Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac 2014 - 10 (vol. 48)

    • maniaczytania sobotnie propozycje 18.10.14, 15:11
      dzisiaj niby trochę do zobaczenia jest, ale jakoś mnie nic nie pociąga, więc pewnie obejrzę sobie coś z ostatnich zakupów empikowych BBC, o których już wspominałam :)

      tvp1 21.25 - "Quantum of Solace", a 0.10 "Szczęśliwego Nowego Jorku"
      tvp2 22.10 - "Wyjście awaryjne"
      polsat 20.10 - "Epoka lodowcowa"
      tvn 21.40 - "Jump Street 21" to remake serialu, który kiedyś był popularny w USA, a w którym grał Johnny Depp :)
      tvn7 19.30 - "Maska" z Jimem Careyem, a o 21.40 "Kosmiczni kowboje"
      o, Kultura ma coś ciekawego - 20.20 - "Good Night and Good Luck"
      Stopklatka - 20.00 "Reich", a o 21.55 "88 minut"
      • grek.grek Re: sobotnie propozycje 18.10.14, 16:53
        "Good night..." kiedyś omawialiśmy. to dobry film, trochę manieryczny, ale nadal niezły. klasyka amerykańskiej kinematografii, czyli pojedynek dwóch krańcowo od siebie róznych charakterów.
    • maniaczytania "Koneser" aka "Najlepsza oferta" 18.10.14, 17:07
      wpisałam się Wam kiedyś pod "Koneserem", którego nie oglądałam, że będę miała niespodziankę. I właśnie przyszedł na nią czas - dostałam i właśnie czytam książkę Giuseppe Tornatore "Najlepsza oferta". Właściwie to nie jest książka, to jest szkic scenariusza, takie, jakby wstępne streszczenie historii, które reżyser napisał przed rozpoczęciem pracy na planie.
      Pewnie, jak skończę, będę miała do tych, co widzieli film, kilka pytań 'rozjaśniających' ;)
      • barbasia1 Re: "Koneser" aka "Najlepsza oferta" 18.10.14, 18:17
        > Pewnie, jak skończę, będę miała do tych, co widzieli film, kilka pytań 'rozjaśn
        > iających' ;)

        A nie czasem odpowiedzi rozjaśniających?

        >dostałam i właśnie czytam książkę Giuseppe Tornatore "Najlepsza oferta".
        O bardzo ciekawa rzecz! Jak napiszesz na blogu o tej książce zalinkuj koniecznie, proszę!
    • grek.grek "Borgiowie" sez 3 odc 3 [ 1] 19.10.14, 13:05
      2 odcinek przyniósł poprawę stanu zdrowia papieża, po zamachu trucicielskim na jego życie, oraz efektowną zemstę Borgiów na kardynałach pochodzących z wpływowych rzymskich rodzin spiskujących [wraz z Katarzyną Sforzą] przeciwko papiestwu.

      Na początku 3 odcinka wycinka purpuratów trwa nadal. Wykopsany z Watykanu i Rzymu zostaje kardynał Versucci, pełniący przy okazji rolę prokuratora i mający wgląd do skarbca. Po odebraniu mu uprawnień, Versucci wkrada się jeszcze do skarbca, skąd wynosi jakieś [chyba cenne] papierzyska i niechący wznieca pożar.

      Nawet Cesare stara się ostudzić zapędy Rodrigo w szermowaniu nożycami - "Pozbywając się ich w takim tempie, za chwilę w ogole nie będzie miał kardynałów", próbuje mu przemówić do rozsądku, ale Rodrigo z determinacją odpowiada "Lepiej żeby było tu pusto niż miały się panoszyć żmije".

      Na horyzoncie rysuje się nowy problem. Cesare prezentuje ojcu raport o stanie wojsk Rzymu. Jest on tragiczny. Liczebnośc zaledwie 60 % stanu właściwego [czyli, 10 tysięcy], liche uzbrojenie, fatalne zaopatrzenie. Zwyczajnie brakuje pieniędzy w papieskim skarbcu. Budżet tego nie dźwiga ;]

      Kłopot jest istotny, bo, jak słusznie przewiduje Cesare - "Po próbie otrucia, po zawiązaniu spisku, po naszym odwecie... następnym krokiem w tej wymianie jest WOJNA". Ma rację. Katarzyna i jej sojusznicy zbierają się, zbroją i za chwilę zechcą siłą wysadzić przybłędy hiszpańskie z rzymskiego tronu.

      Rodrigo ma plan, jak temu zaradzić. A oprócz tego... sprzyja mu los :]

      Jaki jest ten plan ? Prosty jak drut - trzeba znaleźc sojuszników. A jak się ich znajduje najskuteczniej ? Racja - poprzez korzystnie zawierane małżeństwa.

      LUkrecja ma za chwilę poślubić brata króla Neapolu. Cesare wybiera się do tegoż Neapolu z wizytą, aby dopiąć ostatnie guziki przed uroczystością. Chce zabrać ze sobą Alfonsa, przyszłego męza Lukrecji. Sprawą sporną w tej całej układance jest fakt, iż Lukrecja ma nieślubne dziecko. Ferdynand II, krol Neapolu, kręci na to nosem. Mały Giovanni może być więc decydującą przeszkodą na drodze do sojuszu rzymsko-neapolitańskiego.

      Cesare zabiera ze sobą Alfonsa. Młody książę jest w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony, jest szczerze oddany swojej przyszłej żonie. Z drugiej, jest bardzo młody i niespecjalnie chyba rozumie, że bierze udział w politycznej rozgrywce. Cesare wjeżdza mu na ambicję, sugerując że powinien przede wszystkim ujmować się za swoją przyszłą żoną. Stawia go w ten sposób naprzeciwko własnej rodziny, co sprawia że Alfons jest zupełnie zagubiony.

      Neapol prezentuje się jak zwyczajna rudera. Jakieś stragany, mnóstwo żebraków, a zwiad wykonany w zbrojowniach i magazynach wojskowych [Micheletto wykonuje to zadanie] przekonuje, że Neapol nie ma czym walczyć, gdyby zaszła taka potrzeba. Jedyne co ma, to mięsop armatnie w liczbie 10 tysięcy chłopa. Cesare jest zdegustowany, ale... lepszy rydz niż nic.

      W bezpośredniej rozmowie, Ferdynand II [młody wciąż człowiek, wydaje się że bystry i przede wszystkim przebiegły] odmawia akceptacji w Neapolu Lukrecji z jej "bękartem". Cesare siląc się na spokój proponuje, że Lukrecja nie będzie sie z nim pokazywać publicznie. Chodzi o to, by mogła się nim zajmować. Ferdynand jest nieugięty : Lukrecja - tak, "bękart" - niech zostanie w Rzymie. Sojusz stoi więc pod znakiem zapytania. Ferdynand doskonale wie, że Borgiowie są w potrzebie, a zatem powinni być skłonni do ustępstw. W przeciwnym razie Neapol zawsze może wzmocnić ich wrogów i z nimi pomaszerować na Rzym.

      Kiedy Cesare i Ferdynand wymieniają argumenty, w coraz ostrzejszym tonie, młody Alfonso milczy jak zaklęty, rozdarty między rodzinę z urodzenia, a rodzinę do której za chwilę wejdzie. Nie może wykrztusić słowa. Po zakończeniu całej audiencji, Cesare napada na niego "Dlaczego milczałeś ?! To tak bronisz honoru swojej przyszłej żony ?". Chłopak jest przestraszony podwójnie.

      Na chwilę akcja przenosi się do Florencji, gdzie na rynku ma miejsce efekrowny pojedynek dwóch znanych w mieście szermierzy. Zwycięsko wychodzi z niego niejaki Baglioni, wódz i mistrz miecza. Zaraz po zakończeniu całej wesołej awantury, Baglioniego na stronie zagaduje Rufio, emisariusz Katarzyny Sforzy. Mówi mu o "wspólnych interesach" jakie łączą takich ludzi jak oni z wpływowymi rzymskimi rodzinami. NIetrudno domyślać się, jak ta rozmowa potoczy się dalej. Baglioni i zołnierze z Florencji sa kolejnym elementem wielkiego sojuszu przeciwko Borgiom.

      Tymczasem w Rzymie bawi ambasador Francji. Ma do papieża interes. Doskonała jest to scena, kiedy amabsadore niewinnie zagaja, że "Król Ludwik XII ma problem ze swoją żoną...", a Rodrigo nachyla się do niego z tronu i już wietrząc jakąs szansę na biznesy, prosi go, żeby opowiedział coś więcej - o królu... i o jego żonie, którą ambasadaor pieszczotliwie okreslił jako "wstyd dla Francji".

      Rozmowa jest kontynuowana na zapleczu, a tam Rodrigo dowiaduje się, że Ludwik najchętniej by od siebie brzydką jak noc żonę oddalił. Jak jednak ma oddalić, skoro wiąże ich święty węzeł małżeński ? Wiecie już, co dalej :] Oczywiście, że macie rację. Małżeństwo może unieważnić tylko papież.

      Rodrigo oczywiście jest gotów uczynić tę łaskę Ludwikowi. ALE coś za coś. A czego trzeba dziś najbardziej Rzymowi, w obliczu zbliżającej się wojenki ? Tak - małżeństwa, które związe Rzym z mocną militarnie Francją, której nikt nie podskoczy. LUkrecja jest zajęta, za chwilę wyjdzie za Alfonsa. A kto jest wolny ? Cesare. I tak wlasnie kombinuje Rodrigo - Cesare ma znaleźc sobie żonę we Francji, gdzie uda się z kurtuazyjną wizytą.

      Spiskowcy od Katarzyny wchodzą w posiadanie raportu o stanie wojska rzymskiego. Trudno orzec, kto go wyniósł, tak czy owak - wrogowie wiedzą, że Rzym jest słaby jak nigdy i przewidują bez trudu, że na gwałt poszukuje sojuszników.

      Ślub Lukrecji z Alfonsem ma się odbyć za chwilę. W kuluarach kolorów nabiera śmiało łamiąca tabu relacja Lukrecji z Cesarem. Ona się czuje niekochana i nieakceptowana przez otoczenie, widzi że jest tylko pionkiem w szachowych rozgrywkach ambicjonerów [rozmowa z matką], a on jest niż zauroczony ... Dwa plus dwa równa się cztery. Ona cały czas mówi o tym jak kojąco działa na nią jego bliskość. On ledwie się hamuje. Raz się całują, a innym razem tylko nosami pocierają. Erotyczny klimat taki, że nie tylko siekierę można by w powietrzu powieścić.

      Kiedy Rodrigo przegląda listę gości ślubnych - krew go zalewa... Ferdynand, brat Alfonsa, ośmielił się zaprosić Katarzynę Sforzę. Wiedząc doskonale, że Katarzyna stała za zamachem na życie rodziny Borgiów, a teraz organizuje przeciwko nim spisek zbrojny. Rodrigo miota się w irytacji.

      Jest to demonstracja polityczna. Ferdynand pokazuje Borgiom - widzicie ? jesli nie zaakceptujecie moich warunków sojuszu, to pójdę z Katarzyną przeciwko wam. Pokazuje im wybór, którego muszą dokonać. Cesare skłania się do jakiejś ostrej odpowiedzi, ale Rodrigo decyduje by zachować spokój. "Nie możemy się awanturować, jak jakieś wieśniaki. Nie mogą nas zobaczyć zdenerwowanych i podzielonych. Byłby to dla nich dowód naszej słabości".

      Kiedy młody Alfons próbuje rozmawiać z bratem, poskarżyć się na traktowanie Lukrecji i jego samego, Ferdynand traktuje go jak smarkacza - "Jesteś tylko częścią gry - ty masz tylko przelecieć papieską córkę, resztę zostaw starszym od siebie" odpala mu prosto w twarz, a potem wychodzi. Dzieje się to w Watykanie, gdzie powoli zbierają się zaproszeni na ślub goście. Ofk, witani z pełną pompą, przy wiwatach ciemnego ludu [przypomina to atmosferę pochodów 1-majowych, hehe].

      Ostatnia przybywa Katarzyna Sforza. Rodrigo ledwie panuje nad gniewem, a ona kroczy po schodach lekko uśmiechnięta, sycąc się swoim triumfem. Całuje papieski pierścień, ale kiedy Rodrigo zimno mówi do niej "Wreszcie uklękłaś przed nami...", ona odpowiada "KLękam tylko z własnej woli, nikt mnie do tego nie może zmusić". Gina McKee jest doskonale dobrana do tej roli, ze swoją klasyczną i niejednoznaczną urodą.
      • grek.grek "Borgiowie" sez 3 odc 3 [ 2] 19.10.14, 13:31
        Samą fizjonomią operuje rewelacyjnie. Jak zresztą większość, a może nawet wszyscy aktorzy w swoich rolach. Casting do tego serialu przeprowadzono perfekcyjnie.

        W jednym z pokojów stoi tablica, a na niej karteczki z magnesami, a na karteczkach nazwiska gości. Całośc miała służyć skomponowaniu układu w jakim goście będą siedzieć przy weselnym stole. Cesare wykorzystuje jednak te karteczki w innym celu. W samotności układa je w dwóch rzędach. Po lewej Borgiowie i ich sojusznicy. Po drugiej - wrogowie. Ta druga kolumna jest znacznie liczniejsza... POśrodku ustawia jedną kartkę do której dopisuje duży "?". Kartka nosi imię Alfonsa.

        Ślub jest pokazany w tle. Ofk, wystrój wnętrz, kwiaty, cała toaleta i inne rzeczy - rzuca się w oczy znakomita praca scenografów. No i widać, że tanio nie było [pewnie dlatego zabrakło funduszy na więcej niż 3 sezony ;].

        Ale najważniejsze wydarzenia dzieją się "po kątach". Najpierw Cesare napotyka Katarzynę Sforzę. Próbuje jej grozić, a może tylko chce okazać swój gniew, w sposób zawoalowany, sugerując że może ją spotkać tutaj coś złego. Ona jednak czuje się bardzo swobodnie. Przypierana przez niego do ściany mówi mu prowokacyjnie : "Mozęsz zatopić we mnie swój miecz... i to rękojeść, nie krępuj się". Biorąc pod uwagę że Cesare miał z nią krótki burzliwy romans [w 2 sezonie jest ten wątek], a może nie tylko dlatego, jest w tym tekście, a także w jej głosie i zachowaniu, tyle seksulnej energii, że znów siekierę można wieszać w powietrzu :]

        Kiedy para młoda tańczy na środku gigantycznego salonu - Katarzyna spotyka się na moment ze swoim posłańco-doradcą Rufiem. On jej mówi, że wszyscy sojusznicy są zainteresowani wojną przeciwko Borgiom - chcą w zamian ziemi, majątków, pieniędzy. Klasyka. Katarzyna jest zadowolona że rzuci im na żer majątek Borgiów, niech się nim podzielą. I kiedy Rufio rzuca "Czyli zadanie w Rzymie wykonane ?", ona odpowiada zimno : "Jeszcze nie. Są tu inni... których także należy podburzyć". Zuch kobieta ;] Motywacja odwetu za śmierć syna jest potęzna.

        W innym miejscu przepastnego pałacu dochodzi do konfrontacji Cesarego z jednym z Orsinich. Kiedy podpity Orsini [też spiskowiec przeciw Borgiom, też zaproszony przez Ferdynanda] wyśmiewa Cesarego "Kto ty jesteś ? Ani kardynał... ani prawowity syn papieża... ani dowódca wojskowy...", ten zachowuje spokoj - dumnie w odpowiedzi podkreśla, że Orsini nahukał się jak puchacz "JEGO [Cesarego] winem" i w "JEGO {Cesarego] pałacu", i niech tak trzyma, jak będzie chciał to Cesare załatwi mu... chłopców do towarzystwa. Orsini traci nerwy, aż go muszą jego koledzy trzymać, żeby się nie rzucił na Cesarego, który z uśmiechem przygląda się jego histerii i szamotaninie.

        Noc poślubna Lukrecji i Alfonsa jest krótka i burzliwa. Seksu tyle co kot napłakał, a dodatkowo cała scena ma miejsce w tej sali z karteczkami na tablicy. Alfonso jest tak zajęty żoną, że zauważa bez pudła te kartki. Rezygnuje z erotycznych usiłowań i zaczyna się im bliżej przypatrywać. Co też widzi... no właśnie - widzi kartki z nazwiskami gości, pogrupowane w kolumny, a kartkę ze swoim imieniem widzi na środku, a przy tym swoim nazwisku - pytajnik. Żal w nim wzbiera. "Tym jestem dla twojej rodziny ?! Znakiem zapytania ?!", wykrzykuje w najwyższym rozczarowaniu, a potem gniewnie wychodzi. Tej nocy rozmyśla w samotności, a przychodzi do łózka małżeńskiego i kładzie się bokiem do żony.

        Żony jednak w tym lózku nie ma...

        Żona jest u swojego brata. Tej nocy Cesare i Lukrecja mają seks przy świecach, a może nawet przy jednej, bo jakoś tak ciemno w tej scenie :] Ona mu włazi do łózka, a on jej nie wyrzuca, bo w sumie czekał na to od dawna. "Wszyscy i tak nas podejrzewają... dlaczego więc mamy sobie tego odmawiać ? Borgię pokochać może tylko inny Borgia" - powiada Lukrecja zdejmując to, co tam na siebie przy przypadek załozyła. Cesare zdawkowo pyta "A twój mąż ?", na co ona odpowiada "Ty jesteś moim mężem. Tej nocy".

        A niektórych nadal takie rzeczy szokują... ;]]


      • grek.grek "Borgiowie" sez 3 odc 3 [ 2] 19.10.14, 13:38
        trailer :

        www.youtube.com/watch?v=bErqKxpG2yw
    • barbasia1 "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 1 19.10.14, 16:53
      Film zaczyna się od długiego ujęcia bezlistnych gałęzi drzewa, na którym siedzi czarne ptaszysko, w tle słychać jego złowieszczo brzmiące skrzeczenie. Po chwili na drzewo przylatuje jeszcze jeden czarny ptak. Przez rzadkie gałęzie widać zasłonięte okna eleganckiego mieszkania w luksusowym apartamnetowcu w Moskwie. Za chwilę wzejdzie jesienne słońce, zasłony zostaną odsłonięte przez Elenę, niemłodą, ale i niestarą jeszcze kobietę, o typowo rosyjskiej urodzie, okrągłej twarzy , ani brzydkiej, ani ładnej.

      Elena zamieszkuje apartament wraz z mężem Władimirem . Małżonkowie, pokazuje to jedna z pierwszych scen, nie śpią razem w jednym łóżku, nie ma pomiędzy nimi głębokiej więzi, ich relacja przypomina raczej układ, w którym w zamian za utrzymanie oraz zapewnienie wygodnego życie na dobrym poziomie ze strony Władimira oraz Elena zapewnia mu opiekę, wikt i opierunek, a czasem także , kiedy Władimir ma na to ochotę, seks.

      Elena i Władimir poznali się dwa lata wcześniej w szpitalu, gdzie ona pracowała jako pielęgniarka, a Władimir trafił tam z powodu zapalenia wyrostka.

      Oboje mają dzieci z poprzednich związków. Władimir ma córkę Katię , zbuntowaną przeciwko ojcu. Katia ma do ojca pretensje (trochę stereotypowo), że nie poświęcał jej dużo czasu , że liczyły się dla niego tylko pieniądze, których jednakowoż nigdy nie żałował na córeczkę, która wyrosła na niegrzeczną dziewczynkę , mającą doświadczenia z narkotykami , alkoholem , przypadkowym seksem (syndrom bogatego dzieciaka). Jednak pod maską buntowniczki, nihilistki kryje się osoba ciepła, kochająca naprawdę ojca i spragniona jego uwagi .

      Elena ma zaś ma syna, Siergieja , żonatego, z dwójką dzieci. Starszy chłopiec ma ok. 18 lat, drugi jest kilkumiesięcznym maluchem. A trzecie dziecko-niespodzianka, jest w drodze! Syn z rodziną mieszka w ciasnym mieszkanku w obskurnym wieżowcu, gdzieś kawał drogi na brzydkich przemysłowych przedmieściach Moskwy. Siergiej ten typ, co z jego wykształceniem nie ma pracy w tym kraju. ;) Dlatego Elena ,jak to kochająca bezwzględnie matka, pomaga synalkowi i jego rodzinie jak może, często robi im zakupi za swoje pieniądze, a nawet oddaje całą swoją emeryturę.

      Rodzina Sergieja ma teraz nowe zmartwienie, synalek wkrótce skończy szkołę i czeka go wojsko, jeśli nie dostanie się na studia (a jak wiadomo wojsko w Rosji to nie przelewki, rodzice boją się, że chłopak zostanie wysłany w jakieś straszne miejsca). A synalek wielkie szanse się nie dostać się na studia, jako że nie ma pasji do nauki, ani ambicji. Jedyną szansa na uniknięcie wojska są więc prywatne studia, na które potrzeba oczywiście pieniędzy. Syn podczas jednej z wizyt matki namawia ją, by poprosiła swojego męża o pieniądze na studia chłopaka. Elena tłumaczy, że Władmir nie lubi, takich próśb, ale obiecuje, że zrobi co będzie mogła.

      Cdn.
      • grek.grek Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 1 20.10.14, 14:49
        słusznie mniemam, że część II w drodze ? :]

        • barbasia1 Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 1 21.10.14, 20:08
          Tak, w drodze.
          Wkrótce urodzę. ;)
          • mozambique Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 1 23.10.14, 09:42
            ooooo, gratulejszyn

            naogladaja sie teraz filmow na zaps bo potem to róznie moze byc :))
          • grek.grek Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 1 23.10.14, 14:13
            :]
            zaczęło się interesująco.
            • barbasia1 Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 2 26.10.14, 22:45
              grek.grek napisał:

              > :]
              > zaczęło się interesująco.

              :)
              To lecimy dalej ...

              Następnego dnia wczesnym rankiem, zaraz po przebudzeniu Elena pisze do Władimira list, w którym wyjawia swą prośbę o pieniądze na studia dla wnuka, które uratują chłopaka od służby wojskowej. Potem , idąc jak każdego ranka odsunąć zasłony w pokoju Władimira, Elena kładzie list na nocną szafkę stojącą przy jego łóżku, tak by ten kiedy tylko się obudzi przeczytał go.

              I tak się dzieje. Władimir czyta list w łóżku. Potem idzie do kuchni , by zjeść przygotowaną mu przez Elenę jak co dzień, owsiankę na śniadanie. Podczas śniadania zaczyna rozmowę na temat listu. Tak jak Elena przewidywała, nie jest oczywiście zadowolony z prośby. Ma poniekąd ku temu powody. Siergiej, nie oddał mu jeszcze wcześniejszej pożyczki. Poza tym , jak wyjaśnia Władimir, nie ma on zamiaru utrzymywać syna-nieroba drugiej żony. Z nią się żenił, nie z jej rodziną. Elena zirytowana odmową wypomina mu pieniądze, które daje niegrzecznej córeczce. Władimir złości się, że żona wspomina o córce. Wybucha mała kłótnia. Koniec końców małżonkowie godzą się. Władimir obiecuje zastanowić się nad prośbą i po tygodniu dać jej odpowiedź. Ostatecznie seks pieczętuje zgodę między małżonkami.

              Pewnego dnia Władimir postanawia wybrać się na siłownię. Elena w tym czasie planuje sprzątnie i zakupy. Na siłowni Władimir najpierw trenuje na elektrycznej bieżni . Ćwicząc, przygląda się znaczącym wzrokiem, młodej ładnej dziewczynie wyciskającej ciężary nieopodal. Niestety jest niewidzialny dla dziewczyny, jakby miał czapkę niewidkę. :) Dziewczyna nie zwraca na niego uwagi nawet, kiedy mija go w przejściu, choć on za nią się odwraca i oczami wodzi.

              Potem Władimir pływa w basenie , niestety po przepłynięciu kilku długości doznaje zawału serca. Szczęście w nieszczęściu natychmiast z wody wyciąga go ratowniczka i Władimir trafia do szpitala.

              W szpitalu Władimir dochodzi do siebie. Elena pali w cerkwi świecę za powrót do zdrowia męża. Kiedy go odwiedza go w szpitalu Władimir prosi ją, by poinformowała córkę o jego chorobie i pobycie w szpitalu i by skłoniła ją do odwiedzin w szpitali. Elena umawia się z dziewczyną na mieście i przekazuje prośbę ojca. Katia oczywiście nie ma zamiaru odwiedzać ojca. Po przepychankach słownych, w których dziewuszysko wypomina Elenie, że dla pieniędzy ożeniła się z jej ojcem, obiecuje w końcu, że odwiedzi ojca.

              Katia słowa dotrzymuje i zjawia się u ojca szpitalu. Tam wyrzuca ojcu wszystkie swoje żale do niego, ale rozmowa kończy się miło, kończy się uściskami ojca i córki oraz zgodą, przynajmniej tymczasową.

              Podleczony choć jeszcze mocno osłabiony Władimir wraca do domu pod opieką Eleny, wykwalifikowanej pielęgniarki, co z dumą wyznaje lekarzowi, który radził małżonkom wynajęcie pielęgniarki do pomocy.

              W domu Władimir oznajmia Elenie, że zamierza napisać zarys testamentu. Oświadcza jej, że postanowił wszystko - cały majątek, mieszkanie, pieniądze- zapisać swojej córce. Elena i tak po nim dostanie dożywotnią rentę, więc nie zostanie z niczym, a „to i tak bardziej niż wystarczające”. Elena przyjmuje z akceptacją i spokojem decyzję Władimira. Wykorzystując sytuację, pyta, co postanowił w sprawie jej prośby o pieniądze na studia dla wnuka, Saszy. Władimir oznajmia jej, że po przemyśleniu postanowił nie łożyć pieniędzy na jej wnuka, bo to ojciec Saszy powinien troszczyć się o swojego syna.

              Głęboko poruszona odmową, Elena obrzuca Władimira pretensjami, znów wypomina, że daje pieniądze swojej „bezmyślnej i zepsutej" i "na pewno bezpłodnej(!?)” córce. Władimir broni córki, twierdzi, że ona jest tylko inna, nie taka jak wszyscy. Te słowa budzą złość w Elenie .
              Mówi, że jego córka „jest niczym tak jak jej syn i jego dzieci”. I pyta go , jakie ma prawo, żeby myśleć, że jest wyjątkowy, czy tylko dlatego, że ma więcej pieniędzy, ma więcej rzeczy. I dodaje złowieszczo -„Wszytsko może się zmienić”. „Co się może zmienić” - dopytuje zdziwiony Władimir? „Ostatni będą pierwszymi”- mówi słowami Pisma Świętego Elena. „Kiedyś to słyszałem. – odpowiada Władimir . „Biblijne bajki są dla ludzi biednych i głupich. Równość i braterstwo są do znalezienie tylko w twoim Królestwie Niebieskim, Elena”. „Chcę żebyś mnie zrozumiała” – mówi na koniec prosząco Władimir. „Poradźmy sobie z tym jak dorośli”.

              Elena słucha tego w milczeniu, potem wychodzi z pokoju, idzie do kuchni i sprząta w zamyśleniu.
              Po krótkich chwili dzwoni do syna, informuje go o wynikach rozmowy. „ Sami musimy sobie poradzić” – oświadcza wściekłemu synkowi. „Poradzimy sobie” - pociesza go .

              Cdn.
              • pepsic Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 2 29.10.14, 15:03
                Ależ mnie wytrzymujesz z krótkim, plastycznym komentarzem będącym swojego rodzaju spojlerem:)
                • pani_lovett Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 2 29.10.14, 23:06
                  Przepraszam!!! Ciebie i wszystkich zainteresowanych ciągiem dalszym. Wczoraj miałam dokończyć, ale tak samo jak Grek zapatrzyłam się na Carmen.
                  Dziś nie dało się. Jutro już na pewno się pojawi.

                  Od początku liczę na Twój komentarz na temat filmu, wrażenia, Pepsic!
                  • pani_lovett Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 2 29.10.14, 23:08
                    Komentarz może być dłuższy!
                  • grek.grek Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 2 30.10.14, 14:59
                    ha ! :]
                    "Carmen" :]
                    Barbasiu, jak też Twoje wrażenia po projekcji ? musisz koniecznie o nich napisać.
                    • barbasia1 Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 3 01.11.14, 16:16
                      Cdn.
                      Więc, jak juz wspomniałam, Elena dzwoni do syna informuje go , że Władimir nie da pieniędzy na studia Saszy. „Poradzimy sobie” pociesza syna.

                      Kamera przenosi się do małego mieszkania Siergieja - świetna scena, Seirgiej wściekły po rozmowie z matką szuka piwa w lodówce. Potem zamyślony siedzi przy stole kuchennym chrupiąc orzeszki czy chipsy . Po chwili przychodzi syn siada z drugiej strony stołu i jak ojciec chrupie orzeszki z tępym wyrazem twarzy. W końcu do kuchni przychodzi żona Siergieja , nie mówiąc ani słowa , dosiada się do męża i syna i z takim samym wyrazem twarzy jak syn zajada orzeszki.

                      Tymczasem Elena siedzi dłuższą chwilę przed lustrem w swoim eleganckim domu pogrążona w zadumie. W końcu otrząsa się z zamyślenia, wstaje podchodzi do regału z książkami szukając, jak się po chwili okazuje leksykonu leków. Z leksykonem idzie do kuchni, tam otwiera go na haśle … viagra. Elenę interesują wyłącznie przeciwskazania w stosowaniu tego leku. Znalazłszy to, czego potrzebowała, Elena zamyka księgę i idzie do łazienki. Tam w szafce z lekami znajduje pudełko viagry, wyciąga z niego dwie tabletki. Niebieskie tabletki wrzuca następnie do kieliszka z lekami przygotowanymi dla Władimira (który jak już mówiłam, właśnie miał atak serca).
                      Władimir nie zauważywszy niczego podejrzanego łyka jednym haustem leki naszykowane mu przez Elenę. Elena wychodzi i zamyka drzwi. Siada w swoim pokoju i ze zbolałą mina czeka na to co się stanie. Po kilku chwilach powoli zbliża się do pokoju Władimira otwiera powoli drzwi zagląda i aż siada na podłodze z przerażenia. Władimir leży martwy na swoim łóżku. Elena zbiera się w sobie wstaje , wchodzi do pokoju , zbiera szybko zapisane kartki, zarys ostatniej woli męża i spala je. Pudełko z viagrą kładzie na nocnej szafce w pokoju Władimira i wyzywa lekarza.

                      Lekarz wypisując akt zgonu, nie może nadziwić się głupocie małżonków, lekkomyślności Władimira, który zażył lek zabroniony w jego stanie. Dziwi się, że nikt nie poinformował Eleny, jakich leków Władimir nie powinien zażywać. Elena wstydliwie spuszczając tłumaczy się, ze nawet nie wiedziała, że mąż ma takie leki w domu.
                      Władimir zostaje pochowany. Wdowa na pogrzebie płacze najgłośniej. Na pogrzebie zjawia się także córka, widać, że jest bardzo poruszona śmiercią ojca. Ona jedyna chyba prawdziwie przeżywa śmierć ojca.


                      A potem Elena z córką Władimira udają się do adwokata w sprawie spadku po Władimirze. Ponieważ Władimir nie zostawił testamentu cały majątek ma zostać podzielony po połowie pomiędzy drugą żonę i córkę. Córka wspomina o pieniądzach , sporej kwocie gotówki, którą ojciec zawsze trzymał w sejfie, ale Elena informuje chłodno, że niestety żadnych pieniędzy ona nie znalazła. Pieniądze oczywiście były, tylko Elena je wcześniej zabrała i schowała.

                      Po rozmowie z adwokatem Elena z pieniędzmi udała się do syna. Rodzina nie posiada się ze szczęścia. Opijają to kielichem wódki. Sasza też pije. ;) Nagle gaśnie światło w bloku. Sasza oznajamia, że musi wyjść, bo umówił się z kolegami. Leci na ustawkę na osiedlu. W kilku idą pobić innych chłopaków. Ale to Sasza zostaje najdotkliwiej pobity. Leży gdzieś na odludziu nieprzytomny, ale po chwili zbiera się, wstaje.

                      Ostatnia scena – apartament Władimira i Eleny, maluch, młodszy wnuk Eleny chasa na łóżku , w którym zmarł Władimir. Siergiej z żoną i Saszą z podbitym okiem zachwycają się apartamentem, mają plany , by w nim zamieszkać całą rodziną, jakoś dogadają się z córką Władimira, w sprawie spłaty, kombinuje już zadowolony Siergiej. Powoli wszyscy siadają przed wielkim telewizorem , w którym leci teledurniej, chrupią orzeszki czy chipsy wpatrując się tępo w ekran.

                      Kamera oddala się, wychodzi z mieszkania. Film kończy się, podobnie jak na początku, długim ujęciem oświetlonych okien luksusowego apartamentu, tym razem wieczorową porą.

                      Koniec

                      Jeszcze słowo podsumowania pojawi się.
                      • pepsic Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 3 01.11.14, 17:31
                        Zapowiadałam krótki komentarz, powtórzę zatem za filmwebem: Car zabity, lud wszedł do Pałacu Zimowego...
                        Używasz w stosunku do córki określenia "dziewuszko". Wydaje mi się, że niesprawiedliwie. Ona jedna zapłakała po śmierci ojca i jedyna poznała sie na Elenie.
                        • grek.grek Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 3 01.11.14, 18:24
                          odwołanie historyczne - celne :]

                          a współcześnie ?
                          raczej na odwrót, bojarzy pod kontrolą cara trzymają plebs za uszy ?. a zatem... utopia ? a może... dystopia ?

                        • barbasia1 Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 3 01.11.14, 22:23
                          > Używasz w stosunku do córki określenia "dziewuszysko". Wydaje mi się, że niespra
                          > wiedliwie. Ona jedna zapłakała po śmierci ojca i jedyna poznała sie na Elenie.

                          Celowo, świadomie użyłam tego słowa. Tak córka Władimira jawi na początku filmu. Rozpuszczone dziewuszysko, zepsuta, cyniczna, niewdzięczna córeczka bogatego tatusia, żyjąca beztrosko na jego koszt. Potem, jak zresztą sama napisałaś wyżej, okazuje się, że to tylko pozory, że to maska.
                      • grek.grek Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 3 01.11.14, 17:43
                        po primo, świetnie napisane, trzymasz formę i styl, Barbasiu :]
                        częsciej, częściej, częsciej - musisz nas nawiedzać swoimi opisami.
                        vox populi, vox dei - nie masz wyjścia :]]

                        sama historia bardzo ciekawa.

                        w sumie, dojśc można do wniosku, że jakby Władimir i Elena nie mieli dzieci, to jakoś by tak sobie żyli i dożyli [czego by tam chcieli].

                        Elena z jednej strony jest matką i wypełnia te matczyne obowiązki jak umie najlepiej, czyli idzie na całość kiedy nie ma innego wyjścia. A jakby kto się zająknął "ale co... ale jak tak ?", to można zauważyć, ze Władimir nie jest kochającym mężem, w ogóle to raczej, jak świetnie zauważyłaś, układ niż związek. Elena łamie więc układ. a może nawet nic nie łamie, bo to wg niej Władimir łamie pierwszy, nie chcąc pomóc jej rodzinie. ma swoje powody, ale przecież ma też Elenę, więc dla niej powinien z tymi powodami trochę zbastować.

                        więc, tak wg mnie, to jest opowieść o przewrotności moralności. Elena jest moralna i niemoralna zarazem. staje murem za rodziną, jak prawdziwa matka wyżej stawia syna i wnuka niż męża z układu. co w tym dziwnego ? używa pieniędzy męza, żeby załatwić im
                        komfort zyciowy.

                        czy to nie przewrotna konstrukcja ? trudno ją potępić jednoznacznie, a zarazem nie sposób aprobować takich zachowań, nawet w stanie najwyższej konieczności, a wojsko dla wnuka czy kiepski standard materialny życia rodziny syna, to jako żywo dalekie od "stanu najwyższej konieczności" rzeczy.

                        nie ułatwia oceny rodzina Siergieja, doskonale sportretowana w tej scenie z orzeszkami. roszczeniowi nieudacznicy i lenie patentowane. gdyby to byli cięzko pracujący ludzie, ktorzy po prostu nie mieli szczęścia, albo mający jakieś niezawinione kłopoty... tyle że to by zamieniało cały film w telenowelę, a decyzję Eleny w rzecz całkowicie zrozumiałą.

                        tutaj zaś - patologiczna rodzinka stanowi całe clue.
                        po drugiej stronie jest Katia, której Władimir, tak jak Elena swoim, chce pomagać wbrew jej narowom i nawykom, które tworzą równowagę dla rodziny Eleny. pojawia się pytanie : co jest w Katii lepszego ? odpowiedź jest jakże prosta, a w tym przypadku kluczowa : więzy krwi.

                        zatem, tak sobie myślę, ze cała ta opowieść dotyczy braku porozumienia między Eleną i Władimirem. porozumienie, uczucie, szacunek między nimi byłby w stanie stworzyć dystans do rodzinnych powiązań. wobec braku uczucia i szacunku - te powiązania biorą górę i prowadzą do dramatu.

                        świetna storyline.
                        i jakże wymowna puenta.

                        doskonale było znów przeczytać Twój opis, Barbasiu :]
                        • pepsic Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 3 01.11.14, 18:30
                          Greku, nie dopatrzyłeś się przewrotności? Jest bogaty, zimny z pozoru Władimir i jego córka prowadząca swobodne życie nie interesująca się ojcem. I jest prosta uczciwa kobieta troszcząca się o dorosłe dzieci i wnuki. Okazuje się, że Władimir jest mądrym życiowo człowiekiem, a córka "idealistką bez uczuć" tylko na pokaz. Elena natomiast okazuje sie bezwzględną, pazerną zbrodniarką, a jej biedna rodzinka pasożytami i chuliganami.

                          • grek.grek Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 3 02.11.14, 16:52
                            zdecydowanie jest to przewrotne.

                            z drugiej strony, Władimir nie jest w Elenie zadurzony, więć traktuje już bez specjalnych względów. gdyby się kochali, Elena musiałby mocno podjąc decyzję trudniejszą niż w filmie. tutaj reżyser trochę jej pomaga, a nam ułatwia ewentualnie zrozumienie jej wyboru. Władimir nie stał się jej rodziną, dlatego umiera.

                            jak chodzi o "klasowe" odczytanie filmu, to na pewno jest niestandardowe ;] ale na pewno bliskie rzeczywistości.

                            Elena, wg mnie, okazuje się tą zbrodniarką także dlatego, że Władimir jej nie kocha. tak przynajmniej odczytałem całą sytuację. to na jej barkach spoczywa cała dramaturgia tej historii. wydaje mi się, że jest ona postacią tragiczną. bardziej niż jednoznacznie do potępienia. aby zabić nie musi pokonać siły uczucia, ale na pewno musi stłumić odruch moralny. owszem, jej rodzina to margines, ale RODZINA. ona nie wartościuje, bo ich kocha miłością poczciwą i niezadającą zbędnych pytań. czy taka miłość nie jest bliższa prawdy o istocie tego uczucia ? tej przysłowiowej "slepocie" ?
                            zatem, dyskutowałbym o tej jej rzekomej "bezwzględnośći".
                            mnie ona się kojarzy z Bess z "Przełamując fale".
                            Bess nie zabija, ale też łamie normy, aby [w swoim mniemaniu] pomóc komuś bliskiemu.
                            poświęca się.

                            czy Elena nie poświęca swojego sumienia, nie plami się grzechem dla swoich bliskich ?
                            z miłości do nich ? z poczucia odpowiedzialności za nich ?

                            a że ci bliscy są tacy, a nie inni... na tym polega ta przewrotność, o której napisałaś :]

                            tak to wg mnie wygląda. albo coś w tym guście. piszę na tzw. czuja.
                            • barbasia1 Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 3 22.09.15, 00:16
                              grek.grek napisał:

                              Zgadzam się z Tobą, Greku.

                              > tak to wg mnie wygląda. albo coś w tym guście. piszę na tzw. czuja.

                              Brawo! Dla ... mnie. ;))
                    • barbasia1 Re: "Elena" reż. A. Zwiagincew cz. 2 01.11.14, 16:16
                      grek.grek napisał:

                      > ha ! :]
                      > "Carmen" :]
                      > Barbasiu, jak też Twoje wrażenia po projekcji ? musisz koniecznie o nich napisać

                      Tak, napiszę! :)
    • barbasia1 Hannibal odc. 8 TVPuls godz. 22:00 19.10.14, 17:13
      Pierwszy sezon "Z pamiętnika położnej" niestety już zakończony! Tylko 6 odcinków było.
      Liczę, że Stopklatce pojawią się wkrótce kolejne sezony tego świetnego serialu.
      • grek.grek Re: Hannibal odc. 8 TVPuls godz. 22:00 20.10.14, 14:48
        "Hannibala" dzisiaj nadrabiam. Barbasiu, już jesteś po ?
        • barbasia1 Re: Hannibal odc. 8 TVPuls godz. 22:00 21.10.14, 15:39
          Tak. W niedzielę wieczorem oglądałam.
          Zaraz się dopiszę...
      • grek.grek Re: Hannibal odc. 8 TVPuls godz. 22:00 21.10.14, 14:02
        nie wiem, jak dla Ciebie, Barbasiu, ale dla mnie stęzenie makabry osiągnęło apogeum :]

        morderstwo za pomocą wbicia w twarzoczaszkę instrumentu muzycznego celem wyciągnięcia komuś strun głosowych, by na nich zagrać jak na wiolonczeli ?... nie wiem czy podziwiać finezję twórców czy zastanawiać się nad tym, kiedy przekroczą granicę surrealizmu :]

        postać Tobiasa, wprowadzona i wyniesiona nogami do przodu, ciekawa w swojej chłodnej wymowie, ale
        zaprzęgnięcie doktora Lectera do bijatyki wręcz... trochę zburzyło ten elegancki, wytworny jego image, a to nie wydało mi się potrzebne.

        nie rozumiem ponadto, dlaczego Lecter zdradził Tobiasowi swoje plany zabicia go. fakt, że przerwał mu dzwonek do drzwi i pojawienie się Willa Grahama, pragnącego pochwalić się całusem z doktor Alaną... ale nadal nie wiem, do czego zmierzał Lecter. jak się chce kogoś wysłać na łono Abrahama, to się mu o tym nie mówi, tak mnie zawsze "uczono" ;]

        Lecter ofk zgrabnie pozbył się dwóch zagrażających mu postaci, ale za dużo w tym było... akcji. z dobrego psychologizującego serialu, na moment się zrobił akcyjniak.

        no i te głosy nawiedzający GRahama ? "zwierzęta w ścianie" ? masz jakiś pomysł, Barbasiu ? rozwijająca się choroba psychiczna, przemęczenie zawodowe czy ktoś go faszeruje lekami albo... ludziną ? ;]
        • barbasia1 Re: Hannibal odc. 8 TVPuls godz. 22:00 21.10.14, 19:39

          "Czy możesz na to jeszcze patrzeć? - Jack pyta Willa Grahama , wskazując na kolejną ofiarę zbrodni.
          -"Traktuję to jako ćwiczenie intelektualne. Otrząsam się i patrzę." - odpowiada Will.

          Więc ja tak samo jak Will, otrząsam się i patrzę i staram się traktować jako ćwiczenie intelektualne.

          Tak, też miałam poczucie, że stężenie makabry osiągnęło w ostatnim odcinku apogeum. Choć przeczuwam, że twórcy nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w kwestii zaskakiwania makabrą.


          > ale zaprzęgnięcie doktora Lectera do bijatyki wręcz... trochę zburzyło ten eleganck
          > i, wytworny jego image, a to nie wydało mi się potrzebne.

          Zaprzęgnięcie doktora Lectera do bijatyki owszem zburzyło elegancki i wytworny jego image, ale może właśnie o to chodziło, by dr Hannibal na krótką chwilę uchylił maskę. Jack, odniosłam wrażenie, był bardzo zaskoczony, że wytworny dr Hannibal zabił człowieka.

          A'propos przyjaciela. Dr Hannibal za swojego przyjaciela uważa Willa (a jednak żywego człowieka ;), jak wyznał dr Du Maurier.
          Jakim ciepłym! spojrzeniem pod koniec odcinka obdarzył Willa, mówiąc, że "docenia [jego] towarzystwo". Na ile to szczere, na ile gra, manipulacja?


          > no i te głosy nawiedzający GRahama ? "zwierzęta w ścianie" ? masz jakiś pomysł,
          > Barbasiu ? rozwijająca się choroba psychiczna, przemęczenie zawodowe czy ktoś
          > go faszeruje lekami

          Pewnie jedno z drugim i trzecim się łączy.
          Will nieprzymuszany łyka jakieś prochy.

          albo... ludziną ? ;]

          Uch! :/
          • grek.grek Re: Hannibal odc. 8 TVPuls godz. 22:00 22.10.14, 14:24
            zaiste, błyskotliwa odpowiedź, Barbasiu :]

            niestety, albo stety, albo i don't care ;], też mi się tak wydaje - będą tu jeszcze jakieś grubsze
            numery, na skrzypaczeniu na wyciągniętych strunach głosowych się nie skończy... a przed rozpoczęciem tego serialu, dałbym głowę, że to Ty pierwsza napiszesz o przesadzie ;]

            yes, ja też zwróciłem na to uwagę.
            Jack Crawford jest szczerze zdziwiony, że Lecter był w stanie się obronić i dodatkowo zabić.
            zobaczył coś, o co doktora by nie podejrzewał. Will Graham zastygł w zamyśleniu już wtedy, kiedy
            Lecter operował chirurgicznie, w sytuacji nagłej konieczności [a poszukiwany morderca niewątpliwie wysokiej klasy specjalistą od chirurgii być musi...], więc są pierwsze rysy na tym wizerunku
            doktora, w oczach tych, przed którymi musi się maskować jak najściślej. Lecter popełnia więc
            mikro błędy, ale nie z własnej woli, raczej z wyroków losu, nieprawdaż ?

            właśnie. i co o tym sądzisz ?
            mnie się wydaje ciągle,że doktor zawiązuje nić porozumienia z GRahamem, aby mieć go pod ręką dla
            własnego bezpieczeństwa, wszak jeśli Will go nie namierzy, to nikt tego nie zrobi. w dodatku, będąc psychoterapeutą Willa doktor może cały czas wpływać na niego, odwodzić go od róznych teorii i pomysłów, a takze sprytnie podsuwać własne, kierujące go w rejony zupełnie odległe od prawdy, a zatem komfortowe dla Hannibala i jego... zachowań hobbystycznych ;]

            zatem, jesli pytasz "na ile jest to szczere ?", wg mnie - na 50 % :] bo Lecter lubi Willa, widzi w nim podobieństwo do siebie samego, jak chodzi o plastykę wyobraźni i wrażliwość, a zarazem wie dobrze, że moralnie stoją po dwóch róznych stronach barykady. to te pozytywne 50 %. w drugiej połowie jest to manipulacja, o której wspominałem :]

            a jak to wygląda wg Ciebie ?

            haha ;] "uch !" - to prawda, spirala tak się nakręca, że niebawem "uch !' stanie się symboliczne w kontekście tego serialu, hehe.

            mam nadzieję na rozkręcenie wątku z Gillian Anderson. relacja Lectera i jego terapeutki musi mieć jakiś trzecie dno. trzecie, bo drugie rozumie się samo przez się ;]
    • siostra_bronte "Fargo" 19.10.14, 18:42
      Zapowiadane wcześniej, dzisiaj o 20.10. Dwa pierwsze odcinki.
      • barbasia1 Re: "Fargo" 19.10.14, 18:57
        Bronte, przyjemnego oglądania i wielu emocjonujących wrażeń zatem. :)
        Daj znać jak Ci się podobało.
      • grek.grek Re: "Fargo" 20.10.14, 14:47
        Siostro, będziemy cierpliwie czekać na Twoją recenzję :]
    • grek.grek Tydzień z Fellinim w Kulturze : "Wałkonie" 22:10 20.10.14, 14:46
      zaczynamy :]

      tytuł w zasadzie mówi wszystko : miasteczko nad Adriatykiem, pięciu bamboccioni ślizgających się przez życie w klasycznie włoskim stylu - beztroski uwodziciel, kombinator, nieudany śpiewak, nieudany literat i ten piąty, który próbuje jednak coś zaplanować, zapewne w znaczeniu mieszczańskiego "życiowego sukcesu".

      trzeci film Felliniego z 53 roku, w znacznym stopniu będący autobiograficznym zapisem jego okresu dojrzewania; Srebrny Lew w Wenecji.

      skaczemy, prawdaż zawżdy ?

      [ w Kulturze od 20:20 "Lęk wysokości", a w TV Puls o 0:15 "Wielki Szu", więc w sumie mozna sobie urządzić ciekawy maraton filmowy ]
      • barbasia1 W Kulturze : "Wałkonie" "I vitelloni" godz. 22:05 20.10.14, 22:09
        Zaczynamy! :)

        > tytuł w zasadzie mówi wszystko : miasteczko nad Adriatykiem, pięciu bamboccioni
        > ślizgających się przez życie w klasycznie włoskim stylu

        Zapowiada się świetnie!

        Jeśli film autobiograficzny to miasteczko nad Adriatykiem pewnie przypomina Rimini. Idealne do wałkonienia. ;)
        • mozambique POd mocnym Aniołem 21.10.14, 10:12
          A ja chialam powiedziec ze w koncu obejrzałam POD MOCNYM ANIOŁEM ale jak sparwdzilam , wątek o tym juz byl i to długi

          ja powiem tylko , ze
          po pierwsze primo - jak zwykle Więckiewicz i reszta obsady doskonała
          po drugie primo = troche mem juz dosyc tego spsobu opowiadania histroii przez Smarzowskiego ,
          ja wiem ze Sam rezyser alko lubi i nigdy temu nie zaprzeczał i ze o wódzie nie da rady opowiadać w obłoku różanych perfum ale na Boga - czy pelen 135 min filmu musi, aboslutnie musi byc utarzane w goownie , rzygowinach, krwi , moczu , błocie i wszechograniajacym syfie ?

          ten style rezyser od jego debiutu porażał i tzrymał widza za pysk , nikt atak historii nie opowiadał
          ale teraz , to juz chyba jego 10 film utrzymany w tej samej stylistyce ( ze caly świat to jedno wielkei gie i trochę moczu) - mnie osobiscie zaczyna już męczyć
          powtarzam - nie temat tylko forma jest mocno przewidywalna

          a mozna o chlaniu opowiadac niemniej wstrząsająco a jendak inaczej np , CMA BAROWA , czy ZAPOMNIEC LAS VEGAS

          Smarzowski kreci teraz film o o tragedii na Wołyniu
          macie ochotę pójść ? tak szczerze ...
          • angazetka Re: POd mocnym Aniołem 21.10.14, 13:38
            Na film o Wołyniu pójdę (patrz: "Róża", która była DOSKONAŁA). Natomiast "Pod mocnym ANiołem" nie obejrzę nigdy w życiu.
          • grek.grek Re: POd mocnym Aniołem 21.10.14, 14:45
            Barbasia jest w tej dziedzinie fachowcem :]
            w dziedzinie "POd MOcnym...", nie w dziedzinie procentów ;]

            ja tam niewiele mam na koncie, "Dom zły" i "Wesele", "Pod Mocnym..." dopiero
            mam w planach, ale za to niedalekich.

            gośc ma naturalistyczny styl. chce pokazać flaki. jak polskie wiejskie wesele, w oparach
            zytniej, szemranych interesów i chamstwa rozmaitego, to tak że idzie w pięty. i tak samo
            podchodzi do każdego tematu, jak sądzę.

            kwestia uznaniowa - albo kupujemy albo nie kupujemy tego stylu opowiadania. przynajmniej
            wiadomo czego się spodziewać, you get what you see ;]

            jestem ciemny jak tabaka w rogu, bo ani ksiązki nie czytałem ani filmu nie oglądałem, ale
            właśnie ciekawi mnie, na ile ten filmowy hardkor oddaje nastrój ksiązki, bo z tego co słyszałem
            to Jerzy Pilch jakby więcej miał dystansu do całej historii niż pan reżyser filmowy ?

            Wołyń mnie ciekawi bardziej w kontekście faktu, ze wejdzie do kin w momencie, gdy na Ukrainie dzieje się to, co się dzieje i generalnie w Polandzie nie wolno mówić, że ten kraj to skorumpowany, zdemoralizowany bankrut. dzisiaj "wszyscy Polacy są Ukraińcami", więc trzeba milczeć, bo inaczej jest się oskarżanym przez niektórych wziętych publicystów i dziennikarzy o bycie na usługach rosyjskich służb cybernetycznych [tak przy okazji, w ten sposób osiągnęliśmy zenit histerii rusofobicznej]. będzie to jakoś tam niepoprawne politycznie i czekam na odzew z ciekawością.

            a inna rzecz, że przed wojną Ukraińcy byli na wschodnich ziemiach traktowani przez Polaków z niezłego buta. my byliśmy "panami", a oni byli mniej więcej od tego, co dzisiaj : od sprzątania i zamiatania chodników na naszych wspaniałych polskich ścieżkach i dróżkach. Ukrainiec nie miał szans awansu, Ukrainiec był obywatelem drugiej kategorii. oni wrogością do "lachów" nasiąkali długie lata, więc kiedy Niemcy ich podpuścili, to zabrali się do działania z wyjątkową rzetelnością.

            ciekaw więc jestem, czy Smarzowski pokaże sam moment napaści Ukraińców na Polaków, czy dotrze do motywacji jaka im przyświecała. to nie było barbarzyństwo bezmyślne, jakaś erupcja patologicznego atawizmu.
            • pani_lovett Re: POd mocnym Aniołem 18.11.14, 19:57
              grek.grek napisał:

              > Barbasia jest w tej dziedzinie fachowcem :]
              > w dziedzinie "POd MOcnym...", nie w dziedzinie procentów ;]

              He,he! Dzięki, Greku. :))

              > jestem ciemny jak tabaka w rogu, bo ani ksiązki nie czytałem ani filmu nie oglą
              > dałem, ale właśnie ciekawi mnie, na ile ten filmowy hardkor oddaje nastrój ksiązki, bo z t
              > ego co słyszałem to Jerzy Pilch jakby więcej miał dystansu do całej historii niż pan reżyser > fil mowy ?

              Jerzy Pilch, który widział już dzieło Smarzowskiego, wypowiada się o nim w samych superlatywach. - To znakomite kino, wobec którego można by użyć słowa "arcydzieło" - mówi nam pisarz. - Smarzowski nakręcił film wybitnie autorski, a zarazem wierny mojej książce. Ku własnemu zdziwieniu jestem nim zachwycony - dodał.

              - Z powieści Jerzego Pilcha oraz z mojego niegrzecznego widzenia kina można zmontować ekstramocny koktajl - wyjaśnia Wojtek


              Czytaj więcej: www.dziennikpolski24.pl/artykul/3298048,jerzy-pilch-to-jest-arcydzielo-kina,id,t.html
          • pani_lovett Re: POd mocnym Aniołem 18.11.14, 19:46
            mozambique napisała:

            >a mozna o chlaniu opowiadac niemniej wstrząsająco a jendak inaczej np , CMA BAROWA , czy >ZAPOMNIEC LAS VEGAS

            Nie można. ;) Bo filmów w klimacie "Ćmy barowej" , "Zostawić Las Vegas" nakręcono już setki, jeśli nie tysiące. Po co kolejna taka sama opowieść!? Z tego względu odmitologizowanie alkoholizmu, odarcie go z romantycznej otoczki, sprowadzenie do roli naturalistycznej fizjologii, jest całkiem słusznym posunięciem, choć oczywiście reżyser stawia tu widzom, ich wytrzymałości wyjątkowo duże wymagania, to fakt.


            > ja wiem ze Sam rezyser alko lubi i nigdy temu nie zaprzeczał i ze o wódzie nie
            > da rady opowiadać w obłoku różanych perfum ale na Boga - czy pelen 135 min film
            > u musi, aboslutnie musi byc utarzane w goownie , rzygowinach, krwi , moczu , bł
            > ocie i wszechograniajacym syfie ?


            Wstrząsający naturalizm, przypominam, łamany jest przez stale obecny czarny humor, groteskę (np. historia pijaczyny, który podczas libacji wypada przypadkowo przez okno z meliny położonej na wyższym piętrze, po upadku, nie zważając na to, że jest poturbowany wraca, w zasadzie wczołguje się z powrotem do mieszkania, by dalej pić).


            Przy okazji wspomnę o kolejnej kapitalnej roli Arkadiusza Jakubika, w odjechanej ;) charakteryzacji z fryzurą z czasów innego ustroju ;) - na czeskiego piłkarza lub czeskiego hokeistę (zwaną też na enderowca), z długą plerezą i wąsiskami.
            www.filmweb.pl/person/Arkadiusz+Jakubik-64298/photos/426469
            Wpisz wymaluj wygląd, fryzura, o której śpiewał w swojej piosence "12 groszy" Kazik Staszewski:
            "A najlepsza fryzura, jeśli jeszcze nie wiecie
            krótko z przodu, długo z tyłu i wąsy na przedzie"

            Jego bohater należy barwnej galerii postaci alkoholików.


            Jakubik gra kierowcę tira wożącego owoce na wschód. Terrorysta, bo taka ma ksywę wśród kolegów z pracy, który zmuszony był pić ze wszystkim, z magazynierami, żeby mu ten towar szybko rozładowali, z celnikami , by go szybko przepuścili na granicy i w ten sposób w ciągu trzech lat wpadł w uzależnienie od alkoholu.

            Któregoś dania pijany Terrorysta puszcza pawia w gabinecie swojego szefa, który go zwalnia. W innej wersji pijany Terrorysta usiłował zamordować swojego szefa dowiedziawszy się, że ten ma romans z jego żoną. ;) Koniec końców Terrorysta trafia na odwyk, gdzie akurat trafia też główny bohater, znany pisarz Jerzy.

            > powtarzam - nie temat tylko forma jest mocno przewidywalna
            To kino autorskie, za Grekiem powiem, albo kupujemy albo nie kupujemy tego stylu opowiadania.
            • pani_lovett Re: POd mocnym Aniołem 18.11.14, 19:47
              Ja kupuję ten mocny styl opowiadania. I wybiorę się na film o Wołyniu.
          • pepsic Re: POd mocnym Aniołem 18.11.14, 20:23
            Smarzowski kreci teraz film o o tragedii na Wołyniu macie ochotę pójść ? tak szczerze ...

            Tak szczerze to nie. I "Róża" tez mi się nie podobała.
            • pepsic Re: POd mocnym Aniołem 18.11.14, 20:28
              * Aczkolwiek chętnie zerknę na "Pod mocnym aniołem" i Więckiewicza.
              • pani_lovett Re: POd mocnym Aniołem 18.11.14, 20:40
                pepsic napisała:

                > * Aczkolwiek chętnie zerknę na "Pod mocnym aniołem" i Więckiewicza.

                Wydawało mi się , że Ty już oglądałaś "PMA"!?
                • pepsic Re: POd mocnym Aniołem 18.11.14, 20:51
                  To nie byłam ja. Niedawno puszczano w HBO, ale nikt nie dał cynku, że chwilowo odkodowano i przepadło.
        • grek.grek Re: W Kulturze : "Wałkonie" "I vitelloni" godz. 21.10.14, 13:54
          oglądałaś, Barbasiu ? Czcigodni ?

          wg mnie, to miasteczko - w omówieniach i opisach przedstawiane jako, przepraszam za określenie, "d..pa świata" - jest całkiem ładne. architektura uliczek, budynki, placyki, a do tego morze z plażą, a nawet plaża z morzem, a nad morzem restauracja na wolnym powietrzu, gdzie trwają wybory miss. aż szkoda, że fillm nie jest kolorowy i mimo wszystko akcja nie dzieje się w miesiącach letnich.

          sami "vitelloni" - jakże stylowi :] nie spodziewałem się może meneli sensu stricte, ale tutaj są goście w gustownych płaszczach, z apaszkami i szaliczkami, uczesani, normalnie... elita, warszafka, jakby to jedna filmoznawczyni okresliła, heh.

          jedyny ich problem, to brak stabilności życiowej i płynności finansowej.
          w tym kontekście... trochę zgrzyta mi wymowa tego całego dzieła, wedle której idealnym zwieńczeniem życiowej drogi tych ludzi ma być żona, dziecko, posada i obiady niedzielne u ciotki, pod czujnym okiem rodziców i teściów. nie ma to znaczenia specjalnego dla wymowy filmu, ale - czy to pomysł Felliniego ? czy może Fellini tylko oddaje ducha czasów ?

          w każdym razie, oglądanie jak Fausto z wesołego gościa, który śpiewa "O sole mio !" idąc plażą [wiem, nie ma takiej sceny, ale wg mnie powinna być, haha] za pomocą ojcowego pasa przeistacza się w jakiegoś pantofla - budziło we mnie dyskomfort ;]

          przezabawny jest wątek dramturga Leopoldo, który jak już trafia ze swoją sztuką na podatny grunt, czyli mistrza teatralnego gotowego mu pomóc w rozwoju zawodowym, to oczywiście ten mistrz musi się okazać gejem pragnącym go uwieść, a jego ocena talentów litearckich Leopolda podszyta jest fałszem.

          Ricardo jest przekomiczny w damskich ciuchach, a cała scena balu - kapitalnie, rozmachem zrealizowana, zresztą te sceny zbiorowe u Felliniego są zawsze świetne - np. korowód w "Osiem i pół", tłum w scenie dziecięcych objawień w "Słodkim życiu".

          wg mnie, ci goście, przynajmniej ci ww., mają jakieś hobby. dlatego nie czują ciężaru tego miasteczka, który to cięzar odczuwają z kolei siostra Alberta i Moraldo, którzy wyjeżdzają przy pierwszej okazji. nie umieją przy tym wyjaśnić : dlaczego to robią. po prostu "muszą".

          co ich tak przytłacza ? życie bez celu ? czy życie ma cel ? a moze jest tylko serią slajdów nie mających żadnej idei ? a może to tylko my i wyłącznie my decydujemy o jego sensie lub jego braku, a zatem jeśli umiemy nadać sens siedzeniu na ławce i gapieniu się w niebo, to któż nam może podskoczyć ? :] od nas wszystko zalezy, my determinujemy postrzeganie własnego życia i siebie. nie otoczenie. w takim układzie wszyscy mają swoje racje, tyle że reżyser, mimo że z życzliwością i sympatią portretuje wszystkich bohaterów, w jakiś sposób przydaje znaczenia tym, którzy instynktownie czują jakiś brak. to jest ich brak, to powinien być ich brak. w "Wałkoniach" urasta jednak to rangi braku uniwersalnego i to mi trochę skrzypi :]

          momenty refleksji, sporo humoru, świetne zdjęcia, aktorzy grają jakby ich zgarnięto z łapanki ulicznej, w znaczeniu : doskonale czują konwencję i scenariusz. w sumie - wg mnie, o ile garderoba i generalnie "stajl" bohaterów się nieco zużył przez lata... jak chodzi o warsztat i wątki obyczajowo-egzystencjalne, ten film będzie zawsze aktualny, jak zawsze ktoś gdzieś będzie czuł to samo, co ci bohaterowie.

          moja ulubiona scena, ofk poza tą w której ojciec pasem przywraca 30-letniego Fausta do rzeczywistości, to ta w której chłopaki jadą za miastem autem i mijają robotników pracujących przy remoncie drogi - Alberto, w szaliku zawiązanym pod brodą, prostuje się i pokazuje im dumnie gest KOzakiewicza; tak dumnie, że wygląda jak jakiś pomnik pogardy. za chwilę psuje się auto i musza się zatrzymać... robotnicy widzą co się dzieje, w akcie słodkiej zemsty rzucają się na nich z łopatami i co tam kto ma pod ręką. panowie wieją ile sił w nogach, a jeden dopadnięty broni się rozpaczliwie "To nie ja, to oni ! ja jestem socjalistą" - :]

          • siostra_bronte Re: W Kulturze : "Wałkonie" "I vitel 22.10.14, 19:07
            Z braku czasu napiszę tylko, że zgadzam się z Twoją recenzją :)
            • grek.grek Re: W Kulturze : "Wałkonie" "I vitel 23.10.14, 14:14
              dzięki, Siostro :]

              mam nadzieję, że kiedy czas Ci pozwoli - dopiszesz coś jeszcze ?
              • siostra_bronte Re: W Kulturze : "Wałkonie" "I vitel 23.10.14, 15:52
                Też mam nadzieję :) Gdzieś zapodziałam kultową książkę Kornatowskiej o Fellinim, może coś ciekawego doczytam.
          • barbasia1 Re: W Kulturze : "Wałkonie" "I vitel 23.10.14, 13:38
            A ja się zgadzam z Grekiem i nie zgadzam. ;)


            Hehehe! :) /A wiesz, że telepatycznie odebrała ten Twój dyskomfort podczas oglądania tej sceny. ;)/

            Kapitalna są sceny, w których pojawia się Fausto z ojcem. Jest w nich komizm i dramatyzm.

            Kiedy podczas wyborów miss Fausto dowiaduje się, że Sandra, dziewczyna, z którą się spotykał, jest w ciąży, ucieka z restauracji do domu. Tam w pospiechu zaczyna pakować walizkę. Ojcu oznajmia, że musi natychmiast wyjechać, enigmatycznie tłumaczy, że jakiś kolega załatwił mu pracę w innym mieście, do Mediolanu. Ojciec, słucha tego nie dowierzając i pyta, co znowu zbroił. Po chwili pojawia się Moraldo, brat dziewczyny w ciąży, dobry kolega Fausto. Rozmawiają w pokoju Fausto. Fausto mówi o wyjeździe do Mediolanu, chce zdobyć tam pozycję, zarobić, potem obiecuje wrócić do Sandry. Moraldo mówi o siostrze, ale nie naciska.

            Ojciec wszytko słyszy, kiedy panowie wychodzą z pokoju staje w drzwiach, wyrywa Fausto walizkę ze słowami „Najpierw nabroisz, a potem uciekasz” i bierze się do duszenia syna, Fausto ucieka do pokoju, ojciec go goni po mieszkaniu. Moraldo próbuje bronić Fausto przed ojcem, stając na jego drodze w przedpokoju, ale starszy pan odsuwa Morlado na bok i mówi zwracając się do Fausto: „Przysięgam na grób twojej matki, ze to ostatnie twoje łajdactwo. Ojciec tej dziewczyny jest uczciwym człowiek, tak jak ja. Całe życie harował jak głupi, by utrzymać rodzinę Zobaczysz zaprowadzę cię do kościoła, łobuzie, siłą cię tam zawlokę, łobuzie”. Fausto słucha tej przemowy ojca z miną skazańca przed powieszeniem.
            W końcu ojciec poruszony całą sytuacją, postawą syna roni łzy.

            I tak wkrótce Fausto jest szczęśliwym żonkosiem. ;)

            Rodzicielski pas idzie w ruch, kiedy ojciec dowiaduje się o romansach Fausto, po tym jak Sandra z dzieckiem w tajemnicy przed wszystkimi uciekła z domu i schowała się w domu teścia.

            Ojciec, kiedy Fausto zdesperowany poszukiwaniami pojawia się wieczorem w rodzinnym domu, wymierza mu pasem ciężkie razy, a Fausto, wielkie chłopisko, leży na kanapie i wrzeszczy jak opętany . W końcu do pokoju wdziera się Sandra (odepchnąwszy antykwariusza , który stał na straży w drzwiach, by delikwent nie uciekł) , błagając teścia by już przestał bić jej męża.

            Po wszystkim Fausto grzecznie żegna się ojcem i szczęśliwy wraca pogodzony z żoną i dzieckiem do domu. :)


            Zasadniczo jestem przeciwna biciu kogokolwiek, ale w przypadku niewiernych mężów, gorąco popieram tę metodę naprawczą. He,he! :))

            Cdn.





            PS
            Wczoraj wieczorem miałam awarię sieci w domu.
            • barbasia1 Re: W Kulturze : "Wałkonie" "I vitel 23.10.14, 13:45
              I tak wkrótce Fausto zostaje szczęśliwym żonkosiem. ;)
            • grek.grek Re: W Kulturze : "Wałkonie" "I vitel 23.10.14, 14:21
              haha, az tak się... rozwibrowałem w tym dyskomforcie ? ;]]

              świetna scena :] niestety, albo stety, Fausto ulega terrorowi, hehe. w sumie - sam sobie tej biedy winien. jak już "się stało", to ucieczka od konsekwencji nie powinna mu sie udać, i tak też było. to co mi przeszkadzało jakoś tam, to fakt, że ten model spolecznego życia zostaje podniesiony do rangi jedynego słusznego i przyzwoitego.

              co do drugiego lania, lania "właściwego" ?, to tzreba jednak oddać Faustowi, że bardzo się przejął zniknięciem swojej żony i szukał jej gorączkowo, więc to lanie ojcowe było już takim... elementem wspomagającym ;] Fausto "naprostował się" w momencie, gdy dotarło do niego, że żona z dzieckiem mogą go opuścić na dobre.

              hehehe ;]
              • pani_lovett Re: W Kulturze : "Wałkonie" - Lida Baarova 05.11.14, 17:29
                W „Wałkoniach”, w roli Giulii Curti , żony antykwariusza Michele, w którego sklepie pracował Fausto, i do którego żony się przystawiał potem ośmielony jej zachowaniem podczas zabawy karnawałowej, wystąpiła Lida Baarova, słynna czeska aktorka kina przedwojennego, znana również z romansu z Josephem Goebbelsem.

                Lidę Baarovą początkującą aktorkę wypatrzył na widowni w teatrze w Pradze w 1934 dyrektor niemieckiej wytwórni UFA* i zaproponował jej główną rolę w niemieckim filmie „Barkarola”. Nakazał jej się przy tym odchudzić do roli, by zgubiła „słowiańską pucołowatość”.

                W ten sposób Lida trafiła do Niemiec. Josepha Goebbelsa, ministra propagandy i oświecenia publicznego w rządzie Hitlera, od 1933 niepisanego „dyrektora programowego” wytwórni UFA roku, spotkała przypadkowo na ulicy. Goebbels zaprosił Lidę do siebie do dom, by obejrzała jaki ma piękny dom, piękne dzieci. Potem jeszcze wiele razy zapraszał ją do swego domu. Wkrótce Goebbels i Baarova zostali kochankami.

                Goebbels, który utrzymywał kontakty seksualne z wieloma aktorkami (naliczono mu ich 36 ), szaleńczo zakochał się w Lidzie. Romans męża nie podobał się Magdzie Goebbels, która w końcu poszła poskarżyć się Hitlerowi. Hitler wezwał Goebbelsa na rozmowę i zakazał kontaktów z Baarovą. Goebbels oświadczył, że rozwiedzie się z Magdą, zostanie ambasadorem w Japonii i tam zamieszka z Lidą. Hitler waląc pięścią w stół, krzyczał, że właśnie tego naród tego nie chce. I że człowiek, który tworzy historię nie ma prawa do prywatnego życia.

                Goebbels, chcąc nie chcąc, musiał podporządkować się woli Fuhrera (był mu nawet za to wdzięczny; w pamiętniku pisał, że Fuhrer zachowuje się jak ojciec). Zadzwonił do Lidy i płacząc (!) oznajmił jej, że to koniec ich romansu. A Lida straciła świadomość i następnego dnia odwieziono ją do szpitala psychiatrycznego.

                Wkrótce wezwano Lidę na policję, gdzie poinformowano ją, że ma zakaz występowania w teatrze i filmie oraz publicznego pokazywania się. Zakazano również wyświetlania wszystkich filmów , które nakręciła dla wytwórni UFA. Lidzie nie pozostało nic innego tylko wrócić do Pragi, gdzie jej rodzice za zrobione przez nią pieniądze kupili jej niezwykły dom, modernistyczna willę przypominającą statek.

                W czasie wojny nakręciła swoje cztery najlepsze czeskie filmy w rolami wampów, kręciła także we Włoszech.

                W 1945 gdy armia czerwona podchodziła do Bratysławy, ostrzeżono Baarovą, że musi uciekać z Czech z powodu oskarżeń o kolaborację z Niemcami. Tak też zrobiła, wyjechała ze znajomymi autem do Niemiec. W Monachium Amerykanie aresztowali Baarovą jako że znajdowała się na liście przestępców wojennych, a następnie przekazali ją Czechosłowacji. Tam w areszcie przesiedziała półtora roku, po czym została zwolniona. Śledztwo wykazało, że kontaktowała się z nazistami wyłącznie w sprawie kariery.

                Po wyjściu z więzienia wyszła za mąż za aktora, Jana Kopecky’ego w 1947 roku, a w 1948 uciekła na zachód do Austrii i osiadła w Salzburgu, gdzie mieszkała do końca życia. Tam tez po raz drugi wyszła za mąż za austriackiego lekarza po rozwodzie z Kopeckym.

                W tym czasie zagrała u młodego Felliniego w „Wałkoniach” i w pięciu hiszpańskich filmach. W 1958 roku (miała wtedy 44 lata) odeszła z filmu z powodu „przestarzałych środków wyrazu”. Grała za to z powodzeniem w teatrach w Austrii i Niemczech . Ostatnią rolą Baarovej (w 1982) była rola Marleny Dietrich, znanej ze swojej nieugiętej postawy antyfaszystowskiej.
                Po 1989 roku Baarova odwiedziła Pragę. Na spotkanie z nią przyszły tłumy wielbicieli.
                Zmarła w 2000 roku.

                Lidzie Baarowej jest poświęcony jest jeden z rozdziałów książki „Gottland” Mariusza Szczygła, z której korzystałam.

                :)
                • grek.grek Re: W Kulturze : "Wałkonie" - Lida Baarova 05.11.14, 18:12
                  ależ ciekawą historię wykopałaś, Barbasiu :][
                  chylę czoła z uznaniem, jak zawsze.

                  miała babka pecha, jakbu nie spojrzeć, bo cóż winna, że dygnitarz się do niej przyczepił.
                  ale z drugiej strony, zgromadziła jakiś dorobek aktorski, a teatr to przecież wyższa forma
                  aktorskiego rzemiosła, jak mawiają, więc tych 25 lat poza filmem na pewno nie straciła.

                  HItler Adolf w roli ojca - rzeczywiście, trudno to inaczej opisać :] hehe.

                  świetne. dzięki :]
                  • pani_lovett Re: W Kulturze : "Wałkonie" - Lida Baaro 05.11.14, 19:38
                    Dawno temu czytałam książkę Mariusza Szczygła, wyleciała mi zupełnie z głowy informacja, że Baarova zagrała w "Wałkoniach". Dopiero oglądając film Felliniego zobaczyłam jej nazwisko na ekranie telewizora! I opisana w "Gottlandzie" historia aktorki stanęła przed oczami.

                    Zgadza się! :)

                    Lida również zwróciła uwagę samego Hitlera, który wizytował plan filmowy, zdaje się "Barkaroli", pierwszego filmu Lid., Hitler uścisnął wtedy mocno jej rękę. Trzy dni później dostała zaproszenie do Kancelarii Rzeszy na herbatę! Podczas tego spotkania Hitler wyznał Lidzie, że jej przypomina mu kobietę, która w jego życiu odegrała wielka rolę ...
                    Więcej Lida nie spotkała się z Hitlerem.

                    Goebbels był najbardziej zaufanym człowiekiem Hitlera. Nie dziwi wiec ta "ojcowska" troska.

                    :)
                    • pani_lovett Re: W Kulturze : "Wałkonie" - Lida Baaro 06.11.14, 19:38
                      PS
                      *W wytwórni UFA powstały słynne filmy m.in. „Dr. Mabuse” (1922) Friza Langa , "Metropolis" (1927) Friedricha Wilhelma Murnau’a, a także pierwszy dźwiękowy film Marleny Dietrich – „Błękitny Anioł” (1930).
    • grek.grek Fellini na 2 nogę : "Niebieski ptak" 22:10 21.10.14, 17:15
      w Kulturze ofk.

      55 rocznik.
      obwoźnemu oszustowi [w opisie nie stoi typ oszustwa które uprawia] doskwierać zaczyna samotność i trudy życia w drodze, a do tego wykruszają się koledzy po niebezpiecznym fachu.
      zaczyna mu się marzyć jakaś przystań spokojna.

      znacie ten film ?
      ja nie i z tym większą ciekawością czekam.

      na koncie mam "Słodkie życie", "Miasto kobiet" i "Noce Cabirii" [zamęczałem Was opisami, mam nadzieję, ze tego pierwszego nie pamiętacie, przed jutrzejszą projekcją], widziałem kiedyś "Osiem i pół", o ile pamiętam "Amarcord" chyba też omawialiśmy, więc w mojej optyce dobór tytułów jest w sam raz, bo same premierowe ;]]

      sądzicie, że pominięcie przez Kulturę "La Strady" ma związek z wejściem do kin jej odnowionej kopii ?
      • siostra_bronte Re: Fellini na 2 nogę : "Niebieski ptak" 22:10 21.10.14, 17:30
        Też nie znam tego filmu.

        Nie będę się chwalić jakie filmy Felliniego widziałam :)

        Doczytałam, że w sobotę będzie leciało "Miasto kobiet".

        Nie wiedziałam, że "La strada" ma wejść do kin. Nie doszukiwałabym się związku. W ogóle krótki ten przegląd, brakuje wyraźnie "Nocy Cabirii" i "Amarcordu". Ale trzeba się cieszyć tym co jest :)
        • grek.grek Re: Fellini na 2 nogę : "Niebieski ptak" 22:10 21.10.14, 18:05
          pochwal się ! :]

          świetnie, "Miasto kobiet" jest znakomitym filmem.

          odświeżona "La strada" miała premierę bodajże 2 tygodnie temu.
      • grek.grek Re: Fellini na 2 nogę : "Niebieski ptak" 22:10 22.10.14, 14:09
        udalo się Wam obejrzeć ?
        [coś ten tydzień z Fellinim rozkręca się powoli, hehe...]

        uwaga spoilery.

        ależ zakończenie...
        Augusto dostał szansę przejścia progu, czyli zrozumienia, odczucia, potrzeby przewartościowania
        swojego życia, ale nie dostał już szansy by tego dokonać. umiera na odludziu, pobity i zostawiony
        na pewną śmierć przez swoich kolegów po fachu. czołga się ku górze nasypu, ale nie dociera na
        szczyt.

        niesamowite zakończenie, bo trudno powiedzieć, co miał na myśli reżyser ?
        chciał ukarać swojego bohatera ? chciał napiętnować jego postawę ?
        pozostaje jeszcze kwestia ostatniego numeru jaki wykręcił Augusto, przekręcający zubożałego
        gospodarza rolnego, w przebraniu urzędnika papieskiego. następuje wtedy spotkanie ze
        sparaliżowaną od pasa w dół córką gospodarza - dziewczyna jest ładna, uśmiechnięta i
        ma w sobie dziwną energią, z którą akceptuje swój los; Augusto ma potworne wyrzuty sumienia, że
        okrada jej ojca i w ten sposób, być może, skazuje ją na przytułek, bo cóż pocznie niebożę, jeśli
        ojciec zostanie pozbawiony domu i ziemi ?

        z pewnością kojarzy mi się ona z własną córką, którą także zawodzi, zostaje na jej oczach przychwycony
        przez niedawno wykantowanego "wspólnika", a później aresztowany.

        Augusto ma pieniądze, które od jej ojca wziął na poczet "dobrego interesu", a których pierwotnie nie zamierzał oddac, a chciał ukraść zwyczajnie. mówi wspólnikom, że nie wziął ani grosza, mówi dlaczego tak własnie uczynił, a oni go szarpią, biją i ranią [w efekcie powodując śmierć w ciągu najbliższych godzin] rzucając weń kamieniami. co gorsza, odbierają mu pieniądze, które Augusto miał przy sobie, ale mówił, że nie ma, bo chciał je zwrócić oszukanemu gospodarzowi.

        zatem, umrze Augusto, a umierając skaże na szalone trudności ojca i jego niezwykłą córkę.

        do tego dochodzi postać "Picassa", kumpla i pomocnika, który zmienia się pod wpływem związku z
        dziewczyną [Giulietta Masina], porzucając powoli szemrane interesy. to chyba on zadaje Augusto pytanie "Jak możesz TAK żyć ? masz 48 lat... jak długo chcesz to ciągnąc ?". to są pytania, które on sam sobie zadaje, ale kikedy słyszy je głośno wypowiedziane przez kolegę - docierają do niego z całą mocą. jak długo można kantować, oszukiwać, chować się w kinie przed wyrolowanymi frajerami" ?

        gdyby chodziło tylko o Augusto finał nie miałby takiej wymowy. ot, doigrał się. ale jego śmierć to jest wyrok także dla chorej dziewczyny, która tak bardzo lubi swoje życie w swoim domu. Fellini nie daje jej szansy, i to jej spodziewane kłopoty są prawdziwym efektem czynów Augusta. to ona zostaje w pamięci, kiedy on umiera. oraz jego własna córka.

        świetnie gra pan aktor, Broderick Crawford; jest duży, cięzki, niezgrabny, dzięki czemu postępujące nieubłaganie wahania i piętrzące się wewnętrzne dylematy Augusta, które wygrywa na swojej twarzy i w mowie ciała, mają doskonałą wymowę.

        świetne także są zdjęcia, no i tradycyjnie Italia w kamerze etatowego operatora Felliniego, Ortello Martellego jest pociągająca i malownicza, i to w taki sposób, że az korci by zobaczyć ten film w kolorze, przy całej sympatii i, ktoś powiedział - zachwycie ?, dla tego czarno-białego formartu, który tak bardzo nadaje tym filmom klimat i wdzięk.


        • siostra_bronte Re: Fellini na 2 nogę : "Niebieski ptak" 22.10.14, 19:06
          Podpisuję się pod pochwałami :)

          Wiesz, kiedy Augusto mówił wspólnikom, że nie wziął tej kasy, to naprawdę mu uwierzyłam! Myślałam, że może dzięki spotkaniu z kaleką dziewczyną coś się w nim zmieniło. Ale kiedy zaczął uciekać, to wiedziałam, że kłamał. I czułam się rozczarowana.

          Tak, Broderick Crawford świetnie odnalazł się w świecie Felliniego, aż dziwne, bo to Amerykanin.
          • grek.grek Re: Fellini na 2 nogę : "Niebieski ptak" 23.10.14, 14:25
            świetnie :]

            ha, to dwuznaczna scena.
            on ma te pieniądze ze sobą, poupychane gdzie popadnie.
            pytanie : czy okłamuje ich mówiąc, że nie wziął - BO chce je oddać gospodarzowi ?
            a może okłamuje ich, żeby pieniądze zatrzymać dla siebie ?

            jesli to pierwsze, jeśli naprawdę chciałby je oddać, jeśli zrozumiał swój błąd - to pozbawienie go szansy na ten chlubny gest, byłoby ze strony reżysera niemalże bezwzględnością, nieprawdaż ? ale i przy okazji podkresleniem grubą kreską "do czego prowadzi oszustwo". Augusto umiera nie prostując swoich błędów, co najwyżej ze świadomością jak bardzo namieszał.

            • siostra_bronte Re: Fellini na 2 nogę : "Niebieski ptak" 23.10.14, 15:50
              Kiedy kumple wyszarpują kasę Augusto, ten w pewnym momencie krzyczy: "potrzebuję tych pieniędzy!". Czyli chciał je zabrać dla siebie.

              Myślę, że, paradoksalnie, zostawiając pieniądze gospodarzowi, Augusto uniknąłby tragicznego losu. Kumple spuściliby mu manto i to chyba wszystko.
              • grek.grek Re: Fellini na 2 nogę : "Niebieski ptak" 24.10.14, 16:41
                yes - ale pytanie : czy chciał je "dla siebie" by je oddać gospodarzowi i jego córce, czy "dla siebie" w znaczeniu całkowicie stricte ?

                to możliwe.
                • barbasia1 Re: Fellini na 2 nogę : "Niebieski ptak" 24.10.14, 17:14
                  Może chciał dać te pieniądze córce, swojej córce, na szkołę!?
      • mozambique Fellini - Miasto KObiet 23.10.14, 09:48
        a jak wrazenia z MIasta KObiet ?

        obejrzalam pare miesiecy temu i mi sie skojarzylo teraz

        podobalo sie wam ?
        ja czekalam caly film na Annę Prucnal ale sie nie doczekałam, odpadłam
        zmęczyło , znużyło mnie to stado histeryczek wokól głownego bohatera , mimo niezaprzeczalnego humoru w niektorych scenach

        ja w pewnym momencie uznałąm ze kazdy mlody facet po obejrzeniu tego filmu powinnien zdecydowac sie zostać gejem

        bo zauważcie - 99% kobie w tym filmie to brzydactwa, naparwde brzydactwa
        • grek.grek Re: Fellini - Miasto KObiet 23.10.14, 14:30
          forum.gazeta.pl/forum/w,14,149310598,,Ojej_co_tu_wybrac_2014_2_vol_40_.html?s=4&v=2

          o "Mieście..." jest w ostatnich kilkunastu postach na stronie, wraz z opisem [stety lub nie]. w skrócie : wciągnąłem się i wrażenia miałem same najlepsze.

          haha ;] nie jest tak źle. jesteście "niebezpieczne"/niebezpieczne dopiero mając sporą liczebną przewagę ;]

          o, protestuję - część z tych 99 % nie jest "brzydka" lecz "posiada oryginalną urodę" :]
    • siostra_bronte "Królowa Margot" w Stopklatce 21.10.14, 17:34
      Dzisiaj o 00.30. Greku, może wreszcie obejrzysz??!
      • grek.grek Re: "Królowa Margot" w Stopklatce 21.10.14, 18:09
        dzięki za info, Siostro :]

        może mi się uda.
        wczoraj zacząłem od "Lęku wysokości" o 20:20, przegalopwałem przez "Wałkoni", a potem z rozpędu jednym susem pokonałem "Wielkiego Szu" - poszedłem spać o wpół do 3 i o 6 byłem na nogach. niby normalna dawka snu, jak dla mnie, ale problem w tym, że jedyna w ostatnich 48 godzinach, więc... nie wiem czy zdołam dzisiaj kontynuować tę ambitną marszrutę ;]

        jedno jest pewne : "NIebieskiego..." będę oglądał na siedząco ;]
    • grek.grek Fellini w Kulturze po raz 3: "Słodkie życie" 21:30 22.10.14, 17:27
      można się spierać o "najlepszy film Felliniego" [wg mnie, chyba niepotrzebnie i bez szans
      na konstruktywne wnioski], ale jedno jest wg mnie pewne : "Słodkie życie" jest tym filmem, który
      ma gen uwodzenia w sobie.

      poprzednia emisja w tiwi odbyła się chyba w Polsacie :] mnie się udało złapać w CTV, z czego złożyłem raport. nie czytajcie go, jeśli nie chcecie sobie popsuć przyjemności obejrzenia filmu, heh.

      opis niczego nie mówi, bo wszystko jest w rytmie tej opowieści, miejscach w których się ona dzieje, w postaciach symbolizujących ówczesne rzymskie obyczaje, style życia i myślenia [albo nie-myślenia].

      a wśród aktorek, intelektualistek i -stów, postaci z elity takiej czy owakiej - Marcello Rubini, dziennikarz obsługujący plotkarskie magazyny a'la wczesny Pudelek. chciałby zostać powaznym pisarzem, ale nie umie wydostać się z zaklętego kręgu bankietów, wydarzeń towarzyskich, spotkań dla wtajemniczonych i innych nasiadówek ze swoimi znajomymi, którzy możliwe iż mu imponują. wszędzie są efektowne kobiety, lokacje są olśniewające [jakiś zamek, jakieś stare klimatyczne ruiny zamkowe, dom przy plaży, gdzie odbywa się ta cała "orgia", która dzisiaj budzi tylko uśmiech swoją poczciwością], odbywa się korowód przygasłych zmysłów. nic nie jest serio i nic nie trwa dłużej niż chwilę.

      scena w fontannie, gdzie Marcelo brodzi z piekną Sylvią [Anita Ekberg]l; sekwencja wprost niesamowita, kiedy Marcello jedzie do jakiejś wioski na przedmieściach, aby wraz ze swoimi paparazzi przeprowadzić relację z objawienia maryjnego, co zamienia się w prawdziwe pandemonium absurdu, w strugach padającego deszczu; spotkanie Marcella z ojcem; relacje Marcello z jego dziewczyną, która chciałaby go namówić do normalnego życia, ale on buntuje się przeciw temu, a ona gotowa jest zrobić sobie saamej krzywdę żeby go szantażować emocjonalnie; party u Stirnera, który jest rodzajem lustra w którym odbija się Marcello - jemu się powiodło, ma zone, dzieci, poważny sukces zawodowy w poważnej dziedzinie nauki... a jednak nie czuje szczęścia - wg mnie, Stirner wraz ze słowami jakie wypowiada i decyzjami, któree podejmuje, jest postacią kluczową do tragizmu wymowy egzystencjalnej filozofii jaka jest w ten film wpleciona.

      ekran należy do Marcello Mastroianniego, którego Fellini sobie upatrzył jako swego ulubionego aktora [a powodem było to, że wg Felliniego "twarz Mastroianniego nie wyrażała kompletnie nic"], a potem traktował go tak, że aktor wyznał kiedyś, iż "nikt go tak nie upokorzył od czasu hitlerowców" :] oczywiście, zapewne mnóstwo w tym wykoncypowanej złośliwości, a jeśli nawet było to małżeństwo z zimnego rozsądku, to efekty są znakomite. Mastroianni gra z kompletną obojętnością, czasami się ożywia przy kobietach, ale jego życie wiedzie donikąd, a on ma tego bolesną świadomość. nie umie jednak zawrócić, bo przyzwyczaił się ? lubi to ? a może ma głęboką intuicyjną wiedzę na temat istoty ludzkiego istnienia ?

      Roger Ebert w swojej recenzji napisał, że jego postawa wobec Marcello Rubiniego ewoluowała z wiekiem...
      Kiedy zobaczył film po raz pierwszy, w 1960 roku - był młody, a Marcello i jego dolce vita symbolizowały całą egzotykę zachodniej Europy; dekadę później oglądał go już jako ktoś uprawiający podobny styl życia; za następne 10 lat obejrzał ponownie i wtedy uważał Marcello za ofiarę naiwnej nadziei na znalezienia szczęścia, którego znaleźc nie można; w 1990 roku, 30 lat po premierze, zdał sobie sprawę, ze nie próbuje już oceniać Marcella i że po prostu go kocha. i że "słodkie życie" nie istnieje [ po prawdzie, wymowa tytułu jest w oczywisty sposób ironiczna i gorzka], ale o tym każdy musi przekonać się osobiście.

      piękne, nieprawdaż ? :]

      21:30, TVP Kultura.

      • siostra_bronte Re: Fellini w Kulturze po raz 3: "Słodkie życie" 22.10.14, 18:52
        Co tu dużo pisać. Po prostu arcydzieło! Widziałam wieki temu, ale pamiętam wrażenie jakie na mnie zrobił. Ten rozmach, niezapomniane sceny, galeria intrygujących postaci (moja ulubiona to Steiner). Z przyjemnością obejrzę go ponownie.
        • siostra_bronte Re: Fellini w Kulturze po raz 3: "Słodkie życie" 22.10.14, 19:11
          Nie wiem czy Grek pisał o tym w swojej recenzji. Od nazwiska jednego z reporterów powstało określenie "paparazzi".
          • mozambique Re: Fellini w Kulturze po raz 3: "Słodkie życie" 23.10.14, 09:45
            nie pisal ale to fakt

            paparazzo czyli brzęcżący upierdliwy komar z jęz. włoskiego
          • grek.grek Re: Fellini w Kulturze po raz 3: "Słodkie życie" 23.10.14, 17:15
            gdzieś tutaj MUSIAŁEM ;] o tym wspomnieć :

            forum.gazeta.pl/forum/w,14,131980886,132154697,_Dolce_vita_1.html
        • siostra_bronte Re: Fellini w Kulturze po raz 3: "Słodkie życie" 23.10.14, 18:03
          Zachwycający, wspaniały film!!

          Okazuje się, że dobrze pamiętałam większość scen. Po tylu latach! W ogóle to ciąg niezapomnianych sekwencji: pomnik Jezusa nad Rzymem, Anita Ekberg w szalonym tańcu, a potem kąpiąca się w fontannie di Trevi, szaleństwo tłumu w miejscu ukazania się Matki Boskiej, procesja gości na zamku itd. Pięknie skomponowane, czarno-białe zdjęcia, podkreślające elegancki styl bohaterów. Nie wyobrażam sobie tego filmu w kolorze! Strona wizualna filmu jest naprawdę wspaniała. Można to było docenić, bo kopia miała idealną jakość.

          To tyle na gorąco...


          • siostra_bronte Re: Fellini w Kulturze po raz 3: "Słodkie życie" 23.10.14, 18:15
            Tutaj video z fragmentami filmu:

            www.youtube.com/watch?v=GTFZOm5gh94
    • grek.grek Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i pół" 22:15 23.10.14, 17:10
      bez czterech nóg nie da rady, a i piąta z szóstą jeszcze się przydadzą, heh.

      "Osiem i pół" - znacie ?

      ja coś pamiętam, jak przez mgłę, znacznie słabiej niż "Słodkie życie" i wszystkie inne filmy mistrza.
      a tutaj mówią, że to najważniejszy z jego filmów... :] czuję się zmobilizowany na dziś.

      a Wy ?

      fabuła pretekstowa : rezyser ma na koncie osiem filmów, a dziewiąty własnie ma powstać. kasa wyłożona, wszystko gotowe, ekipa na stanowiskach, aktorzy zatrudnieni, producent już planuje kampanię i liczy zyski, a tutaj rezyser nie ma nawet grama pomysłu na to, o czym ten film ma być. grzebie więc we wspomnieniach, snach, skojarzeniach, żeby coś wykoncypować.

      tyle to i ja pamiętam ;] ale szczegółów już żadnych, no może poza tym korowodem z końcówki filmu [chyba taki jest, nie ? ;)], plus sceną kiedy kobieta sporych rozmiarów wykonuje jakiś dziwny taniec podpatrywany przez małych chłopców. reszta... ciemna mgła niepamięci.

      skaczmy, Drodzy, skaczmy, bo następna okazja może się nie powtórzyć prędko :]
      • siostra_bronte Re: Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i pół" 23.10.14, 17:17
        Mam to samo :) Widziałam bardzo dawno i właściwie niczego nie pamiętam.
      • barbasia1 Re: Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i pół" 23.10.14, 17:36
        Skaczemy!

        Nie dałam rady obejrzeć "Słodkiego życia" /ale mam w niedalekich planach nadrobić tę zaległość/ . Za to dziś jestem wyspana, mogę zasiąść wieczorem przed telewizorem. Oglądałam kiedyś "Osiem i pół", niestety jeszcze mniej niż Ty pamiętam.
        • mozambique Re: Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i pół" 24.10.14, 10:52
          no prosze i mlodziutka swieża Claudia Cardinale
        • grek.grek Re: Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i pół" 24.10.14, 16:39
          jakie zatem wrażenia, Barbasiu, Siostro, Czcigodni ?

          Mozambique zauważa Claudię Cardinale :] o yes, dała się zauważyć, bez dwóch zdań. czemu dzisiaj aktorek o podobnym typie urody kino nie kocha ?

          co do filmu... nawet nie próbowałem i nie próbuję zglębiać tego, co Fellini nakręcił. sami widzieliście :]
          przede wszystkim, jak rewelacyjnie zazębiają się te wszystkie plany czasowe, "imaginacyjne", intelektualne. tworzą jeden spójny świat. nie wydaje mi się, by w ogole możliwe było kiedykolwiek jeszcze stworzenie filmu, tak doskonale, do perfekcji, pokazującego równoczesność i równoprawność istrnienia realności, podświadomości i subiektywnego intelektu cały czas filtrującego myśli, wspomnienia, refleksje, skojarzenia i co tam jeszcze chcecie. postaci występujące w tym własnym filmie są prawdziwe zarówno w swoim byciu tu i teraz, jak i w randze/pozycji zajmowanej we wspomieniu albo wykwicie wyobraźni - egzystują na tych samych prawach.

          trudno nie doszukać się tutaj tropów autobiograficznych, więc ciekawi mnie, na ile Fellini skupia się na postaciach, które realnie w jego życiu się przewinęły, a na ile są to konglomeraty znaczeń lęków, niepokojów i fantazji, jakie go nawiedzały ? zwłaszcza dotyczy to postaci kobiecych.

          ubawiła mnie scena błyskawicznego wyroku i egzekucji dziennikarza, chyba krytyka ? wyprowadzenie, czarny worek na głowę, pętla i ciach :] z drugiej strony, ten czarny w okularach i z pożyczką na głowie jest bardzo pomocny. opowiada o zaledwie planowanym wciąż, poszukiwanym w sobie i wciąz nienakręcnym przez Guida filmie, w sposób naukowy i fachowy, trochę torpeduje mu kolejne zalązki pomysłów, podkopuje dodatkowo wiarę we własne możliwości, ale i pozwala oddzielić ziarno od plew, z czego tych plew jest chyba gros.

          jak myślicie, albo - wiecie ?, na ile sytuacja Guida oddaje położenie Felliniego ?
          jesli bowiem Fellini w tym okresie miał problem z robieniem filmów, to koncept opowiedzenia o tym, że nie jest w stanie nic wymyślić, co by miało ręce i nogi, a potem zrobienie tego tak, że bez rąk i bez nóg jest opowieścią tak kapitalną, to już chyba naprawdę bliskie olśnieniu ? :]

          Mastroianni gra rewelacyjnie. brak słów uznania. jak on się w tym całym scenariuszowo-fabularnym pie,przniku znajduje ! tam przecież nie ma nawet najcieńszej nici, na której można by zbudować jakieś związki bohatera z rzeczywistością. tam jest tylko i wyłącznie bohater z samym sobą. gra ze soba. gra z własnym światem, który zaludnił wszystkim i niczym, ludźmi i fantomami, wspomnieniami i przeczuciami, przypuszczeniami. realna postać prowadzi monolog dialogując z rzeczami i postaciami na równi obecnymi i będącymi figurami skleconymi z jego odczuć, dżinami z butelek jego tęsknot i strachów, aż trudno uznać że nawet postaci realne i dotykalne mogą tam występować w swojej namacalnej formie, też są filtrowane przez wspomnienia i majaki. i aktor jest w tym wszystkim tak kapitalnie pogubiony, w tak wiarygodnym stylu. w finale kompletnie już niczego nie kontroluje, jest wyczerpany, podróżował przez całe swoje życie. Mastroianni znów wygląda jakby tego naprawdę dokonał w zastępstwie swojej postaci. wyobrażacie sobie, co musi się dziać w głowie aktora, który przez 3-4 tygodnie kręci taki film, wciela się w gościa kręcącego się na karuzeli znaczeń, od których w łepetynie się kręci ? :] to musi być kompletna korba ;] i on w tej korbie jest niezastąpiony.

          myślę sobie, że bez Mastronianniego tak "OSiem i pół", jak i "Słodkie życie" czy "Miasto kobiet" nie miałyby tej swojej wyjątkowej energii. Fellini upatrzył go sobie jako swoje alter ego i nie mam pojęcia, jakim cudem, w jaki magiczny sposób, ale wcelował w aktora, który te wewnętrzne szajby, te zmagania z rzeczywistością faktyczną i fantomiczną wyraża w formie idealnej. ma coś w mowie ciała, w stylu bycia ekranowego. złapałem się na tym, że dla mnie Mastroianni momentami nie jest już aktorem, a postacią, na równi z całą resztą menażerii powołanej na ekran przez Felliniego. nie pytajcie jak to możliwe, tak po prostu mi się stało ;]

          wspaniałe zdjęcia, wspaniałe scenografie, wspaniały jest rytm tej opowieści. czysta doskonałość. niesamowity początek, scena w aucie, nagły wzlot i upadek, peregrynacje przez realia i dłuższe lub krótsze flesze wspomnień z dzieciństwa, jest kościół symbolizujący wychowanie i socjalizację w duchu religijnym dające efekty zahamowań i niepokojów w wieku dorosłym, ciągłe zmagania ze sobą, nadrealne spotkanie z kobietami swojego życia, kiedy Guido słyszy "nie nauczyłeś się kochać...", aż po finał, kiedy porzuca swoje plany, dołącza do tłumu swoich postaci, idzie z nimi w tango, "życie jest piękne !" - oto mamy film, bo życie jest jak film, te zmagania i trudności, ta niemoc jest wspaniałą materią filmową. Guido przechodzi swój czyścieć i znajduje odkupienie w stopieniu się ze swoimi wspomnieniami, symbolami, realizmami. staje się tym samym, co oni. przestaje być tak cholernie od nich osobny. widzi w nich SIEBIE. bo ze sobą się mierzy, siebie analizuje, sobie zagląda do głowy i dostrzega wreszcie, że jest w nim tyle samo prawdy, zmyślenia i symbolu, co w tworach własnego "ja", zdeformowanych pamięcią i minionym czasem, lękami raz silniejszymi a raz słabszymi, pragnieniami płonącymi namiętnością, a za chwilę przywiędłymi, albo i nigdy nie zrealizowanymi.

          uff, nie wiem ile jest sensu w tym, co napisałem, ale nastrój tego filmu i konwencja niech będą usprawiedliwieniem dla ewentualnych nonsensów ;]

          piszcie, piszcie, Czcigodni :]
          • siostra_bronte Re: Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i p 24.10.14, 17:12
            Dzięki, Greku za emocjonalną recenzję :)

            Doceniam wirtuozerię reżysera, ale muszę się przyznać, że nie potrafiłam wejść w klimat filmu, mimo najszczerszych chęci. Czasem nie potrafiłam się połapać o co chodzi. I od pewnego momentu już mi na tym nie zależało :) Jak dla mnie całość jest zbyt przekombinowana. Dużo tu tropów, symboli, które rozszyfrować mógłby tylko specjalista od Felliniego. Nie ma w tym filmie nic co jakoś by mnie poruszyło, niestety. W przeciwieństwie do "Słodkiego życia".

            Greku, zaskoczyłam Cię? :)
            • grek.grek Re: Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i p 25.10.14, 13:34
              zamknąłem oczy i pisałem ;]

              trudno powiedzieć, czy czuję się zaskoczony :]
              to bardzo subiektywny film, właściwie Fellini zajmuje się Fellinim zajmującym się Fellinim.
              mam wrażenie, że niekoniecznie jemu samemu zależało na tym, by to wszystko dla nas było
              czytelne, zrozumiałe i poręczne interpretacyjnie.
              dlatego, tak samo łatwo się wczuć w ten rytm i styl, jak i nie wczuć się całkowicie. zatem - chyba nie czuję się zaskoczony Twoją oceną :] sam się szykowałem na to, że obejrzę bez zrozumienia, bez wyczucia i zainteresowania bohaterem, heh. było inaczej, wyszło inaczej. może na tym polega uroda tego filmu ?
          • barbasia1 Re: Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i p 24.10.14, 17:56
            Też zauważyłam prześliczną Claudię Cardinale, która bardzo krótko jest na ekranie.

            Zwróciłam też uwagą na inną postać kobiecą, na postać Saraghiny, prostytutki, wielkiej, niezbyt urodziwej baby, z wielkim tyłkiem i wielkimi cyckami (gra ją, sprawdziłam amerykańska aktorka i piosenkarka, Eddra Gale), która za niewielka opłatą w kusej, obcisłej, wydekoltowanej mocno sukience wykonuje przed przed małym Giudem i jego kolegami ze szkoły erotyczne tańce na plaży.

            Radosną zabawę przerywają księża (zabawny jest ten wątek zrobiony w konwencji slapstikowej), którzy gonią chłopaka, a pojmawszy go, prowadzą jak skazańca przed surowe oblicze grona pedagogicznego złożonego z księży ze szkoły, do której uczęszczał Guido. Następnie księża wysyłają Guido do spowiedzi. Księża starszą chłopca, że "Saraghina to diabeł". :))

            Przypomniało mi się, że Wysokich Obcasach czytałam kiedyś artykuł, w którym była mowa o postaci Saraghiny, skąd się wzięła.

            Otóż postać wielkiej kobiety - a'propos Twoich pytań o postaci w filmie - miała się przyśnić kiedyś Felliniemu. Był to sen o wyłowionym z morza potworze, który miał postać kobiety. 'Była jednocześnie brzydka i ładna. -Zrozumiałem wtedy, że kobieca uroda może objawiać się w różnym kształcie i rozmiarze...' - wyznał reżyser w rozmowie zamieszczonej książce 'Ja, Fellini'.

            "We śnie o pociągającej kobiecie monstrum, która miała go połknąć - pisze Tadeusz Sobolewski w artykule "Kobiety Felliniego- Federico równocześnie odpędzał matkę. Było to wypowiedzenie posłuszeństwa, symboliczny koniec dzieciństwa".

            www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,4311448.html
            :)


            • barbasia1 Re: Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i p 24.10.14, 18:40
              Saraghina! La rumba, la rumba!

              www.youtube.com/watch?v=_n2s5i2i2Jg

              :)
            • barbasia1 Re: Fellini na 4 nogę w TVPKultura: "Osiem i pół 24.10.14, 23:33
              z mała korektą

              Zwróciłam też uwagą na inną postać kobiecą, na postać Saraghiny, prostytutki, wielkiej, niezbyt urodziwej baby, z wielkim tyłkiem i wielkimi piersiami (gra ją, sprawdziłam amerykańska aktorka i piosenkarka, Eddra Gale), która za niewielka opłatą w kusej, obcisłej sukience wykonuje przed przed małym Guidem i jego szkolnymi kolegami erotyczny taniec na plaży, rumbę.

              Radosną zabawę przerywają księża (zabawny jest ten wątek zrobiony w konwencji slapstikowej), którzy gonią Guida, a pojmawszy go, prowadzą jak skazańca przed surowe oblicze grona pedagogicznego złożonego z księży ze szkoły, do której uczęszczał. Następnie księża wysyłają Guido do spowiedzi. Księża starszą chłopca, że "Saraghina to diabeł". :))

              Przypomniało mi się, że Wysokich Obcasach czytałam kiedyś artykuł, w którym była mowa o postaci Saraghiny, skąd się wzięła.

              Otóż postać wielkiej kobiety - a'propos Twoich pytań o postaci w filmie - miała się przyśnić kiedyś Felliniemu. Był to sen o wyłowionym z morza potworze, który miał postać kobiety. 'Była jednocześnie brzydka i ładna. -Zrozumiałem wtedy, że kobieca uroda może objawiać się w różnym kształcie i rozmiarze...' - wyznał reżyser w rozmowie zamieszczonej książce 'Ja, Fellini'.

              "We śnie o pociągającej kobiecie monstrum, która miała go połknąć - pisze Tadeusz Sobolewski w artykule "Kobiety Felliniego- Federico równocześnie odpędzał matkę. Było to wypowiedzenie posłuszeństwa, symboliczny koniec dzieciństwa".

              www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,4311448.html

              Scena z kąpielą małego Guido w wielkiej balii, pisze o tym T. Sobolewski, to też, jeśli wierzyć Felliniemu, scena z jego snu. 'Jestem dzieckiem. Kobiety kąpią mnie w wielkiej drewnianej kadzi, zawijają w ręczniki i przytulają do piersi, żeby wysuszyć. Przez całe życie szukałem kobiet otulających ręcznikami. Na jawie zwykle wyciera mnie Giulietta...'.

              :)
            • grek.grek Re: Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i p 25.10.14, 14:23
              o, Saragina to niemal kultowa postać :]
              symbol pierwszych seksualnych fantazyj reżyseira. wyobrażeń kobiecości. Sylvia ze "Słodkiego życia" jest w sumie dość podobna, choć oczywiście ładniejsza w znaczeniu kanonicznym - wysoka, kształtna, niechuda ;]

              a tak, to świetna scena. w ogóle ten konflikt między naturalnym instynktem, a wychowaniem w duchu katolickiego pojęcia grzechu jest wymowny.

              ha, własnie - senny... koszmar ? marzenie ?
              ciekawe jak zakwalifikować tego morskiego potwora w ostatniej scenie "Słodkiego życia" ? wg róznych ustaleń, ten potwór łączy się u Felliniego... kobiecością. możliwe, że w "Osiem i pół" Saraghina byłaby takim symbolem ?

              dzięki za link :}
              • barbasia1 Re: Fellini na 4 nogę w Kulturze : "Osiem i p 27.10.14, 17:56
                > a tak, to świetna scena. w ogóle ten konflikt między naturalnym instynktem, a w
                > ychowaniem w duchu katolickiego pojęcia grzechu jest wymowny.

                Wychowanie kościelne, poczucie grzechu nie przeszkodziło potem Felliniemu w zdradzaniu swojej ukochanej żony z innymi kobietami!? Dodam zgryźliwie. ;)
    • grek.grek Borgiowie sez 3 odc 4 [1] 24.10.14, 14:27
      3 odcinek kończył ślub Lukrecji Borgi z Alfonosem, kuzynem króla Neapolu Ferdynanda II. Małżeństwo obyło się bez nocy poślubnej, ona go nie kocha, a on ma za złe jej i całej rodzinie Borgiów, że nie mają do niego zaufania. Lukrecja spędza noc z Cesarem, swoim bratem. Tam to się umieli bawić ;]

      Odcinek 4 zaczyna się od nadania kardynalskich dystynkcji Aleksandrowi Farnese, bratu Giulii, do niedawna kochanki papieża Rodrigo Borgii. Inni kardynałowie nie mają pojęcia, kim jest ten młody człowiek, a dowiadując się że to "brat papieskiej dziwki" mają miny jakby zjedli pająka.

      Jak widać, Giulia przedstawiła swoje warunki rezygnacji z funkcji papieskej kochanki i zostały one zaakceptowane i spełnione :] Aleksander, wg Giulii, jest świetnym matematykiem, co powoduje że Rodrigo przeznacza go do pracy w skarbcu watykańskim, który jest akuratnie odbudowywany po tym jak wybuchł w nim pożar wzniecony przez zdegradowanego kardynała Versucciego.

      Rodrigo ma nadzieję, że młody, z wyglądu naiwny i bojaźliwy kardynał Farnese będzie jego człowiekiem na odcinku finansów Watykanu. Zleca mu wykonanie wszelkich obliczeń i ustalenie stanu faktycznego budżetu. I żeby NIKOMU o tym nie mówił NIKOMU nie pokazywał sporządzonego raportu. TYLKO Rodrigo ma mieć do niego dostęp. Roztropne. Młody Farnese zachowuje się trochę nerwowo, może jest lekko oszołomiony karierę jaką robi w tak szybkim tempie...

      ... niebawem okaże się jednak, że nie chodzi o jego zapowietrzenie się błyskawicznym awansem społecznym. Młody człowiek, po prostu... nie umie rachować :] Noga zupełna. Na pomoc przychodzi mu siostra.

      Kiedy Rodrigo rozpoznaje jej pismo na papierzyskach opisujących stan finansów watykańskich - mało go krew nie zalewa. Każe gwardzistom sprowadzić Giulię do swojej siedziby. Robi jej karczemną awanturę. Raz, że go oszukała co do rzekomych zdolności swojego brata, którego rekomendowała na kardynała. Dwa, że teraz wiedza o tym, jak Watykan z kasą stoi będzie już poszerzona o kolejnego świadka.

      Giulia broni brata, wedle niej "z liczeniem ma on tylko małe kłopoty [a nie jest kompletnym cymbałem, hehe]". Rodrigo nagle się uspokaja i doznaje refleksji - po to wyczyścił stan kardynalski ze spiskowców i zdrajców, żeby obsadzić go nowymi, lepszymi ludźmi. Ale... ci "nowi i lepsi" wkrótce będą dokŁadnie tacy sami jak ci poprzedni - zaczną spiskować i zdradzać. "To beznadzieja, tego się nie da naprawić...", mówi w zamyśleniu Rodrigo.

      Od czego ma jednak inteligentną kobietę w pokoju ;] "Szczerze lojalni nie będą nigdy, lecz jeśli zależy ci na lojalności jako takiej - są pewne sposoby, by ją osiągnąć...", zagaja Giulia. Jej pomysł jest prosty, a przy tym zabójczy. Na tyle zabójczy, że Giulia nakazuje swemu bratu zostać w domu tego wieczoru i pod żadnym pozorem na tę kolację nie przychodzić.

      Oto Watykan organizuje wystawną kolację. Przy stołach siedzą kardynałowie i zakonnice. Mistrzynią ceremonii jest Giulia Farnese. To nie jest zwykła kolacja i to nie są zwykłe zakonnice. Są to bowiem prostytutki, specjalnie opłacone i ściągnięte na tę okazję. Giulia zaprasza jedną z nich do siebie i rozpoczyna 'licytację" wśród kardynałów - ile za zdjęcie przez "zakonnicę" czepka z głowy ? jakiś kardynał nieśmiało proponuje pewną sumę i... siostrzyczka zdejmuje co trzeba. A potem to już z górki, zaczyna się orgia na całego. Golizna, gry i zabawy w podnoszenie kasztanów z podłogi bez używania rąk i ust ;], przy światłach lichtarzy akcja bez umiarkowania - a wszystko to obserwuje z ukrycia i spisuje pilnie kronikarz watykański... Proste, prawda :]

      Następnego dnia Rodrigo spotyka się z kardynałami i demaskuje ich brutalnie. Teraz tylko od nich zależy, czy opisy ich swawoli wyjdą na jaw czy też pozostaną zapieczętowane w bezpiecznym miejscu. LOjalnośc można sobie kupić albo zdobyć ją szantażem, powiadają dzieje rodu Borgiów ;] Teraz kardynałowie mu nie podskoczą, będą go popierać i stać za nim bez względu na okoliczności.

      W Rzymie bawi z wizytą posłaniec z Wenecji. Alarmuje, że Turcja zachowujje się coraz śmielej i agresywniej wobec Wenecji właśnie - napada na konwoje, urządza najazdy, dezorganizuje handel. Rodrigo beztrosko pyta : co mnie to obchodzi ?, ale posłaniec odwołuje się do zażyłości między Rzymem, a Wenecją i prosi o jakąs interwencję.

      Rodrigo wykorzystuje tę sytuację do nałożenia na rzymską finansjerę podatku. Urządza wystawne przyjęcie, na którym zjawiają się bankierzy, elita handlowa, kupcy itd. Papież wygłasza okolicznościowy speech, w którym powtarza co powiedział mu posłaniec wenecki. Unosi się na pokaz honorem, że "nie będzie Turek pluł NAM w twarz" i handlu niszczył oraz zyski niweczył, za co dostaje huczne oklaski. Ale żeby "Turek nie pluł nam w twarz", to trzeba mu kopa zasadzić. A żeby mu zasadzić kopa, to trzeba mieć ZA CO :] I tak oto Rodrigo zarządza nowy podatek, zapewne "na cele krucjaty antytureckiej". I też dostaje brawa :] Chytrus pierwszoligowy. Kasa zapewne pójdzie częściowo tylko na odgonienie Turkow od Wenecji. Rzymska finansjera jeszcze nie wie o innych wojenkach, na jakie się zanosi, za jej pieniądze.

      Wszyscy są przekonani, że w nocy Alfonso i Lukrecja mieli okolicznośc, czyli : że małżeństwo zostało skonsumowane. Lukrecja nie puszcza pary z ust, kiedy ojciec ją pyta "Czy w nocy wszystko było w porządku ?". Za jego plecami stoi Cesare, co dodaje pieprzu całej sytuacji.

      Problem w tym, że ksiązę Alfons zdradza się przed swoim bratem. Ferdynand nie możę uwierzyć w to, co słyszy... Jesli zatem nie doszło do konsumpcji małżeństwa, to i związki między Rzymem, a Neapolem nie mają mocy żadnej.

      Istotnie, Alfonso próbuje się z Lukrecją jakoś porozumieć, ale ona go odpycha. Grzecznie i taktownie, ale jednak... Kiedy Alfons, chyba naprawde zakochany w niej, w końcu kompletnie głupieje i nie wie, o co tutaj chodzi - Lukrecja mówi mu "Powinniśmy raczej skupić się na tym, by nasz związek miał charakter... duchowy".

      Ferdynand idzie z tym do Rodrigo./ Wywiązuje się mała awantura, bo Rodrigo jest wkurzony supozycją Ferdynanda jakoby to Lukrecja była winna. Rodrigo odparowuje więc, że zapewne młody Alfons nie sprostał okolicznościom. Staje na tym, że... na żądanie Ferdynanda - konsumpcja odbędzie się w taki sposób, aby miał on dowód na jej zaistnienie. A zatem Lukrecja i Alfons mają się spotkać seksualnie na oczach Ferdynanda.

      Cesare jest wściekły, niemal chce powiesić Ferdynanda i to nie za szyję, ale Rodrigo uspokaja go - musimy to zrobić, żeby Neapol był z nami, a nie przeciwko nam. Z takim też przesłaniem Cesare idzie do swojej siostry. CIęzko mu na sercu, bo kocha ją bardzo, ale - "Zrób to, dla rodziny, dla naszej przyszłości", radzi. A ona płacze, rzuca się, pomstuje, aż w końcu... zgadza się. Cóż począć...

      I tak oto w pustej komnacie Lukrecja i Alfonso mają seks, który dokładnie podgląda zza prześwitującego parawanu Ferdynand. Ze strony rodziny panny młodej jest Cesare, dla którego jest to oczywiście trudny moment. Cała akcja odbywa się w pozycji klasycznej, więc Lukrecja patrzy cały czas w kierunku Cesarego, co sugeruje że w myślach jest teraz właśnie z nim, a nie ze swoim mężem. Alfonso robi za samobieżny wibrator ;] Ale i jemu Lukrecja pomaga, bo gośc jest bardzo skrępowany okolicznościami. Aby nie zawiódł w chwili próby Lukrecja powtarza mu "Jesteś tylko ze mną, TYLKO ze mną, pamiętaj o tym". Tak wiele nigdy nie zalezało od tak niewielu i niewielA, rzec by można :] W każdym razie małżeństwo zostaje skonsumowane, Ferdynand jest dumny z Alfonsa, mimo że jesli Lukrecja miała orgazm to na pewno nie z powodu Alfonsa, a Cesare musi zmiąć w ustach przekleństwo i z trudem znosi oglądanie kobiety którą kocha podczas seksu z innym niż on.

      Niebawem Cesare wyjeżdza do FRancji, gdzie ma zawieźć unieważnienie ślubu króla Francji, co ma być częscią politycznego planu związania Francji sojuszem z Rzymem. Druga część, to ślub Cesarego, który ma wydać się za jakąś księżniczkę.



      • grek.grek Borgiowie sez 3 odc 4 [2] 24.10.14, 14:44
        Wrogowie Rzymu jednak nie śpią. Robią wszystko, by pokrzyżować plan Borgiów połączenia się więzami sojuszniczymi z potęzną militarnie Francją.

        Sednem problemu jest romans jaki potajemnie Rodrigo uprawia z Bianką, żoną króla czy księcia Gonzagi. Zapewne z powodu posiadanie w Rzymie szpiegów, Katarzyna Sforza, wiodąca postać spisku przeciw Borgiom, wie o spotkaniach kochanków i swoimi informacjami dzieli się z panem GOnzagą, czyli rogaczem w tym trójkącie ;].

        Gościa szlag trafia, ale w stylu "na mecenasa Prado", czyli bez oznak zewnętrznych. Zamiast gniewu i miotania się - książę Gonzaga staje przed papieżem, i przy całej radzie kardynalsskiej i dziesiątkach gości, prosi go o unieważnienie swojego ślubu. Rodrigo pyta o powód. Wtedy Gonzaga oświadcza, że "powodem jest niewierność jakiej moja żona dopuszcza się z... Waszą Świątobliwością". Szmer zdumienia przechodzi po sali, a Rodrigo aż prostuje się na swoim tronie. Rzuca "Zaiste, piorunująca informacja...", na co Gonzaga cedzi "Na całą Italię...", a potem dodaje "Powiedz jej że ją kocham i poinformuj o swojej decyzji" - i wychodzi. Kamera zgrabnie odsuwa się od tronu i widać na im Rodrigo w zastygłej pozie człowieka totalnie zaskoczonego i zrujnowanego...

        Zatem, papa zostaje skompromitowany na całego. Czy Francja zechce wiązać się z Rzymem w takim wydaniu ?

        W wątku pomniejszym, eks-kardynał Versucci, po degradacji i zemście za nią polegającej na podpaleniu skarbca watykańskiego, zmierza przez kotliny, pagórki i doliny do klasztoru. Po drodze rozdaje m.in mniszkom jakieś akty własności czy czegośtam uniezależniając je od Rzymu. Robi na złość Borgiom. Cesare wysyła za nim Micheletta.

        Veruscci osiada w klasztorze. MIcheletto dociera tam jego śladem. Versucci wiedząc od początku, że Borgiowie mu nie odpuszczą - nie jest zdziwiony, kiedy jeden z braci zakonnych informuje go, że czeka na niego "jakiś człowiek". Prosi go, żeby skierował "tego człowieka" do łaźni, gdzie on, Veruscci, właśnie się udaje. I tam też go zastaje Micheletto, ale nie musi osobiście wymierzać mu "sprawiedliwości" - Veruscci siedzi w wodzie i podciął sobie żyły. Wykrwawia się na śmierć, wyrażając przy tym kulturalną satysfakcję z tego, że choć trochę dał się we znaki papiestwu, które jego zdaniem jest niegodne i hańbiące dla chrześcijańskiej tradycji.


        • grek.grek Re: Borgiowie sez 3 odc 4 [2] 24.10.14, 14:47
          trailer :
          tvpromos.eu/the-borgias-3x04-promo-the-banquet-of-chestnuts-hd/
          • barbasia1 Re: Borgiowie sez 3 odc 4 [2] 24.10.14, 23:36
            Wielkie dzięki.
            Borgiów 3. i 4. odcinek zostawiłam na jutro! . :)
            • grek.grek Re: Borgiowie sez 3 odc 4 [2] 26.10.14, 17:12
              cala przyjemność po mojej stronie, Barbasiu :]
    • grek.grek "Sherlock Holmes, Gra cieni" TVN 20:00 24.10.14, 16:57
      na rozgrzewkę przed piątym "fellinim" :]

      pamiętam, że dobrze ocenialiśmy pierwszego "SHerlocka" Guya Ritchiego z Robertem Downeyem Jr., więc obejrzenie "Gry cieni" mogłoby być nawet rodzajem zobowiązania ;] albo ciekawości - czy w sequelu reżyser popełni klasyczne błędy : skupi się na walorach rozrywkowych, nafaszeruje film efekciarstwem i z bohaterów zrobi pajaców względnie last action hero[es] :]

      ideałem byłoby połączenie elementów akcji, z psychologią i dedukcją, a do tego nie skaleczyć klimatu londyńskich tajemniczych zaułków i uliczek, który w oryginalnym "Sherlocku" był na całkiem znośnym poziomie.

      kto wie, może nawet są wśród nas ci, którzy już znają odpowiedzi ? hop hop, ujawnijcie się :]

      w każdym razie : na Imbd 7,5 na 10, na Rotten 60 %, na Metacritic 48 %, Roger Ebert dał 3,5 na 4. na Filmweb 7,6 na 10. od sasa do lasa oceny.

      za pulpitem Guy Ritchie, muzyka Hansa Zimmera, zdjęcia Phillippe'a Rousellota, Sherlockiem ofk Downey Jr, Watsonem - Jude Law, a Irene Adler - Rachel Mc Adams, czyli zwycięskiego składu się nie zmienia. więcej, zwycięski skład się uzupełnia o np. Noomi Rapace, miejmy nadzieję że tym razem będzie miała na sobie... brwi ;]

      skaczemy ?

      • siostra_bronte Re: "Sherlock Holmes, Gra cieni" TVN 20:00 24.10.14, 17:22
        Obawiam się, że będzie tak jak napisałeś. Całość trwa prawie 3-godziny, nie dam rady :)
        • grek.grek Re: "Sherlock Holmes, Gra cieni" TVN 20:00 25.10.14, 13:28
          częściowo było :]]
          sporo akcji, strzelanina, pojedynki efektowne.

          ale był też zdrowy balans w postaci dobrych dialogów i scen wzajemnych złośliwostek i przekomarzań
          pomiędzyt Holmesem a Watsonem; dwie-trzy treściwe rozmowy Sherlocka z Moriartym, a także jest wyeksponowana interesująca kobieca postać cygańskiej wróżki [gra ją Noomi Rapace, właśnie, odmieniona nie do poznania w stosunku do siebie samaje z "Millenium"]. doskonała puenta, "reichenbach fall" w filmie ma nader widowiskowy charakter [spleceni w bojowym uścisku Holmes i Moriarty spadają w odmęty wodospadu]; świetna jest scena, kiedy na sali balowej ich ludzie toczą strzelecko-dedukcyjny pojedynek o... ha "uratowanie świata przed wojną" :], a oni sami grają partię szachów na tarasie - w którymś momencie wstają od stolika i kończy się to wymianą zdań o fundamentalnej wymowie, a każde zdanie jest poparte zaordynowaniem kolejnego ruchu na szachownicy, którą obaj w wirtuozerski sposob odtwarzają w głowie, tak że mogą dyskutować na tematy pozaszachowe, ale w pełni kontrolując wydarzenia w grze, a nawet łącząc jedno z drugim.

          intryga dotyczy planów rozpętania przez Moriarty'ego wojny w Europie, poprzez serię zamachów bombowym wymierzonych w placówki państwowe i najwyższych urzędników Niemiec i Francji. Sherlock, Watson i ich sojusznicy oczywiście starają się temu zapobiec; w jednej z najlepszych scen w filmie, znajdują Moriarty'ego w operze, w której jak podejrzewali miał być ładunek wybuchowy. jesli jednak profesor jest w środku, to... celem musi być jakiś inny budynek. no i tak własnie jest. za chwilę scena w operze, z odśpiewywaną właśnie aria, łączy się z równoległą sceną wybuchu w jakimś budynku użyteczności publicznej. tutaj dym, trupy i zgliszcza, a tam piękna aria.

          Sherlock grany przez Downeya Jr kamufluje się strojem jakieś dwieście razy :] chemia między nim, a Watsonem nie dorównuje tej z serialu BBC, ale mimo wszystko jest dobrze.
          Watson właśnie się żeni, Holmes nie próbuje pokrzyżować mu planów, więc kończy się na pojedynku na określenie małżeństwa w jednym słowie. Watson podaje te pozytywne, Holmes ofk te negatywne. sam ślub załatwiony jest w dwóch krótkich scenach, z aprobatą Holmesa, choć z daleka i z dystansem.

          sam Holmes przypomina Jacka Sparrowa z "Piratów...". dedukuje, kryminalne zagadki rozgrywa, planuje z wyprzedzeniem, w szachy gra jak mistrz. w sumie, jest sobą, na miarę XXI wiecznych potrzeb widowni.

          Watson trzyma się na Jude Lawie, który gra pierwszorzędnie i to jego mowa ciała, energia i rezolutność wyciągają Holmesa z niejednej kraksy. najlepiej jednak Watson Law wypada w scenach gdy Holmesa obok nie ma, a więc w "kasynie" londyńskim, gdzie spędzają jego wieczór kawalerski - Holmes oczywiście zaczyna kogoś śledzić, a Watson oddaje się hazardowi, co sprawia mu niekłamaną radość. druga scena, to finałowy bal, na którym ma dośc do zabójstwa premiera Niemiec, co ma zostać potraktowane przez Francję jako odwet za wybuch bombowy i być przyczynkiem wszczęscia wojny, na której Moriarty chce zbić fortunę [jest w posiadaniu firm produkujących amunicję i środki opatrunkowe, więc jak podsumowuje Sherlock "posiadając podaż musi stworzyć popyt"] - Watson i cygańska wróżka, w strojach wizytowych, muszą rozpoznać zamachowca, wśród zgromadzonych gości, więc pospiesznie przeprowadzają dedukcję.

          Mycroft Holmes, grany przez Stephena Frya, pojawia się w kilku scenach, zawsze z nienagannymi manierami. komiczna jest scena, kiedy zakwaterowana na pokojach jakiejś państwowej instytucji [także w filmie Mycroft jest urzędnikiem państwowym] żona Watsona spotyka rankiem zupełnie gołego Mycrofta przechadzającego się po salonie w pozie lorda, z fajką w twarzy i z gazetą w dłoni. ona jest skonfundowana i zawstydzona maksymalnie, a on zdaje się nie wiedzieć i nie rozumieć, skąd u niej takie zachowanie :]

          pani Hudson pojawia się w może dwóch scenach ? aktorka dobrana jest świetnie, a konfrontacyjny dialog z Sherlockiem brzmi nieźle.

          no i jest duży plus z powodu scenografii. Londyn końca XIX wieku prezentuje się okazale i klimatycznie, zarówno w planach bliskich, jak i w panoramicznych czy też pół-panoramicznych ujęciach, a do tego perfekt są zaaranżowane wnętrza, stroje, no i charakteryzatorzy też się spisali na medal.

          no i scena końcowa, bardzo dobra.
          słowem : brzmi dziwnie, ale... ekipa Guya Ritichiego i on sam nie zepsuli tego dobrego wrażenia, które zrobili za pierwszym razem.

      • barbasia1 Re: "Sherlock Holmes, Gra cieni" TVN 20:00 24.10.14, 18:38
        Skaczę. Mam dziś ochotę dobre rozrywkowe. Ale czy zdążymy na "Guliettę i duchy", jeśli film trwa, jak mówi Bronte, 3-godziny!? Uff!
        • grek.grek Re: "Sherlock Holmes, Gra cieni" TVN 20:0 25.10.14, 13:30
          jakie są zatem Twoje wrażenia, Barbasiu ? :]
    • grek.grek "Blue Valentine" Kultura, 20:20 24.10.14, 17:02
      w skrócie skrótów : wiwisekcja związku damsko-męskiego. od wspaniałych początków i zachwytu aż po zmierzch i wzajemną niechęc, niemoc bycia razem. bardzo wnikliwa psychologia, świetne role Ryana Goslinga i Michelle Williams.

      w sumie... opis mamy, ale na pewno nie powinien po niego sięgać ktoś, kto jednak chce obejrzeć "na czysto" :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,147824201,147967956,_Blue_Valentine_via_CT2_1_.html
    • grek.grek "Giulietta i duchy", czyli Fellini po raz piąty 24.10.14, 17:12
      szybko zleciał ten tydzień filmowy, nie ? tylko śmignął. jeszcze przed chwilą "Słodkie życie" i "Osiem i pół"dzień-po-dniu, a tu już jutro przyjdzie pożegnać mistrza.

      ale co tam, do jutra to szmat czasu.

      "Giulietta i duchy" z 65 roku.
      22:30 w Kulturze, ofk.

      znacie ?

      wedle opisu : zdradzana żona [Giulietta Masina, ciekawe że postaci w filmach Felliniego tak często noszą imiona aktorów] w złotej klatce, której rozpaczy nikt nie rozumie, popada w coraz głębszą depresję i nerwicę, których efektem są halucynacje, ale i próby rekonstrukcji własnego życia, przywoływanie wspomnień, czyli "jak to u Felliniego". a potem pojawia się wreszcie ktoś, to rzuca światło w jej życie, sąsiadka - pełna życia utrzymanka bogatego kochanka. pod jej wpływem zdradzana żona zaczyna zastanawiać się, czy by może męzowi nie odpłacić pięknym za nadobne i po prostu rewanżowo mu rogów nie przyprawić...

      opis jak opis, wiadomo że nie fabuła będzie ważna, ale - brzmi zachęcająco, nieprawdaż ? :]

      macie siłę na piąty skok ? czy słyszę głośne "taaak !" ? :] no to skaczmyyy !
      • siostra_bronte Re: "Giulietta i duchy", czyli Fellini po raz pią 24.10.14, 17:19
        Widziałam dawno temu. Pamiętam ogólne wrażenie. Film wydał mi się męczący i trochę pretensjonalny, ale może teraz odebrałabym go inaczej. Nie wiem czy obejrzę, kończy się późno.
        • grek.grek Re: "Giulietta i duchy", czyli Fellini po raz pią 25.10.14, 14:24
          no i... obejrzałaś jednak, Siostro ? :]
          • siostra_bronte Re: "Giulietta i duchy", czyli Fellini po 25.10.14, 18:36
            Obejrzałam ze 40 min. i poszłam spać :) Ostatnie noce, zarwane przez Felliniego dały mi się we znaki.
            • grek.grek Re: "Giulietta i duchy", czyli Fellini po 26.10.14, 10:51
              pomór ! ;] na razie żadnemu z nas nie udało się tego filmu [wczoraj] obejrzeć, ewentualnie na razie nikt się nie ujawnił, hehe.

              a co z "Miastem kobiet" ?
              próbowałaś ?
      • barbasia1 Re: "Giulietta i duchy", czyli Fellini po raz pią 24.10.14, 18:29
        Zamówiłabym u Ciebie pełną opowieść o "Giulietcie i duchach". Na pewno nie obejrzę do końca tego filmu.

        PS
        Jutro wcześnie rano idę do szpi-la, (w charakterze osoby towarzyszącej). Na forum wrócę w niedzielę po południu, jak wszystko dobrze pójdzie.
        • grek.grek Re: "Giulietta i duchy", czyli Fellini po 25.10.14, 12:55
          "Giulietta..." ma szansę być najbardziej pechowym naszym filmem w historii ;]
          Tobie nie udało się obejrzeć, jak piszesz; Siostra mówi, że "nie wie"; a mnie się w ogole nie udało, co jest faktem. czekamy na pierwszą/pierwszego, która/y napisze, że oglądali :]

          postaram się jednak znaleźżc ten film w sieci; wciągam go na listę, z nadzieją.
        • grek.grek Re: "Giulietta i duchy", czyli Fellini po 26.10.14, 10:48
          najlepsze winszowania dla chorego :]
          • barbasia1 Re: "Giulietta i duchy", czyli Fellini po 27.10.14, 21:50
            Chorej.

            Dziękuję serdecznie, Greku! :)

            Wszystko w porządku.
            • grek.grek Re: "Giulietta i duchy", czyli Fellini po 28.10.14, 15:18
              cieszę się :]
              zatem, skoro jest dobrze, to oby było tylko jeszcze lepiej :]
    • grek.grek Fellini na 6 nogę : "Miasto kobiet" 22:20 25.10.14, 17:02
      co Wam mogę powiedzieć... musicie to zobaczyć :]

      akcja dzieje się w śnie głównego bohatera, filtruje jego lęki, fantazje i niespełnienia
      związane z kobietami i kobiecością. Fellini poszedł chyba na całość w zgłębianiu
      własnych odczuć i przemyśleń wobec płci bardzo przeciwnej :]

      wg mnie, to wszystko nadaje się po prostu do podziwiania - sposób w jaki Fellini
      konstruuje kolejne sceny, jak je sobą łączy, jakimi postaciami zaludnia ten swój
      mikrokosmos, w jakich sytuacjach stawia swojego bohatera [oczywiście, gra go
      niezawodny Marcello Mastroianni], jakie miejsca każe mu odwiedzać, jakie
      mini-teatry wznosi by zawrzeć na ich deskach swoje marzenia, niepokoje i strachy.
      i nie robi tego na serio, "Miasto kobiet" jest filmem, w którym jest być może najwięcej
      humoru ze wszystkich, ktore w tym cyklu widzieliśmy; oczywiście, czasami ten humor bywa
      ciemnawo upierzony ;]

      na wszelki wypadek :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,149310598,149719605,_Miasto_kobiet_1__.html
      udanej projekcji, Czcigodni.
      • siostra_bronte Re: Fellini na 6 nogę : "Miasto kobiet" 22:20 26.10.14, 12:19
        Świetne. Ubawiłam się :) Nie wiem dlaczego, ale miałam jakieś negatywne skojarzenia z tym filmem. Może dlatego, że miał raczej słabe recenzje, kiedy wchodził na ekrany. Może tylko mógłby być trochę krótszy.
        • grek.grek Re: Fellini na 6 nogę : "Miasto kobiet" 22:20 26.10.14, 17:11
          doskonale :]

          po latach filmy... szlachetnieją ;] słabsze recenzje z momentu ich wejścia na ekrany zdają się być niemal niestosownością, hehe.

          ależ zleciał ten tydzień [z Fellinim], nieprawdaż ? szast prast i już po. ciekawe kiedy kolejny przegląd jakiegoś maestra kina ?
    • siostra_bronte "Rozmowa" 26.10.14, 13:48
      Wreszcie znalazłam czas, żeby obejrzeć film, który przywiozłam z wakacyjnych wojaży. Dzieło Francisa Forda Coppoli z 1974 r. „Rozmowa” ("Conversation") powstała między dwoma częściami „Ojca chrzestnego” i niezasłużenie pozostała w ich cieniu. Moim zdaniem to arcydzieło Coppoli i jeden z najlepszych amerykańskich filmów lat 70-tych.

      Widziałam „Rozmowę” bardzo dawno, film zrobił na mnie ogromne wrażenie, więc z radością nabyłam dvd. A może też go widzieliście?

      Już początek filmu powala. Po prostu majstersztyk! Widzimy skwer w centrum San Francisco. Pełno tu ludzi. Jedni spacerują, inni odpoczywają na ławkach. Przygrywa jakiś zespół bluesowy, występuje też mim, który naśladuje przechodniów.

      Wśród gwaru nagle słyszymy dziwne, zniekształcone dźwięki. Widzimy jakiegoś człowieka na dachu budynku, po chwili drugiego w oknie innego budynku. Wyglądają jak snajperzy, ale w rękach nie mają broni. To sprzęt do podsłuchiwania. Widzimy jak celują w parę spacerującą po skwerze. To młoda kobieta, Ann (Cindy Williams) i Mark (Frederick Forrest). Za nimi kręci się jakiś facet ze słuchawką w uchu i papierową torbą z zakupami. Niedaleko jest też Harry Caul (Gene Hackman), świetny specjalista od podsłuchów, który będzie bohaterem filmu.

      Harry opuszcza skwer i wsiada do furgonetki, zaparkowanej na sąsiedniej ulicy. W środku cała aparatura do podsłuchiwania, obsługuje ją współpracownik Harry’ego, Stan (John Cazale). Harry pyta jak idzie robota. Widać, że jest tutaj szefem.

      Widzimy spacerującą parę. Część ich słów jest niezrozumiała, ale czasem można usłyszeć jakieś urywki. Ann pyta: „co ze mną będzie”? Mark odpowiada: „zobaczysz”. Rozmawiają o jakimś bezdomnym, leżącym na ławce. Ann jest poruszona jego widokiem. Mark mówi, że nikogo nie krzywdzi. Ann na to: „my też nie”. W pewnym momencie Ann mówi Markowi, że jakiś facet ich śledzi i to od dłuższego czasu. Ten szybko się zwija i wraca do furgonetki, ale zdążył zrobić nagrania. To Peter, współpracownik Harry’ego. Policjant, który dorabia na boku. Harry umawia się z nim, że zadzwoni, kiedy będzie miał jakąś robotę. Wszyscy trzej umawiają się na jutrzejsze targi całej branży.

      Stan zastanawia się, dlaczego podsłuchują tę parę, przecież gadają o głupotach. Harry mówi mu, że to go nie interesuje, chce mieć tylko dobre jakościowo nagrania. Jest profesjonalistą i trzyma się zasad, jakie obowiązują w tym biznesie. Wykonuje zlecone zadanie i na tym koniec. Na osobistą ciekawość nie ma tu miejsca.

      Para spaceruje jeszcze przez jakiś czas. Na koniec oboje całują się i rozchodzą w różne strony. Furgonetka odjeżdża, a Harry wraca do domu. Na schodach mija go sąsiadka i życzy mu wszystkiego najlepszego z okazji urodzin. Harry jest zaskoczony i nawet nie odpowiada.
      Tutaj cały początek. Długi, ale warto zobaczyć:

      www.youtube.com/watch?v=AUKUe15WZkE


      Harry otwiera drzwi mieszkania (z czterema zamkami), a na podłodze stoi butelka wina od sąsiadki razem z urodzinową kartką. Harry dzwoni do niej, żeby podziękować. Ale przy okazji pyta jak weszła do mieszkania. Okazuje się, że ma zapasowy klucz na wypadek jakiegoś nieszczęścia. Harry na to, że nie ma nic przeciwko, żeby mieszkanie się spaliło, bo nie ma niczego cennego oprócz kluczy :) Wypytuje sąsiadkę skąd wiedziała o jego urodzinach. Ta odpowiada, że sam jej kiedyś powiedział, ale Harry w to nie wierzy. Chłodno prosi o to, żeby nie korzystać z zapasowego klucza.

      Widać wyraźnie, że Harry ma obsesję na punkcie zachowania prywatności. Cztery zamki w drzwiach, rozmowa z sąsiadką. Pewnie to skrzywienie zawodowe. Harry wie, jak można pozbawić prywatności innych ludzi i sam panicznie się tego boi. Jest całkowicie skupiony na pracy, ale ma hobby: grę na saksofonie...
      • siostra_bronte "Rozmowa" (2) 26.10.14, 13:55
        Wieczorem Harry jedzie do jakiegoś domu, otwiera drzwi do mieszkania swoim kluczem. Mieszka tu Amy (Teri Garr), ładna i pogodna blondynka. Mieszkanie jest dosyć skromne. Amy cieszy się z jego wizyty. Harry przyniósł wino. Amy ma nadzieję, że z okazji urodzin Harry powie jej coś o sobie.

        Amy mówi, że na pewno ma jakieś sekrety. Ale Harry wyraźnie nie ma ochoty opowiadać o sobie. Zaczynają się całować, ale Amy znowu zaczyna pytać Harry’ego, o to gdzie mieszka, czym się zajmuje. Harry nie rozumie dlaczego tak go wypytuje. Nigdy tego nie robiła. Dziewczyna tłumaczy się, że chce go tylko lepiej poznać. Harry traci dobry nastrój i wstaje z łóżka. Zostawia pieniądze na czynsz i chce wyjść. Kiedy stoi w drzwiach Amy mówi mu, że nie będzie już na niego czekać. Harry waha się przez chwilę i wychodzi. Wygląda na to, że w tym układzie to Amy jest bardziej zaangażowana. Harry nie pozwala jej zbliżyć się do siebie i Amy ma już tego dosyć.

        Następnego dnia Harry jedzie do swojej pracowni, w jakiejś opuszczonej fabryce. Pełno tu magnetofonów i różnego sprzętu do obrabiania dźwięku. Harry pracuje nad taśmami. Potem dzwoni z budki telefonicznej (nie używa telefonu domowego, to jego kolejna obsesja) do firmy, która zleciła mu zadanie i umawia się na następny dzień, żeby przekazać taśmy i odebrać zapłatę.

        Siedzibą firmy jest duży, nowoczesny wieżowiec. Harry’ego wita asystent dyrektora firmy, Martin Stett (młody Harrison Ford). Mówi Harry’emu, że dyrektor wyjechał, a on dostał upoważnienie do odebrania taśm i zapłacenia kasy. Harry przekazuje taśmy i bierze kopertę z pieniędzmi.

        Ale zaczyna się wahać. Umawiał się z dyrektorem, że przekaże mu taśmy osobiście. Odkłada pieniądze i chce zabrać teczkę z taśmami z biurka. Niespodziewanie, Stett chwyta ze teczkę i nie chce jej oddać. Harry jest kompletnie zaskoczony. Po krótkiej szarpaninie Stett rezygnuje, ale ostrzega Harry’ego, żeby się nie mieszał do tej sprawy, bo „ktoś może ucierpieć”. Zbulwersowany Harry wychodzi z biura. Kiedy czeka na windę zauważa młodego mężczyznę, Marka, którego śledził na skwerze. Czyli facet pracuje w tej firmie. Potem do windy wsiada Ann. Oboje tu pracują!

        Harry jedzie do pracowni, żeby znowu przesłuchać taśmy. Jest tam też Stan. Harry zdaje sobie sprawę, że sprawa jest poważna. Przesłuchuje taśmy w kółko, żeby znaleźć jakieś nowe tropy, jakiś sens całej historii. I znowu widzimy sceny ze skweru. Słyszymy fragmenty rozmowy, których wcześniej nie pokazano. Pojedyncze zdania Marka: „nie męczy Cię to kręcenie się w kółko?”, „jeszcze w tym tygodniu, w sobotę, Jack Tar Hotel, pokój 773, godzina 15.00”. I urywane słowa Ann: „kocham Cię”, „jesteś mną znudzony?”, „on chyba mnie podsłuchuje”. Jest jasne, że para ma romans, mąż Ann chyba coś podejrzewa.

        W pewnej chwili Stan pyta Harry’ego po co znowu przesłuchuje taśmy. Harry prosi go, żeby mu nie przeszkadzał. Ale Stan nie potrafi zrozumieć dziwnego zachowania Harry’ego. Dochodzi do kłótni i Stan wychodzi.

        Harry pracuje dalej. Znajduje niezrozumiały fragment. Obsesyjnie próbuje go odczytać. W końcu to mu się udaje. Mark mówi do Ann: „zabiłby nas gdyby miał okazję”. Harry wie, że robi się niebezpiecznie.

        Po pracy Harry idzie do kościoła, żeby się wyspowiadać. Mówi księdzu, że przez jego pracę może ucierpieć para młodych ludzi. Kiedyś już coś takiego się zdarzyło. Ale to nie była jego wina, wykonywał tylko swoją pracę. Czyli Harry ma jakieś wyrzuty sumienia z powodu wydarzeń w przeszłości. I wbrew swojej zasadzie żeby się nie angażować, czuje się odpowiedzialny za parę, którą teraz śledził.

        Kolejnego dnia odbywają się targi branży. Sprzęt do podsłuchiwania, śledzenia, kamery i rozmaite wynalazki służące do inwigilacji. Harry wśród gości widzi nagle Stetta. Facet pewnie go śledzi. Harry jest kompletnie zaskoczony.

        Harry spotyka później swojego współpracownika, Petera. Ten poznaje go z małym, jowialnym facetem, niejakim Moranem z Nowego Jorku. Moran ma własną firmę. Bardzo podziwia Harry’ego i jego osiągnięcia. O dziwo, przy stoisku Morana pracuje Stan. Widocznie miał już dosyć Harry’ego. Harry prosi go, żeby nie odchodził. Dzieje się coś dziwnego, ktoś go śledzi. Nie może zostać sam. Stan obiecuje, że się zastanowi.

        Harry znowu widzi Stetta i nie wytrzymuje. Podchodzi do niego i krzyczy: „dlaczego mnie śledzisz?”. Na to Stett odpowiada, że tylko go szukał. Ma wiadomość od dyrektora, że bardzo chce odzyskać taśmy. Harry rzuca, że się zastanowi, ale nie brzmi to przekonująco...
        • siostra_bronte "Rozmowa" (3) 26.10.14, 14:02
          Wieczorem Moran ze swoją ekipą i Harrym jadą do jego pracowni, żeby zrobić imprezę. Są jakieś panie, m.in. hostessa Meredith (świetna Elizabeth MacRae). Zabawa szybko się rozkręca. Jest pełen bufet i alkohol. Nawet Harry wreszcie się rozluźnia i zaczyna tańczyć z Meredith. Blondynka wyraźnie klei się do naszego bohatera. Odciąga go w ustronne miejsce. Zaczyna opowiadać o sobie, o nieudanym małżeństwie i marnej pracy u Morana.

          Harry , tradycyjnie, niewiele mówi. Meredith jest rozczarowana, że Harry nie chce z nią rozmawiać, chyba jej nie lubi. Na to Harry odpowiada, że wcale tak nie jest. Blondynka wyczuwa, że Harry’ego coś trapi. Mówi mu, że może jej zaufać i powiedzieć co się stało. Harry waha się, ale w końcu, z dużym trudem zwierza się. Co by zrobiła gdyby kochała jakiegoś mężczyznę, ale ten nie dopuszczałby jej do swoich spraw, niczego nie mówił, nawet tego kiedy przyjdzie? Meredith na to: „skąd miałabym wiedzieć, że mnie kocha?”. Rozmowę przerywają rozbawieni goście.

          Tutaj ta scena, niestety video trochę zbyt ciemne:

          www.youtube.com/watch?v=K9KS3PnXgQQ


          Harry wraca do gości. Moran wypytuje go jakąś sprawę sprzed lat. Jak Harry podsłuchał dwójkę ludzi w łódce na środku jeziora? Potem zginęła jaką rodzina. Czyli to ta sprawa z przeszłości, o której Harry mówił w czasie spowiedzi. Harry spokojnie odpowiada, że nie miał nic wspólnego ze śmiercią tych ludzi, ale widać, że jest zdenerwowany. Na dokładkę Stan włącza nagle taśmę z rozmowy na skwerze. Harry jest wściekły. Krzyczy do Stana, żeby natychmiast ją wyłączył. Stan, już trochę wstawiony, brnie dalej i opowiada wszystkim o ostatniej sprawie Harry’ego. Pyta Morana jak podsłuchałby dwójkę ludzi wśród tłumu przechodniów. Moran rzuca kolejne pomysły, ale Harry chce pokazać swoją wyższość. Wyciąga jakiś sprzęt, przypominający karabin, który sam skonstruował. Dzięki niemu mógł podsłuchiwać z bardzo dużej odległości. Moran jest pod wrażeniem. Pyta Harry’go co by powiedział na spółkę, razem odnieśliby wielki sukces. Harry na to, że nikogo nie potrzebuje.

          Moran mówi Harry’mu, że go nie docenia. I wyciąga zza pazuchy mały magnetofon. Słyszymy… rozmowę Harry’go i Meredith. Harry jest w szoku. Wszyscy są rozbawieni. Świetny żart! Ale nie dla Harry’ego. Krzyczy, żeby wszyscy się wynieśli. Goście próbują go przepraszać, przecież nic takiego się nie stało, ale Harry ma dosyć. Tylko Meredith zostaje. Widzi, że Harry czuje się upokorzony.

          Kiedy są już sami Harry podchodzi do magnetofonu i włącza taśmę. Meredith prosi go, żeby z tym skończył, ale Harry słucha jak zahipnotyzowany. „Kiedy tego słucham to czuję…” zaczyna mówić, ale Meredith przerywa. „To tylko twoja praca! Masz ją zrobić, to nie ma nic wspólnego z uczuciami!”.

          Harry jest zmęczony. Meredith prowadzi go do łóżka i kładzie się razem z nim. Harry mamrocze: „powinienem zniszczyć taśmy, to nie może się powtórzyć”. A w tle wciąż leci taśma z nagraniem ze skweru. Meredith pociesza Harry’ego, mówi mu, że mu wybacza tę historię sprzed lat. Harry wreszcie znajduje ukojenie. Zaczynają się całować i wiadomo co było dalej :)

          Rankiem Harry budzi się sam w łóżku. Szuka Meredith, ale nie ma po niej śladu. Półprzytomny podchodzi do magnetofonu. Widzi, że nie ma w nim taśmy. Otwiera kasety, są puste! Harry mówi: „dziwka”.

          Wściekły Harry wraca do domu. Dzwoni do firmy, żeby porozmawiać ze Stettem. Słyszy odpowiedź, że później Stett do niego oddzwoni. Harry mówi, że przecież nie znają jego numeru telefonu. Co za naiwność :) I Stett oddzwania. Informuje Harry’ego, że taśmy są w firmie, bezpieczne. Nie mógł ryzykować, że Harry je zniszczy. Zaprasza go do firmy na odebranie pieniędzy.

          Harry przyjeżdża do firmy. W gabinecie zastaje dyrektora (Robert Duvall) i Stetta. Z magnetofonu leci taśma ze skweru. Harry przelicza pieniądze i dyskretnie rozgląda się po gabinecie. Na zdjęciach widzi śledzoną kobietę, Ann i dyrektora. To zapewne jego żona. Dyrektor jest bardzo zdenerwowany. Harry daje mu jeszcze zdjęcia pary, zrobione na skwerze i na odchodnym pyta: „co Pan z nią zrobi?”. Dyrektor nie odpowiada.

          Harry wychodzi z budynku. W głowie wciąż słyszy fragmenty rozmowy z taśmy. Czuje, że coś złego wisi w powietrzu. W niedzielę postanawia pojechać do hotelu, w którym mieli się spotkać Mark i Ann. Chce zarezerwować pokój 773, ale jest już zajęty. Wynajmuje więc pokój obok. Dokładnie go ogląda.

          W łazience wyciąga walizkę ze sprzętem i instaluje mikrofon w sąsiednim pokoju. Siedzi skulony pod zlewem, ze słuchawkami na uszach i nasłuchuje. Najpierw to jakieś stłumione głosy, potem głośna awantura. Dyrektor krzyczy do żony: „mam już dosyć twoich kłamstw!”. Harry przypomina sobie słowa Marka: „mam już tego wszystkiego dosyć”. I jeszcze inne urywki z rozmowy na skwerze. Wszystko zaczyna układać się w straszną całość. Harry przerażony ściąga słuchawki.

          Zaczyna miotać się po pokoju. Nie wie co ma robić. Zza ściany dochodzą krzyki. Powinien interweniować, czy udawać, że nic się nie dzieje? W końcu nie wytrzymuje i wybiega na balkon. Tam za szybą, oddzielającą sąsiedni balkon widzi sylwetki szamoczących się ze sobą kobiety i mężczyzny, i ślady krwi na szybie. Scena jak z Hitchcocka! Przerażony Harry wraca do pokoju, zaciąga zasłony, włącza głośno telewizor i rzuca się na łóżko. Przykrywa się pościelą. Nie chce niczego widzieć, niczego słyszeć. Tutaj ta scena:

          www.youtube.com/watch?v=wKvG2UG3bcE
          • siostra_bronte "Rozmowa" (4) 26.10.14, 14:07
            Nie wiadomo jak długo trwa ten sen, a może utrata świadomości. Harry zwleka się z łóżka. Idzie do pokoju 773. Puka, ale nikt nie odpowiada. Wyciąga więc jakiś wytrych i otwiera drzwi. Pokój jest pusty. Nie widać też śladów ewentualnej zbrodni. Harry idzie do łazienki, sprawdza wannę. Nic. Wychodzi z łazienki, ale jego uwagę zwraca toaleta. Może to jakiś instynkt? Harry otwiera klapę i spuszcza wodę… To trzeba zobaczyć! Tutaj cała scena w pokoju:

            www.youtube.com/watch?v=Pqg8Z21Pvh4


            Przerażony Harry jedzie do siedziby firmy. Chce zobaczyć się z dyrektorem, ale zatrzymuje go ochrona. Harry próbuje się z nią szarpać, ale bez efektu. Wychodzi z budynku i widzi czarną limuzynę. Z ciekawości podchodzi do niej, w środku siedzi…Ann. Harry jest kompletnie zaskoczony. Przecież to ona miała zostać zamordowana!

            Harry widzi w kiosku gazetę z nagłówkiem „szef firmy zginął w wypadku samochodowym”. Harry wraca do budynku firmy. Tam Ann przeciska się przez tłum dziennikarzy, którzy pytają ją o plany dotyczące jej udziałów w firmie. Towarzyszy jej Mark. Jest też Stett. Harry, kompletnie zdetonowany patrzy na tę trójkę i zaczyna rozumieć co się tak naprawdę stało. A Stett patrzy niego i chyba już wie, że Harry wie o wszystkim.

            Widzimy krótką scenę zbrodni, tak jak wyobraża ją sobie Harry. I jak prawdopodobnie wyglądała. To Ann i Mark zamordowali dyrektora. A Harry sądził, że to para młodych ludzi jest w niebezpieczeństwie. Jeszcze raz oglądamy sceny z skweru, ale teraz słowa Ann i Marka mają, mogą mieć, zupełnie inne znaczenie. „Myślisz, że to zrobimy?”. „Jeszcze w tym tygodniu, niedziela, Jack Tar hotel”…

            Harry po tych emocjach wraca do domu i żeby ukoić nerwy gra na saksofonie. Nagle dzwoni telefon. Harry podnosi słuchawkę, ale nikt nie odpowiada. Za chwilę telefon dzwoni ponownie. Tym razem Harry słyszy w słuchawce dźwięk przewijanej taśmy i głos Stetta: „Wiemy, że Pan wie. Proszę uważać, mamy Pana na podsłuchu”. I Harry słyszy w słuchawce swoją grę na saksofonie. Jest w kompletnym szoku.

            Zaczyna się finał, jeden z najmocniejszych jakie widziałam w kinie. Harry zaczyna metodycznie sprawdzać mieszkanie w poszukiwaniu podsłuchu. Rozkręca kontakty, żyrandol, telefon, sprawdza obrazy i zasłony. Wszystko, gdzie może kryć się „pluskwa”. Ale efektów nie ma. Harry jest coraz bardziej zdeterminowany. Rozbija nawet małą figurkę Madonny. Zaczyna zdzierać tapety, wyrywać listwy ze ścian i deski z podłogi. Kompletne szaleństwo! W końcu Harry poddaje się. Ostatnia scena: Harry siedzi w kącie zdemolowanego pokoju i gra na saksofonie. Pokój filmowany jest tak, jakby to była kamera monitoringu. Genialne ujęcie. Zresztą już wcześniej Harry był filmowany w swoim pokoju właśnie w ten sposób. Jakby sam był obserwowany.

            Po prostu fantastyczny film! Ma niesamowity, hipnotyzujący klimat. Można go oglądać wiele razy i zawsze znajdzie się coś nowego. To znacznie więcej niż historia kryminalna. To film o utracie prywatności i totalnej inwigilacji, ale też granicach angażowania się w życie innych ludzi. Pod względem realizacji majstersztyk. Choćby rozmowa pary na skwerze. W filmie pojawia się wielokrotnie, za każdym razem jest coś w niej nowego. Wszystko jest tu przemyślane, każdy szczegół jest ważny. Znakomite zdjęcia, które wpisują się w temat filmu. Do tego kapitalna muzyka Davida Shire, powracający motyw na fortepianie, który buduje klimat osamotnienia i rosnących obsesji bohatera.

            Osobny temat to rola Gene’a Hackmana. Jest jednym z moich ulubionych aktorów, a tutaj daje prawdziwy popis. On JEST Harry’m. Jego gra jest bardzo oszczędna, ale tym bardziej przejmująca. Wybitna rola.

            Ciekawe, że film wszedł do kin wkrótce po aferze Watergate. Jakby Coppola wyczuł, że coś wisi w powietrzu. Zresztą ten wątek pojawia się w filmie, kiedy Harry ogląda tv w hotelu. W ogóle film jest nader aktualny, bo teraz wszyscy podsłuchują wszystkich :)

            Jeszcze trailer:

            www.youtube.com/watch?v=vrhRsZ56b4g

            Dziękuję za uwagę :)
            • grek.grek Re: "Rozmowa" (4) 26.10.14, 17:08
              co za niespodzianka, najlepsza z możliwych, cóż za powrót w wielkim stylu :]
              dzięki, Siostro, przeczytałem jednym tchem :]

              historia rzeczywiście kapitalna, z przewrotką karkołomną, i finał jest symboliczny bardzo.
              poza tym, oceniając po samej fabule, którą znakomicie podałaś, budowanie nastroju i
              droga do puenty są prowadzone w świetny sposób. żadnej przesady i epatowania grozą,
              króluje mądra psychologia. z zalinkowanych scen wyłania się dodatkowo cała oprzyrządowania
              foto-muzyczne.

              sam Harry wydaje się być człowiekiem, który padł ofiarą własnej moralności, która w końcu
              dochodzi w nim do głosu. miał się nie zagłębiać w temat, pozostać zimnym profesjonalistą, ale
              wreszcie nie jest w stanie zachować dystansu i wpada po uszy. zaangażowanie zwykle prowadzi,
              w kinie, do pozytywnych efektów. coś bohater osiąga. czasami ponosi śmierć, żeby ten efekt
              dodatkowo był uwypuklony i z-heroizowany. a tutaj - finał jest pociągnięty pastelową kreską,
              żadnych jasnych i oczywistych stanowisk, poza tym, że Harry jakby obojętnieje ? może zrozumiał
              ukryty i prawdziwy sens i moralny wymiar swojego zajęcia, coś co odsuwał od siebie przez wiele
              lat ?

              podova mi się ten motyw przekroczenia bramy, złamania własnych zasad i tabu które sam dla siebie stworzył, przez Harry'ego.
              trochę przypomina Alicję, wpadającą do nory albo po drugiej stronie lustra.

              a oprócz tego, Gene Hackman z "Rozmowy" kojarzy mi się z Genem Hackmanem z "Wroga publicznego", ta sama rola, ten sam wygląd postaci, te same jej nawyki, o których piszesz [nieużywanie komórki, praca we własnej "dziupli", nieufność - we "Wrogu..." ma dodatkowo kota, co podkreśla jego osobny charakter].

              ten motyw pojawia się także w rozmowie nt... "Rozmowy" w Klasykach dla grzesznikow" :
              audycje.tokfm.pl/audycja/104

              gdybyś miała ochotę odsłuchać podcastu - jest [ w tym momencie] na str 8.

              wielkie dzięki, Siostro :] film świetny, a opowieść w Twoim wykonaniu nie ustępuje mu klimatem i stylem :]

              • siostra_bronte Re: "Rozmowa" (4) 26.10.14, 18:39
                Dzięki, Greku :) Miło mi, że niespodzianka się udała.

                Ten film ma tak precyzyjną, przemyślaną konstrukcję, że pozostaje tylko się zachwycać. Jest tak jak napisałeś, nie ma tu żadnej przesady, epatowania grozą czy emocjami, jest za to niesamowita dyscyplina w sposobie narracji. A jednak historia jest tak fascynująco pokazana, że dosłownie nie można oderwać oczu od ekranu.

                Tak, Harry jest taki jak napisałeś. I cóż to za ironia losu, że kiedy wreszcie zaangażował się w życie innych ludzi, to okazało się, że stanął po niewłaściwej stronie, a całą historię przypłacił niemal szaleństwem.

                Niestety, nie widziałam "Wroga publicznego". Chętnie bym obejrzała właśnie dla Hackmana.

                Dzięki za linka. Odsłuchałam :)

                Jeszcze raz dzięki za komplementy. Czuję się zmotywowana do dalszej pracy :) Mam jeszcze jeden tytuł do obejrzenia, co ciekawe też jest w "Klasykach dla grzeszników".
                • grek.grek Re: "Rozmowa" (4) 27.10.14, 16:29
                  udała się pierwszorzędnie, Siostro :]

                  to paradoks, że kiedy Harry wykazuje się po raz pierwszy w karierze zaangażowaniem i próbuje
                  zapobiec ewentualnemu przestępstwu, właśnie wtedy pogrąża się sam. jak on teraz będzie żył, po tym wszystkim ? nie ma do czego wracać w tzw. branży... budowanie czegoś nowego, na gruzach świadomości jaką posiada, też wygląda na wariant dość wątpliwy... może zostaje mu już tylko i wyłącznie ten saksofon, kapitulacja z klasą stoika ?

                  mogę Cię tylko zachęcić do "Wroga..." - Gene pojawia sie w drugiej części filmu i jest znakomity, będziesz usatysfakcjonowana - nie mam co do tego wątpliwości, że sobie pozwolę na takie zuchwałe przypuszczenie graniczące z pewnością ;]

                  świetnie :]

                  no to jest kapitalna informacja :] nawet nie będę sprawdzał o jaki tytuł chodzi, niech to będzie kolejna niespodzianka :]

                  raz jeszcze dzięki, czytało się rewelacyjnie :]
            • pepsic Re: "Rozmowa" (4) 29.10.14, 20:43
              Mam wrażenie, że kiedyś to oglądałam, a na bank scenę inauguracyjną na skwerku. Cóż można dodać? Solidna hollywoodzka robota i genialny Gene Hackman. Thx Siostro za interesującą opowieść:) A teraz czekam na powtórkę w rodzimej tivi.
              • siostra_bronte Re: "Rozmowa" (4) 30.10.14, 17:56
                Dzięki :) Jako ciekawostkę dodam, że Coppola przez parę lat nie mógł znaleźć pieniędzy na zrobienie tego filmu, dopiero sukces "Ojca chrzestnego" umożliwił mu realizację. Sam reżyser mówi, że to jego ulubiony film.
    • grek.grek Hannibal" w TV Puls [2 odcinki] 26.10.14, 17:15
      9 & 10 - od 21:50

      zapewne dodatkowy odcinek puszczają z okazji Zaduszek w przyszłą niedzielę ;]
      • barbasia1 Re: Hannibal" w TV Puls [2 odcinki] 26.10.14, 22:49
        Oglądam!

        Dwa odcinki naraz!? Nie bardzo mi się to podoba.
        Za tydzień w niedzielę, sprawdziłam, kolejne dwa odcinki!? Ostatni trzynasty odcinek 9 listopada, jeszcze gorzej, o północy !

        • grek.grek Re: Hannibal" w TV Puls [2 odcinki] 27.10.14, 16:21
          świetnie :]
          ja będę nadrabiał w sieci, zaraz rzucę się na 9 odcinek.

          po 2 odcinki naraz ? a to ciekawostka. może chcą drugi sezon wrzucić jeszcze w tym roku ?
          • barbasia1 Re: Hannibal" w TV Puls [2 odcinki] 27.10.14, 17:50
            Nie lubię, jak się we mnie wmusza dwa odcinki naraz.

            Podejrzewam, że raczej spieszą się, by skończyć pokazywać 1. sezon przed zimową przerwą, a nowy, drugi poleci dopiero na wiosnę.

            W 9. odcinku zatytułowanym “TROU NORMAND” makabra trzyma dosłownie i w przenośni.
            wysoki poziom. Gdzieś nad morzem, na plaży pojawia się wieki, kilku kilkunastometrowy totem zbudowany z nadzianych na szpikulce zmumifikowanych? ludzkich szczątków, rąk, nóg i innych części / nie przyglądałam się dobrze, mówiąc szczerze/ . Tę makabrę wieńczą stosunkowo świeże zwłoki, nierozczłonkowane, ale ułożone w dziwacznej zupełnie nienaturalnej upiornej, pozycji. / dobra, trochę postaszę! / Ręce i ...nogi przełożone na plecy, a głowa znajduje między stopami. Uch!

            Wychodzi szokująca prawda o Abigail (ona wygląda jak krewna rodziny Addamsów, nie masz takiego wrażenia?). Abigail wyznaje w chwili szczerości Hannibalowi, że była wspólniczką zbrodni ojca i pomagała mu w łapaniu dziewczyn, które on potem mordował.

            Odnajduje się też ciało Nicholasa Boyle'a, brata jednej z zamordowanych dziewczyn, który miał nieszczęście zginąć w domu, zadźgany nożem trochę przypadkowo przez Abigail.
            Will wiedziony intuicją domyśla się, że zginął on z ręki Abigail. Will doznaje wizji nad zwłokami Nicholasa, w której widzi Abigail jak wbija nóż w ... jego serce.

            O swoim odkryciu Will donosi oczywiście Hannibalowi.
            Teraz Hannibal musi mu wyznać prawdę o tym, że wiedział o tym, ze to Abigail zabiła Nicholasa. Co więcej, wyznaje Willowi, że pomagał Abigail ukryć ciało Nicholasa. Robił to, jak wyjaśnia, a troski o dziewczynę, o jej przyszłość.
            Prosi (sic!) Willa o dyskrecję w tej sprawie!?!



            • grek.grek Re: Hannibal" w TV Puls [2 odcinki] 27.10.14, 18:23
              cześć, Barbasiu ?
              jak wyszedł wyjazd ? wszystko dobrze ?

              własnie obejrzałem via net odcvinek, o którym świetnie napisałaś. nie zdążę chyba się dopisać dzisiaj - wieczorem "Klub kawalerów" teatralnie w Jedynce ;] kto jak kto, ale ja to muszę obejrzeć, hehe; a tu jeszcze sprawunki i inne, żeby się wyrobić... uff.

              udanego wieczoru :]
              • barbasia1 "Klub kawalerów" w TT 27.10.14, 21:47
                Cześć , Greku! :)

                Dziękuję! :) Wszystko szczęśliwie poszło. Tak. :))


                Ha, ha! Polecam Ci gorąco! Nie stan kawalerski oczywiście, a "Klub kawalerów" w reż. Krystyny Jandy, w fantastycznej obsadzie. Widziałam już ze dwa razy. :)

                A'propos niedawno (17 października) minęła 113 rocznica śmierci autora "Klubu kawalerów" Michała Bałuckiego, który rozgoryczony niepowodzeniami ostatnich swoich sztuk oraz napastliwymi recenzjami modernistów , w których celował zwłaszcza Lucjan Rydel, odebrał sobie życie, strzelając z rewolweru w skroń na krakowskich Błoniach.
                Głęboka nerwica i stany depresyjne na jakie cierpiał, miały niewątpliwy wpływ na tę tragiczną decyzję.

                "Ja bym wszystkich , którzy nie chcą się żenić, do więzienia wsadzała" - powiedziała właśnie pani Pelagia Dziudziulińska do Wygodnickiego, he,he!

                Nie ma pośpiechu. Dopiero zaczęliśmy wątek. Jeszcze jeden odcinek do omówienia mamy.

                Nawzajem! Udanego wieczoru! :)

                Ale pilnie śledź dzisiejszy spektakl ! ;)

                I koniec ... klub kawalerski w puch rozbity.
                • grek.grek Re: "Klub kawalerów" w TT 28.10.14, 15:17
                  haha, ta pani Pelagia, to straszny człowiek ;]]
                  ale i tak mniej groźna od uroczej Jadwigi, która wszystkich kawalerzystów w maliny wpuściła, hehe.

                  najsmutniejszy był los postaci Janusza Gajosa, biedak myślał że się oświadcza o rękę młódki, a przypadła mu jej matka, a co gorsza - przyjęty został, haha :] biedny, biedny ! ta mina... dobrze, że wszystkie sznurki były poza zasięgiem jego rąk.

                  dialogi świetne, intryga oparta na schematach, ale jakże pyszna. wrażenie psuł mi trochę pan Pazura, grający w swoim kabaretowym stylu. na szczęscie inni zacierali ten ślad, na czele z rewelacyjnym Jerzym Stuhrem.

                  pan Dorociński sztywny jak kołek w płocie i z dykcją kilofa, ale... może taki miał własnie być ? mimo wszystko, nawet jesli, powiedziałbym że jego żywiołem jest jednak kino.

                  aktorki co do jednej świetne, na czele z Edytą Jungowską.

                  a swoją drogą, ci kawalerowie to normalni zdrajcy i tyle ;]] zresztą... co to za kawalerowie... jeden oddech traci przy kobiecie, drugi własnie się z żoną pokłócił, trzeci do klubu wszedł bo go jakaś panna rzuciła, a następny to ideolog z bożej łaski :]] a gdzie jakiś bałamut, nie ten mianowany w akcie intryganckim, ale taki jakiś prawdziwek ? to taka grupa kawalierów z przymusu trochę. nic dziwnego, że zaczęli ścigać jedyną kobietę, która ich obdarzyła zainteresowaniem ;]

                  a nie, zaraz, był jeden, ten grany przez Sławomira Orzechowskiego, ponoć babiarz ;] a wpadł jak śliwka w kompot. no i jak ty dyskutować z wizją autorską ? nie sposób. klęska na wstępie, hehe.

                  świetny spektakl, zabawny, w tempie i te garderobiano-wnętrzarsko-taneczne akcesoria z fin de siecle'u...

                  czy to nie ciekawe - wtedy nie było tańców solo, wszyscy tańczyli w parach, klasyczne tańce, których się trzeba było uczyć [scena, w której Nieśmiałowski sprawdza się w polce - bezcenna], na balu nalezało je zamawiać u panny... a teraz - umpa umpa i wygibas ;] co za czasy...

                  proszę, aż trudno uwierzyć, że autor tak pogodnej sztuki tak finiszował.
                  a może... wcale nie ? wszak ponoć komicy i kabarciarze nader często cierpią na problemy z nastrojem.
            • grek.grek Re: Hannibal" w TV Puls [2 odcinki] 28.10.14, 15:27
              hehe :] ja też niekoniecznie, ale jak dają, to nie wypada odmawiać.

              yes, ja tez się zdziwiłem, w pierwszej chwili, kiedy Lecter wyznaje Willowi prawdę o tym, że to Abigail zabiła tego chłopaka, a potem przyznaje się do pomocy jej w zacieraniu śladów. ale wiedział co robi - w ten sposób związał Willa tajemnicą, sprawdził jego lojalność, a także wykorzystał jego stosunek do Jacka Crawforda, aby dodatkowo pogłębić niechęć do swojego mentora. im bliżej Hannibala będzie Will, tym dla Lectera bezpieczniej. w każdym razie, po sprawie Tobiasa, to jest już druga sprawa o morderstwo, w którą zaangażowany jest Lecter, niby przypadkiem - ale jednak. zastanawiające, że te przypadki nie budzą w Willu zaciekawienia swoim doktorem-przyjacielem.

              uff, ten totem z ciał - co za makabra.
              a co najlepsze, nie wiem jak Ciebie ?, ale mnie najbardziej intrygowało, jak morderca zdołał
              ten totem... ustawić do pionu ?
              tutaj trupy pokawałkowane, a ja sobie myślę : zaraz, cały ten słup z kompozycją z fragmentów ciał - leżał sobie, a potem znaleźli go w pozycji stojącej... jakim cudem ? :] może scenarzyści uznali, że wobec wymowy obrazka dociekanie szczegółów będzie wręcz niestosownością ? ;]

              wróciła Ruda. od razu się zagotowało trochę. ksiązka Abigail ? klasyczna taktyka marketingowa, czyli kuj żelazo póki gorące. temat świeży, da się na nim zarobić.

              obejrzałaś już 10 odcinek ?

              [ja zaraz się zabieram]
            • grek.grek Re: Hannibal" w TV Puls [2 odcinki] 28.10.14, 17:24
              PS : większą makabrą od tego totemu, wydaje mi się powód, dla którego Abigail musiała pomnagać swojemu ojcu w aranżowaniu morderstw.

              nieprzypadkowo wszystkie ofiary były do niej bardzo podobne. ojciec mordował te dziewczyny, aby... nie zabić własnej córki. a ona musiała mu pomagać, żeby przeżyć. pełna patologia.
              • barbasia1 Re: Hannibal" w TV Puls [2 odcinki] 28.10.14, 22:33
                Tak, tak, oglądałam 10. odcinek w niedzielę.

                O tak. Zgadzam się...


                cdn.
    • grek.grek BOrgiowie sez 3 odc 5 [1] 27.10.14, 13:50
      Jako się rzekło, w odcinku 4 dochodzi do skonsumowania związku małżeńskiego Lukrecji i Alfonsa, a skutkiem tego zawarcia sojuszu Rzymu z Neapolem; Cesare Borgia wyjeżdza do z misją do Francji; papież Rodrigo Borgia wikła się w romans z żoną księcia Gonzaga, o czym "życzliwi" informują księcia, a ten robi afront papieżowi przy całej jego świcie watykańskiej...

      Odcinek 5 toczy się w trzech różnych miejscach jednocześnie : w Watykanie, Avignionie i Neapolu, z krótką wycieczką do Forli.

      W Avignionie przebywa Cesare Borgia. Ma misję przypieczętowania sojuszu z Francją. Rzym pozwoli królowi Ludwikowi unieważnić jego małżeństwo z królową Joanną [?], z którą Ludwik nie może mieć dzieci, a w zamian Cesare wyda się za którąś z księżniczek, a silna francuska armia będzie murem stała za Rzymem w ewentualnym konflikcie z unią rzymskich rodzin.

      Właśnie - Katarzyna Sforza, władczyni Forli, zbiera włoskich spiskowców przeciwko Borgiom. Na łące przed murami swojego zamku puszcza sokoły, a oni zajadają się przy "szwedzkim stole". Katarzyna proponuje im stworzenie Unii Rodzin Włoskich, związku którego celem będzie obalenie [najchętniej zbrojne] aktualnego papieża, wygnanie Borgiów i przejęcie władzy w Rzymie. Niektórzy ze spiskowców podśmiewają się - jak to, kobieta ma nami dowodzić ? Katarzyna nie daje się zbić z tropu, z niezmąconą pewnością siebie i spokojem przypomina, że to ona pobiła wojska rzymskie które atakowały Forli [2 sezon], a do tego to jej armia jest największa spośród tych, które Unia da radę wystawić. Przeciwnicy od razu milkną, a kiedy Katarzyna oddala się by pozwolić im się naradzić - nie są przekonani, czy należy ruszać Rzym, kiedy nie ma tam Cesarego Borgii, dowódcy wojsk. POjechał do Francji, kto wie, z czym wróci... Lepiej zaczekać.

      Cesare ze swoim orszakiem jest witany u wróg Avignionu. Na czele komitetu stoi arcybiskup D'Amboise, elokwentny gośc po 40-tce, grzeczny i konkretny, ale na stronie pokpiwający sobie z tego, ze Cesare to jednak "bękart [papieski]". Króla chwilowo nie ma, udał się na polowanie i wróci później, więc Cesare ma okazję odpocząć i przebrać się w galowe ciuchy. W pokoju zastaje Nicola Machiavellego, swojego znajomego z Florencji [sezon 2]. Cesare wyraża zdziwienie, co też Florencja robi w Avigionie, a Machiavelli dyplomatycznie odpowiada, że Florencja wszędzie ma swoje interesy.

      Cesare pyta o rady jakich ewentualnie Machiavelli mógłby mu udzielić, w kontekście spotkania z królem - Machiavelli najpierw mówi tylko o tym, by Cesare ubrał się "w skromną satynową czerń", ale wiadomo że ma więcej do powiedzenia... Kiedy pokój opuszcza służba pałacowa - Machiavelli zdradza Cesaremu, że FRancja ma chrapkę na Mediolan i Neapol. Jesli Rzym obieca jej wsparcie w tych dążeniach, król powinien być kontent.

      A potem Cesare zostaje zaprowadzony na salony [w drodze kpi sobie ze swojego "bękarciego" pochodzenia, co korespondencyjnie neutralizuje biskupie uwagi poczynione na wstępie, mimo że Cesare ich wtedy nie słyszał] i przedstawiony królowi. Oraz królowej. Ta okauzje się być kobietą nie "brzydką", jak sugerował ambasador Francji w Rzymie, a ponadto obdarzoną interesującym temperamentem i ironiczną w rozmowie. Od początklu sugeruje ona, że zna powód przyjazdu Cesarego do Avignionu. Kiedy złośliwie próbuje go skłonić do pocałowania ją w rękę, interweniuje król i "zwyczajem francuskim" łapie w ramiona i po męsku całuje Cesarego w policzki. DOśc komiczna scena małżeńskiego pojedynku.

      Cesare szuka żony, a przynajmniej przyjechał się za nią rozejrzeć - królowa o tym wie i w obecności całego dworu zaczyna wymieniać nazwiska swoich dwórek/dworek?, jako kandydatek. Jedną pomija i drwiąco tłumaczy "A ta... a ta akurat nie jest dla ciebie".

      Jedna z przedstawionych dziewczyn przypada Cesaremu do gustu. I vice versa. Charlotte D'Albret brzmi jej nazwisko. Tańczą ze sobą, w tańcu rozmawiają, żartują sobie [najpierw Charlotte zadaje Cesaremu pytanie "czego obiecuje sobie po małżeństwie ?", a on żartując wymienia składowe posagu, a kiedy ona pyta "a miłość", on robi minę jakby sobie nagle o tym przypominał, co oczywiście rozbawia ich oboje; potem on jej zadaje to samo pytanie, ona odpowiada że obiecuje sobie "dzieci, gładkiego męża...", a na pytanie o "miłość ?" zachowuje się dokładnie tak samo jak on] i porozumiewają się znakomicie od pierwszej chwili.

      W przerwach od tańców, Cesare rozmawia z arcybiskupem, który pyta go - czego Rzym oczekuje po sojuszu z Francją, czego Rzym CHCE ? Cesare odpowiada wprost : WOJSKA, kardynale, WOJSKA. D'Amboise upewnia się "Powiedziałeś "kardynale" ? A Cesare uśmiecha się sugestywnie. Właśnie padła propozycja :]

      Nazajutrz król, jego przyboczni, biskup i Cesare zabawiają się strzelaniem z łuku do ptaków, na jakiejś łące nieopodal zamku. Król podsumowuje : "narzeczoną znalazłeś, unieważnienie ślubu przywiozłeś, Order Złotej Rózy wręczę ci niezwłocznie, ale wojsko... sami jesteśmy w potrzebie". Tutaj Cesare odpowiada, że jeśli chodzi o najazd na Mediolan i Neapol, to Ludwik może być pewien, że pod WŁOSKIM dowództwem jego armia nie skończy tak źle jak ostatnim razem [bodaj 1 sezon]. Król żartuje sobie, że Cesare "czyta w myślach", ale wie doskonale, że biskup już go zdązył poinformować, zapewne na królewskie polecenie. Jeszcze tylko Ludwik upewnia się, "czy papież jest gotów zerwać wszystkie stosunki z Mediolanem, Neapolem i Hiszpanią ? tego będzie wymagała cała sytuacja...", Cesare bez wahania odpowiada, że "TAK" i przymierze wygląda na przypieczętowane.

      Ostatnią noc Cesare spędza z Charlottą, po czymś w rodzaju zaręczyn, a może naweet już ślubu ?? Przyznam, że nie do końca załapałem. Ale zanim wyjedzie dostanie jeszcze w twarz od królowej - wściekłej jak osa, zapewne właśnie poinformowanej o unieważnieniu jej ślubu przez Rzym; może nie wierzyła do końca, że jednak do tego dojdzie ?.. W każdym razie robi ona karczemną awanturę Cesaremu, oskarża go o podstęp, policzkuje zamaszyście i pomstuje "OByś zgnił w piekle !", na co Cesare odpowiada jej "NIe ma nieba ani piekła, pani, jest taki świat jaki sami sobie stworzymy".
      Całą scenę widzi z sąsiedniego salonu Charlotte i umiera ze śmiechu.

      Ostatecznie, Cesare wyjeżdza z Avignionu z pełnym sukcesem. MOżliwe także że już prowadzi do Rzymu francuskie wojska, ale tego jeszcze ten odcinek do końca nie rozjaśnia.

      KIedy Cesare wizytuje Avignion, Lukrecja Borgia zbiera się do wyjazdu do Neapolu. TEraz ma tam mieszkać, jako żona Alfonsa. Jest zmuszona zostawić swojego syna w Rzymie, nowa "rodzina" nie wyraziła aprobaty dla "bękarta". LUkrecja bardzo przeżywa fakt rozstanie z synem.

      Na miejscu wita ją król Ferdynand z całą świtą oraz mąz Alfons. LUkrecja nie jest sama, Cesare przykazał Micheletto aby ją chronił, więc chodzi on za nią krok w krok.

      Podczas uczty powitalnej na stół wjeżdzają ozdobne bażanty i inne cyrki kulinarne, a jadalnia tonie w ciemnościach rozświetlanych płomieniami małych ognisk palonych na stołach. Król wznosi toast za sojusz neapolitańsko-rzymski, za harmonijne współistninienie, no i za Lukrecję. A na to Lukrecja wstaje i głośno oświadcza, że do tego toastu trzeba dołączyć jej SYNA. Przez salę przechodzi szmer zaskoczenia. Oto wszyscy dowiedzieli się o "bękarcie". Ferdynand siląc się na spokój odpowiada, że "święte i kochane będą dzieci TYLKO ze związku Lukrecji z Alfonsem, a reszta... niech popadnie w mroki zapomnienia". Lukrecja nie wypija tego toastu, widzi za to jak wypija go Alfonso. Jest zdruzgotana, czuje się tutaj po prostu OBCA, a teraz nawet upokorzona.

      Następnego dnia urządzane jest polowanie na dzika. Lukrecja odłącza się i spotyka w lesie starą znachorkę. Babina zbiera jakieś zielsko. Lukrecja wdaje się w rozmowę z nią i dowiaduje o tym jak cholernie trujące się te grzybki, co je kobiecina zbiera własnie. Jest zaintrygowana nowo nabytą wiedzą.

      Po południu cały dwór bawi się na balkonie w strzelanie z łuku do tarczy. Na innym balkonie stoi Lukrecja z Michelettem i przyglądają się im.
      • grek.grek BOrgiowie sez 3 odc 5 [2] 27.10.14, 14:27
        Lukrecja pyta go, co by zrobił gdyby miał dziecko, a on poważnie odpowiada, że "choćby mieczem, ale nie pozwoliłby aby ktoś go z nim z rozdzielił". Potem ona pyta "Kto przejmie władzę, gdy król umrze ?", na co Micheletto odpowiada "Twój mąż... ale król jest młody i silny, będzie długo żył". Lukrecja zauważa "Masz serce i uczucia..." [to a'propos dziecka], a sama zaczyna się zastanawiać...

        I z tego zastanowienia nocą wybiera się w to miejsce, gdzie spotkała znachorkę. Żeby narwać trującej grzybni. MIcheletto podąza za nią jak duch. "Zamierzasz wszystkich otruć ?", pyta ją, przy okazji zdradzając się z tym, że sam ma niezgorszą wiedzę na temat trucicielskich przysmaków. MÓwi jej "NIe spiesz się, zaczekaj jeszcze...".

        Kolejnego dnia znów towarzystwo poluje na dzika. Ścigany zwierz zapuszcza się w krzaczory, gdzie nie sposób koniem manewrowac, więc król Ferdynand, a z nim Micheletto, tropią go pieszo. Wreszcie widzą dzika. Oddziela go od nich sadzawka. Ferdynand oznajmia z dumą "W tej sadzawce jest hodowla minogów, mięsożernych ryb, miał taką pewien cesarz rzymski, o czym pisał Seneka". Ferdynand strzela do dzika, trafia go, dzik wpada do sadzawki, a tam atakują go potęzne ryby i w mig zabijają do ości.

        I kiedy król cieszy oko skutecznością swoją i swoich ryb... Micheletto wpycha do stawu ! Król wpada, a ryby natychmiast go atakują; jatka trwa dobrą chwilę, król krzyczy, zewsząd biegną jego przyboczni, którzy wcześniej rozpierzchli się w poszukiwanu dzika... Micheletto czeka chwilę, chce mieć pewność, ze król umrze zanim tamci zdąża się go ewentualnie uratować.

        RYby kończą dzieło, król jest martwy i objedzony prawie do kości. Micheletto znika. POjawia się chwilę później, kiedy nad sadzawką panikują królewska świta wyciągjąc z wody zwłoki króla... NIkt nie ma powodu by podejrzewać cokolwiek innego niż nieszczęśliwy wypadek.

        Tego dnia w Neapolu biją żałobne dzwony. Martwy król przyniesiony zostaje na noszach. LUdzie są zaszokowani. A na balkonie stoi Lukrecja i ma minę wartą miliona dukatów w złocie. Minę pod tytułem "No i co pajace, teraz ja tu jestem panią !" :]

        "Mam sprowadzić teraz dziecko ?", pyta Micheletta, a on jej odpowiada "NIe wiem. Ale teraz wybór należy tylko do ciebie".

        W Rzymie papież rozmyśla jak tu położyć kres romansowi z Bianką, żoną księcia Gonzagi. Kontynuacja może owocować nie dość, że awanturą która podkopie zaufanie do papiestwa, ale i jakąś lokalną wojenką.

        Rodrigo próbuje ją delikatnie oddalić, ale Bianka nie zamierza odchodzić. Do męża nie może wrócić, a poza tym, jest przecież "Królową ! Lilią !", co oznajmia niemal waląc pięścią w stół. Jej zachowanie niepokoi Rodriga. No i uniemożliwia rozwiązanie kłopotu. W dodatku Bianka szwęda się nocami po pałacu papieskim i zagląda do wnuka Rodriga. Jakie ma zamiary ? Cały czas powtarza wersety z Biblii o "dniu w którym lew i owca będą leżeć obok siebie w harmonii i pokoju, a przewodzić im będzie chłopiec" [czy coś w tym guście]. I chyba tego chłopca widzi w małym synu Lukrecji.

        KIedy Rodrigo proponuje jej zamieszkanie w klasztorze żeńskim, Bianka oznajmia mu, że jest w ciązy. I że to na pewno jego syn. Rodrigo jest absolutnie zaskoczony... Bianka dodaje, ze jej mąż żądał aborcji, ale ona odmówiła. Z tego powstaja oczywista sugestia, że romans ten ciągnie się już od kilku miesięcy.

        Jako że Bianka zachowuje się coraz dziwniej, Rodrigo wzywa medyka. Od niego dowiaduje się, że Bianka NIE jest w ciązy, ALE jakiś czas przeszła zabieg aborcji - nieprofesjonalny i brutalny zabieg, który sprawił że nigdy nie będzie już mogła mieć dzieci. To oczywiście mogło ją wytrącić z równowagi psychicznej. Czy to było dziecko Rodriga ?
        Na pytanie "Jak zadbać o jej duszę ?", medyk odpowiada "Modlitwą, odpoczynkiem i spokojem".

        Rodrigo troskliwie się nią zajmuje, ale wzywa ukradkiem siostry zakonne, żeby zabrały ją do klasztoru i zapewniły stosowną opiekę. Bianka opiera się, a na korytarzu wyrywa się siostrzyczkom i biegnie wprost do pokoju dziecinnego. Barykaduje się, ma w ręku ostry przedmiot, idzie do łózka niemowlaka Borgiów... Rodrigo wdziera się do środka, przekonany że Bianka chce zabić małego.

        Zastaje niemowlę w nienaruszonym stanie. Bianka jest martwa, podcięła sobie gardło... Zakonnice patrzą na to z trwogą, podobnie jak asystujący przy całej scenie gwardziści, którzy przybiegli na pomoc Rodrigowi.

        POjawia się zaalarmowany kardynał Sforza. Wyprasza ich wszystkich...

        I tę smierć można wykorzystać, jak się okazuje... Zapewne jest to pomysł kardynała Sforzy.

        Oto wieczorową porą Sforza odwiedza księcia Gonzagę w jego zamku. Mówi mu, że Rzym do unieważnienia jego ślubu z Bianką potrzebuje jej pisemnego zeznania. Gonzaga odpowiada arogancko, żeby "papież sam je od niej odebrał". Wtem... z sufitu zaczyna coś kapać...

        Biegną na górę, w balii czy czymś takim leży ciało Bianki. Woda z krwią wypływają z tej balii i rozpływają się po podłodze. Stąd to kapanie. Strażnicy stwierrdzają zgon. "Samobójstwo", mówi z trwogą" Sforza.

        Gonzaga stoi w drzwiach i nie może wydukać słowa... Sforza patrzy na niego z wyrzutem i mówi "Któż ją mógł do takiej desperacji doprowadzić ?! Któż... swoimi pozbawionymi litości słowami !... Módl się, panie Gonzaga, módl się pan o wybaczenie !". A Gonzaga jest tak zaszokowany i skruszony, że zaraz padnie na kolana i będzie błagał...

        Cóż, los sprzyja Borgiom i ich sojusznikom, sprzyja[ł] niecodziennie :]

        www.youtube.com/watch?v=pXfq2WHddkI
    • grek.grek "Jaśniejsza od gwiazd [Bright star]" via Kultura 27.10.14, 17:10
      Kultura nocną porą puściła.

      historia miłości Fanny Brawne i jednego z czołowych brytyjskich poetów romantycznych XIX wieku Johna Keatsa.

      ona jest ładną panienką z dobrego, w miarę zamożnego domu, a on utalentowanym i biednym jak mysz kościelna poetą pomieszkującym kątem u przyjaciela, Charlesa Browna. jako że Brawne'owie i Brown sąsiadują ze sobą Fanny i John poznają się i z czasem odnajdują w sobie wzajemne przyciąganie. nawet jeśli Charles przestrzega Johna, że Fanny to zwykła pannica ze swojego środowiska, ktorej w głowie tylko tańce, moda i ploteczki, a rodzina sugeruje Fanny, że wiązanie przyszłości z biedakiem nie przejdzie w klasowym społeczeństwie angielskim.

      spacerują kilometrami, on jej czyta swoje wiersze, ona jest zachwycona, po prostu się poznają i po jakimś czasie nie mogą bez siebie żyć. ona jest znacznie wrażliwsza niż ktokolwiek mógłby sądzić z jej pochodzenia, a on miłośc traktuje jak świętość i nie pozwala sobie z tej świętości żartować; jak sam mówi "albo poezja wyrasta z człowieka w sposób naturalny i samorzutny, albo w ogole nie jest nic warta". rzec by można, że potwierdza swoim życiem i zachowaniem wszystkie strofy które z siebie wyrzuca na papier.

      kiedy John wyjeżdza do Londynu, żeby tam trochę zarobić na swoje utrzymanie, Fanny strasznie to przeżywa. piszą do siebie, co pozwala petryfikować uczucia. Fanny jest jak membrana, wystarczy że John napisze kilka słów mniej niż zazwyczaj, a ona już podejrzewa, że przestał ją kochać. zatem, radość miesza się z tęsknotą, a tęsknota z niepokojem. potem John powraca, ale już nie sam. w towarzystwie gruźlicy albo innego dziadostwa. wkrótce wiadomo już, ze albo podda się leczeniu albo umrze.

      staje na tym, że przyjaciele Johna zbierają pewną sumę pieniędzy, dzięki którym będzie mógł on zażyć włoskiego, ciepłego klimatu i być może wykurować. do Włoch pojechać ma z nim jeden z przyjaciół. nie będzie nim Charles, który wpadł w ciązę z pokojówką Abbie i musi zmienić tryb życia, a przede wszystkim - dziecko pochłonie większość jego wydatków, przez co nie będzie mógł dłużej pomagać Johnowi. Fanny ma mu za złe, że przez własną głupotę zostawia w potrzebie swojego przyjaciela.

      Keats i Fanny zdają sobie sprawę z tego,ze najpewniej John nie wróci już do Anglii. umrze we Włoszech, bo będąca w zaawansowanym stadium choroba nie da się już odwrócić żadnym leczeniem... spędzają więc ostatnie dni, bez żałoby, z radością i wyznając sobie uczucia. matka Fanny wprost mówi, że ona sama i cała rodzina zaakceptuje Keatsa jako męża Fanny... wychodzi kolejny tomik jego wierszy, z przewagą pochlebnych recenzji [6 do 4]... Charles niemal do końca próbuje Johnowi wytłumaczyć, w najlepszej wierze, że powinien trochę oddalić Fanny, że ona mu nie pomaga, ale John pomiędzy kaszlnięciami odpowiada "Dlaczego zatem, kiedy ona jest przy mnie, czuję się tak rześko i tak dobrze ?".

      ... i TU jest pewien zgrzyt w tej historii. Keats czuje, że umrze, ale nie chce przystać na propozycję Fanny, by został w Anglii. "zostań, spędzimy ten czas razem", mówi mu ona, a on mimo wszystko chce jechać, mimo że kompletnie nie wierzy w skuteczność leczenia. "muszę jechać, moi przyjaciele zapłacili za ten wyjazd", powiada i na tym kończy się ich rozmowa. zupełnie nie rozumiem tego stanowiska.

      no i istotnie, John nie powraca już do domu. z Włoch przychodzi informacja o jego śmierci. przekazuje ją Charles. Fanny doznaje spazmów rozpaczy.

      w ostatnim słowie pojawia się wzmianka, że John Keats umierał w poczuciu niespełnienia i artystycznej klęski. czyli, klasycznie w tym fachu...

      reżyserką jest Jane Campion, więc film jest, rzec by można, "kobiecy" - romantyczna miłość platoniczna, postać męskiego protagonisty dopasowana do założeń taktycznych [nawet jesli opowieść faktami poparta], a stereowypowo męski Charles Brown jest łagodzony za pomocą swojego ciepłego raczej poczucia humoru.

      największą zaletą są czytane potoczyście wiersze Keatsa. dzisiejsze "poety" wobec tych dawnych, to dno i sześć metrów mułu, że tak sobie pozwolę :]
      niecodzienny zabieg odbywa się na końcu filmu - podczas gdy po ekranie zasuwa lista płac, z offu czytany jest mini-poemat autorstwa Keatsa, kończy się dokładnie wraz z zakończeniem
      napisów.

      pani Campion prowadzi to wszystko pewną ręką, scenografia jest idealna, ekipa od charakteryzacji zrobiła mistrzowską robotę, a narracja skupia się na bohaterach i ich uczuciach, tylko z lekka zarysowując klimat epoki i stosunków społecznych, stawiajac je na drugim planie wobec miłości jaka łączy Fanny i Johna.

      do tego wspaniali aktorzy : Ben Whishaw i Abbie Cornish, którzy wykazują na ekranie świetną chemię; Charlesa gra Paul Schneider, a gdzieś z boku pomyka rudowłosa trzpiotka Edie Martin grająca Toots, młodszą siostrę Fanny, energiczną, żywiołową dziewczynkę, która również przywiązuje się bardzo do Johna Keatsa, co dodatkowo wzmacnia fluidy żałobne z powodu spodziewanej, a później ogłoszonej, śmierci poety.

      w sumie - klasyczna forma i trafiona w punkt, pozbawiona czułostkowości emocjonalnośc. owszem, Fanny bywa egzaltowana, ale w jakiś taki perfekcyjnie wypośrodkowany sposób. idealny dopasowany do epoki, jej słownictwa i stylu ekspresji.

      a wszystko to poparte świetnie dobraną muzyką.

      www.youtube.com/watch?v=BxbJq2x0D-w
      • siostra_bronte Re: "Jaśniejsza od gwiazd [Bright star]" via Kult 29.10.14, 17:02
        Dzięki, Greku :)

        Ten film krążył w Ale kino, ale jakoś nie miałam chęci go oglądać. Wygląda na to, że to był błąd. Piękna strona wizualna, jak to widać w trailerze.

        Coś mi się kołacze w pamięci, że Tarantino napisał do reżyserki list pełen zachwytów :)
        • grek.grek Re: "Jaśniejsza od gwiazd [Bright star]" via Kult 30.10.14, 14:51
          cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

          ponoć rzeczywiście pan Quentin wzruszył się. możliwe, że "na mecenasa Prado" ;]
      • pepsic Re: "Jaśniejsza od gwiazd [Bright star]" via Kult 29.10.14, 20:26
        Kiedyś sie załapałam. Yes, dobra wiktoriańska rzecz. Yes, rudowłosa siostrzyczka wymiata.

        Albo dlaczego sie nie pobrali, skoro mieli przyzwolenie ze strony rodziny i nie spędzili ostatnich dni we dwoje w słonecznej Italii?

        • pani_lovett Re: "Jaśniejsza od gwiazd [Bright star]" via Kult 29.10.14, 23:25
          Keats był niestety zbyt biedny, by poślubić Fanny.
        • grek.grek Re: "Jaśniejsza od gwiazd [Bright star]" via Kult 30.10.14, 14:44
          pojęcia nie mam, a wytłumaczenie padające w filmie jest dość dziwne.
      • pani_lovett Re: "Jaśniejsza od gwiazd [Bright star]" via Kult 29.10.14, 23:48
        Premierowo "Jaśniejszą od gwiazd" pokazano o lepszej porze w kwietniu tego roku. Wtedy udało mi się obejrzeć.

        Ale to Fanny Brawne w gruncie rzeczy jest główną bohaterką filmu .


        > ... i TU jest pewien zgrzyt w tej historii. Keats czuje, że umrze, ale nie chce
        > przystać na propozycję Fanny, by został w Anglii.

        Może jednak Keats w głębi duszy liczył, że zalecana przez lekarzy zmiana klimatu i pobyt we Włoszech poprawi jego stan zdrowia.


        • grek.grek Re: "Jaśniejsza od gwiazd [Bright star]" via Kult 30.10.14, 14:47
          pełna zgoda, Barbasiu :]

          możliwe. co więcej, w zaistniałych okolicznościach przyrody - wydaje się to jedynym prawdziwie logicznym wytłumaczeniem.
          .
          w filmie pada jednak objaśnienie pod tytułem : "przyjaciele już zapłacili za mój pobyt, więc nie mogę zrezygnować"; Keats mówi to bardzo stanowczym tonem i tak też się zachowuje.

    • grek.grek [wspaniała] "Carmen", opera w Kulturze. 29.10.14, 13:44
      wczoraj.
      z 2010 from Metropolitan Opera [powiało wielkim światem, hehe].

      znawcą nie jestem, mówiąc oględnie, ot - parę razy w życiu zapędzono mnie do opery, i na tym kończy się moja wiedza.

      jaki sami wiecie, oglądanie w tiwi nie równa się z "nażywym" obcowaniem z tym całym anturażem i... hałasem, więc tak tylko na próbę włączyłem.

      no i zostałem na całe 3 godziny :] a to z powodu fantyastycznej Carmen, czyli Eliny Garancy. już jej wejście, to jest wydarzenie, cóż za uśmiech, spojrzenie, mowa ciała... a potem jest jej tylko więcej i więcej - zmysłowa, charakterna, piękna, doskonała aktorsko, uwodzicielska, intensywna [co podkresliła celnie babka z amerykańskiej tiwi, wywiadująca przed 3 aktem ją i jej scenicznego partnera]... wspaniała. zarówno w pierwszych 2 aktach, kiedy jest "obiektem pożądania" i tak śpiewa i aktorzy, że gdyby nim nie była, to świat trzeba by było zamknąć na kłódkę; jak również w 3 i 4, kiedy bywa gniewna, bywa poważna, była zrozpaczona, aż do ostatniej sceny, kiedy umiera zabita przez Don Josego, któremu [jakby nie patrzeć] zrobiła wodę z mózgu.

      ofk, dekoracje, orkiestryjon i cała reszta, również pozostali wykonawcy - zapewne najwyższej próby, nie daliby chyba ciała w takim momencie [jak się na czym człek nie zna, to zostaje tylko wiara w profesjonalizm innych ;)].

      KUltura w najlepszej formie. nie pierwsza to opera, już w zeszłym sezonie było ich kilka, zatem... są jeszcze enklawy tak pożądanej przez ludzkość polską "wysokiej kultury". ciekawe tylko, jaką oglądalnośc mają/miały/będą miały opery w Kulturze [o 20:30...], a jaką "Rolnik szuka żony" ? :] może o tym pragnieniu kultury wysokiej tylko w deklaracjach zaświadczamy ?
      • grek.grek Re: [wspaniała] "Carmen", opera w Kulturze. 29.10.14, 13:47
        nie da się wkleić wszystkich fragmentów jakie są w jutubie, więc tylko jeden, w wykonaniu bohaterki wczorajszego wieczoru :
        www.youtube.com/watch?v=BegcWBqbpnY
      • pepsic Re: [wspaniała] "Carmen", opera w Kulturze. 29.10.14, 15:00
        Ho,ho, a to nas zakasowałeś wielkim światem:)

        A jednak opera w tivi to zawsze duże ryzyko. Mówi to ta, która niegdyś zasnęła na "Łucji z Lamermooru" lecącej na żywo;)
        • grek.grek Re: [wspaniała] "Carmen", opera w Kulturze. 29.10.14, 16:49
          he he ;] chociaż RAZ...

          to prawda. trochę to przypomina jedzenie najlepszego kawioru ze słoika po ogórkach ;] jednak bez otoczenia operowego, bez akustyki, bez tej specyficznej atmosfery - ucieka sporo smaku.

          reakcje, jak widać po naszych doświadczeniach, bywają skrajne ;]
    • pepsic Obejrzałam "Avatara" 29.10.14, 14:53
      Tylko dlatego, że coś mnie dopadło. Zapakowana w estetyczne pudełko dłużyzna. Nie dopatrzyłam się za grosz emocji.
      • grek.grek Re: Obejrzałam "Avatara" 29.10.14, 16:44
        miałem tak samo :]
        pro-ekologiczne i antyimperialne przesłanie, tyleż w ustach Amerykanów szczytne, co obłudne, a jak wiadomo za obłudę Oscar się należy bardziej jak za cokolwiek innego ;]

        jak chodzi o rozrywkowe walory, to pewnie w 3D jest to prawdziwie magiczna jazda; w telewizji, w oczywistych względów, musi być zaledwie cieniem samego siebie z sali kinowej.
    • siostra_bronte "Dobry Niemiec" w Ale kino 29.10.14, 16:50
      Jutro o 20.10. Film Sodebergha z 2006 r, hołd dla kina noir. Ze streszczenia wynika, że ewidentnie nawiązuje do "Trzeciego człowieka" Reeda. Z tego co pamiętam miał mieszane recenzje, a Clooney w roli głównej raczej mnie nie zachęca, ale zawsze to premiera, więc rzucę okiem.
      • siostra_bronte Re: "Dobry Niemiec" w Ale kino 29.10.14, 16:53
        *Soderbergha.
      • grek.grek Re: "Dobry Niemiec" w Ale kino 30.10.14, 14:43
        liczę, oraz liczymy, na recenzję, Siostro :]
    • grek.grek "American Beauty" czy "The Hurt Locker" ? 29.10.14, 17:00
      oba o 20:00 startują.

      "American Beauty" w TVN7.
      "Hurt Locker" w TV4.

      gdyby to był pojedynek, to bym zaryzykował, że zestawienie jest z najwyższej półki.

      tak sobie myślę, że moze nie wszystko o tych filmach napisaliśmy i da się jeszcze jakies
      nowe impresyje chociażby dorzucić ?

      • pepsic Wypatrzyłam też "District 9" 29.10.14, 20:06
        Więc może postawić na thriller SF? TV4 22:55.
        • grek.grek Re: Wypatrzyłam też "District 9" 30.10.14, 14:42
          chyba pisaliśmy o nim kiedyś.
          na pewno mniej wyeksploatowany niż te dwa powyższe :]

          co wybrałaś ostatecznie ?
          • pepsic Re: Wypatrzyłam też "District 9" 31.10.14, 17:58
            Niczego w wehikule czasu nie wyszperałam, a zatem słów kilka. Przybysze z kosmosu z powodu awarii statku przypadkowo lądują w RPA, gdzie wkrótce zostają uchodźcami i zostają osadzeni w gettcie (autentyczne fawele). Tubylcy są nastawieni wrogo do kosmitów nazywanych pogardliwie "krewetkami" (analogia do apartheidu) i postanawiają po 20 latach przenieść ich do obozów koncentracyjnych. Flim przedstawia historię antypatycznego urzędnika, który roznosi nakazy eksmisji, co zostaje na żywo filmowane. Krewetki rzecz jasna bronią sie i awanturują. W wyniku skaleczenia geny urzędnika mieszają sie z genami kosmitów, w wyniku czego pomału zamienia się w kosmitę. Naukowcy próbują robić na urzędniku eksperymenty medyczne, bo geny obcych umożliwiają produkcje śmiercionośnej broni, wiec spod noża im ucieka. Opuszczony przez wszystkich i zdradzony przez żonę biedak zyskuje wśród krewetek sprzymierzeńca - naukowca, który wynalazł ciecz do pojazdu kosmicznego, a która jednocześnie może go z powrotem przemienić w człowieka, ale po 3 latach. Krewetce naukowcu wraz ze sprytnym synkiem udaje się odlecieć, wcześniej przyrzeka urzędnikowi, z którym trochę się zaprzyjaźnili (w licznych walkach ratują sobie życie), że wróci po 3 latach z cudownym płynem. Uff. A teraz wrażenia. Otóż pozytywne. Na pochwałę zasługuje paradokumentalna forma (na zasadzie relacji telewizyjnej, tudzież mało hollywoodzkie podejście do oklepanego tematu. Jedno mnie jednak nurtuje, dlaczego przybysze z kosmosu (tu wykreowani komputerowo) przedstawiani sa zazwyczaj wielce nieestetycznie i mało racjonalnie. Polecam nie tylko fanom gatunku.


            • grek.grek Re: Wypatrzyłam też "District 9" 31.10.14, 18:15
              you know... ;]

              forum.gazeta.pl/forum/w,14,147824201,147864612,_Dystrykt_9_via_TV4_1_.html

              tak w formie uzupełnienia :]

              podobała mi się idea przedstawienia Obcych, jako uciskanej mniejszości. to chyba jakiś przewrót w kinie, w ogole w segmencie [sub]kulturowym zajmującym się tego typu science-fikszynami ? jednocześnie z odniesieniem do współczesności i czysto międzyludzkich relacji i stosunków.

              yes, forma krewetkowa nie jest apetyczna ;]
              i chyba jednopłciowi są ci Obcy.



              • pepsic Re: Wypatrzyłam też "District 9" 31.10.14, 18:23
                Ożesz:) Sprawdzałam dwa razy z literką "i" zamiast "y".
                A właśnie, tez zwróciłam uwagę. Nawet się zastanawiałam, czy koleś naukowca zabity podczas eksmisji w rzeczywistości był kosmiczną kobietą i zarazem matką?
              • pepsic Re: Wypatrzyłam też "District 9" 31.10.14, 18:47
                Przeczytałam, jestem pod wrażeniem wielce drobiazgowego opisu, szczególnie scen walk i ataków. Dodam malutkie uzupełnienie. W filmie wyjaśniano, dlaczego kosmici byli tak bardzo ulegli. Coś się przytrafiło przywódcom. Zgadzam się, że mniejsza ilość akcji pozytywnie wpłynęłaby na jakość filmu. Pzdr. :)
                • grek.grek Re: Wypatrzyłam też "District 9" 01.11.14, 17:46
                  dzięki :]

                  a tak, tak, przypominam sobie tę uwagę.

                  happy Halloween, Pepsic :"]
                  • pepsic Re: Wypatrzyłam też "District 9" 01.11.14, 17:52
                    A dziękuję i również pozdrawiam, a jako że walczę z anginą nie dla mnie tym razem te święta. Po prawdzie muszę przyznać, że Halloween uważam za dziecinadę (sorki), wole powspominać zgodnie z tradycją tych, którzy odeszli, a z dyni ugotować pyszną zupę z grzankami,
                    • barbasia1 Re: Wypatrzyłam też "District 9" 01.11.14, 21:52
                      > z dyni ugotować pyszną zupę z grzankami

                      Mogę prosić o przepis?

                      Mnie dopadła angina dokładnie rok temu! Paskudne choróbsko!
                      Zdrowiej szybko , Pepsic!
                      I trzymaj się ciepło.

                      • siostra_bronte Re: Wypatrzyłam też "District 9" 01.11.14, 21:56
                        Zdrówka, Pepsic! :)
                      • pepsic Kulinarne OT 05.11.14, 18:39
                        Voila:
                        2 - 3 pokrojone cebule zeszklić na oleju w wysokim garnku z grubym dnem;
                        dodać 1/3 pokrojonej, obranej ze skórki i miąższu dyni;
                        przyprawić pieprzem i kostką bulionową (kogucikiem);
                        mdły smak można przełamać kawałkiem strąka czerwonej papryki, również z korzyścią dla koloru.
                        Do tak przyrządzonej zupy dodaję grzanki z chleba smażone na klarowanym maśle, osobiście polecam grzanki z ciemnego pieczywa z ziarnami.
                        Smacznego!

                        Ps. Bardzo dziękuję za życzenia. Wracam na prosta:)
                        • pepsic Re: Kulinarne OT 05.11.14, 18:58
                          *
                          Wiedziałam, że coś pominę;) Po wrzuceniu do garnka dyni należny dodać 1 - 2 szklanki wody i dusić ok. 30 minut do miękkości. Wychodzą ok. 4 porcje.
                          • pani_lovett Re: Kulinarne OT 05.11.14, 19:01
                            Właśnie czytam przepis i miałam pytać o wodę! ;) Fantastyczny przepis, dzięki! :) Dzięki! Kupiłam dynię, powyżej na zdjęciu /1,5 kg/ Na dniach wypróbuje przepis!

                            To dobre wieści! :)
                          • pani_lovett Re: Kulinarne OT 05.11.14, 19:03
                            Dodać kawałek czerwonej ostrej papryki ?
                            • pepsic Re: Kulinarne OT 05.11.14, 19:40
                              Ja dodaję słodką, bo ostra to jednak zawsze spore ryzyko.
                              • pani_lovett Re: Kulinarne OT 05.11.14, 19:45
                                pepsic napisała:

                                > Ja dodaję słodką, bo ostra to jednak zawsze spore ryzyko.

                                To świetnie. :)
                          • pepsic Re: Kulinarne OT 05.11.14, 19:37
                            A jednak nie zupełnie wychodzę na prostą:(.

                            Oczywiście tak przyrządzoną zupę należy zmiksować końcówką z nożykami. A ponieważ jestem z tych leniwych, wiec kupuje dynię obraną ze skóry. U mnie są takowe na rynku. Przynajmniej nie miewam odcisków.
                            • pani_lovett Re: Kulinarne OT 05.11.14, 19:44
                              pepsic napisała:

                              > A jednak nie zupełnie wychodzę na prostą:(.

                              Nie chce Cię straszyć, ale mnie długo trzymała angina, straciłam głos, potem zaatakowało jeszcze uszy i byłam przygłucha. A potem jeszcze kawał czasu dochodziłam do siebie. Pepsic trzymaj się, grzej się w domu, jedz dodatkowo naturalne antybiotyki jak czosnek.

                              OK.
                              • pepsic Re: Kulinarne OT 05.11.14, 20:42
                                Po 5 dniach poddałam się i wzięłam przypisany antybiotyk, po którym w miarę szybko doszłam do siebie, aczkolwiek nie jestem ich zwolenniczką i zdaję sobie sprawę z następstw. W czosnki itp. specjały jakoś specjalnie nie wierzę nie wspominając o mało przyjemnych skutkach ubocznych. Podobno zbawienna moc czosnku wcale nie jest udowodniona, a już na pewno przereklamowanej vit. C.
                                Trzymam sie zasady, która łamię raz na 10 lat, samo weszło, samo wyszło. Mówię, że tak ma ciemnogród;)
                                • pani_lovett Re: Kulinarne OT 06.11.14, 20:26
                                  pepsic napisała:

                                  > Po 5 dniach poddałam się i wzięłam przypisany antybiotyk, po którym w miarę szy
                                  > bko doszłam do siebie, aczkolwiek nie jestem ich zwolenniczką i zdaję sobie sp
                                  > rawę z następstw.

                                  Przy anginie antybiotyk jest niestety konieczny.

                                  >W czosnki itp. specjały jakoś specjalnie nie wierzę nie wsp
                                  > ominając o mało przyjemnych skutkach ubocznych.

                                  Naturalne specyfiki zasadniczo nie dają skutków ubocznych w odróżnieniu od tych sztucznych. Choć oczywiście trzeba się zapoznać z informacją o ewentulanych działaniach niepożądanych i przeciwwskazaniach.

                                  Jeśli chodzi o czosnek polecam przeczytać choćby hasło w wikipedii (z odsyłaczami do rozmaitych publikacji). Polecam też rozdział poświęcony czosnkowi w publikacji naszych znakomitych specjalistów od roślin leczniczych, w książce "Rośliny lecznicze i ich praktyczne zastosowanie" Ożarowskiego i Jaroniewskiego.

                                  Fragment tylko z książki Ożarowskiego i Jaroniewskiego:

                                  Podstawowe związki czynne.
                                  Czosnek zawiera mieszaninę pochodnych siarkowych, w śród nich tioglikozydowe skordyniny i alliinę, która pod wpływem enzymu allinazy, uwalniającego się z uszkodzonych komórek, rozpada się m.in. na silnie zapachowy i bakteriobójczy związek zwany allicyną , czyli na sulfotlenek dwusiarczku dwuallilowego. Ze zmiażdżonego czosnku otrzymuje się , przez destylację z parą wodną , do 0,36% mieszaniny kilkunastu lotnych związków siarkowych o przenikliwym i nieprzyjemnym zapachu. Ponadto w czosnku wykryto cukry, fitosterole, flawonoidy, śluzy i pektyny, szereg witamin, sole mineralne, kwas nikotynowy i jego amid. Prof. B. Tokin (ZSRR) nazwał mieszaninę lotnych bakteriobójczych związków fitoncydami. Działają one wielokrotnie silniej od fenolu, sublimatu i penicyliny.

                                  Działanie
                                  Czosnek i jego przetwory mają udowodnione wynikami wielu badań wszechstronne i skuteczne działanie. Przede wszystkim działają bakteriobójczo, niszczą liczne drobnoustroje, drożdże, grzyby i wirusy. Przed erą antybiotyków czosnek był w powszechnym użyciu jako chroniący przed chorobami zakaźnymi, mającymi charakter epidemii - cholerą , dżumą , durem brzusznym, durem plamistym, grypą i innymi. Obecnie stosuje się surowice, szczepionki oraz antybiotyki, które oprócz objawów niepożądanych powodują uodpornienie wielu szczepów bakterii, czego nigdy nie ma po zastosowaniu czosnku. Ważne znaczenie w nowoczesnym lecznictwie ma współdziałanie nowoczesnych chemioterapeutyków z preparatami zawierającymi związki czynne czosnku.

                                  Czosnek wywiera również znaczące działanie na przewód pokarmowy, gdyż zwiększa wydzielanie soków trawiennych, pobudza wytwarzanie żółci i ułatwia jej przepływ, wzmaga przyswajanie składników pokarmowych, hamuje nadmierną fermentację , umożliwia swobodne odchodzenie gazów. Zabija również pasożyty jelitowe, zwłaszcza owsiki, glisty a nawet obezwładnia tasiemce, co ma szczególne znaczenie dla ludów Bliskiego i Dalekiego Wschodu. [...]
                                  Działa również skutecznie na drogi oddechowe, gdyż zmniejsza skurcze i stan zapalny, niszczy bakterie, pobudza wydzielanie śluzu, ułatwia odkrztuszanie, a także łagodzi uczucie duszności. Najskuteczniejsze pod tym względem są świeżo utarte lub pokrojone kawałki ząbków lub świeżo wyciśnięty sok. Natomiast różne preparaty gotowe im są bar-dziej bezwonne, tym z reguły są mniej skuteczne, a to dlatego, że lotne bakteriobójcze związki czosnku muszą najpierw zostać wchłonięte w jelitach, następnie przeniknąć do płuc, aby wraz z wydychanym powietrzem mogły działać na oskrzela, gardło i jamę ustną przez odpowiednio długi okres. Czosnek wywiera korzystne działanie na układ krążenia przez obniżanie ciśnienia krwi i w pewnym zakresie na normalizację czynności dynamicznych serca, nieznaczne zwiększenie siły skurczu i zwolnienie pulsu do poziomu fizjologicznie uzasadnionego. Duże znaczenie a działanie przeciwmiażdżycowe czosnku, wskutek obniżania poziomu cholesterolu i kwasów tłuszczowych we krwi. Należy też mieć na uwadze działanie przeciwcukrzycowe czosnku, obserwowane u osób z niewielką ilością cukru w moczu, przeciwreumatyczne - przez zmniejszenie bólu, stanu zapalnego i obrzęku stawów i mięśni, a nawet w pewnym sensie przeciwnowotworowe wskutek właściwości wirusobójczych, zwiększających ogólną odporność organizmu i moczopędnych.

                                  Zastosowanie.
                                  Niepodobna wymienić wszystkich schorzeń, w których czosnek i jego preparaty mogą być pomocne, dlatego podajemy ważniejsze. Doustnie zaleca się go w nieżycie jelit podostrym i przewlekłym, biegunce, zwłaszcza u dzieci, spowodowanej zakażeniem na tle pokarmowym, kurczach jelit, atonii jelit, robaczycy, wzdęciach, bezsoczności oraz w stanach po leczeniu czerwonki bakteryjnej i czerwonki pełzakowej. Również w nadciśnieniu, reumatoidalnym zapaleniu stawów, miażdżycy, nie życie oskrzeli, rozszerzeniu oskrzeli, rozedmie płuc i w stanach ropnych, pomocniczo w gruźlicy płuc. Zewnętrznie w ropnych zapaleniach gardła, dziąseł i migdałków, anginie, różnych uszkodzeniach skóry, odleżynach, ropnych i zapalnych stanach skóry, zwłaszcza spowodowanych przez gronkowiec złocisty, ponadto w żylakach odbytu, rzęsistkowicy, drożdżycy i grzybicy pochwy oraz innych.

                                  Działania niepożądane.
                                  Jak już wspomniano, czosnek jest bardzo mało toksyczny dla człowieka. Nie jest wskazany jednak dla osób z niskim ciśnieniem krwi, w ostrym nieżycie żo-łądka i jelit oraz dla matek karmiących. Wadą czosnku jest przykry zapach […]


                                  :)
                                  • pepsic Re: Kulinarne OT 08.11.14, 16:32
                                    Właściwości czosnku są powszechnie znane. Mi chodziło o kwestię wiary.
                                • pani_lovett Re: Kulinarne OT 06.11.14, 20:59
                                  Cebula zresztą też zawiera składniki o działaniu przeciwbakteryjnym, niszczącym drobnoustroje chorobotwórcze górnych dróg oddechowych i ułatwiające zwalczanie zakażenia.
                    • grek.grek Re: Wypatrzyłam też "District 9" 02.11.14, 16:35
                      zdrowia zatem Ci życzę :]

                      o, dziecinada - z pewnością, bo i dla dzieci ta cała szopka :]
                      wiesz, na poważne rozmyślania mają jeszcze czas.
                      a nam, starszakom, może też czassami trochę tego karnawału nie zawadzi :]

                      ha, gdzieś te dynie muszą w końcu spocząć; żołądek smakosza to bardzo dobre miejsce przeznaczenia :]
    • angazetka Raport kinowy - Bogowie 30.10.14, 11:12
      Na "Bogów" poszłam trochę nieoczekiwanie, w sumie nie planowałam, ale zostałam poproszona.
      Największe wrażenie zrobiła na mnie... pełna sala kinowa :) Naprawdę, wolny był tylko pierwszy rząd. Miłe to strasznie, że ludzie jednak chcą chodzić na przyzwoite polskie filmy.
      Bo sam film... Nie wiem, może to kwestia ogólnego zachwytu, ale spodziewałam się czegoś więcej. A dostałam "tylko" coś dobrego. Oczywiście, Kot jest świetny, cała obsada zresztą jest, doceniam też, że to w sporej części ludzie mało opatrzeni. Doceniam dobór piosenek, "amerykański" montaż, świetne zdjęcia. Odwzorowanie realiów, które nie wpada w karykaturę.
      Zakończenie, które nie jest oczywiste.
      Było dobrze, serio. Ale bez zachwytu.
      PS. A dziś idę na "Sędziego".
      • grek.grek Re: Raport kinowy - Bogowie 30.10.14, 16:13
        dzięki za relację :]

        "Bogowie" ponoć na jakiś tegoroczny rekord frekwencyjny idą.

        czego Twoim zdaniem jednak zabrakło ?

        ależ masz serię kinową :] napisz koniecznie o "Sędzim", w recenzjach z Toronto brzmiał ciekawie,
        w dodatku Downey Jr i Robert Duvall w obsadzie - same rarytasy filmowe, takie mam wrażenie.
        • angazetka Re: Raport kinowy - Bogowie 01.11.14, 18:41
          Myślę o tym, czego zabrakło. Trudno to ująć w słowa. Takiej... szczególności. Oglądając, myślałam: O, tu zastosowano taki schemat, a tu zrobili taką typową scenę tego rodzaju. Schematy wykorzystano bardzo sprawnie i fajnie, ale bez rysu autorskiego.
          A rekord frekwencyjny cieszy mnie bardzo, bo jak widzowie pokażą, że chcą chodzić na dobre polskie "kino środka", to takie kino może zacznie u nas powstawać w ilościach większych niż dwa filmy rocznie?
          • grek.grek Re: Raport kinowy - Bogowie 02.11.14, 16:26
            chyba rozumiem, co masz na myśli.
            jestem ciekaw tego filmu, z chęcią skonfrontuję później własną wizję z Twoją :]

            yes, dobre kino "popowe" to podstawa. a głód jest, co pokazują wyniki "Bogów" czy "Jacka Stronga' [swoją drogą, brzmi ten tytuł jak reklama piwa jakiegoś, nie ?], a i "Miasto 44" można by chyba wpisać w ten kontekst ? a to juz by dawało jakiś wzór. i ośmielało producentów i sponosorów, żeby śmielej inwestowali w takie projekty.
      • barbasia1 Re: Raport kinowy - Bogowie 01.11.14, 16:43
        Jeszcze nie nie widziałam "Bogów", ale nadal się wybieram.

        > PS. A dziś idę na "Sędziego".

        Udanego seansu!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka