Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 9 (vol. 47)

    • grek.grek Sophia Loren, lat 80 :] 20.09.14, 18:15
      zdjęcia nigdy nie oddadzą jej urody, temperamentu i seksapilu, dopiero na ekranie można to w pełni podziwiać, wg mnie :] to raz. dwa - przy całym swym pięknie była świetną aktorką. zjawisko. zresztą, stosowanie czasu przeszłego, akurat wobec niej jest kompletnie nie na miejscu.

      film.onet.pl/sophia-loren-wiecznie-piekna-i-mloda
      • maniaczytania Re: Sophia Loren, lat 80 :] 20.09.14, 18:34
        to prawda, kobieta o zmysłowej , prawdziwa sex-bomba
      • pani_lovett Re: Sophia Loren, lat 80 :] 24.09.14, 13:47
        Na ekranie, w wywiadach zawsze sprawiała wrażenie osoby sympatycznej, a przede wszystkim niezmanierowanej, nie skrzywionej sławą, sukcesem, popularnością.

        Znakomita aktorka, choć, bez formalnego wykształcenia, wciąż czynna zawodowo; nie dała się zniszczyć machinie showbiznesu, nie uległa wypaleniu zawodowemu, może dlatego, że miała wsparcie we wspaniałym mężu, producencie filmowym Carlo Pontim (który dla nie popełnił bigamię) i w rodzinie.

        200 lat Sophii Loren życzymy! ;)
    • grek.grek "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause]'55 1 21.09.14, 12:36
      1955 rok, reżyseria Nicolas Ray; kilka pomniejszych nominacji i nagród, ale przede wszystkim, zwłaszcza po latach, status filmu kultowego. Tym filmem James Dean przeszedł do historii, postać Jima Starka była i jest uznawana za jego alter ego, do czego przczyniła się też jego tragiczna śmierć w wieku 24 lat. W okolicznościach jako żywo nawiązujących do jednej z legendarnych scen w historii kina, pochodzącej właśnie z "BUntownika". Obok Deana zabłysnęła także Natalie Wood, wówczas zaledwie 17-letnia, doskonale obsadzona, bo w wieku swojej bohaterki, a zarazem już mająca liczne doświadczenia ekranowe w postaci odgrywania ról dziecięcych [jakoś tam samo z siebie wynika, ale znacie mnie... ;)].

      Kino ponadczasowe, problemy, postawy i wynikające z nich zachowania - uniwersalne, bo głęboko wpisane w naturę ludzką. Sam tytuł wszedł do ikonografii kulturowej określając postawę instynktownego sprzeciwu, podlanego egzystencjalną wewnętrzną szamotaniną.

      Gdybyście doznali przypływu... :] :
      www.efilmy.net/film,5126,Buntownik-bez-powodu-Rebel-Without-a-Cause-1955-Lektor-PL.html
      A w formie zapisu...

      Trójka głównych bohaterów tego dramatu spotyka się tej samej nocy na policyjnym komisariacie. JIm Stark [Dean] został aresztowany za włóczenie się po pijanemu i zakłócanie porządku publicznego, JUdy [Wood] - za nocne włóczenie się bez pijaństwa, a John, ksywa Platon [Sal Mineo], za zastrzelenie psich szczeniąt, z broni ukradzionej matce.

      Przesłuchuje ich ten sam policjant, Ray FRemick. Wyrozumiały gość, od lat pracujący z nieletnimi, znający "ten wiek", ale i doskonale orientujący się, że ich kłopoty swój początek najczęsciej mają w domu. Tak jest i tym razem. Cała trójka cierpi na to samo : na brak rodzicielskiego ciepła.

      Zachowujący się prowokacyjnie, na cały głos udający syrenę policyjną, przybierający niedbałe pozy Jim, to żaden tam tępy chuligan. To wrażliwy chłopak z dobrego domu - domu, w którym wieje brakiem szczerości międzyludzkiej. I to go dobija. Kiedy na komisariacie pojawiają się wezwani rodzice plus babcia - natychmiast zaczynają się kłócić między sobą, o wychowanie syna. Jim się nie liczy, nikt go o nic nie pyta, nikogo nie interesuje jego zdanie i odczucia. I zawsze ostatnie słowo ma matka. Ona dominuje, rozdaje karty i strofuje poczciwego ojczulka.

      Rodzice zostali wyrwani z jakiegoś przyjęcia, i kiedy Jim mówi do ojca : "Pewnie byłeś królem balu, co ? Taki elegant..." stary aż się uśmiecha. JIm sadza go na wysokim krześle w poczekalni, żeby naprawdę "wyglądał jak król na tronie" - ojciec nawet nie zdaje sobie sprawy z własnej śmieszności. A Jim może by i chciał, żeby stary go opi,eprzył, a potem kazał się zamknąć trajkoczącej matce. Tylko, że stary nie jest do tego zdolny. Co najwyżej nieśmiało matce odpowiada, a to przeradza się w nieznośne kłótnie, których Jim nie może już słuchać...
      www.youtube.com/watch?v=j8IDulMRVVcs
      Starzy mówią, że Jim zachowuje się nieracjonalnie, przecież "kupujemy ci wszystko co chcesz", na co on odpowiada "Rzeczy, dajecie mi tylko rzeczy !".

      Przy okazji wyjaśnia się, że Starkowie nieustannie się przeprowadzają. Oficjalnie, dlatego że Jim wszędzie rozrabia i trzeba w końcu zmieniać mu szkołę, a co za tym idzie miejsce zamieszkania. Ale Jim wyrzuca matce, że nie chodzi jej o niego, a o własną reputację i opinię u sąsiadów. Jej egoizm jest motorem tych ciągłych ucieczek, które sprawiają że nigdzie Jim nie może zagrzać miejsca i wszędzie jest obcy.

      FRemick obserwujje ich chwilę, widzi co jest grane i prosi Jima na rozmowe w cztery oczy. Jim próbuje go prowokować, Fremick w odpowiedzi rewanżuje się tym samym, a kiedy Jim rzuca się na niego z pięsciami, po prostu powala go na ziemię. "Jak chcesz coś uderzyć, to wal w stół", proponuje Ray i Jim rzeczywiście tak robi - bije w drewno, aż w końcu z bólu brakuje mu oddechu. I od tej pory mogą normalnie rozmawiać.

      JIm zwierza mu się, ze ojciec to d,pa wołowa i matka nim pomiata jak chce :
      www.youtube.com/watch?v=ANGinfgBKw8
      "Choć przez jeden dzień chciałbym nie czuć się skołowany i zawstydzony, choć raz chciałbym znaleźć własne miejsce", wyznaje mu JIm i cóż to jest jak nie manifest każdego młodego pokolenia ? :] A James Dean jest naprawdę rewelacyjny w tych scenach, jakby wygrywał własne emocje, niedopasowania i gniew. W jego wykonaniu wygląda to nie jak eksplozja talentu, ale po prostu samorzutne rozładowanie własnych frustracji i naturalna ekspresja. Myślę sobie, że nie byłby wielkim aktorem w wieku 50 lat, nie miał chyba wybitnej techniki i warsztatu. Ale w "Olbrzymie", "Na wschód od Edenu" [uwierzycie, że TVP pokazała kiedyś wszystkie te filmy ?] oraz w "Buntowniku..." był niesamowity, bo grał siebie w rolach do tego stworzonych.

      Ray zaprasza Jima na rozmowę, jeśli tylko "znów będzie miał ochotę komuś przyłożyć albo coś zniszczyć". W dowolnej porze dnia lub nocy. Wychodzi więc Jim uspokojony, a nawet przeprasza swoich starych. Matka rzuca do policjanta "Proszę nie karać Jima, on już zrozumiał swój błąd" - widać, ze matka z kolei nic nie zrozumiała. Babcia "To zawsze był dobry i grzeczny chłopiec", na co Jim reaguje z całym spokojem "Babciu, jeszcze jedno kłamstwo i zamienisz się w kamień".

      I ostatni zgrzyt. Ojciec Jima na odchodnem częstuje Raya cygarami. Ray odmawia. Ojciec nalega, na co wtrąca się matka "Zostaw, przecież pan nie chce !". Do takiego świata 27/7/365 wraca Jim, tęskniący za prawdziwym męskim wzorcem.

      Judy też ma problem z rodzicami. Konkretnie z ojcem. Z płaczem, rozstrzęsiona opowiada Rayowi, jak stary nie akceptuje jej dorastania. Chciała wyjśc ze swoimi znajomymi, ojciec jej zabronił, a potem siłą zaczął ścierać jej szminkę z ust. W ogole, jakby przestał ją kochać, patrzy na nią złym okiem i nie akceptuje jej przyjaciół, a ją samą nazywa "latawicą". Ray sugeruje, że Judy łaziła po nocy żeby zwrócić na siebie uwagę, zemścić się na ojcu, i pyta Judy czy może chciałaby zostać na noc na komisariacie. Ona jednak wybiera telefon do domu. I jest niepocieszona, rozżalona, że Ray zadzwonił do jej matki, aby po nią przyjechała, a nie do ojca. Ojciec miał się dowiedzieć, tego chciała.

      Judy wychodzi, zaraz matka ma przyjechać po nią - gubi lusterko. Jim je znajduje. Zresztą, już wcześniej zwrócił na nią uwagę, bo Judy jest piękna - trudno jej nie zauwazyć. W dodatku, piękna dziewczyna zgarnięta przez nocny policyjny patrol, to potencjalnie dobra partia dla niesubordynowanego chłopaka.

      John aka Platon jest sierotą. Ojciec i matka rozeszli się, Platon został przy matce - na swoje nieszczęście, bo mamuśka ciągle wyjeżdza, śmiga, lata, a on jest pozostawiony sam sobie. I ogromnie tęskni za ojcem, któremu wciąż wymyśla nowe tożsamości, które łączy jedno : jego ojciec to bohater zdobywający świat.

      Platonem opiekuje się czarnoskóra tęgiej postury gosposia, tak samo załamująca nad nim ręce i nie mająca pojęcia o młodzieńczych lękach i potrzebach, co rodzice Jima. Kropka w kropkę.

      Jim i Platon mają okoliczność przez moment. Kiedy w poczekalni gosposia zauważa, że Platonowi jest zimno, Jim zdejmuje swoją marynarkę i chce ją dać Platonowi, który z nieufnością odwraca się bokiem. Potem Jim puka do niego przez szybkę, kiedy Platon siedzi w pokoju przesłuchań, i dopytuje się, dlaczego Platon nie chciał przyjąć podarunku.

      Tak czy owak, cała trójka rozchodzi się do swoich domów.

      A rankiem dnia następnego, Jim odkrywa, że Judy jest jego sąsiadką. Widzi ją z okna, kiedy ta wychodzi do szkoły. Oczywiście biegnie za nią, próbuje nawiązać rozmowę. Judy jest inna niż ta rozpłakana, delikatna dziewczyna na komisariacie - teraz pozuje na pewną siebie, a nawet lekko prowokacyjną. Zwłaszcza od kiedy Jim mówi, że widział ją n
      • pepsic Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 21.09.14, 12:44
        Sorki, że wchodzę w słowo. Właśnie się zastanawiam, czy nie obejrzeć "Buntownika...", bo jest okazja w moim kinie i w końcu klasyk.
        • grek.grek Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a ca 21.09.14, 17:14
          wchodzi wersja odnowiona ? własnie coś czytałem gdzieś o tym. i porzuciłem wahanie między dwoma innymi filmami własnie po to, żeby strzelić coś o "Buntowniku", którego jeszcze nigdy nie omawialiśmy.

          nie zastanawiaj się, Pepsic, idź jak w dym :] świetna atmosfera, ustawi Ci to bardzo ciekawe widzenie świata na wieczór. takie... odium dobre. mimo że to dramat w samej swej istocie. James Dean gra kapitalnie, a ja bym powiedział, ze wcale nie gra, tylko po prostu sprzedaje na ekranie samego siebie. dzisiaj takiej bezbrzeżnej szczerości ekranowej z trudem można uświadczyć. no i Natalie Wood jest piękna zupełnie.
      • grek.grek "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause"] 2 21.09.14, 13:27
        ... zwłaszcza od kiedy Jim mówi, że widział ją na komisariacie, i zadaje pytanie "Czy wszystko w porządku już ?". Ten rodzaj troski w głosie z jednej strony zwraca uwagę Judy, a z drugiej prowokuje ją do pozy. Kiedy Jim pyta o to gdzie jest szkoła [to jego pierwszy dzień w nowym liceum, ojciec głupkowato go podbudowuje "Daj im popalić, jak ja kiedyś", a matka i babka kłóca się o to, która mu śniadanie przygotowała...], a potem proponuje, że podwiezie Judy, ona odpowiada że woli jechać ze swoją "paczką". Jim ma okazję poznać jej chłopaka, Buzza Gundersona :
        www.youtube.com/watch?v=OqGDrugXV5g
        Pyta o drogę do liceum, a cała ekipa w samochodzie Buzza wpada w kakofonię i dla jaj kieruje go w rózne strony. Tutaj James Dean wykonuje swój klasyczny gest : wolno się odwraca, z jakimś znużeniem czy zmęczeniem, a potem nagle przyspiesza, odpala i odjeżdza. Podobny styl Dean sprzedaje w wielu scenach, jak bokser który bada teren lekkim lewym prostym, odchyla się, a potem nagle strzela sierpem z prawej.

        Przy okazji, w rozmowie Judy mówi do Buzza "Dobrze że cię wypuścili. Całe szczęście, że tamten przeżył", co wskazuje że Buzz też jest notowany :]

        Szkoła. 50's, znacie te klimaty filmowe :]
        Jim od razu podpada. Wszyscy wchodzący po schodach z pietyzmem omijają wmurowane w chodnik godło szkoły [co za osioł projektował w ten sposób ?]. Tylko Jim w nie wdeptuje. Od razu zaczepia go straż szkolna i zwraca uwagę. Jim przeprasza, tłumaczy że jest nowy i nikt mu nic nie powiedział. Strażnik rozumie, ale... ekipa Buzza i Judy nie bardzo - kiedy Jim się odwraca, napotyka ich stojących na wyższych stopniach schodów i gapiących się na niego w mało przyjaznym milczeniu.

        W samej szkole też nie bardzo umie się znaleźć. Plącze się w poszukiwaniu swojej klasy tak długo i bezowocnie, że w końcu ukrywa się w toalecie męskiej. Na korytarzu zauważa go Platon, i jakby żywiej reaguje. Poznaje Jima oczywiście, to ten chłopak który chciał mu dać własną kurtkę, żeby było mu ciepło. Drobny gest, ale dla chłopaka tak osamotnionego i wyglądającego ojca i przyjaciela, jak Platon - nieoceoniony.

        Po południu odbywa się wycieczka do Planetarium. Na sali głównej starszy jegomośc wykłada teorię o końcu świata z fizyczno-chemiczno-kosmologicznej perspektywy, a towarzystwo siedzi na fotelach i wpatruje się w gigantyczny ekran nad nimi pokazujący bezkres kosmosu. Znacie ten obrazek :]

        Ekipa Buzza i Judy zaczyna sobie żartować - kiedy prelegent mówi coś o "gwiazdozbiorze Raka" Buzz udaje ręką raka i w ten sposób rozbawia towarzystwo. Jim siedzi za nimi i też go to bawi - kiedy zatem w wykładzie pojawia się "gwiazdozbiór Byka", Jim odzywa się głośnym "muuuuu !". Ewidentnie jest to obliczone na zaskarbienie sobie sympatii, ale reakcja jest odwrotna - ekipa między sobą, tak żeby Jim słyszał, śmieje się z niego - "o, mamy komika... pewnie twardziela, walczy z krowami". Nieudana próba. Z sąsiedniego fotela nachyla się do Jima Platon i powiada do Jima, że "to ważniacy" i że z Buzzem i resztą cięzko się zakolegować. Jim na to "Wcale tego nie chcę". Ale widać, ze chce. Chce przynależeć. Jak każdy nastolatek.
        www.youtube.com/watch?v=4AfJXWWGsmA
        Prelekcja kończy się symulacją wybuchu, w który rozpada się Ziemia, a wykładowca beznamiętnym głosem oznajmia "Koniec. Nikt nie odczuł zniknięcia małej Ziemi. Nikomu w bezkresnym Kosmosie jej nie brakuje, a istnienie samotnej jednostki ludzkiej nie ma znaczenia wobec ogromu Wszechświata". Po zapaleniu na sali świateł okazuje się, że Platon schował się pod krzesło :] Jim mówi do niego "Już po wszystkim. Ziemia się rozpadła", na co Platon "Co on tam wie o samotności człowieka...".

        PO wyjściu z sali ekipa Buzza wpada na koncept, żeby "dać nauczkę panu Muuuu", Platonowi udaje się podsłuchać ich namawianki. Biegnie do Jima z ostrzeżeniem. JUż w tym momencie traktując go jak kogoś wyjątkowego.

        Jest świetna scena, kiedy Jim widzi Buzza wychodzącego z planetarium przez barierki. BUzz siedzi na nich, ale jakby czekał i dawał znak : chodź za mną. Jim uważnie go obserwuje, a za Jimem podąża jak cień Platon.

        Buzz na chwilę znika, a Jim spędza chwilę na czymś w rodzaju balkonu przy Planetarium. Stoi tam z Platonem i patrzą na rozciągającą się panoramę podmiejską. Platon pokazuje mu majaczący w oddali stary duży dom. Proponuje, żeby uciekli przed Buzzem i innymi - właśnie do tego domu.

        JIm chyba nawet jest skłonny tam pojechać, ale jest za późno - z kilku chodników i uliczek już idą Buzz, Judy i reszta towarzystwa, w niespecjalnie pokojowych zamiarach. Jim cofa się zatem i zostaje na miejscu.

        A oni prowokacyjnie siadają na jego samochodzie. I cały czas go obserwuję, a on siedzi na murku bokiem do nich, lecz zezuje wyraźnie. I czuć, jak narasta ciśnienie :] Kiedy Jim nie schodzi by ich odgonić, Buzz idzie dalej - wyjmuje nóz i głaszcze nim oponę samochodu Jima, a potem mocnym ciosem przebija. Rewelacyjny jest ten moment - kiedy Buzz zadaje cios oponie, Judy gwałtownie rzuca spojrzenie na Jima, "jak zareagujesz na to ? co zrobisz ?" - kapitalny jest ten moment w wykonaniu Natalie Wood i... montażysty :]

        Ta scena jest w linku powyżej, jak zdązyliście zauważyć ;]

        Dla Jima to faktycznie za wiele, zsuwa się [znów wolno i leniwie] z murku, by żywym krokiem podejśc do samochodu. ALe nie po to, by dać w dziób Buzzowi, ale... by zmienić koło. Jest zdenerwowany, ale nie dość. Cała ekipa zaczyna udawać kurczaka, sugerując że Jim to tchórz. I tego za wiele. Jim wścieka się zrozpaczony "To mam być ja ?! Cykor ?!". TO słowo go prześladuje. Za to słowo wdał się w bójkę z jakimś chłopakiem, w ostatnim miejscu z którego się musieli wyprowadzić. Buzz podchwytuje "Cykor z ciebie". Jim zamierza się lewarkiem, jak do ciosu, ale zaraz go odrzuca. Stara się odejść od nich, ale nie ma dokąd. Idą za nim. Jim powtarza, że nie chce się bić, ale zdaje się, ze innego wyjścia nie ma. Albo zostanie "cykorem". Dla siebie samego.

        Próbuje Buzza ośmieszyć słownie, mówi do Judy "A ty ? Czemu ty się zadajesz z takim prymitywem ?". Wtedy Buzz go popycha, a za chwilę wyjmuje nóz. Drugi nóz leci w stronę Jima - podnieś i walcz. Jim wzbrania się, ale w końcu musi podjąć wyzwanie. Nie ma dokąd uciekać. I już nie wypada mu.

        Buzz powiada "żadnych pchnięc, tylko "ciachanie" - no i "ciachają", Buzz udaje torreadora, zabawia się, popisuje, ale kiedy Jim na serio go atakuje, porzuca swoje triki i walka jest powazna. Jim zostaje dwa razy zraniony, ale to on w końcu wytrąca nóz Buzzowi i przykłada mu ostrze do szyi. Wygrywa. Nawet jeśli wykorzystał zagapienie się Buzza, po tym jak z drzwi wejściowych wszczął alarm strażnik z Planetarium, który zauważył ich pojedynek na noże.

        www.youtube.com/watch?v=rpm4NGSWH2I
        Przychodzi jakiś człowiek z Planetarium i próbuje interweniować, ale jest już po wszystkim, dziewczyny obłaskawiają go, a niektórzy chłopcy udają niemieckiego służbistę, czym chcą go zdeprymować. A Jim sam z siebie proponuje Buzzowi "rewanż". Buzz wyznacza miejsce : skarpa Millertown, 8 wieczorem. I mówi, że to będzie "wyścig cykorów". Pyta, czy Jim wie o co chodzi. On na to, ze wiele razy w czymś takim brał udział. Kiedy jednak Buzz i reszta znikają, Jim pyta Platona "Co to jest ten wyścig cykorów ?" :]

        W domu Jima znów czeka przykry widok - ojciec w babskim fartuszku w pospiechu zbiera z podłogi jakieś jedzenie z tacy, którą upuścił niosąc mamusi kolację do łózka. Jim śmieje się, ojciec też, ale kiedy Jim mówi "Zostaw, niech widzi", ojciec poważnieje i jeszcze szybciej się uwija ze strachu, że matka mogłaby go przyłapać :
        www.youtube.com/watch?v=vr5f0FPq_78

      • grek.grek "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 3 21.09.14, 14:21
        Kiedy chwilę później Jim zwraca się do ojca z prośbą o radę, a ten usłużnie staje w pozycji "słucham synku" i ma na sobie ten cholerny fartuszek - wiadomo, co będzie dalej. Jim pyta "Co byś zrobił, gdybyś musiał podjąć się niebezpiecznej rzeczy dla obrony swojego honoru ? Poszedłbyś i zrobił czy nie ?". Stary zamiast odpowiedzieć, zaczyna wyciągać kartki, długopisy, ględząc, że najpierw trzeba spisać za i przeciw, podebatowac, a na końcu zasięgnąć czyjejś rady. Tyle że chłopak musi podjąć wybór już teraz.

        Jim nie może słuchac tych pierdół. OJciec wreszcie zaczyna go brać pod włos "Za dziesięc lat będziesz się z tego wszystkiego tylko śmiał". Jim eksploduje "Za dziesięć lat ??!! Ja dziś muszę decydować !".

        Kiedy Jim zdejmuje marynarkę, ojciec zauważa ślady krwi na koszulce. Leci po opatrunki. Ale nadal nie umie Jimowi powiedzieć tego, co Jim pragnie uslyszeć, więc zostawia on ojca, ubiera kultową czerwoną kurtkę i wybiega z domu. Przybiega zaalarmowana matka i słysząc, że Jim wybiegł wzburzony i miał krew na ciele - ochrzania starego, ze mu pozwolił pójść.

        W tym samym czasie w domu Judy odbywa się kolacja. Judy całuje ojca na powitanie, a ten się obrusza, jakby go conajmniej opluła. "Za duża jesteś na takie rzeczy", zwraca jej uwagę, na co Judy odpowiada "Za duża jestem, by kochać własnego ojca ?". KIedy próbuje drugi raz, ojciec prawie ją policzkuje, aż się matka unosi na krześle, choć nie reaguje słownie. Judy jest bliska płaczu, wybiega z domu. Ojciec próbuje ją zatrzymywać, a do matki rozkłada ręce "Nie wiem, co się z nią dzieje...". A mamuśka na to "Taki wiek...". Nic nie rozumieją.

        JUdy i Jim spotykają się w ustalonym miejscu. Oraz kilkadziesiąt innych osób. Wszyscy zjechali tymi starymi amerykańskimi "krowami" ;]

        "WYścig cykorów" - taka zabawka, w której dwóch kierowców pędzi prosto przed siebie w stronę skarpy zakończonej przepaścią. Ten wygrywa, który wyskoczy z pędzącego auta później.

        Na miejscu Jim spotyka Platona. "Jak się tu dostałeś ?", pyta, odpowiedź brzmi "Okazją". "Na egzekucję też byś przyjechał ?" - "Ach, ta moja wrodzona ciekawość..." :]] KIedy Jim pół-wychodzi, pół-wystaje ze swojego samochodu, Platon przypatruje mu się z dołu z takim zaintrygowaniem i oddaniem jakby Elvisa spotkał. Ma swoją father figure.
        [Podobnie Jim był filmowany na komisariacie, kiedy przyjechali rodzice - stoi na wysokim krześle, a oni na dole, zadzierając do niego głowy]

        Pojawia się Buzz. Proponuje Jimowi obejrzenie aut [są kradzione, w końcu ich przeznaczeniem jest rozwałka w przepaści], którymi będą jechać. Rozmawiają. Buzz podaje Jimowi rękę, mówi że go lubi, Jim przyjmuje, ma ten szacunek na którym chyba mu zależało... Wydaje się, że może za chwilę biegać z całą "paczką". Pyta Buzza "Po co to robimy ?", odpowiedź brzmi "Bo coś trzeba robić". Sygnał kompletnej pustki ? Beznadziei ? KLęski społecznych instytucji wychowawczych ? A może zwyczajny młodzieńczy kryzys ? :
        www.youtube.com/watch?v=jH77RjQqsKI
        KIedy rozmawiają, na drugim planie Judy podpytuje Platona o JIma. Jest nim wyraźnie zaintrygowana. Platon opowiada o nim z przejęciem "To mój najllepszy przyjaciel. Mało mówi, ale kiedy mówi, to zawsze można mu wierzyć. Jest szczery. Latem zabierze mnie na ryby albo na polowanie. I nie będzie się ze mnie śmiał, kiedy coś mi się nie uda. Ma na imię Jim, przyjaciele mogą mu mówić Jamie". JUż widac, że Platon znalazł ojca w koledze szkolnym, a Judy się zakochała.

        Przed rozpoczęciem wyścigu Buzz prosi Judy o ziemię, aby mógł rozterzeć ją w dłoniach, co by się na kierownicy nie ślizgały. I o pocałunek. Jim prosi ją także, a ona podbiega z ochotą "Ja też...", zaczyna Jim, ona pytająco, a on "... chcę trochę ziemi". Czy chciał powiedzieć "Pocałuj mnie także" ?

        Judy daje znać, zapalają się światła, co kamera pokazuje z góry. I oba auta ruszają w stronę przepaści. Zdenerowowany jak cholera [ale próbujący to ukryć w kapitalnym lekceważącym geście ręką na objaśnienie Buzza na czym zabawa polega] Jim czeka do ostatniej chwili. Kilka metrów przed przepaścią wyskakuje z samochodu. Buzz podjął taką decyzję wcześniej niż on, ale rękaw jego kurtki zahaczył o uchwyt do otwierania szyby i rozpaczliwie szamocząc się z nim Buzz nie jest w stanie wyskoczyć z auta i wpada w przepaśc. Auto roztrzaskuje się na skałach.

        www.youtube.com/watch?v=u7hZ9jKrwvo
        Całe towarzystwo, zszokowane wydarzeniem, rzuca się na skraj przepaści patrząc w mrok, Jim dobiega uśmiechnięty sądząc, ze Buzz gdzieś tu jest... Za chwilę moze tu być policja, więc czym prędzej auta kibiców odjeżdzają. Najdłużej nad przepaścią stoi Judy, aż w końcu przyjmuje rękę Jima i Platona i daje się stąd zabrać.

        JIm odwozi ją pod dom i oddaje jej znalezione na posterunku policji lusterko. Kiedy znika Judy Platon proponuje mu znowu wyjazd do tego starego opuszczonego domu niedaleko Planaterium. Snuje plany, że bedą rozmawiać długo, a rankiem zjedzą razem śniadaniem, "jak kiedyś z ojcem"... Jim mu przerywa "Nie jestem twoim ojcem". Przekonuje Platona, ze powinni już pójśc każdy do siebie. Na wszelki wypadek Platon zapisuje sobie w notesie adres domu Jima.

        Ojciec Jima śpi na fotelu, telewizor śniezy po zakończeniu programu. Cóż, stary czekał na niego... Jim kładzie się na sofie, ofk głową w dół. W tej pozycji widzi matkę wkraczającą do pokoju, z pytaniami, dokąd Jim poszedł i po co. Kiedy oboje starzy dowiadują się, ze "ten wypadek o którym mówili w radio" odbył się z udziałem Jima - wpadają w popłoch.

        Jim chce pójśc na policję i powiedzieć wszystko. Zrobić coś przyzwoitego, prawdę wyznać. Teraz starzy go przekonują, ze "Za mały kompromis nikt cię nie potępi, jesteś zbyt wielkim idealistą" i po co ma się wychylać, skoro inni na pewno będą cicho siedzieć. Jim miota się po pokoju, cały rozemocjonowany, wzburzony ich niekumacją. Doskonały, kapitalny fragment w wykonaniu Deana. Tłumaczy im swoje motywy, że honor, że "cykor", że może ma dośc już udowadniania czegokolwiek, że mozę raz powinien zrobić coś dobrego, ale oni w takim momencie nie chcą mu udzielić wsparcia.

        Rodzice ofk nie mogą się na boku nie kłócić o to, kto winien całej sytuacji [wg matki - ojciec]. Jimowi pęka głowa i tzw. serce. Wreszcie zbiera się cały w sobie, i siląc się na spokój zwraca się do wprost do ojca "Tato, chcę iśc na policję, POPRZYJ MNIE, TATO - BĄDŹ PO MOJEJ STRONIE". Powtarza to wiele razy, ale ojciec milczy, na klęczkach ściskając opadającą do kolan głowę i nie mogąc wydobyć słowa. Jim eksploduje - rzuca się znienacka na bezsilnego starego, dusi go, tarmosi nim. Matka wrzeszczy, zeby przestał, bo zabije własnego ojca. Jim odpuszcza, wybiega z domu rozbijając kopem jakiś rodowy portret leżący przy drzwiach. Starzy za nim, a potem patrzą na siebie pod tytułem "WTF ???"

        www.youtube.com/watch?v=IVkKj0PTmHg
        Mocna scena, w której Dean rozsadza ekran swoją energią. NIetrudno zrozumieć, dlaczego wówczas, i później, tak wielu rozczarowanych światem i otoczeniem ludzi utożsamiało się właśnie z nim.

        POd posterunkiem policji Jim napotyka kolegów Buzza. Sądzą oni, że Jimmy zjawił się by ich zakapować. NIby wszystkich przesłuchują, ale... jakoś nie chcą wierzyć, że jest on tutaj rutynowo.

        A w istocie Jim przyjechał skontaktować się z Rayem Fremickiem. NIe zastaje go jednak, Ray ma jakieś zadanie w terenie i jest nieuchwytny w tym momencie. KOledzy Buzza postanawiają załatwić Jima, a on sam wraca pod dom. Zastaje tam siedzącą obok swojej chawiry Judy.

        Ona go wita per "Jamie", co rozbawia Jima "Skąd to wzięłaś ?". Rozmawiają i już nie ma wątpliwości, że są w sobie zakochani. Łączy ich ta sama samotność i odrzucenie, te same zawody i rozczarowania. Ona go przeprasza, że na początku była zołzą, to była poza, kłamstwo, udawactwo w grupie. PIe
        • grek.grek "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause]" 4 21.09.14, 15:23
          4 częśc wysłałem o 15:06 i widzę że się zapisała godzina i post, ale treść się nie ukazała :] coś pięknego. nie wiem, czy mam pisać od nowa, czy czekać aż się wreszcie pokaże, skoro data i numer posta się zapisały. co za akcja, hehe.
          • siostra_bronte Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 21.09.14, 15:33
            O rany, co za pech. A ja tu siedzę i czekam na ciąg dalszy :)

            Greku, na przyszłość na wszelki wypadek kopiuj tekst posta. Przydało mi się to nie raz.
            • grek.grek Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 21.09.14, 16:09
              aż tak ? :]

              dzięki, przy okazji, pochrzaniły mi się podpięcia, # 5 jest pod 6 i 7. mam nadzieję, że jakoś to poskładasz/poskładacie.

              dzięki za zanteresowanie, przepraszam za ten mętlik, ale chyba straciłem na chwilę kontrolę nad tym lotem ;]]
          • grek.grek "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 6 21.09.14, 15:49
            W pokoju na górze Jim i Judy wyznają sobie miłość, i że nigdy już nie będą samotni, i że zawsze na siebie czekali...
            www.youtube.com/watch?v=WL4AaUhn5CA
            W tym czasie trzech koleżków, co szukają Jima, znajduja jego auto zxaparkowane pod domem. A w środku zastają śpiącego Platona, dla którego przebudzenie nie jest przyjemną rzeczą. KIedy tylko widzi, że stoją nad nim z łańcuchami w garści - rzuca się do ucieczki. BIje ich szlauchem w pustym basenie, skacze, koziołkuje, porywa ze sobą pistolet z kurtki. I chowa się. A potem strzela do jednego z nich, strącając go ze schodów. Sam zaś biega po piętrze, dobija się do pokojów z płaczem i woła na pomoc Jima. KIedy zaś zaalarmowany Jim wybiega z pokoju, Platon strzela do niego odruchowo, na szczęscie niecelnie.

            Krzyczy "Zostawiłeś mnie". I wybiega z domu.

            Pod domem jest już policja. Samochód patrolowy, który przejeżdzał obok domu i zauważył dwa stojąće samochody. Wezwał od razu posiłki, diagnozując włamanie. Teraz widzą wybiegającego z domostwa chłopaka z pistoletem. Za nim biegnie Jim, za JImem Judy. Wszyscy troje giną z oczu w lasku rosnących między domem, a Planetarium.

            Yes, Platon biegnie do Planetarium. Policja i strażnik z Planetarium nie zdązają zapobiec włamaniu, w dodatku Platon do nich strzela.

            W lasku Judy przestrzega Jima, że przecież Platon do niego strzelał, ale Jim jest zdeterminowany by ratować przyjaciela, który najwyraźniej doznał szoku z nadwrażliwości. "On mnie potrzebuje, on NAS potrzebuje. Obojga. Chciał byśmy zastąpili mu rodzinę, rodziców", tłumaczy Jim Judy i ona wreszcie to rozumie. POlicja już jest pod Planetarium. Jim i Judy ryzykują postrzał wbviegają do środka.

            Na miejscu jest też Ray Fremick z rodzicami Jima [po pamiętnej kłótni w domu Starkowie wydzwaniali wszędzie za synem, w takim teledyskowym ujęciu widac, ze rodzice Judy oraz gosposia Platona też dzwonią]. I gosposia. Rodzice rozpoznają Jima wbiegającego do Planetarium.
          • grek.grek "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause]" 7 21.09.14, 16:02
            W środku Jim szuka Platona, woła go, namawwia by się pokazał. I wyrasta za jego plecami, z pytaniem "Czy świat się skończy w nocy ?", na co Jim odpowiada "Raczej o świcie"...

            Platon wyrzuca mu, że "Zostawił go" samego. Jim przeprasza, a widząc że Platon nie rozstaje się z pistoletem robi wszystko by mu go zabrać, skłonić do oddania. Platon zgadza się, ale "na moment, bo jest mi potrzebny". Ten moment wystarcza jednak, aby Jim cichaczem wyciągnął magazynek. Oddaje Platonowi pusty pistolet, w czym ten się nie orientuje. A potem daje mu własną kurtkę, widząc że tamtemu zimno - Platon przyciska ją do siebie jak relikwię ;]

            A potem namawia go na wyjście. MÓwi, że na zewnątrz są przyjaciele, którzy chca pomóc. I tak go obłaskawia, że Platon się zgadza, choć z oporami.

            Przy wyjściu jednak znów coś go dopada, boi się świateł policyjnych reflektorów wycelowanych w wejściowe drzwi. Na prośbę Jima Ray FRemick doprowadza do ich wygaszenia. KIedy jednak Platon przestępuje próg, nagle któryś z policjantów, może przypadkiem, znów je zapala - Platon wpada w panikę. Rzuca się w bok do ucieczki, Jim w rozpaczliwym skoku próbuje chwycić go za nogę, w świetle miga pistolet w reku Platona - policjanci strzelają. Platon pada martwy. Jim zostaje na ziemi, załamany i zrozpaczony. "Mam magazynek ! Mam magazynek !", krzyczy.

            Za chwilę policja zabezpiecza ciało Platona, gosposia z klasą lamentuje "Biedaczek, był calkiem sam, nie miał nikogo...". JIm zapina mu kurtkę, "Zawsze było mu zimno". Płacze, ale w tym płaczu nagle zauważa te dwie różne skarpetki Platona i chce się śmiać przez łzy, ale mu nie wychodzi.

            Jest zrozpaczony do granic, obejmuje ojca za kolana, Dean gra to fenomenalnie szczerze. Ojciec, który przed chwilą wrócił z dalekiej podróży - bo przecież zastrzelony chłopiec miał na sobie kurtkę jego syna..., obejmuje go i przyrzeka, że "już zawsze będę stał za tobą, synu, wspierał cię, i będę silny, tak jak chcesz".

            Wreszcie wszyscy zajmują się swoimi sprawami, karetka zabiera zwłoki Platona. Jim trochę dochodzi do siebie i przedstawia rodziom Judy - "Mamo, tato - to jest Judy, moja przyjaciółka".

            I kiedy Jim zabiera ją i idą razem, matka chce coś powiedzieć, ale ojciec jej przerywa. I w tym momencie oboje na siebie patrzą i uśmiechają się ukradkiem.

            The End, uff ;]

            ostatnia scena, choć nie wiem czy cała :
            www.youtube.com/watch?v=wBSEu6j27jo
            i trailer :
            www.youtube.com/watch?v=wXRgAXU1-T4
            jak to ja napisałem w oryginale niewydrukowanym ? ;]
            aha, że mocą filmowej wiązki energii odpuszczam grzechy awansem na rok, wszystkim którzy tutaj dotarli :}] i dziękuję Wam, kłaniam się zamaszyście :]
            • siostra_bronte Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 21.09.14, 17:22
              Dzięki, Greku :)

              Świetnie wszystko opisałeś. Po raz ostatni widziałam ten film dosyć dawno, teraz dokładnie go sobie przypomniałam. Odwaliłeś kawał roboty, brawo!

              Niewątpliwie ten film ma szczególne miejsce w historii kina amerykańskiego, a także w pop kulturze, bo wykreował postać "młodego, gniewnego" i kult Jamesa Deana. Na ekranach królowało wtedy kino "papy" z historycznymi widowiskami i musicalami. A tutaj pojawili się młodzi ludzie, z ich problemami i emocjami, coś nowego i świeżego, bliskiego prawdziwemu życiu.

              Co do samej historii, przeszkadza mi ten czarno-biały obraz świata. Czyli jak to już pisałam nie raz: wszystkiemu winni są "starzy". A dzieci są biedne, niewinne i spragnione miłości. W życiu to nie jest takie proste. Nie raz kłóciliśmy się o to z Grekiem :)

              Postaci rodziców w filmie wypadają wręcz groteskowo. Niczego nie widzą, niczego nie rozumieją. Co zrobią to źle. Cud jakiś, że w ogóle udało im się stworzyć rodzinę. To nie są wiarygodne postaci, ale raczej papierowe figury. Oczywiście, ten film to miał być taki "plakat" z ostro zarysowanym konfliktem pokoleń, taka była tamta epoka. Dużo tu emocji, za mało racjonalnej oceny sytuacji. Ale kiedy teraz ogląda się ten film to jednak przeszkadza.

              Na pewno film jest znakomicie zrealizowany. Niektóre ujęcia pamiętam do dziś. No i James Dean w roli głównej. Jak słusznie napisałeś nie był wybitnym aktorem, na ekranie "grał" siebie. Moim zdaniem zbyt ekspresyjnie, ale taki po prostu był.

              Przy okazji skarpetek Platona, przypomniał mi się program filmowy w tv, dawno temu. Nie pamiętam tytułu, ani kto go prowadził. Jakiś krytyk (Kłopotowski?) przeprowadzał długi wywód na temat ukrytych znaczeń w tym filmie. Skarpetki w tych konkretnych kolorach miały być dowodem na nieokreśloną tożsamość seksualną Platona, o ile czegoś nie pokręciłam :) W ogóle jego imię jest też zastanawiające. W sieci jest zresztą wiele analiz filmu pod każdym możliwym kątem.

              Bo faktycznie jest tu wiele ciekawych wątków. Choćby to poszukiwanie wzoru męskości przez Jima. Gardzi ojcem, który jest pod pantoflem żony. Ale czy alternatywą jest walka na noże i wyścigi samochodowe, które mają udowadniać "męskość"? Inny ciekawy wątek to szukanie figury ojca przez Platona. Różnica wieku jest między nim a Jimem jest tak mała, że raczej powinno chodzić tutaj o przyjaźń, albo i coś więcej, tyle, że reżyser nie miał odwagi pójść dalej.

              Smutne, że trójka głównych aktorów zginęła tragicznie (Sal Mineo został zamordowany), co jeszcze podtrzymuje legendę filmu.

              Przy okazji, tak sobie myślę, że dzisiaj młodzież to już niestety się nie buntuje :) Wyścig szczurów zaczyna się już w przedszkolu. Młodzi chcą mieć jakąkolwiek pracę, choćby i śmieciówkę, a potem chcą się jakoś w życiu urządzić. Tak jak ich rodzice. I trudno mieć do nich o to pretensje.

              To tak na gorąco. Jeszcze raz dzięki, Greku :)


              • siostra_bronte Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 21.09.14, 17:40
                A zapomniałam o jeszcze jednym. Jest tutaj wątek, który brzmi bardzo współcześnie. Cała trójka bohaterów tworzy dla siebie zastępczą rodzinę, bo ich prawdziwe rodziny zawiodły. Nie raz widzieliśmy takie historie we współczesnym kinie. Ale wtedy społeczeństwo nie mogło tego zaakceptować, stąd tragiczne zakończenie.
                • grek.grek Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 21.09.14, 18:19
                  wielkie dzięki, Siostro, za obszerny komentarz i frapujące uwagi. nie zdążę dzisiaj odpisać, i aż żałuję :] ale jutro na pewno, na co już się cieszę :]
                  • siostra_bronte Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a ca 21.09.14, 18:32
                    Nie ma za co. Jakoś mnie tak naszło :)
              • grek.grek Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 22.09.14, 13:28
                raz jeszcze dzięki za pochwały wszelakie, Siostro :]

                hah, no tak, sporów m/nami o starzy vs młodzi było już niemało ;]
                mnie się wydaje, że w "Buntowniku..." jest o tyle mniej czarno-biało, że młodzież zdobywa się na refleksję. owszem, nie znajdują zrozumienia i wspólnego języka z rodzicami, ale sami się w sobie szamoczą, i między sobą także. Judy w pewnym momencie mówi "My wszyscy się zagrywamy, pozujemy, nie stać nas na szczerość". oni widzą sami w sobie problem. co nie zmienia faktu, że z pewnością masz rację pisząc, że opozycja międzypokoleniowa jest soczyście zarysowana.

                o yes, James Dean zdumiewa momentami.
                takiej dozy energii i szczerości ekranowej dzisiaj prawie się nie spotyka. a jako, że miałem szczęście i widziałem też "Olbrzyma" & "Na wschód od Edenu" [zagrał tylko w tych 3 filmach], to spróbuję orzec, że nie był to wyjątek. w każdym z tych filmów grał podobne postaci, skonfliktowane zarówno z ojcem [w "Na wschód..." cały czas walczy o szacunek i miłość ojca, który obdarza nią jego starszego brata i żadna aktywnośc Jamesa nie spotyka się z jego aprobata, nawet kiedy James zdobywa majątek na dostawach żywności dla wojska - ojciec gani go za to, że zbija kokosy na wojennej pożodze, kilka scen reakcji Jamesa ma ładunek emocjonalny rzadko w historii kina spotykany] i całym otoczeniem [w "Olbrzymie", słabiej go pamiętam, ale chyba rywalizuje o kobietę, która i tak woli innego, a on się stacza na moralne dno, mimo że zostaje potentatem naftowym, przy okazji odwracając się plecami do całego świata].

                a to ciekawostka z tymi skarpetami :]
                wiesz, mnie się wydaje że dzisiaj jest taka szajba homoseksualna rozkręcona, że wszystko się wszystkim kojarzy. młoda kobieta z krótkimi włosami, to od razu "lesbijka", mężczyzna zbyt przyjaźnie czy z sympatią odnoszący się do innego mężczyzny "gejem zalatuje", a już o "kodach tekstylnych" aż nie wypada wspominać. w innych krajach chłop chłopa może ucałować czy uściskać i nikomu to nie wadzi, a w Polsce od razu można podpaść :]

                yup, to jest jakby clue całego programu.
                Jim poszukuje wzorca zachowania, który zapewni mu uznanie otoczenia.
                mam wrażenie, że chodzi tutaj nie tylko o "męskość", ale i o tak znaną potrzebę nastoletnią jak po prostu aprobata otoczenia.
                Jim jest, jak gros nastolatków, pomiędzy potrzebą buntu, a rażącym w oczy konformizmem, na który gotów jest ten bunt zamienić. gdyby Buzz nie rozbił się spadając z klifu, to zapewne Jim zostałby 34 albo 37 członkiem tej całej paczki Buzza i Judy. wtopiłby się w tłum.

                trudno orzec, czego on szuka tak naprawdę, wg mnie. może dlatego w tytule jest buntownik "bez powodu" ? on nie wie sam dlaczego i z czym się szarpie. z sobą ? z rodzicami ? ze światem ? z kompleksami ? z zasadami ? z niedopasowaniem ? z brakiem wzorców [męskości] ?

                z pewnością zachowanie Platona można odczytywać na rózne sposoby, zwłaszcza biorąc pod uwagę, ze to film z '55 roku, z czasów w których homoseksualizm był skrzętnie ukrywany i wycinany w pień. pozostanie to tajemnicą, jakie były prawdziwe intencje i podteksty. w filmie, wg mnie, Platon po prostu widzi w Jimie idola, przyjaciela, zastępczego ojca, wynika to nie z jego homoseksualnych zapędów, ale z samotności i naturalnego dla wieku poszukiwania męskich wzorców.

                yes, Natalie Wood się utopiła, miała 43 lata. Mineo bodaj 37.

                bardzo celna uwaga, Siostro.
                teraz mamy pokolenie konsumpcyjne. 25 lat prania mózgów reklamą i presją, by mieć rzeczy, bo one decydują o tym, kim się jest, zrobiło swoje.

                z drugiej strony, im większe parcie na konsumpcję i prestiż posiadania, tym bardziej odczuwalne nierówności w dostępie do nich, a tego w Polsce nie brakuje, a nawet będzie tego coraz więcej. na tej bazie w Ameryce i Wlk Brytanii rossły subkultury antykonsumpcyjnego buntu. może i w Polsce coś takiego się urodzi. a może bunt został zastąpiony obojętnością ?
                • siostra_bronte Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a ca 22.09.14, 23:55
                  Pochwały były jak najbardziej zasłużone :)

                  Dzięki za ciekawe uwagi. Faktycznie, może to doszukiwanie się rozmaitych ukrytych znaczeń jest przesadne, ale ten film z pewnością daje pole do rozmaitych interpretacji :) Zresztą z tego co wiem, Nicholas Ray był bardzo ciekawą postacią (niestety, nie znam szczegółów) i krytycy, chcąc nie chcąc szukali w jego filmach jakichś autobiograficznych wątków. Szkoda, że nie widziałam jego innych filmów.

                  Przy okazji, wyczytałam, że w trakcie realizacji filmu Ray miał romans z nieletnią Wood! Jak znam Greka, to wyrazi zrozumienie dla reżysera :) Wood tak się potem rozkręciła, że romansowała też z Dennisem Hopperem (nie wiedziałam, że grał w tym filmie!). Ech, Ci artyści...

                  • grek.grek Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a ca 23.09.14, 15:01
                    cieszę się :]

                    zdecydowanie masz rację. uwaga o wzmożonej czujności poszukiwaczy "tęczowych" śladów była na marginesie; w roku 55 z pewnością nie można było powiedzieć zbyt wiele, więc tutaj wszelkie dywagacje są absolutnie uprawnione.

                    Siostro, ja miałbym popierać romans dojrzałego mężczyzny z nastolatką... ja miałbym popierać..? ja..?!.. oczywiście, że popieram ! ;]]

                    no dobrze - przynajmniej rozumiem, tak jak to zaznaczyłaś w słusznym domniemaniu. Naturalna rzecz, zwłaszcza że dojrzałość emocjonalna 17-letniej dziewczyny i 45-letniego mężczyzny są na zbliżonym poziomie ;]

                    yes !, Dennis Hopper gra jednego z kolegów Buzza Gundersona, którzy w drugiej części filmu wdzierają się do opuszczonego domu w poszukiwaniu Jima. Hoppera najłatwiej rozpoznać w scenie pod posterunkiem policji, zaraz po karczemnej awanturze jaką Jim urządza rodzicom.

                • pani_lovett Re: "Buntownik bez powodu PS 27.09.14, 18:30
                  grek.grek napisał:

                  > wiesz, mnie się wydaje że dzisiaj jest taka szajba homoseksualna rozkręcona, że
                  > wszystko się wszystkim kojarzy.

                  To nie tak, że krytycy filmowi, interpretatorzy filmowi biorą z księżyca tego rodzaju interpretacje, kierując się aktualnie panującą modą (np. "szajbą homoseksualną").

                  Zwykle interpretacji należy szukać w biografii twórcy / biografizm jako metoda, jedna z metod interpretacji filmowej i literackiej! /

                  Przeczytałam na wikipedii, że reżyser filmu, Nicholas Ray pomimo licznych związków z kobietami, czterech żon, był biseksualistą. Zatem coś może być na rzeczy, z tą niepewną tożsamością zaznaczoną przez kolor skarpetek, jeśli na "Buntownika ..." spojrzy się właśnie przez pryzmat biografii reżysera Nicholas Raya, ale także Irvinga Shulmana, który był, jak piszą, współtwórcą Z Rayem, materiału, tekstu , który stał się podstawą scenariusza "Buntownika" .

                  Trzeba byłoby dotrzeć do stosownych informacji, biografii, wspomnień.


                  PS

                  Interpretatorzy dzieł Iwaszkiewicza opierając się na biografii pisarza (zawartych w dziennikach, wspomnieniach, relacjach) dopatrują się w relacji bohaterów powieści "Kochankowie z Marony", Janka, kuracjusza miejscowego szpitala dla gruźlików i Arka, jego przyjaciela, homoerotyzmu, choć w powieści nie ma najmniejszej przesłanki ku temu odczytaniu (czytałam).
                  Iwaszkiewicz, co w jego czasach było tajemnicą poliszynela i powodem do plotek w światku literackim, a dziś jest powszechnie wiadome, miał skłonności homoseksualne i mimo że był żonaty przeżywał liczne fascynacje mężczyznami. Ostatnią jego wielką fascynacją był przyjaciel, Jerzy Błeszyński, który, jak bohater powieści, zmarł młodo na gruźlicę. I to on był najprawdopodobniej pierwowzorem postaci Janka.

                  I stąd też w filmie Izabeli Cywińskiej, drugiej adaptacji "Kochanków z Marony" relacja między bohaterami jest jawnie homoseksualna.


                  :)
                  • pani_lovett Re: "Buntownik bez powodu PS 27.09.14, 19:44
                    > Zwykle interpretacji należy szukać w biografii twórcy / biografizm jako metoda,
                    > jedna z metod interpretacji filmowej i literackiej! /

                    Kierunek interpretacji podpowiada często biografia / biografizm jako metoda, jedna z metod interpretacji filmowej i literackiej! /.
                  • grek.grek Re: "Buntownik bez powodu PS 29.09.14, 14:31
                    ponoć James Dean miał być gejem, i bardzo się z tym szarpał wewnętrznie. ponoć tutaj własnie było źródło jego nerwowego miotania się, jakim obdarzał swoje postaci ekranowe. ile w tym prawdy, któż to wie :]

                    gdyby jednak była w tym jakaś prawda, to by znaczyło, że panowie Ray i Dean w "Buntowniku..." niecnie zbałamucili pana Sala Mineo, a z pani Wood zrobili normalną... przyzwoitkę dla swoich ekranowych zawoalowanych ekscesów :]

                    o yes ad PS... wtedy i teraz zawsze trzeba się mieć na baczności ;]

                    heh, wiesz, Barbasiu - ponoć najwięcej gejów jest doskonale zakamuflowanych w związkach małżeńskich ;]

              • pani_lovett Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 27.09.14, 17:10
                >jakiś krytyk (Kłopotowski?) przeprowadzał długi wywód na temat ukrytych znaczeń w tym filmie. >Skarpetki w tych konkretnych kolorach miały być dowodem na nieokreśloną tożsamość seksualną >Platona, o ile czegoś nie pokręciłam :)

                To ciekawe. Przeczytałam na wikipedii, że reżyser filmu, Nicholas Ra,y pomimo licznych związków z kobietami, czterech żon, był biseksualistą.
                • pani_lovett Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a ca 27.09.14, 17:24
                  Zatem coś może być na rzeczy, jeśli na "Buntownika ..." spojrzy się przez pryzmat biografii twórców / biografizm/ reżysera Nicholas Raya, także Irvinga Shulmana, ale i Jamesa Deana.

                  • siostra_bronte Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a ca 27.09.14, 17:47
                    Ano właśnie. Przy okazji, wypatrzyłam "Buntownika..." w Ale kino 6 października. Może uda mi się zobaczyć.
                    • pani_lovett Re: "Buntownik bez powodu [Rebel without a ca 27.09.14, 18:30
                      Też postaram się znaleźć "Buntownika ...". :)
        • grek.grek "Buntownik bez powodu [Rebel without a cause] 5 21.09.14, 15:38
          Pierwszy pocałunek Jima i uwaga Judy "masz miękkie usta". Wzajemne wyznanie, ze "nie wrócę tam, do tego zoo !/nie wrócę do domu !". Wtedy Jim przypomina sobie o opuszczonym domu przy Planetarium, o którym mówił mu Platon. Postanawiają tam pojechać.

          www.youtube.com/watch?v=I3EJuGAke5E
          W tym czasie trzech gostków posądzających Jima o kapownictwo dopada Platona pod jego domem. Tarmoszą go, szarpią z żądaniem wydania adresu Jima. Platon wyrywa się, ucieka, w sukurs idzie mu czarnskóra gosposia o posturze zapaśnika. Udaje się jej przegonić bandę, ale Platon gubi notes, który zostaje im w łapach. Znajdują w nim wołami wypisany adres domu Jima.

          Platon rzuca się w domu po pistolet matki. Gosposia próbuje go zatrzymywac, ale ten wybiega z domu mamrocząc "Muszę ostrzec Jima !".

          Trzech budrysów robi rumor pod domem Starków, ojciec wychodzi, zestrachany cały, ponaglany przez żonę, uderzając głową w koguta powieszonego za nogi nad drzwiami. Łebki siedzą przy drzewie i pytają o Jima, ale stary sam nie wie gdzie on się podziewa. Odjeżdzają. Zaraz po nich pojawia się Platon i dowiaduje się od ojca Jima tego samego, co tamci. Ale Platon wie, gdzie szukać...

          Jim i JUdy włamują się do opuszczonego domu, a tam sama klasyka - wnętrza, architektura, patio ogromniaste, w światłach świec i księzyca - rewelacyjne wrażenie. Ledwie wchodzą, a już za nimi coś się toczy. To Platon. Ostrzega Jima przed tym, że szukają go, a potem zostaje zaproszony do środka. Zapala lichtarz i niczym oferent nieruchomości oprowadza Jima i Judy udających młode małżeństwo i przedrzeźniających dorosłych. Zwłaszcza w kwestii dzieci. PLaton "NIechętnie witamy tutaj dzieci", a oni "Dzieci ?? Tylko brudzą, krzyczą i zadają pytania ! Chcą rozmawiać. Rozmawiać z dziećmi ?! Trzeba je topić zaraz po urodzeniu !".

          Potem ganiają się przez moment po patio, aż wreszcie siadają na jakiejś kanapie. JIm z głową na kolanach Judy, a Platon na podłodze, pod nimi. Jak rodzina. Platon jest szczęśliwy, "Wiele razy uciekałem tutaj z domu, ale nigdy nie było tak przyjemnie. BO zawsze byłem sam". Wreszxcie zasypia. JIm proponuje Judy zwiedzenie wyższych pięter domu. Nakrywają Platona kurtką, a przy okazji zauważają, ze ma on dwie rózne skarpetki na nogach, co rozbawia ich do łez. "MUsiał miec nerwowy dzień, od rana", życzliwie podsmiewa się Jim.
    • pepsic Polska : Brazylia walczą o złoto! 21.09.14, 12:41
      Wszystkie ręce na pokład, 20:15 Polsat.
      Grek.grek skuś się, dama prosi:)
      • grek.grek Re: Polska : Brazylia walczą o złoto! 21.09.14, 17:15
        a toś mnie...

        co z moimi zasadami i kodeksem honorowym ? :]
        • pani_lovett Re: Polska : Brazylia walczą o złoto! 21.09.14, 17:33
          Jak Damy proszą, to nie można odmówić.
          • grek.grek Re: Polska : Brazylia walczą o złoto! 21.09.14, 18:20
            ale ja Brazylii kibicuję... jaki zatem ze mnie byłby? pożytek ;]
            • pani_lovett Re: Polska : Brazylia walczą o złoto! 21.09.14, 18:26
              Hahaha! :)))
              Nie bój się, jesteś w mniejszości. :)
              • grek.grek Re: Polska : Brazylia walczą o złoto! 22.09.14, 17:47
                no właśnie dlatego trochę się bałem ;]]
                • pani_lovett Re: Polska : Brazylia walczą o złoto! 24.09.14, 14:39
                  Niepotrzebnie. Obroniłybyśmy Cię. ;)
    • pani_lovett Sopklatka "Z pamiętnika położnej" i "Hannibal" 21.09.14, 17:07
      Dziś o 17:55 i 22:00.
      • grek.grek Re: Sopklatka "Z pamiętnika położnej" i "Hannibal 21.09.14, 17:16
        yes, dzięki Barbasiu za zapowiedzi.
        • pani_lovett Dziś o 23:40 w TVPuls powtórka "Hannibala" odc.4 24.09.14, 14:38
          Obejrzałam już powtórkę w necie. A Ty, Greku?

          W odcinku 4 kluczowy jest wątek rodziny i matki...

          Dr Hannibal w swoim gabinecie prowadzi rozmowę z Willem Grahamem, podczas której wychodzą ciekawe informacje na jaw. Zarówno pacjent jak i jego terapeuta nie mieli sielskiego dzieciństwa (a to łączy ich również z Abigail, jak stwierdza dr Hannibal). Will nigdy nie poznał matki. Był biedny. Z ojcem jeździli po różnych miastach "od stoczni do stoczni". Will więc często zmieniał szkołę, "zawsze nowy i zawsze obcy" . Zaś dr Hannibal został wcześnie osierocony przez rodziców, a w wieku bodajże 16 lat został adoptowany przez wujka. "

          Will stwierdził, że rodzina jest dla niego pojęciem kompletnie obcym. Jego rodzina to "bezpańskie psy", które przygarnął, a które podczas jego nieobecności dokarmiał (!) dr Hannibal. Od sceny wizyty dr Hannibala w domu Willa Grahama zaczyna się odcinek.

          Policja prowadzi nową sprawę - zabójstw rodzin, zabójcami są ... dzieci, chłopcy porwani przez kobietę, która poddała ich praniu mózgu, wmawiając im, że ona z nimi tworzy teraz nową lepszą rodzinę!?

          I najciekawsza kwestia, dr Lecter przygotowuje Abigail wykwintną kolację / podobne danie jakie jadała po raz ostatni ze swoimi rodzicami/ wcześniej napoił ją herbatką z psychoaktywnych grzybków, po to, jak jej wyjaśnił, by pomóc jej uporać się ze wspomnieniami (jaki jest faktyczny cel, na razie zagadka). Robi to oczywiście oczywiście bez konsultacji z dr Alaną, która, pech chciał, zjawia się wieczorem u dr Hannibala i zostaj e na kolecję.

          Abigail, nieswoja po grzybkach ( dr Hannibal wyjaśnił, dr Alanie, że to po "valium" , he, he) po grzybkach widzi przy stole zamiast dr Hannibala i dr Alany, swoich rodziców.


          Greku, wciągnęłam się w ten serial. Serio. ;)
          • grek.grek Re: Dziś o 23:40 w TVPuls powtórka "Hannibala" od 24.09.14, 16:24
            oglądałem bezpośrednio :]

            świetnie opisałaś najważniejsze wątki.
            dodałbym tylko, że pani doktor jakoś tak coraz przychylniejszym okiem zerka na pana Lectera, co
            może zwiastować jakiś romansik w zapowiedzi, a jesli on to prowokuje, to znaczy że potrzebuje pani doktor do lepszego kontrolowania Willa, a wie że ma ona dostęp do niego.
            a może odniosłem mylne wrażenie... jak sądzisz, kobiecym okiem ? :]

            Will GRaham coraz ciekawiej się rozwija, jako postać. jak mówił w 1 odcinku, pytany o siebie przez kogoś : "bliżej mi do aspergera niż do narcyza czy socjopaty". ma problem z kontaktami z ludźmi, zapewne przez zakres swojego imginarium, które pozwala mu wczuwać się w zbrodniarzy i ich zachowania.

            bardzo mnie to cieszy, Barbasiu :] trochę mniej rogów jelenich z dodatkami i od razu jakoś strawniej się
            zrobiło, prawda ? :}

            PS : pani Azjatka taka tego... fajna jest, energetyczna, nie ? i celnie strzela, tę samozwańczą mamusię położyła jednym nabojem, mimo że tamta zasłaniała się chłopcem.
            • pani_lovett Re: Dziś o 23:40 w TVPuls powtórka "Hannibala 24.09.14, 16:59
              I nic nie wspomniałeś!?!?

              Prawdę mówiąc, nie zwróciłam na to uwagi. Możliwe. Przyjrzę się w następnym odcinku.

              Heh , prawda.

              Skoro tak mówisz. :)
              • grek.grek Re: Dziś o 23:40 w TVPuls powtórka "Hannibala 25.09.14, 13:36
                sądziłem, że mistrzostwo świata siatkarzy będzie takim wydarzeniem, że wzmiankowanie wszelakie o jakichkolwiek innych telewizyjnych historiach, zginie marnie ;]
                • pani_lovett Re: Dziś o 23:40 w TVPuls powtórka "Hannibala 25.09.14, 15:29
                  No tak, racja.
    • maniaczytania Siatkówka 21.09.14, 23:00
      to co? napiszę to?

      POLSKA MISTRZEM ŚWIATA!!!
      • pani_lovett Re: Siatkówka 21.09.14, 23:35
        Nie inaczej, Maniu. :)))
        Gratulacje! Siatkarze byli dziś i w całym turnieju fantastyczni!
      • grek.grek Re: Siatkówka 22.09.14, 17:51
        stawiałem na Brazylię :]
        na szczęście nie pieniądze, hehe.

        gratulacje.

        pamiętacie jak przed turniejem pan trener zebrał krytykę za odsunięcie od zespołu tzw. najlepszego zawodnika ?
        okazuje się, że wiedział co robi :]
    • grek.grek "Anatomia zbrodni [Trespass]" 2011, via Puls 22.09.14, 16:20
      Oglądaliście może ? :] [w sobotę leciał, chyba]

      Pomysł na scenariusz sprawdzony : luksusowa chałpa gdzieś na bogatym przedmieściu, otoczona wysokim płotem, w środku monitoring, elektronika, alarmy i inne cuda. W środku trzy osoby : mąz, który jest handlarzem drogocennymi kamieniami, żona, która leży i pachnie oraz nastoletnia córka. Za chwilę, wbrew matce, córka wymyka się na imprezę. A zaraz po córce pojawiają się goście - trzech rabusiów i pani rabusiowa, w przebraniach policjantów, którzy załatwili sobie wstęp przekonując pana domu, że "w okolicy było włamanie i sprawdzamy wszystkie domy".

      I teraz zaczyna się to, co znamy dośc dobrze - rabusie w kominiarach wyciągają karabiny, celują w zaskoczonych domowników i żądają dostępu do domowego sejfu, bo tam - wg ich informacji - musi być szmalu jak lodu. To jest pierwsze 25 minut.

      Po reklamach wiadome są dwie rzeczy : a] córka wróci i dostanie się w łapy bandziorów, b] sterroryzowani domownicy będą musieli się zastanowić, czy oddać kasę i narazić się na śmierć, czy upierać się stanowczo i również narazić się na śmierć, z gościnnym udziałem tortur.

      Pierwszy punkt w całości się materializuje. Córka wraca, bo na imprezie kolega od razu chciał ją kokainą częstować. Punkt drugi zjawia się równie ochoczo, tyle że nic się w nim nie zgadza.

      Oto znienacka okazują się różne dziwne rzeczy : jeden z bandytów zakochany jest w pani domu, a oprócz tego jest psychotykiem. Jego brat, szef całej grupy, mataczy w sprawie motywów działania całej szajki. Trzeci z grupy, to nie tyle jej częśc składowa, ile obce ciało, które nadzoruje pracę dwóch pozostałych. Pani rabusiowa jest dziewczyną szefa grupy, jest na haju, głównie zajmuje się przebieraniem w sukienki z szafy pani domu oraz eksponowaniem tatuaży.

      Pada sugestia, że pani domu ma romans ze swoim wielbicielem. Znają się, bo wielbiciel wynajął się wcześniej u nich do jakiejś pracy technicznej. Kamera ich sfilmowała jak się całują. Wielbiciel pani domu nie pozwoli jej skrzywdzić swoim kompanom, czym utrudnia ewentualne przypieranie do muru pana domu. Szef grupy próbuje z panią domu negocjować i na boku ubić interes. Przy okazji bandziory kłócą się kuriozalnie pomiędzy sobą, a nawet okładają i strzelają do siebie.

      Państwo domownicy co i rusz próbują ucieczki i zawsze muszą wpaść w łapy prześladowców, oczywiście pani domu jest traktowana nieco lżej, chociaż i tak dostaje po twarzy parę razy. Pan domu obrywa, ale za chińskiego boga nie chce podać szyfru do sejfu. A przestępcy albo mu opowiadają, ze "potrzebują kasy na operację nerki [ich] matki", albo grożą mu bez przerwy, przez co każdy kto zna regułe "Pies, który szczeka nie gryzie" zdaje sobie sprawę z tego, że i tak nic mu nie zrobią, no może walną po po łapach i złamią palce. A podobno człowiek ma ponad 200 kości. Jest co łamać, zwłaszcza gdy się desperacko potrzebuje pieniędzy... ;] Panowie są tak rozpaczliwi, że nawet po kolei z kominiarek wyskakują, i to bez żadnych widocznych powodów.

      W tle jest strzykawka z rzekomym środkiem usypiającym, który sprawcy mają zaaplikować domownikom, żeby zasnęli spokojnie po oddaniu im kamieni szlachetnych z sejfu.

      Pan domu kombinuje jak koń pod górę : a to że cenne kamienie z sejfu są znaczone i nie do sprzedania, a to, że w ogole on nic nie ma, bo jest bankrutem, został wycyckany z interesu i od miesiąca udaje, ze pracuje. Albo gościu rzeczywiście jest goły, albo kłamie przed nimi, albo kłamie... przed żoną, bo ma na oku rozwód i chowa kasę, zeby nie poszłą do podziału sądowego. Szpiegujący go jeden z napastników widział jak inkasuje on walizkę pełną kasy na jakimś parkingu. A zatem - musi mieć kasę albo kamienie.

      W końcu ni cholery przestępcy nie mogą się dobić o te kamienie czy o kasę... A mimo że są max potrzebowscy, to po najbrutalniejsze środki przymusu nie sięgają, bo zapewne są wierzący ;] Wśród nich się kitwasi, bo nagle między braćmi wyrastają nieporozumienia i możliwe,że jeden brat drugiego sprzedał u bossa mafijnego, de facto dla którego wykonują ten skok. A to znów córka wpada na koncept, żeby bandziory obrobili tego jej kolegę od kokainy, bo on ma 200 tys, które podprowadził staremu [fakt, ma, pokazywał jej]. Oni się zgadzają i wysyłają z nią panią rabusiową, która ma udawać jej koleżankę i wejśc na imprezę, by wyjśc ze zrabowaną kasą. Jak się domyślacie, dzielna córka załatwi panią rabusiową na cacy.

      A to znów policja się dobija, bo domownicy uruchomili alarm, kiedy próbowali ucieczki, ale gdy policjantka z centrum ochrony wydzwania, to oni są już złapani w komplecie i z przystawionymi do skroni pistoletami muszą ją jakoś spławić, żeby nie wysłała patrolu. NIby się udaje, ale za kwadrans okazuje się że jednak patrol jest w drodze i wg zasad musi do niego wyjśc któryś z domowników i osobiście poinformowac że alles gutes. Który z domowników, skoro pani domu oberwała po twarzy, a pan domu ledwie żyje i jest kilkakrotnie ranny ? Sami rozumiecie... los jednoosobowego patrolu jest przesądzony :]

      Finał zaś, to już kompletna jazda bez trzymanki. Uwaga spoilery : kasa się znajduje, przypadkiem, mąz ją zamelinował w garażu; wszyscy przestępcy przenoszą się na łono Abrahama, jako ostatni ten zakochany w pani domu adorator, który tylko po to wszedł w ten napad, żeby zabrać kasę i ją ze sobą, wierząc z całych sił, że i ona jest w nim zakochana [nie mieli ze sobą romansu, kamera pokazała jak on ją całuje, a ona nie ucieka, kiedy stoją na patio, ale w retrospekcji okazuje się, ze jak tylko zniknęli z oka kamery, to ona jednak przerwała i poprosiła żeby wyszedł, mimo że ewidentnie gośc się jej podobał]; a wszystko ostatecznie topi się w efektownym pożarowisku, kasa też. ZOstaje tylko rodzina. Na swoim ;]

      Scenariusz, w którym są 2-3, no 4 twisty zwykle jest lepszy od takiego, w którym są 234 twisty. Aby twist miał moc rażenia nie może być stałym punktem programu, wtedy każdy kolejny przestaje być zaskoczeniem i traci rangę. Tutaj twistów jest 235 i prowadzą one w coraz większy galimatias powiązań, ukrytych motywów, niedopowiedzień, z których ostatecznie wynika coś zupełnie innego niż początkowo można było sądzić. Na pozór efektowna układanka, w istocie brakuje tutaj myśli przewodniej. W dodatku, panowie bandziorowie zachowują się jakby chcieli, a nie mogli, albo się wstydzili. Niby jest to jakoś uzasadnione, niby to się trzyma kupy, kiedy wziąć pod lupę wszelkie niuanse, problem w tym że z tego niuansowania wychodzi nieprzekonująca, tracąca z czasem energię i dynamikę akcja.

      A teraz uwaga, Czcigodni : panią domu gra Nicole Kidman, a pana domu Nicolas Cage, plus Ben Mendelsohn [świetna rola w dobrym "Królestwie zwierząt", które swego czasu omawialiśmy; gra herszta rabusiów :] Reżyserem jest Joel Schumacher, który jakby nie było zrobił "8 mm", "Upadek", "Linię życia", "Telefon" czy "Czas zabijania", thrillery jeśli nie świetne, to przynajmniej udane i solidne. Szkoda zwłaszcza Kidman, która wygląda jakby zabłądziła do nie swojej bajki.

      Jakkolwiek oceniać ten film, TV Puls się rozkręca, może za rok puszczą coś naprawdę dobrego :]

      www.youtube.com/watch?v=rTn9Fen6g8g


      • grek.grek "Anatomia strachu [!] [Trespass]" 2011, via Puls 22.09.14, 16:23
        strach... zbrodnia... w sumie, pojęcia bliskoznaczne ;]]

        wybaczcie utrudzonemu :]
      • pani_lovett Re: "Anatomia strachu[Trespass]" 2011, via Puls 24.09.14, 14:52
        Nie oglądałam. I pozostanę tylko przy Twoim opisie.

        No cóż, nawet ceniony reżyser z grupą świetnych aktorów nie stworzy dobrego filmu, jeśli scenariusz jest kiepski i przekombinowany (co za dużo /twistów/ to niezdrowo, to prawda), nie raz o tym mówiliśmy.
        Przynajmniej Nicole Kidman, Nicolas Cage i Ben Mendelsohn sobie zarobili. ;)

        • grek.grek Re: "Anatomia strachu[Trespass]" 2011, via Puls 24.09.14, 16:17
          w bezpośrednim oglądzie czasami można się wciągnąć ;]

          o yes, zapewne 2/3 budżetu poszło na pensje dla tych, którzy dali nazwiska na plakat, żeby produkt sprzedać. miejmy nadzieję, ze wszyscy zarobili ;]]
          • pani_lovett Re: "Anatomia strachu[Trespass]" 2011, vi 24.09.14, 17:01
            I dobrze.

            Tak. :)
    • siostra_bronte Serial "Fargo" w Ale kino! 22.09.14, 23:12
      Widziałam dzisiaj krótką, kilkusekundową zajawkę. Kompletne zaskoczenie! Od 19 października w niedziele o 20.00. Świetna wiadomość!
      • pani_lovett Re: Serial "Fargo" w Ale kino! 23.09.14, 20:30
        O! Świetnie! Bronte, liczymy na Twoje wrażenia. :)
        • siostra_bronte Re: Serial "Fargo" w Ale kino! 24.09.14, 19:30
          Barbasiu, Greku, mam nadzieję, że będzie o czym pisać :) Staram się podchodzić bez zbytniej ekscytacji, bo nie raz już się człowiek rozczarował.
          • pani_lovett Re: Serial "Fargo" w Ale kino! 24.09.14, 23:27
            I bardzo dobra postawa. :)
      • grek.grek Re: Serial "Fargo" w Ale kino! 24.09.14, 12:18
        film jest znakomity, kiedyś omawialiśmy go. klasyka gatunku i możliwe że najlepsza pozycyja w dorobku Coenów.

        seriale nawiązujące do tak świetnych filmów zawsze są ryzykowne, wg mnie. "Dziecku Rosemary" nie pomogła nawet Agnieszka Holland, a to dlatego ze scenarzyści ambitnie postanowili się uniezależnić od oryginału i zrezygnowali z niedmówień i niejasności interpretacyjjnych, które były całą jego siłą, stawiając na wprost okultystyczny charakter całej historii. klapa :]

        mam nadzieję, że ten serial potraktuje oryginał bardzo luźno i nie będzie np. w głównej roli pani policjantki w zaawansowanej ciązy, poruszającej się drobnymi kroczkami i ciągle telefonującej do męża ;]

        Siostro, udanej projekcji życzę Tobie, a nam - żebyś nakarmiła nas treściwymi recenzjami kolejnych odcinków :]
    • grek.grek "Boulevard Voltaire" teatr w TVP1 23.09.14, 14:43
      oglądaliście ?

      Paryż, kamienica przy tytułowym B.V.
      Pani jest po 60-tce - polska Żydówka, z kraju wyjechała w latach 50-tych, wdowa [mąż był dyplomatą chyba], koneserka muzyki i malarstwa, które gromadzi zapamiętale, a mieszkanie z klasą oraz gosposią. Kiedy psuje się kran z zlewie, znajoma poleca jej usługi pewnego pana - hydraulika, Polaka.

      Pani go wydzwania, a na miejscu okazuje się, ze pan nie tylko umie wymienić uszczelkę, ale i ma dobre maniery oraz niezgorszą wiedzę o sztuce - pani puszcza płytę, a on wie, kto tak pięknie gra; widzi na ścianach obrazy, i od razu wie, kto je namalował i z jakiego okresu w malarskiej historii pochodzą, oraz co ten okres charakteryzuje. No i umie się zachować jak milord jakiś, a zarazem nie ma w nim ani cienia pretensji. Zadziwiona i oczarowana pani zaprasza go na pokoje, gdzie świetnie im się ze sobą rozmawia. A potem zaprasza go ponownie, wymyślając jakąs kolejną przeróbkę w domu, aby mieć pretekst do porozmawiania, a potem to już on ją zaprasza - na koncert, czyli właściwie na randkę.

      I pan się okazuje być wszystkim tylko nie hydraulikiem. Z hydrauliki, to on najwyżej uszczelkę albo kolanko umie wymienić i tak sobie dorabia do wypracowanej w pocie czoła francuskiej emerytury. W istocie ma wykształcenie wyższe [hungarysta], z zamiłowania jest poetą, a wcześniej był działaczem Solidarności, który wskutek życiowych pokręconych losów wylądował we Francji, gdzie zastał go stan wojenny. DO Polski nie wrócił, jakoś się tutaj zagnieździł.

      Znajomośc efektownie się rozwija, a jej sednem są długie rozmowy na temat zyciorysów własnych bohaterów. W międzyczasie pani spławia nieco zarozumiałego jegomościa w czerwonej apaszce, konkurującego o jej względy i otwarcie proponującego małżeństwo, szumnie opowiadając, że jak połączą swoje kapitały, to "mogą zdziałać wiele dobrego". Ją to zaskakuje, gośc sądzi, że ta wymowna mina, to raczej efekt konfuzji, w jaką ją wprowadził :] W istocie jest to hazardzista, golec, bez kapitału, ale za to zapewne kapitału potrzebujący jak kania dżdżu ;]

      Jak już jest bardzo ładnie i pięknie, a nawet w sugestii nastąpiła konsumpcja znajomości, bo przecież pani ciągle atrakcyjna, a pan niekulawy, to się zjawia się córka pani dobrodziejki [córka dodrapała się stanowiska generała w izraelskiej armii, i też jak generał się zachowuje, czyli sztywno, mówi krótkimi komunikatami, trochę bezdusznie i bezbarwnie, jak to żołnierz] zaalarmowana informacjami "na mieście", że "leciwa" matka ma absztyfikanta. Córka się martwi, że to może być jakiś naciągacz, i że generalnie Żydzi nie powinni wiązać się z gojami, zwłaszcza z Polandu rodem. Matka ofk broni swojego przyjaciela i organizuje obiadokolację, podczas której córka tak się do niego przekonuje, że nie ma mu za złe nawet tego, że w ramach prezentacji swojej twórczości wierszowanej bezczelnie przeczytał wiersz Staffa.

      I kiedy wydaje się, że jest bardzo cacy, to następuje - pac po glacy. Kłótnia. Oczywiście o stosunki polsko-żydowskie, o historyczne zaszłości między narodami, o to czy pan mógł zrobić w życiu więcej niż mu sie udało, o wyższość jaką pani być może odczuwa wobec pana z uwagi na jego poślednie osiągnięcia życiowei i polską narodowość, a wreszcie o to, że pan jest byłbym alkoholikiem. Pan się po raz pierwszy denerwuje, rzuca o ziemię smażonym dla pani omletem i wychodzi w cholerę.

      Ale tak ciepła i miła sztuka nie może się skończyć zerwaniem. Pan wychodzi, ale metr za drzwiami już żałuje, że się uniósł. Pani rzuca jakimś słoikiem z dżemem o drzwi po jego wyjściu, ale też jest jej przykro, że tak prowadziła tę rozmowę, że nadepnęła nią na jego czułe punkty. I tak stoją oboje, aż wreszcie znów spotykają się w ostatniej scenie, kiedy idą sobie pod rękę jakąś boczną uliczką, w efektownych okolicznościach zabudowy. Jesli przetrwali pierwszą burzę, to już dobrze wróży - taki sygnał na finał.

      Czyż nie udana rzecz, pokrzepiająca, w sam raz na poniedziałkowy wieczór ? :] Dwoje ludzi spotyka się na jesieni życia, w najlepszym, albo tuż-po-najlepszym-ale-wciąż-świetnym momencie do zawiązania relacji, która ma szansę nie tylko wyciągnąc ich z samotności, jaka wyraźnie obojgu ciązy, ale i sprawić niekłamaną przyjemnośc, a nawet dać doskonałe warunki do przeżycia najlepszych chwil w życiu.

      NIe muszą już pracować, więc nie goni ich czas, obowiązki i stres. Ciągle jeszcze do łózka ich ciągnie. Pieniądze jakieś są. Dojrzałośc i mądrość jest. NIe gonią za rzeczami i zaszczytami, nie mają powodów by zaniedbywać siebie wzajemnie, ganiać za innymi albo się kłócić o byle co, a nawet jak się pokłócą, to od razu wiedzą, że to był błąd i zaraz umieją to naprawić i nie chowają urazy. Najlepszy czas, aby tego nie spie,przyć :]

      Doskonała obsada z Ewą Wiśniewską i Janusz Gajos w głównch rolach, a w rolach doskakujących Agnieszka Grochowska [córka generał], Leonard Pietraszak [konkurent], Ewa Ziętek [gra gosposię pani domu, Polkę] plus Krystyna Tkacz [znajoma pani domu, to ona poleca jej pana hydraulika, a potem wpada na herbatkę i tak jakoś się składa, że wdeptuje w moment wizyty przyjacielskiej swojego "protegowanego", co wywołuje oczywiście niezręczne milczenie całej trójki, aż wreszcie pani znajoma grzecznie oznajmia, że "na nią już pora"].

      Pare razy kamera wychodzi w plener, a to przychodnikowa kawiarenka wieczorową porą, a to bulwarek, a to ulica, a to cośtam, raz gościmy w mieszkaniu pana hydraulika, gdzie na ścianie wisi afisz z filmu "Lotna".

      Wg scenariusza i w rezyserii Andrzeja Barta, w doskonałe kamerze Witolda Adamka.
      • pani_lovett Re: "Boulevard Voltaire" teatr w TVP1 23.09.14, 18:47
        Tak. Po raz drugi z wielką, a może nawet z jeszcze większą przyjemnością.
        oglądałam ten spektakl.

        Rozmawialiśmy tu kiedyś o "Boulevard Voltaire". Ale nie było tak ładnego streszczenia.

        Wspaniała pełna optymizmu sztuka i wspaniała para zakochanych - Ewa Wiśniewska i Janusz Gajos. :)

        A propos! ...




        • pani_lovett Janusz Gajos - 75 lat! 23.09.14, 20:13
          Wybitny aktor, który potrafi zagrać każdą rolę zarówno w dramacie, jak i komedii czy kabarecie.

          Kim ON nie był! Woźnym Tureckim z Kabareciku Olgi Lipińskiej i prymitywnym acz poczciwym diabłem Omnimorem ze sztuki Jana Dyrdy "Igraszki z diabłem", gangsterem z "Psów", cenzorem Rabkiewiczem z "Ucieczki z kina "Wolność", prominentnym towarzyszem partyjnym, uroczym Janem Winnickim z serialu "Alternatywy 4", eleganckim alkoholikiem z "Żółtego szalika", księdzem Kubalą z spektaklu "Narty Ojca Świętego", troskliwym zakonnikiem, braciszkiem Zdrówko z Jasminium, Stalinem ze spektaklu "Herbatka u Stalina", Janem Sebastiana Bachem ze spektaklu "Kolacja na cztery ręce", działaczem chłopskim Mateuszem Bigdą ze spektaklu "Bigda idzie!", Cześnikiem Raptusiewiczem z "Zemsty", prezesem Klubu Kawalerów, kwintesencją starokawalerstwa panem Sobieniewskim ze sztuki "Klub Kawalerów", emerytowanym pułkownikiem SB ze speltaklu "Norymberga", uroczym panem R. polskim emigrantem we Francji i niespełnionym poetą, niepijącym od 5 lat, który w jesieni życia spotyka miłość ze spektaklu "Boulevard Voltaire"
          oraz dzielnym, odważnym, inteligentnym Jankiem Kosem, członkiem załogi Rudego 102 ,z "Czterech pancernych ..." - idolem mojego starszego brata.
          itd. itd.

          A każda rola to prawdziwy diament.

          200 lat Panie Januszu!
          • grek.grek Re: Janusz Gajos - 75 lat! 24.09.14, 12:12
            a nawet 205 lat :] niech żyje.

            w każdej roli znakomity. w mniejszej czy większej, ostatnio w Kulturze chyba powtarzali "Mniejsze zło", gdzie niby na drugim planie, jako ojciec głównego bohatera, koniunkturalista co się zowie, ale tak ekspresyjny i tak podający tekst, że w te 10 minut bytności ekranowej zdominował całą resztę, włącznie z zastępem pięknych aktorek, Wojciechem Pszoniakiem oraz panem aktorem Żurkiem, któremu nie pomogło nawet to, że z kaŻdą z tych pań chadzał w celach wiadomych pod pierzynę ;]
            • pani_lovett Re: Janusz Gajos - 75 lat! 24.09.14, 14:59
              Tak. :))

              Tak masz rację.



    • grek.grek [w planach] film o E.Snowdenie 23.09.14, 17:44
      za kilka lat murowany hit :] :

      www.rp.pl/artykul/31,1143135-Oliver-Stone-nakreci-film-o-Snowdenie--Gordon-Levitt-w-roli-glownej.html
      • pani_lovett Re: [w planach] film o E.Snowdenie 23.09.14, 18:27
        Yes. :) A film nakręci Oliver Stone. "Stone zapowiedział, że będzie to film o człowieku, który "rzuca wyzwanie orwellowskiej tyranii , która przybrała globalne rozmiary".
        • angazetka Re: [w planach] film o E.Snowdenie 24.09.14, 13:23
          Jak Stone, to mam złe przeczucia, ale obsadzenie głównej roli akceptuję :)
          • pani_lovett Re: [w planach] film o E.Snowdenie 24.09.14, 14:40
            > Jak Stone, to mam złe przeczucia

            He,he! :) A dlaczego?
            • angazetka Re: [w planach] film o E.Snowdenie 24.09.14, 19:10
              A bo mu ostatnio filmy dość toporne wychodzą. O "Aleksandrze" nie wspominając.
              • pani_lovett Re: [w planach] film o E.Snowdenie 24.09.14, 23:28
                Rozumiem. :)
          • grek.grek Re: [w planach] film o E.Snowdenie 24.09.14, 16:27
            why, Angazetko, why ? :]

            o yes, też lubię Gordona-Levitta, gdybym miał nadal 14 lat, tot mógłbym go zastępować jako sobowtór ;]
            • angazetka Re: [w planach] film o E.Snowdenie 24.09.14, 19:11
              Chyba chcę cię ujrzeć ;)
    • grek.grek "Nieznani [Unknows]" w Stopklatce 23.09.14, 17:49
      dziś o 20:00.

      5 nieznanych sobie gości budzi się w opuszczonym magazynie. nic nie pamiętają, nie wiedzą kim sami są i kim są pozostali. kto ich tu przytaszczył ? i w jakim celu ?

      ma to być thriller :]

      na Imbd 6,9 na 10
      Rotten 55 % ze 191 recenzji
      metacritic 56 % z 38

      Roger Ebert dał 3,5 na 4 ;]

      jak myślicie ? na chłodny wieczór - dobra propozycja filmowa ?
      • pani_lovett Re: "Nieznani [Unknows]" w Stopklatce 23.09.14, 18:23
        Skoro Roger Ebert dał filmowi 3,5 punktu na 4, to możemy obejrzeć dziś wieczorem.


        • grek.grek Re: "Nieznani [Unknows]" w Stopklatce 24.09.14, 12:08
          dzisiaj powtórka, o 22:45 :]
      • mozambique Re: "Nieznani [Unknows]" w Stopklatce 24.09.14, 10:41
        takie coś już było i "CUBE" się nazywało

        i w nerwach trzymało :)
        • grek.grek Re: "Nieznani [Unknows]" w Stopklatce 24.09.14, 18:16
          yes, świetne skojarzenie,. Mozambique :]
          "Cube" to zdecydowanie wyższa półka. klasyka, rzecz by można.
    • siostra_bronte "Zaklęte rewiry" 23.09.14, 18:18
      Wypatrzyłam jutro w Stopklatce o 16.10. Pora fatalna, ale na wszelki wypadek informuję :)
      • grek.grek Re: "Zaklęte rewiry" 24.09.14, 18:17
        mam na liście, ale czekam na emisję w porze nocnej, co znaczy że i tak nastawiam się na obejrzenie w sieci :]
        dzięki za znak, Siostro.
    • grek.grek "Jurrasic Park" Puls 20:00 24.09.14, 16:35
      "Jurrasic park" orydżynal :]] o 20:00.

      pamiętacie, jaki to był hicior, kiedy wchodził do kin ?
      bo i był to, z perspektywy czasu, kapitalny koncept : dlaczego nie ożywić dinozaurów ? nie jakichś tam godzilli czy magilli, ale najprawdziwszych z prawdziwych ? i jakie to było osiągnięcie sztuki cyfrowych efektów.

      ktoś kiedyś powiedział, że kino nie powstało po to, by opowiadać historie psychologiczne, dramaty, tragedie, przyglądać się anatomii uczuć i myśli, zachowań i motywacji, wgłębiać się w człowieka i życie - od tego są literatura, teatr. kino powstało właśnie po to, żeby powoływać na ekran twory najfantastyczniejszej wyobraźni, spełniać nieosiągalne marzenia, dokonywać tego, co niemożliwe w rzeczywistości. z tego punktu widzenia "Jurrasic Park", w ogóle kino przygodowe a'la Spielberg, to jest właśnie esencja sztuki filmowej :]

      ja skaczę, skaczecie ze mną ? :]
      oby na plecy dinozaura, a nie na jego talerz :]
      • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 24.09.14, 17:59
        Co by nie mówić o Spielbergu i jego kinie, "Jurrasic park" 'orydżynal ' to fantastyczne, efektowne kino rozrywkowe, dostarczające wielu emocji od zachwytu światem dinozaurów, odtworzonym na wyspie przez szalonego profesora wizjonera, aż po przerażenie nimi, kiedy wyrywają się spod kontroli człowieka i uciekają. Duża w tym zasługa, właśnie, znakomitych efektów komputerowych.
        "Park Jurajski 1" ma już 20 lat, a nawet 21 lat, a nic nie stracił na swojej atrakcyjności, o czym przekonałam się jakiś czas temu, przy okazji kolejnej jego powtórki, na którymś kanale w telewizji.

        Dziś więc nie skoczę z Tobą w świat dinozaurów.

        Pewnie byś uciekł i zostawił mnie samą. ;)

        • grek.grek Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 24.09.14, 18:15
          zgadzam się w pełni :]
          spełnienie fantazji naukowców, a i ludzkości, co by było jakby się dało odtworzyć dinozaury.
          zobaczyć to na ekranie - rzecz bezcenna.
          w kinie na tym nie byłem [ a Ty ? a Wy ?], mogę sobie tylko wyobrazić jaka to była frajda, nie
          tylko dla najmłodszego pokolenia kinomanów, hehe :]

          szkoda !

          haha ;]
          znając życie, to byś tego dinozaura oczarowała, a potem prowadzała go na smyczy udekorowanego różową kokardą ;]
          • siostra_bronte Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 24.09.14, 19:29
            Jak rozumiem, Greku, nie widziałeś tego filmu?

            Ja byłam na nim w kinie, jak tylko wszedł na ekrany, wiedziona czystą ciekawością. Bo Spielberga generalnie uważam za szkodnika :) I faktycznie w kinie to robi wrażenie, w tv na pewno to nie to samo.

            Haha!
            • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 24.09.14, 23:36
              > Bo Spielberga generalnie uważam za szkodnika :)

              Ależ krzywdząca i niesprawiedliwa ocena!
              O ileż uboższe i smutniejsze byłoby kino bez filmów Spielberga, bez jego wyobraźni.

              Ja chyba oglądałam "Park Jurajski" w telewizji.

              Ale! Czytałam, że powstała wersja "Parku Jurajskiego" w 3D! W ubiegłym roku na 20-lecie filmu była premiera kinowa. Może gdzieś jeszcze da się obejrzeć!?

              Grek oczywiście oglądał "Park Jurajski", kiedyś rozmawialiśmy już na temat tego filmu.
              • angazetka Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 25.09.14, 19:42
                Ach, poszłam na wersję 3D rok temu! I w końcu, po raz pierwszy, nie zamknęłam oczu na scenie z panem siedzącym na kibelku ;)
                "Park jurajski" to jedno z moich najpierwzych przeżyć kinowych i od razu jakie! Cały ocean sentymentu mam do tego filmu.
                • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 26.09.14, 19:36
                  O!!! Opowiedz, proszę!, jakie to wrażenie, zobaczyć śmigające przed nosem dinozaury!!?


                  > I w końcu, po raz pierwszy, nie zamknęłam o
                  > czu na scenie z panem siedzącym na kibelku ;)

                  Hehehe! Czyżby te sceny nie było!??
            • grek.grek Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 25.09.14, 13:31
              jako rzecze Barbasia, widziałem ten flm, Siostro :]
              ale jakoś tak ostatni raz dawno temu, więc się zaciekawiłem jego obecnością w ramówce.

              o, ciekawa opinia, Spielberg "szkodnikiem" ? :]
              z jakichż to powodów jesteś tak krytyczna ?

              wg mnie, kino przygodowe, nierealne, fantasmagoryczne niemalże ma swój głęboki sens, jest
              bliższe istocie sensu kina samego w sobie.
              • siostra_bronte Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 25.09.14, 18:37
                W tym wpisie nie umieściłeś żadnej osobistej uwagi na temat filmu, stąd moje przypuszczenie :)

                Wiedziałam, że włożę kij w mrowisko :) Moim skromnym zdaniem od Spielberga i jego kumpli zaczęła się infantylizacja współczesnego kina, głównie amerykańskiego. Efekty możemy oglądać teraz, nie muszę podawać tytułów :)

                Nie mam nic przeciwko kinu rozrywkowemu, ale... Po pierwsze, zachwiały się gdzieś proporcje i właśnie to kino dominuje, a wyniki box office'u z pierwszego weekendu świadczą o wartości filmu. Po drugie ta rozrywka jest mówiąc wprost na niższym poziomie intelektualnym niż kiedyś, chociaż możliwości techniczne są znacznie większe. Czyli duża kasa idzie na niemądre filmy. Bardziej liczą się efekty komputerowe niż ludzie i opowiadana historia.
                • grek.grek Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 26.09.14, 14:41
                  rozumiem :]

                  jak zawsze w tej materii - zgadzam się z Tobą absolutnie co do tego, że współczesna rozrywka filmowa nie ma tej klasy, elegancji i i nastroju, co w poprzedniej epoce, ALE... już co do zjawiska dominacji tego typu kina - będę w kontrze do Ciebie :]

                  wg mnie, rzecz jest prosta : wypuszczane są filmy i rynek weryfikuje - albo ludzie chcą oglądać albo nie. najczęściej chcą, więc powstają kolejne filmy. lepsze i gorsze, albo kompletnie do niczego. wydaje mi się, że gdyby Spielberg nie wpadł na Indianę Jonesa, czy dinozaury, zrobiłby to ktoś inny, a to z jednego zasadniczego powodu : ludzie chcą na to patrzeć.

                  chyba nie ma rady ? :] zawsze więcej ludzi wybierze takie kino niż kino ambitniejsze. z drugiej strony, coś jest jednak w tym, że kino to sztuka, która jako jedyna potrafi wcielać w życie fantazje i przygody, o jakich się fizjologom nie śniło.

                  uderzenie w ziemię asteroidy, najazd kosmitów, apokalipsa powodowana przesunięciem się biegunów, tornada niemożebne, King Kong skaczący po Manhattanie, dinozaury jak żywe... kino pokaże wszystko. nie będzie z tego kina mądrego, ale... czy nie ma jakiejś małej grzesznej :] przyjemności w oglądaniu tych obrazów, choćby i generowanych komputerowo ? reszta filmu może być zbiorem topornych klisz i zgranych schematów ogrywających amerykańskie wartości rodzinne i patriotyczne, ale czy nie ma kompletnie żadnej wartości w tym, że możemy zobaczyć rzeczy, które do tej pory pozostawały tylko w sferze opisu, podnoszącego ciśnienie i nakręcającego wyobraźnię, który jednak nawet najbardziej barwny nie umywa się nawet do swojej filmowej wersji ? :}

                  • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 26.09.14, 19:33
                    > nie będzie z tego kina mądrego,

                    Ale przecież kino rozrywkowe nie jest tak do końca pozbawione mądrego przekazu, refleksji dającej do myślenia, jak choćby tej w "Parku Jurajskim" , że eksperymenty człowieka z przyrodą mogą nieść negatywne konsekwencje, mogą obrócić się przeciwko ludzkości.

                    I możemy tego doświadczyć, przekonać się o tym na własne na własne oczy w sposób absolutnie bezpieczny siedząc w ciepłej sali kinowej. ;)
                    • grek.grek Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 15:16
                      celna uwaga, Barbasiu. zgadzam się.
                      • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 15:25
                        Dzięki, Greku. :)
                  • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 PS 26.09.14, 19:34
                    Bardzo lubię tę scenę, jak wykluwa się z jaja malutki dinozaurek. :)
                  • siostra_bronte Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 12:30
                    Jak zawsze, Greku, masz silne argumenty :) Zgadza się, gdyby nie Spielberg to ktoś inny by to zrobił. Ale, że to był on, całe odium musi spaść na niego :)

                    Oczywiście takie kino powstawało już wcześniej. Najazdy kosmitów, katastrofy, nawet dinozaury. Wszystko to już było na ekranie! Tyle, że współcześnie doszła nowoczesna technika, dzięki której można to pokazać w efektowny sposób. No i filmowcy trafili w odpowiedni moment, koniec lat 70-tych, kiedy takie kino znalazło swoich odbiorców.

                    Wspominasz o King Kongu. I to jest dobry przykład na poparcie mojej tezy, że, niestety, ta technika nie jest należycie wykorzystywana. Film Guillermina z 1976 r z Jessicą Lange rozczula dzisiaj efektami specjalnymi. Ale to świetnie opowiedziana historia, z klimatem i napięciem. Arcydzieło kina popularnego w porównaniu z przeładowaną efektami specjalnymi, męczącą wersją Petera Jacksona z 2005 r. I o to mam pretensje do twórców takich superprodukcji. Że myślą w ten sposób: pokażemy takie efekty, takie cuda, że nikt nie zauważy dziur w scenariuszu i braku logiki :)

                    Wciąż twierdzę, że taka równowaga między rozrywką a kinem, powiedzmy "poważnym" jest możliwa, ale ostatnio gdzieś się zagubiła. Znalazłam ciekawe zestawienie najbardziej kasowych filmów w USA w kolejnych dekadach. Pokazuje jak zmieniała się amerykańskie kino i jego publiczność na przestrzeni lat.

                    Lata 70-te. Ciekawe zestawienie: dobra rozrywka plus kilka filmów "dla dorosłych".

                    1. Gwiezdne wojny (1977)
                    2. Szczęki (1975)
                    3. Egzorcysta (1973)!!
                    4. Grease (1978)
                    5. Żądło (1973)!!
                    6. Gorączka sobotniej nocy (1977)
                    7. (National Lampoon's) Animal House (1978)
                    8. The Rocky Horror Picture Show (1975)!!
                    9. Ojciec chrzestny (1972) !!
                    10. Superman (1978)
                    11. Bliskie spotkania trzeciego stopnia (1977/80)

                    Lata 80-te. Widać wyraźny skręt w stronę czystej rozrywki. Imperium i filmy Spielberga atakują :)

                    1. E.T. (1982)
                    2. Star Wars: Powrót Jedi (1983)
                    3. Star Wars: Imperium kontratakuje (1980)
                    4. Batman (1989)
                    5. Poszukiwacze zaginionej arki (1981)
                    6. Pogromcy duchów (1984)
                    7. Gliniarz z Beverly Hills (1984)
                    8. Powrót do przyszłości (1985)
                    9. Indiana Jones i ostatnia krucjata (1989)
                    10. Indiana Jones i Świątynia Przeznaczenia (1984)
                    11. Tootsie (1982)

                    Lata 2000. Czasy komiksu. Jakimś cudem zaplątał się film Gibsona :)

                    1. Avatar (2009)
                    2. Batman-Mroczny rycerz (2008)
                    3. Shrek 2 (2004)
                    4. Piraci z Karaibów (2006)
                    5. Spider-Man (2002)
                    6. Transformers: Zemsta upadłych (2009)
                    7. Star Wars: Zemsta Sithów (2005)
                    8. Władca pierścieni: Powrót króla (2003)
                    9. Spider-Man 2 (2004)

                    I ostatnie lata. Bez komentarza :)

                    1. Avengers (2012)
                    2. Mroczny rycerz powstaje (2012)
                    3. Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia (2013)
                    4. Toy Story 3 (2010)
                    5. Iron Man 3 (2013)
                    6. Igrzyska śmierci (2012)
                    7. Kraina lodu (2013)
                    8. Harry Potter i Insygnia Śmierci cz. 2 (2011)
                    9. Jak ukraść księżyc 2 (2013)
                    10. Transformers 3 (2011)

                    Widać gołym okiem, że amerykańska widownia dziecinnieje :) A wraz z nią kino. Chociaż trudno dociec, co jest skutkiem, a co przyczyną. Na pewno to tylko efekt zmian kulturowych, nowych technologii, itd, ale to materiał dla socjologów.

                    Uff, rozpisałam się :)
                    • siostra_bronte Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 12:36
                      Poprawka: film Gibsona "Pasja" na 10. pozycji w zestawieniu lat 2000.
                    • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 15:04
                      > Widać gołym okiem, że amerykańska widownia dziecinnieje :) A wraz z nią kino. C
                      > hociaż trudno dociec, co jest skutkiem, a co przyczyną. Na pewno to tylko efekt
                      > zmian kulturowych, nowych technologii, itd, ale to materiał dla socjologów.

                      Filmy skierowane do bardzo szerokiego kręgu odbiorów zarówno dzieci jak i dorosłych przynoszą producentom, wytwórni, co oczywiste, największe zyski.
                    • grek.grek Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 17:15
                      w istocie, Spielberg pokazuje coś, co ludzie chcą oglądać. wydaje mi się, że to jest clue sprawy :] trudno mi dostrzec jego winę w tym, że odpowiada pozytywnie na popyt zgłaszany przez widownię.

                      ofk, zgadzam się z tobą, że postęp w dziedzinie komputeryzacji kina przygodowego sprawił, że wyobraźnia i psychologia zaczeły dołować.

                      czasami jednak zastanawiam się, czy nie jesteśmy zanadto niesprawiedliwi i pod warstwą efektów specjalnych nie zauważamy nawet PRÓB nadania tym filmom jakichś bardziej "ludzkich" cech ? a może tęsknota za tym, co minęło, dyktuje nam ocenę tego, co jest dziś ?

                      oglądałem jakiś czas temu nowego "King Konga" i w istocie dominacja nowoczesności technologicznej była widoczna gołym okiem, ale... było też o starciu natury z kulturą, było o zadziwiającej delikatności dzikiej natury przeciwstawionej ludzkiej pazerności i cynizmowi, była zaakcentowana nić porozumienia między człowiekiem, a zwierzęciem itd.

                      ciekawe zestawienie, istotnie.
                      zestaw tytułów jest wymowny :]

                      wydaje mi się, wszelako, że bardzo w górę poszły budżety na marketing i reklamę :]

                • pepsic Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 11:43
                  Nie wiem wprawdzie, kto winien, i czy akurat Spielberg, ale przyznaję rację, że infantylizacja kina staje sie globalnym problemem kina.


                  www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Bj5fz7a-Q9c
                  • siostra_bronte Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 12:32
                    Dzięki, Pepsic :)
                  • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 14:42
                    pepsic napisała:

                    > , ale przyznaję rację, że
                    > infantylizacja kina staje sie globalnym problemem kina.
                    >

                    Bez przesady, blockbustery to nie całe kino! Festiwale w Gdyni, Toronto, Cannes, Berlinie , Wenecji, Sundance, o których tu wspominamy, linkujemy recenzje, pokazują bardzo porządne poważne kino.
                    • siostra_bronte Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 14:48
                      Ale na takie kino chodzi jednak niewielu widzów.
                      • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 15:30
                        Ale czy nie było tak zawsze, że na ambitne kino, na Bergmana, Antonioniego, Viscontiego, Cassavetesa i itd. szło niewielu widzów, a na kino rozrywkowe (filmy typu "Żądło", "Egzorcysta", "Gwiezdne wojny" itd. ) tłumy?
                        • siostra_bronte Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 15:40
                          Mówimy tu tylko o kinie amerykańskim. W box office'ach było kiedyś miejsce i na "Ojca chrzestnego" i na "Rocky Horror...", wcześniej na "Odyseję kosmiczną", "Doktora Żywago" czy "Absolwenta". Teraz trudno to sobie wyobrazić :)
                          • grek.grek Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 17:24
                            problem zatem jest w widowni :]

                            ciekawe też, kto głównie chodzi na te wszystkie widowiska komputerowe ?
                            mam wrażenie, ze jednak widownia dziecięca, młodzież, chłonące efektowne reklamy jak gąbka wodę.

                            kiedyś nie było po prostu takich propozycji, widownia była kształtowana w innej kulturze medialnej, właściwie kino dla młodzieży nie istniało. dzisiaj gałąź rozrywki stricte dla młodzieży jest świetnie rozwinięta, bo to żyła złota dla producentów; w sukurs przyszedł także rozwój techniczny, który wyniósł to kino na naprawdę wysoki poziom w ekranizowaniu najfantastyczniejszych pomysłów.

                            wydaje mi się, ze te wyniki są po prostu nieuchronnymn efektem dominacji ery technologii w rozwoju ludzkości. nie mamy liczb wymiernych, ale mam wrażenie, ze jakby to dobrze policzyć, to na tzw. ambitne kino chodzi tyle samo ludzi, co kiedyś - zwiększyły się raczej tłumy walące na te kompo-hity :}

                          • grek.grek Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 17:29
                            PS : z mojego okresu dziecięcego pamiętam, że wiele razy byłem w kinie na "Superpotworze", "Mechagodzilli", "Godzilli" itd itd. razem z kolegami, i niektórymi koleżankami, bywaliśmy po kilka razy na tym samym filmie.

                            gdybym dzisiaj miał te 10 lat, to bym chodził na "Iron Mana" czy "Avengers" :]

                            jeszcze mając 16 z chęcią oglądałem filmy ze Stallonem czy Schwarzeneggerem, za co mógłbym się dzisiaj wstydzić ;]

                            a wtedy nie było reklam w telewizji, nie było internetu, tej całej sekwencji zabiegów prodsucentów i dystrybutorów, które pobudzają klientelę. nie było kin z takim oprzyrządowaniem jak dziś.

                            • siostra_bronte Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 17:41
                              Hehe, ja też chodziłam do kina na filmy z Godzillą.

                              No właśnie, sęk w tym, że te hity są skrojone na gusty nastolatków. Choć są i dorośli wielbiciele :)

                              Zgadza się, kiedyś nie było tak rozwiniętej reklamy, internetu itd, które teraz kształtują w dużym stopniu gust i wybory widzów.
                            • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 27.09.14, 18:50

                              > gdybym dzisiaj miał te 10 lat, to bym chodził na "Iron Mana" czy "Avengers" :]

                              Ale sam , taki mały, nie poszedłbyś dziś kina przecież, musiałaby pojechać z Tobą ojciec, może mama też by się zabrała. Może wzięlibyście brata czy siostrę? 2,3, 4 bilety!? I oglądalność rośnie! ;)

          • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 24.09.14, 23:43
            > spełnienie fantazji naukowców, a i ludzkości, co by było jakby się dało odtworz
            > yć dinozaury. zobaczyć to na ekranie - rzecz bezcenna.

            Otóż to!

            Niestety nie byłam w kinie. W ubiegłym roku była okazja, żeby zobaczyć "Park Jurajski" na ponownie na ekranie kinowym, ale w trójwymiarowej wersji. To dopiero frajda i przeżycie. :) Żałuję , że nie widziałam.

            Nie powiem, interesująca i niebanalna to wizja. Podoba mi się. Tylko obawiam się, że wcześniej ten dinozaur jednym kłapnięciem połknąłby mnie jak śląską kluseczkę, heh.

            • grek.grek Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 25.09.14, 13:34
              wersja trójmwymiarowa ? to dopiero musi być akcja :]

              haha ;] skoro tak, to... na pewno taki dinozaur byłby szcześciarzem i przyznałby z ręką na sercu, że to była delicja ;]] [jak Ci się podoba mój czarny humor, Barbasiu ? ;)]
              • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 25.09.14, 15:19
                Nie wiem, czy jeszcze do zobaczenia gdzieś w kinie!? Przegapiliśmy. :/


                Hehehe! :))))))
                Komplemenciarz!
                Ten dinozaur. ;)

                Lubię Twoje poczucie humoru, w każdym kolorze.
                • grek.grek Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 25.09.14, 17:15
                  uff, dzięki :]
                  • pani_lovett Re: "Jurrasic Park" Puls 20:00 26.09.14, 19:21
                    :)
    • grek.grek "Jesteś Bogiem" TVP2 20:40 dziś 25.09.14, 13:54
      jako Mania zapowiadała - tako i jest :]

      zobaczymy, o co tyle krzyku było w zeszłym roku.
      film pokoleniowy... itd. - i ja słuchałem Paktofoniki, K44, to były hiphopowe składy, które przebijały się poza uprawiany gatunek. w ich przypadku metka gatunkowa przestaawała mieć
      znaczenie, bo to była to po prostu "muzyka". coś jak Johnny Cash. można było polski hiphop obchodzić szerokim łukiem i nawet się podśmiewać z tego boomu całego, ale te teksty i klimat traktowało się z uznaniem dla ich klasy i oryginalności. a do tego dochodzi tragiczna śmierć Magika, która przeniosła całą tę historię w jakiś głębszy wymiar, przynajmniej w oczach fanów i miłośników muzyki jako takiej. w dodatku, ci chłopcy nie zarobili na tym kokosów, tworzyli swietne rzeczy i nie "odjechali". także z tego względu Paktofonika do dziś pozostaje nie tylko kultowa, ale i wzorowa jak chodzi o dochowywanie wierności ideałom artystycznym.

      zapewne osoby znające tamte czasy, którym ta twórczość i ci muzycy byli w jakiś sposób bliscy, znajdą w tym filmie więcej niż pozostali, znajda swoją młodość :]

      ja bym się ustawił pośrodku, emocjonalnie zaangażowanym fanem nie byłem, ale znałem i ceniłem, więc mam nadzieję, że przede wszystkim będzie to ciekawa opowieść o ludziach, ich życiu i pasji, Polsce przełomu wieków.

      skaczemy ? :]
      • pani_lovett Re: "Jesteś Bogiem" TVP2 20:40 dziś 25.09.14, 15:16
        Skaczemy. Nie słuchałem Paktofoniki, ale lubię najbardziej ciekawe opowieści o ludziach, ich życiu i pasji.


        :)
        • pani_lovett Re: "Jesteś Bogiem" TVP2 20:40 dziś 25.09.14, 15:16
          nie słuchałam!
        • grek.grek Re: "Jesteś Bogiem" TVP2 20:40 dziś 25.09.14, 17:06
          zatem, oby to była taka właśnie opowieść :]

          [mam nadzieję, że reżyser postawi właśnie na taki wariant, który nas zadowoli, a nie na historię "tylko dla fanów/wtajemniczonych"]
          • siostra_bronte Re: "Jesteś Bogiem" TVP2 20:40 dziś 25.09.14, 18:39
            Nic nie poradzę, ale ten film w ogóle mnie nie pociąga :)
    • grek.grek Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 25.09.14, 14:27
      22:55 i 2:30 w Dwójce.

      wieczór kinomana dzisiaj :]
      ktokolwiek nie widział jeszcze, ma okazję nadrobić [a wiemy, że wśród nas są chętne...].

      tytuł chyba trochę zepsuty, nie sądzicie ?
      w oryginale brzmi on "An education" i pasuje sto razy lepiej do zawartości [można go odnieść trafnie do interpretacji na każdym niemal poziomie, a i po prostu wyprowadzić je z niego ] niż próba stylizowania tytularnego na jakąś opowieść klimatem zbliżoną do "Był sobie chłopiec". takich mamy dystrybutorów.

      Jenny dorasta w latach 60 w Londynie - chodzi do liceum, jest bystra, pokryjomu zakochana w kulturze francuskiej i chce studiować na Oksfordzie, co jest w jej zasięgu, bo uczy się doskonale. plany życiowe z pełną akceptacją swoich konserwatywnych rodziców [zwłaszcza ojca].

      wszystko się zmienia, kiedy w jej życiu zjawia się starszy od niej o kilkanaście lat szarmancki David, którego poznaje w sposób niebanalnie banalny i wpadając w jego ramiona przepada w życiu zupełnie innym niż to, jakie do tej pory prowadziła. o 180 st. zmienia się jej perspektywa, fonia i wizja. uroda i smak nowego życia tworzą jaskrawą opozycję wobec tego, co jeszcze przed chwilą wydawało się nieuchronne - losem rodziców i nauczycielki szkolnej. teraz zarówno codziennośc jej starych, jak i biurko za którym utknęła nauczycielka są w jej oczach wszystkim tym, czego Jenny chce uniknąć. widzi w tych ludziach siebie za kilkanaście lat : posada w publicznej szkole, codzienność między kuchnią, a stołem do prasowania z jakimś pozbawionym fantazji chłopem poslubionym z rozsądku [jest nawet potencjalny kandydat - kolega szkolny który się przy niej nieporadnie, acz kulturalnie kręci]. poznając życie z Davidem i jego sympatycznymi znajomymi, Jenny uświadamia sobie, że ten cały plan jaki miała, to kompletna d,pa i kamieni kupa :] Widzi to dopiero w momencie, w którym dowiaduje się, ze istnieją inne światy niż te które poznała i uznała za swoje przeznaczenie.

      wg mnie, to jest właśnie najciekawsze. nie rozwiązanie [które ma domieszkę kuriozum], nie puenta, ale właśnie to jak Jenny odkrywa inny świat, jest jak Alicja, co to wpadła do króliczej nory. "tak chcę żyć !", powiada. kusi aby powiedzieć o czymś jeszcze, ale to by było nie fair wobec tych, którzy nie widzieli, bo trzeba by zahaczyć o rozwiązanie całej historii, więc - może po seansie ? :]

      Carey Mulligan - znakomita od pierwszej do ostatniej minuty. scenariusz Nicka Hornby'ego - świetny i z taką lekko podaną przenikliwością i mądrością napisany. do tego odwzorowany idealnie [jak sądzę, heh] klimat lat 60-tych w Anglii. nic tylko oglądać :]

      rzec by można : skok obowiązkowy :]
      • mozambique Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 25.09.14, 14:35
        raz widzialam

        ale czy ten film aby nie konczy sie jakos dramatycznie ?

        aach tak tak - okazuje sie ze ów bogaty kochać od wielkeigo śiwata jest ....
        ale ciii
        • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 25.09.14, 15:26
          Tylko trochę dramatycznie.

          Dziewczyna była silna, z charakterem. Po ciosie, wstała, otrzepała i poszła dalej.
          I pewnie później z ulgą wspominała , że romans z pięknym łajdakiem skończył się tylko bez poważniejszych konsekwencji. :)
          • grek.grek Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 27.09.14, 15:13
            ja myślę, ze ona i tak dziękowała losowi za to, co się wydarzyło, bo to były, poza wszystkim, fajne doznania.

            a "lajdak"... oj tam, tylko potencjalny bigamista ;]] pokazał jej kawałek świata, dał jej to czego naprawdę pragnęła.

            ciekawi mnie : czy gdyby wiedziała jak to się skończy - odpuściłaby sobie ?
            i wiesz co - uważam, że NIE.

            jak sądzisz ?
      • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 25.09.14, 15:29
        scenariusz Nicka H
        > ornby'ego - świetny i z taką lekko podaną przenikliwością i mądrością napisany.

        Na podstawie wspomnień brytyjskiej dziennikarki Lynn Barber!
        • grek.grek Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 25.09.14, 17:09
          yes !

          btw, jutro w TVN "Mroczny rycerz powstaje" Ch.Nolana, hicior z 2012.
          tych poprzednich "batmanów" nie oglądałem, ale z kolei te ostatnie [własnie w reż Nolana] zbierają same świetne noty za "szekspirowskie" podejście do tematu i rozbudowaną sferę psychologiczną.

          TVN raz na jakiś czas też się, jak widać, umie spiąć ;] i to bez kodowania, hehe.
          • grek.grek Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 26.09.14, 14:44
            PS : "Mrocznu rycerz" dopiero za tydzień :] jakoś przesunęły mi się daty. dzisiaj "Kac Vegas w Bangkoku" ;] TVN idzie za ciosem. znaczy się : za Kacem.
            • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" 26.09.14, 18:56
              To nawet dobrze. Bo zarwałam trochę nocy na powtórkę "Była sobie dziewczyna". Zamierzałam zobaczyć tylko początek, ale mnie wciągnęło. Film podobał mi się nawet bardziej niż za pierwszym razem.


              "Kac Vegas w Bangkoku" ;]

              :)
              Czytałam Twoje wrażenia spisane po emisji pierwszej części. :) Nie polubiłeś panów bohaterów, zamierzasz oglądać część 2.?
              • grek.grek Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" 27.09.14, 15:05
                co sądzisz o wyborach bohaterki ?

                haha, o nie - jeden "Kac..." to stanowczo wystarczająca dawka, jak dla mnie ;]
        • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] PS 26.09.14, 18:48
          Nasza niedawna dyskusja:

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,142254766,142562310,_BYla_sobie_dziewczyna_jakie_wrazenia_.html
      • siostra_bronte Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 25.09.14, 18:40
        Ja tam byłam rozczarowana :) A bohaterka wydała mi się irytująca (chociaż dobrze zagrana).
        • grek.grek Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 27.09.14, 15:14
          spróbuję zgadnąć... irytująca w swojej... naiwności ? :}
        • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 27.09.14, 15:33
          siostra_bronte napisał(a):

          By rozum był przy młodości nigdy takiej obfitości - jak powiedział wielki poeta.

          Miejcie, Miłe Panie, wyrozumiałość dla głupiej młodości. Dziewczyna ma dopiero 16 lat! Przy całej swej inteligencji , oczytaniu, to głupia, niedoświadczona, nieznająca jeszcze życia gąska, ma prawo popełniać błędy. Rozrywkowe życie na wysokim poziomie, niejednemu mądremu zawróciło w głowie, niejednego doświadczonego zgubiło.

          Jeśli tu kogoś winić, to rodziców dziewczyny , którzy wykazali się naiwnością, albo pazernością albo nie wiem czym i dali się omotać oszustowi.
      • pepsic Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 27.09.14, 11:35
        Zgrabny, przyjemy film. Prawdziwa uczta po miesiącach posuchy programowej. Aczkolwiek trudno pałać sympatią do bohaterki, którą zbyt szybko, zwłaszcza zważywszy na inteligencję omamiła pustka i blichtr świata (bo nie uczucie), i która kolejny etap życia zaczyna od niepotrzebnego kłamstwa.
        • grek.grek Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 27.09.14, 15:10
          dziwisz się jej ? :]

          młoda, zakochana we francuskiej piosence i stylu, codziennie obserwująca swoich starych tkwiących jak te kołki w płocie w głuchym domu... i nagle pojawia się coś zupełnie innego, o czym zawsze marzyła - gdyby zaczęła się ostrożnie temu przyglądać, trącać kijem i robić dookoła kółka z marsową miną nieufności, to byłaby jak jej własny ojciec.

          mnie się wydaje, że ona jest zadowolona z tego, co sie stało. coś jej z tego wszystkiego jednak zostało. nie tylko nauczka, nie tylko nauka, ale w sumie... miło było, jakkolwiek się skończyło. wydaje mi się, ze właśnie dlatego nie wpada ona w dół, jak celnie zauwazyła Barbasia, ale wychodzi na prostą. przy okazji weryfikując rózne poglądy.
          • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 27.09.14, 16:41
            i nagle pojawia się
            > coś zupełnie innego, o czym zawsze marzyła

            Ale to tylko iluzja, ten piękny świat jaki David otworzył przed Jenny.
            Prawdą jest smutny los zdradzanej żony adoratora, siedzącej w domu i wychowującej dziecko. Taki los za chwilę stałby się udziałem Jenny.
            • grek.grek Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 27.09.14, 17:35
              ja myślę, ze to nie była iluzja :]
              ona dotykała tego świata i była w nim.

              myślę też, że jej bardziej żal było tego świata, życia które wymarzyła sobie i już je miała w ręku, jak się jej wydawało, niż Davida. największą krzywdą jaką jej wyrządził było raczej to, ze pozwolił jej dobrać się do konfitur, poznać ich smak, a potem te konfitury sprzątnął sprzed nosa i Jenny musiała wrócić do tych swoich kartofli ze słoniną.

              yes, to mądra obserwacja.
              chociaż... pani żona wyglądała na taką, co przełknie wszystko w imię bycia "żoną". z jej słów wynikało, że to nie pierwszy romans mężusia. a ona i tak trwa przy nim. why ?
              • pepsic Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 27.09.14, 18:35
                Również skłaniam się do opinii, że jej uczuciom do Davida daleko było do romantycznej miłości. Mi sie wydaje, że to David wpadł po uszy i się zauroczył, o czym świadczyłby pierścionek zaręczynowy. I może nawet byłoby mi go żal, mimo, że drań i oszust (notabene uroczy), ale pewne sceny sceny budziły mój wewnętrzny sprzeciw.
                • grek.grek Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 28.09.14, 16:59
                  zgaduję, że chodzi o sceny hotelowe ? ;]
                  • pepsic Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 30.09.14, 23:02
                    Tak, tak łóżkowe. Jakoś nieprzyjemnie zalatywały pedofilią. Myślę, że sceny te zostały źle poprowadzone i że nie taki miał być wydźwięk. Podobnie z małymi kontrowersjami wokół bohaterki, bo w gruncie rzeczy miała być stuprocentowo fajną dziewczyną bez żadnego ale.
              • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 27.09.14, 19:36
                Ten świat miał żywot bańki mydlanej, za chwilę by znikł. Z ciążą Jenny, lub /i z kolejną poznaną przez Davida panną, lub/i z aresztowaniem Davida za kradzieże .


                Może i żałowała tego. Ależ Jenny też na pewno wie, że może liczyć na konfitury dzięki swej inteligencji , zdolnościom, wykształceniu. Oczywiście jeśli będzie ciężko pracować.
                Czyż takie konfitury, na które się samodzielnie zapracowało nie smakują lepiej?

                Myślę, że jako inteligentna dziewczynka zrozumiała na koncu, że jej piękny sen nie trwałby długo.

                >a ona i tak trwa przy nim. why ?
                Bo to nie są czasy, kiedy rozwódki są mile widziane i szanowane. Poza tym ona nie ma pracy , i wykształcenia zapewne, jak utrzymałaby siebie i małe dziecko, będąc sama. I czy sąd w ogóle dałby takiej kobiecie dziecko pod opiekę?
                Zresztą ona przecież też miała przez całe życie jeść konfitury i korzystać z życia, chodzić do klubów na koncerty, go galerii, bawić się. Nie taka była umowa. ;)
                • grek.grek Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 28.09.14, 17:03
                  to możliwe, Barbasiu, chociaż David zwierza się swojemu przyjacielowi, że Jenny "Jest tą jedyną, tą właściwą". oczywiście, nie sposób dociec, czy mówi prawdę, czy mówił tak i przy okazji jej poprzedniczek.

                  właśnie :]
                  bo ja mam wrażenie, że w finale ona się godzi z tym, że będzie żyła tak jak pani Stubbs, a więc mocno na ziemi, ale bez polotu.

                  wydaje mi się, że jedyne co do niej dotarło to mało gustowna prawda. potrafiła ją przyjąć, to cenne, ale mimo wszystko - to skromne zadośćuczynienie za rozwiane złudzenia.

                  a tego nie wiadomo, Barbasiu :]
                  nie wiadomo, czy żonie David też zafundował takie wakacje jak Jenny, czy też rozkręcił się dopiero przy romansach pozamałżeńskich :}
                  • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 02.10.14, 20:37
                    grek.grek napisał:

                    > to możliwe, Barbasiu, chociaż David zwierza się swojemu przyjacielowi, że Jenny
                    > "Jest tą jedyną, tą właściwą". oczywiście, nie sposób dociec, czy mówi prawdę,
                    > czy mówił tak i przy okazji jej poprzedniczek.

                    Tak, pamiętam. Nie wykluczam, że David w tym momencie głęboko wierzy w to, co mówi do przyjaciela, że coś czuje do Jenny. Aczkolwiek głębokość tych uczuć weryfikuje scena w której nie sprostał konfrontacji z rodzicami dziewczyny, nie walczył, tylko wziął nogi za pas, po tym jak wyszło na jaw, że jest żonaty.

                    > właśnie :]
                    > bo ja mam wrażenie, że w finale ona się godzi z tym, że będzie żyła tak jak pan
                    > i Stubbs, a więc mocno na ziemi, ale bez polotu.

                    Kto powiedział, że Jenny przypisany jest taki sam los jak pani Stubbs, "mocno na ziemi, ale bez polotu"? Jenny to bardzo inteligentna dziewczyna, w dodatku obdarzona wybitnym talentem pisarskim, a więc ma wielkie szanse, by jej własna historia życia stała się atrakcyjna i pełna polotu. A studia w Oxfordzie na pewno będą w tym pomocne.


                    Myślę że to, "atrakcyjne" życie u boku Davida, włóczenie się po nocnych klubach, chodzenie na koncerty, wystawy, na zabawy wkrótce i tak by się znudziło Jenny.


                    > a tego nie wiadomo, Barbasiu :]
                    > nie wiadomo, czy żonie David też zafundował takie wakacje jak Jenny, czy też ro
                    > zkręcił się dopiero przy romansach pozamałżeńskich :}

                    Hehehe! :) To prawda nie wiadomo.
          • pepsic Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 27.09.14, 18:14
            A niby kiedy człowiek ma mieć ideały, jak nie w młodości, kiedy nie zdaje sobie sprawy, że jedzenie samo nie wskakuje do lodówki.
            • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [ 27.09.14, 19:37
              pepsic napisała:

              > A niby kiedy człowiek ma mieć ideały, jak nie w młodości, kiedy nie zdaje sobie
              > sprawy, że jedzenie samo nie wskakuje do lodówki.

              Yes! Trafione w punkt!
        • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 27.09.14, 15:23
          By rozum był przy młodości nigdy takiej obfitości - jak powiedział wielki poeta.

          Miejcie, Miłe Panie, wyrozumiałość dla głupiej młodości. Dziewczyna ma dopiero 16 lat! Przy całej swej inteligencji , oczytaniu, to głupia, niedoświadczona, nieznająca jeszcze życia gąska, ma prawo popełniać błędy. Rozrywkowe życie na wysokim poziomie, niejednemu mądremu zawróciło w głowie, niejednego doświadczonego zgubiło.

          Jeśli tu kogoś winić, to rodziców dziewczyny , którzy wykazali się naiwnością, albo pazernością albo nie wiem czym i dali się omotać oszustowi.
          • pepsic Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 27.09.14, 18:23
            Rzecz nie w braku wyrozumiałości, ani w wyszukiwaniu winnych, tylko braku pełnej sympatii do bohaterki z powodu ledwo zauważalnego, ale jednak, protekcjonalnego sposoby bycia.
            Ps. Czy to była głupia gąska, polemizowałabym.
            • pani_lovett Re: Kocham Kino "Była sobie dziewczyna" [dziś] 27.09.14, 19:39
              >Ps. Czy to była głupia gąska, polemizowałabym.

              Może do Jenny nie pasuje określenie głupia gąska. Choć z drugiej strony , jak na osobą tak oczytana w literaturze to zachowąła się jak klasyczna głupia gąska.
    • grek.grek "TOżsamość" TVN, 22:05 26.09.14, 17:39
      zaraz po "Kac Vegas w Bangkoku" ;]

      opisówka : biolog z Ameryki, z żoną, przyjeżdza do Berlina na konferencję naukową. przypadkiem na lotnisku zostawia wszystkie swoje papiery i dokumenty, próbuje po nie wrócić z hotelu, ale wtedy właśnie ma wypadek.

      wychodzi z niego cało, ale za to z amnezją. w dodatku żona go nie poznaje, za niego samego podaje się jakiś obcy chłop. papierów żadnych nie ma, więc policja uważa go za wariata. i na domiar wszystkiego, ktoś chce go zabić.

      obsada : Liam Nesson, Diane Kruger, Aidan Quinn, Bruno Ganz [ten od m.in Hitlera w "Upadku"].

      brzmi nienajgorzej, jak na sensacyjkkę, prawdaż ? :]
      skaczemy ?

      • pani_lovett Re: "TOżsamość" TVN i "Miód" w TVPKultura 20:25 26.09.14, 19:12
        > brzmi nienajgorzej, jak na sensacyjkkę, prawdaż ? :]
        > skaczemy ?

        Brzmi rzeczywiście nienajgorzej, film ma nawet sporo punktów na filmwebie, widzę, wygląda na to, że warto skoczyć, tylko że ... zarwałam wczoraj noc na "Dziewczynę ..." i nie wiem, czy dam radę dziś obejrzeć cały film. :/

        Dziś w TVPKultura "Miód" - dramat turecki.
        Film został nagrodzony Złotym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie w 2010.

        Yusuf mieszka z rodzicami w małej wiosce pośród gór. Jego ojciec, Yakup, zajmuje się tradycyjnym pszczelarstwem - umieszcza specjalne leśne ule na szczytach wysokich drzew. Chłopiec często towarzyszy ojcu w wyprawach w głąb lasu, który staje się dla niego miejscem pełnym magii i przygód. W szkole marzeniem Yusufa jest zdobycie odznaki, którą dostają tureccy pierwszoklasiści za umiejętność głośnego czytania. Beztroskie dzieciństwo chłopca kończy się, gdy ojciec coraz dłużej nie wraca z dalekiej wyprawy w góry po miód.
        www.telemagazyn.pl/film/536347/miod
        • grek.grek "Miód" w TVPKultura - parę słów w temacie 27.09.14, 15:03
          obejrzałem, dzięki Barbasiu :]
          oglądałaś także ?
          Czcigodni ?

          spróbuję dwa słowa, na okoliczność.

          wyciszone, wyczyszczone do zera z niepotrzebnych słów, obrazów i gestów, wycyzelowane ekstremalnie kino. precyzja rezysersko-zdjęciowa godna podziwu.

          tak jak w opisie, który podałaś : cały czas kamera śledzi Yusufa, 6-latka z małej górskiej miejscowości w głębi Turcji.

          w szkole jest wyobcowany [gdy wszystkie dzieci się bawią na dziedzińcu, on siedzi w sali i przygląda się im przez okno], właściwie wszystkie jego starania wiążą się z pragnieniem zdobycia - wspominanej - czerwonej plakietki oznaczającej biegłe opanowanie czytania na głos. w istocie, Yusuf nie czyni żadnych postępów, tego "lwa i mysz" duka tak samo żałośnie na początku, jak i na końcu. rzecz w tym, że wszyscy pozostali w klasie już dawno swoje plakietki uroczyście otrzymali, więc nauczyciel prosi by nagrodzono Yusufa brawami i przypina mu odznakę. zapewne docenia w ten sposób starania chłopca i nie chce go piętnować jako jakiegoś skończonego tumana.

          traf chce, że ten radosny moment w jego życiu, splata się z momentem tragicznym.

          dokładnie jak w opisie : ojciec Yusufa zajmuje się bartnictwem ekstremalnym. po linie wdrapuje się na wysokie drzewa, w koronach których rozmieszczone są ule i oporządza z miodu. Yusuf towarzyszy mu w niemal każdej wyprawie. poznaje kwiaty, rośliny, pomaga ojcu przywiązując na dole do lini potrzebne akcesoria, które następnie ojczul wciąga do góry. wygląda to sprawnie i harmonijnie.

          równie sprawnie porozumiewają się poza pracą. ojciec wie, że Yusuf nie lubi pić mleka, więc kiedy matka aka żona stawia na stole kubek z mlekiem do kolacji - ojciec wyczekuje na moment, kiedy będzie ona odwrócona plecami i wypija go za Yusufa, a chłopiec uśmiecha się znacząco. nic nie muszą do siebie mówić, ich porozumienie nie wymaga słów.

          Yusuf znacznie lepszą komitywę czuje z przyrodą, z lasem, z naturą. tam się czuje swobodniej, lepiej mu wszystko wychodzi, może dlatego że nie musi gardłować, raczej rozpływa się błogo i po dziecięcemu w ciszy tego innego świata. kontrast między leśną głuszą, a szkolnym harmidrem jest bardzo jaskrawy. tyllko raz Yusuf znajduje w szkole okazję do uśmiechu. wtedy gdy przypadkiem słyszy jak koleżanka na głos czyta jakiś fragment ksiązki czy wiersza. ten fragment traktuje o przyrodzie, o "pójściu letnim popołudniem pod modrym niebem drogą wśród kłosów". wtedy Yusuf prawie się uśmiecha podsłuchując przez uchylone drzwi.

          kiedy ojciec słabnie na drodze i osuwa się na ziemię [chory jest na coś, nie do końca wiadomo na co] tracąc przytomność - Yusuf biegnie do strumienia i przynosi wodę, którą go chłodzi.

          i przychodzi dzień, w którym ojciec oznajmia, że do już zainstalowanych uli nie przylatują pszczoły, nie ma miodu. musi zatem wyruszyć na poszukiwanie nowych miejsc, gdzie mógłby przenieść cały interes. idzie sam, Yusuf zostaje z matką.

          ojca nie ma długimi dniami. Yusuf róznie je spędza - oprócz szkoły : śpi, łazi po okolicy, a także przełamuje swoją niechęć do picia mleka. znajduje też w sobie gen kombinatora : kiedy nauczyciel w szkole sprawdza prace domowe - Yusuf nie odrobił lekcji, więc podmienia zeszyty swój i kolegi z klasy, aby ratować skórę. udaje się, Yusuf dostaje pochwałę, kolega zaś zostaje zganiony, wykręcony za ucho i pouczony "bierz przykład z Yusufa !" ;]

          ojciec nie wraca coraz dłużej i matka bardzo się niepokoi. czasami do wioski wracają z terenu jacyś robotnicy, którzy widzieli go nie dalej jak dzień wcześniej, więc pojawia się głośne "uff", ale wkrótce żona zmuszona jest pójśc go szukać, bo przez dobrych kilka dni z rzędu żadne informacje nie docierają. razem z Yusufem odwiedza m.in coś w rodzaju jarmarku, odbywającego się na wolnej przestrzeni, jakiejś równinie za sąsiednią wsią. cała gromada ludzkości, śpiewy, tańce, handel... jakaż inna rzeczywistość niż majestat ciszy i spokoju górskiej wioski zakrytej fantazyjną roślinnością rozmaitą.

          kiedy ojciec nie znajduje się w najbliższym sąsiedztwie, matka zostawia Yusufa u babci i rozpoczyna przeszukiwania na szeroką skalę. wkrótce powraca - bez żadnych osiągnięć.

          oboje, Yusuf i matka, martwią się okrutnie, najmniejszy szelest za drzwiami wieczorową porą już ich podrywa na nogi. Yusuf wychodzi nocą na ganek i wygląda, nasłuchuje, popijając mleko - wygląda jak mały dorosły. stara się nie robić matce problemów w tym trudnym czasie, może stąd ten szkolny brzydki numer jaki wycina koledze. może z tego samego powodu chętnie wypija mleko i podpatruje ukradkiem, czy matka widzi jak on się dojrzale zachowuje. dorasta - to całkiem nowe doświadczenie, nerwowe oczekiwanie na kogoś najbliższego, poczucie odpowiedzialności i zmartwienie. w jakiś sposób, te dni są końcem jego beztroski dziecinnej.

          Yusuf z czerwoną odznaką szkolną pędzi do domu jak na skrzydłach, tupiąc po rozmokłym dukcie. już chce się matce pochwalić, kiedy pod domem zastaje całą grupę ludzi. słyszy jak mówią, że jego ojciec zginął tragicznie spadając z wysokiego drzewa. matka płacze, kobiety ją pocieszają. Yusuf nie pokazuje się im na oczy, cofa się i ucieka. w las. brnie dalej i dalej, aż wreszcie siada przy drzewie i tam zostaje w ostatnim kadrze.

          symboliczny moment. jest to dla niego przeżycie, dramatyczne z pewnością - nie szuka wtedy ludzi. szuka natury, przyrody, miejsca które w prosty sposób jest związane z tym, co jest dla niego bliskie. oraz z ojcem. to w takie miejsca szli razem i w takich miejscach wykuwała się ich zażyłość i prawie nieme, ale bardzo głębokie [tym głębsze] uczucie. doskonała puenta.

          niewiele się tu dzieje jak chodzi o tzw. akcję, ale za to mnóstwo się dzieje w bohaterach, a zwłaszcza w głównym. mały pan aktor jest zdumiewająco plastyczny w swojej nieplastyczności i ekspresyjny w swojej ostentacyjnej nieekspresyjności [nie pytajcie jak to możliwe, ale tak to odebrałem, zwłaszcza tuż po zakończeniu filmu], wykazuje nadzwyczajne zrozumienie sytuacji swojego bohatera, którą ma odgrywać.

          Złoty Niedźwiedz'2010 w Kulturze o 20:20 [z powtórką nocną, na szczęście] ?
          to by znaczyło, że jesteśmy w Europie :]

          w ogole, Kultura nie zawodzi tej jesieni, to już 4 albo 5 film festiwalowy z ostatnich lat Berlinów, Cannesów i inych Wenecji.

          • pani_lovett Re: "Miód" w TVPKultura - parę słów w temacie 27.09.14, 16:20
            Piękne. Wzruszające. :)

            Niestety nie mogłam oglądać, musiałam wyjść wieczorem.
            Ale na pewno obejrzę.
            Bardzo się cieszę, że Ty obejrzałeś i mamy ten film w naszej kolekcji!

            > Złoty Niedźwiedz'2010 w Kulturze o 20:20 [z powtórką nocną, na szczęście] ?
            > to by znaczyło, że jesteśmy w Europie :]

            Ha! :)))
            • grek.grek Re: "Miód" w TVPKultura - parę słów w temacie 28.09.14, 17:04
              dzięki :}

              warto zobaczyć.
              jak tylko Ci się uda - koniecznie napisz o swoich wrażeniach.
          • pepsic Re: "Miód" w TVPKultura - parę słów w temacie 27.09.14, 18:05
            Sorry, ale nie podzielam Twego zachwytu. Oglądałam w kinie i ledwo wytrwałam do końca.
            • grek.grek Re: "Miód" w TVPKultura - parę słów w temacie 28.09.14, 17:04
              może ten film musi trafić w odpowiedni nastrój widza ? :]
              • pepsic Re: "Miód" w TVPKultura - parę słów w tem 29.09.14, 19:26
                Ale żeby nikt w kinie nie nastroił się właściwie?
                ;)
      • maniaczytania Re: "TOżsamość" TVN, 22:05 26.09.14, 19:24
        tak na szybko, bo nie mam dziś czasu ;)
        "Tożsamość" ogląda się fajnie, sama intryga fajnie się rozkręca, te wszystkie dwuznaczności, nie wiadomo, czy to przyjaciel czy wróg itp. Ale! To, po co ta cała intryga - słabe albo ja nie mam odpowiedniej wrażliwości ... ekologicznej ;)
        • grek.grek Re: "TOżsamość" TVN, 22:05 27.09.14, 17:36
          dzięki, Maniu :]
          nie oglądałem wczoraj, przy okazji jakiejś powtórki spróbuję nadrobić.
          • pani_lovett Re: "TOżsamość" TVN, 22:05 27.09.14, 18:38
            Ja obejrzałam tylko połowę /nie dałam razy /. Początek, mam wrażenie, trochę się wlecze, ale całkiem nieźle się oglądało, chętnie obejrzę jeszcze raz o lepszej porze .
    • pani_lovett "Mad Men" sezon VI w TVPKultura czwartek 21:15 26.09.14, 19:19
      "Mad Men" powrócił z VI przedostatnim sezonem. :)
      Niestety premiera sezonu nałożyła się na premierę "Jesteś bogiem" w TVPDwójce. Ale tradycyjnie będzie w piątek czyli dziś jest powtórka o 23:15.
    • pepsic Re: "Jesteś Bogiem" - jakie wrażenia ? 27.09.14, 11:28
      Dalekie do arcydzieła. Wartościowe w kategoriach dramatycznych, dużo mniej muzycznych, gdzie czuć niedosyt.
    • siostra_bronte "Amelia" 27.09.14, 15:13
      W Stopklatce o 20.00. Widzieliście ten film? Bo ja tak i wzbudził we mnie bardzo mieszane wrażenia.
      • pani_lovett Re: "Amelia" 27.09.14, 16:00
        A ja oczywiście uległam Ameliomanii, jaka niegdyś towarzyszyła temu filmowi . Wypadałoby obejrzeć raz jeszcze i zobaczyć jak po latach sprawdza się ten film.
      • pepsic Re: "Amelia" 27.09.14, 18:07
        A jakże. Irytujące z jeszcze bardziej irytującą bohaterką.
        • siostra_bronte Re: "Amelia" 27.09.14, 18:13
          Dzięki, Pepsic. Ulżyło mi :)
          • pepsic Re: "Amelia" 27.09.14, 18:24
            Zawsze do usług:)
          • pani_lovett Re: "Amelia" 27.09.14, 19:41
            He,he! :)

            A Ty, Greku, jaki masz stosunek do "Amelii" i Amelii?
            • siostra_bronte Re: "Amelia" 27.09.14, 20:29
              Grek coś podejrzanie milczy :)
            • grek.grek Re: "Amelia" 28.09.14, 16:58
              jeszcze żadnego nie mam, bo nie oglądałem nigdy :]
              • angazetka Re: "Amelia" 28.09.14, 21:28
                Szok i niedowierzanie ;)
                Raz z powodu niewidzenia, a dwa - że chyba jeszcze nie widziałam negatywnych opinii o "Amelii", a tu proszę. I wyznam, że mnie się jednakowoż "Amelia" podobała - nie żeby jakoś szaleńczo, ale od premiery kinowej oglądałam ją kilka razy i zawsze z przyjemnością.
                Szkoda tylko, że Audrey Tatou potem w kółko grała Amelią...
                • pani_lovett Re: "Amelia" 28.09.14, 21:46
                  angazetka napisała:

                  > Szok i niedowierzanie ;)
                  > [...] dwa - że chyba jeszcze nie widziałam negatywnych op
                  > inii o "Amelii", a tu proszę.

                  No właśnie!?? Mam tak samo (z opóźnieniem ;).
                • grek.grek Re: "Amelia" 29.09.14, 14:08
                  :]

                  Angazetko, popatrz na to z tej lepszej perspektywy... wszystko przede mną ;]]

                  zabawne, ze nie widziałem tego filmu, ale wydaje mi się, że charakterystyczną twarz Audrey Tautou jako Amelii widuję od urodzenia ;]
                  • siostra_bronte Re: "Amelia" 29.09.14, 18:25
                    Hehe. Tak, trudno było uciec od Ameliomanii :)

                    Muszę przyznać, że scenariusz jest ciekawy, zdjęcia bardzo efektowne, sporo fajnych pomysłów. Ale im dłużej myślałam o tym filmie po wyjściu z kina tym mniej mi się podobał. To piękna, kolorowa, ale jednak tylko bajka. Historia zbyt odległa od rzeczywistości, żeby ją traktować poważnie. A bohaterka jest tak słodka, że aż wkurzająca. Nie wiem, może to film tylko dla niepoprawnych optymistów? :)
                    • angazetka Re: "Amelia" 29.09.14, 21:36
                      No ale to przecież ma być bajka :) Bajka na miarę naszych czasów ;)
    • pepsic Hiszpańskie "80 dni" - wczoraj obejrzane, spojler! 28.09.14, 11:32
      Dzięki łaskawości tvp kultura:)
      Spotkanie przyjaciółek po latach i związane z tym perturbacje... około miłosne. Świetnie zagrane i rozpisane z doskonałym wyczuciem psychologicznym każdej z 3 postaci. Przy tym wszystkim nie brakuje scen zabawnych np. kiedy kolega z pracy z bezcenną miną ratuje z opresji przemoczone dwie starsze panie, którym zachciało się wyprawy na łódce. Albo ta, kiedy małżonek podejrzewający wybrankę serca o zdradę i obserwujący ją z ukrycia w newralgicznym momencie rusza do boju, [a wyglądał na człowieka bez fantazji;)] .Potwierdzenie tezy, że takim samym emocjom i rozterkom człowiek ulega bez względu na wiek, tylko w tym mocno dojrzałym nie czas na zmianę życia. Czuję, że II część zabrzmiała kontrowersyjnie.
      Świetny dramat. Polecam:)
      • grek.grek Re: Hiszpańskie "80 dni" - wczoraj obejrzane, spo 28.09.14, 16:57
        oglądałem.
        w nocy :]

        bardzo dobry film.
        spoiler :]
        ciekawe jak to ugryźć - z jednej strony, Axun nie zostawia męża, bo on ją emocjonalnie szantażuje, bierze na litośc i zatrzymuje przy sobie, chociaż sam jest [przepraszam za dosadność] stetryczałym pierdołą, który wiecznie tylko siedzi w tej swojej kapuście, nie widzi że żona gnije w czterech ścianach i nawet nie umie jej powiedzieć komplementu, ot choćby że z tymi kolczykami jej do twarzy. gdyby nie ten szantaż, to by odeszła.

        i tutaj pytanie : czy ona odwzajemniła uczucie Maiti, czy odeszłaby od męża tylko z powodu tego, ze życie z nim to porażka i skazanie się na utratę ostatniej nadziei na pogodną, wesołą, atrakcyjną starość z kimś, z kim Axun po prostu wspaniale się czuje i spędza czas ?

        jak sądzisz ?
        może - spoiler :]... odpowiedź jest w zakończeniu, po 3 latach, kiedy znów się spotykają, Axun jest już szczęśliwą wdową, zmieniła fryzurę, widać wyraźnie że odżyła bez imć Pierdoły i to ona proponuje zaległą "kawę" Maiti ? a "kawa"... no to jest konkret, jakby nie patrzeć :]]

        "kontrowersyjnie" ?
        a możliwe :]
        spoiler :]
        dwie 70-letnie kochanki... to na pewno mogło tak zabrzmieć.
        ale wg mnie, to film o miłości. o znalezieniu w życiu nadziei w drugim człowieku. jeśli Axun zakochuje się zwrotnie w Maiti, mimo że sama niekoniecznie jest lesbijką, to znaczy że zakochała się w tym, jak dobrze się z nią czuła, w jej uśmiechu i pogodnej naturze, poczuciu humoru. fakt, że Maiti jest kobietą może tu być zupełnie drugorzędny. i to dopiero, wg mnie, jest interesująca perspektywa :]

        • pepsic Re: Hiszpańskie "80 dni" - wczoraj obejrz 29.09.14, 19:47
          Decyzja Axun jest dla mnie zrozumiała i prosta: starego psa z domu sie nie wyrzuca się, a ponadto zgodna z mądrą maksymą bohatera "Co nas kręci...." : robić, to co nas kręci i to, co nas podnieca, ale jednocześnie nie robić krzywdy drugiemu.
          Myślę, że sam odpowiedziałeś na pytanie. Axun miała do Maiti słabość, dobrze sie w jej towarzystwie czuła, a uczucie i zauroczenie było odwzajemnione. Z tym że Maiti była w dużo dogodniejszej sytuacji, bo nie miała nic do stracenia, ani nie musiała dokonywać wyborów.
          Greku, ja inaczej zrozumiałym zakończenie. Otóż propozycja Axun wypicia wspólnie kawy została przez Maiti w zawoalowany sposób odrzucona poprzez nie podjęcie tematu, a tyko grzecznościową formułkę. Wychodzi, że miała żal.

          • grek.grek Re: Hiszpańskie "80 dni" - wczoraj obejrz 30.09.14, 17:01
            a mnie się wydawało, że Maiti się zgodziła jednak :]

            fakt, że 3 lata wcześniej, Axun dośc bezceremonialnie ucina ich znajomość - ale tutaj wyświetla mi się idea, że Maiti po prostu zrozumiała dlaczego przyjaciółka musiała tak postąpić i nie chowa urazy.

            wydaje mi się, że ten film ma tak optymistyczne, w gruncie rzeczy, przesłanie, że nie mógłby się skończyć rzuceniem rozczarowującego focha przez jedną z uczestniczek tej TAK! odmalowanej relacji :]

            i byłaby w tym jakaś odwrócona prawidłowość - za pierwszym razem, to Maiti zaprasza Axun. w finale role się odwracają. Axun zaproszeniem na zaległą kawę w jakiś sposób mówi "przepraszam za wtedy" i... idąc dalej i dopowiadając - one się przy tej kawie spotkykają i Axun wszystko jej tłumaczy, objaśnia, a potem się oświadcza ;]



            • pepsic Re: Hiszpańskie "80 dni" - wczoraj obejrz 30.09.14, 22:28
              Ta domniemana zgoda wyglądała na typową scenkę, kiedy ktoś kogoś zaprasza słowami: musisz do mnie zajrzeć koniecznie na kawę, please. A delikwent nawet nie zna adresu.

              Maiti wszystko rozumiała od razu, tylko że jej ambicja została urażona, wtedy na cmentarzu.

              "a potem się oświadcza"
              He, he, iście ułańska fantazja:)
      • pani_lovett Re: Hiszpańskie "80 dni" - wczoraj obejrzane, spo 28.09.14, 21:59
        Niestety nie oglądałam. Żałuję bardzo. Dzięki Pepsic i Greku. Bardzo zachęcające są Wasze komentarze. Aż poszukam sobie filmu wiadomo gdzie.
        • grek.grek Re: Hiszpańskie "80 dni" - wczoraj obejrzane, spo 29.09.14, 14:06
          skoro wiadomo-gdzie, to pragnę Ci pilnie donieśc, że na Zal-u-kaj. tv[bez tych kresek nie przejdzie, hehe] jest i czeka :]

          bardzo ciekawy film, nie zawiedziesz się [wierzę].
          • pani_lovett Re: Hiszpańskie "80 dni" - wczoraj obejrz 29.09.14, 23:46
            Jest, tak, dziękuję. :) Jutro będę oglądać.
        • pepsic Re: Hiszpańskie "80 dni" - wczoraj obejrzane, spo 29.09.14, 19:49
          Może poczekaj, kultura lubi powtórki. Monitor kompa to jednak nie to samo, no chyba że się podłączasz do do tivi, bo ja tak robię.
    • pani_lovett "Z pamiętnika położnej" i "Hannibal" dziś 28.09.14, 11:56
      Stopklatka 17:35 i TVPuls 22:00


      PS Będę wieczorem. Pa
      • grek.grek Re: "Z pamiętnika położnej" i "Hannibal" dziś 28.09.14, 17:18
        yes, dzięki Barbasiu :]

        w Jedynce Woody - zatem Hannibala"... nadgryzę [hehe] do połowy, a jutro doobjrzę.

        jaki Ty masz plan ? :]
        • pani_lovett Re: "Z pamiętnika położnej" i "Hannib 28.09.14, 21:44
          :)

          Bardzo dobra decyzja, Greku.
          Dzisiejszy Woody - kapitalna komedia (nagrałam ją sobie), będzie dużo zabawnych dialogów, więc przygotuj kartkę i długopis.

          Ja dziś z "Hannibalem" spędzę wieczór, całą godzinę, sama od drugiej połowy ... ;)

          • grek.grek Re: "Z pamiętnika położnej" i "Hannib 29.09.14, 14:04
            haha, Barbasiu mam nadzieję, że czułaś moje duchowe wsparcie ;]
            nie oglądałem wczoraj, niestety niczego, więc dzisiaj nadrabiam wszelkie zaległości.

            w nocy zobaczę "Co nas kręci...", a Hannibala widziałem przed chwilą :]

            jak "podobały" ci się "aniołki" ?
            sądzę, że średnio, mam rację ?
            powiem Ci, że i mnie niespecjalnie, a do tego kamera tak złośliwie eksponowała wszelkie szczegóły...
            robi wrażenie, nie ma co.

            coś się pan Will Graham łamie, nieprawdaż ? bliźniaczo podobnie zachowuje się do żony Jacka Crawforda - ona odsuwa się od męża, Will od swojego szefa i mentora. a razem jest to splecione z motywacjami gościa od "aniołków" - powiedziałbym, że bardzo zgrabnie zapleciony scenariusz; jak sądzisz ?

            jak myślisz, Lecter specjalnie ustawił tę figurkę jelenia w swoim gabinecie ? to jawne pogrywanie z Willem, z jego sumieniem, które zdaje się doznało uszczerbku przy sprawie Hobbsa, i wytrzymałością, która i tak jest nadwerężona przez kolejne maszkarony a'la "aniołki", zwłaszcza, że on to umie postrzegać z punktu widzenia sprawcy.

            gdzies się dziewczyny pochowały :] prócz pani Azjatki, która wydaje mi się najfajniejsza z całego tego grona. zauważyłaś jak zagadnęła Willa "MOże to naiwne pytanie w naszej branży, ale... czy wszystko w porządku ?" - yup :]

            jak Twoje wrażenia po tym odcinku ?

            • pani_lovett Re: "Z pamiętnika położnej" i "Hannib 02.10.14, 00:01
              O tak! Czułam, Greku, Twoje wsparcie podczas oglądania "Hannibala" . :)
              Myślałam o Tobie, że Ty już przy komedii Allena (tak wtedy sądziłam) i było mi raźniej.

              Anioły - ludzkie zwłoki z wyciętymi na plecach płatami oddzielonej od kości skóry, która następnie zostaje odgięta na boki w taki sposób, że przypomina skrzydła anielskie - w ogóle mi się nie podobały. Wyglądały strasznie, makabrycznie.

              cdn.



              • grek.grek Re: "Z pamiętnika położnej" i "Hannib 02.10.14, 13:37
                cieszę się :]

                yes, podziwiac można wyobraźnię tego, kto to wymyślił, ale widok mało estetyczny, nawet jako
                forma ekranowej sztuki.
                • pani_lovett Re: "Z pamiętnika położnej" i "Hannib 05.10.14, 22:56
                  > yes, podziwiac można wyobraźnię tego, kto to wymyślił, ale widok mało estetyczny
                  > nawet jako forma ekranowej sztuki.

                  To samo myślę. :)

                  A propos nie wiem, czy zwróciłeś uwagę operujacy szokującymi kontrastami montaż w tym odcinku "Hannibala", zaraz po mało estetycznej scenie ukazującej makabryczne ludzkie anioły (tej pary, którą morderca, podpinając martwe ciała do sufitu, pozostawił w pozycji klęczącej przy łóżku, uch!) , pojawił się obraz arcywykwintnego dania, foie gras , przyszykowanego przez doktora Hannibala dla Jacka Crawforda i jego żony (foie gras- pasztet produkowany ze stłuszczonych wątróbek kaczych i gęsich*).

                  I mimo że bohaterowie ze smakiem zajadają owe wykwintne potrawy, to widz odczuwa niesmak w związku z krążącym po głowie straszym podejrzeniem, że składnikiem owej portawy mogą być fragmenty ludzkich zwłok, "aniołów", które chwilę wcześniej pojawiły się na ekranie (w tym przypadku nie były).


                  >jak myślisz, Lecter specjalnie ustawił tę figurkę jelenia w swoim gabinecie ? to jawne >pogrywanie z Willem, z jego sumieniem,

                  Możliwe.
                  Zwróciłam uwage na tę figurkę, rzeźbę jelenia w gabinecie dr Hannibala we wcześniejszych odcinkach, gdzieś w tle się pojawiała. Will w końcu zwrócił na nią uwagę...

                  Czy Ciebie, aby nie zaczyna nudzić trochę ten serial, że rozglądasz się na boki, na Azjatki? ;)



                  *
                  "W celu uzyskania 10-krotnie powiększonej patologicznie wątroby (choroba zwana stłuszczenie wątroby), 3-6 miesięczne kaczki i gęsi przeznaczone na foie gras trzymane są w ciasnych klatkach, pozbawione możliwości ruchu i karmione obgotowaną, zmieloną i natłuszczoną kukurydzą wtłaczaną na siłę do przełyku ptaków". wiki
                  • grek.grek Re: "Z pamiętnika położnej" i "Hannib 06.10.14, 16:15
                    ciekawe spostrzeżenie, Barbasiu :]
                    rzeczywiście - tak właśnie jest.
                    z jednej strony - kontrastujące, jak zauważyłaś, z drugiej - sugerujące coś, co wkrótce
                    musi wyjść na jaw [jestem po 6 odcinku ;)].

                    Will ma wyrzuty sumienia z powodu zabicia Hobbsa.
                    Hannibal zręcznie je w nim podsyca i nie pozwala mu o nich zapomnieć.

                    haha, ależ skąd... pani Azjatka to takie... dobro dodatkowe ;]

                    rozumiem wegentarian.
                    • pani_lovett Re: "Z pamiętnika położnej" i "Hannib 07.10.14, 00:26
                      grek.grek napisał:


                      > z jednej strony - kontrastujące, jak zauważyłaś, z drugiej - sugerujące coś, co
                      > wkrótce musi wyjść na jaw [jestem po 6 odcinku ;)].

                      Ale ja / my TO już przecież wiemy, wiedzieliśmy o TYM zanim zaczął się serial, poznawszy wcześniejsze adaptacje powieści Thomasa Harrisa. Może nawet serial w związku z tą wiedzą o bohaterach trochę na tym traci, bo efekt zaskoczenia w kolejnych odsłonach mrocznej natury dr Hannibala (a pierwsza pojawiła się , jak wspomniałeś, wczoraj, w odcinku 6.) nie będzie działał mocno na widza jak mógłby w tej sytuacji, jak myślisz?



                      > Will ma wyrzuty sumienia z powodu zabicia Hobbsa.
                      > Hannibal zręcznie je w nim podsyca i nie pozwala mu o nich zapomnieć.

                      Tak. Kryzys psychiczny Willa , skutkujący urlopem, przerwą w pracy, byłoby na rękę dr Hannibalowi.

                      > haha, ależ skąd... pani Azjatka to takie... dobro dodatkowe ;]

                      Wybacz, nie dostrzegam nic atrakcyjnego czy pociągającego w tej pani Azjatce!? Ale ja się kompletnie nie znam na męskich gustach i upodobaniach. ;)

                      Yes.
                      • pani_lovett Re: "Z pamiętnika położnej" i "Hannib 07.10.14, 00:28
                        Może nawet w związku z wiedzą o bohaterach serial trochę na tym traci, bo efekt zaskoczenia w kolejnych odsłonach mrocznej natury dr Hannibala (a pierwsza pojawiła się , jak wspomniałeś, wczoraj, w odcinku 6.) nie będzie działał mocno na widza, jak mógłby w tych mało estetycznych , makabrycznych okolicznościach, jak myślisz?
    • grek.grek "Nóż w wodzie" 1962 [1] 28.09.14, 13:27
      1961 rok, debiut pełnometrażowy Romana Polańskiego, scenariusz z dialogami Jerzego Skolimowskiego, z ponadczasową ściezką dźwiękową autorstwa Krzysztofa Komedy.

      Nagroda krytyków [FIPRESCi w Wenecji w 1962], nominacje do Złotego Lwa, Oscara'63 i Bafta w 64. Świetne recenzje. Ale ponad wszystko - status filmu kultowego. Dwuznacznego w wymowie, co zapewne pozwoliło w jakiś sposób grać z cenzurą, o ile takowa była konieczna.

      Znakomita rola Leona Niemczyka, jedna z wielu w karierze. Zygmunt Malanowicz chyba na zawsze pozostał "tym chłopakiem z NOża w wodzie", podobnie jak piękna i seksowna Jolanta Umecka "Krystyną z NOża w wodzie".

      Scenariusz dotykające konfilktów uniwersalnych - młodość kontra dojrzałośc, aspiracje kontra spełnienie, pokolenie na dorobku przeciwko pokoleniu "na swoim".

      gdybyście mieli ochotę skoczyć :
      www.efilmy.net/film,4759,Noz-wodzie-1962-PL.html
      A w opisie...

      Niedzielny poranek. Andrzej [Niemczyk], dziennikarz sportowy i Krystyna [jako sie rzekło, Umecka], jego żona. Małżeństwo 40-latków. W samochodzie. Na pustej szosie, w drodze na przystań na Mazurach, gdzie mają zamiar spędzić weekend żeglując po jeziorach. Wstęp kapitalnie ilustrowany muzyką Komedy, jak zresztą cały film.

      jak to brzmi... uff :
      www.youtube.com/watch?SVNRS_DiHZY
      Najpierw ona prowadzi, potem kierownicę przejmuje on. I to Andrzejowi drogę zagradza zdesperowany młody autostopowicz. Udaje się zahamować, Andrzej wypada z auta wściekły, gotów strzelić w dziób zuchwalca, ale chłopak [Malanowicz, nie chce być inaczej] sprytnie zwraca mu uwagę, ze zostawił zapalone światła. Rozładowuje w ten sposób atmosferę i Andrzej rzuca tylko "Szczeniak ! Jakbym nie zahamował, to trup by leżał na drodze !".

      Podminowany Andrzej spogląda kątem oka na milczącą Krystynę i sugeruje, że "Ty byś go jeszcze zaprosiła do środka, prawda ?" - i wiedziony tym rozgniewaniem rzeczywiście, tonem wkurzonej ironii, znów wyskakuje z auta i czyniąc celowo wyolbrzymione ceremonie zaprasza chłopaka do samochodu.

      Młodziak okazuje się być całkiem gadatliwy, przyznaje, że gdyby nie fakt, że to niedziela i nie jeżdzą ciężarówki, to w ogóle by nie machał na taki urodziwy samochód, bo przecież w takim samochodzie, to lepsza klasa musi jechać, "Myślałem że z ambasady. Ci z ambasady biorą... Ale pan przecież nie wygląda na człowieka, który by był szof... kierowcą czyimś". NIe mówi tego z przekąsem, a raczej jakby z pochlebstwem, więc Andrzejowi trochę się rozjaśnia gęba :]

      "Gdybym się nie zatrzymał, co by się stało ?"< pyta Andrzej, a młody przedrzeźniająco odpowiada "Trup by leżał na drodze", co Andrzej kwituje do zony "Przejechałbym szczeniaka, a odpowiadał jak za człowieka". Mocno.

      Docierają na przystań. Małżeństwo ma tam własną łódź. Chłopak w zasadzie powinien wysiąść, podziękować i pójśc swoją drogę, ale jakoś się ociąga. Kiedy Krystynie spada jakiś toboł, od razu doskakuje i ofiaruje się jako tragarz. Pomaga jej zanieśc te klamoty na łódź. Za chwilę dociera tam i Andrzej. Młodziak stoi na kładce, zadaje pytanie "Klubowa ?", na które Andrzej może się pochwalić odpowiedzią "NIe, nasza".

      Kiedy wreszcie młody żegna się i odchodzi po kładce - Andrzej patrzy za nim i woła go z powrotem. PO co ? A po to, żeby go ostrzec, co by więcej nie robił takich numerów na szosie, bo ktoś inny "może mieć gorsze nerwy i hamulce". Młody na to "Inny zobaczyłby mnie z kilometra i zatrzymałby się wcześniej".

      Kiedy Andrzej poleca mu odcumować łódź, a młody nie bardzo umie i usprawiedliwiająco mówi "Ja wolę chodzić, wie pan - wszystko o własnych siłach, grunt to nogi !", potem zaś dośc bezczelnie, choć kulturalnie pyta, kiedy małzeństwo będzie wracać z tej żeglugi. Gdy Andrzej odpowiada, że rano następnego dnia, młody pyta czy nie mógłby tutaj przyjśc zatem rano i zabrać się z nimi z powrotem.

      W odpowiedzi Andrzej znów wraca do tego zatrzymania się na szosie, a młody mówi mu "Nie zszedłem z drogi, bo wiedziałem że i tak sie pan zatrzyma". Tego za wiele - najpierw Andrzej usiłuje pokryć zdenerwowanie tekstem "Pan jest szczeniak, ale... pan mi się podoba", a potem, gdy znów młody żegna się i odchodzi kładką - ponownie Andrzej woła go "Eee !" i składnia do powrotu. I młody wypala mu wprost "Chce pan grać dalej", na co Andrzej "Pan nie jest dla mnie partnerem". A to oznacza zaproszenie.

      Tak oto młody zostaje majtkiem na okręcie aroganckiego kapitana. Andrzej nie mówi "proszę", nie mówi "czy mógłbyś/mogłabyś". On jest kapitanem i wydaje rozkazy. On wydaje rozkazy, a żona-majtek je wykonuje. Tak widocznie utrwaliły się role w tym małżeństwie i już nikt z nimi nie dyskutuje. KOmenderuje i snuje opowieści o bosmanach, którzy sprawują władze niepodzielną i jak bosman nazwie "chatę" - "wierzbą" i każe wejść na nią marynarzom i kukać", to oni mają tak robić, bo "słowo bosmana jest święte". Cóż za deklaracja hołdu zasadom podporządkowania. A młody jakoś ich nie honoruje, czym zmusza Andrzeja do przyznania, że bosman plótł pierdoły, ale zaraz później dodania "Wychował twardych chłopaków". Andrzej widocznie ma za sobą szkołę morską ;]

      Młody ma być drugim majtkiem. Wydał się Andrzejowi zadziorny, więc akuratny do przycinki. Przy okazji - popisania się przed własną żoną. A ponadto - przyjemności udowodnienia samemu sobie, że jest lepszy. Bierze sobie worek treningowy, aby swoją męskość na nim wyładować.

      A młody ? Cóz... skromny, ale pyskaty chłopak widzi gościa, "któremu się udało" - własna łódź, samochód, atrakcyjna żona, do tego ta postawa pełna wyższości... dlaczego miałby nie spróbować się z nim ? Czując się gorszym - pokazać mu kto jest lepszy.

      A tak naprawde, ten cały pojedynek jest o NIĄ. O to by się przed NIĄ popisać. Stare jak świat :] Tylko dotąd chyba nikt nie wpadł na tak kapitalny koncept, aby całą te rozgrywkę umieścić niemal w całości na niewielkiej płynącej po jeziorze łódce.

      Młody zachowuje się jak młody, a to marudzi że łódka prawie stoi w miejscu zamiast płynąć [Andrzej każe mu splunąć do wody, aby przekonać się że jednak łajba pruje naprzód], a to próbuje się wykazać i być towarzyski - do posiłku częstuje swoich gospodarzy rzodkiewką ze swojego plecaka.

      I pojawia się tytułowy nóż. Spręzynowiec, należący do chłopaka. "Bo w życiu taki nóz jest potrzebny, ot choćby w lesie, kiedy trzeba przedzierać się przez gęstwinę. Na wodzie jest nieprzydatny. Dopiero gdy idzie się przed siebie - trzeba go mieć ze sobą". Prowokuje tą gadką Krystynę do uwagi, ze jest "dziecinny". A Andrzeja do kolejnej opowieści, tym razem o marynarzu, który nie umiał niczym innym się popisać, jak tylko skakaniem ze stołu na szkło z rozbitych butelek - nie kończy jednak swojej anegdoty. Skończy ją później to miało swoje znaczenie w kontekście jego własnej postawy.

      Kiedy młody po raz pierwszy zauważa, że Andrzej strasznie się nadął i szarogęsi się niemożliwie - Andrzej odpowiada "Kiedy jest dwóch na statku, jeden musi być kapitanem". Na co młody odpowiada "... albo kapralem !"> Ciekawe, że żonę Andrzej uznał za całkowicie trzecią ligę. Nawet jeśli łódź nazywa się "Christine".

      Kiedy młody kwestionuje nadrzędnośc Andrzeja, ten pozwala mu złapać za ster - młodziak nie ma pojęcia o żeglowaniu, więc wytwarza chaos, traci kontrolę nad łódką, nagle maszty i żagle zaczynają latać w nieskoordynowany sposób, aż młody obrywa nimi w głowę. Andrzej triumfująco śmieje się. Chłopak musi przyznać - nie ma umiejętności i wiedzy, żeby sterować tym... armatorem :] A Andrzej dobija go tekstem "Tu [pokazuje na głowę] trzeba mieć, a nie tu [stuka się w biceps]"

      Krystyna widzi cały czas, jak dwóch gostków napina wątłe klaty, zdaje się być poza tym. Stara się łagodzić nastroje, wpada jakimiś banalnymi tekstami w sam środek rozpoczętej właśnie kolejnej rundy zapasów między nimi, psuje im szyki, próbuje mitygować męża, a m
      • grek.grek "Nóż w wodzie" 1962 [2] 28.09.14, 14:16
        tutaj scena z tragicznym sterowaniem przez młodego :
        www.youtube.com/watch?v=1AzFuacw7e0
        kontynuując...
        Młodego Krystyna stara się zawstydzać i w ten sposób go hamowac. A może jej zabiegi działają odwrotnie, a może tylko na moment. To ona jest sędzią w tym pojedynku i całą widownią. I ona to wie, ale stara się tego nie okazywać. Nie może jednak nie wiedzieć, że jest piękna i paradując w bikini po pokładzie podbija ambicje chłopaka, że w ten sposób każda jego mała porażka zachęca go do odkucia się w następnej rundzie. A mąz wie, że jak to działa u młodego, więc sam się w ten sposób motywuje by go dominować.

        Młody pęka przy przeciąganiu łódki przez wąski i płytki kanał. Krystyna siedzi przy sterze, a panowie idą brzegiem i ciągną linami łajbę. Młody wysiada "nie jestem burłakiem, mam dość !". I chce sobie pójśc. Andrzej kpi z niego, że "spuchł i miękki jest". Bolesne, ale młody dostaje zastrzyk energii dopiero wtedy, gdy Krystyna proponuje, żeby to on usiadł za sterem, a ona złapie się za linę. Wtedy młody nerwowo rzuca do niej "Nic do pani nie mówiłem !" i chwyta za linę, rozpędza się i ciągnie łódkę tak, że Andrzej musi go hamować. Oto jak działa "cios z małych rączek", jak to ktoś barwnie kiedyś określił ;]

        Andrzej siedzi przy mapie, busoli, którą młody kpiarsko bierze za garnek ["Co pan gotuje ?"]. Ale kiedy młody leżąc na wznak na łodzi i obserwując słońce rzuca "Dwunasta", Andrzej odpowiada patrząc na zegarek : "Dwunasta dziesięć", a Krytyna natychmiast dodaje "Ale on [chłopak] nie ma zegarka". Mały punkt.

        Za chwilę kontra. Kiedy chłopak gwiżdze sobie beztrosko, Andrzej strofuje go, że nie wolno i że takie coś "Marynarz musiałby włazi na maszt". Co robi chłopak ? Włazi na maszt. I ze szczytu drwiąco pyta "Mam zakukać ?". Andrzej jest wściekły. Ten popis sprawności fizycznej, jak mniema, musiał zrobić wrażenie na Krystynie. Tym gorzej, że ona stara się go uspokoić.

        Za chwilę Andrzej zarabia kolejny punkt, kiedy żona prosi go o posmarowanie jej pleców olejkiem do opalania. "Ona jest moja, widzisz, synku ? MOja, bo jestem lepszy od ciebie" - zapewne i Andrzej i chłopak mają tę samą myśl podczas tej sceny.

        "Baran !" - strzela chłopak leżąc sobie na pokładzie. "Kto ? !" - wybucha Andrzej, na co młody "Chmura. Jak baran". Andrzej po chwili mamrocząc przyznaje mu rację :}

        Kiedy Krystyna przynosi garnek z zupa na obiad, Andrzej łapie go za owiniętą szmatką rękojeśc. Młody drwi z tego. POdburzony Andrzej rzuca "Chcesz bez tego, to spróbuj !". I młody próbuje, garnek jest gorący, więc widać ze za chwilę upuści. Krytyna próbuje mu pomóc, ale młody upuszcza. Garnek spada na pokład, zupa się wylewa. Młody implusywnie skacze do niej "To pani wylała zupę !". Od razu jednak zawstydza się własnej słabości i wybuchu. Odwraca się i stojąc przy maszcie przeżywa swój wstyd.

        Chce uciekać, gorączkowo dopytuje się, gdzie brzeg jakiś i jak w ogóle stąd można się wydostać. Andrzej znów triumfuje, mentorskim tonem oznajmiając "Żeglarstwo, to sport dla dorosłych ludzi. Jak jest fala, to się płynie, jak nie ma - to nie". Ładna deklaracja oportunizmu i koniunkturalizmu, żeby nie rzec imposybilizmu, prawda ? :}

        Krystyna dodaje "Cóz by pan robił, gdyby pan z nami nie płynał ?", na co młody odpowiada "Szedłbym. Chodzenie jest dla ludzi, idzie się żeby iść".

        Tak się młody zapamiętuje, ze łapie za wiosła chąc przyspieszyć ruch łodzi ku brzegowi. Krystyna widząc jego determinację sugeruje Andrzejowi, że powinni zboczyć z kursu, wysadzić go na bliższym brzegu, a potem dalej płynąc już tylko we dwoje. Ale Andrzej nie ma zamiaru usttępować fochom młodego. Nie teraz, kiedy już ma go pod butem.

        I tak Andrzej steruje, że młody dostaje znów w głowę jakimś omasztowaniem. I skacze agresywnie do Andrzeja z wiosłem w garści. PO chwili odrzuca je prowokacyjnie do wody. Andrzej każe mu skakać i wyłowić. A ten, że pływać nie umie. Andrzej nalega. Krystyna im przerywa i sama płynie po to wiosło.

        Kiedy młody bawi się nożem w wystukiwanie pomiędzy palcami - Andrzej przygląda się z ciekawością. I za chwilę - sam podstawia dłoń. Młody "nożuje" coraz szybciej i szybciej, śmieje się, patrzą sobie w oczy. Mógłby Andrzeja trafić w palec, ale przecież chodzi o to właśnie, żeby wykazać się umiejętnościami, a zatem - nie wolno mu go zranić. Cóż za przewrotnośc :] Młody w końcu sam się kaleczy :
        [wreszcie coś jest w jutubie, heh, tyle że sam obraz, bo dialog jest inny niż w filmie] :
        www.youtube.com/watch?v=5Aub5Xl8_GI
        Andrzejowi wyraźnie zaimponowała technika nożownictwa w wykonaniu chłopaka. Kiedy ten znika pod pokładem, aby opatrzyć dłoń, Andrzej sam próbuje go naśladowac, ofk dwa tempa wolniej, i kiedy młody do zastaje przy tej czynności - jest zmieszany wyraźnie.

        Gdy Andrzej i Krystyna skaczą do wody by się wykąpać, młody próbuje zmienić kierunek pływu łodki. Znów traci kontrolę nad pojazdem. Małżeństwo płynie mu na pomoc i jakoś opanowuje sytuację. Młody chwali się "JUż pod koniec łapałem co i jak !". G... prawda ;] Kiedy na polecenie Andrzeja balansuje łódź, nagle nabiera świetnego humoru, nagle cała trójka harmonijnie współpracuje. Wtedy ma miejsce to znane ujęcie "chodzenia po wodzie" chłopaka, do których Krystyna mówi "Płynie się, aby płynąc !", jakby sygnalizując podobieństwa ich życiowych dróg, pomimo róznic w statusie - wszystkim chodzi o to samo :
        www.youtube.com/watch?v=GPLg0uDB3U4
        Rozkręca się deszcz, błyska się i grzmi. Idzie burza [którą Andrzej przewidział na podstawie tych swoich kompasów i busol]. Cała trójka walczy z przechyloną łodzią, niedaleko brzegu, na tyle blisko, że i młody może pomóc, bo wody tutaj ledwie po pas. Udaje się im, a potem zaciągają łodź między tataraki i inne takie, chyba żeby w nocy jej wiatr nie porwał ;] A sami chowają się pod pokładem, gdzie całkiem miły pokoik jest.

        Kiedy Krystyna przebiera się i na chwilę zdejmuje [plecami odwrócona] stanik, prosząc by "nie odwracać się teraz", młody zagląda odruchowo goniąc latającą muchę, zaraz dyskretnie odwraca wzrok, ale Andrzej to widział.

        Najpierw kielonek koniaku na rozgrzewkę, a potem kolejny pojedynek - tym razem na szybkość dmuchania materaców. Andrzej pompując miechem i tak jest wolniejszy od młodziaka, używającego własnych płuc. A zaraz później - rzut nożem w deskę do krajania wiszącą na ścianie. Obaj trafiają. A to tylko wstęp do gry w bierki.

        Tutaj Andrzej znów może triumfowac. Jest mistrzem. Powiada "Znałem kiedyś jednego, który tak umiał to robić jak ja, był geniuszem bierek [skromny gość :)]. Bierki to nie wystrugane drzewo, to żywy organizm".

        Krystynie nie idzie, młodemu też nie. Ale kiedy Andrzej się popisuje, między nimi rozgrywa się coś, co on kompletnie ignoruje, dowodząc w istocie własnego niezainteresowania swoją żoną.

        Za poruszenie bierką - trzeba dać fant. A potem ten fant wykupić. Młody prosi, żeby Krystyna zaśpiewała piosenkę, której melodię czasami zdarza się jej nucić. I ona śpiewa. Co robi Andrzej - słucha transmisji radiowej z jakiegoś meczu bokserskiego. Ona śpiewa, młody jej słucha, ona śpiewa w istocie o tym, że ich małzeństwo to klapa, młody ją adoruje, a ten ze słuchawką na uchu mamrocze, że jakiś pajac dał się znokautować :
        www.youtube.com/watch?v=09A1uHkSiH0
        Kiedy przychodzi kolej na jego fant - Krystyna prosi o to, by powiedział wiersz. Młody deklamuje "Spotkanie z matką" Gałczyńskiego, w drugiej fazie śledząc jednocześnie [co wpływa na jego dykcję] uciążliwą muchę. Bardzo dobrze rozegrane, dzięki temu nie ma w tej scenie patosu, a wrażenie na Krystynie i tak wywołuje. Dla niej młody to... młody, ale jest w młodym to wszystko, czego już nie ma w jej mężulu. Młody jest nią
      • grek.grek "Nóż w wodzie" 1962 [3] 28.09.14, 15:03
        Młody jest nią zaintrygowany, co jej się bardzo podoba. Zwłaszcza, ze Andrzej zdaje się traktować ją tylko jako fetysz. Poza tym, młody jest dla niej odbiciem lustrzanym Andrzeja 20 lat temu, kiedy jeszcze mieli "czułośc i słowa" dla siebie, a więc niejako szansą na obcowanie ze wspomnieniem po tym Andrzeju, którego kochała.

        Kiedy Andrzej popisuje się z bierkami, młody zasypia snem sprawiedliwego.

        O świcie pierwsza na nogach jest Krystyna. Pali papierosa na pokładzie. Młody wstaje tuż po niej. Jakaś min-rozmowa, że duszno i spać cięzko było, młody pogrywa na jakiś liściu...

        Budzi się Andrzej. Słyszy z dołu, że tamci na górze już są na nogach. Zrywa się i zamyśla na moment. Co mu strzela do głowy ? To chyba oczywiste... Ostrożnie wychyla głowę z forpiku [taki ze mnie wilk morski ;)]... Gotów - co zobaczyć ? Zastaje ich pracujących przy żaglach i szykujących łódkę do odpływu. Chwali ich.

        Ale młodemu nie odpuści. Za swoje własne paranoje. Każe mu złapać się za wiadra. Krystyna wie, do czego Andrzej zmierza, prosi go zeby nie szalał, "za pół godziny będziemy na przystani". Za późno - Andrzej każe chłopakowi zmyć pokład. Jak chłopcu okrętowemu. Krystyna chce go zastąpić, ale Andrzej niemal krzczy na nią, że nie ma mowy. Na koniec znów sprowadza młodego do roli podrzędnej, może nawet upokarzającej. Tak po prostu - żeby przegnać własny dyskomfort, poprawić sobie nastrój, upewnić się w swojej dominacji, zachwianej przez swoje podejrzenia.

        Chłopak jest wyraźnie dotknięty, ale szoruje pokład dzielnie. Andrzej dogaduje "Dostał pan szkołę, przyda sie to panu. Widząc,że młody nie odzywa się, ale jest wkurzony ostro, Krystyna pojednawczo rzuca : "Najwazniejsze, że rozstajemy się w zgodzie". Kiedy młody kończy i zanosi wiadra do forpiku, Krystyna prosi Andrzeja, żeby "powiedział mu coś miłego".

        Na nic to. Młody wraca, pakuje swój plecak, i pyta gdzie jego nóz. Andrzej go ma. Nie chce mu oddać. Młody najpierw grzecznie, a potem coraz agresywniej żąda, by Andrzej go oddał. Ten rzuca lekceważąco tym nożem, az ląduje on w wodzie. Młody każe Andrzejowi skakać i przynieść, ale ten nie ma zamiaru, więc się biorą za łby, z takim skutkiem, ze Andrzej wyprowadz klasyczny prawy prosty, chłopak dostaje w dziąsło i wpada do wody - Krystyna zaniepokojona krzyczy, żeby go ratowac, bo nie umie pływac. Ale Andrzej odpowiada jej, że to chłopak na pewno pływać potrafi [już wcześniej Andrzej zauważył "Gdyby pan wpadł do wody, to by pan jednak popłynął, prawda ?"].

        www.youtube.com/watch?v=pMI-iQdHJkE
        Kiedy chłopak nie wypływa, Krystyna skacze do wody, Andrzej początkowo ją nawiguje z pokładu, ale za chwilę dołącza do niej. Niedaleko łodzi jest zaczepiona na wodzie boja, tam szukają chłopaka, ale nie znajdują. Kiedy tylko odpływają z powrotem - chłopak się wynurza, umie pływać i nic mu nie jest.

        Na łodzi dochodzi do karczemnej awantury między małżonkami. Krystyna wybucha : "Utopiłeś człowieka ! Ty błaźnie, kabotynie, pozerze ! Wziałeś go po to,żeby się przed nim popisywać ! Jesteś mordercą ! Boisz się, już się boisz [Andrzej chce zatrzeć ślady, wyrzucając do wody plecak chłopaka, ale Krystyna nie pozwala na to], ty twardy człowieku... [z ironią]". Na to wściekły Andrzej wytyka jej, że "byłaby dziwką, gdyby nie on", a ona "NIenawidzę cię ! Nie mogę na ciebie patrzeć !", a on "MYślisz,że boję się milicji, idiotko ?", co by sugerowało, że Andrzej ma chody w centrali :]

        Chyba jednak Andrzej się trochę boi, bo skacze do wody i płynie szukać chłopaka. Kiedy odpływa od łodzi, chłopak do niej podpływa ukradkiem. Zastaje Krystynę i od razu dostaje w twarz. Oni go wołali, szukali, a on nic ! No i kłamał, że nie umie pływać. Tłumaczy się, że nie słyszał, bo "z zimna szczękał głośno zębami". Oboje wołają z pokładu Andrzeja, ale ten nie wraca.

        Młody chce skoczyć na ratunek Andrzejowi, ale Krystyna go powstrzymuje : "Mało ci ? Jesteś taki jak on, tylko o połowę młodszy, słabszy i... głupszy !".

        Kiedy młody próbuje coś powiedzieć "A pani ? Samochód, jacht, kawiarnie... co pani wie o życiu ?", ona mu wszystkie karty z ręki wytrąca "No, o co chodzi ? Sześciu was jest w akademiku ? 600 zł stypdendium, które na nic nie starcza ? gdy ty chcesz się uczyć oni się bawią... całowanie w bramie, gdzie tak zimno że nawet nie możesz rozpiąć jej bluzki... Co jeszcze ? Matka zmarła ? Siostra chora na gruźlicę" - i młody pokornie przyznaje, że ojciec "coś mu czasami przysyła", i że jest jedynakiem... Na co ona "ON [Andrzej], to wszystko zna, bardzo dobrze zna, ja też. ON to zna, bo sam to przeszedł. Był tak jak ty. I ty będziesz taki jak on, o ile tylko znajdziesz w sobie dośc tupetu !" - czy to nie błyskotliwy, dobitny monolog, dowodzący następstwa pokoleń ? Jałowości sporów, które w końcu i tak są przejściowe, bo starzy walczą z własną przeszłością, a młodzi z własną przyszłością ?

        Kiedy już słowa wybrzmiewają i w ciszy zostają sami, zbliżają się do siebie - najpierw Krystyna wyciera mu włosy, ten się jeży na nią,. ale zaraz potem się całują, z sugestią, ze nastąpił ciąg dalszy poza kadrem :
        www.youtube.com/watch?v=M1WY3hferAo&list=PLBEEFF7C7BF3AB7AA&index=3
        Dopływają do brzegu. Młody wysiada wcześniej. Zeskakuje na bale drzewne leżące przy brzegu, z daleka widać szosę. Krystyna dobija do kładki na przystani. Czeka tam Andrzej.

        Nic nie mówią. Rutynowo i sprawnie cumują i zabezpieczają łódkę i za chwilę przebrani wędrują do auta. Andrzej nie wie, że chłopak nie utonął. A Krystyna nie wyprowadza go z nieświadomości.

        Dopiero po chwili ona mu mówi, że wołała go. A on, że nic nie słyszał. Ona go pyta, czy był z tym na milicjio ? On najpierw zirytowany, że "jak i kiedy miał pójśc ?", chwilę później dodaje, że jednak tam pojadą.

        Ona go złośliwie podpytuje "BOisz się, co ?", aż on cicho przyznaje, że owszem. Ona wtedy na to "Zawracaj, wystarczy że się boisz". I wyznaje mu prawdę, ze chłopak się nie utopił, a kiedy Andrzej imputuje "Kłamiesz. Spodobała ci się sytuacja. Mozesz patrzeć na mnie triumfalnie. Ale ja na to nie pozwolę, żebyśmy jutro przeczytali w gazecie : miał 19 lat, wyszedł i nie powrócił; żebyśmy bledli ze strachu w towarzystwie... On utonął !". A ona wali z całej siły, że "Nie tylko nie utonął, ale zdążyłam cię z nim zdradzić !! On był pod boją !". Andrzej na to, że żona sama się boi i plecie nonsensy, a on wszędzie sprawdzał i młodego nie było ! NIe chce jej wierzyć. Tak się zafiksował na własną winę :]

        I stają samochodem na rozwidleniu dróg - w prawo oznaczenie "milicja -->"... w lewo czy w prawo ? Andrzej uspokaja się, chce jej wierzyć że chłopak przeżył, ale "po co te niesmaczne teksty o zdradzie ?". Ona go przeprasza. I doptyuje o tego... bosmana, co skakał bosymi nogami na szkło. Andrzej kończy, że zawsze ten bosman wychodził cało, bo miał zrogowaciałe pięty i szkło ich nie przebijało. Ale tym razem się przeliczył, bo od roku nie był na morzu i stopy się rozhartowały - nie wiedząc o tym, poranił się okrutnie. Tak jak on teraz...

        I film kończy się w momencie gdy auto stoi na rozstaju, a decyzja nie zostaje podjęta.

        może coś takiego na finał :
        www.youtube.com/watch?v=X_NyABYmmnY
        i trailer :
        www.youtube.com/watch?v=LaBa2Wj3gHK
        uff :] ktokolwiek dotarł tutaj - tradycyjnie moze liczyć na roczny odpust grzechów wszelakich ;] Dzięki :]

        • siostra_bronte Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 28.09.14, 15:39
          Dzięki, Greku :)

          To nie pisaliśmy jeszcze o tym filmie? Jestem zaskoczona!

          Widziałam go parę razy, po raz ostatni dosyć dawno. Koncept i realizacja znakomite, ale przyznam że film jakoś nie powalił mnie na kolana. A tego się spodziewałam biorąc pod uwagę nagrody, sukces za zagranicą. Może teraz odebrałabym go trochę inaczej?

          Te popisy Młodego wydają mi się trochę zbyt szczeniackie. Dla Andrzeja nie jest, nie powinien być żadną konkurencją. Dziwi mnie, że podejmuje z nim taką grę.

          To co najciekawsze. Tak, ten bunt Młodego jest tylko chwilowy. Przecież on też chce mieć kasę, jacht, piękną dziewczynę i taką pozycję jak Andrzej.

          Jedna uwaga. To nie jest małżeństwo 40-latków! Krystyna jest znacznie młodsza od Andrzeja. Nie zauważyłeś tego? :) Ewidentnie poleciała na jego kasę i pozycję. Nie mogła go znać, kiedy był młody.

          Przy okazji, denerwuje mnie dubbing w tym filmie i to dwojga aktorów: Malanowicza i Umeckiej. Naprawdę nie można było znaleźć aktorów, którzy pasowali by do ról także pod względem głosu?

          Z ciekawostek, słyszałam, że zdjęcia kręcono bodajże w październiku, więc ekipa, zwłaszcza Umecka strasznie marzła. Krystyna, mimo braku słońca uparcie paraduje w bikini :)
          • siostra_bronte Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 28.09.14, 15:47
            *pasowaliby.
          • grek.grek Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 28.09.14, 17:16
            dzięki, Siostro :}

            ano jeszcze nas nie przypiliło :]dlatego też odważyłem się nadrobić to niedopatrzenie.

            mnie się wydaje, że dobrze spuentowany jest fakt, że hormonalnie niezbalansowana młodość i dojrzałość czasu smugi cienia produkują dokładnie ten sam rodzaj zachowań ;]]

            bardzo celna uwaga.
            Młody zazdrości Andrzejowi, bo jego osiągnięcia i zachowania mu imponują.
            w ogóle nie robi mu przytyków a'propos choćby tego, ze Andrzej jest/może być bezideowym cwaniakiem, konsumentem bez kręgosłupa itd.
            na tym tle Młody mógłby zarysować siebie jako lepszego, bo nastawionego do życia romantycznie.

            chyba,że te jego wtręty o "chodzeniu" w opozycji do "pływania" są właśnie zaznaczaniem takiego zderzenia postaw, wtedy cofam to co napisałem ;]
            jak sądzisz, co znaczą "pływanie" i "chodzenie" w ich ustach ?

            ciekawe spostrzeżenie, Siostro.
            mnie się jednak wydaje, że Krystyna ma tę 40-tkę :]]
            w filmie.
            aktorka ewidentnie jest młodsza, to widać, ale podłożony głos [o którym wspominasz] postarza ją, wg mnie - jest to celowy zabieg. z kolei podkład pod Malanowicza ma go odmłodzić. takie mam wrażenie wokalistycznie :]

            trochę słońca było... :] ale te sceny poranne albo wieczorowe - fakt, musiało być bardzo zimno; nie mówiąc o tej w deszczu. podejrzewam, że parę flaszeczek rumu pękło na planie ;]
            • mozambique Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 29.09.14, 14:46
              Malanowicz mówie głosem POlańśkiego ! ( ciekawe nie ?)
              Umecka ma glos Ciepielewskiej bo sama nie byla aktorką , ot ładna buzia która wpadła w oko komu treba na korytarzach łódzkiej filmówki
              zreszta nie pierwsza , nie ostatnia zdobycz rezysera , który zrobił z niej gwiazde filmową
              • grek.grek Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 29.09.14, 17:50
                pozostaje więc pogratulowac p. Romanowi dobrego gustu estetycznego :]
                • mozambique Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 30.09.14, 09:57
                  owszem - miał oko
                  Aktorka z "Ewa chce spać" - BArbara Kwiatkowska to też jego "trofeum " i późiej żona
                  piękne żony swoich kolegów ( np. Ewa MOrelle) też doceniał :)

                  ogólnie - bzykał wszystko co ładen i dużo młodsze:)
                  • pani_lovett Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 30.09.14, 18:30
                    Być artystą, sławnym artysta, a powodzenie u kobiet murowane! ;)
              • pani_lovett Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] - rola Chłopaka 30.09.14, 18:44
                mozambique napisała:
                >Malanowicz mówie głosem POlańśkiego ! ( ciekawe nie ?)


                Czytałam, że Polański chciał zagrać w swoim filmie rolę Chłopaka. Ponoć przyszedłszy do prof. Jerzego Bossaka, który dwukrotnie przepychał przez komisję scenariuszową "Nóż w wodzie", miał rozebrać się do naga i spytać, czy nie jest dość przystojny do tej roli. /he,he/
                Profesor odpowiedział mu podobno, że owszem, jest przystojny, ale jest też próżny i głupi i odradził mu ten pomysł.

                Być może podkładając głos pod Malanowicza, Polański chciał sobie w tej formie zrekompensować niewystąpienie w filmie.

                • pani_lovett Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] - rola Chłopaka 30.09.14, 19:22
                  Na filmwebie piszą, głos Malanowicza był zbyt mocny i dojrzały, nie pasował do całej postaci dlatego prof. J. Bossak zgodził się na dubbingowanie go przez Polańskiego.
          • pani_lovett Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 30.09.14, 19:27
            > Te popisy Młodego wydają mi się trochę zbyt szczeniackie. Dla Andrzeja nie jest
            > , nie powinien być żadną konkurencją. Dziwi mnie, że podejmuje z nim taką grę.

            Myślę, że Andrzej podejmuje grę z próżności i miłości własnej.
            • grek.grek Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 01.10.14, 14:47
              poniekąd, pojedynkuje się z własną przeszłością :]
              • pani_lovett Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 02.10.14, 20:39
                Tak. Dobre! :)
              • pani_lovett Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 02.10.14, 20:47
                W finale pan kabotyn zostaje upokorzony, dostaje nauczkę od żony, którą traktował przedmiotowo i od młodego, od którego chciał być lepszy. :)
        • pani_lovett Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] - ciekawostki 30.09.14, 19:02
          Legenda głosi, że podczas pokazu debiutu Polańskiego Gomułka rzucił popielniczką w ekran. Ale 100-procentowo pewne jest to, co powiedział o nim na XIII Plenum KC PZPR 4 lipca 1963 r.: „Pozory głębi psychologicznej czy filozoficznej (...), płytkie intelektualnie i poznawczo, wątpliwe lub wręcz osobliwe pod względem ideowo-wychowawczym (...), oderwanie od konkretów i warunków społecznej rzeczywistości Polski budującej socjalizm (...), pesymizm w traktowaniu losu człowieka (...), cała ta gadanina o »walce pokoleń « ma wsteczny charakter i gdyby nie położono jej kresu, mogłaby jednak wnieść zamęt w umysły młodzieży”.

          Po takiej recenzji Polański nie miał innego wyjścia, jak tylko wyjechać za granicę. Tak też zrobił, otrzymawszy paszport, udał się najpierw do Francji.

          Z ciekawego artykułu Jacka Szczerby pod znamiennym tytułem "Spieprzaj do Hollywood!"
          wyborcza.pl/1,102030,7114095,Spieprzaj_do_Hollywood_.html


          W czasie kręcenia "Noża w wodzie", ktoś przysłał Polańskiemu wycinek z gazety z Kwiatkowską, która w tym czasie kręciła film w Rzymie, w towarzystwie włoskiego reżysera Gilla Pontecorvo w nocnym lokalu. Wkrótce przyszła wiadomość od Kwiatkowskiej, że chce rozwodu. Kwiatkowska po rozstaniu z Polańskim poślubiła niemieckiego aktora Karla-Heinza Böhma.


        • pani_lovett Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 30.09.14, 20:43
          Jeszcze jeden ciekawy cytat, tłumaczący wyjątkowość filmu Polańskiego na tle ówczesnej kinematografii polskiej -

          "Film Polańskiego okazuje się pierwszą w naszej kinematografii próbą wyjścia poza zamknięty krąg historyzmu szkoły polskiej, naznaczony ustalonym przez lata repertuarem tematów, kompleksów, urazów psychicznych, obsesji indywidualnych i zbiorowych. W tym sensie jest czymś zupełnie nowym i świeżym, czego nasze powojenne kino dotąd nie znało. W taki sposób żaden z polskich reżyserów dotychczas nie opowiadał." (Marek Hendrykowski "Kwartalnik Filmowy", 1997)


          PS

          "Romanca cherubina"skomponowana przez Andrzeja Kurlewicza, zaśpiewana przez Wandę Warską, Z wokalizą Czesława Niemena jest cudna!

          Świetny debiut. Życzyć naszym młodym reżyserom tylko takich debiutów.

          Tyle odpustu. Trzeba by trochę nagrzeszyć, nieprawdaż?! ;))
          • grek.grek Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 01.10.14, 14:51
            Barbasiu, jesteś kopalnią zajmujących informacji :]

            yes ! grzeszyć i koniecznie mieć z tego przyjemność, bo tak bez, to się nie opłaca :]
            • pani_lovett Re: "Nóż w wodzie" 1962 [3] 02.10.14, 20:45
              grek.grek napisał:

              > Barbasiu, jesteś kopalnią zajmujących informacji :]

              To internet jest cennym źródłem. Ja tylko wydobywam te informacje. :)

              > yes ! grzeszyć i koniecznie mieć z tego przyjemność, bo tak bez, to się nie opłaca :]

              Oczywiście. :))
    • siostra_bronte "Co nas kręci, co nas podnieca" 28.09.14, 14:24
      Dzisiaj o 22.25 w jedynce. Chyba zaplątał się przez pomyłkę :) Jak już kiedyś pisałam, moim zdaniem najlepszy film Allena od czasu "Przejrzeć Harry'ego". Jakiś czas temu chyłkiem pokazała go Kultura. Pamiętam, że Barbasia oglądała, ale nie doczekaliśmy się recenzji :)
      • grek.grek Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 28.09.14, 17:06
        aż popędziłem sprawdzić w programie, bo nie mogłem uwierzyć w to, co napisałaś :]

        skaczę :]
        szkoda, że w trakcie kolejnego odcinku "Hannibala", ale trudno się mówi, odcinek do nadrobienia.

        dzięki za informację, Siostro.
        • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 28.09.14, 18:34
          Hehe, też nie mogłam uwierzyć własnym oczom.

          Czyżbyś postawił krzyżyk na jedynce i sprawdzał w ogóle jej programu? :)

          Oby film Ci się spodobał.
          • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 28.09.14, 18:41
            *i nie sprawdzał w ogóle jej programu? :)
          • grek.grek Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 29.09.14, 13:54
            wiesz, powoli dochodzę do wniosku, że Jedynka i Dwójka mają zarabiać kasę dla TVP.
            chciałbym uzupełnić, że ta kasa to na bogactwo oferty Kultury i Historii... ale obstawiałbym jednak
            pugilaresy licznych dyrektorów i znajomych królika oraz tzw.gwiazd.

            filmu wczoraj nie widziałem, ale zauwazyłem powtórkę, więc, rzec by można, zaliczyłem poślizg kontrolowany :] obejrzę dzisiaj.
      • pani_lovett Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 28.09.14, 21:50
        Ale wypatrzyłaś! :) A ja nie kupiłam znów programu TV.

        Zgadzam się, Bronte, kapitalna komedia!


        Wybacz / wybaczcie! Czasami nie nadążam. ;)
        • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 29.09.14, 19:17
          Tak, łatwo było go przegapić. Kto by się spodziewał Allena pod hasłem "Zakochana Jedynka"?

          Cieszę się, że tak Ci się podobało :)

          Wybaczamy :)
      • grek.grek Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 29.09.14, 17:15
        dzisiaj, czyli z poniedziałku na wtorek nocą - powtórka, o 1:10 :]

        ja się już szykuję. zaraz pierwsza kawa ;]
        • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 29.09.14, 18:29
          Miałam obejrzeć wczoraj tylko kawałek, bo pora była późna, ale tak się wciągnęłam, że obejrzałam do końca :) Świetna komedia!! A Borys, poza paroma oczywistymi różnicami, to moje alter ego :))

          Mam nadzieję, że seans będzie udany.
          • pepsic Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 29.09.14, 20:02
            W takim razie wspólnie z Borysem jesteście alter ego wczesnego Allena;) A o mnie jeszcze nic nie nakręcono:(

            W świetle doniesień prasowych wokół osoby pana reżysera, wątek filmu wokół uczucia mocno dojrzałego mężczyzny do małolaty jakoś mi sie źle kojarzy, a przecież białym małżeństwem nie byli.

            • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 01.10.14, 18:03
              Pewnie już powstał taki film, tylko jeszcze go nie widziałaś :)

              Ciekawe, że w małżeństwie Melody i Borisa temat seksu w ogóle nie istnieje (poza komicznym komentarzem o maszynie do szycia), jakby Allen nie chciał narażać się na dodatkowe skojarzenia.
              • pepsic Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 01.10.14, 21:45
                Jest jednak wzmianka o viagrze, którą z rozpędu Melody chciała poczęstować młodszego adoratora, co bu sugerowało, że Borys z niej (viagry) korzystał.
          • grek.grek Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 30.09.14, 13:59
            cały czas się zastanawiałem, jak by to wyglądało, gdyby Borisa grał sam Woody :] Larry David jest fakt świetny, ale Woody to jednak byłaby klasyka. i doszedłem do wniosku, że obecność Allena mogłaby wywołać jakieś zbyt natrętne odniesienia do przeszłości, do poprzednich jego filmów, a David paradoksalnie daje większe możliwości samemu filmowi, żeby się określił jako samoistny byt. pokrętne, ale mam nadzieję, że wyczuwasz/wyczuwacie o co mi chodzi ;] w każdym razie, Larry David jest najlepszym Woody Allenem nie będącym Woodym Allenem jakiego Woody Allen mógł znaleźć.

            w sumie, dialogi aż się sypały z rękawa. nawet nie miałem czasu notować, choć Barbasia ostrzegała, żeby przygotować kartkę i długopis.

            Boris zrzędził na tyle nieustannie, że jjakoś najbardziej do gustu przypadły mi te momenty, kiedy w mieście zjawiają się po kolei rodzice Melody i odmieniają swoje życie po linii, która by im się nawet w najśmielszych snach nie wyświetliła. wg mnie, Patricia Clarkson gra w tym filmie zjawiskowo - jest kapitalnie cięta na Borisa zaraz po tym jak się poznają, zagina go ripostami, że nie sposób się nie uśmiechnąć.

            prowincjonalna pani z zasadami zostaje artystką mieszkającą i sypiającą z dwoma facetami naraz. check. mężulek, taki sam prowincjonalny przykładny katolik z Południa poznaje w barze geja i geja w sobie odkrywa, znajdując wreszcie partnerstwo o jakim marzył od zawsze. czy to nie komiczne ? bardziej wyzwalająca, terapuetyczna moc bycia w otwartej kulturze czy jednak otrząśnięcia się z toksycznej, dusznej atmosfery Burakowa ? :]

            Boris jako nauczyciel szachów jadący ostro dzieciakom po rajtach :] zero litości. mistrzostwo świata.

            Siostro, nie chcę się chwalić nadmiernie, ale w lot skojarzyłem Borisa z Tobą. Pamiętam Twoje poglądy na sens życia i inne takie ;] od razu znalazłem powinowactwo między wami.

            wszelako, mam wrażenie, że Boris bardziej się tym zajmował retorycznie - czy człowiek którzy jest pogodzony z "prawdą o życiu" i żyje nieustannie w cieniu konieczności śmierci, moze być jednocześnie tak dramatycznym hipochondrykiem ? :] to nielogiczne.

            "Miałem atak paniki, bo ślad po ugryzieniu komara wziąłem za czerniaka" - to było dobre :]



            • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 30.09.14, 17:36
              Tak, też o tym myślałam, jakby to było, gdyby grał sam Woody. Z tego co wiem, pierwsza wersja scenariusza powstała w latach 70-tych z myślą o Zero Mostelu, ale po jego śmierci Allen zrezygnowała z tego projektu.

              Tak sobie myślę, może Allen nie chciał zagrać tej roli także ze względu na wątek romansowy z nastolatką, żeby jeszcze nie pogarszać swojej sytuacji?

              Chyba dlatego, że to odkopany scenariusz miałam wrażenie starego, dobrego Allena. Chociaż to fakt, ma się wrażenie "to już kiedyś było", jak napisała Pepsic. Jego ulubione tematy i obsesje wciąż się powtarzają. Ale takiego Allena właśnie lubię.

              Zgadza się, Patricia Clarkson jest znakomita w tej roli! Chyba dostała za nią nominację do Oscara.

              Hehe. Wiadomo, że na wiele spraw mam podobne poglądy jak Allen . I zapewniam Cię, Greku, że można mieć obsesję na punkcie śmierci i jednocześnie rozwiniętą hipochondrię. Jestem tego najlepszym przykładem :)

              W wolnej chwili napiszę o najlepszych cytatach.

              • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 30.09.14, 19:40
                Najlepsze cytaty:

                "Boże, jeżeli mam jeść owoce i warzywa 9 razy dziennie, żeby żyć, to ja nie chcę żyć. Nienawidzę cholernych owoców i warzyw. I omega 3, i bieżni, i kardiogramu, i mammografii, i usg miednicy, i o Boże, kolonoskopii." (Boris w początkowym monologu)

                "Nie wiedziałaś, że trzeba zaśpiewać 2 razy "Happy Birthday", żeby pozbyć się zarazków?" (Boris do Melody)

                "Użyłem pseudonimu. Myślałem, że może nasłali Cię Talibowie" (Boris do Melody)

                "Powiedziałam mu o Twoich poglądach na temat kary śmierci" - Melody
                "Co mu powiedziałaś?"- Boris
                "Że powinna obejmować ludzi, którzy nie sprzątają po psach, rowerzystów, jeżdżących po chodnikach oraz mówiących "mamusiu" - Melody

                "Nie mogłam pojawić się w dwóch snach jednocześnie" (Melody do chłopaka-aktora)

                "Byłabyś szczęśliwa, gdyby poślubiła faceta, który złowił największego suma w hrabstwie" -
                Boris
                "Byłabym szczęśliwa, gdyby poślubiła suma" -Marietta

                "Kto może dzwonić o północy?" - Marietta
                "Pewnie włamywacze. Chcą sprawdzić, czy jestem w domu" - Boris
                "I ukraść Twoje leki na prostatę?" -Marietta

                "Ma Pan jakiś dowód tożsamości? - Boris
                "Słucham?" - chłopak, który zaprosił Melody na randkę
                "No wie Pan, prawo jazdy, świadectwo urodzenia" - Boris
                "Po co miałbym nosić ze sobą świadectwo urodzenia?" - chłopak
                "Uważaj, Bundy udawał bankiera" - Boris do Melody

                "Świetny chemik. Ale palił" - kumpel Borisa o zmarłym znajomym
                "Palił. Jak ktoś umiera to palił, albo miał nadwagę. Mam złą wiadomość, szczupli niepalący też umierają" - Boris

                "Kim Pan jest" - ojciec Melody
                "Jej mężem. Zemdleje Pan tutaj czy w salonie?" -Boris

                "Kiedy poznałam Borisa nie znosił seksu" - Melody
                "Tak, niech Pan tylko pomyśli. Absurdalna choreografia, jak maszyna do szycia. W górę i w dół, w górę i w dół. I po co? Żeby produkować więcej dzieci?"

                " Nie znoszę Sylwestra. Wszyscy desperacko próbują się bawić. Świętować w żałosny sposób. Świętować co? Że są coraz bliżej grobu?" -Boris

                :))







                • pepsic Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 30.09.14, 22:47
                  Dorzucam złote myśli Borysa:

                  1. Zapłacili ciężko zarobione pieniądze za bilety do kina, żeby jakiś matoł w Hollywood mógł sobie kupić większy basen. Dopisek ode mnie: Kwestię tę można by rozwinąć, ale nie będę sobie strzelać w kolano;)

                  2. W Ameryce są wakacyjne obozy do wszystkiego, dla bogatych dzieci, koszykarskie obozy, obozy magików, obozy tenisowe, obozy reżyserskie.

                  3. Tę o dużym przyrodzeniu Czarnych i Żydów skwitowane przez Borysa, że w przypadku Żydów to akurat nieprawda.

                  • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 01.10.14, 18:08
                    :))
                • grek.grek Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 01.10.14, 14:45
                  ja też nigdy jakoś nie lubiłem Sylwestra.
                  zawsze wydawało mi się, że z powodu wrodzonej przekory albo nonkonformizmu.
                  teraz już nie jestem niczego pewien... ;]
                  • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 01.10.14, 18:08
                    Podpisuję się oburącz :)
              • pepsic Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 30.09.14, 23:13
                może Allen nie chciał zagrać tej roli także ze względu na wątek romansowy z nastolatką, żeby jeszcze nie pogarszać swojej sytuacji?
                Z pewnością tak, o czym wspominałam, a poza tym jest już za stary, i było by to niepatetyczne na granicy ... a nie powiem czego. A tak przy okazji gazety pisały, że to było coś więcej, niż romans. I myślę, że niestety coś było na rzeczy.

                można mieć obsesję na punkcie śmierci i jednocześnie rozwiniętą hipochondrię.
                Można, znowu pełna zgoda:) Jednakowoż zaznaczam, że jestem całkowitym przeciwieństwem i koncerny farmaceutyczne na mnie sie jeszcze nie dorobiły.
              • grek.grek Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 01.10.14, 14:14
                dzięki za cytaty, Siostro, same najlepsze - fakt :]

                a'propos "suma".
                był też jakiś fragment, kiedy Melody mówi Borisowi, że "umawiała się z chłopakiem, który był wędkarzem. i wiesz kto złowił największego suma w hrabstwie ? On !", na co Boris pod nosem, złośliwie : "Własnie byłem ciekaw, kto go złowił" ;]

                yup, ciekawa teoria :]

                mam tak samo, jak Ty. Allen się powtarza, ale zawsze innymi słowami, więc oglądanie i słuchanie go jest przyjemnością samą w sobie.

                haha, no to mnie zastrzeliłaś :]. mnie się wydawało dotąd, że jak się świadomość śmierci oswoiło i z dystansem podchodzi do całej reszty, to pal licho choroby, a co dopiero podejrzenia ich występowania ;]
                • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 01.10.14, 18:12
                  Greku, ale jest zupełnie odwrotnie! Bohaterowie Allena nie akceptują śmierci i nie potrafią się z nią pogodzić. Czują przed nią ogromny lęk. Dlatego wszelkie drobne symptomy, które mogą świadczyć o jakiejś poważnej chorobie wywołują u nich panikę :)
                  • grek.grek Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 02.10.14, 17:14
                    ciekawa obserwacja, Siostro.
                    ciągle o śmierci mówią i wyprowadzają z faktu jej nieuchronności pesymistyczne wnioski dotyczące życia. jesli przyłożyć to do tego, o czym piszesz - życie tych postaci staje się nieustannym myśleniem o śmierci. strachem przed śmiercią bez próby życia.
                • pepsic Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 01.10.14, 21:50
                  "Własnie byłem ciekaw, kto go złowił"
                  Boskie:)
            • pepsic Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 30.09.14, 22:58
              prowincjonalna pani z zasadami zostaje artystką ... sypiającą z dwoma facetami naraz. ...mężulek, taki sam prowincjonalny przykładny katolik z Południa poznaje w barze geja i geja w sobie odkrywa, ... czy to nie komiczne ? bardziej wyzwalająca, terapeutyczna moc bycia w otwartej kulturze czy jednak otrząśnięcia się z toksycznej, dusznej atmosfery Burakowa ? :]

              Zaraz Burakowo, satyra w drugą stronę. W.Allen poznał sie na lewackim, ślepym podążaniu za modnymi trendami i je po prostu wyśmiał:)

              Patricia Clarkson "Królowa kina niezależnego" ("Dróżnik") jest w ogóle the best:)
              • grek.grek Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 01.10.14, 14:39
                hoh, można by rzec, że Allen szedł na czele tego "lewactwa" ;]

              • pani_lovett Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 02.10.14, 18:47
                pepsic napisała:

                > Zaraz Burakowo, satyra w drugą stronę. W.Allen poznał sie na lewackim, ślepy
                > m podążaniu za modnymi trendami i je po prostu wyśmiał:)

                Dostało się każdemu, Alle obśmiał tradycjonalistów i przedstawicieli bezpruderyjnego nowojorskiego światka artystycznego, aczkolwiek w finale , zebrawszy na przyjęciu sylwestrowym towarzystwo w rozmaitych konfiguracjach - parę gejowską (zresztą wyznawców judaizmu (pan katolik przeszedł na judaizm) , trójkąt miłosny i wreszcie dwie w "normalne" pary, wyraził swoją akceptację dla wszystkich bez wyjątku relacji, wkładając w usta bohatera słowa będące pochwałą miłości, która jest ponad wszystko:
                "Liczy się tylko miłość, którą otrzymujecie i obdarzacie, szczęście podarowane lub podkradzione. Każda chwilowa dawka przyjemności. Wszystko jedno ale bez oszustw."

      • pepsic Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 29.09.14, 20:19
        A to ciekawe, "Przejrzeć Harre'go" to również mój ulubiony film Allena i dopiero po jego obejrzeniu (czyli b.późno) doceniłam i polubiłam jego twórczość. Drugie zaszczytne miejsce zajmuje "Morderstwo na Manhattanie". Wracając do "Co nas kręci, co nas podnieca". Owszem tak. Zabawna i lekka pozycja z wysublimowanymi dialogami, może ciut za długimi. Jednym słowem udany powrót Allena do korzeni, Tylko dlaczego w środku nocy? Z drugiej strony gdzieś tam w głębi duszy czułam, że to już było. Ale mniejsza z tym. I muszę zaspojlerować, że bezcenny jest wątek gejowski z zapytanime: czy twoja matka była kobietą?
        Siostro fenkju:)
        • siostra_bronte Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 01.10.14, 18:07
          Cieszę się, że Ci się podobało :)

          Wiesz, "Przejrzeć Harry'ego" to moim zdaniem ostatni, "stary" Allen. Ale jest kilka filmów, które lubię jeszcze bardziej: "Hannah i jej siostry", "Zbrodnie i wykroczenia", "Tajemnica morderstwa..", o której też wspomniałaś (bardzo niedoceniony film!).

          To i tak cud, że Allen pojawił się w publicznej tv :)
          • pani_lovett Re: "Co nas kręci, co nas podnieca" 02.10.14, 19:04
            Dodam jeszcze jedną komiczną, a właściwie tragikomiczną scenę i dialog:
            Borys budzi się w środku nocy z powodu koszmarnego snu. Jęcząc zbiega na dół. Melody obudzona patrzy na niego z niepokojem. -Cały się spociłeś. - mówi. -Cierpię na pocenie nocne. - odpowiada nerwowo Borys. I zaraz dodaje pokrzykując - Myślałem, że to AIDS. Ale boję się ciemności, a ty zgasiłaś światło.
            A Melody pyta z troską, czy go aby brzuch nie boli po knyszy, którą się w dzień zajadał wyciąga rękę w kierunku telewizora. A Borys ciągle przerażony snem mówi - "Widziałem otchłań". Melody włączając telewizor z przekonującym głosem mówi do Borysa - "Obejrzymy coś innego". :))
    • grek.grek "Zakazany głos blogerów" doc. via TVP2 [wczoraj] 30.09.14, 14:41
      Dwójka pokazała wczorajszym wieczorem, tudzież nocą nad ranem.

      3 portrety zaangażowanych politycznie blogerek służące jako pretekst do pokazania sytuacji na Kubie, w Chinach i Iranie, gdzie nie przestrzega się praw człowieka.

      Pani Sanchez z Hawany bloguje o tym, że na Kubie zamyka się opozycjonistów w więzieniach, tłumi wszelkie formy krytyki rezimu komunistycznego i generalnie bezpieka razem z policją są bezkarne i bezczelne. Dostęp do sieci w Hawanie jest niewielki, ale pani Sanchez daje sobie z tym radę, na tyle dobrze że inspiruje także innych i blogosfera kubańska rozrasta się w najlepsze.

      Działalność opozycyjna niesie ze sobą zagrożenia : a to rodzina ma problemy, a to sama pani Sanchez zostaje napadnięta przez policję... Ten napad nagrywa ona komórką, słychać więc jak krzyczy, są jakieś niejasne plamy na monitorze z odtwarzanego filmu. I potem idzie ona na komisariat, aby poinformować policję o agresji... policji. I ma ten film ze sobą. I filmuje to ktoś ukrytą kamerą. Wynika z całego kontekstu, że policja, dowiedziawszy się o istnieniu nagrania, bardzo poważnie traktuje jej doniesienie o tym, że policja jest agresywna.

      Nie rozumiecie ? Ja też nie :] Przede wszystkim, nie rozumiem jakim cudem pani Sanchez będąc "szarpaną i bitą" zdołała go nagrać, a także jakim cudem "brutalna policja" nie skonfiskowała jej komórki, którą musiała mieć w rękach podczas całego zajścia. Może na Kubie policja tkwi w sredniowieczu ? Któż to wie.

      Prześladowania opozycji na Kubie jest prawdą, ale z kolei sugestie, że ataki na pokojowe manifestacje tejże opozycji, są sterowane przez rząd - nie muszą być faktem. Kubańczycy, wbrew pozorom i idiotycznej propagandzie, wcale nie są nieszczęsliwi [może dlatego, że nie są to materialiści, wystarczy im zaspokojenie podstawowych potrzeb, aby cieszyć się życiem, grunt, że jest muzyka, słońce i seks - nie wszędzie na świecie ludzie mają ochotę zasuwać w korpo na 30-letnim kredycie do 80-tki], rząd nie musi nikogo inspirować - jakaś częśc ludzi naprawdę wierzy w ten porządek i w ideały rewolucji, i nie chcą zmian. Ich nie trzeba opłacać czy motywować, żeby dali po nosie tym, którzy chcą ich wepchnąc w ramiona kapitalizmu.

      wątek dotyczący pani Sanchez kończy się sceną, gdy za pomocą telefonu komórkowego łączy się z nią aktor Andy Garcia i dzięki nowoczesnej technice może ona powiedzieć kilka słów do demonstrantów wiecujących na jakimś placu na Florydzie.

      Pani Farnaz Seifi jest atrakcyjną brunetką z Iranu. TEraz mieszka we Francji, gdzie udała się, jak to mówią, "na wygnanie". Z powodu licznych represji wymierzonych w jej rodzinę, musiała zamknać swój blog, w którym opisywała trudne życie kobiet w Iranie.

      Niesamowita sprawa - ponoć w tym zamordystycznym kraju odszkodowanie dla mężczyzny, który utraci w wypadku genitalia jest wyższe niż dla rodziny która utraci w takim samym wypadku osobę płci żeńskiej. Męskie genitalia mają większą wartość niż życie kobiety. To nie jest normalne. Tak samo jak nie jest normalne spychanie kobiet do roli popychadeł, "dodatku do mężczyzny", oczywiśccie dodataku zakutanego w sto szmat, tak zeby tylko oczy było widać. Na przykładzie irańskich obyczajów można znów przekonać się, ze religia w rękach szaleńców jest jak brzytwa w rękach małpiszona.

      Pani Seifi prowadzi nowy blog, tym razem anonimowo, już z Francji. Wrzuca nań umieszczane na jutubie i przysłane jej przez znajomych różne filmiki i relacje z protestów społecznych w róznych miastach irańskich. Widać na nich jak policja okłada kijami jakąś młodą dziewczyną, ostatecznie zabijając ją. Jej zdjęcia [nazywa się Neda Agha-Soltan] ląduje na plakatach jako bohaterki i męczennicy walki o wolność kobiet w kraju wyznaniowym. U nas niewiele lepiej, tyle że u nas jakimś trafem kobiety występują jako rzeczniczki łysych bezzębnych staruchów, czasami w kieckach, którym marzą się rządy podobne do tych, które w Iranie sprawuje sitwa duchownych islamskich.

      Trzecia jest Zeng Jinyan, drobna ładna Chinka z Pekinu. ONa również opisuje prześladowania opozycji w swoim kraju.

      Tu jest dopiero akcja - babka siedzi w areszcie domowym. ROdzina na podglądzie. Za nią samą bezczelnie jeździ samochód bezpieki, albo chodzą nie kryjący się z tym faktem ubecy po cywilnemu. Pod domem koczuje policja. Dacie wiarę ? Siedzą na krzesłach i notują każde wyjście, powrót, oczywiście pani opuszcza dom na prośbę i za zgodą [np. żeby zawieźć dziecko do szkoły, przywieźc z powrotem, wybrać się na zakupy itp.]. KIedy przychodzi dzień jakiegoś święta państwowego, to już miesiąc przed czterech tych samych policajów po prostu mieszka pod schodami jej domu. Paranoja. Wszystko po to, żeby nie wywinęła jakiegoś numeru.

      Mąz nagrywa z domu kamerą, jak żona wychodzi, a za nią podążają bezpieczniaki. Albo jak wychodzi, a policjant po prostu nie chce jej przepuścić. Ona w lewo, on też, ona w prawo, on też i spycha ją z drogi... Szajba luz.

      Kilka ujęć z wcześniejszych aktywności pani Jinyan w demonstracjach, w sądowych procesach, niektóre z akcji były rozpędzane przez policję i wojsko. Jej blog jest od pewnego czasu ściśle nadzorowany, więc ma ona trudności z zamieszczaniem szkodliwych dla władzy materiałów, ale za to dużo pisze o swoich odczuciach i stanie ducha w sytuacji zamknięcia w domowym areszcie pod kontrolą rządowych siepaczy. w ogóle sieć w Chinach jest bardzo solidnie cenzurowana.
      Pani Jinyan porównuje sytuację do tej opisywanej przez Orwella w "Roku 1984", co może oryginalne nie jest, ale wraz z jej własnym losem tworzy już sugestywną wizję.

      Inna rzecz, że... Chiny zamieszkuje 1,5 miliarda ludzi. Wyobrażacie sobie demokrację w takim gigantycznym kraju ? Ani tradycji, ani realnych możliwości, za to zagrożeń cała masa. Co nie zmienia faktu, że kneblowanie głosu opozycji metodami rodem z gestapo jest pomyleniem dróg.

      Ciekawa rzecz, produkcji szwajcarskiej, z 2012, z lektorką Krystyną Czubówną.

      Zabawne, że kończy się ten film obrazkami z tzw.arabskiej wiosny ludów, towarzyszy im optymistryczny komentarz. Dziś wiemy już, że tak miło wcale nie jest. Na miejscu reżimów górę biorą islamscy radykałowie, którzy gotują swoim wrogom, czyli wszystkim którzy nie są z nimi, los mało przyjemny, a kolejne kraje pogrązają się w chaosie i zadymie. Czasami lepiej nie pchać się z dobrymi radami tam, gdzie tradycje i mentalnośc ludzka są niezmienne od stuleci i próby narzucania nowych rozwiązań przynoszą więcej szkody niż pożytku.

      Tak trochę oficjalnie mi wyszło na końcu, wybaczcie mi, Czcigodni :]
    • grek.grek 10 rocznica śm. Z. Kałużyńskiego 30.09.14, 17:07
      yup, 30 września :
      film.onet.pl/wiadomosci/10-lat-temu-zmarl-zygmunt-kaluzynski/z174j
      w dobie tak rozwiniętego, hulaszczego internetu... ale by szalał filmowo, nie ? :]

      napisał kiedyś, ze "nigdy nie miał telewizora, bo jest narkomanem obrazu i nic by nie robił innego tylko patrzył w ekran, przestał zarobkować i z głodu padł" :]
      udzielając się w sieci mógłby połączyć przyjemne z pożytecznym.
      • pani_lovett Re: 10 rocznica śm. Z. Kałużyńskiego 02.10.14, 19:29
        He,he! Możliwe. :)))
        Choć sieć jest bardziej wciągająca i uzależniająca.

        Pan Kałużyński bywa u nas czasami, nieprawdaż?
        • grek.grek Re: 10 rocznica śm. Z. Kałużyńskiego 03.10.14, 17:50
          yes ! wpada czasami, z Tobą przychodzi zazwyczaj, cały dumny i w pąsach :]]
          • pani_lovett Re: 10 rocznica śm. Z. Kałużyńskiego 05.10.14, 21:17
            Hahaha! :)))


    • grek.grek Dinozaury znów atakują ! :] [w TV Puls o 20:00] 01.10.14, 17:04
      [Siostra mnie pogoni za tę zapowiedź ;) ]

      druga część oryginalnego "Jurassic Park", z podtytułem "Zaginiony świat", z 1997 roku, także w reżyserii Stevena Spielberga.

      parę słów o fabule : a zatem ... dinozaury ganiają ludzi :]

      udanego skoku... sentymentalnego, Czcigodni :]
      • siostra_bronte Re: Dinozaury znów atakują ! :] [w TV Puls o 20:0 01.10.14, 18:15
        Hehe.

        Kolejne części to ewidentne odcinanie kuponów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka