Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 2 (vol. 52)

    • angazetka Neil Patrick Harris 23.02.15, 03:06
      Jak na razie uroczy, dowcipny i sympatyczny. Pochwalam.
    • angazetka Film nieanglo 23.02.15, 03:10
      IDAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!
      • angazetka Re: Film nieanglo 23.02.15, 03:20
        Sorry za elokwencję, ale się cieszę :)
      • pani_lovett Re: Film nieanglo 23.02.15, 19:13
        Ogromne gratulacje dla twórców! :)

        Agatę Kuleszę i Agatę Trzebuchowską informacja o przyznaniu Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny "Idzie" zastała na korytarzu. Panie , sądząc, ze nagrody w ich kategorii będą wręczane później, postanowiły zrobić sobie małą przerwę na toaletę i coś do picia! Moment wręczania Oscara reżyserowi oglądały w telewizorze na korytarzu.
        • grek.grek Re: Film nieanglo 24.02.15, 17:42
          niesamowita sytuacja... ogromna szkoda, one tam powinny być, bezwstydnie machać Oscarem i świecić na cały świat. Ktoś powinien pilnować, aby nie popełniły takiej beztroski.
    • angazetka Krótki metraż dokumentalny 23.02.15, 03:29
      Nie my...
    • angazetka Dźwięk 23.02.15, 03:48
      Whiplash!
      A przed chwilą Neil Patrick Harris wystąpił w samych majtkach, w doskonałym nawiązaniu do Birdmana <3
      • angazetka Montaż dźwięku 23.02.15, 03:49
        Snajper. Podobno "dźwięk robi ten film", więc słusznie.
    • angazetka Aktorka drugoplanowa 23.02.15, 03:57
      Patricia Arquette. Najmniejsze zdziwienie świata.
      Kończy okrzykiem o prawach kobiet, kibicują jej - ramię w ramię - Meryl Streep i Jennifer Lopez.
    • angazetka Efekty specjalne 23.02.15, 04:05
      Interstellar. No trudno.
      Dlaczego ci młodzi Amerykanie trzymają ręce w kieszeniach?
    • angazetka Animacja 23.02.15, 04:11
      O. Wielka szóstka. Nie spodziewałam się.
    • angazetka Scenografia 23.02.15, 04:22
      I GBH po raz trzeci!!!
      • angazetka Zdjęcia 23.02.15, 04:26
        Bajeczny zestaw: Idris Elba i Jessica Chastain daje Oscara Lubetzkiemu za "Birdmana". I słusznie, choć - wiadomo - "Ida" też byłaby dobrą opcją.
        • pani_lovett Re: Zdjęcia 23.02.15, 19:52
          photos.laineygossip.com/articles/idris-elba-oscars-23feb15-18.jpg

          To jest święto amerykańskiego przemysłu filmowego.
          • maniaczytania Idris :) 23.02.15, 21:47
            ależ on jest przystojny, wzdech :)
            • barbasia1 Re: Idris :) 26.02.15, 00:36
              :))
    • angazetka In memoriam 23.02.15, 04:37
      W tym roku demokratycznie - każdy dostał planszę z nazwiskiem, zawodem i ślicznym portretem pokazującym bardzo "żywą" osobę. Bardzo to było ładne i nastrojowe.
    • angazetka Montaż 23.02.15, 04:44
      Wręcza Benedict - na biało, zna się na modzie ;)
      Whiplash, słusznie, bo montaż robi ten film.
    • angazetka Piosenka 23.02.15, 05:06
      No tak. Glory z Selmy, czyli bardzo dużo amerykańskiego patosu. Chwilę temu, gdy piosenka była śpiewana, część sali płakała.
    • angazetka Lady Gaga 23.02.15, 05:21
      Śpiewa wiązankę przebojów z "Dźwięków muzyki" (pół wieku od premiery) i jest to bardzo bardzo bardzo ładne wykonanie. Nie spodziewałam się. Nawet Nicole Kidman jest pod wrażeniem i ma emocje na twarzy.
      OOOOOOOOOOOOOOO! Juli Andrews na scenie! Wzruszyłam się...
      • angazetka Muzyka 23.02.15, 05:24
        GBH!!!!!!!!!!!!!!!
        Desplat czyli.
        • pani_lovett Re: Muzyka 23.02.15, 19:33
          To pierwszy w karierze Desplata Oscar. Cieszę się bardzo, bo lubię muzykę tego kompozytora.

          Jeszcze ciekawostka na temat muzyki Desplata do GBH.

          Otóż motyw przewodni nawiązuje do wizualnej strony filmu. " Większość ujęć "The Grand Budapest Hotel" ma oś symetrii przebiegającą pionowo przez środek ekranu. Dokładnie tak samo wygląda zapis nutowy tematu skomponowanego przez Desplat - siedem nut, z których czwarta stanowi oś symetrii. W filmie przewija się on w różnych aranżacjach i wariacjach, jednak ostatecznie wszystko sprowadza się właśnie do tych siedmiu nut"!

          za stroną:
          muzykafilmowa.pl/artykuly/oscary2015.htm
          • angazetka Re: Muzyka 23.02.15, 20:09
            Fantastyczna ciekawostka!
            • barbasia1 Re: Muzyka 26.02.15, 00:36
              :)
              • barbasia1 Re: Muzyka 26.02.15, 00:36
                Prawda!? :)
      • pani_lovett Re: Lady Gaga 23.02.15, 19:49
        Lady Gaga znalazła się w czołówce najgorzej ubranych pan na tegorocznej oscarowej gali:

        Czy te wielkie czerwone rękawiczki ze skóry, rozszerzana u góry nie przeszkadzały jej w trzymaniu mikrofonu?


        www.dailymail.co.uk/femail/article-2964465/The-Oscars-2015-red-carpet-s-worst-dressed.html

        • angazetka Re: Lady Gaga 23.02.15, 20:06
          Śpiewała bez nich. Wyglądała zresztą na scenie ślicznie i takoż spiewała.
    • angazetka Scenariusz oryginalny 23.02.15, 05:32
      Birdman.
      Liczyłam na GBH znowu, no ale to też nie jest źle.
      • angazetka Re: Scenariusz adaptowany 23.02.15, 05:36
        O masz. Gra tajemnic.
        Miły młody człowiek ten Graham Moore i wzruszony.
        • angazetka Re: Scenariusz adaptowany 23.02.15, 05:39
          I miał doskonałą przemowę. osobistą, polityczną, emocjonalną. Brawo.
    • angazetka Reżyseria 23.02.15, 05:43
      Birdman! Fajno :)
    • angazetka Aktor 23.02.15, 05:52
      EDDIE! Jednak Eddie. Stremowany i wzruszony, zatkało go. Słodki.
      • angazetka Aktorka 23.02.15, 05:57
        Julianne Moore. Tyle zaskoczeń w kategoriach aktorskich ;)
        • grek.grek Re: Aktorka 23.02.15, 15:43
          bez dwóch zdań.
          ale to są fajne nazwiska filmowe, Patricia Arquette, Julianne Moore, ten Simmons, którego w ogóle nie kojarzę, a ktory tak nagle wyskoczył z kapelusza. I jegomość od Hawkinga. bardzo ciekawy kwartet w tym roku.
          • siostra_bronte "Dzieci ulicy" 23.02.15, 16:36
            Zaczyna się przegląd de Siki, dzisiaj o 23.05 w Kulturze. Po raz kolejny pytanie: dlaczego tak późno?? Jutro powtórka o 9.50, ale kto to obejrzy?
            • grek.grek Re: "Dzieci ulicy" 23.02.15, 16:52
              ja się szykuję :]

              Angazetka odsypiać będzie Oscary [?] :]
        • pani_lovett Re: Aktorka 23.02.15, 19:38
          To pierwszy Oscar Julianne Moore! Oscara powinna dostać już dawno temu za rolę (drugoplanową), Laury Brown w "Godzinach" (2002).
          • siostra_bronte Re: Aktorka 23.02.15, 19:58
            Yes, należała jej się nagroda, za "całokształt". Oprócz "Godzin", choćby także za " Za daleko od nieba" i "Boogie nights".
          • grek.grek Re: Aktorka 24.02.15, 17:39
            a rok temu dostala Złotą Palmę - i kto powiedział, że aktorki po 40-tce są niedoceniane... ;]
    • angazetka Film 23.02.15, 06:05
      Sean Penn: Kto dał temu sukinsynowi zieloną kartę?
      Czyli Birdman!
      • grek.grek Re: Film 23.02.15, 12:51
        Angazeko, dzięki za rewelacyjne sprawozdanie ! :]
        przejdzie ono do historii :]

        wspaniale, że jednak "Ida" !
        Agata Kulesza wyglądała fenomenalnie na tym dywanie, na sukienkach się nie znam, ale stylem, urokiem i uśmiechem pobiła na głowę wszystkie hollywoodzkie gwiazdki ;]

        [trafiłem coś 2 z 16 ;], czyli tradycji stało się zadość, hehe.

        mam nadzieję, ze Wasze wyniki będą wspaniałe, a może doczekamy się pierwszego 100 % typowania ? :]


        • pani_lovett Re: Film 23.02.15, 18:41
          grek.grek napisał:

          >[trafiłem coś 2 z 16 ;], czyli tradycji stało się zadość, hehe.

          Eeee! Policz jeszcze raz. Dobrze, to ja za Ciebie policzę.
          Jest 7 trafień na 16. Wow!


          I dobrze wytypowałeś w kategorii najlepsza muzyka filmowa.

          www.youtube.com/watch?v=aI7hb28Cl-c
          :))

          grek.grek napisał:
          >16 strzałów.
          >jesli trafię 6, to załóżcie słuchawki ochronne, bo będę głośno trąbił o sukcesie ;]]

          No i ???
          • pani_lovett Re: Film 23.02.15, 18:57
            Grek 7/15

            pani_lovett 12 na 19. :)
            Dlaczego ja tego "Birdmana" tak zlekceważyłam?

            Angazetka 12 / 20

            Mania 13 / 24 (dobrze liczę, Maniu?)

            Pepsic 1 / 6


            Bronte 7/ 7 100% Rozbiła bank! ;)
            • pani_lovett Podsumowanie typowań! 23.02.15, 18:59
              Grek 7/15

              pani_lovett 12 na 19. :)
              Dlaczego ja tego "Birdmana" tak zlekceważyłam?

              Angazetka 12 / 20

              Mania 13 / 24 (dobrze liczę, Maniu?)

              Pepsic 1 / 6


              Bronte 7/ 7 100% i rozbiła bank! ;)

              Ogólna średnia powyżej 50% trafień. Brawo! :)
              • maniaczytania Re: Podsumowanie typowań! 23.02.15, 19:06
                Barbasiu - ja w tym roku najsłabiej ;) i na waszym tle i moich poprzednich typowań :)))
                tylko 10

                A przy okazji - kiedy nasze forumowe Oscary? W tym roku, hura, hura, mamy więcej osób do uhonorowania Greku!
                • pani_lovett Re: Podsumowanie typowań! 23.02.15, 20:24
                  No waśnie!!? Ty zawsze miałaś wysoka liczbę poprawnych typowań, bliska 80-90%!!??
                  • maniaczytania Re: Podsumowanie typowań! 23.02.15, 21:52
                    powiem tak - miałabym jedno więcej - za piosenkę, ale celowo dałam tą z Zacznijmy od nowa, bo nie lubię takiego zagrywania, hmm, patetyzmem.
                    A co do reszty, to no cóż, bywa ;) Chyba tym razem za dużo tych filmów obejrzałam ;)
                    • pani_lovett Re: Podsumowanie typowań! 24.02.15, 17:10
                      maniaczytania napisała:

                      > powiem tak - miałabym jedno więcej - za piosenkę, ale celowo dałam tą z Zacznij
                      > my od nowa, bo nie lubię takiego zagrywania, hmm, patetyzmem.

                      Ale Amerykanie kochają patos. ;)

                      > A co do reszty, to no cóż, bywa ;) Chyba tym razem za dużo tych filmów obejrzał
                      > am ;)

                      Bardzo możliwe. :)
                      • pani_lovett Re: Podsumowanie typowań! 24.02.15, 17:11
                        Ale Amerykanie kochają patos. Ja to sobie przypomniałam w ostatniej chwili.
                • grek.grek Re: Podsumowanie typowań! 24.02.15, 17:45
                  a rzeczywiście, coś dawno Oscarów, czyli Ojejasów, nie było :]

                  pomyślę nad jakąs nową formułą, kategoriami... oprawą, co by powtarzać grepsów z pierwszej edycji.
                  poproszę o trochę czasu na organizację :]
                  • siostra_bronte Re: Podsumowanie typowań! 24.02.15, 17:48
                    Może nie zasłużyliśmy? :)
          • grek.grek Re: Film 24.02.15, 17:35
            uaaaaaa !!! ;]] juhuuuuu !!!

            7 na 16, ale mi się fuksło, dzięki Barbasiu, nie liczyłem na więcej niż 3, a tutaj taka
            rozpusta ;]]

            gratuluję, piękne wyniki, wszystkie wycelowałyście ponad 60 % z 19-23 kategorii - doskonały wyczyn.

            Siostra 7 na 7... pięknie :]

            a Pepsic jak zawsze niby tego.. ale zapewniła nam ciekawy wątek przed-oscarowy, bo rzeczywiście
            najbardziej chodliwym pytaniem było, czy artyzm "Idy" zyska większe uznanie od politycznie poręcznego "Leviatana".

            mówiąc to, wypada mi tylko podpisać się pod Twoim stwierdzeniem :brawo MY :]
            • barbasia1 Re: Film 26.02.15, 00:36
              He,he,he! :))

              > a Pepsic jak zawsze niby tego.. ale zapewniła nam ciekawy wątek przed-oscarowy,
              > bo rzeczywiście
              > najbardziej chodliwym pytaniem było, czy artyzm "Idy" zyska większe uznanie od
              > politycznie poręcznego "Leviatana".

              Yes! :)) Brawa największe dla Angazetki za relację dla NAS z gali oscarowej na żywo. Brawa dla Pepsic za ciekawe wątki przed-oscarowe ("Ida", "Lewiatan", "Birdman") . Dla Bronte za wygraną 100%. Dla Ciebie za postępy w typowaniu i powiększenie wyniku w tym roku.
              Dla Mani i Mozambique , za opowieści o oscarowym "Grand Budapest Hotel" i jeszcze dla Mani za to , że jako pierwsza podała swoje typy. :)


              > mówiąc to, wypada mi tylko podpisać się pod Twoim stwierdzeniem :brawo MY :]
              YES :)
              • grek.grek Re: Film 26.02.15, 17:28
                dzięki :]

                dla Ciebie, Barbasiu, jak zawsze brawa dla muzyczne prezentacje oscarowe, no i trafiłaś 12 z 19, czyli od lat niezmienne trzymasz bardzo wysoki poziom :]

                u nas zawsze szklanka jest do połowy pełna, prawda ? :]]
                • barbasia1 Re: Film 26.02.15, 19:26
                  Dzięki! :)) Zapomniałam o sobie.

                  I jeszcze moje serdeczne podziękowania dla Ciebie za śledzenie wątku na temat tegorocznych nominacji muzycznych i raz jeszcze za brawurowe i n t e r p r e t a c j e muzyczne. :))

                  > u nas zawsze szklanka jest do połowy pełna, prawda ? :]]

                  Święta prawda. :))
        • pepsic Re: Film 23.02.15, 21:18
          Agata Kulesza wyglądała fenomenalnie na tym dywanie, na sukienkach się nie znam, ale stylem, urokiem i uśmiechem pobiła na głowę wszystkie hollywoodzkie gwiazdki
          Dokładnie tak. Całe to wybotoksowane towarzystwo biła na głowę, a suknia Zienia very, very good.
          • grek.grek Re: Film 24.02.15, 17:38
            tym większa szkoda, ze aktorki nie towarzyszły panu reżyseiro w momencie odbierania nagrody. cóż to za niewybaczalne niedopatrzenie, na scenie powinny być obie plus producenci, którzy zrobili kapitalną robotę dla zapewnienia filmowi odpowiedniej publicity na Zachodzie.

            powtórzyć ceremonię ! :]
            • siostra_bronte Re: Film 24.02.15, 17:46
              O rany, jak to możliwe?? Wstyd! Ktoś zawalił sprawę.
              • maniaczytania Re: Film 24.02.15, 20:58
                same też trochę zawaliły ;) Ja, jak już tam będę ;), to nie wyjdę do końca ceremonii - ani pić ani do toalety ;)))
                • siostra_bronte Re: Film 24.02.15, 23:19
                  Haha. Ale poczytałam trochę na ten temat i są takie plotki, że obie panie w ogóle nie miały zaproszeń i nie siedziały na sali?!
                  • maniaczytania Re: Film 25.02.15, 07:33
                    i ta wersja wydaje mi się bliższa prawdy ;)
                  • angazetka Re: Film 25.02.15, 14:00
                    I te plotki mają więcej sensu :P Albowiem porządek rozdawania nagród jest co roku ten sam, więc nietrudno się zorientować, kiedy nie należy wychodzić na siusiu ;) Inna sprawa, że jak wyjdziesz na przerwę i nie zdążysz, to nie ma bata, nie wpuszczą cię z powrotem, bo łażenie po sali źle wygląda na ekranie.
            • pani_lovett Re: Film 25.02.15, 15:20
              grek.grek napisał:

              > tym większa szkoda, ze aktorki nie towarzyszły panu reżyseiro w momencie odbier
              > ania nagrody.

              Pisałam o tym wyżej , pod relacją Angazetki z gazetki oscarowej, w poście na temat Oscara dla "Idy".
      • grek.grek Re: Film 23.02.15, 12:52
        AngazeTko, przepraszam bardzo za omyłkę, ale ręce mi latają z powodu tego Oscara i w ogóle ;]
    • grek.grek "W lepszym świecie" [2010] via TVP1 23.02.15, 13:41
      nie wiem, czy wypada w dzień post-oscarowy, ale ustrzeliłem wczoraj dwa filmy i przynajmniej jeden spróbuję opisać [ drugi jutro].

      nie wiem, nie rozumiem dlaczego TVP1 pokazała ten tytuł w środku nocy... Zaczął się o 3:20.

      Rzecz się dzieje w duńskim nadmorskim miasteczku.
      Elias i Christian są równieśnikami, mają jakoś po 12 lat, i chodzą do tej samej szkoły. Elias ma szwedzkie korzenie, które to do kupy z "zębami jak u zająca" powodują, że staje się obiektem zaczepek ze strony szkolnych zakapiorów. Christian, który dopiero się do miasteczka sprowadził, dostaje piłką w zęby za sam fakt, że z Eliasem rozmawiał.

      O ile Elias znosi upokorzenia, o tyle Christian po pierwszym razie bierze odwet. Dopada głównego prowodyra, większego od siebie o głowę, i naparza go pompką do rowera aż tamtej zalewa się krwią, a potem przystawia mu nóż go gardła. Elias jest świadkiem tej sytuacji i zatyka go z wrażenia. POmaga Christanowi - ukrywa ten nóż, którym Christian wymachiwał.

      Kiedy obu chłopców przesłuchuje wezwana do szkoły policja - zgodnie milczą na temat rzekomego noża, który był w użyciu, mimo prowokacji policjantów sugerujących im, podczas osobnych rozmów, że tamten drugi powiedział coś zupełnie innego niż w rzeczywistości. Christian broni się, że był zaczepiany i musiał się bronić ["Gdybym mu nie oddał, to wszyscy uznaliby że mogą mnie bić. Pompka ? A jak miałem mu dać radę inaczej, skoro jest większy ode mnie ?" i generalnie kończy się na spotkaniu trójstronnym w gabinecie dyrektorki, na którym Elias i Christian oraz zakapior podają sobie dłonie.

      Efekt jest widoczny - Eliasa nikt nie zaczepia, a on sam zbliża się coraz bardziej z Christianem, którego postawa mu imponuje, bo sam tak nie potrafiłby nigdy w życiu.

      Obaj chłopcy mają kłopoty rodzinne. Wywodzą się z domów bardzo porządnych, mieszkają w doskonale wyposażonych domach, ale te familije mają swoje problemy...

      Ojciec Christiana ciągle podróżuje w interesach. Chłopak ma wszystko materialnie, ale niewiele ma uczuciowo. Cieniem na stosunkach syna z ojcem kładzie się niedawna śmierć ich żony/matki. Po długiej chorobie zmarła na raka. Christian obwinia ojca o to, ze "przestał o nia walczyć, poddał się". Widać po dzieciaku tę złośc i rozczarowanie, ma wszystko wypisane na twarzy. Cała determinacja i agresja, jaką się wykazał w rozwiązaniu szkolnego konfliktu, pochodzi z żalu jaki ma wobec starego.

      Rodzice Eliasa są w separacji, chłopak mieszka z matką [i młodszym bratem], ale ojciec często go zabiera do siebie i robią rózne rzeczy - idą na lody, puszczaja latawca, siedzą i patrzą na morze... Matka jest pielęgniarką, źle znosi tę sytuację. Ojciec to lekarz, często wyjeżdza do Afryki, gdzie pomaga tubylcom, w jakimś zdestabilizowanym politycznie kraju.

      Z czego wynika uległośc Eliasa ? Najpewniej z męskiego wzorca jaki prezentuje jego ojciec. Któregoś dnia na placu zabaw młodszy brat Eliasa wdaje się w sprzeczkę z innym maluchem. Ojciec ich delikatnie rozdziela. Na to przybiega ojciec tego drugiego malca - i strzela ojca Eliasa w twarz. Klasyczny liść :] I ojciec Eliasa nie odpowiada. Zabiera dzieciaki i odchodzi. Świadkiem tej sceny jest Christian i wprost mówi ojcu Eliasa, że zachował się niewłaściwie.

      Stary próbuje to jakoś wytłumaczyć, ze przemoc nie ma sensu i w ogole [dokładnie tak samo myśli ojciec Christiana], ale bardzo go ta sytuacja gryzie. Szwęda się po domu, na niczym nie umie się skupić.

      Christian lubi przesiadywać na dachu ogromnego silosa, skąd rozpościera się widok na całe miasteczko. Silos ma jakieś 50 metrów,a Christian siada sobie tak, że macha nogami nad "zeskokiem". Elias ma obawy by w ogole podejśc do krawędzi. Z dachu obaj chłopcy widzą tego typa, co pobił ojca Eliasa. Zbiegają na dół, Christian spisuje numer jego samochodu i ustala że pracuje on w warsztacie samochodowym. Namiary zanosi ojcu Eliasa i mówi "Niech pan złoży doniesienie na niego, przecież pana pobił". Ale gośc nie ma zamiaru. Tutaj Elias zaczyna na staruszka patrzeć podejrzliwie.

      Ojciec zatem robi coś innego - zabiera synów i Christiana i jedzie z nimi do tego warsztatu samochodowego, gdzie pracuje ten co go pobił. Jedzie mu oddać ? Nie. Staje z nim twarzą w twarz, żeby mu wyjaśnić jaki z niego cham i kretyn. Za to dostaje kolejnych kilka liści, aż się śmieją współpracownicy tego mechanika. OPuszcza warsztat i tłumaczy synom, że "Gdybym mu oddał, byłbym takim samym idiotą jak on. A to on przegrał". Synowie niby dają się przekonać, ale Christian rzuca "Myśli pan, że on się czuje przegranym ?".

      Skoro stary Eliasa nic nie umie z tematem począc, to Christian sam chce wymierzyć sprawiedliwość - bawiąc się w garażu u Eliasa znajduje karton pełen fajerwerków. Rozbiera je na części i z każdego wysypuje proch. Każdy fajerwerk je zawiera. Niewiele, ale jak nazbierać tego prochu z kilkudziesięciu sztuk, to już jest potencjał. Potencjał na bombę. Christian chce ją podłożyć pod samochód tego mechanika i wysadzić go powietrze.

      Elias się waha, na co Christian sugeruje,że jeśli nie weźmie w tym udziału, to koniec z nimi.

      Elias ma nóz, który mu podarował Christian. Ten sam, którym groził w szkole zakapiorowi. Matka znajduje tę kosę ukrytą w domu. Robi Eliasowi awanturkę. Martwi się o niego, a przy okazji marnie znosi rozstanie z mężem. Zwłaszzcza że mąż był winowajcą, zdradził ją.

      W międzyczasie odwiedza ją ojciec Christiana, i przeprasza za ten incydent w szkole. Po wszystkim Christian prowokuje starego i sugeruje, że ten ma romans z matką Eliasa, a jak jeszcze nie ma, to na pewno chce go mieć. Ojciec się broni, a Christian z pasją oskarża go o to, że nie pomógł matce, że "pozwolił jej umrzeć".

      Ojciec Eliasa wyjeżdza znów do Afryki. Leczy. Któregoś dnia do jego szpitala pod gołym niebem przyjeżdza uzbrojona banda jakiegoś watażki. Ludzie wieją w popłochu, patrzą co się stanie. Watażka jest ranny, ma coś z nogą. Prosi o pomoc. Lekarz przyjmuje go i obiecuje się nim zająć.

      MIejscowi proszą go, zeby wyrzucił watażkę, bo to okrutnik, ktory "rozcina kobietom w ciązy brzuchy". Ale ojciec Eliasa nie daje się zepchnąc z toru swojej etycznej postawy. Leczy watażkę i ten dobrzeje. Ludzie kręcą nosem, ale nie ma żadnego buntu czy czegoś. Po prostu nie podoba im się ta sytuacja. Watażka proponuje doktorowi sztamę, ale doktor odmawia. Leczy go, ale przyjaźnić się nie zamierza. Traktuje go z maksymalnym możliwym chłodem.

      Wreszcie watażka przegina. Urządza sobie jakiś żarciki z kobiet, które zabił i pewnie zabijać będzie nadal, jak tylko wydobrzeje. Wtedy ojciec Eliasa traci spokój - wywraca go na ziemię [tamten chodzi o kuli i ciągle noga jest w cięzkim stanie], a potem ciągnie go za nogi do bramy, każe wypie,przać. Ludzie odczytują jego zachowanie jako zachętę - cała armada miejscowych doppada watażkę i zajmują się nią po swojemu. Zemsta za terror i mordy. Nie wiadomo, co mu robią, ale drze się głośno :]

      W tym czasie CHristian ma już gotową bombę. Elias przyłącza się do niego, nie chce stracić przyjaciela.

      Christian rankiem chce ją podłożyć pod samochód mechanika. Rankiem, żeby nikt postronny nie ucierpiał. No i podkłada. Zapala lont i obaj z Eliasem szybko ukrywają się za rogiem. Kłopot w tym, ze zza przeciwległego rogu wyłania się niczego nie podejrzewająca kobieta z córka. Jak pie,prznie, to musowo oberwą. Elias wybiega krzycząc, żeby uciekały. No to one uciekają, ale Elias już nie zdąza się wycofać. Wybuch jest potęzny, a Elias pada nieprzytomny. Christian jest wstrząśnięty.

      Elias jest w szpitalu. Matka szaleje z przerażenia. Dzieciak ma otwartą ranę brzucha. Natychmiast wraca do domu ojciec z Afryki. Czuwają przy łózku chłopaka.

      Christian ma doła jak kanion Kolorado. W szczerej rozmowie ojciec wyznaje, ze "tak, nie walczyłem do końca o twoją matkę. Ona sama nie walczyła. Chciałem by umarła, bo tak bardzo cierpiała... ona sama chciała umrzeć". Dzieciak chyba rozumie wreszcie o co chodzi, i jak był niesprawiedliwy wobec staruszka.

      cdn
      • grek.grek Re: "W lepszym świecie" [2010] via TVP1 23.02.15, 14:05
        zapomniałem dodac, ze w szpitalu zdenerwowana matka Eliasa, dowiedziawszy się o tym, że to Christian wymyślił tę bombę, omal nie dusi w furii Christiana.

        Tyle dzieje się naraz, że wyrzuty sumienia przygniatają Christiana. Znika z domu. Nocą jego ojciec wydzwania do rodziny Eliasa, ale oni też nie wiedzą, gdzie jest jego dzieciak.

        A Christian jest... tak - na dachu tego silosa. Stoi przy samej krawędzi i szykuje się do skoku. W ostatnim momencie dopada go tam ojciec Eliasa [wiedział od syna, że Christian lubi tam chodzić]. Łapie za fraki, zanosi w bezpieczne miejsce i tłumaczy, że Elias wyzdrowieje i wszystko będzie dobrze.

        Przy okazji wypadek Eliasa, cała ta dramatyczna sytuacja, integruje jego rodziców. Najpewniej wrócą do siebie, na co od dawna mają ochotę, ale on ma ciągle wyrzuty sumienia, że ją zdradził, i sądzi że powinien odcierpieć swoje grzechy, a ona ciągle to gdzieś tam pamięta, i nie mogą się zdobyć na gest i decyzję. Teraz dzieje się to samorzutnie, w obliczu możliwej tragedii wszystkie urazy pryskają jak bańki mydlane.

        Christian odwiedza go w szpitalu. Rodzice dyskretnie wychodzą, zostawiając ich samych. Elias ma się już lepiej. Nie ma za złe Christianowi, a Christian wyraźnie przechorował to wszystko, co się stało. DOkonuje ekspiacji, ze głupi się zachowywał i szkodliwie. Obaj mówią to samo : nie mogą się doczekać wspólnego chodzenia do szkoły i zabawy.

        Ojciec Eliasa wraca do Afryki. Jedzie samochodem przez pustynię, a za nim biegnie gromada dzieciaków... Czy one z kolei doznają tej radości, bo watażka nie żyje i prześladowania się skończyły ?

        Pani rezyserka Susanne Bier chyba dwuznacznie się jednak wypowiada.
        za co jej chwała, bo życie jest jakie jest i czasami dochodzi do sytuacji, że albo wóz albo przewóz.

        Przemoc w słusznej sprawie ma swój walor naprawiania świata.
        Byle nie pójśc za daleko, byle nie eskalować do punktu w którym zaczyna się to wymykać spod kontroli, byle nie przerodziło się to w rutynową formę rozwiązywania problemów z innymi ludźmi ? Tak to można odczytać ?

        Druga narracja, to kryzys rodzinny jaki dotyka obu chłopców, zwłaszcza odejście matki bardzo wpływa na postawę wrażliwego Christiana. Kiedy ją wspomina, sugeruje to powiązania mentalne między nimi. Ojciec go jednak wyprowadza z błędu : nie walczyła do końca, chciała się poddać, umrzeć, tak bardzo ją bolało i nie miała już nadziei. To ma znaczenie dla Christiana w momencie finałowym, kiedy hamletyzuje nad skokiem w przepaść. Wierzy jednak ojcu Eliasa, który go ratuje. Wierzy mu także dlatego, chyba ?, bo sam zdązył dostrzec, ze "fktóry dał sobie strzelić z liścia i nie oddał", ma jednak trochę racji.

        świetny film, nie odkrywczy zapewne, ale sfotografowany klasowo, bardzo dobry aktorsko [zwłaszcza młody pan aktor grający Christiana, William Jonk Nielsen, wypada sugestywnie], poprowadzony fachową ręką.

        www.youtube.com/watch?v=ava0Rn8nrVs
    • siostra_bronte "Dzieci ulicy" 23.02.15, 16:37
      Źle się podpięłam :) Dzisiaj o 23.05 w Kulturze.
      • grek.grek Re: "Dzieci ulicy" 23.02.15, 16:56
        skaczę :]
        dzięki za przypomnienie, Siostro.

        gratuluję Ci bezbłędnego typowania oscarowego :]

        ale pozytywna korba w mediach, nie ? "Ida" wszedzie jest. ciekawe, kiedy TVP zdecyduje się pokazac ten film ? w prime time, oczywiście.

        nie oglądałem jeszcze, a Ty ?

        na ile jeszcze można obejrzeć "Idę" bez tego nalotu oscarowego, bez pamięci o tych
        wszystkich nagrodach, ktore zebrała ?
        • siostra_bronte Re: "Dzieci ulicy" 23.02.15, 17:13
          Ja też " :)

          Haha, dzięki :) Jakoś mi się udało.

          Tak, to jednak wydarzenie. Nawet prezydent dzwonił do reżysera. Ale mam nadzieję, że nie będzie tygodniowych obchodów :)

          Nie, też nie widziałam. Pewnie wróci znowu do kin na fali sukcesu. Przy okazji wspomniano, że "Idę" obejrzało u nas tylko 100 tys. widzów, to słaby wynik.
        • grek.grek De Sica po x 1 - "Dzieci ulicy" [1946] via Kultura 24.02.15, 15:06
          może 5 słów o "Dzieciach...", co, Siostro ? :]

          Rzym AD 46, powojenny chaos i bieda.
          Pasqualle to sierota, pucybut dorabiający na bruku. Giuseppe ma rodziców, ale pracuje i prowadza się razem z Pasqualle. Mają obaj po 14 lat. I wspolne marzenie : kupno białego konia, zeby sobie na nim jeździć.

          Dorabiają się powolutko, a w końcu spada im z nieba okazja nie do pogardzenia. Dostają koce wojskowe na sprzedaż. Starszy brat Giuseppego - kieruje ich z tymi kocami pod adres starszej jejmości trudniącej się wróżeniem z kart tarota. Chłopcy dobijają z nią targu i sprzedają koce za 2, 800 lirów. Potem dostają jeszcze wróżbę "na następny dzień"... i w trakcie tej wróżby do domu kobieciny wchodzą policjanci z nakazem rewizji z powodu "handlu kradzionymi kocami". Chłopcy zamierają, bo poznają tych "policjantów" - to miejscowi oszuści, a razem z nimi brat Giuseppego. W ten sposób "robią" wróżkę na całe 700 tysięcy lirów. Chłopcy dostają te swoje 3 za koce i uszczęśliwieni lecą kupić wymarzonego wierzchowca. Za 50 tys lirów. Stacjonują go w stadninie u zaprzyjaźnionego koniarza.

          Nie cieszą się długo nabytkiem. Po pierwszej przejażdzce zostają zawinięci przez policajów. Starsza pani wróżka zauwazyła, że została zwyczajnie okradziona i poszła na prawdziwą policję ze skargą. POdrabianych "policjantów" nie złapano, ale pańcia na ulicy wskazała chłopców. Oczywiście, policaje chcą wydębić od nich nazwiska złodzie, którzy udawali policję, ale dzieciaki milczą jak zaklęte i zaklinają się, ze nie wiedzą o co chodzi.

          Obaj lądują w zakładzie poprawczym. Rygor jest, cele niekoniecznie luksusowe, wychowawcy raczej surowi, choć nie niesprawiedliwi, a podczas apelu odpytują z tabliczki mnożenia i nie biją w łapę za brak dobrej odpowiedzi.

          W celach siedzi po pięciu chłopaków. Nie biją się, nie ma "fali", a jak do któregoś przychodzi paczka to nawet jesli szzczęściarz jest mały i chody - nie rzucają się na nią, tylko tak hipnotyzują wzrokiem i robią rumor przełykaniem śliny, że obdarowany musi się podzielić. Nie ma wyjścia. Paqualle i Giuseppe siedzą w osobnych celach, ale starają się kontaktować w miarę możliwości.

          Po kilku dniach policja wzywa ich na kolejne przesłuchanie. Kiedy nadal nie chcą nikogo wsypać [na zewnątrz złodzieje mówią "zuch, chłopaki !" i przesyłają im wielką pakę do tego więzienia] - jeden z przesłuhucjących zabiera do sąsiedniego pokoju Giuseppego. A potem udaje, że go leje pasem. Widać pas i słychać wrzaski. Rzecz w tym, że policaj leje worek kartofli, a wrzaski podaje jakiś zaufany dzieciak. Pasqualle mysli, że leją jego przyjaciela, więc po 10 pasach zalany płaczem prosi by przestali i spiewa jak Maria Callas.

          Jak go wypuszczają, to zaraz biegnie do celi Giuseppego, żeby zapytać czy za mocno go nie zbili. A tam Giuseppe wesoły i radosny... "Nie bili mnie, no coś ty... dlaczego pytasz ?", z uśmiechem reaguje na pytania Pasqualla. I Pasqualle już wie, że został zrobiony w jajo, że wykablował.

          Oczywiście, zeznania Pasquallego natychmiast zostają wykorzystane i ekipa "policjantów" zostaje aresztowana, w tym brat Giuseppego, który ostatecznie ląduje w więzieniu z wyrokiem 5-letnim. Giuseppe jest rozgoryczony, kiedy donoszą mu, że to Pasqualle zdradził. Staje przeciwko przyjacielowi, zwłaszcza że podburza go kolega z celi, Archangielo. Ten to już poważniejszy kaliber - gangster pełną gębą, ze starszymi od siebie rabował samochody.

          Aby się zemścić na Pasquallu - Giuseppe podrzuca mu do celi pilnik do metalu. Potem biegnie z donosem do wychowawcy. Pasqualle zostaje oskarżony o szykowanie ucieczki. DOstaje ochrzan.

          Kilka dni później w łaźni dochodzi do bójki Pasqualla z Archangielim. Pasqualle powala przeciwnika i ten pierze bańką w kamieną posadzkę. Na chwilę wszyscy zamierają - walnął przecież potylicą... Po chwili poszkodowany się podnosi. NO to ulga. Za ten incydent Pasqualle zostaje ukarany. Ląduje w izolatce. A Giuseppe dostaje pochwałę. I ironiczno-mściwym okiem spogląda na niedawnego przyjaciela.

          Proces. Pasqualle zostaje skazany na 2 lata odsiadki. Giuseppe na rok. Obecna na galerii rOdzina Giuseppego zalewa się łzami, zwłaszcza jego małoletnia przyjaciółka. Giuseppe nie chce się pogodzić z wyrokiem. Przyłącza się do Archangieliego, który z kilkoma innnymi montuje ucieczkę. PLan chwilowo jest zawieszony z powodu faktu, ze Archangieli nie doczekał się pomocy od rodziny. Prosił matkę o 10 tys. lirów, ale ta wykapowała ojcu, a ten nie dośc, że nie dał, to jeszcze poleciał donieść naczelnikowi placówki, żeby uważał na syna, bo co się kroi ;]

          Na to występuje Giuseppe i powiada : ja mam kasę. Mam 50 tysięcy. Oczywiście, chodzi mu o tego konia, którego kupił z Pasquallem [a który teraz robi za konia do dorożki].

          Dają dyla w dniu, gdy poprawczak odwiedzają księza-kiniarze, którzy wyświetlają kronikę filmową, a potem jakąs niemą komedię. I kiedy całe towarzystwo zaśmiewa się z ekranowych grepsów - ucieczkowicze piłują kraty w pokoju na piętrze. Po jednym wymykają się na górę... Pech chce, ze nakrywa ich woźny. Zaraz zawiadamia wychowawców. Seans zostaje przerwany, a wychowawcy dobijjaą się do pokoju. TRzech spiskowców kończy piłować kratę, dwóch rozpaczliwym wysiłkiem blokuje od środka drzwi. WReszcie wyłamują kratę, i po kolei wyskakują na dach, a z dachu na bruk i w długą...

          Gonią ich wychowawcy. PO schodach, po bulwarze, po nadbrzeżu... Łapię trzech, udaje się uciec tylko Archangielemu i GIuseppemu.

          Tymczasem w sali wybucha pożar. Taśma łatwopalna zajmujje się od włączonego nagle światła i kopci się jak w kominku. Umiera na zatrucie czadem jeden z chłopców, był to najbliższy kolega Pasquallego.

          Sam Pasqualle, dowiedziawszy się o ucieczce, idzie do wychowawców i informuje, ze wie dokąd poszedł Giuseppe. Biorą go ze sobą i... prowadź, wodzu.

          Pasquallego nie myli intuicja, tyle że w stadninie nie ma konia. Na podłodze stajni leży półprzytomny stajenny i "bardzo boli go głowa". Czyli, chłopaki uciekli konno.

          POlicja rozbiega się po okolicy w poszukiwaniu zbiegów. Noc jest, więc poszukiwania nie są łatwe. Znajduje ich Pasqualle. Akurat przekraczają mostek w jakimś gaju na skraju ruczaju czy czymś w tym rodzaju. Zatrzymuje ich, zmusza do ucieczki Archangielego, a potem chce wlać pasem Giuseppemu - niczym starszy brat niesubordynowanemu młodszemu. Zadczynają się szarpać, Giuseppe potyka się i wypada przez mostek na kamienie pod nim... Śmierć na miejscu. Zrozpaczony Pasqualle dopada do niego i zalewa się rzeką łez nad martwym ciałem. Tak znajdują ich policjanci... A biały wierzchowiec odwraca się i odchodzi. Taki symoboliczny gest.

          • grek.grek Re: De Sica po x 1 - "Dzieci ulicy" [1946] via Ku 24.02.15, 15:22
            sugestywny obraz Italii po wojnie - bieda, występek, hordy bezpańskich dzieci nad którymi nikt nie panuje i które same muszą organizować sobie nie zabawę, nie rozrywkę, ale PRZETRWANIE. I grupa ludzi, policjantów oraz wychowawców, która próbuje nad tym żywiołem zapanować.

            Dzieciakowi pucybutowi można nie płacić - Amerykanin codziennie mówi "Tomorrow', aż malcy zgrzytają zębami ze złości, a jeden mówi "Dlatego nas wykorzystują, bo nie jesteśmy zorganizowani". Kiedy Pasqualle wypełnia ankietę w tym zakładzie poprawczym - na notującym skrybie nie robi wrażenia, że 14-latek jest sierotą i śpi w windzie. Takie czasy... Z drugiej strony, kiedy w tym zakładzie dowiadują się,że jeden z chłopców jest chory - traktują go pobłażliwie. Np. jak wszyscy dostają po tyłku za "ukrywanie pilnika w celi", to wychowawca jego oszczędza, przypomniawszy sobie, że mały nie jest w pełni formy.

            POtencjalnie największa solidarność panuje między samymi dziećmi. No chyba, że któryś jest szpiclem... Wtedy spotykają go szykany, jak Pasquallego, ale też tylko ze strony częsci towarzywstwa. Niektórzty wręcz dąża do pogodzenia zwaśnionych niedawnych przyjaciół.

            Czy ja wiem, chyba najbardziej wzruszającą sceną jest moment, kiedy policja zwija z ulicy chłopaków, i nie pozwala Giuseppemu pożegnac się ze swoją małoletnią przyjaciółką, która stoi bezradnie w za dużych butach i obserwuje jak go pakują do "suki". A potem on patrzy zza kratek na nią jak się oddala, i przypomina to obrazek z "400 batów" Truffauta.

            PIękna to opowieść o przyjaźni i tym jak życie, przypadek, ją rujnuje, nie do odzyskania. Pasqualle jawi się jako postać niemalże z antycznej tragedii - cokolwiek robi skazane jest na klęskę i ostateczny upadek, nawet jesli kierują nim najlepsze intencje i troska o przyjaciela. Świetnie gra go Franco Interlenghi.

            PS : nie wiem skąd mi się urodził ten "Archangeli" ;], teraz sprawdzam i poprawna wersja to "Arcangeli". uff :]

            nieanglojęzyczny Oscar - najpewniej zasłużony.
            [neo]realizm uderzający jest, opary Italii powojennej, zdegradowanej klęską i biedą - bardzo sugestywnie rozdmuchane w obrazie, muzyce, strojach, wyglądzie bohaterów i stosunkach jakie panują między ludźmi. Wszyscy starają się przeżyć, przetrwać, z dnia na dzień, nikt nie snuje planów dalekosiężnych. W tym świecie marzenia o białym koniu jest jak slad koloru pośród oceanu smutnej szarości.

            www.youtube.com/watch?v=073kwSZhgvM
            • siostra_bronte Re: De Sica po x 1 - "Dzieci ulicy" [1946 24.02.15, 16:25
              Dzięki, Greku:)

              Znakomicie opisałeś tę historię. Podpisuję się pod Twoimi słowami. Wspaniały film. Ogląda się go ze ściśniętym sercem. Te dzieciaki są pozostawione same sobie i żyją w takiej biedzie, że muszą pracować, albo i kraść, żeby przeżyć.

              Yes, neorealizm pokazuje Włochy niemal jak w dokumencie. Ten autentyzm robi wrażenie.

              No i muszę wspomnieć o wspaniałej dzieci w tym filmie! Nie tylko dwójki bohaterów, także dzieciaków z poprawczaka. Taką znakomitą grę grupową dzieci widziałam tylko u naszego wybitnego reżysera, Janusza Nasfetera. Brawo.

              • siostra_bronte Re: De Sica po x 1 - "Dzieci ulicy" [1946 24.02.15, 16:26
                *o wspaniałej grze dzieci...
              • grek.grek Re: De Sica po x 1 - "Dzieci ulicy" [1946 24.02.15, 17:29
                dzięki, Siostro :"]

                dzięki.
                yes, pan De Sica nie oszczędza nas ani na moment.
                to nie tylko realizm, ale nawet brutalny realizm [tamtego czasu, jak sądzić można].

                masz rację, dzieci grają znakomicie, co do jednego. są naturalne bardzo.
                ciekawe jak przebiegał casting do tego filmu ? gdzie De Sica ich szukał ?
                na co zwracał uwagę przy doborze aktorów ? czy na doświadczenia życiowe ?
                większośc z tych aktorów nie ma nawet fotografii [Filmweb] przy liście płac, możliwe
                że był to dla gros z nich pojedynczy epizod filmowy w życiu.
    • pepsic Skrót z ceremonii rozdania Oskarów 23.02.15, 21:40
      Ktoś coś wie? Bardzo chciałabym obejrzeć aktorów z Lewiatana (śliczną, naturalną Lilę), jeśli w ogóle byli, bo co do Idy wiem, że z powodu błędu organizatorskiego panie akurat wyszły.
      • maniaczytania Re: Skrót z ceremonii rozdania Oskarów 23.02.15, 21:50
        skrót zazwyczaj we wtorki
        ale nie wiem, gdzie szukać - może też na Canal+, podobno będzie również odkodowany, jako i transmisja była
      • pani_lovett Re: Skrót z ceremonii rozdania Oskarów 25.02.15, 00:04
        Dawno temu w publicznej telewizji dzień po można było obejrzeć skróty z gali oscarowej, niestety nie wiem, czy jakiś inny kanał pokazuje je teraz.
    • grek.grek "Rzecz o banalności miłości" teatr w TVP1 24.02.15, 14:25
      rzecz z 2011 roku.

      punktem wyjścia jest wizyta w domu dobierającej 70-tki HAnny Arendt młodego jegomościa, podającego się za doktoranta, który wcześniej umówił się z nią na wywiad dla jakiegoś uniwersytetu w Jerozolimie. Dotyczyć ma oczywiście jej ksiązkowej relacji z procesu nazistowskich zbrodniarzy wojennych, w której profesorka użyła sformułowania "banalnośc zła".

      Z czasem Arendt demaskuje chłopaka i okazuje się, że młody człowiek nie jest żadnym doktorantem, ale synem byłego narzeczonego Arendt, Żyda, podczas wojny złapanego przez Niemców "z jej powodu". Chodziło o to, że podczas nagłego przeszukania domu Arendt znaleziono jej notes z adresami i stamtąd wzięto jego namiary. Zatem, nie ona go "wsypała". Ma ze sobą archwium ojca, w ktorym zbierał on wszystkie artykuły i inne pierdółki nt. Arendt i jej kochanka, dla którego rzuciła go i wspólną z nim przyszłośc. Tym kochankiem był Martin Heidegeer, aczkolwiek nie była to oczywiście relacje stricte seksualna.

      W istocie cała narracja skupia się właśnie na relacji uczuciowej Arendt z Martinem Heidegeerem, wybitnym filozofem.

      Ona było jego studentką i zakochała się bez pamięci w starszym od niej o prawie 20 lat profesorze. Tutaj wchodzą liczne retrospekcje ilustrujące jak rodziła się między nimi... miłość ? Z jej strony na pewno, było to potęzne uczucie oparte na bezgranicznym podziwie. z jego ? na pewno darzył ją sympatią, również podziwiał, ale chyba zawsze była w nim jakaś mała nuta wyższości, czy to z racji róznicy wieku, czy to z racji pozycji i statusu, a może z powodu swej... niemieckości ?

      Arendt była tak zakochana, że nie potrafiła Heidegeera znienawidzić i odsunąć się od niego nawet wtedy, gdy jawnie i wprost poparł NSDAP i jego ideologię, a o Żydach mawiał per "Żydki". Jednocześnie jego najlepsi studenci byli przecież Żydami... ARendt nie mogła pojąc jak światły i myślący facet może popierać nazim, co Heidegeer tłumaczył "przejściowością niebezpiecznych idei" głoszonych przez tę partię. Ważniejsza dla niego była szansa, jaką dla NIemiec miało być przejęcie przez nią władzy. Widział w zapale i stanowczości NSDAP tę siłę niezbędną, która poprawi sytuację w Niemczech, stworzy warunki do rozwoju dla społeczeństwa, wyniesie na piedestał niemiecką kulturę i naukę.

      młody student w mieszkaniu Arendt nie moze zrozumieć, jakim trafem nadal "popierała Heidegeera", mimo wszystko ? Ona mu tłumaczy, że wcale go nie popierała. Nawet go nie rozumiała... Ale zarazem kochała go miłością autentyczną, zupełnie nie mogła się go wyrzec jako człowieka. Tak ją zaintrygował jego umysł i romantyzm. Wyrzuca mu, dziwi się jego zaangażowaniu, uważa je za kuriozalne, a on odpowiada swoimi argumentami, ciągle tymi samymi.

      Arendt od samego początku tytułowała siebie jako "sojuszniczkę" Heidegeera i rzeczywiście - gryząc i czasami nawet kopiąc : nigdy nie przestała go kochać, nigdy nie pozwoliła aby jego osobiste przekonania naruszyły jej do niego uczucie, do niego jako człowieka, filozofa, kochanka.

      współcześnie młody człowiek w jej mieszkaniu atakuje ją bezpardonowo, za jej oddanie dla "nazisty i przestępcy", dla człowieka, który usuwał żydowskch studentów z uczelni, który jednemu ze swoich mistrzów, Żydowi - Husserlowi wymówił katedrę na zarządzanym przez siebie uniwersytecie, czym być mozę przyczynił się do pogorszenia jego stanu zdrowia, a w efekcie do śmierci... Najciekawszym elementem tej przemowy chłopaka jest zarzut wobec niemieckich Żydów, takich jak Arendt, że nigdy nie przestali kochać Niemców, ich kultury, ich języka, ich historii. "Bili was, zabijali, okradali, a wy zawsze, wszędzie ich czciliście... nawet w Tel Awiwie czy Jerozolimie skupieni w swoich pokojach słuchaliście muzyki ICH ! kompozytorów, czytaliście wiersze ICH ! poetów, studiowaliście poglądy ICH ! filozofów !". Wreszcie posuwa się do uwag już zupełnie nie do przyjęcia, Arendt każe mu wyjśc, ale trwa to jeszcze chwilę zanim ostatecznie opuści on mieszkanie.

      ... a Hanna Arendt pobiegnie myślami do ostatniego spotkania z Heidegeerem - już po wojnie, kiedy był on persona non grata w Niemczech, poddawany ostracyzmowi środowiskowemu. Spotkali się w jakimś mieszkanku, ona wyznaje mu że nigdy nie przestała go kochać, czego sama nie rozumie, nigdy już nie pojmie, mimo że zawiódł ją tyle razy... A on próbuje przed nią bronić się do ostatniej szarej komórki - że III Rzesza go oszukała, że nie tak miało być, że chciał się wycofać, ale już nie mógł, że w istocie czasami kogoś skrzywdził, ale krzywdząc niewielu - wielu ratował; i że wszystkie numery jakie wyciął Żydom na uczelni były wymuszone przez tych, którzy stali nad nim i sterowali nim niczym pacynką. Kiedy jednak Hanna próbuje wydobyć od niego wniosek, że został zmanipulowany i wykorzystany - od jej odmawia : "Nigdy ode mnie tego nie usłyszysz. To by było poniżej mojej godności".

      w ostatnim kadrze, celowo pozbawionym ostrości, zamglonym - starszą Arendt odwiedza młoda Arendt i wspólnie palą papierosy.

      Starszą HA zagrała Teresa Budzisz-Krzyżanowska, jak zawsze po mistrzowsku. Młodą przedwojenną i średnią powojenną - Agnieszka Grochowska, wiarygodna i prawdziwa w swoich reakcjach i intonacji głosu.

      Mały zgrzyt jest, wg mnie, z Heidegeerem. W momencie gdy się poznają, gra go Piotr Adamczyk. Powojennego - już Andrzej Grabowski.

      Trochę dziwnie wygląda scena, w której Grochowska jest ciągle ta sama, a pani Arendt właściwie nawet niewiele się postarzała, a Adamczyk przeskakuje w Grabowskiego. Za duży kontrast między męskimi wykonawcami. Naprawdę nie dało się odpowiednio ucharakteryzować Adamczyka, żeby to miało ręce i nogi ? :]

      tak czy owak, bardzo dobre dialogi, tematy ważkie, a relacja - profesory czy nie - interesująca, zwłaszcza w kontekście zderzenia dwóch radykalnie odmiennych światopoglądów bohaterów z ich zupełnie ludzkim wobec siebie uczuciem, które rozkwita i trwa pomimo tej ogromnej niezgodności i na przekór pęknięciu jakie między nimi ewokują tak bardzo odmienne punkty widzenia na rzecz, jak się później okaże, fundamentalną.

      www.teatrtelewizji.tvp/teatr_tv/wideo/zobacz/rzecz-o-banalnosci-milosci-zwiastun_18983835/
      PS : teatr na bazie sztuki Savyon Liebrecht
      • barbasia1 Re: "Rzecz o banalności miłości" teatr w TVP1 26.02.15, 19:44
        Z jej strony na pewno, było to potęzne uczucie opart
        > e na bezgranicznym podziwie. z jego ? na pewno darzył ją sympatią, również podz
        > iwiał, ale chyba zawsze była w nim jakaś mała nuta wyższości, czy to z racji ró
        > znicy wieku, czy to z racji pozycji i statusu, a może z powodu swej... niemieck
        > ości ?

        Heidegger był już wtedy żonaty z Elfride, miał dzieci. Dla niego to był przelotny romans, nie jedyny zresztą. Poza tym najważniejsza dla niego była kariera zawodowa.
        Kiedy tylko poczuł się zagrożony (Elfride zaczęła coś podejrzewać, albo Hanna zbyt naciskała?), niecały rok od zawarcia ich znajomości, nakazał Hannie przenieść się na studia do Heidelbergu pod opiekę swego przyjaciela, Carla Jaspersa, u którego Hanna napisze potem doktorat ze świętego Augustyna.


        > Trochę dziwnie wygląda scena, w której Grochowska jest ciągle ta sama, a pani A
        > rendt właściwie nawet niewiele się postarzała, a Adamczyk przeskakuje w Grabows
        > kiego. Za duży kontrast między męskimi wykonawcami. Naprawdę nie dało się odpow
        > iednio ucharakteryzować Adamczyka, żeby to miało ręce i nogi ? :]

        To samo pomyślałam.


        • grek.grek Re: "Rzecz o banalności miłości" teatr w TVP1 28.02.15, 18:30
          dzięki, Barbasiu :] przepraszam że z takim opóźnieniem.

          jak Ci się, generalnie, podobał spektakl ?
          • barbasia1 Re: "Rzecz o banalności miłości" teatr w 28.02.15, 19:39
            Spektakl jest na pewno interesujący, doskonale zagrany (urzekła mnie tu szczególnie Agnieszka Grochowska w roli młodej Hanny). Ale niczego nowego nie dowiedziałam się na temat Arendt i jej życia, poglądów. Wcześniej naczytałam się na temat Arendt, jej relacji z Martinem Heideggerem, na temat jej książki o procesie Eichmana, koncepcji "banalności zła". Czytałam nawet książkę Arendt "Myślenie"!


      • pepsic Re: "Rzecz o banalności miłości" teatr w TVP1 28.02.15, 15:53
        Widze Greku, ze nadrabiasz zaległości:)
        Tu garść moich wrażeńI jeszcze tu
        • grek.grek Re: "Rzecz o banalności miłości" teatr w TVP1 28.02.15, 18:29
          dzięki, Pepsic :] jak zwykle zapomniałem sprawdzić w archwium... bad me, bad me ! :]
        • barbasia1 Re: "Rzecz o banalności miłości" teatr w TVP1 28.02.15, 19:06
          > Tu garść moich wrażeń[url=http://forum.gaze
          > ta.pl/forum

          Moja zaległa odpowiedź. ;)

          pepsic napisała:
          >Natomiast wątek współczesny uważam zbyteczny i mało przekonywujący, nie wnoszący zby
          > t wiele do sprawy, poza poglądami bohaterki.

          Ten wątek współczesny tworzy paralelę między miłością Hanny Arendt do Martina Heideggera a miłością niemieckich Żydów do literatury, sztuki, muzyki, kultury niemieckiej. Obie miłości przetrwały mimo zbrodni nazizmu, dziwi się Michael Ben Szadek w rozmowie z Arendt.
    • siostra_bronte "Złodzieje rowerów" 24.02.15, 17:49
      Widziałam bardzo dawno, chętnie sobie przypomnę. Ale pora skandaliczna, 23.45!!
      • grek.grek Re: "Złodzieje rowerów" 24.02.15, 18:28
        dzięki za trzymanie ręki na pulsie, Siostro :]

        pora późna, ale w odwodzie zawsze powtórka, jutro 9:50.

        a wcześniej jest ciekawy film Soderbergha, "Bańka", czyli krótki film o tym do czego prowadzi
        zawód uczuciowy i jedno nieopatrzne słowo wypowiedziane w sytuacji gdy lont już płonie.
        a wszystko w chłodnej, obojętnej, trywialnej wręcz atmosferze zalatujących dokumentem zdjęć i
        takiejże grze aktorskiej. bardzo interesująca rzecz.

        kiedyś opisywałem, ale jakoś nam się nie zeszło ;]
        dzisiaj jest powtórka i oczywiście zachęcam i polecam :]

        22:10 Kultura.
        warto zajrzeć.
        ten kontrast między rangą uczuciowo-etyczną zdarzeń, a niemalże obojętnością bohaterów i
        reżysera jest intrygujący.
        • siostra_bronte Re: "Złodzieje rowerów" 24.02.15, 18:36
          Haha, dzięki :)

          Yes, dobrze, że rano są powtórki, ale to jednak pora nie dla wszystkich.

          Kurcze, w Teletygodniu jest o 20.20 jakaś "Manon" (opera?), a potem od razu film de Siki. Czy mam sprawdzać program codziennie na telemanie? :)
          • siostra_bronte Re: "Złodzieje rowerów" 24.02.15, 23:15
            O, na stronie Kultury na FB wiele postów oburzonych wielbicieli opery. Bo wtorek o tej porze to tradycyjne pasmo dla opery. Wygląda na to, że w ostatniej chwili wstawiono film Pawlikowskiego,na fali Oskara dla "Idy". To już kolejny raz kiedy Kultura jest wyraźnie nadgorliwa jeżeli chodzi o zmiany programowe.
            • pani_lovett Re: "Złodzieje rowerów"/ "Bańka" 24.02.15, 23:58
              Na stronie telemagazyn.pl widniał dziś wieczorem tylko "Korespondent" . Nie doczytałam, że to film Pawlikowskiego! Ale za to właśnie obejrzałam film Sodeberga. Dzięki , Greku, za wspomnienie o nim.

              "Złodziei rowerów" wypatrzyłam na youtube w oryginale z angielskimi napisami. Obejrzę jutro.
              Na youtube wypatrzyłam też i obejrzałam "Dzieci ulicy" również w oryginale, ale z, ufff, portugalskimi napisami, które można zmienić, "przetłumaczyć" na polski, co prawa mocno kulawe ten polski, ale pomaga w zrozumieniu filmu.

              :)
              • siostra_bronte Re: "Złodzieje rowerów"/ "Bańka" 25.02.15, 00:29
                Brawo, Barbasiu :)
              • grek.grek Re: "Złodzieje rowerów"/ "Bańka" 28.02.15, 15:47
                jak Ci się spodobała "Bańka", Barbasiu ?
      • grek.grek Re: "Złodzieje rowerów" 25.02.15, 15:50
        "Złodzieje..." absolutnie wspaniały film.

        cóż za paradoks... Biedny Antonio po tylu perypetiach, nerwach, miotaniu się, znajduje złodzieja, ale nie ma przeciw niemu żadnych dowodów, żadnych swiadków jego czynu, a przeciwko sobie całą dzielnicę jego krewniaków, znajomych, sąsiadów którzy gotowi cynicznemu smarkaczowi dać sto tysięcy alibi i wręcz groża Antoniowi, ze jak sobie nie pójdzie to go pobiją. Policjant nic nie pomoże, nawet jesli jest uczciwy, a mozę właśnie dlatego ze jest uczciwy i wobec braku świadków i dowodów - musi spasować. Na dodatek złodziej cierpi na epilepsję, wiec dodatkowo podbija to jego wersję o niewinności. A pzecież winny jest jak jasna cholera..

        wreszcie zrozpaczony, zdołowany, zdesperowany Antonio sam kradnie rower, ale jego akurat od razu łapią na gorącym uczynku i tylko wspaniałomyślności okradzionego zawdzięcza, że zostaje wypuszczony.

        Antonio jest jak postać z Kafki, w matni, w jakimś starciu ze światem, który go przytłacza, z uwarunkowaniami których nie mozę przeskoczyć. Jest sam, a przeciwko niemu jest cała rzeczywistość - brutalny świat, w którym bez głupiego rowera nie jest w stanie zapewnić jedzenia swojej żonie i dzieciom, w tym synowi, który tak dzielnie mu towarzyszy w tych poszukiwaniach złodziejaszka.

        Złodziejaszek kompletnie ma za nic, że ukradł mu przyszłość. Człowiek w jego zakłądzie pracy, zajmujący się odzyskiwaniem zgubionych rzeczy, kiedy się dowiaduje, że chodzi o rower - macha ręką, "e tam, rower..." - dla niego to betka, dla Antonia to całe życie.

        I znów postać wróżki, jak w "Dzieciach". I też przewiduje przyszłość, i to całkiem celnie :] Faktycznie, Antonio zaraz po wyjściu od niej napotyka złodzieja, ale dzieje się tak jak zapowiedziała madame "Odzyskasz rower albo zaraz albo wcale". Antonio jest bezsilny wobec wyroków losu.

        widać jakiego ma moralniaka, kiedy hamletyzuje czy ukraść samemu rower... ja o tym pomyśłałem na samym początku ;]

        Chłop jest super uczciwy. Chce odzyskać własny rower, swój rower, mimo że znalazienie go pośród milikona rowerów w Rzymie, będzie zadaniem z cyklu : znajdź igłę w stogu siana. Ma trochę szczęscia, bo dociera do złodzieja [co za akcja z panem starszym w kościele, który zna złodzieja, ale nie chce pomóc Antoniowi, a ten go gania po całym budynku, zakłóca mszę, wdziera się do pozmykanych pokoi, straszy zakonnice...], ale na tym to staje.

        Pomyślałem sobie, człowieku - rodzinę masz do uratowania, gwizdnij rower i w długą. Antonio przechodzi jednak całą procedurę i próbuje ukraśc w momencie gdy naprawdę zawiodły wszystkie środki.

        Popełnia jednak kluczowe błędy.
        Powinien kraśc jeden z rowerów, które zostawili na placu kibice piłkarscy - siedzą oni teraz na Stadio Olimpico i kibicują Romie. Antonio wziąłby rower i tyle go widzieli. Decyduje się jednak tak niezdarnie, że mecz się kończy, kibice biorą rowery i Antonio musi łapać się za jednoślad oparty o wejście do jakiejś kamienicy. A właściciel wypada od razu za nim, a więc musiał mieć swój rowerek cały vzas na oku.

        Antonio powinien ukraśc rower albo rankiem albo wieczorem, kiedy ludzi jest mało, a nie poppołudniem, kiedy do pościgu od razu dołącza się cała gromada świadków i gapiów :] Ja bym tak zrobił ;] Jakbym musiał ratować rodzinę. Konieczność tak ekstremalna znosi etykę,a jesli nie znosi, to daje szansę na wybaczenie.

        jakiż jest kontrast między radosnym Antoniem idącym rano do pracy, całującym zonę, dającym synowi śniadanie, bo mały też pracuje... a Antoniem w końcówce poszukiwań - wyplutym, zdegradowanym, coraz bardziej przerażonym gorzkim obrazem braku perspektyw, sięgającym po wino z mozarellą niczym po ostatnią wieczerzę, gortowym grozić śmiercią czy to znajomemu złodzieja czy samemu złodziejowi.

        realizm bardzo dojmujący. świat-dżungla, ale też świat bardzo urodziwy, RZym wygląda tutaj wspaniale, zarówno te wielkie place, specyficzna architektura, okna, placytki i zaułki po których Antonio tropi złodziejaszka, balkony, parki, szerokie aleje i ulice. DUża w tym zasługa także oczyszczonej, wypacykowanej kopii. Zapewne oryginalnie była już mocno przyprószona i sfatygowana.

        jak dobrze uzupełniać klasykę... :]
        • siostra_bronte Re: "Złodzieje rowerów" 25.02.15, 16:43
          Dzięki, Greku :)

          Podpisuję się pod każdym słowem. Nie użyłeś tego słowa, ale chyba się ze mną zgodzisz, że to arcydzieło, bez dwóch zdań. Po prawie 70 latach wciąż robi ogromne wrażenie.

          Tak, to obraz świata jako dżungli. Wygrywają sprytniejsi, ci co nie mają skrupułów. A Antonio jak napisałeś jest do bólu uczciwy. I jest ze swoim nieszczęściem zupełnie sam. "To tylko rower" mówi policjant na posterunku, a my wiemy, że dla Antonia to wszystko co ma.

          I pewnie gdyby Antoni nie miał takich wyrzutów sumienia to udałoby mu się ukraść ten nieszczęsny rower. Ale Antonio nie ma wprawy, za długo się zastanawia i robi to tak nieumiejętnie, że wpada. Biednemu zawsze wiatr w oczy. To banał, ale życie jest cholernie niesprawiedliwe i mało który film pokazał to tak dojmująco prawdziwie.

          Film pokazuje też jak ważna jest praca, choćby i plakaciarza. To nie tylko pieniądze, za które można zapłacić rachunki, ale daje też poczucie wartości. Jaki Antonio jest szczęśliwy kiedy wychodzi rano z domu w swoim mundurku i czapce na głowie! I pod tym względem "Złodzieje rowerów brzmią wciąż aktualnie. Bo i teraz praca jest najbardziej pożądanym dobrem. Bez pracy w kapitalistycznym świecie jest się nikim...

          Zapadła mi w pamięć scena, kiedy w lombardzie pracownik targa prześcieradła Antonia gdzieś na górną półkę magazynu. Wokół pełno takich samych pakunków, a każdy z nich to dramat jakiegoś człowieka. Przejmująca scena.

          Pięknie pokazana jest relacja Antonia z synkiem. Pod wpływem dramatycznych wydarzeń bardzo się zmienia. Na początku Bruno szwenda się za ojcem, który głównie go pogania. Potem w gniewie Antonio uderza synka. Zdaje sobie sprawę co zrobił, ale nie potrafi się przyznać do błędu. Po scenie z topiącymi się chłopcami Antonio z radością patrzy na Bruna, chce go udobruchać i idą razem do baru. I Antonio rozmawia z nim bardzo szczerze, nie jak z małym dzieckiem. No, a już ostatnie sceny, kiedy Bruno widzi upokorzenie ojca, a potem razem idą trzymając się za ręce...Uff, po raz kolejny musiałam sięgać po chusteczki :( Jeden z najmocniejszych finałów ever.

          Odtwórcy ról Antonia i małego Bruna są fantastyczni. De Sica miał świetne oko do amatorów. Jak on ich wynajdywał?

          Wspaniałe, głęboko humanistyczne kino.


          • siostra_bronte Re: "Złodzieje rowerów" 25.02.15, 18:21
            I jeszcze trailer:

            www.youtube.com/watch?v=oqib1EaY5G8
          • grek.grek Re: "Złodzieje rowerów" 26.02.15, 14:09
            dzięki, Siostro :]

            zdecydowanie, arcydzieło !

            obraz to powojennego świata, w którym wojna poczyniła spustosznie, odebrała Włochom nie tylko
            honor jako przegranym, ale także godnośc, morale, jako poplecznikom złej sprawy. podnoszą się nie tylko z ciężaru wojny, ale i obciążenia własnego sumienia.

            świetnie to ujęłaś.
            Antonio jest jak z greckiej tragedii.
            cokolwiek zrobi - nie moze wygrać, bo los jest przeciw niemu, został już ustalony. może dostać pracę - ale zaraz ją straci. może złapać złodzieja - ale nie moze odzyskać rowera. sam kadnie rower - ale od razu zostaje złapany.
            to człowiek naznaczony fatum.
            wróżka to tylko potwierdza.

            yes, poczucie wartości - pieknie to zauważyłaś.

            wspaniała scena, to prawda -= jakby z prześcieradeł wyprzedawało się całe miasto, ergo : całe miasto bieduje i jest w desperacji.

            mały wypada świetnie, kiedy ucieka z ojcem przed deszczem, biegie za Antoniem przewraca się na mokrym i tłucze kolano, zaraz wstaje, a ojciec tego nie zauważa. PO chwili mały z pretensją w głosie zwraca mu na to uwagę "Przewróciłem się !".
            no i jak kurczowo trzyma się ojcowej marynarki.

            w ogóle, jak zgrzebnie ubrani są ludzie na ulicach... to też świadectwo stanu w jakim znajduje się społeczeństwo po wojennej traumie. Tylko mozarella i wino w restauracji oraz mecz na stadionie odrywają ludzi od codzienności rozpaczliwych zmagań o przetrwanie.

            amatorzy ?
            o !

            znakomici, a i czas sprzyjający, bo De Sica opowiada o wydarzeniach bieżacych, więc aktorom zapewne znacznie łatwiej jest wczuwać się w te stanu umysłu i ducha jakie mają do zagrania ? może nawet sami to przerobili ?
            • siostra_bronte Re: "Złodzieje rowerów" 26.02.15, 14:35
              Dzięki :)

              Tak, Lamberto Maggiorani był robotnikiem. I na pewno wniósł do tej roli Antonia swoje doświadczenia. Doczytałam, że przyszedł na zdjęcia próbne z synkiem do roli Bruna. Ale tak się spodobał reżyserowi, że dostał główną rolę. A mały chłopiec, który gra Bruna został wypatrzony w tłumie gapiów, którzy przyglądali się ekipie filmowej.
        • barbasia1 Re: "Złodzieje rowerów" 26.02.15, 00:17
          A ja chciałam zwrócić uwagę to, jak pięknie w filmie dramat bohatera, Antonia przenika się z subtelnym humorem.

          Np. w scenie w, kiedy Antonio z synem podczas mszy biegają po kościele i zaglądają w różne zakamarki, korytarzyki , szukając staruszka, który rozmawiał ze złodziejem na Porta Portese , w pewnym momencie Bruno podbiega do konfesjonału , podejrzewając, że tam ukrywa się staruszek, odsuwa z impetem zasłonkę, ale zamiast sprytnego staruszka widzi sędziwego księdza spowiednika, w dodatku mocno zirytowanego obcesowym zachowaniem młodego człowieka. Zanim mały się orientuje wielebny zdziela go w głowę. Bruno odwraca się i trzymając się za głowę u ucieka do ojca.

          Albo scena u wróżki i delikwent, który za nic nie nie może zrozumieć tajemniczego, symboliczno-metaforycznego żargonu wróżki. "Zasiej inne pole!" - mówi wróżka. Facet nie rozumie o co chodzi. "Po co uprawiać pole, które jest niewdzięczne. Uprawiasz, a nie zbierasz plonów". Kiedy biedak po raz kolejny wyznaje, że ni w ząb gadki nie rozumie i bezradnie rozgląda się na boki i patrzy pytająco na ludzi czekających w kolejce, rozeźlona wróżka tłumaczy mu wprost: "Ona cię nie kocha. Zapomnij o niej". I dodaje złośliwie "Jesteś brzydki". Ten żałośnie pociąga nosem. Ale wróżka natychmiast go pociesza: "Jest tyle kobiet na tym świecie". I na koniec znów wraca do metafory: "Uprawiaj inne pole". Po czym pyta biedaczynę, czy jest zadowolony. Ten kiwa głową ze smętną miną. :) Po czym płaci i odchodzi odprowadzany przez córkę wróżki.

          Uroczo zabawna jest też jedna z pierwszych scen, kiedy mały Bruno pucując rower, który ojciec wykupił z lombardu, zauważa, że jedno ramię od korby z pedałami jest pokrzywione, czy obtłuczone. Oburzony zwraca uwagę na to ojcu, mówi, że to w lombardzie nie uważali. Gestykulując, jak stary Italiano, pokrzykuje, że powinni teraz za to zapłacić. Ojciec go ucisza, bo jest wcześnie rano, mała siostra jeszcze śpi. A Bruno zły dodaje jeszcze: "Ja bym im tam nagadał". :)

          • barbasia1 Re: "Złodzieje rowerów" 26.02.15, 00:43
            A Bruno zły mruczy pod nosem: "Ja bym im tam nagadał". :)
          • grek.grek Re: "Złodzieje rowerów" 26.02.15, 14:12
            yes !, Barbasiu :}
            wspaniale te sceny opisałaś.

            humoru nie brakuje, i w żadnym momencie nie obniża dramaturgii i moralnego wymiaru całości, nie obniża powagi sytuacji w jakiej znajdują się bohaterowie.

          • siostra_bronte Re: "Złodzieje rowerów" 26.02.15, 14:42
            Tak, zabawne sceny :)
        • barbasia1 Re: "Złodzieje rowerów" 26.02.15, 00:26

          Ja bym tak zrobił ;] Jakbym musiał ratować rodzinę. Konieczność
          > tak ekstremalna znosi etykę,a jesli nie znosi, to daje szansę na wybaczenie.

          No tak, jednej strony racja, ale z drugiej strony, kradnąc innemu biedakowi rower rujnujesz mu jego życie.


          Mnie przyszedł do głowy inny pomysł. Antonio jako że miał zapewniona pracę i niezłe zarobki powinien dogadać się się, z jakimś sprzedawcą rowerów, wziąć go na kredyt i regularnie spłacać.


          • grek.grek Re: "Złodzieje rowerów" 26.02.15, 14:14
            to prawda.
            stąd dramat jaki przechodzi uczciwy Antonio, zanim się w końcu decyduje na kradziez.
            ci, ktorzy go łapią - nie mają pojęcia o tym, co przeszedł i z jakim trudem przyszło mu podjąć
            taką decyzję.

            dobra myśl, Barbasiu.
            ja sovbie pmyślałem, że mógłby zwrócić się do księdza po pomoc ;]
            • barbasia1 Re: "Złodzieje rowerów" 28.02.15, 00:38
              Tak, to prawda.



              > dobra myśl, Barbasiu.
              > ja sovbie pmyślałem, że mógłby zwrócić się do księdza po pomoc ;]

              Też dobry pomysł. :))
    • siostra_bronte "O jeden most za daleko" 25.02.15, 13:48
      Tak, będę polecać ten film przy każdej okazji :) Dzisiaj o 20.00 w tvn7.
      • grek.grek Re: "O jeden most za daleko" 26.02.15, 14:17
        :]

        wczoraj nie miałem szans na obejrzenie, niestety.
        • siostra_bronte Re: "O jeden most za daleko" 26.02.15, 14:36
          Na szczęście tvn7 często powtarza ten film :)
    • grek.grek "Pelle zwyciezca" [1] 25.02.15, 14:32
      Oscar, Złoty Glob, Złota Palma... film który wygrał właściwie wszystko i wszędzie. Zapewne dlatego, ze podejmuje problemy jak najbardziej zrozumiałe i uniwersalne pod każdą szerokością geograficzną, no i technicznie jest nienagannie zrobiony.

      końcówka XIX wieku. na oko 10-letni Pelle Karlson wraz z, na oko grubo po 60-tce, ojcem Lassem, przyjeżdza ze Szwecji do Danii. Matka zmarła 3 lata wcześniej, panowie zostawili za sobą wspomnienia i szukają lepszego życia, swojego miejsca pod słońcem.

      W porcie odbywa się coś w rodzaju rekrutacji imigrantów do roboty. Lasse chodzi i wszystkim duńskim paniskom rekomenduje siebie jako "człowieka zdolnego do cięzkiej pracy". Żaden się nim nie interesuje. I kiedy okolica pustoszeje, zjawia się ktoś kto gotów jest zatrudnić Lassego i Pellego. To pan Kongstrup, wraz z żoną właściciel sporego folwarku.

      Panowie dostają miejsce do spania w pomieszczeniu przy oborze. Zajmują się krowami, rzucaniem gnoju, latem są żniwa, ot takie prace rolnicze. Pelle ma trudności z wypasaniem krów, stadio rozłazi mu się na wszystkie strony, nie mozę nad nim zapanować. Pomaga mu niespodziewanie pojawiający się chłopak, Rud - wygląda jak kosmita, ma za dużą głowę, wystające zęby i zdecydowanie zbyt odstające uszy. Jest bękartem. Mieszka z matką, jego ojcem jest pan Kongstrup, który bardzo chętnie korzysta ze wszelkich "przywilejów" jedynego pracodawcy w okolicy. Matka Ruda co i rusz pojawia się pod domem Kongstrupa i głośno domaga się alimentów. Za każdym razem usuwają ją zarządcy i parobki.

      Między panem Kongstrupem, a panią Kongstrupową dzieje się marnie. Pani K. zalewa smutki fatalnego małżeństwa za pomocą wody ognistej, po którą wysyła Pellego, a którą pan K. wylewa później do donicy z kwiatami. Pani K. histeryzuje wtedy i wszczyna awanturę, krzycząc do Pellego "Widzisz ?! Widzisz, co on mi robi !". Pelle opowiada o wszystkim Lassemu, a ojciec na to "Wylewał KONIAK do doniczki ? ale im się wspaniale musi powodzić..."

      Przyznać trzeba, że pan K. też jest cwany. Pozwala Pellemu zachować resztę z tej kasy, co pani K. dała mu na zakup koniaku. Pelle z nabożeństwem ogląda monetę, swoje pierwsze zarobione pieniądze. I czuje jakąs podskórną sympatrię dla pana K.

      Pani K. ma jednak coś z jego zmarłej matki, więc chłopiec jest rozdarty wewnętrznie. A pani K. zaprasza go czasami na pokoje i zwierza mu się ze swojego nieszczęścia, smutku, a także podpytuje go o zmarłą matkę, i wyznaje, że zawsze pragneła mieć dzieci i gdyby miała syna, to by chciała aby był podobny do Pellego.

      Marzeniem Lassego jest właśnie takie powodzenie. Mieć domek, mieć żonę, pracować za uczciwe pieniądze, mieć kawę do łózka w niedzielę. JUż na statku snuje przed Pellem opowieści bajkowe, w których Dania jest wręcz ziemią obiecaną, rajem, mekką człowieka szukającego zarobku i standardu życiwowego. Proste marzenia prostego człowieka. Ciągle modli się do wieczorami do Boga, aby sprzyjał jego zamiarom. Wspaniale dba o syna, stosunki między nimi są niemal wzorowe, pełne ciepła. Lasse nie waha się odjąc sobie od ust, aby sprawić chłopakowi przyjemnośc, ot np. kupując scyzoryk.

      Pelle wydaje się mieć większe aspiracje niż ojciec, dużo czyta, zwłaszcza Biblię, co imponuuje Lassemu. Kiedy w szkole Pelle zdaje egzamin, oczywiście odpytuje pastor i zadania są na bazie cytatów biblijnych, Lasse ściska za syna kciuki, a temu udaje się na tyle sprytnie główkować, że ten egzamin zalicza [dowiedziawszy się, ze "kończyna to coś, co porusza się niezależnie od korupusu" nazywa nią ucho, a zdziwionym egzaminatorom udowadnia, że umie nim poruszać].

      Pelle uczy się nieźle, czasami przyłącza się do żarcików z profesora, ale generalnie nie jest lubiany. Bo jest Szwedem. Zdarza mu się wdać w bójkę z kolegami.
      Nie tylko oni się go czepiają. MŁody syn zarządcy folwarku urządza mu upokorzenie publiczne - ściąga spodnie do kostek, związuje sznurkiem i wypuszcza na środek dziedzińca. Towarzystwo ma mnóstwo śmiechu, a Pelle płonie i płacze ze wstydu. Lasse ma ochotę przyłożyć łobuzowi, ale tamten ucieka.

      Kiedy wraca - Lasse nie ma odwagi zwrócić mu uwagi. Wie, że w ten sposób zadarłby z zarządcą i obaj z synem mogliby mieć kłopoty. Dodatkowo, Lasse jest człowiekiem starej daty, honoruje hieracrchię, zwierzchnośc, jest ostrożny i ma w sobie jednak naturalną pokorę wobec wyższych od siebie statusem. Trzeci powód, to fakt że winowajca pomaga mu w rozróżnianiu krów w oborze, co przydaje się w pracy. Lasse nie zna duńskiego, więc nie chce ryzykować utraty takiej ważnej pomocy. NIe robi więc awantury na jaką synek zarządcy, kawał chama przy okazji, z pewnością sobie zasłużył.

      Oprócz ojca, najbliższym człowiekiem dla Pellego jest Erik. On także ujął się za nim, kiedy złosliwy syn zarządcy go upokorzył. Pracuje w folwarku, ma buntowniczę naturę, nie waha się pyskować zarządcy, kiedy na świąteczny posiłek pracownicy dostają nie mięso, a marnego śledzika. Zostaje wyrzucony z jadalni, a na dziedzińcu łapie za swój akordeon i gra skoczne melodie, wzbudzając wesołość swoich towarzyszy. Jest też marzycielem. "Za 2 lata, jak już uzbieram pieniądze, kiedy tylko nadejdzie wiosna ruszę w drogę, do Chin, do Ameryki, do Australii, dookoła świata !", zwierza się Pellemu i pyta czy pojedzie z nim. Pelle oczywiście chce.

      KOlejnym wątkiem jets pokątny romans Nilsa, młodego syna jakiegoś ważniaka z okolicy, z prostą pracownicą folwarku. Ojciec Nilsa zabrania mu nawet na nią patrzeć. Pelle widzi jak spotykają się ukradkiem, jak zimą ona brnie przez zaspy żeby zdązyć na miejsce, w którym on na nią czeka.

      Pelle miewa dziwne odruchy. Wieś w której mieszkają i pracują znajduje się tuż obok morza. I oto któregoś dnia, zimą, do brzegu dopływa łódka z zamarzniętym człowiekiem na pokładzie. Nie wiem, może Pelle sądził, ze to Erik w niej siedzi ? że się wybrał w drogę i zamarzł ? W każdym razie wykonuje skok do wody i znika pod lodem. Na pomoc skacze inny dzieciak i wyciąga go na wierzch. Dlaczego skoczył ? NIe pada żadne wyjaśnienie z jego strony, mimo pytań, także ojca.

      prześladowania ze strony kolegów szkolnych, w folwarku, obserwacja stosunkow międzyludzkich, z których nie wszystko w pełni rozumie, ale instynktownie czuje, że są podszyte cynizmem i kłamstwem, powodują że w Pellem narasta frustracja.

      Któregoś dnia Rud składa mu propozycję : daj mi 100 razów rózgami z pokrzyw, tak mocno jak tylko zdołasz, ale w zamian daj mi tę monetę którą masz. Pelle się zgadza. Po kilku mocnych razach Rud chce zrezygnować, ale Pelle z niepojętą złością bije go dalej. Rud ma tę monetę w dłoni i wpatrywanie się w nią pozwala mu znosić ból, a Pelle pierze go bez litości. W końcu sam odrzuca pokrzywy i biegnie rozstrzęsiony w dal. Rud spokojnie wstaje, kładzie się na plecach w wodzie i ogląda monetę.

      W szkole Rud nie zdaje egzaminów. Wszyscy na niego patrzą - brudnego, zaniedbanego i jeszcze tak pięknego inaczej... Smutny obrazek. Ale sam Rud upatruje w swojej brzydocie nadziei - chciałby dołączyć do cyrku i jeździć po swiecie jako dziwadło a'la baba z brodą. "Zarobię w ten sposób dużo pieniędzy, bedę bogaty", tłumaczy Pellemu. Niezdany egzamin na tyle załamuje małego Ruda, że wybiega ze szkoły i pędzi przed siebie, aż znika na horyzoncie. Nie reaguje gdy Pelle próbuje go zatrzymać, oferując swój drogocenny scyzoryk.

      Wiosną w folwarku zjawia się Sine, młoda i urodziwa siostrzenica pani K. PAn K. od razau zartzuca sieci na dziewczynę, której by mógł być ojcem albo i dziadkiem. Panienka Sine nie jest obojętna na te rózne chwyty i sztuczki pana K., a moment kiedy uczą się razem chodzić na szczudłach i niby dla zabawy pan K. łapie ją za gołą stopę - sugeruje że pan K. jest na kursie i na ścieżce.

      Lasse szuka kobiety, która chciałaby z nim dzielić życie, wspólnie pracować, żyć, dbać o siebie nawzajem. Typuje taką brunetkę przy kości, która pracuje w folwarku, ale zostaje brutalnie spuszczony po brzytwie "Jestes za stary, Lasse, a ja chcę jurnego narzeczonego". Jakby dostał w nos.
      • grek.grek "Pelle zwyciezca" [2] 25.02.15, 15:14
        Pomstuje na ludzi, żali się że kiedyś dziewczyny go lubiły, a teraz traktują jak starego niedołęgę, a on jeszcze ma tyle ikry w sobie ! Towarzystwo raczej z pobłażaniem wysłuchuje tych jego gorzkich tyrad. Pelle jest jedynym, który rozumie ojcowskie rozczarowanie. Lasse jest w tych swoich gęganiach nieco komiczny, ale jednocześnie jego smutek jest bardzo prawdziwy. Pelle proponuje mu ucieczkę do Ameryki, ale Lasse nie za bartdzo rozumie o co synowi chodzi...

        Okazuje się, ze Nils i jego wybranka są w ciązy. W tajemnicy przed jego strasznym ojcem. Dziewczyna chodzi zapłakana... A potem praczki znajdują w wodzie martwego niemowlaka. Oczywiście, wszyscy wiedzą, kto był w ciązy. Dziewczyna zostaje aresztowana. A Nils przeżywa dramat. Płacze nad brzegiem rzeki i w stuporze jakimś ładuje sobie do kieszeni spodni kamienie. Pelle go na tym łapie i zabrania mu dotykać kamieni, z jakiegoś wydumanego powodu. Zdaje się, ze Nils chciał skopiować Virginię Woolf. Wyznaje Pellemu, że to on zabił noworodka, dziewczyna została zamknięta, i zapewne skazana na wiele lat odsiadki, za jego grzech.

        Chłopak ma tak szalone wyrzuty sumienia, że aby je ukoić próbuje podczas sztormu ratować załogę rybackiego kutra, który utknął niedaleko brzegu. Akcja jest bardzo trudna i niebezpieczna. Nils ratuje pięc osób, a potem ginie. Jego ciało zostaje zniesione do budynku szkoły. Pelle i reszta uczniów, oraz kilka osób z wioski, są świadkami jak rozpacza nad nim jego ojciec. Gdyby nie zabraniał synowi spotkań z ukochaną, gdyby nie był takim zaślepionym d,pkiem. Ale trzeba przyznać, ze rozpacza zawodowo i oddaje synowi hołd pośmiertny i jego łzy są szczere i gorące.

        POdczas żniw dochodzi do eskalacji konfliktu między chamowatym zarządcą, a Erikiem. Najpierw Erik ignoruje żądanie zarządcy żeby on i reszta pracowników bawili sie ciszej [Erik gra na akordeonie, reszta tańczy, a cała zabawa odbywa się daleko od okien budynków folwarcznych, więc zarządca czepia się po prostu]. POtem zarządca się odgrywa i nie pozwala mu odpocząć ppodczas koszenia zboża. Erik staje okoniem, zarządca grozi mu skargą do pana K. Wtedy Erik idzie za nim do folwarku i normalnie chce go zabić. A razem z Erikiem inni pracownicy [minus Lasse i Pelle, którzy akurat pracowali w oborze]. I już Erik chce kosą skrócić o głowę zarządcę, kiedy niespodziewanie płoszy się koń, szarpie za skrzydło żurawia do nabierania wody ze studni, żuraw się uruchamia i jego drugim skrzydłem, wyposażonym w cięzki kamień, Erik dostaje strzał w potylicę. Pada. Umarł ? nie umarł. Od tej pory jednak będzie jak warzywo, całymi dniami wystaje w rogu obory i wygląda tępo przez okienko. JUż nigdy nie popłynie dookoła świata... Zarządca prowadza go czasami za rączkę, nie wiadomo - z powodu wyrzutów sumienia ? A może dla jaj ?

        W tym czasie Pelle poznaje panią Olsen. Jejmośc mieszka w chatce na skraju lasu. Jest miła, czasami go poczęstuje czymś. Jej mąz, kapitan żeglugi, wypłynał w rejs i do tej pory nie powrócił. Od roku jest więc słomianą wdową.

        Lasse jest uradowany. MOże to jest kobieta, z którą będzie im dobrze. Odwiedza więc ja, jako "ojciec Pellego", i w zabawnej scenie zawierają niemal kontrakt małzeński. Żadne nie mówi wprost o co chodzi, ale dogadują się w lot. Pani Olsen stawia chleb, mięso, wino i rozmawiają zdaniami sugerująco-informacyjnymi.
        Lasse : pani mąz na pewno nie narzekał na pani opiekę, ja bym był z takiej opieki szczęsliwy, o mnie nigdy nikt tak nie dbał...
        pani Olsen : cóż, bywał niezadowollony, niewdzięcznik... przydałby mi się męzczyzna w obejściu...
        Lasse : umiem zrobić wiele rzeczy.,.. i mam krzepę
        pani Olsen : ... jest tu co robić...

        i tak dalej :] komiczna rozmowa. A potem dają sobie całusa i Lasse zostaje na noc, a pani Olsen wchodzi pod pierzynę z miną, którta sugeruje że zaraz będą testowac drugą częśc kontraktu. I ten tgest wypada na tyle dobrze, że Lasse goni rankiem do folwarku, jakby miał skrzydła, i powiadamia Pellego że pani Olsen zgodziła się na to, by się ze sobą wstępnie spiknęli.

        Cała sytuacja ściąga na Pellego kolejne problemy. W szkole dzieciaki śmieją się z niego i jego ojca oraz "ojcowej kochanicy". Pelle wdaje się w rozróby. Dostaje raz mocno po twarzy. Kiedy ojciec pyta, co on na to, zeby zamieszkali u pani Olsen - Pelle rzuca się, ze nigdy oraz przenigdy. Ojciec nie bardzo go rozumie.

        Latem całe towartzystwo folwarczne jedzie na jarmark. Radocha, muzyka, śpiew, tańce. Wśród wędrownyhch cyrkowców Pelle dostrzega Ruda, pląsającego w przebraniu razem z "brodatą babą" i atletycznym zapaśnikiem. Rud też go dostrzega. Uśmiecha się szeroko, a potem tańczą razem jak bracia. Rud znalazł więc swoje miejsce w życiu.

        Co ciekawe, dowiedziawszy się zapewne o zażyłych relacjach Lassego z panią Olsen, ta przy kości brunetka próbuje się przystawiac do Lassego, a ten przed nią musi się chować :]

        POdczas gdy wszyscy się bawią - pan K. uwodzi w nadrzecznych krzaczorach Sine. Dziewczyna uległa, ale nie wygląda na zadowoloną. Scenę gdy pan K wychodzi z zarośli zapinając pandolety, a naga Sine myje zaplamioną krwią sukienkę w wodzie - widzi matka Ruda, ta od alimentów. Odwiedza później folwark i znów wrzeszczy "KOngstrup, zrobiłeś mi dziecko, więc płać na nie !".
        Zaczepia Sine, tak jakby wiedziała, ze panienka...

        właśnie - jakby wiedziała, że panienka jest w ciązy z panem K. TO dlatego Sine decyduje się nagle wyjechać. Pani K. jest zaskoczona, Sine tłumaczy, że chodzi o to, iż "brakuje jej miasta", ale kiedy nagle zaczyna płakać i rzuca się jej w ramiona - pani K. domyśla się w czym rzecz.

        Sine wyjeżdza i tej samej nocy domem państwa Konstrupów i całym folwarkiem wstrząsa szok. Lasse i Pelle wstają w środku nocy obudzeni bieganiną na zewnątrz. Wszyscy w ruchu ! W całym domu palą się światła. Cała folwarczna służba gna do domu, leci przez pokoje, na górę... a tam pan K. zwija się w konwulsjach, wyje i trzyma za krocze. Pani K. go wykastrowała. Osobiście. Sama siedzi spokojnie przy łózku i trzyma go za rękę. Jakaś pielęgniarka szykuje opatrunki, a jedne z pomagierów folwarcznych już co koń wyskoczy pognał po lekarza.

        Od tej pory pan K. spędza dni leżac pod kocykiem i potulnie czytając ksiązkę.

        Któregoś zimowego dnia Pelle zostaje napadnięty przez kilku drabów ze szkoły. Kijami zapędzają go na częściowo rozmarzniętą wodę. Zmuszają do kicania jak zając po krach. Tym sposobem Pelle okrąża ich półkoliście i wychodzi na brzeg z drugiej strony. Oni pędzą do neigo z tymi kijami, ale nagle się zatrzymują. Z mgły nadmorskiej wyłania się łódka z kilkoma ludźmi. Jednym z nich jest... pan kapitan Olsen, mąz pani Olsen.

        Plany Lassego leżą w gruzach. Pani Olsen nie będzie wdową, więc szanse na ożenek są zerowe. CO więcej, Pelle zaczepiany przez rówieśników znów nie wytrzymuje i tym razem daje w łebs synowi samego pastora. Ten go bezczelnie prowokował i należało mu się, ale cała rzecz odbyła się podczas pogrzebu nauczyciela [zmarł podczas lekcji] któremu przewodniczył sam pastor.

        Lasse przeczuwa, że będzie z tego awantura.
        Najpierw, kiedy dowiaduje się o co poszło, mówi "Ja bym mu dał !", a kiedy wychodzi że to był syn pastrora od razu mięknie "Pelle, czy myślisz że jakbyś przeprosił, to by ci wybaczył ?" - cały Lasse.

        Aż wresszcie grzecznie wraz z Pellem Lassde udaje się do pani K., żeby poprosić o załagodzenie sporu. Zabawne jak 70-letni Lasse i 10-letni Pelle sprzeczają się, który z nich ma mówić z panią K., a żaden się do tego nie pali, bo obaj są nieśmiali, choć z róznych powodów ;] Pani K., która od czasu zrobienia męzowi kuku zaczeła wychodzić z domu, odwiedzać zagrody i w ogole robić za panią nie-tylko-domu, obiecuje zrobić co się da, aby im pomóc.

        Lasse jest podłamany powrotem męza pani Olsen. JUż było tak blisko, już się witał z gąską, a tutaj nagle taki klops... Lasse znów pomstuje zabawnie na cały świaat i zły los. Zaczyna popijać z butli. Pelleemu łzy w oczach stają, bo widzi jak Lasse się pogrąża. Na szczęście nie trwa to długo.
        • grek.grek "Pelle zwyciezca" [3] 25.02.15, 15:27
          Sam Pelle odmawia chodzenia do szkoły, z powodu prześladowań jakie się tam odbywają wobec niego. Zamiast tego sam czyta i się kształci, głównie z Biblii. I uczy ojca :] zwłaszcza nazwisk proroków. Lassee się rozmarza " Ach, móc mieć, jak oni, po kilka żon...!" ;]

          Pani K. proponuje Pellemu posadę pomocnika zarządcy. Chłopak jest ogromnie dumny, przymierza czapkę rogatywkę, szyją mu mundurek... Kiedy jednak widzi jak zarządca dowodżący z jakimś starszym pomagerem wywożą z folwarku warzywnego Erika - coś w nim pęka. Wie że wywieźli go i Erik już tuitaj nie wróci. Pelle odrzuca propozycję pani K.

          Zmierza to wszystko do jakiegoś przesilenia i takowe zdarza się wiosną. Pelle nie zapomniał o tym, o czym rozmawiali z Erikiem - o Ameryce, o pojechaniu dookoła świata... Erik nie nadaje się do podróżowania, ale dlaczego nie popłynąc z własnym ojcem ?

          Lasse chwyta tę myśl. Pani Olsen nie dla niego, nadzieje na dom i rodzinę, na "coś własnego" - rozwiały się... Co go tu trzyma ?

          Pakują się więc i następnego dnia chcą odejść. Jeszcze stoi śnieg, ale już wiosna nadchodzi. To najlepszy moment. Czarna przy kości przynosi im nawwet pierzynę na drogę.

          Lasse siedzi z pochyloną głowa, plecam do Pellego i cicho powiada "Jedź sam, synu, ja jestem na to już za stary". I popłakuje dyskretnie. Oddaje mu swoje koszule, uczy żeby nigdy jnednej nie nosić dłużej niż 2 tygodnie, oddaje buty i Biblię też.

          Rankiem Lasse odprowadza kawałek Pellego. Żegnają się uściskiem dłoni i długo do siebie machają, oddalając się w dwie rózne strony i ciągle ku sobie odwracając. Wzruszająca scena.

          Lassse wraca do folwasrku, a Pelle... ku światu, ku Ameryce, Australii... Na razie idzie brzegiem morza, ktgóre już szumi całą mocą, a horyzont nad nim jasny, zaś śnieg wkrótce stopnieje także na ziemi, spłynie z malowniczych wydm, przez które przeskakuje niecierpliwymi susami Pelle.

          i tak to właśnie wygląda :]
          wspaniałe kino, po prostu.

          www.youtube.com/watch?v=QiypTNvmEbI


          • siostra_bronte Re: "Pelle zwyciezca" [3] 25.02.15, 19:19
            Uff, ale długie. Przeczytam w wolnej chwili :)
            • grek.grek Re: "Pelle zwyciezca" [3] 26.02.15, 13:54
              jasne, dzięki :] nie pali się ;]
    • siostra_bronte "Cud w Mediolanie" 25.02.15, 18:28
      I znowu późno, 23.25.
      • siostra_bronte Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 02:12
        REWELACJA!!!! Popłakałam się ze śmiechu :))))))

        Na gorąco kilka najlepszych fragmentów.

        Scena ze słońcem. Genialna!!!!!
        www.youtube.com/watch?v=5keMRS85yYM
        Negocjacje ceny gruntów. Niestety, wersja włoska, ale nie szkodzi :)
        www.youtube.com/watch?v=83UOYFcXm2M
        Rozochoceni mieszkańcy slumsów proszą Toto o coraz większą kasę.
        www.youtube.com/watch?v=G0a7G9d7wK0
        Toto ratuje samobójcę. Chce go nastroić optymistycznie i każe mu śpiewać "lalala"
        www.youtube.com/watch?v=is4iiqE5abs
        I jeszcze, kiedy staruszek niosący balony unosi się do góry, bo jest tak lekki. Na szczęście łapią go towarzysze niedoli. Ładują cegłę i kamienie do palta, tudzież bułkę do ust, żeby był cięższy.

        Loteria w której wygraną jest cały kurczak. Wylosowano nr 90. Nikt się nie przyznaje do wygranej, w końcu ktoś mówi, że ma 89. Przecież to niewielka różnica.

        Policja atakuje slumsy. Niestety, prowadzący do boju kapitan zaczyna ...śpiewać arię operową, co wywołuje entuzjazm mieszkańców. Następny też. A potem śpiewa już cały chór policjantów (co jest efektem "czarów" Toto).

        Potem oddziały policji maskują się krzakami, jakby to było natarcie w czasie wojny.

        Toto nie może opędzić się od żądań swoich przyjaciół. Ludzie chcą wszystkiego, łącznie z eleganckim żyrandolem, albo ogromną szafą. Kiedy pyta znajomego, bardzo niskiego faceta, czego by chciał, ten odpowiada, że chce być wyższy. I faktycznie Toto spełnia jego marzenie, chociaż przez jakiś czas facet nie może się zdecydować na konkretny wzrost. I to się rośnie, to maleje.

        Albo kiedy czarnoskóry gość prosi Toto, żeby stał się biały. Potem spotyka swoją sympatię, która wcześniej poprosiła o czarną skórę.

        I jeszcze w ramach atrakcji oglądanie zachodu słońca na krzesełkach, za skromną opłatą.

        W siedzibie kapitalisty, Mobbiego, który ma kupić ziemię za oknem wisi jakiś facet, który raportuje jaki jest kierunek wiatru. Mobbi jest chyba meteopatą.

        No i niesamowity finał, jak z bajki. Bardzo zabawny, ale i trochę smutny, bo bohaterowie muszą szukać szczęścia poza tym światem.

        Naprawdę jestem pod wrażeniem. Prawdziwe cudeńko!!! Jedna z najlepszych komedii jakie widziałam.

        Greku, czekam na Twoją relację. Na pewno napiszesz dokładniej o fabule, o tej porze nie mogę zebrać myśli :)











        • siostra_bronte Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 02:13
          Musiałam ścisnąć linki do filmów, bo nie mogłam wysłać posta.
          • siostra_bronte Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 12:52
            I jeszcze video z fragmentami filmu, niestety w wersji francuskiej.

            www.youtube.com/watch?v=H87I1ejAHD0
        • siostra_bronte Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 12:37
          *i karze mu śpiewać...
        • grek.grek Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 13:37
          ja również jestem pod wrażeniem tego fillmu, Siostro :] komedia pierwsza klasa, ale z morałem i taka... lewicowa w wydźwięku ;]

          fabuła.
          jak w bajce trochę.

          stara panna, pani Lolotta znajduje dziecko w kapuście. Nadaje mu imię Toto i wychowuje z czułością, aż umiera. Wzruszająca jest scena, kiedy za trumną wiezioną przez całe miasto - idzie jeden mały samotny Toto.

          Dzieciak wyrasta na człowieka z gruntu bliskiego postaciom jurodiwych z rosyjskiej literatury. Gotów jest bliźniemu oddać ostatnią koszule. Z uśmiechem i radością. Zupełnie fenomenalny jest aktor, który odgrywa tę rolę, z fizjonomii łudząco podobny do Kevina z "Cudownych lat". MÓwi nieznajomym ludziom "dzień dobry", klaszcze aktorom wychodzącym z teatru, a nawet oddaje złodziejowi własną torbę, bo się tamtemu spodobała.

          Toto nie ma gdzie przenocować, złodziej zabiera go ze sobą do konteneru za miastem, na terenie zamieszkiwanym przez innych bezdomnych.

          Toto zmienia ich świat. Uczy ich radości życia. Maszerują całą gromadą przez to swoje mini-miasteczko, sklecone z bud z dykty i po skrzynkach na warzywa, i śpiewają chórem o tym, jak mało trtzeba człowiekowi, by być szczęsliwym. Jeden tylko się nie chce do nich przyłączyć, bo uważa że jest od nich lepszy, a chodszi ciągle ze skwaszoną facjatą i burczy coś pod nosem.

          Toto każdemu pomoże : starszy pan martwi się, że jest bardzo niski, więc Toto przekonuje, że obaj są niscy, nawet jesli któryś jest niższy bardziej - kiedy się widują Toto zgina nogi w kolanach i chodzi w przysiadzie, żeby tamtemu sprawić przyjemność; inny narzeka na bóle pleców, więc Toto przechodząc obok zawsze też łapie się za korzonki", aby tamtemu było raźniej; inny ma wadę zgryzyu, więc Toto widząc go udaje że sam też ją ma... Dusza człowiek.

          Kiedy do miasteczka" sprowadzają się nowi lokatorzy - dziewczyna-sierota zostaje ochrzaniona przez swoją "macochę" za to, że przypadkiem oblała wodą Toto. Toto ujmuje się za nią i mówi "To nic, to naprawdę nic ! Ja kocham wodę, to dla mnie radość", łapie za wiadro wody i wylewa sobie na głowę. Dziewczyna jest zachwycona jest postawą. Dla zabawy zachodzi go z zaczajki i jeszcze raz, tym razem celowo, oblewa wodą. Jest w nim zakochana, a on jej przynosi codziennie rano kwiatek i stawia na "parapecie". Ona czeka na te jego wizyty i zaraz otwiera okno,żeby zabrać prezent. PIękne to jest ;]

          to Toto wkręca ich w te senase zachodu słońca, w radośc życia pomimo biedy; tutaj jest owo ratowanie samobójcy za pomocą "spiewaj lalala, życie jest piękne !" i zasadniczo ci ludzie naprawdę cieszą się tym, co mają. Przy okazji Toto umiejętnie rozbraja konflikty, ot choćby dając jednemu z agresorów gwizdek dla rozładowania nerwów.

          Teren miasteczka odwiedza miejscowy potentat, Mobbi. Własnie przelicytował innego potentata w prawie dostępu do niego. Tyle że nic tutaj nie ma, więc na razie Mobbi odstawia gadkę, że on i biedacy są równi sobie.

          Wszystko się zmienia, kiedy na terenie miasteczka" tryska ropa naftowa. Przypadkiem odkryta przez mieszkańców. Ten co się wywyższa od razu goni do Mobbiego i daje mu cynk. Wraca wystrojony w futro i z nieskazitelnie wyglansowanym kapeluszem na głowie. A niedługo po nim zjawia się batalion przybocznych Mobbiego i chce wysiedlić biedaków. Toto i paru innych wybierają się do Mediolanu, czyli do miasta ;], aby negocjować z Mobbim. Zosstają przyjęci na pokojach, dostają kawę i rozmowa jest w miarę kulturalna. Problem w tym, ze kiedy oni negocjują - siepacze Mobbiego wyrzucają biedaków z ich bud.

          Toto nie może już zabronić zbrojnego oporu swoich przyjaciołom. Pałami i w przewadze liczebnej wyganiają ich ze swojej małej ojczyzny. I stawiają barykady. Normalnie guerilla ;]

          Mafia Mobbiego, umundurowana jest regularne wojsko, wraca. Z Mobbim, wiezionym w opancerzonym mini-transporterze. Tu jest komiczna scena - pewni siebie zołnierze maszerują w stronę barykad. Spokojnie i miarowo. Sypią się na nich kamienie, stare buty, jakieś graty - obrywają i tym samym spokojnym, miarowym rytmem robią w tył zwrot ;]] Przezabawny moment.

          Biedacy wygrywają, ale tylko na moment, bo żołnierze zasypują obozowisko granatami dymnymi. Mieszkańcdy idą w rozsypkę. Uciekają poza zasięg zadymienia. Tylko Toto zostaje, wspina się na ustawiony na środku "miasteczka" maszt i powiewa białą flagą - poddajemy się.

          I wtedy z nieba sfruwa duch jego matki. Ma tylko chwilę, zanim ją dopadną aniołowie i zabiorą na apel ;] Zdąza jednak podarować swojemu ukochanemu synowi białą gołębicę. Od tej pory Toto moze czynić cuda.

          Pierwszym jest przedmuchanie mgły. PO prostu wszyscy biedacy dmuchając wspólnie przeganiają ją ze swojego obozowiska i zadymiają wojsko Mobbiego :]
          Drugą próbę przegnania ich Mobbi podejmuje za pomocą zarządzenia oblania wodą - liczne sikawki leją wodę na obozowisko, ale mieszkańcy mają nagle cudownym trafem rozmnożone parasole. Stoją więc pod nimi i śmieją się z wrogów.
          Tego za wiele. Mobbi nakazuje atak kompanii bagnetów. Probvlem w tym, że dowódcy zamiast wydać komendę do natarcia - zaczynają śpiewać arie operowe. Dopiero po chwili rusza grupa wojska. Po dziesięciu metrach i oni kończą marnie... pod ich stopami wyrasta wielkie lodowisko [mamy lato, hehe], na ktorym zaczynają się ślkizgać rozpaczliwie i ani im w głowie wojaczka.

          Biedacy trriumfują. Toto jest bohaterem. Towarzystwo nagle prosi go o spełnianie ich życzeń. Toto z radością to robi. Chcą szykownych ubrań, mebli, produktów agd i w ogóle wszystkiego, czego nigdy nie mieli, a o czym zawsze marzyli. Chcą poczuć się jak paniska. MOże i w budach z dykty, ale za to z fasonem.

          Nie wzystkich czeka takie szczęście. Ten zdrajca, miłośnik kapeluszy, nie rozumie co się dzieje. W pewnym momencie Toto wyczarowuje wszystkim takie szykowne kapelusze i nagle gośc widzi,że wcale nie jest wyjątkowy z powodu posiadania tego nakrycia głowy. Jak okiem sięgnąc banda oberwańców w super-kapeluszach ;] Wszyscy się śmieją do rozpuku. Wreszcie gośc ucieka w panice, a kapelusze za nim, czarna szarańcza, jak diabły.

          Tylko ta dziewczyna, zakochana w Toto, nie chce nic, tylko ona za nim nie biega, żeby jej coś dał.

          Za to Toto biegnie do niej, a wręcz... ucieka przed tłumem, który ciągle czegoś chce :] Wreszcie ona prosi o buty. Traf chce,że Toto zostawia gołębicę na parapecie i... pada ona łupem dwóch aniołków, którzy wykorzystali okazję i zeszli z nieba na ziemię. Bez gołębicy Toto nie spełni życzenia...

          A co gorsza Mobbi planuje kolejny atak. Jego ludzie czają, w tych liściastych czapkach, pod miasteczkiem. Jest noc, chcą zaatakować rankiem. Wysłany na zwiady oficer zastaje biedaków odzianych w sobole, lisy i w ogóle wyglądających jak paniska. CIęzko jest zdziwiony.

          Gołębica odnajduje się wreszcie, a raczej - matka Toto raz jescze mu ją podarowała. Toto oficera zamienia w generała, spełniając jego marzenie. A potem spełnia kolejne marzenia swoich przyjaciół. I wreszcie może dać swojej dziewczynie to, czego ona najbardziej chce... pocałunek :]

          I wyczarowuje jej słońce. Specjalnie dla niej. Traf chce, że pokjawienie się słońca Mobbi tralktuje jak sygnał do ataku. Jego siepacze wchodzą do obozowiska. Gołębica znów znika, zabrana przez dwa złośliwe aniołki, więć Toto nie może pomóc przyjaciołom. Bezradnie rozkłada ręce "nie mam gołębicy, nic nie mogę zrobić !".

          Armia Mobbiego pakuje całe towarzystwo do pojazdów więziennych. Wiozą ich do Mediolanu, do więzienia.

          Ale dziewczyna Toto odnajduje cudownym trafem gołębicę, wrzuconą między kury do kurnika. Biegnie ile sił w nogach za konwojem więźniarek. Pomaga jej matka Toto, w formie ducha oczywiście, którą ścigają te dwa chytre aniołki. Łapią ją i odprowadzają do Nieba, ale gołębica trafia w ręce Toto. Natychmiast zatrzymują się więźniarki, na placu pod Katedrą św. Marii, i rozsypuja się ich ściany na boku, niczym obrane na sygnał banany, pojawiają się nawet schodki, aby aresztowani biedacy mogli sobie wygodnie zejśc :]

          Toto zarządza, żeby wszyscy złapali za miotły. Jest to o tyle łatwe, że plac akurat jest zbiorowo zamiatany. Wystarczy w
          • grek.grek Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 13:53
            wystarczy wyrwac miotłę pracownikowi służb miejskich ;]
            potem odpalić i gotowe.

            biedacy na latajhących miotłach tworzą ptasi klucz i fruną poza nad horyzont w miejsce "w którym 'dzień dobry' naprawdę znaczy 'dzień dobry !' "

            piękne :]

            znakomicie opisałaś wiele znakomitych momentów, Siostro :] własściwie niewiele mogę dodać :]

            Toto krzewi radośc życia, bezinteresownośc, koniecznośc wspólnego działania w obliczu zagrożenia, w ogóle - wspólnotę szeroko pojętą. Zaraża ludzi swoją wizją świata i życia.

            "Święty !", "Anioł !", "Nie anioł... ktoś więcej niż anioł !" - mówią o nim mieszkańcy koczowiska, ale on o sobie mówi "Ja nie jestem aniołem ani świętym. Ja jestem... Toto".

            nie mam słów uznania dla aktora, który odgrywa tę rolę. jest rewelacyjny, szzcery i bezpretensjonalny. w ogóle, skąd De Sica wziął to całe towarzystwo ? :]] wszyscy są przecież tak znakomici.

            i co ważne... oni się cieszą jeden za drugiego.
            kiedy urządzają tę loterię z kurczakiem do zjedzenia jako nagrodą głowną - wygrywa jakiś staruszek.
            zabiera się do jedzenia, a reszta w milczeniu go obserwuje.
            nie wiem... przyszło mi do głowy, że mógłby podzielić to mięso między dzieciaki, zamiast tam pożerać samodzielnie. Ktoś go nawet nieśmiało prosi o kęs, ale staruszek ostro odmawia. Sam zjada. I... dostaje brawa. Wszyscy mu klaszczą.

            Innym razem, macocha dziewczyny Toto prosi o suknię balową i diadem. wygląda jak jakaś królowa z kreskówek. I dostaje brawa za swój wygląd, mimo że zachowuje się tak bardzo sztucznie i tandentie, krocząc w tym ciuchu jakby rzeczywiście gdzies królowała...

            Albo tancerka z ożywionego posągu, która nagle zaczyna wirować w baletowych piruetach po całym obozowisku, wszyscy za nią gonią wpatrując się w nią jak w obrazek, a ona powtarza "do miasta... zabierzcie mnie do miasta...". Wszyscy są gotowi ją zabrać ;]

            CO tu dużo mówić... to trzeba obejrzeć ! :]

            przez moment wydawało mi się,że ta biedota straciła nagle to, co miała najpiękniejszego - tę umiejętnośc radości życia bez posiadania rzeczy. Kiedy okaząło się, że Toto może im dać co chcą, oni zwariowali. Wymowna jest scena, kiedy kilku chłopa licytuje się, ile milionów chcą mieć. Kiedy jeden rzuca "a ja chcę milion milionów !" inny odpowiada : a ja chcę milion milionów milionów milionów milionów..." i ciągnie to przez dobre kilkanaście sekund. Ciekaw byłem, czy przypadkiem nie padnie teraz morał o tym,że stali się tacy jak Mobbi, z którym walczyli.

            Ale narracja rozwinęła się w inym kierunku :]

            wspaniały film, po prostu.
            • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 17:40
              Ty, Greku albo Bronte, zwróciliście uwagę na postać wróżki, która pojawia się w kolejnych filmach.

              I w "Cudzie w Mediolanie" pojawia się taka postać. Tym razem jest to mężczyzna, który
              każdemu klientowi niezależnie od tego, czy jest on młody (jak niedoszły samobójca) czy stary, jak ten pierwszy sympatyczny, starszy pan, recytuje z odpowiednią emfazą jedną formułkę : "Co za profil i to spojrzenie i czoło. Kto wie, kim zostaniesz z takim uśmiechem i czołem!? Nie skończysz tutaj, kto wie, jak wysoko zajdziesz, będziesz ważną figurą. Nie dokończysz tu żywota. Kto wie, kim był twój ojciec. Sto lirów" :))

              Panowie płacą 100 lirów i uśmiechem zadowolenia wychodzą.
              Nadzieja na poprawę losu, nawet złudna jest im potrzebna do życia. Prawdziwe.
              • siostra_bronte Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 17:42
                A tak, zabawna scena!

                Czyli oglądałaś. I jakie wrażenia?
                • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 17:45
                  Tak, mam nagrany!
                  • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 17:45
                    Tak oglądałam, mam nagrany ten film na pendrivie.
                    • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 18:21
                      Wrażenia takie same jak i Twoje , Greka, bardzo mi się podobał "Cud w Mediolanie" . :)
              • grek.grek Re: "Cud w Mediolanie" 27.02.15, 13:47
                yes ! haha, ale masz doskonałą pamięć, Barbasiu.

                świetna scena, gośc za 100 lirów podnosi na duchu w spoosob zawodowy.
                to taka trochę parodia wróżki, ale jak najbardziej z tej samej parafii.

                • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 28.02.15, 19:46
                  grek.grek napisał:

                  > yes ! haha, ale masz doskonałą pamięć, Barbasiu.

                  Mam cały film nagrany ! :)

                  > świetna scena, gośc za 100 lirów podnosi na duchu w spoosob zawodowy.
                  > to taka trochę parodia wróżki, ale jak najbardziej z tej samej parafii.

                  Zawodowy cwaniak. Takich osobników płci męskiej i żeńskiej musiało być w tych czasach we Włoszech mnóstwo, skoro niemal w każdym filmie się pojawia, ktoś kto wróży. ;)
                  • grek.grek Re: "Cud w Mediolanie" 01.03.15, 14:23
                    dobra pomoc dla doskonałej pamięci :]

                    hehe, coś w tym guście.
                    a tak swoją drogą, skoro wróżbitów było jak psów, to znaczy ze popyt na ich usługi był spory.
                    co zresztą De Sica jawnie sugeruje : okradziona pani wróżka z "Dzieci ulicy" miała 700 tys lirów,
                    pani ze "Złodziejów rowerów" miała całą kolejkę klientów w domu... a zatem - ludziom tak ogromnie
                    była potrzebna nadzieja, jakaś forma przewidywalności, uporania się ze ślepym losem, co wskazuje
                    na chaos, lęk przez jutrem, strach przed tym, co przyniesie przyszłośc w ówczesnym włoskim
                    społeczeństwie.
            • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 19:08
              > i co ważne... oni się cieszą jeden za drugiego.
              > kiedy urządzają tę loterię z kurczakiem do zjedzenia jako nagrodą głowną - wygr
              > ywa jakiś staruszek.
              > zabiera się do jedzenia, a reszta w milczeniu go obserwuje.
              > nie wiem... przyszło mi do głowy, że mógłby podzielić to mięso między dzieciaki
              > , zamiast tam pożerać samodzielnie. Ktoś go nawet nieśmiało prosi o kęs, ale st
              > aruszek ostro odmawia. Sam zjada. I... dostaje brawa. Wszyscy mu klaszczą.

              Świetna scena. Ludzie patrzą na staruszka zajadającego ze smakiem i do kosteczek całego kurczaka jak jakiś najpiękniejszy spektakl, film. Myślę, że oni nawet nie pozwoliliby mu podzielić się kurczakiem z innymi, nikt by się przecież nie najadł małymi kawałkami kurczaka, a jaki powstałby problem z rozdzielaniem. Widok objadającego się staruszka dostarcza tym ludziom wspaniałej iluzji o sytym żołądku, pozwala wyobrazić sobie, że to oni są na miejscu tego staruszka i na chwilę zapomnieć o biednej i głodnej egzystencji.

              Po iluzję do kina szedł Krum ze znajomymi. Pamiętasz? Przybywszy do kina i usiadłszy na foteliku powiedział coś takiego: “Operatorze, zgaś światło na widowni, żebyśmy się nie widzieli. (...) Pokaż nam jakiś fascynujący film. Pogodny i jasny, o pięknych szczęśliwych, dobrze ubranych ludziach i ładnych nagich kobietach. (...) W ciemności będziemy patrzeć na światło. Przez dwie godziny skąpiemy w nim swoje smutki i niegodziwości naszej egzystencji. Wyobrazimy sobie, że to my jesteśmy piękni".

              :)
              • grek.grek Re: "Cud w Mediolanie" 27.02.15, 13:49
                błyskotliwe skojarzenie, Barbasiu :]
                znakomite, pozwolę sobie powiedzieć.

                można by dopisać do tego scenę, w której całe obozowisko zasiada na krzesłach, żeby podziwiać zachód słońca. jak z "niczego" zrobić coś, oddalić na moment zmysły od świadomości dotkliwej codzienności.
                • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 28.02.15, 00:31
                  Hehehe! :))

                  O tak!
            • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 28.02.15, 20:25
              grek.grek napisał:
              > przez moment wydawało mi się,że ta biedota straciła nagle to, co miała najpiękn
              > iejszego - tę umiejętnośc radości życia bez posiadania rzeczy. Kiedy okaząło si
              > ę, że Toto może im dać co chcą, oni zwariowali. Wymowna jest scena, kiedy kilku
              > chłopa licytuje się, ile milionów chcą mieć. Kiedy jeden rzuca "a ja chcę mili
              > on milionów !" inny odpowiada : a ja chcę milion milionów milionów milionów mil
              > ionów..." i ciągnie to przez dobre kilkanaście sekund. Ciekaw byłem, czy przypa
              > dkiem nie padnie teraz morał o tym,że stali się tacy jak Mobbi, z którym walczyli.

              Myślę, że to jedna z ważnych acz gorzkich konkluzji filmu.
          • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 19:14
            >ja również jestem pod wrażeniem tego fillmu, Siostro :] komedia pierwsza klasa, ale z morałem i taka... >lewicowa w wydźwięku ;]

            Ja bym powiedziała, że prawicowa w wydźwięku, skoro pojawia się sugestia, że tylko tylko cud Boży może tylko odmienić nędzną egzystencję biedaków. ;)
            • siostra_bronte Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 19:35
              No, to nie Bóg, ale Lotolla, opiekunka Toto przekazuje mu gołąbka. I tłumaczy się przy tym, że ne mogła skontaktować się z nim wcześniej, bo nie chciano jej wypuścić :)
              • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 19:59
                Zatem trzeba by najpierw ustalić, gdzie przebywa Lotolla po śmierci. ;)
                Jeśli w niebie, to cud za sprawą gołąbki (sic!), byłby interwencją Boga.

                Ale może epitet "boży" nie jest trafny? Ale czy cud bez Bożej interwencji może się wydarzyć?
                No i wraca pytanie o cuda! I o Boga. ;/

                Wiem, co odpowiesz , Bronte. :) Wiem , co odpowiesz Greku.
              • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 28.02.15, 00:30
                siostra_bronte napisał(a):

                > No, to nie Bóg, ale Lotolla, opiekunka Toto przekazuje mu gołąbka. I tłumaczy s
                > ię przy tym, że ne mogła skontaktować się z nim wcześniej, bo nie chciano jej w
                > ypuścić :)

                Oczywiście, Bronte, o Bogu w filmie nie mam mowy. Bredzę! :/ "Cud w Mediolanie" to (neorealitstyczna) bajka, a świat bajkowy rządzi się swoimi prawami. Masz słuszność przypominając i podkreślając, że to Lotolla, matka Toto, przybywając z zaświatów , przekazuje mu gołąbka , który spełnia wszystkie życzenia, czyni cuda. Kwestia istoty zaświatów jest tu zupełnie nieistotna. :)
            • grek.grek Re: "Cud w Mediolanie" 27.02.15, 13:50
              a to celna uwaga :]

              lewicowe wątki przeplatają się z prawicowymi - co powiesz na taki kompromis interpretacyjny ? :]]
              • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" / "Złodzieje rowerów" 28.02.15, 00:29
                > lewicowe wątki przeplatają się z prawicowymi - co powiesz na taki kompromis int
                > erpretacyjny ? :]]

                Nie zgodzę się! :))

                Oczywiście o Bogu w filmie nie mam mowy. Bredzę! :/ "Cud w Mediolanie" to (neorealitstyczna) bajka, a świat bajkowy rządzi się swoimi prawami. Ma słuszność, Bronte, przypominając i podkreślając, że to Lotolla, matka Toto, przybywając z zaświatów , przekazuje mu gołąbka , który spełnia wszystkie życzenia, czyni cuda. Kwestia istoty zaświatów jest tu zupełnie nieistotna.

                Neoraliści, a zwłaszcza scenarzysta Cesare Zavattini, jak przeczytałam, głosili poglądy lewicowe, sympatyzowali z partią komunistyczną. Tymczasem po II wojnie we Włoszech władzę przejęła proamerykańska Chrześcijańska Demokracja. Filmy neorealistów, które pokazywały niewygodne dla władzy obrazy biedy i beznadziei społeczeństwa, spotykając się z krytyką środowisk prawicowych. Tak było ze "Złodziejami rowerów", z "Umberto D.", "Cudem w Mediolanie" i innymi.

                Ciekawostka sceny, w której Antonio ze "Złodziei rowerów" rozwiesza na mieście plakaty filmowe z Ritę Hayworth w filmie "Gilda" z 1946 roku miały w momencie powstanie filmu ironiczny wydźwięk.
                • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" / "Złodzieje rowerów" 28.02.15, 00:33
                  Ciekawostka sceny, w której Antonio /ze "Złodziei rowerów"/ rozwiesza na mieście
                  plakaty filmowe z Ritą Hayworth w amerykańskim filmie "Gilda" z 1946 roku miały w momencie
                  powstania filmu ironiczny wydźwięk!
                • grek.grek Re: "Cud w Mediolanie" / "Złodzieje rowerów" 28.02.15, 15:53
                  :]

                  wątki bajkowe wątkami bajkowymi, a w istocie odbywa się tam ideologiczne starcie między bezwzględnym kapitalizmem, a uciśnioną biedotą ze slumsów. I biedota poniekąd wygrywa w tej konfrontacji.

                  o właśnie, bardzo celnie zauwazasz społeczne i polityczne reakcje na ten filmowy świat.
                  • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" / "Złodzieje r 28.02.15, 18:51
                    > wątki bajkowe wątkami bajkowymi, a w istocie odbywa się tam ideologiczne starci
                    > e między bezwzględnym kapitalizmem, a uciśnioną biedotą ze slumsów. I biedota p
                    > poniekąd wygrywa w tej konfrontacji.

                    Mnie się wydaje, że biedacy przegrywają, będąc zmuszeni znaleźć sobie inne miejsce, inną krainę do życia .
                    • grek.grek Re: "Cud w Mediolanie" / "Złodzieje r 01.03.15, 14:26
                      racjonalna konkluzja.

                      chyba zanadto skupiłem się na tym, ze udaje się im uciec z więźniarek, wzbić się w powietrze i... jakoś nie
                      wyglądają na ludzi przegranych ;]
                      mają gołębicę, w sumie mogliby pogonić tych siepaczy i odzyskać swoje obozowisko... jakimś trafem nie robią tego.
                      why ? :]
                      • siostra_bronte Re: "Cud w Mediolanie" / "Złodzieje r 01.03.15, 14:30
                        Może dlatego, że wciąż musieliby się szarpać z policją? A tak będą mieli święty spokój z dala od ziemskich trosk :)
                        • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" / "Złodzieje r 03.03.15, 19:29
                          siostra_bronte napisał(a):

                          > Może dlatego, że wciąż musieliby się szarpać z policją? A tak będą mieli święty
                          > spokój z dala od ziemskich trosk :)

                          O właśnie!
                          • pepsic Re: "Cud w Mediolanie" / "Złodzieje r 03.03.15, 19:44
                            A tak będą mieli święty spokój z dala od ziemskich trosk :)
                            Nie zgadzam się;) To droga na skróty, poddanie sie bez walki prozie i problemom życia.
                            • siostra_bronte Re: "Cud w Mediolanie" / "Złodzieje r 03.03.15, 23:36
                              Ale to komedia, trochę filmowa bajka, więc takie fantazyjne zakończenie było jak najbardziej na miejscu :)
                      • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" / "Złodzieje r 03.03.15, 19:28

                        > chyba zanadto skupiłem się na tym, ze udaje się im uciec z więźniarek, wzbić si
                        > ę w powietrze i... jakoś nie
                        > wyglądają na ludzi przegranych ;]

                        Prawda. :) Dzięki temu pesymistyczny wydźwięk historii jest nieco złagodzony.
        • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 26.02.15, 19:20
          >Albo kiedy czarnoskóry gość prosi Toto, żeby stał się biały. Potem spotyka swoją sympatię, która >wcześniej poprosiła o czarną skórę.

          To urocza scena, choć akurat charakteryzacja była marna. ;)

        • pepsic Re: "Cud w Mediolanie" 28.02.15, 15:28
          Dorzucam scenę, kiedy Toto z poważną miną rozdziela "apartamenty" m. in dla rodziny z gosposią;)

          A tak w ogóle nikomu z Państwa nie przyszła do głowy analogia do "Amelii"? Bo mi tak, z jedną małą różnicą, tu sympatyczny bohater autentycznie ujmuje za serce.

          Gdyby rodzice mieli tak przyjacielskie podejście do dzieci, jak starsza pani, to byłoby lepiej na świecie, że sobie pozwolę na banał.

          Ogólnie bardzo pozytywny film, co ciekawe nie odebrałam go w kategoriach komedii.
          • siostra_bronte Re: "Cud w Mediolanie" 28.02.15, 15:33
            O, czyli oglądałaś.

            Nie, w ogóle nie miałam skojarzenia z "Amelią". Bo bohater nie knuje za plecami :)

            A ja dawno tak się nie uśmiałam.
          • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 28.02.15, 20:22
            pepsic napisała:

            > Dorzucam scenę, kiedy Toto z poważną miną rozdziela "apartamenty" m. in dla rod
            > ziny z gosposią;)

            Hehehe! Prawda.

            > A tak w ogóle nikomu z Państwa nie przyszła do głowy analogia do "Amelii"? Bo m
            > i tak, z jedną małą różnicą, tu sympatyczny bohater autentycznie ujmuje za serce.

            Nie pomyślałam o tym, ale to całkiem dobre skojarzenie! :)
            Z tym, że ja lubię i Amelię i Toto.
          • grek.grek Re: "Cud w Mediolanie" 01.03.15, 14:17
            ciekawe porównanie.
            wg mnie, Amelia jest po prostu... Francuzką ;]
            i jest zakompleksiona, co stanowi pokłosie wychowania i warunków, w których się ono odbywało.

            łączy te postaci niewątpliwie wrażliwość, róznymi środkami realizowana, ale jednak :]
            • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 03.03.15, 19:07
              > łączy te postaci niewątpliwie wrażliwość, róznymi środkami realizowana, ale jednak :]

              i, dodałabym, zainteresowanie losem drugiego człowieka.

              Toto jest inicjatorem budowy prymitywnego osiedla dla biedaków, marzy naiwnie o stworzeniu miejsca, w którym ludzie odnaleźli by szczęście , pokój.

              Amelii pomaganie sprawia po prostu przyjemność.


              • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 03.03.15, 19:10
                Toto mysli globalnie, Amelia o pojedynczych konkretnych ludziach, którzy mają swoje problemy.
                • pepsic Re: "Cud w Mediolanie" 03.03.15, 19:24
                  To może przypomnę. Toto ofiarowuje złodziejowi torbę, pociesza kolesia niskiego i kolesia chromego, rozwesela dzieci, ratuje samobójce i funduje terapię śpiewającą etc. etc. Robi to z prawdziwą przyjemnością. Tak więc nie tylko globalnie Barbasiu.
                  • barbasia1 Re: "Cud w Mediolanie" 03.03.15, 19:35
                    pepsic napisała:

                    > To może przypomnę. Toto ofiarowuje złodziejowi torbę, pociesza kolesia niskieg
                    > o i kolesia chromego, rozwesela dzieci, ratuje samobójce i funduje terapię śpie
                    > wającą etc. etc. Robi to z prawdziwą przyjemnością. Tak więc nie tylko globalni
                    > e Barbasiu.

                    Tak! Racja! Racja!
                    Więc jeszcze raz Toto działa w wymiarze indywidualnym i globalnym (naiwnie).
                    Amelia tylko indywidualnym.
    • siostra_bronte "Umberto D." 26.02.15, 14:40
      O 23.35. I znowu zapowiadają się duże emocje. O "Umberto D." czytałam wyłącznie jako o arcydziele i filmie wstrząsającym. Pamiętam jak kiedyś Aleksander Jackiewicz napisał w swojej książce, że Chaplin uwielbiał ten film. Jestem bardzo ciekawa. Greku, skaczemy :)
      • grek.grek Re: "Umberto D." 26.02.15, 17:19
        oglądałem ten film ! :]

        starszy pan podejmuje decyzję o samobójstwie, ostgatnią rzeczą jaką chce zrobić jest znalezienie domu dla swojego ukochanego pieska.

        oglądałem !
        nie pamiętałem tytułu, ale zdarzało mi się przy jakiejś okazji o tym filmie wspominać :]

        szykuj chusteczki, Siostro, szykujcie - Czcigodni, przydadzą się.

        skaczemy, oczywiście że tak, nie ma innej możliwości :]

        skaczmy licznie.
        Barbasiu, jak dzisiaj u Ciebie z czasem filmowym ? :]
        • siostra_bronte Re: "Umberto D." 26.02.15, 17:30
          O, naprawdę? Gdzie??

          Chusteczki już przygotowane :)

          Też mam nadzieję, że ktoś jeszcze obejrzy ten film. Może Barbasia sobie nagra?
          • barbasia1 Re: "Umberto D." 26.02.15, 17:43
            > Też mam nadzieję, że ktoś jeszcze obejrzy ten film. Może Barbasia sobie nagra?

            Tak, będę mieć nagranie! :))

          • grek.grek "Umberto D.", czyli De Sica w Kulturze po raz 4 27.02.15, 13:41
            o, już nie pamiętam :] strasznie dawno to było, ale ten główny motyw
            mocno mi się zapisał.

            zostały mi w głowie strzępki, zwłaszcza z drugiej połowy - scena, kiedy Umberto z okna swojego zdemolowanego [remontem] pokoju spogląda na tory tramwajowe i chyba wtedy właśnie podejmuje decyzję o samobójstwie; scena kiedy zbiera się do żebrania, ale nie jest w stanie przełamać własnego poczucia godności. Może dlatego, ze wybrzmiewają wtedy tak dramatyczne muzyczne tony wpłynęło na to, że w głowie dziecka kodują się wspomnienia tych obrazów filmowych ?

            pamiętałem też scenę kiedy Umberto odprowadza czworonoga do hotelu dla psów, ale widzi jakiegoś agresywnego innego psa i to, że jego własny bardzo się boi - nie może go tam zostawić. Scena w psiarni, gdzie Umberto znajduje swojego pupila, po tym jak uciekł z domu pod nieobecność pana.

            No i finałowy moment, chce podarować go jakiejś dziewczynce, ale niania się sprzeciwia, a potem chce się przed nim ukryć - lecz on go znajduje, no i to zachowanie psa uniemożliwia Umberto rzucenie się pod pociąg. A potem idą się bawić, najgorsze minęło, sięgnął dna, teraz może być już tylko lepiej. Śmierć to nie rozwiązanie.

            ten pies ratuje mu życie. To mi utkwiło w pamięci. ten pies staje pomiędzy nim, a rozpaczą, a potem śmiercią.

            Rzuciło mi się w oczy, że ten starszy pan nie wzrusza. Masz/macie podobne wrażenie ? Żaden z bohaterów De Sicy nie wzrusza. ani Umberto, ani Pasqualle, ani Antonio nie robią min, które mogłyby złapać za serce. momentami są wręcz obojętni emocjonalnie.

            jesli coś porusza, to ich los, ich problemy, starania by się jakoś na tej powierzchni życia utrzymać. dostrzegam podobieństwo między tymi bohaterami włoskiego neorealizmu, a choćby bohaterkami z filmów, które ostatnio komentowaliśmy - "Chinka", "Gorzkie mleko", czy "Maria łaski pełna". To jest ten sam zabieg reżyserski - bohater/ka nie może żebrać o współczucie widza, o jego litość. Liczy się świat i rzeczywistość, w której on/ona się poruszają i w której starają się przeżyć, znaleźc swoje miejsce.

            podoba mi się ten zabieg, nie wiem jak Tobie/Wam [o ile podzielacie moje wrażenie] ?

            pan Umberto wcale jakimś miłym dziadziem nie jest. Nie ma twarzy wzbudzającej od razu litość. zero łatwizny dla widza :]]

            ujął mnie ten gośc w szpitalu, zdrowy jak koń, a leży sobie wygodnie dzięki temu, że podlizuje się zakonnicy :] Wychodzi razem z Umberto, ściskają sobie długo dłonie, omal auto ich nie rozjeżdza, hehe.

            ale poza tym - świat znów jest mało optymistyczny. Rzym jest urodziwy, ludzie niekoniecznie straszni, więc tutaj też jest zarówn o realizm, jak i utrudnienie. Trudniej dostrzec głębię otchłani w takim słonecznym, ładnym otoczeniu miejskim i całkiem nienajgorszym ludzkim. Dzisiaj twórcy sięgają po brzydotę znacznie chętniej i może bezwzględniej nawet, prawda ?

            Maria, młoda pokojówka w domu, w którym mieszkanie wynajmuje Umberto - zaszła w ciążę z jednym z kochanków i nie wie z którym. Żaden się nie przyznaje. jeden z Neapolu, a dfrugi z Florencji. to jasne, że obaj ją zostawią i wyjadą do swoich rodzinnych miast. Jak tylko pańcia właścicielka dowie się o ciązy - zwolni Marię. Co ona wtedy pocznie ? przejmujący jest moment, kiedy Umberto opuszcza dom, uprzedzając jutrzejszą eksmisję za niepłacenie czynszu, ona go pyta czy będą się mogli widywać, a on nie mozę jej powiedzieć, ze będą, bo przecież ma zamiar się zabić.

            Umberto jest tak samo niepotrzebny nikomu. Przez cały film dławi go ta świadomość. Dopiero w finale dociera do niego, że jest ten pies, którego nie sposob się pozbyć bez wyrzutów sumienia. Choćby dla niego - musi żyć nadal.

            Jak bardzo nie ma z kim rozmawiać. Spotyka znajomych, ale rozmowa się nie klei. Jak słyszą o pieniądzach i o tym, że UMberto brakuje trochę do czynszu - szybko się wymiksowują z tej gadki. Sliski temat.

            Żebracy na ulicach. Też nie są mili. Jeden wręcz wydziera się na przechodniów żeby mu wrzucali do kapelusza. UMberto tak nie umie, nie ma w sobie ani cienia tej bezczelności. NIe umie wyciągnąc ręki po jałmużnę, ukraść też by nie umiał, nawet jak walczy z właścicielką mieszkania, i grozi że zabije, to jest w tym tak nieporadny, wiemy ze nie skrzywdziłby nawet muchy.
            I jak patrzą na niego ci lepiej sytuowani. Jak na intruza, nawet jesli tylko siedzi na ławce, czy przechodzi sobie obok.

            Nie ma dla niego miejsca. Tyrał 40 lat w ministerstwie, a teraz emerytura nie starcza mu nawet na uttrzymanie marnego pokoju. Jak on jest tam traktowany... wraca do chałupy, a tam na jego łózku jacyś goście się panoszą. WRaca ze szpitala, a w jego pokoju harmider i ekipa remontowa, tak jakby był powietrzem, jego zdanie się nie liczy. Właścicielka traktuje go jak stary rupieć, robi wszystko by go wywalić. Powstaje mysl że nawet jakby jej zapłacił te 15 tys, to też by znalazłą sposób na wysiudanie go z lokalu. Przecież to ma być luksus hotelik dla wtajemniczonych. Straszy pan z psem pasuje tam jak pięśc do nosa.

            smutny to obrazek. nadzieja przychodzi dopiero w ostatnim momencie, ale nie zmienia to faktu, że rzeczywistość jest brzydka i okrutna, nawet jeśli w pięknych okolicznościach Rzymu i w odrestaurowanej kopii ;]

            znakomite kino, wybitne.
            prawdziwe.

            jak Twoje wrażenia, Siostro ? Barbasiu ? Czcigodni ?
            • siostra_bronte Re: "Umberto D.", czyli De Sica w Kulturze po raz 27.02.15, 15:29
              Dzięki, Greku :)

              Podpisuję się pod Twoją recenzją. Kolejne arcydzieło de Siki i to wszystko w ciągu kilku lat!

              Co tu dużo pisać, po prostu wstrząsająca historia starszego pana, który jest już niepotrzebny. Chociaż pracował przez wiele lat, teraz państwo nie jest w stanie dać mu godziwej emerytury. Umberto stara się jak może utrzymać na powierzchni. Próbuje pożyczyć pieniędzy nie udają się. Jakie to prawdziwe: Umberto spotyka starych znajomych, ale kiedy wspomina o kasie, szybko się zwijają. Samo życie.

              Przejmująca jest ta scena kiedy Umberto próbuje żebrać. Ale to zbyt upokarzające dla niego, nie potrafi tego zrobić. Wystawia więc pieska, ale jak na złość akurat przechodzi znajomy i Umberto musi gęsto się tłumaczyć.

              I tak, to piesek, jedyny przyjaciel Umberto ratuje mu życie. Zresztą ten piesek jest uroczy. Kiedy staje na dwóch łapkach, albo chowa się za Umberto, kiedy ten chce go oddać do psiej przechowali. I kiedy chowa się za drzewem (trochę jak Bruno po uderzeniu przez ojca) po akcji na torach. Muszę przyznać, że ten piesek przypomina mi bardzo pieska z "Artysty" :)

              Ta końcowa scena kiedy odchodzą razem, bawiąc się jest znakomita. Wydaje się optymistyczna, bo Umberto żyje, ale też zastanawiamy się, jak dalej potoczy się jego życie.

              Ciekawa jest Twoja uwaga na temat bohatera, że nie gra na uczuciach widzów. Tak jak to było z bohaterem "Złodziei rowerów". I faktycznie tak jest. Ale nie zgadzam się, że nie wzruszają! Wzruszają, ale nie w efekciarski sposób. To pewnie dlatego, że odtwórca roli Umberto jak i Antonia byli amatorami. Nie mieli aktorskich umiejętności, więc zmuszanie ich do "robienia min" skończyłoby się fatalnie. De Sica musiał znaleźć sposób, żeby wypadli wiarygodnie. Obaj są więc oszczędni w wyrażaniu emocji, jakby "grali" siebie, ale to nie zmniejsza wrażenia, jakie robią na nas ich losy.

              I jak w przypadku "Złodziei..." ten film jest zaskakująco aktualny. Los Umberta dzieli teraz wielu emerytów. Przygnębiające.


              • siostra_bronte Re: "Umberto D.", czyli De Sica w Kulturze po raz 27.02.15, 15:31
                *Próby pożyczenia pieniędzy nie udają się.
              • grek.grek Re: "Umberto D.", czyli De Sica w Kulturze po raz 28.02.15, 16:01
                ciekawe uwagi, Siostro :]

                yup, ta zbytecznośc starszego jegomościa jest bardzo przykra.
                dopiero w finale odkrywa, że jest komuś potrzebny i to daje mu impuls do życia.

                muzyka w tych scenach kluczowych jest sugestywna, podbija ich wydźwięk.

                o, słusznie piszesz, że bohaterowie wzruszają.
                zgadzamy się, jak widzę :], że wzruszają przede wszystkim ich uwikłania i perypetie życiowe,
                to jak są traktowani przez innych i przez samol życie, rzeczywistość, otoczenie.
                oni sami w sobie... nie umizgują się, nie pomagają, nie proszą o współczucie. Ono się samo
                gdzieś tam rodzi, w kontekście kolejnych upokorzeń, upadków i szarpaniny jakich doznają.

                yes, celna uwaga, Siostro. wielu może się przejrzeć w losach Umberto, jak w lusterku. całe
                życie pracy i wyrzeczeń, a na końcu lipna emeryturka, pogardliwe traktowanie i świadomośc
                bycia denerwującym innych i zawadzającym im meblem. frustrujące. w ogole, całe to kino
                De Sicy jest jakoś uniwersalne, biedacy, bezrobotni, dzieci ulicy, sieroty i staruszkowie bez
                opieki i statusu są, byli i zawsze będą. świat się nie zmienia pod tym względem, taka jego fizjonomia.
        • barbasia1 Re: "Umberto D." 26.02.15, 17:57
          > skaczmy licznie.

          Będę miała nagranie "Umberto D." Postaram się obejrzeć jutro.

          > Barbasiu, jak dzisiaj u Ciebie z czasem filmowym ? :]

          Zarwałam wczoraj kawał nocy, pisząc na forum. Obawiam się, że jednak nie obejrzę "Rozmowy ..." . Liczę na Ciebie, jak zawsze w takiej sytuacji. Szkoda, bo zapowiedź brzmi naprawdę ciekawie. Planuję zobaczyć tylko "Garsonierę", która zaczyna się najwcześniej.
          • grek.grek Re: "Umberto D." 27.02.15, 13:43
            straciłem pierwsze 30 min "Rozmowy...", ale postaram się znaleźć w necie i jutro napiszę :"]

            "Garsonierę" mam nadzieję dzisiaj obejrzeć.
            "UMberto" - już parę słów napisałem, z niecierpliwością czekam na Twoje, Wasze, wrażenia :]
            • barbasia1 Re: "Umberto D." 28.02.15, 00:39
              OK! :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka