Dodaj do ulubionych

Poprawiacze i inni

IP: *.chello.pl 10.08.03, 15:57
to zacne i chwalebne zajac sie kwestia zlych tlumaczen.
faktycznie, polska rzeczywistosc obfituje w przypadki,
ktore jakze latwo zamienic na soczysta anegdote.

warto jednak w tym przedsiewzieciu samemu byc ostroznym,
nietrudno bowiem w szale poprawiania poprawiaczy i siebie nieco
osmieszyc.

otoz tytul "Guess, who's coming to dinner" powinien
byc tlumaczony tak, jak to zrobil czlowiek przez j. zarebskiego
obsmiany.
znalezienie w slowniku slowa 'obiad' przy slowie 'dinner'
to tylko polowa pracy tlumaczeniowej.
j. zarebski powinien to wiedziec, biorac sie za swoj tekst.
powinien tez przewidziec, ze osoba ktora tlumaczyla ten tytul
tez potrafi zajrzec do slownika.
no wiec jezeli najprawdopodobniej tez ma ona slownik,
to musiala miec jakis powod dla tej swojej 'kolacji'.

powod bardzo, jak sadze, dobry: Amerykanie swoj dinner
jedza mniej wiecej o tej porze, co my swoja kolacje.
tylko niech sie j. zarebski nie gniewa. tak po prostu jest.

a oto anegdota tlumaczeniowa:
w ksiazce kena wilbera "krotka historia wszystkiego"
pojawia sie sformulowanie 'dinner and sex'.
tlumacz przelozyl to na 'obiad i seks' i moze j. zarebski by
przyklasnal, ja jednak zgrzytam zebami,
bo obiad i seks to idiotyzm - chodzi oczywiscie o wieczorny
posilek (najlepiej przy swiecach), po ktorym seks.
seks po obiedzie? chyba lepsza musztarda...

pozdrawiam,
piotr kalinski
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka