Dodaj do ulubionych

Powrót do krokodyla

IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.08.02, 16:28
Zwracam się do Gazety Telewizyjnej z następującym zapytaniem.
Czy któraś z polskich telewizji nie mogłaby zakupić choćby
jednej z amerykańskich oper mydlanych? Takich jak: Passions, One
life to live, The Young and the Restless, Days of our lives, All
my children, Another world, As the world turns, General
Hospital lub Guiding light. Wiadomo, że emisja od pierwszego
odcinka byłaby niemożliwa, ale niektóre kraje
zachodnioeuropejskie skutecznie zaadoptowały te tasiemce.
Zdaje sobie sprawę z tego, że prośba, z jaką się
zwracam, jest dość nietypowa i wiem, że podjęcie decyzji o
emisji choćby jednego z wyżej wymienionych seriali może się
wydawać ryzykowne w takim kraju jak Polska.
W Polsce od lat królują latynoamerykańskie telenowele.
Nie mam nic przeciwko ich prezentacji w naszym kraju, uważam
jednak, że przydałoby się nam trochę umiaru w ich konsumowaniu.
Nie mam tutaj na myśli oczywiście kanału ROMANTICA, który jako
kanał tematyczny, jest niejako zobowiązany do prezentowania tego
typu produkcji. Myślę tu o innych programach, takich gigantach
jak POLSAT czy TVN, w których można obejrzeć tylko i wyłącznie
telenowele polskie i latynoamerykańskie. Jest to błąd i zwracam
się do Gazety Telewizyjnej z prośbą o to, aby sprawiła, żeby ten
błąd skorygowała... Skoro żyjemy w demokratycznym kraju, to
pozwólmy ludziom wybierać tzw. seriale dzienne nie tylko z grupy
seriali polskich i latynoamerykańskich. Tym bardziej, że to
Amerykanie, jako twórcy gatunku, realizują najlepsze produkcje
tego typu (wynika to również oczywiście z warunków
finansowych)...
Wiem, że w Polsce sporo stacji
telewizyjnych „przejechało się” na emisji amerykańskich oper
mydlanych. Przyczyn tego zjawiska nie należy jednak upatrywać w
odbiorcach, ale w warunkach towarzyszących emisji. Na początku
lat dziewięćdziesiątych TVP2 przerwała emisję Santy Barbary z
powodów czysto finansowych, zaś w drugiej połowie lat
dziewięćdziesiątych POLSAT zawiesił emisję
Żaru młodości (The Young and the Restless) z powodu niskich
wyników oglądalności. Trudno się jednak dziwić wynikom
oglądalności, skoro serial nadawano tylko i wyłącznie o 10.00
rano (bez żadnych dodatkowych emisji). Tym bardziej zaskakuje
fakt, że najpopularniejszy serial dzienny w Stanach, zszedł w
Polsce z ekranu POLSATU jak jakiś straszny gniot.
Jednak inne telewizje odnoszą ogromne sukcesy związane z emisją
amerykańskich oper mydlanych. Może nie mają one najwyższej
oglądalności, ale często i tak wyprzedzają w rankingach swoje
latynoamerykańskie koleżanki, a ze względu na swoją długość
stają rozpoznawanym przez wszystkich znakiem, pewnym symbolem
(np. Moda na sukces, The Bold and the Beautiful). Ale nie tylko
TVP1 czerpała i czerpie korzyści z emisji tego typu serialu.
RTL7 zasłynął z trzyletniej emisji kompletnie
zwariowanego „Sunset Beach”. Historia się powtarza – oglądalność
może nie najwyższa – ale stała grupa fanów (o czym świadczy
liczba polskich stron internetowych serialu). I jeszcze przykład
TVN-u, choć tu chodzi o trochę inny typ serialu, bo nie
dzienny. „Melrose Place”. Sytuacja ta sama, co z „Sunset Beach”
RTL-u. Ta liczba amerykańskich oper mydlanych w polskiej
telewizji jest wyraźnie zbyt mała, co jest niekorzystne dla
wszystkich stacji telewizyjnych, ponieważ emisja takich
tasiemców gwarantuje stałe grono wiernych widzów. Poza tym
sprawia, że oglądający je ludzie stają się ich coraz większymi
fanami, tak ogromnymi, że nigdy nie przestają ich oglądać. No bo
jak tu nie uzależnić się od opowieści, którą ogląda się
latami... (Dlatego w USA postawiono na tego typu seriale. Tylko
one gwarantują komercyjny sukces, a Amerykanie, jako królowie
komercji, chyba dobrze wiedzą, co się najlepiej sprawdza)...
Skoro wchodzimy do Europy, to dlaczego i w tej kwestii nie
zastosujemy zachodnioeuropejskich wzorców. Nie chodzi mi o to,
abyśmy stali się drugą Francją, gdzie w TF1 i A2 można oglądać
tylko i wyłącznie amerykańskie opery mydlane. (We Francji nikt
nie obejrzałby Zbuntowanego anioła, bo byłby dla nich zbyt
egzotyczny!) Szefowie tych stacji twierdzą, że emitują je, bo
ludzie je lubią... Takie samo tłumaczenie słyszy się często z
ust szefów POLSATU czy TVN-u o telenowelach z południa
Ameryki... Ale to żadne tłumaczenie. Ludzie po prostu lubią to,
do czego się przyzwyczajają... Jeśli w Polsce, nic się nie
zmieni, to za parę lat Polacy nie będę umieli oglądać
telewizyjnych produkcji amerykańskich, bo nie będą z nimi w
ogóle oswojeni... Uważam, że w każdej kwestii wskazana jest
równowaga. Wszelkie skrajności są niebezpieczne...
Dlatego jeszcze raz zwracam się do Gazety Telewizyjnej o
wywarcie jakiejś formy nacisku na polskie telewizje (choćby
przez odpowiednie nagłośnienie sprawy). Czy wprowadzenie choćby
jednej, jedynej amerykańskiej oper mydlanych (z tych
wieloletnich) do któregoś programu jest niemożliwe?
Po likwidacji WIZJI1, jestem trochę zawiedzionym odbiorcą
pakietu cyfrowego. W programie tym bowiem, jedynym programie w
Polsce, emitowano przez jakiś czas i Wszystkie moje dzieci, All
my children, i Inny świat, Another World. Godziny emisji nie
były ciekawe, ale nigdy wcześniej żaden z polskich programów nie
próbował tak intensywnie wprowadzać na rynek tzw. long-running
soaps.
Zdaje sobie sprawę z tego, że amerykańskie opery mydlane to nie
do końca latynoamerykańskie telenowele. W niektórych z nich
motywy rodzinne, sprawy zawodowe górują nad wątkami romansowymi.
Jednak większość z nich koncentruje się jednak głównie na
wątkach romansowych. To one stanowią trzon tych seriali
(najbardziej jest to widoczne w operach mydlanych Williama Bella
takich jak: „The Young and the Restless” czy „The Bold and the
Beautiful”, ale nie tylko. Również w zakończonym w 1999 roku
(mającym koniec!) serialu, emitowanym przez WIZJĘ1, Another
World, Innym świecie.
Trudno emitować te seriale od samego początku (niektóre zaczęto
realizować jeszcze w latach sześćdziesiątych lub
siedemdziesiątych), ale są one tak skonstruowane, że
zorientowanie się w akcji wymaga obejrzenia zaledwie kilku lub
kilkunastu jego odcinków (Co to jest dla prawdziwych fanów
tasiemcowych produkcji?) Poza tym skoro ten proces udało się
przeprowadzić w Europie Zachodniej, to nie będzie to problemem
również w Polsce.

Chciałbym jednocześnie zwrócić uwagę na te moje ulubione i
ciekawsze od "Powrotu do Edenu". Passions - opera mydlana z
mitologiczną Hekubą i biblijna Tabitą, Port Charles - opera
mydlana z udziałem wampirów, Guiding Light ze sklonowaną Revą,
General Hospital z zamrożonym miastem czy Days of our lives,
gdzie połowa mieszkańców Salem jest kontrolowana przez Stefano
DiMerę, który nawszczepiał implanty do mózgów połowy mieszkańców.

Z poważaniem
RP


Obserwuj wątek
    • Gość: Kreta Re: Powrót do krokodyla IP: *.pl 31.08.02, 14:49
      Chce "Powrót do Edenu" i "Niewolnicę Isaurę" oraz"Shoguna"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka