Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać 2016 - 4 (vol. 66)

    • grek.grek Sherlock - przed 4 sezonem 13.04.16, 16:54
      road to 4th season ? ;]]

      pierwsza fotografia z planu 4 serii [zabawna na swój sposób, bo igrająca z oczekiwaniami entuzjastów] i jedna mini-informacja o fabule ;]

      film.onet.pl/wiadomosci/sherlock-benedict-cumberbatch-na-pierwszym-zdjeciu-z-planu-czwartego-sezonu/bflvnn
    • grek.grek 23:05 Polsat "Dziewiąte wrota" 14.04.16, 14:28
      "to jednak nie Dziecko Rosemary", takie zapowiedzi i chwyty recenzenckie widuję przy okazji oceny "Dziewiątych wrót" :]

      wg mnie - błędne podejście. "Dziecko..." to osobny film, nieco inny, bardziej serio i nakręcony w zupełnie innym momencie reżyerskiej kariery Polańskiego. "Wrota' wg mnie w ogóle nie wynikają z "Dziecka" i nie mają ambicji bycia nawiązaniem do nich, swoistym sequelem czy czymś takim. Łączy je tylko okultyzm umieszczony w centrum filmowego mikrokosmosu.

      a tak poza tym, są tutaj wszystkie kluczowe elementy kina Polańskiego : samotny bohater, wciągająca go intryga, której sensu i znaczenia nie rozumie, ale chce albo musi je poznać, czy to dlateego że jest ciekawski, czy to z powodu zagrożenia własnego bezpieczeństwa, narastająca groza, świadomość osaczenia, moce których pochodzenia bohater zaledwie się domyśla, i kapitalny klimat - miejsc, zdarzeń, ludzi, spotkań, rozmów.

      Johnny Depp wypada świetnie, pod hiszpańskim wąsem, w okularach, z chlebakiem na ramieniu i w starej marynarce. Gra Deana Corso, cynika, który zajmuje się zdobywaniem cennych okazów książek, zazwyczaj okłamując ich posiadaczy w kwestii wartości danego dzieła. Potem żeni je kolekcjonerom i zgarnia solidną prowizję. Nie widac, zeby się na tym specjalnie dorobił, więc można zakładac, ze lubi swoją robotę i jest - własnie : ciekawski. Jest bibliofilem, ale specyficznym. Nie obchodzi go treśc ksiązki, ale jej wartośc rynkowa. Kręcą go poszukiwania kolejnych "białych kruków" trzymanych gdzieś w zalatujących naftaliną pokojach starych domów, na strychach wśród pająków, czy w piwnicach wionących pleśnią.

      Dostaje zlecenie skompletowania trzech istniejących egzemplarzy "Księgi Dziewięciorga Wrót", z których jeden tylko jest oryginałem. Róznią się one numeracją zamieszczonych w nich 9 rysunkow. Ponoć za pomocą tej ksiązki można przywołać szatana, co oczywiście na początku Corso postrzega jako fajną opowiastkę dla podbicia publicity tej książce.

      Z czasem, jak to u Polańskiego, robi się coraz gęściej, coraz bardziej niebezpiecznie, aż do kulminacji finałowej.

      nastrój jest świetny, samo śledztwo w wykonaniu Corso - wciąga, kolejne miejscówki i zdarzenia - interesująco poprowadzone. pociągi, hotele, restauracje, stare biblioteki, dworki za miastem, pałace, sekta, ksiązki, niecodziennie postaci. Emanuelle Seigner - anielica czy..?

      nie czytałem oryginału "KLub Dumas" Pereza-Reverte. Ilekroć oglądam "Wrota', tyle razy przyrzekam sobie, ze w końcu się zmobilizują. A potem... do następnego razu. I tak w kółko. Ech... hehe :]

      A jak Wasze oceny ?

      PS : czy to aby bezpieczne, oglądać film w Polsacie ? :}]
    • grek.grek Cannes 2016 14.04.16, 16:03
      11 maja początek.
      na razie mamy plakat, film otwarcia ["Cafe Society" Woody'ego Allena] i listę filmów konkursowych i nie tylko.

      kogo tam nie ma... nowy Almodovar ! Dolan, bracia Dardenne, Assayas, nowa Andrea Arnold [jej ekranizację "Wichrowych wzgórz" niedawno oglądaliśmy w Kulturze], Jarmusch !, Dumont, Ken Loach, Mungiu, Nichols, Refn, a to tylko częśc klasowych nazwisk reżyserów konkursowej 20. teraz się tam dostać z filmem, to jest Mount Everest dla reżysera, no i dla całej kinematografii chyba też.

      z jakiego filmu jest ten plakat ? Macie jakieś pomysły ?

      film.onet.pl/wiadomosci/cannes-2016-pelen-program-festiwalu/v4zt6p
      • siostra_bronte Re: Cannes 2016 15.04.16, 19:31
        Miałam podejrzenie, a po sprawdzeniu okazało się, że zgadłam! "Pogarda" Godarda!
        • grek.grek Re: Cannes 2016 16.04.16, 12:41
          dzięki, Siostro !

          wiedziałem, że szybko sobie poradzisz/poradzicie z tą zagadką :]
      • barbasia1 Re: Cannes 2016 15.04.16, 23:44
        Zapowiada się bardzo interesujący festiwal.


        www.woodyallenpages.com/wp-content/uploads/2016/03/img_2957.jpg
        • grek.grek Re: Cannes 2016 16.04.16, 13:45
          prawda ?

          to to już top.
          dostać się do tej przysłowiowej "20-tki" w Cannes, to dla filmowców Everest :]
          niektórzy mają miejsca już dawno zajęte, jako starzy bywalcy, więc z "kwalifikacji" jest zaledwie
          kilka, a o przyjęcie stara się zapewne wiele tysięcy filmów.
    • grek.grek sprawa Pegaza - prezes TVP wyjaśnia 14.04.16, 16:05
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,19913842,kurski-bardzo-dosadnie-tlumaczy-zablokowanie-pegaza-i-te.html#BoxNewsCz
      • maniaczytania Re: sprawa Pegaza - prezes TVP wyjaśnia 14.04.16, 22:17
        i moim zdaniem trudno się z nim nie zgodzić, co więcej potwierdził mój 'trop' ;)
      • barbasia1 Re: sprawa Pegaza - prezes TVP wyjaśnia 14.04.16, 23:52
        A więc o to chodziło. A jednak szkoda, że program został ocenzurowany, bo sztuka ("Hymn narodowy" w reżyserii Przemysława Wojcieszka) to znakomity punkty wyjścia do dyskusji o tym jak sprawa Smoleńska funkcjonuje dziś w przestrzeni społecznej, politycznej!

        Niekoniecznie trzeba było wspominać o tej scenie w programie. Ale rozumiem, że istnienie takiej sceny kontekście katastrofy Smoleńskiej już dyskwalifikuje te sztukę w oczach zwolenników prawicowych poglądów.
    • grek.grek House of Cards sez 2 odc 1 [1] 15.04.16, 12:37
      Sezon 2 zaczyna się w momencie, w którym kończy się sezon 1. Claire i Frank wyruszają na wieczorny jogging, z alarmującymi informacjami dzwoni do Franka Doug Stamper, ale telefon milczy.

      I oto ruszamy od momentu, w którym Claire i Frank biegają po parku, a Doug osobiście wyczekuje pod ich domem, przestępując z nogi na nogę. Wieści są niedobre, bo eks-narzeczona Petera Russo, Chrstina, opowiedziała mu o spotkaniu z Zoe Barnes. Doug już wie, ze Zoe, wraz z byłymi kolegami z Heralda, Lucasem i Janine Skorsky, wpadła na trop kilku zamiecionych pod dywan afer, jakich dopuścił się w swojej politycznej rozgrywce Frank Underwood.

      w sumie, ciekawe dlaczego Doug Stamper jest tak lojalny i wierny wobec Franka ? Tylko dlatego, ze Frank gwarantuje mu dobrze płatną posadę ? Czy może jest tutaj jakiś motyw przyjaźni ? A może po prostu każdy duży chłopiec musi mieć swojego owczarka ?

      Doug od razu bierze Franka na stronę, nawet nie wchodzą do mieszkania, rozmawiają na chodniku. Opowiada mu wszystko, czego się dowiedział. Frank przyjmuje to na spokojnie, każe Dougowi zadbać o to by trzymać pod kluczem Rachel Posner [eks-prostytutkę, świadka i uczestnika intryg jakie Frank kręcił wokół osoby nieżyjącego Petera Russo] i powiadomić szefa policji Barneya Hulla, żeby pilnował, co by żaden krawężnik nie puścił pary z ust. W końcu Hull wziął nieźle w łapę, żeby na wieki wieków zatuszować pewne fakty.

      Frank organizuje sobie dwór. Jako że wiceprezydentura, której się wreszcie dochrapał [powiedzmy wprost : on ją zdobył], automatycznie każe mu odejśc ze stanowiska przewodniczącego klubu Demokratów w Kongresie [tzw. "whip"], musi znaleźc swojego następcę, z którym będzie blisko współpracował jako wicek. Musi to być ktoś absolutnie pewny, typ który nie zawiedzie, człowiek z charakterem.

      Wybór pada na Jackie Sharp, przystojną, świetnie ubraną, atrakcyjną panią deputowaną, z przeszłością w US Army, a ostatnio zajmującą się pracą w mniejszych komisjach. Frank składa jej propozycję. I TO JAK :] Kiedy pani Sharp waha się, czy podoła i czy to miejsce dla niej, no i czym ma szansę w rywalizacji z konkurencją, jaka na pewno zostanie zgłoszona... Frank z uśmiechem otwiera komputer i powiada : "Nie martw się. Mam haki na spodziewanych konkurentów... i na ciebie też. Bardzo proszę, zapoznaj się ze wszystkim" :]

      Frank najpierw czeka na ruchy przeciwników. Podczas narady w owalnym gabinecie nie zgłasza Sharp, ale optuje za "wolną konkurencją", w której kandydaci się zgłoszą, a wazniacy partyjni zachowają neutralnośc, tak aby wybór został dokonany bez żadnej parrtyjnej jatki i podziału na frakcje. Prezydent wydaje się to aprobować, a jeden z dwóch ważniaków partyjnych spodziewa się, ze Frank trzyma asa w rękawie i nie zamierza mu przeszkadzac, a nawet z uśmiechem chce pomóc, choć ofk bez podlizywania się.

      Kiedy Jackie Sharp pyta Franka : dlaczego wybrałeś mnie ? Frank przypomina jej przeszłośc w wojsku : ponoć zajmowała się naprowadzaniem ognia na cele wroga. I nie tylko wroga. Naprowadzała artylerię i lotnictwo na ostrzał wiosek z cywilami [ciekawe podczas której wojny]. I nie wahała się ani sekundy. We krwi ma wykonywanie rozkazów przełożonych. NIE MYSLI SAMA. Twarda, zdeterminowana, ładna, i NIE MYŚLI SAMA, ona "tylko wykonuje rozkazy". Frank jej tego nie mówi. On tylko chwali jej... "skutecznośc, fotogeniczność, chlubną przeszłośc wojskową i pragmatyzm". W istocie, wg mnie po prostu widzi w niej tępe narzędzie do realizacji własnych celów, bo jako wiceprezydent będzie musiał polegać na kimś, kto umie zdyscyplinować klub do zgodnego głosowania, a nawet temu i tamtemu wejśc na głowę lub zaszantażować. Widzi w niej po częsci siebie, tylko bez ambicji sterowania całym przedstawieniem.

      Kiedy FRank działa na nowym stołku, Zoe Barnes namawia Lucasa, by odwiedzili raz jeszcze Rachel Posner i namówili ją do zeznań. W sumie, nic nie mają, co mogłoby ją przekonać albo zmusić. Nawet groźba Zoe, że napisze "o tym co zrobił jej ojciec" spłynęła po rachel jak woda po kaczorze. Nic dziwnego. Kim jest dziennikarka, a kim wpływowy polityk ? Kto moze bardziej skrzywdzić ?

      Doug Stamper wyprzedza ją o krok. To on pierwszy odwiedza Rachel, która kelneruje w restauracji. Udając, że zamawia coś z karty, w pełnej konspirze, każe jej zbierać manatki i natychmiast iśc do domu. Rachel porzuca więc swoje miejsce zatrudnienia i tyle ją widzieli. Kiedy zjawia się Zoe Barnes, menadżer lokalu wścieka się na samo wspomnienie Rachel. "Rzuciła robotę, jak stała, zostawiła mnie na lodzie". Zoe chce jej adres, ale menadżer się waha, nie może podawać danych. Zoe naciska, mówi że "ona ma kłopoty, może mysli o samobójstwie, muszę jej pomóc". Wreszcie menadżer pęka, ale podaje Zoe tylko numer skrzynki pocztowej, na który wysyłał Rachel wypłatę.

      cdn

      • grek.grek House of Cards sez 2 odc 1 [2] 15.04.16, 13:03
        Claire Underwood ma swoje problemy. Liczyła, ze Gillian Cole będzie perłą w koronie pracowników jej fundacji, ale oto Gillian porzuciła pracę, a do tego podała Claire do sądu z paragrafu o dyskryminację [Gillian jest w ciąży i częsciowo zmyśliła swoje zarzuty, w istocie chodzi jej o dokopanie Claire, która weszła w finansowe zależności z firmą Sancorp, z której cynicznymi interesami, prowadzącymi wg niej do zatruwania środowiska, idealistka Gillian się fundamentalnie nie zgadza].

        Niespodziewanie Claire zgłasza prawnikowi chęć procesowania się z Gillian. Prawnik jest nieco skonsternowany, bo szanse na wygraną są niewielkie, a odszkodowanie do zapłacenia może być wysokie. Ale Claire ma plan. Jako się rzekło, tutaj nie da się wiele zaałatwić speechem, jak w hoolywodzkich filmach, tutaj niewygodnych ludzi zastrasza się, eliminuje, albo po prostu pokonuje, jesli trzeba to za pomocą kopów poniżej pasa.

        Pierwszy cios jaki zadaje Claire, to nasłanie niejakiej pani Applebaum pod dom Gillian. Bo Gillian jest w ciązy z mężem pani Applebaum. I oto mamy awanturę na chodniku, w biały dzień, którą zdradzona żona urządza kochance w ciązy. Gillian jest niemal przerażona, spłoszona umyka do domu, zamyka się, trwożliwie patrzy na pomstującą zrozpaczoną kobiecinę.

        Drugi cios jest jeszcze mocniejszy. Nagle okazuje się, że ubezpieczenie Gillian wygasło, a tylko poprzedni pracodawca może je odnowić. Gillian odwiedza więc Claire i mówi "o co chodzi ?", odprawa gwarantowała jej przecież to ubezpieczenie. Claire na to spokojnie, że nie ma pojęcia co się stało. Chwilę później wychodzi na to, ze Claire na jakimś papierze podrobiła podpis Gillian, co - jak się domyślać każe - wpłyneło na taką, a nie inną sytuację.

        Gillian jest załamana, bo tylko dzięki pieniądzom z tego ubezpieczenia mogła brać leki ciązowe, które gwarantują jej donoszenie tego dziecka. Claire patrzy na nią i cedzi : "Urodzisz za 4 m-ce, tak ? Sprawa sądowa możę trwać rok. Ja się nie zawaham ani sekundy, i jesli będzie trzeba zabiję dziecko które w sobie nosisz". Gillain jest wstrząsnięta, a Claire dodaje "Zastanów się, czy opłaca ci się mieć mnie za wroga". A kiedy Gillian ciagle słania się po ringu i czepia się lin... Claire niespodziewanie dodaje : "Ale jest alternatywa. Wróc do pracy. Dostaniesz to, co miałaś wcześniej, a nawet dam ci podwyżkę". Mocne.

        Janine Skorsky, Zoe Barnes i Lucas znów się naradzają, jakby grali we "Wszystkich ludziach prezydenta" ;]. Pełna konspiracja. Dochodzą do wniosku, że w sumie, to nic nie mają pewnego. Rachel znikła, Roy Kapeniak wsiąkł, żadnych dowodów na udział Underwooda we wszystkich numerrach jakie działy się wokół Russo.

        Wreszcie Lucas znajduje jakiś trop. Jako dziennikarz wyrobił sobie wiele kontaktów, no i przez rok krązył wokół domniemanego aresztowania Russo za jazdę po pijaku [której to sprawie Frank ukręcił łeb]. Ma swojego człowieka z wydziale kryminalnym policji.

        Spotyka się z nim w sklepie meblowym. Scena jak z "Siedem" :] Dwóch gości krązy wokół leżanek i foteli bujanych, czujnie rozgląda się na boki, aż wreszcie jeden drugiemu przekazuje szybkim ruchem kopertę. Informator mówi Lucasowi, że to "ostatni raz", bo to "zbyt niebezpieczne, a on ma rodzinę".

        W kopercie jest raport policyjny z okoliczności śmierci Petera Russo. Jedno w tym całym opisie zwraca uwagę obojga : Russo siedział na fotelu PASAŻERA. Jeśli popełnił samobójstwo za pomocą otrucia się spalinami z włączonego silnika auta zamkniętego w garażu, to dlaczego nie siedział w fotelu kierowcy ? Fotel pasażera wygląda tutaj jakoś nienaturalnie...

        I mamy świetną scenę - Lucas i Zoe Barnes wymieniają serię sms-ów, których treśc wyświetlana jest na ekranie.

        Zoe umawia się na spotkanie z Frankiem. W parku. Dla pełnego bezpieczeństwa własnego. Frank prosi ją o usunięcie ich korespondencji oraz jego namiarów z jej telefonu. Chce zacząc nowy rozdział ich znajomości, z czystą kartą. Zoe wypytuje go o Russo, o ten fotel kierowcy. Frank, z udawanym cięzkim sercem, wyznaje jej cicho, że "na jego prośbę policja zmieniła zapis w raporcie", bo... "drzwi od strony pasażera były otwarte, wyglądało to tak jakby Peter chciał wyjśc, ale się rozmyslił". I że zrobił to dla Petera, bo mu na nim zalezało. Co za szuler :]]

        Zoe pyta wreszcie, czy to wszystko nie pachnie mu morderstwem ? Frank odpowiada, ze gdyby tak było, to pewnie policja by zaczęła działać w tym kierunku, a przecież uznała że było to jednak samobójstwo.

        Zoe zadaje kolejne pytania, a Frank coraz bardziej się irytuje. Przyznaje, że stał za wysłaniem Russo do Roya Kapeniaka [aby namówić tego drugiego do ujawnienia informacji kompromitujących niewygodnego dla Franka polityka z własnej partii], ale poza tym - on nic nie wie, nie ma pojęcia, zarobiony jest. Polityczny scenariusz, który Zoe i koledzy wymyśli, też puszcza z dymem : mówi, ze on sam nie chciał żadnej wiceprezydentury, i to nie on wciągnał poprzedniego wicka Mathhewsa w kampanię wyborczą na miejsce Russo, aby zwolnił się fotel wiceprezydencki. wg Franka, to Matthews sam się palił do tej kampanii i Frank został mimowolnie wickiem :] Co za szelma kłamliwa ;]

        "POmysl. Teraz masz informatora w Owalnym Gabinecie...", podsuwa Frank atrakcyjną perspektywę Zoe. A ona już chyba sama nie wie, co ma myśleć o tej całej historii.

        cdn

        • grek.grek House of Cards sez 2 odc 1 [3] 15.04.16, 13:31
          Doug Stamper wysyła Rachel do Maryland. Poprzedza to awantura. Rachel grozi mu nożem i zapowiada, że nigdzie nie pojedzie, że chce żyć swoim życiem, pracować w tej swojej restauracji, że nie chce niczego zmieniac. Dziewczyna wyraźnie nie rozumie rangi sytuacji. W końcu próbuje zadać cios, Doug ja obezwładnia, każe się spakować i to natychmiast. A wszystko bez jednej chwili, w której by się zdenerwował. Gośc jest z kamienia. Dopiero w ostatnim momencie trochę to ubarwia : "Nie masz pojęcia w jakim jesteś niebezpieczeństwie. A ja jestem twoją jedyną ochroną", powiada.

          Później odwiedza ją w jej nowym mieszkaniu. Jest puste, gołe ściany, materac i lampa na podłodze. Przynosi jedzenie. Wydaje się, mimo tego że Doug wykonuje swoją brudną robotę i robi to profesjonalnie, że jednak w jakiś sposób zależy mu na tej dziewczynie. Może i on ma ludzką twarz ?

          Zoe Barnes wstaje od stolika i opuszcza znienacka naradę z Janine i Lucasem. Janine uważa że nic nie mają i sprawa grzeźnie, Lucas jest zdeterminowany by szukać i nie odpuszczac, a Zoe nie wie, co myśleć. Waha się. Frank wyraźnie siedzi w jej głowie. Zoe wie, że lojalnośc wobec Franka się opłaci, ale jednoczesnie obudziła się w niej dziennikarska rzetelnośc, która każe dążyć do prawdy za wszelką cenę.

          Znów mamy scenę z sms-mi wyśwwietalnymi na ekranie. Tym razem między Zoe Barnes, a Frankiem.

          Spotykają się na stacji metra. PO lewej stronie są ludzie czekający na pociąg. Po prawej jest jakaś buda, za nią ciemnośc, a wokół pustka doskonała. I w tej pustce, za tą budą, w cieniu stoi Frank. W kapelszu, prochowcu i okularach. Zoe idzie wolno w tym kierunku. Przystaje. Rozmawiają w taki sposób, ze jego nie widać, a ona jakby czekała na pociąg.

          Przy Franku Zoe kasuje korespondencję i jego adresy i telefony ze swojego telefonu. Tak jak chciał., Od nowa. Z pełnym zaufaniem ?

          Zoe popełnia jednak kluczowy błąd. Zaczyna znów zadawać pytania. O Rachel, o to dlaczego w noc poprzedzającą śmierć Russo, była ona na tym samym balu charytatywnym, co on, a potem...znikła. Frank twierdzi, że nie zna Rachel i nie ma pojęcia, o czym mowa. Zoe ostro każe mu "nie udawać". Pyta wprost : gdzie jest Rachel ? Frank nadal kręci. Zoe wyznaje mu, że chce "zacząc od nowa", ale najpierw musi wiedzieć "CZEGO była częścią ? Czy była częścią... [Frank : powiedz to] morderstwa ?".

          I nagle, znienacka, po chwili milczenia Frank odpowiada... wrzuca Zoe pod nadjeżdzajacy pociąg metra. Ludzie najpierw nic nie widzą, ale potem robi się szum. Frank wyłazi z cienia, spokojnie przechodzi obok, kapelusz naciąga na oczy, odchodzi niezauważony. Zoe Barnes ofk ginie na miejscu.

          W telewizji odnotowują jej śmierć, w końcu parę razy podawała sensacyjne informacje polityczne. Okoliczności zgonu kwalifkują go jako "wypadek".

          Claire Underwood słyszy tę informację, kiedy akurat wykonuje wieczorną toaletę. Nie czuje żalu ani zaskoczenia. Spokojnie nakłada makijaz. I jakby z jakimś triumfująco-ironiczym ledwie dostrzegalnym grymasem na twarzy.

          Rezygnuje również z konsultacji lekarskich odnośnie swojej ciązy. Zamiast tego zanosi się na intymną noc u Underwoodów, więc Claire będzie się starać tradycyjnymi metodami bez wspomagania.

          Frank na urodziny. W pracy listy, kartki z życzeniami, prezenty. "Zatrzymaj te cenne podarunki, a z kartkami... wiesz co zrobić" instruuje sekratarkę. A ta z uśmiechem wie, co ma robić i wywala je wszystkie do kosza na śmieci.

          W domu - skromny torcik i jedna świeczka od żony. Frank chyba nie lubi dowiadywać się, ze znów jest o rok starszy.

          Po śmierci Zoe Barnes, blady strach pada na Janine Skorsky. W pośpiechu pakuje się, jest spanikowana, a keidy odwiedza ją Lucas - mówi, że to już koniec zabawy, zaczęły się strome schody. I ona wyjeżdza do matki, gdzieś na Alaskę czy w inne Himalaje. Lucas próbuje ją zatrzymać, odwołuje się do jej nienagannej etyki dziennikarskiej, która powinna kazać walczyć do końca, ale nagle widzi że Skorsky zwyczajnie jest przerażona."Wiele razy już grzebałam w sprawach trudnych i potencjalnie niebezpiecznych, ale dopiero teraz, po raz pierwszy w życiu jestem przerażona", wyznaje mu rosztrzęsiona. I dodaje "ON się nie p....li. Po prostu eliminuje ludzi, którzy mu zagrażają".

          Co tu by jeszcze dodać. MOże to, ze eks-kochanka Russo, Christina aplikuje o lepszą posadę w sztabie politycznym Demokratów. Przyjmuje ją sama Linda vasquez. trochę ją podpuszcza, mówi że tutaj podejmuje się trudne decyzje, czasami krępujące, ale Christina nie boi się wyzwań, twierdzi że dojrzała w czasie tych kilku tygodni kampanii Russo. Może ona właśnie jest ostatnią nadzieją na wyjaśnienie całej historii, bo nie sądzę, aby tak po prostu zajęła się swoją karierą i zapomniała o jakże niecodziennej i wątpliwej, keidy mowa o jej okolicznościach, śmierci mężczyzny, które przecież kochała była.

          I dopiero w ostatniej scenie Frank pierwszy raz zwraca sie do widowni. "Myśleliście że o was zapomniałem ?" - rzuca patrząc w lustro w domu, przymierzając urodzinowy prezent od swojego ochroniarza, któremu załatwił pracę w secret service [i to jak - z pominięciem procedur i przepisów kwalifuikacyjnych]; prezentem są dwie wytworne spinki do mankietów koszuli, z literami "F" i "U".

          "Zoe Barnes musiała umrzeć. Nie mówcie mi, że jej załujecie. Zoe była jak dobrze wykarmione zwierzę. Najpierw grzeczne i potulne, z czasem, kiedy wyrastają mu pazury, coraz bardziej roszczeniowe i aroganckie, gotowe kąsać rękę swojego dobrodzieja" - tłumaczy.

          Cóz, z jego punktu widzenia wszystko jest racjonalne :]

          świetne otwarcie 2 serii !
          • never_never Re: House of Cards sez 2 odc 1 [3] 17.04.16, 19:30
            dzięki :)

            taka straszna śmierć Zoe to był dla mnie największy szok w serialu i długo nie mogłam się po nim otrząsnąć - choć znam przecież "Grę o tron", gdzie każdy bohater w dowolnej chwili może umrzeć...;)
            Spodziewałam się jednak, że wątek z dziennikarskim śledztwem potrwa trochę dłużej i może nawet wyda owoce, trudne do przełknięcia dla Franka
            I mimo logicznego uzasadnienia Franka szkoda mi było Zoe - miała potencjał na "nawrócenie" ;)
            • grek.grek Re: House of Cards sez 2 odc 1 [3] 18.04.16, 13:11
              to ja dziękuję, Never_Never :]

              miałem to samo.
              absolutne zaskoczenie. nagle, znienacka i błyskawicznie.

              yes, zgadzam się z Tobą.
              dodatkowo, wydawało mi się, że Zoe Barnes jest postacią zbyt atrakcyjną, a jej relacje z Frankiem - zbyt intrygujące, by wyeliminować ją z akcji już teraz.

              hehe :]
              to prawda.
              Zoe Barnes cały czas była gdzieś pośrodku, to jej - w pewien sposób - uzależnienie od Franka było naprawdę ciekawe. Był gwarancją jej powodzenia zawodowego, a jednocześnie nie mogła wyzbyć się wątpliwości jakie zasiała w niej koleżanka Skorsky, a śledztwo dziennikarskie potwierdziło, że coś jest na rzeczy.

              mogli ją scenarzyści trochę dłużej "pomęczyć" trzymając w tym szpagacie między ambicjami, a moralnością :]
    • grek.grek Kocham Kino: "Sierpień w hrabstwie Osage" 15.04.16, 17:09
      oglądaliście, Czcigodni ? :]

      z powodów taktycznych nie widziałem, ale właśnie jestem w trakcie od-oglądywania via sieć. Meryl Streep kosi równo z trawą, cóz za rola ! sekunduje jej Julia Roberts, w najlepszej formie od kiedy ją pamiętam :]


      • maniaczytania Re: Kocham Kino: "Sierpień w hrabstwie Osage" 15.04.16, 18:37
        obejrzałam do połowy mniej więcej, ale nieuważnie trochę, bo się kręciłam po domu ;) No a potem przysypiałam. Ale muszę doobejrzeć, bo mnie zaciekawił.
        Trochę za późno to Kocham Kino, godzinę wcześniej byłoby cudownie.
        • barbasia1 Re: Kocham Kino: "Sierpień w hrabstwie Osage& 15.04.16, 23:41
          > Trochę za późno to Kocham Kino, godzinę wcześniej byłoby cudownie.

          O tak!
        • grek.grek Re: Kocham Kino: "Sierpień w hrabstwie Osage& 16.04.16, 12:40
          jako, że właśnie skończyłem oglądać - z pełną odpowiedzialnością zachęcam, Maniu :]

          zdecydowanie film należący do aktorów, czy nawet - aktorek, którzy/które dostają scenę, znakomicie napisany scenariusz i chyba dość wstrzemięźliwego w ingerowaniu w ich grę rezysera [spróbowałby !, hehe]. Wypada to wszystko świetnie, a i sama intryga jest interesująca, choć oscar Wilde mawiał, że tragedie innych ludzi są zawsze trywialne :]
      • siostra_bronte Re: Kocham Kino: "Sierpień w hrabstwie Osage" 15.04.16, 19:40
        Obejrzałam ok. godziny. Przegadane i męczące. Widać teatralne pochodzenie scenariusza, do tego wysilone (miałam podobne wrażenie przy "Rzezi"), Meryl oczywiście irytująca, "patrzcie jak ja gram i podziwiajcie!" :) Drugi plan nierówny, podobała mi się aktorka która grała córkę (tę co się nie maluje), Julia Roberts też dobrze wypadła, no i Chris Cooper, którego bardzo lubię.
        • grek.grek Re: Kocham Kino: "Sierpień w hrabstwie Osage& 16.04.16, 13:23
          zdecydowanie zgadzam się z Tobą, Siostro, teatralność scenariusza jest widoczna na kilometr.

          ja chyba będę "dobrym policjantem" ;]

          wciągnąłem się w te wszystkie potyczki rodzinne. Taka trochę psychodrama familijna z tego wyszła, jak to stare pokolenie nie rozumie młodego, jak rodzice i dzieci się handryczą i ciosają sobie kołki na głowie, jak rodzice tłamszą dzieci, jak wreszcie dzieci biorą odwet. I o tym, że Gregory House nie miał racji. Nie wszyscy kłamią, lecz wszyscy dają się okłamywać, albo sami siebie okłamują. A jak mają dosyć, to od razu muszą się zabić.

          Pan domu najwyraźniej miał dosyć.

          A pani domu chwieje się na linie, żeby nie runąć po jego stronie. "Jak już niczego nie będzie, to ja tu nadal bedę, bo jestem silniejsza od was", chełpi się, ale ile tam jest goryczy i rozpaczy. Widać, ze jej siła jest papierowa, sprowadza się do ironizowania, złośliwości, wredoty i zagrywek, którymi sama sobie chce dowieśc, ze panuje nad innymi. Jako że ma raka i już leci w przepaśc, to sobie ten lot umila, jak może, a w istocie zwyczajnie umiera ze strachu. Jak jest "silna' pokazują chwile, kiedy przemawia przez nią jakiś żal za krzywdę z przeszłości, albo finałowa sekwencja, kiedy nagle okazuje się słaba jak dziecko, bo... bo jej zabrakło widowni, bo nagle skonfrontowana z prawdą i ciszą nie ma nic czym mogłaby się obronić. wg mnie, Meryl Streep owszem popisuje się, zgadzam się z Tobą, ale mimo wszystko miewa też liczne przebłyski wirtuozerii. I to jak klnie... zawsze w najlepszym momencie i zawsze z impetem :] I Violet wcale nie jest jednowymiarową sekutnicą i awanturnicą. To tylko parawan zza którego błyskają arcyludzkie potrzeby uczuć. Wszystko jest tutaj zdrowo poplątane, a naczelną refleksją jest ta, że przeszłośc, pojedyncze słowa, gesty wloką się za ludźmi całe zycie. że to co dla jednych jest naturalnymi oczekiwaniami, dla innych niemiłosiernie ich dołującą presją, która odsuwa od bliskich, a co najgorsze - staje się powodem do wyrzutów sumienia przekładających się na zbyt surowy stosunek do swojej własnej rodziny i samego siebie.

          Postać Meryl przez 3/4 filmu chodzi na haju, więc może tutaj jest usprawiedliwienie dla pewnej nadekspresji aktorki ?

          Julia Roberts ma rolę córki, Barbry, która pdoobna jest do matki jak dwie krople wody, a jak wiadomo te same bieguny się odpychają. Wali się jej małżeństwo, bo mąż ma inną i chce odejść, a z ich rozmów wynika, że ona go po prostu nigdy nie umiała docenić {"Odejdziesz i ja nie zrozumiem, dlaczego ? - "Tak, nigdy nie zrozumiesz dlaczego..", córka jej nie znosi, a ona sama nie robi nic żeby jakoś to zatrzymac. I jeszcze miała być pisarką, ale nie została, jakby chciał ojciec. Dośc powodów, by matka przychrzaniała się nonstop i prowokowała ją aż do osiągnięcia masy krytycznej.

          Obie nie umieją postępować z ludźmi, czego dowodem jest to jak traktują siebie nawzajem, a także IVy, tę średnią, zawsze przy matce, która nagle znajduje sobie chłopaka, z którym chce wyjechać, bo ma dośc mamusi, domu, całej tej dusznej atmosfery. I jak na złość z tym chłopakiem coś musi być nie tak. Jak na złośc znowu rodzina i jej przeszłość musi jej wleźć w paradę. JUlianne Nicholson jest lekko neutoryczna, lecz z ogromnym potencjałem ciepła i empatii.

          Najmłodsza Karen ma chłopaka, 3-krotnie już żonatego, który jakkolwiek sympatyczny, to od razu przystawia się do 14-letniej córki Julii, popala z nią trawkę i snuje śmiałe plany wobec niej. Scena, w której gosposia wkracza do akcji ze szpadlem - prima sort :] A jednak Karen nie zauważa kogo zamierza poślubić. Nie przyjmuje do wiadomości, że to niewłaściwy człowiek. Jak struś chowa głowę w piasek i myśli, że skoro nic nie widzi i niczego nie słyszy, to zagrożenie się ulotni.

          świetnie jest też na drugim planie. ciocia Mattie, wujek Charlie i stłamszony syn Charles. Tercet Martindale-Cooper-Cumberbatch. Też znakomity. Ta scena, kiedy wreszcie ojciec postanawia zabrać głos w sprawie stosunku żony do ich syna - mistrzostwo. A potem nagle wychodzi na jaw, dlaczego ona go tresuje i poniża, dlaczego nie w ma w niej dla niego uczuć.

          kilka kapitalnych scen : długa sekwencja kolacji, która wygląda tak jakby pod stołem leżała bomba, a lont został zapalony i nieuchronność eksplozji była tylko kwestią czasu. Violet-Streep już podczas modlitwy sprawia wrażenie gotowej do ataku [ta mina i poza], a potem istotnie grzeje seriami po wszystkich, wyłażą rodzinne zaszłości i urazy, Charlie próbuje załagodzić sytuację, reszta stara się jakoś znieść nieprzyjemności i krępującą atmosferę. Ciocia Mattie dołącza się, jak tylko syn zjawia się w polu widzenia. Aż wreszcie zaczyna to wszystko rozsypywać się na trociny i musi nastąpić wybuch.

          Ostatnia [na ekranie] rozmowa Barbry z Violet, po której Barbra jednym prostym gestem odziera ją z nadziei, że posiada jeszcze jakieś "przewagi" nad innymi, nad światem, nad nią samą.

          Charlie interweniujący w obronie syna. Też doskonały moment.

          Krótkie starcia między Babrą, a jej mężem [Ewan McGregor z brodą]. W sumie, Barbra jest cholernie nieprzyjemna. Twarz zacięta, oczy szukające ciągle wroga, a jęzor soczyście miotający przekleństwa [znakomita scena "jedzenia raczków", same pioruny w powietrzu]. Frustracja, złość, załamanie. Jeśli jej życie się rozsypywało przed przyjazdem do rodzinnego domu i spotkaniem z matką, to podczas tego przymusowego zjazdu i spotkania - rozlatuje się definitywnie, choć przecież scenariusz nie zostawia bohaterki bez cienia nadziei :]

          Julia Roberts chyba nie grała nigdy takiej osobowości ? tak czy owak, jest niezwykle wiarygodna i znakomita w tym co robi. Coś czuję, ze mocno się przyłozyła do tej roli, jakże odmiennej od jej emploi.

          Mężczyźni jakoś w cieniu. wujek Charlie raczej w roli rozjemcy i kogoś, kto spokojnym, ale nie niepewnym, głosem potrafi upomnieć się o fundamentalne wartości. "Mały" Charles zupełnie zdominowany przez matkę, ale i on przechodzi swój punkt krytyczny. Za to narzeczony Karen, to zupełny luzak. Nie pasujący do dusznego, toksycznego rodzinnego towarzystwa. Słucha, patrzy, ogląda... a w głowie mu tylko, jak by tu niepostrzeżenie zapalić dżojnta :]

          teatralne, ale wg mnie bardzo dobre :]
      • barbasia1 Re: Kocham Kino: "Sierpień w hrabstwie Osage" 15.04.16, 23:42
        > z powodów taktycznych nie widziałem,

        :))

        >ale właśnie jestem w trakcie od-oglądywania via sieć.

        Ja tak samo.
        • grek.grek Re: Kocham Kino: "Sierpień w hrabstwie Osage" 16.04.16, 13:42
          świetnie, Barbasiu :]

          ja oglądałem wersję bez cenzury. ależ Julia i Meryl motają łaciną, hehe. dobra łacina, odpowiednio wpleciona w scenariusz, i mająca swój ciężar gatunkowy, zawsze dodaje filmowi waloru dramatycznego albo komicznego, wg mnie :]

          a jaką wersję Ty masz/miałaś ?
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać 2016 - 4 (vol. 66) 16.04.16, 15:23
      w TVP Kultura

      idę na rekord. oglądam po raz 5. i jak zawsze jestem bardzo zaaferowany seansem.

      znacie ? lubicie ?.. szalejecie-za ? ;]
      • grek.grek trójskok sobotni 1/3 : 16:15 "Imagine" 16.04.16, 15:24
        wszystko prócz tytułu, jak to u mnie :]
    • grek.grek trójskok sobotni 2/3 : 20:20 "Coś pięknego" 16.04.16, 15:30
      też z Kulturze.

      włoska obyczajówka z 2010 roku.
      nadmorskie Livorno [zdjęcia powinny być atutem tego filmu, jak sądzę ?]. 1971 rok. matka dzieciom, piękna i atrakcyjna Anna, wygrywa dla zabawy konkurs piękności Miss Mamma. Mężowi zazdrośc miesza w głowie i wyrzuca Annę z dzieciakami z domu, skazując ją na pełną przygód i wrażeń peregrynację po róznych miejscach i ludziach. Potem akcja przenosi się 30 lat w przód, a jej bohaterem jest dorosły już syn Anny, który został wykładowcą akademickim. Teraz wraca w rodzinne strony, na wieść że matka jest poważnie chora. Musi się zmierzyć z przeszłością, która zawsze kojarzyła mu się z deprymującymi i przykrymi kłótniami rodziców.

      Tyle opis z informatora :]

      włoski kandydat do Oscara w 2010 roku.

      jesteśmy zainteresowani ? :]


      • grek.grek "Coś pięknego" - parę słów 17.04.16, 13:50
        świetnie, Barbasiu, że udało Ci się obejrzeć :]
        może jeszcze ktoś widział ? :]

        sprawdziła się formuła dwóch planów czasowych : 70s i współczesnych.

        dzięki nim doskonale widać, że kluczowi bohaterowie praktycznie się nie zmienili. Anna była żywiołową, uśmiechniętą, pozytywną kobietą jako 30-latka i taką została. Valerie lubiła marudzić i ciągle do matki się kleić i tak jej zostało. Nie ma odwagi powiedzieć męzowi,ze wcale go nie kocha. Bruno jakim był smutasem, takim smutasem pozostał, ale to jest sympatyczny smutek. No i sąsiad Luccino, kochający się w Annie kiedy była młoda, i kochający się w niej do teraz, do ślubu jaki biorą w ostatniej godzinie jej życia.

        na Valerie i Brunie piętno odcisnęła przeszłośc, relacje rodziców, może dlatego dopiero po śmierci matki potrafią zdobyć się - Valerie na smiałośc, a Bruno - na uśmiech. Jakże symboliczne, że uśmiecha się podczas kąpieli w morzu, którego sąsiedztwa chyba nigdy nie zauwazył, kiedy mieszkał w Livorno. Miasta nie znosił. Też przez rodziców. Wyjechał, żeby zapomniec. Kochanków matki, nerwusa ojca, wstyd jaki go zalewał, kiedy byle szmondaki plotkowali o Annie, której uroda prowokowała do domysłów niedwuznacznych, fantazji i opowieści dziwnej treści w szkolnej szatni.

        ciekawe, że ta uroda nie przynosi jej żadnych profitów. Same problemy. Mąz ją wyrzuca, przystawia się śmieszny facecik w peruce, potem jakiś agent filmowy, a to znów właściciel sklepu odzieżowego, czy wreszcie właściciel firmy, w której jest sekretarką, z zoną którzy umyślili sobie, ze ją zaproszą do seksualnego trójkąta, z czego rodzi się przypadkowe dziecko, syn z którym dopiero na łożu śmierci Anna się spotka.

        zabawne, zę kiedy Valerie i Bruno odwiedzają go w jego biiurze i mówią, że sa jego rodzenstwem, gośc uśmiecha się do nich jak do wariatów, i każe sekretarce ich spławić. Ale potem oficjalna matka mówi mu jaka jest prawda i chłopak jest szalenie wzruszony i ogromnie przeżywa śmierć Anny.

        I jak ona go przyjmuje. Ciepło i z radością. Bo taka była przez całe życie. Nawet umierająca, chce tańczyć, śmiać się, jeśc watę cukrową, idzie do kina by płakac na romansie i nonstop sypie kawałami i aneggodotami z przeszłości. Nie ma za złe Brunowi, że jako nastolatek porzucił ją i wyjechał, nie mogąc już znieść tego zamieszania wokół niej. Tylko na początku jest ciut sarkastyczna : "Dlaczego przyjechałeś ? Przecież ja jeszcze nie umarłam".

        A Bruno nic się nie zmienił. Stary koń, 50 pewnie przekroczył, a nadal reaguje na śmiechy jakichś smarkaczy, bo sądzi, że śmieją się z niego, ze tańczy ze swoją matką. Dziewczynę ma prima sort, dbającą o niego, optymistkę, a chodzi i marudzi jej, że powinna sovbie lepszego wybrać, ze on znowu jest nie w sosie. Pomaga tylko ziółko albo setka. I nawet wtedy ma taką minę, jaką miał zawsze, od dziecka - naburmuszoną i ponurą :]

        ojciec Mario wygląda najpierw na żałosnego pajaca, który z zazdrości o JEDNO zdjęcie, z naprędce zorganizowanego konkursu piękności "dla mam", który wygrywa jego żona i dostaje całusa od organizatora, robi awanturę i wyrzuca ich wszystkich z domu.

        Ale potem nawet ten załosny pajac zaczyna być postacią niejednoznaczną. Zdaje się, ze odwiedza Annę, kiedy ta mieszka na zapleczu sklepu, i mają ze sobą seks ? Daje synowi pieniądze. A kiedy odwozi go karetka na sygnale po zawale - w szpitalu daje mu list do Anny, w którym wyznaje jej miłośc i pragnienie powrotu. List przechwytuje siostra Anny, która po jej odejściu zakręciła się wokół słomianego wdowca, więc papier nie dociera do Anny, a Mario kopie w kalendarz, więc sam nie zdąża nic wyjaśnić. Ale, coś pięknego :], nie musi. Niedługo przed śmercią Anna wspomina swoich byłych mężczyzn i mówi "... ale najlepszy był wasz ojciec. Cały czas się kłóciliśmy i biliśmy, ale było w tym mnóstwo miłości. Może nawet zbyt wiele".

        Co ciekawe, to samo dotyczy siostry Anny. Mają potęzną awanturę podczas pogrzebu Mario. Anna zostaje oskarżona, że umarł z jej winy. Ledwie się nie pobiją. Ale po wielu latach Valerie mówi Brunowi, że kiedy "zła siostra" umarła - Anna wypłakała oczy na jej pogrzebie i obejmowała trumnę. Nie ma tutaj urazów nie do przebaczenia, a za zwadami stoi uczucie, w finalnym kształcie pozytywne i gorące. Viva Italia ;]

        kiedy Anna odchodzi z domu, mieszka w hotelu, gdzie spotyka tego gościa w peruce, a on zabiera ją na jakikś jubel w pałacu jakiejś księżnej, gdzie Anna z kolei poznaje agenta filmowego, który przyjmuje ją i dzieci pod dach swojej willi w zachwycających nadmorskich enturażach. Załatwia jej rolę w filmie z Marcello Mastroianim. Krótki epizod kelnerki. [zabawne, ze z planu porywa ją Mario, który za chwilę odbierze jej dzieci, które potem Anna w brawurowy sposób, z pomocą zakochanego sąsiada, porwie z powrotem].

        ale zanim kelnerka i te rzeczy - podczas przyjęcia w pałacu Anna zostawia małych Valerie i Bruna w kuchni, gdzie siedzą przy lekcjach. Valerie zasypia, a Bruno musi wysłuchiwać jak kucharki i służba dworują sobie z Anny, nazywając ją "głupawą" i sugerując oczywiście seksualne podteksty jej obecności w takim towearzystwie zacnym. Anna pojaiwa się na chwilę, bo przemyciła dla nich kawałek tortu. Bruno nie chce go jeść.

        Takie momenty decydują o późniejszym smutnym losie Bruna. Zawsze wstydził się matki, za matkę i przez matkę. Niczego nie rozumiał. Sądził, że to ona jest problemem, a nie wredni ludzie, którzy obsmarowują ją za plecami.

        Nigdy jej miłośc, oddanie i lojalność wobec niego i Valerie nie przeważyły szali na tej wadze. Nigdy nie potrafił docenić miłości jaką matka go darzyła. Nie rozumiał, że robiła to wszystko dla niego, dla Valerie.

        już otwarcie jest kapitalne. Anna próbuje nie dać się wyłowić z tłumu, ale organizatorzy Miss Mamma i tak ją zauważają i wyciągają na scenę. Anna zostaje miss, dostaje kwiaty, a fotograf robi zdjęcie jak organizator ją cmoka w policzek, zanim zdązyła się uchylić. Anna wraca na miejsce i co się dzieje : Mario ma na twarzy nerwowy uśmiech, ledwie powstrzymując agresję narzuca jej żakiet na odkryte ramiona. Mały Bruno już ma na twarzy burzę gradową. Anna patrzy na niego i na Valerie, w oczach ma łzy, jedna zaraz spadnie na policzek. Ona już wie, co się będzie działo w domu, jak wrócą. Uroda przeklęta. Ot co.

        świetny film. Z Happy endem, śmiem twierdzić :] Bo Anna umiera tak jak żyła. Energiczna i uśmiechnięta. Jej cień zawisł nad całym życiem Bruna, ale te ostatnie dni pewnie coś mu uświadomiły, pozwoliły coś przemyśleć, inaczej spojrzeć na przeszłośc. W ostatniej scenie wydaje się być... naprawiony :]

        znakomity aktor w głównej roli - Valerio Mastandrea. Niedogolony, zaczesany, mina zwiędła, oczy zagubionego w lesie grzybiarza. pasuje go roli Bruna jak ulał.

        piekne kobiety - Micaela Ramazzotti/młoda Anna, Claudia Pandolfi/dorosła Valerie. obie nadzwyczajnej urody i wdzięku.

        Livorno nieźle sfotografowane, choć chyba oczekiwałem większej ilości ujęć reklamujących architekturę i klimat miejsca :]] Ale i tak jest nieźle, poza tym - scenariusz zakłada, że Bruno nie znosi swojego rodzinnego miasta, więc oszczędne wykorzystywanie jego walorów miało swoje uzasadnienie i korelowało ze stanem ducha bohatera. Ale tu i tam udało się co nieco przemycić - np. klimat ma ta krótka scena, kiedy nocą Bruno spotyka mario i rozmawiają na chodniku, a Mario daje mu pieniądze. Albo ta scena tańca Bruna z Anną.

        czy to był najbardziej udany włoski film AD 2010 ? jesli tak, to pogratulować :]

        uff, to tyle ode mnie :]
        a jak Wasze wrażenia ?
    • grek.grek trójskok 3/3 : 21:55 "Sherlock Holmes, Gra Cieni" 16.04.16, 15:43
      tym razem w TVN.
      tam się kończy, a tu się zaczyna.

      drugi "sherlock" w rezyserii Guya Ritchie'ego, z Robertem Downeyem Jr i Jude'em Lawem w rolach głównych.

      ofk, jest to zupełnie inna rzecz niż "Sherlock" BBC, więcej tutaj akcyjności i szumu, ale wg mnie - ma swój styl, nie zaniedbuje kanonicznych motywów conan-doyleowskich, no i perfekcyjnie odtwarza klimat XIXwiecznego Londynu i okolic.

      sporo kasy zainwestowano w efektowność pokazów, ale nawet Guy Ritchie nie wpadł na to, ze James Moriarty nie musi być starszym facetem z chmurną miną, a po prostu swojskim Jimem z twarzą Andrewa Scotta, z którym Holmesa łączy dwuznaczna więź :]

      niemniej, Downey Jr i Law czują świetnie konwencję, przerzucają się tekstami i ładują w co chwila inne kłopoty. Rzecz jest barwna, sprawnie zrobiona, widać że tania nie była, ale pieniędzy nie zmarnowano. i mówiąc to, łapię się na tym, że ze swojej perspektywy mogę mówić głównie o pierwszej "częsci" "Sherlock Holmes", bo widziałem ją tydzień temu ponownie, a "Gry Cieni" za chińskiego boga nie pamiętam ":]]

      jest jeszcze "Sherlock. To elementrarne", chyba amerykański, widzieliście może ? Czesi pokazują go na jakimś komercyjnym kanale, który wprawdzie łapię, ale jakoś na trzecią wersję chwilowo nie reflektuję :]
      Holmesa gra tam Johnny Lee Miler, a Watson... jest kobietą :] w tej roli jak zawsze intrygujaca Lucy Liu. Ale szczegółów nie znam. Jeszcze nie próbowałem skakać :]

      i jak Wam się podoba ta dzisiejsza konkurencja sport... wróć... filmowa ?



    • grek.grek "Bodo" suplement [przed 7 odcinkiem] 17.04.16, 15:47
      7 odcinek wieczorem, a tymczasem - ciekawe zestawienie miejsc, w dawnej Warszaawie, które bohater z upodobaniem odwiedzał. Przy okazji, zdjęcia pozwalają poczuć klimat lat 30tych :

      metrowarszawa.gazeta.pl/metrowarszawa/56,141636,19887333,eugeniusz-bodo.html#BoxLokKrajImg
    • grek.grek bisy, bisy... 20:00 Stopklatka "Autor widmo" 17.04.16, 17:00
      idealna pora... by była, gdyby nie "Bodo" w Jedynce, hehe.

      w czwartek "Dziewiąte wrota" w Polsacie, które pochłonałem w aptetytem i przyjemnością konsumpcyjną :"]. Teraz "Autor widmo" w Stopklatce. W najbliższym tygodniu "Pianista" w Kulturze. Nie tak dawno "Gorzkie gody" [no dobra, w CTV były :)]. Mamy jakiś nieformalny przegląd filmów Romana POlańskiego.

      MOże tu i tam ktoś sięgnie pojego starsze filmy, a rzadko pokazywane, "Wstręt", "Matnia" albo "Lokator" ?

      tak czy owak, jego kino istnieje, jest żywe, naweet w mainstreamowych, komercyjnych mediach.
      • barbasia1 Re: bisy, bisy... 20:00 Stopklatka "Autor widmo" 17.04.16, 18:09
        > MOże tu i tam ktoś sięgnie po jego starsze filmy, a rzadko pokazywane, "Wstręt"
        > "Matnia" albo "Lokator" ?

        No właśnie! Czekam właśnie na te filmy.
        • grek.grek Re: bisy, bisy... 20:00 Stopklatka "Autor widmo" 17.04.16, 18:32
          może ktoś się brawurowo odważy, ewentualnie po prostu przypomni sobie o ich istnieniu i byciu-niepokazywanymi, i nas zaskoczy ? ;]
    • grek.grek bisy... 20:00 Puls "Underworld : Bunt Lykanów" 17.04.16, 17:02
      dobra, wiem że taktycznie ominiecie moją zapowiedź, ale jakbyście przypadkiem wpadli na ten seans i zostali na chwilę - koniecznie napiszcie o swoich wrażeniach :]

      albo jakby ktoś z rodziny lub znajomych coś mówił o "Underworld", to też dajcie znać ;]]


      • barbasia1 Re: bisy... 20:00 Puls "Underworld : Bunt Lykanów 17.04.16, 18:07
        Hehe! :)

        Znajdzie się kiedyś wielbiciel "Underworld' do dzielenia się wrażeniami , zobaczysz! :)
        • barbasia1 Re: bisy... 20:00 Puls "Underworld : Bunt Lyk 17.04.16, 18:07
          Aha! Już jestem! :)
          • grek.grek Re: bisy... 20:00 Puls "Underworld : Bunt Lyk 17.04.16, 18:31
            Cześć !

            masz udaną niedzielę ?
            czyli : przyjemności, odpoczynek i czas na psoty ? :]]
        • grek.grek Re: bisy... 20:00 Puls "Underworld : Bunt Lyk 17.04.16, 18:29
          może być przypadkowy przechodzień, Barbasiu ;]
    • grek.grek "Bodo" odc 7. - wrażenia, pochwały... krytyki ? ;] 18.04.16, 13:05
      wg mnie - jakby tempo ciut spadło, prawda ?

      największy plus, wg mnie, to Anna Próchniak. ma to "coś". Już w "Bez wstydu" to miała, i teraz znów ma :] świetna jest. A zapewne będzie jest jeszcze więcej, bo jako Nora Ney powinna znaleźć się niemal w centrum zainteresowania scenariusza.

      więcej Adolfa Dymszy i sam nie wiem, czy aktor nie przesadza z ekspresją "dymszowską" ?
      tutaj sam siebie zganię, bo niedawno narzekałem, że Bodo jakby mniej "bodowski", a sądziłem o tym na podstawie jego ról filmowych, których sposób wykonania wcale przecież nie musi dowodzić, ze taki własnie był na codzień - a teraz Dymsza, w tym samym kontekście, jest bardzo dymszowski i znów mi coś nie pasuje... Niedobrze ze mną, niedobrze się dzieje. :]

      dobre występy sceniczne. nie znam się zupełnie, więc wszystkie strasznie mi się podobają. Nie mam pojęcia czy pani Gąsiorowska stepuje i wykręca piruety zgodnie z kanonami sztuki, ale wygląda mi na całkiem oblataną w tych zawijasach.

      "małpia" piosenka - też znakomita i jakże pasująca w do sytuacji.

      i jak to wszystko jest ulotne, prawda ? Ile tam szczęścia trzeba mieć.
      Bodo kręci film, podoba się, rozdaje autografy, ale za chwilę dowiaduje się, ze nie jest aktorem, tylko 'amatorem", estradowym pajacem, któremu nie można dać żadnej poważnej roli w sensownym filmie. dobra jest ta scena. Pan filmowy ważniak całkiem solidnie spuścił go po brzytwie.

      trochę grymasi, trochę przebiera, i szybko zostaje przysypany gruzem - zostaje mu chodzenie po prośbie do dawnych znajomych, którzy dzisiaj są na teatralnym topie, a on dawno wypadł z obiegu. Za bylejakie stawki. I w roli małpy. A do tego musi słuchać peanów na cześc Dymszy... który w teatrze zarabia trzy razy tyle, co on ;] Widac, ze Bodo z trudem znosi fakt, że inni mogą mieć lepsze branie niż on, prawda ? ta scena, kiedy pod teatrem łowcy autografów [mam wrażenie, ze ilekroć jest scena z tymi łowcami, to zawsze widzę te same twarze, hehe] porzucają go i biegną do Zuli Pogorzelskiej, a ona zasiada za kierownicą auta i triumfująco na niego spogląda... no cóż, to musiało przypiec :]

      spotyka gościa, który wręcza mu wizytówkę i prosi o kontakt w sprawie filmowych propopzycji. Uznaje go za wariata, tylko po to , by wkrótce dowiedzieć się, ze to jakaś szycha z Hollywoodu. I ta szycha powiada, że "panie Bodo, jaka szkoda, że pan nie zadzwonił, a ja miałem dla pana TYLE ! propozycji...".

      i czy największą porażką nie jest to, ze debiutantka Nora Ney dostaje od razu główną rolę w filmie, i mówi do Bodo : "Powiem producentom, żeby ciebie też wzięli, chcesz ?". Tragedia. Ona do niego to mówi.

      a moment jest szczególny, bo wydaje sie, że ich krótki romans właśnie dobiegł końca, a Nora obraziła się o to, ze Bodo nie załatwił jej żadnej roli.

      za to krawiec Moritz - cóż za pozytywna postać, nieprawdaż ? :} robi swoje i na nikogo się nie ogląda.

      plusów dodatnich, wg mnie, ciągle jest wiećej niż plusów ujemnych.
      No a dodać trzeba jeszcze występ baletowy dziewczyn w dezabilu - za to już absolutnie piątka z plusem się należy ;]




      • barbasia1 Re: "Bodo" odc 7. - wrażenia, pochwały... krytyki 19.04.16, 00:10
        Moim zdaniem to był najlepszy odcinek ze wszystkich .

        CDN.

        • grek.grek Re: "Bodo" odc 7. - wrażenia, pochwały... 19.04.16, 12:30
          wysoka ocena, Barbasiu :"]

          rad bym poznać szczegóły, więc z ciekawością czekam na "cdn" :]
          • barbasia1 Re: "Bodo" odc 7. - wrażenia, pochwały... 20.04.16, 00:45
            Jutro, heh! :/
            • grek.grek Re: "Bodo" odc 7. - wrażenia, pochwały... 20.04.16, 13:00
              orajt, Barbasiu :]

              życzę kilku mniej "zalatanych" dni :]
              • barbasia1 Re: "Bodo" odc 7. - wrażenia, pochwały... 20.04.16, 23:39
                :)
                Dzięki!!!
      • siostra_bronte Re: "Bodo" odc 7. - wrażenia, pochwały... krytyki 19.04.16, 19:46
        Zgadzam się, że tempo siadło. Brak mi większych emocji i jakiejś dramaturgii. Oglądamy kolejne sceny, wszystko zbyt powierzchowne, żeby zaangażować.

        Nora Ney moim zdaniem bez wyrazu, nie mam pojęcia co Bodo w niej widzi :)

        To pierwszy odcinek z Schuchardtem jaki widziałam. Wypada przyzwoicie, ale czegoś mu jednak brakuje. A może przez scenariusz nie ma możliwości żeby zbudować głębszą postać?

        Jak dla mnie to był najsłabszy dotąd odcinek.
        • grek.grek Re: "Bodo" odc 7. - wrażenia, pochwały... 20.04.16, 12:57
          prawda ? tak jakby scenarzyści bali się czym im wystarczy materiału na zaplanowane 13 odcinków ;]

          no jakże to, Siostro... ;]] Nora Ney ma urok !
          no dobrze, po prawdzie, to ja też nie widzę niczego szczególnego w samej postaci.
          podoba mi się Anna Próchniak, ale w parze Anna-Nora, to Anna ma to "coś", a nie Nora.
          pełna zgoda zatem.

          mnie ciągle zgrzyta w uszach pamiętny sposób mówienia Bodo [z filmów], którego p. Schuchardt jakby nie odtwarza, a szkoda, bo fizyczne podobieństwo jest niezłe, mowa ciała też zrobiona, i tylko ten głos gdzie się nie spisuje. Co o tym sądzisz, Siostro ?


          • barbasia1 Re: "Bodo" odc 7. - wrażenia, pochwały... 20.04.16, 23:56
            > mnie ciągle zgrzyta w uszach pamiętny sposób mówienia Bodo [z filmów], którego
            > p. Schuchardt jakby nie odtwarza, a szkoda, bo fizyczne podobieństwo jest niezł
            > e, mowa ciała też zrobiona, i tylko ten głos gdzie się nie spisuje.

            Gdzieś czytałam, że świadomie i celowo zrezygnowano z przedwojennego sposobu artykulacji, przede wszystkim z charakterystycznego tzw. ł scenicznego . Prawdę mówiąc mnie to nie przeszkadza.

            > podoba mi się Anna Próchniak, ale w parze Anna-Nora, to Anna ma to "coś" ...

            Zgadzam się. :)
            • grek.grek Re: "Bodo" odc 7. - wrażenia, pochwały... 21.04.16, 13:49
              o, ciekawa informacja, Barbasiu.
              jeśli tak, to znaczy wszystko idzie zgodnie z planem.
              ale... trochę szkoda, nie sądzisz ? tamten akcent estradowy, i w ogole, ech... :]

              dzięki ! :]
    • grek.grek 20:20 TVP kultura "Huba" 18.04.16, 15:34
      starszy chłop chory i w dołku po stracie miejsca zatrudnienia. kobieta. jej dziecko.

      tercet egzotyczny i jego codziennośc, próby nawiązania kontaktu i wspólnego życia.
      w reżyserii małżeństwa Sasnalów.

      "Z daleka widok jest piękny" był ciekawy - lato na wsi, krajobrazy zachwycające, zieleń i reszta kolorów wyrazista i uwodzicielska, ale za tym urodziwym parawanem kryła się ohyda : zagracone obejścia domów, umorusani ludzi, beznadziejne relacje między nimi. A film momentami wyglądał jak zapis reportażowy, a nie jak dzieło kinowe.

      może być ciekawie.
    • grek.grek 20:20 TVP1 "Ludzie i anioły" 18.04.16, 15:37
      świeza produkcja, tegoroczna.

      wg sztuki W. Szenderowicza.

      Stroncyłow jest wysłannikiem niebios. Zjawia się w domu Paszkina z zadaniem przygotowania go do śmierci i przejścia na tamtą stronę. Paszkin wpada w popłoch i próbuje uniknąć wyznaczonego mu losu.

      Andrzej Zieliński i Sławomir Orzechowski w głównych rolach. reżyseria Wojciech Adamczyk.

      ? :]
      • grek.grek "Ludzie i anioły" - kilka słów a'propos 19.04.16, 13:11
        oglądaliście ? :]

        produkcja świeża, bo... na żywo :]
        w pierwszym rzedzie pan prezes TVP ze świtą.

        a przedstawienie - znakomite. brawurowe występy Andrzeja Zielińskiego [Anioł] i Sławomira Orzechowskiego [Paszkin].

        fabuła, jak w tym zarysie zapowiedzeniowym : ktoś puka nocą do mieszkania moskiewskiego biznesmena Iwana Paszkina. na pytanei "kto tam ?" Paszkin słyszy kobiecy głos, więc sądzi, ze odwiedza go sąsiadka, z którą utrzymuje wesołe stosunki. Okazuje się jednak,że to nie kobieta, ale mężczyzna i w dodatku nie z tego świata, mimo że wygląda jak akwizytor albo księgowy.

        Jest to anioł, ktory wykonuje misję zabrania Paszkina z tego świata, czyli w skrócie : Iwana czeka śmierć i to jeszcze tej nocy, nad ranem, dokładnie o 5. Na taką godzinę przybysz umawia się z aniołem-likwidatorem :]

        Ale to dopiero o 5. Na razie anioł wylicza Paszkinowi grzechy, podsumowuje jego życie, przedstawia możliwe scenariusze dalszyhc zdarzeń, opisuje niebo, czyściec i piekło, powiada,że Bóg ma to wszystko już w nosie i nie obchodzi go nic, machnął dawno temu ręką, w ogóle bajzel niesaamowity jest w niebie, na ziemi i w piekle, a poza tym to on ma chody i Paszkinowi moze załatwić lżjesze warunki przebywania w, najprawdopodobniej, Czyśccu. ofk, jest to wszystko opowiadane językiem komicznym, z paroma błyskotliwymi dowcipami [ np. Paszkin w którymś momencie zabobonnie spogląda w górę, jakby wypatrywał Boga, anioł na to "Kogo pan tam szuka ? On nie słucha, daj pan spokój. - Jak to, nie słucha ? a ja myślałem, że Bóg słyszy i widzi wszystko, - Ejże, panie, hola, Bóg to nie wasza bezpieka :] Was tutaj ejst 7 miliardów, pan myśli,że to takie proste szpiegować każdego ?].

        Paszkin, człowiek niespecjalnie lotny, bardzo się boi, jest podłamany, ale nie poddaje się. Próbuje namówić anioła,żeby zaamaist niego wział kogoś innego. Rekomenduje swoich sąsiadów, skrupulatnie wyliczając ich przewinienia, które nadają się do tego, by ich zabrać z tego świata. "Albo staruszki... panie, po co tak długo żyć i zabierać ludziom tlen, niech pan sam pomyśli. Niektóere pamiętają jeszcze rewolucję październikową, no to chyba przesada już, nie sądzi pan ? Taka to żyje i nie nawet, że żyje, więc co to dla niej za róznica ?" :"}}

        pojawia się wódeczka, panowie raczą się gęsto, atmosfera się rozluźnia. W pewnym momencie anioł zdradza Paszkinowi, że jego kara w Czyśccu będzie polegała na tym, że jego będzie musiał nonstop oglądać film ze swego "łajdackiego życia", z co bardziej gorszącymi scenami puszczanymi w zwolnionym tempie i wiele razy :]

        Ale jak już się zakumplują, jak to Rosjanin z Rosjaninem przy flaszce, anioł obiecuje, że załatwi mu oglądanie tego życia z gorszącymi scenami puszczanymi w przyspieszonym tempie.

        POjawia się wątek dziewczyny, którą kiedyś Paszkin poznał na wykopkach w szkole. I popełnił życiowy błąd, że się z nią nie ożenił. Na tych wykopkach musiało być wesoło, bo Paszkin zaczyna się interesowac tym, czy nie dałoby się puszczać mu przez całą wiecznośc tylko tych scen z wykopek. Anioł na to, ze to dałoby się załatwić. na co rozmarzony i znienacka odwazny aż do brawury Paszkin gromko rzuca : "A jak tak, to bierzcie mnie !!!" :}] publika eksploduje tutaj śmiechem, i bardzo słusznie. Jak to zabrzmiało, haha.

        To jednak tylko moment. Paszkin prędko wraca do poprzedniej postawy i chce jakoś okiwać anioła.

        Najpierw pojawia się ponury facet w skórzanej ceracie. Notariusz. Spisuje kontrakt śmiertelny :] Tutaj Paszkin dowiaduje sie, ze po jego śmierci anioł ma przejąc jego mieszkanie. No i wszechwiedzący anioł odchudza go o 3 tys dolarów, które Paszkin chował w bieliźniarce. Honorarium dla notariusza.

        Pęka druga flaszka i sprytny Paszkin wykorzystuje moment, aby pacnąć anioła patelnią w głowę. Anioł mdleje, Paszkin go krępuje i knebluje, bardzo przy tym panikuje, a po chwili rusza go sumienie i wzywa pogotowie.

        jednocześnie zamierza w ten sposob oszukać śmierć, że aniołowi-liwidatorowi powie, że Paszkinem to jest ten związany, a on to anioł :]

        Pojawia się pogotowie, reanimuje anioła, a Paszkin ubiera się w jego płaszcz i kapelusz. Zjawia się anioł likwidator, który chce załawić sprawę z Paszkinem, ale wskazany jako Paszkin delikwent jest własnie cucony przez rezolutnych sanitariuszy, którzy są gotowi dać w dziób postronnym, co by chcieli im przeskodzić w pracy. Likwidator, starszy, zmęczony i posiwiały, ma w końcu dośc tego cyrku, ochrzania Paszkina podającego się za anioła, zarzucając mu brak profesjonalizmu, zabiera swoją walizkę i wychodzi.

        Potem wychodzą sanitariusze, anioł będzie żył, podobnie jak Paszkin. I obaj są zadowoleni z siebie :]

        MOżna wyrolować śmierć ? Sami widzicie, że jest to wykonalne ;] Paszkin to prostaczek, ale cwany. Anioł zaś, jak popije, to traci czujność. Ważna to lekcja ;]

        O piekle, anioł : "widział pan Hieronima Boscha ? Nie ? No i bardzo dobrze, bo tam w ogole nie jest tak jak on to namalował. Znaczy się, żadnych kotłów ze smołą, ognia i innych takich... to znaczy są, ale to takie skanseny, atrakcje turystyczne dla wycieczek, utrzymujemy je dla korzyści marketingowych" :]

        a w istocie "Na przykład Cezar... siedzi w ciasnej komórce, i wie pan czym on tam dowodzi ? [No ? Czym ?]. Niczym, panie"

        "A Goebels ?" "On spędza swój czas z Żydami. Nonstop. Żydowskie święta, żydowskie ceremoniały, żydowskie modły, żydowskie symbole. I tak przez całą wieczność" :]]

        szkoda, że nie notowałem co lepszych powiedzonek, dialogów, bon motów, bo lista byłaby długa. Publika miała sporo dobrej zabawy, śmiechy rozbrzmiewały co i rusz, a tu i ówdze pojawiło się nawet coś z szeroko pojętej łaciny, wypowiedziane zamaszyście, pasujące do sytuacji, i absolutnie nie mające nic wspólnego z szeroko pojęta "wulgarnością".

        wg mnie, wulgarne są zwyczajne rozmowy, w których ktoś używa "k", "ch" i "p" jako przecinków, rownoważników zdań albo z niedostatecznej umiejętności wyrażania swoich mysli i uczuć.

        w sztuce - wulgaryzm może być wręcz ozdobą :]

        było świetnie.
        cóż, oby więcej takich niespodzianek ze strony TVP.

        nowe władki na pewno probują misyjnośc wskrzeszać. Pegaz, SOnda, ŚnT, cała Kultura czy Historia - celne strzały. Ale w TVP nigdy nie będzie dobrze, jeśli np TVP2 przez 10 godzin dziennie nadawać będzie telenowele.
    • grek.grek 23:35 TVP Kultura "Przerwane objęcia" 18.04.16, 15:51
      późno, ale chętnie zawsze oglądam :] może dlatego, że innych filmów Almodovara nikt nie puszcza w polskiej telewizji, hehe. MOżna odnieśc wrażenie, ze ten wybitny rezyser nakręcił jeden film przez całe życie ;]

      jest miłośc, jest namiętność między romantycznym mężczyzną a kobiecą kobietą, jest macho który oczywiście jest chamem i zazdrośnikiem, a swoje wpływy wywiera tylko za pomocą pieniędzy jakie posiada, jest cierpienie, dramat, śmierć i ukryte pragnienia, wreszcie sztuka, która musi zwycięzyć nad perfidią, przynieśc ukojenie i triumf dobra, a to wszystkie dzięki bułhakowowskiej zasadzie, że 'rękopisy nie płoną". Kobiety są dobre, gej też ujdzie, a stary macho jest najgorszy ze wszystkich, bo reprezentuje mentalnośc wyniesioną z frankistowskiej falangi [nie wprost, ale już w paru filmach da się zauwązyć, ze Almodovar zwykle negatywne męskie postaci buduje w odniesnieniu do epoki kiedy w Hiszpanii rządzili faszyści. Dobrze mi się wydaje ? :)]

      i jak to jest nakręcone, jak barwnie i z jakim pietyzmem dobrane są miejsca, wnętrza i najdrobniejsze drobiazgi w tle.

      widać w tym wiele radości z robienia kina. MOże to jest najważniejsze, i dla reżysera, i dla aktorów, i dla nas też ? :]
    • grek.grek 20:20 Kultura "Poskromienie złośnicy" 19.04.16, 13:16
      trzecia odsłona przeglądu szekspirowskiego.

      tym razem w reżyseri K. Warlikowskiego, ale co ciekawe nie widać w obsadzie [przynajmniej w tej wersji którą mam przed sobą] aktorów z jego stałego zespołu. Jest tylko pani Stenka. są za to Adam Ferency, p KOżuchowska, Marcin Dorociński.

      inna rzecz, ze spektakl jest z 2005 roku, więc może nie zdązyli się jeszcze zejśc ;] nie znam historii tej grupy teatralnej.
    • grek.grek 20:00 TVN7 "Dzień próby" [tak, znowu grają :)] 19.04.16, 13:26
      a co tam, 12 raz zapowiem ;]

      ambitny kryminał, co ciekawe w zerowym stopniu dotyczący przestępców, a w 100 % policjaantów.
      dopiero pod koniec, może w połowie, zaczyna przebijać deseń i można się zacząc orientować w misternej intrydze jaką prowadzi Alonzo, doświadczony glina, który przeprowadza właśnie tytułowy 'dzień próby" z młodym rfekrutem Jake'em.

      Jake ma za sobą szkolenie, drogówkę i świetnie strzela, ale koniecznie chce zostać detektywem. Alonzo ma go wprowadzić w arkana sztuki, czyli zaznajomić ze specyfiką pracy na ulicy, wśród gangów.

      tak więc, mamy tutaj historię pt stary glina pokazuje młodemu, co i jak, uczy, nawet jak robi dziwne rzeczy [daje mu do zapalenia crack] to znajduje dla nich motywację pedagogiczną. Ale im dalej w las, tym więcej krzaków. W którymś momencie już nie ma wątpliwości, że Alonzo prowadzi wybitnie brudną grę, w której Jake jest tylko pionkiem,ale za to pionkiem niezwykle użytecznym. Jake w końcu też musi zacząć coś jarzyć, ale nadal Alonzo jest przecież jego szansą na spełnienie zawodowego marzenia, jesli Jake nie przekroczy linii, to Alonzo może być jego kopniakiem w górę...

      doskonały Denzel Washington, rewelacyjny. dobry Ethan Hawke. słoneczne przedmieścia Los Angeles pełne gangsterów jak z teledysku hiphopowego na MTV ;] i znakomity scenariusz. naprawdę inteligenty i przewrotny, w którym Alonzo jest iście makiaweliczną postacią, znakomicie napisaną, uzależniającą. Świetne dialogi [Siostra pisała, że za dużo w tym filmie gadania, w czym miała rację :} ale... w obronie filmu powiem, że da się je przeżyć i to w niezłym zdrowiu :)].
    • grek.grek 22:45 Polsat "Amerykanin" 19.04.16, 13:43
      kilka razy już rekomendowałem, nawet jeśli kontrrecenzje [Pepsic, Siostra] były niekorzystne :]

      znów zatem polecam, bo i postać, i klimat, i obrazki [piękne włoskie miasteczka w górach] i sama historia są naprawdę wysokiej próby.

      Anton Corbijn jest mistrzem obrazu w filmie. znakomicie prowadzi kamerę, ma zmysł do wybierania wspaniałych kadrów, miejscówek. jednocześnie nie jest pretensjonalny i efekciarski.

      George Clooney gra jedną z najlepszych ról, wg mnie. zdystansowany, czujny, ciągle pod presją, budzi momentami nawet jakiś odcień współczucia. Jako płatny morderca, na którego poluje szwedzka mafia, może być obiektem zamachu ze strony zarówno jej, jak i swojego dotychczasowego opiekuna i zleceniodawcy. Musi unikać ludzi i zachowywac maksymalne środki ostrożności. A jednak w Castelvecchio znajdą się dwie osoby, z którymi się zbliży -mądry stary ksiądz i młoda, ujmująca i piękna prostytutka Clara [żadnych scen wulgarnych tutaj nie ma, jest seks ale pokazany jakże delikatnie], oboje wywrą na nim wrażenie i wpłyną na jego sposób postrzegania siebie, swojego życia i świata dookoła.

      będzie też druga kobieta, terrorystka dla której Jack ma zrobic specjalny karabin ze specjalnymi nabojami, na specjalną okazję. jaka to okazja, okaże się w finale. jest ładna i atrakcyjna, ale nic nie może ich połączyć.

      doskonałe są te sceny tzw interpersonalnych relacji Jacka ze wszystkimi tymi ludźmi. No i jego codziennośc. Jedzie tu, robi to, telefonuje, pije kawę, z Castelvecchio jedzie nad staw albo do sąsiedniego Castel Del Monte, trenuje, pracuje nad tym karabinem, idzie przez nocne uliczki miasta, zdobywa częsci do karabinu ... mnie to wciągnęło po pięty :] tak jest skomponowane, zagrane i sfotografowane.

      no i muzyka Herberta Gronemeyera. wg mnie - wybitna. Przejmująca już na samym wstępie, keidy Jack jedzie samochodem przez długi tunel oświetlony rzędem świateł. A potem w końcowej scenie, kiedy Jack znów prowadzi. Naprawdę chwyta za... ucho :] I nie tylko.

      inna rzecz, ze film w Polsacie leci... wiadomo co się moze stać :] Z jednej strony, brawo za wybór filmu, z drugiej - opinia zaczyna wyprzedzać tę staację.


      • siostra_bronte Re: 22:45 Polsat "Amerykanin" 19.04.16, 19:40
        Mogę tylko powtórzyć: wybitnie męczące dzieło. Nawet nie dotrwałam do końca :)
        • grek.grek Re: 22:45 Polsat "Amerykanin" 20.04.16, 12:53
          :]

          jako się rzekło, Siostro : albo ktoś kupuje ten nastrój, styl i formę, albo nie kupuje :]

    • grek.grek 22:55 dziś, 3:15 czwartek, Kultura "Alpy" 19.04.16, 13:49
      niedawno przy okazji powtórki "Kła" wspomnieliśmy, że może wkrótce pokaża "ALpy", a wzmianka dotyczyła Giorgiosa Lanthimosa, który oba te filmy wyeżyserował, a ostatnio w kinach, a wcześniej na festiwalach, hasał jego najnowszy "LObster" [Pepsic zajmująco recenzowała].

      no i proszę - jest :]

      rzecz o grupie specjalnego wsparcia, którą tworzą sanitariusz, pielęgniarka, trener i sportsmenka. Zajmują się udzielaniem fachowej pomocy ludziom, którzy niedawno utracili kogoś bliskiego i muszą uporać się z traumą. robią to metodami specyficznymi, przestrzegają bardzo surowego kodeksu od którego nie ma odstępstw.

      cały jestem w oczekiwaniu :]

      mam nadzieję, że Wy również ;]
      • siostra_bronte Re: 22:55 dziś, 3:15 czwartek, Kultura "Alpy" 19.04.16, 19:47
        Jak dla mnie za późno. Liczę na recenzję :)
        • grek.grek Re: 22:55 dziś, 3:15 czwartek, Kultura "Alpy& 20.04.16, 12:58
          szkoda !

          oglądam w drugim terminie, tej nocy :]
          ofk, napiszę co i jak według mnie, dzięki za wywołanie do tablicy, Siostro :]


          • barbasia1 Re: 22:55 dziś, 3:15 czwartek, Kultura "Alpy& 20.04.16, 23:35
            Też chętnie przeczytam.
            • grek.grek "Alpy" - parę zdań po seansie 21.04.16, 12:51
              dzięki :]

              no to piszę, bom obejrzał :"]

              "Alpy. Bo ta nazwa świetnie ukrywa charakter naszej działalności. A po drugie, Alp nic nie może zastąpić, a one mogą zastąpić wszystko inne" - tak lider grupy wyjaśnia wybór nazwy. Pozostali ją akceptują. Przybierają "kryptonimy operacyjne" pochodzące od nazw szczytów alpejskich : lider jest Mt Blanc, inni Matterhorn albo Jungfrau.

              Jest ich czworo. Nie podają swoich imion, wiec mozę będę ich nazywał od zawodu jaki wykonują.

              Liderem jest Sanitariusz. Około 40-tki, z wąsem, szczupły. Z pracy zna Pielęgniarkę, 30-letnią brunetkę, ładną, o wrażliwej twarzy. Trzeci jest Trener, ok 60-tki, przysadzisty, typowa uroda podtatusiałego Greka ;]. I wreszcie najmłodsza, Gimnastyczka [artystyczna, czyli wykonująca układy skoków i przewrotów połączonych z żonglowaniem wstązkami, piłkami, maczugami etc] - nastolatka, szczupła, wg mnie piękna. Jest podopieczną Trenera.

              charaktery całej czwórki zostają zarysowasne już na wstępie. Santariusz wiezie karetkę do szpitala młodą tenistkę po cięzkim wypadku samochodowym. Mówi jej wprost, że najpewniej umrze, ale jednocześnie podtrzymuje ją przy życiu wypytując o rózne rzeczy : ulubione potrawy czy aktorów. Jest przy tym oschły, obcesowy.

              Pielęgniarka zajmuje się nią w szpitalu. Jest inna : ciepła i empatyczna. Wiedząc, ze dziewczyna gra w tenisa, przynosi rakietę i piłkę. Wkłada jej rakietę w bezwładną dłoń i odbija o nią piłkę, żeby dziewczyna miała jakieś tam odczucie że gra w tenisa.

              Trener surowo odnosi się do Gimnastyczki. Kiedy ta narzeka, że ma dośc układów z muzyką poważną i chciałby spróbować z muzyką popową - Trener grozi jej pobiciem i połamaniem rąk i nóg. "To ja wiem, kiedy ktoś się nadaje do układów z popową muzyką", mówi surowo. I ona zgadza się od razu "Tak. Ty to wiesz. Jesteś najlepszym trenerem na świecie".

              To ważny wstęp, bo wiele mówi o ludziach, którzy jako ALPY zajmują się bardzo nietypowymi usługami. Mianowicie : kiedy komuś umrze ktoś bliski, może się do nich zgłosić i oni będą przez kilka tygodni odgrywać rolę tej bliskiej osoby. Wcielą się w nią. Klient musi im najpierw opowiedzieć jak ta osoba się ubierała, co lubiła, ustalić kilka wariantów zachowań, tekstów i gestów, które potem będą przerabiać. Chodzi o to, by zneutralizować w załobniku poczucie straty, ból po odejściu bliskiego człowieka. Jak wiadomo kilka pierwszych tygodni to najtrudniejszy czas. I tutaj wchodzą ALPY z zadaniem pomocy w przetrwaniu tego newralgicznego dla terapii posttraumatycznej okresu.

              Pierwsze 4 spotkania są gratis. Następne już płatne.

              Jednoczesnie, ALPY mają bardzo surowe zasady wewnętrzne. NIKT NIE MOŻE odmówić klientowi danej usługi. Nie może "nie móc" czegoś zrobić. Np. Gimnastyczka nie może się przemóc, żeby wypowiedzieć jakieś zdanie, które wcześniej zostało ustalone w klientem. Santariusz z Trenerem wieszają ją za nogi na linach w sali treningowej i każą ćwiczyć powtarzanie tego zdania, aż nauczy się i przemoże by je wypowiadać płynnie i gładko podczas sesji z klientem [z treści wynika, że to ktoś, kto stracił dziadka.

              Kluczową bohaterką staje się Pielęgniarka. To jej kolejne zadania i wyzwania z nimi związaane stają się osią akcji.

              Jest więc wdowiec po 40-tce, z którym odgrywa sceny udając jego żonę. Klient chce by kąpała się w morzu, mimo że jest zimno jak diabli ? Musi to zrobić i zgodnie ze SCENARIUSZEM [słowo klucz] domagać się wręcz przedłużania tej mordęgi. Klient musiał ten moment bardzo zapamiętać, skoro chce go ciągle odtwarzać z pomocą aktorki.

              Albo kłótnia, która nie doprowadza do zerwania. Sztucznie go wygląda, ale jakże realistycznie ! Aktorstwo w aktorstwie. A potem scenariusz przewiduje seks na zgodę... Pielęgniarka ma wątpliwości, ale klient zapewnia, że nie powie liderowi ALP ani słowa. Pielęgniarka zgadza się i owszem. Tutaj również musi przestrzegać zasad i zachowywać się, oraz mówić, tak jak klient jej każe.

              Jest starsza niewidoma kobieta. Tutaj Pielęgniarka odgrywa rolę jej najlepszej przyjaciółki. Rolę zmarłego męża odgrywa Trener. Codziennie "wychodzi do pracy", a przyjaciółka ją "odwiedza" i jej czyta ksiązki albo kolorowe magazyny.

              Jest i coś więcej... starszej pani utkwił w pamięci moment, w którym nakryła ich oboje w łózku. Tak więc Trener i Pielęgniarka muszą się rozebrać [do majtek, starsza pani sprawdza rękoma czy są nadzy do pasa], a potem symulować seks, po to by starsza pani weszła ubrana jakby nagle wróciła do domu z miasta i tak jak kiedyś mogła ich przyłapać, a potem bezładnie BIĆ po twarzy i ramionach. Muszą to znieść.

              • grek.grek "Alpy" - jeszcze parę zdań po seansie 21.04.16, 13:17
                Kiedy umiera młoda tenisttka, Pielęgniarka namawia jej rodziców, by skorzystali z jej usługi. Robi to z wielką empatią i można powiedzieć, ze naprawdę śmierć tej dziewczyny ją dotyka. Może ona jedyna ma powołanie ? Od tej pory odwiedza rodziców dziewczyny. Proste zadania : przychodzi z treningu, ubrana w jej ciuchy i zawsze ze związanymi włosami, mówi o meczu, pije dużo wody itd. Oni siedzą i patrzą na nią z przejęciem.

                Wkrótce i tutaj sprawy idą dalej... Pielęgniarka musi poznać chłopaka zmarłej, Vasilisa. Młodszego od niej samej o dobre 10 lat. Musi z nim odegrać scenę, w której są w pokoju dziewczyny, a ona tańczy rozbierając się do stanika. Wtedy rodzice ich przyłapują, a ona tłumaczy się, że "tylko tańczymy sobie". Widać rodzicom taka scena zapadła w pamięć, odkryli że ich córka staje się istotą seksualną.

                Pielęgniarka jest jedynym członkiem grupy, którego życie prywatne poznajemy. Ma ojca, starszego, lekko wycofanego pana, któremu ciągle musi zakrapiać oczy, a który uczy się tańców latynoskich na kursach i poznaje tam jakąs równolatkę, z którą zaczyna sypiać.

                Zabawne, i niezwykłe, że z czasem trudno się zorientowac, czy to prawdziwy ojciec Pielęgniarki czy jej kolejna rola aktorska. ALe wydaje się, że jest to faktycznie jej ojciec.

                Wewnątrz grupy są ścisłe reguły. Członkowie ALP jakby w ogole z nich nie wychodzili. Prywatnośc miesza się z pracą. Np. kiedy Gimnastyczka zwierza się Trenerowi z tego zdania, którego nie umie wymówić, on natychmiast informuje ją, ze doniesie Sanitariuszowi. Wtedy ona powtarza to swoje "jesteś najlepszym trenerem świata", a nawet rozbiera się do topless i ćwiczy nago, żeby go jakoś przekupić. Jak już wspomniałem - na próżno.

                Kiedy Gimnastyczka chce wykonywać układ do muzyki tanecznej - prosi o pomoc Pielęgniarkę. A ona... tak, mówi Trenerowi : "Pozwól jej na tę taneczną muzykę, a ja zrobić co zechcesz. CO ZECHCESZ. Pomyśl dobrze". Trener myśli i... okup wygląda tak,że Pielęgniarka myje mu głowę, przycina włosy i RÓWNE bokbrody. Robi to, bo zmarł ulubiony fryzjer Trenera i od kilku tygodni jego owłosienie pozostaje w nieuporządkowanym stanie. Powstaje pytanie : sam sobie głowy nie umie umyć ? bokobrodów przyciąć ? I może tu właśnei jest sedno całej sprawy - uzależnienia od odpowiednich-ludzi-do-odpowiednich-zadań ? Bez których ani rusz.

                Sytuacja zaczyna wreszcie wymykać się spod kontroli.

                Pielęgniarka wdaje się w romans z Vasilisem. Odkrywa to Sanitariusz, który ją śledzi, bo jako lider jest prawdziwym tyranem dbającym o absolutnie ścisłe przestrzeganie zasad, a stosunki z klientami albo "osobami ze scenariusza" są surowo zabronione.

                Najpierw Gimnastyczka zastępuje Pielęgniarkę w roli młodej tenisistki.

                Podczass kolejnego zebrania Santariusz przeprowadza "test" na Pielęgniarce. Powiada "uzyję tej maczugi [taka do ćwiczeń gimnastycznych, co akrobatki nimi zonglują]. Jesli zabarwienie będzie niebieskie, to znaczy ze jesteś godna by dalej być członkiną Alp. Jesli czerwone - oznaczać to będzie że to koniec naszej współpracy i musisz odejść". I... bach ją tą maczugą w twarz. Oczywiście nie ma siniiaka, tylko krew.

                Pielęgniarka musi sama sobie zszyć rozcięcie, w szpitalnej toalecie. Jest w rozsypce, bo aktywności w ALPach były całym jej życiem. Wpada w chaos.

                Najpierw wraca do domu. Niespodziewanie wciela się w rolę, najwyraźniej, zmarłej matki. Zaczyna ojca gładzić po udzie i przesuwa rękę coraz wyżej. Dostaje w twarz. Wybiega z domu.

                Odwiedza ten kurs tańca latynoskiego. Dostaje się do ojcowej partnerki i z jakimś niemym zapamiętaniem odbywa z nią przedziwny pląs : obraca ją, popycha, chce przewrócić, przypomina to jakie pomieszanie tanca z zapasami. Starsza kobieta jest przerażona, broni się, cały czas wygląda to jak walka w pozorach tanecznych rytmów do latynoskiej żywej gitary. Wreszcie Pielęgniarka zostawia ją i ucieka.

                Nocą wybija szybę w willi rodziców tenistki. Włącza się alarm. Pielęgniarka biegnie do jej pokoju i zaczyna ją udawać, jakby to było spotkanie terapauetyczne, praca. Ojciec tenistki wyciąga ją z pokoju, a potem siłą [bo Pielęgniarka się opiera] wyrzuca ją z domu. Ona w tym czasie bezładnie recytuje te wszystkie zdania ze scenariusza, które podczas sesji musiała wypowiadać.

                Kompletna rozsypka. Co będzie z nią dalej ? film nie udziela odpowiedzi.

                W ostatniej scenie mamy Gimnastyczkę, która wykonuje układ choreograficzny do muzyki tanecznej. Wreszcie. Idzie jej znakomicie, Trener jest zadowolony. Po skończeniu rzuca mu się na szyję, uśmiecha się dziwnie i szepce raz za razem "Jesteś najlepszym trenerem świata. Jesteś najlepszym..."

                cdn

                • grek.grek "Alpy" - ostatnie kilka zdań ;] 21.04.16, 13:38
                  Z jednej strony, mozna by to wszystko potraktować jako oryginalny pomysł i wizję reżysera i scenarzysty, ale z drugiej - może być tutaj głebszy podtekst.

                  czy chodzi o uzależnienie od schematów, od ludzi ? o to, jak praca staje się życiem, tyle że nieprawdziwym ? Że nieprawdziwe życie może być równie prawdziwe jak to realne, albo tak samo jak ono będące zbiorem rytuałów i ceremonii, z których nie ma wyjścia, które są pułapką ?

                  te swoje role członkowie ALP odgrywają w sposób drewniany, sztuczny, kiedy - dla potrzeb klienta - Pielęgniarka musi posługiwac się angielskiem, brzmi to kuriozalnie. A same ALPy są jak sekta, jak korporacja, jak autokratyczna partia polityczna, w której za wszelkie odstępstwa od zasady grozi wygnania na banicję. jest lider, guru, wódz, a reszta musi przed nim odpowiadać. Z drugiej strony, każdy zna zasady, jesli nie chce ich akceptować - może sam opuścić zespół. ETYKA czy tyrania ? a może etycznośc jest związania z tyranią nierozerwalnie ?

                  Nie wiadomo jak się poznali i jak, kto ?, wpadł na pomysł takiej właśnie działalności. Kiedy poznajemy tych ludzi, już tworzą swoistą drużynę. a może... FIRMĘ ?

                  kim są ? Terapeutami ? Profesjonalistami ? Ludźmi z misją moralną opierającą się na wrażliwości ? A może każde z nich jest kimś innym ? Nie poznajemy ich motywacji. Widzimy tylko rzeczowy, suchy zapis tego na czym polega ich aktywnośc, jak ją wykonują i jak wyglądają ich wzajemne relacje zawodowe.

                  I czy te relacje są do końca zdrowe, czy można bicie maczugą gimnastyczną w twarz uznać za element właściwego podejścia do "pracownika" ? kolegi z zespołu.

                  Nie wspomniałem, ze w pewnym momencie Gimnastyczka chce się powiesić. Ratuje ją Pielęgniarka. Powodem targniecia się na życie młodej dziewczyny jest to, ze nie potrafi przekonać Trenera do zezwolenia jej na taniec do popowej muzyki. Czy to jest naturalne ?

                  Giorgios Lanthimos znakomicie to wszystko napisał i pokazał. wielkie brawa.

                  aktorzy są świetni, odpowiednio sztuczni, realistyczni i pozbawieni osobowości na potrzeby ról.
                  Aggeliki Papoulia, Pielęgniarka, zagrała w "Kle", ponoć jest także w "Lobsterze [polski tytuł HOmar]". Gra też w "Płomieniu", który w ub. roku miał znakomite recenzje. Bardzo dobra aktorka, odwazna, wrażliwa, inteligentna. I urodziwa.

                  Ariane Labed, Gimnastyczka, przepiękna zupełnie. ma tutaj mniejszą rolę niż w "Attenberg", ale te układy z wstązkami proste do nauczenia się i wykonania nie były. Podobnie jak szpagaty i dotykanie nogą sufitu ;] Chyba że trenuje na codzień. Ona też ponoć występuje z "LObster". Miło wiedzieć.

                  Trenera gra Johny Vekris, którego nie znam, ale który przypomina mi takiego dawnego greckiego koszykarza nazwiskiem Yannakis ;]

                  Arisa Servetalisa, Santariusz, też nie znam, ale widzę że do roli zapuścił wąsy i włosy :] Dobrze gra, chłodny, obcesowy, pozbawiony niemalże ludzkich odruchów, a jednocześnie prowokujący pytanie : czy tak powinien się zachowywać człowiek niezłomnej etyki, zasad i reguł ? Czy taka postawa wymaga bycia sierżantem, kapralem, KAPO,nie ma w niej miejsca na empatię i wyrozumiałośc ?

                  scenariusz Lanthimos pisał z Eftymisem Fillipou, z którym zrobił tez "Lobstera" i "Kła".
                  świetny tandem :]

                  • grek.grek "Alpy" - zwiastun 21.04.16, 13:41
                    jeszcze trailer, jesli pozwolicie :

                    www.youtube.com/watch?v=8AEVXUIayeQ
    • grek.grek 0:15 Stopklatka "Czerwony" - brawo ! 20.04.16, 13:04
      kto powiedział, że życzenia się nie spełniają ? ;]

      pamiętam, niedawno rozmaawialiśmy wątkowo z okazji filmu Kieślowskiego i wymieniliśmy własnie "Czerwony", jako jedno z jego klasowych dokonań [w Cannes niemal Złota Palma, niemal bo sensaacyjnie - wówczas - nagrodzony został Quentin Tarantino i jego "Pulp Fiction"].

      no i proszę :] mamy "Czerwony" w Stopklatce.
      późno, ale to must-see, wg mnie.

      w ogóle, Stopklatka doskonale się spisuje.

      a jesli życzenia się spełniają... może czekają gdzieś za rogiem, np. "Nienawiść" Kassovitza, "Biegnij, Lola, biegnij !" Tykwera, "Skutki miłości" Sorrentina ? ;]
      • siostra_bronte Re: 0:15 Stopklatka "Czerwony" - brawo ! 20.04.16, 19:54
        Późne filmy Kieślowskiego mnie nie zachwycają. Jak dla mnie zbyt efekciarskie i pseudoartystyczne. Teraz czekam na reakcję :)
        • grek.grek Re: 0:15 Stopklatka "Czerwony" - brawo ! 21.04.16, 13:44
          :]]
          Siostro, mam zawsze wielki respekt dla Twojej opinii, gustu i poglądów :] nawet jesli czasami zdarza nam się nie zgadzać. To nie ma znaczenia. Po prostu bardzo cenię Twoje zdanie.

          obejrzałem tej nocy, mam nadzieję napisać dwa słowa a'propos.
    • grek.grek Euro 2016 w dwóch stacjach naraz ? ;] 20.04.16, 16:58
      www.sport.pl/euro2016/1,136510,19942600,mecze-euro-2016-nie-tylko-w-polsacie-takze-w-tvp.html
      było wesoło, gdyby nie fakt, że TVP dostać ma te same mecze, które i tak Polsat pokaże w otwartym kanale ;] jaki jest więc sens puszczania ich jednocześnie na dwóch antenach ? Zanosi się na kolejny absurd, jaki można spotkać tylko i wyłącznie w kraju nad Wisłą.

      poza meczem otwarcia, finałem, meczami Polaków, 2 x pół i 2 x ćwiercfinałami - Polsat nie pokaże nic więćej na otwartym, bo by nie zarobił na sprzedaży dekoderów na te zawody. TVP nie dostanie tego, co Polsat w otwartym kanale, z powodu ww. I kółko się zamyka.

      inna sprawa, że... tak serio, ile tych meczów w ciągu miesiąca można obejrzeć ? ;]
      • maniaczytania Re: Euro 2016 w dwóch stacjach naraz ? ;] 20.04.16, 22:13
        "poza meczem otwarcia, finałem, meczami Polaków, 2 x pół i 2 x ćwiercfinałami - Polsat nie pokaże nic więćej na otwartym, bo by nie zarobił na sprzedaży dekoderów na te zawody. TVP nie dostanie tego, co Polsat w otwartym kanale, z powodu ww. I kółko się zamyka."

        ale zaraz - przecież z artykułu wynika, że właśnie te wszystkie wymienione mecze pokaże właśnie TVP?!
        • grek.grek Re: Euro 2016 w dwóch stacjach naraz ? ;] 21.04.16, 13:45
          !

          dzięki, Maniu, faktycznie nie doczytałem. albo czytałem i nie dorozumiałem :]
      • barbasia1 Re: Euro 2016 w dwóch stacjach naraz ? ;] 20.04.16, 23:34
        To radość była krótka. :)

        Będzie można sobie przełączać kanały w trakcie meczu i porównywać komentatorów, hehe! ;)

        Greku, a Czesi w jakiej telewizji i na jakim kanale będą oglądać tegoroczne EURO?
        • maniaczytania Re: Euro 2016 w dwóch stacjach naraz ? ;] 20.04.16, 23:54
          ech, a nie lepiej poczekać jednak do tego, jak ogłoszą oficjalnie jutro? Wtedy będzie wiadomo na pewno. A tak to wychodzi nam to, co od jakiegoś czasu króluje wręcz we wszystkich newsowych telewizjach, portalach itp. - antycypacja, a nie oparcie na faktach ;)
          • barbasia1 Re: Euro 2016 w dwóch stacjach naraz ? ;] 21.04.16, 00:02
            Sorry, ja nic nie wiem. Przeczytałam i skomentowałam, co Grek napisał. Myślałam,że decyzja już zapadła.

            Tak po prawdzie mnie ten serwowany zestaw mini całkiem wystarczy. ;)

            Dobrej nocy, Maniu! :)
          • barbasia1 Re: Euro 2016 w dwóch stacjach naraz ? ;] 21.04.16, 00:02
            Lepiej poczekać, zdecydowanie! :)
        • grek.grek Re: Euro 2016 w dwóch stacjach naraz ? ;] 21.04.16, 13:47
          ;]

          Barbasiu, Czesi zapewne tym Euro zapełnią dokładnie ramówkę Ct4 aka Ct Sport :]
    • grek.grek o "High Rise" 20.04.16, 17:04
      świeża premiera [masło maślane trochę, ale nic to].

      akcja dzieje się w 40-piętrowym wieżowcu, który jest symbolicznym odtworzeniem klasowej organizacji społeczeństwa opartej na kryterium zamożności : najwyższe piętra zamieszkują bogacze, w środku jest klasa średnia, a na dole drobnomieszczaństwo.

      w budynku jest wszystko, czego można chcieć, ale nie każdy ma dostęp do tych fruktów w takim samym wymiarze. I cała szafa gra tylko do momentu, kiedy nagle klasa średnia się buntuje przeciw bogaczom i rusza do wyzwalania basenu spod okupacji ważniaków. wtedy zaczyna się ogólna wojna o wszystko między wszystkimi klasami w tym mikroorganizmie.

      na podstawie powieści J.G Ballarda.

      i a'propos - ciekawy tekst :
      kulturaliberalna.pl/2016/04/19/rachwald-bioshock-alternatywy-high-rise/
    • grek.grek jeszcze drobna rzecz dot. "Mustanga" 20.04.16, 17:08
      jeszcze odnośnie "Mustanga", który wygląda [może ktoś oglądał ?] na film bardzo istotny i w jakiś sposób pouczający, choć niekoniecznie przecież oskarżycielski, bo pokazujący tradycję i kulturę za którymi stoi wiele dekad, a nawet setek lat, ugniatania jej w głowach ludzi. Na pewno jednak poddający dyskusji jej założenia i jej sens obowiązywania w nowoczesnym, liberalnym świecie :

      kulturaliberalna.pl/2016/04/19/kaim-gorzki-smak-wolnosci-recenzja-film-mustang/
    • grek.grek Houdini odcinek 3 21.04.16, 14:19
      mam nadzieję, że nie przegapiliście ? Barbasiu ? :]

      Przypadkiem zupełnie się zorientowałem, już miałem iśc spać przed nocnym maratonem filmowym.

      W skrócie.
      Film święci triumfy. Sztuka sceniczna odchodzi w cień. Houdini z niesmakiem ogląda w kinie groteski Chaplina i spogląda na zarykującą się ze śmiechu widownię.
      Postanawia wyjśc naprzeciw oczekiwaniom współczesnej klienteli. Organizuje szereg pokazów plenerowych.

      W St Louis daje się wrzucić z wysokości mostu do lodowatej wody. Oczywiście jest zakuty w kajdany. Otwieranie kłódek ma rozpracowane, wyzwaniem jest temperatura i... prądy wodne. Całe zdarzenie obserwuje tłum gapiów. I jego żona, Bess, coraz bardziej zaniepokojona jego wyczynami.

      Harry uwalnia się łatwo, ale prądy znoszą go gdzies daleko od przerębla i traci na moment orientację. Krązy pod lodem w samym kostiumie kąpielowym i zaraz padnie. Wtedy... ukazuje mu się matka i wskazuje mu właściwą drogę. A za koljeny moment dowiadujemy się, ze może wcale żadnego takiego widzenia nie miał a po prostu ubrawił historię, by tym lepiej sprzedać kolejne swoje numery.

      W San Francisco zostaje zawieszony na linie dźwigowej za nogi. Nad jezdnią. Wokół tłum ludzi zadzierających głowę. Harry wykrzykuje "Chaplin, umiesz tak ?"< a potem uwalnia się na ich oczach z kaftanu bezpieczeństwa, w który go zapakowano. Jak to robi ? Za pomocą... wyćwiczonej umeijętności świadomego wybijania barku ze stawów.

      Bess ma tego dość. Robi mu awanturę, stawia ultimatum : albo przestaniesz szafować własnym zdrowiem, a może i życiem, albo odchodzę.

      Harry najpierw odpowiada jej, że nie ma mowy, żeby zrezygnował z tego, co umie najlepiej robić, ale później przychodzi mu do głowy, że ona ma rację. I dla niej przenosi swoją sceniczną sztukę w inne rejony.

      Oto na arenie cyrkowej w Nowym Jorku znika... słonia. Siedzi na tym słoniu, wygłasza odpowiedni wstęp, potem wbiegają ludzie z plandeką wyglądającą jak ogromna chustka do nosa i biegają dookoła machając nią. I nagle... słoń znika, Harry stoi dumnie, a całe przedstawienie sprawiało wrażenie, jakby oni tą chustką wywachlowali słonia z areny ;] Ofk, jedyny racjonalny sposob wytłumaczenia, to taki, że pod słoniem była zapadnia, na której łagodnie zjechał pod scenę, ale jako że nikt nie zobaczył jak to się stało, brawa należa się za samą perfekcję wykonania tego numeru.

      Harry nigdy nie odpowiedział na pytanie, jak tego słonia udało mu się ze sceny wyekspediować :]

      W Empire Theatre w LOndynie Harry przechodzi przez swiezo wymurowaną ścianę. Ofk, przechodzi pod spodem, jako że wykładzina sceniczna jest w zmyślny sposób załamana. Z pomocą swojego asystenta Harry pełznie pod murem, kiedy ofk parawany zasłaniają obie flanki, a góra jest odsłonięta, żeby przypoadkeim ktoś nie pomyślał, że facet gramoli się tamtędy ;]

      Po spektaklu odwiedza go w garderobie sam Arthur Conan Coyle, z żona. Mówi, że nawet Sherlock Holmes nie rozwikłałby zagadki wykonania tego numeru. Doyle wspomina coś o wykładzinie, ale mówi,że obserwował ją i jest pewien, że to nie ona kryje w sobie istotę tego wyczynu.

      "Pan musi mieć nadprzyrodzone zdolności", wyrokuje Conan Doyle, a lekko zdumiony jego zachowaniem Harry odpowiada "Ja tylko robię sztuczki. Sztuczki, proszę pana". Ale tamten nie przyjmuje do wiadomości tak banalnego wyjaśnienia, zaś jego żona zaprasza Harry'ego na seans spirytystyczny. Przy jakieś sposobności ;] bo ona TEŻ jest medium, hehe.

      I nagle jak grom z jasnego nieba spada na Houdiniego informacja,że jego matka nie żyje. pada na podłogę garderoby i mdleje. Cucą go.

      Przerywa tournee i wraca na pogrzeb, który odbywa się na Brooklynie. Jest smutny, płacze, mamrocze nad grobem : "Ty jedna mnie wspierałaś, kto będzie mnie wspierał teraz, kiedy ciebie nie ma ?". Wzruszony Jim, jego wierny asystent i chodząca baza pomysłów technicznych, rzuca zrozpaoczny "Tylko ty możesz coś poradzić, tylko ty....". Patrzy na Harry'ego wyczekującym wzrokiem, a Harry odpowiada bezradnie "Ja nie mogę, nie umiem, ja robię tylko sztuczki, nie mam nadprzyrodzonej mocy".

      Albo ta cała historia podsunęła harry'emu pomysł zajęcia się spirtyzmem, albo mamy do czynienia z retrospekcją z początków jego kariery.

      Spektakl odbywa się w Kansas. Na widowni publika daleka od tej wyfraczonej z Nowego Jorku. Harry zapowiada, że za chwilę, z pomocą medium [w tej roli Bess] przywoła na scenę ducha zamordowanej niedawno dziewczyny. I wydobędzie od niej informaację, kto ją zabił. Pomysł wziął z gazety, w której to morderstwo opisano, a sprawca nadal nie został zidentyfkowany.

      Bess charczy i dziwnie mówi, kołysze się, atmosfera grozy narasta. Na widowni wrze, kobieciny oczy zasłaniają, ludziska zaraz uciekać będą, ale coś ich trzyma na krzesłach. Tylko jakiś chłop nie może wysiedzieć. I keidy w momencie kulminacyjnym Harry strasznym głosem woła do rzekomego ducha, który "wszedł w ciało" Bess : "Kto zabił ? powiedz nam, kto cię zabił ?!" - facet wstaje i wychodzi. Czyżby morderca nie wytrzymał ciśnienia sytuacji ?

      Bess udaje, że mdleje i nazwisko nie pada. Po spektaklu do garderoby przychodzi ten facet, co wyszedł. Okazuje się, ze jest ojcem zamordowanej. Z bólem w głosie wypomina Harry'emu, że z jego życiowej tragedii zrobił sobie sposób na cyrk dla gawiedzi. Harry'emu rzednie mina.

      co ciekawe, wydaje się że istnieją dwie wersje tego serialu. w pierwszej - są tylko 2 90-minutowe odcinki, a więc miniserial a'la Sherlock.

      za tydzień ostatnia część w TVP.
      • barbasia1 Re: Houdini odcinek 3 22.04.16, 00:12
        Pamiętam już o serialu, obejrzałam wczorajszy odcinek, z małym poślizgiem, od kłótni z żoną , i potem słynnego zniknięcia słonia. Ta zagadka zniknięcia słonia jako jedyna nie jest w filmie wyjaśniona, pewnie z powodów, o których piszesz.

        Szkoda, że są tylko 4 odcinki.

        Tak, gdzieś czytałam, że serial pokazywano w wersji dwuodcinkowej , każdy po 90 minut. (przy okazji jest, są w necie :)


        Arthur Conan Coyle mówi coś w tym sensie: Jak wiadomo, Sherlock Holmes znany jest z umiejętności doskonałej obserwacji. I że on (Sir Artur) również b. uważnie przyjrzał się podłodze na scenie, wykładzinie i stwierdził z całą pewnością, że Houdini nie mógł przejść na druga stronę muru dołem.
        Oczywiście to drobiazg. Bo najważniejsze jest to, o czym już wspomniałeś, że Sir Artur, zapalony spirytysta, jest święcie przekonany , że Houdini jest obdarzony ponadnaturalną mocą. I nie chce nawet słuchać tłumaczeń Houdiniego, że to tylko sztuczki. :)
        • grek.grek Re: Houdini odcinek 3 22.04.16, 13:55
          świetnie, Barbasiu :]

          jak mniemam przełączyłaś się zaraz po zakończeniu nowego odcinka Kiepskich ? :] ja też trochę oglądałem, nawet próbowałem przerzucać się z jednego na drugi, tak żeby zobaczyć końcówkę Kiepskich, bo wątek był arcykomiczny :]

          yes :]

          dokładnie i precyzyjnie to opisałaś, Barbasiu.

          hehe, własnie.
          żona Conan Doyle'a przedstawia się jako "też medium" i koniecznie chce namówić
          Harry'ego na wspólny seans :]]
          • barbasia1 Re: Houdini odcinek 3 23.04.16, 00:00
            > jak mniemam przełączyłaś się zaraz po zakończeniu nowego odcinka Kiepskich ? :]

            Ożeż! Skąd wiesz? Tak było! Załapałam się z na premierę "Kiepskich" (odcinek metafizyczny z nawiedzającymi mieszkanie Kiepskich duchami! dziadków Halinki, co za zbieg okoliczności ;)

            > hehe, własnie.
            > żona Conan Doyle'a przedstawia się jako "też medium" i koniecznie chce namówić
            > Harry'ego na wspólny seans :]]


            Ciekawy wątek się zapowiada! Nie chcę uprzedzać , ale czytałam, że Houdini nie będzie jednak podzielał pasji Sir Artura i zostanie demaskatorem spirytystów , za co ojciec Sherlocka Holmesa śmiertelnie obrazi się na niego.
            • grek.grek Re: Houdini odcinek 3 23.04.16, 13:41
              ;]

              ja przebyłem tę samą drogę, Barbasiu :]]
              tylko wcześniej przerzuciłem na Jedynkę i przeskakiwałem między nią, a Polsatem, żeby choć częściowo zobaczyć ostatnie minuty Kiepskich.

              o, rzeczywiście zapowiada się bardzo dobrze.
              • barbasia1 Re: Houdini odcinek 3 23.04.16, 23:23
                :)))

                A ja zostałam u Kiepskich do końca. :) Staram się teraz oglądać premierowe odcinki, a czasem załapię się na kanale 15 na powtórkę! :)
                • grek.grek Re: Houdini odcinek 3 24.04.16, 13:21
                  brawo :]

                  ja też się staram, ostatnio ten cały Houdini włazi w paradę ;], ale można to jakoś pogodzić, jak mi się wydaje, hehe.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka