Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2015 - 8 (vol. 58)

    • grek.grek "Cube" TV Puls2, 22:55 12.08.15, 12:51
      "thriller kafkowski", jak to mówia :]
      i rzeczywiście coś w tym jest.

      to już klasyk.
      1997 r., a właściwie w każdym sezonie z kolejnych 18 mógłby być przebojem.

      kilka osób budzi się w zamknięciu. jak już wychodzą z szoku odkrywają, że otoczenie stanowi jakiś przedziwny labirynt identycznych pokojów/klatek o kształcie sześciana. mozna przedostawac się z jednego do drugiego, aczkolwiek nie zawsze jest to bezpieczna droga. w poszukiwaniu drogi przydadzą się także umiejętności matematyczne, które posiada jeden z uwięzionych. także pozostali dysponują jakąs wiedzą, zdolnością, która może mieć znaczenie [jest studentka matematyki, pani psycholog, autystyczny chłopak, inżynier, policjant, drobny złodziejaszek i tajemniczy gość, który dośc długo każe się domyślać swojego pochodzenia i fachu]

      nie wiadomo, kto ich tam wrzucił, kto ich wyselekcjonował, kto za tym stoi, i po co to wszystko. surrealizm zupełny.

      świetnie się ogląda. zwłaszcza za pierwszym razem, ale każdy kolejny też ma swój smak. kameralna akcja, psychologia, rozgrywki między bohaterami, matematyka, główkowanie "co, jak, po co, dokąd", a nade wszystko specyficzna atmosfera.

      klasyk. po prostu klasyk :]

    • grek.grek "Serpico" w CT2 [21:55] 12.08.15, 12:54
      Czesi nie zawodzą w wakacje :]
      demaskatorsko-oskarżycielski wyczyn Sidneya Lumeta z kapitalną, może nawet najlepszą w karierze, rolą Ala Pacino.

      postaram się coś więcej po seansie, tym razem wreszcie, bo wcześniej jakoś oglądałem i nic nie pisałem, chyba że półgębkiem ":] tym razem... całogębkiem spróbuję.

      • siostra_bronte Re: "Serpico" w CT2 [21:55] 12.08.15, 13:28
        O, czekam na recenzję. Nie widziałam tego filmu! Wczesne role Ala Pacino były świetne.
        • grek.grek Re: "Serpico" w CT2 [21:55] 12.08.15, 13:33
          dzięki, Siostro :]

        • grek.grek Re: "Serpico" w CT2 [21:55] 13.08.15, 11:54
          PS : czeski dubbing trochę udziwnił całość ;], ale ofk sam film nic nie stracił ze swojej klasy.

          nie wiem czy dziś zdołam się rozpisac, raczej nie, więc w weekend najpewniej rozwinę temat, a jest co rozwijać, zaręczam :]]

          stay tuned :]
    • siostra_bronte "Zawrót głowy" 12.08.15, 19:27
      Jutro, 21.25 w Kulturze. Arcydzieło Hitchcocka. Czy trzeba pisać coś więcej??
      • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 13.08.15, 11:52
        mistrzostwo nie tylko gatunkowe.

        skaczę ! :]
        • siostra_bronte Re: "Zawrót głowy" 13.08.15, 12:18
          Ja też, po raz n-ty!
          • siostra_bronte Re: "Zawrót głowy" 13.08.15, 20:58
            Dzisiaj 116 rocznica urodzin Hitchcocka!
        • barbasia1 Re: "Zawrót głowy" 13.08.15, 21:33
          I ja właśnie skoczyłam. :)
          • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 14.08.15, 13:55
            brawo, Barbasiu :]
            jakie wrażenia ?
            • siostra_bronte Re: "Zawrót głowy" 15.08.15, 09:40
              Tak, czekamy na wrażenia!
      • siostra_bronte Re: "Zawrót głowy" 14.08.15, 00:49
        Greku, Barbasiu, jak wrażenia?

        Będę się powtarzać, ale trudno :)

        Znowu zachwyciłam się wykorzystaniem kolorów.

        Czerwień: ściany w restauracji, gdy Scottie widzi Madeleine po raz pierwszy, fotele i wykładzina (wpada w purpurę) w gabinecie Gavina, drzwi do mieszkania Scottiego; jego szlafrok, który zakłada Madelaine; jego krawat, róże w szpitalnym pokoju...

        Zieleń: szal Madeleine w scenie w restauracji, jej samochód; sweter Scottiego, kiedy przywiózł ją do domu; sukienka Judy, gdy Scottie widzi ją na ulicy; światło neonu w hotelowym pokoju Judy...Plus szare kostiumy i czarno-biały komplet Madeleine...

        Powtarzające się sceny: wchodzenia po schodach wieży, upadku z wysokości (Madeleine, Judy i policjant); Scotta patrzącego na Madeleine i Judy w oknach hoteli, i to chyba nie wszystko. I wszędzie lustra...

        Ta długa, powolna sekwencja, kiedy Scottie śledzi Madeleine po raz pierwszy. Chyba z 5 minut bez dialogów, co tylko dodaje jej niesamowitego klimatu...

        I piękny profil Kim Novak, pojawia się w filmie ze sto razy :) I niesamowita muzyka Herrmanna.

        Ech, długo by pisać...

        Tutaj scena w restauracji. Co za wspaniałe wejście! Kiedy widzimy profil Madeleine czerwone tło robi się nagle jaśniejsze.

        www.youtube.com/watch?v=Beac86mN8XM

        No i słynna scena przemiany Judy w Madeleine. Już była linkowana, ale nie szkodzi :) Genialna. Mam gęsią skórkę, kiedy ją oglądam. Pokonać śmierć, odzyskać kogoś, kto już odszedł na zawsze. Scottie jeszcze nie wie, że niemożliwe...

        www.youtube.com/watch?v=GwD9twaZMZM






        • siostra_bronte Re: "Zawrót głowy" 14.08.15, 00:51
          *Scottie jeszcze nie wie, że to niemożliwe.
        • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 14.08.15, 13:49
          pięknie to napisałaś, Siostro, właściwie nie wiem, co można do tego dodać...

          jak zawsze imponująca jest umiejętnośc budowania atmosfery przez Hitchcocka.
          spokojnie, bez szarpaniny, bez przyspieszania, przypomina mi się to, co mówił Balzac
          [albo Flaubert ?], że najważniejsze w pisarstwie jest powściągnięcie chęci, by pisać tylko
          o tym, co samego pisarza interesuje i kręci, ale cierpliwe tworzenie fabuły wokół tych
          kwestii. I tak właśnie postępuje Hitchcock.

          w "Psychozie" mnóstwo czasu poświeca na zawiązanie akcji, podąza za losem bohaterki, którą przecież uiśmierci w 45 minucie filmu, i która tak naprawdę jest tylko pretekstem do rozwinięcia wątku właściwego. w "Oknie..." wątek zabójstwa pojawia się w drugiej godzinie, w pierwszej dominują tematy skomplikowanych relacji kobiety i mężczyzny [z róznych światów] oraz wątek unieruchomienia we własnym mieszkaniu.

          tutaj jest to samo. Sporo jest o Johnie Fergusonie, znakomicie zarysowana jest postać Madeleine i jej obsesji. Przecież ta wędrówka za nią, którą wykonuje detektyw, jest kapitalna : cmentarz, galeria, hotel... a potem nagle jakby nie istniała, widział ją w oknie hotelowym, ale przecież jej tam nie ma. MOzna popaść w przeczucie szaleństwa, ale własnego.

          Obraz Carlotty Valdez [nie wiem, czy dobrze pamiętam nazwisko?] i jej medalion, który później będzie tak istotny przy "identyfikacji" Madeleine vel Judy.

          Cała ta historia, hiponotyczne zachowanie Kim Novak, kreują znakomitą atmosferę. Ferguson wpada w to wszystko po uszy. Przestaje, niemal od razu, rzecz traktować profesjonalnie, podchodzi do niej osobiście, bo Madeleine go intryguje i podoba mu się[od początku zresztą].

          Zauwazyłaś, że w czasie tej całej sekwencji miejsca, całe ulice, są zupełnie wyczyszczone ? Tylko detektyw i Madeleine. Tak jakby Hitchock chciał maksymalnie zbliżyć do nich widza.

          Stroje. To ten czas, kiedy marynarka i krawat oraz kapelusz są strojem codziennym. Dobre czasy. Mógłbym się z łatwością w tym zaadaptować ;]

          Tylko ta moda kobieca... spódnice do pół łydki, zupełnie nieestetyczne i skracające nogę. KIm Novak w dzisiejszych sukienkach wyglądałaby rewelacyjnie, tamte kostiumy odbierały jej wiele... możliwości prezencji. Ale nie znam się na tym, to tylko moje impresje jako faceta, który podziwia kobieca urodę :]

          Samochody, w starym stylu. Ech, nie takie szybkie jak dziś, ale kto powiedział, ze chodzi o to, by jeździć szybko... ;] Wtedy jeździło się z klasą.

          Las sekwojowy. uff, to jest doipiero scena. Kiedy Madeleine snuje monolog o starości tych gigantycznych drzew i o szybkości i łatwości przemijania ludzkiego życia, jej życia. Kapitalnie jest napisana jej postać, ten egzystencjalny niepokój, te wizje, momenty utraty pamięci, o których opowiada, gdy nie pamięta co robiła, a przecież Ferguson wie, że bywała w galerii, odwiedzała miejscowości oddalone od San Francisco o 150 mil. To postać, którą można by znaleźć prędzej w kinie francuskim niż w amerykańskim, ale może częściowo "usprawiedliwia" to fakt, że Madeleine jest postacia, a nie realnym człowiekiem, odgrywa ją Judy Baker, aby przebiegły Elster mógł zabić swoją żonę, mając Fergusona za świadka". To kapitalnie napisana intryga.

          ciekawe są też dialogi Fergsuona ze swoją eks-narzeczoną, graficzką. Podoba mi się to, ze Hitchcock w ogole się nie spieszy, nie pali się by jużjużjuż gonić za akcją. Po co ? Tu rozmowa o stanie ducha Scottiego, tam o Carlottcie Valdez z jakimś miejskim archiwistą-historykiem, tutaj jest czas na to, by rozwinęła się znajomośc Fergusona z Madeleine...

          Jakkolwiek mówił on o "trzęsieniu ziemi", to z perspektywy czasu na mnie najwiękssze wrażenie robi właśnie to wyczucie w budowaniu klimatu filmowego, pokazywanie bohaterów, zahaczanie tematów pozornie pobocznych. Te, powtórzę słowo - hiponotyczne - wizyty Madeleine na cmentarzu czy w galerii, widziane okiem zupełnie wciągniętego w sprawę Fergusona, są nie mniej interesujące i atmosferyczne niż sama sekwencja finałowa, jakkolwiek jest ona sama w sobie znakomita.

          a potem moment spotkania ponownego Scottiego z Madeleine, teraz Judy. Ciekawe, czy od początku domyśla się on, że to była wynająta aktorka, czy dochodzi do tego z czasem, a sam odgrywa częsciowo role, aby ją wprowadzić w błąd, że tak naprawdę widzi w niej tylko wspomnienie o kobiecie w której był zakochany ?

          atmosfera, anturaż, aranżacja poszczególnych scen...
          wszystko jest tutaj na najwyższym poziomie.
          Muzyka, częśc zdjęc w minimalnej "mgiełce', ledwie dostrzegalnej dla oka, no i niezawodny James Stewart.

          A Kim Novak... uff,piękna po prostu :]
          zresztą, galeria "kobiet Alfa" jest imponująca : Grace Kelly, Tippi Hedren, Janet Leigh, Kim Novak... MOżna dostać oczopląsu :]]
          Ale poza tym, że urodziwa, co rzuca się w oczy, jest to też utalentowana aktorka. Gra tutaj naprawdę wybornie, czuć prowadzenie ręką mistrza.

          wspaniały seans, Siostro :]
          • siostra_bronte Re: "Zawrót głowy" 14.08.15, 15:26
            Dzięki :)

            Tak, dla mnie najważniejsza jest w tym filmie atmosfera. Hipnotyczna, jak ze snu. Te długie, powolne, pozbawione dialogów sceny, kiedy Scottie śledzi Madeleine. I jak słusznie zauważyłeś, opustoszałe ulice miasta. A San Francisco prezentuje się wspaniale.

            Judy gra Madeleine przed Scottiem. Scottie zakochuje się w wykreowanej postaci. A potem zmusza Judy, żeby znowu zagrała Madeleine, jego ideał. Co za przewrotna intryga!

            Scottie nie poznaje Judy od razu, bo pewnie padłby trupem na miejscu z wrażenia :) I rzeczywiście Judy różni się od Madeleine stylem bycia, ubierania, fryzurą, ma mocny makijaż. To potrafi zmienić kobietę :)

            Tak, warto wspomnieć o Mitch. Jest przyjaciółką Scottiego, ale wiadomo, że go kocha. Byliby świetną parą. Ale Scottie traci głowę dla Madeleine, a potem Judy. A Mitch znika z jego życia, trochę jej szkoda...

            Hehe, pamiętam, że nie lubisz długości do pół łydki :)

            Kim Novak jest fascynująca w tym filmie. Jej uroda jest zjawiskowa, do tego naprawdę świetnie zagrała tak wymagającą rolę.

            O tym filmie można bez końca :)

            • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 14.08.15, 16:53
              :]

              ciekawe, że Hitchock właściwie w każdym filmie kreuje tak samo znakomitą atmosferę, ale... zawsze jest ona innego typu; "Okno...", "Psychoza", "Zawrót" czy "Ptaki" mozna łączyć na wiele sposobów, wskazywać punkty wspólne, ale jednak są one na swój sposób inne : np. "OKno" jest... towarzyskie, duzo ludzi, choćby w tych mieszkaniach, które podgląda bohater, sporo się dzieje, wątki są liczne, można rzec, że momentami jest tam harmider, wpada gadatliwa, dowcipna pielęgniarka... a już "Zawrót" to rzecz znacznie bardziej ciemna i wchodząca w psychologię na wyższym poziomie - oba te filmyu mają świetny klimat, ale znacząco inny w swojej istocie, tak jak różne są środowiska, intrygi i pokazywane postaci. mistrz był z Hitchcocka, bez dwóch zdań :]

              o, zdecydowanie.
              to też zaleta tego filmu, Kim Novak jako Madeleine ofk od razu daje się poznać jako Judy Baxter, ale mimo wszystko wygląda, zachowuje się i mówi inaczej, więc rzeczywiście można byłoby dać się nabrać w rzeczywistości :}

              no tak jakoś ta moda kobieca mnie nie oczarowuje ;]
              purytańska Ameryka zupełnie postradała umiar w wydłużaniu strojów :]]

              yes.

              jakiś czas temu czytałem, że jakoweś poważne grono krytyków filmowych wybrało "Zawrót głowy" najlepszym filmem w historii :"]

              nie wiem, jak sądzisz ?, czy da się w ogóle "wybrać najlepszy film w historii", tyle było wspaniałych dzieł, jak tutaj mozna jedno nad drugim postawić, na podstawie czego, subiektywnego gustu ? - czty to nie zbyt ryzykowne kryterium do takich wyczynów ?

              ale fakt faktem, mistrzostwo kompozycji, budowy atmosfery, kreacji intrygi, postaci, aranżacja poszczególnych scen, detal, rytm, wyczucie... sama esencja filmowej sztuki :]
        • grek.grek Re: "Zawrót głowy" 14.08.15, 13:59
          PS : trochę się przestraszyłem, kiedy przed filmem, podczas zapowiedzi Kultura zaanonsowała "Człowieka-słonia" na 22:20 "dziś".

          chyba im to "dziś" zostało w poprzedniej ramówki, ale mimo wszystko trochę zamieszania wprowadziło, hehe.

          zastanawiałem się, cóz oni zamierzają pokazać przed tą "22:20" ;], ale kiedy wpół do dziesiątej ruszył seans czułem, że ta wcześniejsza zapowiedź była jakąs pomyłką.

          nawet szybko sprawdziłem, czy jakaś persona ze świata filmu albo polityki nie zmarła nagle, i z tego powodu nie zmieniła się ramówka ;]]
    • grek.grek Kobra w Kulturze "Samolot do Londynu" 1964 r. 13.08.15, 11:58
      20:05

      brzmi klasycznie :
      na pokładzie samolotu [lot z Johanesburga do Londynu] popełnione zostaje morderstwo.
      na pokładzie jest agent Scotland Yardu, nazwiskiem Joe Alex, i przeprowadza śledztwo.
      wiadomo tylko jedno : morderca jest wśród pasażerów :]

      Mariusz Dmochowski w głównej roli, a obok niego Stanisław Winczewski, Danuta Szaflarska, Igor Śmiałowski.



      • grek.grek Re: Kobra w Kulturze "Samolot do Londynu" 1964 r. 14.08.15, 13:54
        komentarzy nie widać... czyżbyście nie oglądali ? ;]

        znów trafiłem zabójcę.
        zaczynam się wyrabiać ;]
        a może po prostu postaci były tak namalowane, ze nietrudno bylo się domyślić.

        nie był to jednak najlepszy seans Kobry, aczkolwiek akcja skondensowana w jednym miejscu, kameralnie, klasyka dochodzenia do celu za pomocą eliminacji kolejnych podejrzanych, detektyw zajmujący się każdym pasażerem z osobna, oceniajac jego związki z ofiarą, okoliczności dostania się na pokład samolotu, a także zawodowe sprawy, której to konfrontacji przygląadają się wszyscy inni i komentują, czasami prowadząc do kłótni. ten kto milczy, ten ma najwięcej za uszami, i tak też było tym razem ;]

        • ewa9717 Re: Kobra w Kulturze "Samolot do Londynu" 15.08.15, 14:18
          grek.grek napisał:

          >
          > nie był to jednak najlepszy seans Kobry
          Fakt. Dmochowski jak Joe Alex zupełnie mi nie leżał, poza tym najdzielniej spisywał się samolot, wytrwale warcząc przez cały spektakl.
          • barbasia1 Re: Kobra w Kulturze "Samolot do Londynu" 15.08.15, 14:23
            i zagłuszając wywody Joe Alexa i wypowiedzi pasażerów. Dźwięk był tragiczny.

            • grek.grek Re: Kobra w Kulturze "Samolot do Londynu" 15.08.15, 15:28
              racja, Barbasiu.
              zwykle oglądam programy na 15 stopniu volume, tym razem musiałem podkręcić aż do 47, a i tak nie rozpoznałem niektórych wypowiedzi bohaterów :]
          • grek.grek Re: Kobra w Kulturze "Samolot do Londynu" 15.08.15, 15:27
            pana Dmochowskiego będę bronił :]]

            a co do samolotu, pełna zgoda, Ewo - zdecydowanie zbyt głośny był.
    • grek.grek "Rocky 3" w TV4, 20:00 13.08.15, 12:17
      Rocky oryginalny był ikonograficzną opowieścią o spełnieniu mitu amerykańskiego, mr Nobody z dołów społecznych, bokser z mnusowym bilansem walk, twardy ale niezbyt utalentowany, dostaje szansę i przełamując swoje słabości, niewiarę we własne siły i niemalże fatum nad nim wiszące - osiąga sukces. nie wygrywa walki z mitsrzem, ale nie daje się stłamsić, stawia czoło, podnosi się po kolejnych nokdaunach i porywająco walczy do ostatniego gongu. a po nim... stoi na własnych nogach. piękny sen.

      krytycy się zachwycili, Oscar za scenariusz, ludzie pokochali bohatera...

      sequel był całkowicie pretesktowy - mistrz chce rewanżu, bo poczuł urażoną dumę i chce wyzwać nieznanego bokjsera, który tyle krwi mu napsuł. Dlatego Rocky 2 dośc daleko leży od oryginału, w którym jest więcej realizmu, życia i nawet jesli ideologii american dream, to podanej w sposób nie obrazający inteligencji widza :]

      Rocky 3, to już odsłona mistrzowska. Rocky dzierży tytuł, ma wille, jest idolem z gazet, generalnie człowiekiem amerykańskiego sukcesu. rodzina, ukochana żona, syn.

      i jak by to teraz skomplikować...? :]

      pojawia się wiec pretendent do jego pasa mistrzowskiego. silny, zły i zdeterminowany. pnie się w rankingach, ale trener i menadzer Balboy nie chce by Rocky z nim walczył. tutaj jest pierwsza rysa : Balboa "nie jest głodny", już zdobył swoje i możliwe, że nie ma ducha, aby sprostać tak mocnemu rywalowi.

      druga rysa pojawia się później, kiedy odchodzi ktoś bardzo dla niego ważny, co wpedza go w depresję, a czeka go trudny pojedynek. Wtedy zjawia się przyjaciel, nie zgadniecie kto ;], i proponuje "powrót do korzeni", czyli trening w którym Balboa odzyska "oko tygrysa, dawnego siebie".

      pojawią się chwile zwątpienia, zagrożenie utraty tego co zyskał cięzką pracą, ale wtedy wszystko uratuje ONA, czyli żona, najważniejsza i decydująca postać w jego życiu.

      lepsze niż Rocky2, ale nadal daleko od oryginału :] dużo scen treningów, pod muzyczkę inspirującą, jak to w Rockych, parę komizmów w wykonaniu wiecznego marudy, szwagra Balboy, dobry dialog Rocky'ego ze swoim trenerem, tuż po tym jak w czasie odsłonięcia pomnika w Filadelfii pretendent w niewybredny sposób wyzwał Balbę do walki w ringu. i swietna sekwencja na wstępie, która w teldedyskowy sposób pokazuje, co stało się w życiu boksera od poprzedniej odsłony, czyli nokautujące ciosy, ślub, sceny z żoną i rodziną, okładki gazet itd.

      a dodatkowo... pretendenta gra Mr T, a więc jest on czarny, najezony i wygląda dziwnie :]

      jakoś tak się zdarzyło, że Balboa zawsze boksował z tym, czego amwerykańskie społeczenstwo lat 80-tych bało się najbardziej : czarnym z getta albo Rosjanienem zza Żęlaznej Kurtyny ;]
    • grek.grek "Broadchurch" - jakie wrażenia po finale ? 13.08.15, 12:22
      ależ jesteście dyskretni... :]]

      napiszcie coś, jak sie to skończyło, jak oceniacie całośc, jak Wam się podobało ?
      • siostra_bronte Re: "Broadchurch" - jakie wrażenia po finale ? 13.08.15, 19:11
        Czuję się wezwana do odpowiedzi :) Otóż nie udało mi się obejrzeć dwóch ostatnich odcinków. Obejrzę powtórkę w sobotę i zdam relację.
        • grek.grek Re: "Broadchurch" - jakie wrażenia po finale ? 14.08.15, 14:03
          a to Cię zaskoczę, Siostro :]

          niczym tajemniczy Don Pedro, szpieg z Krainy Deszczowców, podązałem chyłkiem za Tobą, za Wami, i oglądałem "Broadchurch" w sieci :] w środę skompletowałem całośc, ale miałem nadzieję poznać najpierw Wasze odczucia i wrażenia :]
          • siostra_bronte Re: "Broadchurch" - jakie wrażenia po finale ? 14.08.15, 14:46
            Udało Ci się :) Świetnie, jestem ciekawa Twoich wrażeń.
            • grek.grek Re: "Broadchurch" - jakie wrażenia po finale ? 14.08.15, 16:42
              miałem taką własnie nadzieję ;]

              z chęcią napiszę; jutro spróbuję coś o "Serpico", a w niedzielę... bedę ciekaw jak Ci się podobało zakończenie :] i dorzucę parę zdań z największą ochotą.
              • siostra_bronte Re: "Broadchurch" - jakie wrażenia po fin 15.08.15, 22:13
                Greku, byłam bardzo zajęta i nie obejrzałam. Ale pech. Ale nie sądzę, żeby końcówka zmieniła moją opinię o serialu. Czy możesz napisać kto zabił i dlaczego? :)

                Od niedzieli drugi sezon!
                • grek.grek Re: "Broadchurch" - jakie wrażenia po fin 16.08.15, 13:02
                  rozumiem, Siostro.

                  a więc... zabójcą był... Joe Miller, mąz Ellie Miller, czyli policjantki prowadzącej śledztwo.

                  miał romans [platoniczny] z Dannym, który chłopiec chciał zakończyć, więc Joe trochę się zdenerwował. w ataku gniewu i rozpaczy udusił dzieciaka, a potem chyłkiem wykonał cała tę akcję z podrzuceniem ciała na plażę pod klifem.

                  przyznał się właąciwie sam.
                  zadzwonił z komórki Danny'ego, tak aby Hardy mógł ustalić skąd dobiega sygnał. Kiedy wszedł do szopki obok domu Millerów - Joe czekał na niego ze słowami "Nie miałem siły dłużej się ukrywać".

                  ofk, największy szok przeżywa Ellie, a aktorka mrs Colman w tym ostatnim odcinku daje naprawdę pokaz znakomitego kunsztu. niełatwo odgrywac takie zaskoczenie, taką traumę i stopniowe dochodzenie do siebie, ale tylko na tyle, by w ogole być w stanie racjonalnie porozmawiać.

                  Joe zostaje aresztowany na początku tego ostatniego odcinka, przynaje się do wszystkiego, mamy ciekawy zabieg, bo nagle akcja cofa się "49 dni wcześniej..." i oglądamy jak doszło do morderstwa. Nie ma wątpliwości, sprawa zamknięta, sprawca odnaleziony i nie będzie się stawiał.

                  pozostałe 30-35 minut, to seria rozmów : trzeba oznajmić prawdę rodzinie zamordowanego, trzeba to załatwić jakoś z mediami, dowiadują się kolejni zaangazowani w śledztwo, Ellie Miller musi się zebrać i powiedzieć ich synowi, że tata to zabójca, ksiądz musi strzelić kazanie, w którym wyrazi nadzieję na to, ze cała ta afera wzmocni i ulepszy społeczność, a koniec końców cała miejscowośc udaje się na nocny marsz z pochodniami składając hołd Danny'emu.

                  jesteś zaskoczona ? :]
                  • siostra_bronte Re: "Broadchurch" - jakie wrażenia po fin 16.08.15, 16:00
                    O tak, tego się nie spodziewałam. Ale to jakieś naciągane...Z tego co wyczytałam w drugim sezonie morderca będzie chciał się wycofać ze wszystkiego. Zresztą chyba nie wystarczy się przyznać, muszą być jakieś dowody??

                    Greku, jaka jest Twoja opinia o serialu?
                    • grek.grek Re: "Broadchurch" - jakie wrażenia po fin 16.08.15, 16:30
                      o, ciekawa zapowiedź przed 2 sezonem.
                      niemniej, w finale 1-szego wydaje się to wszystko dośc oczywiste, i tak też jest
                      przedstawione. może zabójca zechce bronić się chwilową niepoczytalnością albocoś ? :]

                      wg mnie, to była dobra seria.
                      ewidentnie inspirowana modelem, który wprowadziło "The Killing", czyli śledztwo i sama crime story, sa tylko ramą całej opowieści, a równie ważnymi jej elementami stają się stosunki rodzinne, społeczne, wątek medialny, polityczny, kreacja bohaterów drugoplanowych i portret psychologiczny detektywów.

                      pod tym względem jest to na wskroś nowoczesny serial kryminalny.
                      a jesli tak, to same pytanie : kto zabił ? dlaczego zabił ? oraz dochodzenie do odpowiedzi - są mniej ważne niż kiedyś były. stają się tylko częscią wielowymiarowej historii.

                      dlatego, nie bardzo wiem, jak się do tego ustawić, bo samo śledztwo było chyba dośc konwencjonalne. trochę zazgrzytał mi motyw wykorzystania postaci medium, faceta który niz tego ni z owego twierdzi, że ma kontakt z Dannym i wyjawia informacje, dośc niejasne, ale jak sie okaże później, istotnie prowadzące do prawidłowych wniosków. wątek medialny nieco przyblakł w końcówce, a myślę, że sporo [więcej] można było z niego wyciągnąć. Wuydaje mi sie, że koniec końców był tutaj nieco na przylepkę, miał poszerzyć spektrum obserwowanych przestrzeni, które infekuje swoich wpływem zbrodnia. Ale wyszło ciut płasko, bo dziennikarze operują raczej na obrzeżach, ani nie ma tutaj jakiegos cynicznego karierowicza, ani nie pojawia się dociekliwy śledczy, który mógłby rywalizować o czołówki gazet z policją, ani żadna postać czy motywacja która mogłaby dodać nową jakość.

                      z pary detektywów, przez 90 % czasu ciekawszy wydawał się inspektor Hardy - z przeszłością, z chorobą, z trudnym charakterem, ale w samej końcówce nagle cały cięzar spadł na Miller, i to Olivia Colman miała najlepsze partie do zagrania, a zatem wyszło na remis ;]

                      a jak u Ciebie, Siostro ? jak Twoje wrażenia ?
                      • siostra_bronte Re: "Broadchurch" - jakie wrażenia po fin 16.08.15, 17:22
                        Czyli dobry, ale bez rewelacji? To się zgadzamy.

                        Dla mnie także śledztwo było dosyć konwencjonalne. Sporo wątków było przewidywalnych (wiemy, że kolejni podejrzani okażą się niewinni). Ale jak już pisałam, w sumie trudno wymyślić coś nowego w takiej formule. No i to co najważniejsze: brak klimatu i dreszczyku emocji, przynajmniej u mnie.

                        No właśnie nie wiem jak zabójca będzie się wykręcał. Zastanawiam się czy Ellie w tej sytuacji będzie mogła brać udział w dalszym śledztwie. Zobaczymy.
                        • grek.grek Re: "Broadchurch" - jakie wrażenia po fin 16.08.15, 17:45
                          yes, Siostro :]

                          to prawda.
                          w pewien sposób odeszli od tradycyjnego kryminału, który skupia się na szukaniu zabójcy, mocno wyeksponowali wątki poboczne dotyczące drugoplanowych bohaterów, a w istocie... czy np. można było uwierzyć, że ksiądz bedzie podejrzanym i może aspirować do miana zabójcy ? to by było chyba jednak zbyt mocne. w efekcie wiadomo, że ksiadz coś wniesie do sledztwa [sprawa laptopa i informacja, że Danny i Tom pobili się w szkole, niedługo przed śmiercią tego pierwszego], ale od początku odpada jako obiekt podejrzeń.

                          inna rzecz, kluczowe znaczenie mają zeznania osób, które... chodzą sobie nocami na spacery :]] starsza pani z przyczepy poszła nocą na spacer i zobaczyła faceta z łódki, który układał martwego Dany'ego pod klifem... ksiądz poszedł w nocy na spacer i zobaczył, jak Tom rozbija młotkiem swój laptop... :]

                          w sumie, wydawało mi się, że 1 sezon zamknał sprawę zabójstwa Danny'ego. Jesli drugi ma ją kontynuowac, to wydaje mi sie, iż będzie potrzebował naprawdę dobrego scenariusza i nowych postaci, które mocno wejdą w całą akcje. generalnie... może to pachnieć wyzwaniem [dla widza też :)].
    • grek.grek "ROcky 4" w TV4 20:00 14.08.15, 14:26
      po w miarę nienajagorszym Rockym III, IV częśc, to niestety jakiś element propagandowej.

      do Ameryki przyjezdza radziecki mistrz Ivan Drago. przyjaciel Balboy, Apollo Creed, chce stoczyć z nim pojedynek pokazowy. Rocky mu odradza, bo Rosjain jest młody, silny i pokaźny, a Creed mocno się postarzał i nie jest już dośc szybki, aby stawić mu czoła. Apollo jest jednak uparty i Rocky daje się przekonac, staje w jego narożniku jako sekundant.

      najpierw jednak jest konferencja prasowa, która zamiast kurtuazyjnej wymiany zdań staje się polem politycznych przepychanek i nieprzyjemnych uwag. Apollo podgrzewa atmosferę w iście amerykańskim stylu. Rosjanie tego nie rozumieją, reagują nerwowo i chełpią się siłą swojego mistrza, Apollo docina i ironizuje, w końcu niemal dochodzi do rękoczynów. Padają ostre uwagi dotyczące ZSRR. Rosjanie są wściekli.

      walka ma być show. Zaczyna się od występu Little Richarda i bombastycznego wprowadzenia na ring Apolla, wśród tancereek, konfetti i wyjeżdzających elementów dekoracji , w rytmie "Livin in America" gloryfikującego zycie w Ameryce.

      POkazowy pojedynek szybko zamienia się w koszmarek. Apollo jest za wolny, a Drago zbyt silny. Walka nadaje się do przerwania po pierwszej rundzie, ale Apollo wymusza na Balbo dopuszczenie do następnego starcia. Ręcznik pada na matę zbyt późno. Apollo zostaje cięzko znokautowany, umiera w szpitalu.

      Co moze zrobić Rocky ? Przyjąc wyzwanie i wyjechać na treningi na Syberii, prowadzone w spartańskich warunkach, aby stanąc do walki z Drago. W Moskwie. 25 grudnia, a Boże Narodzenie. Na trybunach całe politbiuro z Gorbaczowem na czele :]

      Co dalej ? sami wiecie... ;]

      Mocno pretekstowe, spolityzowane.

      Niemniej, sa dobre momenty : kiedy Rocky odradza Apollowi walkę z Drago, a Creed z pasją opowiada mu o głodzie boksu, jaki odczuwa jako emeryt; albo kiedy Balboa staje oko w oko z żoną - ona dowiaduje się o zaplanowanej walce z mediów, jest skonfundowana i przerażona. On stoi na dole schodów, ona na górze "Nie wiesz co wszsycy mówią ? To samobójstwo... Ty nie możesz wygrać !" - znakomita scena. A potem Balboa widzi całe swoje życie, jakby rzeczywiście miał umrzeć ;] Jedzie autem nocą, a w teledyskowym montażu przewijają się kadry z wszystkich poprzednicvh odsłon tej historii.

      treningi syberyjskie, w śniegu, w starej szopie, zastępują tym razem klasyczne biegi po ulicach Filadelfii, ale są równie efektowne.

      Impulsem do ostatniej szarży,zastrzykiem najważniejszej wiary i nadziei, jest oczywiście przyjazd pani Balboy. Ona zawsze z nim, a on z niej czerpie inspirację i siłę.

      Walka Drago-Balboa,to oczywiście science-fiction :]

      ale, muzyka jest świetna, piosenki motywacyjne, kilka dobrych sekwencji dialogowych, Talia Shire, no i mina radzieckiego boksera, kiedy ten cały american show spada na niego przed rozpoczęciem pojedynku z Creedem :]
    • grek.grek "Szkoła czarownic" Stopklatka 20:00 14.08.15, 14:32
      okultyzm nastoletni, ale niegłupi, nie naiwny, z mesedżami" ;], ze świetną Fairuzą Balk, w anturażu słonecznej Kalifornii i dizajnie early 90s ;].

      Lepszy niż wszystkie "straszne horrory", w których ani strachu ani horroru.
    • barbasia1 "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 14.08.15, 22:15
      Nagrodzony Złotą Palmą (1997) japoński dramat psychologiczny w reżyserii Shoheiego Imamury.
      Już, teraz!
      • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 15.08.15, 15:26
        yikes!
        nie załapałem się !

        dzięki, Barbasiu, za informację.
        żałuję bardzo, szkoda.

        oglądałaś może ? mogłabyś coś napisać a'propos ?
        • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 15.08.15, 17:16
          grek.grek napisał:

          > yikes!
          > oglądałaś może ? mogłabyś coś napisać a'propos ?

          To ciekawe, jakieś przeczucie mnie naszło, że o to poprosisz! ;) Zaczęłam już pisać zanim pojawił się ten post.

          Cześć pierwsza już jest.
          • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 15.08.15, 17:30
            ależ mnie rozgryzłaś :]]

            niestety, nie udało mi się wcelować.

            o, właśnie widzę, znakomicie, dzięki !
            już zaraz czytam !
            • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 15.08.15, 18:02
              Hehehe! :)))

              A ja dopiero w ostatniej chwili wypatrzyłam ten film, tuż przed seansem. I z małym poślizgiem skoczyłam ...

              Nie wiem czy dziś ram radę skończyć, wielka burza nadchodzi...
              • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 15.08.15, 18:20
                :]

                doskonale :]
                zatem, i na tym seansie - NASI, w Twojej Osobie, Barbasiu - BYLI :]
                jesteśmy... wszedzie :]]

                tutaj od dwóch godzin jest burza.
                ciemno, ledwie widzę litery na klawiaturze.
                grzmi, czasami coś błyśnie, co chwila wiatr się zrywa, deszcz nonstop.

                zatem, trzymaj się mocno, Barbasiu, żeby Cię burza nie zagarnęła ;]] i oby rześko
                było przez długi czas po jej przejściu.
                • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 15.08.15, 18:31
                  Hehe! Właśnie. :)

                  O jacie!!! Do nas dopiero powoli dociera ta burza. Na razie zrobiło się ciemno, troszkę zagrzmiało, popadało ...


                  Dzięki! Hehehe! :))) Zapowiadają już ochłodzenie od wtorku!?
                  • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 16.08.15, 16:16
                    yes, ponoć ma się sytuacja znormalizować, czyli ciepło, ale umiarkowanie :]
                    • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 16.08.15, 19:17
                      grek.grek napisał:

                      > yes, ponoć ma się sytuacja znormalizować, czyli ciepło, ale umiarkowanie :]

                      To dobre wieści! :)

                      Wczoraj żadnej burzy nie było mimo że się zapowiadało na potężną nawałnicę, co najmniej, wyobrażasz sobie!
                      Ulewny deszcz spadł dopiero dziś rano. Potem jeszcze trochę w południe. Ale chmury wciąż wiszą...

                      • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 17.08.15, 11:48
                        hoho !

                        tutaj nie padało wczoraj.
                        w piątek i sobotę były burzodeszcze, zostawiły trochę śladów.
                        miejmy nadzieje, ze teraz się pogoda unormuje na dobrym, letnim [ale nie afrykańskim]
                        poziomie ;]
                        • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 17.08.15, 22:24
                          No właśnie! :)

                          Otóż to.
      • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! 15.08.15, 17:14
        Zlotopalmiasty film! No i współczesna japońska historia, rarytas. Zatem trzeba napisać kilka słów, prawda Greku!? :)

        Rzecz dzieje się współcześnie w Japonii, prawie. ;) Bohaterem jest Takuro Yamashita. Pewnego dnia po powrocie do domu, historia stara jak świat i ludzkość, Takuro zastaje swoją żonę z kochankiem w łóżku. Rozwścieczony tym widokiem zabija żonę, szlachtuje ją nożem, a jej krew zalewa mu koszulę, dosadna scena. Powie potem , że tak bardzo kochał żonę, że nie mógł jej tej zdrady wybaczyć. Po dokonaniu tego strasznego czynu udaje się natychmiast na posterunek policji, gdzie przyznaje się do zamordowania żony. Zostaje aresztowany i umieszczony w więzieniu.

        Po ośmiu latach Takuro wychodzi z więzienia, w ramach zwolnienia warunkowego. Na odchodnym strażnicy więzienni przynoszą mu ... w worku węgorza, którego kiedyś złowił , a potem trzymał w więziennym stawie! / niezywkła to rzecz więzienny staw!?/. Węgorz jest przyjacielem Takuro, powiernikiem najskrytszych myśli i uczuć. Takuro często z nim rozmawia.

        Takuro z węgorzem trafiają na japońską prowincję, tam otrzymuje posadę w małym, opustoszałym zakładzie fryzjerskim, który właściwie niczym nie różni się od naszych zakładów fryzjerskich. Takuro zostaje też przydzielony kurator , którego musi co jakiś czas odwiedzać; zostaje nim mnich, który jest sympatycznym starszym panem, bardzo mądrym zresztą, z ogoloną na łyso głową i siwym wąsem. Mnich opiekuje się pobliska świątynią o tradycyjnym wystroju wewnątrz i z dużym ogrodem. Drewniany dom w którym mieszka też jest w starym tradycyjnym stylu japońskim.. Na herbatce siedzi się na podłodze na poduszkach przy malutkim stoliku. Mnich często chodzi w tradycyjnych szatach, a już obowiązkowo odprawia w nich modły. Co ciekawe mnich ma żonę! Sympatyczną, ładną panią w średnim wieku.
        Oprócz mnicha o przeszłości Takuro niekt nic

        Takuro zaprzyjaźnia się z miejscowymi. Jest nim sąsiad, z którym Takuro często nocą, czy właściwie wczesnym rankiem wyprawia się na bezkrawawy połów węgorzy, a także miejscowy oryginał, który marzy o spotkaniu z UFO i oczekuje na jego przylot. W międzyczasie przygotowuje specjalne stanowisko do lądowania, by statek UFO mógł tam wylądować, oczywiście.

        Pewnego dnia Takuro dostrzega na łące nad wodą ,leżącą młodą dziewczynę, obok niej leży torebka i puste opakowanie po lekach. Takuro w mig pojmuje, co się stało, jednak przez chwilę rozważa w swoim umyśle, co zrobić, bo kierownik więzienia przestrzegał go przed mieszaniem się w jakiekolwiek sprawy mogące mu przeszkodzić w zwolnieniu warunkowym. Po chwili jednak mężczyzna decyduje się wezwać karetkę. Dziewczyna, która chciała popełnić samobójstwo, później wyzna Takuro, że zakochała się w kimś w kim nie powinna. Klasyka - mężczyzna ten miał , ma żonę, która jakoby nie chce dać rozwodu. :)

        Po dwóch tygodniach pobytu w szpitalu dziewczyna wraca do mieściny, zostaje zakwaterowana w domu mnicha. Wraz żona mnicha przybywa do Takuro , by mu podziękować za uratowania życia i przeprosić za kłopot, jaki mu sprawiła . Ktoś (może mnich, nie pamiętam) wpada na pomysł, by ją zatrudnić w zakładzie fryzjerskim Takuro . Tak więc dziewczyna, Keiko, zostaje fryzjerką (chwali się, że kiedyś pracowała w zakładzie w fryzjerskim myła włosy itd.) . A poza tym gotuje obiady dla Takuro, podaje sosy, kiedy ten prosi, zrywa się, by odebrać od Takuro brudne miseczki po obiedzie i je umyć. Tu jednak Takuro odmawia, sam ... myje? Nie, wstaje i odkłada do zlewu. :) Takuro patrzy na nią z obojętnością. Złości się na znajomków , którzy siedzą na kanapce w jego zakładzie, i sugerują, że coś między Takuro i Keiko jest. Tłumaczy z irytacją, że nic między na mi nie ma i nie chce plotek. Na do ci odpowiadają, że już za późno, bo wszyscy i tak już plotkują. :))
        /Pod każdą szerokością geograficzna plotkują, heh! ;)/
        cdn.




        • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 2. 15.08.15, 17:57
          Pewnego dnia pod zakład przyjeżdża śmieciarka, jeden ze śmieciarzy przygląda się bez słów groźnie Takuro, ten odwzajemnia spojrzenie. Dziewczyna zauważa te spojrzenia. Dopytuje Takuro, czy się znają. Takuro zamyślony nie odpowiada i nagle dostrzega, że dziewczyna ma skrwawiony opatrunek na dłoni. Okazuje się, że skaleczyła się w palec przy myciu naczyń. Dziewczyna twierdzi, że to nic poważnego, ale Takuro przerażony , zmienia jaj opatrunek a następnie, wsadza dziewczynę na rower i pędzi z nią do miasta do lekarza. Dziewczyna uśmiechnięta od ucha do ucha jedzie z tyłu na siodełku rowerowym.
          Lekarz zakłada jej tylko dwa szwy, dlatego robi to bez znieczulenia. Uch!

          Kiedy Takuro odwiedza mnicha, jego żona (a może to gospodyni?) chwali Takuro, że się dobrze zajął dziewczyną, dodaje, że chyba dziewczynie się to podobało. Takuro rozmawia z mnichem o spotkaniu ze śmieciarzem. Okazuje się, że to znajomy z więzienia. Mnich domysla się, że Takuro obawia się , że jego przeszłość może teraz za sprawą śmieciarza wyjść na jaw. Potem panowie razem udają do świątyni na modlitwę.

          Mnich chce rozmawiać o Keiko. Takuro oczywiście od razu zaprzecza, by coś między nimi było. Mnich to wie. Martwi się nie o Takuro, a o uczucia Keiko! Oznajmia Takuro, że dziewczyna chce się wyprowadzić. Takuro zaskoczony , w zamyśleniu, pyta zduszonym głosem , czy ona chce zrezygnować z pracy w zakładzie. Mnich odpowiada na to, że nie, że Keiko chciałaby się wprowadzić do Takuro! / ach! ta męska bystrość! ;)/ i patrzy wymownie na Takuro. Po czym odwraca się i uderza pałeczką w dzwon. A kiedy wybrzmiewa dźwięk dzwonu , mnich dodaje, że dziewczynie nie wypada o tym rozmawiać z Takuro po czym rozpoczyna modlitwę.

          cdn.

          /Burza idzie !/



          • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PS 16.08.15, 15:09
            Powinnam była pisać, że kuratorem Takuro został nie mnich, a bonza, czyli duchowny japoński.
            Duchowny japoński widocznie może mieć żonę. W każdym razie bonza Nakajima ma żonę.

            Jeszcze jedną rzecz chciałam dodać. Film zaczyna się od sceny, kiedy wracający z pracy Takuro czyta anonimowy list, w którym ktoś informuje go o tym, że jego śliczna żona zdradza go , kiedy on oddaje się swojej pasji wędkowania raz w tygodniu nocną porą za miastem nad rzeką , oceanem?. Takuro postanawia sprawdzić te informację i pewnego dnia wraca z wędkowania do domu wcześniej niż zwykle ... i rzeczywiście dostrzega nagą żonę w miłosnych uniesieniach z kochankiem. Przez chwilę przygląda się zaszokowany tej scenie, a potem idzie do komórki bierze nóż i wchodzi z nim do swojej sypialni, rani kochanka, a gdy ten ucieka, wbija nóż w brzuch żony.

            • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PS 16.08.15, 16:12
              [świetna opowieśc, Barbasiu. Będzie 3 częśc ?]
              • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PS 16.08.15, 16:33
                Oczywiście. Jak obiecałam. :)
                • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PS 16.08.15, 17:38
                  dzięki :]
                  już widzę 3 część.
                  bardzo mnie wciągnęła lektura.
                  • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PS 16.08.15, 19:07
                    grek.grek napisał:

                    > dzięki :]
                    > już widzę 3 część.
                    > bardzo mnie wciągnęła lektura.

                    To jestem podwójnie zadowolona! :) Raz, że udało mi się opowiedzieć film bez zwlekania. Dwa, że Ci się podoba, żeś wciągnięty!
                    • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PS 17.08.15, 11:45
                      :]
                      cała przyjemnośc po mojej stronie, Barbasiu :] dzięki :]
                      • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PS 17.08.15, 22:25
                        Nie, po mojej . ;)
            • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PS2 17.08.15, 22:39
              barbasia1 napisała:


              > Jeszcze jedną rzecz chciałam dodać. Film zaczyna się od sceny, kiedy wracający
              > z pracy Takuro czyta anonimowy list, w którym ktoś informuje go o tym, że jego
              > śliczna żona zdradza go , kiedy on oddaje się swojej pasji wędkowania raz w ty
              > godniu nocną porą za miastem nad rzeką , oceanem?. Takuro postanawia sprawdzić
              > te informację i pewnego dnia wraca z wędkowania do domu wcześniej niż zwykle .
              > .. i rzeczywiście dostrzega nagą żonę w miłosnych uniesieniach z kochankiem. Pr
              > zez chwilę przygląda się zaszokowany tej scenie, a potem idzie do komórki bierz
              > e nóż i wchodzi z nim do swojej sypialni, rani kochanka, a gdy ten ucieka, wbi
              > ja nóż w brzuch żony.

              Scena morderstwa jest mocna i dosadna. Co ciekawe, bryzgająca krew nie tylko zalewa ubranie bohatera, ale także bryzga na szkło kamery.
              • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PS2 18.08.15, 11:49
                uff !
                zapewne ta scena jest podrasowana wizualnie, aby od razu ustalić kaliber winy jaką
                nosi Takuro, ale także wyraża namiętnośc jaką czuł do żony i rozpacz zmieszaną z gniewem, kiedy odkrył zdradę ?
                • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PS2 18.08.15, 22:18
                  Właśnie, ufff!

                  Zapomniałam dodać, że krew na kamerze należy do mężczyzny, kochanka. On pierwszy dostaje cios nożem, nieśmiertelny jak się wydaje.

                  Jakby tego było mało, żona bohatera odwrócona jest przodem do kamery, na jej nagim widać ślady ran po nożu. Uch!

                  > zapewne ta scena jest podrasowana wizualnie, aby od razu ustalić kaliber winy
                  > jaką nosi Takuro, ale także wyraża namiętnośc jaką czuł do żony i rozpacz zmieszaną
                  > z gniewem, kiedy odkrył zdradę ?

                  Tak bym to też interpretowała.

                  Wspominam o tym , bo ten prolog kontrastuje z dalszą częścią filmu, lżejszą, z komicznymi scenami.

          • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 3. 16.08.15, 16:32
            Pewnego wieczora, kiedy Takuro siedzi sobie samotnie na wzgórku na łące obserwując w dole oświetlone lampkami lądowisko dla UFO, znajduje go Keiko. Keiko, nie powiedziałam, śliczna dziewczyna. Siada obok na trawie. Zaczynają rozmawiać. Takuro pyta , dlaczego ona chce z nim zamieszkać. Keiko wyznaje mu, że jest wyjątkowym człowiekiem. Jeszcze takiego nigdy nie spotkała. Kiedy się skaleczyła, a on ją zawiózł do do lekarza, zrozumiała, że po raz pierwszy w życiu, ktoś się o nią naprawdę martwi (piękne!:). Zapada cisza.
            A potem Keiko , wiedząc , że tej nocy Takuro wybiera się na ryby, oznajmia, ze przygotuje mu jedzenie. Wczesnym rankiem będzie czekać na moście Sakuro ze śniadaniem dla niego.

            I rzeczywiście Keiko czeka ze śniadaniem na moście, ale Takuro każe znajomemu , Takadzie nie zatrzymywać łodzi przy moście tylko szybko pod nim przepłynąć. Keiko widząc nadpływajacą łódź schyla się z mostku, by podać z jedzenie w pudełku pudełko owiniętym ściereczką (tak też jedzenie przygotowywała Takuro jego żona kiedy szedł wędkować). Ale łódź przepływa szybko, a Takuro nie kwapi się, by odebrać od niej jedzenia. Siada potem zdziwionia i zamyślona na murku. Rano w pracy nie odzywa się do Takuro.

            W zakładzie zjawia się niespodziewanie zjawia się gość. Przedstawia się jako dawny znajomy Keiko. Jest to jej kochanek, Eiji Dojima. Keiko wychodzi z nim przed zakład, rozmawiają, a ich rozmowa wygląda jak kłótnia. Takuro co chwila łypie okiem na parę.
            Wieczorem Keiko wyjaśnia Takuro, że mężczyzna przyszedł, ponieważ ma ma sprawę do jej mamy. Takuro dopytuje, więc Keiko o jej mamę. Keiko wyjaśnia, że ma problemy psychiczne i przebywa w szpitalu w Tokio. I obiecuje Takuro ,że rano znów przyniesie mu jedzenie.

            Kiedy Keiko wieczorem wynosi śmieci przed zakładem spotyka śmieciarza, znajomego Takuro z więzienia, ten wyjawia jej historię Takuro.

            Rankiem Keiko, jak obiecała, zjawia się na moście z jedzeniem dla Takuro. Tym razem przygotowała wędkę za pomocą, której spuściła pudełko z jedzeniem. Ale i tym razem Takuro nie wziął jedzenia.

            Po powrocie z ryb Takuro otrzymuje list od śmieciarza , w którym ten każe mu przyjść koło sluży na drugi dzień o 15:00. W liście zarzuca także Takuro, że nie wykazuje skruchy za to, co zrobił, nie bywa na grobie żony oraz bałamuci dziewczynę. stawia za wzór Takuro siebie, on codziennie przepisuje sutry, modląc się o spokój duszy żony i teściowej (które zamordował)
            Takuro zjawia się w umówionym miejscu, ale śmieciarz nie przychodzi. Dopiero w drodze powrotnej spotyka śmieciarza, który wyciąga z worka węgorza i pokazując go Takuro wrzuca do wody z uśmiechem.

            cdn.




            • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 4 16.08.15, 18:56
              Takuro odwiedza swego kuratora, który oświadcza mu, że śmieciarz zrezygnował z pracy i wrócił w rodzinne strony. Takuro nie dowierza. Wielebny bonza oznajmia także, że kurator śmieciarza poinformował go listach do Takuro, i że Takuro był wzorem dla śmieciarza!? Takuro jest zirytowany, że kuratorzy wszystko wiedzą. "Jakbym był w więzieniu" - pomyślał głośno.

              Kiedy wraca do zakładu fryzjerskiego spotyka uśmiechająca się do niego Keiko, która świergoli o obiedzie. Podirytowany chce ją zniechęcić do siebie, mówi , że ona przecież go naprawdę nie zna. Okazuje się, że Keiko już wszystko wie o Takuro, wie o jego pobycie w więzieniu. Nie wydaje się, by ta wiedz jej przeszkadzała. Rozmowa z Keiko wyzwala w Takuro dramatyczne wyznanie o niemożności zapomnienia o dokonanym strasznym czynie. Keiko dopytuje dlaczego to zrobił, chce o nim wiedzieć wszytsko. Ale Takuro nie chce więcej nic powiedzieć i każe jej iść sobie.

              Keiko zabiera rower i odjeżdża i po drodze robi się jej niedobrze i wymiotuje, wtedy nadchodzi pijany śmieciarz, który ją zaczepia, szydzi, że ma poranne mdłości, że zrobiła sobie dziecko z mordercą , a potem łapie Keiko i przewraca, chce ją zgwałcić, ale dziewczyna dzielnie się broni , a potem ucieka na rowerze.

              Na drugi dzień Keiko nie idzie do pracy tylko do lekarza. Lekarz mówi jej, że jest w ciąży , w 5 miesiącu, i że już późno na aborcję, choć wciąż ona jest możliwa. Keiko chce przerwać ciążę, ale lekarz odradza i każe przemyśleć decyzję.

              " Albo ma wolne albo zrezygnowała z pracy zastanawiają się" Takuro z sąsiadem podczas połowu ryb. Sąsiad grzecznie informuje Takuro, że znalazł przylepioną do szyby zakładu kartkę od śmieciarza, na której ten nazywa go mordercą. Pyta Takuro, czy to prawda, co napisał śmieciarz i zaraz dodaje wyrozumiale, że nie musi odpowiadać. Takuro potwierdza to co napisał śmieciarz, mówi, o swojej miłości do żony i o tym, że nie mógł jej wybaczyć zdrady.

              "W tamtej chwili umarłem wraz z żoną" - wyznaje potem... węgorzowi. I dodaje, że nie ma ochoty na nowe związki.

              Kolejnego dnia rano do zakładu wpadają wielebny Nakajima (ubrany tradycyjnie) z żoną (ubrana w stylu zachodnim). Szukają o Keiko, okazuje się, że zniknęła. Wzięła jeden dzień wolny, a kolejnego dnia zniknęła. Takuro nic nie wie. Mówi wielebnemu, że sądził, że Keiko odeszła na stałe, po tym jak poznała jego historię. Żona wielebnego mówi, że to niemożliwe, że Keiko kocha go, na pewno by tego nie zrobiła.

              W tym czasie Keiko ubrana bardzo elegancko odbiera swoją mamę za szpitala psychiatrycznego. Szalona mama ma obsesję na punkcie Carmen ;) Potem Keiko idzie do biura firmy, której okazuje się być wiceprezeską, każe sobie podać książeczkę bankową mamy (z 30 milionami jenów) i jej pieczątkę Pyta jeszcze o prezesa, ale akurat go nie ma , więc wychodzi szybko.. Następnie jedzie do domu wielebnego Nakajimy i prosi go o przechowanie książeczki.

              W tym czasie Takuro odwiedza pijany śmieciarz. Śmieciarz szydzi z Takuro, że zrobił dziecko dziewczynie, "dziwce" - jak mówi. Śmieciarz jakby miał pretensje do Takuro, że on , śmieciarz, choć codziennie od 3 lat na zwolnieniu warunkowym przepisuje sutry, modli się, odwiedza grób zamordowanej żony , to nie spotkało go nic dobrego / nie ma kobiety - domyśle/. Takuro mówi, że to dlatego, że naprawdę nie żałuje tego, co zrobił. Ten się oburza. Potem obaj zaczynają się szamotać, bić. Śmieciarz szydzi, że musiał być słaby w łóżku, skoro żona poszukała sobie kochanka . Takuro wściekły wrzuca śmieciarza do wody. Śmieciarz oczywiście się nie topi / złego diabli nie biorą tak szybko ;)/. W wodzie bredzi jeszcze, że to on jest prawdziwym mężczyzną, że albo zgwałci jakąś kobietę i wróci do więzienia, albo będzie odmawiał sutry w gorących objęciach kobiety / czy to jest obrazoburcze? trzeba by zapytać wielebnego Nakajimę/

              Na drugi dzień w zakładzie Takuro chłopy plotkują, ze bez Keiko zakład nie jest już ten sam. Takuro słucha tego jakoś tak smętnie. Ale nagle zjawiają się goście. Kochanek Keiko, Eiji Dojima, prezes firmy! z obstawą , z czterema osiłkami wpada do zakładu szukając Keiko, żąda by oddała pieniądze, owe 30 milionów jenów, które zabrała z firmy. Twierdzi, że od matki Keiko dostał pełnomocnictwo, by z nich korzystać na rozwój nowej firmy. Faceci szarpią Takuro. Dwóch znajomych wymyka się z zakładu i pędza po pomoc , jeden po policję, drugi po wielebnego z żoną.

              Wkrótce wszyscy przybywają na pomoc Takuro. Zjawia się także Keiko, która była właśnie już u wielebnego. Robi się wielkie zamieszanie, obrońcy atakują napastników. Kochanek dopada Keiko szarpie ją, w obronie staje Takuro , rani brzytwą w twarz byłego kochanka. Na Takuro rzucają się ludzie, łącznie z policjantem, odciągają go od Dojimy. Dojima rzuca się na Keiko , ale do akcji wkracza żona z mnicha, która krzyczy, że Keiko jest w ciąży. Skośnookiemu Dojimie oczy robią się okrągłe jak spodeczki (zaiste tak jest ;). Ale Keiko krzyczy, że to nie jego dziecko tylko Takury. Co ma zrobić Takuro , przyznaje się do ojcostwa, choć nie jest ojcem.


              Keiko korzystając z zaskoczenia wszytskich chwyta jakąś rurę i chce walnąć w głowę swego byłego kochanka, który już siłuje się z Takuro (krzycząc do niego z powodu urażonej dumy męskiej- "ty świnio!") , niestety nieszczęśliwie trafia w głowę Takuro, który pada na ziemię. "Moje dziecko" - mówi trzymając się za skrwawioną głowę.


              W końcu sytuacja jakoś zostaje opanowana. Wszyscy trafiają na komisariat, okazuje się , że pełnomocnictwo zostało sfałszowane. Ale w sprawie odwieszenia zwolnienia warunkowego Takuro musi odbyć się dochodzenie, a na decyzję zaczeka on kilka dni w domu .

              Wieczorem całe towarzystwo, łącznie z wielebnym i jego żoną, udają się na lądowisko UFO, gdzie odbywa się zabawa. Ktoś gra na gitarze, wszyscy cieszą się tańczą, krzyczą śpiewają, piją. Mama Keiko tańczy w pozie Carmen.

              Takuro wsiada do łódki, żegna się ze swym węgorzem i wypuszcza go do wody. Żegnając przyjaciela porównuje swoje niespodziewane ojcostwo do "ojcostwa" węgorzy. Też nie znają swoich ojców, i same opiekują się nie swoimi potomkami.

              Kilka dni później po Takuro przyjeżdża policja. Keiko wręcza mu pudełko z jedzeniem opakowane w ściereczkę. On je odbiera od niej! Potem Keiko pyta, czy może na niego tu zaczekać, kiedy wróci. Takuro podaje jej rękę i prosi , by dbała o siebie i dziecko. I wchodzi do auta. Ona obiecuje mu, że będzie czekała razem z dzieckiem.


              Takuro w aucie pyta policjanta: "Czy wie pan, że węgorze podróżują? Płyną aż do równika , a potem wracają żyją w tutejszym błocie!?"

              Keiko z miejscowym dziwakiem, młodym chłopakiem, który chce się zaprzyjaźnić z kosmitami patrzą za odjeżdżającym z Takuro autem.
              -"Myślisz , że przyleci ?" - pyta Keiko chłopak od UFO. (oni wymawiają to [jufo])
              -"Co?" - pyta zdziwiona Keiko.
              -"UFO!" - odpowiada chłopak.
              -"Jeśli naprawdę będziemy czekać to na pewno przyleci". - odpowiada z przekonaniem Keiko.


              I tak się kończy film zilustrowany ciekawą muzyką Shinichiro Ikebe.

              Ufffffff!
              :)






              • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 4 16.08.15, 19:00
                W roli Takuro wystąpił przystojny Koji Yakusho, znany choćby z filmu "Babel"Alejandro Gonzáleza Iñárritu czy "Wyznań gejszy" Roba Marshalla.
                www.filmweb.pl/person/K%C3%B4ji+Yakusho-60470
                W roli Keiko śliczna Misa Shimizu
                www.filmweb.pl/person/Misa+Shimizu-60477
                • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! PPS 16.08.15, 19:14
                  Scenariusz filmu inspirowany jest powieścią Akira Yoshimury.
              • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 4 16.08.15, 19:11
                "Jakbym był w więzieniu" - myśli głośno.
              • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 4 17.08.15, 11:45
                dzięki, Barbasiu, doskonale napisane ! :]
                powinien istnieć ustawowy nakaz obligujący Cię do opisywania minimum jednego
                filmu tygodniowo. MINIMUM :] powiedziałbym : jednego dziennie, ale nie chcę
                być zbyt pazerny ;]]

                jakie metaforyczne zakończenie... i właściwie żadnych jasnych odpowiedzi, mimo że
                są znaki świadczące o tym, że po powrocie Takuro zapewne przełamie się wobec Keiko ?

                w sumie, w ktorym miejscu Takuro złamał zasady zwolnienia warunkowego ? MOże ta awantura w jego zakładzie była tutaj decydującym zdarzeniem ? jakkolwiek, miałoby to
                ciut pretekstowy charakter, aby zakończenie w takiej formie mogło dojśc do skutku.

                choroba psychiczna polegająca na utożsamieniu się z operową Carmen ? :]] rewelacja :]

                interesujące, że skromna Keiko, zatrudniona u fryzjera, okazuje się być wiceprezesem firmy, prawda ? dziwne konotacje, zaskakujące.

                ciekawy jest ten śmieciarz, który zachowuje się i wygłasza teksty, które sugeruja, że jest kims-czymś w rodzaju wyrzutu sumienia Takuro, przypominającym mu ciągle o tym, co zrobił w życiu, i za co pokutuje. a jednocześnie, paradoksalnie, przyczynia się do tego, ża Takuro zaczyna z wolna zmieniać się, wyzybywać poczucia winy, a to powoduje jakieśdrobne ożywienie w nim.

                ofk, największe ożywienie to Keiko, która tutaj wydaje się aniołem, który próbuje tchnąc jakąs nową nadzieję w Takuro, ktory właściwie wegetuje, z tym swoim węgorzem do towarzystwa. zdrada, zabójstwo, więzienie... jak padło na człeka z gruntu porządnego, to mogło go nieźle potarmosić.

                poza tym, Takuro ratuje ją od śmierci, a jak głosi stara prawda : za uratowane życie stajemy się odpowiedzialni, tak zdaje się postrzega to Keiko, i chyba Takuro też to wie, ale przeszłośc ciązy mu za bardzo, by mógł to zaakceptowac w taki sposób, w jaki powinien. Więc broni się zaciekle obojętnością, ale jesli w końcu przyznaje się do nieswojego ojcostwa, aby znów uratować dziewczynę - klamka zapadła :] musi do niej wrócić. Inna rzecz,że Keiko wykazuje się cierpliwością wobec niego i nie rezygnuje ani na moment ze starań, bez zamszystych gestów, ale... po japońsku : subtelnie :]

                piękna opowieśc, Barbasiu, bardzo stylowa, bardzo japońska :]

                mam nadzieję, że powtórzą ten film, bo Twój opis zachęca mnie podwójnie, albo i potrójnie ;], bo obejrzenia go.
                świetnie że udało Ci się obejrzeć, i znalazłaś czas by znakomicie opowiedzieć.

                dzięki raz jeszcze :]
                czytałem 3 razy :]]

                • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 4 18.08.15, 23:16
                  Dziękuję! :))
                  Tak często to chyba się nie uda. :)


                  > w sumie, w ktorym miejscu Takuro złamał zasady zwolnienia warunkowego ? MOże ta
                  > awantura w jego zakładzie była tutaj decydującym zdarzeniem ?

                  Możliwe , że właśnie chodziło o to, że został wmieszany w bójkę. My wiemy, że stało się to nie z jego winy. Policja też to pewnie szybko ustali.

                  > jakkolwiek, miał
                  > oby to ciut pretekstowy charakter, aby zakończenie w takiej formie mogło dojśc do skutku.

                  Bardzo możliwe, że miało pretekstowy charakter.


                  > choroba psychiczna polegająca na utożsamieniu się z operową Carmen ? :]] rewelacja :]

                  Hehe! :) Mam ubiera się kolorowa, ma kwity we włosach, w swojej ostatniej scenie ma czerwoną chustę z frędzlami, którą wywija. Postać mamy budzi uśmiech.
                  Choć jest jedna scena, w której mama prezentuje się groźnie. Scena ta pojawia się w sennym koszmarze Keiko, tuż po wizycie u ginekologa. Scena ta musiała zdarzyć się naprawdę i teraz powróciła jako koszmarny sen.

                  Keiko kocha się głośno ze swoim kochankiem. Obok w pokoju przy ołtarzyku modli się matka! Keiko i kochanek słyszą jak wyśpiewuje modlitwy i uderza w modlitewny bębenek. / kochanek chyba przez te odgłosy zawodzi w łóżku ;)/ . Po chwili matka wpada do ich pokoju! z wielkim nożem w ręce i krwawiącym przegubem i mówi: "Skoro wam przeszkadzam, zabiję się".

                  Keiko w trakcie seksu mówi kochankowi, że strasznie boi się, że ta choroba jest dziedziczna. I że czasem ma ochotę dać matce środki nasenne i sama umrzeć. Byłaby wreszcie spokojna.


                  > interesujące, że skromna Keiko, zatrudniona u fryzjera, okazuje się być wicepre
                  > zesem firmy, prawda ? dziwne konotacje, zaskakujące.

                  Racja. :)

                  Zapomniałam o jeszcze jednaj rzeczy , Keiko podobna jest do zmarłej żony Takuro. Keiko zjawia się niespodziewanie w mieścinie. Dziewczyna przechodzi koło zakładu Takuro, ten przygląda się jej przez okno. Potem dziewczyna znika. Takuro przypadkiem odnajduje ją później nieprzytomną na łące w pobliżu wody wśród fioletowych kwiatów przypominających irysy. Dziewczyna leży ubrana w czerwony płaszczyk. W tym momencie przed oczami Takuro staje obraz martwej zakrwawionej żony...


                  > ciekawy jest ten śmieciarz, który zachowuje się i wygłasza teksty, które sugeru
                  > ja, że jest kims-czymś w rodzaju wyrzutu sumienia Takuro, przypominającym mu ci
                  > ągle o tym, co zrobił w życiu, i za co pokutuje. a jednocześnie, paradoksalnie,
                  > przyczynia się do tego, ża Takuro zaczyna z wolna zmieniać się, wyzybywać pocz
                  > ucia winy, a to powoduje jakieśdrobne ożywienie w nim.

                  Świetna uwaga! :)

                  "Działałeś pod wpływem zazdrości. Jesteś tylko człowiekiem." - mówi też śmieciarz.
                  !

                  > ofk, największe ożywienie to Keiko, która tutaj wydaje się aniołem, który próbu
                  > je tchnąc jakąs nową nadzieję w Takuro, ktory właściwie wegetuje, z tym swoim w
                  > ęgorzem do towarzystwa. zdrada, zabójstwo, więzienie... jak padło na człeka z g
                  > runtu porządnego, to mogło go nieźle potarmosić.

                  musi do niej wrócić. Inna rzecz,że Keiko wykazuje się cierpliwości
                  > ą wobec niego i nie rezygnuje ani na moment ze starań, bez zamszystych gestów,
                  > ale... po japońsku : subtelnie :]

                  Tak. Tak. :)
                  Ona jest taka cierpliwa, wytrwała i pokorna w staraniach o niego! Widać, że naprawdę jej zależy na Takuro. I jej starania, jak się wydaje, zostają, zostaną nagrodzone.

                  Napisałam, że Keiko nie odzywała się rano do Takuro po tym jak, ten pierwszy raz nie odebrał od niej przygotowanego śniadania. Ale to nieprawda. Keiko była zajęta pracą.

                  > piękna opowieśc, Barbasiu, bardzo stylowa, bardzo japońska :]

                  A ja sobie pomyślałam, zapominając na moment o japońskich okolicznościach przyrody, że opowieść jest bardzo niejapońska, a właściwie, że jest uniwersalna, pod każdą szerokością geograficzną mogłaby się wydarzyć.

                  > mam nadzieję, że powtórzą ten film, bo Twój opis zachęca mnie podwójnie, albo i
                  > potrójnie ;], bo obejrzenia go.
                  Ogromnie mnie to cieszy! :}


                  > czytałem 3 razy :]]

                  Nie dziwię się zważywszy na moje tempo pisania (dwa dni). :))

                  > dzięki raz jeszcze :]

                  Dziękuję za przeczytanie i za komentarze! :)
                  • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 4 19.08.15, 12:10
                    hehe, w takim razie kazdy wariant możliwy biorę w ciemno :]]

                    yes, tak czy owak najważniejsza jest scena jego odjazdu, przyjęcie posiłku z rąk Keiko, prawda ? cała reszta pozostanie w domyśle.

                    obyśmy wszyscy mieli szczęscie tak kolorowo i sympatycznie zwariować ;]]

                    o, ta scena dodaje filmowi energii.
                    no i, własnie, czy jest tylko koszmarem, czy wspomnieniem realności ?

                    o, bardzo interesujący suplement, Barbasiu.
                    a zatem, uroda Keiko, skojarzenia jakie budzi w Takuro, mogą wyjaśniać jego
                    zachowania wobec niej, nieufnośc i próbę ignorowania jej. Takuro może w ten sposób
                    bronić się przed uczuciem, które wywodzi się z miłości, którą nigdy nie przestał darzyć
                    żonę, ale także traumatycznego wspomnienia jej zdrady i morderstwa które popełnił.

                    "czerwona chusta z frędzlami", "fioletowe kwiaty przypominające irysy" - znakomite, barwne uszczegółowienia :] swietne.

                    dzięki :]
                    śmieciarz to ciekawa postać, ma swoją rolę do odegrania, no i zajmujące jest to,ze Takuro - jak się okazuje - był jego idolem, kimś znaczącym dla niego. To dodaje jego motywacjom szczególnej rangi.

                    japońska kobieta z tej Keiko :]]

                    a to ciekawa uwaga :]
                    wiesz, wydaje mi się, ze ta japońszczyzna jest gdzieś w charakterach, w pewnej powadze, namiętnościach, honorowym zachowaniu mężczyzny i cierpliwości kobiety, tak jakoś mi się stale kojarzyło po-japońsku :] kiedy czytałem Twój opis.

                    ale masz rację : w samym swym sensie ta historia jest uniwersalna.

                    cała przyjemność po mojej stronie, Barbasiu :]]

                    • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 4 19.08.15, 22:39
                      Doskonale! :) Dziękuję!

                      > yes, tak czy owak najważniejsza jest scena jego odjazdu, przyjęcie posiłku z rą
                      > k Keiko, prawda ? cała reszta pozostanie w domyśle.

                      Tak. Prawda. :) Jestem pełna optymizmu co do przyszłości Keiko i Takuro.

                      > obyśmy wszyscy mieli szczęscie tak kolorowo i sympatycznie zwariować ;]]

                      Jeśli musimy, to niech tak będzie jak mówisz. ;))

                      > o, ta scena dodaje filmowi energii.
                      > no i, własnie, czy jest tylko koszmarem, czy wspomnieniem realności ?

                      Wygląda na wspomnienie realności.
                      W tej scenie kochanek okazuje się być jeszcze większym draniem niż się wydawało. Otóż nie ma nic przeciwko, by Keiko została kochanką jakiegoś faceta, w zamian za umorzenie długów firmy.

                      > a zatem, uroda Keiko, skojarzenia jakie budzi w Takuro, mogą wyjaśniać jego
                      > zachowania wobec niej, nieufnośc i próbę ignorowania jej.

                      To też.


                      > śmieciarz to ciekawa postać, ma swoją rolę do odegrania, no i zajmujące jest to
                      > ,ze Takuro - jak się okazuje - był jego idolem, kimś znaczącym dla niego. To do
                      > daje jego motywacjom szczególnej rangi.

                      Dobra interpretacja.


                      > japońska kobieta z tej Keiko :]]

                      To prawda. :)

                      > a to ciekawa uwaga :]
                      > wiesz, wydaje mi się, ze ta japońszczyzna jest gdzieś w charakterach, w pewnej
                      > powadze, namiętnościach, honorowym zachowaniu mężczyzny i cierpliwości kobiety,
                      > tak jakoś mi się stale kojarzyło po-japońsku :] kiedy czytałem Twój opis.

                      W pełni się z Tobą zgadzam.

                      :)
                      • grek.grek Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 4 20.08.15, 11:42
                        :]

                        scenarzysta chyba podzielał Twoje dobre przeczucia :]]

                        haha :]

                        a to interesowny gość.

                        dzięki :]

                        miło mi :]]

                        udanej wizyty w filmowym uniwersum Woody'ego Allena, Barbasiu :]]

                        • barbasia1 Re: "Węgorz" (1997) TVPKultura 21:50! cz. 4 20.08.15, 17:17
                          > udanej wizyty w filmowym uniwersum Woody'ego Allena, Barbasiu :]]

                          No właśnie, to dziś! Pamiętałeś! Dziękuję, Greku! :))
    • siostra_bronte "Po drugiej stronie globu" 15.08.15, 09:39
      Obejrzane na Cinemaxie. Film Julie Taymor z 2007 r. Tytuł oryginalny dużo wyjaśnia: „Across the universe”. Bo musical z piosenkami Beatlesów! Jak chyba każdy, byłam kiedyś ich fanką. To była moja pierwsza muzyczna fascynacja. Potem słuchałam innej muzyki, ale sentyment do Beatlesów pozostał.

      Lata 60-te. Bohaterem jest Jude ( Jim Sturgess), który pracuj w stoczni w Liverpoolu. Postanawia wyjechać do Stanów, aby znaleźć swojego ojca. Trafia do uniwersytetu w Princeton, gdzie jego ojciec jest woźnym. Nie wiedział o jego istnieniu, a teraz ma rodzinę. Jude nie chce mu komplikować życia, chciał go tylko poznać.

      Jude poznaje studenta Maxa (Joe Anderson) i zaprzyjaźnia się z nim i jego siostrą, Lucy (Evan Rachel Wood). Max rzuca studia i wyjeżdża do Nowego Jorku razem z Judem. Mieszkają w marnym lokum razem z innymi niebieskimi ptakami m.in. z piosenkarką Sadie, stylizowaną na Janis Joplin. Jest też czarny gitarzysta Joe (Jimmy Hendrix?). Po jakimś czasie przyjeżdża Lucy, podłamana po śmierci swojego chłopaka w Wietnamie.

      Między Jude i Lucy rozwija się romans. W tle dramatyczne wydarzenia: śmierć Lutera Kinga, protesty przeciwko wojnie w Wietnamie. Max dostaje powołanie do wojska. Lucy angażuje się w ruch antywojenny. Jude jest o nią zazdrosny, bo spędza dużo czasu z szefem organizacji, w której się udziela. Dochodzi do ostrej kłótni i Lucy wyprowadza się.

      Potem w czasie zamieszek na uniwersytecie Jude widzi Lucy w rękach policji i chce ją ratować, ale sam dostaje po głowie i trafia do aresztu. Zostaje deportowany do Wlk. Brytanii. W międzyczasie ranny Max wraca do domu.

      Jude wraca do pracy w stoczni. Aż w końcu nie wytrzymuje i wraca do Stanów. Spotyka się z Maxem i razem chcą zrobić niespodziankę Lucy. W ostatniej scenie Jude śpiewa „All you need is love” na dachu budynku, Lucy go widzi i oczywiście jest happy end :)

      Niestety, nie mam za co chwalić tego filmu. Scenariusz, jak napisałam jest słaby, jest dużo dziur, akcja nie wciąga i w sumie niewiele się dzieje. Może przez to, że jest tak dużo, bo 20 piosenek. Zabrakło czasu, żeby zbudować wiarygodne postaci i wywołać zainteresowanie ich losami.

      Film jest właściwie zbiorem kolejnych teledysków. Jedne są bardziej udane, inne mniej. Parę fragmentów jest pretensjonalnych, np.„Because” z bohaterami pląsającymi pod wodą jak w jakiejś reklamie. „I’m the Walus” to oczywiście psychodelia, ale mało oryginalna i trochę amatorska.

      Piosenki to covery wykonywane przez aktorów. Jak to z coverami bywa, czasem są mało podobne do oryginałów, ale tego się nie czepiam. Chodzi mi o kontekst w jakim są wykorzystane te piosenki. „I want you” –plakat z Wujem Samem ożywa i wzywa Maxa do wojska, potem żołnierze niosą Statuę Wolności na ramionach, a w tle genialne „She’s so heavy”. „While my guitar gently weeps” – Jude pije z rozpaczy po śmierci Lutera Kinga. „Across the universe” – zamieszki na uniwersytecie, itd. Ten kontekst tak bardzo się różni od moich osobistych wspomnień, że to strasznie zgrzyta! Mam wrażenie, że te piosenki zostały wykorzystane na siłę i nijak nie pasują do fabuły. I w ogóle co to za pomysł, żeby akcję umieścić w Stanach?

      Całość jest zaskakująco powierzchowna i nie wywołuje żadnych emocji. Ale jest jeden duży plus. To okazja, żeby po raz kolejny utwierdzić się w przekonaniu, że Beatlesi pisali genialną muzykę :)

      Tutaj trailer:

      www.youtube.com/watch?v=43aLbo-Y_W0
      • grek.grek Re: "Po drugiej stronie globu" 15.08.15, 15:24
        dzięki, Siostro :]
        film może być średni, grunt że jak zawsze ciekawie opowiadasz i przyjemnie sie to czyta :]

        trailer chyba kondensuje akcje z całego filmu, feeria barw, szybka montażówka [zwykle taka jest w trailerach, ale tutaj aż się kurzy, hehe].

        w sumie, temat trochę już przerobiony, 60s, Wietnam, rewolta obyczajowa, społeczne niepokoje, zabójstwo Kinga i śmierć Kennedy'ego, hippisi, Woodstock, flower power w Ameryce i brytyjskie odpowiedniki... cięzko powiedzieć coś nowego, jakoś inaczej to opowiedzieć niż poprzez widmo grożącego powołania do wojska, miłosne uniesienia, muzykę z tamtych czaasów. Oglądaliście już ? Znacie ? to popatrzcie raz jeszcze :]

        niemniej, takie historie mogą mieć swój atut, zwłaszcza dla kogoś kto lubi ten typ opowieści, no i muzykę, która tutaj przygrywa nonstop i, jak napisałas, jest głównym bohaterem filmu :]

        ja się mocno nie załapałem na Beatlesów, ale z czasem odkryłem Stonesów i Doorsów. Jakoś bardziej mnie przekonali, do The Beatles nie miałem takiego stosunku, co nie zmienia faktu, że ich piosenki są znakomite, świetnie się ich słucha.

        dzięki za kolejną interesująca opowieśc, Siostro :]
        nawet jesli film nie był aż tak ciekawy ;]
        • siostra_bronte Re: "Po drugiej stronie globu" 16.08.15, 10:59
          Dzięki, Greku :)

          No właśnie, wyszła taka banalna historia miłosna z wielką historią w tle, pokazaną w bardzo skrótowy sposób. I jak dla mnie akurat muzyka Beatlesów po prostu tutaj nie pasuje.

          Wiesz, Doorsi jakoś do mnie nie trafiali, co do Stonesów to bardzo lubię niektóre ich utwory. Z Beatlesami jest chyba tak, że masowej publiczności kojarzą się z kilkoma ogranymi do bólu hitami, jak "Hey Jude" czy "Let it be". Szkoda, że tak wiele wspaniałych piosenek pozostaje nieznanych. Nie chcę cię dręczyć, więc podsyłam tylko trzy utwory :)

          "I want you/She's so heavy". Gęsia skórka nawet po tylu latach...

          www.youtube.com/watch?v=OJ-FsBvz4i8

          "Goodnight". Jak soundtrack ze starego, hollywoodzkiego filmu.

          www.youtube.com/watch?v=NdRgdiSizFE

          "While my guitar gently weeps" z Claptonem na gitarze. Jeden z moich ulubionych utworów Beatlesów.

          www.youtube.com/watch?v=F3RYvO2X0Oo

          • grek.grek Re: "Po drugiej stronie globu" 16.08.15, 13:37
            :]

            yes, właśnie, wiele ich utworów pozostaje ciągle nieodkrytych dla masowej widowni. czasami słuchałem nocnych audycji radiowych, gdzie ludzie serio znający się na dobrej muzyce grali te kawałki i rozpływali się nad rozwiązaniami muzycznymi w nich zastosowanymi.

            dzięki za muzykę, chętnie posłucham :]
          • pepsic Re: "Po drugiej stronie globu" 16.08.15, 19:58
            Z The Beatles mam dokładnie tak samo. I prawdziwy jest banał, że są ponadczasowi oczywiście poza utworami "zarżniętymi". Właśnie słucham zapodanych linków:) Mam też słabość do "Truskawkowego pola". Z The Doors tez mam tak samo. Jakoś mnie nigdy nie porwali. A z repertuaru The Rolling Stones zachwycam sie wyłącznie i nadal "Angie".
            • pepsic Re: "Po drugiej stronie globu" 16.08.15, 20:02
              A skoro mowa o Beatlesach, nie mogę nie wspomnieć o samodzielnej twórczości genialnego i nieodżałowanego Lenona.
            • grek.grek Re: "Po drugiej stronie globu" 17.08.15, 11:49
              cześć, Pepsic :]

              rzadko wpadasz ostatnio, pracowite lato ? :]
            • siostra_bronte Re: "Po drugiej stronie globu" 17.08.15, 13:41
              Wiedziałam, że się skomentujesz tego posta :)

              Greku, Pepsic to była chyba na urlopie!
              • pepsic Re: "Po drugiej stronie globu" 17.08.15, 19:00
                Hejka:)
                Po trochu macie rację oboje. W części urlopu wypoczywałam, w części uprawiałam orkę na ugorze.

                Ps. Dzisiaj idę na Woody Allena. Nie chcem, ale muszem;)
                • grek.grek Re: "Po drugiej stronie globu" 18.08.15, 11:41
                  ... i walczyłaś z żywiołem (?) :]]

                  [z upałami, rzecz jasna]

                  doskonale, Barbasia też zapowiadała wyjście na Allena, więc ciekawe będzie porównanie Waszych wrażeń :]
          • pepsic Re: "Po drugiej stronie globu" 17.08.15, 19:08
            A wracając do Beatlesów. Za "moich czasów" słuchało się głownie Led Zeppelin, Pink Floyd, starego Queen'u, Dire Straits etc. "Archaiczną" wówczas muzykę B. przemycało sie ukradkiem.
    • grek.grek "Serpico" [1973] 1 15.08.15, 12:13
      Frank Serpico istniał naprawdę, był policjantem w Nowym Jorku, naprawdę stanął przeciwko korupcji w instytucji i swoją działalnością doprowadził do powstania KOmisji Knappa, która zajęła się problemem.

      Film ma formę długiej retrospekcji. Oto do szpitala przywoża nieprzuytomnego Serpica, w ciężkim stanie, został postrzelony w twarz. Przeżyje ? Sanitariusze gorączkowo rozcinają jego ubrania, aby jak najszybciej można było zacząć operację. Akcja się cofa i oglądamy wypadki, które doprowadziły do tego momentu.
      Przełom lat 60-tych i 70-tych.
      Serpico kończy akademię, dostaje się do nowojorskiej policji. Radosc całej familii. Chłopak spełnia życiowe marzenie. Na pierwszej odprawie patrzy ukradkiem na jednego ze starszych kolegów, którego fotografia wisi na ścianie komisariatu, z podpisem "Patrolowy Miesiąca".

      Frank jest idealistą, nie poszedł do policji po nic innego, jak tylko po to by "serve and protect".

      Któregoś wieczora patroluje z kolegą ulice. Dostaje na radio info, że w jednym z zaulków odbywa się próba gwałtu. KOlega sennym głosem mówi "to nie nasz rewir", ale Frank zauważa "Jest na granicy" i jedzie pod wskazany adres. Rzeczywiście, paru czarnych próbuje zgwałcić dziewczynę [też czarną]. Pod presją policjantów idą w rozsypkę, a Serpico dogania, powala i aresztuje jednego z nich.

      Zawozi go na komisariat. Tak jest świadkiem, jak jeden z przełożonych bije podejrzanego do nieprzutomności. Nalezało mu się ? cóż, był swiadkiem, nie robił nic, ale asystował.

      Rano Frank wyciąga chłopaka z konwoju do aresztu śledczego, idzie z nim na kawę, i proponuje : wskaz mi dwóch pozostałych, a ja ci pomoge załatwić wyrok w zawieszeniu. Chroń siebie, jesteś najmniej winny z nich wszystkich, po co masz nadstawiać tyłek za nich ?
      Chłopak duma, duma, aż w końcu najwyraźniej puszcza farbę, bo w kolejnej scenie Serpico - bez munduru, po cywilnemu - zachodzi na boisko do ksozykówki i łapie obu niedoszłych gwałcicieli.

      Ubawicie się. Serpico dostaje burę za to, że aresztował ich nie będąc umundurowanym :]

      Poznaje dziewczynę. Baletnicę, aktorkę, modelke. Leslie Lane. Ładną długonogą blondynke. Spotyka ją na kursie języka hiszpańskiego. Bo Serpico się rozwija : uczy się hiszpańskiego, ćwiczy strzelanie, a także przeprowadza się do Greene Village, dzielnicy bohemy nowojorskiej, gdzie Leslie ma sporo znajomych artystów, niekoniecznie lubiących policjantów.

      Podczas jakiejś imprezy Leslie przedstawia wszystkich Franka jako "policjanta" i niektórzy szybko się wymiksowuja z rozmowy, inni są szczerze zaciekawieni, a jak już każdy zakurzy dymka i pochłonie kilka drinków - kocha Franka jak brata ;]

      Wtedy też Frank poznaje swojego najlepszego przyjaciela - kupuje go od pary nastolatków na ulicy. Jest wtedy małym puchatym szczeniakiem, potem rośnie, rośnie, aż wyrasta na kawał kudłatego psa, waga jakieś 70 kg ;]

      W pracy Frank coraz częsciej pojawia się w cywilnych ciuchach. Czy to pod wpływem znajomych Leslie i atmosfery dzielnicy w której mieszka czy to świadomie, dla celów zawodowej skuteczności, zostaje "PAko", czyli hipisem, zapuszcza wąsy, potem coraz większą brodę, nosi czapy jak rozbójnik Rumcajs, kapoty, poncza, naszyjniki, koraliki, bransoletki, spodnie dzwony albo cośw tym guście, cięzkie trzewiki, dzinsy, koszule jak Czesław Niemen... Mundurowi koledzy krzywią się, a czasami zwyczajnie źle się do niego odnosza.

      Pewnego dnia Frank mówi jednemu z kolegów, że był na występie balertowym i że zapisał się na ćwiczenia. Balet ?, dziwi się kolega. Frank nie mówi, że chodzi tam ze swoją dziewczynę, Leslie. dla zabawy wykonuje pokracznie kilka skoków. Przygląda się temu krytycznym okierm inny z kolegów. Potem w męskiej toalecie, Frank i ten któremu pokazywał skoki baletowie zostają nakryci przez tego od krytycznego oka. Po ciemku. Patrzyli [Frank nie] przez lornetkę na dziewczynę rozbierającą się w oknie gdzieś naprzeciwko. Ale ten który ich nakrył sugeruje,ze mieli on jakiś homoseksualny epizod. Frank jest zdumiony...

      Robi się generalnie coraz duszniej, więc jeden z przełożonych przenosi Serpica do wydziału antynarkotykowego, gdzie mógłby lepiej się zrealizować jako tajniak, z talentem do pracy na ulicy.

      cdn
      • grek.grek "Serpico" [1973] 2 15.08.15, 12:47
        W nowym wydziale niby jest trochę lepiej : akcje uliczne, możliwośc pracy incognito, pełne wykorzystanie kamflażu, ale któregoś razuj Serpico omal nie ginie zastrzelony przez patrol policyjny, kiedy próbuje aresztować złodzieja i szarpie się z nim w jakimś zaułku. Potem jeszcze ci gliniarze mają czelnośc prosić go, zeby odstąpił im aresztanta.

        Wtedy też, po raz pierwszy, Frank spotyka się z korupcja. Jakiś kolega z wydziału po prostu wręcza mu kopertę z 300 dolarami. Frank bierze, ale nie wie co jest w środku. Dopiero potem się oriemntuje, ale za późno by oddać.

        Co z tym począc ? Zwłaszcza że koledzy się nie krępujją i zdaje się proceder kwitnie od dawna. Serpico podpytuje, zahacza, dopytuje i wkrótce ściąga na siebie podejrzenie, że jest gorszy od najgorszej mendy, czyli... że jest czysty i nie bierze.

        Z problemem udaje się więc do kolegi. Bob Blair był z nim w akademii, potem przez chwilę w jednym wydziale, ale wolał prawo, został urzędnikiem. "Co mam z tym fantem zrobić ?", pyta Frank. Idą do prawnika, ale ten najpierw zwraca Serpico uwage, ze to nierozważnie brać pieniądze od przypadkowych ludzi, a potem sugeruje żeby zapomniał o całej sprawie, bo nie ma żadnych dowodów.

        Potem Bob kontaktuje e go z jednym starszym gościem, który zna naczelnika całej policji na Brooklynie, Delaneya. Serpico kilka razu spotyka się z nim, rozmawia przez telefon i gośc zapewnia go, ze naczelnik powaznie traktuje te doniesienia i wkrótce spotka się z Frankiem. Trwa to... połtora roku. Frank w koncu zamaszsystym gestem oddaje te 300 dolców pierwszemu lepszemu policjantowi w szatni : 'Ktoś na ulicuy mi je dał", rzuca. Zostaje persona non grata dla kolegów i nadal nie ma żadnego kontaktu z Delaneyem.

        W międzyczasie rozchodzi się z Leslie, która oczekiwała że wezmą ślub i wyjadą z Nowego Jorku. Poznaje sympatyczną Lauren, sąsiadkę. Zostają parą. Ich związek przeżywa jednak trudne chwile, bo Frank, jako czarna owca, zaczyna być coraz bardziej niewygodny dla innych policjantów. Why ? Bo wszyscy biora na boku !

        Telefonami, kontaktami, z pomoca Boba i tego starszego policaja udaje się Franka przenieśc do tzw Sioódmego Rewiru, który - jak zapewniają go - "jest czysty". Mrzonki... Nie trwa długo zanim Serpico orientuje sie, że i tak korupcja kwitnie jak drzewa na wiosnę. Wszyscy biorą. I dają Frankowi. A on na że "Gdybym miał rodzinę, był na dnie, jakieś długi... ale w tym momencie... po co mam ryzykować ?". Próbuje się jakoś wyreklamować. Wtedy kolega proponuje, że je dla niego przechowa. Naciski są coraz mocniejsze. Świetna jest scena gdy Frank i cała grupa kolegów z wydziału spotuykają się w parku, pod drzewkiem. Oni chcą żeby się do całego procedru przyłączył, on odmawia. A przecież wiadomo : jak jeden nie bierze, to inni czują się zagrożeni... Jesli sam nie chcesz, to daj na chore dzieci, ale WEŹ ! - cisną Franka. A ten odmawia. To już jawna wojna podjazdowa. Frank jest sam.

        Znajduje się jeden dziennikarz czy prawnik ?, który gotów jest z całym tym pasztetem pójśc do burmistrza. Frank i Bob zyskują nadzieję... która za moment gaśnie - burmistrz ma na głowie nadchodzące wybory, konflikt z policją nie wchgodzi a rachubę. Serpico jest załamany, coraz bardziej się boi, wywiązuje się ostraa kłótnia z Bobem. Chwilę później odchodzi Lauren. Ostatni raz spotykają się w kawiarni, Frank próbuje ją zatrzymac, ale ona dłuzej tak nie moze żyć. Frank jest kłębkiem nerwów, zamyka się w sobie, to nie jest życie... Musi odejśc. Kochają go nadal, ale nie mogąc już tego znieść.

        cdn
        • grek.grek "Serpico" [1973] 3 15.08.15, 13:18
          Wreszcie wieśc o całej historii dociera do szefów 7 Wydziału. Wzywają Franka na rozmowę. Mówia, ze powinien najpierw do nich przyjśc, jesli miał jakies informacje i podejrzenia. I kiedy przez moment Frankowi wydaje sie, że sa to faceci chętni zająć się całą sprawą... za chwilę okazuje sie, że interesuje ich tylko jedno : KOMU Serpico o tym wszystkim powiedział ? Czy był u kogoś z ZEWNĄTRZ ? Był ? PO CO ?! Dlaczego paplał, to nieprofesjonalne i nielojalne wobec kolegów ! Ściana. Ręka rękę myje.

          Pojawiają się inni policyjni urzędnicy, m.in Tauber, którzy namawiają Franka na zeznania przed wewnętrzną komisją. Serpico najpierw odmawia, potem próbuje jednak zeznzawac, ale jego własny adwokat powstrzymuje go od podania szczegółów dotyczących źródeł jego wiedzy. Sędzia pyta, a adowkat robi wszystko by to pytanie odrzucić, mimo że Frank powtarza "Chciałbym odpowiedzieć na to pytanie". Kuriozum.

          Serpico dochodzi do przerażającego wniosjku, że wszyscy sa w to zamieszani, jedni biorą, a inni ich kryją, zaś wszystkim naraz zależy, by nic nie wyciekło do opinii publicznej. Nie ufa już nikomu. Za to urzędasy policyjne grzebią w jego przeszłości i docierają do tych idiotycznych oskarżeń o homoseksualizm, które kiedyś padły pod adresem Franka. Za mało na to by go posadzić, ale dostatecznie wiele, by go skompromitować. Nie idą z tym jednak dalej, bo w zasadzie trudno w te pogłoski uwierzyć i nie ma dowodów.

          Podczas jednej z akcji, w przebraniu rzeźnika :], Frank areszztuje jakiegoś łapówkarza-alfonsa. Zawozi go na komisariat. idzie do papiery, żeby spisać raport. Wraca na górę i co widzi... jego koledzy siedzą, popijają sobie z aresztowanym, dowcipkują. Frank jest wściekły - bierze gościa za twarz tak ostro, ze tamtym aż kopary opadają z wrażenia. Al Pacino chyba mocną kawę wypił przed tą sceną ;]

          Wiadomo o co chodzi... ten aresztant to był ich płatnik. Dlatego go traktowali jak kumpla, a on się zdziiwił całą sytuacją, bo przecież dawał hojne łapówy, więc powinien być bezpieczny.

          Znów Frank podpada zatem swoim "kolegom" z wydziału. Juz nikt z nim nie chce rozmawiac, nikt nie podaje mu ręki. Wszyscy patrza bykiem. Świetna jest scena, kiedy Serpoico idzie korytarzami, a wszyscy patrzą za nim nienawistnym wzrokiem.

          Pewnego razu ktoś próbuje mu nawet grozić, a wtedy Frank powala go na ziemię i grozi pistoletem. Coraz częsciej Serpico trenuje strzelanie. Czuje się ekstremalnie zagrożony. Nie wierzy nikomu. Jeszcze raz jeden z kolegów [znają się jeszcze z dawniejszyxch czasów] próbuje go naprostowac : "Frank, zrozum, tyllko biorąc solidarnie z innymi będziesz bezpieczny. Co ci szkodzi ?". Ale Serpico nawet nie zadaje sobie trudu by mu odpowiedzieć, wiec tamten wściekły rzuca za nim "ty... [tutaj popularna nazwa męskiego organu płciowego] !"

          Udaje się załatwić mu przeniesienie.
          Nowy przełozony nazywa się Lombardo. "Masz z kim pracowac ?", pyta Serpica, a ten odpowiada "Pytanie brzmi, czy ktokolwiek chciałby pracować ze mną...", na co Lmbardo "Dobrze, w razie czego ja będę z tobą pracował".

          I tak też się dzieje. Zostają partnerami. Akcje w terenie. Dobrze im idzie. Dogadują sie. Lombardo jest uczciwym gliną.

          Po jakimś czasie Serpico podejmuje decyzję, by z cała tą korupcyjną afera pójśc do New York Timesa. Bardzo mocna i ryzykowna decyzja. Musiałby mieć też poparcie, a kto zaryzykuje tak wiele... Bob jest z nim. Udaje się namówić jeszcze Lombarda, mimo ze ten ma rodzinę i generalnie bardzo o jej bezpieczeństwo dba. Artuykuł ukazuje się na pierwszej stronie. Cała trójka wiwatuje na ulicy z radości. Cos sie ruszyło. Burmistrz od razu zareagował. Ma powstać komisja do zbadania sprawy.

          Frank znów zostaje przeniesiony. Tym razem na posterunek w Bronksie. LOmbardo żegna go z sympatią i przestrzega "Uwązaj na siebie, jesteś na celowniku".

          Ci z Bronksu też biora. Od razu informuje o tym Serpica jeden z nich. Własnie ma być jakaś akcja, z której częśc pieniędzy pójdzie lewą stroną do rąk policjantów. "tam mogłeś sobie pogrywac, ale tutaj to nie przejdzie. 120 tysięcy na czterech... za duża kasa, żebyś miał nam to spierd...", mówi mu wprost jeden z "kolegów", takim głosem i z taką miną, że Frank tylko krótko rzuca "Rozumiem komunikat".

          Frank z dwoma innymi policjantami ma wejśc do mieszkania latynosów, on puka i mówi, bo zna hiszpański, a tamci go uibezpieczają. Wywiązuje się awantura. Latynosi orientują się, ze Serpico jest polcijantem i jeden z nich, z najbliższej odleglości, strzela mu w twarz. Nie ma żadnej dziury w facjacie, ale jest trochę krwi, Frank bełkocze, mdleje... Koledzy" nie pospieszyli mu z pomoca. Albo to był przypadek, a oni wykorzystali moment, albo po prostu cała sprawa była ustawiona i była to zemsta za jego postawę.

          tak czy owak, Serpico zostaje nieprzytomny na podłodze korytarza. Potem przywozi go karetka do szpitala i odbywa się akcja reanimacyjna, którą znamy z początku filmu.

          W szpitalu zjawiają się jego rodzice. Przerażeni . Lekarz informuje ich, że kula omineła mózg i rdzeń, stan jest cięzki, ale stabilny, będzie żył.

          Niebawem, już odratowanego, Franka odwiedza jeden z nielicznych kolegów, może nawet jesto Lombardo, przyznam że nie pamiętam. Frank słabym głosem zachęca fgo, zeby przeczytał kartki jakie dostaje od swoich "kolegów" z policji. Są zabawne... sama kartka kupiona jest w sklepie, ma te nadruki życzeniowe i malunki, ale w środku odręcznie wpisane są "dedykacje" : ty taki i owaki, zdychaj, łachudro... itd.

          Kolega informujje go, że przynano mu Złotą Odznakę za zasługi. Serpico gorzko komentuje "Dali mi ją za postawę czy za to,. że dałem się postrzelić w twarz ?".

          Wychodzi ze szpitala po kilku miesiącach. Lekarz informuje go, że bedzie miał problemy ze słuchem w lewym uchu, chwilowe zaburzenia równowagi, drętwienia lewej styrony ciała, a częśc odłamków została w ciele, bo były zbyt blisko aorty, aby je wyjąć.

          Powstaje Komisja Knappa, do sprawy zbadania korupcji w policji. Powołana przez miasto i burmistrza. Serpico wygłasza przemówienie na sesji inauguracyjnej.

          Odchodzi z policji. W epilogu lektor informuje, ze wyjechał z Ameryki i osiedlił się "gdzieś" w Szwajcarii.

          cdn

          • grek.grek Re: "Serpico" [1973] 3 15.08.15, 13:43
            jest to film Ala Pacino, który gra rewelacyjnie.
            tworzy kreację.
            Nie wiem, na ile naśladuje oryginał, ale właściwie wszystko jest tutaj idealnie wystylizowane : broda, stroje, styl mówienia, zachowania [to charakterstyczne przygarbienie, spojrzenie spod oka], nawet chód [znakomity przykład, to scena kiedy Frank i Bob idą po starym zapuszczonym stadionie, Pacino porusza się w pochyleniu, niczym jakaś dziwna kopia Johna Wayne'a - dziwna, bo współczesna i hippisowsko odziana]. dramatyzm stonowany, krótkie wbuchy ekspresji, skupienie wewnętrzne... ponadczasowa rola, doskonała. Ave Al ! ;]

            Sidney Lumet wykorzystał biografię Franka Serpica napisaną przez Petera Maasa. Zrobił to perfekcyjnie, tworząc kapitalny portret degeneracji jednej z ważniejszych instytucji zaufania społecznego. Doskonale dobrał aktorów, w kilku bardzo sugestwynych scenach i dialogach pokazał jak to działa i jak traktuje się odszczepieńców. Nikt nie strzela do Franka, nie bije go, ale cały czas
            w jego kolegach tli się energia wściekłości i nienawiści. widać to w ich mowie ciała. W gestach. W urywanych słowach. Najchętniej by go wysłali na księzyc.

            Gdyby Luimet poszedł w otwarty konflikt, jakies zamachy na życie, etc., to utraciłby częśc dramaturgii, jaką udaje mu się wykreować. Historia byłaby sensacyjna, a nie demaskatorska, oskazycielska. I aspirowałby raczej do innej kategori gatunkowej niż rezyser chciał by nalezała.

            Miasto. Cos kapitalnego. Nowy Jork 70s :]
            Komisariaty wygląające jakby je ktoś zaaranżował w starych odrapanych magazynach albo manufakturach, względnie poczekalniach dworcowych. Stare szafki, stoły, lampki, sciany drugfiej świeżości. Stroje zwyczajne, nyc street ;]

            Zaulki, ceglaste budynki, jakieś podwórka za magazynami, ewentualnie metro, albo brooklyńskie czy bronksowskie stare dzielnice.

            Stary stadion bejsbolowy, zarośnięty trawą, z zardzewiałą tablica wyników i trybunami gdzie nie ma ławeczek, a raczej kamienne róznice poziomów, na których się po prostu siada. Ruina. Stylowa ! :]
            Do tego dachy z trapami, stare korytarze starych czynszówek, gdzie gnieździ się latynosko-czarna biedota, boisko do koszykówki pełne dzieciaków, ale nie takie z wizytówki "NYC, welcome !" ;']

            Na dokładkę Greenwich Village, ujęta na kilku uliczkach, z kawiarnią. Tutaj można by więcej pokazać, ale przecież nie o tym film był :]
            Udało się zrobić z Nowego Jorku aktora, tło, panoramę, wydobyć surowośc miejskiego krajobrazu i specjalnie dobranych wnętrz, aby tę historię odpowiednio nasycić barwami, klimatem i stylem.

            wielkie brawa :]

            www.youtube.com/watch?v=hSZz5RI7KRQ

            i fragmenty muzyki, która nadaje całości dodatkowego retro-powiewu, napisał ją Mikis Theodorakis [ten akurat fragment znajduej się w finale, jesli dobrze pamiętam] :

            www.youtube.com/watch?v=ZvT__4nKLBo

            Al Pacino naprawdę bywa ekspresyjny jako Serpico, spójrzcie na tę scenę :
            www.youtube.com/watch?v=MBZMTHsTQic

            ale tę postać po prostu się lubi. buntownik z zasadami :]

    • grek.grek "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [kino] 15.08.15, 16:34
      fanki, i fani też, czekali na ten moment od premiery we Cannes... nieprawdaz ? :]
      "Nieracjonalny męzczyzna" w kinach in POland.

      może taka zapowiedź ? :
      polskieradio.pl/24/15/Artykul/1489244,Woody-Allen-wraca-Wysoka-cena-za-pelnie-zycia
      • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [k 15.08.15, 17:18
        IDĘ! :)

        I obiecuję zdać prawdziwą relację. Ale nie tak jak kiedyś. ;)
        • grek.grek Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [k 15.08.15, 17:29
          świetnie ! :]

          no to pozostaje mi/nam trzymać Cię za słowo, Barbasiu :]

          Joaquin Phoenix, Emma Stone, Parker Posey... Woody Allen... już dziś życzę Cię
          uroczego wieczoru kinowego :]
          • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [k 15.08.15, 18:04
            Dziękuję serdecznie! Chyba w czwartek się wybiorę! :)
            • grek.grek Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [k 15.08.15, 18:16
              doskonale :]
              w takim razie, życzę Ci aby pogodowo było rześko, przyjemnie, nie za zimno, nie za gorąco, a współoglądający dyskretni i znający się na kinie :]]
              • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [k 15.08.15, 18:22
                O wszystkim pomyślałeś! :))

                Dziękuję!
                • grek.grek Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [k 16.08.15, 13:38
                  no... może poza limuzyną :]]

                  najważniejsze,żebyś dobrze się bawiła, Barbasiu :]
                  • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 16.08.15, 14:48
                    He,he! Nie odczułam tego braku. Może dlatego, że mam stosunkowo blisko do kina. ;))

                    Dziękuję serdecznie, Greku. :)
                    • grek.grek Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 16.08.15, 16:15
                      a, tak się sprawy mają ;] świetne masz usytuowanie :]

                      powodzenia, Barbasiu ! :]
                      • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 16.08.15, 19:21
                        Tak.

                        :)
        • grek.grek Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [k 15.08.15, 17:34
          jeszcze dodatkowo wywiad z maestro :

          film.wp.pl/id,152961,title,Woody-Allen-Wciaz-jestem-tym-samym-nieefektownym-nudziarzem-co-kiedys-WYWIAD,wiadomosc.html
          • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 15.08.15, 18:04
            O! Świetnie! Dziękuję! Później poczytam. :)
            • grek.grek Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 15.08.15, 18:16
              na jutro mam jeszcze dwie rzeczy związane z "Nieracjonalnym...", też do poczytania, bo znalazłem ":]
              • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 15.08.15, 18:23
                Dobrze! To ja dziś zapoznam się z tym co już zalinkowałeś.
            • grek.grek Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 15.08.15, 18:22
              Siostra dzisiaj jakoś mniej aktywna, nie ?
              może przygotowuje jakąs opowieść ?
              [na co bym się już cieszył, podobnie jak na Twoją o "Węgorzu", którą podczytuję właśnie]
              • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 15.08.15, 19:25
                Może odpoczywa? :)

                O "Serpico" jutro przeczytam.
                • siostra_bronte Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 15.08.15, 21:44
                  Barbasiu, Greku, dzięki za pamięć :) Niestety miałam ciężki dzień, ale jutro odrobię zaległości w czytaniu.
                  • grek.grek Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 16.08.15, 13:35
                    witaj,Siostro :]

                    mam nadzieję, ten cięzki dzień zakończył się dobrymi efektami i pozytywnymi rozwiązaniami dla Ciebie.
                • grek.grek Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film A 16.08.15, 13:33
                  dzięki :]
      • siostra_bronte Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [k 16.08.15, 16:02
        Coś czuję, że to będzie kolejny nieudany film Allena.
        • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [k 16.08.15, 16:38
          :)

          Cóż Allen już nigdy nie będzie młodszy.
          • siostra_bronte Re: "Nieracjonalny mężczyzna" nowy film Allena [k 16.08.15, 17:07
            Wiem, że uwielbia kręcić filmy, ale wciąż mam przykre wrażenie, że rozmienia się na drobne.
    • barbasia1 FOKUS TV "Dynastia Tudorów" sezon 2. 15.08.15, 19:12
      FOKUS zakończył sezon 2. "Dynastii Tudorów". Anna Boleyn została skazana na śmierć. Król w swej łaskawości złagodził jej wyrok, miała zostać ścięta, nie spalona. Ponadto zrezygnował z użycia topora, którym uśmiercano zazwyczaj pospolitych przestępców i kazał sprowadzić Jeana Rombauda, francuskiego mistrza miecza z Saint-Omer. W serialu francuski mistrz zostaje sprowadzony na prośbę Anny.
      Kat uśmiercił Annę jednym pchnięciem miecza.

      Wspaniale, przejmująco w tych ostatnich odcinkach zagrała Natalie Dormer Annę Boleyn.

      Jonathan Rhys-Meyers jako Henryk VIII i Natalie Dormer jako Anna Boleyn przewspaniała ekranowa para!

      Muzyka (wspaniała) - Trevor Morris
      "A historic love" (s.1)
      www.youtube.com/watch?v=CEXTBLEjAEA
      11. "Fun And Games" (s.1)
      www.youtube.com/watch?v=o9VNTnIItxI
      24. Wolsey Commits Suicide (s.1)
      www.youtube.com/watch?v=iGSADotysZs
      The Tudors - Main Title Theme
      www.youtube.com/watch?v=6GFf30upDgc

      28. Missing Track : Anne prepares herself to die (s.2)
      ("Spem in Alium" Thomasa Tallisa)
      www.youtube.com/watch?v=MxbeqldMFwc
      • barbasia1 Re: FOKUS TV "Dynastia Tudorów" sezon 2. 15.08.15, 19:24
        Jeszcze kapitalny cytat z 10 odcinka 2 serii , który mówi wiele o tych czasach. Doświadczona dama dworu do młodej (mniej więcej) "Znajdź sobie bogatego męża, na tyle głupiego, by trzymał się z dala od polityki, o ile nie umrzesz w połogu, co jest bardzo prawdopodobne, lub nie umrzesz od zarazy, co jest niemal nieuniknione, będziesz szczęśliwa".
        • grek.grek Re: FOKUS TV "Dynastia Tudorów" sezon 2. 16.08.15, 13:33
          hehe :]
          dobre.
          świadectwo czasów :]
          • barbasia1 Re: FOKUS TV "Dynastia Tudorów" sezon 2. 16.08.15, 14:53
            Tak. Tę wypowiedź poprzedza jeszcze stwierdzenie, że świat jest bardzo ryzykownym miejscem (do życia). ""The world is a slippery place [...]"

            :)
            • barbasia1 Re: FOKUS TV "Dynastia Tudorów" sezon 2. 16.08.15, 16:39
              W tych czasach rzeczywiście był nieporównanie bardziej ryzykownym miejscem do życia.
      • barbasia1 Re: FOKUS TV "Dynastia Tudorów" sezon 2. 15.08.15, 19:50
        W serialu jest mowa, że król przystał na prośbę Anny, by sprowadzić "kata z Calais".
      • grek.grek Re: FOKUS TV "Dynastia Tudorów" sezon 2. 16.08.15, 13:32
        dzięki, Barbasiu :]
        dobra muzyka zawsze mile widziana.

        dzięki za ciekawy komentarz dot. samego serialu :]

        widziałem coś z 1 serii, trzeba przyznac że
        z dużą dbałością i rozmachem zrobiona rzecz. nie udało mi się
        śledzić na bieżąco, ale profesjonalizm twórców i aktorów widoczny
        był na pierwszy rzut oka.
    • grek.grek "Bractwo Bang bang" w Kulturze wczoraj 16.08.15, 12:33
      interesujący temat, świetne zdjęcia, dobra dramaturgia.

      Rzecz oaprta na autobioograficznej ksiązce panów Silvy & Marinovicha, którzy w latach 90-94 należeli do czteroosobowego 'zespołu" fotografów ochrzczonych tytułową nazwą "Bang Bang Club".
      Pozostali dwaj, to Ken Oosterbroek i Kevin Carter.

      W latach wyżej wymienionych relacjonowali oni uliczne starcia w RPA, między zwolennikami Kongresu Narodowego [Mandeli] i plemiennej partii Inkatha. Kończyła się era apartheidu, nadchodził czas pierwszych wolnych wyborów [1994], ale zanim do tego doszło ulice JOhannesburga, Pretorii i mniejszych miast były areną autentycznie krwawych starć. Strzelaniny, demonstracje, często zwykłe morderstwa, egzekucje i rzezie pomiędzy bojówkami, uzbrojonymi cywilami, a czasami po prostu między sąsiadami, których poróżniła zmieniająca się sytuacja polityczna.

      A wśród tej całej zadymy, chaosu i pożogi - czterech jegomościów z aparatami fotograficznymi. Robią zdjęcia, zawsze bezpośrednio w sercu zaadymy, czasami cudem unikając kul, czasami jeszcze większym cudem wychodząc cało ze spotkania z bandami zbrojnych.

      Jest tutaj portret podwójny. Z jednej strony : dokumentacja tego, co wówczas działo się w RPA, z ulicami zasłanymi kamieniami, gratami, spalenizną, z jeżdzącymi czołgami, tłumami albo grupami mającymi często karabiny i strzelającymi do siebie nawzajem, generalnie : atmosfera wojny domowej.

      Z drugiej : próba przyjrzenia się tym fotografom. Po co oni to robią ? Chcą zawodowego spendoru ? spełnienia ? To ich pasja ? Lubią to ? Mają misję polituyczno-społeczną ? Chcą pokazać światu że dzieje się krzywda albo że "trzba to zatrzymać" ? Może wszystko po trochę...

      Któregoś razu Marinovicha łapie grupa bojowników Inkathy, z charakterystycznymi czerwonymi oznaczeniami. Chcą go zabic, a może nawet gorzej... On się broni, że jest tylko fotografem. Styrach go zjada od środka na widok tych twarzy, tych maczet w dłoniach wycelowanych w niego. Przywódca grupy pyta go "Po co tu przyszedłes ? Szpiegowac ?", on na to "Chcę wiedzieć, jakie są wasze racje", przywódca myśli chwilę "Idź do tych mądrali z Kongresu, oni przeciez wszystko wiedzą najlepiej", na co Marinovich "Ale ja chcę poznać WASZE zdanie". I odpuszczają mu : zaczynają wręcz pozować do zdjęć, opowiadać o sobie, popisują się nawet. Z miejsca zostaje ich przyjacielem. Kłamał. Oczywiście, że kłamał. Chciał tylko tychx zdjęc, nic poza tym.

      Ale nawet jesli nie chodzi im o racje polityczne uczestników sporu, to wojna po nich przychodzi. Niby mają dziewczyny, z którymi są w związkach, ale te związki nie są szczególnie udane. Stres bitewny doskwiera. OBrazy mordowanych ludzi, trupów w kałużach krwi, padających zastrzelonych albo ciętych maczetą ludzi - zostają w głowie. Trudno zasnąc, a jak się już śpi, to koszmar goni koszmar.

      Zwłaszcza dotyka to Kevina Cartera, który próbuje radzić sobie za pomoca alkoholu i prochów. Sympatyczny młody człowiek, ale ewidentnie nie wytrzymuje tempa. Redaktorka pisma, w którym Bractwo ma swoja "dziuplę", wysyła go na urlop. Poniekąd carterowi wychodzi to na dobre. Jedzie do Sudanu, gdzie robi fotografię za którą dostaje Pulitzera. Pamiętaxcie zapewne zdjęcie umierającego z głodu dziecka, za którym cierpliwie czekając na jego zgon stoi krwiożerczy sęp.

      Ale i ten sukces nie jest przecież słodki. Na konferencji prasowej padają pytania "Pomogłeś temu dziecku ?", "Odgłoniłeś sępa ?", "Co zrobiłeś dla tego dziecka ?". Carter jest zbity z tropu, zupełnie sie gubi, kluczy z odpowiedziami, wreszcie wybucha "Ludzie, zrobiłem wybitne zdjęcie, dostałem Pulitzera, czego wy jeszcze chcecie ?!".

      Podobnie rzecz się ma z Marinovichem. Pewnego dnia jest świadkiem egzekucji jaką jeden z bojowników sympatyzujących z Inkathą popełnia na jakimś "zdrajcy" : podpala go, a potem żywej pochodni zadaje cios maczetą w głowę. Marinovich chwyta ten moment. Zdjęcie jest przebojowe.

      Najpierw jest energia, dzieje się, nie ma czasu myśleć o moralności - robi się zdjęcia. POtem do Grega dociera refleksja : Boże, on go podpalił i zabił... z trudem radzi sobie z tym obrazem, z siłą przekazu nie swojego zdjęcia, ale tego co widział, przy czym przecież asystował... a kiedy pije kolejnego drinka i w głowie ma zamęt, przychodzi informacja, że jego zdjęcie [wysłane do jakiejś agencji ogolnoświatowej] trafiło na pierwsze strony gazet, a sam Marinovich dostał za nie Pulitzera. Wszystko się momentalnie zmienia : Greg rzuca się w wir zabawy w klubue tanecznym, śmieje się i cieszy z przyjaciółmi. Koszmar odpływa, ustępuje radości.

      Na chwilę. Podczas spotkania okolicznościowego, Greg zbiera gratulacje od kolegów i znajomych, ale na boku dostaje mocny ochrzan od czarnoskórego dziennikarza z RPA, który zarzuca mu karierowiczostwo i obojętnośc etyczną, a nawet cynizm, "polujesz na takie ujęcia, żeby pokazać nasz naród jako dzikusów". Marinovich od razu traci całą satysfakcję z osiągnięcia.

      Cała gama sprzeczności. Praca, pasja, obowiązek dziennikarski, ale z drugiej strony :> czy można być obojętnym, nie czuć przerażenia, współczucia, oburzenia ? Czy będąc chłodnym proesjonalistą przestaje się być człowiekiem ?

      Bractwo zostało opisane po raz pierwszy w jednej z gazet w Johannesburgu. Określono ich tam jako "paparazzich". Ken się oburzył na tę nazwę, ale inni uznali, że w zasadzie... przecież to właśnie robia. Nie są artystami. Są wojennymi paparazzimi.

      Stali się wzorem do naśladowania. Inni fotografowie samochodami całymi próbowali za nimi jeździć i przyłaczac się do nich. Właściwie przyjęli tylko jednego, Greg Marinovich go przyjał. To był Abdul, w którym Greg jakby trochę siebie z początków zobaczył. Abdul ginie od kuli snajpera, minutę po rozpoczęciu pierwszej wspolnej "sesji" z grupą. Umiera na rekach Grega. Czy ponosi on odpowiedzialnośc za tego chłopaka ? Tak czy nie... grunt, co sam o tym sądził, a chyba jednak siebie winił.

      W jednym z ostatnich zbrojnych starć w Pretorii ginie Ken Ooesterbroek. Marinovich zostaje cięzko ranny.

      Kevion Carter niebawem popełnia samobójstwo, truje się spalinami w swoim samochodzie.
      Joao Silva przuyjmuje oferte pracy dla Associated Press, o ile dobrze pamiętam. Bang Bang Club przestaje istnieć.

      Silva jeździł jeszcze na wiele wojen, w miejsca zapalne na całym świecie, wysyłany przez kolejne agencje dla których pracował. Marinovich również, trzy razy go postrzelono. Potem się wycofał. Obaj założyli rodziny, z dziećmi.

      Podczas finałowych napisów widać zdjęcia oryginalnych bohaterów, z gruntu [poza Marinovichem, któremu dano zdecydowanie bardziej.. filmową twarz Ryana Philllipe'a] podobnych do dobranych aktorów. I, to dopiero ciekawa rzecz : prezentowane są fotografie jakie Bractwo wykonało w rzeczywistości, a które w filmie z pietyzmem odtworzył autor zdjęć Mirosław Baszak. Interesujący zabieg.

      Reżyserował i napisał całośc Steven Silver, urodzony w RPA, i widać że bardzo zależy mu na pokazaniu, co działo się wówczas w jego ojczyźnie, zaś losy Bractwa są dobrym filmowym wehikułem do realizacji takiego pomysłu.
      • grek.grek Re: "Bractwo Bang bang" w Kulturze wczoraj 16.08.15, 12:40
        trailer :]

        www.youtube.com/watch?v=veFQnoMDFDAY
    • grek.grek "Aktorka" suplement 16.08.15, 15:46
      wg mnie, bardzo ciekawy wywiad z twórczyniami tego filmu :

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/aktorka-dwa-spojrzenia-na-elzbiete-czyzewska-wywiad/2kcxbm
      • barbasia1 Re: "Aktorka" suplement 16.08.15, 16:35
        Świetnie! :)
        • grek.grek Re: "Aktorka" suplement 16.08.15, 17:46
          cieszę się :]
          naprawdę interesujące rozmowy.

          jutro jeszcze coś dorzucę nt "Aktorki".
        • grek.grek Re: "Aktorka" suplement 17.08.15, 11:55
          myślałem, że to cos poważnijeszego w swojej objętości, ale... nic to :]

          www.polskieradio.pl/24/708/artykul/1489201,Aktorka-film-ktory-ma-fajne-zycie
    • grek.grek "Nieracjonalny mężczyzna" [dodatki] 16.08.15, 15:51
      wywiad z Parker Posey :
      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/parker-posey-miewalam-fantazje-by-kogos-udusic-wywiad/24fmwb

      i słowo na okolicznośc o Emmie Stone, jakby nie było nowej "muzie Allena" ;] :

      film.onet.pl/artykuly-i-wywiady/emma-stone-dziewczyna-z-sasiedztwa/lft7p4
      • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" [dodatki] 16.08.15, 16:36
        Biorę! :)
        • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" [dodatki] 16.08.15, 16:36
          Biorę oba! :)
          • grek.grek Re: "Nieracjonalny mężczyzna" [dodatki] 16.08.15, 17:37
            zatem, udanej lektury, Barbasiu :]

            • barbasia1 Re: "Nieracjonalny mężczyzna" [dodatki] 16.08.15, 19:24
              :)
    • grek.grek "Karbala", pierwszy zwiastun 16.08.15, 15:53
      temat chwytliwy, żeby nie rzec - samograj, Bartłomiej Topa w roli głównej, zdjęcia w Jordanii...
      może coś z tego będzie, polska wersja nowoczesnego kina wojennego ? :


      film.gazeta.pl/nowy_film/1,134866,18549095,jest-zwiastun-filmu-karbala-o-zwycieskiej-bitwie-polakow-w.html#BoxKultImg
      • barbasia1 Re: "Karbala", pierwszy zwiastun 16.08.15, 19:25
        O! Ciekawe!
    • grek.grek "Firma" powtórka w TVN7, 20:00 16.08.15, 17:36
      jest szansa odkurzyć sobie ten bardzo dobry, elegancki jakże, klasyk kryminału.

      Siostro, może dziś uda Ci się obejrzeć? :]


      PS : aczkolwiek, na Kulturze mocna konkurencja w postaci "Nocnego kowboja".
      • siostra_bronte Re: "Firma" powtórka w TVN7, 20:00 16.08.15, 17:39
        O, szkoda. Będę oglądać "Broadchurch". Może drugi sezon będzie lepszy?

        "Nocny kowboj" jest wspaniały, ale widziałam kilka razy.
        • grek.grek Re: "Firma" powtórka w TVN7, 20:00 17.08.15, 11:57
          jak zatem wypadło otwarcie [tego 2 sezonu], Siostro ? :]

          ja trochę podglądałem "Firmę", potem "Frantic", leciał w TVN od 23:00.
    • barbasia1 Muzyka na wieczór 16.08.15, 19:27
      Ibrahim Maalouf - Beirut

      www.youtube.com/watch?v=wpg8jBFaj3c
      • grek.grek Re: Muzyka na wieczór 17.08.15, 15:44
        dzięki, Barbasiu :]

        świetne !
        liryczna, refleksyjna trąbka, motywy wschodnie, a pod koniec ekspresja z gitarą w tle.

        doskonałe współbrzmienie z video, bardzo dobrze ujętą codziennością miasta, od wschodu do zachodu słońca, by nocą odnaleźć w nim być może najwięcej energii - z muzyki i wspólnoty z publicznością. osobiste, a jednocześnie szukające związku ze światem.

        świetne :]
        • siostra_bronte Re: Muzyka na wieczór 17.08.15, 18:19
          A podesłanych piosenek Beatlesów słuchałeś? :)
          • pepsic Re: Muzyka na wieczór 17.08.15, 19:09
            Nie wiem, jak Grek. "I Want you" słucham z piąty raz;)
            • siostra_bronte Re: Muzyka na wieczór 17.08.15, 19:20
              Świetnie. To genialny utwór. A ta instrumentalna końcówka to coś niesamowitego! Ciekawe, że to jeden z ostatnich utworów jakie nagrali (20 sierpnia 1969 r.)
          • grek.grek Re: Muzyka na wieczór 18.08.15, 11:39
            oczywiście, że tak, Siostro :]

            nie jestem osłuchany, więc zapewne wiele rzeczy mogłem przegapić.
            słuchało się przyjemnie, to tak uchem laika :]

            "While my guitar" słyszałem w wersjach... bardziej "wygładzonych", "pościelowych" ;]
            dlatego ten beatlesowski oryginał podoba mi się szczególnie, ma w sobie realizm, a ta
            "zawodząca" energicznie gitara nadaje mu odpowiednią formę.

            "I want you" rzeczywiście świetne, ma wszystko : styl, ekspresję, energię i klasę. i tak jakoś
            nagle się kończy ? :]

            "Goodnight" stonowane i wyciszone, świetnie je opisałaś jako "jak ze starego holywoodzkiego filmu"

            po prostu : swietnie się słucha :]
            i tak na ucho powolne w łapaniu angielszczyzny - dobre teksty.
            zwykle muzyka z tekstami trochę mnie wyhamowuje ;], rzadko zdarzają się
            dobre słowa, i dobry wokal który je odpowiednio interpretuje, a tutaj jest
            jedno i drugie [podobnie jak u Doorsów czy Stonesów].

            dzięki :]
            jak już mówiłem : dla mnie to edukacja kulturalna, poza dominantą przyjemności ofk :]
        • barbasia1 Re: Muzyka na wieczór 17.08.15, 22:09
          Świetny komentarz! :)

          Ibrahim Maalouf to moje niedawne odkrycie. Piszą, że to to jeden z najbardziej obiecujących trębaczy nowego pokolenia.
          Bardzo pociąga mnie to jego wschodnie, arabskie brzmienie trąbki.


          www.youtube.com/watch?v=YYDOIzmAQxQ
          Ibrahim Maalouf - Jazz in Marciac 2011

          /57 minut/


          Właśnie wyczytałam w necie, że Ibrahim Maalouf gra na trąbce wymyślonej przez swojego ojca, specjalnie przystosowanej do tego, by z typowo zachodniego instrumentu wydobyć wschodnie brzmienie. !!!

          Rodzice Maaloufa też są muzykami. Maalouf urodził się w Bejrucie, ale większość życia spędził w Paryżu, dokąd cała rodzina uciekła przed wojną domową.



          • grek.grek Re: Muzyka na wieczór 18.08.15, 11:47
            :]

            dzięki, Barbasiu, to naprawdę kawał znakomitej muzyki.
            yes, ta arabska trąbka jest kapitalna, nigdy wcześniej nie słyszałem takiego
            efektu.
            informacja, którą podajesz, wyjaśnia sytuację, podziwiam kreatywnośc pana muzyka.

            widac,że nie zapomniał o rodzinnym mieście.
            na tych zdjęciach Bejrut jest piękny.
            no i video nasycone jest osobistą zupełnie tęsknotą za tym miastem i jego energią.
            to się czuje :]
            • barbasia1 Re: Muzyka na wieczór 18.08.15, 22:08
              >podziwiam kreatywnośc pana muzyka

              Ja również!


              > no i video nasycone jest osobistą zupełnie tęsknotą za tym miastem i jego energią.
              > to się czuje :]

              Ładnie powiedziane. :) Zgadzam się.
              • grek.grek Re: Muzyka na wieczór 19.08.15, 12:15
                dzięki :]

    • siostra_bronte "Broadchurch" -drugi sezon 17.08.15, 13:35
      Obejrzałam. No więc podejrzany Miller niespodziewanie oznajmia na posiedzeniu sądu, gdzie miał się po prostu przyznać do winy i czekać na wyrok, że jest niewinny. Kompletnie zaskakuje wszystkich obecnych i swoją prawniczkę.

      Nie wyjaśnia motywów. Prawniczce, która mówi, że są mocne dowody odpowiada, że " nie tylko przeciwko niemu".

      Będzie więc proces, rodzina Danny'go przeciwko Millerowi. Oskarżycielem Millera jest Jocelyn Knight, która parę lat wcześniej wycofała się z zawodu (Charlotte Rampling!). Obrońcą jej była podwładna Sharon Bishop (Marianne Jean-Baptiste). Zapowiada się ostra walka. Obronie udało się wyłączyć przyznanie do winy Millera z procesu, bo ten został pobity przez żonę na posterunku, kiedy Hardy go przywiózł (nie wiem czy to było pokazane w ostatnim odcinku?). Można to było uznać za próbę wymuszenia przyznania się do winy, a nie dało się udowodnić czy pobicie nastąpiło przed czy po przyznaniu się Millera.

      Ellie pracuje gdzieś indziej (nie wiem czy została "zesłana" czy to jej decyzja). Pojawia się też wątek poprzedniego śledztwa Hardy'ego. Hardy pomaga niejakiej Claire, która dała wtedy alibi mężowi, głównemu podejrzanemu o zabójstwo 2 dziewczynek (ciała drugiej nie odnaleziono). Ten wątek wydaje się przyklejony na siłę, bo Claire ukrywa się niedaleko Broadchurch od przybycia Hardy'ego, a przecież nie było o niej ani słowa w pierwszym sezonie (chyba że w 2 ostatnich odcinkach).

      Mam nadzieję, że formuła procesu będzie ciekawsza niż śledztwo z pierwszego sezonu. No i może Rampling, którą zawsze ogląda się z przyjemnością i Jean-Baptiste rozruszają całość.

      Greku, zamierzasz oglądać w sieci?

      • grek.grek Re: "Broadchurch" -drugi sezon 17.08.15, 15:15
        dzięki, Siostro, za interesujący wstęp :]

        yes, w ostattnim odcinku 1 serii Hardy doppuszcza do rozmowy Ellie z mężem-zabójcą, prosząc "nie zrób niczego głupiego", ale zszokowana Ellie nie wytrzymuje ciśnienia i rzeczywiście dochodzi do rękoczynów, z jej strony. Tak jakby rzucali już kółko w stronę 2 serii ? :]

        Charlotte Rampling polubiła seriale, ostatnio widziałem ja w finałowym sezonie "Dextera".

        o, może podłączę się do oglądania, przycupnę gdzieś w sieci ? :]]
        • ewa9717 Re: "Broadchurch" -drugi sezon 17.08.15, 21:00
          Nijak nie kumam, że zachwyca, jak nie zachwyca. Nadal uważam, ze serial dość kiepski i nudnawy, co jest ponoć grzechem głównym książek i filmów fabularnych. I chyba najlepsza obsada nie doda mu blasku, bo i scenarzysta, i reżyser jakoś iskry nie mogą wykrzesać, choć jakiś pomysł niby mieli, przynajmniej ten pierwszy.
          • grek.grek Re: "Broadchurch" -drugi sezon 18.08.15, 11:44
            Ewo, jesteś bezlitosna :]]

            jak oceniasz Olivię Colman ?
            [moim zdaniem, świetna rola, zwłaszcza w końcówce, kiedy jej postać musiała przejśc
            rewolucję psychologiczą, stanęła na wysokości zadania]
          • siostra_bronte Re: "Broadchurch" -drugi sezon 18.08.15, 13:42
            Moim zdaniem pierwszy sezon był przeciętny i też nie rozumiem tych zachwytów. Ewa, wypatrzyłam "Z dala od zgiełku" w TCM. 21 sierpnia o 15.20 i 26 sierpnia o 12.55.
    • siostra_bronte "Paris, Texas " 17.08.15, 13:43
      Kolejny film Wendersa w Ale kino, o 20.10. Uważany za jeden z jego najlepszych filmów.
      • grek.grek Re: "Paris, Texas " 17.08.15, 15:16
        yes, znam tytuł.

        udanego seansu, Siostro :]
        i tak po cichu, mam nadzieję na Twoją recenzję :]]
    • grek.grek "Brat" w Kulturze, 20:05 18.08.15, 12:05
      dobre rosyjskie współczesne kino, z interesującym bohaterem. trochę tematycznie zbliżone np do "Z odsysku", ale bez komponentu "moralnego niepokoju" zaprezentowanego w polskim filmie, co służy temu filmowi - w "Z odzysku" te moralniaki bohatera mam wrażenie były dośc słabo umotywowane, a jego "instynkt męzo-tacierzyński" kompletnie niewiarygodny. Tutaj jest zupełnie inaczej, a pytania o nature współczesnej Rosji i przyszłośc młodego pokolenia pojawiają się same, w toku - momentami sensacyjnej - akcji. znacznie lepsza robota, wg mnie :]

      zachęcam :]

      o "Bracie" próbowałem pisać :
      forum.gazeta.pl/forum/w,14,155729342,155795010,Re_34_BRat_34_w_TVP2_Gracz_34_w_CT_2.html
    • grek.grek "Napój miłosny", Kultura, powt. opera z MET, 21:55 18.08.15, 12:14
      czekając na nowy sezon [w Kulturze, czyli na powtórki z poprzednich sezonów MET, hehe]...

      riplej "Napoju miłosnego" Donizettiego z sezonu 2013.
      z doborową obsadą, na czele z Anna Netrebko i Mariuszem Kwietniem oraz doskonałym Matthewem POleznanim.

      kiedyś, w odległej galaktyce ;] ...

      forum.gazeta.pl/forum/w,14,157165214,157451186,_Napoj_milosny_MET_opera_w_KUlturze.html
    • siostra_bronte "Paris, Texas" (1) 18.08.15, 15:10
      Film Wendersa z 1984 r, Złota Palma w Cannes. Wrażenia mieszane. Na plus sugestywny klimat filmu i piękne zdjęcia Robby'ego Mullera. Historia świetnie się zaczyna, potem też jest ciekawie, ale końcówka zupełnie mnie nie przekonała.

      Jakiś facet (Harry Dean Stanton) błąka się po pustyni gdzieś w Teksasie. Dociera do baru i pada nieprzytomny. Zostaje zabrany do małego szpitala. Lekarz próbuje coś z niego wyciągnąć, ale facet w ogóle nie mówi. Lekarz podejrzewa, że to efekt jakiegoś szoku. Znajduje w rzeczach faceta kartkę z numerem telefonu do niejakiego Walta (Dean Stockwell). Dzwoni do niego. Walt mówi, że to jego brat Travis. Przyjedzie jak najszybciej będzie mógł.

      Walt mieszka w Los Angeles. Mówi żonie, Anne (Aurore Clement), że odnaleziono brata. Anne jest przygnębiona. "Co powiemy Hunterowi?" pyta. Walt mówi, że prawdę. Domyślamy się, że Hunter może być synem Travisa.

      Walt przyjeżdża do Travisa. Rozmawia z lekarzem. Mówi mu, że nie miał z nim kontaktu od 4 lat. Chce go zobaczyć, ale lekarz mówi, że Travis zniknął. Zostawił tylko plastikową torebkę z paroma rzeczami. Walt jest wściekły. Ale kiedy krąży po okolicy widzi wędrującego brata. Prosi go, żeby wsiadł z nim do samochodu.

      Travis nic nie mówi, ale poznaje brata. Jadą do motelu, ale Walt robi błąd, bo zostawia go samego, żeby zrobić zakupy w miasteczku. Travis znowu znika. Walt znowu go odnajduje, kiedy idzie wzdłuż torów kolejowych. Zaczyna tracić cierpliwość. Wypytuje Travisa co się z nim działo przez te kilka lat. I co się stało z jego żoną, Jane, która też wtedy zniknęła. Ale Travis milczy. Aż w końcu się odzywa jednym słowem: "Paris". A potem prosi Walta, żeby tam pojechali. Walt odpowiada, że to trochę za daleko :) Ale okazuje się, że chodzi o miasteczko Paris w Teksasie, gdzie mieszkali kiedyś ich rodzice.

      Walt chce zabrać brata do domu. Ale Travis dostaje ataku paniki w samolocie i obaj muszą jechać do Los Angeles samochodem, co zajmie aż dwa dni. Travis wciąż nie chce powiedzieć co się z nim działo. Po długiej podróży docierają do domu Walta. Anne wita się z Travisem. Przychodzi także chłopiec, Hunter. Wita się z ojcem. Jest zaciekawiony, ale nie okazuje większych emocji.

      Travis zostaje w ich domu. Jest coraz bardziej rozmowny, choć chwilami zachowuje się trochę dziwnie. Już pierwszego wieczora oglądają razem film jaki nakręcili przed jego zniknięciem. Walt i Anne odwiedzili wtedy Travisa i Jane (Nastasja Kinski) w Teksasie. Może Walt liczył na to, że coś mu się przypomni.

      Anne zaczyna się niepokoić, boi się, że Travis odbierze im Huntera. Dowiadujemy się, że przed czterema laty chłopiec pojawił się przed ich domem, ktoś go tam przywiózł. Jego rodzice zniknęli. Walt i Anne szukali ich, ale bez skutku. Hunter został więc z nimi.

      Anne zbiera się na odwagę i mówi Travisowi, że w ciągu tych kilku lat Jane dzwoniła do nich kilka razy. Pytała o syna, ale nie chciała zdradzić gdzie mieszka. Poprosiła Anne o założenie konta dla Huntera, żeby mogła wpłacać pieniądze. To były małe sumy, ale płacone regularnie każdego miesiąca. Travis prosi Anne o informację z jakiego banku dokonywano przelewu. I postanawia odnaleźć Jane.

      Hunter początkowo nieufny wobec ojca zaczyna spędzać z nim coraz więcej czasu. Aż pewnego dnia Travis odbierając go ze szkoły mówi, że chce odnaleźć jego matkę. Hunter prosi, żeby zabrał go ze sobą. Jadą od razu. Wieczorem Hunter dzwoni do zdenerwowanych rodziców. Mówi, że wszystko jest ok, jedzie z Travisem do Houston. Anne karze mu natychmiast wracać, ale bez efektu.

      Po długiej podróży docierają do celu. Czekają pod bankiem, to akurat dzień, kiedy Jane powinna wpłacić pieniądze. Hunter ją poznaje i jadą za jej samochodem do jakiejś obskurnej dzielnicy. Chłopiec zostaje w samochodzie, a Travis wchodzi do tyłów jakiegoś budynku. Okazuje się, że to zaplecze peep-shopu. Widzi Jane odwróconą do niego plecami przy barze. Podchodzi, ale zostaje wyproszony przez szefa przybytku. Powinien zejść na dół, tam są kabiny.

      Zamawia przez telefon blondynkę z prostymi włosami, ale przychodzi jakaś inna dziewczyna. Za drugim razem to Jane. Travis jest oczywiście w szoku, ociera łzy, kiedy ją widzi. Rozmawia z nią krótko, zmienia głos, żeby go nie poznała.

      Potem przychodzi drugi raz. Zaczyna opowiadać długą historię, "Znałem kiedyś parę...", oczywiście opowiada o sobie i Jane. Przez pewien czas Jane niczego się nie domyśla, bo to historia jakich wiele. Para była szczęśliwa, ale mężczyzna stawał się coraz bardziej zazdrosny, bo dziewczyna była młoda i piękna. Nie chciał pracować, żeby być z nią. Zaczęły się problemy z kasą i alkoholem. Kiedy dziewczyna powiedziała, że jest w ciąży, postanowił się zmienić. Przestał pić, znalazł pracę. Ale kiedy urodziło się dziecko, Jane się zmieniła. Miała pretensje, że ją uwięził w domu, zmusił do dziecka (czyżby go nie chciała?). Zaczęły się kłótnie, w końcu Travis potrafił przywiązać Jane do łóżka, żeby mu nie uciekła (kiedy Travis to opowiadał wydawało mi się to miało wiarygodne, ale może faktycznie był takim draniem).

      Oczywiście w trakcie tej historii Jane zdaje sobie sprawę, że to Travis. Dowiadujemy się, że pewnej nocy Jane uciekła razem z Hunterem. Travis obudził się, kiedy już ich nie było, a ich przyczepa, w której mieszkali płonęła (nie zrozumiałam, czy to Jane ją podpaliła, czy to był jakiś wypadek).

      Travis pyta Jane dlaczego podrzuciła Huntera jego bratu. Odpowiedziała, że "nie miała tego czego potrzebował". Ale przez te lata bardzo za nim tęskniła. Myślała też o Travisie. "Głos każdego mężczyzny przypominał mi twój głos".

      Travis mów, że przyjechał razem z Hunterem. To on ich rozdzielił i teraz naprawi ten błąd. Podaje adres hotelu, gdzie może się spotkać z synem.

      Ostatnia scena. Jane idzie do syna. Chłopiec przytula się do niej. Travis czeka pod hotelem, a potem odjeżdża. Uśmiecha się...





      • siostra_bronte "Paris, Texas" (2) 18.08.15, 15:30
        Jak napisałam wcześniej film ma fajny klimat, podkreślony muzyką Ry Coodera. Piękne są zdjęcia Mullera. Znowu dużo czerwieni i zieleni. Początek filmu, kiedy Travis błąka się po pustyni jest znakomity.

        www.youtube.com/watch?v=Sd2EzQsZteA

        Intrygujące jest zawiązanie historii. Co się działo z Travisem przez te lata? Co się stało z jego żoną? Odpowiedzi na pierwsze pytanie nie dostajemy, Travis mówi tylko Hunterowi, że był w Meksyku. Ale nic poza tym. Świetna jest ta scena konfrontacji z Jane. Ale przyznam, że zakończenie mnie zirytowało. Po tym wszystkim co się stało Travis oddaje jej syna? A co z Waltem i Anne, którzy zajmowali się nim przez te lata. Travis przyjeżdża i zabiera dziecko, jakby było przedmiotem. No i czyżby teraz Jane już miała" to czego potrzebował" Hunter? Zostawia ją samą z dzieckiem, a jak widać jest sytuacja finansowa jest kiepska. Ciekawe, czy zamierza płacić alimenty :)

        W sumie bardzo ciekawy seans, ale z paroma wątpliwościami.

        Trailer:

        www.youtube.com/watch?v=FZN0J0No6UU

        • barbasia1 Re: "Paris, Texas" (2) 18.08.15, 21:18
          Film "Paris, Texas" is more concerned with exploring emotions than with telling a story. This isn't a movie about missing persons, but about missing feelings". - pisze Roger Ebert.

          :)
          • grek.grek Re: "Paris, Texas" (2) 19.08.15, 11:59
            ha, i kto wie czy nie jest to właściwy kierunek myślenia o "Paris Texas" :]

            swoją droga, cały czas sądziłem, że chodzi jednak o Paryż we Francji :]]
            automatyzm skojarzeń, a może... interesujące byłoby połączenie wątków paryskiego i teksańskiego ?
            • barbasia1 Re: "Paris, Texas" (2) 19.08.15, 22:25
              > swoją droga, cały czas sądziłem, że chodzi jednak o Paryż we Francji :]]

              Ja też. :)

              > automatyzm skojarzeń, a może... interesujące byłoby połączenie wątków paryskieg
              > o i teksańskiego ?

              Czemu nie!? W jakimś innym filmie.
              • grek.grek Re: "Paris, Texas" (2) 20.08.15, 11:43
                o, bardzo dobry wariant :]
                • barbasia1 Re: "Paris, Texas" (2) 21.08.15, 18:42
                  Paryż, dziura zabita dechami w Teksasie to brzmi smętnie. Pasuje do klimatu filmu! :)
        • grek.grek Re: "Paris, Texas" (2) 19.08.15, 11:55
          dzięki,Siostro :]
          świetna opowieśc.

          kolorystyka rzeczywiście robi wrażenie, nasycenie barw jest doskonałe, te zielenie traw, żołte skały i piaski pustynne, twarz bohatera - klasa.

          historia...romantyczna chyba ? :]

          fakt, początek intrygujący, a potem z tej niewiedzy o losach głównego bohatera przeskok nagły do jego zainteresowania utraconą miłością, synem którego przez cztery lata wujostwo wychowywało... pustynia wydaje się być metaforą stanu ducha Travisa, więc w zasadzie te cztery lata mógł spędzić w istocie na duchowej wędrówce czy czymśtakim ? może raczej po barach z whisky niż po pustynnej spiekocie ?

          odzyskuje syna.
          odnajduje żonę.
          oddaje ich sobie, a sam... znów bedzie peregrynował w nieznane ?

          poza tym, jesli Jane wiedziała gdzie mieszka jej syn, ale nie przyjeżdzała po niego, a jedynie wysyłala
          pieniądze, to skąd wiadomo, że teraz nagle zechce być pełnoetatową matką ?

          rozumiem, że raczej nie o to chodzi, a o Spotkanie, o Spotkanie w wartunkach szczególnych, bo po Wyznaniu jakie Travis czyni żonie, co - możliwe - uzbraja ją w nowe postrzeganie siebie, jego, syna i całego życia, ale... gdzieś tam próba logicznego ogarnięcia tej historii nie daje spokoju :] A może zupełnie nalezałoby się z tego wyłączyć, aby zrozumieć sens całej tej opowieści ?

          tak czy owak, ciekawa rzecz, no i Złota Palma to zawsze jakiś impuls do tego, by jednak nad filmem się pochylic i próbowac dociec, co też tak poruszyło jury, że przyznało mu, jakby nie było, nagrodę niezwykle prestiżową, prawda ? :]

          Nastassja Kinski, o ! to jedna z tych nielicznych aktorek, która zawsze wywołuje zaciekawienie, samą swoją mową ciała [aktorską] no i urodą, sposobem ekranowego bycia.

          dzięki, Siostro, raz jeszcze :]

          no i brawo Ale Kino za taki seans :]
          • siostra_bronte Re: "Paris, Texas" (2) 19.08.15, 13:30
            Dzięki, Greku :)

            Tak, zdjęcia są znakomite.

            No właśnie. Jane wiedziała przecież gdzie mieszka syn. Nie chciała/nie potrafiła się z nim spotkać. Nie wiem czy to spotkanie z Travisem tak dużo zmieni?

            Prawda, Kinski wypada bardzo przekonująco i jest śliczna :)

            Za tydzień "Niebo nad Berlinem". Jestem bardzo ciekawa tego filmu.
            • grek.grek Re: "Paris, Texas" (2) 19.08.15, 15:50
              :]

              może spotkanie z Travisem ma być tutaj czymś odmieniającym spojrzenie Jane na całe swoje życie, więc i na relacje z synem ?

              o, słyszałem tytuł.

              dzięki Tobie, mamy świetny przeglad filmow Wendersa :] doskonale :]
            • pepsic Re: "Paris, Texas" (2) 20.08.15, 13:45
              "Jane wiedziała przecież gdzie mieszka syn. Nie chciała/nie potrafiła się z nim spotkać"

              Czasem w życiu potrzebny jest impuls.
    • siostra_bronte "Dzikie dziecko" 19.08.15, 13:50
      Dzisiaj wieczorem w Cinemaxie. Brawo! Film Francois Truffauta z 1970 r, który widziałam bardzo dawno, ale pamiętam, że zrobił na mnie duże wrażenie. Oczywiście zdam relację.
      • grek.grek Re: "Dzikie dziecko" 19.08.15, 15:55
        znakomita informacja, Siostro :]
        już się cieszę na Twoją opowieść.

        "z Trauffata" znam tylko "Czterysta [400] batów", które kiedyś nieudolnie próbowałem opisywać. bardzo dobry, poruszający, realistyczny jakże film.

        PS : Kultura dziś powtarza "Dwunastu gniewnych ludzi" Lumeta. 22:15. na przystawkę "Komornik" Falka [20:25]. a i północy "Valhalla" Refna z Madsem Mikkelsenem, wg mnie intrygujący, doskonale zrealizowany film.

        mocna oferta, nawet jeśli to są powtórki.
        a nuż ktoś nie oglądał, albo chce sobie przypomnieć... :]


        • siostra_bronte Re: "Dzikie dziecko" 19.08.15, 17:05
          Miło mi :)

          Pamiętam tę recenzję :) Udało mi się zobaczyć jeszcze kilka jego filmów :"Jules i Jim", "Panna młoda w żałobie", "Miłość Adeli H.", "Noc amerykańska", "Ostatnie metro", "Kobieta z sąsiedztwa", "Byle do niedzieli". Wszystkie w publicznej tv za komuny. Ech, gdzie te czasy...
          • siostra_bronte Re: "Dzikie dziecko" 19.08.15, 17:20
            Na szczęście jest Kultura, ale to symptomatyczne, że klasyka zniknęła z jedynki i dwójki. No i nie wszyscy mają dostęp do tego kanału.
            • grek.grek Re: "Dzikie dziecko" 20.08.15, 11:58
              Jedynka i Dwójka, to niestety tragedia ludzka :]
              Kocham Kino, czasami jakieś epizodyczne pozycje współczesnego kina, a poza tym
              właściwie NIC :]

              yes, to również zaniedbanie. brak dostępu do Kultury w wielu miejsach w kraju.

              dodałbym jeszcze traktowanie per noga osób niesłyszących - gros filmów i programów nie ma
              wersji dla niesłyszących. to jest skandal, wg mnie.

              na stronie 335 w telegazecie jest wykaz programów opatrzonych taką wersją - to załosne... 3, góra 4 pozycje w ramówce. jak Kultuyra może liczyć na oglądalnośc, skoro liczna populacja głuchych nie ogląda filmów, bo nie ma do nich napisów ?

              w czeskiej CTV wszystkie flmy i programy dok mają takie wersje.
              szanuje się ludzi, po prostu.

              inna rzecz, że wersje dla głuchych w polskim wykonaniu, są tragiczne : skracane dialogi, pomijane fragmenty, jak w niemym kinie. pada sto słów, a na ekranie napis z dwuzdaniowym streszczeniem. jakaś farsa :]

              niestety, Siostro, im dłuzej żyję, tym mocniej dociera do mnie, że Polska to kraj, w którym po prostu wszystko robi się źle, na odwal-się, bezmyślnie, a najlepiej to żeby samo się zrobiło.
              • pepsic Re: "Dzikie dziecko" 20.08.15, 13:53
                "Jedynka i Dwójka, to niestety tragedia ludzka"

                Pamiętam Greku, jak nie tak dawno byłeś w kontrze do mojego zdania w temacie badziewnego programu tvp 1 i 2 i że usprawiedliwiałeś ten poziom obecnością tvp kultura broniąc tym samym opcji Barbasii.

                • grek.grek Re: "Dzikie dziecko" 21.08.15, 13:10
                  kajam się, Pepsic :]]

                  w istocie, sugerowałem że TVP 1 i 2 mają zarabiać na misje, czyli na Kulturę czy Historię. stąd ten cały %^$%^ w ich ramówkach.

                  nadal sobie myślę, że tak właśnie może być.

                  tylko słabnie we mnie wiara, że TVP rzeczywiście dokonuje heroizmu i z płaczem oraz bólem oddaje ekran telenowelom w liczbie stu, reklamom wypełniającym 40 % czasu antenowego i załosnym kabaretom oraz powtórkom powtórek z powtórek. coraz częsciej mam wrażenie, że to jednak cynizm do potęgi, a celem jest zarobienie kasy na pensje "gwiazdorów", realizacja geszeftów z firmami znajomych królika, który pomagają robić te "M jak miłości" za zawyżone kuriozalnie stawki [pieniądze publiczne wszak są niczyje], ustawienie setek ziomali politycznych i z kręgów towarzysko-salonowo-łózkowych itd.

                  Niedawno ksiązkę o TVP wydał pan Szumlewicz, dziennikarz zatrudniony przez 2 lata w Panoramie. Słuchałem niedawno 45 minutowego wywiadu z nim - to co mówi jest... smutne, przykre, porażające.

                  Albo jakaś partia polityczna przyjdzie i dokona cudu, czyli powie pas! układom i nie odda stołków swoim hunwejbinom, zamiast tego oddając media publiczne w ręce obywatelskie, albo z tym cyrkiem nigdy nie skończymy i co roku będzie tylko gorzej.
              • siostra_bronte Re: "Dzikie dziecko" 20.08.15, 14:56
                Mogę się tylko podpisać. Gdzie choćby pozory misji, jaką zdaje się ma telewizja publiczna w swoim statucie? Zamiast szerzenia jakiejś kultury schlebianie popularnym gustom, z argumentem: bo to ludzie chcą oglądać...

                Wiesz, Greku, to wszechobecne dziadostwo (niestety żadne inne słowo nie pasuje) i podejście "jakoś to będzie" zaczyna mnie już wkurzać....
                • grek.grek Re: "Dzikie dziecko" 21.08.15, 13:29
                  wiesz, Siostro, ja mam wrażenie, ze w Polsce żadna instytucja publiczna nie działa dobrze i racjonalnie. to aż kuriozalne, ale tak naprawdę jest. no może straż pożarna się z tego wyłamuje pozytywnie ;]

                  reszta to jakaś kaplica.

                  wystarczyło 5 dni upałów i Polska była na skraju blackoutu.
                  czy to nie kuriozum ?
                  od dekady, albo i dwóch, mówi się o tym, że trzeba pilnie pompować kasę w energetykę, odnawiać linie przesyłowe, zacząć budować elektrownię atomową, albo i ze trzy, unowocześniać cały sektor.

                  gdzie idą pieniądze ?
                  150 mld na zakupy latającego szrotu ze złomu amerykańskiego, bo Rosja zamierza nas napaść i zgwałcić.

                  niestety, przykro to powiedzieć, ale jako społeczeństwo produkujemy klasę politycznych imbecyli i zwykłych koruptów, których nalezałoby zwyczajnie osądzić i wsadzić za kraty. w Chinach za nieudolnośc karą jest kulka w łeb.

                  mam wrażenie, ze pierwzy lepszy rząd komunistyczny, mając te pieniądze która ta banda durniów ma dzisiaj z Unii, zrobiłby z Polski kraj miodem i mlekiem płynący. call me Komuch, ale naprawdę tak myslę :]

                  wtedy tym ludziom, obrzućcie mnie pomidorami, chodziło jednak o Polskę. Może pojmowaną w sposób który dzisiaj nie jest rozumiany, ale jednak o Polskę.
                  kiedyś politycy i dygnitarze, owszem - służyli ZSRR, ale czasy były inne i za wyłamanie się groziła śmierć i inwazja wojsk Układu. Węgrzy i Czechosłowacy przećwiczyli to na własnej skórze. POlska była mądrzejsza, mimo że rózni prowokatorzy w 81 ciągnęli ją do piekła.

                  dzisiaj potencjalnie każdy może prowadzić politykę suwerenną, kapitał jest ważny, ale nie jest decydujący. dzisiaj nie jest się pod butem, ale w sojuszu albo w biznesie.

                  niestety, Polska jest jedynym znanym mi krajem w Europie, który sam włazi pod obcy but. niemiecki, amerykański, korporacyjny, kapitalistyczny, bankierski, dowolny.

                  PS : PiS rzucił hasło "Polska jest w ruinie", z drugiej strony poszła odpowiedź w postaci ironicznych memów : na nich piękne budowle z polskich miast z podpisem "ruina".

                  nie rozumiem, dlaczego PiS nie odpowiada, ze "Polską w ruinie" jest np to że w tym kraju kradnie się w biały dzień 150 mld złotych z OFE, aby zaklajstrować dziury w budżecie ? że "Polska w ruinie", to fakt iż miliony ludzi płaccych podatek od minimum socjalnego składają się na 20 miliardowe dopłaty do KRUSu żeby bogaci rolnicy mogli płacić niższe składki niż sprzątaczka ? że POlska w ruinie", to milion głodnych dzieci i 3 miliony ludzi na skraju ubóstwa ? że to są głodowe emerytury i renty uczciwych obywateli którzy zap... 40 lat a dzisiaj dpostają 900 zł, zaś jakiś 35-letni agent Tomek dostaje 5 tysiaków na rączkę ?

                  chwalą się PKB, podczass gdy tylko nikła częśc wypracowanych w Polsce zysków przez zachodnie firmy i korporacje trafia do polskiego budżetu. gros wywożą na Zachód :]

                  komedia. zwykła komedia :] była Polska najweselszym barakiem PRL, a teraz zaczynamy być najlepszą burleską UE :}]
          • grek.grek Re: "Dzikie dziecko" 20.08.15, 11:47
            :]

            dzięki, cieszę się :]

            hoho, masz całą znakomitą kolekcję "truffautów", Siostro.
            yes, tzw. komuna w sensie kreacji gustów kulturalnych, to był jednak inny
            świata. niestety, dzisiaj dostępnośc jest znacznie większa, bo sieć i stacje
            komercyjne, kablowe etc., ale jednak chciałoby się by TVP ignorowała
            dyktat pieniądze i oglądalności, zamiast tego wypełniając misję m.in pokazując
            te starsze, wybitne filmy.

            a może, kto wie ?, Kultura uraczy nas w tym sezonie jakimiś kolejnymi
            przeglądami kina mistrzów ?
            • siostra_bronte "Dzikie dziecko" (1) 20.08.15, 16:13
              Jaki piękny film. Wciąż pamiętałam niektóre sceny, po tylu latach!

              Fabuła jest oparta na prawdziwych wydarzeniach. Francja, 1798 r. Gdzieś w lesie grzybiarka widzi gwałtownie poruszające się krzaki. Myśli, że to jakiś zwierz i przerażona ucieka z lasu. Sprowadza kilku myśliwych z bronią i psami. Po pościgu udaje się im złapać...chłopca. Zarośniętego, brudnego, chodzącego na czworaka. Chłopiec zaciekle się broni się, ale myśliwi związują go i zabierają do wioski.

              Oczywiście zbiegają się wszyscy mieszkańcy. Chłopiec jest przywiązany "smyczą" przez myśliwego, żeby nie uciekł. Ludzie śmieją się z niego, dzieciaki dokuczają. Chłopiec zostaje zamknięty w jakiejś szopie, ale z niej ucieka. Szybko zostaje złapany i tym razem zamknięty w celi na posterunku żandarmerii.

              Wydarzenie staje się głośne w całym kraju. Doktor Itard (sam Truffaut) z Instytutu Głuchoniemych w Paryżu czyta o nim notkę w gazecie. Wpada na pomysł, żeby sprowadzić chłopca. To niezwykła okazja do przeprowadzenia badań. I rzeczywiście, przełożeni się zgadzają i chłopiec zostaje przysłany do Paryża.

              Itard razem z kolegą bada chłopca. Ma około 12 lat. Na ciele wiele ran, pewnie od walki ze zwierzętami. Na szyi ma długą bliznę. Prawdopodobnie ktoś podciął mu gardło i zostawił na śmierć w lesie. Ale ranę pewnie przykryły liście i zagoiła się. Takie są domysły obu lekarzy.

              Chłopiec nie mówi, nie potrafi chodzić, zachowuje się jakby wciąż był w lesie. W Instytucie dzieciaki mu dokuczają. Co jakiś czas przychodzą wycieczki Paryżan, którzy chcą zobaczyć "dzikusa".

              Itard zdaje sobie sprawę, że to nie miejsce dla chłopca. Potrzebuje specjalnej opieki. Mówi swojemu koledze, że chciałby się nim zająć, uczyć go. Kolega jest sceptyczny. Sądzi, że to rodzice chcieli zabić chłopca, bo już wtedy był chory i nie potrafili sobie z nim poradzić. Powinien znaleźć się w szpitalu dla obłąkanych. Ale Itard uważa, że to go zabije. Chłopiec mógł być zdrowym, ale niechcianym dzieckiem, a jego obecny stan to efekt wieloletniej izolacji.

              Itard zwraca się z prośbą do przełożonych o zajęcie się chłopcem. Dostaje fundusze na rok. Zabiera chłopca do swojego domu pod Paryżem. Będzie mu pomagała gospodyni (Francoise Seigner), ciepła i życzliwa kobieta.

              Od tego momentu historię komentuje dr Itard. Prowadzi dziennik, w którym opisuje dokładnie pracę z chłopcem. I na podstawie tego dziennika powstał scenariusz filmu.

              Początki są oczywiście trudne. Najpierw trzeba doprowadzić chłopca do przyzwoitego stanu. Kąpiel, potem obcięcie długich paznokci, ścięcie włosów. Chłopiec dostaje ubranie. Oczywiście, na wszystko reaguje nerwowo, wyrywa się, ale Itard i gospodyni są cierpliwi.

              Itard zaczyna od nauki chodzenia. Chłopiec wciąż zgina kolana, kiedy przejdzie parę kroków upada i miota się po podłodze. Idzie to opornie, ale w końcu chłopiec zaczyna chodzić chwiejnym krokiem.

              Potem chłopiec uczy się jeść zupę łyżką, co oczywiście też idzie jak po grudzie. Chłopiec za każdym razem próbuje pić prosto z talerza. Ale Itard i gospodyni uczą go aż do skutku.

              Chłopiec dostaje imię Victor. Kiedy Itard wymienia imiona, którymi chciałby go nazwać chłopiec reaguje właśnie na to imię. "Podoba mu się" mówi gospodyni.

              Czasami Itard zabiera go do sąsiadów. Tam chłopiec dostaje od pani domu mleko, okazuje się, że bardzo je lubi. Za każdym razem kiedy tam przyjeżdża stuka w szafkę gdzie jest dzbanek z mlekiem. Uśmiechnięta sąsiadka nalewa mu miseczkę. I tak za każdym razem. Chłopiec bawi się też z synem sąsiadów, który wozi go taczką, co budzi wielką radość naszego bohatera :)

              Itard z czasem przechodzi do trudniejszych ćwiczeń. Uczy chłopca rozpoznawania przedmiotów. Rysuje klucz, nożyce i książkę na tablicy. Prosi chłopca, żeby dopasował do nich przedmioty leżące obok. Chłopiec dobrze sobie radzi. Itard jest zadowolony.

              Za dobre wykonanie zadania Victor dostaje nagrodę. To szklanka wody lub mleka. Wydaje się, że Victor mógłby pić bez końca:) Jeżeli Victor zrobi coś źle Itard uczy go aż do skutku.

              Itard chce nauczyć Victora mówić. Ćwiczy z nim wymowę samogłosek, ale idzie to ciężko. Nauka nie przynosi efektów. Victor potrafi powiedzieć i to z trudem "mleko".

              Itard przechodzi do nauki liter. Oczywiście to już bardzo trudne zadanie dla Victora. Kiedy się myli pada na ziemię i miota się. Gospodyni zabiera go i musi uspokajać. Ma pretensje do doktora, że go męczy całymi dniami. Chłopiec potrzebuje czasu na zabawę. Nie można w tak krótkim czasie odrobić lat jakie spędził w lesie. I Itard zgadza się z tym. Stara się częściej chodzić z Victorem na spacery.

              Następnym razem kiedy Victor prosi sąsiadkę o mleko wyciąga z kieszeni literki i układa słowo "mleko" na stole :)

              Itard oczekiwał, że Victor będzie się uczył szybciej. Ale to nie jest takie proste. Chwilami, po kolejnych próbach zaczyna tracić cierpliwość. Kiedy Victor się myli przy literach Itard karze go zamknięciem w małej komórce. Brzmi to okrutnie, ale kara trwa chwilę, a inne sposoby nie skutkują. Zniechęcony Itard mówi do niego, że żałuje, że go zabrał do siebie. Nie wie czy Victor rozumie co mówi, ale chłopiec zaczyna płakać. Wcześniej Victor nie uronił ani łzy, nawet kiedy był tak okrutnie traktowany w Instytucie. Itard notuje, że pojawiły się u niego emocje...








              • siostra_bronte "Dzikie dziecko" (2) 20.08.15, 17:02
                Tymczasem przychodzą dobre wieści z Paryża. Itard dostał zgodę i fundusze na następny rok pracy z Victorem. Sprawozdanie Itarda z postępów chłopca zrobiło dobre wrażenie.

                Pewnego razu Itard zastanawia się, czy Victor robi wszystko tylko dlatego, że liczy na nagrodę. Czy potrafiłby odróżnić dobro od zła? Itard pisze w swoim dzienniku: "Postanowiłem zrobić coś haniebnego, żeby dowiedzieć się, czy Victor zbuntuje się przeciwko niesprawiedliwości". Prosi Victora o przyniesienie dwóch przedmiotów z pokoju. Chłopiec przynosi to co trzeba. Ale Itard zaczyna na niego krzyczeć i prowadzi do komórki. Victor nie rozumie co się dzieje. Przecież przyniósł właściwe przedmioty! Krzyczy i broni się się przed zamknięciem. Itard uspokaja go i przytula. Potem notuje w swoim dzienniku :" Victor stał się istotą moralną".

                Są też sceny zabawne. Kiedy Itard zapada na reumatyzm odwiedza go lekarz. Victor nie lubi obcych w domu. Lekarz ledwie żegna się z Itardem, a tu przybiega Victor z jego melonikiem i laską i siłą wyprowadza z domu :) Fajny jest moment, kiedy Itard coś tłumaczy Victorowi, a ten zaczyna się śmiać :)

                Pewnego razu Itard wyjeżdża. Gospodyni jest zajęta swoimi sprawami i Victor wyskakuje przez okno. Biegnie przez pola, do lasu. Kiedyś swojego domu.

                Itard i gospodyni są pogrążeni w smutku. Itard pisze list do swoich zwierzchników, że Victor uciekł. Już go na pewno nie zobaczą.

                I w tej chwili Victor stuka do okna domu. Itard i gospodyni bardzo się cieszą z jego powrotu. Gospodyni prowadzi go do jego pokoju, żeby odpoczął. "Jutro znowu zaczniemy naukę" mówi mu Itard. Koniec.

                Wspaniała historia, która chwyta za serce. Współczujemy Victorowi od samego początku i liczymy na to, że wszystko się uda... Zderzenie natury i cywilizacji. Społeczeństwo to opresja, system nakazów, okrucieństwo innych (sceny z wioski i Instytutu), cierpienie (kary doktora dla chłopca) ale bez niego człowiek nie może być tak naprawdę człowiekiem, jak twierdzi Itard...

                Truffaut nie pozwala sobie na żaden sentymentalizm. To historia opowiedziana niemal naukowym językiem, bez zbędnych ozdobników. Ale i tak wzrusza jak diabli.

                Znakomite są zdjęcia Nestora Almendrosa, skromne, czarno-białe. Ciekawy jest sposób przechodzenia do kolejnych scen, wygaszanie obrazu jak w niemych filmach.

                I piękna muzyka Vivaldiego. Zaskakująco dobrze pasuje do tej historii.

                Truffaut gra swoją rolę w oszczędny sposób i wypada znakomicie. Ale rewelacją Jean-Pierre Cargol jako Victor. Taka trudna rola zagrana przez jeszcze dziecko, to naprawdę rzadko się zdarza!

                Warto wspomnieć, że film jest dedykowany Jean-Pierre Leaudowi, z którym Truffaut pracował kilka razy i dla którego też był rodzajem nauczyciela...

                Małe, zapomniane arcydzieło Truffauta.

                Tutaj sceny nauki Victora:

                www.youtube.com/watch?v=gBTbOKzS0Dc

                I trailer:

                www.youtube.com/watch?v=yddJBd6D2lo
                • siostra_bronte Re: "Dzikie dziecko" (2) 20.08.15, 17:12
                  Wyczytałam, że Itard zajmował się Victorem przez 5 lat. Potem, na skutek braku postępów, zrezygnował. Victor zmarł ok. 30 lat później w domu gospodyni Itarda, ale nie wiem czy był pod jej opieką przez ten cały czas.
                • grek.grek Re: "Dzikie dziecko" (2) 21.08.15, 12:44
                  dzięki, Siostro :]
                  kapitalna opowieść, z wyczuciem i energią jednocześnie.

                  ciekawe, na ile Truffaut opowiada, za pośrednictwem swoich młodych bohaterów, o sobie ? Victor jest podobny do Antoine'a Doinela z "400 batów", w taki sam sposób outsiderski.

                  przypomnina też Kaspara Hausera [sfilmowanego przez Herzoga w "Zagadce..."].

                  finał optymistyczny, ale jak dopisałaś : jednak Itard zrezygnował po kolejnych 5 latach prób. to by oznaczało, że w rzeczywistości Victor był jego "projektem naukowym". i o ile ten dzieciak się do niego przywiązał, o tyle Itard tak naprawdę nigdy nie odwzajemnił tej swoistej przyjaźni. A to by oznaczało, ze ten "dzikus" nieskażony cywilizacją i "normalnością" dysponował znacznie subtelniejszą emocjonalnością niż pan doktor.

                  wg mnie, wiedzie to do ciekawej [mam nadzieję] tezy : o ile na poziomie nauki, wykształcenia i kultury, obyczajowości - strat poniesionych w wieku dziecięcym, wieku socjalizacyjnym, nie da się nadrobić, co wynika z faktu, że Victor nie zdołał ostatecznie "wyrosnąć na pełnowartościowgo członka społeczeństwa",o tyle ten brak socjalizacji, kulturalizacji i wszelkich -izacji w wieku dziecięcym skutkuje znacznie zdrowszym podejściem do spraw międzyludzkich, nie ewokuje myslenia w kategoriach cynizmu i egoizmu. Coś za coś ?

                  właśnie, jesli wg Itarda "bez społeczeństwa człowiek nie może być człowiekiem", to może... bez społeczeństwa potrafiłby być kimś... lepszym ? a może innym ? czy człowiek to najwyższa forma bytu na Ziemi ? może niekoniecznie, pod niektórymi względami.

                  wydawało mi się, że Itard jednak ma mniej oprtunistyczne podejście do chłopca, że się do niego zbliży w sensie emocjonalnym, zwiąże się z nim. Wygląda na to, ze - poza scenariuszem - w rzeczywistości najwięcej było tutaj naukowych ambicji.

                  na pewno łapiąca za serce historia. podobnie jak w "400 batach", tam również bohater nie kryguje się ani nie mizdrzy, a poruszająca jest jego historia.
                  i tak jak tam, tak tutaj : jest motyw biegu.
                  Antoine wyrywa się z Ośrodka resocjalizacji Młodych Przestępców i odbywa ten wspaniały długi bieg nad morze. Tutaj Victor wykonmuje ten sam... manewr, tylko w jego przypadku celem jest... pożegnanie miejsca, które było tyle lat jego domem ? coś w rodzaju symbolicznego przejścia "do społeczenstwa" ?

                  Truffaut miał rekę do młodych aktorów.
                  Jean Pierre Leaud i jego imiennik Cargol, obaj trafieni w dziesiątkę, w znakomitych rolach.

                  ciekawe, dlaczego "Dzikie dziecko", tak się jakoś zapomniało i zakurzyło ?

                  tym większy ukłon dla Ciebie, Siostro, za piękne przypomnienie i odświeżenie tego filmu :] no i dla Cinemax, że podrzucił Ci materiał :]]

                  dzięki raz jeszcze :]
                  • siostra_bronte Re: "Dzikie dziecko" (2) 21.08.15, 15:05
                    Dzięki, Greku :)

                    Bardzo możliwe, że Truffaut opowiada też w jakiś sposób o sobie. W trakcie szukania informacji natknęłam się na cytat Truffauta o Jean Pierre Leaud, który grał Antoine'a: "Łączyło nas cierpienie związane z rodziną. Ale była duża różnica, okazywaliśmy swój bunt w różny sposób. Wolałem ukrywać się i kłamać. Jean-Pierre, przeciwnie, chce ranić i szokować".

                    Tak, też myślałam o Kasparze Hauserze. Takie historie zdarzały się być może nawet częściej.

                    Nie miałabym pretensji do Itarda. Nie brał go do siebie na wychowanie, miał go uczyć powrotu do społeczeństwa. Ciężko pracował przez te lata. I z tego co wyczytałam starał się zachować pewien dystans do chłopca. Może tak rozumiał rolę nauczyciela. I faktycznie był całkowicie oddany nauce, a jego prace miały duże znaczenie dla rozwoju pedagogiki.

                    To jest temat na długą dyskusję. "Piekło to inni" jak napisał klasyk. Trzeba być trochę egoistą i cynikiem, żeby przetrwać w społeczeństwie, niestety. I faktycznie, to jest coś za coś. Jest taki moment kiedy zniechęcony Itard mówi: "po co zabieraliśmy ze świata, w którym był szczęśliwy". Ale też to życie nie mogło być łatwe, skoro Victor musiał walczyć o przetrwanie.

                    No właśnie, ten film jest bardzo oryginalny, trochę nietypowy dla Truffauta. Pewnie dlatego należy do jego mało znanych filmów. A szkoda.

                    Jeszcze raz dzięki :)




                    • grek.grek Re: "Dzikie dziecko" (2) 21.08.15, 17:01
                      :]

                      świetny cytat. zapewne Trauffata pociągała ta wspólnota doświadczeń i róznica reakcji na nie.

                      yes, rozumiem.
                      mimo wszystko, wydaje się że z czasem mogłaby powstać między nimi jakaś obopólna zażyłośc. w chłopcu chyba się urodziła. w doktorze jakoś nie bardzo.
                      Twoja wersja wydaje mi się najbardziej racjonalna : Itard dbał bardzo o swój dystans do... podmiotu ? eksperymentu. ludzie są rózni, to żadna negatywna sprawa, ale wydaje mi się, że... jak już go "oswoił", to przyjął na siebie w jakimś stopniu odpowiedzialnośc za niego.

                      celna uwaga.
                      być może Victor byłby szczęsliwszy pozostając tam gdzie żył. czasami próbujemy innych uszczęśliwiać wedle jednego modelu, zapominając że nie wszyscy są jednakowi :]] a tutaj dodatkowo, chłopiec został w - tak naprawdę- obcym świecie, pozostawiony przez swojego
                      opiekuna.

                      yes.

                      dzięki, Siostro, cała przyjemnośc po mojej stronie :]
                  • barbasia1 Re: "Dzikie dziecko" (2) 21.08.15, 19:16
                    Świetna opowieść, Bronte.


                    grek.grek napisał:
                    > ciekawe, na ile Truffaut opowiada, za pośrednictwem swoich młodych bohaterów, o
                    > sobie

                    Piszą, że "Itard i chłopiec odzwierciedlają relacje między reżyserem a aktorem",
                    Jeanem-Pierrem Léaudem, o którym Bronte wspomina, filmowym nauczycielem reżysera i odtwórcą głównych rol w wielu jego filmach.
                    Metaforycznie, zapewne. :)

                    ednak Itard zrezygnował po kolejnych
                    > 5 latach prób. to by oznaczało, że w rzeczywistości Victor był jego "projektem
                    > naukowym". i o ile ten dzieciak się do niego przywiązał, o tyle Itard tak napra
                    > wdę nigdy nie odwzajemnił tej swoistej przyjaźni.

                    Przeczytałam w anglojęzycznej wiki, że po 5 latach Viktor zatrzymał się w rozwoju. I to pomimo tego, że Itard wdrożył specjalnie dla niego opracowane metody nauki, jak dla osób upośledzonych psychicznie. Viktor zdołał opanować jedynie dwa słowa, które potrafił wymawiać "mleko" oraz "mój Boże!" (Oh, Dieu). Badacze stawiają hipotezy, że Victor mógł cierpieć na jakieś zaburzenia umysłowe typu autyzm, wczesna schizofrenia itp.
                    Victor zmarł w 1828 w domu pani Guérin, więc na pewno nie pozostawiono go bez opieki.

                    en.wikipedia.org/wiki/Victor_of_Aveyron

                    Zatem podzielasz pogląd zacnego Jeana-Jacquesa Rousseau, że człowiek rodził się potencjalnie dobry, dopiero cywilizacja czyni go złym!?

                    :)
                    • barbasia1 Re: "Dzikie dziecko" (2) korekta 21.08.15, 19:24
                      Pokręciłam! Wychowankiem nie nauczycielem!

                      Jeanem-Pierrem Léaudem, o którym Bronte wspomina, filmowym wychowankiem reżysera i odtwórcą głównych rol w wielu jego filmach.

                      Metaforycznie, zapewne. :)
                    • barbasia1 Re: "Dzikie dziecko" (2) 21.08.15, 19:36
                      Przeczytałam w anglojęzycznej wiki, że po 5 latach Viktor zatrzymał się w rozwoju. I to pomimo tego, że Itard wdrożył specjalnie dla niego opracowane metody nauki, jak dla osób upośledzonych psychicznie. Viktor zdołał opanować jedynie dwa słowa, które potrafił wymawiać "mleko" oraz "mój Boże!" (Oh, Dieu). Badacze stawiają hipotezy, że Victor mógł cierpieć na jakieś zaburzenia umysłowe typu autyzm, wczesna schizofrenia lub był upośledzony psychicznie.
                      • grek.grek Re: "Dzikie dziecko" (2) 22.08.15, 13:22
                        właśnie, to też możliwe.
                        choroba, upośledzenie.
                    • grek.grek Re: "Dzikie dziecko" (2) 22.08.15, 13:22
                      dzięki, Barbasiu, za informacje :]

                      wygląda na to, że podzielam ten koncept :]
                      zwierzęta i przyroda nie uczą cynizmu, zabijania dla przyjemności, gromadzenia ponad potrzebę, konsumpcji ponad miarę itd itp.

                      inna rzecz, czy dorosły człowiek wychowany poza społeczeństwem, ale posiadający wrodzone, genetyczne odruchy np. mordercze, nie będzie mordercą także w innym środowisku ? na ile kultura i życie w społeczeństwie uruchamiają zachowania motywowane czystym instynktem i genami, a na ile są one niezależne od otoczenia ?
                      • barbasia1 Re: "Dzikie dziecko" (2) 23.08.15, 00:04
                        Maj pleże, Greku! :) Sama się dowiedziałam czegoś nowego.

                        Hehe! Racja.
                        Ale prawa przyrody są okrutne i brutalne.






                        • grek.grek Re: "Dzikie dziecko" (2) 23.08.15, 13:22
                          edukujemy się bez przerwy, Barbasiu :]]

                          to prawda.
                          niemniej, przyroda w swym okrucieństwie, jest uczciwa. jesli jedno zabije drugie, to
                          dlatego by przeżyć, nie ma w tym cynizmu. zwierzę nie okrada zwierzęcia, bo mu
                          potrzeba pieniędzy na nowy ajfon. instynkty są szczere. zwierze nie zabije zwierzęcia
                          dla jego skóry, aby ją sprzedać bogatszym, którzy za nią zapłacą, by się w nią ubrać.
                          takie nonsensy wymyślać umie tylko człowiek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka