Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2014 - 12 (vol. 49)

    • siostra_bronte "Annie Hall" 24.12.14, 13:10
      Dzisiaj o 22.25 w Kulturze. Klasyk Allena z 1977 r. i jego najbardziej nagradzany film. Oskary za rolę Diane Keaton, scenariusz, reżyserię i dla najlepszego filmu. Widziałam go kilka razy, po raz ostatni dosyć dawno, więc z przyjemnością go sobie przypomnę.
      • grek.grek Re: "Annie Hall" 24.12.14, 14:40
        w ogole nie pamiętam :] albo nie oglądałem nigdy, albo bardzo dawno.

        na przystawkę "Nietykalni" - to zawsze się dobrze ogląda :]
        • siostra_bronte Re: "Annie Hall" 24.12.14, 15:17
          Hehe, faktycznie filmy Allena mogą się trochę mylić. Ale jeżeli nie pamiętasz genialnej sceny na balkonie, kiedy Woody i Annie rozmawiają ze sobą, a my widzimy napisy z ich prawdziwymi myślami, tudzież sceny, kiedy bohater próbuje zabić pająka w łazience Annie to znaczy, że na pewno nie widziałeś tego filmu :)
          • grek.grek Re: "Annie Hall" 24.12.14, 16:20
            ciekawa forma znajdowania odpowiedzi na kłopotliwe pytania :]
            faktycznie, jesli są jakieś kultowe sceny i nie zapadają w pamięć, to znaczy że
            najpewniej filmu się nie widziało.

            tak czy owak - czekam ze zdwojonym zainteresowaniem.
          • grek.grek Re: "Annie Hall" 25.12.14, 12:35
            no i obcięli "Annie Hall" wczoraj.
            na okoliczności żałoby po reżyserze dali wywiad z nim, a potem "Nikifora"

            szkoda.

            może w następnym wolny terminie ? :]
            • siostra_bronte Re: "Annie Hall" 25.12.14, 13:02
              Przyznaję, że byłam mocno rozczarowana tą zmianą, delikatnie mówiąc. Coś czuję, że długo poczekamy na "Annie Hall".
              • grek.grek Re: "Annie Hall" 25.12.14, 13:04
                ja też.
                przy całym uznaniu dla reżysera, który zrobił "Dług" czy "PLac Zbawiciela".

                trochę się Kultura wykazała nadgorliwością i brakiem wyczucia.
                • barbasia1 Re: "Annie Hall" / "Nikifor" 25.12.14, 15:29
                  Obejrzałam wczoraj do końca "Nikifora".

                  Zadumałam się nad jedną sceną, na którą wcześniej nie zwróciłam uwagi - podczas wernisażu obrazów Nikifora Włosiński spotyka swojego profesora Akademii, wita się z nim, ale profesor go nie pamięta, Włosiński przypomina mu swoje imię i nazwisko, wtedy profesor przypomina go sobie, a może tylko udaje.
                  W chwilę później ktoś, zapewne jakaś osobistość ze światka artystycznego, które licznie zgromadziło się na wystawie, podchodzi do profesora z pytaniem "Kto to był?", mając na myśli Włosińskiego.
                  Profesor odpowiada: "Nikt".

                  Smutne.

                  • grek.grek Re: "Annie Hall" / "Nikifor" 25.12.14, 16:58
                    istotnie.

                    bardziej jednak świadczące o autorze takiego stwierdzenia niż o jego podmiocie. czasami to dobrze, że ludzie sami się odkrywają ze swoją małością ;]
                    • barbasia1 Re: "Annie Hall" / "Nikifor" 25.12.14, 17:12
                      O tym samym myślałam.
                      Czekałam tylko na Twoją zgrabną puentę.
    • siostra_bronte Krzysztof Krauze nie żyje 24.12.14, 13:44
      Smutna wiadomość.
      • barbasia1 Re: Krzysztof Krauze nie żyje 24.12.14, 16:01
        Właśnie usłyszałam w Trójce!

        Smutna wiadomość, ale pozostają filmy,
        o "Papuszy" ten ostatni ukończony ...
      • grek.grek Re: Krzysztof Krauze nie żyje 24.12.14, 16:24
        właśnie, tak jak napisała Barbasia - zostały filmy.
        "Dług", "PLac Zbawiciela'", "Gry uliczne" , "Mój Nikifor" - kręcił niewiele, ale jak już nakręcił to
        wychodziło znakomite kino.

        "Papuszy" jeszcze nie widziałem, może TVP się szarpnie i pokaże, w ramach uczczenia pamięci rezysera.
        • barbasia1 Re: Krzysztof Krauze nie żyje 25.12.14, 16:57
          > "Papuszy" jeszcze nie widziałem, może TVP się szarpnie i pokaże, w ramach uczcz
          > enia pamięci rezysera.

          Na "Papuszę", obawiam się, jeszcze za wcześnie.
          • grek.grek Re: Krzysztof Krauze nie żyje 25.12.14, 17:10
            niestety, mam podobne odczucie... ALE - kto wie... :]]
            • barbasia1 Re: Krzysztof Krauze nie żyje 25.12.14, 17:12
              Nie mam złudzeń, niestety ... ;)
    • grek.grek "Nietykalni" # 2 w historii ? ;] 25.12.14, 12:43
      na Filmweb jest to # 2 all time :]
      wiadomo jak powstaje ten ranking - sumuje się wszystkie pojedyncze oceny i wyciąga średnią.

      tak sobie wczoraj pomyślałem - dlaczego nie ?

      wiadomo, że w takim rakingu nie wygra film artystyczny i hermetyczny. musi wygrac kino mainstreamowe. a czym "Nietykalni" róznią się od np. "Skazanych na Shawshank", których statusu nikt nie kwestionuje ? tak jakby... niczym, albo czymś co nie powinno mieć znaczenia przy ocenie ogólnej.

      ludzi ten film wzrusza, inspiruje, bawi, a do tego jest doskonale nakręcony, wspaniała jest muzyka i przebojowi aktorzy. dlaczego więc miałby być negowany ?

      takie rankingi to odzwierciedlają sympatię widowni dla bohaterów i historii, a nie oceny artystycznego zaawansowania. ludzie spontanicznie dają 9 albo 10 punktów, bo ich to chwyciło za serce, a jednocześnie nie jest jawnym kiczem i nie kpi sobie z inteligencji widza.
      czego tutaj jeszcze trzeba ?

      oglądałem wczoraj i zapewne za każdym następnym razem, o ile obiektywne okoliczności pozwolą, też bedę na widowni :] bo to naprawdę dobry film jest i niemal zmusza do tego by po raz enty oglądać poszczególne sceny, słuchać dialogów i muzyki. uzależnia :]
      • siostra_bronte Re: "Nietykalni" # 2 w historii ? ;] 25.12.14, 13:58
        Takie rankingi nie mają większego sensu :)

        Film rzeczywiście jest świetnie zrobiony, bawi, wzrusza i podnosi na duchu. Chociaż muszę po raz kolejny zauważyć, że ta historia jest zbyt optymistyczna, chyba nagięto trochę fakty na potrzeby filmu.
        • grek.grek Re: "Nietykalni" # 2 w historii ? ;] 25.12.14, 16:56
          otóż to.

          możliwe, że tu i tam trochę podretuszowano rzeczywistość ;]
          najważniejsze, jak mi się wydaje, jest to, że jest tutaj przyjaźń i bliskość pokazane bez
          cukierkowej otoczki, bez wzniosłych gestów, bez pomnikowych przemówień - jest realistycznie,
          nawet jeśli momentami optymizm wychyla się w stronę lekkiej nadreprezentacji :]

          a krytyka współczesnej sztuki, sposobów kreowania "dzieł", wykorzystywania klasyki [muzycznej]
          w ordynarnej reklamie czy w formie dzwonków telefonicznych - bezcenna.

          no i takie drobiazgi...

          np. scena, kiedy Driss robi awanturę o to, jak odnosi się do niego córka Philippe'a - powiada "Maluję sobie, a ona do mnie... itd". Domaga się, by dziewczyna dostała burę od ojca, ale kiedy wychodzi Philippe pyta swoją sekretarkę "On coś maluje ?".

          lub scena, kiedy Driss i Philippe rozmawiają o tej nieznajomej z listów Philippe'a, z którą miał okazję chwilę rozmawiać. Driss "Najważniejsze czy między wami zajarzyło ? Zajarzyło ?", na co Philippe, wytworny językowo mieszczanin, z zaaferowaną miną "Zajarzyło ! Bardzo zajarzyło" - hehe.

          albo sam początek, kiedy jadą samochodem i obaj kiwają głowami do rytmu "September" [zdaje się]. absolutnie funkowo-taneczny kawałek, a dopiero później dowiadujemy się, że zanim Philippe poznał Drissa - zapewne nigdy takiej muzyki nie słuchał, a nad wszystkie inne jej rodzaje przedkładał klasyczną.
          Dopiero po obejrzeniu całego filmu, ta scena zyskuje właściwy charakter.

          świetne, świetne, świetne.

          mało jest takich filmów, które podobały się całemu światu, a które rzeczywiście są dobre, nieprawdaż, Siostro ? ;]]
    • grek.grek "Twister" [po 18 latach] 25.12.14, 13:02
      pamiętacie jaki to był hicior kiedy wchodził do kin ? :]

      reklamowano go jako pierwszy film, który w tak naturalistyczny sposób efektami specjalnymi pokazuje tornado.

      fabuła prosta : grupa freaków, wyposażona w odpowiedni sprzęt nawigacyjny, jeździ po bezdrożach Ameryki i filmuje tornada. z bliska, bardzo bliska. czasami nawet z wnętrza, trzymając się jakieś rurki, żeby ich nie wyrwało z butów.

      dowodzi tą ekipą Jo, grana przez Helen Hunt, która w dzieciństwie podczas takiej strasznej burzy straciła ojca. Od tej pory zajmuje się tornadami. Jej marzeniem jest umieszczenie wewnętrz żywiołu specjalnej aparatury, dzięki której można by zbadać naturę całego zjawiska.

      w życiu prywatnym była związana z Billem, który jednak odszedł zarówno od niej, jak i z zespołu. związał się z nową dziewczyną, a niebawem ma podjąć pracę w TV jako pogodynek.

      jako że Jo od pewnego czasu unika podpisania papierów rozwodowych, Bill [z dziewczyną] odwiedza ją w trasie, aby wreszcie podpis uzyskać. ofk, Bill znów poczuje jak fajnie jest ganiać za burzami, ponownie zbliży się z Jo, a jego dziewczyna przeżyje cięzkie chwile podczas towarzyszenia narzeczonemu w harcach tornadowych. ostatecznie rozstaną się, bo przecież on nigdy nie przestał kochać Jo i swojego hobby.

      a w międzyczasie odbędzie się jakieś 160 tornad, krowy i samochody będą fruwały w powietrzu, rozkrzyczany i rozgadany zespół Jo i Billa będzie tropił, sledził i wcinał się w te burzowe wirówki, a specjaliści od efektów dostaną pełne pole do popisu.

      efektowny film, fabuła nieco pretekstowa, widowisko gwarantowane, ale i wpadki nader komiczne.

      w jednej ze scen, tornado pędzi w stronę Billa i Jo, a im się akurat zbiera na dramatyczną rozmowę. na tym ma polegać cała scena : tornado tuż tuż, a tutaj gadanina... jakież jest więc zaskoczenie, kiedy gadanina trwa i trwa, tornado ciągle się gdzieś tam zbliża, a kiedy w rozmowie pada ostatnie zdanie - tornada już nie ma. Dokąd sobie poszło ? :]

      albo sekwencja, kiedy tornado uderza w małe miasto z kinem samochodowym. Towarzystwo ucieka, chowa się w budynku, który przypomina hangar samolotowy. Po kolei odrywane są metalowe fragmenty dachu, świst i gwizd niemożliwy. Przez dziury w dachu wpada samochód, wrzucony potęgą wiatru. bohaterowie prawie giną.

      i znów - pełne zaskoczenie, bo kiedy tornado przechodzi, a bohaterowie wyłazą na zewnątrz... okazuje się, że ich własne samochody stoją sobie nieruszone :] Jakim cudem ? hehe :]

      jest zatem parę momentów, w których wpadki scenariuszowe przykrywa nadzieja na to, że zapowietrzony dynamiką i grozą scen burzowych widz nie zwróci na nie uwagi.

      scenariusz pisały dwie osoby. cóż, co dwie głowy to nie jedna ;]

      niemniej, po latach [1996, rok produkcji], wg mnie ten film się broni jako widowisko. tornada wyglądają odpowiednio strasznie, zdjęcia z perspektywy bohaterów walczących o życie pośród szalejącego wiatru i latających traktorów - sugestywne, a wątek gościa który kiedyś zamienił przygodę na ciepłe gatki, a teraz ciepłe gatki znów zamienia na przygodę - interesujący.

      • pani_lovett Re: "Twister" [po 18 latach] 27.12.14, 15:56
        > i znów - pełne zaskoczenie, bo kiedy tornado przechodzi, a bohaterowie wyłazą n
        > a zewnątrz... okazuje się, że ich własne samochody stoją sobie nieruszone :] Ja
        > kim cudem ? hehe :]


        No tak, żaden pozytywny bohater w tym filmie nie ginie, nie odnosi nawet chyba poważnej rany. Giną bądź doznają uszczerbku jedynie krowy, ciężarówki i czarne charaktery. ;)

        A i bohaterowie, którym się kibicuje muszą oczywiście zwyciężyć.

        Schematyczne to, naiwne, ale, rzeczywiście, widowiskowości nie można odmówić "Twisterowi".


        Scenariusz napisał Michael Crichton autor "Parku Jurajskiego".

        :)
    • siostra_bronte "Jestem miłością" 25.12.14, 13:52
      Dzisiaj w Kulturze o 23.10. Włoski melodramat z Tildą Swinton w roli głównej. Recenzje raczej zachęcające, chociaż porównania do Viscontiego to zdecydowana przesada :) Oglądam.
      • grek.grek Re: "Jestem miłością" 25.12.14, 16:45
        pamiętam te dobre recenzje.
        i mam nadzieję na opowieść stylową w formie.

        skaczę zaraz za Tobą :]
      • barbasia1 Re: "Jestem miłością" 25.12.14, 16:55
        Chciałabym obejrzeć, ale strasznie późno film się zaczyna, nie wiem, czy dotrwam, czy nie zasnę w trakcie, wczoraj zarwałam noc...
      • siostra_bronte Re: "Jestem miłością" 26.12.14, 01:32
        Na gorąco: dla mnie bomba. Już dawno nie widziałam filmu tak pięknego wizualnie. Tilda cudowna. Czekam na recenzje Greka i mam nadzieję, Barbasi :)
        • grek.grek Re: "Jestem miłością" 26.12.14, 13:48
          wizualnie prima sort - architektura miejska efektowna albo przytulna, w zależności od okoliczności; prowincja zielona, górzysta, wijąca się serpentynami drogi z miasta do domu Antonia zanurzonego w kwiatostanach krzaczastych; a do tego ogród-park zimowy przy willi rodziny Recchich. wnętrza domów - rewelacja. wnętrze kaplicy - wspaniałe. aktorzy i aktorki - z żurnali wzięci.

          wydaje mi się, że reżyser za wszelką cenę chciał sycić zmysły widza. scena erotycznej konsumpcji Emmy i Antonia, wśród traw i przyrody, z wstawkami pszczółek i ważek, z narastającą muzyką - aż nie wiem, jak to potraktować ;]

          Edoardo odkrywa romans matki ze swoim najlepszym przyjacielem, wzburza się, a podczas wymiany zdań z matką z tego wzburzenia traci równowagę, przewraca się i jak się okaże - śmiertelnie, uderza głową w posadzkę fontanny-basenu. jest tutaj tragedia, ale jest i jakaś wymyślność.

          wg mnie, średnio też wypada zakończenie, jakby ta dramatyzacja nieco przesadna była. Z drugiej strony, możliwe że gwałtowne zachowania i muzyka były uzasadnione, bo oto ktoś wypowiedział posłuszeństwo sztywnej i tkwiącej w kajdanach konserwatywnej tradycji rodzinie.

          związek Emmy i Antonia - plus za spontan, ale to co naprawdę mogłoby ich połączyć pozostaje w domyśle. jest to poczucie wyobcowania w swoim środowisku. Antonio odczuwa jej w stosunku do swojego ojca, a Emma w stosunku do męża, teścia i całej tradycji rodzinnej. pogłębia to fakt jej rosyjskiego pochodzenia.

          Antonio chyba coś dostzrega, kiedy odwiedza willę Recchich w czasie przyjęcia, które tam akurat trwa, i widzi jak wszyscy idą do salonu, a Emma ucieka na górę "położyć się". Potem są urodziny Edoarda i znów ten sam schemat. może w ten sposob odnajduje w niej ten rys charakteru, który zbliża do niego jej postać ? a może to już tylko sam instynkt ?

          ona nic nie wie o jego stosunkach z ojcem i tym, że stary ma za nic jego artystyczne poszukiwania kulinarne i Antonio czuje się spętany.

          trochę mi tutaj brakowało małego dopowiedzenia, że się tak spróbuję wymądrzyć :]

          poszukiwanie zmysłowego spełnienia przez zagubioną nieco kobietę - w pelni udane, dzięki, jak zauważyłas, świetnej Tildzie Swinton. przyjęcie rodzinne z okazji urodzin patriarchy rodu, z jego przemówieniem i znaczącymi gestami [kręci nosem że nie dostał od wnuczki malunku, ale zdjęcie; nie mże sobie darować wspomnienia, że wnuk Edoardo własnie przegrał jakieś "zawody sportowe", które od miliarda lat Recchi wygrywali i wnuk złamał tak szczytną tradycję] - doskonale kreśli portret kultury, w jakiej żyje Emma, kultury całkowicie jej obcej i opresyjnej. Ma dzięki niej luksus i pieniądze, ale nie jest szczęśliwa. Stąd romans z Antoniem, który wyobraża ten lepszy, prawdziwszy, otwarty, zmysłowy świat. A zaczyna się od wykwintnych przekąsek serwowanych mistrzowską ręką Antonia.

          w ogole, tam się wszyscy kryją przed okiem patriarchalnego Wielkiego Brata, a może nie tyle przed człowiekiem, co przed dekadami, setkami ?, lat tradycji rodu Recchich/

          córka Emmy, lesbijka, zrywa z chłopakiem, wiąże się z dziewczyną, jest szczęsliwa, ale musi się z tym kryć. Ojcu nie powie. Dziadkowi nie obwieści. Edoardo przegrywa ten wyścig, znajduje sobie narzeczoną z niekoniecznie zamożnego i podziwianego rodu. on się nie kryje, ale reakcja familiji najbardziej entuzjastyczna nie jest i chyba oczekuje się od niego zmiany decyzji albo wyczekania z finalizacją w USC, dobrze zrozumiałem ?

          Emma jest pierwszą, która otwarcie mówi : basta!. w tym sensie ta dramaturgia jej odejścia jest znacząca.

          czy wybór momentu, tuż po śmierci Edoardo, kiedy pora raczej na stypę, a nie na kolejne ruchy tektoniczne, ma wybitne znaczenie ?

          może chodzi o nagromadzenie uczuć, sprzyjające eksplozji ?

          chyba żaden z tych wątków nie odkrywa tzw. Ameryki, a i także nie ma tutaj superoryginalnych rozwiązań i pomysłów, niemniej - jest klasa aktorów, i wg mnie reżyser naprawdę się stara zrobić to w taki sposob, żeby poruszyć, ma osobisty stosunek do bohaterów i ich decyzji, zwłaszcza Emmy. warto docenić ten fakt :]

          • siostra_bronte Re: "Jestem miłością" 26.12.14, 14:19
            Dzięki, Greku :)

            Twoja recenzja jest trochę powściągliwa :) W wielu punktach masz rację. Dostrzegam słabości fabuły. Przede wszystkim wątek romansu Emmy i Antonia został przedstawiony zbyt powierzchownie. Tak, jakby łączył ich "tylko" seks, a nie głęboka miłość. Dlatego mimo wszystko trudno uwierzyć, żeby dla Antonia Emma chciała zniszczyć swoje dotychczasowe życie.

            W ogóle Antonio w pewnym momencie znika z tej historii. Nie wiem, dlaczego nawet nie pojawia się na pogrzebie Antonia, a w końcu był jego przyjacielem.

            Śmierć Eduarda jest kompletnym zaskoczeniem, wygląda na chwyt scenariuszowy, który ma posunąć akcję w nowym kierunku. Moim zdaniem psuje całą historię. Bo odbieramy ją jako rodzaj "kary" dla Emmy za jej romans. Trochę to zbyt banalne. Tyle, że Emma nie traktuje tego wcale w ten sposób. Nie wraca skruszona na łono rodziny, wręcz przeciwnie, pali za sobą wszystkie mosty.

            No właśnie, co by się stało, gdyby Eduardo nie zginął? Emma pewnie dalej prowadziłaby podwójne życie.

            Nie wiemy co będzie dalej. Czy Antonio w ogóle będzie chciał związku z Emmą? Może odpowiadał mu taki niezobowiązujący romans? Już po zakończeniu filmu widzimy scenę, kiedy oboje leżą w jakiejś grocie (?). To chyba scena z przeszłości, a może jednak nie?

            A mnie ten dramatyczny, przesadny finał bardzo się podobał :) Chociaż nie pochwalam postępowania Emmy, ta scena wzbudziła we mnie emocje.

            "Jestem miłością" został określony w gazecie jako melodramat. W dzisiejszych czasach to rzadkość. Mamy dramaty psychologiczne, ale melodramaty? Stąd w tym filmie pewne przesadne chwyty, ale to pasuje do konwencji.

            Te wszystkie wątpliwości nie zmieniają faktu, że pod względem wizualnym film zapiera dech w piersiach. Już sama czołówka z Mediolanem pokrytym śniegiem robi wrażenie, a to dopiero początek. Jest tu wiele pięknych scen, np. kiedy Emma je krewetki przygotowane przez Antonia, gdy widzi go przez szybę sklepu w San Remo, gdy czyta list córki znaleziony przypadkiem w pralni. Piękna architektura miasta i wnętrza posiadłości Recchich, cudne detale jak posąg skąpany w deszczu. Długo by wymieniać.

            Nic nie poradzę, ten film mnie po prostu zachwycił i już :)

            • siostra_bronte Re: "Jestem miłością" 26.12.14, 14:34
              I jeszcze fragmenty filmu. Tutaj czołówka, z napisami w starym stylu:

              www.youtube.com/watch?v=e9f9vcwjtUs

              Cudna scena z krewetkami:

              www.youtube.com/watch?v=obcohb2HGuc

              I zwiastun filmu. Muszę jeszcze wspomnieć o znakomitej muzyce Johna Adamsa.


              www.youtube.com/watch?v=TZBrWVvn9xA
            • siostra_bronte Re: "Jestem miłością" 26.12.14, 14:36
              *na pogrzebie Eduarda.
            • grek.grek Re: "Jestem miłością" 26.12.14, 15:45
              cała przyjemnośc po mojej stronie :]

              dobrze to ujęłaś. w jakimś tam stopniu można bronić decyzji Emmy faktem, że jej wystarczy namiętnośc jaka jest mięedzy nimi, bo to jest właśnie ta konkretna rzecz, której jej brakowało w związku, w rodzinnym tyglu.

              ja myślę, że ona intecjonalnie niszczy to życie, bo od dawna nie daje jej ono szczęścia. Może po śmierci Edoardo uleciały powody, dla których miałaby jeszcze udawać zadowolenie i stąd ta gwałtowna decyzja ? tylko czy jej odejścia nie mogły spowodować jakieś inne wydarzenia ? Edoardo mógł przecież umrzeć na sto sposobów, które nie sugerowałyby, jak celnie napisałaś, obciążenia Emmy winą za jego śmierć.

              wydaje mi sie, że wszystko miało prowadzić do tej gestu zrzucenia z siebie rodzinnego zimnego ciepełka, jaki prezentuje Emma. mam wrażenie, że romans z Antoniem też jest mocno w cieniu tego, co się dzieje w samą bohaterką, tego procesu dojrzewania do porzucenia życia, w ktgórym jest ona nieszczęsliwa, choć doskonale ustawiona.

              uważasz, że Emma popełnia błąd ?

              yes, zdjęcia i lokacje są doskonałe. wielki atut tego filmu.

              własnie o to chodzi w kinie, o ten rodzaj magii, nieprawdaż ? :]
              • siostra_bronte Re: "Jestem miłością" 26.12.14, 18:59
                Masz sporo racji, ten romans jest jakby pretekstem od ucieczki od dotychczasowego życia. A jednak Emma bardzo dużo ryzykuje. Jest przyzwyczajona do życia w luksusie, nie pracuje. Trudno będzie zacząć wszystko od nowa. Nie wiadomo też jak zareaguje Antonio.

                No i jak zawsze w takich sytuacjach czyjeś szczęście jest okupione cierpieniem innych. Co by nie powiedzieć o rodzinie Recchich, Tancredi jednak traci swoją żonę, a syn matkę (tylko córka ją popiera).

                O tak, strona wizualna jest zachwycająca.

                Zdecydowanie, to magia kina w czystej postaci :)
                • grek.grek Re: "Jestem miłością" 27.12.14, 17:06
                  zdecydowanie. to dla niej niemal kopernikański przewrót. być może z tego powodu, a także dlatego że po raz pierwszy ktoś waży się na taki gest wobec szacownej rodziny Recchich, ta ostatnia scena ma taką energię dramaturgiczną [?].
        • barbasia1 Re: "Jestem miłością" 26.12.14, 22:51
          siostra_bronte napisał(a):

          > Czekam na recenzje Greka i mam nadzieję, Barbasi :)

          Obejrzałam dziś ! Jutro napiszę kilka słów.
          • siostra_bronte Re: "Jestem miłością" 27.12.14, 02:01
            Świetnie :)
    • siostra_bronte "Wściekłe psy" 25.12.14, 14:11
      Obejrzane przypadkiem w Tele 5, zamiast "Annie Hall". Jakoś nie miałam okazji zobaczyć tego filmu Tarantino wcześniej. Pomysłowy, świetnie zrealizowany, ale przyznam, że jak dla mnie za dużo tutaj przemocy i to nie wziętej w żaden nawias.
    • barbasia1 Muzycznie świątecznie 25.12.14, 15:33
      Mary J. Blige-Christmas In The City (Feat.Angie Martinez)

      www.youtube.com/watch?v=J0qY3yUIghw
      • maniaczytania Re: Muzycznie świątecznie 25.12.14, 16:27
        niezła ze mnie gapa - przecież na mojej specjalnej świątecznej stronce, cały adwent był kalendarz muzyczny!

        Zapraszam - można nadrobić albo i o czymś innym poczytać :)
        znalezionepodchoinka.blogspot.com
        • barbasia1 Re: Muzycznie świątecznie 25.12.14, 16:50
          Dzięki! Zaraz pooglądam! :))
        • grek.grek Re: Muzycznie świątecznie 27.12.14, 17:09
          niezły zestaw.

          aczkolwiek, ja ze świątecznych rzeczy to tylko "Bad Santa' z niezrównanym Billym Bobem Thorntonem ;]
    • barbasia1 Poetycznie na święta 25.12.14, 15:36
      CHOINKA KNEZIA autor: Andrzej Waligórski

      Raz na zamku w Kocmyrzu okrutny kneź Dreptak
      Kazał był burgrabiego powiesić na trzepak,
      Za to, że ten burgrabia kradł wprost niesłychanie,
      Lecz księżna zawołała: - Ja mam dziś trzepanie!
      Muszę na święta z kurzu oczyścić kobierce,
      Chcesz wieszać - szubienicę wystaw, moje serce!
      - E, zaraz szubienicę! - krzyknął książe w gniewie
      - Weźcie go i powieście, o, na tamtym drzewie!
      Jakoż i powieszono skazańca na świerku
      Stojącym przede zamkiem, na niedużym skwerku,
      A skazaniec był w szaty świecące odziany
      I miał na sobie śliczne, błyszczące kajdany
      Z długimi łańcuchami, które przez igliwie
      Zwisając, wśród zieleni lśniły migotliwie.
      Kneź patrzył, a do serca mu wpełzały smutki
      I wspomnienia, jak jeszcze był całkiem malutki,
      I przypomniała mu się babcia starowinka,
      Rodzice, stół, opłatek i śliczna choinka,
      I łzy mu się polały, i chcąc przeszłość wskrzesić,
      Zawołał: - Proszę jeszcze kucharkę powiesić!
      Powieszono kucharkę, co w białym fartuchu
      Wyglądała jak jeden z owych czystych duchów
      Skrzydlatych, które zwykle w okresie choinki
      Przynoszą dzieciom różne śliczne upominki...
      Zaś książę pił i płakał i wołał wzruszony:
      - Dowiesić kogoś z prawej...! teraz z lewej strony...!
      Hetman wyżej...!, pan ochmistrz mi zasłania dwórkę...
      Teściową koło pieńka, a wujka na górkę!
      Właśnie śnieżek jął padać i wszystko przyprószył,
      A kneź Dreptak do reszty urżnął się i wzruszył,
      I wybełkotał: - Ludzie! Hej, czy mnie słyszycie?
      Zasadźcie jeszcze kogoś tam, na samym szczycie,
      I fertig, można siadać do świętej wigilii!
      Lecz wszyscy albo zwiali, albo już nie żyli,
      Więc kneź, co był od wódki zupełnie zaczadział,
      Wylazłszy na choinkę - sam na szpic się nadział,
      Bo choinka bez szpica - to już jednak nie to!
      ... to dobrze, gdy dyktator jest również estetą!
      • grek.grek Re: Poetycznie na święta 25.12.14, 16:44
        poezja ulotna rozpraszająca te świąteczne schematy :]]
        dzięki, Barbasiu.
        • barbasia1 Re: Poetycznie na święta 25.12.14, 16:52
          Hehehehehe! :) Prawda!?

          Maj pleże! :)
    • grek.grek "Rozgrywka [The Score]" w TVN7 25.12.14, 17:26
      TVN7, 22:05

      gdybyście za[wiel]błądzili... ;]

      jest skok do zrobienia.
      jest paser, jest mistrz złodziejski, jest i pomocnik, który w istocie jest pomysłodawcą tej całej hecy.
      ofk, mistrz jest u progu emerytury - chce zerwać z fachem dla kobiety. tyle że w grę wchodzi dobre kilka milionów dolków, a co za tym idzie mistrz decyduje, że jednak się szarpnie po raz ostatni.

      znacie to ? :] no to obejrzyjcie raz jeszcze.

      akcja jest wartka, niuanse wygrane, a mistrza gra sam Robert De Niro, przypominający siebie z "Gorączki". i jak ? jesteście wstępnie zaciekawieni ?

      no to dodam jeszcze, ze partneruje mu Edward Norton, który cały czas, jak by to ująć... "lawiruje między rejestrami" - kiedy poznacie Briana, będziecie wiedzieli o co chodzi. Dla dwoistości Nortona skaczącego między "Brianem", a "Jackiem" - warto się skusić.

      a do tego jest w tym filmie naprawdę znakomicie wyprowadzona psychologia. puenta, finał pozornie wygląda na banalny, ale jeśli od początku zwrócicie uwagę na to, jak obaj protagoniści rozgrywają to między sobą i co De Niro mówi o znaczeniu "koncentracji", to dostrzeżecie w tym finale istną błyskotliwość :]

      kiedyś mówiliśmy już o tym filmie, ale pisząc o finale spojlerowałem, więc zero linków. Po prostu - obejrzyjcie :]

      a w tle Marlon Brando w roli pasera i jakże znakomicie prezenttująca się Angela Bassett w roli "damy serca" mistrza złodziejskiego fachu. a na domiar wszystkiego bardzo stylowe tło w postaci ulic, budynkow, bulwarów, skwerów rzadko portretowanego w kinie MOntrealu.

      dobre kino, w sam raz na święta ;]
    • maniaczytania "Służące" - sobota 25.12.14, 19:01
      to ja zapowiem już dziś - wielki hit na podstawie powieści Kathryn Stockett. W sobotę - TVP 1 - 20.25. W rolach głównych dwie panie, którym film trochę pomógł w karierze - Emma Stone i Viola Davis (nominacja do Oscara), a w drugoplanowych również dwie świetne, obydwie nominowane do Oscara, Jessica Chastain i Octavia Spencer, która ostatecznie tego Oscara zgarnęła.
      Ja się nastawiam na te 2,5 godziny, a książkę zaczęłam dziś czytać ;)
      • barbasia1 Re: "Służące" - sobota 25.12.14, 20:20
        Bardzo dobrze zrobiłaś! To samo miałam pisać. Też się szykuję na "Służące".

        Liczę, że przeczytawszy książkę, dopowiesz nam coś ciekawego!


        PS
        Ciekawe, jak się sprawuje Viola w dalszych odcinkach "Sposobu na morderstwo". :}
        • maniaczytania Re: "Służące" - sobota 26.12.14, 16:55
          książka czyta się właściwie sama ;) - już jestem za połową, pewnie dziś skończę (ma, bagatela! 580 stron!). Oczywiście, że chętnie dopowiem lub skoryguję albo napiszę, co zmieniono ;)

          PS - jakoś nie mam szczęścia do tego serialu, a to nie puszczą któregoś odcinka, a to któryś puszczą dwa razy, a to ja zapomnę ;)))
      • grek.grek Re: "Służące" - sobota 26.12.14, 15:31
        ale że w TVP... co im się stało ? :]
        • siostra_bronte Re: "Służące" - sobota 26.12.14, 15:33
          Chyba przez pomyłkę :)
          • grek.grek Re: "Służące" - sobota 26.12.14, 17:26
            może się nie zorientują ;]

            "Annie Hall" nam zakosili, to może chociaz to pokażą.

      • maniaczytania przeczytałam! Udało się :) 27.12.14, 12:33
        książka świetna, te prawie 600 stron poszło migiem jednak. Nie mogę się już doczekać wieczora - jeśli film będzie choć w połowie tak dobry - to będzie dobrze ;)
        • pani_lovett Re: przeczytałam! Udało się :) 27.12.14, 17:10
          maniaczytania napisała:

          > książka świetna, te prawie 600 stron poszło migiem jednak.

          Niesamowite!

          > Nie mogę się już doc
          > zekać wieczora - jeśli film będzie choć w połowie tak dobry - to będzie dobrze ;)

          Film został zauważony, doceniony wieloma nagrodami, więc wolno przypuszczać, że będzie dobry. :)
    • barbasia1 Świąteczne szaleństwa! 25.12.14, 20:08
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/56,114944,17172769,Oto_wasze_choinki__Prawdziwe__sztuczne__z_bombkami_i_bez,,62.html
      :)

      • siostra_bronte Re: Świąteczne szaleństwa! 26.12.14, 12:43
        :)
        • barbasia1 Re: Świąteczne szaleństwa! 26.12.14, 14:07
          Mam nadzieję, że tego kota właściciele nie umieścili na choince specjalnie do zdjęcia, tylko, że kot z miłości do choinki wskoczył na jej czubek.

          Kot mojej koleżanki też kochał choinkę - sosnę - ciągle chciał się na nią wspinać - musieli go stale pilnować, zamykać pokój w którym stała, kiedy wszyscy wychodzili z domu.

          :)
          • grek.grek Re: Świąteczne szaleństwa! 26.12.14, 15:30
            hehe, kot choinkowy ;]
            • pani_lovett Re: Świąteczne szaleństwa! 27.12.14, 17:16
              Właśnie! :)
    • siostra_bronte "Pokłosie" 26.12.14, 12:24
      Obejrzane wczoraj w tvp hd. Zgadzam się z Barbasią, film świetnie zrealizowany i emocjonujący. Ma słabe punkty, ale jako całość podobał mi się. Szkoda, że tak rzadko powstają u nas takie filmy, dotykające ciemnych stron naszej kultury i mentalności.
      • barbasia1 Re: "Pokłosie" 26.12.14, 14:19
        :)

        Świetnie!
        Później dopiszę kilka słów!
    • barbasia1 Muzycznie na święta 1 26.12.14, 14:00
      Gary Moore - "Over The Hills And Far Away"

      www.youtube.com/watch?v=UlZvGW-CWUw
      :)

      • barbasia1 Re: Muzycznie na święta 2 26.12.14, 14:02
        Someday We Will All Be Together - Claire Hamill (Vocal) do muzyki z kanonu D-dur Pachelbela!

        www.youtube.com/watch?v=EMGeaz-0kkc
        • grek.grek Re: Muzycznie na święta 2 26.12.14, 17:24
          rock z elementami celtyckiego [irlandzkiego] folku, a zaraz po nim lirycznie przy smyczku - Barbasiu, kompozycje i zestawienia są to znakomite :]
          • barbasia1 Re: Muzycznie na święta 2 26.12.14, 21:57
            Cieszę się, że Ci się podobają te utwory. :)

            "Some day ..." Clarie Hamill pierwszy raz dziś usłyszałam. A utwór nagrany został w latach 90.!
            • grek.grek Re: Muzycznie na święta 2 27.12.14, 17:04
              dobre są :] i dobrze je zestawiłaś. ciekawie :]
              • pani_lovett Re: Muzycznie na święta 2 27.12.14, 17:13
                Good! :)
    • barbasia1 Jest śnieg 26.12.14, 14:24

      Melduję, że na południu, na Górnym Śląski nad ranem spadł śnieg.

      Jak tam sprawa wygląda w innych regionach, Bronte, Maniu, jak tam w Warszawie? Greku, na Dolnym Śląsku?

      Już wczoraj wieczorem troszeczkę poprószyło. W świetnym momencie, wychodzimy z kościoła a tu nagle zaczyna prószyć, wszyscy, dzieci, dorośli cieszyli na ten widok , jakby pierwszy raz w życiu widzieli śnieg. ;)
      • siostra_bronte Re: Jest śnieg 26.12.14, 14:52
        Tutaj też :)
      • grek.grek Re: Jest śnieg 26.12.14, 15:29
        opady śniegu na DŚ : zero :] stan na 15:29 dnia dzisiejszego.
        • barbasia1 Re: Jest śnieg 26.12.14, 18:28
          Ufff! Wróciłam. :)

          grek.grek napisał:

          > opady śniegu na DŚ : zero :] stan na 15:29 dnia dzisiejszego.

          Hehehe!
          Dzięki za wieści! :)

          Będzie u u Was pewnie niedługo. Coraz zimniej się robi.
          • grek.grek Re: Jest śnieg 27.12.14, 17:03
            pewnie nie da się uniknąć.

            ale... już po nowym roku ma się znów ocieplić :] czyżby zima w tym roku miała być łagodna ?
            • pani_lovett Re: Jest zimno! 27.12.14, 17:14
              > ale... już po nowym roku ma się znów ocieplić :] czyżby zima w tym roku miała b
              > yć łagodna ?

              Taaak!? :) Byłam dziś na mieście, i strasznie zimno było...
              • siostra_bronte Re: Jest zimno! 27.12.14, 18:04
                U mnie było -5 stopni. Brr.
                • pani_lovett Re: Jest zimno! 27.12.14, 18:13
                  U mnie - 8 stopni!!!
                  Świąteczna kapusta z grochem zamarzła na balkonie. :)
      • maniaczytania Re: Jest śnieg 26.12.14, 16:53
        jest śnieg, nie za dużo, tak w sam raz ;)
        • barbasia1 Re: Jest śnieg 26.12.14, 18:29
          maniaczytania napisała:

          > jest śnieg, nie za dużo, tak w sam raz ;)

          To dobre wieści, Maniu! Dzięki! :)
    • siostra_bronte "Pół żartem, pół serio" 26.12.14, 20:27
      W niedzielę w tvn7 o 14.25. Czy trzeba pisać coś więcej?

      Greku, masz świetną okazję, żeby nadrobić tę kompromitującą zaległość!! :)
      • grek.grek Re: "Pół żartem, pół serio" 27.12.14, 17:02
        o, aż tak tragicznie źle ze mną nie jest ;] kiedyś oglądałem.

        ale fakt faktem, pamiętam niewiele, więc dzięki za przypomnienie, Siostro :}
        • siostra_bronte Re: "Pół żartem, pół serio" 27.12.14, 17:58
          Przyznałeś się, że pamiętasz "bardzo słabo" i to mi wystarcza, żeby Cię teraz dręczyć :)
          • grek.grek Re: "Pół żartem, pół serio" 28.12.14, 17:06
            haha :]

            będę musiał obejrzeć. jesli nie w TV, to na pewno w internecie. cenię sobie Twoje "dręczenia", bo
            zawsze prowadzą do znakomitych wrażeń filmowych.
    • grek.grek "ZŁap mnie, jesli potrafisz" [via TVN7] 27.12.14, 12:41
      bardzo dobra stylizacja na lata 60-te w Ameryce oraz opowieść o ciekawym człowieku.

      kanciarzu, mówiąc krótko ;]

      Frank Abagnale, tak się jegomośc nazywał. Ale nie tylko tak. Frank Williams czy Robert Black, to kolejne jego wcielenia.

      Kiedy miał 15 lat jego rodzice się rozwiedli, a Frank został zapytany przez adwokata przeprowadzającego rozwód, o to "z kim chce zamieszkać ?". DOznał szoku. Wybiegł z domu i już do niego wrócił. POszedł "na swoje", co w jego przypadku oznaczało karierę przestępcy.

      talent miał od dziecka. Już jako 14-latek z powodzeniem oszukiwał innych uczniów, że jest nauczycielem i prowadził lekcje :] Nieźle szło mu także organizowanie i przeprowadzanie wywiadówek z ich rodzicami.

      oczywiście, w końcu ktośgo demaskuje, wzywa rodziców, i tutaj następuje wymowna scena - matka jest milcząco oburzona, ale ojciec ukradkiem śmieje się do syna serdecznie, a Frank to podchwytuje.

      Jako drobny oszust Frank radzi sobie średnio. Decyduje więc przejśc na oszustwa dużej rangi. Pomaga mu zapamiętana uwaga ojcowska "Wiesz dlaczego Yankees wygrywają [w lidze baseballa] ? Bo gra u nich Mantle ? Nie... bo onieśmielają rywali swoimi strojami".

      Pilot linii lotniczym Pan American... Lekarz z dyplomem Harvarda... doktor prawa z Berkeley... FRank potrafi wcielić się w każdą rolę i być maksymalnie wiarygodny. Wie że znaczenie decydujące ma własnie strój wzbudzający zaufanie oraz odpowiednio dopasowany styl bycia, przede wszystkim nie wolno zdradzić się ze swoją ignorancją. A na tym polu jest prawdziwym mistrzem świata.

      Swój chłopięcy wygląd równoważy podrobieniem daty urodzenia w dowodzie osobistym. Dodaje sobie 10 lat.

      Za pilota mundurem - panny sznurem. Frank poznaje urodziwe dziewczyny i lata jako "drugi pilot", więc sterować samolotem nie musi. Umierając ze strachu trzyma się za plecami pierwszego pilota :] I pilnie przygląda się temu, co tamten robi. Może kiedyś się przyda. A Frank jest bardzo pojętny, błyskawicznie się uczy.

      Regularnie pobiera wypłatę z PAn Am, mimo że nie jest nawet zarejestrowany pilot, nie przeszedł żadnych egzaminów, a licencję ma podrobioną na okoliczność okazania, a nie figuruje ona w żadnej ewidencji. Cóż, nikt tego nie sprawdza...

      Jest sprytny. Niestrudzenie pracując i główkując, osiąga zadziwiającą biegłość w podrabianiu wszelakich dokumentów, specjalizując się w tym co najcenniejsze - w czekach na okaziciela. W ciągu 5 lat swojej kreciej działalności okrada banki na łączną sumę 4 milionów martwych prezydentów.

      Jako lekarz... nie leczy ":] Ma tytuł naukowy, przekonująco się prezentuje, więc zostaje zatrudniony na stanowisku ordynatora jednego z wydziałów i głównie przesiaduje w swoim gabinecie, kieruje swoimi podwładnymi i wykonuje odprawy. Administruje. kiedy zostaje wezwany do przypadku chłopca, który w wypadku rowerowym złamał nogę - z miną surowego profesora, maskując zmieszanie, wystawia na próbę młodych lekarzy, których ma pod swoją "pieczą". Słucha uważnie ich analiz i zaproponowanych rozwiązan, chwali oszczędnie i zostawia ich by wykonali zadanie. Odchodzi z powagą, ale za rogiem przyspiesza do galopu, bo widok pokiereszowanej nogi i krwi wywołal u niego odruch wymiotny domagający się natychmiastowej finalizacji.

      w szpitalu poznaje swoją narzeczoną. Naiwną, ale ładną i kochającą go Brendę. Jej ojciec jest prawnikiem, więc Frank znów udaje, żeby mu się przypodobać. Na obiad przychodzi jako jej chłopak, lekarz, co rodzicom ogromnie imponuje, ale zdając sobie sprawę z tego, że w końcu jego przyczółek szpitalny musi paść - Frank już przygotowuje nowe wcielenie i oznajmia, że oprócz tytułów medycznych ma także prawnicze :]

      Dlaczego facet trzymający w dwóch walizkach jakiś milion dolarów chce się wżenić w jakąs prostą rodzinę o irlandzkich korzeniach ? Odpowiedź jest banalna : on nigdy nie przestał być chłopcem, któremu rozwód rodziców zdekomponował dzieciństwo. Nieustannie pisze do ojca, pyta o matkę, czasami nawet z ojcem się spotyka. Kiedy widzi rodziców Brendy jak razem sobie w kuchni tańczą do straych przebojów... jest poruszony. Oto jego szansa na dom.

      problem w tym, że od dłuższego czasu ściga go FBI, na czele ze śledzczym Harangottym. Raz omal go nie dopadli - nakryli go w mieszkaniu, które wynajmował. Franka uratował fakt, że Harangotty nie wiedział jak on wygląda. Frank momentalnie wcielił się w postać agenta rządowego i zmylił kompletnie gościa z FBI. udał, że on też ściga Franka O Wielu Nazwiskach i ten Frank właśnie przed chwilą stąd uciekł.

      Harangotty daje się nabrać. po kwadransie spostrzega własną pomyłkę, ale jest za późno. Jedyny plus jest taki, iż wie jak wygląda przeciwnik. I chyba od tego momentu czuje też do niego sympatię. Frank jest takim Aresenem Lupinem, nie zabija nikogo, nie posługuje się przemocą, jest aksamitnym kryminalistą.

      kiedy Harangotty wpada na to, że Frank musi być młodszy niż się przedstawia, i zaczyna iśc tropami dzieci, które znikły z domów - dociera do matki Franka [teraz w nowym związku, z eks-najlepszym przyjacielem męża]. I trafia w punkt. Już wiadomo kogo ścigać.

      Matka nie ma pojęcia o synowskich wyczynach. Kiedy Harangotty informuje ją : "Pani syn jest oszustem", ona chce uregulować należności. Biegnie po portfel. Ostatecznie, no ile mógł ukraśc niesforny 17-latek ? Wtedy Harangotty otrzeźwia ją "Chodzi o prawie 4 miliony dolarów, łaskawa pani" :]] przekomiczna scena.

      Frank otwiera się przed swoim przyszłym teściem. Wyznaje, że nie ma żadnych tytułów i osiągnięć naukowych - "jestem nikim, ale kocham bardzo pańską córkę". A teść go zaskakuje - "Jesteś do mnie podobny... też jesteś romantykiem". Trudno orzec na ile Frank kocha Brendę, a na ile widzi w swoim teściu szansę na zajęcie nowego miejsca w życiu...

      tak czy siak - agent Harangotty ze swoją ekipą wparowują na przyjęcie zaręczynowe w domu rodziców Brendy i Frank musi się salwować ucieczką przez okno na piętrze, unosząc obie walizku z dolarami. Zdezorientowanej Brendzie wyznaje całą prawdę i prosi o spotkanie. Za dwa dni w Miami. "Ucieknij ze mną, jesli mnie kochasz", proponuje.

      Owszem, Brenda zjawia się w umówionym miejscu pod terminalem lotniczym, ale nie sama. Frank wprawnym okiem oszusta, siedząc w samochodzie i w wielkich ciemnych okularach na nosie, ocenia że cały teren jest obstawiony zakamuflowanymi agentami FBI. wycofuje się.

      już wie, że w Ameryce jest spalony, zapewne wszyscy mają już jego zdjęcia. Chce wyjechać z kraju, ale jak to zrobić ?

      Wpada na pomysł życia. Znów wdziewa mundur pilota Pan American. I pojawia się na lotnisku, pod czapką i w okularach przeciwsłonecznych. Lecz.. NIE SAM. Dzień wcześniej, w jakimś miasteczku, przeprowadza wśród miejscowych panien casting na stewardessy. Otacza się nimi szczelnie i w takiej obstawie przechodzi przez hall lotniska, na którym aż roi się od agentów. Dlaczego go nie zlokalizowali ? Dlaczego nie wzbudził ich podejrzeń ? Bo go... nie zauważyli :] Grupa urodziwych dziewczyn na obcasach i w spódniczkach zupełnie odwróciła od niego uwagę. Jeden Harangotty, który zapewne i tak by go zobaczył i wyłapał - akurat telefonował i Frank przeszedł mu tuż za plecami.

      Ofk, Frank nie byłby sobą gdyby nie zostawił dla agenta informacji o swojej triuimfalnej ucieczce. Jakiej ? po prostu zamówił taksówkę pod lotnisko. Siedzący w niej młody chłopak wzbudził podejrzenia agentów, ale kiedy wywlekli go z szoferki okazało się, że : a] nie jest to Frank, b] taksówkarz dostał kurs po odbiór z lotniska kogoś o nazwisku "Haragnotty" :] agent doskonale wie, że to info od Franka. Patrzy w górę na samolot właśnie odlatujący...

      FRank ucieka do Francji. Agenci wpadają na jego trop tylko dlatego, że matka Franka, podczas wywiadu jaki z nią przeprowadzili, wspomniała o prowincjonalnym miasteczku francuskim, związanym w jakiś sposób z historią ich rodziny.

      we Francji Frank działał równie prężnie co w Ameryce. Policja jednak nie była w stanie go wytropić. Dokonuje tego agent Harangotty.
      • grek.grek Re: "ZŁap mnie, jesli potrafisz" [via TVN7] 27.12.14, 13:04
        znajduje FRanka w starym magazynie, który Abagnale przerobił na wytwórnię fałszywch czeków. Agent ostrzega Franka, że przed lokalem stoi tysiąc policjantów pod bronią i w zasadzie nie ma szans, żeby uciekł. Jedyna jego szansa, to dac się zakuć w kajdanki i wyjśc razem z nim - wtedy nic mu nie zrobią. Magazyn nie ma okien, więc Frank nie może sprawdzić czy agent go nie wkręca. Harnagotty nie ma broni, wygląda na pewnego siebie, i nie przeszkadza Frankowi, gdy ten zmierza do wyjściowych drzwi...

        i tak oto Frank pada ofiarą własnej taktyki. Mowa ciała i olimpijski spokój agenta mylą go do reszty. "Tysiąc policjantów ? przecież dzisiaj Wigilia ! Na taki numer chcesz mnnie nabrać ?", kpi Frank, ale
        waha się, agent jest taki opanowany... I kapituluje. Sam zakłada sobie kajdanki.

        A przed drzwiami nikogo nie ma. Jesli nie liczyć grupy ludzi, ktora śpiewa kolędy pod kościołem stojącym tuż obok. Dopiero po dłuższej chwili pojawia się wóz z policjantami.

        a więc Harangotty łapie Franka.
        transportuje go samolotem do Ameryki.

        z samolotu Frank ucieka :] jak ? na tyle doskonale poznał budowę samolotu, że odkrył iż przez wykręcając sedes klozetu można się przecisnąć i jak lord wysiąść z luku bagażowego tuż nad kołami. Tak więc, Frank wychodzi niby to do łazienki, potem agenci konstatują ze zdumieniem że nie ma go w środku, mimo że łazienka zamknięta była od wewnętrz; orientują się w jaki sposób dał dyla, a następnym obrazkiem jaki widzą jest Frank wysiadający sobie znad koła zatrzymującego się właśnie na płycie lotniska samolotu, którym lecą.

        wpada chwile później. postanowił odwiedzieć matkę. zimno, śnieg, a on tak w samej koszulinie stoi za oknem i widzi jak matka i jej nowa rodzina świętują pod choinką. Oni go nie widzą. Do okna podchodzi tylko mała dziewczynka i wymienia z Frankiem nieme pozdrowienia. to jego przyrodnia siostra. Rodzina, która mógł mieć ? Nigdy nie wyszedł z tej traumy jaką był rozpad tej pierwszej i właściwej, nigdy nie przestał pragnąć mieć swojej rodziny, nigdy nie przestał być dzieciakiem, który nie tyle kradnie i oszukuje, co po prostu realizuje jakąś przygodę.

        w takim stanie ducha nie jest nawet specjalnie zafrapowany tym, że za jego plecami wyrasta kilka policyjnych wozów na kogutach.

        Dosatje 12 lat więzienia.

        Pewnego razu odwiedza go Harangotty. Przynosi prezent, w postaci komiksów, ktre Frank pasjami uwielbia. I prosi o pomoc w śledztwie dotyczącym fałszowania czeków. Frank popisuje się dedukcją godną Holmesa.

        Harnagotty proteguje go u swoich szefów. Frank dostaje propozycję pracy jako pomocnik FBI. w dziale przestępstw finansowych. Zamiast więziennego pier.dzenia w pasiak - praca dla rządu. FRank przystaje na ten deal.

        zajmuje się tym, na czym zna się lepiej niż ktokolwiek inny. Ogląda lewe czeki i sporządza opinie, które pomagają agentom łapać przestępców, ale i przyczyniają się do opracowywania coraz lepszych metod ochrony czeków przed możliwościami ich podrobienia.

        Chce raz jeszcze uciec, owszem. 10 godzin na stołku, przy papierzyskach... Lepsze to niż odsiadka więzienna, ale w żaden sposób nie lepsze niż życie na wolności. Podczas przerwy na lunch Frank wychodzi i zmierza na lotnisko. Harnagotty orientuje się w sytuacji i jedzie za nim. NIe chce mu przeszkadzać, chce żeby Frank sam podjął decyzję. Jesli ucieknie i zostanie złapany - drugiej szansy nie dostanie, a wyrok tym rfazem będzie bardzo wysoki.

        I Frank decyduje by zostać. Następnego dnia rankiem, kiedy już wielu zaczyna wątpić w to, by się zjawił, a jeden Harngotty zapewnia, że "on przyjdzie" - Frank rzeczywiście przychodzi [na poranną odprawę].

        Skorzystał z szansy.

        W dopowiedzi przeczytać można, że facet dorobił się rodziny z trójką dzieci, został światowym autorytetem w dziedzinie ochrony dokumnetów bankowych przed fałszerstwami. agent Harnagotty również miał rodzinę, dzieci [taki rodzinny film się zrobił, hehe]. On i Frank pozostali bliskim przyjaciółmi.

        czyż nie pokrzepiająca story ? ;]
        • grek.grek Re: "ZŁap mnie, jesli potrafisz" [via TVN 27.12.14, 13:18
          trailer :
          www.youtube.com/watch?v=hFj3OXVL_wQ

          rzecz wyszła z :"fabryki przebojów" Stevena Spielberga, który bez pudła obsadził Leonarda Dio Capria w głównej roli, a Toma Hanksa w roli agenta.

          Di Caprio pasuje doskonale do swojej postaci, co wg mnie jest dość rzadkie w jego aktorstwie. Zauwazyliście ? jaka jest postać którą grał Di Caprio, a którą można zapamiętać dla niej samej, a nie z tego powodu, że Leo ją grał ? Nawet ten chłopak z "Titanica", to bardziej jest "Leo" niż... Jack. chyba Jack ? :] no właśnie...

          z tego powodu, wg mnie, Leonardo raz lepiej trafia w rolę, a raz gorzej, bez względu na to, jak dobrym jest aktorem. Tutaj wcelował idealnie, a raczej NIM wcelowano idealnie :]

          Frank Abagnale zaczyna mając 15 lat i kończy mając 20, zatem cały czas jest chłopcem, który czasami udaje dorosłego. I Di Caprio odgrywa to perfekcyjnie. nakręca tym lawirowaniem cały film.

          Hanks nosi okazałe pingle i przynajmniej częściowo nie przypomina siebie z tych wszystkich "oscarowych ról", dzięki czemu ogląda się go z satysfakcją.

          film jest w istocie ciągiem zgrabnie połączonych epizodów, sekwencji. Płynnie na siebie zachodzą, zazębiają się i stanowią swoistą kronikę burzliwej pięciolatki z życia bohatera.

          relacja Franka i agenta Harangotty'ego przypomina tę z filmu "Heat", a z klasyki oczywiście "Zbrodnię i karę" czy filmowego "Kieszonkowca", gdzie policjant gania swojego złoczyńcę, ale jednocześnie czuje do niego sympatię, pragnie jego nawrócenia, wierzy w jego "lepszą stronę". Tutaj "zbrodnia" jest aksamitna i w sumie wesoła, "kara" też nieprzesadna, zas happy end niewątpliwy. Całośc zaś przypomina bardziej przypowieść z morałem niż kryminał pełną gębą.

          ogląda się z przyjemnością, o tym Was mogę zapewnić :]
          • siostra_bronte Re: "ZŁap mnie, jesli potrafisz" [via TVN 27.12.14, 16:11
            Dzięki, Greku :)

            Podchodziłam do tego filmu ze dwa razy. Ale nijak nie potrafiłam się wciągnąć. Do tego Leo, jak dla mnie wyjątkowo tutaj irytujący. No, nic nie poradzę :)

            Historia rzeczywiście ciekawa, ale muszę przyznać, że nie potrafię z siebie wykrzesać sympatii do bohatera :)
            • grek.grek Re: "ZŁap mnie, jesli potrafisz" [via TVN 27.12.14, 17:55
              cala przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

              hehe, no tak to już jest, albo się człowieka ogląda albo nie da się go oglądać ;]]

              bohater trochę dzieciakowaty i "taki amerykansky", ale jednocześnie ma w sobie taki jakiś
              rys zuchwałości, którą można, wg mnie, polubić; no i odmalowany jest jako prosty chłopak,
              który przede wszystkim mocno przeżył rozpad swojego rodzinnego domu. to też, tak sądzę,
              działa na plus. ostatecznie... pare sfałszowanych czeków, na raptem 4 miliony.. cóż to tam
              za przestępstwo ;]
        • pani_lovett Re: "ZŁap mnie, jesli potrafisz" [via TVN 27.12.14, 18:39
          Widziałam kiedyś ten film. Zapamiętałam właśnie scenę spektakularnej ucieczki Franka spod nosa FBI na lotnisku w obstawie pięknych stewardess. :).

          Podzielam Twoją opinię, że Leonardo Di Caprio pasuje doskonale do postaci Franka.
          Świetnie ją odegrał.
          Dobry film.
          • grek.grek Re: "ZŁap mnie, jesli potrafisz" [via TVN 28.12.14, 17:05
            brawo, Barbasiu :]

            własnie, u Leonarda to chyba klucz do wszystkiego - jesli fizycznie, twarzowo do roli nie pasuje, to nie da rady nic z tym zrobić.

            "Titanic", "Niebiańska plaża", "Złap mnie..." - idealnie dobrane twarze.

            chociaż, jak pamiętasz, zgadzaliśmy się [ z grubsza ], że w "Django" grając dorosłego zupełnie plantatora - świetnie się zaprezentował, łapiąc w lot tarantinowską konwencję.

            • barbasia1 Re: "ZŁap mnie, jesli potrafisz" [via TVN 29.12.14, 17:42
              > "Titanic", "Niebiańska plaża", "Złap mnie..." - idealnie dobrane twarze.
              "Co gryzie Gilberta Grape'a" itd.

              Leonardo ma wiele dobrych ról na swoim koncie.

              > chociaż, jak pamiętasz, zgadzaliśmy się [ z grubsza ], że w "Django" grając dor
              > osłego zupełnie plantatora - świetnie się zaprezentował, łapiąc w lot tarantino
              > wską konwencję.

              Tak, akurat w tej kwestii byliśmy jednomyślni. :)
    • siostra_bronte "Życie za życie" (1) 27.12.14, 16:29
      Obejrzane po nocy w Ale kino. Film Alana Parkera z 2003r. Sprawnie opowiedziany thriller z dobrą obsadą.

      Profesor filozofii David Gale (Kevin Spacey) zostaje oskarżony o gwałt i zabójstwo swojej współpracowniczki i przyjaciółki Constance (Laura Linney). Wszystkie dowody świadczą przeciwko niemu. Gale zostaje skazany na karę śmierci. Adwokatowi udaje się odwlekać egzekucję przez kilka lat, aż w końcu wszystkie możliwości zostają wyczerpane i Gale ma zostać stracony za kilka dni.

      Sprawa Gale'a wywołuje wielkie zainteresowanie opinii publicznej. Jest tym ciekawsza, że Gale był znanym przeciwnikiem kary śmierci i razem z Constance aktywnie działał na rzecz jej zniesienia w Teksasie.

      Pewna gazeta dostaje propozycję wywiadu z Gale'm za cenę pół miliona dolarów. Gale prosi, żeby przyjechała do niego dziennikarka Bitsey Bloom (Kate Winslet), widocznie z jakichś powodów ma do niej zaufanie. Bloom wyraźnie ma opory moralne, żeby rozmawiać z mordercą, który jeszcze dostanie za to dużą kasę. Ale dostaje polecenie od szefa i jedzie ze swoim asystentem do małej mieściny w Teksasie, do więzienia, gdzie przebywa Gale.

      Bitsey ma trzy dni na przeprowadzenie wywiadu, po dwie godziny dziennie. Czwartego dnia Gale zostanie stracony. Dziennikarka jest od początku negatywnie nastawiona do Gale'a, ale jak można się tego domyślać, z czasem zmienia o nim zdanie. Gale opowiada jej swoją historię.

      Problemy Gale'a zaczęły się od oskarżenia go o gwałt na byłej studentce. Dziewczyna wycofała pozew, ale skandal spowodował, że Gale stracił pracę i swoją pozycję. Odeszła od niego żona, zabrała ze sobą synka i wyjechała do swojego kochanka w Hiszpanii, z którym od dawna miała romans. Życie Gale'a legło w gruzach. Z trudem znajduje podrzędną pracę w jakiejś sieciówce z fast foodem. Może liczyć tylko na przyjaźń Constance.

      Przypadkiem Gale dowiaduje się, że Constance jest chora na białaczkę. Ma do niej pretensje, że mu o tym nie powiedziała. Ale Constance nie chciała jego współczucia. Kiedy Gale pyta ją, czy czegoś żałuje w swoim życiu, ta odpowiada ze śmiechem, że miała za mało seksu :) W obliczu śmiertelnej choroby Gale wychodzi z roli przyjaciela i proponuje Constance wspólną noc.

      Po jakimś czasie Gale zostaje aresztowany za gwałt i zabicie Constance. Jej nagie ciało, z torebką na głowie zostaje znalezione w mieszkaniu przez gościa z gazowni. Gale nie wydaje się zaskoczony, tak jakby czekał na aresztowanie. Dowody świadczą przeciwko niemu. Jego DNA jest na ciele Constance i torbie na głowie.

      Bitsey jest coraz bardziej przekonana, że Gale jest niewinny. Ma coraz mniej czasu, żeby to udowodnić. Wraz z asystentem odwiedza dom Constance, gdzie obecna właścicielka, ubrana w stylu gotyckim, urządziła "muzeum Gale'a". Na podłodze widać obrysowany ślad ciała ofiary, a obok stoi statyw, co oznacza, ze ktoś sfilmował morderstwo. Bitsey i i jej asystent szukają jakichś tropów, ale niczego nie znajdują.

      Akcja przyspiesza, kiedy wieczorem Bitsey znajduje w swoim pokoju w motelu kasetę. I tak, to kaseta na której widać nagą Constance, leżąca na podłodze kuchni z rękami w kajdankach, z workiem na głowie, jeszcze próbującą się uwolnić. Bitsey jest oczywiście w szoku. Kto i dlaczego podrzucił tę kasetę? Podejrzenia padają na dziwnego osobnika, wyglądającego jak kowboj, który od początku ich śledzi. Kim on jest?

      Rano dziennikarka doznaje nagłego olśnienia, kiedy jej asystent zostawia ręcznik na podłodze łazienki. W kuchni Constance gumowe rękawiczki, które zapewne nosił morderca, były dokładnie odłożone na kuchenny blat. To wydało się Bitsey dziwne. Jedzie ponownie ze swoim asystentem do muzeum i "odgrywa" rolę Constance. Zakleja usta taśmą, naciąga plastikowy worek na głowę, nakłada kajdanki na ręce. Asystent ma mierzyć czas, jak długo Bitsey wytrzyma zanim nie zacznie się gwałtownie poruszać. Jak Constance na kasecie. Wygląda to dramatycznie, ale Bitsey udowadnia, że Constance mogła zrobić to sama!

      Bitsey i jej asystent dedukują, że Constance wszystko zaplanowała. Wiedziała, że umrze i chciała wykorzystać swoją śmierć dla idei, o którą walczyła. Dowiadują się, od adwokata Gale’a, że ów kowboj to zapewne przyjaciel Constance, Dusty, również aktywny przeciwnik kary śmierci. Bitsey dochodzi do wniosku, że to Dusty nagrał samobójstwo Constance, a kaseta miała być ujawniona po oskarżeniu Gale’a o tą zbrodnię. To miał być argument przeciwko karze śmierci, bo skazano by niewinnego człowieka.

      Tu pojawia się pytanie, skąd Gale w tej historii. Czyżby Constance i Dusty chcieli go wrobić, bez jego wiedzy? Jakoś trudno w to uwierzyć. Co bystrzejsi widzowie wiedzieli już chyba co się święci, ale przyznam, że jeszcze nie mogłam się połapać o co chodzi :)
      • siostra_bronte "Życie za życie" (2) 27.12.14, 16:32
        Według Bitsey to Dusty, jako fanatyk postanowił wstrzymać ujawnienie kasety aż do śmierci Gale’a. Stracenie niewinnego człowieka zrobiłoby znacznie więcej dla sprawy, niż tylko niesłuszne skazanie. Bitsey jest pewna, że Dusty ma gdzieś u siebie oryginał kasety, może z dłuższym nagraniem.

        Asystent wywabia Dusty’ego z domu pod pretekstem rozmowy o kasecie, a Bitsey w pośpiechu przeszukuje jego dom. I to wydaje się mocno naciągane, żeby facet trzymał tak ważną rzecz, dowód swojego przestępstwa (ukrycie prawdy o zbrodni) w domu. No, ale idźmy dalej. W końcu Bitsey znajduje kasetę i z przerażeniem ją ogląda. Widzimy Constance, która metodycznie zakleja sobie usta, nakłada worek itd. Dokładnie tak jak robiła to Bitsey. Na końcu widzimy Dusty’ego, który całą rzecz nagrywał. Zszokowaną dziennikarkę asystent wyciąga z domu, bo Dusty nie pojawił się na spotkaniu i w każdej chwili może wrócić. Ale okazuje się, że facet siedzi w swoim samochodzie i z oddali spokojnie wszystkiemu się przygląda. Czyli chciał, żeby Bitsey znalazła kasetę?

        Bitsey jedzie do więzienia gdzie ma zostać stracony Gale. Zostaje coraz mniej czasu. Na nieszczęście w samochodzie zabrakło benzyny i Bitsey sprintem biegnie do więzienia. Pozostają już tylko minuty. To się nazywa suspens :) Kiedy w końcu Bitsey dobiega do tłumu ludzi czekających pod więzieniem jest już za późno. Gubernator ogłasza, że Gale został stracony. Bitsey wpada w rozpacz.

        Wkrótce w internecie pojawia się film z samobójstwem Constance. To pewnie zasługa Bitsey. Można się domyślać, że Bitsey opublikowała wywiad ze stosownym post scriptum, ujawniającym prawdę z kasety. Oczywiście robi się skandal, gubernator musi się tłumaczyć, a policja ściga Dusty’ego. Ale ten przy wyjeżdża do Hiszpanii z walizką pieniędzy, które Gale dostał za wywiad. I to jest trochę naciągane, że udało mu się uciec.

        Co było dalej? Bitsey dostaje paczkę (zapewne wysłaną przez adwokata), a w niej owieczkę, ulubioną maskotkę synka Gale’a. Z liścikiem, że to jest „klucz do prawdy”. Bitsey rozcina pluszaka, a w środku znajduje kasetę. Przerażona zamyka się w pokoju i ogląda nagranie. To tylko kilka sekund. Nad ciałem martwej Constance stoi …Gale! Dotyka z rozmysłem torebki na głowie Constance. Czyli był tam, uczestniczył w całej akcji. Chciał zostać aresztowany i stracony, bo jego życie nie miało już dla niego sensu. Gdyby chciał się uratować, to Dusty ujawniłby kasetę wcześniej. Ale śmierć niewinnego człowieka zrobiłaby znacznie więcej dla sprawy.

        Dlaczego Bitsey dostała tę kasetę? Czy Gale chciał, żeby nie obwiniała się o jego śmierć, bo i tak tego chciał? Trochę to ryzykowne, bo założył, że Bitsey pozostawi to dla siebie, a to jednak dziennikarka. No i ewidentnie ją oszukiwał w czasie wywiadu, bo przecież znał całą prawdę a Bitsey wmawiał, że ktoś go wrabia. W dodatku postępowanie Gale’a i jego wspólników jest co najmniej dwuznaczne moralnie. Bo o swoje idee walczyli przy pomocy oszustwa (jakiś paragraf na to na pewno by się znalazł).

        Na końcu widzimy Dusty’ego, który w Hiszpanii odnajduje żonę Gale’a i przekazuje jej walizkę z pieniędzmi (zapewne Gale’owi chodziło o przyszłość syna).

        Uff, nieźle pokręcona historia. Może i mało prawdopodobna, ale trzyma w napięciu, a końcowe twisty są zaskakujące. Przyznam jednak, też nie wszystko jest dla mnie jasne :) A gdyby Bitsey zdążyła z kasetą przed egzekucją? Misterny plan ległby w gruzach. Wątpliwości jest więcej, ale film i tak wciąga.

        Co do obsady, to jak zwykle znakomicie wypadają Kevin Spacey (chociaż nie zaskakuje w tej roli) i Laura Linney. Tylko Kate Winslet wydaje się obsadową pomyłką, jej Bitsey jest stanowczo zbyt egzaltowana jak na dziennikarkę.

        Tutaj trailer:
        www.youtube.com/watch?v=BnbNu4vl2Q0
        • grek.grek Re: "Życie za życie" (2) 27.12.14, 17:51
          dzięki, Siostro, za świetną opowieść :]

          znam ten film, jest znakomity. tytuł mi się zawieruszył, ale już po pierwszym akapcie wiedziałem
          o który film chodzi. I od razu przypomniałem sobie ten szalony bieg Kate Winslet, tupiącej
          cięzkimi butami o asfalt.

          owszem, w kilku miejscach - tak jak zauważyłaś - scenariusz wygina się śmiało ciało :], ale jeśli
          przymnknąć na to łaskawe oko, to wyłania się naprawdę frapująca historia.

          Constance, Gale i kowboj działali w zmowie, idea była słuszna, Constance nie miała nic do stracenia, bo
          i tak chorowała na zaawansowanego raka, a Gale nie mógłby chyba żyć bez niej. Niezwykła jest rozmowa, do której dochodzi między nimi, jesli dobrze pamiętam w ogrodzie jej domu.

          clue stanowi sposób w jaki zmanipulowali opinię publiczną, tak aby Gale mógł umrzeć i dać przeciwnikom kary śmierci niebagatelny oręż do dalszej walki.

          a na wszystko to nakłada się segment detektywistycznej roboty jaką wykonuje dziennikarka BItsey. zgadzam się z Tobą, że Kate Winslet momentami wygląda jakby ją ponosiło, ale... czasami to działa na korzyśc filmu, dodaje mu kolorów :] tak mi się wydaje.

          duet Linney-Spacey, mnie z kolei wydał się trochę posągowy, dwójka idealistów z misją do wypełnienia. Trochę zabrakło pogłębienia tych postaci, ale ewidentnie widać było, że reżysera interesuje przede wszystkim wątek śledczy. takie odnosiłem wrażenie, a Ty ?

          jakkolwiek - świetna opowieść, ważny film, dzięki :]
        • pani_lovett Re: "Życie za życie" (2) 27.12.14, 18:02
          Dzięki. Przeczytałam. :)
          • siostra_bronte Re: "Życie za życie" (2) 27.12.14, 18:02
            Cieszę się :)
    • pani_lovett Zmał Stanisław Barańczak 27.12.14, 17:25
      Na Barańczaku uczyliśmy się nieufności do mowy złotoustych z lewa, z prawa , także i tych ze środka...

      • pani_lovett Zmarł Stanisław Barańczak 27.12.14, 17:26
        Na Barańczaku uczyliśmy się nieufności do mowy złotoustych z lewa, z prawa , także i tych ze środka...
        • grek.grek Re: Zmarł Stanisław Barańczak 27.12.14, 17:58
          na każdego pora w końcu przychodzi. cała nadzieja, że szkoły chętnie będą sięgać po takich
          poetów, co by pokolnie stechnicyzowanie ducha nie utraciło [tak już kompletnie oraz całkowicie].
          • pani_lovett Re: Zmarł Stanisław Barańczak 27.12.14, 18:09
            Tak.

            W mojej niewielkiej kolekcji mam autograf Stanisława Barańczaka, który kiedyś osobiście zdobyłam na pewnym spotkaniu.
            • grek.grek Re: Zmarł Stanisław Barańczak 28.12.14, 17:03
              o, cenna pamiątka.
              • barbasia1 Re: Zmarł Stanisław Barańczak 29.12.14, 17:38
                Właśnie, zwłaszcza, że osobiście zdobyta. :)
                • grek.grek Re: Zmarł Stanisław Barańczak 30.12.14, 13:50
                  selfie też bylo ? ;]

                  mnie się udało zdobyć kiedyś autograf śp Kazimierza Górskiego. to znaczy, ojciec zdobywał, a ja się gapiłem bezmyślnie, bo miałem wtedy może 6 lat ;] mnie się udało tylko bezmyślnei spienięzyć ten autograf dekadę później.
    • grek.grek Dexter sez 8 odc 6 28.12.14, 12:10
      Barbasiu, nadążasz ? :]

      5 odc. kończył się oczekiwaną likwidacją prześladowcy dr Vogel i naprawą stosunków między Dexterem, a Debrą.

      W 6 odcinku istotną postacią staje się Zach Hamilton. Jego ojciec jest podejrzany w sprawie zabójstwa Normy Rivery, z którą miał romans pozamałżeński. Dexter szybko się orientuje, że to raczej Zach ma więcej za uszami. Tatuś to tylko babiarz, syn... to być może morderca. POlicja nic na Zacha nie ma, był świadek, który widział jego porsche w okolicy domu Rivery w dniu zabójstwa, ale tak szybko jak się uruchomił, tak szybko tenże świadek odmówił jakichkolwiek oficjalnych zeznań.

      Dexter upatruje w Zachu swojej następnej ofiary - czyli kogoś, kto jest winny, ale umyka wymiarowi sprawiedliwości i trzeba to załatwić po swojemu. Aby znaleźc dowody przeciw Zachowi - śledzi go.

      Widzi jak Zach z zapałem fotografuje okolice miejsc wypadku samochodowego. "Przyciąga go krew", monologuje Dexter. A potem widzi jak Zach odwiedza... dr Vogel.

      Dexter dowiaduje się od niej,że Zach - na prośbę ojca - odbywa u niej terapię psychologiczną. Kiedy Vogel dowiaduje się o planach Dextera wobec Zacha, upomina go że nie ma dowodów przeciw chłopakowi. Vogel wyraźnie jest mniej życzliwa dla Dextera. Cóż, zagrożenie minęło, trochę przestał jej być niezbędny.

      Debra Morgan wraz z Elwayem, swoim szefem w firmie detektywistycznej, zajmuje się sprawą szwagra tegoż szefa. Ponoć to romansiarz i zdradza siostrę. Debra dokonuje prowokacji, czyli próbuje wyrwać tego szwagra, a szwagier ochoczo się angazuje, Elway nagrywa wszystko z ukrycia i ma dowód na to, że szwagier jest niewierny. Robi mu awanturę, a potem każe zerwać zaręczyny. Debra jest zdziwioną tak agresywną reakcję kolegi, a ten wyjaśnia, że oprócz dbałości o dobre imię swojej siostry... był zazdrosny o samą Debrę. Na coś się tutaj zanosi.

      Kolejne morderstwo. Młoda dziewczyna, Kubanka. Na progu jej własnego domu. Dexter zbiera ślady, jak przystało na laboranta policyjnego. Niespodziewanie zauważa jak Zach robi zdjęcia z daleka. Postanawia go zaprosić na miejsce zbrodni. Chce go wybadać. Zach zna Dextera, z pierwszej wizyty policji w domu jego ojca. Teraz jest zaaferowany, robi fotki, wszystko ogląda. Dexter obserwuje go z zaciekawieniem - Zach zachowuje się dokładnie tak jak on sam kiedy był mlody. Czy Zach ma ten sam gen co Dexter ?

      Dexter tłumaczy mu jak zginęła dziewczyna, a Zach jest zdumiony i zachwycony tym, że Dexter umie to wszystko odczytać ze śladów krwi. Kiedy Zach już się zbiera do odejścia, Dexter zamawia u niego odbitki zdjęć, które właśnie zrobił. To pretekst by odwiedzić Zacha w jego mieszkaniu.

      A mieszkanie to przypomina jedno wielkie studio fotograficzne. Dexter udaje poczciwca życzliwego, a w istocie rozgląda się czujnie. Zauważa zdjęcie jakiejś dziewczyny. "Jesli Zach jest mordercą, to może być jego kolejna ofiara", monologuje w głowie. Jesli zaś Zach zabił także Normę Riverrę, to jej też powinien wcześniej zrobić zdjęcie. Musi gdzieś tu być...

      Śledzi więc Dexter nadal Zacha, ale natrafia na pewne problemy.

      Oto sierżant Batista wybiera na nowego sierżanta nie Quinna, którego tak protegował, ale czarnoskórą Miller. Quinn jest rozczarowany i zdziwiony. Sądzi, że przyczyną takiej decyzji było to, że nie rozwiązał dotąd sprawy zabójstwa Rivery. A jako że podejrzanym jest Zach - Quinn zaczyna go śledzić. Dexter ma więc kłopot, bo Quinn włazi mu w paradę.

      Na pierwszą obserwację Dexter zabiera się z Quinnem, który niebezpiecznie kręci się wokół stosunków Dextera z siostrą i przedziwnych wyznań Debry, jakoby zabiła sierżant LaGuerte. Były prawdziwe, ale na tyle niewiarygodne, a ona sama pijana, że Quinn nie uwierzył, chociaż na pewno zastanowiły go. Dexter uspokaja,że Debra miała trudny okres, dlatego się kłocili i plotła bzdury. Coś mi się jednak zdaje, że Quinn jeszcze tutaj nieźle namiesza.

      Obserwują więz Zacha, który robi w parku zdjęcia dziewczynom ćwiczącym aerobik. Quinn uważa, że to chore, ale Dexter w skrytości ducha wie, że to bardzo logiczne. Oto bowiem wśród ćwiczących znajduje się ta dziewczyna z fotografii, którą widział u Zacha. Czyżby Zach chciał ją zabić ? To ją teraz fotografował.

      Dexter zapamiętuje numer jej samochodu i sprawdza w policyjnym rejestrze. Dziewczyna nazywa się Sophia Fuentes, pracuje w klubie jachtowym prowadzonym przez Hamiltonów.

      Włamuje się więc Dexter do mieszkania Zacha, pod nieobecność właściciela. I znajduje fotografie martwej Rivery. Po śladach krwi Dexter orientuje się, że są to zdjęcia dopiero co zabitej dziewczny. Na jednym z tych zdjęć Zach odbija się od lustra - ma w ręku nóż. To są już konkretne dowody na to,że to Zach zabił Riverę.

      Dexter zanosi te dowody do Vogel i zapowiada, że zabije Zacha. Vogel niespodziewanie informuje go,że Zach wyznał jej wszystko już na pierwszej sesji. "NIe powinieneś go krzywdzić, on ma POTENCJAŁ", powiada Vogel do Dextera. I proponuje mu... "Nauczmy Zacha Kodeksu Harry'ego". Dexter oponuje, ale Vogel naciska "Co by było, gdybyśmy ciebie nie nauczyli ? Dlaczego odmawiasz tej szansy Zachowi ?".

      W międzyczasie Dexter próbuje randkować ze swoją nową sąsiadką, z którą stara się go spiknąć jego opiekunka do dzieci. Rozmowa się jednak nie klei, bo wprawdzie Cassie jest miła, ale Dexter nie może jej nic opowiedzieć o swoim życiu. Oddany tatuś, dobry pracownik, który lubi swoją robotę, czasami wyprawia się jachtem w ocean. Ona słucha i... kilka dni później Dexter spotyka ją na przyjęciu urodzinowym opiekunki do dziecka, ale już nie samą. Z jakimś panem laluniem. Cóz, ukrywając prawdę wyszedł na faceta bez właściwości :]

      Są też akcje z synem. Mały Harrison ukrył zepsutego pilota do tiwi, a potem kłamał że nie wie, gdzie on jest. Dexter pyta syna dlaczego go okłamywał, a potem uczy, że kłamać nie jest dobrze. Na to syn oznajmia, ze ojciec też kłamie. I wyciąga spod łózka misia, którego Dexter miał "zgubić". A tymczasem wyrzucił go do śmieci. A wiec skłamał.

      Dexter tego misia wyrzucił, bo przypadkiem upaprał go krwią zabitego przez siebie przeestępcy. Potem upaćkaną łapą dotykał syna i jego maskotki. Policja nie odkryła zabójcy, a miś ciągle nosi na sobie ślady krwi, która łączy Dexter z tym morderstwem. Jest więc kłopot. MOżliwe że konieczne będzie podstawienie nowego identycznego misia ;]

      Wieczorem Dexter odwiedza Zacha. Nie ma go w domu. Na biurku jest rachunek za kupno nowego samochodu. Taniego. A więc Zach kapnął się, że kręcenie się w nowiutkim porszaku koło domu ofiary, nie jest szczęśliwym pomysłem. Uczy się.

      Szybko orientuje się w sytuacji. Telefonuje do klubu jachtowego. Sophia Fuentes za chwilę kończy pracę. Zatem Zach musi na nią już czatować. Dexter zjawia się na miejscu, przez szklaną szybę widzi w srodku klubowego budynku Quinna. Na pewno idzie on śladem Zacha. Jak go wywabić ? Dexter wpada na idealny pomysł.

      Opiekunka do dziecka Dextera, Jamie, jest zarazem sioostrą sierżanta Batisty i dziewczyną Quinna. Mocno ją trzepnęło to, ze brat nie dał jej chłopakowi awansu. Teraz Dexter wykorzystuje to, dzwoni do niej i proponuje, żeby zaprosiła Quinna i pocieszyła go, bo on tego potrzebuje. Widzi później jak Quinn odbiera telefon i zbiera się do wyjścia.

      Sensacja. Dexter widzi starego Hamilitona jak całuje się z Fuentes. A więc są kochankami. Czyżby stary Hamilton zabijał swoje kochanki ? Czyżby pomylił się w stosunku do Zacha ?

      Dexter widzi jak Zach się pojawia i idzie śladem Fuentes, która pożegnała się z jego ojcem. Dexter idzie za nim. Dopada do znienacka i usypia wprawnym zastrzykiem z odpowiednim środkiem. Taszczy go za róg jakiegoś budynku. Niespodziewanie pojawia się auto z Quinnem w środku. NIe wiidział co się stało, ale domyśla się, ze Dexter też śledzi Zacha. Nie wie tylko, na jaką skalę. Sądzi, że Dexter po prostu się zapalił do tej roboty przed chwilą, jak tak razem siedzieli w aucie i obserwowali Zacha robiącego fotki dziewczynom na aerobiku. "Tak trzymaj, śledz go, a ja jadę do Jamie", powiada z powazną miną Quinn.
      • grek.grek Re: Dexter sez 8 odc 6 28.12.14, 12:22
        Zach ląduje więc w rutynowo przygotowanym pomieszczeniu, na rutynowo przygotowanym stanowisku do
        egzekucji, z rutynowo odzianym w fartuch Dexterem w roli kata z nożem.

        Najpierw jednak rozmówka, klasyka. I tutaj Dexter dowiaduje się dziwnych rzeczy - Zach przyznaje się do zabójstwa Rivery, owszem. Rzecz jednak w tym, że to zabójstwo było "pomyłką". Zach chciał położyć kres romansowi ojca, przez który cierpi jego matka. Zabił więc Riverę, ale ojciec znalazł sobie nową kochankę. Zach zrozumiał, że zabijanie kochanek nic nie da, to ojciec jest problemem.

        "Jestem wybrykiem natury, dziwadłem... powinienem nie żyć... zabij mnie, bo znów zrobię komuś to, co Riverze", prosi go Zach, a Dexter jest zaskoczony, bo chłopak mówi dokładnie te same słowa, które Dexter o sobie mówił. Zach jest kimś takim jak on, tyle że Dexter miał Harry'ego, który go ukierunkował, nie pozwolił dorastać w poczuciu bycia wariatem. Zach nie miał przewodnika duchowego, pomocnika, dlatego ma ogromny problem z samym sobą. O tym zapewne mówiła Vogel, kiedy wspominała o "potencjale" Zacha.

        "Czy mógłbym zostać jego ojcem duchowym ? czy jestem na to gotów ?", pyta Dexter sam siebie. NIe zabija Zacha. Uwalnia go. MOżliwe zatem, że do tego będzie zmierzała cała ta sytuacja.

        W ostatniej scenie Dexter spotyka się z Debrą. Jedzą pizzę, piją piwko, brat i siostra jka za najlepszych czasów, aczkolwiek jest między nimi większy dystans, próbują się zbliżyć do siebie, ale nigdy już nie będą tak beztrosko blisko jak dawniej.

        Rozmowa o wszystkim i o niczym, aż tu nagle Debra skarży się na ból głowy, osuwa się na podłogę i mdleje. Tylnymi drzwiami do pokoju wchodzi...nie kto inny jak Hannah Mc Kay, kobiece alter ego Dextera, jego największa miłośc, która w poprzednim sezonie próbowała Debrę zabić, Dexter pomógł ją złapać, ale ona uciekła i dotąd pozostawała nieaktywna scenariuszowo :]

        wróciła by... zemścić się ? powalczyć o jego uczucia ? czy właśnie otruła jego siostrę ?

        www.youtube.com/watch?v=HFaUnn5cnTw
        • barbasia1 Re: Dexter sez 8 odc 6 29.12.14, 18:37
          >Barbasiu, nadążasz ? :]

          :)

          Z czytaniem jestem na bieżąco, gorzej z odpowiedziami, jak widać, najgorzej z oglądaniem kolejnych odcinków /obejrzałam tylko 3. odcinek/.


          Jak przewidziałeś(!), Hannah Mc Kay się zjawiła! Robi się coraz ciekawiej. :)


          Dr Vogel pomogła Debrze uporać się z traumą i wyrzutami sumienia po zabiciu LaGuerty, potem przyczyniła się do naprawienia jej relacji z Dexterem. Zaczyna matkować Debrze i Dexterowi!?

          • grek.grek Re: Dexter sez 8 odc 6 30.12.14, 13:54
            święta, święta... :]
            tak tylko spytałem, żartem, bo to przecież nic ważnego albo koniecznego.

            yes, musiała się pojawić :] no i jest. pytanie, po co wróciła ?

            o, ciekawe pytanie.
            coś może być na rzeczy.
            postaci doktor nie rozgryzłem jeszcze ;]

            zostało 6 odcinków, przed nami ostateczne rozstrzygnięcia.
    • siostra_bronte "Podejrzany" (1) 28.12.14, 13:35
      Kolejny nocny seans w Ale kino :) Film Stephena Hopkinsa (ten od "Podejrzanych") z 2000 r. Już go kiedyś widziałam, chyba w publicznej tv, więc możliwe, że go znacie. Trzymający w napięciu, znakomicie zagrany thriller.

      Akcja dzieje się na Karaibach w dniu jakiegoś święta. Na ulicach bawią się tłumy mieszkańców. Bogaty i szanowany prawnik Henry Hearst (Gene Hackman) zostaje wezwany do komisariatu przez policjanta, Victora Benezeta (Morgan Freeman). Musi złożyć dokładne zeznania. Dzień wcześniej Hearst podczas tradycyjnego joggingu znalazł w parku zwłoki dziewczynki i to on zawiadomił policję.

      Hearst nie jest zadowolony, bo właśnie wybiera się na bal dobroczynny, gdzie ma wygłosić mowę. Odprowadza żonę, Chantal (Monica Belluci) i idzie na komisariat.

      Wydaje się, że to czysta formalność, ale Victor jest bardzo skrupulatny. Wyłapuje nieścisłości w zeznaniach Henry'ego. Prawnik twierdzi, że zabrał ze sobą psa sąsiada i razem sobie biegali. I że to pies odnalazł zwłoki dziewczynki. Ale sąsiad nie potwierdza, żeby Henry zabrał psa. Prawnik plączę się w zeznaniach, twierdzi, że dni mu się pomyliły. Pies biegał po okolicy i dołączył do niego w parku. W tych scenach zastosowano ciekawy zabieg. Otóż Victor jest na miejscu zbrodni razem z Henry'm i rozmawia z nim (tak jak to było w "Equusie" opisanym przez Greka).

      Victor wyraźnie zaczyna przyciskać prawnika. Towarzyszy mu jeszcze detektyw Owens, wyraźnie wrogo nastawiony do Henry'ego.

      Prawnik zaczyna tracić cierpliwość. Wprost zarzuca Victorowi, że się na niego uwziął. Policjant odpowiada, że tylko wykonuje swoją pracę. Dwa tygodnie wcześniej znaleziono zwłoki innej dziewczynki, sprawa jest poważna. Ale Henry twierdzi, że Victor chce mieć sukces, który pomógłby mu awansować. Skompromitowanie szanowanego prawnika to byłoby coś. Na dokładkę Henry twierdzi, że Victor zazdrości mu kasy i pozycji.

      Napięcie między dwoma panami jest coraz większe. Przesłuchanie świadka zamienia się w psychologiczny pojedynek między Victorem i Henrym. Victor wypytuje o prywatne sprawy, małżeństwo z Chantal. Henry się wścieka: "co Cię to ochodzi?". Ale Victor przyciska Henry'ego, a ten zmęczony całą sytuacją, a może też chce się w końcu przed kimś wygadać, opowiada o swoim nieudanym małżeństwie.

      Victor wraca do sprawy zabójstwa sprzed kilku tygodni. Okazuje się, że ma zeznania świadków, którzy w dniu zbrodni widzieli w okolicy samochód Henry'ego. Jak to wytłumaczy? Henry odpowiada, że tego wieczora odwiedził siostrę swojej żony, która mieszka w pobliżu. A co robił później? Henry jest zmieszany, ale przyznaje się, że poszedł do prostytutki, młodej, chyba nawet nieletniej dziewczyny i z nią spędził noc. "Tak", mówi Victorowi niemal z satysfakcją," lubię młode dziewczyny! A Ty nie? Gdybyś poszedł do baru to nie poderwałbyś 50-latki". Victor patrzy na Henry'ego zaskoczony, ale też chyba prawnik trafił w czuły punkt. Henry mówi mu, że to, że lubi młode dziewczyny, nie oznacza jeszcze, że jest gwałcicielem i mordercą.

      W międzyczasie na scenie pojawia się Chantal. Victor chce uzyskać od niej informacje o mężu Chantal mówi mu, że po znalezienu ciała dziewczynki Henry zachowywał się dziwnie, stał przed lustrem i przyglądał się sobie. Chantal sprawia wrażenie, jakby chciała w ten sposób obciążyć Henry'ego, a może faktycznie stara się pomóc w śledztwie?

      Victor wypytuje ją o kontakty Henry'ego z jej siostrą, Isabellą, którą odwiedził. No właśnie, dlaczego Chantal mu nie towarzyszyła? Okazuje się, że kiedyś doszło do dziwnej sytuacji. Henry był bardzo związany z Camille, nastoletnią córką Isabelli. W czasie jakiejś wizyty Chantal przyłapała męża sam na sam z dziewczynką. Świetnie się bawili, Camilla chwaliła się nowym aparatem fotograficznym. Chantal kiedy to zobaczyła, była wściekła. Zazdrosna o młodość Camille? Uroiła sobie, że Henry ma niecne zamiary wobec Camille. W tym momencie Victor pyta Chantal: "jaka kobieta jest zazdrosna o 13-latkę?!". Chantal milczy.

      A potem opowiada jak poznała Henry'ego. Był przyjacielem jej ojca. Po jego śmierci Henry jakby go zastępował. Szybko zostali kochankami, kiedy Chantal była jeszcze nastolatką. I pewnie dlatego te podejrzenia wobec Henry'ego gdy zobaczyła go z Camillą.

      Zeznania Chantal wyraźnie obciążają Henry'ego. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę. w ogóle sprawia wrażenie, jakby nie wierzyła w niewinność męża. Zgadza się nawet na przeszukanie domu. Policjanci przeczesują dom. W ciemni Henry'go (fotografia jest jego pasją) detektyw Owen znajduje wiele zdjęć, wśród nich kilka dziewczynki (jeszcze żywej i uśmiechniętej), która została zamordowana.

      Zdjęcia oczywiście obciążają Henry'ego, chociaż nie są bezpośrednim dowodem jego winy. Victor przyciska go coraz bardziej, mówi o zeznaniach żony. Henry oglądając te zdjęcia mamrocze "nie wierzę, że mogła się do tego posunąć..." I tu przyznam, że nie do końca zrozumiałam o co chodzi :) Bo to na pewno zdjęcia które sam zrobił, pewnie czysty przypadek, że złapał na nich akurat tę dziewczynkę. Może chodziło mu ogólnie o to, że żona obciążyła go zeznaniami? Przyznam, że musiałabym obejrzeć film jeszcze raz...

      • siostra_bronte "Podejrzany" (2) 28.12.14, 14:14
        Ale idźmy dalej. W końcu wykończony presją Henry przyznaje się detektywowi, "tak to ja zabiłem" i opowiada jak to się stało. Za wenecką szybą obserwują to Victor i Chantal. Chantal wściekła pluje na szybę. Z obrzydzenia, że to zrobił? Victor wyraźnie czuje ulgę. Wreszcie koniec tego koszmaru.

        W tym momencie przychodzi jakaś policjantka i mówi Victorowi "złapaliśmy go". Ma też teczkę ze zdjęciami martwych dziewczynek, znalezioną w samochodzie zabójcy. Niestety, zdążył zabić jeszcze jedną. Nie dowiadujemy się kto to jest. W tej chwili to nie ma żadnego znaczenia. Victor i Chantal patrzą na siebie kompletnie zszkokowani. Oboje uwierzyli w winę Henry'go i fatalnie się pomylili.

        Victor zrezygnowany wyłączą kamerę rejestrującą zeznania Henry'ego i mówi mu "to koniec, możesz już iść do domu". Chantal jak w malignie wychodzi na ulicę i miesza się z tłumem przebierańców. W pewnym momencie staje niebezpiecznie blisko krawędzi ulicy, nad urwiskiem. Czyżby myślała o samobójstwie?

        Zmęczony Henry wychodzi z komisariatu. Widzi Chantal, która z niewyraźną miną zbliża się do niego, ale Henry odchodzi. Oboje siadają na oddzielnych ławkach i wymieniają spojrzenia z Victorem, który stoi na balkonie i ich obserwuje.

        Koniec.

        Znakomity film. Niewielu tutaj akcji, momentami przypomina raczej teatr. Ale historia jest bardzo wciągająca. Najważniejszy jest psychologiczny pojedynek dwóch bohaterów, Henry'ego i Victora. I aktorzy świetnie to wygrywają. Gene Hackman jak zwykle znakomity. Na początku nie budzi sympatii, jest arogancki i pewny siebie. Ale nie wierzymy, że to on zabił. Po co wzywałby policję?

        Z czasem kiedy na jaw wychodzą jego mroczne strony, zaczynamy się zastanawiać. A może to jednak on jest zabójcą? I potem znowu, kiedy opowiada o nieudanym małżeństwie, czujemy do niego sympatię i współczucie. Świetna rola. Morgan Freeman jest godnym partnerem, chociaż chyba zbyt często gra role policjantów :) W tym towarzystwie Monica Belucci wypada trochę sztywno, ale nadrabia urodą i dużą dawką tajemniczej kobiecości :)

        Ciekawe, że Hackman i Freeman byli producentami filmu. Widocznie czuli, że to świetny materiał aktorski i nie pomyli się.

        Jak zwykle można mieć pewne wątpliwości co do fabuły. Henry jako prawnik nie powinien mieć problemu ze szybkim zwolnieniem z komisariatu. W ilu to filmach słyszeliśmy teksty adwokatów:" albo macie jakieś dowody, albo mój klient idzie do domu" :) No, ale wtedy nie byłoby filmu.

        Plusem filmu jest egzotyczne tło, które dodaje całej historii dodatkowej temperatury.

        Warto wspomnieć, że to remake filmu Claude'a Millera "Przesłuchanie w noc sylwestrową" , z Romy Schneider, Michelem Serraultem i Lino Venturą (niestety, nie widziałam).

        Tutaj trailer:

        www.youtube.com/watch?v=leIsrEGTxtk



        • grek.grek Re: "Podejrzany" (2) 28.12.14, 17:02
          świetna opowieśc, Siostro, God bless Christmas - uaktywniłaś się opowieściowo w ich trakcie :]

          widziałem ten film dawno temu, ale prawie nic nie pamiętałem, więc poza satysfakcję z czytania
          Twojej opowieści - odkrywałem na nowo fakty.

          intryga jest bardzo dobrze poprowadzona, w klasycznej manierze : zabił czy nie ? tropy
          odpowiednio porozrzucane i oba kierunki są równie uzasadnione.

          odczytałem przyznanie się Henry'ego jako gest człowieka totalnie wyczerpanego całą procedurą,
          a także rozczarowanego życiem. jakby mu nie zależało. jak już spadł z niego pierwszy gniew i
          uraza, zaczął ciążyć w stronę "kompletnie mam gdzieś, co mi zrobicie, chcę po prostu spokoju.
          powiem wam co chcecie i idźcie do diabła".

          istotnie, kolejne elementy układanki pasują do siebie zaskakująco dobrze, wygląda na to,że Henry
          miał feblik do dziewczyn zamiast kobiet Może on sam uwierzył we własną winę, co o tym sądzisz ? teraz mi przyszło to do głowy. Może uznał, że mógł to zrobić ?

          wydaje mi się, że fakt iż wezwał policję może być mylący. z jednej strony, jak piszesz - czy będąc mordercą, ściągałby na siebie taki kłopot ? z drugiej, przy odpowiednim alibi i przekonaniu, że nie zostawł żadnych śladów i nie było świadków - w idealny sposób wykluczałby się z grona podejrzanych, właśnie dlatego, że nikt nie posądzałby o zbrodnię faceta, który sam wezwał do niej policajów :] co o tym sądzisz ?

          bardzo dobre kino.
          hehe, istotnie, Freeman ciągle śledzi, tropi i zbiera ślady ;] zauważyłaś, że postaci grane przez pana Morgan w ogole nie miewają romansów ekranowych ? wdowiec, kawaler czy rozwodnik - nigdy. na jego miejscu bym się poskarżył ;]]



          • siostra_bronte Re: "Podejrzany" (2) 28.12.14, 17:10
            Haha, dzięki, Greku :)

            Też tak to odebrałam. Henry ma już dosyć, do tego "zdrada" żony, która wierzyła w jego winę.

            O, to ciekawy trop. Możliwe, że Henry ma jednak jakieś poczucie winy za swoje ekscesy. I chce się za to jakoś ukarać. Nie zabił, ale może byłby do tego zdolny?

            Na pewno wezwanie policji mogło być sprytnym chwytem ze strony zabójcy, ale jednak ściąga na siebie uwagę.

            Prawda? Chętnie zobaczyłabym Freemana w roli romantycznego kochanka :)
            • grek.grek Re: "Podejrzany" (2) 29.12.14, 15:02
              interesujące - faktycznie, Henry mógł chcieć się ukarać za swoje domniemane grzechy. wydaje mi się, że to Twoje podejrzenie jest bardzo bliskie racjonalnej dedukcji.

              nawet z Miss Daisy Freeman nie miał romansu, chociaż jeździli tym autem bez przerwy ;]]
              no to już w ogóle klapa, haha.
    • grek.grek "Wiedźma wojny" via KUltura 28.12.14, 14:10
      w 2012 był w konkursie głównym Berlinale i dostał nagrodę za najlepszą rolę kobiecą [Rachel Mwanza], nominację do Złotego Niedźwiedzia oraz nagrodę Jury Ekumenicznego [ponoć ważna]. w 2013 nominowany do nienaglojęzycznego Oscara.

      rzecz się rozgrywa podczas wojny domowej w jakimś afrykańskim państwie. Zapewne chodzi o Kongo, ale nie jest to zaznaczone w fabule. Dzięki temu zyskuje ona uniwersalny charakter i możę opisywać rzeczywistośc wielu krajów Czarnego Lądu dotkniętych konfliktami wewnętrznymi.

      Narracja ma formę opowieści jaką młoda matka przekazuje swemu nienarodzonemu jeszcze dziecku. "Nie wiem czy będę miała siłę, by cię kochać, gdy się już urodzisz, więc chce ci opowiedzieć o moim życiu", powiada.

      Komona [Rachel Mwanza, faktycznie znakomita rola] ma 12 lat. Jej wioska żyje sobie spokojnie. Matka zaplata jej warkoczyki, dzieciaki grają w piłkę, dorośli pracują.

      Znienacka pojawia się komando partyzantów Wielkiego Tygrysa. I zabijają kogo popadnie. Czystka. Oszczędzają tylko kilkanaścioro dzieci, w tym Komonę. Robią to tylko po to, by zabrać dzieciaki ze sobą i zrobić z nich zołnierzy.

      Ale nie od razu. Najpierw chrzest bojowy. Komona dostaje do ręki karabin i rozkaz : zastrzel swoich rodziców. ALbo ty ich zabijesz, ale my ich zabijemy, ale nie karabinem tylko maczetą. I będą cierpieć wtedy. Co wybierasz ? Mała patrzy na klęczących przed nią rodziców, rozważa za i przeciw i zabija ich szybką serią.

      Partyzanci wycinają wioskę w pień. Dzieci [w istocie, część partyzantów to takie same dzieci jak oni, może parę lat starsi, tyle że już doświadczeni w rzemiośle wojennym] idą z nimi do dżungli. Ucza się tam rozpalania ogniska, przyuczane są do posiadania broni - najpierw nabywają doświadczenia trenując na patykach, a potem dostają prawdziwe kałasznikowy. Do tego dochodzi surowa dyscyplina. Oraz codzienna porcja specjalnego napoju wytwarzanego z kory drzew. Ma on najwyraźniej właściwości halucynogenne, bo Komona zaczyna widzieć duchy zmarłych. A zwłaszcza swoich rodziców.

      To właśnie przywidzenia w postaci duchów rodziców spowoduje, że podczas marszu przez dżunglę Komona nagle odwraca się i ucieka w panice. W tym samym momencie z zarośli przed nią i jej towarzyszami rozlega się karabinowy ostrzał. Prawie cała zwiadowcza grupa z którą szła pada trupem, a tylko Komonie cudem udaje się uniknąć kul.

      Wszyscy tutaj wierzą w siły nadprzyrodzone, znaki, więc nie dziwota, że uznają iż Komona ma dar przewidywania zdarzeń i uchodzenia cało z opresji. ZOstaje "wiedźmą wojny". Niby kimś ważnym, ale w sumie kijem przez plecy nadal może oberwać, jak ktgóremuś z watażków coś nie podpasuje.

      Jej grupa dociera do czegoś w rodzaju punktu zbornego rebeliantów. Komona poznaje tam Wielkiego Tygrysa, kierownika całego zamieszania. Ot, normalny gość, ale przydomek zacny ma ;] Mówi cichym głosem, jest miły, a nawet podarowuje Komonie swój karabin. BYć może to wtedy Komona zachodzi w ciążę, bo oczywiście to ona jest matką, która mowi do dziecka w swoim łonie.

      Śpiewy, zabawy, gra w piłkę... egzekucje we własnym gronie. Tak wygląda życie codziennie w tej bazie powstańców. Komona przygląda się temu wszystkiemu i nasiąka wojną. Sama zabija rządowych żołnierzy, którzy wpadają im w ręce. Egzekucje są codziennością, tak samo jak opowieści o czynach wodza. A wszedzie dookoła duchy. Czarni ludzie pomalowani wapnem na biało. I magiczna wiara w to, że trzeba odczyniać uroki i nosić talizmany na piersi. Oraz w to, ze "wiedźma wojny" może posiadać jakieś moce, mieć prorocze wizje. Tyle że nawet "wiedźmy wojny" nie są pod immunitetem. Sam Wielki Tygrys zabił trzy i jak Komona go zawiedzie, to i ją zabić może.

      Podczas wyprawy w dżunglę, oddział Komony trafia w zasadzkę. Wywiązuje się strzelanina, po której na nogach stoi tylko ona, jej kolega Magik oraz jeszcze jeden chłopiec. Ten trzeci nie chce iśc z nimi, wybiera inną drogę, więc idą sami. Niby w poszukiwaniu oddziałów Wielkiego Tygrysa, ale tak naprawdę Komona wierzy w to, ze rodzice ukazują się jje dlatego,że nie zostali pochowani. Ich dusze błądzą między światami. A ona musi ich pochować. NIczym kongijska Antygona.

      Magik, nieco starszy od niej, ale nieznacznie, z jasnożółtymi włosami, zakochuje się w niej. Pragnie ją poślubić, ale Komona pamięta słowa ojca "Jesli poprosi cię któryś o rękę, każ mu by znalazł ci białego koguta". I takąż misję Komona wyznacza swojemu koledze.

      Przmierzają kolejne wioski, zbliżają się do siebie, a Magik wszędzie rozpytuje o tegoż białego koguta. I ludzie się z niego śmieją, bo "kogut w takim kolorze nie istnieje". Chłopina się frasuje mocno, lecz nie ustępuje. I dopina swego. W jednej z osad jakiś człowiek ma takiego koguta. Z dumą Magik wręcza go Komonie i zostają małżeństwem, przy uśmiechach i oklaskach całej wsi.

      Nie trwa to długo. Komona i Magik zatrzymują się u jej stryja. Jest on rzeźnikiem, sporto widział, teraz milczy i zajmuje się swoją robotą. Dzieciaki pomagają uprawiać działkę z warzywami.

      Niebawem wpadają w łapy jednego z oddziałów Wielkiego TYgrysa. Wódz poznaje Komonę i powiada, że WT chce odzyskać swoją 'wiedźmę wojny". Magik nie chce jej oddać, bo to żona jego jest. Wódz każe Komonie zabić Magika. Komona odmawia i staje obok męża. Wódz nic sobie z tego nie robi, odsuwa ją i jednym ciachnięciem zabija Magika.

      Komonę zabierają ze soba. Wódz chce sobie zrobić z niej nałożnicę. Komona powtarza manewr bohaterki "GOrzkiego mleka". Chce się stać "zatrutym kwiatem", więc wpycha sobie w pochwę rozcięty owoc z żyletką w środku. Kiedy wodzunio próbuje się do niej dobrać, rani się boleśnie poniżej pępka. Wyje z bólu, a Komona ucieka.

      Dostaje się w ręce rządowej policji. Jest wyczerpana, chora, spodnie ma zakrawionone pomiędzy nogami, zwija się z bólu. Rozgarnięty bardziej od innych policaj odwozi ją do wuja. Tutaj jakaś starsza kobieta pomaga jej oswobodzić się z tego, co Komona nosiła w środku. "Twoje dziecko mogło się udusić", tłumaczy jej.

      Dziewczynka ma koszmary, ciągle prześladuje ją myśl o rodzicach, ich duchy i świadomośc, że musi wrócić do rodzinnej wioski i pochować ich ciała. Uważa, ze zaniedbując ten obowiązek ściąga kłopoty na samą siebie, obciąza swoje dziecko "które urodzi się będąc owocem nienawiści", a takze że męże jej zabito dlatego, że ona nie naprawiła swojej winy. To ogromne wyrzuty sumienia, i są wiarygodnie przedstawione, za pomocą spokojnym dobitnych monologów głównej bohaterki, wygłaszanych zza kadru.

      W wiosce gości jakaś czarownica. Komona udaje się do nioej po poradę. Normalnie, babnka siedzi sobie przy stoliku, a Komona zasiada na krzesełku dla petentów. Jak w urzędzie skarbowym ;] Komona wyznaje jej, ze ma sobie "czary",a sprowadziła ją na nie broń jaką dostała od Wielkiego TYgrysa. Za datek babka radzi jej : módl się i proś by twój duch znów cię napełnił.

      skołowana Komona próbuje tej samej nocy udusić tę starszą kobietę, co jej pomogła. Ratuje ją stryjo. Komona ucieka. Idzie pochować rodziców. Ciąza jest już widoczna. W dzungli Komona samodzielnie rodzi syna. I już z dzieckiem na ręku dociera do rodzinnej wsi.

      Ciał rodziców już nie ma. Pewnie zwierzęta je pożarły. Ale zostały drobiazgi po nich - koszula ojca i naszyjnik matki. Komona śpiewa okolicznościową pieśń i kopie dla tych pamiątek symboliczne groby. Pojawiają się duchy jej rodziców. Patrzą. Nie odzywają się. Jakby wyrazały aprobatę. O to chodziło.

      Na drodze jakiś wóz załadowany ludźmi zabiera idącą z dzieckiem Komonę. Na pace jakaś starsza kobieta z uśmiechem chce zająć się małym. Komona może zasnąć i odpocząć... Wóz jedzie w dal.

      Tak to się kończy.
      Karabiny, dzieci z karabinami, mnóstwo karabinów. Dzieci-zołnierze. Miłość instynktowna i romantyczna w nieludzkim świecie. Historia dziewczynki z amputowanym dzieciństwem, wyrwanej siłą z beztroski w świat którego ona sama nie rozumie. A wszystko skąpane w magii, obecności duchów i malowniczych plenerach afrykańskiej dżungli.
      • grek.grek Re: "Wiedźma wojny" via KUltura 28.12.14, 14:23
        znakomita, wyciszona, suygestywna, wspaniale oddająca dziecięcośc bohaterki wraz z jej niezrozumieniem chaosu rzeczywisatości, w którą została wrzucona, oraz instynktowną próbą przetrwania w niej, rola Racheli Mwanzy. na oko młodziutka aktorka gra świetnie, naturalisttycznie bardzo.

        reżyser Kim Ngyuen pokazał realizm wojny domowej. bez epatowania nadmiarem przemocy, bez prymitywizmu, skupił się na dzieciach i ich odbiorze tego koszmaru, na przyspieszonym dojrzewaniu, na
        tym że mimo całej szajby jaka się dookoła dzieje, mimo tego że strzelają jak komandosi, to nadal są dziećmi - jest miejsce na piłkę, jest miejsce na przekomarzanki, są udawane pojedynki karate [w autobusach puszczane są im filmy z Van Dammem], jest śmiech, jest romantyczne zakochanie i flirt miłosny. Nigdy jednak nie można zapomnieć, że to jest wojna. I śmierć jest wszędzie dookoła. I nie ma żadnej perspektywy końca tej sytuacji. I nikt nie wie, o co się ona toczy. Jakie są polityczne racje. Czy świat mógłby pomóc zakończyć ten konflikt. Tam w środku - nikt nic nie wie. Jest tylko koniecznośc przetrwania wdrukowana w świadomość.

        Piękna klamra spina ten film. W pierwszej scenie Komona zostaje zmuszona do zabicia rodziców. W ostatniej - grzebie ich symbolicznie, płacząc i śpiewając im pieśń żałobną.

        Czasami kamera niemal reportażowo filmuje poczynania oddziału partyzantów, dokumentuje. Innym razem bardzo skupia się na bohaterce, uważnie zagląda jej w oczy, podgląda z bliska, zza pleców, wycisza obraz by monolog mógł wybrzmieć bez rozpraszania uwagi. NIe jest to więc film dynamiczny i wojenny, ale skupiony na detalu, dopuszczający tylko sekwencje strzelanin i egzekucji, aby dopełnić obrazu wojny, która przede wszystkim rozgrywa się w dzieciach i ich głowach.

        www.youtube.com/watch?v=5TQnpTIMe5w
        • siostra_bronte Re: "Wiedźma wojny" via KUltura 29.12.14, 14:41
          Dzięki, Greku :)

          Tytuł obił mi się o uszy. Temat ciężki, ale jak widać w trailerze, film ma ciekawy, sugestywny klimat. Z zaskoczeniem odkryłam, że to kanadyjska produkcja!
          • grek.grek Re: "Wiedźma wojny" via KUltura 29.12.14, 15:07
            dzięki, Siostro :]

            yes, Kanada wyłożyła money :] kręcili w Kongo.
            budżet nie był chyba specjalnie wysoki, zdecydowanie kino nastawione na przekaz i zaznaczenie problemu.

            temat cięzki, ale na tyle frapująco ujęty i filmowany, z bardzo dobrą młodą aktorką, która niemal nie schodzi z ekranu, że nie jest tendencyjny i zręcznie pan reżyser unika epatowania przemocą czy krwią, nie chcąc szokiem wypłukiwać refleksji i wsobnej, introspekcyjnej narracji. Kim Nguyen, myslę że warto zapamiętać tego rezysera.
    • grek.grek "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 28.12.14, 17:41
      Mania zajawiła pierwszorzędnie i... nic ? ;]

      no to ja może zacznę i napiszę, że film był świetnie nakręcony, zagrany i bezpieczny. ewidentnie chodziło o zadośćuczynienie rasowym krzywdom i wyzyskom, jakich doznała czarna społeczność w Ameryce [lat 60-tych].

      czarne służące mają problemy, są z gruntu dobrymi ludźmi, ciepłymi, znoszą dumnie swoją krzywdę i poniżenia, a jak się odwijają [ciasto z... wkładką], to wtedy kiedy widz czuje, że powinny, bo to za daleko zaszło.

      po drugiej stronie, wypacykowane białe paniusie ze średniej klasy, na czele z groteskową Hillary, które staną na uszach, byle tylko okazać pogardę dzielnym czarnym kobietom pracującym. Najlepiej poprzez zbudowanie im osobnej toalety, żeby nie siadały na sedes ich białych łazienkach.

      a pośrodku wyemancypowana panna Viktoria, który postanawia zebrać ich relacje w jedną opowieść i wydać z zachowaniem anonimowości, by uświadomić świat o tym jak cięzkie jest życie czarnej gosposi u przysłowiowej pani Hillary.

      mężczyźni nie dręczą. tym razem rasistkami są kobiety. no może z wyjątkiem tego chłopaka, ktory ubiega się o Viktorię i niesmak w nim budzi, że pannica jest taka wyzwolona.

      w sumie, Victoria jest fajna, nie ma męża i się jej nie spieszy, mimo że matka naciska, a otoczenie wyczekuje w milczeniu aż wreszcie znajdzie kandydata; chce pisać, nie obawia się "szlajać" z czarnymi służącymi. od pierwszego wejrzenia jest fajna.

      w sumie jednak, najciekawszą postacią jest jej matka.
      parę lat wcześniej stanęła w sytuacji wyboru i aby uwiarygodnić się przed jakąś wpływową zadeklarowaną rasistką wyrzuciła z pracy starą czarną służącą i jej córkę, które przecież bardzo kochała. to najlepsza scena w filmie. Bardzo to przeżyła. w momencie próby, za przeproszeniem, dała ciała. Po latach próbuje to odrobić choćby tym, że wysyła na drzewo pannę Hillary, która przyjedchała do Victorii z awanturą [też świetna scena, kiedy Hillary zasuwa przez duktem obalając kolejną butlę brandy czy innego burbona].

      dzięki temu matka jest złożoną postacią. jedyną w tym filmie.

      rewelacyjnie wypada też Sissy Spacek, grając chyba matkę Hillary ? - już nadgryziona zebem czasu jejmość, przysypiająca na ulubionym serialu, z zaczątkami Alzhaimera chyba ?, ale co za żart, co za poza, co za śmiech, co za scena kiedy wychodzi z przyjęcia dobroczynnego i bezpardonowo pyta jakiegoś znajomego "Idziemy się napić ?"; no i drwi sobie z córki ile wlezie, z jej głupich uprzedzeń. taka postać spoza systemu. ma wszystko kompletnie w nosie, lubi sobie chlapnąć i zawsze ma dobry humor. w ten spsób jest nieco bierna, ale znaczące gesty wykonuje, a jakże.

      wzruszeń nie brakuje. nawet mecenas Prado powiedziałby, że "coś mu wpadło do oka" przy scenach, kiedy Aibeleen zajmuje się z wielką czułością córką swojej pańci, jakby była jej własną, rekompensując sobie w ten sposób fakt, ze jej własny syn nie żyje. Mała jej wyznaje "ty jesteś moją prawdziwą mamusią", mecenas Prado ugotowany. no i to pożegnanie, keidy sponiewierana oskarżeniem o kradzież musi odejść z pracy, a mała stoi na srodku pokoju i płacze, żeby jej nie zostawiała - tu już mecenas Prado powiedziałby swoje kanoniczne "Wzruszyłem się".

      jest i komediowo. kawał jaki Virginia wycina Hillary, na której podwórku lądują wszystkie stare muszle klozetowe, zaiste przedniej marki.

      i jakże poczciwa i wzruszająca Celia Foote, u której Minny znajduje przystań. W stylu bycia słodka blond idiotka ma drugie dno - pochodzi ze wsi, odbiła chłopaka jednej z paniuś-rasistek, nie umie prowadzić dużego domu, a wreszcie seryjnie nie może donosić kolejnych ciąż i doznaje dramatycznych poronień. Jest taka czysta - nie ma w niej żadnych uprzedzeń, sama nawet jest taką białą murzynką, obrywa środowiskowych ostarcyzmem i kompletnie nie rozumie za co. jej relacja z Minny, sposób w jaki traktuje pogardzaną przez inne białe "damy' czarną kobietę - musi wzruszać, ale chyba się zgodzicie,że są to dośc łatwe wzruszenia.

      w tle rozruchy na tle rasowym, Martin Luther King, Ku Klux Klan [choć tylko w relacjach]. czasy zawieruchy, ale i budzenia się amerykańskiej wrażliwości.

      świetnie zrobione, perfekcyjnie wystylizowane, balansujące między sprawami ważnymi, a potyczkami i przytyczkami, które pobudzają uśmiech, a może nawet kibicowskie odruchy triumfu ;]

      Oscar dla OCtavii Spencer całkowicie trafiony, Minny jest wspaniała.

      inna rzecz, że nie wydaje mi się, aby mozliwe było nagrodzenie Oscarem innej aktorki niż te grające te dobre i szlachetne postaci.

      mówiąc to mam na myśli np. Bryce Dallas Howard, która jest kapitalna w roli Hillary. tylko czy... wyobrażacie sobie Oscara za rolę pretensjonalnej, wrednej, aroganckiej białej rasistki ? :]] BEZSZANSIE.
      • siostra_bronte Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 28.12.14, 18:03
        Nie :)

        Załapałam się na końcówkę. I z tego co zobaczyłam dobrze zrobione, sympatyczne kino, ale bardzo to wszystko czarno-białe. Owszem, wzruszające, ale jak to słusznie określiłeś, Greku, w trochę zbyt łatwy sposób.

        Dzięki za recenzję :)
        • barbasia1 Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 28.12.14, 23:44
          siostra_bronte napisał(a):

          > Załapałam się na końcówkę. I z tego co zobaczyłam dobrze zrobione, sympatyczne
          > kino, ale bardzo to wszystko czarno-białe.

          Nie, nie, nie jest to czarno-biała historia (chyba, że chodzi o czarne i białe aktorki;), raczej politycznie poprawna, nie brakuje przecież przykładów świadczących o dobrym traktowaniu czarnych służących przez białych pracodawców. Jest historia wspomnianej Celii, dziewczyny ze wsi, prowincjuszki o aparycji Marylin Monroe, która przyjęła Minny z otwartym sercem i bez uprzedzeń. Zresztą jej mąż, wzruszony wielką pomocą, jaką Minny wyświadczyła żonie także akceptuje ją i oferuje pracę na czas nieokreślony, dokąd tylko Minny będzie ciała pracować.

          Jest także, wzruszająca na pewno mecenasa Prado, opowieść jednej ze służących, pracującej dla lekarza, który specjalnie dla niej odkupił od sąsiada kawałek ziemi za zawyżoną cenę, by mogła ona bez przeszkód i gróźb ze strony sąsiada, właściciela tego kawałka ziemi , szybko i wygodnie dojść do pracy.

          Z drugiej strony pokazana jest również służąca, która kradnie należący do chlebodawczyni pierścionek, znaleziony podczas sprzątania pod kanapą , za co zostaje wtrącona do więzienia. Kradzież aczkolwiek spowodowana wyłącznie troską o dzieci /brakło pieniędzy na opłatę czesnego w szkole dla jednego z bliźniaków/, pozostaje jednak kradzieżą.

          :)
        • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 29.12.14, 12:55
          dzięki :]

          brakowało trochę postaci niestereotypowych [dla tego typu opowieści].
      • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 28.12.14, 18:53
        oglądałam, oczywiście, że oglądałam, musiałam trochę 'przetrawić' :)

        I na razie mała poprawka - nie Virginia, a Eugenia ;)

        A film podobał mi się bardzo. Książka jednak bardziej, zdecydowanie. I widzę, że to, co najbardziej zmienili, zadziałało na Greka ;) - chodzi mi o matkę Skeeter (Eugenii) - w książce wszystko było inaczej - i scena ze służącą i jej córką, i nie było sceny z Hilly ;)

        Wzruszający owszem, ale moim zdaniem, nie tak nachalnie wcale. I nie nazwałabym filmu sympatycznym jak Siostra.Bronte.

        A Oscara ja bym dała Jessice za odtworzenie mojej ulubionej postaci, czyli Celii. "Nieprzystosowana Marilyn Monroe" była cudowna i w książce, i w filmie. Zresztą trzeba przyznać obiektywnie, że obsada to chyba najmocniejszy punkt filmu - wszystkie aktorki dobrane perfekcyjnie - i ta epizodyczna pani Stein, i Aibeleen, i Hilly (masz rację Greku - zagrana świetnie!), i wreszcie naprawdę znakomita Emma Stone w roli Skeeter - jak ona chociażby takie drobne rzeczy ogrywała, jak trzymanie nóg pod stołem u Aibeleen!

        Na pewno film, który obejrzę z przyjemnością jeszcze kilka razy :)
        • siostra_bronte Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 28.12.14, 19:09
          "Sympatyczny" to był skrót myślowy :)
          • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 28.12.14, 19:19
            aaa, no może. Ale ja bym nie spłycała jednak tej historii ;)
        • barbasia1 Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 29.12.14, 00:04
          maniaczytania napisała:
          > Wzruszający owszem, ale moim zdaniem, nie tak nachalnie wcale.

          Właśnie tak. :)

          "Nieprzystosowana Marilyn Monroe" - to określenie z książki czy Twoje, Maniu ?
          • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 29.12.14, 00:53
            barbasia1 napisała:

            > "Nieprzystosowana Marilyn Monroe" - to określenie z książki czy Twoje, Maniu ?

            moje :)
            • barbasia1 Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 29.12.14, 19:29
              maniaczytania napisała:

              > barbasia1 napisała:
              >
              > > "Nieprzystosowana Marilyn Monroe" - to określenie z książki czy Twoje, Ma
              > niu ?
              >
              > moje :)

              Dobre! :) / też mi się MM skojarzyła /

              Cudzysłów mnie zmylił! Jeśli to Twoje określenie, zatem powinno być bez cudzysłowu.
        • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 29.12.14, 13:03
          dzięki, cos tak mi ta "Eugenia" w pierwszy chwili się objawiła, ale w drugiej chwili oraz trzeciej przekształciła się w "Virginię" i tak już zostało ;] rzeczywiście, "Skeeter" to znacznie pewniejszy wariant.

          Emma Stone wydała mi się nieco zbyt powierzchowna w swojej roli. na jednej nucie. Lubię jej postać, za to o czym wsppominałem, dziewczyna prima sort, ale mimo wszystko brakowało jakiegoś pogłębienia. myślę sobie, że to pokłosie ogólnej idei całego przedsięwzięcia, w której postaci są symboliczne i służą powiedzeniu czegoś ważnego, ale niekoniecznie są istotne jako ludzie z krwi i kości.

          ofk, poza wyjątkami, jak np. wspomniana matka Eugenii, która naprawdę ma moralny dylemat i ponosi konsekwencje podjętej decyzji przez kolejne lata. tutaj zapachniało mi prawdą życiową, a papierem jakby mniej ":] lecz papier to bardzo zacny, nie przeczę. jesli zatem ktoś dopisał do scenariusza ten wątek, to ja bym mu uchylił kapelusza :"]]
          • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 14:36
            zastanawiam się teraz, jakbym odbierała ten film, gdybym nie znała książki. Możliwe, że też uznałabym go za powierzchowny i bez pogłębienia postaci. Mnie tego nie brakuje, bo mam podbudowę książkową, w której siłą rzeczy trochę dokładniejsze są opisy postaci.
            • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 15:09
              w książce takie pogłębienie postaci następuje ?
              • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 16:31
                książka ma 580 stron. Opowiadana jest na przemian przez trzy główne bohaterki - Aibeleen, Minny i Skeeter. Już samo to pozwala lepiej te postaci poznać. Poznajemy je przez ich sposób myślenia, sposób opowiadania, to, na co zwracają uwagę. Tego się w żaden sposób na język filmu przełożyć nie da ...
                • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 13:48
                  czyżby w filmie została głównie idee fixe ?
      • never_never Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 28.12.14, 20:28
        niestety, zostałam zwabiona przed telewizor aż czterema gwiazdkami przyznanymi filmowi w telewizyjnym dodatku Gazety oraz dobrą recenzją chyba P. Felisa
        niestety - bo być może nic o filmie nie wiedząc oceniałabym go inaczej, ale nastawiłam się na "dzieło", a był to film, owszem, zagrany dobrze, "sympatyczny", ale jednocześnie zbyt schematyczny oraz zbyt łatwo próbujący wycisnąć łezkę, co zaczęło mnie wręcz denerwować w trakcie seansu, więc dotrwałam do końca z poczucia obowiązku...:(
        Może książka była lepsza?
        • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 29.12.14, 13:13
          żadnych plusów ? :"]
          • never_never Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 13:47
            grek.grek napisał:

            > żadnych plusów ? :"]

            no były (aktorstwo), ale jednak po czterech gwiazdkach spodziewałam się więcej
            zresztą pojawiały się ciekawe zapowiedzi, np. pytanie Eugenii "Jak się czułaś, gdy opiekowałaś się białymi dziećmi, a Twój syn siedział w domu?" pozostawiało tyle możliwości pogłębienia tej sytuacji, a odpowiedzi na to (i wiele innych) w ogóle nie poznaliśmy
            to było takie prześlizgiwanie się po ważnych problemach i dlatego chyba mam wrażenie niedosytu
            • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 14:37
              never_never napisała:

              > zresztą pojawiały się ciekawe zapowiedzi, np. pytanie Eugenii "Jak się czułaś, gdy opiekowałaś się białymi dziećmi, a Twój syn siedział w domu?" pozostawiało tyle możliwości pogłębienia tej sytuacji, a odpowiedzi na to (i wiele innych) w ogóle nie poznaliśmy

              Moim zdaniem odpowiedzi były. Nie zawsze wszystko musi być wyłożone 'kawa na ławę' ;)
            • barbasia1 Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 19:31
              > no były (aktorstwo), ale jednak po czterech gwiazdkach spodziewałam się więcej
              > zresztą pojawiały się ciekawe zapowiedzi, np. pytanie Eugenii "Jak się czułaś,
              > gdy opiekowałaś się białymi dziećmi, a Twój syn siedział w domu?" pozostawiało
              > tyle możliwości pogłębienia tej sytuacji, a odpowiedzi na to (i wiele innych) w
              > ogóle nie poznaliśmy.

              Dopiero by się ckliwie zrobiło. ;)
              • never_never Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 21:48
                oj tam, wcale nie chodzi mi o łzawe rozpamiętywanie "jaka ja nieszczęśliwa, nie zajmuję się swoim dzieckiem", tylko o pokazanie skutków, jakie taka sytuacja mogła spowodować (może trudne relacje, konflikt z prawem, itp. kawałek prawdziwego życia)
                to tylko taki przykład, po prostu zabrakło mi czegoś, co pozwoliłoby się prawdziwie emocjonalnie zaangażować, a nie nazywać ten film jedynie "sympatycznym"
                • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 04.01.15, 20:29
                  never_never napisała:

                  > oj tam, wcale nie chodzi mi o łzawe rozpamiętywanie "jaka ja nieszczęśliwa, nie
                  > zajmuję się swoim dzieckiem", tylko o pokazanie skutków, jakie taka sytuacja m
                  > ogła spowodować (może trudne relacje, konflikt z prawem, itp. kawałek prawdziwe
                  > go życia)

                  Akurat nic takiego z synem Aibileen się nie stało. Ukończył szkoły (zdjęcie na ścianie!), był dumą matki, ale zginął w tragicznych okolicznościach.

                  Ale mniejsza o to. Kwestie, które chciałabyś tu widzieć - 'trudne relacje, konflikt z prawem, itp. kawałek prawdziwego życia" po prostu nie pasują do przyjętej tu konwencji opowieści - "sympatycznej", lekkiej, łatwej przyjemnej, do wzruszania się i uśmiechania.


                  Więc albo się akceptuje przyjętą tu konwencję albo nie.

                  Zaakaceptowaniu koncepcji pomaga fakt, że film jest znakomicie, starannie zrobiony, trzyma w zaciekawieniu do końca. A także, tu skorzystam z podpowiedzi P. T. Felisa z Gazety Telewizyjnej "sprawnie łączy humor i patos, ważny temat i perspektywę indywidualnych postaci".
                  Oraz ma całe grono udanych kobiecych bohaterek.


                  > to tylko taki przykład, po prostu zabrakło mi czegoś, co pozwoliłoby się prawdz
                  > iwie emocjonalnie zaangażować, a nie nazywać ten film jedynie "sympatycznym".

        • pepsic Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 01.01.15, 14:30
          Podzielam opinie Never w całości i częściowo Greka, tym razem, jak się zdaje kurtuazyjnie zakamuflowanego i powściągliwego w ocenie (zgadłam?). Jak na niedzielne popołudnie przyjemna, nastrojowa rzecz ku pokrzepieniu serc. Brakuje jednak potraktowania tematu na serio (choć są wyjątki, jak przejmująca scena wyrzucenia z domu starej Murzynki przytoczona przez Greka) - w tym zakresie czuję niedosyt i dostrzegam zbyt nachalne uproszczenia, tudzież amerykański infantylizm. Schematyczne jednowymiarowe postaci, gdzie wszystkie białe kobiety są rasistkami, w najlepszym przypadku idiotkami, a czarne - świętymi wcale tego przekazu nie ułatwiają. Reasumując: film na poziomie, który dobrze sie ogląda, ale forma zbyt przereklamowana.
          • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 01.01.15, 17:22
            hehe ;]
            podzielam Twoje uwagi, polityczna poprawność widoczna była zdecydowanie, film wyraźnie nastawiony na
            wymierzenia klapsa rasistowskiej przeszłości Ameryki.

            wydaje mi się jednak, że w wielu miejscach broni się on kreacjami aktorskimi, jest kilka scen bardzo udanych, i mimo wszystko w pewien sposób udaje się naszkicować warunki w jakich czarnoskóre służace kiedyś musiały pracować.

            jak tak teraz myślę, to wydaje mi się, że z kolei ten rasizm Hilly i jej koleżanek nieco się rozjeżdza, bo z jednej strony Hilly jest wredna, ale z drugiej na dolepioną gębę pajaca - histeryczna jest, żywi się kupami, panikuje, kiepsko prowadzi po alkoholu... trochę mi przypomina obrazek Adolfa Hitlera w antyfaszystowskich parodiach. owszem, Hilly może czarnym dziewczynom narobić szkód i skrzywdzić, posłać do więzienia, ale mimo wszystko nie mam przekonania, czy konieczne było dowodzenie, że rasizm ma taką akurat twarz.

            z drugiej strony, gdyby Hilly miała twarz siostry Ratchet z "Lotu...", to znów jakoś za poważnie by wyszło chyba ?

            to są, tak mi się wydaje, problemy rezyserów, którzy podchodzą do zagadnienia z gotową tezą ;]

            yes, czarnoskórzy są tutaj święci i niepokalani.
            cóż, w filmie w którym chodzi od początku do końca o odmalowanie nędznej doli jednej grupy społecznej, nie zostaje wiele miejsca na niuansowanie :]
            • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 04.01.15, 20:48
              [...]
              > yes, czarnoskórzy są tutaj święci i niepokalani.
              > cóż, w filmie w którym chodzi od początku do końca o odmalowanie nędznej doli j
              > ednej grupy społecznej, nie zostaje wiele miejsca na niuansowanie :]

              Dżizasss! Miej żeż wyczucie konwencji! Toż to komediodramat! / tragikomiczna Hilly, o której tam piszesz!/. Film do wzruszania się i uśmiechania. A nie, na Boga!, dzieło roszczące sobie pretensje do wnikliwej analizy, niuansowania rasizmu , jego skutków oraz postaw Czarnych w południowych stanach Ameryki lat 60 .

              • pepsic Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 06.01.15, 21:11
                Dżizasss! Miej żeż wyczucie konwencji! Toż to komediodramat!
                Komediodramat to mój ulubiony gatunek filmowy, jednak w przypadku "Służących" jakoś nie jestem przekonana, choć muszę przyznać obiektywne, że scena, kiedy matka bohaterki wygania z domu służącą jest przejmująca.
              • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 07.01.15, 13:45
                :}

                zgadzam się z Tobą, Barbasiu.

                jest to komediodramat.
                dramat dotyczy czarnoskórych świętych, a komedia polega na ośmieszaniu chamskich białych rasistek :]]

                spójrz na "Nietykalnych" made in France, Barbasiu. tam komediowo i dramatycznie są potraktowane obie główne postaci.

                w "Służących" jednak chodzi o wyeksponowanie wątku poniżenia czarnych kobiet przez białe kobiety [nie wszystkie, ale jednak].

                wg mnie, znacznie ciekawszy film mógłby powstać, gdyby ktoś w Ameryce odważył się zająć tematem czarnych kobiet, które poniżały inne czarne kobiety.

                Yup, były takie przypadki i to był także rasizm. już Tarantino jest głębszy w "Django", kiedy wprowadza postać Stephena, czarnego służącego który ma mentalnośc białego rasisty.

                przy pełnym docenieniu wagi zagadnienia i nawet niektórych postaci czarnoskórych bohaterek, przy wzruszeniu a'la mecenas Prado [hehe] podczas niektórych scen - będę się samobójczo trzymał tezy, że jednak jest to film w warstwie ideologiczno-spoecznej : pod z góry założoną tezę. wg mnie, dośc archaiczny.
                • pepsic Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 07.01.15, 19:14
                  już Tarantino jest głębszy w "Django", kiedy wprowadza postać Stephena, czarnego służącego który ma mentalnośc białego rasisty.
                  Dokładnie o tym samym pomyślałam, ale zapomniałam napisać:) Jak również to, że twórcy "Django" rewelacyjnie wyszedł hołd oddany czarnym niewolnikom. No ale do tego trzeba mieć talent Tarantio.
                • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 07.01.15, 23:59
                  grek.grek napisał:

                  > zgadzam się z Tobą, Barbasiu.

                  Niewymownie mi miło . ;}

                  > jest to komediodramat.
                  > dramat dotyczy czarnoskórych świętych,

                  Piękne mi święte! Jedna kradnie pierścionek, a druga, by się zemścić przygotowuje swojej białej chlebodawczyni ciasto czekoladowe z wkładką ... uch!

                  CDN.
            • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 04.01.15, 21:18
              > jak tak teraz myślę, to wydaje mi się, że z kolei ten rasizm Hilly i jej koleża
              > nek nieco się rozjeżdza, bo z jednej strony Hilly jest wredna, ale z drugiej na
              > dolepioną gębę pajaca - histeryczna jest, żywi się kupami, panikuje, kiepsko p
              > rowadzi po alkoholu... trochę mi przypomina obrazek Adolfa Hitlera w antyfaszys
              > towskich parodiach. owszem, Hilly może czarnym dziewczynom narobić szkód i skrz
              > ywdzić, posłać do więzienia, ale
              > mimo wszystko nie mam przekonania, czy koniecz
              > ne było dowodzenie, że rasizm ma taką akurat twarz.

              A jak spojrzysz z przymrużeniem oka na Hilly to będzie dobrze?
              To komediodramat!
          • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 04.01.15, 21:22
            pepsic napisała:

            Więc albo się akceptuje przyjętą tu konwencję (opowieść do śmiania się i wzruszania) albo nie.

            W zaakceptowaniu koncepcji pomaga (mi pomógł) fakt, że film jest starannie zrobiony, trzyma w zaciekawieniu do końca. A także, tu skorzystam z eleganckiej podpowiedzi P. T. Felisa z Gazety Telewizyjnej "sprawnie łączy humor i patos, ważny temat i perspektywę indywidualnych postaci".
            Oraz ma całe grono udanych kobiecych postaci.
            • pepsic Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 06.01.15, 21:01
              Więc albo się akceptuje przyjętą tu konwencję (opowieść do śmiania się i wzruszania) albo nie.

              To nie mój cytat.
              :)
              • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 08.01.15, 00:00
                pepsic napisała:

                > Więc albo się akceptuje przyjętą tu konwencję (opowieść do śmiania się i wzr
                > uszania) albo nie.

                >
                > To nie mój cytat.
                > :)

                To moje słowa! :)
          • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 04.01.15, 21:30
            pepsic napisała:

            >gdzie wszystkie białe kobiety są rasi
            > stkami, w najlepszym przypadku idiotkami,

            Nie wszystkie białe kobiety są rasistkami.
            Skeeter nie jest rasistką, Celia Foote nie jest rasistką.
            Matka Skeeter , zwrócił uwagę na nią już Grek, jest ciekawą postacią w kontekście rozważań na temat rasizmu .

            Zresztą jesteśmy na południu Ameryki nie powinno dziwić, że jest tyle rasistek.
            • pepsic Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 06.01.15, 20:59
              Celia Foote nie jest rasistką.
              Toteż napisałam: albo są rasistkami, ani idiotkami, jak Celia.
              Matka Skeeter jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. I rację ma Grek, że z pożytkiem dla filmu byłoby uczynić z tej ciekawej i złożonej postaci pozycje wyjściową w temacie, dlaczego w przyzwoite, wykształcone i mądre kobiety wchodzi demon zła.
              • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 06.01.15, 21:22
                nie zgodzę się z tezą, że Celia była idiotką. Na pewno nie.
                • pepsic Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 07.01.15, 19:08
                  Byc może w powieści, której nie znam jej postać jest bardziej rozwinięta psychologicznie. Jednak w filmie tak właśnie ją odebrałam.
                  • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 07.01.15, 21:07
                    na pewno książka dała mi trochę inne spojrzenie na postaci, ale zauważ, że Celia głupkowatym być może zachowaniem 'przykrywała' życiową tragedię, to był jakiś tam sposób na radzenie sobie z traumą, a dodatkowo dochodziła do tego chęć dopasowania się do nowego środowiska, bo nie wiedziała, że jest skazana z góry na porażkę przez Hilly, której odbiła faceta (zdaniem Hilly).
                    Ona nie wychowała się w Jacksonville, ona nie była z dobrej południowej rodziny, jak pozostałe panie, z tego wynikał jej stosunek do czarnych, nie z głupoty, niewiedzy czy idioctwa.
      • barbasia1 Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 29.12.14, 00:01
        Oczywiście, że oglądaliśmy! :)

        Mała jej wyznaje "ty jesteś moją prawdziwą mamusią", mecenas Pra
        > do ugotowany. no i to pożegnanie, keidy sponiewierana oskarżeniem o kradzież mu
        > si odejść z pracy, a mała stoi na srodku pokoju i płacze, żeby jej nie zostawia
        > ła - tu już mecenas Prado powiedziałby swoje kanoniczne "Wzruszyłem się".
        :))

        Scena końcowa bardzo dobra, pełna napięcia.

        > [...] - musi wzruszać, ale chyba się zgodzicie,że są to dość łatwe wzruszenia.

        To babskie kino, do wzruszania się, z przyjemnością obejrzałam.

        > mówiąc to mam na myśli np. Bryce Dallas Howard, która jest kapitalna w roli Hil
        > lary. tylko czy... wyobrażacie sobie Oscara za rolę pretensjonalnej, wrednej,
        > aroganckiej białej rasistki ? :]] BEZSZANSIE.


        Niemożliwe, fakt. Jeszcze ktoś mógłby pomyśleć, że docenia się rasistowskie poglądy, a nie aktorską grę.


        Kapitalna jest Bryce Dallas Howard zwłaszcza w scenie, kiedy przeżuwa ostanie kęsy czekoladowego ciasta dowiedziawszy się o "specjalnym" dodatku! Uch!

        Obstawiałam trawkę jako dodatek ... ;)
        • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? :] 29.12.14, 13:16
          właśnie widzę :] brawo... my :]

          haha, no tak, możliwe że TAKŻE trawka tam była.

          jest coś jednak irytującego w tej poprawności politycznej kinowej, nieprawdaż ?
          aktor/ka decydujący się na zagranie postaci moralnie skrzywionej, dwuznacznej albo
          z gruntu złej, zamykają sobie drogę do wyróżnień. No, przynajmniej w Ameryce ;]
          • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 14:33
            grek.grek napisał:

            > jest coś jednak irytującego w tej poprawności politycznej kinowej, nieprawdaż ?
            > aktor/ka decydujący się na zagranie postaci moralnie skrzywionej, dwuznacznej albo
            > z gruntu złej, zamykają sobie drogę do wyróżnień. No, przynajmniej w Ameryce ;]

            e, nieprawda. Przecież choćby Hannibal Lecter Oscara dostał, i alkoholik grany przez Nicholasa Cage'a w "Leaving Las Vegas" (okropna postać!), i Kate Winslet za "Lektora" (postać baardzo dwuznaczna), i Chalize Theron "Monster".
            • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 15:13
              Lecter - poddaję się, trafione zatopione :]

              ale już pozostałe wymienione przez ciebie postaci, w jakimś stopniu zasługują na współczucie przynajmniej.
              jak mozna nie współczuć Kate Winslet, która w Lektorze gotowa jest zawiązać sobie stryczek na szyi, z powodu wstydu przez ujawnieniem że jest analfabetką ? no nie sposób :]

              Charlize Theron gra ofiarę, Nicolas Cage gra pijaka, który ma świadomośc swojej klęski, a poza tym doznaje nadziei na umknięcie śmierci. to są postaci tragiczne, dotknięte słabościami, ale nie złe.

              taka Hilly ze "Służacych" nie ma już żadnych niuansów :] absolutnie zero-jedynkowo negatywna postać. wydaje mi się, że jednak jest tu minimalna róznica.
              • barbasia1 Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 19:27
                > ale już pozostałe wymienione przez ciebie postaci, w jakimś stopniu zasługują n
                > a współczucie przynajmniej.
                > jak mozna nie współczuć Kate Winslet, która w Lektorze gotowa jest zawiązać sob
                > ie stryczek na szyi, z powodu wstydu przez ujawnieniem że jest analfabetką ? no
                > nie sposób :]

                Ależ bohaterka grana przez Kate Winslet była esesmanką w obozie!
                Była współodpowiedzialna za śmierć grupy kobiet.
                • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 13:47
                  to prawda.

                  ale jednocześnie jest ona, o ile dobrze pamiętam, niewinna.
                  tyle że nie chce się bronić, bo musiałby jednocześnie przyznać się do analfabetyzmu, a to byłoby dla niej większym wstydem niż bycie uznaną za zbrodniarkę. Jest ona w istocie ofiarą wojny i faszystowskiego terroru.

                  co by było, gdyby pani Winslet zagrała przekonaną o swoich racjach esesmankę, a nie zagubioną dziewczynę która nie umie pisać i czytać ?

                  myślę, że ten Oscar byłby dla niej nieosiągalny, nawet gdyby zagrała wybitnie :"]
                  • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 14:53
                    no nie, nie jest niewinna, ona po prostu wierzyła, że tak trzeba, że takie są zasady i trzeba się ich trzymać - z tego, co pamiętam.
                    • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 16:28
                      nie pamiętam dokładnie "], ale wydaje mi się, że o ile była ona w obozie i spełniała jakieś tam obowiązki, to jednak nie jest odpowiedzialna za zbrodnię, którą się jej przypisuje ?
                      • pepsic Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 20:29
                        Była winna śmierci setek więźniarek obozu, które na polecenie przełożonych zaryglowała w podpalonym kościele podczas ewakuacji i skazała na śmierci w męczarniach. Tak, przyznanie sie do analfabetyzmu było dla niej większym wstydem, niż bycie zbrodniarką.
                        • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 31.12.14, 13:45
                          źle zapmiętałem.

                          a o co chodziło z tym analfabetyzmem ? czy nie o to, że przyznanie się do tego, iż nie zrozumiała zapisu rozkazu, mogłoby dowieść jej niewnności ?
                          • pepsic Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 01.01.15, 14:05
                            Nie ma mowy o niewinności, choć jakąś tam okolicznością łagodzącą mogło być, bo ryglując drzwi podpalonego kościoła musiała przewidzieć tragiczne w skutkach konsekwencje. Analfabetyzm nie zwalnia nikogo o samodzielnego myślenia, ani rozróżniania zła od dobra.
          • barbasia1 Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 19:26
            grek.grek napisał:


            > haha, no tak, możliwe że TAKŻE trawka tam była.

            Po takiej wkładce, jaką do ciasta czekoladowego wsadziła Minny, trawka już nie była potrzebna, żeby odlecieć. Uch!

            > jest coś jednak irytującego w tej poprawności politycznej kinowej, nieprawdaż ?
            > aktor/ka decydujący się na zagranie postaci moralnie skrzywionej, dwuznacznej albo z gruntu złej, zamykają sobie drogę do wyróżnień. No, przynajmniej w Ameryce ;]

            Tu może raczej kontekst opowieści decyduje. Po za tym była świetna rola pozytywna do nominacji.

            Ale czy Hilly Holbrook jest moralnie skrzywiona, dwuznaczna albo z gruntu zła? Hilly to typowa przedstawicielka południa Ameryki (Jackson, Mississippi), tak po po prostu została wychowana i ukształtowana, jak i większość jej koleżanek z klubu, panienek z dobrych domów, w uprzedzeniach rasowych, w krzywdzących stereotypach, w mocnym przekonaniu, że ludzie czarnoskórzy są gorsi, że ich życiową rolą jest służyć białym, że ich organizmy mają inne bakterie, które mogą zarazić białych itd.

            Jej matka (świetna Sisi Spacek) , też musiał taka być, do czasu kiedy cholesterol nie zablokował jej niektórych arterii. ;)

            Film też pokazuje smutna prawdę, że ludzką mentalność, utarte schematy myślenia niesłychanie ciężko jest zmienić. Jedną, jedyną Skeeter stać było na samodzielność myślową, przekroczenie tych utartych schematów, zakwestionowanie starego porządku.





            • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 29.12.14, 21:50
              o, właśnie, kontekst jest bardzo ważny, jak napisała Barbasia.

              Nie zapominajmy, że to Missisipi, najbardziej chyba 'konfederacki' stan ze wszystkich, w którym bardzo długo nie pogodzono się z przegraną w wojnie secesyjnej, żeby było ciekawiej - ze względów na jakieś niedopatrzenie - niewolnictwo w tym stanie zniesiono dopiero w ubiegłym roku!
              • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 15:32
                maniaczytania napisała:

                > Nie zapominajmy, że to Missisipi, najbardziej chyba 'konfederacki' stan ze wszy
                > stkich, [...] - niewolnictwo w tym stanie >zniesiono dopiero w ubiegłym roku!

                Co nieprawdopodobnego!
            • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 13:41
              hehe :[

              wiesz, wydaje mi się, że jednak rasizm to jest rzecz szczególnie w Ameryce piętnowana, na którą są szczególnie wyczuleni. pani Howard gra na tyle przekonująco, iż wydaje się, ze Hilly naprawdę wierzy w to, co demonstruje swoimi zachowaniami.

              haha, no tak :]

              otoz to.
              Skeeter przełamuje schematy na wszystkich polach - nie zależy jej na zamążpójściu, chce pracować zamiast leżeć i pachnieć mężowi, no i własnie kwestionuje rasowy porządek. jest to dobrze zaznaczone, jej sprzeciw nie wynika z powietrza, bierze się z ogólnego rysu osobowości. w pewien sposób uksztrałtowanej przez kontakt z czarnoskórą nianią, jaki miała w dzieciństwie, ale inne koleżanki też taki kontakt miały, a jednak wyrosły na rasistki.
              • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 14:57
                Skeeter nie kontestuje małżeństwa ;) Ona po prostu myśli, że nie znajdzie męża - lata wpajania jej przez matkę, że jest brzydka, za wysoka, że ma okropne włosy (ciągłe próby coś zrobienia z nimi - prostownica!). Ona się cała jeży przy kontaktach z mężczyznami. Szkoda, że cały, dość spory wątek jej związku ze Stuartem (nieudana pierwsza randka, potem następne, wizyta u jego rodziców - ojca senatora, matki - Hilly bis, wreszcie bolesne zerwanie z trochę bardziej złożonych powodów niż w filmie) został w filmie pominięty, bo mógłby rzucić na nią inne światło. Ona chce wyjść za mąż, znaleźć kogoś, kto będzie ją rozumiał. I dlatego też m.in. wyjeżdża do Nowego Jorku - chyba nawet w filmie Minny albo Aibeleen mówi jej, że tu męża nie znajdzie.
                • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 15:00
                  Skeeter skończyła na studia?
                  • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 15:06
                    Skeeter skończyła studia wcześniej. Po ich skończeniu wraca do miasta i dopiero się zaczyna :)
                    Jej matka jest rozczarowana, że wraca bez męża, bo większość jej koleżanek, nawet jeśli poszła na studia, to skończyły na pierwszym roku 'łapiąc' męża, bo po to szły na uczelnię.
                    • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 15:30
                      Dzięki. Tak mi się właśnie wydawało. A jest powiedziane gdzie studiowała? W Nowym Yorku?
                      • maniaczytania Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 17:27
                        studiowała na Ole Miss, czyli Uniwersytecie Missisipi w Oxfordzie, w stanie Missisipi :)
                        Zresztą dwa pierwsze lata studiowała razem z Hilly, która potem 'złapawszy' męża, przerwała studia.

                        Skeeter była bardzo wysoka, jak na tamte czasy - ponad 1,80. Jej matka (inaczej niż w filmie!) miała ok. 1,65.
                        • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 31.12.14, 19:47
                          O dzięki Ci, Maniu, za cenne dopowiedzenia!

                          cdn. jutro!
                • grek.grek Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 30.12.14, 16:27
                  coś w tym jest, bo jak już tego chłopaka poznała, to się okazało, że nagle gotowa by była
                  się dać zaobrączkować :] fakt fakt.

                  ciągle gdzieś się potykam o ten pierwszy moment, kiedy jest ona opisywana niemal jako
                  burzycielka zastanych zasad :]
                  • pani_lovett Re: "Służące" - czyżbyście nie oglądali ? 31.12.14, 17:37
                    > ciągle gdzieś się potykam o ten pierwszy moment, kiedy jest ona opisywana
                    > niemal jako burzycielka zastanych zasad :]

                    ???
    • siostra_bronte "Sid i Nancy" 29.12.14, 01:25
      To znowu ja :)

      Brytyjski film w reż. Alexa Coxa z 1986 r. Obejrzany na dvd, kupione za kilka złotych. Głównym powodem zakupu był oczywiście Gary Oldman w roli głównej :) To jedna z jego pierwszych ważnych ról w karierze.

      Film opowiada historię burzliwego związku Sida Viciousa, basisty Sex Pistols z Nancy (Chloe Webb), Amerykanką, kręcącą się w środowisku muzyków. Akcja rozgrywa się pod koniec lat 70-tych w Londynie.

      Akcję można opisać krótko: sex, drugs & rock'n'roll :) Sid gra razem z zespołem w szemranych klubach, muzycy zwykle są pijani lub naćpani. Sam Sid często gra niewiele, zbyt zajęty szarpaniem się z publicznością :)

      W wolnym czasie Sid szwęda się po okolicy, imprezuje ze znajomymi, tudzież oddaje się swoim nałogom. Spotyka Nancy i stają się nierozłączną parą. Niestety, także jeżeli chodzi o branie narkotyków.

      Początkowo wydaje się, że Nancy ma na Sida dobry wpływ. Stara się go mobilizować podczas nagrań w studio muzycznym, zabrania mu brać wtedy prochy. Ale Sid nie ma zamiaru jej słuchać. Ten związek jest wybuchowy. Sid i Nancy kłócą się strasznie, rozstają się, ale potem się godzą. I tak w kółko. No, ale nic dziwnego, jeżeli w tle jest zawsze alkohol i narkotyki.

      Po trasie koncertowej w Stanach zespół się rozpada. Sid chce rozpocząć solową karierę, a Nancy utwierdza go w przekonaniu, że nie potrzebuje zespołu, aby odnieść sukces. Sid i Nancy odwiedzają dziadków dziewczyny, chcą u nich trochę pomieszkać, ale ci delikatnie się ich pozbywają.

      Para przenosi się do zapyziałego hotelu w Nowym Jorku. Nancy załatwia Sidowi z dużym trudem parę koncertów w jakimś klubie. Ale Sid jest już tak pogrążony w nałogu, że na scenie jest kompletnie nieprzytomny. Widzowie szybko opuszczają klub. Kompletna klapa.

      Od tego momentu oglądamy smutny upadek Sida i Nancy. Z hotelu wychodzą już chyba tylko po towar. Całymi dniami zalegają w łóżku, pijani albo naćpani. Kiedy są bardziej przytomni to dochodzi do awantur. Raz udaje im się nawet podpalić pokój przez niedopałek papierosa. Koszmar. Ale te sceny nie wywołują już współczucia. Wręcz przeciwnie. Myślimy sobie: mają to czego chcieli. I nie mam pewności, czy reżyser chciał osiągnąć taki efekt u widza.

      W końcu dochodzi do tragedii. W czasie gwałtownej awantury Sid wymachuje nożem i trafia Nancy w brzuch. Oboje są zbyt naćpani, żeby to zauważyć. Po kilku godzinach Nancy budzi się w łóżku zalanym krwią. Udaje się jej dowlec do łazienki i tam umiera.

      Sid zostaje aresztowany. Na początku nie zdaje sobie sprawy co się stało, ale potem to do niego dociera. W areszcie skręca się z bólu, bo jest na głodzie. Po jakimś czasie wychodzi z więzienia za kaucją (nie wiem kto ją wpłacił). Ostatnia scena jest trochę bajkowa. Sid wsiada to taksówki, a w środku siedzi Nancy. Całują się. Taksówka odjeżdża w siną dal. Napisy informują, że niedługo później Sid zmarł z powodu przedawkowania narkotyków.

      Mamy tu typową historię upadku gwiazdy z powodu rozrywkowego trybu życia. Nie dowiadujemy się niczego nowego na ten temat. Dlaczego tak się stało? Czy Sid miał po prostu słabą wolę? A może mniej szczęścia niż inni? Reżyser nie mówi nic o jego dzieciństwie i rodzinie (tyle tylko, że matka mu pomagała). Może wtedy lepiej można byłoby go zrozumieć.

      Zaletą filmu jest świetnie oddany klimat Londynu, z ciuchami i całym anturażem epoki. Dla widzów, którzy nie lubią punka, ścieżka dźwiękowa może być dosyć męcząca :)

      Gary Oldman jest fantastyczny w roli Sida. Pełen energii, żywiołowy, bezczelny. I podobno doskonale podobny do oryginału. Dla fanów Gary'ego ten film to pozycja obowiązkowa.

      Tutaj trailer:

      www.youtube.com/watch?v=hZp3meyWVm0


      • siostra_bronte Re: "Sid i Nancy" 29.12.14, 01:53
        *szwenda się po okolicy
        • mozambique "WSpaniała" 29.12.14, 14:30
          francuska drobnostka , film błahy i kolorowy jak landrynka ala jaki fajny , idealny na kanikułę ,

          jest Francja koniec lat 50-tych , szerokie garnitury i kapelusze meżczyzn i koloerwe rozlkoszowane spódnice na halkach i wysokie tapiry u kopbiet - agent ubezpieczniowy Louis ( Romain Duris) przyjmuje do pracy sekretarki sliczne ale dosc niezborne ruchowo dziewczątko Rose ( Deborah Francois) z grzecznie uczesaną grzywką . Rose jest mila, układna i bardzo chce zarabiac pieniądze ale myli sie co chwila, jest rostrzepana, cbez przerwy os przewraca, wylewa albo wlada do niszzcarki BArdzo Wazne POlisy . ALe ma zalete - upiornie szybko pisze na maszynie , na starej wielkeij głosnej jak lokomotywa kobyle . NA sekretarke nie nadaje sie w ogole ale Louis ( sam niepelniony do konca sportowiec z mlodosc) ,a mabicje wykorzystac ją inaczej , i to nie w poscieli bynajmniej.
          Chce ja wystawic do regionalnyc zawodów w pisaniu na maszynie , ma ambicje :wychodowac: mistrzynię , ale pierwszy start Rose to porazka - jest zagubiona, nie wie jak usiasc , jak sie ustawic , jak szybko zmieniac papier w maszynie wiec ponosi kleske.
          Lousi nie odpuszcza - postanawia przygotowac ją do zawodów z nastepnym roku - proponuje jej zamiszkanie u niego w rezydencji i codzineni intensywne cwiczenia ( Rose po porstu na akord przepisuje ksiązki ) pod jego okiem.
          Rose sie zgadza i zaczynja sie przygotowania - i mam ty cale kolorowe szalenstwo - cwiczenia Rose , opiekunczosc Louisa, rodzące sie oczyswiscie uczucie miedzy nimi , i caly swiat lat 50-tych - ciuchy, fryzury, kolory, peruki , cudne samochody na ulicach oraz niesamowita muzyka tamtej epoki . Wszystko to wiruje , szaleje jak w rokendrolu bo Rose jest coraz lepsza = wygrywa zawody regionlane i startuje w mistrzostwach Francji - jzu lepiej przygotowana, juz troche obyta, jzu pewna siebei pisze 500znaków na minute ( na tych koszmarnych ciezkich kobyłach) rywalizuje z dotychcazswoą mistrzynią ( ich finalowy pojedynek jest filmowany jak turniej rycerski - fajna zabawa dla oka) i wygrywa.
          Zyskuje niesamowitą slawe, kontrakty reklamowe z producentem maszyn do pisania, ma sesje zdjeciowe i wywiady w telewizji i skoro to suckes - to rujnue oczywisce jej zwiazaek z LOuisem , rozstaja sie , Loius zaczyan flirtowac na potege ze slicznymi panienkami a Rose zaczyan "chodzic" z dziedzicem fortuny - synem wlasciela fabryki maszyn do pisania.
          I przygotowuej sie MIstrzostw Swiata w USA w 1959 r

          TEn film nie snobuje sie ani nie wysila na nic wiecej niz jest - wesola , lekką , kolorowa jak lizak i ozywczą jak lody z automatu komedią z roztanczonych lat 50-tych, z niezlymi aktorami ( w drugim planie jest tez Berenice Bejo) , z cudnymi ciuszkami ( ah ta moda, te makijaze, te ultrakobiece sukienki i szpilki noszone na codzien , te kopiaste fryzury i długie lakierowane paznokcie u zawodowych maszynistek ( hłe hłe) no i te kłęby dymu papierosowego WSZĘDZIE - wpracy, w kawiarniahc, w kinie, na smaoch zawodach plą wszyscy z wyjątkiem zawodniczek)
          Sam temat jest banalny ale film pokazuje jak z najnudniesjzego zajecia pod sloncem mozna zrobic calkiem pasjonującą historię
          NIe wiem czy probowaliscie keidys con napisac na takiej starej poteznej ciezkeij jak cholera maszynie ? - po paru minutach bola palce , potem ramiona, po godzienie wysiadaja plecy i puchną dlonie. To byla potwornie ciezka fizyczna robota a sceny mistrzostw wygladają jak wybory MIss FRancji - wszytskie zawodniczki w cudnych błyszczacych wizytwoych sukniach, na wysokich obcasach , we fryzurze na MArie Antoninę i makijazu na MArilyn MOnroe , wypielegnowanym rączkami łupią i łupia i łupią i łupią przez godzinę w tempei karabinu maszynowego .

          I nawet sie nie spocą :)
          • grek.grek Re: "WSpaniała" 30.12.14, 13:32
            Mozambique, nie martw się nic - opowiadaj z zakończeniami.
            jesli nie chcesz mieć wyrzutów sumienia z tego powodu, to po prostu oddziel tę częśc tekstu albo ją odpowiednio zaanonsuj :]

            jak to się skończyło ? :]

            miałem taką maszynę do pisania.
            fakt, zasuwanie na takim sprzęcie to jest angażujące fizycznie zajęcie, dobrze kształtuje kondycję ogólną, hehe.

            do tego owo szybkie zmienianie arkuszy papieru, to też umiejętność. powoli, to każdy umie, ale szybko - już łatwo o niezłą kołomyję.

            świetna recenzja i opis, dzięki :]

            hehe, to prawda - zajęcie może nie najbardziej intrygujące, ale historia ciekawa.
            wystarczy wprowadzić wątek współzawodnictwa i od razu akcja rusza i stopień zainteresowania
            rośnie.

            Francja lat 50-tych - no to jest absolutne pole do serwowania najlepszych wrażeń. Jak jeszcze powiesz, że ten film jest czarno-biały, to spytam ile dostał nagród cennych :]]
            • mozambique Re: "WSpaniała" 30.12.14, 13:46
              hehehe, nie
              jest kolorowy jak lizak na patyku
              az za bardzo - troche jak w reklamie margaryny to wszystko

              ale final oszszszsywiscie jest hepi - ROse w Hameryce przechodzi przez eliminacje, polfinal i dochodzi do finału gdzie raz sie potyka ( a raczej te ramiona w maszynie na których są poszcegolne litery "Zakorkowaly" sie na papierze bo okazalo sie ze Rose jest szybsza od maszyny - troche jak u Barei " ten rower jest dla mnei za szybki" ) i jest ciut wolniejsza od amerykanki , a pisze na nowiutkiej maszynei w kolorze rózowym ( prezent o aktualnego narzeczonego , tego od fabryki maszyn ) i jest pzrerwa ,

              ale Louis oczywiscei w tajemnicy pojechal za ukochaną Rose do USA siedzi za kulisami i gryzie place z nerwów a w przerwie Rose biegnie do szatni i wyciaga z walizki swoją starą maszynę, tą na ktore zaczynala treningi u Louisa i targa ją na scenę. Spotyka Louisa, padaja sobei w ramiona, płącza ze szczescia i kochają sie od nowa .

              A na starej maszynie w superfinale Rose pokonuje Amerykanke, zostaje MIstrzynią Siwata bo okazuje sie ze pisze 512 znaków na minute , no kosmos jakis.
              A Louis na serwetce ze stołu projektuje nowy "mechanizm literkowy" - matryce z poszcegolnymi literami nie są ulozone równolegle obok siebie tylko w kształt kuli ( czy tam sfery) wiec nic o nic nie zahacza i nie zaczepia. Ten mechanizm zostal rzeczywiscie szybko opatentowany i uzywany od tego czasu w milionach maszyn na swiecie

              no i kurtyna - hepi end !!!!

              a maszynistki nic tylko TRTRTRTRTRTRTRTRTRTRTRTRRTRTRTRTRTRT!!!
              • grek.grek Re: "WSpaniała" 30.12.14, 16:23
                dzięki :]

                rzecz lekka, jak pisałaś, ale jakże wdzięczna. też jak pisałaś :]
      • grek.grek Re: "Sid i Nancy" 29.12.14, 14:57
        dzięki, Siostro, jak zawsze opowieść którą się świetnie czyta :]

        para punkrockowych kochanków, co to kultowa się stała tu i ówdzie.
        przyznam szczerze, że bardziej do mnie przemawiają jednak naćpani i pijani
        romantycy XIX wieczni :] jakoś tak bardziej dostrzegam w nich pewien rodzaj
        weltschmerzu i innych przypadłości, no i chyba realia epoki jednak wdzięczniejsze.

        ciekawe, że niedawno, w swojej autobiografii, gitarzysta Stonesów, Keith Richards, wyznał że
        tylko dlatego on i większość kolegów jeszcze żyją, bo cały ten wagon kokainy i innych specjałów, jakie
        przez siebie przepuścili - zawsze były najwyższej jakości.

        to by znaczyło, że kokaina jako taka nie jest szkodliwa, nawet w hurtowych ilościach wciągana :]
        pod warunkiem, że jest czysta i idealna.
        jej szkodliwośc warunkowana jest marną jakością.
        to ma sens ;]]

        punkrock brytyjski, to w ogóle ciekawe zjawisko. de facto, powstał na zapleczu sklepu
        z gadżetami, który w Londynie prowadził Malcolm McLaren. to on znalazł i wylansował
        Pistolsów, a potem ruszyła cała lawina kapel i moda na ten biznes.

        do dzisiaj nie wiadomo, ile w tym było realnej kontenstacji, zwiążanej np. z niepokojami społecznymi
        z okazji bezrobocia, zamykania kopalń, a także kulturowej mielizny w jakiej tkwiła Wielka Brytania, a
        ile po prostu dobrego konceptu na stworzenie nowej mody i koszenie na tym kasy. a moda powstała
        i nieźle się rozkręcała, zarówno na gruncie muzyki, jak i stylizacji, fryzur, gadżetów, tekstyliów i stu
        innych.

        do dzisiaj jak słyszę wściekłe "God save the Queen, the fascist regime [..] God save the Queen/she aint' no human being" albo "I am an anarchist, I am an antichrist I wanna destroy passerby", to się zastanawiam, na ile to szczery głos, a na ile swietna podróbka.

        może ten cały Sid był najbardziej prawdziwy w tej całej zabawie w kontestację ?
        • siostra_bronte Re: "Sid i Nancy" 29.12.14, 15:11
          Dzięki, Greku :)

          Najlepsza scena filmu, to kiedy Sid i Nancy całują się gdzieś przy śmietniku w jakiejś uliczce Nowego Jorku (jest w trailerze). Bardzo symboliczna. Ten film to taka love story w stylu punk, ale przez prochy, alkohol, dużą dawkę przemocy, patrzymy na nich z jakimś dystansem.

          No właśnie, też pomyślałam o Stonesach :) Ileż oni prochów brali, a jakoś żyją i to całkiem dobrze!

          Tak, punk rock powstał w czasach kryzysu i bezrobocia. Idealnie wyrażał nastroje młodych ludzi. Ale z czasem jak to zwykle bywa, stał się modą, częścią mainstreamu. Rola McLarena jest dosyć dwuznaczna, powstały na ten temat chyba nawet jakieś filmy, ale nigdy nie zgłębiałam tego tematu.


          • grek.grek Re: "Sid i Nancy" 30.12.14, 13:37
            cała przyjemność po mojej stronie, Siostro :]

            yes, zauważyłem tę scenę, pocałunek wśród lecących w zwolnionym tempie śmieci. niezłe. Punk" - ang. śmieć.

            no właśnie, jak prochy to od razu otwiera się klapka, na ile tam chodzi o miłośc, a na ile jakieś odurzenie. aczkolwiek, może jedno z drugim ma więcej wspólnego niż ktokolwiek sądzi ;]

            w trailerze jest też, tam mi się wydaje, możesz to zweryfikować ?, scena koncertu jaki Pistols dali na płynące Tamizą barce. Dośc znana historia. Jest w filmie taka scena ?
            • mozambique Re: "Sid i Nancy" 30.12.14, 14:02
              PACZCIE PACZCIE , i okazuje ze MAcLaren zaczynal swa kariere projektujac ciuchy razem z Vivienne Westwood ( jej chyba ten styl zostal do dzisiaj) , a potem w USA zobaczyl poar pierwszy styl punkrockowy i posatnowil na nim dobrze zarpbic takze w Londynie


              jeeezu , jak se przypominam to przeceiz sluchalam ich w liceum,nosilam czarną skórę i mialam na glowie "czub" stawiany na piwo , o mamusiu :)))))
              • grek.grek Re: "Sid i Nancy" 30.12.14, 16:21
                haha :]

                ja słuchałem KSU.
                ponadczasowe teksty, poetyckie momentami, taki punkrock ambitny ;]
            • siostra_bronte Re: "Sid i Nancy" 30.12.14, 14:07
              Tak, świetna scena, tutaj w całości:

              www.youtube.com/watch?v=wbGd8MXMw1w

              Widzę, że jesteś nieźle zorientowany w temacie :) Tak, jest w filmie scena koncertu na barce na Tamizie.
              • grek.grek Re: "Sid i Nancy" 30.12.14, 16:20
                kiedyś pisałem dośc dużą pracę na temat historii [sub]kultury punkowej :]
                • siostra_bronte Re: "Sid i Nancy" 31.12.14, 16:26
                  Brzmi intrygująco :)
                  • grek.grek Re: "Sid i Nancy" 31.12.14, 18:04
                    ;]
    • siostra_bronte "Zaklęte rewiry" 30.12.14, 12:44
      Dzisiaj w Stopklatce o 23.40. Znakomity film Janusza Majewskiego, który już kiedyś polecałam.
      • grek.grek Re: "Zaklęte rewiry" 30.12.14, 14:10
        dzięki, Siostro.

        dodałbym do oferty klasyki :

        TVN, 20:50 oryginalny "Terminator"
        TVN7 23:15 "Brudny Harry"

        a w Kulturze "Fish Tank" zaraz po zakonczeniu opery, czyli o 23:25.

        rózne gatunki i chyba dośc zacny zestaw w sumie.
        • siostra_bronte Re: "Zaklęte rewiry" 30.12.14, 14:13
          Królują powtórki, a przyznam, że fanką opery nie jestem :)

          Bardzo polecam "Zaklęte rewiry"!
    • grek.grek z cyklu : utwory niezapomniane ;] 30.12.14, 13:56
      ... oraz w kontekście kilku ostatnio omawianych obejrzanych filmów... :]

      www.youtube.com/watch?v=yQNVB1ghR9c
      • pani_lovett Re: z cyklu : utwory niezapomniane ;] 30.12.14, 15:07
        "Jeżeli kochać, to dlaczego nie z kolegą?
        Dziewczynę wespół uwielbiać jest lżej.
        Co niebezpieczne dla mężczyzny samotnego,
        To z kolegą niebezpiecznym jest mniej."

        Hehehe! :))))

        • grek.grek Re: z cyklu : utwory niezapomniane ;] 30.12.14, 16:19
          haha, ten tekst to przecież sama prawda... jakże jeden samotny w pojedynkę mógłby podołać takim cięzarom ducha ;']]
          • pani_lovett Re: z cyklu : utwory niezapomniane ;] 31.12.14, 15:59
            Czyżby określenie "silniejsza płeć" straciło swoje znaczenie? ;)
            • grek.grek Re: z cyklu : utwory niezapomniane ;] 31.12.14, 16:56
              Barbasiu.... to okreslenie nigdy nie miało żadnej racji bytu w rzeczywistości ;]
              • pani_lovett Re: z cyklu : utwory niezapomniane ;] 31.12.14, 17:36
                Hehehehehe! :)))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka