: Mundialeiro 18.06.14, 19:06
            grek.grek napisał:
            >dzisiaj pierwszy mecz i tak bez przerwy przez jakieś 3 i pół tygodnia.
            >im człek starszy, tym jakoś ten nastrój "święta sportowego" trudniej złapać, też tak macie ?

            Nigdy nie byłam zapaloną fanką futbolu i raczej nie będę, więc ten nastrój "święta sportowego" z nadejściem mundialu czy innych mistrzostw nigdy mi się nie udzielał. Ale oczywiście ,jeśli mam czas i okazję lubię popatrzeć (dla relaksu) na mecze, w którym grają dobre drużyny, świetni piłkarze ze światowej czołówki.

            No i miło jest w Waszym towarzystwie komentować mundialowe mecze.

            > haha :]
            > wiesz, Barbasiu, problem w tym, że od jakiegoś czasu nie ciągnie mnie do tych a
            > naliz, omawiania, powtórek, studia mundialowego... wchodzę na mecz, i to w osta
            > tniej chwili, zaraz po zakończeniu wyłączam tiwi albo przełączam kanał... niewi
            > ele też czytam na ten temat, skład grup przypomniałem sobie dopiero wczoraj, sł
            > owem... ustateczniam się ;] racjonalizuję.


            O!? Zmieniasz się, Greku!?
            • grek.grek Re: Mundialeiro 19.06.14, 14:42
              ja mam teraz tak samo :]]

              mam nadzieję, że to tylko zmiana, a nie starość ;]]
              • pani_lovett Re: Mundialeiro 20.06.14, 17:12
                > mam nadzieję, że to tylko zmiana,
                a nie starość ;]]


                Starość tak szybko? No co Ty? :))
    • grek.grek na bis "Wojna domowa" [angielszczyzna] 12.06.14, 16:32
      Kocham Kino chyba się zawiesza do września ?
      zamiast tego angielska "Wojna domowa" - 21:55 & 1:40
      pamiętacie ?
      młodzian z brytyjskiej konserwy przywozi do domu narzeczoną Amerykankę, mistrzynię
      rajdów samochodowych i generalnie wyemancypowaną i rozluźnioną babkę, co wzbudza
      spore zamieszanie na wytwornych pokojach pałacowych. pamiętam świetną Kristin Scott Thomas, ujmującą Jessicę Biel i mydłkowatego Bena Barnesa . i kankana tańczonego oryginalnym sposobem ;] oraz bezcenną wymianę zdań między pechową tancerką i
      jej bratem zaraz po tym skandalu towarzyskim [to chyba ten film ?]. i zgniecionego
      psa ;]

      wcześniej, od 20:40 dwie odsłony kabaretowej wojenki Moralnych i MruMru. Moralni jeszcze z Pakosą [Barbasiu, oglądasz ?].


      • siostra_bronte Re: na bis "Wojna domowa" [angielszczyzna] 12.06.14, 17:24
        Pamiętamy. Raczej rozczarowanie. A Jessica Biel była drewniana :)
        • grek.grek Re: na bis "Wojna domowa" [angielszczyzna] 12.06.14, 18:04
          Siostro, jesteś... bezwzględna ! ;]
          • siostra_bronte Re: na bis "Wojna domowa" [angielszczyzna] 12.06.14, 18:27
            Hehe. Ale rzadko, kiedy już naprawdę nie mogę się opanować :) Pamiętam, że wyraźnie różniliśmy się w ocenie tej roli.
    • siostra_bronte Brazylia-Chorwacja 13.06.14, 00:23
      No to zaczynamy :)

      Jak wrażenia? Świetny mecz. Ale karny był niesprawiedliwy i zdecydowanie zmienił losy meczu. Do tego sędzia jakoś nie zauważył paru ewidentnych fauli na Chorwatach. Ale to już niestety tradycja, że sędziowie sprzyjają gospodarzom mundialu. Szkoda, że tak się zaczęło.
      • angazetka Re: Brazylia-Chorwacja 13.06.14, 13:14
        Wkurzyłam się na tego karnego. To tak strasznie psuje radość z meczu, z mundialu w ogóle. A mecz sam w sobie był świetny, choć sprawiedliwym wynikiem byłoby 2:2. No ale ech.
        A dziś rewanż za poprzedni finał, mam nadzieję, że chłopaki staną na wysokości zadania.
      • grek.grek Re: Brazylia-Chorwacja 13.06.14, 13:54
        panu sędziemu najwyraźniej powiedziano, w jakim kraju odbywają się te mistrzostwa :]

        yup - "gospodarzom ściany pomagają", jako rzecze stare sportowe porzekadło. Chorwaci ewidentnie są pokrzywdzeni, ale wydaje się, że wyjdą z tej grupy bez problemów, szkoda że zapewne kosztem Meksykanów, no ale piłka musi być okrągła, żeby bramki były dwie.

        • siostra_bronte Re: Brazylia-Chorwacja 13.06.14, 17:10
          Już dawno powinna być wprowadzona możliwość podglądu na video kontrowersyjnych sytuacji. Technicznie to żaden problem. Ale oficjele z FIFA bredzą o "zabijaniu ducha sportu". Skandal!!
          • grek.grek Re: Brazylia-Chorwacja 13.06.14, 17:48
            gorzej, jakby sędzia się upierał, że na powtórce nadal widzi faul ;]

            jak typujesz/typujemy Hiszpania-Holandia ?

            [ja bym remis obstawił, 1-1]

            • angazetka Re: Brazylia-Chorwacja 13.06.14, 19:21
              Remis i łamanie kości.
            • pani_lovett Holandia - Hiszpania 13.06.14, 22:44
              Co ci Holendrzy robią z Hiszpanią!?? / patrzę jednym okiem na mecz /

              Holandia - Hiszpania 5:1!!!
              • angazetka Żałoba ;) 14.06.14, 12:33
                Nadal w szoku po wczorajszej demolce. Biedny, biedny Iker. Miał iść po rekord, a miał najgorszy wieczór w karierze. Ech, coś "moi" mają złe początki.
                • grek.grek Re: Żałoba ;) 14.06.14, 13:10
                  nie martw się, rzadko kiedy ostateczni zwycięzcy startują wyśmienicie, zwykle mają problemy w pierwszych meczach.

                  poprzednie MŚ [w RPA] Hiszpania zaczęła od porażki ze Szwajcarią, a potem sama wiesz, co się działo :]
              • grek.grek Re: Holandia - Hiszpania 14.06.14, 13:01
                :] rozwiązał się worek z golami, jak to kiedy się mawiało.

                ale wydaje mi się, że w grupowych meczach nawet takie ! wpadki są dopuszczalne.
                byle Hiszpania wyszła z grupy, a w serii przegrywający-odpada może wypaść znacznie
                lepiej. nie skreślałbym ich. Holandia wyglądała jak milion dolców, ale niejeden zespół
                zaczynał z wysokiego C, a potem lądował awaryjnie z jednym kołem ;]
                • angazetka Re: Holandia - Hiszpania 14.06.14, 13:04
                  Jak sama Holandia na Euro 2008 - jak oni fenomenalnie grali na początku! A potem nagle zgaśli.
                  • grek.grek Re: Holandia - Hiszpania 14.06.14, 13:14
                    dobry przykład. albo Niemcy ostatnimi czasy, nie ? kiedyś zaczynali brzydko i topornie [po prawdzie, to topornie i brzydko także kończyli] i na końcu wygrywali, a teraz elegancja francja i same porażki :]
                    • siostra_bronte Re: Holandia - Hiszpania 14.06.14, 13:22
                      Ależ to był mecz! Kto by się spodziewał takiego nokautu. Fantastyczny Robben, piękna bramka van Persiego.
                      Tak się zastanawiam, może Hiszpanie są zmęczeni po Lidze Mistrzów? Ale jak słusznie napisał Grek, to jednak turniej. Nie ma co wyciągać wniosków po jednym meczu. Każda, nawet najlepsza drużyna może mieć wpadkę.
                      • grek.grek Re: Holandia - Hiszpania 14.06.14, 13:30
                        zgoda, Siostro - myślę, że Hiszpanie przeczołgają się przez grupę i jak presja zacznie mniejszym od nich rutyniarzom plątać nogi, to powinni się odkuć :]

                        a'propos pana sędziego z Japonii, który sprezentował Brazylii karnego...

                        nie takie rzeczy działy się w MŚ. ze wspomnieć p. Szczepłka, znawcy piłki nożnej, red. Rzepy :
                        "W roku 1930, na pierwszych mistrzostwach w Urugwaju [...] Brazylijczyk sędzia Almeida Redo zakończył mecz Argentyna-Francja na sześc minut PRZED regulaminowym czasem, w momencie gdy francuski napastnik Marcel Langiller pędził sam na argentyńską bramkę i miał przed sobą jedynie bramkarza. Po protestach Francuzów zgodził się łaskawie na dokończenie gry, ale przecież nie od tej sytuacji, tylko od środka boiska, Francja już drugiej tak dobrej okazji nie miała i przegrała 0:1. Na tamtych mistrzostwach panowała zresztą zasada, że sędziowie z Ameryki Południowej pomagają drużynom z tego kontynentu"

                        można by powiedzieć... piłka się ucywilizowała nieco przez te 70 lat ;]
                        • gryfny Re: Para ver Hiszpanio 14.06.14, 13:39
                          grek.grek napisał:

                          > zgoda, Siostro - myślę, że Hiszpanie przeczołgają się przez grupę i jak presja
                          > zacznie mniejszym od nich rutyniarzom plątać nogi, to powinni się odkuć :]
                          wybrali polski wariant turniejowy:mecz otwarcia,o wszystko,o zloty ananas .....czyli trzesienie ziemi w Hiszpani
                          • maniaczytania Re: Para ver Hiszpanio 14.06.14, 21:43
                            chcialam tylko napisac, ze wczorajszych zwyciezcow idealnie wytypowalam, choc meczy nie ogladalam. Ale takiego wyniku Holandii sie nie spodziewalam - bardzo sie ciesze, bo to im kibicowalam. Hiszpanii nie kibicuje, bo jakos jednak ich nie lubie ;)

                            Czekam teraz na Niemcy, a dzis pokibicuje Wlochom :)
                            • grek.grek Re: Para ver Hiszpanio 15.06.14, 17:47
                              gratulacje, Maniu, oby passa Cię nie opuściła, kiedy zaczniesz oglądać ;]
                            • gryfny Re: Para ver Hiszpanio 18.06.14, 21:57
                              mecz o wszystko....no i po herbacie,chyba
                              • pani_lovett Hiszpania - Chile 0:2 19.06.14, 20:28
                                Yes. Hiszpania już tylko mecz pożegnalny zagra.
    • madopar50 Re: Ojej, co tu wybrac 2014 - 6 (vol 44) 14.06.14, 12:38
      sport.wp.pl/kat,1040413,title,Casillas-przepraszamy-ja-w-pierwszej-kolejnosci,wid,16682252,wiadomosc.html?ticaid=112e7c
    • grek.grek Almodovar do kwadratu, 48 godzin, Psy - na dziś 14.06.14, 13:22
      zamundialowaliśmy na amen ;]

      inna rzecz, że w tiwi jakoś konkurencja dla meczów nieporywająca zupełnie.

      od 20:05 "Przerwane objęcia" plus "Skóra w której żyję" - składak Almodovara, na bis. oba, z tego co pamiętam, namiętnie komentowaliśmy i obgadywaliśmy. zawsze mile widziane dodatkowe opinie, nowe recenzje :]

      TVN 22:05 "48 godzin" - klasyk, jeśli jeszcze nie próbowaliście, to warto odpalić, biały i maczoidalny Nick Nolte & czarny i cwany Eddy Murphy - świetni w duecie, dobre pieprzne dialogi i nienajgorsza kryminalna intryga.

      no i powtórka "Psów" o 23:40 w Jedynce.

      zatem, tele-propozycje bez premier i bez klasyków, zatem... kto dzisiaj gra ? ;]
      • gryfny Re: europejski klasyk o polnocy 14.06.14, 13:29
        "zatem, tele-propozycje bez premier i bez klasyków, zatem... kto dzisiaj gra ? "
        Anglia-Wlochy
        • grek.grek Re: europejski klasyk o polnocy 14.06.14, 13:33
          hit :] swoją drogą, nazwa "Anglia" od 66 roku gra nonstop ewokuje jakieś hitowe mecze, mimo że jej desygnat nie miał okazji nawet powąchać jakiegoś medalu i niemal zawsze zawodzi na całej linii. nawet Janusz Korwin Mikke szybciej wygrał wybory niż Anglia cokolwiek w jakichkolwiek mistrzostwach, hehe.
          • pani_lovett Anglia : Włochy 15.06.14, 16:42
            >nawet Janusz Korwin Mikke szybciej wygrał
            > wybory niż Anglia cokolwiek w jakichkolwiek mistrzostwach, hehe.

            :))
            I w Brazylii chyba też nie wygra.

            Przeczytałam, że wczoraj w nocy nasza drużyna ;) , czyli Włochy pokonały Anglię 2:1.
            • siostra_bronte Re: Anglia : Włochy 15.06.14, 16:48
              Obejrzałam pierwszą połowę, ale czasem przysypiałam, więc trudno mi się wypowiadać :)
              • pani_lovett Re: Anglia : Włochy 15.06.14, 17:21
                :))
                No tak, pora niemożliwa. Cześć , Siostro. :)
                • siostra_bronte Re: Anglia : Włochy 15.06.14, 17:38
                  Cześć, Barbasiu :)
            • grek.grek Re: Anglia : Włochy 15.06.14, 17:45
              cześć, Barbasiu :]

              dobry początek po dobrym meczu :] jest forma. byle nie uciekła, hehe.
              • pani_lovett Re: Anglia : Włochy 15.06.14, 17:53
                Cześć, Greku! :)

                Otóż to!
                A kto włoskiej bramki broni? Wciąż Buffon?

                • grek.grek Re: Anglia : Włochy 15.06.14, 17:57
                  nie było go, bronił jakiś inny piłkołap - raz nie obronił, ale poza tym bez zarzutu :]
                  • pani_lovett Re: Anglia : Włochy 15.06.14, 18:29
                    Świetnie. :)
                    Znalazłam! Nowy bramkarz nazywa się Salvatore Sirigu.

                    www.sport.pl/mundial2014/51,128351,16155969.html?i=1




                    • gryfny Re: Niemcy-Portugalia 16.06.14, 16:39
                      o wlasciwej porze...
                      wlasciwy mecz....
                      wlasciwie wszystko jasne.... "slicznotka" Cristiana beczy
                      • siostra_bronte Re: Niemcy-Portugalia 16.06.14, 17:51
                        Nie rozumiem tej internetowej niechęci do CR, a nie jestem jego wielbicielką. Każdy fan futbolu musi obiektywnie przyznać, że to fantastyczny piłkarz.
                      • pani_lovett Re: Niemcy-Portugalia 16.06.14, 19:15
                        gryfny napisał:

                        > o wlasciwej porze...
                        > wlasciwy mecz....
                        > wlasciwie wszystko jasne.... "slicznotka" Cristiana beczy

                        Rzekłeś Gryfny! ;))

                        3:0 dla Niemców po pierwszej połowie. I czerwona kartka dla Portugalii. Czy Portugalia podniesie się w drugiej połowie po takim nokaucie?
                        • gryfny Re: Niemcy-Portugalia 16.06.14, 20:34
                          radiohna.de/wp-content/uploads/2014/04/lhmb2pZWwxahqTyvj2Y8M0_4.jpg
                          • angazetka Re: Niemcy-Portugalia 16.06.14, 21:42
                            Ej, nie kopie się leżącego. CR nie lubię, ale nie lubię też nabijania się.
                            Ale meczyyyyyyyyyyyyyyk było boski :) Mój ukochany Tomek Mueller z hattrickiem, Portugalia, która wyglądała jak trampkarze, i jeszcze Pepe w roli wisienki na torcie w roli, w której nie zawodzi nigdy. Bajka.
                            A jak dorosnę, chcę być Angelą Merkel.
                            38.media.tumblr.com/3bbf0c1eca8b93facfe0f4df0ac9ae5b/tumblr_n79zjkG0en1qg4188o1_500.jpg
                            • pani_lovett Re: Niemcy-Portugalia 16.06.14, 23:17
                              angazetka napisała:

                              > Ej, nie kopie się leżącego. CR nie lubię, ale nie lubię też nabijania się.

                              Żartujemy tylko. :))

                              O tak, fajny mecz był. Zwłaszcza pierwsza połowa, której niestety nie oglądałam od początku.

                              > A jak dorosnę, chcę być Angelą Merkel.
                              > rel="nofollow">38.media.tumblr.com/3bbf0c1eca8b93facfe0f4df0ac9ae5b/tumblr_n79zjkG0en1qg4188o1_500.jpg

                              Hehe! Piękne marzenie. :))
                            • gryfny Re: Niemcy-Portugalia 16.06.14, 23:23
                              www.youtube.com/watch?v=H31fS2PIB74
                          • pani_lovett Re: Niemcy-Portugalia 16.06.14, 23:07
                            gryfny napisał:


                            > rel="nofollow">radiohna.de/wp-content/uploads/2014/04/lhmb2pZWwxahqTyvj2Y8M0_4.jpg

                            Hahaha! :)))

                            Angazetka zabrała mi tekst. Więc powiem, Gryfny, pani_lovett - nie kopie się leżącego, to znaczy płaczącego Ronaldo. ;))

                            4:0 dla Niemców, dopowiem z kronikarskiego obowiązku.
                            • pani_lovett Brazylia i Meksyk 0:0 17.06.14, 23:56
                              Eeee, bez bramek.
                              • angazetka Re: Brazylia i Meksyk 0:0 18.06.14, 10:42
                                Ano, liczyłam na masę goli, a tu...
                                Za to dziś takie zacne meczyki się szykują. Czy Hiszpania się podniesie? Czy Holandia utrzyma tempo?
                                • gryfny Re: Brazylia i Meksyk 0:0 18.06.14, 11:48
                                  angazetka napisała:

                                  > Ano, liczyłam na masę goli, a tu...
                                  ... szesciopalczasty"mur" w bramce,hihihi
                                  Spacerek Holendrow,mecz o wszystko Hiszpanow,ciekawa sroda
                                  • pani_lovett Re: Brazylia i Meksyk 0:0 18.06.14, 18:30
                                    > ... szesciopalczasty"mur" w bramce,hihihi

                                    Guillermo Ochoa się nazywa. ;)
                              • grek.grek Re: Brazylia i Meksyk 0:0 18.06.14, 16:18
                                a mnie się udało zobaczyć reprezentację Rosji [w meczu z Koreą Płd].
                                ciekawa druzyna, rozumiejaca doskonale, że na boisku najszybsza jest piłka i do tego
                                biegająca za nią i do niej w jakimś sensownym ordynku. bramkarz trochę pomieszał im szyki, bo zrobił kiksa i puścił gola, ale niebawem wyrównali i mogli wygrać.

                                kurde, Koreańczycy są do siebie tacy podobni, a do tego ich nazwiska tak trudne do zapamiętania, że powinni wykorzystywac, w zmodyfikowanej formie, patent z "Wsciekłych psów" - zafarbować włosy na 11 roznych kolorów, a potem przyjąć odpowiednie pseudonimy : Pan Brązowy, pan Zielony, pan Czerwony, pan Niebieski itd, byłoby znacznie łatwiej oglądać , a pewnie także komentować:]
                                • pani_lovett Re: Brazylia i Meksyk 0:0 18.06.14, 17:05
                                  To ciekawszy mecz miałeś.


                                  Hehe! Obawiam się, że Koreańczycy obrazili by się na taki pomysł.
                                  • grek.grek Re: Brazylia i Meksyk 0:0 18.06.14, 17:39
                                    niezgorszy :]

                                    oni są od grania, a nie od obrażania się ;]
                              • siostra_bronte Re: Brazylia i Meksyk 0:0 18.06.14, 18:01
                                To był chyba najlepszy mecz jaki widziałam do tej pory, chociaż nie było bramek.
                                • pani_lovett Re: Brazylia i Meksyk 0:0 18.06.14, 22:25
                                  Meksykański bramkarz bronił fenomenalnie.
    • grek.grek "Windą na szafot" 1958 [1] 15.06.14, 12:23
      Tiwi nie rozpieszcza, więc zasięgnąłem po klasykę online :] Na usprawiedliwiienie, że w dziale "telewizja" - ten film był kiedyś w telewizji pokazywany, hehe.

      Czarny kryminał w okolicznościach Paryża, doskonale napisany i kapitalnie klimatyzowany trąbką Milesa Davisa.

      www.efilmy.net/film,20714,Winda-Na-Szafot-Ascenseur-pour-lechafaud-1958-Lektor-PL.html
      Rozmowa telefoniczna kochanków. Umawiają się na "wykonanie zadania, które uczyni ich wolnymi" oraz "spotkanie po wszystkim i wspólny wyjazd", plus - że się kochają bardzo.

      On nazywa się Julien Tavernier i pracuje w firmie niejakiego Simone'a Carali. Ona jest żoną Carali - ma na imię Florence. Ich wspólny plan polega na tym, że Julien ma zabić starego Caralę i uciec z jego młodą żoną. JUlien wie, co i jak - jest byłym komandosem i legionista, walczył na wojnie w Indochinach. Teraz pracuje jako urzędnik, zaufany człowiek Carali.

      Tego wieczora Carala ma wyjechać do Szwajcarii. NIedługo przed zamknięciem biiura - JUlien zamyka się w swoim pokoju, przekazując sekretarce, że popracuje chwilę w samotności. Ofk nie ma zamiaru pracować - ubiera rękawice, wyciąga z szuflady linę z hakiem i dzięki swoim umiejętnościom wojskowym dostaje się niezauważony przez dach na wyższe piętro.

      Odwiedza w gabinecie Caralę. Przynosi mu jakieś tajne dokumenty o kontrehentach biznesowych. Carala nie zauważa chyba rękawiczek u Juliena, dziwnego dodatku do garnituru. Zanim się zorientuje - Julien strzałem z pistoletu kładzie do trupem. Potem zabiera dokumenty i tak sprytnie wychodzi z jego gabinetu, że zamyka drzwi od środka [za pomocą maniuplacji nożem przy zamku]. Idealnie upozorowane samobójstwo. Potem hyc linie, do swojego gabinetu i zdąża idealnie w momencie, gdy sekretarka dzwoni, by poinformować go, że przyszedł gośc woźny [taki w mundurze], aby zamknąć biuro. Zatem, sekretarka będzie mogła tylko potwierdzić - w razie czego - że Julien był u siebie.

      Wychodzą. Sekretarka i woźny mają moment zastanowienia, czy pan Carala wychodził z biura, ale "on się tak lubi przemykać niezauważony...", zapewne zgodnie z planem jest już w drodze na pociąg do Szwajcarii. Rzostają się miło i przyjemnie. Wydaje się, ze wszystko jest załatwione, ale... jakby było, to by nie było filmu :]

      Oto Julien wsiada do swojego kabrio z zasuwanym dachem, gdy nagle... zauważa, że na barierce między piętrami zostawił LINĘ, po której wspiął się na piętro, by zabić Caralę. Musi wrócić do środka i ją zdjąć.

      Zostawia samochód i wraca. Samochód wpada zaś w oko parze młodziaków, niczym z "Do utraty tchu" : ona ma na imię Veronika i jest kwiaciarką, właśnie zamyka sklep, on Louis - jest takim dzieciakowatym "belmondo" z postawionym kołnierzem skórzanej kurtki. Kiedy ona komplementuje Taverniera, jaki z niego gość z klasą - jej chłopak bezceremonialnie wsiada do pozostawionego auta i szykuje się do odjazdu. Veronika upomina go, popisowo się na niego oburza, że tak nie wolno i w ogóle, ale po tym rytuale wsiada do samochodu razem z nim i odjeżdzają. Po paru chwilach Louis postanawia postawić dach.

      Florence czeka na Juliena w knajpce na rogu. Denerwuje się, czy wszystko poszło dobrze. Nagle widzi jego auto. Jedzie ! Ale... w aucie obok "JUliena' jest jakaś dziewczyna, właśnie wygląda oknem ! Florence wpada w popłoch. Julien ją zdradził ! Nie ma pojęcia, że w środku siedział Louis, a Julien...

      No właśnie - Julien wykorzystuje, że woźny jeszcze nie zamknął drzwi na kraty - wślizguje się i wsiada do windy. Jedzie na górę. Gaśnie prąd - winda staje między piętrami. Julien jest uwięziony. Woźny zamyka drzwi biura na kratę i idzie do domu. Julien próbuje majstrować nożem i zapalniczką, ale jedyne co mu się udaje, to otworzy drzwi do windy i skonstatować, że otwór jest za wąski, by mógł wyjść. POtem odkręca podłogę windy, zawisa na linie wodzącej windę, ale i z tej pozycji nie da się nic wskórać. matnia.

      • grek.grek "Windą na szafot" 1958 [2] 15.06.14, 12:54
        Florence tymczasem przeżywa zawód, jaki sprawił jej Julien. Najpierw zarzuca mu, że nie powalczył o ICH szczęście, że stchórzył, że się wycofał, a na koniec jeszcze zdradził ją. Świetny pomysł reżysera Louise'a Malle'a polega na tym, że w roli Florence obsadził zewnętrznie chłodną i zdystansowaną Jeanne Moreau, w której ustach namiętne monologi brzmią i wyglądają [yes, wyglądają] naprawdę intrygująco.

        Mimo wszystko, Florence czeka aż do zmierzchu. Siedzi przy stoliku i czeka. I nic. Nadchodzi burza, grzmi. Florence chodzi po ulicach i pyta w znajomych kawiarniach i bistrach o Juliena, czy ktoś go nie widział. Nie moze się pogodzić z myślą, że Julien mógłby uciec z obcą kobietą. Zaczyna padać deszcz, ale Florence niz zwraca na to uwagi. Opanowana pozornie twarz Moreau, a jednocześnie jej namiętny, pełen niepokoju monolog z offu.

        Nikt Juliena tego wieczoru nie widział. W jednym z barów wprawdzie Florence spotyka eks-kolegę JUliena, z czasów wojny, ale ten jest podchmielony i plecie tylko o tym, że Tavernier chyba zapomniał o ich przyjaźni, bo nie daje od lat znaku życia. Obok Florence i tego gościa, siedzi kobieta. Próbuje ona namówić go do postawienia jej kielicha. On odmawia. Wtedy ona mówi, że widziała Juliena. Florence natychmiast się do niej dosiada, zamawia jej drinka. Wtedy kobieta powiada, że widziała Juliena... tydzień temu. Nagle obudzona nadzieja Florence znika momentalnie.

        Tymczasem Veronika i Louise porwanym autem Juliena wyjeżdzają na autostradę. Chłopak jest bardzo pewny siebie ["Co będzie jak nas złapie policja ?" - "Mam to gdzieś"]. Veronika przeszukuje pozostawiony w samochodzie płaszcz Taverniera, znajduje rolkę taśmy filmowej. W schowku przy fotelu pasażera - PISTOLET.

        Jeżdzą tak w kółko [po to porwali to auto, żeby sobie pojeździć], w którymś momencie przytrafia się na szosie mercedes. Louis ściga się z nim, podejrzewając że za kierownicą musi siedzieć jakiś Niemiec. Istotnie - siedzi Niemiec. I dochodzi do stłuczki - Louis trafia mercedesa w tyłek. Wysiada z niego starszy Niemiec, wesoły, zadowolony z życia - nie tylko nie ma młodym za złe tego, co się stało, ale nawet zaprasza na kolację do sąsiedniego motelu. Louis jest ostrożony, obawia się że policja może go szukać, jakiś czas temu ukradł motorower. Ale Veronika go namawia i Louis się zgadza.

        W motelu Niemiec i jego młodsza blond żona oraz Veronika z Louisem dostają sąsiednie pokoje. Louis nie opuszcza samochodu. To Veronika rejestruje ich jako "państwo Tavernier".

        A potem kolacjują. KObiety rozmawiają w tle, zaś Louis i Niemiec gderają o wojnie, Niemcach, Francuzach itd. Louis sugeruje, że był na wojnie, w ogole zgrywa kozaczka, a Niemiec jest wyluzowany i uśmiechnięty, dowcipem zbija niektóre zaczepne komentarze pozującęgo na buntownika Louisa. Obie pary robią sobie razem ZDJĘCIA. Na tej rolce filmowej taśmy, którą Veronika wykradła z płaszcza Juliena. Potem wychodzą na wieczorny spacer i przy okazji Veronika zostawia rolkę z filmem i zdjęciami do wywołania u motelowego fotografa.

        Sympatyczni Niemcy odprowadzają Louisa i Veronikę do ich pokoju. Niemiec żartuje sobie, że z Louisa "żaden pan Tavernier i żaden żołnierz". Ofk, wie co mówi :] Louis czuje się zdemaskowany, ale Niemiec przecież nie poleci z tym na policję, on tylko śmiej się z tego, ze Louis bawi się w buntownika.

        W nocy nagle Louis się budzi. I zaraz budzi Veronikę. Mówi, że muszą uciekać, Niemcy mogą na nich donieść. UBierają się szybko. Louis chce odjechać mercedesem Niemców, ale nie moze odpalić. Wtedy z pokoju obok [sąsiaduje z garażem motelowym] wychodzą Niemcy. Wesoły szwabina śmieje się "Co, chciał pan ukraść nam auto, ale pierwszy bieg nie wchodzi ? to dlatego, że go wymontowałem" - i pokazuje Louisowi to, co tam wymontował. W drugiej ręce ma pistolet. Nie wie, że Louis też ma pistolet, który znalazł w samochodzie Juliena. Pierwszy strzela Louis. Niemiec pada martwy. Potem Louis zabija także żonę Niemca. Zabiera ten wymontowany bieg i w środku nocy uciekają razem z Veroniką. Na miejscu zostawiają auto, płaszcz i pistolet należące do Juliena.

        cdn



        • grek.grek "Windą na szafot" 1958 [3] 15.06.14, 13:19
          Tymczasem w budynku, w którym uwięziony jest Julien, pojawia się jakiś stary woźny. Otwiera drzwi, majstruje przy zepsutej windzie. JUlien wisi na linie pod podłogą. Nagle winda uruchamia się. Pędzi w dół i Julienowi grozi lada chwila zmiażdzenie. W ostatniej chwili stary zatrzymuje pojazd. Julien natychmiast wraca do środka. WInda jest teraz na dole, więc Julien nie może nawet krzykiem dać znać , że jest w środku. A najpewniej nawet nie chce - gdyby tylko wiedział, w co właśnie został wplątany przez parę szczeniaków w jego samochodzie i płaszczu...

          Veronika i Louis wracają do Paryża. Mercedesa ukradzionego zabitym NIemcom zostawiają gdzieś na moście [świetnie ujęcie, swoją drogę, takie... paryskie ;)]. UKrywają się w jej mieszkanku. Zaczynają panikować - złapią nas, muszą nas złapać, wpadliśmy, co my narobiliśmy... Buntownicy. Wreszcie Veronika podjemuje dramatyczną decyzję - musimy się zabić, to jedyna szansa. Inaczej nas posadzą i rozdzielą, ciebie do mężczyzn, a mnie do kobiet, zginiemy bez siebie ! Przynosi proszki z łazienki. Zażywają je oboje. "Będziemy tragicznymi kochankami, tak o nas napiszą", powiada Veronika. Oboje zasypiają, zdaaje się że na wiecznośc.

          Florence zostaje zgarnięta przez policję. Razem z tym kolegą JUliena. Za przebywanie na ulicy nocą bez dokumentów. Kiedy policja dowiaduje się, ze Florence jest żoną "pana Carali" - przeprasza ją za problemy, a takżę zapewnia że nie poinformuje o niczym pana Carali, żeby nie robić im oboju przykrości.

          Pojawia się komisarz Cherier. Niespodxiewaanie pyta ją o Juliena Taverniera. Florence zapewne aż podskakuje w środku, ale na zewnątrz jest do bólu spokojna, odpowiada że owszem zna człowieka, ale tak sobie, nic specjalnego. Cherier pyta ją, czy widziała Juliena wczoraj. Florence zeznaje, że owszem - widziała go w jego aucie, z młodą kobietą. Wtedy komisarz informuje ją, ze Julien jest poszukiwany w związku z oskarżeniem o zabójstwo pary niemieckich turystów w motelu za miastem. Florence jest oczywiście absolutnie zmieszana i wstrząsnięta, ale - równie oczywiście - nie daje po sobie niczego poznać.

          Dzięki uprzejmności policji Florence wzywa szofera domowego, który po nią przyjeżdza w trymiga.

          W motelu trwa akcja policji : ściągane są ślady, zabezpieczane miejsce zbrodni, przesłuchiwani świadkowie. Jako że płaszcz, auto i pistolet są właśnością Juliena Taverniera - policja pokazuje świadkom fotografię Juliena [z czasów wojskowej służby]. Niektórzy go poznają, inni nie... Przytomny facet z recepcji powiada, ze kierowca auta nie wyszedł z niego, rejestrację przeprowadziła kobieta, przedstawiając siebie i
          • grek.grek "Windą na szafot" 1958 [4] 15.06.14, 13:53
            siebie i towarzysza jako "państwo Tavernier" [pardons, za tę formę postów, ale mam kłopoty z pisaniem, zatrzymuje mi się nagle kursor i nie mogę nawet przejśc do innego okna, znów jakieś cyrki...].

            Są jednak płaszcz, pistolet i auto. Plus potwierdzające zeznania częsci świadków, plus zeznanie Florence, która widziała Juliena wtedy na mieście. Facet jest ugotowany. Policja w motelu, ustaami zastępcy komisarza Cheriera, wydaje komunikat, że dopadnie mordercę w ciągu 24 godzin. Cherier zastanaawia się nad motywem - dlaczego Tavernier miałby chcieć zabić Niemców ? Komisarz nie jest przekonany o jego winie, ale jako że pani Niemka była urodziwa, rozważa motyw sprzeczki o nią właśnie.

            Do budynku z windą z woźnym wchodzi policja. Julien ich słyszy. Włączony zostaje prąd, winda znowu działa. Julien skrupulatnie usuwa ślady swojej bytności w tej windzie. Kiedy policja jedzie windą nr 2 na górę [nie wie, że to jego szukają i jadą do jego gabinetu, gdzie za chwilę będą myszkować w jego papierach, szukając jakiegoś tropu i namiaru na niego], Julien hyc i wychodzi głównym wejściem, jakby nigdy nic. Lina najpewniej została na barierce.

            Julien pełen ulgi kieruje się do bistro. Dzwoni do domu Florennce, ale dowiaduje się, że ona śpi. Poleca jej nie budzić. Zamawia śniadanie. Zachowuje się jak człowiek, który uniiknął własnie śmierci, czyli z ledwie skrywaną radością. Nagle orientuje się, że ludzie się na niego gapią. O co chodzi ? Wreszcie dziewczynka mówi do ojca "to on, to na pewno on !", a ojciec zabiera ją pospieszenie i niemal ucieka z baru. Julien łapie za pozostawioną gazetę. Na pierwszej stronie jest jego zdjęcia i notka, wedle której oskarża się go o podwójne morderstwo w motelu. Opada na plecy. JUż słychać sygnał policyjnego auta, barmanka ukradkiem zadzwoniła z donosem -jadą po niego...

            W budynku firmowym policja, dzięki woźnemu który zajrzał przez dziurkę od klucza, znajduje martwego Caralę w jego gabinecie.

            Julien zostaje przesłuchany. Sytuację ma przegiwzdaną - jak wytłumaczyć, ze całą noc spędził zamknięty w windzie ? Jak dowieśc, że nie było go wtedy w tym motelu, skoro wszystko świadczy przeciw niemu ? Mówi prawdę, ale Cherier odpowiada "Mógłbym uwierzyć we wszystkie pańskie tłumaczenia, ale w to że pan ugrzązł w windzie ? To absurd !". Cherier informuje Taverniera o śmierci Carali, ale Julien nie daje po sobie poznać, że cokolwiek na ten temat wie, udaje zaskoczonego.

            Florence zastajemy w momencie, gdy ona już wie o śmierci męża. A więc Julien zrobił to, co sobie przyrzekli... "Uratuję cię, Julien !", przyrzeka sobie w myślach Florence.

            Nie wiem jakim trafem, ale zapewne po prostu grzebiąc w pamięci, Florence kojarzy twarz Veroniki. Kwiaciarka pracująca tuż obok budynku firmy jej męża i jej kochanka... TEraz już pamięta ! To ona wyglądała wtedy z auta Juliena ! Tak to musiało wyglądać. A do tego kwiaciarka ma chłopaka... Zachodzi do tej kwiaciarni, ale szefowa powiada, że Veroniki nie ma. Florence dostaje adres. W mieszkaniu Veroniki zastaje ją leżącą na łózku. Louisa nie ma, co od razu wskazuje, że efektowne romantyczne samobójstwo raczej im nie wyszło.

            Florence bezceremonialnie budzi Veronikę. Z łazienki wyłazi Louis. Florence ogląda fiolkę po lekach, którymi próbowali się "zabić" i kpi z nich ostro, że "niewiele wiedzą o lekarstwach, to łagodny środek". Potem oznajmia im, że wie o wszystkim, i potrzebuje ich żywych, żeby dowieśc niewinności JUliena. Zamyka ich na klucz w mieszkaniu Veroniki i schodzi na dół, żeby z budki wezwać policję.

            Louis ogląda gazetę, z którą przyszła Florence - "zaraz - powiada - policja dała zdjęcie Taverniera, a to znaczy ze to on zabił, a nie ja ! mnie w tym nie ma ! to jego szukają, a nie mnie" - co za gnojek, nie ? ;] Ale racjonalny.

            Jest tylko jedna rzecz, która łączy Louisa z zabójstwem pary Niemców - ZDJĘCIA, które robili sobie z nimi w tym motelu, na rolce fotograficznej wykradzionej z płaszcza Taveniera, a które dali do wywołania fotografowi motelowemu.

            Florence właśnie z tej budki próbuje dzwonić do policajów, kiedy widzi jak z bramu kamienicy wychodzi Louis [Veronika miała drugi klucz od drzwi] i odjeżdza motorowerem. Florence rezygnuje, wsiada do auta i jedzie za Louisem.

            Louis ofk jedzie do motelu, żeby zabrać te zdjęcia. Zachodzi do fotografa. Florence ostrożnie za nim.

            Zdjęcia są wywołane, owszem... w środku czeka już komisarz Cherier. Już ma zdjęcia Louisa, Veroniki i Niemców. Kiedy pojawia się Florence - zaprasza ją śmiało do środka. I pokazuje jej inne fotografie wywołane z tej rolki należącej do Juliena... na tych zdjęciach są romantyczno-miłosne fotosy Florence i Juliena właśnie.

            Cherier konkluduje : oczywiście, że Julien nie zabił pary Niemców. Jest niewinny. Ale za to zostanie oskarżony o morderstwo pana Carali. "Ile moze dostać ?", pyta podłamana, ale wciąż trzymająća fason Florence. "10 lat", powiada Cherier "może 5". Ona powtarza beznamiętnie, jakby dostała obuchem w łeb... "10 lat...5 lat...". Na co Cherier dodaje : zadbam, aby pani, jako incjatorka i współsprawczyni dostała 10 lat więzienia". Florence wie, że to koniec. Monologuje w zaćmieniu, patrząc na ich wspólne zdjęcia, o tym, że nie powinna była wciągać Juliena w to wszystko, że go kocha, że "teraz są jeszcze razem i tak już zostanie, nikt ich nie rozdzieli".

            Zbrodnia i kara. Wszyscy odpowiedzą. Nikt nie pozostanie winny. A wszystko z okazji jednego małego błędu w sztuce popełnionego przez Juliena.

            Doskonały film, w każdym calu :]

            muzyka :


            • grek.grek "Windą na szafot" 1958 [4] 15.06.14, 13:56
              trailer :
              www.youtube.com/watch?v=sjURPebrbrY
              muzyka :
              www.youtube.com/watch?v=XQ4l4oRkh_8
              pełny album Milesa do tego filmu :
              www.youtube.com/watch?v=KprzOMXAuqY
              rezyseria perfect, wspaniała Jeanne MOreau, Paryż w czerni i bieli, dramaturgia, majestersztyk fabularnego zawijasu i świetny finał.
              • siostra_bronte Re: "Windą na szafot" 1958 [4] 15.06.14, 14:14
                Dzięki, Greku :)

                Świetny wybór! Mogę tylko powtórzyć Twoje komplementy. Znakomity film. Pomysłowa fabuła z zaskakującymi momentami, np. kiedy staje winda z Julienem w środku czy z finałowym wywoływaniem zdjęć

                Do tego ten specyficzny klimat Paryża (ta scena, kiedy Florence błąka się nocą bez celu!), muzyka Davisa i wspaniałe aktorstwo. Nie tylko Jeanne Moreau, ale także Maurice'a Roneta w roli Juliena. Lubięt tego aktora, ależ on miał klasę! Dla porządku dodajmy, że to film Louisa Malle'a.

                No i ta przygnębiająca wymowa filmu, że w sumie to przypadek decyduje o naszym życiu.

                Greku, niedługo zostaniesz ekspertem od klasyki francuskiego kina :)

                • grek.grek Re: "Windą na szafot" 1958 [4] 15.06.14, 15:05
                  dzięki, Siostro :]

                  ha, podpisuję się ochoczo pod wszystkimi Twoimi uwagami. rzeczywiście, Ronet gra bardzo dobrze, ma podobny styl do MOreau, nie traci rezonu w żadnej sytuacji, ale można tylko podejrzewać, szukać tego w drobnych gestach, jak jest rozhuśtany wewnętrznie.

                  prawda. moment nieuwagi, jakiś przypadek, chwila roztargnienia... i klops. właściwie zarówno Julien, jak i Louis z Veroniką - eks-komandos i para dzieciaków - w ten sam sposób ściągają na siebie kłopoty, które wiodą ich za kraty.

                  haha, dzięki Siostro ;] miałem kilka mocnych kontrkandydatur, ale... sięgnę po nie w następnych odsłonach. rzeczywiście, jedna jest pochodzenia francuskiego, o czym zaświadczę w stosownym czasie :]]
                  • pani_lovett Re: "Windą na szafot" 1958 [4] 18.06.14, 17:15
                    Scenariusz filmu ma literacki pierwowzór w postaci powieści Nöela Calefa, a film należy do klasyki francuskiej nowej fali, piszą w wikipedii.

                    Fantastyczna rzecz, Greku. Tytuł był mi znany, ale nigdy nie widziałam filmu.



                    • grek.grek Re: "Windą na szafot" 1958 [4] 18.06.14, 17:41
                      tak właśnie.

                      dzięki, Barbasiu; skorzystaj z linka, w wolnej chwili, opowieść nie oddaje urody i klasy tego filmu :]
                      • pani_lovett Re: "Windą na szafot" 1958 [4] 18.06.14, 17:53
                        Dzięki, dzięki, może nawet jutro mi się uda obejrzeć. :)
                        • grek.grek Re: "Windą na szafot" 1958 [4] 18.06.14, 18:04
                          zachęcam bardzo.
                          i nie zapomnij napisać o swoich wrażeniach poprojekcyjnych, Barbasiu :]

                          [może i mnie się uda jakiś klasyk ustrzelić, w tych najbliższych dniach :]
                          • pani_lovett Re: "Windą na szafot" 1958 [4] 18.06.14, 18:39
                            Jeśli będę miał coś ciekawego do dodania, to napiszę.

                            > [może i mnie się uda jakiś klasyk ustrzelić, w tych najbliższych dniach :]
                            Znakomicie. :)
    • grek.grek Luther ser 3 odc 2 [1] 16.06.14, 15:00
      Zapętliło się. Luther prowadzi 2 sprawy naraz : zabójstwa internetowego hejtera nazwiskiem Cass oraz morderstw przypominających zbrodnie sprzed lat popełniane przez fetyszystę damskich stóp. W sprawie Cassa podejrzanym jest niejaki Barnaby, pogrązony w żałobie ojciec zmarłej córki, której żałobny profil Cass hejtował. Luther zwleka z aresztowaniem Barnaby'ego, jakby rozumiał jego zemstę i nie chciał go posadzić. Kiedy następnego dnia policja ma pobrać odciski palców Barnaby'ego, aby je porównać z odciskami w domu zabitego - John dzwoni do gościa z ta informacją : niby zgodnie z procedurą, a jednak może to wyglądać na ostrzeżenie. Barnaby decyduje się na desperacki krok : wkłada łapę do miksera, aby zedrzeć skórę, finalnie traci rękę, ale za to ma szansę uniknąć odsiadki. Przygląda się temu wszystkiemu sierżant Ripley, który bierze udział w tajnej operacji kierowanej przez sierzant Gray, która chce przygwożdzic Luthera za łamanie prawa [w służbie prawu, de facto]. Zaczyna do niego docierać myśl, że John naprawdę zasługuje na areszt.

      Morderstwa przypominające sprawy sprzed lat wiodą do postaci o ksywie Pełzacz - wślizgiwał się do mieszkań saamotnych kobiet, a potem je dusił, inscenizował miejsce zbrodni, na twarze nakładał maski, stylizował zwłoki na modę gothic punk. Tyle że to było w latach 80-tych... Morderca musiałby mieć z 70 lat. Sprawą zajmował się wtedy detektyw Holland, teraz na emeryturze. Policja znajduje go martwego w jego własnym domu. Wedle ustaleń - musiał znać swojego oprawcę, najpewniej sam otworzył mu drzwi. Policaje docierają do sprawy sprzed 30 lat, wedle której ostatnia ofiara Pełzacza była przez niego atakowana już 30 lat temu, ale wtedy przepłoszyli go znajomi wówczas 14-letniej dziewczynki. Było ich sześcioro i niejaka Dani Jakaśtam.

      Dani jest teraz panią Lane. W ostatnim akcie 1 odcinka Pełzacz [czy raczej nowe jego wcielenie, bo gośc ma góra 45 lat] morduje Dani Lane i jej męża.

      Rankiem policja obstawia miejsce zbrodni i czyni honory. Luther w tym czasie pije poranną kawę z nowo poznaną dziewczyną [blondynka od stłuczki samochodowej]. "Jesteś taki przyjemny i łagodny", mówi ona, na co John z uśmiechem "NIc mi o tym nie wiadomo". COs tam się zaczyna kręcić między nimi. Sierżant Ripley spotyka się z Gray, która wspiera go mentalnie, czując że Ripley waha się między swoim poczuciem praworządności, które nakazuje mu wspierać Gray w chęci przyskrzynienia Luthera, a własną lojalnością i szacunkiem dla Johna, w którym widzi jednak dobrego człowieka i policjanta. Niewykluczone, że oni sie w sobie podkochują, a ściśle Ripley w Gray, ona to wyczuwa i wykorzystuje dla własnych celów.

      W domu zmarłej Dani Lane, dowódca wydziału Schenk zdenerwowany pyta, o co chodzi w tym konflikcie Luthera z Ripleyem [w końcówce 1 odcinka pobili się]. John odpowiada spokojnie, że Ripley jest pod negatywnym wpływem Gray. Schenk żąda kategorycznie, żeby zawiesili te waśnie i skupili się na robocie.

      John wydzwania Gray i spotyka się z nią na jakimś parkingu w piętrowcu - ostrzega ją, że brzydko się bawi i powinna dać spokój Ripleyowi, którego niecnie wykorzystuje. Gray zapiera się, że nie ma zamiaru przestać, i John sugeruje jej niedwuznacznie, że jeśli nadepnie mu na odcisk za mocno, to spotka ją stosowna odpowiedź, "umiem być bardzo brutalny", cedzi przez zęby Luther i wiadomo, że nie chodzi mu bynajmniej o sprawne posługiwanie się kopniakami z glana.

      Ripley nieugięcie dązy do wsadzenia za kraty Barnaby'ego. Dociera do tej jego odciętej przez mikser ręki, pobiera z niej odciski. John zachęca go do działania, a moze nie tyle zachęca, co wystawia na próbę : mówi "POsadź go, jesli masz dowody, działaj", ale w istocie powiada : zmierz się z tym, czy naprawdę gotów jesteś zapuszkować ojca, który w rozpaczy zabił łachmytę bezczeszczącego cześć jego tragicznie zmarłej córki ?

      Sierżant odwiedza Barnaby'ego w szpitalu. Przede wszystkim chce się dowiedzieć, czy Luther ostrzegł go tamtym telefonem. Barnaby absolutnie zaprzecza, zdaje się nie wiedzieć, o czym mówi Ripley. I nie zamiaru przyznać się do winy. Żona Barnaby'ego ma stwardnienie rozsiane, on jest jej jedyną nadzieją na godne życie i godną nieodległą śmierć. Czy Ripley będzie w stanie wsadzić za kraty tego człowieka ? Jak daleko sięga jego instynkt sprawiedliwości ?

      Pełzacz [ale głupia ksywa, no ale cóż poradzić] ma mieszkanie wytapetowane zdjęciami kobiecych stóp, dostaje na telefon informację "Przyjedź" - a zatem, nie działa sam, ktoś go inspiruje.

      Pojawia się w domu opieki społecznej. Ma na głowie perukę. Rejestruje się jako Paul Ellis. Jak póxniej się okaże - to jego prawdziwe nazwisko. Pracownice go znają, musi tam bywać od dawna.

      Odwiedza tam niejakiego Carneya, starszego gościa, który cierpi na jakąs chorobę płuc, może raka, w każdym razie - w zaawansowanym stadium. PO dwóch zdaniach, a nawet przed - już wiadomo : Carney jest zabójcą sprzed lat, prawdziwym Pełzaczem. Paul Ellis to jego uczeń, a właściwie kontynuator tradycji. Rozmawiają na zewnątrz - oślizgły Carney opowiada o mu o jednej z pielęgniarek, "Ładne stopy..." powiada z uśmieszkiem bazyliszka. Ta pielęgniarka patrzy na nich przez szybę. NIe wie dlaczego, ale zaniepokojona jest sposobem w jaki Carney się na nią gapi.

      W tym samym czasie John dostaje billlingi telefonów zabitego detektywa Hollanda, który w latach 80-tych prowadził sprawę Pełzacza. Wynika z nich, że Holland kilka razy w miesiącu łączył się z jakimś numerem i robił to zawsze... po północy. Luther każe to sprawdzić. Numer wskazuje na to, że był to właśnie ten dom opieki społecznej, a telefon zarejstrowany jest na nazwisko Carneya. Carney-morderca i Holland-policjant ucinali sobie rozmówki nocne.

      John pojawia się w tym domu opieki akurat w momencie, w którym opuszcza go Paul Ellis. Mijają się w drzwiach. John pyta o pokój Carneya, pielęgniarka rzuca mimochodem "Pan Carney ma dziisaj powodzenie". Kiedy John dowiaduje się, że odwiedził Carneya inny gość i że to ten którego spotkał w drzwiach - wybiega za nim, gania ulicami, szukając człowieka. Włazi nawet na dachy aut, żeby mieć lepszą widocznośc. Paul Ellis widzi go, odjeżdzając autobusem.

      Luther ma jego nazwisko. Każe go szukać. Sam przesłuchuje Carneya. Informuje go o śmierci Hollanda. Carney niczego nie ukrywa i ma nawet pewien wdzięk w tej rozmowie, czym nadrabia wyraźnie kiepską formę spowodowaną chorobą. Tak, rozmawiali sobie nocami, Holland lubił popijać, a potem pogawędzić, więc wydzwaniał. Carney sam zaczyna wspominać dawne czasy, mówi o kobiecych stopach, o "pięknym łuku w jaki się wyginały w pośmiertnym skurczu". Caarney dawnymi laty pracował jako śmieciarz. I zabijał kobiety. Wpadł, bo zabijał szczególnie te mieszkające przy trasie, na której pracował. Zwykle były to prostytutki. Kim jest Ellis ? Carney tylko się uśmiecha.

      Kiedy John prowadzi intensywne przesłuchanie, Gray z jej kumplem Starkiem przeszukują jego mieszkanie. Stark zwraca uwagę na ksiązki i liczne podkreślenia "trzeba to przejrzeć, bo to więcej o nim powie niż sto raportów". W szafie Luthera wisi 10 takich samych kompletów : spodnie, koszula, płaszcz :] Uporządkowany człowiek.

      Ludzie Luthera wykonują solidną pracę - po przetrząsnięciu akt związanych z morderstwami Carneya, już wiedzą kim jest Ellis. To syn jednej z ofiar Carneya. John wyrokuje : to twoje narzędzie, Carney, narzędzie do popełniania kolejnych morderstw, na których samodzielne wykonanie nie masz już siły. Jak go znalazłeś ? Na co Carney : on sam do mnie przyszedł.

      Wg akt, Paul Ellis był świadkiem zabójstwa swojej matki. Schował się w szafie i stamtąd widział jak Carney ją dusi. Psychika dziecka nie wytrzymała tego wstrząsu. Ellis sam zaczął przejawiać psychopatyczne inklinacje.

      W tym czasie policja ma już adres Paula Ellisa. Nie zastają w domu nikogo. Paul z walizką jest w zupełnie innym miejscu. Jest w mieszkaniu tej pielęgniarki z opieki społecznej, imieniem Jodie.
      To jego następny cel, zgodnie z instrukcją Carneya.
      • grek.grek Luther ser 3 odc 2 [2] 16.06.14, 15:38
        W swoje melinie podsłuchowej, Gray i Stark naciskają na Ripleya, żeby już dziś złożył zeznania obciążające Johna, nie ma na co czekac, wiedzą że Ripley się chwieje, im dalej w las - tym większa obawa, że się wycofa.

        Przesłuchanie prowadzone przez Johna zakłóca lekarka z opieki społecznej, według niej pan Carney jest zbyt poważnie chory, aby można go było tak męczyć". Luther musi czekać na zakończenie badań, po których być mozę dostanie drugą szansę. Ripley informuje go, że dał do zbadania palec Barnaby'ego. John znów mu powtarza "Jesli będziesz miał dowód, zamknij go".

        Luther dostaje kilka minut na dalsze odptywanie Carneya. Ten wspomaga się maską tlenową, co wnerwia Johna. Z opowieści Carneya wynika, że on tylko "uformował glinę", a zaczynem była matka Ellisa - to ona nauczyła go włazić do szafy i chować się tam, kiedy przyjmowała klientów. Tylko kwestią czasu było, kiedy chłopak zaczął włamywać się do mieszkań i realizować swoje "stopowe" zapędy. "Ja mu tylko wskazałem cel i kierunek", powiada Carney. Paul Ellis nie mógł sobie poradzić ze swoimi potrzebami, zwrócił się o pomoc do detketywa Hollana, a Holland skierował go do Carneya właśnie. Carney odsiadywał wtedy karę 25 lat więzienia za swoje zbrodnie. Dlatego między morderstwami Carneya w latach 80-tych, a aktualnymi do złudzenia podobnie popełnionymi przez Paula Ellisa - była taka przerwa czasowa. Świetna scena, pokój oświetlony nierregularnie i kręcony pod odpowiednim kątem, Carney z fizjonomią chytrego bazyliszka i miotający się John.

        "Kto jest następny, która ?", pyta Carneya John, ale Carney tylko się uśmiecha i odpowiada "O tak, jest piękna, doskonała". Luther prawie dostaje szału, wie Ellis zaraz napadnie następną kobiecinę, a jedyny człowiek który mógłby mu to zdradzić - drwi sobie z niego. W dodatku lekarka przerywa na dobre przesłuchanie.

        Ale John nie jest idiotą... Gdzie Carney przebywa od paru lat ? NO właśnie, w domu opieki społecznej, widuje tylko kobiety z tego przybytku - zatem, upatrzoną ofiarę musiał wybrać właśnie spośród nich. Luther zaraz żąda danych wszystkich pracownic.

        A Paul Ellis jest w mieszkaniu pielęgniarki Jodie, przyjemnej brunetki, która dzieli to mieszkanie z dwiema koleżankami. Najpierw Paul kręci się po chałupie, ogląda pokoje, używa ich szczoteczek do zębów, a wreszcie melinuje się w szafie, swojej ulubionej bazie wypadowej.

        Jodie wraca do mieszkania wieczorem. Jest sama. Kręci się, bierze prysznic, przebiera się, jak to po pracy. Z szafy obserwuje ją Ellis. Kiedy zaatakuje ? W którym momencie nagle wyskoczy ? Trochę to trwa :] A każdy moment może być tym właściwym, oto miara rzeczy w thrillerze.

        Wraca koleżanka Jodie, Eve. Razem szykują kolację robią kawę i inne takie. Rozmawiają o nowym znajomym Ayeshi, trzeciej lokatorki. Słyszą coś. Jakieś szmery na górze. Eve miała już wcześniej jakieś przeczucie, ale odrzuciła je - któż miałby być w ich mieszkaniu ? to niedorzeczność.

        Kiedy szuranie staje się zbyt ostentacyjne - Eve idzie sprawdzić. Tu kroczek, tam kroczek, tu nadstawienie ucha, tam nadstawienie ucha, nagle... BACH ! Ellis wyrasta przed nią jak spod ziemi. Cięcie.

        Jodie robi kolację.Stukanie na górze. Jodie myśli, że to Eve robi sobie żarty. Idzie do niej. Otwiera drzwi od kuchni... BĘC przed nią stoi jakiś ciemny kształt. Krzyk. Cięcie.

        Po chwili obie są związane i zakneblowane. Jest jeszcze trzecia lokatorka, Ayeisha. Zaraz wróci, już jest blisko, kiedy nagle ktoś do niej dzwoni. Zatrzymuje sie, żeby odebrać.

        Ellis patrzy na swoje ofiary, bierze wolno nóz, słyszy jak na dole otwierają się drzwi, a Ayeisha woła koleżanki. Ellis idzie za jej głosem. Nakrywa ją w pokoju. Ale... nie samą. Jest z nią John. To on zadzwonił do niej i poinstruował jak ma się zachowywać.

        Ellis wściekły rzuca się na Johna i kotłują się przez chwilę. Ellis traci nóz, który przejmuje Luther. Nie widząc dla siebie żadnego lepszego wyjścia, nie mogąc dotrzeć do drzwi pokoju, które zasłania Luther - Ellis uśmiecha się wariacko, bierze rozbieg i wychodzi oknem. Wysoko jest, trzecie piętro. Ellis ląduje na kawałkach szyby i ledwie żyje, kiedy zabiera go karetka i policja.

        W tym czasie Carney opuszcza posterunek i wraca do domu opieki. W ostatniej chwili podbiega do niego policjant i pokazuje mu zdjęcie na telefonie, przesłane przez Johna - na fotce jest John z całą trójką kobiet. A zatem, Carney dostaje info : twój chłoptaś nie zabił wytypowanej ofiary, przegrałeś dziadek.

        W szpitalu sierżant Ripley aresztuje Barnaby'ego. Przypina go leżącego za zdrową rękę do elementu infrastruktury łózka.

        John wymienia krótkie infomacje z Mary, blondynką od stłuczki. Ale zanim się spotkają - John wybiera się na meeting z Gray, Starkiem i Ripleyem. Dzieki kolegom z wydziału, namierzył Ripleya dzięki GPS auta, którym jeździ, wie zatem gdzie Ripley zatrzymuje się częściej niż zwykle w ostatnich tygodniach - przybywa z przytupem, rozwala szybę w aucie Gray zaparkowanym pod budynkiem z tą meliną podsłuchową. Gray wybiega, a John wchodzi do srodka. Czuje się pewnie.

        Ogląda "dowody" przeciw sobie, aparaturę, przechadza się po całym pomieszczeniu [znów świetnie zaaranżowana scena, w świetle nikłym jakichś jarzeniówek, w zagraconym trochę przypominającym piwnicę, ale obszernym lokalu]. Potem sugeruje, że reputacja takich speców jak Gray i Stark może lec w gruzach, jeśli zabierze im wszystkie "dowody" i przekaże wyżej, jak będą wyglądali jeśli dadzą się mu przepchnąc siłowo albo wykiwać finezyjnie ? Tak czy owak, oni mają więcej do stracenia. "Kontynuujcie - powiada - ale ostrzegam : jeśli pociągniecie mnie w dół, to sami na dnie wylądujecie i postaram się, aby to było dla was wyjątkowo przykre przeżycie". POtem rzuca wymowne spojrzenie zawstydzonemu Ripleyowi i wychodzi.

        W aucie John przesuchuje wyniesiony dyktafon, na którym Stark i Gray nagrali zeznanie Ripleya - jakież jest zdziwienie Johna, kiedy słyszy nagranie : Ripley odmalowuje go w samych superlatywach, wyraża dumę z szansy pracy z Johnem, nazywa go świetnym policjantem i wyznaje, że nie ma pojęcia o żadnych "złamaniach prawa" przez Luthera.

        Mary, nie mogąc się doczekać na Johna w kawiarni, czeka na niego pod jego kamienicą [chociaz bliżej tej norze Luthera do lokalu w jakimś pustostanie, hehe]. "Jestem za stara na gierki", powiada ona, na co "Ja też jestem za stary na to". Całują się więc, a kontynuacja nie jest trudna do przewidzenia. Cut :]

        www.youtube/com/watch?v=k5e7yktKhkU












        • pani_lovett Re: Luther ser 3 odc 2 [2] 19.06.14, 15:21
          Dobry odcinek . Podoba mi się 3. sezon Luthera.
          • grek.grek Re: Luther ser 3 odc 2 [2] 19.06.14, 17:44
            cieszę się :]

            mnie do pełni ukontentowania brakuje obecności Alice :]
            • pani_lovett Re: Luther ser 3 odc 2 [2] 19.06.14, 20:27
              Domyślałam się tego. :))
              • grek.grek Re: Luther ser 3 odc 2 [2] 21.06.14, 13:00
                Alice The Malice ;]]
                • pani_lovett Re: Luther ser 3 odc 2 [2] 22.06.14, 15:39
                  grek.grek napisał:

                  > Alice The Malice ;]]

                  Who is Alice The Malice?
                  • grek.grek Re: Luther ser 3 odc 2 [2] 22.06.14, 17:08
                    .. SHE is ;]
                    • pani_lovett Re: Luther ser 3 odc 2 [2] 22.06.14, 17:36
                      Aha. :)
    • grek.grek "Ape Regina" [1963] via CT2 17.06.14, 14:47
      Konwencja pół-komediowa, fragmenty lekkiej skocznej muzyczki ilustracyjnej, urodziwa Marina Vlady [Złota Palma' 63], nie mniej urodziwe rzymskie ulice i mieszkanka, ale temat trudny i niewdzięczny, bo dotyczący tragizmu losu mężczyzny w małżeństwie :]

      Pan Alfonso [świetny Ugo Tognazzi] ma 40 lat, pracuje na odpowiedzialnym stanowisku w autosalonie, przy ulicy z której ma rzut beretem do Watykanu i doskonały widok na wiadomą Bazylikę. Prowadzi życie kawalerskie, dzieląc je z najlepszym przyjacielem - Riccardo oraz poznawanymi wspólnie weekendowymi dziewczynami. Ale właśnie przychodzi zmierzch tych czasów, bo Alfonso poznał kobietę swojego życia - piękną Reginę [Vlady]. PIękną i cnotliwą. Przed ślubem niespecjalnie jest skora nawet do pocałunków. Odmawia z takim wdziękiem, że Alfonso przebiera nogami do ślubu, jak mały motorek - bo dopiero po ślubie, to ma być prawdziwa uczta :]

      Rodzina Reginy blisko jest skoligacona z KOściołem, ze dwóch albo trzech mężczyzn w otoczenia Reginy, to księża albo zakonnicy. Plus wrzaskliwe ciotki i gosposie oraz maminsynkowaty brat, Igi [czyt. Idżi],który wiecznie przeszkadza Alfonso, bo pęta mu się denerwująco pomiędzy nogami złakniony "męskiego towarzystwa". Sama Regina ma bliskie znajomości wśród zakonnic. Nie dziwi zatem jej wstrzemięźliwość przedślubna.

      Alfonso ofk pragnie tego ślubu z wiadomych względów, ale po prawdzie sam już czuje, że pora na stateczne życie i rodzinną sielankę. A tu jeszcze trafia mu się taka dziewczyna...

      BIorą więc ślub. POczątki są świetne, cały dzień w łóżku. Alfonso ma to na co czekał. Chwali się Riccardo, że nie podejrzewał swojej przyszłej żony o aż taki temperament.

      Szybko jednak zaczyna się orientować, że Regina nie tyle chce doznawać namiętności z nim z powodu jego wspaniałości i wirtuozerii jako kochanka, ile pragnie zajść w ciążę i urodzić dziecko. Alfonso zaczyna mieć wątpliwości, czy będzie w stanie sprostać oczekiwaniom o połowę młodszej żony. POsuwa się nawet do tego, że prosi jednego z zakonników przy rodzinie Reginy o to, żeby pobłogosławił jego... jądra. BO zakochany Alfonso chce bardzo, aby Regina dostała od niego to, co jest jej przecież winien jako mąz żonie. Wszystko ofk w bardzo lekkiej konwencji, ale jednak pod spodem już się czai otchłań ;]

      Mieszkają w domu rodzinnym Reginy, więc pojawiają się problemy - Alfonso nie mozę wstać w nocy spokojnie i pójśc do kuchni, żeby z pokoju obok nie wyskoczyły ciotki klotki i matki Reginy z pretensjami, że łazikuje po nocy i przeszkadza spać.Bez obaw, Alfonso jest bardzo akceptowany przez rodzinę Reginy, ale jednak czuć, ze jest to w jakiś sposób warunkowane jego posłuszeństwem wobec porządku i norm panujących w domu.

      Regina nadzoruje go cały czas. Kochana taka ;] Nawet kiedy Alfonso musi zostać dłużej w pracy, Regina go odwiedza. UKradkiem Alfonso dojada jakieś afrodyzjaki, które kolekcjonuje w celach wiadomych. Jest kanapa, więc Regina ma ochotę. Alfonso próbuje jej odmówić. Chyba bezskutecznie :]

      Wychodzi z pracy nad ranem. Spotyka go kolega i zaprasza na wyjazd z grupą znajomych na coś w rodzaju rekolekcji, w bardzo gustownych murach i uliczkach starego malowniczego klasztoru. Alfonso wygląda jak sto razy przydeptany pet, więc wizja ucieczki na kilka dni od prześladującej go seksem żony jawi mu się nader atrakcyjną.

      Nie ma go przez tydzień :] Kiedy wraca, czeka na niego Regina z wrzaskiem i pretensjami, jak mógł sobie na tydzień po prostu wyjechać. Pierwszaa kłótnia podczas powrotnej jazdy autem do domu. I przeprosinowy seks w przydrożnym lasku. I to zainicjowany przez Alfonso, sprowokowanego przez Reginę uwagą o tym , że "jest po prostu starym dziadem, który boi się młodej żony".

      Wreszcie Regina zachodzi w ciążę. Wszyscy skaczą wokół niej jak małpy na gumie. Alfonso też, dumny z tego że będzie ojcem.

      Jest to czas, w którym pan Alfonso zaczyna podupadać na zdrowiu. Tłumaczy to wiekiem, pierwszymi ograniczeniami, ale zanim wziął ślub i zaczął mieszkać z Reginą - był okazem zdrowia :] Po 3 miesiącach facet jest dętka. Dodatkowo, od kiedy Regina dowiedziała się, ze zaszła - odmawia mu seksu, powiada "To by było nieczyste, tam w pobliżu jest dziecko !". Alfonso przyjmuje to z wyrozumiałością i kładzie się przy niej na łózku, monologując zachwycony jak to wspaniale będzie wychowywać potomstwo. A i z tym nie może przesadzać, bo przecież młoda wkrótce-mama potrzebuje snu, zdrowego snu, i dziecko też.

      UMiera ktoś z rodziny. MOżliwe, że ktoś ze strony Reginy, możliwe że nawet jej matka. Tu mam lukę w pamięci. Tak czy owak, jest pogrzeb. Alfonso wysiada podczas wizyty w katakumbach światyni, gdzie "przedstawione" zostają mu prochy poprzednich zmarłych. Robi mu się słabo. Idzie na powietrze, a tam mdleje.

      Konieczna jest wizyta w sanatorium. Albo czymś takim. Alfonso chodzi czytać gazetę przy plaży, a potem z paroma innymi osobami pozbawia pierza ubite kuraki. Odpoczywa.

      Ale i ten dobry czas musi się skończyć. Przyjeżdząją po niego i zabierają z powrotem do domu. W tym czasie miejsce Alfonso w biznesie autosalonowym i w ogóle w sprawie rachunków domowych i innych spraw które dotąd miał na głowie, zajmuje Regina. Kobieta orkiestra. Żadna tam dziewica przedślubna z uroczym uśmiechem, teraz pani w okularach z zaawansowanym ciązowym brzuchem,szefowa i kierowniczka, pani i władczyni domowego ogniska.

      Ogniska na którym grillowany jest dostojnie Alfonso. Facet czuje się coraz gorzej. Leży w łózku i niedomaga. Niedomaga na tyle nieprzystojnie, mimo że leży jak trusia i nawet nie bardzo się rusza, że z małzeńskiego łóża zostaje wyekspediowany do małej klitki na parterze, z widokiem za oknem na mur sąsiedniego budynku.

      Odwiedzają go wszyscy, Igi nawet montuje mu lampkę nad łóżkiem, a Regina wyposaża w telefon, aby mógł tarabanić w razie czego. Co w żaden sposób nie wynagradza mu degradacji jakiej doznał. A której Alfonoso zdaje się nie zauwazać,ciągle wspominając o kochanej Reginie, o dziecku, o domu, o troskliwej rodzinie.

      Nikt mu jednak nie współczuje szczerze, jest ruch, rejwach, bieganina. Najważniejsza jest Regina i dziecko, które niebawem przyjdzie na świat.

      Jedynym, który patrzy na niego z prawdziwym smutkiem, jedynym który dostrzega co się z człowiekiem porobiło w zaledwie ROK, od kiedy wziął ślub z Reginą, jest Riccardo. Patrzy na niego siedząc przy łóżku i serce mu się kraje.

      Wreszcie... rodzina Reginy zbiera się przy grobie Alfonso. Przeżył lat 41, jak głoszą napisy na nagrobku :]

      Reżyserem jest Marco Ferreri, ten od "Wielkiego żarcia".

      KOniec tragiczny, a kolejne stacje upadków Alfonso - jak z podręcznika. Świetny rytm i tempo, puenta niewesoła, a czarno-biała formuła dodaje całości niezaprzeczalnego wdzięku, nie mniejszego niż ten, którym z ekranu uwodzi Marina Vlady. Chociaż... ona akurat - do czasu ;]] Jak to mówią : uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić ;] Pan Alfonso przekonał się o głębokiej prawdzie tego porzekadła. BLiskośc Watykanu, namalowana za pomocą włażenia w kadr Bazyliki Św.Piotra jest ofk symboliczna - katolicka zasada wisi jak miecz Damoklesa nad szyją biednego Alfonso. Do tej pory wiół grzeszne życie kawalera babiarza. PO tym jak postanowił żyć w zgodzie z zasadami kościołowymi - poślubionymi wraz z Reginą - było mu już tylko gorzej i gorzej, aż do wiadomego finału :]
      • grek.grek Re: "Ape Regina" [1963] via CT2 17.06.14, 14:53
        www.youtube.com/watch?v=K6V1gAJa5C0
        • grek.grek Re: "Ape Regina" [1963] via CT2 17.06.14, 14:57
          to co wyżej, to wywiad z reżyserem.

          trailera nie mogę złąpać, więc może ostatnie 7 minut filmu pozwoli Wam wkręcić się w stylistykę, chociaż nie ma tutaj tych najciekawszych ujęc eksponującym urodę Rzymu :
          www.youtube.com/watch?v=ht_Jsc_qMkC4
          • pani_lovett Re: "Ape Regina" [1963] via CT2 18.06.14, 17:20
            grek.grek napisał:

            > to co wyżej, to wywiad z reżyserem.

            Tak, widziałam. Szkoda tylko, że rozmawiają po francusku.

            Link nie działa.
          • pani_lovett Re: "Ape Regina" [1963] via CT2 18.06.14, 17:26
            Znalazłam intro filmu z obrazami z Rzymu:

            www.youtube.com/watch?v=r-yEDP5dHk8
            :)
            • grek.grek Re: "Ape Regina" [1963] via CT2 18.06.14, 17:41
              świetnie, dzięki :]
      • pani_lovett Re: "Ape Regina" [1963] via CT2 17.06.14, 23:51
        >ale temat trudny i niewdzięczny, bo dotyczący tragizmu losu mężczyzny w małżeństwie :]

        He,he,he! :)))))

        A w ogóle jaki mężczyzna? Toż to truteń jakiś trzęsący portkami przed kobietą, uciekający przed obowiązkami, domowymi, zawodowymi, a nawet małżeńskimi (a gdzie honor włoskiego kochanka!!?) z domu, w chorobę, a w końcu na tamten świat!? Wstyd! ("L'Ape Regina" to w tłumaczeniu na polski 'królowa pszczoła').

        Cudna rzecz, Greku! Uśmiałam się.

        To też świetna satyra społeczna na zmieniające się role kobiet i mężczyzn we współczesnym społeczeństwie. (Rok 1963 !)

        Wyczytałam, że z powodu antykatolickiego wydźwięku w film Ferreri'ego ingerowała cenzura, skutkiem czego wycięto jakieś sceny, zmieniono niektóre dialogi.

        Cenzorzy ingerowali nawet w ścieżkę dźwiękową, każąc usunąć w scenie pogrzebowej, w której karawan wiezie zwłoki (pamiętasz Greku, tę scenę?) dźwięki pobrzękujących kości, co podają na wikipedii, he,he. :)
        • grek.grek Re: "Ape Regina" [1963] via CT2 18.06.14, 13:31
          tu jest kilka fotografii z filmu :
          worldscinema.org/2013/12/marco-ferreri-lape-regina-aka-the-queen-bee-1963/
          plakat bardzo dobrze oddaje stopnie upadku pana Alfonso :]

          ależ skąd, Barbasiu :] pan Alfonso robi co moze, ze skóry wychodzi, żeby żonie dogodzić. to ofiara zakochania,a ono jak wiadomo ślepotę powoduje i otumanienie ;]

          yes, podobnie jak "Wielkie żarcie" jest satyrą na konsumpcjonizm i hedonizm, widać pan reżyser Ferreri lubuje się [ew.lubował] w kpinie [tragikomicznej] ze spolecznych fiksacji.

          o proszę, znaczy się stróże watykańscy nie zasypiali gruszek w popiele :]

          o !, scenę pamiętam , ale "pobrzękujące kości" chyba mi umknęły :] ale to bardzo interesujące ciekawostki, dzięki :]
          • pani_lovett Re: "Ape Regina" [1963] via CT2 18.06.14, 17:52
            > plakat bardzo dobrze oddaje stopnie upadku pana Alfonso :]
            Ha,ha, ha! :)))

            Piszą o filmie na tej stronie pod fotografiami - "satyra na instytucję małżeństwa, która wywołała skandal w konserwatywnych Włoszech lat 60". "Satyra za hipokryzję życia małżeńskiego" - piszą na innej stronie.


            > o !, scenę pamiętam , ale "pobrzękujące kości" chyba mi umknęły :] ale to bardz
            > o interesujące ciekawostki, dzięki :]

            "Pobrzękujące kości" zostały wycięte przez cenzorów ze ścieżki dźwiękowej. ;}
            • grek.grek Re: "Ape Regina" [1963] via CT2 18.06.14, 18:01
              ;]

              powiedzialbym, że : zgodnie z prawdą

              a tak, pisałaś o tym [znaczy się, miałem umyte uszy i prawidłowo działające ;)]
              • pani_lovett Re: "Ape Regina" [1963] via CT2 18.06.14, 19:21
                > a tak, pisałaś o tym [znaczy się, miałem umyte uszy i prawidłowo działające ;)]
                Brawo ! :))
    • pepsic "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kultura 17.06.14, 19:30
      Jestem w szoku, że panuje taka cisza, a to taki piękny i prawdziwy film o miłości w cieniu narkotykowego dna. Zarazem wielki dramat rodziców ślicznej, uzdolnionej dziewczyny. W typie "Requiem dla snu" ( Aronofsky sie kłania ponownie), jak dla mnie korzystniejszy w odbiorze, bo z dystansem, ze szczyptą wisielczego humoru i bez grania na emocjach, tudzież kombinowania. W rolach głównych śp. Heath Letger i Abbie Cornish (kopia rodaczki Nicole Kidman). Polecam:)

      * * *
      Jakby co, w stosownym miejscu popełniłam małe co nieco w temacie "Czarnego łabędzia" .
      • pani_lovett Re: "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kul 17.06.14, 23:55
        Nikt nie zapowiedział tego filmu. Chyba zapatrzyliśmy się na mundial. Nawet nie zaglądałam do programu TV!? Dzięki za zwrócenie uwagi na ten tytuł.

        Fajnie, że już jesteś, pani P.!

        /Twoje uwagi o "Czarnym łabędziu" wypatrzyłam i przeczytałam. I ja muszę dorzucić swoje trzy grosze./
      • grek.grek Re: "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kul 18.06.14, 13:34
        niestety, przeoczyłem. mam nadzieję, że powtórzą. dzięki za cynk :]
        • siostra_bronte Re: "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kul 18.06.14, 18:04
          Cześć, Pepsic! Trzeba było coś napisać :) Ale my tu żyjemy mundialem, filmy mają raczej małe szanse :)
          • dona.a Re: "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kul 18.06.14, 21:14
            siostra_bronte napisał(a):

            > Ale my tu żyjemy mundialem, filmy mają
            > raczej małe szanse :)

            Dziś o tej godzinie to chyba ani filmy ani Mundial nie przebiją relacji jednej ze stacji z odwiedzin ABW w redakcji Wprost, relacja na bieżąco.
            • pani_lovett Re: "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kul 18.06.14, 22:24
              dona.a napisała:

              > siostra_bronte napisał(a):
              >
              > > Ale my tu żyjemy mundialem, filmy mają
              > > raczej małe szanse :)
              >
              > Dziś o tej godzinie to chyba ani filmy ani Mundial nie przebiją relacji jednej
              > ze stacji z odwiedzin ABW w redakcji Wprost, relacja na bieżąco.


              Hehehehe! :))))

              Aż przełączyłam na INFO. Bo Hiszpania przegrywa 2 do 0 i już chyba nie nadrobi tej straty.
              • siostra_bronte Re: "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kul 19.06.14, 12:20
                Oglądałam, po meczu Hiszpanii :)
              • grek.grek Re: "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kul 19.06.14, 14:46
                niestety albo stety [jak kto lubi] Hiszpania wraca do domu. ale za to zostaje Chile, które może ma mniejsze nazwiska na koszulkach, ale gra pierwszorzędnie. zawsze to jakaś pociecha :]
                • pani_lovett Chile - Hiszpania 2:0 19.06.14, 15:14
                  O tak.
                  >ale za to zostaje
                  > Chile, które może ma mniejsze nazwiska na koszulkach, ale gra pierwszorzędnie.

                  I to jest piękne w mistrzostwach. Takie niespodzianki.


                  Hiszpanii pozostaje się cieszyć z nowego, młodego króla Filipa VI , który dziś objął tron po swoim ojcu Juanie Carlosie.
            • grek.grek Re: "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kul 19.06.14, 14:44
              oglądałem, istotnie. niezły polityczny thriller ;]
              i kompromitacja tego nieudacznego rządu.
              • pani_lovett Re: "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kul 19.06.14, 15:04
                Tak , niesłychana kompromitacja, ABW i prokuratury przede wszystkim, ale jak powiedział Tusk , jego rząd za to odpowie.
          • pepsic Re: "Candy" z antypodów sprzed paru dni - tvp kul 20.06.14, 19:20
            Byłam odcięta od świata wirtualnego. Na film trafiłam przypadkiem.
    • maniaczytania Angazetko - X-Menow obejrzalam 18.06.14, 21:13
      wreszcie!
      Coz tu pisac - film rewelacja!!! W zasadzie chyba wszystko mi sie w nim podobalo - muzyka szczegolnie, aktorzy ach i och (zwlaszcza 'moj' Magneto - mnie nawet w jakims tescie wyszlo, ze najblizej mi do niego wlasnie w sensie charakterologicznym ;) ), wszystkie sceny z Quicksilverem - genialne!!! Odtworzenie lat 70-tych wspaniale w kazdym szczegole. I ta akcja, atmosfera, napiecie, ech :) No i jak sie nie zna poprzednich filmow, to mozna sie pogubic, sa zreszta sceny, ze nawet jak sie chwilke nie popatrzy, to sie mozna zgubic. Cudne to jest, to jest wlasnie to, co w tej serii uwielbiam :)
      No nic, teraz nastapi kolejne dlugie oczekiwanie na kolejna czesc :)

      Ale w miedzyczasie wybieram sie oczywiscie na Transformers 4 (juz za chwileczke, juz za momencik!) i Straznikow Galaktyki - a Ty?
      • maniaczytania Re: Angazetko - X-Menow obejrzalam 18.06.14, 21:23
        hahaha, wlasnie wrocilam do Twojego wpisu tuz po projekcji i sie zasmiewam, bo napisalam prawie identycznie - tez jestem mentalna nastolatka ;)
        • maniaczytania Re: Angazetko - X-Menow obejrzalam 18.06.14, 21:24
          a, i oczywiscie czekam na dvd - zwlaszcza, ze mam kolekcje wszystkich dotychczasowych, lacznie z Wolverinem ;)
      • angazetka Re: Angazetko - X-Menow obejrzalam 19.06.14, 11:17
        No wreszcie! :) Codziennie wchodziłam tu z nadzieją, że w końcu się odezwiesz w tej sprawie!
        Cieszę się niezmiernie, że tobie też się podobało tak bardzo. I, kurczę, Quicksilver skradł serca chyba absolutnie wszystkim :)
        A kolejna część ma się dziać w 1983 roku (roku mojego urodzenia, zresztą).

        Co do planów kinowych - Transformersi to chyba niekoniecznie, ale jak nie pójdę na Strażników galaktyki, to mnie otoczenie wyklnie ;) A w międzyczasie - "Frank" z Fassbenderem.
        • maniaczytania Re: Angazetko - X-Menow obejrzalam 19.06.14, 13:40
          Ja Transformersow dopiero za drugim czy trzecim razem zlapalam :)
          A teraz bardzo lubie i sie nie moge doczekac :) Powoli zaczynam nawet rozrozniac autoboty ;)
    • siostra_bronte Australia-Holandia 19.06.14, 12:18
      Ech, szkoda Australijczyków. Dzielnie walczyli. I mieli sporo sytuacji bramkowych, szkoda, że ich nie wykorzystali. Zasłużyli przynajmniej na remis.
      • angazetka Re: Australia-Holandia 19.06.14, 13:14
        Dzielnie i nieoczekiwanie, spóźniłam się na mecz jakieś 20 minut i spodziewałam się, że będzie już 3:0 dla Holandii, a tu proszę! Wiadomo, że zabrakło im i doświadczenia, i jakości, ale charakter pokazali super.
        • pani_lovett Re: Australia-Holandia 19.06.14, 15:15
          Jaki wynik ostatecznie?
          • angazetka Re: Australia-Holandia 19.06.14, 15:36
            Holandia wygrała 3:2.
            • pani_lovett Re: Australia-Holandia 19.06.14, 15:43
              Dzięki! :)
      • grek.grek Re: Australia-Holandia 19.06.14, 17:56
        zaczyna się robić ciekawie, bo teraz w grę wchodzi już konkret, czyli awans albo duże szanse na odpadnięcie.

        wieczorem Urugwaj z Anglią. prawie o życie :]
        jak to się fajnie układa, nie ? jakby Uruguwaj ograł zgodnie z planem KOstarykę, a Anglia uciułała planowany punkt z Italią [faworyci podobno nie lubią się otwierać przeciw sobie w grupowych meczach i zwykle dzielą się punktami ?], to mielibyśmy dzisiaj dwie niezłe drużyny w zachowawczym meczu ze wskazaniem na przyjazny remis. a tak - mamy dwie drużyny z potencjałem medalowym [Anglia ma go zawsze, hehe ;)], ktore grają o wszystko, czyli muszą wykazać desperację w grze. a to tylko dobrze dla nas, nieprawdaż, Czcigodni ? bo mecz ma stawkę i presja jest na grajkach, a to zawsze dobrze wróży :]]

        jakby tak Anglicy czmychnęli po 1 rundzie, ale by były komentarze na Wyspach, nie ? ;]
        • pani_lovett Anglia - Urugwaj 19.06.14, 20:25
          Prawdaż, zapowiada się ciekawy mecz dziś wieczorem. :)


          /A ja sądziłam, że wszyscy się dziś relaksują i wyskoczyłam na rower, dla kondycji przed meczem. ;)/
        • gryfny Re: wieczorem Urugwaj z Anglią. 19.06.14, 20:30
          Greku dlaczego nie lubisz pilkarskich synow Albionu?
          Ciekawostka dla pan:za ciasne koszulki Urugwajczykow to metoda na przeciwnika zadne tam fiki-miki z zakresu mody.
          • pani_lovett Re: wieczorem Urugwaj z Anglią. 19.06.14, 21:04
            gryfny napisał:


            > Ciekawostka dla pan:za ciasne koszulki Urugwajczykow to metoda na przeciwnika z
            > adne tam fiki-miki z zakresu mody.

            O! A to ciekawe? A jak mają działać te koszulki na przeciwnika? Czy chodzi o to, żeby przeciwnik nie mógł szarpać za koszulkę?
            • gryfny Re: wieczorem Urugwaj z Anglią. 19.06.14, 21:56
              trafiony zatopiony
              • pani_lovett Urugwaj z Anglią 2:1 20.06.14, 16:17
                Anglicy już się mogą pakować do domu . ;)
                • gryfny Re: Urugwaj z Anglią 2:1 20.06.14, 16:26
                  pani_lovett napisał(a):

                  > Anglicy już się mogą pakować do domu . ;)
                  Krolowa Anglii w potrzasku,Mario Balotelli chce pocałunku z królową, jeśli Włochy pokonaja Kostarykę a on pyknie gole,hihihi:
                  www.theguardian.com/football/2014/jun/20/mario-balotelli-england-italy-queen-kiss
                • siostra_bronte Re: Urugwaj z Anglią 2:1 20.06.14, 17:57
                  Ależ to był mecz! Urugwajczycy pięknie grali. Fantastyczny Suarez. I jak on się cieszył z tych bramek.
              • pani_lovett Re: wieczorem Urugwaj z Anglią. 20.06.14, 16:19
                gryfny napisał:

                > trafiony zatopiony

                O! Świetnie! :)

                Mnie bardzo przypadł do gustu ten model koszulek. :)
                • pani_lovett Włochy - Kostaryka 20.06.14, 17:18
                  Gra, nasza drużyna, Greku. ;) Mam nadzieję, że zdążę na drugą połowę.
                  • maniaczytania Re: Włochy - Kostaryka 20.06.14, 20:14
                    Yupi! Kostaryka wygrala! :)
                    • angazetka Re: Włochy - Kostaryka 20.06.14, 20:30
                      Też się cieszę, choć oznacza to, że Anglia też wypada z turnieju.
                      • pani_lovett Re: Włochy - Kostaryka 0:1 21.06.14, 22:18
                        A ja się nie cieszę.

                        Muszę schować mój włoski szaliczek "Fotza Italia", heh.
                  • grek.grek Re: Włochy - Kostaryka 21.06.14, 12:52
                    musiałem wyjść, ale widziałem powtórkę :]
                    jakoś niemrawo i bez rozmachu ci Włosi grali.

                    parafrazując skecz MOralnych... Kostaryka ? KOstaryka ?!... gdzie to kuźwa leży ?! ;]]
                    • pani_lovett Re: Włochy - Kostaryka 21.06.14, 22:24
                      grek.grek napisał:

                      > musiałem wyjść, ale widziałem powtórkę :]
                      > jakoś niemrawo i bez rozmachu ci Włosi grali.

                      A ja w końcu w ogóle nie widziałam tego meczu.

                      > parafrazując skecz MOralnych... Kostaryka ? KOstaryka ?!... gdzie to kuźwa leży
                      > ?! ;]]


                      Hehehe! :))))))

                      Chowam już mój włoski szaliczek "Forza Italia", co Ci go kiedyś pokazywałam. ;)
                      Ożeż! Niemcy przegrywają z Ghaną 2:1. ale jeszcze 20 minut do końca. Wynik na pewno jeszcze się zmieni.
                      • grek.grek Re: Włochy - Kostaryka 22.06.14, 17:10
                        niewiele straciłaś :]

                        pamiętam, z takim szalikiem to można wygrać mundial :]]

                        coraz lepiej afrykańskie zespoły grają, w nocy Nigeria ograła Bośnię, chociaz po prawdzie
                        to sędzia zapaskudził mecz nie uznając absolutnie prawidłowego gola Bośniakom. ale fakt
                        faktem.
                        • pani_lovett Re: Włochy - Kostaryka 22.06.14, 17:56
                          > pamiętam, z takim szalikiem to można wygrać mundial :]]


                          Hehehe! :))
          • grek.grek Re: wieczorem Urugwaj z Anglią. 21.06.14, 12:50
            że "nie lubię", to chyba lekka przesada, ot po prostu sobie, mam nadzieję bez zacietrzewienia, z nich żartuję - uważają się do dziś za tych, którzy piłkarsko są uprzywilejowani, a tymczasem od blisko 50 lat nie wystawili reprezentacji, która miałaby choćby cień szansy na medal. i zawsze strasznie się znęcają nad piłkarzami, gdy przegrywają, wychodząc z założenia, że Anglia nigdy nie przegrywa dlatego, że ktoś jest lepszy, ale dlatego że sama ma dwie lewe nogi.
            • gryfny Re: wieczorem Urugwaj z Anglią. 21.06.14, 13:56
              W sumie masz racje ale male usprawiedliwienie im sie nalezy:karne
              WM 1990, Halbfinale, Turin: Deutschland - England 1:1 n.V., 4:3 i.E.
              EM 1996, Halbfinale, London: Deutschland - England 1:1 n.V., 6:5 i.E
              EM 2004, Viertelfinale, Lissabon: Portugal - England 2:2 n.V., 6:5 i.E.
    • grek.grek "Georgia O'Keeffe" via Polsat 20.06.14, 15:15
      Zaczął się jakoś wpół do pierwszej w nocy, więc w sam raz dla mnie ;]

      Jest to biografia jednej z wziętych malarek XX wieku.

      Osią jest historia jej związku z odkrywcą jej talentu, utalentowanym fotografem i właścicielem galerii w Nowym JOrku Alfredem Stieglitzem.

      Akcja rusza jakoś około 1920 roku. POznają się, gdy Georgia wpada do jego galerii, żeby zrobić mu awanturę za wystawianie jej obrazów bez jej zgody. I taka z tego awantura powstaje, że... Georgia całkowicie ulega jego komplementom dotyczącym jej sztuki i zachwytom nad jej talentem. Raz dwa przyjmuje propozycję Alfreda,żeby została w Nowym Jorku i malowała. Alfred kwateruje ją w mieszkaniu swojej znajomej czy tam kogoś. Odwiedza ją tam czasami, bo w tym mieszkaniu ma swoją pracownię fotograficzną i ciemnię, w której wywołuje fotografie.

      Od słowa do słowa - Alfred komplementuje Georgię, jaką jest urodziwą kobietą, ona zaprzecza, a on na to, że ona sama nie ma pojęcia o swojej piękności, no i romans gotowy. Potem robi jej zdjęcia w romantycznych pozach. A potem... potem to jest romans na całego, aż Alfred zostawia żonę i przeprowadza się do Georgii. Wkrótce pani O'Keeffe poznaje jego przyjaciół, którzy w trymiga stają się jej przyjaciółmi. Alfred przedstawia ją matce, w domu rodzinnym położonym gdzieś nad jeziorem za miastem. Matka wita ją "A więc to ty rozbiłaś małżeństwo mojego syna... Nareszcie !!" :] Georgia wszystkim się podoba, bo jest bystra, towarzyska i utalentowana, choć ma w sobie jakiś dystans, jakiś rodzaj wycofania.

      Jej sztuka, to obrazy atakujące intensywną kolorystyką i eksponujące rozwarte kwiaty, co ma być zapewne metaforą kobiecej seksualności zmysłowości.

      Alfred robi jej zdjęcia. Takie jak ona sama i jej sztuka : zmysłowe i przede wszystkiim nagie i wyraziste jak cholera, ale ofk niewulgarnie, lecz stylowo. Wystawia je w swojej galerii. Georgia nic o tym nie wie, więc jest skonsternowana kioedy pojawia się na tej wystawie, a ludzie gapią się na nią w milczeniu. Ucieka. Dogania ją Alfred i tłumaczy, że po primo te fotografie są piękne, bo ona jest piękna i ludzi to porusza; a po drugo - zyska dzięki temu popularnośc, która przełoży się na popularność jej sztuki. Pan Stieglitz myśli nowocześnie :] Georgia chce docierać ze swoją sztuką do ludzkości, więc aprobuje jego pomysły, zwłaszcza że Alfred załatwił już świetne recenzje jej obrazów i notki o niej samej jako "bogini kobiecej seksualności' w nowojorskich poczytnych dziennikach. Wracają na salę, pod rękę, a ona jest dumna z siebie i zbiera oklaski.

      Ich związek jest wolny od ckliwości. Ścierają się ze sobą, mają oboje trudne charaktery, ale przede wszystkim nie mogą bez siebie żyć. Miłośc wymieszana z wrogością i zazdrością.

      Wkrótce Alfred przeprowadza rozwód z żoną i poślubia Georgię. POdczas ceremoni, ofk tylko świeckiej, podczas recytacji słów przysięgi "... i być posłuszną..." Georgia zarządza "To możemy pominąć" :] Urocza jest.

      Chciałaby mieć z Alfredem dziecko, odzywa się jej instynkt macierzyński, ale Alfred w płomiennym speechu przekonuje ją "Przyszłaś na ten świat, żeby malować ! malować !! malować !!!, a nie babrać się w pieluchach". Georgia znów daje mu się przekonać, a może po prostu nie chce drązyć dalej tematu, zwłaszcza że Alfred jest od niej sporo starszy [świetnie ucharakteryzowany Jeremy Irons]. Układa im się bardzo dobrze, poza wszystkimi krótkimi momentami nieporozumień i konfliktów. On ma rękę do marketingu, a ona eksploruje swoją głowę - tam odbywa się właściwy akt twórczy, w jej przypadku, te późniejsze wygibasy ze sztalugami i farbami, to tylko pokłosie odkrywania sztuki w sobie.

      Byłoby super, gdyby nie...

      W Nowym JOrku pojawia się panna Dorothy. Młoda, ładna i z kasą. Kręci się w grupie przyjaciół otaczających Georgię i Alfreda. I uwielbia malarstwo Georgii. A przede wszystkim... ma liberalne poglądy na życie - ma męża, ale oboje pozwalają sobie na nieskrępowane romanse na boku. Otwarty związek. Dorothy zostaje mecenasem galerii Steglitza, a wkrótce jego kochanką. Najpierw Alfred pozwala sobie na nieprzystojne aluzje dotyczące uwiądu swojego pożycia z Georgią, co ją zasmuca dalece, a potem romansuje na całego z Dorothy w szopie-pracowni, w której robi jej gołe zdjęcia, podczas kolejnego weekendu w jego domu rodzinnym nad jeziorem. Przez okno widzi to Georgia i na łeb na szyję wyjeżdza stamtąd.

      Osiada w Tekasie czy innej Arizonie. U jednej z przyjaciółek poznanych w Nowym Jorku, sympatycznej jowialnej kobiecinie, granej przez babkę łudząco podobną do Kathy Bates. Okolica jest górzysta, a góry zatopione w upalnym słońcu i mają czerwonawy kolor. Georgia spędza całe dni na szwędaniu się po tych górach, odkrywaniu szczątków zwierząt, jakichś szkieletów animalnych, czaszek, cholera wie czego. Uczy się prowadzić auto,żeby móc jeździć samotnie w teren i spędzać tam czas na kontemplacjach, w trakcie których dojrzewają w niej kolejne malarskie wizje. POznaje kulturę Indian [mąz tej przyjaciółki jest Indianinem], głęboko zapada w niej filozofia kontaktu z naturą, roztopienia się w niej, jedności. Wkrótce te inspiracje zaczynają być motywem przewodnim jej obrazów, wspierając wciąz eksponowane symbole seksualne.

      Tymczasem Alfred siedzi w NOwym Jorku, sypia z Dorothy i wypisuje setkami listy do Georgii. Wyznaje miłośc, opoiwiada o planowanych nowych wystawach jej obrazów, prosi żeby wróciła i żeby spróbowali od nowa. Ona raz czyta, a raz nie, ale najczęściej odkłada te epistoły na później. Na tym ranczu teksańskim czy arizońskim bywają ich wspólni znajomi, od których Alfred dowiaduje się,że Georgia świetnie się dogaduje z niektórymi MŁODYMI !" męzczyznami, co wyprowadza zazdrosnego Alferda z równowagi. Szaleje po chałupie, biegając w płasczczu i laczkach. Wreszcie dostaje zawału.

      Georgia wraca do Nowego Jorku, siedzi przy jego łózku, ignorując Dorothy, która nie jest jakąś harpią czy wampem, bardzo przyjemna jest i dyskretna, i nadal jest fanką malarstwa Georgii. On ją przeprasza, ona mu wybacza. W obliczu choroby miłośc przezwycięza trudności.

      OBoje wyjeżdzają do rodzinnego domu Alfreda, gdzie spacerują, wysiadują ławkę, a Alfred wraca powoli do zdrowia, zaś ich uczucie kiełkuje ponownie.

      Do czasu, gdy znów staje między nimi Dorothy. A raczej jej ciąża, z którą Alfred czuje się związany. MOżliwe że to jego dziecko. Przy okazji Alfred wyrzuca Georgii, że bez niego nic by nie osiągnęła, "To ja cię stworzyłem ! wszystko zawdzięczasz mnie !", wykrzykuje, na co ona raz a dobrze odpowiada "NIe ! to ja sama, ja sama sobie wszystko zawdzięczam, to moje obrazy, mój talent, MOJA sztuka !".

      Georgia znów go zostawia. Potem znów wraca, aby w jakieś prestiżowej nowojorskiej galerii namalować obraz na ścianie, przy wejściu do srodka, co jest zdaje się wielkim wyróznieniem. Pracuje więc i myśli nieustannie o ich związku. Aż doznaje zasłabnięcia od tego wszystkiego.
      Ląduje w szpoitalu, a zajmuje się nią brat Alfreda, lekarz. Kiedy Alfred chce ją odwiedzieć, brat zastępuje mu drogę "Nie pozwolę ci się do niej zblizyć. To ty ją do tego doprowadziłeś. Nie zbliżysz się do niej, póki jestem tutaj lekarzem". I faktycznie, odwiedzają ją wszyscy, prócz Alferda, który gryzie się w samotności. Wreszcie, kiedy Georgia ma się lepiej, i on ją odwiedza ze wzruszająco zatroskaną miną.

      PO wyjściu ze szpitala Georgia jedzie do Teksasu w Arizonie ;] Nie maluje przez 1,5 roku.

      Po 6 latach wraca do Nowego Jorku. Alfred wita ją jakże zaskoczony. Ma nadzieję, ze wróciła na zawsze. Ale w istocie wróciła ona tylko na moment. Jakieś jej obrazy mają zawisnąc w superprestiżowym muzeum czy galerii malarskiej, co stanowi jakiś gruby splendor. Alfred jest z niej dumny. Znów rozmawiają o tym, kto ile komu zawdzięcza, ale tym razem lekko, uczuciowo, Alfred chce wierzyć że coś ich łączyło, że miłośc jaką miał dla niej inspirowała ją i pomagała jej tworzyć, i ona go pociesza "To co jest we mnie, co było, w większości jest tobą, jest twoje". Ale nie może zostać, za chwilę wyjeżdza do Chicago.
      • grek.grek "Georgia O'Keeffe" via Polsat 20.06.14, 15:30
        W celach artystycznych. Alfred jest niepocieszony, ale rozstają się w dobrej komitywie, jak prawdziwie zakochani w sobie, prawdziwą bo trudną miłością, ludzie.

        REsztę dopowiada Georgia z offu. NIebawem Alfred miał zawał, który go zabił. Ona sama osiadała w tym Teksasie czy Arizonie. Oddała się temu, co zawsze - kontemplacji [jej monologi są tyleż natchnione, co dośc płytkie, jesli wolno mi się odnieśc zuchwale] i szukaniu natchenienia, przeżywaniu natury. W ostatnim czasie zaczyna traci wzrok, widzi "już tylko na odległośc wyciągniętej ręki", ale wciąz czuje kolory, słońce i ma wspomnienia. Końcowa scena przedstawia ją spacerującą w kapeluszu i glanach [ale nie samych] po tych górach wyglądających jak z czerwonej cegły, w upalnym słońcu.

        Doskonała rola JOan Allen, podobnej do oryginału, swietnie łączącej zewnętzrzne opanowanie z wewnętrzną namiętnością. No i Jeremy Irons, zawsze w formie, świetnie grający ciałem [jego Alfred jest starszy i starszy aż do bardzo starszego, co aktor doskonale inscenizuje pochyleniem, zgrzybieniem z licznymi elementami zdziadzienia ;)].

        Nastrojowa, doskonała muzyka fortepianowa, towarzysząca zawsze spacerom, monologom czy aktom malarskim, w ogóle chwilom, gdy Georgia jest sama na ekranie. Autorem jest Jeff Beal. Bardzo przypominała tę szczególnej urody muzykę z francuskich "NIetykalnych" Ludovica Einaudiego.

        trailer
        www.youtube.com/watch?v=VvVjBPVAkeI
        chyba następny
        www.youtube.com/watch?v=DIPwAKpBZ8E
        obrazy pani Georgii
        www.youtube.com/watch?v=xka9gZm8nbg
        • pani_lovett Re: "Georgia O'Keeffe" via Polsat 20.06.14, 16:15
          Świetna opowieść, Greku.


          Polsat od czasu do czasu zaskakuje dobrymi propozycjami, szkoda tylko, że upycha je w środku nocy.


          >Ona sama osiadała w tym Teksasie czy Arizonie.

          W Nowym Meksyku! Piszą w wikipedii Ufff! ;)

          >prawdziwie zakochani w sobie, prawdziwą bo trudną miłością, ludzie.

          Któryż to raz mężczyzna psuje wszystko swoimi zdradami, niekonsekwencją.


          Pod pierwszym linkiem na pasku z boku jest dokument (w j. angielskim) , którego bohaterem jest Alfred Stieglitz .

          www.youtube.com/watch?v=PNn6H4SEgQc
          • pani_lovett Re: "Georgia O'Keeffe" via Polsat 20.06.14, 17:20
            PS I znowu , dzięki naszemu wątkowi, poszerzyłam wiedzę, poznając Georgię O'Keeffe i jej malarstwo. :)
          • grek.grek Re: "Georgia O'Keeffe" via Polsat 20.06.14, 17:21
            dzięki, Barbasiu :]

            a to prawda, niestety w tzw. prime wypycha ramowkę filmami idącymi w zawody z ulubionym polsatowskim discopolo.

            YES, NOwy Meksyk ! prawda, dzięki za sprostowanie.

            hehe, trochę popsuł ich relacje, ale nigdy nie przestał jej kochać, a ona jego.
            na tym polega energia tego uczucia między nimi.

            dzięki :]
            • pani_lovett Re: "Georgia O'Keeffe" via Polsat 20.06.14, 17:34
              > hehe, trochę popsuł ich relacje, ale nigdy nie przestał jej kochać, a ona jego.
              > na tym polega energia tego uczucia między nimi.

              Prawda.
              Ale zawsze kobietę więcej kosztuje taki związek, więcej traci.


              Piękne jest to malarstwo Georgii O'Keeffe. Znalazłam jeszcze jeden film na youtube prezentujący jej twórczość (zilustrowany brzmiącą z meksykańska pieśnią :) -

              www.youtube.com/watch?v=zjV-ZNRHN7k


              • grek.grek Re: "Georgia O'Keeffe" via Polsat 21.06.14, 12:53
                prawdziwie feministyczny punkt widzenia, Barbasiu :]]

                dzięki. nie znam specjalnie, ale wrażenia mam przyjemne.
                • pani_lovett Re: "Georgia O'Keeffe" via Polsat 21.06.14, 22:39
                  He,he! Jakoś tak mnie naszło. :))


                  Ja tak samo. :))
        • siostra_bronte Re: "Georgia O'Keeffe" via Polsat 20.06.14, 18:01
          Dzięki, Greku :)

          Wypatrzyłam ten tytuł parę dni temu, chciałam Ci go polecić ze względu na odpowiednią porę :) Ale w ferworze piłkarskich emocji zapomniałam. Nie widziałam tego filmu, ale historia wydawała mi się ciekawa, O'Keefee to jedna z nielicznych malarek jakie w ogóle kojarzę :) No i dobra obsada. Na razie tylko rzuciłam okiem na Twoją recenzję, jestem zbyt padnięta, żeby ją teraz przeczytać.
          • siostra_bronte Re: "Georgia O'Keeffe" via Polsat 20.06.14, 18:02
            *O'Keefe. Ależ to trudne nazwisko :)
          • grek.grek Re: "Georgia O'Keeffe" via Polsat 21.06.14, 12:58
            drobiazg, Siostro, cieszę się że dało się przeczytać [mam nadzieję] :]

            aktorzy nie zawiedli, Irons jest świetny, a Joan Allen dotrzymuje mu kroku, dzięki niej
            Georgia nie jest jakąś ckliwą albo przesadnie natchnioną paniusią, tylko kobietą z krwi i kości.
            jedyny mały minus, to te monologi z offu, które Georgia wiedzie na temat swoich odczuć i
            spostrzeżeń dot. samej siebie - dla autorki na pewno są ważne i są efektem jej pracy nad sobą, myślenia, ale mnie się wydały średnio wciągające. to jednak już nie jest ocena aktorki :]
    • pani_lovett Niemcy - Ghana 21.06.14, 22:29
      69 minuta - Niemcy przegrywają z Ghaną 1:2.
      Wchodzi Miroslav Klose i Bastian Schweinsteiger będą ratować drużynę.
      • pani_lovett Re: Niemcy - Ghana 21.06.14, 22:30
        Ledwo zdążyłam napisać, a Klose uratował drużynę. Jest remis.
        • siostra_bronte Re: Niemcy - Ghana 22.06.14, 09:36
          Świetny mecz! Bałam się, że Ghanie zabraknie doświadczenia i stracą gola w samej końcówce. Wynik sprawiedliwy. Brawo dla Klose, to była świetna zmiana.
          • pani_lovett Re: Niemcy - Ghana 2:2 22.06.14, 14:44
            Ghana, napędziła strachu Niemcom, he,he. Tak , remis był sprawiedliwy. Fajny mecz. :)
            • angazetka Re: Niemcy - Ghana 2:2 22.06.14, 19:01
              Fantastyczny mecz, niesamowity. Acz myślałam, że na zawał zejdę. Wolałabym, żeby Niemcy wygrali, ale widowisko świetne.
              I Miro z wyrównanym rekordem bramkowym :)
              • grek.grek Re: Niemcy - Ghana 2:2 23.06.14, 16:38
                powiedz mi, jaki cudem ten Kloss nastrzelał tyle goli ? :] na codzień, w piłce klubowej, to jest przecież średniej rangi piłkarz.

                jest ciekawie, że tak powiem. nie ma żadnego faworyta i pewniaka. w drugiej rundzie te wszystkie Chile, Kostaryki i inne Gabony będą w stanie zrobić sensację i wykosić jakiegoś papierowo-lepsze zespoły, a kto wie, czy i do strefy medalowej się nie przedostać.

                Rosjanie wczoraj przegrali, pozostaje im szukać szansy w ostatnim meczu grupowym, a to już będzie mecz pod tytułem "wygraj albo zgiń". oni mają 1 punkt, Algieria ma 3. Włosi też zagrają o życie, ale im akurat chyba remis wystarcza, tyle że jesli zagrają to, co ostatnio, to na zmotywowany i zdesperowany Urugwaj będzie za mało. Meksyki chyba dzisiaj grają z Chorwacją, prawdaż ? no to będzie duży mecz, bo Chorwacja musi wygrać, a Meksyk urządza remiza. wreszcie jest stawka, wreszcie jest mundialiero, a jajajajaja, la bamba !, a jajajajajajajjjjj labamba ;]
                • gryfny Re: Fenomen Mirka Klose.. 23.06.14, 17:11
                  ...czyli" średniej rangi" piłkarza ,hmmm ktos tu daje ciala:
                  www.sport.pl/mundial2014/1,137769,16197684,Niemcy___Ghana__Fenomen_Mirka_Klose.html#BoxSportTxt
                  • grek.grek Re: Fenomen Mirka Klose.. 23.06.14, 17:31
                    "fenomen Klosego" polega na tym, że będąc na codzień średnim piłkarzem strzelił najwięcej goli na mundialach w historii.
                    • gryfny Re: Fenomen Mirka Klose.. 23.06.14, 17:44
                      a na czym polega ta zabawa jak nie na strzelaniu goli?
                      na marginesie :w histori niemieckiej reprezentacji strzelił tez najwięcej goli ten"średni" pilkarz
                      • grek.grek Re: Fenomen Mirka Klose.. 24.06.14, 11:53
                        a w Lidze Mistrzów ile strzelił ? :]


                        • gryfny Re: Fenomen Mirka Klose.. 24.06.14, 13:33
                          w europejskich pucharach 30, w LM 8
                        • siostra_bronte Re: Fenomen Mirka Klose.. 25.06.14, 00:08
                          Moim zdaniem mundial to jednak ważniejsza impreza niż Liga Mistrzów.
                • pani_lovett Re: Niemcy - Ghana 2:2 23.06.14, 23:15
                  > wreszcie jest stawka wreszcie jest mundialiero, a jajajajaja, la bamba !, a jajajajajajajjjjj >labamba ;]

                  Hehehehe! :))) Wreszcie się ujawnił zaangażowany kibic w kibicu. :))

                  > Meksyki chyba dzisiaj grają z Chorwacją, prawdaż ?

                  Prawdaż. Na razie remisują. Mandžukić sfrustrowany.
                  • pani_lovett Chorwacja - Meksyk i Kamerun - Brazylia 23.06.14, 23:19
                    A Brazylia szczęśliwa, prowadzi 3:1 z Kamerunem.
                  • grek.grek Re: Niemcy - Ghana 2:2 24.06.14, 11:54
                    Meksyk awansował :] w następnej rundzie zagra z Holandią i wg mnie ma całkiem nienajgorsze widoki na awans.

                    dzisiaj Włosi grają, prawdaż ? o życie ;]
                    • barbasia1 Włochy - Urugwaj 0:1 24.06.14, 19:51
                      > dzisiaj Włosi grają, prawdaż ? o życie ;]

                      Włochom miał wystarczyć remis , nawet bezbramkowy. I przeliczyli się. Tylko się bronili, a Urugajczycy atakowali, aż zdobyli bramkę. Czułam to.

                      Mój szaliczek Forza Italia chyba nie pomoże . ;)

                      Jeszcze dwie minuty do końca ...
                      • barbasia1 Re: Włochy - Urugwaj 0:1 24.06.14, 20:11
                        Włosi przejechali się na tej taktyce.
                        Wracają tym samym samolotem do Europy z Anglikami, który bezbramkowo zremisowali z Kostaryką.
                        • angazetka Re: Włochy - Urugwaj 0:1 24.06.14, 21:48
                          Przez ostatni kwadrans meczu Włochy-Urugwaj nieledwie posiwiałam, a przecież nawet nie kibicuję jakoś szczególnie żadnej z drużyn (byłam za Urugwajem). Tyle emocji! Całe piękno i szaleństwo piłki! I Suarez jako szaleństwo całkiem dosłowne ;)
                          A na drugim monitorze Gerrard się żegnał z reprezentacyjną piłką. Smuteczek. I nawet koszulki nie zdjął :P
                          • siostra_bronte Re: Włochy - Urugwaj 0:1 25.06.14, 00:12
                            Obejrzałam tylko drugą połowę. Przyznaję się, że kibicowałam Urugwajowi. Ale dlaczego Suarez znowu zaczął gryźć? :)
                          • grek.grek Re: Włochy - Urugwaj 0:1 25.06.14, 14:08
                            pan Suarez ma jakieś kanibalistyczne upodobania ;] ewentualnie jest zakamuflowanym gryzoniem.
                      • grek.grek Re: Włochy - Urugwaj 0:1 25.06.14, 13:53
                        w takiej formie Włosi nie zasłużyli na awans, o ile cokolwiek w sporcie można warunkować "zasługiwaniem" :] Urugwaj bardziej chciał wygrać niż Włosi umieli zremisować i żal z okazji ich odpadnięcia trudno odczuwać.

                        hehe, szaliczek na pewno jeszcze się przyda :]
                        • barbasia1 Re: Włochy - Urugwaj 0:1 25.06.14, 16:40
                          Niestety muszę Ci przyznać rację, Włosi nie zasłużyli na awans, nie ma co ich żałować Tego rodzaju taktyka jest niegodna mundialu, a poza tym jest zwyczajnie nudna.

                          Hehe! :) Zatem Forza Ita... Argentyna! ;)
                          • gryfny Re: Vampir z Urugwaju 25.06.14, 19:03
                            www.20min.ch/wm2014/internationale-news/story/Suarez--Biss-ueberschattet-Uruguay-Sieg-18925028
                            www.blick.ch/sport/fussball/international/premierleague/chelsea-angebissen-nach-basel-kannibale-suarez-beisst-wieder-zu-id2278730.html
                            • pani_lovett Re: Vampir z Urugwaju 27.06.14, 16:38
                              Hehe! :))


                              Jest decyzja! Suarez na mundialu już nie zagra. Został zawieszony na 4 miesiące. Jeszcze karę finansową dostał. Może ta dotkliwa kara utemperuje chłopa?

                              Moich Włochów nie dość , że wygryziono z mundialu to jeszcze pogryziono!
                            • gryfny Re: Vampir z Urugwaju 30.06.14, 21:31
                              "fajna " ta kraina vampirow
                              www.sport.pl/mundial2014/1,137734,16246669,MS_2014___Bardzo__ostre_slowa_prezydenta_Urugwaju_.html#BoxSlotI3img
                          • grek.grek Re: Włochy - Urugwaj 0:1 26.06.14, 15:33
                            czasami udawało im się na takiej taktyce zajechać nawet po medal, ale widać dobre czasy minęły, chociaż... na Mistrzostwach Europy ostatnich grali w Finale. biorąc pod uwagę ostatnie 4 występy na MŚ i na ME - Włosi na przemian : albo grają w finale [i nawet wygrywają] albo nie wychodzą z grupy. kapryśni się zrobili tacy ;]

                            o, Argentyna :]
                            ja mam jeszcze Meksyk w grze.
                            • gryfny Re: dzisiaj "kondonium" w akcji 26.06.14, 16:29
                              super ciekawy dzien w Brazylii,wszelakiej masci teorie spiskowe w obiegu,temperatura wysoka do relaksu dowcip:
                              W restaracji lotniskowej w Rio zdziwiony Pirlo spotyka Alonso z Casilliasem przy barze wiec ich pyta: Co wy tu jeszcze robicie ?... Ci nerwowo odpowiadaja:Co,co...czekamy na Ronaldo.
                              • pani_lovett Re: dzisiaj "kondonium" w akcji 26.06.14, 23:53
                                Hehehe! Dobry! :)
                                Ronaldo z Portugalią wracają do domu.
                              • pani_lovett Re: dzisiaj "kondonium" w akcji 27.06.14, 00:27
                                Niemcy przechodzą dalej, Rosja wraca do domu z Ronaldo.
                            • pani_lovett Argentyna - Nigeria 3:2 27.06.14, 00:18
                              Dzięki Ci, za przypomnienie historii dokonań Włochów na mistrzostwach.


                              Tak, Argentyna przechodzi dalej razem z Nigerią , którą zresztą pokonała w tym meczu. I Twój Meksyk także w grze.
                • angazetka Re: Niemcy - Ghana 2:2 24.06.14, 10:50
                  Średniej rangi? Nie jest piłkarzem wybitnym, nie jest Ronaldo, ale jest - był? - piłkarzem bardzo dobrym w swojej kategorii. Może jego problemem jest też to, że jest klasyczną dziewiątką, a tacy dziś nie budzą zachwytu, wolimy piłkarzy bardziej wszechstronnych.
                  • grek.grek Re: Niemcy - Ghana 2:2 24.06.14, 12:05
                    może nie o zachwyt chodzi, a o realną wartość, którą dzisiaj wyznacza Liga Mistrzów, w której historii [a może nawet w jakiejś pojedynczej edycji] Klose nigdy się nie zapisał ?
                    • gryfny Re: Niemcy - Ghana 2:2 24.06.14, 13:38
                      a to znasz?
                      www.youtube.com/watch?v=TJBRg1jA7AQ
                    • siostra_bronte Re: Niemcy - Ghana 2:2 25.06.14, 00:14
                      Liga Mistrzów jest przereklamowana. Mundial jest ważniejszy!
                      • grek.grek Re: Niemcy - Ghana 2:2 25.06.14, 14:07
                        dlaczego zatem MŚ grane są po sezonie klubowym, gdy gracze są właściwie na wakacjach i mają naturalny spadek formy, a nie przed albo w trakcie ? :]

                        zgadzam się z Tobą, że ważniejszy jest MUndial - raz na 4 lata i w grę wchodzi duma narodowa, kwestie społeczne, a nierzadko polityczne. ale jakość gry na mundialu jest dużo gorsza niż w Lidze Mistrzów.

                        w klubowej piłce zawodnicy zarabiają pieniądze, w reprezentacji zarabiają najwyżej na waciki - z tego faktu wynika logiczna zasada, że ich poziom zaangażowania i motywacji jest znacznie większy w klubie. uczucia patriotyczne zawsze przegrają z walorami finansowymi :]]

                        lista graczy, którzy nie pojechali na te MŚ, albo w trakcie złapali kontuzje jest długa. nawet Cristiano ROnaldo nie wytrzymał chyba tempa. jednak ci najlepsi zostawiają wszystko tam, gdzie im się za to płaci. i trudno mieć pretensje, to normalne zachowanie. ich ciało, ich zdrowie, to przecież ich inwestycja w życiowe powodzenie. mundial to może i splendor, ale oni wiedzą że za parę tygodni zaczynają się rozgrywki klubowe, za które płaci się wiele milionów i oczekuje, że będą tip top przygotowani. Liga Mistrzów nie ustępuje oglądalnością mundialowi, a zyski dla ich pracodawców i samych piłkarzy generuje znacznie znacznie większe. na mundialu zarabia tylko FIFA :]

                        oprócz tego, reprezentacje mają na ustalenie taktyki i jakieśtam zgranie się piłkarzy - kilka tygodni, kluby - cały sezon. poziom gry klubów jest - bo musi być - wyższy od narodowych reprezentacji. pomijając już fakt, że klub może sobie kupować graczy skąd chce, a reprezentacja to jednak pewne oczywiste ograniczenia.

                        uff, ale mi się zebrało na argumentację ;]]


                        • siostra_bronte Re: Niemcy - Ghana 2:2 25.06.14, 16:38
                          No, faktycznie, długi wywód :)

                          Prawda, w ostatnich latach liczy się głównie piłka klubowa. Może kraje z najsilniejszymi ligami, a więc przemęczonymi graczami, powinny wystawiać jakąś drugą reprezentację? :)

                          Wydaje mi się, że drużyny za wysokie miejsce w mundialu dostają jednak dużą kasę? I mam nadzieję, że są jednak zawodnicy dla których gra w reprezentacji jest jednak czymś wyjątkowym. I mają jakieś sportowe ambicje, żeby osiągnąć coś nowego. Zresztą ci najlepsi mają już tyle kasy, że milion w tę czy we wtę nie powinien robić większej różnicy :)

                          Już się wypowiadałam na temat Ligi Mistrzów. Ostatnio mocno straciła na wiarygodności. To się zrobiło towarzystwo wzajemnej adoracji, a sędziowie pomagają najbogatszym klubom. Jak w ostatnim finale.
                          • grek.grek Re: Niemcy - Ghana 2:2 26.06.14, 15:28
                            :]

                            wiesz, ja myślę, że są za te góra 7 meczów dostają równowartość 2-3 tygodniówek w swoich klubach :]

                            mnie się wydaje, że tu bardziej chodzi o ich zdrowie : kontuzja złapana w meczu narodowej drużyny może wpływać potem na ich grę w klubie, czyli automatycznie na kolejne podpisywane kontrakty, ale i na aktualne zobowiązania. to kłopotliwa sprawa, biorąc pod uwagę, że są zmęczeni po 8 czy 9 miesiącach gry, więc do złapania kontuzji nie trzeba nawet jakiegoś brutalnego faulu, z przeciążenia kontuzje łapie się równie łatwo i leczy równie trudno.

                            mam wrażenie, że kiedyś mundial był okazją do pokazania się, potwierdzenia czegoś. tyle że wtedy futbol klubowy nie generował takiej kasy. dzisiaj jest odwrotnie, meczów w sezonie bardzo dużo, czołowe ligi zmuszają do bycia nonstop w formie, mecze stoją na wysokim poziomie, kosztują więcej zdrowia, kariery są jakby krótsze więc mniej jest czasu na to by zarobić i zapewnić przyszłośc swojej licznej ;] rodzinie. wydaje mi się, że narodowa reprezentacja dla wielu piłkarzy staje się problemem : z jednej strony, nie można odmówić, bo to ogromne koszty wizerunkowe, a każdy chce reklamować jakieś buty czy napoje i na tym zarabiać, z drugiej - żeby te buty reklamować, to trzeba jednak grać, a po cięzkim sezonie kontuzja w meczach dodatkowych wisi na włosku. zatem - jest dylemat :]

                            wiesz, Siostro, na mundialu też mamy parę niezłych numerów :] karny dla Brazylii albo - w brazylijskiej grupie - nie uznanie Meksykowi 2 prawidłowo zdobytych goli... może to tylko błędy, a może nie tylko.
    • grek.grek "Mocny człowiek" [1929] [1] 22.06.14, 12:38
      Ofk, czarno-biały, niemy [oglądałem z jakąś podłożoną współcześnie muzyką, bardzo adekwatną klimatem do sensu i nastroju opowieści] i z planszami zastępującymi dialogi :] W rankingu Esensji "50 najlepszych polskich filmów w historii" - pierwsza dziesiątka ;]

      www.youtube.com/watch?v=nKcXU52teqY
      Grigori Chmara, odtwarzający głównego bohatera, lubi grywać "po japońsku", czyli za pomocą nadmiernego akcentowania oczami, ale miewa też sekwencje prawdziwie znakomitej gry, a kadry skupiające się na jego spojrzeniu są tyleż efektowne, co sugestywne.

      Fabuła, ekranizująca powieśc Przybyszewskiego, jest historią aspirującego do zaszczytów nieudacznika, który postanowił pójśc drogą na skróty.

      A w szczególe...

      Gość nazywa się Bielecki. Henryk Bielecki. Pragnie zostać poczytnym literatem. Co z tego, skoro za grzyba pisanie mu nie idzie. Nie ma talentu, a cierpliwości albo nigdy nie miał, albo ma ją właśnie na wyczerpaniu. Cały sfrustrowany nie przyjmuje pocieszycielskich gestów od swojej dziewczyny, Łucji.

      Zamiast tego udaje się do niejakiego Górskiego, długiego jak miesiąc i chudego jak wypłata znajomego. Też literata. Tyle że Górski potrafi pisać. I traf chce, że chorowity jest. POkazuje Bieleckiego swoją powieśc "Mocny człowiek". Bielecki czyta i widzi, że to jest coś, czego on sam nigdy nie zdoła stworzyć. Kiedy Górski pyta "Co sądzisz ?", BIelecki taktycznie odpowiada "Muszę być szczery... to jest słabe, bardzo słabe" i obserwuje czujnie Górskiego. Facet doznaje załamania lekkiego. Bielecki chytrze podsuwa mu spory zapas morfiny. Górski chciwie ją bierze.

      Bielecki sprytnie zostawia go samego, a jeszcze sprytniej wiesza na drzwiach wejściowych kartkę z napisem "Wyszedłem", żeby... nikt nie przeszkadzał Górskiego strzelić porządnego samobója.
      I tak też się dzieje. Zmotywowany przez Bieleckiego Górski umiera od złotego strzału morfinowego.

      Dziewczyna Bieleckiego, ŁUcja przychodzi do Górskiego [jej przyjaciela], ignoruje kartkę na drzwiach, wchodzi, ale zastaje go martwego. Nagle słychać kroki na schodach. Łucja chowa się w jakiejś wnęce i widzi że to Bielecki wchodzi do pokoju, kradnie pozostawiony na stole rękopis i wychodzi. W bramie kamienicy Bielecki mija jakiegoś faceta z bródką - akurat wypuszcza z rąk papiery, i zbiera je z ziemi. Facet przygląda mu się. Bielecki ma prochowiec z kołnierzem postawionym i wciśnięty na głowę kapelusz, stoi bokiem, więc możę bródka nie widzi go dośc dobrze...

      Wieczorem Łucja wyznaje mu, że wie o tym, że ukradł Górskiemu powieść. Bielecki zaklina się "Robie to dla nas !", przytula ją i dziewczyna daje się oczywiście przekonać, że należy przymknąć na to wszystko oko. Wierzy w swoją przyszłośc z ukochanym Henrykiem, więc nie może go wkopać.

      A Bielecki pędem leci do wydawcy. Zostawia rękopis. POtem wraca po opinie. Wydawca godzi się wypuścić powieść, ale Bielecki musi sam opłacić koszta. Henryk w trymiga zdobywa weksel na 5 tysięcy, żyranta w postaci własnej babki [możliwe, że jest on fałszywy, a podpis podrobiony], i dostaje kasę.

      Powieśc ukazuje się pod tytułem "Giganci" i staje się sensacją literacką, zaś Bielecki objawieniem sezonu.

      Zaczyna mieć pieniądze i zaczyna bywać. Ot, przykładowo na wyścigach konnych [swietnie nakręcona scena, dużo ludzi, ruch, życie Warszawy lat 20-tych, zresztą tych scen jest kilka - piękne było to miasto]. Spotyka tam ziemianina Ligęzę, kolegę z dzieciństwa. Witają się serdecznie. Ligęza przedstawia mu swoją młodą narzeczoną, Ninę. Bielecki jest olśniony jej urodą, a ona taka chłodnawa lekko, ale chyba tak trochę dla zasady i pozorów. LIgęza informuje Bieleckiego, że zatrzymali się z żoną w hotelu i zaprasza go na drinka do nich.

      Podczas spotkania, LIgęza nagle powiada,że odebrał ważne powiadomienie i musi wyjśc na konferencję. Zostawia ich samych. Bielecki zabawia Ninę, ona go trochę prowokuje "Czytałam pańską powieść. Od kiedy pana zobaczyłam, jej tytuł szalenie mnie bawi" ;]. Ale Bielecki twardy jest, nie daje się zwieśc, całuje ją po rękach. Nina ofk pogrywa z nim, bo kiedy jest sama i czyta jego powieść, całkowicie utożsamia się z opisem narastającego pożądania i identyfikuje go z własnymi odczuciami względem Bieleckiego.

      Łucja tymczasem czyści żyrandole i przyjmujje dostawy nowych mebli do ich wspólnego mieszkania. Bielecki chyba zaczął wydawać ;] Kiedy Henryk wraca do domu, dowiaduje się, że teatr Ateneum chce wystawić jego powieśc w formie trzyaktowego dramatu. Jest dumny, a Łucja szczęśliwa razem z nim.

      Następnego dnia Bielecki odwiedza Ateneum, aby spotkac się z dyrektorem. W hallu spotyka...Ligęzę, wyposażonego w bukiet kwiatów. "Ach, to to są te twoje "konferencje" " - powiada Bielecki. Ligęza prosi go o dyskrecję. Tak, Ligęza ma kochanke, aktorkę nazwiskiem Żegota. Tę samą, którą Bielecki spotyka w gabinecie dyrektora i osobiście załatwia jej główną rolę w spektaklu wedle jego powieści.

      Aby omówić szczegóły, dyrektor zaprasza do gabinetu scenografa. Jest nim... ten facet z bródką, który widział Bieleckiego wychodzącego z papierami z kamienicy w dniu śmierci Górskiego. Pan bródka lustruje przenikliwie Henryka i przypomina sobie to zdarzenie, tak - rozpoznaje Bieleckiego. Bielecki jego nie, bo go wtedy nie zauwazył, zajęty zbieraniem rozsypanych kartek z ziemi.

      Kiedy Bielecki znów odwiedza Ninę - sytuacja się powtarza. Ligęza znów "ma konferencję", więc Henryk i Nina zostają sami. Bielecki zabiera ją autem za miasto, spacerują sobie, siedzą przy jakichś ruinach zamkowych czy jakichśtakich. Bielecki próbuje ją pocałować, ale Nina się obrusza "Hola, mój panie, zapomniałeś że jestem męzatką !". Ale mimo wszystko wycieczka jest udana i znów zblizają się do siebie o krok.

      W hotelu Bielecki proponuje Ninie ciąg dalszy randki w jakiejś kawiarni czy galerii. Ona najpierw chce iśc na górę i sprawdzić czy mąz jest - jesli go nie ma : to pójdzie, jeśli jest : to nie pójdzie :] Bielecki czeka więc w hallu hotelowym. Nina zagląda do pokoju i... zastaje tam migdalących się swojego męza i aktorkę Żegotę. Jest wstrząsnięta. Wybiega z pokoju.

      Bielecki dowiaduje się o wszystkim. Natychmiast wypisuje polecenie dla obsługi hotelowej, żeby rzeczy Niny zawieźć na OGrodową 3. Jest tam dom, nie wiadomo czy Bielecki kupił go za tantiemy, czy jest to dom rodzinny ? Taki sobie trochę opuszczony, pokrowce na meblach - jakby nikt tam nie mieszkał, ale... jest pokojówka [twarz jak z thrillerów :], zwłaszcza w świetle świec]. No nic - tak czy owak, Bielecki rezygnuje ze zlecenia dla obsługi, chowa ten wypisany bilecik do kieszeni płaszcza i sam odwozi Ninę do tego domu.

      Tutaj następuje doskonała scena. Jest późny wieczór, Bielecki oprowadza ją po stylowym domu, na ścianach wiszą obrazy, wszędzie świece w lichtarzach i innych kandelabrach, a za oknem właśnie rozpętuje się burza - nadciągają czarne gradowe chmury, wzmaga się wiatr, zaczyna siec deszczem, a za chwilę dołączają się pioruny. W środku, w ciemnym pokoju oświetlanym chwilowymi przebłyskami błyskawic burzowych, NIna i Bielecki całują się namiętnie.

      Tymczasem Łucja siedzi sama w mieszkaniu i kiiedy wreszcie Bielecki wraca - robi mu awanturę i zarzuca, że na pewno ma kochankę. Henryk ją uspokaja. Zaraz mają wyjśc do klubu na raut, gdzie spotkać się mają z ludźmi z Ateneum. Bielecki zostawia na chwilę płaszcz na wersalce. Łucja przeszukuje kieszenie. Znajduje bilecik "Proszę przewieźć rzeczy pani Niny Ligęzy na Ogrodową 3". Jest załamana, jej ukochany ma romans.

      POdczas rautu ma miejsce nieprzyjemny zgrzyt. Podczas wznoszenia toastu "Za autora sztuki" - podpita nieco Łucja krzyczy "Niech żyje Górski !". Bielecki truchleje. GOście nie biorą na poważnie tego, co tam sobie bredzi pijana kobiecina, ot uderzyły jej do głowy procenty. Zaczyna do Henryka docierać, ze Łucja może go zdemaskować. Bielecki o tym nie wie i nie widzi, ale do Łucji podchodzi scenarzysta pan Bródka - namawia ją, zeby powiedziała prawdę...
      • grek.grek "Mocny człowiek" [1929] [2] 22.06.14, 13:01
        Podczas drogi powrotnej, wykorzystując że Łucja jest podpita, noc późna, a okolica mało uczęszczana... Henryk decyduje się ją dyskretnie utopić. Wrzuca kobiecinę do stawu. Traf chce, że kiedy on odjeżdza, pojawia się jakiś przypadkowy żeglarz na łódce...

        W domu Bielecki jest cały podenerwowany. Nina pyta go, o co chodzi, on się znów gryzie i szamoce, ona go zapewnia o swoim oddaniu, a on wreszcie pyta "Kochałabyś mnie także, gdybym był mordercą ?".

        Przychodzi dzień premiery "GIgantów". Widownia pełna, bilety wyprzedane, świetna scena schodzenia się i wypełnionej widowni teatru. Bielecki jest w srodku, wypindrzony jak panisko - z binoklem w oku, ma miejsce w loży. Dzwoni do Niny, która się szykuje do wyjścia. Ma być za 10- minut.

        MIja 10 minut... mija 20 minut... mija cały pierwszy akt - Niny nie ma. Bielecki ma w nosie spektakl, cały jest poruszony jej przedłużająca się nieobecnością. REekcje publiczności są bardzo dobre, sztuka się podoba. Bielecki kompletnie tego nie zauważa, co z Niną ?

        POdczas przerwy przed 3 aktem, Bielecki wydzwania do domu. Niny tam nie ma, nikogo tam nie ma...

        Henryk nie namyślając się wiele, bierze taksówkę i jedzie do domu. Jest pusto. Na stoliku leży list od Niny, w którym wyznaje ona, że wie o wszystkich jego sprawkach i że to koniec. Henryk jest zrozpaczony. Ten cios przywraca mu sumienie, a może je uruchamia tylko ? Nagle w lustrze wielgachnym Bielecki widzi... Górskiego. Majaki ma. Mdleje na moment w przerażeniu.

        Tymczasem, symultanicznie, ocalona przez łódkarza Łucja spotyka się w teatrze z panem Bródką, czyli panem scenarzystą. Wyznaje mu, że BIelecki chciał ją zabić. Scenarzysta powiada, że nie ma już na co czekac, trzeba oszusta zdemaskować przed wszystkimi.

        To Łucja odwiedziła NInę na Ogrodowej. OPowiedziała jej wszystko o Henryku. I najwyraźniej NIna zdołała połączyć te niejasne gadki Henryka o "byciu mordercą" z relacją Łucji.

        Henryk wraca do teatru. Droga przez mękę. Miotają nim zjawy, duchy i halucynacje liczne. Na każdym słupie ogłoszeniowym z plakatem reklamującym spektakl wg jego powieści - widzi twarz Górskiego. W każdym oknie wystawowym Górski patrzy na niego trupim wzrokiem. Bielecki jest blisko szaleństwa. Nawet w portierze teatralnym widzi Górskiego, chce uciekać ! Ale portier jakoś go przekonuje powolutku - "Mistrzu, spektakl się właśnie skończył, wszyscy chcą pana oklaskiwać". I Bielecki wolno wolno przestaje się kulić w przerażeniu, daje się zaprowadzić do środka.

        Spektakl jest sukcesem, publika bije brawo na stojąco i skanduje "Autor ! autor !". Bielecki na niepewnych nogach wychodzi na scenę. BUrza oklasków. Bije brawo widownia, biją brawo aktorzy, dyrektor, wszyscy. Łucja i scenarzysta siedzą w loży po Bieleckim - decydują,ze teraz go wsypią.

        Ale nie zdążą dotrzeć na scenę... BLiski płaczu Bielecki głośno wykrzykuje, że "nie jest autorem ! to nie ja !", co wszyscy biorą za przejaw niebywałej skromności i klaszczą jeszcze głośniej. Henryk donośnie wyznaje całą prawdę "Jestem złodziejem i mordercą !". KOnsternacja.

        Łucja i scenarzysta są już blisko, zaraz wbiegną na scenę, żeby ogłosić co wiedzą... Ale zanim się to stanie - Bielecki łapie za pistolet z kieszeni i strzela sobie w głowę. Trup na miejscu. Cisza. Zdumienie. UBrane w maski imitujące ludzkie twarze, aktorki patrzą nimi na Henryka.

        KOniec filmu.

        Klasyk ? Tak myślę, po obejrzeniu; ciekaw jestem Waszej opinii. Treściwa, konkretna narracja, zaskakujące aktorstwo, bardzo dobra kamera, no i sama historia jakże uniwersalna i z morałem.

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=b1MwdBGJx8g
        ciekawy link do scen ukazujących przedwojenną Warszawę :
        www.youtube.com/watch?v=J_E3Zp83HMY


        • pani_lovett Re: "Mocny człowiek" [1929] [2] 22.06.14, 14:59
          Świetna rzecz , Greku. Jakżeś odkrył "Mocny człowiek" ? Film przez całe lata był uznawany za zaginiony. Jego kopia, jak przeczytałam, odnaleziona została dopiero w 1997 roku w archiwum filmowym w Brukseli i przekazana Filmotece Narodowej. A w 2006 roku film został wydany na DVD w oprawie muzycznej Maleńczuk Tuta Rutkowski Super Trio, której fragment słychać na zalinkowanym przez Ciebie trailerze. Zaskakująco dobrze łączy się z obrazem, choć w pierwszej chwili byłam lekko skonsternowana.

          muzeumliteratury.pl/mocny_czlowiek/

          Nie wiedziałam, że Przybyszewski pisał takie sensacyjno-melodramatyczne historie dla masowego odbiorcy.

          • pani_lovett Re: "Mocny człowiek" [1929] [2] 22.06.14, 15:00
            Jakżeś odkrył "Mocnego człowieka" ?
          • grek.grek Re: "Mocny człowiek" [1929] [2] 22.06.14, 17:07
            dzięki, Barbasiu :]

            miałem zapisany ten tytuł z rankingu Eseensji "50 najlepszych polskich filmów"
            esensja.stopklatka.pl/film/publicystyka/tekst.html?id=12163
            dzięki za ciekawe informacje. yes, muzyka jest dobra, na początku miałem wrażenie,że
            to oryginał, ale pierwsze co bardziej "nowoczesne" dźwięki wyprowadziły mnie z błędu.

    • grek.grek Luther ser 3 odc 3 [1] 23.06.14, 13:16
      Klasa tego serialu, poza wszystkimi smaczkami scenariuszowymi i zdjęciowymi, polega na tym, że znika tak intrygująca postać jak Alice MOrgan, a serial nadal jest świetny. To tak jakby z Californication znikł Charlie Runkle i nadal było udatnie - czy to w ogóle wyobrażalny wariant ? ;]

      Orajt. 3 odcinek 3 serii zaczyna się od sceny ataku bandy chuliganów z kijami na młodą parą, która wraca z kręgielni. Przyjemny wieczór jesienny, on ją podwozi pod dom, w aucie wyznają sobie uczucia, a za chwilę - bang ! opada samochód stado gnojków z bejsbolami, rozbijają szyby, wyciągają ich za uszy, jego piorą gdzie popadnie, a ją trzymają za kołnierz.

      Nagle pojawia się jakiś gość. Nadchodzi z ciemności. Drużyna bejsbolowa widzi człowieka i próbuje go odpędzić. Facet milczy, stoi i patrzy, aż wreszcie zaczyna do nich pruć ze strzelby. Zabija dwóch, reszta idzie w rozsypkę. Co dobra flinta robi z ludźmi, nie ? Jak uczy kultury i współzycia społecznego.

      Luther spędza noc z blondynką od stłuczki samochodowej, Mary. Rozmawiają o żonie Luthera, Zoey. Mary chyba nie wie, że ona nie żyje, ale imponuje jej, że Luther niezmiennie ją kocha. Kiedy rano przychodzi po niego sierżant Ripley John zaprasza go do środka, jak nigdy wcześniej, przedstawia Mary. Justin jest prawie skrępowany taką wylewnością Johna. NIe wie, że Luther wie o tym, iż Justin w samych superlatywach go opisał w zeznaniu dla Gray i Starka, szpiclujących Johna by udowodnić mu naruszanie prawa i regulaminu policyjnego.

      Sprawa tajemniczego pogromcy bejsbolistów przypada Johnowi i Ripleyowi. W końcu są dwa trupy. Niby są świadkowie całego zajścia, ale ich relacje są jakże odmienne. Trop zostawia sam
      poszukiwany - na ustach zabitych chuliganów zostawia naklejki z napisem "Caitlin". TO adres do strony internetowej.

      Jeden z zabitych bejbolistów miał na koncie odsiadkę za udział w zabójstwie młodego prawnika, przed 6 laty.

      John przesłuchuje dziewczynę, zaatakowaną i obronioną przez nieznajomego - najpierw opowiada ona, że był bardzo miły, trzymał za rękę jej chłopaka aż do czasu gdy przyjechała karetka, a kiedy Luther prosi ją o rysopis, bo "on jednak zabił dwie osoby" - dziewczyna podniesionym głosem odmawia "On nas uratował, mojego chłopaka przed śmiercią, a mnie przed gwałtem, miałabym go wydać ? wolałabym sama pójśc do więzienia !".

      Kiedy John działa w służbie porządku i prawa, Stark i GRay odwiedzają Mary. Wypytują ją o Johna, ale nic nie uzyskują, bo kobiecina kompletnie jest zaskoczona i zdumiona ich wizytą i zachowaniem, próbuje ich wyprosić. SIęgają więc po cięższą artylerię - mówią jej, że żona Luthera zginęła w niejasnych okolicznościach i John mógł mieć z tym coś wspólnego [ofk, nie miał, 1 sezon opowiada tę story]. Mary dostaje akta Johna i kiedy zaczyna czytać wyraźnie jest przestraszona.

      Zostaje znaleziony wisielec. Dynda sobie w parku miejskim. Też ma nalepkę "Caitlin" na dziobie, a zatem to kolejna ofiara nieznajomego killera. Wisielec nazywa się Glass, swego czasu zrobił medialną karierę, gdy został skazany na 4 lata więzienia za bierność wobec katowania małej dziewczynki przez jej rodziców, u których pomieszkiwał. A zatem, nieznajomy wygląda na mściciela.

      "Caitlin", to - jako sie rzekło - strona internetowa. Od imienia kobiety. Żony faceta, który założył tę stronę. To on jest mścicielem. Caitlin została zgwałcona i zamordowana, a jej oprawcę sąd wypuścił czy też skazał na śmiesznie łagodną karę. Mąż postanowił zatem na własną rękę wymierzać sprawiedliwość wszystkim, którzy wg niego na to zasługują, a wobec których sąd się nie spisał. Na stronie jest nagranie z jego oświadczeniem. I komentarze internautów, same pozytywne.

      Ustalenia danych gostka, to chwila - nazywa się Tom Marwood, z zawodu architekt, po stracie żony wpadł w depresję, a potem zaczął nagle z niej wychodzić i oddał się licznym szkoleniom : trenował sztuki walki, strzelanie i w ogóle wszystko. Podczas pobytu w ośrodku zdrowotnym kontaktował się z niejakim Alanem Ramseyem, swoim szwagrem.

      Bojąc się, że Tom nakręcany sympatią społeczną zacznie zabijać seriami - policaje biorą pod lupę "najbardziej medialne szumowiny" w Londynie, licząc na to że zaatakuje któregoś z nich i będzie można go złapać.

      Po najściu GRay i Starka, Mary jest zupełnie zdezorientowana i lekko roztrzęsiona. Dzwoni do Johna z prośbą o spotkanie. W terenie, czyli na placu jakimś. Pyta go o to, czy to wszystko prawda, że miał coś wspólnego ze śmiercią swojej żony. John stara się ją uspokoić, ale bezskutecznie. POdenerwowana i zbita z tropu Mary każe mu trzymać się od niej z daleka. Żadne próby perswazji nie pomagają. John zostaje sam na chodniku. Odwiedza Starka i Gray w ich melinie "podsłuchowej" - siląc się na spokój każe im odtegestować się od Mary, ale Stark odpowiada mu "Po cóż miałbym znajdować twój słaby punkt i później z niego nie korzystać ?". NIby sensowne. Luther wie, że to solidna rozgrywka, ci ludzie chcą go po prostu załatwić.

      Tymczasem Tom Marwood atakuje następną ofiarę. Tym razem jakiegoś łysawego gostka mieszkającego w penthousie jakich wiele. Najpierw długo czeka siedząc na ławce przychodnikowej, ogląda w telefonie komentarze internetowe do jego strony, doznaje wzruszenia i wzmożenia przekonania, że powinien działać - potem śledzi człowieka wracającego do domu, później puka do jego drzwi, podając się za sąsiada, któremu kurier zostawił dla niego paczkę. Kiedy łysawy otwiera, zostaje zaatakowany i sterroryzowany pistoletem. W tym momencie włącza się telefon Toma...

      Włącza się nieprzypadkowo - dzięki wcześniejszemu [co się okaże] skopiowaniu karty, Tom kontroluje telefon Alana Ramsyea, swojego szwagra. A właśnie do Ramseya dzwoni John z prośbą o spotkanie.

      Ramsey pracuje na malowniczym złomowisku [pełnym starych szyldów, banerów reklamowych i innego dziadostwa, które wszelako tworzy kolorową mozaikę]. Kiedy przyjeżdza tam John, napotyka Toma ze strzelbą. Próbuje uciekać. Tom goni go i dopada przy kanale. Stoją po dwóch stronach, a Tom mierzy do Luthera ze strzelby. Każe mu oddać telefon. Jest miły - powiada "GRamy w tej samej drużynie. ILe razy chciałeś zrobić to, co ja, ile razy miałeś dośc tego systemu, który wypuszcza najgorsze ścierwo ?". John odpowiada, że może i chodzi im o to samo, o sprawiedliwość, ale metody stosują jednak inne. Tom prosi o 2 dni. LUther na to, że nie może mu ich dać, ostrzega z sympatią, że takie akcje kończą się zwykle śmiercią dzielnych mścicieli. Na co Tom gorzko odpowiada, że on już od dawna nie żyje, umarł tamtego dnia, gdy zamordowano jego żonę.

      Tom znika, Luther znajduje skrępowanego Ramseya, a potem odwiedza Mary [pracuje ona w jakimś sklepie, ze starociami albo z ciuchami, słabo się na tym znam ;)]. Prosi ją o szansę. Przeprasza, że została wplątana w takie badziewie. Ona na to, że jesli coś ma z TEGO byc, to on musi jej zaufać, opowiedzieć jej wszystko, o sobie, o Zoey. Z trudem, ale John się na to zgadza. NIe teraz jednak, bo dostaje telefon, że coś się znów dzieje.

      Ustalone zostają dane łysawego, którego porwał Tom. To niejaki Cochrane. Swego czasu mocno obijany przez media, za to że porwał i zgwałcił 11-letnią dziewczynkę, za co siedział przez 15 lat. Nie tylko pedofil, ale i filozof oraz eseista :] - postulujący coś w rodzaju anarcholibertarianizmu. John ogląda chałupę i zastanawiają go dwie rzeczy : a] dlaczego Tom nie zabił go na miejscu, czemu go porwał ? b] gdzie są... klucze ? Kiedy człowiek wraca do domu, rzuca klucze na stół, potem zdejmuje płaszcz itd... Kluczy nie ma. Dlaczego ?

      Sytuacja wyjaśnia się szybko : Tom więzi Cochrane'a w jakimś opuszczonym magazynie. Zakneblowanego i związanego, kwiczącego o litość. I coś szykuje. Jakby... szubienicę.

      Na stronie "Caitlin" uukazuje się nagranie. NIczym na stronach terrorystów. Cochrane w panice wygłasza jakiś akt skruchy za swoje czyny z przeszłości, składa samokrytykę, cytuje opinię specjalistów o samym sobie, że "jest człowiekiem słabo rokującym poprawę"... cdn
      • grek.grek Luther ser 3 odc 3 [2] 23.06.14, 13:50
        Wreszcie zadaje dramatyczne pytanie : "Co powinno się ze mną stać ?". Ewidentnie jest to wszystko wyreżyserowane przez Toma. Nagranie się kończy, a na ekranie pojawia się plansza "Odpowiedź na to pytanie poznacie po północy".

        POlicaje nie mają wątpliwości - Tom chce aby to internauci skazali Cochrane'a na śmierć. Wtedy odegra rolę kata. Ale to nie koniec - sytuacja może się wymknąć spod kontroli. Nagle ludzie, zachłyśnięci jego odwagą i szlachetnością, mogą zacząć sami wymierzać sprawiedliwość, zaczną mnożyć się samosądy, byle Smith będzie sie czuł uprawniony do zabijania każdego, którego uzna za zagrażającego społecznemu porządkowi. NIkt tego nie ogarnie. TRzeba zatem nie dopuścić do zabicia Cochrane'a.

        Plan jest sprytny i zapewne autorstwa Johna. Znajdują ofiarę Cochrane'a. Nazywa się ona Keira Jakaśtam. To ją Cochrane porwał i zgwałcił gdy miała 11 lat. Dzisiaj jest pracownicą hipermarketu. JOhn i Justin ściągają ją z dyżuru. OBjaśniają sytuację i czego od niej oczekują : chodzi o to, żeby Keira poprosiła Toma o darowanie życia swojemu oprawcy.

        W trymiga organizują konferencję prasową, która idzie w głównych mediach. Keira w swietle kamer, płacząc i zacinając się wygłasza formułkę podsuniętą jej przez policję. Kiedy ma powiedzieć "Proszę, nie zabijaj go", nagle doznaje paroksyzmu gniewu i frustracji i rzuca głośno i z płaczem "Proszę... ZABIJ GO !". Akcja poszła się paść.

        Ostatnią nadzieją Johna i Justina jest znaleziony w policyjnych aktach, niejaki Murray. Przed laty był to kumpel Cochrane'a, razem się zabawiali w pedofilię. Murray też siedział, a ostatnio naruszył warunki zwolnienia warunkowego. Jest pretekst, żeby go odwiedzieć. GOstek próbuje uciekać, ale daleko nie uchodzi. John przydusza go solidnie i pyta o to, gdzie sprowadzali swoje ofiary. Słusznie wychodzi z założenia, ze klucze COchrane'a znikły dlatego, że zabrał je Tom, a wśród nich musi być klucz do jakiegoś pomieszczenia, w którym właśnie teraz Cochrane jest więziony. Murray na przyduszeniu wyznaje wreszcie adres jakiejś meliny z dawnych lat, czegoś w rodzaju ich "klubu".

        TO dobry adres. Ale czas się kończy. Tom idzie na całośc. W internecie podaje adres miejsca, w którym trzyma Cochrane'a. KIedy wybija północ - do starego opuszczonego magazynu ciągnie cały tłum ludzi. Skandują okrzyki. Tom otwiera drzwi. Za nim jest przygotrowana szubienica i gotowy do powieszenia skazaniec, z workiem na głowie i pętlą na szyi. To ma być publiczna egzekucja, witamy w średniowieczu. Tłum wrzeszczy, dopinguje Toma "Zabij śmiecia !".

        Luther i Justin zdązają w ostatniej chwili. Przedzierają się przez tłum. Tom widzi ich. Kopie w krzesło, na którym stoi Cochrane. Sam ucieka. John dopada do wisielca i ratuje w ostatnim momencie. POdtrzymuje go, aby nie skręcił sobie karku. Tum ofk nie chce do tego dopuścić. Kilku co śmielszych atakuje ostro Johna, biją go i kopią, ale John nie puszcza Cochrane'a. Idzie mu na pomoc Justin, staczając boje z kolejnymi ludźmi z tłumu. Macha policyjną odznaką, ale tłum jest jak w amoku.

        John każe Justinowi gonić Toma. No i ten goni. NOcną porą, przez zaułki i uliczki opuszczonej przemysłowej dzielnicy. Wreszcie Tom zatrzymuje się. Przed nim płot. A Justin tuż za nim. Wywiązuje się rozmowa. Tom terroryzuje Ripleya strzelbą i prosi, żeby pozwolił mu odejśc. Justin na to, że przykro mi, ale nie mogę, wiesz o tym. Co za Wersal :] JUstin perswaduje Tomowi, że powinien się poddać, osiagnął swój cel, zwrócił uwagę na problem, poruszył ludzi, starczy już. Tom jednak nie odkłada strzelby. Justin : odłóż broń, gramy w tej samej drużynie, więc mnie nie zastrzelisz...

        Tymczasem nadjeżdza kawaleria, policyjna ekipa rozgania tłum, odcina ledwoe żywego Cochrane'a, Luther moze go puścić. Od razu rzuca się w pogoń za Tomem...

        A ten... nie słucha już Justina, który prosi by oddał broń - zamiast tego odpala kulę prosto w klatę Ripleya. Sierżant pada jak długi. Tom wymyka się przez płot.

        Kiedy Luther dociera na miejsce, zastaje martwego Justina. Jest zrozpaczony. Krzyczy i się miota, aż wreszcie kładzie się obok niego na ziemi.

        W mieszkaniu Johna jest Mary. Czeka na niego, umówili się na spotkanie, John zostawił jej klucze. WIdzi w telewizji informację o jakiejś akcji policyjnej, i że ktoś zginął. NIe wie, ze to kolega Johna, Justin, którego niedawno poznała. COś słyszy albo ma jakieś przeczucie... Wygląda przez okno. NIe wiadomo, czy ona to widzi, ale pod kamienicą stoi... Tom i to nie sam - ze strzelbą w łapach. Czyżby uznał Johna za wspólnika pedofila, którego chciał przecież zabić aby ulepszyć świat ?

        Ciekawie zapowiada się ostatni odcinek tej serii. Jak amen w pacierzu Gray i Stark będą węszyć wokół śmierci Justina [ o ile zginął, ale wszystko wskazuje na to,że owszem] podejrzewając, że to John go zabił. Motyw oczywisty : przez pewien czas Justin z nimi wspołpracował przeciw Lutherowi, tak się wciągnął, że aż się z Johnem pobili - co wszyscy widzieli i nawet musiano ich rozdzielać, a bardziej Justina odciągać; nie wiedzą, że John dotarł do jego zeznania w którym Justin oddaje Lutherowi szacun i stanowczo odrzuca wszelkie insynuacje, jakoby John kiedykolwiek łamał prawo.

        trailer :
        www.youtube.com/watch?v=erOwql5LZWU
        jedna ze scen :
        www.youtube.com/watch?v=yGT8Dl5T0xE
        Luther & Justin :
        www.youtube.com/watch?v=2iUN8Qj57xo
    • grek.grek dobre filmy w kinach 23.06.14, 17:35
      dwa bardzo dobrze brzmiące w opisie nowości [panie kinomanki, szykujecie się na któryś ?] amerykański "O krok od sławy" i irański "Rękopisy nie płoną" :

      film.interia.pl/recenzje/news/o-krok-od-slawy-recenzja-bohaterki-drugiego-planu,2027019,6290
      www.rp.pl/artykul/9146,1119962-Rekopisy-nie-plona--recenzja-filmu.html
      • angazetka Re: dobre filmy w kinach 24.06.14, 10:52
        Kiedy mam iść do kina, jak codziennie mecze? ;)
        • barbasia1 Filmowa stolica lata 24.06.14, 20:19
          W Warszawie zaczyna się dziś plenerowe oglądanie filmów! W parkach i w różnych innych miejscach Warszawy. 140 filmów. Za darmo. Filmy puszczane są w wersji oryginalnej z napisami. Na otwarcie , słyszałam w Trójce, Casablanca.

          Zazdroszczę Wam Panie Warszawianki !
          • siostra_bronte Re: Filmowa stolica lata 25.06.14, 00:10
            Fajny pomysł, ale przy tej pogodzie to nie dla mnie :)
            • pani_lovett Re: Filmowa stolica lata i Jazz na starówce 27.06.14, 16:53
              Bronte, jeszcze będą ciepłe noce. :)

              A Od 4 lipca Plenerowy Festiwal Jazz na Starówce. Koncerty jazzowe będą się odbywać (od godz. 19:00) na rynku Starego Miasta w Warszawie.

              www.jazznastarowce.pl/
              Hah! Pięknie!
              • maniaczytania Re: Filmowa stolica lata i Jazz na starówce 27.06.14, 21:41
                o tak, na kilka sie wybieram :)
                A i moze na ktorys z seansow kina plenerowego tez - dam znac, jak bylo ;)
                • barbasia1 Re: Filmowa stolica lata i Jazz na starówce 28.06.14, 21:49
                  Świetnie! Liczę więc na małą klimatyczną wakacyjno-warszawsko-jazzową relację! Trzymam za słowo! :)
    • grek.grek "Hannibal", o serialu poczytalnie 23.06.14, 17:41
      "Hannibal" & "Hannibal, po drugiej stronie maski" wydawały się być ostatecznym upadkiem, niezapomiany Lecter z "Milczenia owiec" został odarty z wszystkich tajemnic i pozbawiony wszelkiego wdzięku.

      a tu nagle pojawia się serial z Hannibalem i próbuje tę postać restaurować, na bazie literackiego oryginału, czyli "Czerwonego smoka". widzieliście już może ? tak czy owak, wg mnie lektura jest ciekawa :

      kulturaliberalna.pl/2014/06/17/seryjni-artysci-serialu-hannibal/
      • angazetka Re: "Hannibal", o serialu poczytalnie 24.06.14, 10:55
        Nagle jak nagle, drugi sezon za nami... ;) Zdecydowanie warto "Hannibala" zobaczyć, aktorstwo, zdjęcia, pomysł... No i fandom, jedyny w swoim rodzaju.
        • grek.grek Re: "Hannibal", o serialu poczytalnie 25.06.14, 14:12
          "nagle", to tak bardziej do tego Momentu, w którym wydawało się, że Hannibal Lecter został ostatecznie pożegnany jako postać ekranowa :]

          kto w Polsce pokazuje "Hannibala" [i nie obawia się KRRiTV] ?
          • siostra_bronte Re: "Hannibal", o serialu poczytalnie 25.06.14, 16:41
            Pokazuje AXN. Mam w kablówce, ale jakoś nigdy nie byłam fanką Hannibala Lectera, więc serial mimo ciekawej obsady sobie odpuściłam.
            • grek.grek Re: "Hannibal", o serialu poczytalnie 26.06.14, 15:37
              szkoda, z uwagi na to że, w tym układzie, nie można liczyć na Twoją recenzję :]

              mnie też jakoś nie ciągnie, ale głównie dlatego, że wg mnie Lecter skończył się na "MIlczeniu...". tam był idealnie narysowany, zagrany i wyczarowany z niebytu, totalnie enigmatyczny i dlatego ciekawy. kolejne filmy spaskudziły ten wizerunek, a w recenzji linkowanej głównie mowa jest o stronie wizualnej serialu, co sugeruje że Hannibal znów zostaje wykorzystany. wtedy dla kasy, teraz dla...sztuki ? a taki porządny kanibal był z niego :]
              • pani_lovett Re: "Hannibal", o serialu poczytalnie 27.06.14, 17:04
                Właśnie. Szkoda, że twórcy nie próbują stworzyć czegoś nowego, wykreować nowej postaci, która przeszłaby do historii filmu, tylko podczepiają się po sukces " Milczenia owiec", pod legendę Hannibala Lectera!?

                > a taki porządny kanibal był z niego :]

                He,he! :))
                • grek.grek Re: "Hannibal", o serialu poczytalnie 28.06.14, 12:45
                  poniekąd masz rację.

                  ale z drugiej strony, łapiąc się za Lectera już na wstępie mają zapewnione zainteresowanie potencjalnej widowni, a oprócz tego sama postać - w jakiś sposób - może u niektórych widzów wywoływać uczucie niedosytu. chcieliby wiedzieć więcej, dłużej z Lecterem obcować. w "Milczeniu" Hannibal jest na ekranie przez 23 albo 24 minuty, czyli jest w zasadzie postacią drugoplanową. budzi ciekawość. a ta ciekawośc ludzka domaga się zaspokojenia.

                  film "Hannibal" i "PO drugiej stronie maski" chciały trochę rozwinąc wątek, w obie strony - w przód i wstecz - ale to były pomysły i wykonanie dość dyskusyjne, pomimo zaangazowanych środków i ludzi. Hannibala" filmowego robił sam Ridley Scott, jesli pamiętam dobrze - Thomas Harris napisał nawet ksiązkę pod tym tytułem, która stała się kanwą filmu; Hopkins zagrał Lectera, u boku miał Julianne Moore jako nową Clarice Starling [czyżby Jodie Foster nie przyjęła propozycji ?], Gary'ego Oldmana (twarz niewidoczna ;) i Raya Liottę - obsada wyborowa. no i do tego, co za hasła reklamowe "Hannibal powraca !", "Kanibal Lecter znów na ekranie !". sama przyznasz, że sytuacja była wymarzona :]

                  wyszedł z tego skok na kasę i film bez dramaturgii, psychologii i tajemnicy. może jakby był lepszy, to serial nie miałby szans powodzenia ?

                  inna rzecz, że teraz wszystko ulega przeróbce/metamorfozie na seriale :] nawet klasyka filmowa ["Psychoza", "Dziecko Rosemary", "Fargo"], więc czemu nie Lecter. możliwe, że współczesna widownia po prostu chce dostać dobry produkt, a niespecjalnie obrusza ją czy dotyka fakt jakichś mglistych i niejasnych konotacji z oryginałami. znak czasu ? :}
    • grek.grek "Amerykanin" via Stopklatka 24.06.14, 14:04
      Pepsic już zapowiada kiedyś, Siostra oceniła raczej negatywnie :]
      Wczoraj - a raczej dziś nad ranem - mnie się przydarzyła okazja zobaczenia. I wg mnie ten film się broni.

      Akcja może trochę stereotypowa : tytułowy Amerykanin imieniem Jack, przestępca najemny zaszyty w miasteczku włoskim, przygotowuje specjalny karabin i pociski, po które przyjeżdza kobieta mająca wykonać z ich pomocą jakiś gruby zamach, zapewne politycznie motywowany [mówi, że w gazetach będzie o tym na pierwszej stronie].

      I ten Jack tak sobie żyje : dba o formę codziennie ćwicząc, szwęda się uliczkami, przesiaduje w kawiarniach, odwiedza miejscowego proboszcza, z których wiedzie rozmówki życiowe, a czasami zlikwiduje jakiegoś szwedzkiego mafiosa, który trafi do tego miasteczka w ślad za nim i chce go zlikwidować. NIe widziałem pierwszych 10 minut, może tam kryje się odpowiedź na pytanie : czym Jack podpadł tym Szwedom. Wydaje się być człowiekiem zagubionym, w momencie przełomowym, kiedy chce porzucić dotychczasowe życie, ale nie ma żadnego pomysłu na nowe.

      POznaje Klarę [bardzo włoska Violante Placido], agentkę towarzyską. Najpierw uczęszcza do niej na płatne spotkania, ale za chwilę oboje się orientują, że łączy ich coś więcej. Zaczynają się umawiać na normalne randki. Wtedy Jackowi zaczyna świtać, że ma przed sobą przyszłość, właśnie z nią. W Ameryce, dokąd zamierza wyjechać.

      Zatem, klasyka gatunku :]

      FInał też dośc klasyczny, nie wiem czy mogę opowiedzieć ? Orajt, opowiem, zatem : uwaga, spoiler :]

      Jack próbuje opuścić biznes najemnego zabijactwa, ale jego boss wcale nie zamierza mu na pozwolić. Kiedy Jack rozmawia z Klarą i umawiają się na spotkanie i ucieczkę - do zabicia Jacka przymierza się ta babka od karabinu [wcześniej wydawało się, że się zakoleglowali, ale w biznesie nie ma takiego słowa, jak się ponownie okazuje]. Niespodziewanie zabija ją sam boss, a potem próbuje zabić Jacka. STrzelają do siebie jednocześnie, boss pada martwy, a Jack jedzie desperacko za miasto, na spotkanie z Klarą. Minę ma nietęgę, i po jakmś czasie okazuje się, ze jest ranny. MOże nawet śmiertelnie. Dojeżdza na miejsce, ale nie ma już siły wysiąść z auta. Koniec.

      Primo, jak mi się kiedyś napisało : Clooney nie pasuje do grania postaci, ktore posługują się kopniakiem z glana i serią z kałacha. Nie ten styl. Byłby śmieszny w takiej roli. I tutaj niby jest przestępcą, niby ma pistolet, ale jest przestępcą z rozterkami, w sumie miłym, rozgarniętym, a nawet stylowym gościem, ale jakoś tam przyhamowanym w środku, zamyślonym i niepewnym przyszłości, czyli takim ludzkim bardzo. Żadnych odruchów, o które Clooneya nie dałoby się posądzić za nic w świecie. I to się sprawdza.

      Drugo, głównym aktorem tego filmu jest miasteczko. Wybitnie urodziwe, z wyraźną przyjemnością i nawet pewnym zapamiętaniem, ale sympatycznym, ogrywane przez operatora. Jak dodać do tego gustowne fortepianowo-smykowe fragmenty muzyczne, to nagle powstaje z tego bardzo efektowna mieszanka, ociepla klimat, ale nie wprowadza w zbyteczny patos. Sensacyjny wątek ciągle gdzieś tam sie przemazuje, krótkimi momentami dynamizuje, ale najważniejsza staje się opowieśc o człowieku stojącym w przejściu między gasnącą przeszłością i niepewną przyszłością, szukającym jakiejś życiowej drogi, motywacji by zacząć na nowo.

      Anton Corbijn ma na koncie dobry "Control", powiedziałbym że "Amerykanin" też mu wyszedł - wydaje mi się, ze w samym zamierzeniu miał to być film statyczny, opiewający urodę okolicy i bardziej zainteresowany uczuciami bohatera niż jego uwikłaniem branżowym. Akcja zatem jest w formacie slow motion, ale te walory, ktore chciał wyeksponować pan ANton, są wyeksponowane. Ewidentnie film, ktorego ocena zależy od wczucia się w jego nastrój i rytm. Albo się to łapie i jest dobrze, albo się nie łapie i nie jest dobrze :]
      • grek.grek "Amerykanin" via Stopklatka powt. dziś 23:55 25.06.14, 15:52
        dziś... najlepsze określenie, to chyba - kolejna emisja ;] [i zdaje się nie ostatnia, hehe]

        23:55.
    • siostra_bronte Grecja-WKS 25.06.14, 16:55
      Obejrzałam tylko końcówkę, ale za to jakie to były emocje. Karny w doliczonym czasie i Wybrzeże Kości pożegnało się z mundialem. Trzeba mieć pecha.
      • grek.grek Re: Grecja-WKS 27.06.14, 13:21
        jaka piękna katastrofa ;]
        • gryfny Re: Jak żyć ... 27.06.14, 14:21
          ...bez futbolu?
          • angazetka Re: Jak żyć ... 27.06.14, 15:56
            Jeden d zień i już jakoś smutno... ;)
            • siostra_bronte Re: Jak żyć ... 27.06.14, 16:08
              Czuję to samo...:)
              • pani_lovett Re: Jak żyć ... - mam radę! 27.06.14, 16:15
                Najlepiej wziąć piłkę i iść w plener pograć sobie. Taka ładna dziś pogoda. :))
            • grek.grek Re: Jak żyć ... 28.06.14, 12:30
              a ja jakoś nie zauwazyłem, że mundialeiro się zawiesił :]

              nie mogę złapać tego flow, co kiedyś, kiedy mistrzostwa były świętem lasu. nawet zestawu par 1/8 finału nie kojarzę w całości, poszukam sobie zaraz. wiem tylko, że dziś Meksyk gra z Holandią, a Chile z Brazylią, rano się dowiedziałem z informacji w telewizji, heh.
    • grek.grek "Cyrk hiszpański [Balada triste de trompeta]",TVPK 26.06.14, 14:09
      Ciekawa rzecz. Wizualnie i "akcyjnie" przekracza momentami granicę kiczu, ale jednocześnie opowiada historię Hiszpanii XX wieku.

      Początek ma w 1937 roku, w czasie wojny domowej. Grupa cyrkowców zabawiających okoliczne miasteczka zostaje siłą wciągnięta do republikańskiego oddziału walczącego z narodowcami. Ponoszą klęskę, a ci co przeżyli lądują w obozie pracy, gdzie przykładają rękę do powstania frankistowskiego mauzoleum Doliny Poległych. W ten sposób małoletni Javier traci ojca, artystę-klauna. W ostatnim słowie ojczulo namawia go do kontynuowania rodzinnej tradycji i zostania takim samym jak on klaunem, ale nie wesołym, lecz smutnym, którw przedstawieniach cyrkowych pełni rolę chłopca do bicia dla tego pierwszego. Javier w ostatnim akcie wkrada się do tej Doliny z laską dynamitu i detonuje ją, przez co pewien pułkownik traci oko.

      W 1973 roku Javier angażuje się w madryckiej trupie, jako tenże smutny klaun. Całym interesem trzęsie odtwórca postaci wesołego klauna, Sergio - cham pierwszej kategorii, ale jednocześnie facet który rozumie istotę swojego zawodu i jest doskonały w tym, co robi. Nawet jeśli po pracy opowiada kawały o zabijaniu dzieci. Jako profesjonalista, wie znakomicie,że dzieci to chleb dla niego i dla całej reszty. Dlatego trzeba na nie chuchać i dmuchać. To on stawia warunki właścicielowi, nigdy na odwrót. Kiedy pyta Javiera "Dlaczego chcesz być klaunem ?", ten się jąka i duka, aż w końcu niesmiało pyta "A pan ?" - na co Sergio "Bo gdybym nim nie był, zostałbym mordercą". Sergio na to "To tak jak ja" :] Obu im nie można wierzyć. Sergio jest zbyt wielkim histerykiem, żeby zabijać za pieniądze, a Javier to arcyłagodny chłopaczyna z 15 kg nadwagi i w okuilarach.

      Javier jako jedyny w grupie nie śmieje się usłużnie w dowcipów Sergia, a raczej próbuje w nich doszukiwać się logiki, czym na starcie go wnerwia. POdczas pokazów klaunowych popełnia błąd, przez który omal nie ginie dzieciak. Drugi punkt karny.

      Trzeci punkt karny, to zainteresowanie jakie Javier przejawia Natalią, urodziwą gimnastyczką wykonującą ewolucje na trapezie. Bo Natalia to dziewczyna Sergia. Dostaje od niego po twarzy za byle co, a mimo to trzyma się go kurczowo, jakby nie umiała odejść, a może jakby... się jej to podobało ? NIkt nie rozumie jej motywacji. Ale Javier, który zaczyna pełnić dla niej rolę dobrego przyjaciela, prowokuje ją do stwierdzenie, że przy nim "czuje się bezpiecznie", i to chyba też jest przyjemne. Wychodzą sobie razem do jakichś wesołych miasteczek, takie kumpleskie randki. Javierowi trochę przeszkadza, że Natalia nie przejawia zainteresowania nim jako potencjalnym kochankiem, chociaż jak dostaje całusa w usta, to trochę nadziei odzyskuje.

      Sergio jest wściekły, nadużywa wody ognistej i nonstop podejrzewa Natalię o zdradę. Raz czy drugi można go kiwnąć, ale w końcu dopada ich na randce i robi awanturę, bije oboje, w tym Javiera za pomocą młotka na takim urządzeniu wesołomiasteczkowym, gdzie trzeba naparzać tym młotem aż bomba na sznurku dobiegnie na samą górę i wtedy dostaje się nagrodę.

      Javier ląduje w szpitalu. Natalia go odwiedza. W Javierze narasta pragnienie by być jak Sergio. Sądzi, że w ten sposób zdobędzie względy Natalii. "Chcę, żebyś mnie pożądała", zwierza się jej.

      Ucieka z tego szpitala [niestety we wdzianku odsłaniającym 4 litery]. Wraca do cyrku, ale tylko po to, by pobić Sergia. Zwierzę się w nim budzi. Dopada go w momencie, gdy ten seksualnie konsumuje Natalię. Dla Javiera jest to tyleż nieprzyjemny widok, co podwójna motywacja. Okrutnie masakruje Sergia za pomocą atrybutu swojej cyrkowej postaci - małego saksofonu.

      Sergio ledwie żyje i jeszcze gorzej wygląda, więc cyrkowcy niosą go do pobliskiego... weterynarza, żeby go pozszywał. A Javier ucieka w las, żeby wieśc tam życie dzikusa, żywić się padliną, mieszkać w grocie i wyglądać jak nieboskie stworzenie.

      JUż na pierwszym etapie walka o Natalię wyczerpuje ich obu. Javier wpada w ręce swojego starego wroga, dowódcy narodowców, który wpędził jego ojca w ten obóz pracy. Pułkownik w jakiś sposób rozpoznaje Javiera i mści się na nim, jako na wrogu politycznym i człowieku, który przyczynił się do straty przez niego oka - jako zapalony fan polowania i strzelania do ptaków, pułkownik przeznacza Javierowi rolę psa, który w zębach przynosi ustrzeloną zdobycz.

      Sergio wygląda jak brat FRankensteina. Załamuje się. Natalia, korzystając z odwilży politycznej, zatrudnia się jako tancerka i piosenkarka w klubie Kojak. Kiedy wraca Sergio, z zamiarem odbudowania swojej kariery klauna, Natalia przyłącza się do niego. Idzie mu nieźle, do czasu gdy dzieciaki nie zdzierają z niego sztucznej brody i peruki, by pod warstwą makijażu zobaczyć blizny. Jako klaun Sergio jest skończony. Płacze, że "nie umie robić niczego innego", ale Natalia nie zamierza go pocieszać. Zostawia go płaczącego na chodniku nocną porą. Jedyną rzeczą, jaka utrzymuje Sergia przy życiu, to pragnienie zemsty na Javierze i odzyskanie Natalii.

      Javier tymczasem ucieka od pułkownika i wstrząsnięty doznanym upokorzeniem oraz pragnąc zdobyć serce Natalii - wkrada się do jakiegoś kościoła, za pomocą rozpalonego żelazka robi sobie dwie kształtne blizny na policzkach, ktore wkomponowuje w resztę makijazu, na głowę nasadza czapę prowokująco bliską biskupiej, niczym Rambo łapie za karabin i w stroju kllauna wyrusza na ulice, by siać terror. Ale nie taki zwyczajny, bo nie zabija ludzi, ale rozwala np. kawiarnie albo bary z jedzeniem, strzela w kinie, i ciągle nakręca go nastrojowo-wzruszająca piosenka jego idola, Raphaela, który śpiewa jako smutny klaun, a z którą Javier się utożsamia. BO w gruncie rzeczy ciągle w sercu jest delikatnym chłopcem, który odgrywa tylko "smutnego klauna", bo nie umie rozbawiać dzieci, a to dlatego że sam jako dziecko przeżył zbyt wiele przykrości.

      Wreszcie losy Javiera i Sergia się przecinają. Przez moment Javier spotyka Natalię, wyznaje jej swoje uczucia, ale w momencie wyboru Natalia staje po stronie Sergia przeciw klęczącemu przed nią Javierowi. Odrzucony kochanek nie mozę zabić miłości swojego życia, ale może przecież zamordować rywala, przekonać ją do siebie byciem jeszcze bardziej bezwzględnym niż on. Taką filozofię wypracował sobie Javier. PO części z winy upodobań infantylnej Natalii.

      Finałowa konfrontacja ma miejsce w Dolinie Poległych, gdzie Sergio stworzył coś w rodzaju własnego cyrku. Zabiera ze sobą Natalię, która znów doznaje ataków agresji ze strony nieustannie zrozpaczonego swoim złamanym życiem Sergia, który ją własnie obwinia za swoją klęskę. Javier jest poszukiwany przez policję, Natalia stoi w obliczu wyboru między dwoma równie szurniętymi typami.

      W ślad za nimi dociera na miejsce Sergio. Nie sam, powiadamia policję i jedzie w transporterze, znosząc docinki z powodu swojego wyglądu.

      Ostateczny pojedynek ma miejsce na ramieniu gigantycznego krzyża który góruje nad Doliną. Scena, której nie powstydziliby się twórcy hollywodzkich blockbusterów :] Raz jeden raz drugi są na krawędzi upadku, towarzyszy temu noc i znakomita muzyka. Natalia staje po stronie Javiera, ratuje go, gdy ten wisi na palcach na krawędzi krzyża. Ale wkracza do akcji Sergio i ją odrzuca na bok. Wreszcie Natalia, w której coś się przełamuje, rzuca się sama w przepaść. W efektownym ujęciu zawisa ona, niczym mistrzyni sztuki cyrkowej, na długiej czerwonej szarfie na ramieniu tego wielometrowego krzyża. Tyle że jest to skok śmiertelny, kręgosłup Natalii pęka z cichym trzaskiem.

      Policja zabezpiecza jej zwłoki. Sergio i Javier zostają załadowani do więźniarki. Siedzą vis a vis w tej wąskiej klitce i zaczynają płakać. Szczerze i gorąco.

      Jesli pod postacią Natalii rozumieć HIszpanię, to Sergio byłby symbolem frankistowskiego reżimu, sposobu jego politycznego działania, ale i kultury przezeń faworyzowanej, histerycznego maczyzmu. Javier reprezentowałby siły postepowe, posługujące się przeciw reżimowi terrorem.
      • grek.grek Re: "Cyrk hiszpański [Balada triste de trompeta]" 26.06.14, 14:31
        Świetnie zrealizowana, a przede wszystkim sugestywnie umuzykalniona czołówka nie pozostawia wątpliwości, że zamiarem reżysera [Alex de Iglesia] jest opowiedzenie nie o tym jak dwóch pajaców goni się po mieście, ale o trudnej historii swojej ojczyzny. W akcję wplecione jest nawet wydarzenie autentyczne, udany zamach ETA na premiera Carrero Blanco, zrealizowany zresztą bardzo efektownie, auto wyleciało aż na dach sąsiedniego budynku, zgodnie zresztą z opisami faktycznego stanu rzeczy.

        Pan Iglesia próbuje trochę podbierać z kina Tarantino i jego naśladowców, jak scena z krwią, to tej krwi jest dużo, jak scena z harataniem, to haratanie jest konkretne - i myślę sobie, że o ile u Tarantino zmrużenie oka jest rozpoznawalne od razu, u Iglesii niekoniecznie tak dobrze to funkcjonuje, może dlatego że jego bohaterowie są wściekli jak jasna cholera, a ich gęby od połowy filmu są odrażające, ale jest to bardzo przemyślany symboliczny, krytyczny i oskarżycielski zabieg reżysera. Idą w zawody, który będzie ostrzejszy. A Natalia, o którą rywalizują, nie umie zdecydować, nie ma woli, a kiedy już ją przejawia, to tylko po to, by zabić siebie, aby wyboru nie podejmować. Bolesna diagnoza społeczeństwa hiszpańskiego w tamtych czasach. Sterroryzowanego przez obie strony, miotającego się między nimi jak kukła.

        Znakomita muzyka, zarówno liryczna w wykonaniu ekranowego Raphaela, ktory jawi się Javierowi jako idol i jako jedyny hamuje jego agresję, jak również te głuche złowrogie walnięcia ilustrujące wstęp i niektore fragmenty późniejsze.

        Świetni aktorzy.

        Ma to wszystko swój styl, rytm, wykreowaną specyficzną rzeczywistość filmową, w drugiej połowie właściwie groteska dominuje, wydaje się momentami nawet, że reżyseiro stracił kontrolę nad pojazdem, ale to tylko pozory. W istocie wszystko trzyma się w jednym kawałku, aż do puenty.

        www.youtube.com/watch?v=0117UWM7JCs
        • pani_lovett Re: "Cyrk hiszpański [Balada triste de trompeta]" 27.06.14, 17:44
          Rzeczywiście, w niezwykle oryginalny formalnie sposób opowiedziano tu o kilkudziesięciu latach historii Hiszpanii.

          Dzięki, Greku.
          Przeoczyłam albo film emitowany był późno?
          • grek.grek Re: "Cyrk hiszpański [Balada triste de trompeta]" 28.06.14, 12:26
            o yes :]
            w pewnym momencie zamienia się w to absolutnie groteskową jazdą bez trzymanki, ale zawsze z pełnym panowaniem nad kierownicą przez reżysera. utalentowany gośc :]

            ha, leciał bodajże o 3 w nocy :]]
            ale to nie pierwsza emisja była, widziałem go już 2 czy 3 razy w ramówce Kultury, tylko jakoś nie miałem okazji obejrzeć. możliwe, że jeszcze się pojawi.
            • barbasia1 Re: "Cyrk hiszpański [Balada triste de trompeta]" 28.06.14, 22:15


              Widać to w trailerze.

              No tak, to nie dziwne, że nie wypatrzyłam filmu.
              Nie trafiłam jakoś wcześniej na ten film!? Ale może będzie jeszcze okazja.

              :)
              • grek.grek Re: "Cyrk hiszpański [Balada triste de trompeta]" 29.06.14, 11:40
                to prawda :]

                chyba pierwszy pokaz był o 20:20, kolejne 2 [?] już w środku nocy, film jest bardzo ekspresyjny wizualnie, a mówiąc wprost : jest krew, przemoc [ofk, traktowana umownie, będąca daleko posuniętą metaforą, no ale jednak jest w niemałych ilościach], facjaty brzydkie, jakiś seks, a nawet facet przy kości biegający na golasa po lesie, więc może uznali, że jednak lepiej nie igrać z KRRiTv, zwłaszcza że Kultura nie może liczyć na hojny budżet z centrali :] ta, jak wiadomo, gros pieniędzy ładuje w "Barwy Nieszczęscia" i "M jak Miałkość" oraz inne takie rózne i różniste.

                Barbasiu, jakby okazja się nie nadarzyła - na Zalukaj TV jest i oczekuje na Twoją wolną chwilę i zaptrzebowanie okolicznościowe :]
              • grek.grek Re: "Cyrk hiszpański [Balada triste de trompeta]" 29.06.14, 11:44
                jest już też np. "Tylko kochankowie przeżyją", który kiedyś zaznaczałaś jako potencjalnie-interesujący-i-do-obejrzenia :]
    • angazetka Niemcy-USA 26.06.14, 21:55
      O, jak mi ulżyło, że nie było remisu! Nikt by nie uwierzył, że był przypadkowy.
      I moje małe słoneczko strzeliło gola ;) Idealnie. (I Portugalia wraca do domu, co też jest plusem.)
      • pani_lovett Niemcy-USA 27.06.14, 00:21
        > I moje małe słoneczko strzeliło gola ;) Idealnie.

        :))
      • pani_lovett Rosja - Algieria 1:1 27.06.14, 00:26
        Rosja podobno zastosowała włoską taktykę obrony. I też się przeliczyła. Nie wychodzi z grupy. Przechodzi za to dalej Algieria, po raz pierwszy w historii.
        • grek.grek Re: Rosja - Algieria 1:1 27.06.14, 13:20
          nie widziałem meczu, ale generalnie jestem zaskoczony, bo w poprzednich meczach Rosja grała nienajgorzej, zdawało się że jest coraz lepiej i że te 4 pkt uzbierają i przecisną się do następnej rundy.
          • siostra_bronte Re: Rosja - Algieria 1:1 27.06.14, 15:54
            Brawo dla Algierczyków! Walczyli z pełnym zaangażowaniem, pokazali ducha walki. Rosjanie byli wolni, w ogóle grali jakby bez przekonania.
          • pani_lovett Re: Rosja - Algieria 1:1 27.06.14, 16:10
            Trenerem Rosji jest aktualnie ... Włoch Fabio Capello. ;)
            • siostra_bronte Re: Rosja - Algieria 1:1 27.06.14, 16:16
              I bierze największą kasę ze wszystkich trenerów mundialu, ok. 8 mln. euro rocznie. Za co? :)
              • pani_lovett Re: Rosja - Algieria 1:1 27.06.14, 16:28
                Jakoś mnie to nie dziwi. Włosi to się zawsze potrafią dobrze ustawić. ;))
            • grek.grek Re: Rosja - Algieria 1:1 28.06.14, 12:27
              to nie jest dobry rok dla włoskiego futbolu :]
          • pani_lovett Re: Rosja - Algieria 1:1 27.06.14, 16:27
            Widziałam tylko drugą połowę. Wcześniej oglądałam "Zabij mnie glino" na TVPKultura! Po raz pierwszy.
            • grek.grek Re: Rosja - Algieria 1:1 29.06.14, 11:42
              napiszesz coś o filmie, Barbasiu ? :]
              • barbasia1 Filmowo 29.06.14, 15:34
                Jak się pozbieram, Greku. :)
                Dopadło mnie potężne, okropne zmęczenie w ostatnim tygodniu, dlatego tak półgębkiem się odzywam na razie.
                A Ty nie widziałeś "Zabij mnie glino"? Chociaż ze dwa razy? ;))
                • grek.grek Re: Filmowo 29.06.14, 15:41
                  orajt :] stay cool.

                  przepracowujesz się może ? albo letnie temperaturos ?

                  a wiesz, że nie widziałem chyba, albo kompletnie nie mam świadomości, że jednak widziałem. coś w tym guście.

                  obejrzałem dziisiaj kolejny klasyk via monitores, jutro o nim napiszę parę słów :]
                  • barbasia1 Re: Filmowo 29.06.14, 16:15
                    Zebrało się z całego roku.
                    A letnie temperatury , bez ekstremalnych skoków , na razie mi bardzo odpowiadają. :)

                    Dobrze! Świetnie! Czekamy!
                    A ja przymierzam się do obejrzenia "Winda na szafot", któryś nam zalinkował.
                    • siostra_bronte Re: Filmowo 29.06.14, 16:56
                      Jestem ciekawa co obejrzałeś :)

                      Podobnie jak Barbasia byłam ostatnio tak zajęta i zmęczona, że też słabo się udzielałam. Starczało mi siły tylko na komentowanie meczów :)

                      • grek.grek Re: Filmowo 29.06.14, 17:47
                        udanej projekcji "Windy..." życzę Ci :] - świetny film, doskonała muzyka, no i Jeanne Moreau - jakoś nigdy nie umiałem się zdecydować, która podoba mi się bardziej : ona, typ intelektualistki, ale przecież atrakcyjnej niezwykle, czy Bardot - typ... wiadomo ;] to są dopiero dylematy, nie ? :]

                        supernius.pl/story.php?title=7-najlepszych-cytatow-jeanne-moreau-1
                      • grek.grek Re: Filmowo 29.06.14, 17:49
                        dzięki, Siostro :]]

                        stay cool. organizm porusza się cyklicznie : po okresie uspokojenia taktycznego, przychodzi rozchełstanie niemożliwie intensywne, więc czekaj na przypływ i śmiało wiosłuj :"]
                      • barbasia1 Re: Filmowo 30.06.14, 21:32
                        siostra_bronte napisał(a):

                        > Podobnie jak Barbasia byłam ostatnio tak zajęta i zmęczona, że też słabo się ud
                        > zielałam. Starczało mi siły tylko na komentowanie meczów :)

                        Trzymaj się, Bronte! :)
                    • grek.grek Re: Filmowo 29.06.14, 17:41
                      no to relaksu Ci życzę, Barbasiu, dużo dobrego relaksu :]

                      [pamiętasz ? kiedyś były takie buty o nazwie Relax. wbrew szlachetnej i wionącej lekkością nazwie, noszenie tego dziadostwa było prawdziwym utrapieniem i przekleństwem nawet : cięzkie jak wiadro z węglem, typ "śniegowców", a do tego koszmarnie niemodne i obniżające status w grupie rówieśniczej ;)]

                      dzięki :]
                      będzie ciekawie. miałem 4 mocne kandydatury, wybór był niełatwy, ale pocieszało mnie to, że pozostałe 3 obejrzę w 3 następne soboty, heh. a potem wytypuję kolejną transzę.

                      • barbasia1 Re: Filmowo 29.06.14, 18:14
                        Dzięki serdeczne, Greku! W przyszłym tygodniu będę jeszcze na zwolnionych obrotach (przed właściwym relaksem ;).


                        O! Sądziłam, że buty RELAX były szczytem elegancji i snobizmu!? :))
                        Ja nie miałam, ale mój brat miał Relaxy. Muszę zapytać, jak on odnosił się do noszenia Relaxów.


                        He,he! :)
                        Widzę, że zapowiada się cała seria filmów, ciekawy cykl. Znakomicie.
                        Do jutra zatem.
                        • grek.grek Re: Filmowo 30.06.14, 17:30
                          ale mam nadzieję, że będą to zwolnione obroty ku przyspieszeniu nieodległemu ? :}

                          o, nie mam pojęcia - możliwe, że moda była wówczas nieregularna i środowiskowo odmienna.

                          ha, będę próbował co tydzień jakiś nowy film, mówiąc słowem szumnym : prezentować :]

                          • barbasia1 Re: Filmowo 30.06.14, 21:23
                            grek.grek napisał:

                            > ale mam nadzieję, że będą to zwolnione obroty ku przyspieszeniu nieodległemu ?
                            > :}

                            Nie może być inaczej, Greku!

                            Tak, tak właśnie było. :)

                            Świetnie , znakomicie. :)) Niezmiennie cieszę się na Twoje opowieści.
    • barbasia1 Brazylia w ćwierćfinale 28.06.14, 22:26
      Brazylia nie miała dziś łatwo z Chile. Dogrywka , rzuty karne. Dopiero w piątym rzucie karnym Brazylię uratował słupek.


      :)
      • grek.grek Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 11:34
        tak własnie :]
        w ostatniej minucie dogrywki 30 cm niżej i zamiast jęku poprzeczki piłka byłaby w siatce, rep BRazylii poza mistrzostwami, a lud na ulicach odgrzewający prostesty przeciw polityce rządu i włądz miejskich wszelakich :]

        w 1/4 znów cięzki czas dla Kanarów, bo Kolumbia wygląda doskonale, a ten pierwszy gol wczorajszy - majstersztyk.
        • siostra_bronte Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 13:45
          Mało nie dostałam zawału przy karnych. To nie na moje nerwy :) Szkoda mi Chile.
          • grek.grek Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 15:39
            haha :] kiedyś karnych nie było, był rzut monetą, to dopiero była akcja, hehe.

            ktoś musiał odpaśc, aby dalej mógł grać ktoś :]
            • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 16:03
              grek.grek napisał:

              > haha :] kiedyś karnych nie było, był rzut monetą, to dopiero była akcja, hehe.

              O! Naprawdę!??
              • grek.grek Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 17:37
                yes :]
                w 1970 roku Górnik Zabrze awansował w ten sposob do finałowego meczu Pucharu Zdobywców Pucharów - dwa mecze i dogrywka przeciw AS Romie nie dały rezultatu, więc zamiast dzisiejszych karnych rzucali kopiejką ;]

                jeszcze wcześniej, a na Wyspach chyba przetrwało to dłuższy czas, mecze remisowe były po prostu powtarzane po 48 czy 72 godzinach, bez dogrywek i monet.
                • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 17:48
                  Ależ historia! :) Dzięki. Nie wiedziałam o tym.


                  Zdecydowanie sprawiedliwsze i rozsądniejsze rozwiązanie.
                  • grek.grek Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 18:04
                    rzuty karne ?

                    • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 18:17
                      Powtarzanie meczów remisowych po 48 czy 72 godzinach, bez dogrywek i monet.
                      • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 18:19
                        Choć jest ryzyko, że powtórek meczów mogłoby być tak dużo, że widowisko stałoby się nudne.
                • siostra_bronte Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 20:12
                  Haha, słyszałam o tym :)
              • grek.grek Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 17:37
                PS : taki ze mnie fachman ;]]
          • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 16:02
            Mam tak samo, Bronte. Nie mogę patrzeć na karne. :)
            • grek.grek Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 17:38
              kilku strzelających te karne miało podobny odruch ;]
              • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 17:54
                grek.grek napisał:

                > kilku strzelających te karne miało podobny odruch ;]

                Hehehe! Jakoś mnie to nie dziwi.
                Ja to nawet nie oglądałam wczoraj strzałów karnych poza dwoma ostatnimi. ;)
                • grek.grek Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 18:04
                  słuchałaś komentatorów, czy wróciłaś jak już było po strachu ? ;]
                  • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 18:20
                    Wróciłam na ostatnie dwa strzały. :)
                    • grek.grek Re: Brazylia w ćwierćfinale 30.06.14, 17:27
                      przepraszam, doznałem pomroczności i źle przeczytałem Twój post :]

                      czyli, ciekawośc w Tobie zwycięzyła :]]
                      • gryfny Re: Europa w natarciu,dzisiaj 30.06.14, 17:43
                        7 do zera spokojnie,ile dokladnie na Niemcy i Francje przypadnie ?....wolny wybor zostawiam
                        • barbasia1 Francja - Ghana 2:0 i z historii futbolu ;) 30.06.14, 21:06
                          gryfny napisał:

                          > 7 do zera spokojnie,ile dokladnie na Niemcy i Francje przypadnie ?....wolny wy
                          > bor zostawiam

                          2 punkty już zdobyła Francja /w tym jeden po samobójczym golu/. Nie widziałam tego meczu, nastawiam się za to na mecz Niemcy - Algieria.

                          Algieria bojowo nastawiona. Chce się odegrać za to, że Niemcy w 1982 roku nieuczciwie wyeliminowali ją z mundialu w Hiszpanii, po tym, jak dogadali się z reprezentacją Austrii (niski wynik miał wtedy zapewnić awans obu drużyn).

                          To właśnie po tym spotkaniu (nazywanego m.in. "Paktem o nieagresji z Gijon" lub jeszcze wymowniej "Hańbą z Gijon"), jak przeczytałam, FIFA zdecydowała, że ostatnie mecze fazy grupowej będą się odbywały w tym samym czasie.

                          Ale Algieria ma małe szanse by pokonać dziś Niemcy, tak samo myślę.
                          • gryfny Re: Francja - Ghana 2:0 i z historii futbolu ;) 30.06.14, 21:26
                            trudne zadanie zostawili Francuzi Niemcom
                            • barbasia1 Re: Francja - Ghana 2:0 i z historii futbolu ;) 30.06.14, 21:31
                              Bo Niemcy muszą 5 bramek (z tych 7) teraz strzelić Algierii? ;)
                              • gryfny Re: Francja - Ghana 2:0 i z historii futbolu ;) 30.06.14, 21:34
                                2+ 5=7...spokojnie chyba na wyrost,jednak Francja zawiodla
                                • barbasia1 Re: Francja - Ghana 2:0 i z historii futbolu ;) 30.06.14, 21:40
                                  Żartuję.

                                  Czyli nie widzisz Francji w finale? A z kim teraz Francja będzie grać?
                                  • gryfny Re: Francja - Ghana 2:0 i z historii futbolu ;) 30.06.14, 21:46
                                    z tymi co dzisiaj wygraja,albo juz jutro
                                    • barbasia1 Re: Francja - Ghana 2:0 i z historii futbolu ;) 30.06.14, 22:11
                                      No tak, za szybko chciałabym wiedzieć. ;)

                                      Zaczęło się - Niemcy - Algieria ...
                                    • pani_lovett Re: Francja - Ghana 2:0 i z historii futbolu ;) 02.07.14, 22:55
                                      Francja zagra z Niemcami oczywiście. :)
                      • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 30.06.14, 21:08
                        grek.grek napisał:

                        > przepraszam, doznałem pomroczności i źle przeczytałem Twój post :]
                        Wszystko w porządku. ;))

                        > czyli, ciekawośc w Tobie zwycięzyła :]]
                        O, Yes! :)
        • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 16:05
          grek.grek napisał:

          > tak własnie :]
          > w ostatniej minucie dogrywki 30 cm niżej i zamiast jęku poprzeczki piłka byłaby
          > w siatce, rep BRazylii poza mistrzostwami, a lud na ulicach odgrzewający prost
          > esty przeciw polityce rządu i włądz miejskich wszelakich :]

          O tym samym pomyślałam!

          Dlatego dopatruję się w tej poprzeczce ręki albo nogi Opatrzności. ;))
          • grek.grek Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 17:33
            sądzisz, że Opatrznośc ma aż takie poczucie humoru ? ;]
            • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 17:43

              Hehehe! :))) Czemu nie!?

              Nieno sadzę, że , właśnie, nie wypadało, żeby organizatorzy mundialu i wielbiciele piłki nożnej odpadli za wcześnie.
              • grek.grek Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 18:03
                jakby nie patrzeć parę brazylijskich żywotów ocalało dzięki temu ;] i parę szyb w wystawach sklepowych.

                dobra teoria :]
                • barbasia1 Re: Brazylia w ćwierćfinale 29.06.14, 18:28
                  O tak. :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka