Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrać...

    • chlopaczekpiesek Re: Ojej, co tu wybrać... 27.03.09, 12:44
      "Porywacze ciał" sa dzisiaj na tvn7:D. uwielbiam horrory z wczesnych lat '90,
      mialy swoj klimat, w XXI wieku zaczeli knocic takie filmy ;)
    • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... 27.03.09, 19:30
      Dzis 23.40 TVP2 "Bride & Prejudice" czyli Jane Austen a la Bollywood. Wlasnie sie zastanawialam czy warto. Chyba popatrze z ciekawosci.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 28.03.09, 12:33
        notteanapoli napisała:

        > Dzis 23.40 TVP2 "Bride & Prejudice" czyli Jane Austen a la
        Bollywood. Wlasnie s
        > ie zastanawialam czy warto. Chyba popatrze z ciekawosci.

        Ten film powinien nosić tytuł "Indyjska duma i uprzedzenie do
        obcych" ;)

        Oglądałam trochę - bajka na dobranoc dla dorosłych.


        • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... 29.03.09, 11:35
          > Oglądałam trochę - bajka na dobranoc dla dorosłych.
          >
          >

          Nagrałam więc nie mogę nic powiedzieć ale więcej niż bajki się po Bolyłudzie nie spodziewałam więc myślę iż jednolinijkowa recenzja bardzo trafna :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 28.03.09, 10:56
      "Dziewiąta kompania", dzisiaj w TVP1, 20:50.

      Kino rosyjskie w prime time sobotnim - ktoś pamięta ostatni
      taki przypadek ? :)

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 28.03.09, 12:29
        grek.grek napisał:

        > "Dziewiąta kompania", dzisiaj w TVP1, 20:50.
        >
        > Kino rosyjskie w prime time sobotnim -

        Oooooo!

        ktoś pamięta ostatni
        > taki przypadek ? :)

        Ja nie pamiętam! :))
      • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... 29.03.09, 11:33
        grek.grek napisał:

        > "Dziewiąta kompania", dzisiaj w TVP1, 20:50.
        >
        > Kino rosyjskie w prime time sobotnim - ktoś pamięta ostatni
        > taki przypadek ? :)
        >

        Bardzo dobry film chociaż nie powiem aby odstawał jakoś szczególnie od dobrego kina wojennego. Ale o to właśnie chodzi że Rosjanie potrafią, Czesi potrafią (choćby "Ciemnoniebieski świat"), Węgrzy potrafią itd. a my nic.

        Podobały mi się świetnie zarysowane postaci, nawet dowódcy czy koszarowa dupodajka byli ciekawie i nieszablonowo pokazani. Poza tym niesamowite zdjęcia, bardzo malownicze i budujące nastrój. Sceny walki wstrząsające i realistyczne choć ginęli jak muchy tak że w sumie już pod koniec zgubiłam się i nijak nie dało się śledzić losów naszych żołnierzy. No ale taka jest wojna, że ludzie giną w ułamku sekundy i nie sposób nawet tego zauważyć. Natomiast ogromnie denerwowała mnie muzyka. Realizatorzy poszli w stronę bohaterskiej, przesyconej patosem, instrumentalnej smuty. Tak żeby widz wiedział że teraz jest smutno a teraz będą umierać i można się wzruszyć. Wkurzająca i nudna zepsuła ponad połowę nastroju i sprawiła iż film można śmiało wpisać w ckliwą opowieść o tych co za ojczyznę ginęli. W sumie trudno, film jest dla ludu przewidziany to i muzyka odpowiednia.

        Podsumowując, dobry film wart zobaczenia ale nic nowego mi nie pokazał.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 29.03.09, 12:18
          Po primo, powiem, że tez mi się podobał. I aż dziwne, że TVP dała
          film z tyloma koszarowymi dialogami o tej porze :)
          Naprawdę komiczny był moment, kiedy wykładowca od materiałów wybuchowych
          wymachiwał cichcem ulepionym z nich przez żołniarza fallusem, dodając do tego obrazowy komentarz o ich działaniu, kropka w kropkę pokrywający się z "zasadami działania" męskich genitaliów . Mało wyrafinowane, ale naprawdę zabawne. Potem wykład o Afgańczykach, który koniec końców brutalnie zweryfikowała rzeczywistość.
          Postać tego Malarza, co wszystko ze sztuki wywodził i w sztuce umiejscowiał.
          Ciekawe, czy jakiś polski reżyser zrobiłby film ze sceną, w której żołniarz porównuje dajkę do Afrodyty, a dzielni żołnierze jadący na front
          czołgają się u jej stóp, jak przed boginia. Nie wierzę. A jeśli, to nikt by tego w telewizji, ani nawet w kinie nie puścił. Reżyser sam musiałby uciekać z kraju. A jakby jednego z żołnierzy zagrał Woronowicz, a drugiego Adamczyk, to byłyby demonastracje na ulicach.

          Po drugo, nie było wielu amerykanizów, Ryanów, i innych wojennych chwytów. Jesli były, to oszczędnie dawkowane i w rosyjskim wydaniu
          nie raziły w oczy. Powiem więcej - ten film nie ustępuje żadnemu
          amerykańskiemu dramatowi wojennemu, oczywiście oprócz Plutonu i Czasu Apokalipsy, a na pewno jest ciekawszy i świeższy w odbiorze.

          Po trzecio, Notteanapoli, zwróć uwage, że ani razu nie padło w tym filmie zdanie świadczące o tym, że ci żołnierze kochają swoją ojczyznę, że robią coś dla niej, że się dla niej poświęcają. Jest to wręćz ostentacyjne. Raz w kadrze znajdowała się czerwona flaga, ale nic więcej, a spojrzenie żołnierza na nią dość obojętne było.
          Jak dla mnie, ten film jest wręcz manifestacyjnie antypatriotyczny, pokazuje stosunek do tamtej wojny nie tylko żołnierzy, ale i społeczeństwa, które miało dość po roku, ale beton partyuny trzymał
          sołdatów w Afganie i pozwalał im ginąć, bo ważniejszy był honor i
          pozycja w zimnej wojnie z Ameryką, notabene pozycja już przegrana i
          honor nie do uratowania.
          W ktoryms momencie ci żołnierze, dowódcy wyglądają jakby trwali w tej wojnie, z braku historycznych i racjonalnych narodowych racji, tylko
          z jakiejś dziwnej, niewytłumaczalnej przypadłości emocjonalnej (Dygałow), albo z powodu braterstwa broni, które nadaje temu całemu cyrkowi w jakim się znaleźli jakiś sens i wartość.

          Bronienie przez tę kompanię do ostatka wzgórza, które straciło swoje znaczenie strategiczne, które już niczemu nie służyło, które przestało czemukolwiek służyć, o czym nikt ich nie poinformował jest
          przecież dobitną metaforą całej wojny Rosjan w Afganie - wojny w pewnym momencie, a może i od początku, bezsensownej, rozpaczliwej sytuacji zołniarzy zostawionych tam na pastwę losu i afgańskich zasadzek tylko ze wg na upartość i głupotę polityków i ich ambicji ginących, bo nikt nie miał determinacji, by powiedzieć "stop", zabrać ich stamtąd, skończyć tego idiotyzmu. To jest gorzka refleksja po latach, gorzki obraz wojny w Afganie, która długo była w Rosji zakłamywana, oskarżenie ówczesnych władz i polityki Kremla, to jest rozrachunek taki jaki Amerykanie podjęli ze swoją przeszłością wietnamską. I hołd oddany żołnierzom, co zginęli, proba uratowania owego braterstwa broni, ale bez przesady jednocześnie - nie pokazano żołnierzy cnotliwych i naiwnie wierzących w jakąś abstrakcyjną ideę wojny dla dobra narodu i pokoju światowego, a wręcz odwrotnie.
          • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... 29.03.09, 13:22
            Zgadzam się z Tobą Greku bo bardzo dokładnie wyciągnąłeś z filmu to co najważniejsze.

            Szkolenie żołnierzy świetnie pokazano jako stopniową przemianę i odkrywanie o co w tym wszystkim chodzi. Choćby taki Wróbel który z mięczaka zamienił się w twardziela co potrafił obić kartoflanego chama (z tym mi się kojarzył blondyn o mordzie typowo słowiańskiej). Nie było tutaj banałów choć takie szkolenia to ja już widziałam choćby "Full Metal Jacket". Ale to akurat jest bardzo korzystne porównanie. Przede wszystkim genialna sprawa ze zdobywaniem tego wzgórza oraz super scena na apelu gdzie chłopaki już już mieli zrezygnować a jednak honor (?) im nie pozwolił.

            Dobry był kontrast pomiędzy postaciami jak choćby artysta i dresiarz czy Dygałow i dowódca z frontu który nigdy by na wojnę nie chciał wrócić. Właściwie kontrasty świetnie ten film budowały choć nie rzucały się nachalnie w oczy tylko po kawałeczku układały całość.

            Co do amerykanizmów było parę takich scen co to miały wzruszać a jednak takie to oklepane. Nie do końca może po amerykańsku ale coś w deseń bohaterskich filmów propagandowych. Choćby scena w której fryzjer wskazuje gościa który go napadł a oficer mówi mu żeby się zamknął bo oni jadą do Afganistanu. I mamy braterski uścisk cieszących się bohaterów pokazany w zwolnionym tempie. Niby tak być mogło ale mamy durną muzyczkę, banalne ujęcie i całość nieprzyjemnie zgrzyta.

            Antypatriotyzm na pewno tak i przy tym ważne jest to że jest to film nie o złej wojence ale przede wszystkim o ludziach którzy żyli i ginęli na próżno, zapominani składając niepotrzebną nikomu ofiarę. Niby taka oczywistość ale najtrudniej osiągnąć takie proste i pozornie łatwe efekty.

            I na pewno zakończenie przed samą końcówką gdzie Luty (zdaje się taką miał ksywę) zrywa w rozpaczy medalion to zapamiętam na długo. Prosta ale okropnie przejmująca scena. Mały majstersztyk.
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 29.03.09, 13:46
              CO ciekawe, ten "cham kartoflany" (hehe) też jakąs psychologią
              został obdarzony - pamiętasz jak na samym początku przyglądał się
              z zazdrością i smutkiem Wróblowi żegnającemu się z narzeczoną ?
              Z tej zawiści o to, że na tamtego ktoś będzie czekał, że tamten
              będzie miał do kogo wracać, wziął się jego ciąg do dokuczania mu.
              Jak pokazuje dalszy ciąg on sam albo nie ma takiej osoby, albo
              ta osoba jest niegodna zaufania i jemu ta świadomość doskwiera.

              POtem mówi, ze też ma narzeczoną, która na niego czeka, ale
              jakoś to nieprzekonująco brzmi. Mówi, że jak się rozstawali była dziewicą i jak on wróci to łatwo się dowie, czy była mu wierna.
              Więc - moze w jego postawie chodzi o to, że zżera go niepewność czy dziewczyna będzie na niego czekała, co zastanie po powrocie i nie mogąc tego znieść czepia się tego, który, jak mu sie wydaje, tę pewność może mieć, bo ma odpowiednią, kochającą dziewczynę.

              Czeka na pocztę, ale jej nie dostaje - wszczyna więc z Wróblem bijatykę.
              Z frustracji i rozpaczy, pragnąc sobie czymś powetować rozczarowanie.
              Kogóż ma wybrac jak nie tego, który ma to czego on pragnie, a nie jest
              mu dane mieć, czyli nadzieję i motywację by przetrwać i wrócić ?

              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 29.03.09, 14:32
                grek.grek napisał:

                > CO ciekawe [...]

                A to ładne! :)


                Obejrzałam tylko kilka fragmentów tego filmu i trafiłam m.in.
                właśnie na scenę, o której grek.grek wspomniał w pierwszym poście -
                z wykładem o plastycznych materiałach wybuchowych.:)

                Zasakująca, poruszająca była scena po niej następująca, w której
                przełożony miast ukarać uzdolninego plastycznie
                żołnierza “Malarza”?, za dowcip z fallusem prosi go o namalowanie
                swego (nieco udokonalonego) portretu dla dziewczyny, z którą
                koresponduje, dając do zrozumienia, jak ważne dla niego jest to, że
                ktoś o nim myśli, pamięta...
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 29.03.09, 14:52
                  A jak tam z "Kasynem", obejrzałaś jednak ?

                  Ja oglądałem w nocy, z video. Przerwy reklamowe, przy bezpośrednim oglądaniu, są po prostu nie do przetrawienia.
                  Przed rozpoczęciem niczego nie pamiętałem, ale jak tylko zobaczyłem
                  gębofon Pesciego przypomniałem sobie od razu połowę scenariusza :)
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 29.03.09, 15:35
                    grek.grek napisał:

                    > A jak tam z "Kasynem", obejrzałaś jednak ?
                    > > Ja oglądałem w nocy, z video. Przerwy reklamowe, przy
                    bezpośrednim oglądaniu, są po prostu nie do przetrawienia.

                    O tak! Reklany o tej porze, w tak długim filmie to koszmar.

                    Ogladąłam do wpół do pierwszej! czy nawet nieco nieco dłuzej, nie
                    mogłam się oderwać! :)

                    Przed rozpoczęciem niczego nie pamiętałem, ale jak tylko zobaczyłem
                    > gębofon Pesciego przypomniałem sobie od razu połowę scenariusza :)

                    :)))


                    Oglądając Kasyno po raz pierwszy uwagę moja przyciagnął De Niro (w
                    każdej scenie inna koszula krawat, ubranie! - podobno miał ich
                    kilkadziesiat, gdzieś słyszłam!).
                    Tym razem uważnie przygladałam się Sharon. Wszyscy zachwycją się
                    rolą "Nagim instynkcie" (a może włąściwie tylko jedną konkretną
                    sceną:), a ja myśle, że tu w "Kasynie" pokazała prawdziwą klasę i
                    talent aktorski.
                    Była świetna, niesamowita, wstrząsająca jako Ginger.

                    Oczywiscie zmieniłam nieco zdanie na temat Ginger. :)
                    Pamięć jest jednak bywa nieco zawodna!


                    O głowie w imadle :// nie pamiętałam!

                    PS
                    Znalazłam "Kasyno" w internecie na youtube! w
                    docinkach, ale w angielskiej wersji językowej (Joe Pesci tak szybko
                    nawija, że aż ciężko go zrozumieć :/).
                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 29.03.09, 16:05
                      barbasia1 napisała:

                      > Oglądając Kasyno po raz pierwszy uwagę moja przyciagnął De Niro

                      Ojej, wyszło po polskiemu!
                      Więc raz jeszcze:

                      Kiedy pierwszy raz oglądałam Kasyno, bardziej koncentrowałam się na
                      Samie/Asie, postaci granej przez De Niro ...


                      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 31.03.09, 12:07
                        „Kasyno” cd.

                        Zapamiętam (ale na wszelki wypadek zapisuję) - Ginger rozrzucającą z
                        dziką satysfakcją wygrane żetony faceta, któremu towarzyszyła w
                        kasynie i wyraz twarzy urzeczonego nią Sama/ Ace’a.

                        Jeszcze Sama bez spodni! :) tuż przed wizytą krewnego faceta
                        wyrzuconego z kasyna.

                        I choć nie chcę, tego nieszczęśnika z głową i imadle - wstrząsająca
                        scena.

                        A tu ciekawostka dla Ciebie Grek.greku i wszystkich fanów kina,
                        wielbicieli Scorsese. Jedna z pierwszych jego szkolnych etiud –
                        miał wtedy 23 lata !

                        www.youtube.com/watch?v=7g5Y_RUDUE0


                        Niezłe, prawda!

                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 31.03.09, 12:08
                          raz jeszcze The Big Shave Scorsese

                          www.youtube.com/watch?v=7g5Y_RUDUE0
              • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... 29.03.09, 16:49
                > CO ciekawe, ten "cham kartoflany" (hehe) też jakąs psychologią
                > został obdarzony

                O to to, właśnie nie mogłam go tak całkowicie nie lubić bo chłopak miał złe i dobre strony. Nie był ani zawistną gnidą ani niekochanym chłoptasiem, nie był płaski i jednoznaczny. Albo taki Luty. Wspominał o swoim ciężkim dzieciństwie, domu dziecka i losie złym ale zero w tym patosu, chlipania nad swą dolą czy nawet usprawiedliwiania postaci. Kilka kwestii, spojrzeń, scena bardziej znacząca i mamy zbudowane mocne, ciekawe postaci. Za to (choć nie tylko) należą się ogromne brawa.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 31.03.09, 14:12
      "Człowiek, który płakał", to dzisiaj, TVP 2, 22:40.

      Wiem, że oglądałem kiedyś, wiem, że oglądałem do końca i
      wiem, że to dobry film i pamiętam jeszcze Johnny Deppa, który
      wypadł jak zawsze świetnie i przystojnie, oraz Christinę
      Ricci, która jak nigdy wypadła dobrze, co jej się zdarza
      nieco rzadziej niż ładnie wyglądać :)
      Poza tym, ciemność, widzę ciemność...
      Dobry powód by obejrzeć :)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 31.03.09, 15:01
        grek.grek napisał:

        > "Człowiek, który płakał", to dzisiaj, TVP 2, 22:40.
        >
        > Poza tym, ciemność, widzę ciemność...

        :)))
        ja jeszcze większą ... :)

        > Dobry powód by obejrzeć :)

        A poza tym melodramat to miła odmiana po Kasynie i przed "filmem o
        policjantach w dzielnicy gangów w Elej", czyli "Dniem próby" :)

        Nie damy dziś zarobić Wojewódzkiemu na benzynę do Ferrari. :))

        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 31.03.09, 15:23
          Ja mam jeszcze to moje ruskie video ;), może nagram Powiatowego i poniekąd go jednak zasponsoruję ;)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 31.03.09, 15:31
            grek.grek napisał:

            > Ja mam jeszcze to moje ruskie video ;), może nagram Powiatowego i
            poniekąd go jednak zasponsoruję ;)

            :)))
            Ha!
            Fajnie masz z tym video! :)


            • pepsic Re: Człowiek, który płakał 31.03.09, 22:38
              Oglądałam niedawno i pełna wrażeń założyłam wątek, ale się nie przyjął. Cudowna
              Cate Blanchett (!) i dużo mniej Christina Richii. Baśniowe klimaty, a tematy
              smutne, wojenne. Johnny Deep jak zwykle zabójczo przystojny, ale tu mnie nie
              porwał. Przede wszystkim jednak urzekła mnie piękna operowa muzyka z motywami
              cygańskimi.
              • barbasia1 Re: Człowiek, który płakał 01.04.09, 19:55
                pepsic napisała:

                > Oglądałam niedawno i pełna wrażeń założyłam wątek, ale się nie
                przyjął.

                A to ja Cię pepsic przepraszam! :) jak już pisałam wyżej, nie
                widziałam tego filmu wcześniej, dopiero wczoraj po raz pierwszy
                obejrzałam i ... łzy uroniłam, tak, tak. :) (Wzruszający, ale na
                szczęście nie był to nazbyt ckliwy melodramat).

                Przyznam, że bardzo mi się podobał ten film zwłaszcza Cate
                Blanchett w roli Loli :) - rzeczywiście cudowna!(i ten akcent
                rosyjski! - rewelacja), bo świetną aktorką CB jest, ale tu też
                pewnie wpływ na taki odbiór miał jeszcze fakt, że, jej postać była
                chyba jednak najefektowniejsza, chyba najlepiej zarysowana, i myślę,
                że nawet ciekawsza od postaci Suzie (Chistina Ricci). Ale Chistina
                Ricci też mi się podobała, potrafiła tu świenie przekazać gestami,
                mimiką, spojrzeniem wyobcowanie, wycofanie ze świata i różne
                emocje ( rozpacz kiedy Niemcy zabrali panią Godstein, złość na
                Datnego, kiedy ten poniżał Cezara, itd.).

                Milczący, tajemniczy Cezar – czyli Johnny Deep – cudny, uwiódł mnie
                swymi ciemnymi cyganskimi oczami i spojrzeniami, które rzucał i
                wzruszył w scenie ostatniego spotkania z Suzie ( wiem, wiem o wiele
                lepsze role grywał już Johnny Deep, ale tu naprawdę mi się podobał).

                I jeszcze John Turturro też był fantastyczny w roli Dantego (IMHO
                druga ciekawa rola w tym filmie :), pochodzącego z uboigiej
                włoskiej rodziny śpiewaka o cudownym głosie, który za wszelką cenę i
                nie zważając na nic, na wojnę pragnie zrobić wielką karierę, i który
                z zemsty za zniewagę czy zniewagi, jakich doznał od Suzie, zdradza
                niemieckiemu oficerowi, że jest ona Żydówką, narażając ją tym samym
                na wielkie niebezpieczeństwo.

                >Przede wszystkim jednak urzekła mnie piękna operowa muzyka z
                motywami
                > cygańskimi.

                O tak!

                O Wojewódzkim niestety nic nie powiem, bo nie oglądałam.
                • pepsic Re: Człowiek, który płakał 03.04.09, 20:09
                  Dzięki za dobre słowo barbasiu1 :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 03.04.09, 12:59
      Jutro POlsat zaczyna powtórkę "Obcych".
      Dobra wiadomość. Jakby nie patrzeć 30 lat mija od premiery "Ósmego pasażera Nostromo". 30 lat, a do dziś nie nakręcono nic lepszego (dobra, wiem, że powiecie o "Thing", ale dla mnie to jednak nie jest ten kaliber, to nie ten niepowtarzalny klimat i nie ma Yapheta Kotto (od obejrzenia Blue Collar jestem jego wielkim fanem) :), no i jednak Thing był niedługo, ale jednak PO Ósmym. A na dokładkę, kobietę, nawet jeśli jest to Sigourney :), zawsze się lepiej ogląda.

      Dla niektórych seria zaczyna się i kończy na owym pierwszym,oryginalnym
      "8 pasażerze Nostromo", ale prawda jest taka, że o ile Ósmy, to
      naprawdę kapitalny, wybitny film, Rolls Royce w swoim gatunku, że roztacza atmosferę, której mało co w kinie światowym kiedykolwiek dorównało, że jest po prostu perfekcyjnie zbudowany, napisany i
      sfotografowany, umuzyczniony i w ogóle - wszystko w nim jest na najwyższym poziomie, to wszystkie trzy sequele są dobre, głównie z powodu niezmiennej obecności Weaver, nawet mimo to,że Obcy się mnoży niemiłosiernie i z każdą częścią jest coraz mniej tajemniczy i intrygujący, aż do lekkiego jednak zbanalizowania, co było nieuniknione. TO właściwie jedyna wada tej serii, jak dla mnie tylko troszkę zmniejszającą atrakcyjność sequeli w stosunku do Ósmego.
      Niemniej - scenariusze są zręcznie napisane, a poza tym, spójrzcie
      kto kręcił - Ósmego Ridlet Scott (Ósmy, Blade Runner, Thelma i LOuise - więcej dobrych filmów Ridleya nie pamiętam, ale te trzy dają mu miejscer w elicie elit), a potem : Cameron, Fincher i Jeunet, czyli fachowcy pełną gębą, a to świadczy o prestiżu tej serii, która nie stała się karykaturą oryginału (vide np. Szczęki), a raczej jego logiczną, rzetelną, wartościową kontynuacją.

      Jutro start - Ósmy o 22:30. Sequele, zdaje się, w kolejne kwietniowe soboty. Brawo Polsat :)

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 03.04.09, 15:58
        grek.grek napisał:

        > Jutro POlsat zaczyna powtórkę "Obcych".

        Teraz z kolei ja nic nie pamiętam, choć kiedyś, dawno, dawno temu
        oglądąłam "Obcego".

        Za info. i komentarz (świetny jak zawsze!) dzięki Ci. :))

      • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... 04.04.09, 07:17
        Mam cala quadrylogie (?) na DVD z dodatkowymi wersjami reżyserskimi. Najbardziej rozczarowała mnie wersja "8 pasażera Nostromo". Wycięto moją ulubioną scenę gdy Dallas rozmawia z komputerem a dodano trochę zakończenia.

        Uwielbiam całą serię 1-4, oglądałam je po kilka razy i ciągle mi się nie znudziły. Ripley to w po prostu wymiata. Kolejność mistrzostwa według mnie to: 1 (wiadomo, taką klasę ciężko przebić), 4 (Jeunet stworzył mistrzowskie wizualnie widowisko, a zmutowana Ripley to jest coś genialnego), 2 (rąbanka w wielkim stylu) i na końcu 3 (Fincher potrafi kreować niesamowitą atmosferę ale przedobrzył). Największa frajda to obserwowanie jak osobowość każdego z reżyserów wpłynęła na film i wyszukiwanie podobieństw w poszczególnych częściach filmów. Tak jak Grek napisał to żadne tandetne kontynuacje tylko konsekwentnie genialne kino!

        Cały cykl zresztą zaczęłam oglądać właśnie na Polsacie. Nagrałam wszystkie filmy na kasety VHS które uległy niemal całkowitemu zniszczeniu. Zauważyłam iż jest to jedna z ulubionych polsatowskich powtórek. Jednak tak naprawdę poznałam ten film gdy obejrzałam go bez nachalnego i nieudolnego lektora.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 04.04.09, 12:20
          Jest coś takiego, że na Ósmego, to się organizm cały spina, jak
          na spotkanie z prezydentem Gabonu, a kolejne jakoś tak luźniej idą :)

          Trochę szkoda, że będzie to w Polsacie, a nie w TVP, bo już widzę
          te kondukty reklam...

          A oglądałaś/liście wczoraj Wyspę w TVN ?
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 04.04.09, 13:17
            grek.grek napisał:

            > Jest coś takiego, że na Ósmego, to się organizm cały spina, jak
            > na spotkanie z prezydentem Gabonu, a kolejne jakoś tak luźniej
            idą :)

            :))
            Aaaaa, to ja już wiem dlaczego dziś taka spięta jestem. ;)

            > A oglądałaś/liście wczoraj Wyspę w TVN ?
            Nie wiem, jak nottenapoli, ale ja niestety nie oglądałam.

            Obejrzałam za to "Oszukaną" i wreszcie będę mogła, jak obiecałam,
            Tobie Grek.greku i wszystkim zainteresowanym opowiedzieć o tym
            filmie.

            /Teraz idę myć okno (największe),jak tylko skończę zabiorę się do
            pisania, może zdążę do wieczora ;) pozdro :)/

            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 04.04.09, 13:40
              hehe :)

              A "Wyspę" warto zobaczyć. Bardzo ciekawy pomysł, rzetelnie zrealizowany,
              Scarlett ustami zasłania cały ekran, a jak kto lubi, to ma i
              przerywniki, a może wypełniacze, w postaci efektownych pościgów, kilka eksplozji, łupnięć, tąpnięć, walnięć i huknięć.

              No właśnie, co tez tam pan Clint zmajstrował z panią JOlie... :)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 05.04.09, 19:04
                grek.grek napisał:
                > No właśnie, co tez tam pan Clint zmajstrował z panią JOlie... :)

                - bardzo dłuuugie dziecko, to znaczy dzieło :)

                Godne polecenia – tylko tyle na razie powiem ...

                A dziś wieczorem, a w zasadzie w nocy filmy polskie (ale dlaczego
                polskie filmy lecą w nocy?)! – na TVP1 o 23.35 „Mistrz” (2005)
                Piotra Trzaskalskiego, a po nim „Jowita” (1967 ) w reżyserii
                Janusza Morgensterna, na TVP2 o 0.55 „Chaos” (2005) debiut Xawerego
                Żuławskiego.

                „Kocham kino” dziś za to nieco wcześniej o 23.15.
          • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... 04.04.09, 13:47
            grek.grek napisał:

            > Jest coś takiego, że na Ósmego, to się organizm cały spina, jak
            > na spotkanie z prezydentem Gabonu, a kolejne jakoś tak luźniej idą :)
            >

            Najluźniej to chyba dwójka bo to taki lekki film jest, he he.

            A "Wyspę" widziałam już przedtem i zły film to nie jest choć w całości za długi, zbyt podniosły finał i Scarlett mi tutaj wizualnie nie odpowiada, jest strasznie plastikowa. Na pewno jest to świetny pomysł na film sci-fi ale uproszczony do formuły mega blockbusterowe kino akcji ze znanymi chwytami z holyłódzkich hitów. Mimo to film mi się podobał za: przepiękne zdjęcia, Ewana, genialnie pokręconą i okrutną utopię, super szybkie samochody przyszłości, mistrzowski choć za krótki występ Steve'a Buscemi i świetny wątek z olbrzymem z "Zielonej mili". Jak widać pozytywów jest więcej więc film na pewno warto obejrzeć.

            A Greku oglądałeś? Jak wrażenia?
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 04.04.09, 14:20
              Przy Dwójce przytłacza mnie nawała żenujących amerykanizmów w wykonaniu
              tych żołnierzy, z przeuroczą Vasquez na czele. Zachowują się jak amatorzy, a nie jak grupa specjalna. Już we wczorajszej "Wyspie" lepsze to było - stoją w windzie zimni kilerzy i jeden tylko cedzi "cięzki dziś dzień" :), a na gębie niezachwiana pewność, że za moment będzie fajrant. Arogancję (marines też) można pokazać na różne sposoby, a ten w Obcym 2 chyba najgorszy z możliwych jest/był. Ale da się przetrwać bez poważniejszych obrażeń, więc to tylko taki wtręt, żeby nie było, że Cameronowi wszystko idealnie wychodzi.

              A wrażenia z "Wyspy" - całkiem przyjemne :)
              Tak jak Tobie najbardziej mi się podobała ta "pokręcona utopia" plus cała idea sponsorowanego klonowania dla celów rekonstrukcyjnych (Lem by się nie powstydził pomysłu, choć z pewnością zrobiłby z tego powieść wyższej próby niż ten film; może zresztą Lem gdzies już o tym pisał, nie wiem) - od początku podejrzewałem (bo ja bystry jestem ;))}, że ta cała wyspa, to cuda na kiju, ale na takie rozwiązanie jakie rzeczywiście podyktowano nie wpadłbym. No i ten manewr z podszyciem się Lincolna pod jego sponsora i doprowadzenie do jego zlikwidowania - niezłe :) Liczyłem, że może ten sponsor pozna go i Scarlett, może zacznie mieć jakieś wyrzuty sumienia, zrobi się psychologiczny dramacik choćby, a tu nic, ale w sumie zapięło się to jakoś zgrabnie, a film zdaje się większych pretensji do miana wielkiego dzieła nie zgłaszał, więc...

              Steve Buscemi - on jakoś zawsze uwiarygodnia mi filmy, w których występuje, nie wiem dlaczego :)
              • semijo Re: Ojej, co tu wybrać... 04.04.09, 17:43
                Wyspę oglądałam jakis czas temu i myślę, że fabuła filmu wcale nie
                jest taka nieprawdopodobna. Kolonia klonów, których jedynym celem
                życiowym jest bycie zapasowym organem. I ta wizja raju, która ma
                zapobiec buntom, dawac nadzieje i zarazem być wytłumaczeniem dla
                znikających klonów. Pomysł świetny ale niestety według mnie średnio
                wykonany. Przede wszystkim film jest za długi, no i głownie
                nastawiono sie na akcje, czyli pościgi itp. Brakowało mi podbudowy
                filozoficznej, ja bym z tego jakiś dobry dramat zrobiła:).
                Generalnie śmiało mogę go jednak polecić
              • notteanapoli Re: Ojej, co tu wybrać... 05.04.09, 12:01
                grek.grek napisał:

                > Przy Dwójce przytłacza mnie nawała żenujących amerykanizmów w wykonaniu
                > tych żołnierzy, z przeuroczą Vasquez na czele. Zachowują się jak amatorzy, a ni
                > e jak grupa specjalna. Już we wczorajszej "Wyspie" lepsze to było - stoją w win
                > dzie zimni kilerzy i jeden tylko cedzi "cięzki dziś dzień" :), a na gębie nieza
                > chwiana pewność, że za moment będzie fajrant. Arogancję (marines też) można pok
                > azać na różne sposoby, a ten w Obcym 2 chyba najgorszy z możliwych jest/był. Al
                > e da się przetrwać bez poważniejszych obrażeń, więc to tylko taki wtręt, żeby n
                > ie było, że Cameronowi wszystko idealnie wychodzi.
                >
                Marines w "Aliens" to też mnie kiedyś wkurzali na maksa. Ale potem chyba zadziałało coś na wzór Monka - im większy burak jest jego przeciwnikiem tym więcej satysfakcji z faktu iż to jednak Monk ma rację. Podobnie jest tutaj - bardzo szybko pewność siebie marines przechodzi w panikę i przerażenie do tego stopnia że zwracają się do Ripley niemal prosząc o przywództwo. I okazuje się iż oczywiście Ripley miała rację we wszystkim i to ona jest debeściara i to ona pokona wszystkie potwory. Poza tym bardzo lubię role Billa Paxtona i Michaela Biehn a scena lądowania-zrzutu na planetę to po prostu paluszki lizać. Poza marines to świetne jest to dziecko Newt. O ile nie lubię dzieciaków w holyłódzkich produkcjach to ta mała jest jednym z chwalebnych wyjątków. Świetnie napisana i zagrana rola.

                O wiele bardziej niż marines u Camerona wkurzają mnie więźniowie u Finchera. Dopiero pod koniec filmu robią się bardziej znośni ale ogólnie to za dużo w nich przegięcia żeby nie powiedzieć pozy ;)
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 05.04.09, 13:32
                  Mnie w Obcym 2 nieodmiennie bawi jedna scena : cała ekspedycja budzi się, wstaje z łózek, a ten Murzyn-sierżant, jeszcze w gatkach, jeszcze na bosaka, a już z cygarem w twarzy :)) I pokrzykuje, łaja, popędza. Boss, mówiąc krótko :).

                  A w "Ósmym", ile razy oglądam, tyle razy zapominam i jestem do pewnej sceny nieprzygotowany, i dzięki temu cały czas jest dla mnie świeża i
                  efetowna - Ripley nie może zatrzymać procesu samodestrukcji statku i
                  w końcu krzyczy do głównego komputera (Matki) : "Ty dziwko !".
                  Prawdziwy "moment Kodaka" :)

    • barbasia1 Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 06.04.09, 11:36
      Oszukana (2008) reżyseria Clint Eastwood
      Ufff, jest!:))) na razie cześć pierwsza , wieczorem będzie jeszcze
      część druga (pół niedzieli nad tym siedziałam, serio !:).

      I jeszcze jedno, kto się wybiera do kina na film „Oszukana”, a
      polecam, niech lepiej nie czyta mego postu!
      ***
      Jak zapewne wiecie jest to film oparty na faktach, prawdziwych
      wstrząsających zdarzeniach, jakie miały miejsce w latach 20.
      ubiegłego stulecia w Los Angeles.

      Bohaterką opowieści jest Christine Collins (w tej roli właśnie
      Angelina Jolie – jej twarz, duże melancholijne nieco oczy, wielkie
      zmysłowe usta, podkreślone czerwoną szminką znakomicie pasują do
      stylu i klimatu epoki, a stylizacja na lata 20. – krótkie włosy,
      ułożone w charakterystyczne fale oraz oczywiście kostiumy z epoki
      dodają jej powagi, ja nawet jakiegoś dostojeństwa!

      Christine jest kobietą samodzielną i pracuje w centrali
      telefonicznej, /na kierowniczym stanowisku, co chyba jest jak na owe
      czasy, dosyć nietypowe, nawet w LA./ Jest matką dziewięcioletniego
      Waltera. Matka i syn są bardzo emocjonalnie związani ze sobą, bo
      mają tylko siebie, ojciec Waltera opuścił ją, kiedy chłopiec się
      urodził („wystraszył się odpowiedzialności”).
      Spokojne i ustabilizowane życie CC zmienia się pewnego marcowego
      dnia 1928 roku, kiedy wracając z pracy (zgodziła się w ostatniej
      chwili na zastępstwo, w tym dniu miała wolne i obiecała synowi
      wyjście do kina) nie zastaje w domu Waltera. Szuka go po całej
      okolicy, w końcu zaginięcie syna zgłasza na policję.

      A trzeba Wam wiedzieć, że tym czasie głośno jest o policji w Los
      Angeles. Pod adresem policji padają ciężkie zarzuty, że jest
      skorumpowana, niekompetentna, brutalna, że zamiast chronić
      obywateli, zastrasza ich, zamiast być obrońca jest oprawcą. W
      krytyce przoduje pastor Briegleb ( w tej roli znakomity, znany m.in.
      z roli podstępnego uwodziciela w „Niebezpiecznych związkach” John
      Malkovich), którego ostre kazania transmitowane przez radio.
      W jednym z kazań pastor wspomina też o nagłośnionej już sprawie CC i
      otwarcie wyraża wątpliwość, czy sprawa zaginięcia syna pani Collins
      zostanie skrupulatnie wyjaśniona przez tak niekompetentną policję.

      Sama CC cały czas na własną rękę próbuje szukać syna dzwoniąc do
      różnych instytucji. Niestety bezskutecznie.
      Po 5 miesiącach od zaginięcia Waltera w miejscu pracy CC zjawia się
      kapitan Jones (w tej roli Jeffrey Donovan – osobiście nie kojarzę
      tego aktora; tu, znakomicie pasuje wyglądem – gra skurczybyka :)i
      ma wredność wypisaną na twarzy, a usta wykrzywione w jakimś
      cynicznym uśmieszku ), który oznajmia CC, że oto policja odnalazła
      szczęśliwie jej syna –Waltera.
      CC płacze ze szczęścia!

      //moment wcześniej zaś pokazana jest scena w - barman żąda od
      mężczyzny o wyglądzie włóczęgi, któremu towarzyszy chłopiec zapłaty
      za posiłek, włóczęga tłumaczy, ze pieniędze zostawił w domu i
      obiecuje przynieść je zaraz i wchodzi zostawiając chłopca jako
      zastaw - tu bystry widz (to ja:) i nawet ten mniej bystry domyśla
      się, że ten chłopiec odegra jeszcze w filmie ważną rolę//

      Razem z kapitanem Jonesem Christine udaje się na dworzec w LA po
      Waltera, który ma przyjechać pociągiem (z innego stanu).
      Przed dworcem czeka już wielki tłum dziennikarzy, którzy chcą
      opisać szczęśliwy finał sprawy zaginięcia chłopca.
      W asyście policji CC wchodzi na peron. Z nieciepliwością wypatruje
      pociągu. Wreszcie pociąg zatrzymuje się na stacji, wychodzą
      pasażerowie, wychodzi chłopiec w asyście jakieś kobiety, CC podbiega
      do nich szczęśliwa, patrzy na chłopca i zamiera w osłupieniu, po
      czym oświadcza stanowczo, że to nie jest jej syn // widzimy tego
      samego chłopca, którego pozostawił włóczęga pod zastaw w barze//.
      CC próbuje tłumaczyć kapitanowi, że zaszła pomyłka. Kapitan zaś
      wmawia jej, ze to jest jej syn. W końcu dzieje się coś naprawdę
      wstrząsającego –chłopiec przedstawia, się mówi, że nazywa się
      Walter Collins i podaje właściwy adres zamieszkania, po czym
      podbiega i tuli się do Christine nazywając ją swoją mamusią.
      Christine jest w tak wielkim szoku (i to naprawdę jest dobra, pełna
      napięcia scena! Angie jest tu świetna, zresztą cała trójka jest
      świetna!). Próbuje jeszcze tłumaczyć kapitanowi, że to nie jest jej
      syn . Kapitan przekonuje, że nie poznaje chłopca bo jest pod wpływem
      szoku, emocji i powinna go zabrać do domu na” sprawdzenie”(!) -
      Przekonuje, że w domu, w naturalnym otoczeniu rozpozna w chłopcu
      swego syna Waltera
      Skołowana już dokumentnie CC godzi się, za usilną namową na wspólne
      zdjęcie dla prasy. Kapitan tłumaczy dzinnikarzom, że CC jest w szoku
      nie poznała w pierwszej chwili syna , ale, że już jest wszystko w
      porządku, że chłopiec się odnalazł. Dziennikarze odchodzą w
      przekonaniu ,że sprawa została zakończona pomyślnie, że policja się
      wreszcie dobrze spisała.

      Ch. zabiera, (niechętnie)chłopca do swego domu. Wieczorem podczas
      kąpieli odkrywa, że chłopiec w przeciwieństwie do jej syna, był
      obrzezany, tym samy jest to pierwszy „obiektywny”, „realny” dowód
      na to że chłopiec nie jest jej synem. Okazuje się jednak, ze
      obrzezania to nie jedyna rzecz jaka różni chłopców - jej syn Walter
      był o 8 cm wyższy od chłopca, który podawał się za jej syna– tuż
      przez zniknięciem CC mierzyła syna i jego wzrost zaznaczyła kreska
      na futrynie.
      Z tymi obiektywnymi dowodami idzie do kapitana zgłasza swoje
      wątpliwości , mówi o pomyłce policji, żąda wznowienia poszukiwań
      syna. Kapitan chcąc ją przekonać na pomoc wzywa lekarza specjalistę
      od identyfikacji dzieci, który właściwie potwierdza słowa kapitana i
      usiłuje ej wmówić, że to jej syn, że pod wpływem emocji zatraciła
      obiektywizm, że jej matczyne serce nie chce widzieć zmian jakie w
      chłopcu zaszły przez 5 miesięcy. Oczywiście zmiany – zmniejszenie
      wzrostu oraz obrzezanie dają się wytłumaczyć; mówi „na wszystko jest
      idealne medyczne wytłumaczenie”- kręgosłup się skurczył pod wpływem
      stresu stąd mniejszy wzrost, do obrzezania mógł zmusić włóczęga
      ze „względów zdrowotnych”(sic!) – oczywiście wszystkie te
      wytłumaczenia są szyte grubymi nićmi –nawet człowiek na początku XX
      wieku, bez takiej wiedzy medycznej jaką dziś dysponujemy widzi, ze
      argumenty są mocno naciągane, chodzi to, żeby CC uciszyć, zmusić do
      akceptacji sytuacji, do tego by przestała nękać policję swymi
      żądaniami.

      W tym czasie CC zdobywa nowe dowody, jeszcze, obiektywniejsze, bo
      od obcych ludzi – dentysta oświadcza, że chłopiec jest inny, bo nie
      ma szpary między zębami którą miał Walter. Nauczycielka ze szkoły
      też nie rozpoznaje chłopca, zresztą sam chłopiec nie wie, jak się
      nazywa owa nauczycielka i nie wie, w której ławce siedział!

      W międzyczasie CC. spotyka się także z pastorem , który opowiada jej
      o wszystkich ciemnych sprawkach policji – o łapówkach, morderstwach,
      których odpuszczają się policjanci za pozwoleniem komendanta. O tym,
      że policja pozwala na (i kontroluje) prostytucję, hazard, nielegalną
      produkcję alkoholu, ze likwiduje ludzi , którzy stanowią dla ich
      procederu zagrożenie, bądź konkrurencję.
      Ostrzega CC , że domagając się wznowienie poszukiwań syna stanowi
      zagrożenie dla policji , ze może wystawić na pośmiewisko policję, w
      związku z tym może grozić jej niebezpieczeństwo ze strony policji.
      Ale CC jest zdeterminowana, chce odznaleźć syna za wszelka cenę.
      Chce zmusić policję, żeby zajęła się to sprawą ponownie. Dlatego
      wydaje oficjalne oświadczenie dla prasy, że policja popełniła błąd,
      że odnalazła niewłaściwego chłopca. Oczywiście natychmiast dowiaduje
      się o tym kapitan, wściekły każe przywieść na komisariat CC, kiedy
      CC zostaje przywieziona robi jej wymówki, oskarża, że ośmieszyła
      jego wydział przed dziennikarzami, zarzuca jej nieodpowiedzialn
      • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 06.04.09, 11:51
        (ucięło mi kawałek tekstu)

        ... zarzuca jej nieodpowiedzialność, wmawia, że jest złą matką, że
        nie chce zajmować się chłopcem, bo wygodnie jej jest żyć samej,
        zarzuca, że chce zrzucić obowiązek wychowania dziecka na państwo.
        Wmawia jej perfidnie, że kłamie, że sprawia kłopoty, że udaje
        niepoczytalną (!).
        CC tłumaczy broni się jak może (logicznie, precyzyjnie), żąda
        wszczęcia nowych poszukiwań syna. Wszystko na nic. Komistarz w
        końcu wyzwa ludzi, każe odwieźć CC do szpitala psychiatrycznego.
        W raporcie pisze, ze cierpi ona na paranoję, i że ma urojenia
        prześladowczei może być niebezpieczna dla siebie i otoczenia
        dlatego musi znależć się w szpitalu.
        • grek.grek Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 06.04.09, 12:36
          No to mogę powiedzieć, że - obejrzałem. Za co Ci dziękuję :)

          Tak się nieszczęśliwie kończy ? Czyżby Klynt nie uznawał
          żelaznych zasad hepi-endowych ? Prowokacja ?

          • grek.grek Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 06.04.09, 12:41
            D.pa ze mnie, a nie czytelnik - nie popatrzyłem na daty i wziąłem ten drugi post za drugą część.

            W takim razie czekam na faktyczne zakończenie, a od razu mogę powiedzieć, że to kawał dobrej roboty w Twoim wykonaniu :)
            • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 06.04.09, 15:16
              grek.grek napisał:

              To była dopiero połowa filmu!!!

              > W takim razie czekam na faktyczne zakończenie, a od razu mogę
              powiedzieć, że to
              > kawał dobrej roboty w Twoim wykonaniu :)


              To bardzo się cieszę! :)))))
              Thnxs! :)


              Uważaj, bo jak się rozochocę :) to może jeszcze jakiś film Ci/ Wam
              opowiem! :)

              • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. C. Eastwood cz.2 07.04.09, 00:08
                W szpitalu psychiatrycznym (jak z koszmaru; to zresztą czasy kiedy
                leczono chorych elektrowstrząmi), doznaje chyba najgorszego
                poniżenia; to jedna z najbardziej wstrząsających scen w tym filmie –
                kiedy przed skierowaniem jej na salę pielęgniarki o wrednej
                twarzy „kąpią” „Christine oblewając potężnym strumieniem wody, aż
                trudno jej ustać, kiedy kończą Christine kuli się, jakby chciała się
                w sobie schować – to bardzo przejmująca scena; to przejmujące
                wrażenie pogłębia jeszcze chudość samej Angeliny ( wszystkie
                kosteczki widać!).

                Na drugi (chyba) dzień po uwięzieniu w szpitalu Cristine rozmawia o
                swoim stanie z naczelnym lekarzem / dyrektorem szpitala, usiłuje
                przekonać go, że jest zdrowa.
                Jest logiczna przekonująca, a jednak lekarz nie chce jej słuchać ( z
                oczywistych powodów – wspólpracuje z policją) i tak cynicznie
                manipuluje faktami i danymi, że robi z niej wariatkę - to również
                znakomita scena AJ i aktora grającego lekarza - w tej scenie CC/
                Angie – początkowo spokojna wierząca, że przekona logicznymi
                argumentami lekarza do tego, że jest zdrowa, pod koniec ma łzy w
                oczach z bezsilności//

                W szpitalu CC poznaje prostytutkę, która podobnie jak ona została
                zamknięta w zakładzie, bo zagrażała policji (chciała donieść na
                swego klienta, który ją pobił, klientem okazał się policjant, i by
                zatuszować sprawę i zamknąć jej usta umieszczono ją w szpitalu
                psychiatrycznym). Takich kobiet, jak CC i ta prostytutka - kobiet,
                które naraziły się policji, które zagrażały w jakiś sposób
                autorytetowi funkcjonariusza policji, czy w ogóle policji - było
                więcej w szpitalu (oznaczano je specjalnym kodem "12").

                W czasie, kiedy CC przebywa w więzieniu jeden detektywów - Lester
                Ybarra (w tej roli sympatycznie wyglądający Michael Kelly ) zostaje
                wysłany na farmę / ranczo po chłopca, który miał być nielegalnym
                imigrantem z Kanady. Zabiera chłopca na komisatriat policji w celu
                sporządzenia raportu i zatrzymania do czasu odesłania chłopca do
                Kanady. W komisariacie chłopak powodowany ogromnymi wyrzutami
                sumienia przyznaje się niespodziewanie detektywowi Ybarze do
                zbrodni jakie popełnił wraz ze swym wujkiem na farmie. Na farmie wuj
                psychopata, przy udziale bratanka/ siostrzeńca? zamordował i
                pogrzebał około 20 chłopców w tym także, jak powiedział Waltera,
                którego rozpoznał na zdjęciu.
                Wkrótce o tej makabrycznej sprawie dowiadują się dziennikarze w
                gazetach pojawiają się artykuły.

                Pastor, który usilnie poszukiwał CC, dowiedziawszy się wreszcie,
                gdzie przebywa CC pędzi do szpitala, z interwencją tam pokazuje
                gazetę z artykułem o morderstwach na farmie dyrektorowi szpitala,
                ten karze wypuścić CC (w ten sposób pastor ratuje CC od
                elektrowstrząsów, na które skierował ją doktor po tym jak odmówiła
                podpisanie oświadczenie, że myliła się twierdząc iż policja
                odnalazła niewłaściwego chłopca oraz , że nie rości żadnych
                pretensji do policji o to, że umieszczono ją w szpitalu
                psychiatrycznym ).

                CC wychodzi ze szpitala oszołomiona, słyszy od chłopców
                roznoszących gazety o artykule dotyczącym morderstw na farmie
                gazecie i o śmierci swego syna Waltera robi jej się słabo, ale na
                szczęście w ostatniej chwili zjawia się pastor podtrzymuje ją.
                Razem udają się do domu. Tam CC oznajmia pastorowi, że zamierza
                dalej walczyć z policją ...

                I tu właściwie zasadniczo powinien nastąpić koniec filmu. (IMHO i
                zdaniem krytyków recenzentów, jak przeczytałam później)
                Ale Clint „nie odpuszcza” :) - w drugiej części filmu dopowiada
                dalsze losy CC, pokazuje jej wygraną walkę z policją – to ów
                pozytywny aspekt historii!, pokazuje fragmenty procesu mordercy,
                wyjaśnia i domyka wszelkie wątki tej opowieści.

                Ale reszta, już tylko w skrócie, jutro.
                I podsumowanie też będzie jutro.

                Powiem tylko, że umieszczenie w filmie tego bardzo rozbudowanego
                zakończenia, czy nabyt szczególowego dopowiedzenia to podstawowy
                zarzut, jaki krytycy kierują pod adresem tego filmu.

                Cdn.
                • grek.grek Re: Oszukana (2008) reż. C. Eastwood cz.2 08.04.09, 11:12
                  To jednak gdzieś tam, przypadkiem, Clinta przejrzałem, hehe.
                  Nie pozostawia furtki, ani okruszka na stole - wszystko
                  ładnie zamiecione, w sumie można się tego po nim spodziewać
                  (było). Stara amerykańska szkoła. O ile ma się jakieś
                  naprawdę dobre zakończenie, można próbować, ale jesli jest
                  to proste, banalne dopowiedzenie hepiendu, to zawsze coś
                  tam będzie zgrzytało, że można było mniej jednoznacznie.
                  Inny ktoś powie, że prosi się właśnie o takie wyjaśnienie i
                  zakończenie bez dania możliwości interpretacji własych -
                  w sumie zawsze ktoś będzie niezadowolony.
                  Czy przypadkiem nie nakręcił tego na
                  podstawie rzeczywistej historii ? - wtedy można by rzecz całą
                  zrozumieć...

                  Mam nadzieję, że nie odpadły Ci palce z tego nawału pisania ;)

                  Dobry tekst, w każdym razie.


                  • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. C. Eastwood cz.2 09.04.09, 12:38
                    grek.grek napisał:

                    Dzięki Ci wielkie, Grek.greku, za dobre słowo raz jeszcze! :)))

                    Palce nie odpadły, wręcz przeciwnie! :) sił jeszcze sporo i wkrótce
                    obiecane podsumowanie będzie!
                    Za opóźnienie strasznie przepraszam!

                    PS Grek.greku, kiedy był dokument o Bukowskim? /pisałeś o tym w
                    poście dotyczącym TV/
                    • grek.grek Re: Oszukana (2008) reż. C. Eastwood cz.2 09.04.09, 13:03
                      O taktycznie, napisałem "Bukowski"... - pomyłka, jeśli mowa o ostatnich tygodniach/miesiącach, to ani chybi chodziło mi o Andrzeja Bobkowskiego, tego od "Szkiców piórkiem" - aczkolwiek nie dam głowy, że o Bukowskim dokumentu nie było nieco wcześniej, bo coś mi to nazwisko chodzi po głowie i mam nieodparte wrażenie, że coś, gdzieś, jakiś czas temu... :)

                      • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. C. Eastwood cz.2 10.04.09, 12:00
                        grek.grek napisał:

                        To pewnie był, dawno,dawno temu.
                        Ale jakby TV zamierzała wyemitować /powtórzyć dokument o Bukowskim
                        to daj tu na forum znać, bardzo proszę!

                        /W kwestii TVP publicznej - podzielam Twą opinię./

                        /Chyba wykrakałam tę grypę ... :/ /
                    • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. C. Eastwood cz.3 12.04.09, 18:16
                      W „drugiej”, dalszej części filmu Clint, jak już mówiłam, pokazuje
                      dalsze losy Cristine Collins.
                      I dopowiada to wszystko, co wydarzyło się później (ciekawość widza
                      zostaje w pełni zaspokojona) – a więc (w skrócie):

                      Ustalona zostaje tożsamość chłopca, który podawał się za Waltera
                      Collinsa. Chłopak przyznał się, że uciekł z domu i chciał znaleźć
                      się w LA, bo marzył o tym, żeby zobaczyć znanego aktora Toma Mixa?
                      i pojeździć na jego koniu!
                      Później, już na dworcu, kiedy zabiera go matka, i kiedy słyszy, jak
                      policja zwala na niego całą winę , oskarżając o to, że ich oszukał/
                      okłamał, usiłuje wyjaśnić , że to właśnie policjanci kazali mu
                      podawać się za Waltera Collinsa, ale nikt go już nie słucha.

                      Dzięki pomocy znanego i znakomitego adwokata z Los Angeles CC udaje
                      się doprowadzić do uwolnienia wszystkich bezpodstawnie zamkniętych
                      przez policję w szpitalu psychiatrycznym kobiet. Tu świetna scena -
                      Adwokat, jego ludzie oraz oczywiście CC wchodzą do szpitala z
                      nakazem uwolnienia przebywających tam kobiet, pielegniarka próbuje
                      ich zatrzymać, oczywiście bezskutecznie - na twarzy CC/AJ maluje
                      się delikatny uśmiech triumfu.

                      W Kanadzie w domu swej siostry zostaje aresztowany morderca chłopców
                      Gordon Northcott ( mało znany aktor Jason Butler Harner –jego
                      kreacja niezrównoważonego psychicznie człowieka robi wrażenie).
                      Policja oczywiście zabiera go do Ameryki, do LA, gdzie wytoczony
                      zostaje mu proces. Northcott zostaje skazany na karę śmierci przez
                      powieszenie, zanim jednak kara zostanie wykonana, musi on jeszcze
                      odsiedzieć dwa lata w więzieniu (jego 15-letni
                      bratanek/siostrzeniec – pomocnik też zostaje skazany na wiezienie).
                      Podczas procesu GN zwraca się do Cristine, wyznając w jakimś szale,
                      że nie zabił jej syna.
                      CC jest bardzo wstrząśnięta tym wyznaniem.

                      Równocześnie z procesem Gordona Northcotta przed specjalną komisją
                      toczy się proces przeciwko policji wytoczony w imieniu CC przez jej
                      adwokata.
                      Skuteczne działania adwokata doprowadzają do zwieszenia na stałe
                      kapitana Jonesa (ten z cynicznym uśmiechem; podczas procesu stracił
                      ten ironiczny uśmieszek) i usunięcia z policji komendanta (w tej
                      roli Colm Feore jak na czarny charakter nawet sympatycznie
                      wyglądał :)
                      Ponadto komisja postanowiła podjąć kroki mające na celu zmianę praw
                      i procedur dotyczących umieszczania mieszkańców w palcówkach dla
                      umysłowo chorych!!!

                      Po dwóch latach od tych procesów, CC niespodziewanie dostaje
                      telegram od Gordona Northcotta, który, pisze, że pragnie przed
                      śmiercią, (przed egzekucją) wyjawić jej prawdę o śmierci jej syna
                      Waltera.
                      Jednak kiedy CC przybywa , na dzień przed egzekucją, GN zmienia
                      zdanie nie chce nic powiedzieć. CC znów jest załamana i zrozpaczona.

                      Na drugi dzień odbywa się egzekucja GN (1930 r.), w której
                      uczestniczy też Cristine – mocna, straszna! scena, pokazana wprost!

                      Po pięciu latach od tych wydarzeń (1935 rok) następuje rzecz
                      naprawdę niesamowita - odnajduje się chłopiec, który również miał
                      być zamordowany przez Northcotta.
                      Jego matkę CC poznała podczas procesu, i to ona zawiadamia
                      telefonicznie CC o tym szczęśliwym wydarzeniu i każe jej przyjść na
                      komistariat., gdzie przebywa chłopak.
                      Razem z matką i ojcem chłopca CC słucha na komendzie policji zeznań
                      chłopca (ilustrowanych przejmującymi, poruszającymi scenami ( ujęcia
                      szybkie i dynamiczne ). Okazuje się, że chłopiec zdołał uciec
                      Northcottowi, razem z nim uciekło jeszcze 2 innych chłopców w tym
                      właśnie Walter, który na dodatek okazał wielką dzielność, bo wrócił
                      się i pomógł temu zeznającemu teraz chłopcu, uwolnić nogę, która
                      zaklinowała się między deskami czy siatką ogrodzenia. Potem chłopcy
                      uciekając prawdopodobnie rozdzielili się i już nigdy więcej się nie
                      spotkali. Odnaleziony chłopiec nie umiał powiedzieć/ nie wiedział co
                      się stało z Walterem i z tym drugim chłopcem.. Wiedział tylko, że
                      Northcott dostrzegł, ucieczkę chłopców i wyruszył autem w pościg za
                      nimi.
                      On sam bał się wrócić do domu, więc wędrował po kraju potem
                      zamieszkał u jakieś kobiety, która postanowiła się nim zaopiekować.
                      Ale po kilku latach zatęsknił tak bardzo za rodzicami, że postanowił
                      jednak wrócić do LA ...

                      I tak się kończy ostatecznie film.
                      Cristine z wielką nadzieją w sercu (zresztą mówi to wprost
                      adwokatowi, że dostała coś czego wcześniej nie miała – nadzieję! że
                      syn jej żyje) opuszcza komisariat policji ...


                      Na samym końcu filmu pojawia się tekst informujący mi.n. o tym, że
                      CC nigdy nie przestała szukać swego syna.


                      Jeszcze będzie podsumowanie!
                      • barbasia1 Re: Oszukana (2008) Podsumowanie! 18.04.09, 16:39
                        Podsumowując mogę powiedzieć, że Angelina sprawdziła się w tej
                        roli, zagrała naprawdę przekonująco. Myślę, że Angelina objawiła w
                        tym filmie, jeśli nie talent dramatyczny , to na pewno prawdziwe
                        umiejętności aktorskie (na niekóre sceny zwróciłam uwagę wyżej przy
                        streszczeniu). Niewątpliwie wielka w tym zasługa reżysera, jego
                        wizji postaci, prowadzenia aktorki, aktorów (znakomici aktorzy
                        drugoplanowi), a przede wszystkim ciekawego pod wzgledem aktorskim
                        scenariusza, który koncentruje się na postaci Christine, na
                        przedstawieniu jej emocji, jej zmagań z policją i całym
                        zorganizowanym przez policję skorumpowanym systemem.

                        Oparty na faktach (choć oczywiście z cała pewnością jest tu sporo
                        fikcyjnych scen wymyślonych wyłącznie na potrzeby filmu, aby
                        uatrakcyjnić fabułę, czy sprawnie przejść do kolejnych scen)
                        film „Oszukana” , to jednak typowe kino amerykańskie,
                        hollywoodzkie (myslę, że widać to było w moim streszczeniu), to
                        opowieść o dzielnej kobiecie, która samotnie (prawie samotnie, bo z
                        pomocą pastora, potem jeszcze na pomoc przychodzi znany prawnik)
                        walczy ze skorumpowanymi przedstawicielami policji i władz miasta o
                        odzyskanie syna, o prawdę , później o sprawiedliwość i oczywiście
                        dzięki swej niezłomnej postawie zwycięża tę drugą walkę –
                        doprowadzając do procesu i później do dymisji skorumpowanych i
                        przedstawicieli policji i polityki.

                        Sporo w tym filmie także typowych uproszczeń (źli policjanci / złe,
                        brzydkie pielęgniarki – kontra piękna, dobra, dzielna CC itd.), czy
                        znanych z innych filmów także z filmów Clinta chwytów (np. majacych
                        za zadanie budować napięcie m.in. scena w której CC ma zostać
                        poddana elektorwstrząsom, ale w ostatniej chwili ratuje ją pastor –
                        kojarzyć się może ze sceną z innego filmu Eastwooda – "Prawdziwa
                        zbrodnia"– skazany na śmierć w ostatniej chwili zostaje uratowany,
                        dzięki upartemu dziennikarzowi /w tej roli Eastwood/ itd.).

                        Takze sam scenariusz budzi zastrzeżenia, widoczne jest bardzo (nawet
                        ja, taka dyletantka, to dostrzegłam), o czym wspominałam wyżej,
                        pęknięcie w filmie - film rozpada się na dwie części, przez co traci
                        na dramatyzmie.
                        Jednak trzeba podkreślić, ze sama historia opowiedziana jest bardzo
                        sprawnie, jasno, logicznie. (

                        Na wielką pochwałę zasługują świetne kositumy oraz przeznakomita,
                        wspaniale oddająca klimat lat 20. i 30. ubiegłego wieku
                        scenografia , jaka możliwa jest w chyba już tylko w kinie
                        amerykańskim, które dysponuje ogromnym budżetem. (Wrażenie robi np.
                        duża ilość samochodów z epoki na ulicach, tramwaje, czy imponujące
                        sceny zbiorowe – wszytsko to wspaniale oddaje ducha wielkiego
                        amerykańskiego miasta przełomu lat 20. i 30.)

                        Cudna jest też muzyka w tym filmie! Delikatna, liryczna ( w scenach
                        kiedy pojawia się Walter z matką). Byłam bardzo ciekawa, kto
                        skomponował tak piękną muzykę – okazało się, ze kompozytorem jest
                        sam ... Clint Eastwood!


                        „Oszukana” nie jest filmem łatwym, lekkim, przyjemnym, nie jest
                        filmem, do którego chce się bardzo często wracać, z całą pewnością
                        też nie jest to film doskonały, ma swoje braki, wady, ale na pewno
                        warto go zobaczyć!

                        • barbasia1 Re: Oszukana (2008) Podsumowanie! PS 19.04.09, 13:32
                          „Oszukana” nie jest filmem przyjemnym, łatwym, lekkim– porusza
                          nadal aktualne trudne kwestie takie, jak problem korupcji na
                          szczytach władzy, niejasnych układów polityków z policją, policji z
                          przestępcami, czy problem kary śmierci (egzekucja mordercy chłopców
                          to najmocniejsza (dość długa) scena tego filmu; sam Clint po
                          nakręceniu „Oszukanej” zapytany o wprost o zdanie na ten temat
                          wypowiedział się następująco -„Ktoś powiedział, że scena
                          egzekucji w moim filmie jest wyjątkowo realistyczna i zapytał, czy
                          to oznacza, że jestem za karą śmierci. Odpowiedziałem ‘Jeśli chodzi
                          o zbrodnie na dzieciach, owszem, jestem za karą śmierci!
                          ” / za
                          film.wp.pl/. Zwolenniczką kary śmierci dla osób molestujących dzieci
                          jest też Angelina Jolie ), czy nawet problemy dyskryminacji kobiet,
                          stereotypów kulturowych dotyczących kobiet ( tak na marginesie
                          gdzieś przeczytałam, że dawno temu Clint oskarżany był o
                          mizoginizm! :).

                          A propos tej ostatniej kwestii, czytałam niedawno artykuł chyba w
                          Dużym Formacie o dylematach etycznych, moralnych adwokatów (w
                          Polsce), którzy bronią rozmaitych przestępców. Zaszokowała mnie
                          bardzo (i potem myślałam o tym po obejrzeniu „Oszukanej”) rada
                          jakiej udziela się gwałcicielom – przerd sądzem mają zeznawać, że
                          zgwałcona kobieta ... „sama tego chciała”, prowokowała!!!
                          Czyż nie jest to jeden z obrzydliwych stereotypów dotyczących
                          kobiet, wciąż jeszcze powszechny w świadomości ludzi i to na tyle
                          powszechny, na tyle mocny, że staje się on argumentem w sądzie!!!
                          • grek.grek Re: Oszukana (2008) Podsumowanie! PS 19.04.09, 14:26
                            Z tą "dyletantką", to już nie przesadzaj ;)

                            Nie rozpisując się niepotrzebnie, po prostu - duże dzięki za ten interesujący materiał - za całokształt, od streszczenia do podsumowania. Może kiedyś obejrzę ten film i porównamy nasze wrażenia.

                            Jesli piszesz, że Jolie wypadła dobrze, to mnie to tylko cieszy, bo,
                            jak napisałem kiedyś, "Przerwana lekcja muzyki" dała mi przekonanie, że
                            ona sporo potrafi, tylko ma problem ze swoim wizerunkiem - na mój
                            gust część reżyserów po prostu nie chce zatrudniać tzw. celebrytki,
                            a część może się bać, że media plotkarskie śledzące każdy jej krok
                            zrobią wokół ich produkcji cyrk. Wbrew pozorom w tej branży ludzie
                            mają do swojej działalności nabożny dość stosunek. Przynajmniej część, a
                            już na pewno ci lepsi. W dodatku jej obecność w tabloidach,
                            status medialny może czynić niektórych sceptycznymi wobec jej aktorstwa,co też pewnie ma nierzadko miejsce - stereotypy są w każdej
                            dziedzinie i środowisku obecne.


                            • barbasia1 Re: Oszukana (2008) Podsumowanie! PS 19.04.09, 14:51
                              grek.grek napisał:

                              > Z tą "dyletantką", to już nie przesadzaj ;)
                              :))
                              Bo ja dopiero się uczę,
                              terminuję u Ciebie ...! :) za co serdecznie Ci dziekuję!
                              i za wszystkie te dobre słowa również! :)))

                              Może kiedyś obejrzę
                              > ten film i porównamy nasze wrażenia.
                              Mam nadzieję, że tak się stanie, i to szybko!
                              Zawsze jestem bardzo ciekawa Twych uwag!

                              > Jesli piszesz, że Jolie wypadła dobrze, to mnie to tylko cieszy,
                              bo,> jak napisałem kiedyś, "Przerwana lekcja muzyki"dała mi
                              przekonanie, że > ona sporo potrafi, tylko ma problem ze swoim
                              wizerunkiem [...]
                              - stereotypy są w każdej
                              > dziedzinie i środowisku obecne.

                              Otóż to! Zgadzam się w pełni z tym, co napisałeś!

                              Pamiętam o "Przerwanej lekcji muzyki"! spóbują ją zdobyć w
                              najbliższym czasie!
                              Thnx!


                              /I przepraszam, że to moje pisanie trwało tak strasznie długo! /
          • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 06.04.09, 15:14
            grek.grek napisał:
            >
            > Tak się nieszczęśliwie kończy ? Czyżby Klynt nie uznawał
            > żelaznych zasad hepi-endowych ? Prowokacja ?

            Zaprawdę znasz Ty się na filmach Clynta!
            Oczywiście zakończenie będzie miało pozytywny wydźwięk.
            • grek.grek Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 06.04.09, 15:32
              Znam się jak świnia na kosmosie, jak się okazuje :)

              W ogóle się nie znam też na czytaniu postów, skoro nie zwróciłem
              uwagi na datę...

              W ogóle, to ja dzisiaj jakiś niedysponowany jestem i to widać
              aż zanadto, ale ... nie będę w to brnął, bo zbyt przykra konkluzja niechybnie musiałaby na jego zakończenie się pojawić.

              Zatem, czekam/y na zakończenie i może cos o tym, jak Twoim zdaniem wypadła generalnie Jolie, bo z tego co piszesz, to - na razie - wynika, że przejawiała talent dramatyczny... :)



              • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 06.04.09, 16:00
                grek.grek napisał:

                > W ogóle, to ja dzisiaj jakiś niedysponowany jestem i to widać
                > aż zanadto,

                //nic nie widać!//

                ale ... nie będę w to brnął, bo zbyt przykra konkluzja niechybnie m
                > usiałaby na jego zakończenie się pojawić.

                Mam nadzieję, że nie dopadło Cię jakieś choróbsko typu grypa?!?!?!?!

                > Zatem, czekam/y na zakończenie i może cos o tym, jak Twoim zdaniem
                wypadła gene
                > ralnie Jolie

                Oczywiście, będzie podmsumowanie!

                pozdro! :)


                PS A mnie dopadło zmęczenie wiosenne i ... zasnęłam (co mi się
                niesłychanie rzadko zdarza) na ... "Obcym"! ://


                • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 07.04.09, 00:09
                  PS Grek.grek mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku!?
                  Dobrej nocy.
                • grek.grek Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 07.04.09, 11:37
                  Ja w ogóle nie choruję, hehe.

                  Oglądałaś wczoraj Przegląd Pioseneki Aktorskiej w 2 ?
                  Dali koncert galowy, aż się zdziwiłem, że jednak.

                  Maria była, LUC, starszy Peszek, Kinga Preis, Porczyk, Kiljan, Studniak, świetna Magda Kumorek, która powinna śpiewać i wydawać płyty, a nie szlajać się po jakichś serialach wstydliwych - któryś raz ją widzę w tym wydaniu i znów jest rewelacyjna. Śpiewali do tekstów czy to inspirowanych, czy to wprost wyjętych z różnych znanych powieści/sztuk - Hamlet, Pachnidło, Władca Pierścieni (do tej produkował się
                  Borusiński z Mumio), Ferdydurke, 1984, Siddartha, Zaratustra
                  plus jeszcze pewnie parę, których nie zapamiętałem.
                  Świetna scenografia, gra świateł, dużo odcieni niebieskiego, wykonawcy na biało. I generalnie świetne interpretacje.
                  Mnie ujęło :)

                  • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 07.04.09, 15:17
                    grek.grek napisał:


                    > Oglądałaś wczoraj Przegląd Pioseneki Aktorskiej w 2
                    > Dali koncert galowy, aż się zdziwiłem, że jednak.
                    [...]

                    O! To musiał być piękny koncert! (Świetni wykonawcy! I naprawdę
                    ciekawy pomysł tekstami!)
                    Ogromnie lubię galowe koncerty PPA, ale niestety nie oglądałam
                    wczoraj ...

                    ... zmęczyłam się „Kodem da Vinci”. ;))


                    Liczę na powtórkę tego koncertu, może w wakacje!?

      • pepsic Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 06.04.09, 13:30
        <kto się wybiera do kina na film „Oszukana”, a
        polecam, niech lepiej nie czyta mego postu! >

        Na wszelki wypadek nie przeczytałam, ale traktuję jako zachętę wbrew mało
        entuzjastycznym opiniom medialnym.
        pzdr i doceniam Twoje poświęcenie:)
        • barbasia1 Re: Oszukana (2008) reż. Clint Eastwood 06.04.09, 15:17
          pepsic napisała:
          ale traktuję jako zachętę wbrew mało
          > entuzjastycznym opiniom medialnym.
          > pzdr i doceniam Twoje poświęcenie:)


          Dziękuję pięknie! :)))
    • barbasia1 Dziś Kod da Vinci 06.04.09, 11:43
      Kod da Vinci dziś w Polsacie o 20.00, film oparty na bestsellerze
      Dana Drowna.

      Nie widziałam - obejrzę. :)
      • pepsic Re: Dziś Kod da Vinci 06.04.09, 12:07
        Film swojego czasu głośny, ale dość mocno zmasakrowany przez krytykę. Trzeba
        obejrzeć choćby dla porównania z książką.
      • pepsic Re: Dziś Kod da Vinci 07.04.09, 11:01
        Nie wiem, jak Ty barbasiu1, ale ja wytrwałam tylko pół godziny, a potem trochę w
        reklamach zerkałam. Jedyny plus jak dla mnie to Jean Reno (ale do niego zawsze
        miałam słabość) i oczywiście zachwycający Paryż. Całkiem zaginęły emocje, a te
        całe teorie spiskowe wypadły śmiesznie i mało wiarygodnie. Oglądając film chyba
        nikt w te bajki nie uwierzył. Na pewno akcja dość wiernie trzyma się książki,
        ale zupełnie nie oddaje atmosfery.
        :(
        • grek.grek Re: Dziś Kod da Vinci 07.04.09, 11:41
          Ja to nagrałem, aż jestem ciekaw, czy rzeczywiście taki gniot :)

          A dziś - klasyk klasyków "Przypadek" Kieślowskiego. W sumie klasyk, ale
          rzadko pokazywany, więc nie przechodzony, ale zawsze klasyk :)

          W porze misjonarskiej w TVP 2 00:10 :)

          PUszczają to w cyklu Kocham Kino. I teraz już nie wiadomo, czy to
          Torbicka jeszcze redaguje, czy został jej tylko niedzielny magazyn, a
          cykl filmowy już do niej nie należy. Ktoś coś wie ? Bo nie wiem, komu
          przyznać plusa za to, że, późno bo późno, ale zreflektował się, że
          rocznicę śmierci Kieślowskiego warto by zilustrować jakimś jego
          filmem.
          • barbasia1 Re: Dziś Kod da Vinci 07.04.09, 15:34
            grek.grek napisał:

            > Ja to nagrałem, aż jestem ciekaw, czy rzeczywiście taki gniot :)

            Niestety to jednak gniot!
            Ale zobacz, koniecznie!
            i potem napisz, co sądzisz.

            > A dziś - klasyk klasyków "Przypadek" Kieślowskiego. [...]
            nie wiem, komu
            > przyznać plusa za to, że, późno bo późno, ale zreflektował się, że
            > rocznicę śmierci Kieślowskiego warto by zilustrować jakimś jego
            > filmem.


            A ja myślę, że to przypadek, że „Przypadek” emitują właśnie teraz, w
            okolicach rocznicy śmierci Kieślowskiego. :)

            Szkoda, że tak późno!
            Bo też chętnie przypomniałabym sobie ten film.
            i Bogusia w czasach świetności...
        • barbasia1 Re: Dziś Kod da Vinci 07.04.09, 15:21
          pepsic napisała:

          Zgadzam się z Tobą pepsic!
          Film przyciężkawy, mało emocjonujący, przeładowany różnymi wątkami,
          opowieściami (i jeszcze reklamy:) z trudem wytrzymałam do końca!
          (ja nie czytałam książki, więc się zaparłam :) i postanowiłam
          poznać całą historię od początku do końca).

          Jedyne co mi się podobało to strona wizualna filmu –jak Tobie,
          piękne ujęcia Paryża, i inne, ale i świetnie zrobione efekty
          specjalne –np. nakładanie jednego obrazu na drugi.

          • grek.grek Re: Dziś Kod da Vinci 08.04.09, 11:24
            Obejrzałem to wczoraj. Jezwa, jakbym nie miał go na video i
            musiał oglądać łącznie z reklamami, to zostałbym zniesiony z
            ringu w połowie drugiej rundy.
            Podobno ksiązka jest znacznie lepsza, ze sporą ilością
            intresujących historycznych tropów i odniesień, co widać
            dobrze, że w filmie próbowano wkręcać, ale, z konieczności, bardzo po łebkach i generalnie wyszło to słabo, bo jeśli w książce każdy kolejny
            krok na drodze do rozwiązania zagadki dokonuje się poprzez zagamatwane i
            erudycyjne dociekania, a w filmie sprawę się załatwia jednym zdaniem, to
            ewidentnie czuje się te zabiegi - scenarzysta pruje na skróty, gimnastykuje się i próbuje upchnąć kolanem co się da i jak się da.

            W sumie, Audrey Tautou ukobieciła się tak jakoś od czasu Amelii.
            Mc Kellen świetnie zagrał, poza tym jego postać mi się najbardziej
            podobała. Ideowo, rzecz jasna.
            Jean Reno skończył się na Leonie i trochę szkoda, że bierze role
            mało znaczące w filmach o wątpliwej klasie.
            Hanksa nigdy nie lubiłem i nie ceniłem, to nie jest wielka klasa,
            żadnej charyzmy nie ma, nie wiem za co dostaje taką kasę w Hollywodzie...
            • pepsic Re: Dziś Kod da Vinci 08.04.09, 13:16
              >Audrey Tautou ukobieciła się tak jakoś od czasu Amelii>
              Aby na pewno? Może trochę lepszą fryzurkę ma.

              >Hanksa nigdy nie lubiłem i nie ceniłem>
              A wiesz, że ja też za nim nie przepadam. W Filadelfii jakoś mnie nie rzucił na
              kolana, ani tym bardziej w Foreście Gumpie.
              Ale mam takie małe spostrzeżenie co do charakteryzacji głównych bohaterów w
              Kodzie. Zostali potraktowani bardzo schematycznie - on amerykański wykładowca -
              to koniecznie dać dłuższe włosy. Ona jak prawie każda filmowa Paryżanka -
              paraduje w prochowcu, co chyba wlecze się jeszcze od pamiętnej Kobiety i
              Mężczyzny Leloucha.
              Z tym, że to akurat mi nie przeszkadzało.
              • zoey7 Oszukana 08.04.09, 17:31
                Barbasiu, świetne, obszerne zreferowanie filmu, wielkie dzięki,
                czuję, jakbym film widziała :) To rzeczywiście na podstawie
                prawdziwej historii.
                • barbasia1 Re: Oszukana 09.04.09, 12:39
                  zoey7 napisała:
                  Dziękuję serdecznie, zoey, cała przyjemność po mojej stronie ! :)))

                  Jeszcze będzie podsumowanie!
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 11.04.09, 11:37
      To co, lecimy z Dwójką "Obcego" dzisiaj (22;30, P-sat) :)

      A jakby ktoś nie miał ochoty, to Tombstone w TVP 1 bez obawy
      może obejrzeć - przyzwoicie zrobiony film, dobrze zagrany,
      nawet przez Kurta Russella, co samo w sobie można uznać
      za wydarzenie.

      Wszyscy posiadacze TVP Polonia mają okazję zobaczyć koncert
      galowy PPA'09, o którym gdzies tam wyzej była mowa. 22:50.
      naprawdę warto.

      Barbasiu, no cóz, my (bo ja chętnie, raz jeszcze, bym go zobaczył) , nieposiadający Polonii, na razie musimy się obejść smakiem. Szkoda...
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 11.04.09, 12:09
        Na youtube jest fragment tego koncertu. Imiela może
        nie był tak porywający jak Peszki, Kumorek, Porczyk, LUC albo
        Preis, ale dobry, a poza tym - kto nie oglądał, może wstępnie
        się zorientować w ogólnej atmosferze wydarzenia. MOże następne
        wklejki są w drodze, kto zyw niech nadziei nie traci :)

        www.youtube.com/watch?v=1N8FOc1KFso
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 11.04.09, 12:26
          grek.grek napisał:
          > Na youtube jest fragment tego koncertu.

          Oooooo! Dzięki!

          MOże następne
          > wklejki są w drodze, kto zyw niech nadziei nie traci :)

          :)))
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 11.04.09, 12:24
        grek.grek napisał:

        Witaj grek.greku! :)

        > To co, lecimy z Dwójką "Obcego" dzisiaj (22;30, P-sat) :)

        Tak jest! Obowiązkowo! :))

        > Barbasiu, no cóz, my (bo ja chętnie, raz jeszcze, bym go
        zobaczył) , nieposiada
        > jący Polonii, na razie musimy się obejść smakiem. Szkoda...

        Muszę/musimy zatem zaczekać cierpliwie na sezon powtórkowy!


        // Tradycyjnie w święta marny program w TV mamy, prawda! :)//
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 11.04.09, 15:52
          Nie zagębiałem się, póki co, w ramówkę, ale podobno "Ali" z oskarową nominacją Smitha będzie w TVP, więc przynajmniej raz swojego gruchota
          odpalę :)
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 12.04.09, 14:29
            Obcy 2 - rzeczywiście „rąbanka w wielkim stylu”! :)

            Taka ilość reklam zwłaszcza o późnej porze to zabójstwo dla filmu!
            Całe napięcie diabli biorą (przez te reklamy nie wytrwałam do końca).

            Też podobała mi się scena, kiedy cała ekipa wcześnie wstaje z
            łóżek, a sierżant-Murzyn, z cygarem w ustach :) popędza towarzystwo.
            Ktoś się skarży, że podłoga zimna, na końcu któryś z marines
            narzeka, jak to nie znosi tej roboty”, samo życie! :).

            I jeszcze tekst Ripley: "Czy iloraz inteligencji nagle się obniżył,
            gdy mnie nie było ?" :) -może kiedyś, przy jakiejś okazji go
            zacytuję! ;))


            A dziś w TVP2 o 20.00 „Krosny, Krosny - mim radosny”! cz. 1, ale
            jednocześnie z Ranczem – i co tu wybrać? ;)

            grek.grek napisał:

            > Nie zagębiałem się, póki co, w ramówkę, ale podobno "Ali" z
            oskarową nominacją Smitha będzie w TVP.

            Widziałam w programie, strasznie późno!

            Opowiesz później troszkę o Alim!?


            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 12.04.09, 14:44
              Hehe, sierżant Apone nie do podrobienia :)

              Dialog :
              - Jaka zimna podłoga...
              - MOże podać papucie ?
              - Jakby pan był tak uprzejmy...

              Niezapomniany.

              Jasne, że coś skrobnę o Alim. Żaden problem.
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 12.04.09, 15:08
                grek.grek napisał:

                > Hehe, sierżant Apone nie do podrobienia :)
                >
                > Dialog :
                > - Jaka zimna podłoga...
                > - MOże podać papucie ?
                > - Jakby pan był tak uprzejmy...
                >
                > Niezapomniany.

                :))))
                O tak, tak!


                > Jasne, że coś skrobnę o Alim. Żaden problem.

                To świetnie! :))


                /A ja własnie piszę obiecane zakończenie i podsumowanie "Oszukanej"/
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 13.04.09, 13:02
      Mam dobrą wiadomość. Na dzisiaj zapowiadany jest - sądząc z recenzji GW niezły
      film duńsko-szwedzki "Tuż po weselu", co cieszy, bo dawno nic dobrego nie widziałam.
      Niestety gorsza wiadomość - na TVP Kultura (20.oo)
      :)
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 13.04.09, 13:09
        Ale z kolei na Polsacie tez duńska "Królewska gra", reklamowana jako ambitny thriller polityczny (23:40). Ale w Jedynce "Ali", więc ew.zostaje video.
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 13.04.09, 13:15
          Ech! Wszystko tak późno!
        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 13.04.09, 13:18
          Ali-ego to raczej odpuszczę, bo boks nigdy mnie jakoś nie pociągał, ale
          Królewska Gra może być dobra , bo piszą, że obsypana nagrodami. Niestety trochę
          późno jak dla mnie. Nie mogli tego dać wczoraj? :(
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 13.04.09, 13:13
        pepsic napisała:
        > Niestety gorsza wiadomość - na TVP Kultura (20.oo)
        > :)

        Powiedziałabym nawet, że to bardzo zła wiadomość!
        :)

      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 14.04.09, 13:56
        pepsic napisała:

        > Mam dobrą wiadomość. Na dzisiaj zapowiadany jest - sądząc z
        recenzji GW niezły
        > film duńsko-szwedzki "Tuż po weselu", co cieszy, bo dawno nic
        dobrego nie widzi
        > ałam.

        Miałam Cię, pepsic, pytać o wrażenia z tego filmu, ale przeczytałam
        w innym wątku, że emisję odwołano!?
        • barbasia1 "Tuż po weselu" 14.04.09, 14:03
          barbasia1 napisała:

          > pepsic napisała:
          >
          > > Mam dobrą wiadomość. Na dzisiaj zapowiadany jest - sądząc z
          > recenzji GW niezły
          > > film duńsko-szwedzki "Tuż po weselu", co cieszy, bo dawno nic
          > dobrego nie widzi
          > > ałam.
          >
          > Miałam Cię, pepsic, pytać o wrażenia z tego filmu, ale
          przeczytałam
          > w innym wątku, że emisję odwołano!?

          PS To już chyba jakaś totalna przesada z tymi zmianami w programie
          TV.
          Żeby film z gatunku dramat był niestosowny na cztery godziny przed
          ogłoszeniem żałoby!?
          • pepsic Re: "Tuż po weselu" 14.04.09, 20:36
            Do barbasi1.
            Oj dopiero teraz doczytałam, że to do mnie. No cóż, zamienili skandynawski
            dramat na polski (rosyjski?) - niepojęte! A za Łagodną (i filmem i powieścią) to
            raczej nigdy nie przepadałam. Ciekawa jestem, czy ten nocny film duński
            "Królewska gra", o którym grek.grek wspominał też wycięli w pień?

            Zgadzam sie w 100% z tym, co napisałaś:
            To już chyba jakaś totalna przesada z tymi zmianami w programem TV.Żeby film z
            gatunku dramat był niestosowny na cztery godziny przed ogłoszeniem żałoby!?
            :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 14.04.09, 11:31
      Miało być coś o "Alim", tak ? :)
      No to w krótkich żołnierskich słowach.

      Nie podobał mi się. 2 i pół godziny filmu, który ewidentnie mnie
      nie trafił. Właściwie niczym.
      Po kolei.

      Więc jest to historia Aliego/Alego od momentu zdobycia przez niego tytułu mistrza świata aż do jego odzyskania w najsłynniejszym pojedynku
      wszechczasów - z Foremanem w Kinszasie. W międzyczasie wszystkie
      ważnie wydarzenia w jego karierze i zyciu - przejście na islam, zmiana nazwiska Z Cassius Clay na Muhammad Ali, kontakty z Nation of Islam, organizacją czarnych Amerykanów dążącą do równouprawienia, przywrócenia czarnej rasie należnego miejsca w społeczeństwie w Stanach, odmowa służby wojskowej w następstwie czego odebrano mu tytuł, pozbawiono licencji bokserskiej i postawiono przed sądem, co zakończyło się rozprawą przed Sądem Najwyższym, gdzie powołał się na poprawkę mówiącą o możliwości odmowy służby ze wg na przekonania religijne i wygrał, powrót na ring i porażka z nowym mistrzem Frazierem, wykluczenie, a potem przywrócenie do NoI, po porażce Fraziera w z Foremanem zakontraktowania pojedynku z nim i wygranie go, w Zairze.
      Tyle oficjalnych ram, wszystkie te fakty można znaleźć w pierwszym lepszym bryku o Alim. Reżyser i scenarzysta po prostu odbebębnili życiorys Aliego, do każdej ważnej daty zrobili zwykły obrazek, ilustrację. MOżna robić film biograficzny albo tak właśnie, albo wyjmując jakiś ważny fragment z życiorysu i czyniąc go osią całej
      opowieści, wokół której ukazuje się sylwetkę bohatera. Ta druga opcja
      jest znacznie lepsza. Wg tej pierwszej wielkią biografię mogą zrobić
      tylko znakomicie twórcy. Michael Mann, jak wiadomo, takowym nie jest, nie był i nigdy nie będzie, nie spodziewałem się po nim wiele i mnie nie rozczarował.
      Obok tych głównych punktów szereg pomniejszych : związki z 3 kobietami - wyemancypowaną Sonji, z którą się wprawdzie kłócił i nie mógł
      zaakceptować tego,że nie jest, nie wygląda i nie zachowuje się jak muzułmanka (ale tylko ją kochał chyba naprawdę, nic dziwnego, że zagrała ją prawdziwa żona Smitha-Alego Jada Pinkett), potem z islamistką Belindą, z którą też nie mógł się porozumieć, bo nie bardzo akceptowała jego rosnącą niezależność od NoI (pokazana w filmie jako organizacja manipulatorów, cwaniaków i krętaczy, którym nie wiadomo o co chodzi) i wreszcie z dziennikarką Veroniką Porsche, którą poznał w Kinszasie, ciągle będąc mężem Belindy. Jakoś to po łebkach potraktowano, każdy z tych związków - po 3 sceny, po 1-2 rozmowach, co miało nakreślic jakiś obraz wzajemnych stosunków. Plus jakieś tam sceny łóżkowe rodem z Klanu, służące za typową filmową watę.

      Przyjaźń z Malcolmem X - też w zarysie zaledwie. Dwie-trzy rozmowy, jakieś komunały, zaznaczenie, że Malcolm był odesparowany od NoI, bo zmienił poglądy na mniej separatystyczne, potem zamach na X, o którym wieść łapie Alego w aucie, co przeżywa z kamienną twarzą i jedną łzą na policzku, i co dało mu asumpt tylko do tego by ze złości wygrać kolejny pojedynek w 1 rundzie. Ot, taki sobie wtręt, nie widac, żeby specjalnie to zradykalizowało go, czy odsunęło od czarnych braci... Mario Van Pebbles dobrze zrobiony, podobny do Malcolma, ale zagrać akurat nie miał okazji.
      I tak to się toczy w tym filmie - epizod goni epizod, slajd goni slajd, pstryk goni pstryk.

      Bokserskie sceny wiarygodne i dobrze sfotografowane, nie jest to Rocky, gdzie wszystko jest komiksowe.

      Sam Ali. Z jednej strony - arogant, prowokator, swoją pewnością siebie i docinkami wkurzający swoich przeciwników, a rozbawiający publikę, król medialnego szoł (świetna scena, kiedy rymowanką w tokszole próbuje skłonić media do zainteresowania się możliwością jego walki z Frazierem). I z drugiej - powazny, skoncentrowany, a zarazem o twarzy jakby ciągle ukrywającej napięcie i rosnące zdenerwowanie, dostający szału, kiedy ktoś nazywa go cassius Clay, czyli nazwiskiem człowieka, który był panem jego przodków-niewolników, nonstop mówiący o równości i konieczności przywrócenia czarnym pozycji, a zarazem przyjaźniący się z białym komenatotorem Cosellem (nonstop mu przy.srywa, bo Cosell nosi perukę - jest taka zabawna scena na konferencji prasowej w KInszasie, kiedy Cosell podnosi się żeby zadać pytanie, a Ali znacząco i delikatnie poprawia własne włosy, gładzi je, patrząc na niego sugerująco... ;)}, potrafi objąc swojego białego przeciwnika w ringu, podać z szacunkiem rękę woźnemu w sądzie (świetna scena, ten uścisk dłoni), przyjaźni się z Żydem, ni to mistykiem, ni to kim, który robi za jego sekundanta; dumny islamista, a jednocześnie zadający się z różnymi kobietami; prowokator przed pojedynkiem, a w ringu skupiony i precyzyjny.
      Will Smith dobrze to wszystko oddał, ale słusznie Oskara nie dostał, a nominację chyba jednak za fakt, że zagrał Alego i film był dobrze rozreklamowany :)

      cdn.




      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 14.04.09, 12:11
        Lecimy dalej.

        A, Smith dobrze oddaje mimikę Alego, dośc oszczędną. Wychodzi ze swojego emploi komika i zgrywusa, nawet odgrywając te ironiczne i komediowe popisy Alego na konferencjach prasowych robi to "jak Ali", a nie "jak Will Smith, Bajer w Bel-Air, Jazzy Jeff and Fresh Prince, jołłłł".

        Czym jest dla Alego boks ? Nie wiadomo. Pasją, biznesem, płaszczyzną budowania wpływów dla celów wyższych, dla zniesienia rasowej segregacji, możliwością demonstrowania black pride ? Nie wiadomo. Mann nie wie sam chyba.
        Dalej. W którymś momencie okazuje się, że Ali stracił całą kasę, dązy z determinacją do zorganizaowania pojedynku z Frazierem, nawet dzwoni do telewizji w czasie wywiadu z nowym mistrzem i po swojemu pyskuje, Cosell zarzuca mu, że przecież kupę szmalu zarobił, więc jak to się stało, że już nic nie ma. Nie wie tego Cosell, nie wie tego widz, bo nie ma o tym w scenariuszu ani słowa - była kasa, a tu nagle bankrut.

        Walka z Foremanem - Ali przegrywa z Frazierem, za chwilę pstryk ogląda walkę Fraziera z Foremanem i widzi porażkę dotychczasowego mistrza, pstryk i już konferencja prasowa na której już wszystko jest pdpisane, miejsce ustalone, a Ali naigrywa się ze swojego przeciwnika. 2 i pół godziny i same pstryki.

        Kinszasa. Alego witają jak idola, biega po slumsach w ramach treningu - bioegnie z nim cała armia dzieciaków, straszych facetów, normalnie sceny wyjęte z Rocky'ego. Tandetę próbuje ratować afrykańska muzyka i obrazki zaniedbanego getta, zwolnione tempo, i twarz Alego, która ma wyrażać cholera wie co. Nic nie wyraża, widz nie wie, czy Ali czuje biedę która kłuje po oczach, czy zadumany jest nad losami świata, czy coś jeszcze innego. Tutaj przydałby się jakiś ruch twarzy Smitha, jakiś wyraz oczu, który coś mówi, ulotny chociażby, ale dający szansę się zorientować czy on jest zagubiony i sam nie wie o co mu chodzi w życiu, czy po prostu taki ma styl wzruszania się.

        Fizys. De Niro grając Jake'a La Mottę wyglądał tak jak odtwarzana postać na róznych etapach swojej kariery - szczupły, a potem utyty,zmieniona twarz etc., Smith jako Ali tak samo wygląda mając 22 lata, co 33. Ta sama twarz, ta sama sylwetka, ten sam rysunek mięśni - a prawda jest taka,że Ali w Kinszasie rózni się od Alego w momencie zdobycia pasa mistrzowskiego. Poszli panowie na łatwiznę, jakby świadomi, że nie będzie to wielkie dzieło, a tylko kanoniczna, poprawna wersja życiorysu, w której Ali nie będzie specjalnie interesujący, raczej letni i bezbarwny. NIby ma być pokazany z róznych stron, niby to Will jakoś zagrywa, ale napisane jest kiepsko, powierzchownie, w sumie niewiele się o Alim dowiadujemy.
        Nie wiadomo - dlaczego Ali jest takim fenomenem, za co go ludzie kochają. Za te parę ciosów, za parę grepsów ? Mann nie analizuje tej sprawy, jakby wychodząc z założenia, że nie musi, bo widz wie, że to film o Alim, a Ali był kochany i przyjąc to trzeba bez tłumaczeń i analiz. zamiast tego serie epizodów i pstryków. Mann zachował się jak złodziej węgla, który do wora próbuje upchnąc jak najwięcej - nie skupił się na jednej-dwóch liniach narracji, tylko postanowił poupychać jakkolwiek i gdziekolwiek wszystko, co wydało mu się niezbędne, i wskutek tego nagromadzenia trzeba było o wszystkim napomknąć, a o niczym nie opowiedzieć naprawdę. Typowa grafomania filmowa.

        Psychologia La Motty we Wściekłym Byku przy psychologii Alego w Alim jest jak... Scorsesee przy Mannie :))

        Ten film po prostu nie ma temperatury. Za grosz. Ogląda się go "na zimną rybę".
        Poza paroma scena, które opisałem, ujęła mnie jeszcze jedna - podczas pojedynku otwierającego film tablicę z numerem rundy prezentuje publiczności... starszy facet w garniturze :) Jak to się zmieniło... dzisiaj, ba - 20-25 lat temu też obowiązkowo, tabliczki modelki z nerkami na wierzchu i nogami pod sufit. A tutaj starszy chłopina zasuwa z tabliczką w roli pussycat - niezapomniane :)

        POjawia się na chwilę Jim brown, znany futbolista, Mann robi to klasycznie - trwa jakieś spotkanie domowe, w którym bierze udział Ali, przechodzi facet, a jakiś gość na kanapie woła "Hej, Jim Brown" i
        mamy się zorientować, ze Jim Brown też był w temacie, że Malcolm, Ali, Brown, oni wszyscy się spotykali razem, byli po jednej stronie. Typowy chwyt sitcomowy.
        Próba oddania nastroju czasów poprzez scenę, kiedy trwają zamieszki uliczne, a Ali ćwiczy na dachu, przez kilka wstawek z klubokawiarni dla Afroamerykanów, gdzie się śpiewa, tańczy i ubiera do taktu, kilka zbliżeń na muzyków, piosenkarki produkujących się na scenie. Kolejny pstryk dla zorientowania się, ze to lata 60 i jak wtedy było niby.

        Półminutowy pstryk z podsłuchującymi go agentami CIA czy FBI, nawet to nie jest powiedziane. Ot, dwóch chłopa siedzi przy sprzęcie w domu obok, jedzą kanapki i rzucają po jednym zdaniu, żeby widz się kapnął kogo nagrywają.
        Jakaś retrospekcja na początku, mały Ali z ojcem wsiadają do autobusu "tylko dla białych", jakieś tam oderwane od rytmu filmu wspomniki Alego z młodości, że przejął się widokiem zmasakrowanego Murzyna, którego tak biali urządzili za to, że spojrzał na biała dziewczynę, niby tak dla wyjaśnienia, ze Ali gdzieś tam wewnątrz nosi urazę, strach i skąd się wzięła jego wrogość wobec podziałów rasowych.
        Stosunki z ojcem najpierw zarysowane za pomocą którekiej wymiany zdań, w której ojciec krytykuje Alego za zmianę nazwiska, a ten mu odparowuje, ze nie nazwisko ojca, to nazwisko niegodne, bo należy do pana, który niewolił ich przodkow i daje do zrozumienia, że ojciec powinien się go wcześniej wyrzec, a nie pracować dla białych robiąc jakieś aniołki, czy jezuski z jasnymi włosami i białą skórą (można by wywnioskować,że stary był jakimś podrzędnym artystą malarzem, czy kim tam). POle do ciekawego konfilktu. Nie u Manna, jemu wystarczyło jedno spięcie i uznał, że wyjaśnił co ojca łączy z Alim, a co ich dzieli.

        W epizodach, no bo gdzie indziej, Don King, najbardziej znany promotor i organizator w świecie boksu, jak również największa pijawa i krętacz w tym samym światku.

        Nie kupiłem tego filmu. Drugi raz go nie obejrzę :)





        • barbasia1 Ali cd. 14.04.09, 13:08
          grek.grek napisał:

          > Lecimy dalej.

          //Przepraszam, w trakcie odpisywania musiałam na chwilę odejść od
          komputera i potem nie zauważyłam, że pojawił się ciąg dalszy Twej
          opowieści o "Alim"!//

          Wychodzi na to, że to taka klasyczna biografia dla bardzo mało
          wymagającego widza, biografia bez jakiejś głębszej refleksji.
          Szkoda, bo postać Alego jest naprawdę interesująca.

          W każdym razie wielkie dzięki za wszystkie ciekawe uwagi! :)))



          • grek.grek Re: Ali cd. 14.04.09, 14:05
            No niestety, z mojego punktu widzenia - bardzo średni film, żeby nie powiedzieć błahy; lepiej o Alim jakiś dobry artykuł, albo ksiązkę przeczytać. Jak film o boksie i bokserach, to tylko Wściekły Byk Scorsesee z De Niro - też o postaci autentycznej, a jakże wspanialszy, głębszy i lepiej zrobiony...

            Nie dośc, że film przeciętniacki, to jeszcze, po tych wszystkich zmianach w grafiku, się zaczął prawie o północy, a skończył tuż przed wpół do trzeciej. Lubię nocne oglądactwo, ale nie przepadam za zmianami pór nadawania filmów w ostatniej chwili :)
            • barbasia1 Re: Ali cd. 14.04.09, 14:25
              grek.grek napisał:
              > Nie dośc, że film przeciętniacki, to jeszcze, po tych wszystkich
              zmianach w gra
              > fiku, się zaczął prawie o północy, a skończył tuż przed wpół do
              trzeciej.

              To w takim razie jeszcze bardziej doceniam, że chciało Ci się
              napisać (i to tak dużo i ciekawie!) o tym filmie! :))



              > skończył tuż przed wpół do trzeciej.

              Strasznie późno...

      • barbasia1 "Ali" 14.04.09, 12:23
        grek.grek napisał:

        > Miało być coś o "Alim", tak ? :)
        TAK! :))

        Fanką boksu nie jestem :), ale oczywiście słyszałam o Muhammadzie
        Ali (niewiele, bo niewiele, ale jednak), więc ciekawa byłam tej
        filmowej opowieści o nim (bardzo lubię w filmy biograficzne),
        zwłaszcza po tym, jak przeczytałam w gazecie informację o nominacji
        Willa Smitha do Oscara za rolę Alego.


        Czekam zatem na ciąg dalszy
        i
        dzięki Ci! :))
        • zoey7 Cztery pory roku - komediodramat USA na TVP 0.10 14.04.09, 15:59
          Świetny film z Alanem Aldą, którego osobiście uwielbiam. Kiedyś
          dawno temu widziałam ten film w TV, byłam dzieckiem (ale dobrze
          rozwiniętym hehe, więc i wtedy już zwróciłam uwagę na ten film).
          Tytuł wzięty z Vivaldiego, bo i cały film przepleciony jest jego
          muzyką. Dobre kino - właściwie to obyczajowe, tylko nie wiem czy z
          powodu żałoby nie odwołano emisji? Tak czy inaczej - polecam. Ja to
          nocna jestem, więc pora po północy mnie nie przeraża.
          • barbasia1 Re: Cztery pory roku - komediodramat USA na TVP 0 17.04.09, 13:48
            zoey7 napisała:
            > Świetny film z Alanem Aldą,
            Dzięki za info. zoey!

            Czy ktoś oglądał "Cztery pory roku "?
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 16.04.09, 11:33
      Jakby kto nie mógł spać dzisiaj, to nie pożałuje jesli obejrzy
      "Zło" w TVP 2. Bardzo dobry film.

      Jest sobie chłopak - dobrze się uczy, jest utalentowanym sportowcem, niby nic mu nie dolega, poza tym, że wdaje się w zadymy. Powód jego frustracji brzmi : sajgon i kocioł w chałupie - jego ojczym leje go za byle co - ot, przy kolacji chłopak mu coś nie tak odpowie, czy przyniesie niedobre oceny ze szkoły i słyszy : "musimy o tym porozmawiać", a potem dostaje po zadzie paskiem, matka totalnie bezwolna marionetka, zależna od tego buraka, kiedy zaczyna się akcja idzie pograć na pianinie czy tam fortepianie.

      Chłopak dostaje szansę na skończenie liceum w innym miejscu - w szkole z internatem, która wygląda jak te klasyczne angielskiego typu szkoły męskie - zamczysko, campus w stylu oksfordzkim, co o tyle jest ciekawe, że film zdaje się jest szwedzki :) Problem w tym, ze rządzi tutaj uczniowska fala, którą zawiaduje kilku cwaniaków, a wszystko zgodnie z regułami i kodeksami rzekomo elitarnej szkoły. Nie trzeba ajnsztajna, zeby przewiedzieć, że wreszcie mogący oddychać powietrzem nie-domowym chłopak wpadnie jak śliwka w inne łajno. Jak sobie z tym poradzi, to już polecam obejrzeć...

      TVP 2, 23:55.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 16.04.09, 12:13
        grek.grek napisał:

        > Jakby kto nie mógł spać dzisiaj, to nie pożałuje jesli obejrzy
        > "Zło" w TVP 2. Bardzo dobry film.

        Ja raczej będę mogła (spać) :))
        Ale thnxs za info.

        A propos pory emisji tego filmu - program pana Bronisława też
        przerzucili ostatnio na godzinę misyjną okołopółnocną widziałeś,
        grek.greku!?
    • barbasia1 W sobotę Woddy Allen w TVP1 o 20.20!!!!!!!!!!!! 17.04.09, 13:39
      Patrzę i oczom nie wierzę - w sobotę w TVP1 o 20.20 !!! - "Wszytko
      gra" Woddy'ego Allena (2005).
      W dodatku TV (do Dziennika) piszą o tym filmie tak - "Allen tym
      razem nie w sosie, bez typowej zgrywy. A włąściwie w sosie, ale
      gorzko kwaśnym: o pożądaniu pieniadza, pozycji, kobiety."

      A poza tym w filmie wstępuje m.in. nasza (m.in. moja i Woddy'ego i
      grek.greku Twoja chyba też!? :) ulubiona aktorka - Scarlett
      Johansson.

      Nie widziałam tego filmu z wielką przyjemnoscią obejrzę film Allena
      wreszcie o ludzkiej porze!

      Też w sobotę, ale w TVP2 o 22.20 "Ciemność" - hiszpański(!) horror
      z Anną Paquin w roli głównej (a propos Anna Paquin zagrała rolę
      Ireny Sendlerowej w wyprodukownaym przez amerykanów filmie, o którym
      ostanio było głośno z powodów pozafilmowych !).
      W dodatku TV dają temu filmowi aż 4 gwiazdki!
      • barbasia1 W sobotę jeszcze "Obcy" 3 17.04.09, 13:45
        Z zrażenia zapomniałem jeszcze o "Obcym 3" (w reż. Davida Finchera) -
        18.04 "Polsat" godzina 22.20!
        A zatem jest w czym wybierać! :)
        • barbasia1 Re: W sobotę jeszcze "Obcy" 3 19.04.09, 15:43
          Ellen Ripley /Sigourney Weaver/ obcięta na zero wyglądała
          rewelacyjnie!

      • pepsic Re: W sobotę Woddy Allen w TVP1 o 20.20!!!!!!!!! 17.04.09, 14:15
        Nowojorczyk Woody Allen i dramat trochę angielski! Może być niezła mieszanka. GW
        ocenia na 4 gwiazdki. Niestety beze mnie, ale liczę na niezawodnych recenzentów.
        Podobnie z horrorem hiszpańskim i Anną Paquin, ale tu przyznali tylko 2 gwiazdki.
        :)
        • barbasia1 Re: W sobotę Woody Allen w TVP1 o 20.20!!!!!!!!! 17.04.09, 15:54
          pepsic napisała:

          > Nowojorczyk Woody Allen i dramat trochę angielski! Może być niezła
          mieszanka. G
          > W
          > ocenia na 4 gwiazdki.

          Dziennik daje nawet 5 gwiazdek i dopisek "hit dnia"! :)

          > Podobnie z horrorem hiszpańskim i Anną Paquin, ale tu przyznali
          tylko 2 gwiazd
          > ki.
          > :)

          To się bardzo często zdarza - Dziennik ocenia wyżej jakiś film, GW
          daje mu znacznie mniej gwiazdek i odwrotnie. I komu tu wierzyć? :)
      • grek.grek Re: W sobotę Woddy Allen w TVP1 o 20.20!!!!!!!!! 17.04.09, 14:50
        Heh, moja ulubiona Scarlett, to :

        www.youtube.com/watch?v=mdivbqE_8Qw
        ale Johansson też może być :)

        Wygląda na to, że sobota będzie maratonem filmowym z TVP (obu nie widziałem, więc tym przyjemniejszym) -
        Obcego 3, jeśli już, to ewentualnie sobie nagram, o
        ile mi odpali mój sprzęt zza wschodniej granicy pozyskany.

        Jestem zadowoloną gębą Dżeka...

        • barbasia1 Re: W sobotę Woody Allen w TVP1 o 20.20!!!!!!!!! 17.04.09, 15:33
          grek.grek napisał:

          > Obcego 3, jeśli już, to ewentualnie sobie nagram, o
          > ile mi odpali mój sprzęt zza wschodniej granicy pozyskany.

          Tego Ci życzę! :)
          (ja się nastawiam na Obcego3)

          > Jestem zadowoloną gębą Dżeka...
          :)))

          No właśnie - Dżek, Fincher i zaległy "Podziemny krąg"! Pamiętam!!!

          Chciałam pożyczyć w naszej wielkiej (jednynej w mieście)
          wypożyczalni "Pozdziemny krąg", żeby raz jeszcze obejrzeć, ale
          niestety nie ma! Ktoś pożyczył i oddać nie chce!

          Trudno, na szczęście pamięć jeszcze dobrze funkcjonuje :), a poza
          tym kilka uwag i wrażeń już spisałam wcześniej , pozostaje tylko
          dokończyć, co też wkrótce uczynię!

          spóźniona strasznie b.




          > Heh, moja ulubiona Scarlett, to

          !

          Podoba mi się ta Scarlett/Anja!
          Przyznam się, że nie znałam tego utworu, zresztą, prawie nie znam
          twórczości AO.




          • notteanapoli Re: W sobotę Woody Allen w TVP1 o 20.20!!!!!!!!! 17.04.09, 21:14
            "Ciemność" to film który potrafi nieźle przestraszyć o ile najpierw przebrniemy
            przez familijne perypetie bohaterów będące mizerną i drażniącą opowieścią o
            nastolatce skłóconej z rodzicami. Jak już się akcja rozkręci (o ile pamiętam po
            godzinie lub więcej) to robi się bardzo ciekawie. Właściwie to film polecam
            miłośnikom horrorów którzy nie są wielkimi fanami logiki i potrafią przebrnąć
            przez nudne początki bo sama intryga oparta jest na intrygującym pomyśle a i
            atmosferka jest fajna.
            • zoey7 Re: W sobotę Woody Allen w TVP1 o 20.20!!!!!!!!! 17.04.09, 22:15
              Osobiście polecam z całego serca film Wszystko gra W. Allena i tych,
              którzy go obejrzą zapraszam później do dyskusji :) Później, nie chcę
              bowiem niczego zdradzać, najlepiej nie czytajcie żadnych recenzji,
              bo dla GW bardzo często recenzja=streszczenie większości fabuły. Po
              prostu usiądźcie przed telewizorem i dajcie się porwać Mistrzowi!!!
              A Ciemność - horror - też naprawdę dobry i przestraszyć się można, i
              niesztampowe zakończenie.
              Obcy III to też pozycja nie do przegapienia :)
              Pozdrawiam wszystkich TV-maniaków!
              • easz Re: W sobotę Woody Allen w TVP1 o 20.20!!!!!!!!! 19.04.09, 00:35
                zoey7 napisała:

                > Osobiście polecam z całego serca film Wszystko gra W. Allena i
                > tych, którzy go obejrzą zapraszam później do dyskusji :) Później,
                > nie chcę bowiem niczego zdradzać, najlepiej nie czytajcie żadnych
                > recenzji, bo dla GW bardzo często recenzja=streszczenie większości
                > fabuły.

                Ja mam wrażenie, że ostatnio wszyscy to tak robią, okropieństwo.

                A jeśli chodzi o film Wszystko gra - obejrzałam drugi raz i chętnie
                poczytam o, ale czy mogłabym nieśmiało poprosić o założenie
                oddzielnego wątku? Byłoby wygodniej. Mnie.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 20.04.09, 12:04
      Czas KOmedy, dokument o K. Trzcińskim-Komedzie, TVP 2 o 0:50.

      Czuję, że będzie warto, bo trochę czytałem o nim i, na mój
      gust, to bardzo interesująca (polski, barwny jazzman w czasach
      średnim PRL...), twórcza, no i jednak tragiczna (nagła śmierć) postać była, a kompletnie zapominana kiedy mowa o kanonie polskiej muzyki i jakby nigdy, tak do końca, nie wykorzystywana medialnie i nie tylko, jak choćby Stańko czy Możdżer.

      Film ma być skupiony na relacjach osób, które go dobrze znały, więc
      pewnie pogłębi to, co, jednak suche nieco, kursujące tu i tam biografie tylko znamionują, a do tego naszkicuje jakiś obraz tej bohemy, w której się KOmeda obracał w kraju.


      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 20.04.09, 12:09
        Stańko i MOżdzer mają łatwiej, bo żyją :) KOmeda mógłby
        jednak zaistnieć nawet po śmierci, może nie dla wszystkich,
        ale pewnie trafiłby do wielu, choćby jako bohater dobrego filmu
        biograficznego.
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 20.04.09, 14:30
          grek.grek napisał:

          KOmeda mógłby
          > jednak zaistnieć nawet po śmierci, [...] choćby jako bohater
          dobrego filmu > biograficznego.

          Myślę, ze mógłby powstać naprawdę fascynujący film biograficzny!
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 20.04.09, 14:24
        grek.grek napisał:

        > Czas KOmedy, dokument o K. Trzcińskim-Komedzie, TVP 2 o 0:50.

        O 0:50! Ożeż w cara!!!
        Czy w takim razie mogłabym zamówić u Ciebie, greku.greku
        streszczenie tego dokumentu!?

        W "Uchodźcach" Grynberga czytałam o okolicznościch śmierci Komedy,
        w razie czego, mogę później dopowiedzieć!
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 20.04.09, 15:04
          Jasne. Napiszę coś jutro.
          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 20.04.09, 15:10
            grek.grek napisał:

            > Jasne. Napiszę coś jutro.

            To świetnie! :)
            • zoey7 śmierć Komedy 20.04.09, 17:16
              W grudniu, w Los Angeles uległ tragicznemu wypadkowi.
              Po przewiezieniu przez żonę Zofię do kraju, zmarł z powodu źle
              leczonego krwiaka mózgu. Są różne wersje przyczyn krwiaka – wypadek
              samochodowy jesienią 1968., zepchnięcie ze skarpy przez Marka Hłaskę
              podczas pijackiej imprezy. Roman Polański w swoich wspomnieniach
              twierdzi, że na skutek przyjacielskich przepychanek z pisarzem
              Markiem Hłaską Komeda upadł i zranił się w głowę.

              • barbasia1 Re: śmierć Komedy 21.04.09, 12:01
                Z kolei Grynberg, który wtedy też był już Ameryce i znał i Komedę,
                Hłaskę i ich znajomych pisał tak:
                Komedę odwiedzili Hłasko i Niziński, razem pili, potem Niziński
                zmęczony cichcem wyszedł i udał się do samochodu chcąc wrócić do
                siebie. Kiedy wyjechał sprzed posesji zauważył (cudem chyba), że
                ktoś leży na jezdni, okazało się, że to był Komeda, a za drzewem
                ukrywał się Hłasko.
                Wszyscy razem wrócili do domu, w drzwiach spotkali zaspaną
                dziewczynę Komedy („atrakcyjną aktoreczkę z Izraela”) wdali się z
                nią w rozmowę , wykorzystując sytuację Niziński znów pobiegł do auta
                i pojechał do domu, a Hłasko i Komeda wrócili do picia. Potem
                postanowili się przejść. Było już ciemno, niebezpieczna skalista
                okolica (Komeda mieszkał w domu w Hollywood na skalistej
                skarpie „nad Sunsetem”), oni po alkoholu i ... tu już dokładnie nie
                wiadomo co się stało.
                Komeda wylądował potem w szpitalu w bardzo ciężkim stanie.
                Zmarł 23.04 1969 roku już w Polsce, żona zabrała go później do
                Polski – bo, jak pisał Grynberg, zabrakło pieniędzy, żeby płacić za
                umieranie Komedy w Kalifornii.

                W tym samym roku czerwcu zmarł też w niewyjaśnionych do końca
                okolicznościach Hłasko.
                • grek.grek Re: śmierć Komedy 21.04.09, 12:20
                  Żona wspomina także, że Hłasko zaraz po tym upadku KOmedy
                  latał po okolicznych willach bogaczy i jakimś cudem udało
                  mu się właścicieli jednego z domostw przekonać, by ich
                  wspuścili (pijanych, waniających wódą, w dośc sfatygowanych ciuchach),
                  i pozwolili zadzwonić po karetkę. POjechał z KOmedą do szpitala,
                  siedział tam przy nim itd.
              • grek.grek Re: śmierć Komedy 21.04.09, 12:16
                We wczorajszym dokumencie opinie (m.in żony) były zgodne -
                bezpośrednim powodem był ten upadek ze skarpy po przepychance
                z Hłaską.

                Obiecałem streszczenie, no to może słów kilka na zadany temat.

                Film był stary, z 94 roku.
                Przeplatanka wypowiedzi, zwierzeń i opowieści osób znających Komedę, bliskich mu, przyjaciół i fragmentów muzycznych w jego wykonaniu, czasami z nagrań Filmoteki, a czasami ilustrowanych jego zdjęciami lub animacjami, także fragmentami filmów - czy to z muzą Komedy (Nóz w wodzie, Do widzenia, do jutra), czy z jego udziałem - głównie "Niewinnych czarodziejów", sztandarowy obraz młodego pokolenia przełomu 50/60.

                Prym wiodła jego żona, Zofia, w której relacjach rysował się obraz ich małżeństwa, jako klasycznego układu : mężczyzna-artysta w nieustannym akcie tworzenia & kobieta-opiekunka, menadżer, impresario, gosposia i wszystko inne w jednym. Komedę zabolał ząb - żona zabiera go do dentysty, tam asystuje przy zabiegu, z powrotem do domu, podusia, wyciemniony pokój, artysta odpoczywa, żona zajmuje się soba i domem. Artysta tworzy, hałasuje, podśpiewuje pogrywając na forteklapie, żona robi na szydełku i jej głównym zadaniem jest nie przeszkadzać :)
                Mieszkali skromnie, w małym mieszkanku, bez radia, bez telewizji (dopiero wyjeżdżając zagranicę po raz pierwszy, do Francji, KOmeda kupił telewizor żonie).

                Kilka osób, poza Matuszkiewiczem jakoś nie kojarzę nazwisk, ale pewnie jacyś znawcy tamtego okresu i to obciach, że tego nie wiem, opowiadali o realiach epoki.
                Więc - średni PRL, dość zgrzebnie i szaro, partyjna kontrola, i w tych
                okolicznościach przyrody jazz staje się dla jego wykonawców czymś
                najistotniejszym na świecie, "najwyższą formą istnienia i kontestacji", czymś w co angażują bez reszty swoje emocje, nie dbając o resztę (Osiecka powiada, że na nic nie mieli, nawet na bilet tramwajowy, więc często z konieczności uderzali z buta) i nie przejmując się, ze nie ma czasami co do gara włożyć.

                Niezwykłe było to, ze grając za darmo i dla niewielkiej grupy odbiorców spalali się niemal w trakcie występu, wkładali w to całe serce. Jazz był idealnym i niezastąpionym środkiem wyrazu, autoekspresji, oddania nastrojów i wewnętrznej barwy. Muzyka była świętością niemalże, zwłaszcza, ze tak naprawdę nic innego nie mieli, prócz mało atrakcyjnej dla nich rzeczywistości poza-jazzowej.

                Matuszkiewicz opowiadał, jak to grywali w prywatnych domach, w ujaranym papierosami, zadymionym pokoju i mieli porozstawianie czujki wszędzie, co by ich informowały o tym, czy nie idzie ktoś obcy, zwłaszcza milicja - kiedy wchodził do kamienicy, natychmiast zmieniali ton, grali "Sto lat" i udawali, że właśnie świętują imieniny ciotki. Niezły patent :)

                Totalne podziemie.
                Kiedy w którymś momencie władza i oficjalny obieg zaczęły ich akceptować, poczuli wręcz dyskomfort i zaczęli się zastanawiać, czy
                granie jazzu w takich warunkach jeszcze się pokrywa z ich potrzebami
                i specyfiką tej muzyki. Stary jak świat dylemat, mówiąc na marginesie.

                O samym Komedzie.
                Stańko (nie do poznania prawie, jakby nie patrzeć 15 lat młodszy, do tego z brodą, w czerwonym berecie tyłem do przodu, w jakiejś kolorowej koszuli, jakby taki tęższy jakiś) opisał go jako "poważnego, małomównego, charyzmatycznego" i to się jakoś tam powtarzało w kolejnych opiniach.
                Niekoniecznie był partnerem do rozmów o Bogu, jakichś sprawach ostatecznych - wyrażał swoje intuicje w muzyce.

                Charakter jego muzyki, jej głębia (ciągle cytuję) wynikała z wewnętrznego zaangażowania, nadzwyczaj serio traktowania swojej twórczości, ktoś tam nawet wspomniał o "boskim natchnieniu" - mozna
                więc by rzecz, że KOmeda był zarazem dzieckiem swojego czasu, swojego
                środowiska, z tym, ze to on wywierał na nim także własne piętno, inspirował je i całkiem osobnym zjawiskiem, bo to właśnie on nosił w sobie ideały i emocje, które wynikały niekoniecznie z wczucia się w klimat epoki, a z niego samego, z własnej naturalnej wrażliwości.

                Niejaki Sławiński określił jego muzykę terminem "osobista" służącą jednemu tylko celowi - wyrażeniu siebie, własnych napięć, emocji i
                stanów ducha. I improwizacja - Osiecka wspomniała, że nie sposób
                było się do pisanej przez niego muzyki spokojnie ustawić czy to na scenie, czy to z tekstem, czy czymkolwiek innym, bo zawsze grał inaczej, nigdy jednego kawałka nie umiał powtórzyć w jednakowy sposób, czym utrudniał współżycie artystyczne takim jak ona ;)

                POlański opowiadał jak to któregoś razu, na gazie, wszedł na wysokie drzewo, przez półtorej godziny nie mogli się go doprosić żeby zszedł na dół; Osiecka opisała słuchające jego muzyki dziewczyny, jako ciche, spokojne, nieumalowane, a więc chyba to nie były te same, co słuchały Mc Cartneya; Skolimowski wspomniał o tym, że przy całej swej powadze miał spory dystans do siebie - miał lekkie problemy z nogą, po chorobie z dzieciństwa i lubił nazywać siebie "rudym kuternogą", chociaż ani nie był kuternogą, ani nie był rudy :)

                Żona wspomina, ze jej matka nie mogła pojąć, jak dobrze zapowiadający się lekarz moze rzucić zawód dla muzyki, tak niedochodowej, niszowej, tak mało zrozumiałej wówczas.
                Pewnie później zrozumiała, zwłaszcza po sukcesie Komedy w Ameryce. Trzcińska wspomina, że zakochał się w amerykańskiej motoryzacji, amerykańskich autach - jeździli kabrioletem, stacje radiowe
                grały kołysankę z "Dziecka Rosemary" (ciekawe, że nagranie było wcześniej niż premiera filmowa), a Komeda ciągle mówił z dumą "słyszysz ?, to moje", hehe :)
                W ogóle w Stanach się w nim zakochali - w jego nastawieniu, profesjonalizmie, podejściu do muzyki, podpisał z Paramount Pictures kontrakt na muzykę do 3 filmów rocznie, ale, co interesujące, nie
                chciał zostać w Ameryce na stałe. Miał więc pełen luz, mógł mieszkać
                w Polsce, byle muzyka docierała do studia na czas, ewentualnie czasami musiał przyjechać na nagranie, czy coś w tym guście.
                No i w takim momencie ten wypadek...

                Podobno Hłasko absolutnie był pijany KOmedą, totalnie w niego zapatrzony, wręcz zaborczy. Komedy może aż tak nie siekło, ale
                też zdaje się mocno mu Hłasko do gustu przypadł. Taka przyjaźń
                specyficzna, a może i nie, może po prostu jakiś rodzaj zaintrygowania.
                trudno określić.Tak czy siak, Hłasko za kołnierz nie wylewał,
                trochę Komedę, co nie był przesadnych abstynentem, ale i nie
                grzał w palnik bez opamiętania, rozpił. Żona twierdzi, że nie
                ma żalu do Hłaski, że nie ma w tym co zaszło jego, ani niczyjej
                winy. Niech i tak pozostanie. KOntropinia przyjaciółki Komedów,
                Krzyżanowskiej, jest inna - zdecydowanie obwinia Hłaskę, nie nazywa
                tego "nieszczęsliwym wypadkiem", czy innym eufemizmem.

                No i tyle :) Ciekawa rzecz, trzeba przyznać.







                • barbasia1 Re: śmierć Komedy 21.04.09, 14:10
                  grek.grek napisał:

                  >[...] Ciekawa rzecz, trzeba przyznać.

                  Bardzo ciekawa!
                  Świetne!!! Dzięki! :)))))))

                  Jeszcze a propos Hłaski.
                  Hłasko - człowiek piekielnie inteligentny, szalenie interesujący, z
                  pasją, niezwykle silna osobowość (typ przywódcy) po alkoholu,
                  którego dość często nadużywał (pił, bo nie mógł pisać, bo nie mógł
                  się odnaleźć na obczyźnie), stawał się bardzo agresywny, wręcz
                  niebezpieczny. Ludzie się go bali, nie chcieli utrzymywac kontaktów
                  z awanturnikiem, pijakiem.
                  Komeda był jednym z niewielu (drugim był wspomniany przeze mnie
                  Niziński), którzy bezgranicznie go akceptowali.


                  /Dziś w radiowej Trójce zapowiadali dzień z Komedą – w czwartek
                  23.04!/
                • barbasia1 Re: śmierć Komedy 21.04.09, 14:25
                  grek.grek napisał:

                  Grek.greku, czy Zofia Komedowa mówiła dlaczego nie pojechała z mężem
                  do Ameryki?
                  • pepsic Re: śmierć Komedy 21.04.09, 14:33
                    "drugim był wspomniany przeze mnie Niziński"

                    Barbasiu1, kim jest Niziński, bo nie kojarzę? Czy czasem nie ma tu pomyłki w
                    nazwisku?
                    • grek.grek Re: śmierć Komedy 21.04.09, 14:51
                      Barbasi się chyba literówka przytrafiła, bo Trzcińska mówiła
                      o Marku Niezińskim (nawet dałem głośniej, bo kiedy pierwszy
                      raz wymieniła nazwisko, to miałem wrażenie, ze słyszę
                      "Marek Niedźwiecki").
                      • barbasia1 Re: śmierć Komedy 21.04.09, 16:21
                        grek.grek napisał:

                        > Barbasi się chyba literówka przytrafiła, bo Trzcińska mówiła
                        > o Marku Niezińskim

                        Jeśli to literówka, to winę zrzucam na Grynberga!

                        Wczoraj zajrzałam ponownie do jego książki Uchodźcy, żeby
                        przypomnieć sobie co pisał o Komedzie, Hłasce i taką postać nazwiska
                        znalazłam , na pewno- Niziński (nie: Niżyński! , nie : Nieziński,
                        tylko Niziński; na imię nie natknęłam się, ale poszukam później ).

                        Niziński/Nieziński to też bardzo ciekawa postać, artystyczna dusza.
                        Był fotografikiem i metaloplastykiem z Zakopanego, po Październiku
                        wyjechał do Anglii do ojca, który został tam po wojnie. Potem
                        przyjechał do Hoollywood.
                        Spragniony towarzystwa, chętnie gościł różnych artystów, emigrantów
                        z Polski, a oni chętnie go odwiedzali, bo zawsze miał alkohol
                        (Spatif na obczyźnie:).

                        Grynberg pisze, że Nizińskiego przeważnie utrzymywała jego matka,
                        która zrobiła w Stanach wielką (największą!:) karierę gotując u
                        Franka Sinatry , Zsa Zsy Gabor , Barbry Streisand i wielu innych
                        wielkich sław. :))

                        • pepsic Re: śmierć Komedy 21.04.09, 16:36
                          Dzięki za informacje o tej barwnej osobie :)
                          • barbasia1 Re: śmierć Komedy 21.04.09, 16:47
                            pepsic napisała:

                            > Dzięki za informacje o tej barwnej osobie :)

                            :)
                            Nie ma za co!
                            I polecam Ci bardzo książkę Gynberga "Uchodżcy" (W-wa 2004)!
                            znajdziesz tam sporo ciekawych opowieści (o znanych ludziach, o
                            Polsce, Europie lat 50. i 60. , itd.)
                        • barbasia1 Re: śmierć Komedy 22.04.09, 12:27
                          Zofia Komedowa musiała się pomylić - jednak Niziński, Marek Niziński.

                          "Jak wspominał w roku 1971 Marek Nizich-Niziński, który w Stanach
                          był bardzo bliski Hłasce [...]"

                          znalazłam na tej stronie:
                          www.marekhlasko.republika.pl/01_zycie/z_09.htm

                          i jeszcze -

                          "Po śmierci Hłaski Niziński popadł w depresję, ciągle o nim mówił i
                          wspominał przy każdej okazji. Zmarł, lub jak twierdzą inni popełnił
                          samobójstwo 22 stycznia 1971 roku".

                  • grek.grek Re: śmierć Komedy 21.04.09, 14:49
                    Być może wspominała, ale nie zarejstrowałem tego; btw, zdaje się, że
                    byli w Ameryce więcej niż raz, bo były zdjęcia obojga obok auta, a sama Trzcińska opowiadając o całym zdarzeniu mówiła "w tym domku, co go wynajmowaliśmy", a więc pewnie było to przy okazji drugiego/entego pobytu tam.
                    Podobno KOmeda rąbnął dwa razy - za drugim razem upadł niosącemu go Hłasce.

                    • barbasia1 Re: śmierć Komedy 21.04.09, 16:25
                      > Podobno KOmeda rąbnął dwa razy - za drugim razem upadł niosącemu
                      go Hłasce.

                      Słów brak ...!!!
                      • barbasia1 Muzyka Komedy 23.04.09, 11:56
                        No to gramy dziś -

                        www.youtube.com/watch?v=op8CLEa7voo&feature=related


                        Przystjniak! :)
                        • barbasia1 Re: Muzyka Komedy 23.04.09, 12:05
                          "Przystojniak" (o Komedzie) - tak miało być!


                          i jeszcze Crazy girl" !

                          szansonistka.wrzuta.pl/audio/1JkkalOk5Yq/krzysztof_komeda_-_crazy_girl


                          • grek.grek Re: Muzyka Komedy 23.04.09, 12:25
                            O, i muzyka się znalazła :)

                            A z tym Nizińskim, to faktycznie musiała się pomylić - fakty są bezlitosne. W ogóle mówiła tak, jakby miała kluchy w gębofonie :)

                            • barbasia1 Re: Muzyka Komedy 23.04.09, 13:11
                              :))
                              Jednak sporo czasu minęło od tamtych wydarzeń.

                              compton-la.wrzuta.pl/audio/29aly2goPhz/temat_z_filmu_niewinni_czarodzieje_-
                              _krzysztof_komeda


                              A jutro w TVP 1 o 22.00 rozpoczyna się serial „Dynastia ...
                              Tudorów”! :)


                              • pepsic Re: Muzyka Komedy 23.04.09, 19:26
                                Dzisiaj w GW ukazała się notka biograficzna upamiętniająca 40 rocznicę śmierci
                                Krzysztofa Komedy i fragment rozmowy (malutki) z żoną o jego śmierci.
                                Powiedziała: "Marek (Hłasko) przyczynił się do śmierci Krzysia, a potem sam
                                sobie życie odebrał - jestem o tym przekonana".
                                PS. Barbasiu muzyki jeszcze nie wysłuchałam, bo nie chcę psuć wrażeń na
                                laptopie. Zapowiadają za tydzień całą ww. rozmowę :)
                                • barbasia1 Re: Muzyka Komedy 24.04.09, 16:00
                                  pepsic napisała:

                                  A kiedy dokładnie będzie w Wyborczej cała rozmowa z żoną Komedy???
                                  • p_estka1 Re: Muzyka Komedy 24.04.09, 16:09
                                    W dodatku weekendowo-majowym "Gazeta na Majówkę"
                                    Pzdr.
                                    • barbasia1 Re: Muzyka Komedy 24.04.09, 16:17
                                      p_estka1 napisała:

                                      > W dodatku weekendowo-majowym "Gazeta na Majówkę"
                                      > Pzdr.

                                      Dzięki wielkie! :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 24.04.09, 14:20
      Ale dzisiaj badziew.

      Za to w sobotę 2 niezłe akcje : Plan lotu (TVP 1) z Jodie Foster i
      Obcy 4.
      Plan lotu dziabnąłem ze 3 lata temu i przyznam, że jakoś tak bezboleśnie
      poszło. Na jeden raz, ale można się nawet momentami wciągnąć. Jodie Foster w swoim emploi, w którym jest bezkonkurencyjna i chyba nie zagrała nigdy roli innego typu - zawsze jest samotną, zdesperowaną, dzielną kobietą przeciw światu, spiskom etc. W sumie, jakby ona nie
      wzięła tej roli, to którakolwiek inna aktorka by zagrała, film by nie miał żadnej rangi i błyby w klasie D, a tak jest ze dwie półki wyżej.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 24.04.09, 15:54
        grek.grek napisał:

        > Ale dzisiaj badziew.

        ale oprócz "Dynastii Tudorów"!!! - to dziś tylko ratuje program
        TV.
        Intygi dworskie, polityka, seks, nad wyraz piękny i do siebie
        niepodobny król Henryk VIII o twarzy Jonathana Rhys-Meyersa i Anna
        Boleyn, kobieta, która straciła dla niego, a właściwie przez niego
        głowę ...! :)
        Nie zamierzasz oglądać, grek.greku?


        > Za to w sobotę 2 niezłe akcje : Plan lotu (TVP 1) z Jodie Foster i
        > Obcy 4.

        Obcy 4 - Obowiązkowo! :)



        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 24.04.09, 16:01
          Niekoniecznie... Jakakolwiek Dynastia bez Alexis, to jak Isaura bez Niewolnicy :)

          • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 24.04.09, 16:16
            grek.grek napisał:

            > Niekoniecznie... Jakakolwiek Dynastia bez Alexis, to jak Isaura
            bez Niewolnicy :)

            :)))))
            To ja już nie wiem, czym Cię tu zachęcić!
            Może coś wymyślę po obejrzeniu pierwszego odcinka! :)

            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 25.04.09, 18:12
              Muszę przyznać, że bardzo dobrze oglądało mi się pierwszy
              odcinek “Dynastii Tudorów” (grek.greku, ogladałeś?), całkiem
              zręcznie napisany scenariusz! Poza tym cudne kostiumy, imponujaca,
              efektowna scenografia, wspaniale oddajacą wielkość i zasobność
              angielskiego dworu.

              Johnatan Rhys-Myers w roli Henryka VIII jest naprawdę fantastyczny,
              pociąga i przyciąga uwagę. Zresztą w pierwszym odcinku królował na
              ekranie - pokazany był a to podczas gry w tenisa!, a to na
              polowaniu, a to na turnieju rycerskim, gdzie w walce na kopie
              pokonuje zwycięzcę turnieju, strącając go z konia, czy wreszcie
              alkowie, w bardzo namiętnych i gorących uściskach z co piękniejszymi
              damami na dworze.
              Henryk VIII Rhys-Myersa jest impulsywny, ale inteligentny, sprytny;
              rządzi mocną ręką.
              I marzy o męskim potomku, którego nie dała mu żona starsza od niego
              chyba o 6 lat Katarzyna Aragońska, w tej roli też świetna Maria
              Doyle Kennedy.

              Zresztą cała obsada jest świetna - m.in. Sami Neil – jako
              demoniczny :), przebiegły kardynał Wolsey (zamiast Alexis :)).
              Podobała mi się scena, w który Wolsey niespodziewanie chwyta za
              gardło hiszpańskiego biskupa (!:) i przyciska go do ściany, żądając
              odwdzięczenia się za pomoc w pomyslnie zakończonych negocjacjach z
              królem Henrykiem VIII, // no tak, nic za darmo na tym świecie!//
              i jeszcze jedna, kiedy widzimy go rozczulonego wizją objęcia tronu
              papieskiego :)) - absolutnie fantastycznie zagrane.

              W serialu podobno jest sporo nieścisłości, nieprawdziwych faktów,
              ale mnie to osobiście nie przeszkadza w odbiorze, więc polecam, jako
              niezłą rozrywkę na piątkowe późnie wieczory.
              • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... 25.04.09, 22:21
                Być jak gołąb!!! Koniecznie :)
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 26.04.09, 13:35
                  zoey7 napisała:

                  > Być jak gołąb!!! Koniecznie :)

                  ???
                  :)
                  • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... 26.04.09, 19:24
                    Postać Sama Neila mówi: nie bądź jak orzeł, tylko jak gołąb - sr)(*j
                    na wszystko :)
                  • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... 26.04.09, 19:25
                    Postać Sama Neila mówi: nie bądź jak orzeł, bądź jak gołąb i sr(*&j
                    na wszystko :)
                  • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... 26.04.09, 19:27
                    Postać Sama Neila mówi: nie bądź jak orzeł, bądź jak gołąb i sr)(*j
                    na wszystko :)
                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 27.04.09, 12:13
                      zoey7 napisała:

                      > Postać Sama Neila mówi: nie bądź jak orzeł, bądź jak gołąb i sr)
                      (*j
                      > na wszystko :)

                      :)))
                      No tak!!!
                      Dzięki!!!
                      A ja myślałam sobie - jakiż to film zoey poleca do
                      obejrzenia, "koniecznie"!? :)))
                      Wyjątkowo śnięta byłam wczoraj!

                      Swoją drogą świetny cytat! :)


                      A dziś w TVP! o 22.05 "Szkrzypek na dachu"!

                      www.youtube.com/watch?v=RBHZFYpQ6nc


              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 26.04.09, 11:45
                Nie oglądałem i raczej nie będę - nie mój rewir :)
                Ale fajnie, że Ci się podobało - to się liczy.

                Za to z przyjemnością wczoraj obejrzałem Obcego 4 i
                muszę przychylić się do opinii Notteanapoli, że to
                jest najlepsza część po bezkonkurencyjnym Ósmym. Do tej
                pory było Ósmy... a dalej niech się dzieje co chce, a teraz
                jednak zachęcony do zrobienia rankingu stwierdzam to, co
                już w ww. poście zostało napisane.
                Charakterystyczne postaci, ale żadnych głupawych,a za chwilę
                spanikowanych marines, Ron Perlman, Winona, nowa, jeszcze bardziej babochłopowata wersja Ripley, facet, któremu z brzucha wyskakuje potwór (notabene gość grał w Siedem, tego który został zmuszony przez Johna Doe do zgwałcenia specjalnym przyrządem prostytutki - czyli, szef od grania ról rozhisteryzowanych ofiar oszołomów róznego pochodzenia), absolutnie makabryczne i nawet za 3 czy 4 razem robiące wrażenie skalą groteskowości laboratorium (btw, ta kobieta oszpecona na stole operacyjnym, to przypadkiem nie był drugi klon Ripley, zdawało mi się, że
                widzę twarz Weaver, zy to tylko jej kuriozalny wygląd tak wyprowadził z równowagi klon nr 1 ?), w końcu sposób ostatecznej utylizacji Obcego, tym razem pozwolono przeżyć nie tylko Ripley (z drugiej strony, jak można by było unicestwić Winonę...), dobre pomysły rozwijające fabułę sagi (oprócz klonu Ripley powstanie hybrydy Obcego i człowieka) plus oczywiście Kim Flowers w życiowej formie (i nie mówię tu o aktorstwie) - to wszystko daje Obcemu 4 drugie miejsce wśród Obcych i miejsce w Top 10 najlepszych thrillerów s-f w historii.



                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 26.04.09, 13:34
                  grek.grek napisał:

                  I ja obejrzałam wczoraj „Obcego 4” i podpisuję się pod Twymi słowami.
                  To najciekawsza, najefektowniej, najlepsza część!

                  Świetny pomysł na przywrócenie do żywych Rypley – zresztą pewnie
                  aluzja do eksperymentów medycznych z klonowaniem, o których,jak
                  wszyscy dobrze pamietamy, co rusz z podekscytowaniem donosiła prasa
                  zwłaszcza w latach 90.! Tym większe wrażenie robi więc widok tego
                  makabrycznego laboratorium z hybrydami i leżąca na stole, prosząca o
                  śmierć inna nieudana? hybryda-klon Ripley (też widziałam jej twarz,
                  to na pewno był klon Ripley!).

                  Mnóstwo tu świetnych scen - m.in. ta w której pracownik
                  laboratorium przygląda się „Obcemu” przez szybę i potem namiętnie
                  całuje się Obcego przez szybę, na co potwór nerwowo reaguje! :))
                  i zaskakująca scena pieszczot Ripley z hybrydą Obcego i człowieka.
                  Potwora o ludzkim sercu, z ludzką emocją, pragnieniem czułości?

                  Znakomici androgyniczna Winona (i dobrze, że ocalała!, ale czy teraz
                  ona z kolei nie będzie nosić w sobie Obcego? – ta wielka rana ...?)
                  i Ron Perlman (upiorny Salvatore! z „Imienia róży”)

                  Wielką fanką Obcego chyba jednak nie zostanę, ale muszę przyznać,
                  że kolejne filmy oglądałam z ciekawością i wielką przyjemnością. Na
                  pewno jeszcze kiedyś, w przyszłości do nich wrócę, a do Ósmego,
                  obowiązkowo i to wkrótce.


                  Nie oglądałem i raczej nie będę - nie mój rewir :)
                  > Ale fajnie, że Ci się podobało - to się liczy.

                  Mam nadzieję, że TVP nie ograniczy się tylko do pierwszej
                  serii "Dynastii Tudorów" i pokaże całość!
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 02.05.09, 15:08
                barbasia1 napisała:

                > Zresztą cała obsada jest świetna - m.in. Sami Neil – jako
                > demoniczny :), przebiegły kardynał Wolsey (zamiast Alexis :)).
                > Podobała mi się scena, w który Wolsey niespodziewanie chwyta za
                > gardło hiszpańskiego biskupa (!:) i przyciska go do ściany,
                żądając
                > odwdzięczenia się za pomoc w pomyslnie zakończonych negocjacjach z
                > królem Henrykiem VIII, // no tak, nic za darmo na tym świecie!//

                Sprostowanie! - nie hiszpańskiego, a oczywiście francuskiego
                duchownego Wolsey chwyta za gardło :)

                W końcu jednak głosy francuskich duchownych nie pomogły, Wolsey nie
                został papieżem (biedaczyna aż się popłakał :) - co pokazano we
                wczorajszym drugim odcinku.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 28.04.09, 11:04
      Dzisiaj chyba nikt nie będzie narzekał - "Skazanych na Shawshank" za 10 razem też się dobrze ogląda, mówiąć krótko i zwięźle - klasyk nad klasykami. W TVP 1 po 20:00.

      A jako, że pewnie jeszcze z 5 razy mnie poczęstują tym filmem w najbliższych 2 latach, to wybieram Telefon na Polsacie. Raz, kiedyś, dawno, za górami, za lasami oglądałem i za grzyba nie pamiętam, poza tym, że Colin Farrell siedzi w budce telefonicznej na jakimś Manhattanie
      i nie może się ruszyć, bo trzyma go na muszce oszołom z karabinem wycelowanym w jego głowę, a policjanta, który mu próbuje pomóc gra Whitaker, Forrest Whitaker.
      Chętnie sobie przypomnę.

      Co wybieracie (hehe) ?
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 28.04.09, 12:20
        grek.grek napisał:

        "Skazanych na Shawshank" za 10 razem t
        > eż się dobrze ogląda,
        :))

        Widziałam, widziałam, aż 2 razy!
        Więc dziś może "Telefon"z Cillinem Farellem!?
        Collin Farell teraz nasz człowiek! Kręciła z nim piękna pani ACB! :)
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 28.04.09, 13:29
          No to tym bardziej wato popatrzeć. Film jest interesujący, jak prawie każdy thriller, że tak powiem - klaustrofobiczny, dziejący się na małej przestrzeni. Tyle pamiętam, ogólną refleksję - że był interesujący i nie straciłem przy nim czasu :)

          Znalazłem recenzję (7 od góry licząc) : doza.o2.pl/?s=4099&pe=50
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 28.04.09, 13:32
            Niestety nie weszło jak chciałem.
            Trzeba przejść do ostatniej strony recenzji klikając na ostatnią podwójną strzałkę i stamtąd do str 50.
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 28.04.09, 14:09
              grek.grek napisał:

              Dzięki! Dotarłam do recenzji! :) Ciekawa rzecz!
              Obejrzymy! :)
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 28.04.09, 14:19
                Obejrzymy zatem CoLina FaRRella!
                • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 29.04.09, 14:50
                  Otóż poświeciłam 1,5 godziny na oglądanie budki telefonicznej i teraz mam
                  wątpliwości, czy warto było. Colin Farrell - duży plus (za wygląd, garnitur i
                  grę), ale scenariusz kiepściutki, no bo kto uwierzy, że w NY nie mają kart
                  telefonicznych, a bezgranicznie ufna żona oficjalnie sprawdza bilingi męża, z
                  którym pozostaje w związku ledwo 3 lata? Powód ataku psychopaty też
                  niezrozumiały, bo jak mają się ukryte pragnienia, czy codzienne grzeszki do
                  występków króla porno, czy oszusta bankowego? Finał za to zaskakujący, a Kiefer
                  Sutherland jako głos doskonały. Szkoda, że GW umieściła go w obsadzie, skoro na
                  stronie obok w programie TV sugerowano: nie dawać, żeby nie psuć efektu
                  końcowego. I jeszcze na marginesie - jak "dają w żyłę", to odlot jest raczej
                  natychmiastowy.
                  :)
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 29.04.09, 22:58
                    pepsic napisała:

                    Rzeczywiście scenariusz, aż taki rewelacyjny nie był,
                    ale ...

                    >„no bo kto uwierzy, że w NY nie mają kart telefonicznych,”

                    Na początku filmu pojawia się wyjaśnienie, że to była ostatnia tego
                    typu budka telefoniczna w mieście i na drugi dzień miała zostać
                    zlikwidowana, te informację ... przeczytałam! gdzieś na stronie
                    internetowej, bo spóźniłam się na sam początek.


                    >„a bezgranicznie ufna żona oficjalnie sprawdza bilingi męża, z
                    >którym pozostaje w związku ledwo 3 lata?”
                    :)

                    Być może też wcześniej, kiedy jeszcze nie byli z Kelly małzeństwem
                    miewał jakieś skoki w bok... i stąd u żony te „napady” nieufności.
                    Poza tym bardzo przystojny Stu, specjalista od reklamy obracał się w
                    światku, gdzie kręciło się mnóstwo atrakcyjnych kobiet np.
                    początkujących aktorek pragnących zrobić karierę za wszelka cenę. ..


                    >„Powód ataku psychopaty też niezrozumiały, bo jak mają się ukryte
                    >pragnienia, czy codzienne grzeszki do występków króla porno, czy
                    >oszusta bankowego?

                    Przecież rzadko kiedy motywacja psychopaty dla normalnego człowieka
                    jest zrozumiała!

                    Ale oczywiście, zgadzam się, przy królu porno i oszuście bankowym,
                    Stu jest niewinny jak dziecko. Dlatego też pewnie, w końcu nie
                    spotyka go taki sam los jak tamtych, nie zostaje zastrzelony, jak
                    tamci, a jedynie „trochę” nastraszony! :) (na koniec, snajper-
                    psychopata jeszcze grozi i ostrzega, że jak tylko Stu znów spróbuje
                    zrobić coś złego, wtedy może znów spodziewać się „telefonu” ...).

                    Z drugiej strony, tak sobie myślę oszukiwanie, zdrada (Stu
                    oczywiście dopiero planował zdradę) drugiej osoby nie jest takim
                    sobie niewinnym „grzeszkiem”. Zdradzając, zadaje się ból, niszczy
                    się drugiego człowieka.

                    Postawienie na celowniku snajpera-psychopaty przeciętnego człowieka,
                    z którym zwykły, przeciętny widz może się identyfikować dodaje chyba
                    dramatyzmu całej tej sytuacji.

            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 29.04.09, 14:37
              Naprawdę niezły, niebanalny thriller!

              Kapitalny pomysł z dodatkowymi mniejszymi okienkami, w których
              pokazane jest to wszystko co się dzieje dokoła budki, a to
              zdynamizowało akcję, spotęgowało napięcie!

              Grek.grek, nie sądzisz, że recenzent z doza.o2 jednak trochę
              przesadził pisząc że to„żałosna lekcja moralności”. Film jest
              całkiem interesujący i daje do myślenia.

              Zastanawiam się, co było/ jest gorsze, czy znaleźć się celowniku
              snajpera, czy przyznać się publicznie// ujawnić wszystkie niecne
              sprawki, kłamstwa, krętactwa, jakie ma się na sumieniu ... :)


              I jeszcze jedno - za jeden jedyny bloczek reklamowy w trakcie
              filmu - brawo dla „Polsatu”! :)


              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 29.04.09, 15:09
                Miło to słyszeć (że Ci się podobał).
                Ja dzisiaj obejrzę dopiero, wczoraj wybrałem mecz w czeskiej tiwi, a film nagrałem (nie przepadam za oglądaniem do połowy, a reszty z odtworzenia, wolę od razu w całości) - obejrzę wieczorem.

                Za to wczoraj wieczorem obejrzałem (nagraną z poniedziałku, też z Polsatu) "Zbuntowaną klasa" (ale fajne tłumaczenie z org tytuł "Light It Up", nie ? :))).
                Całkiem udany film, o konflikcie między uczniami, a dyrekcją i policją w jednej ze szkół średnich w NY. szkoła jak jakaś buda dla psa nieogrzewana, warunki kiepskie, uczniowie sfrustrowani, a do tego zwalniają im ulubionego nauczyciela, idą z protestem do dyra, tam robi się afera, wkracza nowo zatrudniony ochroniarz, zaczyna się szamotać z uczniem, pistolet wypala i rani go w nogę. Lester-Usher bierze broń, terroryzuje ochroniarza, kilku uczniów się do niego przyłącza i bierze go niejako za zakładnika, reszta ucieka ze szkoły, przyjeżdza policja, robi się oblęzenie szkoły, Vanessa Williams negocjuje z nimi, a oni żadają powrotu nauczyciela, książek dla każdego ucznia etc. W międzyczasie ujawniają się animozje między nimi, ich osobiste ambicje i dramaty (jeden jest bity przez ojca, jedna z dziewczyn jest w ciązy i boi się reakcji rodziny, kujonka (sympatyzująca z Lesterm) grana przez Dawson chce się wyrwac i studiować medycynę, bo przejmuje ją bieda i chce być Judymem, grany przez Ushera przywódca grupy nie może zapomnieć o śmierci ojca zastrzelonego przez policję, dwaj pozostali - kombinator i półgansgter - generalnie cierpią z powodu niskiej samooceny i że są w społeczeństwie niedoceniani i nie daj się im szans), ochroniarz okazuje się być człowiekiem z przeszłością (rodzina mu się rozleciała, po tym jak przezył jakiś napad w poprzedniej pracy, w którym zginęło 4 ludzi, on przeżył, ale ma zwichniętą psychę).
                Organizują sobie miejsce w tej szkole, ciągle rozmawiają, sprzdczają się (głownie półgangster z Lesterm o pistolet, bo półgangster chce koniecznie zabić ochroniarza, bo nie wierzy, że w przeciwnym razie ktoś ich będzie poważnie traktował, Lester jest temu przeciwny, ale trawi go ciągle chęć zemsty za smierć ojca, więc się ze sobą zmaga aż do finałowej sceny), prowadzą rozmowy z policją, robi się afera na pół Ameryki, media kreują ich na gang, potem na idoli, dzięki wysłanemu przez nich internetem listowi wyjaśniającegmu ich motywacje i sytuację szkoły, aż wreszcie negocacje w końcu się urywają, wszystko prze do tragicznego finału, policja dostaje sygnał do wejścia i strzelania, uczniowie chronią sie na strychu, gdzie Lester dostaje palmy i wyłazi na dach z ochrniarzem na muszce - w dramatycznej rozmowie z nim uświadamia sobie,że zemsta nic nie zmieni, że jego ojciec tego by nie chciał i takie tam i strzela w bok. POjawia się niestety półgangster, który zamierza zrobić to lepiej, po nim przyjaciel Lestera i tenże przyjaciel zostaje zastrzelony przze reagującą dziwnie policję (dziwnie, bo młodziak biegł i nie miał spluwy - chyba chodziło o to, żeby zginał jak kiedyś ojciec Lestera, taka parabola, albo coś... nie rozumiem tej sceny do końca).
                W epilogu okazuje się, że wszyscy poszli siedzieć, po roku-dwóch wyszli, Dawson poszła na medycunę, Lester na prawo, pozostałych też się jakoś udało, a mówi te słowa duch zabitego przyjaciela Lestera, występujący na początku i końcu jako narrator.

                Aktorstwo nienajwyższych lotów (prócz Whitakera w roli ochroniarza, Judda Nelsona w roli nauczyciela) - w głównej roli Usher, znany muzyk, obok niego Rosario Dawson, która ciągle jest ładniejsza niż zdolniejsza, pojawiła się wciąz niespełniona (i słusznie, bo do tego trzeba mieć trochę więcej talentu) Vanessa Williams, skądś kojarzę Sarę Gilbert, i cała reszta to jacyś aktorzy trzecoplanowi z filmów o nastolatkach, ale dało się znieśc, fabuła też niezgorsza i generalnie można obejrzeć, jakoś to zagrało.

                Jakbyś kiedyś przypadkiem natrafiła gdzieś, to śmiało - można obejrzeć ;)

                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 29.04.09, 23:06
                  grek.grek napisał:
                  >„wczoraj wybrałem mecz w czeskiej tiwi”

                  Ten bezbramkowy, meczyk w którym „nic się nie działo” wg "pańcia od
                  sportu w TVP Info"!? ;)))


                  >Za to wczoraj wieczorem obejrzałem (nagraną z poniedziałku, też z
                  >Polsatu) "Zbuntowaną klasa"
                  (ale fajne tłumaczenie z org tytuł "Light It Up", nie ? :))).
                  [...]
                  :))

                  >Jakbyś kiedyś przypadkiem natrafiła gdzieś, to śmiało - można
                  >obejrzeć ;)

                  Właśnie obejrzałam, dzięki Tobie!
                  Ale oczywiście zapamiętam tytuł.

                  THNX and good night :))

                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 30.04.09, 13:04
                    Obejrzałem wczoraj Telefon i zgadzam się z Tobą, że aż "żałosne" to na pewno nie było. Może też nie calkiem wyrafinowane, ale recenzent przesadził.

                    Nie byłem jakimś fanem Farrella (może dlatego,że widziałem tylko dwa jego filmy, drugi to "Rekrut" z Alem Pacino przy okazji), ale po przypomnieniu sobie wczoraj powiem, że naprawdę wiarygodny był i trudno mu odmówić potencjału. Fanem może nie zostanę, alem ciekaw innych jego ról, bo coś tam w sobie ma. Jako aktor.

                    A tak w ogóle, to najlepszą rolę w tym filmie zagrał głos Kiefera Sutherlanda. Kapitalną rolę. Trochę szkoda, że ujawnili go na końcu, mogli po prostu zostawić widza z wielkim znakiem zapytania a'propos sprawcy. Nie wiem... pokazać go tyłem, znacząco, jak wychodzi jakims tylnym wyjściem z tej kamienicy i po prostu odchodzi, tak żeby było wiadomo, że przeżył i że terrorystą nie był ten dostareczyciel pizzy, Szkoda, że odkryli wszystkie karty.
                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 30.04.09, 14:32
                      A ja jestem bardzo ciekawa jego najnowszego filmu „Ondine”, w którym
                      gra razem z Alicją Bachledą-Curuś (w roli nimfy morskiej :))


                      A dziś w TVP! „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu” (Francja 2003). Czytałam
                      kiedyś o tym filmie, i bardzo chciałam go zobaczyć, ale niestety TVP
                      pokaże go w porze misyjnej o 1.20! :(



                      /Dziś też Gazeta na Majówkę!/
                      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 01.05.09, 11:23
                        Nagrałem wczoraj ten film, dziś wieczorem go obejrzę. Jeśli chcesz, to napiszę jutro co i jak. Chyba, że jednak wolisz nie wiedzieć i poczekać aż sama go przyłapiesz i obejrzysz :)
                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 01.05.09, 11:39
                          grek.grek napisał:

                          > Nagrałem wczoraj ten film,
                          Świenie! :)
                          Jeśli chcesz, to napiszę
                          > jutro co i jak. Chyba, że jednak wolisz nie wiedzieć i poczekać aż
                          sama go przy > łapiesz i obejrzysz :)

                          :))
                          Napisz, proszę (bardzo szczegółowo nie musi być), bo jestem ciekawa
                          tego filmu, a kolecje do oglądania czeka jeszcze sporo innych, więc
                          nie wiem kiedy go obejrzę.





                          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 01.05.09, 12:35
                            W takim razie jutro coś naskrobię.

                            Zasadzam się dzisiaj na Almodovara na P-sacie, aczkolwiek fanem jakoś
                            nie jestem - nie wiem, czy wytrwam w postanowieniu ;)
                            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 01.05.09, 13:41
                              grek.grek napisał:

                              > W takim razie jutro coś naskrobię.

                              To ja się bardzo cieszę i czekam! :)


                              > Zasadzam się dzisiaj na Almodovara na P-sacie, aczkolwiek fanem
                              jakoś> nie jestem - nie wiem, czy wytrwam w postanowieniu ;)

                              Widziałam zapowiedź w gazecie, ale z oczywistych powodów odpuszczam
                              sobie oglądanie.
                              Zresztą też nie jestem fanką Almodowara, nie przepadam za jego
                              filmami, choć, muszę przyznać, że bardzo podobał mi się "Volver"
                              (oglądałeś?).
                              • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 02.05.09, 22:15
                                "Kwiat mojego sekretu" - to bardzo dobry film, raczej babski i dziwią mnie tylko
                                dwie gwiazdki GW (pewnie facet oceniał).
                                Ho, ho Polsat wziął się za Almodovara?
                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 01.05.09, 12:01
                          W ramach podziekowań, coś ładnego do słuchania: :))

                          www.youtube.com/watch?v=V1_m-8CTNVU
                          www.youtube.com/watch?v=NoLc43YuuTw
                          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 01.05.09, 14:43
                            A dziękuję bardzo :)

                            Na "Volver" jakoś nie nadepnąłem, ale jakby co, to zapamiętam Twoją
                            opinię, że warto nie przegapić i obejrzę.
                            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 01.05.09, 16:07
                              Polecam. Naprawdę warto!
                              Powiem jeszcze tylko, że „Volver” porusza bardzo trudne tematy...,
                              ale cała historia opowiedziana jest z tak niezwykłą lekkością, że
                              znakomicie się go ogląda (w końcu to komediodramat).

                              Mam nadzieję, że Ci się spodoba! (ale ostrzegam na wszelki
                              wypadek ;)) - "Volver", jak pisał, Sobolewski, to najbardziej
                              feministyczny film Almodowara :)

                              www.youtube.com/watch?v=b_NODJbKyZ4
                              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 02.05.09, 13:26
                                A'propos "Ibrahima i kwiatów Koranu" słów kilka.

                                Więc rzecz cała się dzieje w Paryżu, w latach 60-tych. Miła, umiarkowanie rozdrgana życiem miasta ulica.
                                Mieszka sobie chłopiec, MOjżesz, w skrócie Momo. Ma 16 lat, jest Żydem
                                mieszka tylko z ojcem, po odejściu matki. I brata, jak mówi ojciec,
                                choć Momo go nie pamięta, aczkolwiek cierpi ciągle na jego kompleks.

                                Jest dzień 16 urodzin Momo. Solenizant właśnie szykuje się do... swojego pierwszego seksu :) - tak naprawdę podoba mu się równieśnica Miriam, mieszkająca na parterze, którą zaczepia oblewając wodą z okna, kiedy tańczy na podwórku, ale od czegoś trzeba zacząć...
                                ROzbija świnkę-skarbonkę z uciułanymi 35 frankami i zamierza odbyć wizytę u jednej z miejscowych prostytuk, które zaludniają cały chodnik przylegający do jego kamienicy. Prostytutki ładne, schludne, zero taniej wulgarności, ot kobiety pracujące, nie zniszczone życiem, ładne, zadbane. Klimat całego filmu jest zresztą bardzo przyjemny, a proza życia w kolorach pastelowych,a nie jaskrawych i dających po oczach. Aby drobniaki zmienić w banknoty odwiedza sklep Ibrahima, starszego faceta o twarzy 70-letniego Omara Sharifa, też naprzeciwko, tyle, że po drugiej stronie ulicy. Pierwsze filmowe zetknięcie ich obu.
                                Pierwsza dziewczyna odmawia Momo nie wierząc w jego metrykalną dojrzałośc, druga, Sylvia, się zgadza, oczywiście wychodzi to jak to za pierwszym razem, czyli Momo głównie poleguje i jest w lekkim szoku, ucieka pędem, ale wraca i jest w dobrum humorze chyba.

                                Po raz pierwszy pojawia się ojciec Momo - zmęczony, kosztyczny, mało barwny facet, co wraca po pracy, zjada kolację, którą przygotowuje codziennie syn i idzie czytać do innego pokoju, czyniąc mu wyrzut, że jego brat był inny, lepszy, czytał, umiał się czymś zająć, trwa to chyba od dawna, bo Momo wyraźnie z tego powodu jest sfrustrowany - że nie jest jak brat, i choć go nie znał i w zasadzie zna tylko ze słów ojca, wyobraża go sobie jako przystojnego, mądrego, w ogóle wzór cnót i klasy. I się czepia - a to wyłącza muzykę, której słucha Momo, a to mu się nie podoba, ze wydał za dużo na zakupy lub nie ma z nich paragonu. Ale bez hardkoru, po prostu zrzęda z niego. Żaden furiat. Po prostu ich stosunki są bardzo sztywne, bez emocjonalnej więzi. Syn nie pozostaje mu dłużny, blokuje złośliwie toaletę, kiedy ojciec jest w stanie najwyższej potrzeby i wpuszcza go w ostatniej chwili. Brakuje jednak papieru do buźki, więc go ojciec wysyła do sklepu.

                                U Ibrahima Momo bierze papier, ale i kradnie kilka rzeczy, zagłusza wątpliwości mówiąć w myślach "a co tam, to Arab, więc mogę". Jakież więc jest jego zaskoczenie, kiedy wydając mu resztę Ibrahim powiada "Nie jestem Arabem, jestem w Żółtego Półksiężyca (z Persji, znaczy się), jestem muzułmaninem" (generalnie, jest Turkiem); (później, na pytanie Momo "dlaczego mój ojciec nazywa cię "Arabem" odpowie "bo mój sklep jest otwarty od 8 rano do północy, nawet w niedziele".

                                Momo zbiera kolejne doświadczenia z prostytukami (przypadkowo zderza się z uciekającym złodziejem torebki jednej z nich, odzyskuje ją i zostaje stosownie nagrodzony).

                                Któregoś dnia na ulicy pojawia się gwiazda filmowa. Na mój gust była to Brigitte Bardot (grana przez Isabelle Adjani). Robią jej jakieś zdjęcia, czy kręcą jakąś scenę filmową, wszyscy ją obserwują, cała ulica, a potem zagląda do Ibrahima chcąc kupić wodę. Ibrahim dyktuje cenę 5 franków, ona pyta "czy woda jest tutaj takim rarytasem, ze jest taka droga ?" na co Ibrahim, że "woda nie, ale prawdziwa gwiazda tak" dodając firmowy uśmiech. Bardot się śmieje, płaci i wychodzi. Świadkiem tej sceny jest Momo, który stwierdza "ma pan tupet", na co Ibrahim, że musiał sobie odbić to co mu Momo ukradł. I dodaje, że pozwala mu brać ze sklepu wszystko co mu potrzebne, za darmo. Oprowadza go, doradza co zrobić ojcu na kolację i wszystkie produkty daje mu za friko. Momo jest lekko skonsternowany.

                                Ibrahim mówi mu, że za rzadko się uśmiecha. Momo na to, że tylko bogaci się moga uśmiechać, bo są bogaci. Na co Ibrahim, że to bzdura, on sam po odliczeniu kosztów prowadzenia sklepu ma mały dochód, ale mu to w niczym nie przeszkadza, wszystko czym się kieruje i co mu potrzebne, to "jego Koran" (używa tego zwrotu stale, "mój Koran" - nie wiadomo, "mój" w sensie : po swojemu rozumiany i interpretowany, czy "mój" w znaczeniu związku emocjonalnego, a możę jedno i drugie...). Uśmiech zaś nie wynika ze szczęscia, tylko sam to szczęście wywołuje. Momo na to, że nikt go uśmiechu nie nauczył, matka odeszła zbyt wcześnie, ale jego brat by to potrafił na pewno... Pyta Ibrahima czy znał jego brata - Ibrahim mówi z poważną miną, że woli jego, Momo, woli sto razy bardziej.
                                Chłopak wypróbowuje uśmiech w szkole, nagabując tę samą prostytukę, która mu za pierwszym razem odmówiła i za każdym razem działa. Ibrahim mówi mu, że na początku odwiedzanie płatnych panienek to dobry patent, ale później docenia się kobiety mniej doświadczone, bo wchodzi w grę jakieś uczucie, które Momo żywi do Miriam, którą atakuje swoją nową bronią - zamiast wody na głowę - uśmiechem.

                                Ibrahim zabiera Momo na spacer, do kawiarni na wolnym powietrzu, robią sobie zdjęcie. Momo dziwi się widząc, że Ibrahim, muzułmanin, pije wino, wcześniej swobodnie mówił o kobietach, seksie. Ibrahim wyjaśnia mu, że jest sufistą. Po powrocie do domu Momo, ku zdziwieniu ojca, sięga do książek i odkrywa, że sufizm jest odmianą islamu, która oznacza poszukiwanie religijności wewnątrz siebie i stoi przeciw legalizmowi, czyli sztywnemu przestrzeganiu zapisanych reguł.

                                Pewnego dnia ojciec wraca z pracy i komunikuje, że go zwolnili i że teraz będą musieli zacisnąc pasa. Nazajutrz Momo wybiera się z Ibrahimem na zakupy nowych butów, dostaje od niego egzemplarz Koranu, wraca do domu i zastaje list pożegnalny od ojca, w którym ojczulek przeprasza go, ze kiepsko się starał i że musi odejść, bo się na ojca nie nadaje, do tego trochę pieniędzy i listę ludzi, którzy się nim zajmą, kiedy się do nich zgłosi. Lekki szok, ale tylko chwilowy, widać że Momo nie był z ojcem zżyty, a może uznał, że stary wróci niedługo, przejął się więc tylko trochę - puszcza muzykę, je prosto z garnka, poczytuje Koran, a potem wywołuje z domu Miriam, z którą zaczyna się spotykać. Na moment, bo szybko dziewczyna znajduje sobie innego adoratora, bo mocno wkurza Momo, ale też na moment, po prostu obrzuca ich z okna świeżo zakupionymi płytami z muzyką jakichjś francuskich "barry white'ów", pewnie miały one być na ich randkę; potem jeszcze próbuje z nią rozmawiać, ale nic z tego, próbuje całować - dostaje w dziób, więc daje spokój.
                                MOmo ukrywa fakt odejścia ojca, Ibrahimowi mówi, że dlatego nie widuje ojca o zwykłej porze rano wychodzącego do pracy, bo teraz wychodzi jeszcze wcześniej, a wraca w nocy. Robi zakupy jak gdyby nigdy nic - dla ojca, na kolację.
                                Ale nie na długo - odwiedza go policja komunikując,że znaleziono ciało jego starego przy torach w jakiejś podparyskiej miejscowości.Popełnił samobójstwo. Momo musi pojechać i zidentyfikować zwłoki. On na to prowadzi ich do Ibrahima, mówi, że to przyjaciel jego ojca, jego obecny opiekun. Ibrahim szybko się orientuje w sytuacji, zajmuje się całą sprawą, jedzie na okazanie ciała, a kiedy wraca Momo oznajmia mu, że chciałby, zeby Ibrahim go usynowił, co się po licznych odmowach udaje.

                                W międzyczasie pojawia się matka Momo, pyta o niego - chłopak maluje akurat pokój na biało, udaje, ze jest kimś obcym i mówi,że Mojżesz się wyprowadził, pojechał poszukać brata. Na to matka, ze nigdy nie miał drugiego dziecka... I odchodzi, niezatrzymywana przez chłopaka.

                                Ibrahim ma plan, Chce odwiedzić rodzinną wieś. Momo ma pojechać z nim.
                                Za oszczędności Ibrahim kupuje w salonie auto, ale kiedy mu je dostarczają pod sklep okazuje się,że nie umie prowadzić. Więc robi kurs pilotażu i zdaje go z pomocą Momo, który towarzyszy mu, i podpowiada, na egzaminie.
                                Więc nic nie stoi na przeszkodzie. Zamykają sklep i odjeżdzają.
                                Jadą przez Szwajcarię, Albanię, Grecję, do Turcji.


                                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 02.05.09, 13:53
                                  Wrzuciłem ciąg dalszy tuż po pierwszym poście i weszło, a po otwarciu forum - nie ma i arkusz też do zera wyczyszczony. Co za żenada... No to jeszcze raz...

                                  Na trasie się stale zatrzymują. Ibrahim oprowadza Momo po cerkwiach, meczetach, kościołach, oglądaja taniec derwiszów, chyba płyną barką, (albo patrzą na krajobraz oparci o barierkę na lądzie, bo nie zaobserwowałem tego dokładnie), stykają się z tubylcami, jedzą z nimi...
                                  Dla chłopca jest to wielka nauka, zetknięcie sie z róznorodnością kultur, dla Ibrahima powrót do młodości, podroż sentymentalna.

                                  Nie spiesz się, mówi Ibrahim do Momo. Nie spiesz się, na tym polega życie, nie spiesz się, żeby nie przegapił tego co najcenniejsze. Smaku zycia.

                                  Wreszcie docierają na rzut beretem do wioski. Jest ona za najbliższą górą. Ibrahim wysadza Momo i mówi, że najpierw pojedzie sam się rozeznać w sytuacji, bo nie wie, co może zastać na miejscu, zobaczy i wróci po niego. Chłopak zostaje otoczony gromadą dzieciaków z sąsiedniej osady. Robi im zdjęcia aparatem, i tak się dogadują.
                                  PO jakimś czasie postanawia ruszyć pieszo naprzeciw Ibrahimowi. Towarzyszy mu jakiś jeden dzieciak. Idą kawałek i napotykają pędzącego motocyklistę - zatrzymuje się i w obcym języku zachęca Ibrahima do zajęcia miejsca za nim, chłpak nic nie rozumie, ale parę razy wyławia słowo "Ibrahim", więc oddaje małemu aparat, wsiada i jadą do wioski. PO drodze mijają auto Ibrahima leżace do góry kołami.
                                  Na miejcu okazuje się, że Ibrahim jest cięzko ranny, umiera.
                                  Odbywają ostatnią rozmowę - Ibrahim dokonuje swoistego rachunku życiowego : kochałem żonę, mimo że od dawna nie żyje (parę razy o niej wspominał, zawsze tak jakby wyjechała), dobrze prowadziłem sklep, zyłem jak mówi "mój" Koran, i miałem ciebie, Momo. I umiera.

                                  W Paryżu Momo zostaje przedstawiony testament, w którym Ibrahim zapisuje mu wszystko, co ma - sklep, a także najcenniejsze : własny egzemplarz Koranu z dwoma zasuszonymi kwiatkami w środku.

                                  Pstryk. Momo ma już około 30 lat, prowadzi sklep po Ibrahimie ("czynny od 8 rano do północy, nawet w niedziele"), i ma swojego "Momo", który mu podkrada rózne drobiazgi, a on "czyta mu w myślach" jak jemu Ibrahim ("Nie jestem Arabem...")

                                  Pogodna historia o prostych, nieprzemijalnych wartościach.
                                  Fajne połączenie fransuskiego pejzażu miejskiego (ulice, kawiarnie, bulwary, kamienice), obrazków prowincji płd-wschodniej Europy, dźwięków z tamtych miejsc, z wszechobecną muzyką amerykańską z lat 60-tych. Bardzo ciekawa i bardzo udana kompozycja.

                                  Shariff oczywiście świetny jako Ibrahim, aktor grający Momo też udany.
                                  Nienachalne, bez patosu i zbędnej ckliwości oraz moralizatorstwa taniego przesłanie - poznanie i uczenie się siebie sprzyja integracji, obalaniu stereotypów i mitów. Wielki plus. Choć oczywiście nie zahaczono o ekstremizmy, raczej mowa jest o głównych nurtach róznych kultur. W takim wypadku oczywiście trafna jest to obserwacja.

                                  I klimat - nie bajkowy, nie poetycki,a w sam raz.

                                  Warto zobaczyć. Nawet znając treść i kolejność wypadków :)


                              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 02.05.09, 13:26
                                Wszędzie się zatrzymują, Ibrahim oprowadza Momo po cerkwiach, kościołach, meczetach, oglądają taniec derwiszy, stykają się z tubylcami, płyną barką.
                                Dla chłopca to wielkie nowe doświadczenie róznorodności kultur i sposobów życia, tak dalekich od tej ulicy na ktrej się wychował...; dla Ibrahima - podróż sentymentalna do miejsc dawno nieodwiedzanych.
                                Nie spiesz się - tak mówi do Momo. Nie spiesz się, nie gromadź, smakuj zycie. Na tym ono polega.

                                Docierają do celu. Wioska jest za najbliższą górą.
                                Ibrahim wysadza Momo, mówiąc, że pojedzie na początek sam, bo nie wie, co tam może zastać na miejscu. Zostawia go więc przy drodze z gromadą miejscowej dzieciarni, której Momo robi zdjęcia aparatem.
                                Po dłuższej chwili postanawia na piechotę wyjść Ibrahimowi naprzeciw. Za nim idzie jakiś jeden dzieciak. Napotykają motocyklistę, który zachęca Momo, żeby wsiadł za niego na jego motocykl i mówi coś w obcym języku, z którego to mętliku Momo rozumie tylko "Ibrahim". Więc podarowuje dzieciakowi aparat, wsiada na siodło i zostaje zawieziony do wioski. Po drodze mijają samochód Ibrahima leżący kołami do góry.
                                W wiosce okazuje się, ze Ibrahim jest cięzko ranny, umiera. Odbywają ostatnią rozmowę, Ibrahim sporządza swoisty rachunek sumienia - zyłem dobrze, kochałem żonę (od lat nie żyje, ale Ibrahim o niej parę razy wspominał, tak jakby gdzieś wyjechała), mój sklep nie przynosił strat kierowałem się "moim" Koranem, i miałem ciebie, Momo. I umiera.

                                W Paryżu Momo zostaje okazany testament Ibrahima, w którym wszystko zapisuje jemu - a więc sklep i własny egzemplarz Koranu, z dwoma zasuszonymi kwiatkami w środku.

                                Ostania scena - Momo jako narrator : ma już 20 parę lat, może około 30, prowadzi sklep, który kiedyś prowadził Ibrahim ("czynny od 8 rano do północy, nawet w niedziele") i ma swojego "Momo", który też kradnie mu ze sklepu drobiazgi różne i któremu też "czyta w myślach"... :)

                                Pogodna historia, o prostych, ale niebanalnych rzeczach.
                                Świetne połączenie klasycznego francuskiego pejzażu miejskiego (ulice, kafejki, sklepiki, bulwary), obrazków z południa (płd-wschodu) Europy, i atmosfery tych miejsc, z amerykańską muzyką lat 60 tych - naprawdę ciekawe i dobrze wyszło.
                                Sharif świetny w roli Ibrahima, chłopak grający Momo też udany.
                                No i oczywiście przesłanie, proste, celne i niezmienne - poznanie kultur sprzyja integracji, przełamywaniu nieufności.
                                I klimat - nie poetycki, ale i nie bajkowy, bez patosu i moralizatorstwa, a w sam raz.

                                Warto zobaczyć, nawet znając już treść. W tym przypadku akurat niczemu to nie zaszkodzi :)

                                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 02.05.09, 15:01
                                  grek.grek napisał:
                                  :)

                                  Bardzo ładny film!
                                  Mądre przesłanie.
                                  Zastanawiam się tylko, dlaczego taki film musi lecieć w środku
                                  nocy!?

                                  Wielkie dzięki, grek.greku za kolejną opowieść! :)))

                                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 02.05.09, 15:25
                                    Ja też się zastanawiam... może chodzi o to, że w filmie 16-latek wizytuje
                                    u panienek spod latarni... A mówiąc poważnie - przychodzi mi do głowy tylko jedna odpowiedź : ignorancja układaczy ramówki.

                                    Nie ma za co dziękować, mam nadzieję, że udało Ci sie w tym wszystkim rozczytać, jeśli tak - to wystarczy :)


                                    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 02.05.09, 15:51
                                      grek.grek napisał:

                                      > Ja też się zastanawiam... może chodzi o to, że w filmie 16-latek
                                      wizytuje
                                      > u panienek spod latarni...
                                      :)))

                                      Nie zdziwiłabym się, gdyby to był główny powód! :)

                                      A mówiąc poważnie - przychodzi mi do głowy tylko jed
                                      > na odpowiedź : ignorancja układaczy ramówki.
                                      Niestety!

                                      > Nie ma za co dziękować, mam nadzieję, że udało Ci sie w tym
                                      wszystkim rozczytać, jeśli tak - to wystarczy :)

                                      Zawsze świetnie się Ciebie czyta! :)))
                                      /Lubię przeogromnie! :)/

                                      A dziś w TV nudy, ale za to jutro Kabareton w Płocku, TVP2 początek
                                      o 21.05.
                                      I świetny polski, dla odmiany, film "Parę osób, mały czas",
                                      Barańskiego w TVP2, niestety o 23.25, ale, dobra wiadomosć, ten film
                                      jest też na stronie TVP, można więc obejrzeć go sobie w dowolnym
                                      czasie!!!
                                      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 03.05.09, 11:44
                                        Na "Parę osób..." skuszę się niewątpliwie. Nie znoszę ględzenia, że
                                        "polskie kino to dno", kompletnie się z tym nie zgadzam i pewnie znów się przekonam, że mam rację, heh.

                                        Przyznać trzeba, że cichaczem TVP pokazała dośc sporo filmów z, choćby, ostatnich festiwali w Gdyni.
                                        "Sztuczki", "Wszystko będzie dobrze", "Pora umierać", "Ogród Luizy", "Rysa", "Senność", "4 noce z Anną", "33 sceny...", "Jeszcze nie wieczór", "Boisko bezdomnych" - to są następne pozycje do pokazania w TVP, oby jak najszybciej. W kinach już nie latają, a jak latały to i tak nikt nie oglądał, bo przecież lepiej opychać się amerykańskim, popcornem; na dvd nie są tytułami poszukiwanymi, więc nie ma nic do stracenia.
                                        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 03.05.09, 15:42
                                          grek.grek napisał:

                                          > Na "Parę osób..." skuszę się niewątpliwie. Nie znoszę ględzenia,
                                          że
                                          > "polskie kino to dno", kompletnie się z tym nie zgadzam i pewnie
                                          znów się przekonam, że mam rację, heh.

                                          Masz rację (już teraz!) :)))


                                          Mam nadzieję, że Tobie (i wszytskim forumowiczom) spodoba się ten
                                          film , choć to jest on specyficzny, kameralny, nie ma tu jakiejś
                                          spektakularnej akcji...
                                          Oparty na wspomnieniach Jadwigi Stańczakowej opowiada o pięknej
                                          przyjaźni (choć to słowa chyba nie oddaje tak naprawdę istoty tego
                                          związku – mówi nawet o tym sama bohaterka w filmie, w jednej ze
                                          scen), niezwykłej duchowej więzi, skomplikowanym związku dwojga
                                          ludzi niepasujących, nieprzystających, do zwykłego, normalnego
                                          świata.

                                          Ona, Jadwiga Stanczakowa, niewidoma (straciła wzrok po urodzeniu
                                          córki), zmęczona nadopiekuńczym ojcem, nękana depresją, on - Miron
                                          Białoszewski, słynny pisarz, poeta, homoseksualista, schorowany( po
                                          zawale), nieradzący sobie z codziennym zwykłym życiem, pelen obaw,
                                          lęków.

                                          Ona po kobiecemu zajmuje się wszytskimi codziennymi, przyziemnymi
                                          sprawami, pilnuje by Białowszewski zawsze miał czyste koszule,
                                          kupuje ubrania. Karmi go, towarzyszy na spotkaniach, na przekór
                                          kalectwu prowadzi mu coś w rodzaju sekretariatu, pilnuje
                                          korespondencji, przepisuje nagrane na magnetofon teksty ...
                                          On, choć często trudny, kapryśny, złośliwy, egocentryczny, jak
                                          pewnie każda wielka indywidulaność wspiera ją, na ile potrafi,
                                          kiedy powraca depresja (np. przynosząc jej 3 banany :).
                                          Jest jej szansą na normalne życie. Dzięki niemu , ma okazję wyjść z
                                          domu, pobyć z ludźmi, zająć się czymś, zapomnieć o chorobie, o
                                          problemach, doświadczyć odrobiny radości, czy niezwykłości, kiedy
                                          Białoszewski wyciąga Stańczakową na nocne eskapady po mieście...

                                          Tyle w wielkim skrócie.

                                          Niezwykła, piękna opowieść.

                                          Piękne jest spotkanie z drugim człowiekiem... :)



                                          /„33 sceny” obejrzę wkrótce i opowiem co nieco!/
                                          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 04.05.09, 13:02
                                            Obejrzę dzisiaj - przyznam, że, po m.in Twoich zachętach, jestem pełen nadziei na niebanalne kino.

                                            No i będę trzymał Cię za słowo, a 'propos "33 scen..." :)
                                            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 04.05.09, 16:20
                                              grek.grek napisał:

                                              Niebanalne kino – na pewno!

                                              Także dlatego, ze to również film o tworzeniu poezji, której, wedle
                                              białoszewskiego, przedmiotem może być wszystko – codzienne zdarzenia
                                              (np. rozmowa z rejestratorką przychodni, której fragmenty (rozmowy)
                                              nagrywa u Jadwigi (scena ta została pokazana w filmie)), spotkania,
                                              myśli, skojarzenia ...


                                              Podobała mi się Janda w tym filmie. Grała ze swoją charakterystyczną
                                              nadekspresyjnością (oczywiście tu bardzo wyważoną), co wyjątkowo
                                              pasowało do postaci, w którą się wcieliła- osoby nieco egzaltowanej,
                                              swoiście, ze względu na kalectwo, doświadczającej świata.

                                              A Kabaretonu w Płocku nie dało się oglądać! Nudne, przegadane, mało
                                              śmieszne.
                                              Polityk Palikot ze swoim majowym happeningiem był o niebo
                                              zabawniejszy od tych wszystkich profesjonalnych kabaretów!
                                              Koniec świata!


                                              > No i będę trzymał Cię za słowo, a 'propos "33 scen..." :)
                                              To opowiem Ci, już wkrótce! :)))
                                            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 05.05.09, 12:29
                                              Grek.greku, obejrzałeś "Parę osób ..."? Jak Ci się podobał film?


                                              /A ja nie jestem zadowolona z tego co napisałam o tym filmie. Coś za
                                              bardzo się rozczuliłam ;) tą przyjaźnią Jadwigi Stańczakowej i
                                              Mirona. Dziś napisałabym inaczej ... : / /

                                              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 05.05.09, 13:55
                                                Bardzo. Prawdziwa przyjaźń - bez patosu, czułostek, bez łepkowszczyzny, z momentami sprzeczek i nawet wzajemnych urazów, ale dzięki temu tylko utrwalająca się bardziej.
                                                Nie mam pojęcia, jak ten film mógł przegrac w Gdyni z czymś tak poronionym jak "Komornik" - teraz mam porównanie i nie pojmuję, po prostu nie umiem sobie tego wytłumaczyć.

                                                Janda z Hudziakiem po prostu mistrzostwo świata, do nich należy ten film, wszystko jest przez nich i poprzez nich. Takich aktorów, takie role tylko pokazywać światu. To jest kino na Cannes, Wenecje, Berliny i inne festiwale, tam mogłaby go docenić wymagająca, znająca się na kinie widownia i krytyka, niestety - nigdzie nie pojechał, bo promocja leży i kwiczy. Dumni mamy być z oscypka i polskiej wódy, a nie z polskich filmów i wspaniałych aktorów. To mnie przeraża, powiem Ci szczerze.
                                                U nas to, sama wiesz... krytycy filmowi są tak samo głupi, w większości, jak widownia mlaskająca popcornem i zniechęcająca do chodzenia do kina.

                                                Z ciekawością odkyłem, że reżyser Barański nakręcił też "Nad rzeką, której nie ma", film absolutnie znakomity, z niepowtarzalną atmosferą i zajmującą historią jaką opowiada, równie niejednoznaczny, niełopatologiczny. Jeden z lepszych jakie w życiu widziałem i na których powtórkę z niecierpliwością czekam. Od dość dawna, tak dawna, że tylko ta jego urzekająca atmosfera (i opowieści i estetyki) gdzies tam mi hula, a treść i kolejność wypadków pamiętam jak przez mgłę. Bardzo podobny do "Paru słów" - tylko tam chodzi o spotkanie nie dojrzałych wiekowo przyjaciół, a dziewczyny i chłopaka zaintrygowanych sobą, prowadzących ze sobą coś w rodzaju bardzo subtelnej gry : Marek Bukowski i Joanna Trzepiecińska w życiowych rolach ( www.filmpolski.pl/z1/71z/3071_b.jpg ), naprawdę - moze najwyżej pół kroku za Jandą i Hudziakiem, aż nie wiem w jaki sposób tak zmarnowano tych aktorów i właściwie pozostali albo nieznani, albo grają po jakichś nędznych serialidłach, w każdym razie też rzecz dotyczy pewnej trudnej, ale niezwykłej relacji interpersonalnej. Do tego dochodzi tam motyw klasycznego trójkąta : dziewczyna i dwóch przyjaciół z paczki z dzieciństwa, z których jeden oddala się w stronę tej dziewczyny, a drugi nie umie się pogodzić z tym, że dzieciństwo jest za nimi, a jego przyjaciel nie jest już z nimi całym sobą, tylko wymyka się im/jemu.

                                                Jeśli Ci się trafi okazja - nie wahaj się ani sekundy. Ten film TAKŻE zostaje w pamięci na zawsze.

                                                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 05.05.09, 13:57
                                                  www.filmpolski.pl/z1/71z/3071_8.jpg
                                                  To powinno działać :)
                                                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 05.05.09, 15:33
                                                  grek.grek napisał:

                                                  Cieszę się, że podobał Ci się ten film! :)

                                                  > Janda z Hudziakiem po prostu mistrzostwo świata, do nich należy
                                                  ten film, wszys
                                                  > tko jest przez nich i poprzez nich. Takich aktorów, takie role
                                                  tylko pokazywać
                                                  > światu. To jest kino na Cannes, Wenecje, Berliny i inne festiwale,
                                                  tam mogłaby
                                                  > go docenić wymagająca, znająca się na kinie widownia i krytyka,
                                                  niestety - nigd
                                                  > zie nie pojechał, bo promocja leży i kwiczy. .

                                                  Otóż to! Święte słowa!


                                                  > U nas to, sama wiesz... krytycy filmowi są tak samo głupi, w
                                                  większości, jak widownia mlaskająca popcornem i zniechęcająca do
                                                  chodzenia do kina.
                                                  :)))



                                                  Dzięki za przypomnienie, dzięki za zdjęcie z filmu „Nad rzeką ...” ,
                                                  I ja chętnie obejrzałabym ten film ponownie, bo
                                                  oglądałam go bardzo, bardzo dawno temu i pamiętam tylko tyle, że
                                                  duze wrażenie zrobił na mnie właśnie Marek Bukowski (to był jego
                                                  pierwszy film) i szukałam nawet o nim wiadomości w jakichś gazetach
                                                  (to były stare czasy, epoka bez interki! :). Potem wystąpił jeszcze
                                                  w kilku filmach –m.in. w „Pożeganiu z Marią” i ... przepadł.
                                                  Widziałam na stronie filmweb, że zajmuje się teraz produkcją.
                                                  Szkoda, bo wspaniale się zapowiadał jako aktor.

                                                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 05.05.09, 16:02
                                                    No proszę, ja tu się niepytany wdaję w opisy, a tu się okazuje, że oglądałaś "Nad rzeką". Proszę, proszę :)
                                                    Taki nawyk jakiś dziwny... przyzwyczaiłem się, że pewne filmy po prostu są zapomniane, nie w kanonie, leżą gdzieś tam przyspane gruzem, nikt o nich nie pamięta, albo nie słyszał nigdy, generalnie - nie ma ich na mapie filmowej znanej 90 % widowni, czasami nawet tej, co ogląda sporo filmów. I włącza mi się akcja z opowiadaniem i zachęcaniem, bo z doświadczenia automatyczne mam założenie, że "nie, ten film to taka ramota, że z pewnością on/a nie widzieli, nie znają".

                                                    Bukowski - zmarnowany. Naturalny w swojej manierze grania, bardzo przystojny, mógł narobić dużo zamieszania - a tutaj parę rólek i sza,
                                                    był aktor - nie ma aktora.

                                                    Niemniej, są tacy aktorzyści, co tłuką dżylion filmów w życiu i mało kto ich później z jakiegoś pamięta, a niektórym wystarczy jedna wyrazista rola i wbijają się w pamięć na zawsze. POwiem Ci, że np. Leon NIemczyk kojarzy mi się tylko z Nożem w wodzie, mimo że wystąpił w około milionie filmów. Nie jestem w stanie podać w tym momencie żadnego innego filmu z Niemczykiem. Po co on w takim razie w tylu filmach grał ? ;))



                                                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 05.05.09, 16:36
                                                    grek.grek napisał:

                                                    > No proszę, ja tu się niepytany wdaję w opisy, a tu się okazuje, że
                                                    oglądałaś "Nad rzeką". Proszę, proszę :)

                                                    Ha!!! To udało mi się dziś Ciebie zakoczyć! ;)))


                                                    Bardzo dobrze, że napisałeś kilka słów o tym filmie, bo ja
                                                    przypomniałam sobie co nieco, osoby, które czytają ten wątek, a nie
                                                    widziały filmu otrzymały piękną zachetę, no i wzbogaciliyśmy nasz
                                                    fantastyczny wątek o kolejną ciekawą pozycję.

                                                    A nawyk -jak nabardziej prawidłowy, wierz mi, nie mówię tego tylko
                                                    dlatego, że lubię Cię czytać.! :)

                                                    > Niemniej, są tacy aktorzyści, co tłuką dżylion filmów w życiu i
                                                    mało kto ich pó
                                                    > źniej z jakiegoś pamięta, a niektórym wystarczy jedna wyrazista
                                                    rola i wbijają > się w pamięć na zawsze.

                                                    To prawda.

                                                    A mnie Leon Niemczyk długo kojarzył się z Akademią Pana Kleksa. ;/


                                                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 06.05.09, 11:58
                                                    Jestem idiotą. Byłem, jestem i pozostanę. Amen.

                                                    Wyobraź sobie, że "Nad rzeką" jest na youtube.
                                                    W 10 częściach, wystarczy wpisać w tamtejszej wyszukiwarce...
                                                    Jestem idiotą... jak mogłem nie sprawdzić, a zamiast tego
                                                    wertować program tv w nadziei, że może, a nuż i inne takie...
                                                    Chyba tylko z braku wiary, o którym Ci już napisałem :)

                                                    Tu jest 1 część, reszta na pasku obok :

                                                    www.youtube.com/watch?v=Z4SVG9LAR2c


                                                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 06.05.09, 12:23
                                                    grek.grek napisał:

                                                    > Wyobraź sobie, że "Nad rzeką" jest na youtube.

                                                    To fantastycznie!
                                                    Obejrzę dziś wieczorem!



                                                    > Jestem idiotą. Byłem, jestem i pozostanę. Amen.

                                                    :)))
                                                    No wiesz grek.greku! Ja stanowczo protestuję!

                                                    Jest w wątku kilka słów zachęty, jest i sam film, żeby tak było za
                                                    każdym razem - marzenie...! :)


                                                    /Jak się wreszcie nauczę wklejać zdjęciam to znajdę Ci jakiś order
                                                    w nagrodę za propagowanie polskiej kinematografii! :)/
                                                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 06.05.09, 13:23
                                                    Hehe :)
                                                    Pod warunkiem, ze Ty dostaniesz taki sam medal - ale, nie chcę Cię straszyć, to się moze skończyć o tak :

                                                    www.zgapa.pl/zgapapedia/data_pictures/_uploads_wiki/b/Brezniew.jpg
                                                    albo nawet tak :) :

                                                    e.pardon.pl/pa140/8334ad930024a6b6482c24ee
                                                    Słyszałaś, ze w sobotę dają Casino Royale (TVP 1, po 20) ?

                                                    Widziałaś już może ?

                                                    Przyznam, że jestem bardzo ciekaw tego
                                                    nowego Bonda-Craiga. Wyszminkowanych, kuloodpornych i lowelasiastych Connerych, Brosnanów i innych nie mogłem oglądać... Ten podobno
                                                    wyłamuje się z konwencji, co niechybnie zagoni mnie przed telewizor :)


                                                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 06.05.09, 15:10
                                                    grek.grek napisał:

                                                    > Hehe :) > Pod warunkiem, ze Ty dostaniesz taki sam medal

                                                    :)))
                                                    A więc dobrze dam się z Tobą odznaczyć, :)
                                                    może pepsic i zoey też odznaczymy? :)

                                                    Breżniew się nie uruchamia, pewnie za cięzki od tych orderów :), ale
                                                    nie szkodzi, bo podoba mi się order Pana Premiera naszego
                                                    aktualnego! :) Taki słoneczy! :))

                                                    > Słyszałaś, ze w sobotę dają Casino Royale (TVP 1, po 20) ?
                                                    !
                                                    To ci atrakcję na sobotni wieczór szykuje tVP - Casyno Royale! -
                                                    dzięki za info.!- jeszcze nie widziałam Bonda-Craiga! sama jestem
                                                    ciekawa, jak się zaprezentuje (podobno podczas kręcenia tego Bonda
                                                    Craig wybił sobie kilka zębów :).


                                                    Przynam Ci się, że ja nawiększą słabość miałam właśnie do Bonda-
                                                    Connery'ego.
                                                  • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 06.05.09, 17:31
                                                    Barbasia1 napisała:
                                                    >może pepsic i zoey też odznaczymy? :)>

                                                    To miłe, ale gdzie mi do Was?
                                                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 07.05.09, 11:48
                                                    Dobra, dobra, nie wymiguj się...

                                                    Po prostu nie chcesz tak wyglądać :)) :

                                                    historia-online.pijarzy.pl/upload/editor/egunon/brezniew./jpg
                                                    Ciekawe, czy i ten Breżniew się okaże "za cięzki od orderów" (hehe:)
                                                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 07.05.09, 15:49
                                                    > Ciekawe, czy i ten Breżniew się okaże "za cięzki od orderów" (hehe:)
                                                    :)

                                                    Owszem, okazał się za ciężki, też nic nie widać! :)


                                                    To może teraz ja spóbuję:

                                                    www.zgapa.pl/zgapedia/Leonid_Bre%C5%BCniew.html

                                                    www.zgapa.pl/zgapedia/data_pictures/_uploads_wiki/b/Brezniew.jpg
                                                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 07.05.09, 15:55
                                                    pepsic napisała:

                                                    > Barbasia1 napisała:
                                                    > >może pepsic i zoey też odznaczymy? :)>
                                                    >
                                                    > To miłe, ale gdzie mi do Was?

                                                    Ależ Twój wkład w wątek też cenny! Order stanowczo się należy! :))
                                                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 06.05.09, 14:41
                                                    Powiem Ci, że mam niezły ubaw z tego, kto się podpisuje "barbarasia"/"barabarasia" etc. i próbuje być dowcipny, na przekór
                                                    własnemu nieutalentowaniu w tej materii.
                                                    Domyślasz się chyba kim jest ten biedny frustrat. Raz się nieopatrznie ujawnił mówiąc o "psychofance" - już wiesz teraz, jeśli nie wiedziałaś dotychczas :).

                                                    Mam nadzieję, ze do tego tematu nie zagląda i się nie zreflektuje, bo to jest przepiękne, kiedy ktoś już jest dawno zdemaskowany, ale wydaje mu się, że z niego wypasiony iluzjonista i że królik siedzi i czeka w drugim dnie kapelusza, a nie kica sobie w najlepsze po widowni.

                                                    Zatem - cicho sza, show must go on :))
                                                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 06.05.09, 15:24
                                                    grek.grek napisał:

                                                    a ja sie zastanawiałam dlaczego wspominasz tego trolla, no i
                                                    zobaczyłam ...

                                                    > Powiem Ci, że mam niezły ubaw z tego, kto się
                                                    podpisuje "barbarasia"/"barabaras
                                                    > ia" etc.

                                                    Mnie też to juz teraz tylko bawi,
                                                    ale jak spróbuje zapaskudzić nam ten wątek, to nie daruję, łeb urwę,
                                                    jakem barbasia1 :))

                                                    i próbuje być dowcipny, na przekór
                                                    > własnemu nieutalentowaniu w tej materii.

                                                    Otóż to!

                                                    > Domyślasz się chyba kim jest ten biedny frustrat. Raz się
                                                    nieopatrznie ujawnił
                                                    > mówiąc o "psychofance" - już wiesz teraz, jeśli nie wiedziałaś
                                                    dotychczas :).

                                                    Myślisz, że to ON??? Ja mam jednak wątpliwości...



                                                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 07.05.09, 12:03
                                                    Każda reakcja tylko utrudnia pozbycie się takiego trolla. No i daje mu satysfakcję.

                                                    Wpisz, jeśli chcesz, "barabarasia1" do bębna - ja to wczoraj zrobiłem : jest tam 8 postów tego kogoś, z czego jeden ciut dłuższy, piąty z kolei wg daty (z 02.01.09, 11:05): przeczytawszy go pozbyłem się 99 % wątpliwości, bo parę razy się wykłócałem z nim i ten styl i ten rodzaj pretensji do mnie (albo - o mnie) rozpoznaję na kilometr.
                                                    Wobec ciebie też się zdradził. Może mu się pomerdały tożsamości i pisząc do ciebie zapomniał, że pisze pod głównym nickiem ? :)

                                                    Tak czy inaczej - sytuacja jest komiczna ;)


                                                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 07.05.09, 15:44
                                                    grek.grek napisał:

                                                    !
                                                    Wiesz, a ja nigdy bym go o to nie podejrzewała ...

                                                    No cóż, jakoś, grek.greku, to przeżyjemy, prawda!? :)))

                                                    A przy okazji pośmiejemy się! :)))





                                                  • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 08.05.09, 12:05
                                                    No baaa, jasne - zabawa jest przednia :)
                                                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 08.05.09, 12:13
                                                    grek.grek napisał:

                                                    > No baaa, jasne - zabawa jest przednia :)

                                                    :)))
                                                    Jak to mówią - Jest ryzyko (czytaj: troll) jest przyjemność! ;)
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 02.05.09, 21:05
      Wczoraj na TVP Kultura obejrzałam świetną komedię Woody Allena "Przejrzeć
      Harrego". Niestety nie od początku, a że akcja toczy się jakby trójwymiarowo -
      to trudno było mi się połapać. Ale akcja tu nie najważniejsza, a doskonałe
      dialogi i wyrafinowane żarty oraz przewrotne pomysły - pisarz opisuje ojca jako
      czterokrotnego mordercę i kanibala(!), żartuje z holokaustu, co u nas w kraju z
      pewnością byłoby oprotestowane.
      PS. Wprawdzie ostatnio niezbyt entuzjastycznie wyrażałam się o twórczości ww.,
      ale jak tak dalej pójdzie (tj. odrobię braki) pewnie szybko zmienię zdanie.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 03.05.09, 15:51
        pepsic napisała:
        > Wczoraj na TVP Kultura obejrzałam świetną komedię Woody
        Allena "Przejrzeć Harrego".

        Niestey nie widziałam, tego filmu Allena.
        Żałuję, że TVP ogólnodostępna nie może się zdecydować na jakiś
        przegląd filmów Allena o ludzkiej porze!?


        pisarz opisuje ojca jako
        > czterokrotnego mordercę i kanibala(!), żartuje z holokaustu, co u
        nas w kraju z pewnością byłoby oprotestowane.
        :))
        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 03.05.09, 16:43
          Barbasia1 napisała:
          Żałuję, że TVP ogólnodostępna nie może się zdecydować na jakiś przegląd filmów
          Allena o ludzkiej porze!?>
          Ja to się boję, że nawet tego nie rozważa, bo liczą się tylko słupki i
          oglądalność :)
    • pepsic Re: Z odzysku 06.05.09, 17:38
      Dzisiaj na TVP Kultura o 20.00 polski dramat "Z odzysku" z Adamem Pawlickim
      (Jutro idziemy do kina). Z recenzji zamieszczonej w GW wynika, że może to być
      całkiem niezły film, a swojego czasu coś niecoś też słyszałam.
      PS. Znowu GW popełnia niekonsekwencję przyznając na jednej stronie - 4 gwiazdki,
      a na kolejnej 3 :)
      • pepsic Re: Z odzysku 06.05.09, 22:30
        Pomyłka, miało być Antoni Pawlicki
      • grek.grek Re: Z odzysku 07.05.09, 12:10
        Podobno dobry. Niestety, nie mam TVP Kultura, więc przyjemność w koniczynie mnie ominie... Może kilka słów swoich wrażeń skrobniesz,
        jeśli Ci czas pozwoli ?

        • pepsic Re: Z odzysku 07.05.09, 19:23
          Spóbuję.
          19-letni Wojtek trenujący boks wylatuje z klubu za udział w płatnych
          zawodach,rzuca pracę w chlewni i podejmuje pracę w firmie ochroniarskiej, która
          jak się okazuje prowadzi podejrzane i moralnie dwuznaczne interesy. Pomału
          uzależnia się finansowo od swojego szefa (J. Braciak jako mafioso -
          rozczarowanie po raz pierwszy, czyżby Przemo zaszkodził?), którego staje się
          pupilkiem. Wojtek to chłopak wrażliwy z ładną buźką, kocha Katię, skromną
          dziewczynę z Ukrainy zarabiającą na życie sprzątaniem. Niestety styliści bardzo
          ją skrzywdzili ubierając w aseksualne podkoszulki.
          Tyle w kwestii streszczenia, gorzej z wrażeniami. Niewątpliwie to dobry film,
          pozostający w pamięci, ale trochę nierówny i niekonsekwentny. Wojtek przyjmując
          pożyczką na mieszkanie od szefa musi się liczyć z tym, że zostanie dłużnikiem na
          zawsze. Od początku widać, że nie nadaje się do tego "fachu", bo jest zbyt
          wrażliwy i każdą akcję ciężko odreagowuje. Szef Braciak uwielbia rodzinę, która
          jest dla niego świętością, ale zbyt łopatologicznie to ukazują. Są w filmie
          mocne sceny jak egzekucje długów, czy nauka strzelania do żywych tarcz (trzy
          piękne kundelki ze schroniska!). Jednak najbardziej przejmująca scena (i
          przełomowa) to eksmisja - rozegrana prawie bez słów i bez muzyki. Zresztą w
          wielu momentach nie słychać muzyki. Jest jeszcze Banan, przyjaciel Wojtka
          (Bulionerzy?). To bardzo dobrze zagrana rola drugoplanowa, swoją drogą mogli ją
          bardziej rozwinąć.
          Trochę to chaotyczne :(
          Oj chyba orderu nie dostanę.
          • grek.grek Re: Z odzysku 08.05.09, 12:14
            Jeśli nawet ja dostałem, to ty masz nie dostać ?

            Moze być taki :) ? :

            www.zawada.net.pl/images/order.jpg
            Liczę na to, że nie będą tego filmu bunkrować w TVP Kultura
            i za jakiś czas wrzucą też do 1 albo 2.

            • barbasia1 Re: Z odzysku 08.05.09, 12:33
              grek.grek napisał:

              > Moze być taki :) ?

              :)))

              Zaprawdę wielkim fanem polityki jesteś, grek.greku! :)
              A pana premiera ciągle nie? :)

              > Liczę na to, że nie będą tego filmu bunkrować w TVP Kultura
              > i za jakiś czas wrzucą też do 1 albo 2.

              "Z odzysku" już leciał w TVP2, dobrych kilka miesięcy temu! -
              Osobiście widziałam! (słow kilka o tym filmie napisze za chwilę ).

              Zastanawiam się jak to się stało, że wcześniej o nim nie
              wspomniałam/ wspomnieliśmy na forum!??

              • grek.grek Re: Z odzysku 08.05.09, 12:57
                Ciągle jakoś nie :)

                POlsat dzisiaj daje film ("Trzynastka") z nową dziewczyną Woody'ego - Evan Rachel Wood.
                Może warto by zobaczyć, co z niej za ziółko...

                Wygląda ładnie, nic dziwnego, że Woody ją wypatrzył :

                weblogs.amny.com/entertainment/stage/blog/evan-rachel-wood-wallpaper.jpg
                Jeśli jeszcze umie grać, to hoho.

                Film jest sprzed 6 lat, więc co najwyżej będzie można próbować
                dostrzec wrodzony talent.

                U WOody'ego prezentuje sią tak (duże foto, od razu paskiem w prawo
                jedź, ku postaci) :

                images.allmoviephoto.com/2009_Whatever_Works/2009_whatever_works_010.jpg
                Woody to jest jednak marka, od razu się lampka zapala : ooo stop, jeśli on dał jej główną rolę, to trzeba dziewczynę obejrzeć bardzo dokładnie, bo musi coś umieć (i zdaje się poza planem też musi mieć jakąś osobowość).





                • grek.grek Re: Z odzysku 08.05.09, 12:58
                  Na tym drugim zdjęciu jest jak skrzyżowanie młodej Kidman z
                  Alicią Silverstone (ona się nigdy nie zestarzeje chyba), nie ?
                  • barbasia1 Re: Z odzysku 08.05.09, 14:23
                    grek.grek napisał:

                    Własciwie to nie dziwne, że została nową dziewczyną Woody'ego bo
                    nie dość , że nazywa się Wood, to jeszcze Rachel ;)

                    Rzeczywiscie w wersji blond (to drugie zdjęcie nie otwiera się, ale
                    zajrzałam na stronę filmweb i tam znalazłam kilka zdjęć z filmu
                    allena), podobna jest do Alicji (choć Alicja IMHO ładniejsza).

                    Jeśli spodoba Ci się "Trzynastka" i talent aktorski Rachel Wood to
                    napisz słów kilka, proszę!bo ja późny wieczór planuję spędzić tylko
                    z Henrykiem, oczywiście tym VIII :).
                    Za późno ta "Trzynastka"!


                    //Alicią Silverstone (ona się nigdy nie zestarzeje chyba -
                    bo to bardzo fajny typ urody ... :) //
                    • grek.grek Re: Z odzysku 09.05.09, 13:34
                      No więc podobał mi sie ten film.
                      I Wood też.

                      Zagrała całkiem rozsądną, niegłupią nastolatkę, która nagle, pod
                      ciśnieniem domu (wychowuje ją tylko matka, porządna kobieta, troskliwa,
                      jest fryzjerką, po odwyku, z nowym facetem, też po (entym) odwyku, ale poza tym całkiem do rzeczy; ojciec płaci alimenty, ale tylko dzwoni, co
                      jej w ogóle nie wystarcza - zjawia się w pewnym momencie, ale właściwie nie wiadomo po co, wiadomo tylko, że za późno, by pomóc, o ile miał
                      na to ochotę w ogóle), pod wpływem imponującej jej koleżanki ze
                      szkoły (Nikki Reed w tej roli, nie znam tej aktorki) - takiej klasycznie wyzwolonej nastolatki, ale z problemami, wychowywanej przez jakąś opiekunkę, ciotkę, czy kogoś w tym guście, też z problemami narkotykowymi (w tej roli moja ulubiona Deborah Unger, oczywiście w jednej scenie totalnie oszpecona, w innej totalnie piękna, jak w "Silent Hill"), plus szkoły i presji nauki, otoczenia, wreszcie normalnego pragnienia podobania się, bycia fajnym itd. - Tracy odcina się od swoich "szarych" koleżanek, z którymi się dotąd uczyła i kumplowała, najpierw, żeby pokazać, że jest fajna - okrada przypadkową kobietę i idzie z nowymi kumpelami na zakupy, zostaje zaakceptowana, a potem to już leci : zmienia wygląd, ubiera się jak to się ubierają 14-latki, żeby być "dorosłymi kobietami", wchodzi w narkotyki, imprezy, zaczyna wszczynać awantury w chałupie, matką pomiata na każdym kroku, pyskuje, upija się, upala nonstop, a jeśli akurat nie hula, albo nie ćpa, to się tnie w łazience.

                      Evie (ta koleżanka) staje się dla niej jedynym punktem odniesienia i wzorcem. Przez nią wyprowadza się facet matki, sama matka jest na skraju załamania nerwowego, brat ma dość, w ogóle destrukcja. Evie z nimi pomieszkuje, okazuje i Tracy i jej matce uczucia, sympatię, staje się jakby członkiem rodziny, przy okazji cały czas wkręcając ją w rózne akcje, a to podryw starszego chłopaka z sąsiedztwa, który w ostatniej chwili wyrzuca je z domu przestraszony możliwymi konsekwencjami seksu z nieletnimi, a to jakieś ćpuńskie wyprawy w miasto, a to przekłuwanie jęzora, czy pępka, zupełnie nie próbując wykorzystać swojego na nią wpływu, żeby np. Evie przychodzi wszystko
                      w naturalny sposób, a Tracy, widać, że się męćzy w tym nowym świecie,
                      widać, że działa przeciwko swojej autentycznej osobowości, ale jest tak
                      nakręcona, że sama tego nie zauważą.

                      Matka daje z siebie wszystko, próbuje z nią ciągle rozmawiać, próbuje krytykowac, zabiera do kina, nawet za krawcową robi, ale w sumie niewiele może, dostaje w zamian pyskówę, chamskie odzywki i nic poza tym, a do tego ma jakiś
                      wyrzut sumienia, że w nie dała córce tak wiele z siebie, ile powinna, że jej problemy z nałogiem, leczenie, jakoś się musiały odbić na Tracy, więc też nie jest jakoś radykalna, za ostra, brakuje jej trochę zdecydowania, nie chce wyraźnie pójść na całość. Stara się więc zachowywać maks cierpliwości i obserwować, reagować, upominać.

                      Wreszcie trochę rojaśnia się Tracy w głowie, kiedy zawala egzamin w szkole, próbuje odreagować i wybrać się na skręta, ale jedna z "fajnych" koleżanek odmawia, bo "się musi uczyć", stare znajome odtrącone przez nią też jej nie poznają, generalnie - trochę łyso...; matka bierze sprawy w swoje ręce i chcący, czy niechący, konfliktuje ją z Evie nie zgadzając się na jej zamieszkanie u nich na stałe. Evie traktuje to jako zerwania przyjaźni, obraża się, a na końcu niby przypadkiem wychodzi/okazuje się, ze pokoj Tracy (w którym niemal nonstop przebywała z Evie) nafaszerowany jest prochami, poukrywanymi w każdej dziurze. Opiekunka Evie przychodzi do matki Tracy i robi zadymę, wszystko, cała wina, spada na Tracy, mimo że oczywiście za całą aferą stoi Evie (taka zemsta, co nie zmienia faktu,że obie ćpały) - Tracy wyrzuca to swojej koleżance, ale ona oświadcza, że zupełnym przypadkiem się to wydało i ona nie mogła temu zapobiec. Opiekunka Evie oświadcza, że trzeba koniecznie chronić Evie przed Tracy, wkurzona wychodzi i zabiera ją ze soba.
                      ZOstaje przy Tracy matka - w ostatniej scenie totalny upust emocji, łzy, ale w uścisku wzajemnym, takie pojednanie matki z córką w słonym jeziorku. Ale, co ciekawe, nie zapachniało tanim dramatyzmem :)

                      Cały film taki zresztą jest. Żadnej szarży, żadnego popadnia w skrajności, bardzo stonowany i pastelowy nawet momentami. Raczej
                      wiwisekcja, trochę z boku, niż bezładne wywlekanie flaków i epatowanie
                      nimi. Na pewo plus dla reżysera. Czuje się ten zdrowy, lekki dystans
                      jaki stale zachowuje, nie daje się ponieść w żadnym momencie.

                      Wood - grała Tracy, żadna tam łatwa rola, jej postać cały czas balansuje
                      na krawędzi jakiegoś rozpadu, raz bawi się do upadłego, za chwilę kłóci się z matką, a za 5 minut jest sama i tnie przedramię żyletką. Ma Wood spojrzenie, ma wypośrodkowaną ekpresję, umie się znaleźć w różnych sytuacjach, zagrać różne emocjonalne stany. Na pewno dobrze została poprowadzona, ale widać, że z niej materiał na dobrą aktorkę.
                      No i jej matkę grała Holly Hunter - grała, jak to Hunter, na bardzo wysokim poziomie : desperacja, zranienie, córka się stacza, życie jej się kołtuje, ale ona nie może stracić nerwów i nie może sięgnąc po jakiś
                      proch, jakąś popijawę - wszystko ma w oczach, w pojedynczych gestach, co klasa to klasa. I Wood nie dała się, moim zdaniem, jako aktorka zdominować Hunter, co samo w sobie zasługuje na uznanie. Grają jak partnerki, wiadomo, że Holly to pierwsza liga, więc nikt nie porównuje ich do siebie, ale po prostu Wood nie kaleczyła, szła równo, dobrze wykorzystała swoje miejsce i swoje możliwości.
                      Podobała mi się też Nikki Reed w roli Evie. Generalnie, babski tercet rządził na ekranie.

                      Tyle. Jakbyś kiedyś, gdzieś tam trafiła, to śmiało mogę polecić. Nie jest to jakaś wyszukana historia, ale może z kolei na tym też polega zaleta twórców filmu, że tchnęli trochę ducha w dość sfatygowany schemat i zrobili go/zagrali tak, że trzeba to odnotować, co zdaje się łatwe nie było i samo w sobie na uwagę zasługuje.
                      • grek.grek Re: Z odzysku 09.05.09, 14:54
                        Kruca, napisane jakby analfabeta skrobał po końskiej dawce barbituranów.

                        "(...) zupełnie nie próbując wykorzystać swojego wpływu na nią, żeby np. (...)" - właśnie : żeby np. poprawić jej wzajemne stosunki z matką, cała te Evie świetnie widziała, jako świadek niejednokrotnie, co się dzieje; żadnej próby mitygowania przyjaciółki, a wobec jej matki wręcz miłosne gesty, znacznie bardziej by jej pomogła, gdyby wykorzystała swoją pozycję w świecie Tracy. Najpewniej zależało jej na tej awanturze, im Tracy dalej od matki, tym bliżej niej, bardziej od niej uzależniona emocjonalnie i łatwiej dająca się naciągać na rozmaite wygłupy.
                        • barbasia1 PS "Trzynastka" 09.05.09, 18:46
                          grek.grek napisał:

                          o filmie "Trzynastka"

                          THNX! :)))
                          Twe słowo (!) na sobotę naprawdę szalenie interesujące!

                          Wygląda na to, że to film ku przestrodze, ale nienachalnie
                          pouczający, dla rodziców i dla nastolatków (?), w sam raz na
                          dzisiejsze czasy, aż dziwne, że dali go tak późno!?

                          A propos Evan Rachel Wood przeczytałam właśnie na stronie filmweb,
                          że jej ojciec prowadził teart, w którym grała od najmłodszych lat! A
                          więc talent czy umiejętności nie wzięły się z nikąd!
              • pepsic Re: Z odzysku 08.05.09, 20:54
                barbasia1 napisała:
                "Z odzysku" już leciał w TVP2, ...(słow kilka o tym filmie napisze za chwilę ).
                Trzymam za słowo, bo sama jakoś nie mogę sobie wyrobić zdania do końca. Może
                dlatego, że filmy o wchodzeniu na drogę przestępstwa nieźle zapowiadających się
                młodzieńców zawsze mnie dołowały.
                :)
                • barbasia1 Re: Z odzysku 09.05.09, 19:00
                  pepsic napisała:

                  > barbasia1 napisała:
                  > "Z odzysku" już leciał w TVP2, ...(słow kilka o tym filmie napisze
                  za chwilę ).
                  >
                  > Trzymam za słowo
                  :)
                  Będzie wkrótce!
            • pepsic Re: Z odzysku 08.05.09, 20:47
              Jasne, ale nie chciałabym premierowi wchodzić w paradę :)

    • easz Guantanamo 07.05.09, 01:20
      Jutro, tzn. dziś, 7. 05, o 20.10 na AleKino premiera filmu "Droga do
      Guantanamo". Powtórki 10.05 o 22.00 i 18.05 o 23.30, i później
      pewnie jeszcze też, trzeba by przypilnować. Nie ogladałam, ale
      słyszałam o, i myślę, że warto.

      I coś z zupełnie innej beczki - "Priscilla, królowa pustyni",
      komediodramat drogi o drag queens. Kiedyśkiedyś widziałam, bo to z
      1994 jest film, polecam na poprawę nastroju np. Też AleKino, 12.05 o
      20:00, 13.05 o 21:45, 22.05 o 23:45.

      A macie w ogóle ten kanał? Bo mogę więcej z niego polecić;)
      • barbasia1 Re: Guantanamo 07.05.09, 16:12
        easz napisała:

        > A macie w ogóle ten kanał? Bo mogę więcej z niego polecić;)

        Bardzo proszę polecać! :)
        Ja niestety nie mam kanału "Ale Kino", ale chętnie poczytam (chętnie poczytamy, myślę, wszyscy, zwałszcza ci, co mają AK) "polecenia" :) i/lub komentarze z wrażeniami po obejrzeniu filmu. :)
      • pepsic Re: Guantanamo 07.05.09, 19:32
        easz napisała:
        Ja też bardzo chętnie poczytam, tym bardziej że szczęsliwie posiadam Ale kino!
        Na "Drogę do Guantanamo" z ciekawością spojrzę. Oby tylko nie był zbyt drastyczny.
        :)
        • easz Re: Guantanamo 08.05.09, 23:08

          Nie mogłam obejrzeć całego Guantanamo, więc na razie powstrzymam się
          od komentarzy i ocen. Możliwe, że będę w ogóle chciała zaczekać na
          jeszcze dwa filmy i dopiero przemyśleć gruntownie całą sprawę, i być
          może też wtedy podzielić się wrażeniami, porozmawiać - mam na
          myśli "Walc z Baszirem" i jeśli zdecyduję się, przełamię - "Kobietę
          w Berlinie", ale to w kinie. Myślę, że razem te filmy mogą stworzyć
          interesujący obraz, całość.

          Mogę natomiast znów coś polecić na AleKino:) W niedzielę, 10.05, po
          Guantanamo, będzie można obejrzeć film "XXY", ale kończy się bardzo
          późno. W każdym razie był już na tym kanale pokazywany parę razy,
          więc jeśli jeszcze kiedyś będzie o sensowniejszej godzinie, to dam
          znać, bo warto. Jaka tematyka - można się zorientować po tytule, ale
          jeśli ktoś zdecyduje się oglądać, to polecam nie czytać za wiele
          recenzji, not itd. W tym filmie szczególnie lepiej jest nastawić się
          na bycie zaskakiwanym.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 09.05.09, 14:25
      A tudej :
      Casino Royale, Jedynka.
      Terminator 2, Dwójka (kruca, po latach dochodzę do wniosku, że
      to jest naprawdę dobry film, nie tylko w kategorii s-f).
      Diabolique, POlsat - (też klasyk thrillera, świetne Stone i Adjani).
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 09.05.09, 18:59
        grek.grek napisał:

        > A tudej :
        > Casino Royale, Jedynka.
        > Terminator 2, Dwójka (kruca, po latach dochodzę do wniosku, że
        > to jest naprawdę dobry film, nie tylko w kategorii s-f).

        > Diabolique, POlsat - (też klasyk thrillera, świetne Stone i
        Adjani).

        Tudej Casino Royale ofkors! :)


        „Diabolique” – widziałam kiedyś! Też polecam. Niezły thriller.
        Utkwiła mi w głowie scena, w której dwie niebiansko piękne, acz
        piekielnie niezbezpieczne panie (S.Stone i I.Adjani) topią w wannie
        wiarołomnego osobnika płci męskiej! (ów osobnik dla jednej był
        mężem, dla drugiej kochankiem).
        A kiedy jest już po wszystkim, ciało znika ...
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 09.05.09, 16:01
      Z cyklu wspaniałe (i zapomniane) polskie filmy,
      "Do widzenia, do jutra" w 9 częściach, niezapomniany Cybulski,
      niepowtarzalna Teresa Tuszyńska (przepiękna w ujęciach podczas
      rozmowy na plaży, zostaje w pamięci na zawsze),opowieść o miłości niemożliwej jakich już dzisiaj nikt nie kręci i nikt już kręcił
      raczej nie będzie :

      Tu pierwsza część, reszta na pasku obok :

      www.youtube.com/watch?v=LWQ_geBsq6y

      (Mój moment w tej 1 części, około 5:00 : Cybulski tłumaczy dziewczynie
      jak dojśc do ulicy Długiej, coraz bardziej się plącze z okazji
      jej urody, ona mówi "dziękuję bardzo" i on na to : "dziękuję" -
      kapitalnie mówi to słowo, to jedna z takich perełek, co się nie
      zapomina nigdy).

      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 09.05.09, 16:04
        Link nieczynny (przynajmniej u mnie, nie wiem dlaczego - film chodzi jak złoto), więc kto zechce obejrzeć - nie ma rady - ten musi w youtube sam wrzucić do bębna tytuł.
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 09.05.09, 18:50
          grek.grek napisał:

          "Do widzenia, do jutra"

          No proszę, jakie piękne rzeczy można znaleźć na youtube!
          Muszę sobie kiedyś przypomnieć ten film!

          A muzykę do tego filmu skomponował sam Krzysztof Komeda! :)


          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 10.05.09, 11:39
            Youtube i mnie zaskakuje każdego dnia :)

            Dziabnąłem wczoraj Diabolique i powiem Ci, że, jakkolwiek
            nie jest to najwybitniejszy film w historii (aczkolwiek
            naprawdę niezły), rola (w jej karierze także) może niekoniecznie natrudniejsza, wymagająca szczególnej subtelności i klasy, ale Sharon chyba w niej właśnie podobała mi się najbardziej.

            A co dzisiaj ?
            Wypatrzyłaś coś ?
            Ja dostrzegłem na Polsacie "POrzuconą" z Katie Holmes. Nie oglądałem,
            nie wiem, nie orientuję się, może popatrzę. I tylko dlatego, ze do Katie mam jakąs dziwną, niewytłumaczalną skłonność. Nie w moim typie uroda, wszystko w niej jest nie w moim typie, a jednak tak jakoś na przekór moim własnym gustom i guścikom zupełnie mnie obezwładnia sobą ilekroć cię pojawia na ekranie. I nie lubię filmów z nią, bo jak gra, to nie mogę się skupić na akcji, ciągle na nią czekam, aż się ona wyłoni skądkolwiek, jak jakaś Godzilla z oceanu :).
            Wonder Boys musiałem oglądać 3 razy, bo dopiero za trzecim przestałem się niecierpliwić przez 3/4 filmu, jako że ta okrutna kobieta pojawia się za sprawą jeszcze okrutniejszego scenarzysty tylko w ciągu 1/4.
            W Porzuconej gra główną rolę, więc przynajmniej będę mógł obejrzeć w spokoju :)
            • barbasia1 Diabolique - pytanie 10.05.09, 12:05
              grek.grek napisał:
              > Dziabnąłem wczoraj Diabolique i powiem Ci, że, jakkolwiek
              > nie jest to najwybitniejszy film w historii (aczkolwiek
              > naprawdę niezły), rola (w jej karierze także) może niekoniecznie
              natrudniejsza,> wymagająca szczególnej subtelności i klasy, ale
              Sharon chyba w niej właśnie podobała mi się najbardziej.

              Obie Szaron i Isabell Adjani były świetne.
              Ja też wczoraj rzuciłam okiem na Diabolique (oglądałam do sceny, w
              której Szaron każe spuścić wodę z basenu, zeby odnaleźć klucze.
              Pamiętam, też, że kiedy woda zostaje spuszczona panie z
              przerazeniem odkrywają, że trupa w basenia nie ma)
              i teraz męczy mnie zakończenie - nie mogę sobie przypomnieć, jak
              skończył się ten film!? Help!

              > Ja dostrzegłem na Polsacie "POrzuconą" z Katie Holmes.Nie
              oglądałem,> nie wiem, nie orientuję się, może popatrzę.


              Nic ciekawego dziś (oprócz Rancza dla wielbicieli). A "Porzucona"
              późno, więc wiem, czy obejrzę.
              Też lubię Katie Holmes, choć nie aż tak, jak Ty. :)


              • grek.grek Re: Diabolique - pytanie 10.05.09, 12:44
                Więc okazało się,że trupa nie ma w basenie i zaczął się ciąg dziwnych
                zdarzeń - najpierw pojawia się marynarka rzekomego trupa, w niej klisze do wywołania i klucz motelowy. Na zdjęciach są obie zabójczynie, taragające go w tym kufrze do samochodu, a w pokoju motelowym nie
                ma nikogo. Adjani zaczyna lekko fiksować, Sharon ją nonstop mityguje, a kiedy podczas kręcenia przez ekipę zdjęciową filmu na dziedzińcu szkolnym
                kamera przypadkiem rejestruje w oknie stojącego faceta, do złudzenia
                przypominającego nieboszczyka, kiedy jeden z uczniów znajduje okulary, które wpadły do basenu razem z wrzucanym tam ciałem, Adjani odjeżdza do reszty - wiadomość w gazecie o znalezieniu jakiegoś ciała na brzegu rzeki pcha ją do odwiedzenia komisariatu policji, gdzie identyfikuje zwłoki, które się okazują nie tymi, co trzeba, zaczyna się spowiadać u księdza, który ją odwiedza w szkole, a co najgorsze przypadkiem poznaje racjonalną i dociekliwą detektywa-kobietę (Kathy Bates), która przyjeżdza do szkoły i zaczyna węszyć, co niezmiernie wkurza Sharon, a kiedy detektyw odkrywa w kufrze, którym transportowały ciało rurkę do oddychania pod wodą (zaraz potem dostaje łopatą w łepetynę) - wszystko się układa.
                WReszcie się okazuje, że trup żyje. POwstaje z wanny, kiedy Adjani akurat szukuje się do kąpieli. Ta oczywiście traci przytomnośc, wygląda
                jakby zeszła na serce. POjawia się Sharon i wychodzi na to, że ona i on byli w zmowie, mieli wykończyć nerwowo Adjani i przejąć jakąś tam kasę, czy coś. Zaczynają się jednak sprzeczać, Sharon bierze się z "trupem" za łeb, Adjani "ożywa", on ją goni, dopada, szarpania, on ją okłada, ona mu oddaje jakimś kluczem, czy czymś takim - w oko trafia, do akcji wkręca się w to Sharon i traktuje "trupa" grabiami w łeb, wpadają do basenu, gdzie obie go topią ostatecznie. Na miejsce akcji dociera detektyw i strzela w dziób Adjani z tekstem "teraz łatwiej uwierzą na policji, że to była obrona konieczna". Sharon przeprasza, ale Adjani przyjmuje to chłodno i objętnie. KOoooniec. Przypomniałaś sobie chociaż trochę ? :)
                • barbasia1 Re: Diabolique - pytanie 10.05.09, 15:04
                  grek.grek napisał:
                  KOoooniec. Przypomniałaś sobie chociaż trochę ? :)

                  Tak, tak, tak! teraz już wszystko sobie przypomniałam!
                  Czasami, przeważnie wystarczy mi kilka ujęć, żeby przypomnieć
                  sobie całość mniej lub bardziej dokładnie, a tu jak na złość (od
                  wczoraj) pustka w głowie nawet po obejrzeniu połowy filmu!

                  Mersi boku, jak powiedziałby Isabell Adjani! :))
              • zoey7 Porzucona 11.05.09, 01:18
                Ło Matko, jaki przewidywalny i banalny film, od połowy wiadomo co,
                jak i dlaczego...
    • barbasia1 "Casino Royale" 10.05.09, 11:39
      Obejrzałam sobie Bonda-Craiga i muszę powiedzieć, że brakowało mi lekkości, dystansu, przymrużenia oka tak charakterystycznego dla poprzednich Bondów (jednak jestem straszną tradycjonalistką :).
      • grek.grek Re: "Casino Royale" 10.05.09, 11:46
        Nagrywałem i jeszcze nie obejrzałem.
        Jako Bondowski laik, ignorant i noga stołowa oczekuję po prostu
        dobrego filmu akcji ;)

        A jak wg Ciebie Eva Green się prezentuje w akcji (na fotografiach
        robi wrażenie) ?



        • barbasia1 Re: "Casino Royale" 10.05.09, 12:18
          grek.grek napisał:

          > Jako Bondowski laik, ignorant i noga stołowa

          To możemy sobie podać wirtualnie ręce :)

          > Nagrywałem i jeszcze nie obejrzałem.
          > Jako Bondowski laik, ignorant i noga stołowa oczekuję po prostu
          > dobrego filmu akcji ;)
          >
          > A jak wg Ciebie Eva Green się prezentuje w akcji (na fotografiach
          > robi wrażenie) ?

          Bardzo mi się podobała. Urocza, subtelna, delikatna, zupełnie inna
          niż poprzednie dziewczyny Bonda - żadna dzielna szalenie agentka,
          czy napalona seksbomba //ale ...!//
          Nie dziwi, że Bond traci głowę dla niej i chce odejść ze służby!

          >oczekuję po prostu dobrego filmu akcji ;)

          Więc chyba się nie rozczarujesz.






      • iceman_11 Re: "Casino Royale" 10.05.09, 13:35
        Craig jest ok. Jest o wiele lepszy od Brosnana. Sam film jest świetny, jeden z najlepszych w serii. Natomiast co do wersji telewizyjnej w formacie 4:3, to nie dało się tego oglądac. Polecam wersję DVD, również dlatego, że tłumaczenie telewizyjne było dalekie od ideału.
    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 11.05.09, 15:38
      A dziś w TVP2 dokument o "STS-ie"... o 0.50! :/

      W TVP1 o 22.25 klasyka w cykku "Dobre kino" - "Układ" Elii Kazana
      (1969) z Kirkiem Douglasem, Faye Dunaway, Deborah Kerr - nie
      widziałam , może obejrzę.

      A wcześniej o 21.35 - Wiktory 2008 - wydaje mi się, że chyba mało
      rozreklamowane w tym roku?! :)
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 12.05.09, 19:03
      Wczoraj bardzo ładny film (dramat angielski) oglądałam na TVP Kultura "Samowolne
      serce". Po tragicznej śmierci restauratora trzech jego przyjaciół (szwagier,
      towarzysz życia i kolega z dzieciństwa) przechodzi pewne perypetie życiowe,
      niektóre wzruszające, niektóre groteskowe. Mimo, że akcja toczy się
      nieśpiesznie, jakby od niechcenia, to dość sporo się dzieje. Bardzo mocno trzeba
      wsłuchiwać się w dialogi i wyłapywać wszystkie niuanse, bo inaczej można nie
      połapać się w tym wszystkim, a rzecz dzieje się na prowincji bardziej
      przypominającej francuską z tym, że widoki angielskie przepiękne, a film w
      całości bardzo urokliwy.
      PS. Dzisiaj Plac Zbawiciela na TVP2 o 22.50, którego jeszcze nie oglądałam, co
      przyznaję ze wstydem, ale z powodu pory misyjnej (!) nadal nie będzie mi
      pisany. Ciekawostka (za GW)- reżyser Krzysztof Krauze zrezygnował z dzisiejszych
      tantiem podtrzymując bojkot.
      A o Priscilii (AleKino!), na którą się ostrożnie szykuję jest odrębny wątek.
      :)







      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 13.05.09, 11:48
        Ciekawe, jakie wrażenia po "Placu" :) Mnie nawet nieco trzepnął, musze
        przyznać.

        "Porzucona", zgodzę się z Zoey - tandeta. Ale mnie łatwiej było ją przełknąć z pewnych względów.

        W czwartek ostrożnie polecę "Śmiertelną wyliczankę" na TVN.
        O dwóch studentach popełniających morderstwo doskonałe, w ich
        przekonaniu, i o dochodzeniu jakie prowadzi w tej sprawie policjantka
        z przeszłością.
        Sandra Bullock może i gra główną rolę, ale gasi ją Ryan Gosling.
        Od rewelacyjnego "Fanatyka", w którym zagrał absolutnie oskarową rolę (za 2001 rywalizowałby z obcmokaną przeze mnie rolą Denzela w Dniu Próby i mógłby nawet wygrać), imo jedną z kilku najlepszych w latach 90-tych,
        jestem jego wielkim fanem. Ma luz, lekkość, swoją własną manierę grania,
        ma, jak dla mnie, rzadką rzecz we współczesnym kinie - charyzmę (część kobiet, a może i mężczyzn : albo o odmiennej orientacji, albo/i dostatecznie pewnych swej orientacji nieodmiennej, żeby ocenia sobie facetów także pod tym względem - mogłaby się chyba zgodzić także z określenie "seksapil"), jak się pojawia na ekranie, to skupia całą uwagę na sobie.
        On tu jest atrakcją, w dodatku gra rolę tego bardziej interesującego, świadomego i sprytniejszego z dwójki studenciaków, co mu daje pole
        do inwencji, oczywiście w ramach zakreślonych przez scenariusz i
        wizję reżysera, dodajmy - jedno i drugie nienajwyższych lotów.

        "Wyliczanka to nie jest wielkie kino, może by było, gdyby policjantkę
        zagrała Jodie Foster albo Holly Hunter, ale z Sandrą Bullock, to musi być film średni, w dodatku scenariusz też nie trzyma się do końca,
        nie jest dość wycyzelowany i oryginalny, żeby film mógł być nominowany do czegoś-tam. Wychodzi coś przy czym się nie siedzi z foliowym workiem pod brodą, ale i nie wpisuje na swoją listę "muszę zobaczyć koniecznie jeszcze 3 razy". Po prostu kino wagi lekkiej, historia sama w sobie nawet i ciekawa (choć mocno wtórna), a warto obejrzeć dla Goslinga, jego stylu, charyzmy i osobowości ekranowej.

        Foto z filmu, Gosling po prawej :

        images.allmoviephoto.com/2002_Murder_by_Numbers/2002_Murder_by_Numbers_023.jpg
        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 13.05.09, 15:30
          grek.grek napisał:

          > Foto z filmu, Gosling po prawej :

          Nie uruchamia się!
          Więc pozwalam sobie wkleić inne zdjęcie Goslinga -

          gfx.filmweb.pl/p/50/13/55013/239489.1.jpg?l=1200922056000
        • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 00:03
          A ja sie nie zgodzę, że to Gosling jest atrakcją w Śmiertelnej
          wyliczance - jest i owszem poprawny, ale na głowę bije go Michael
          Pitt.
          • barbasia1 Śmiertelna wylicznaka 15.05.09, 12:55
            zoey7 napisała:

            > A ja sie nie zgodzę, że to Gosling jest atrakcją w Śmiertelnej
            > wyliczance - jest i owszem poprawny, ale na głowę bije go Michael
            > Pitt.

            A mnie się obaj strasznie podobali.
            Świetny thriller.
            A tekst "Idę się odlać" w ustach pani detektyw/ Sandry Bullok -
            pyszny!
        • notteanapoli Ryan Gosling 16.05.09, 10:59
          Przyznam się otwarcie iż też jestem wielką fanką fanką Ryana i też po "Fanatyku". To była taka mocna rola iż nie mogę zdecydować się na ponowne obejrzenie tego filmu bo nadal jestem zbyt emocjonalnie do niego nastawiona. Świetne kino i jak dla mnie lektura obowiązkowa. Można nie polubić, nie docenić ale zobaczyć trzeba. Ostatnio widziałam Ryana w "Słabym punkcie" (Fracture) obok Anthony'ego Hopkinsa i muszę powiedzieć że Ryan przebił weterana kina i ukradł mu cały film. Chłopak jest taki żywiołowy i charyzmatyczny że po prostu hipnotyzuje. Niby nic wielkiego nie robi, nic szczególnego ale to właśnie Goslinga się pamięta po zakończonym seansie.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 13.05.09, 15:26
        pepsic napisała:
        > PS. Dzisiaj Plac Zbawiciela na TVP2 o 22.50,

        Jakoś nie mogę się zebrać, żeby obejrzeć ten film. Może następnym
        razem.
        • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... 13.05.09, 21:11
          Plac Zbawiciela - świetny, przejmujący film, do którego scenariusz
          napisało niestety życie... Trudno się go ogląda, trudno potem
          przejść nad nim do porządku dziennego. Do kina nie miałam siły iść
          an ten film, obejrzałam go jakiś czas temu kiedy pokazywali go
          pierwszy raz w TV, ale wiem, że nigdy nie będę chciała zobaczyć go
          ponownie (nie dlatego, że to zły film).
          Śmiertelną wyliczankę jutro b. chętnie obejrzę ponownie, chociaż i
          to głębszy film.
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 14.05.09, 13:13
            Podobno "Plac Zbawiciela", to był pierwotny tytuł dla "Długu",
            bo z tego właśnie placu Adam wykonuje finałowy telefon na policję.
            Taka ciekawostka, kiedyś to gdzieś w wywiadzie wyczytałem.

            Tuz po "Wyliczance" dzisiaj, czyli o północy, jesli komuś starczy energii, to polecam też odcinek "Z archiwum X" w p-sacie, (jeden z moich 2-3 ulubionych), zgodnie z zapowiedzią będzie to drugi z dziejszych dwóch, na szczeście więc nie nałoży się na film (o ile oczywiście p-sat się nie myli na telegazecie własnej) - pisarz zakochuje się w Scully, pisze powieść z nią jako główną bohaterką i dzieją się ciekawe rzeczy, padają interesujące, niemal filozoficzne kwestie, w ogole świetna atmosfera, pełna niedopowiedzeń między nim, a Scully, plus oczywiście akcje paranormalnego typu.

            Btw, do BOnda chyba się nie przekonam. W Casinie może ze 3-4 sceny/sekwencje mnie zainteresowały, reszta, serie pościgów, pojedynków, strzelanin, cudów z komiksów rodem... nużące. Eva Green alias Vesper -
            rewelacja, jedyny mocny punkt tego filmu, uroda z charakterem - to rzadko się zdarza.
            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 14.05.09, 14:34
              P.S : w ogóle, co ostatnio trafię na jakiś film, to tylko dziewczyna mi się podoba, a sama akcja, scenario, cała reszta - lipa.
              Wczoraj w TVN "Katakumby", niby horror - wiadomo : konwencja, umowny idiotyzm i bezsens, wszystko zrozumiałe i wpisane w naturę gatunku, które się akceptuje.
              ALE oczekiwać należy umiejętnie budowanej atmosfery grozy i pewnej pomysłowości, jako tego, co pozwala horrorowi się utrzymać w drugiej lidze owych gatunków filmowych.
              Tymczasem otrzymałem kiepski towar, nędznie zrobiony i zagrany, w dodatku na końcu okazało się, ze ten gniot, zapowiadany i reklamowany jako horror, był niczym innym jako niechlujnie zrealizowanym
              psychothrillerem.

              I tylko dziewczyna została w pamięci, szkoda że przez większośc czasu ganiająca w ciemności, a jeśli akurat wychodząca do światła, to brudna, umorusana, uświniona - jedyne co reżyserowi się udało, to zrobić z niej czupiradło w imię "wielkiej sztuki"

              (mam nadzieję, ze tym razem się otworzy; btw, na ekranie wygląda, chociaż trudno w to uwierzyć, jeszcze urodziwiej i egzotyczniej) :

              www.vimby.com/blog/wp-content/uploads/2009/02/hairstyles-of-shannyn-sossamon-6.jpg
              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 14.05.09, 15:09
                grek.grek napisał:

                > Wczoraj w TVN "Katakumby", [...]
                > I tylko dziewczyna została w pamięci
                [...]
                > (mam nadzieję, ze tym razem się otworzy; btw, na ekranie wygląda,
                chociaż trudn
                > o w to uwierzyć, jeszcze urodziwiej i egzotyczniej) :

                Otworzyła się...
                ale muszę Ci powiedzieć, że osobiscie wolałabym popatrzeć raczej na
                pana Bronisława Wildsteina.

                ;)
                • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 14.05.09, 15:59
                  Rozumiem takie inklinacje, ja też czasami lubię się przestraszyć ;)
                  • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 14.05.09, 16:54
                    grek.grek napisał:

                    > Rozumiem takie inklinacje, ja też czasami lubię się przestraszyć ;)

                    :)))
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 14.05.09, 15:03
              grek.grek napisał:

              > Btw, do BOnda chyba się nie przekonam. W Casinie może ze 3-4
              sceny/sekwencje mn
              > ie zainteresowały, reszta, serie pościgów, pojedynków, strzelanin,
              cudów z komi
              > ksów rodem... nużące.

              A w dodatku jeszcze takie to wszystko było sieriozne ...


              Czytałam, gdzieś niedawno, że Willowi Smithowi(!) marzy się rola
              Bonda!?

              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 14.05.09, 16:00
                Po Bondzie-Murzynie, to juz tylko zostanie Bond-transwestyta...(hehe)
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 14.05.09, 16:59
                  grek.grek napisał:

                  > Po Bondzie-Murzynie, to juz tylko zostanie Bond-transwestyta...
                  (hehe)
                  :)))


                  Skośnookiego Bonda też jeszcze nie było :)
    • abedec Re: Ojej, co tu wybrać... 14.05.09, 17:44
      Drodzy Barbasiu oraz Greku.
      Z zainteresowaniem śledzę Waszą walkę z różnymi trollami, a ponieważ rzecz
      dzieje się na forum publicznym, chciałabym się do tego ustosunkować z pozycji
      zewnętrznego obserwatora. Przy całej mojej sympatii do Was, muszę przyznać, że
      pomimo niewłaściwej i agresywnej formy tych atakujących postów, jest w nich
      sporo racji, niestety.
      Piszecie gdzieś wyżej, że one psują „wasz” wątek. Otóż wątek istotnie jest
      ciekawy, ale jednak publiczny. Wasz byłby wtedy, gdybyście swe wyznania
      przenieśli do prywatnych maili.
      Zastanawiałam się, co właściwie mi przeszkadza w tej wylewności (oprócz
      zaśmiecania postu filmowego zupełnie off topic). I mam dwa spostrzeżenia. Po
      pierwsze, czuję dyskomfort podobny do wrażenia, jakie we mnie wywołuje widok
      np. całującej się pary w miejscu publicznym. Nie mam nic przeciwko całowaniu i
      doprawdy daleko mi do moherow, jednak uważam, że prywatne, osobiste uczucia są
      czymś tak intymnym i delikatnym, że wystawianie ich na widok publiczny jest
      profanacją. I kiedy jestem zewnętrznym obserwatorem takiej sceny, czuję się
      wciągnięta w tę profanację. Być może podobne zażenowanie budzi też oglądanie
      reality shows, nie wiem, nigdy nie oglądałam ich z ww przyczyn. Jest to też
      uczucie podobne do tego, gdy ktoś wcześniej lubiany i ceniony zaczyna publicznie
      gadać głupoty lub ośmieszać się w inny sposób- jednym słowem obserwacja taka
      jest przykra.
      Ale to tylko moje subiektywne zdanie, które możecie skwitować wzruszeniem ramion.
      Drugi natomiast wniosek jest o wiele poważniejszy, bo dotyczy wiarygodności.
      Kiedyś przetoczyła się na tym forum dyskusja o parze znanych dziennikarzy,
      którzy przekroczyli granice w obnażaniu prywatności. Ktoś słusznie zauważył, że
      publicystyka to nie jest telewizja śniadaniowa, i że jeśli poważny dziennikarz
      chce być poważnie traktowany, nie może się ośmieszać epatując prywatnością, bo
      straci wiarygodność.
      Ja mam podobny kaprys, żeby ktoś piszący o tzw. kulturze wysokiej, posiadał też
      kulturę osobistą. A kultura to chyba również jest umiar.
      Po poście o psychofance zareagowałaś Barbasiu w stylu: i ty Brutusie przeciwko
      mnie, nie dowierzając, że ktoś, kogo do tej pory ceniłaś, pisze takie rzeczy.
      Więc ja miałam podobne wrażanie co do Twej osoby. Kiedyś czytałam twe posty o
      prozie Głowackiego, coś o malarstwie, dużo o filmach, a potem zaczęły się
      pojawiać bardzo wylewne podziękowania i inne dość osobiste wyznania. I ja z
      kolei nie mogłam uwierzyć, że ktoś, kto szeroko snuje rozważania o literaturze,
      może też pisać z tak porażającym infantylizmem jak z pamiętnika gimnazjalistki,
      zauroczonej erudycją dojrzalszego i nieosiągalnego dla niej profesora. Trudno
      jest pogodzić wyrafinowane opinie o sztuce z jednoczesnymi naiwnymi zachwytami,
      tysiącem znaków interpunkcyjnych, ochów, achów i wykrzykników. A przecież
      Grek.grek nie ratuje ludzkości przed zagładą czy upadkiem cywilizacji, tylko
      wyraża swoje zdanie w sposób interesujący, choć czasem kontrowersyjny. I sporo
      osób potrafiło docenić jego wywody w bardziej stonowany sposób, ja też lubię
      czytać jego recenzje, lecz jakoś nie mam potrzeby podziękowań po każdym niemal
      słowie. Nie mówiąc o tym, że wśród tych admiracji gubi się główny motyw wątku.
      Właściwie powyższe zarzuty dotyczą Barbasi, a nie Greka, który tylko łaskawie
      pozwala się adorować, ale jednak, co za dużo, to niezdrowo.
      Na koniec, przykładem interesującej, rzeczowej dyskusji o filmach jest wymiana
      opinii Greka i Notteapoli gdzieś tam wyżej nt rosyjskiego filmu o wojnie w
      Afganistanie, i paru innych filmów też. Grek.greku i Notteapoli, jesteście
      boscy, za ten fascynujący dialog dziękuję Wam ten pierwszy i ostatni raz:)
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 12:49
        abedec napisała:

        Z wielką uwagą przeczytałam Twój post, Abedec.

        Na swoją obronę powiem tylko tyle, że nie miałam zamiaru nikogo
        gorszyć zwłaszcza publicznie, stawiać w niezręcznej sytuacji.

        Taki mam styl forumowania, a właściwie dwa style jeden całkiem
        poważny od święta i drugi mniej poważny na co dzień (i zawsze
        myslałam, że jeden drugiego nie wyklucza).
        Bardzo serio /sierioznie potraktowałaś naszą wymanę postów, ale
        przeciez tak naprawdę cała moja z Grek.grekiem rozmowa, a w
        zasadzie ta mniej poważna jej część jest własciwe rodzajem zabawy,
        zabawy słowem, znakami graficznymi (Ale oczywiście pozytywne emocje –
        wielka sympatia dla Grek.greka (i innych forumowiczek i
        forumowiczów) jest jak najbardziej szczera i prawdziwa, i
        autentyczny jest także podziw dla pasji filmowej Grek.greka i
        wstydzić się tego nie zmierzam!).

        Dużo w tych naszych rozmowach żartów z rzeczywstości, śmiechu z
        zabawnych ripost i z tego, co druga osoba wymyśli, kipny z samych
        siebie, czy wreszcie kipny z wrogów, (uśmiech usmiechowi nie jest
        równy), i zawsze wydawało mi się, że inni też tak odbierają, a
        właściwie chciałam, żeby tak odbierali.

        Oczywiście, masz rację dla osoby postronnej , która chce przeczytać,
        coś ciekawego, niebanalnego wyłącznie o filmach (a mnóstwo tu takich
        postów autorstwa Grek.greka, Pepsic, Zoey, Nottenapoli, i innych),
        nasze off topicki mogą wydawać się mało ekscytujące, ich nadmiar
        może irytować.
        Dlatego, po przeczytaniu Twych uwag, poważnie zaczęłam się
        zastanawiać, nad jakaś zmianą, może odejściem (bo ja chyba stylu
        swego nie jestem w stanie już zmienić), jak tylko napiszę, to co
        obiecałam tu jeszcze napisać ...

        Za klasę i kulturaly sposób zwracania uwagi dziękuję Ci /widzisz,
        chyba mam we krwi dziękowanie! / – to rzadko spotykane na forum.
        (choć właściwie w Twoim przypadku ta kultura zupełnie nie powinna
        dziwić, jeśli oczywiście jesteś osobą, o której myślę ...).

        b.
        • abedec Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 15:51
          > nie miałam zamiaru nikogo gorszyć zwłaszcza publicznie
          Zgorszenie to za duże słowo, powiedzmy dysonans poznawczy

          > poważny od święta i drugi mniej poważny na co dzień (i zawsze
          >myslałam, że jeden drugiego nie wyklucza)
          Gdybyż to tylko był ton rozrywkowy....

          > Bardzo serio /sierioznie potraktowałaś naszą wymanę postów
          raczej rzeczowo i konkretnie

          > autentyczny jest także podziw dla pasji filmowej Grek.greka i
          > wstydzić się tego nie zmierzam!).
          Świetnie, plus za szczerość i odwagę, że potrafisz bronić swego stanowiska. Ale
          czy nie sądzisz , że o wiele lepszym miejscem do takiego uzewnętrzniania uczuć
          byłby prywatny mail? I czy naprawdę ten zachwyt jest potrzebny prawie po każdym
          wpisie? Grek.grek jest bez wątpienia inteligentnym człowiekiem i chyba już do
          niego dotarło, że podziwiasz jego pasje filmową.

          >Dużo w tych naszych rozmowach żartów z rzeczywstości, śmiechu z
          > zabawnych ripost i z tego, co druga osoba wymyśli, kipny z samych
          > siebie, czy wreszcie kipny z wrogów,
          Nie, moja droga, żarty i kpiny niewiele mają wspólnego z wylewnością czy wręcz z
          afektacją

          > Oczywiście, masz rację dla osoby postronnej , która chce przeczytać,
          > coś ciekawego, niebanalnego wyłącznie o filmach (a mnóstwo tu takich
          > postów autorstwa Grek.greka, Pepsic, Zoey, Nottenapoli, i innych)
          Twoje opinie o FILMACH również są ciekawe, może właśnie dlatego byłam taka
          rozgoryczona, bo tak bardzo mi to zgrzytało z pozostałymi wpisami, i jakoś
          trudno było uwierzyć, że może to pisać jedna osoba

          > nasze off topicki mogą wydawać się mało ekscytujące, ich nadmiar
          > może irytować.
          Cieszę się, ze to zauważasz

          > Dlatego, po przeczytaniu Twych uwag, poważnie zaczęłam się
          > zastanawiać, nad jakaś zmianą, może odejściem (bo ja chyba stylu
          > swego nie jestem w stanie już zmienić), jak tylko napiszę, to co
          > obiecałam tu jeszcze napisać ...
          Nie przesadzaj, nie było moim celem wywalanie Cię z tego forum, raczej z
          przyjemnością wróciłabym do czytania rzeczowych recenzji o filmach czy
          książkach, np. utkwił mi w pamięci twój wpis o Głowackim, do tego stylu pisania
          dawnej Barbasi chciałabym wrócić, i może stad mój powyższy bunt

          > Za klasę i kulturaly sposób zwracania uwagi
          Bez przesady, mnie też się wyrwało kilka niepotrzebnych epitetów. Muszę
          przyznać, ze już po wysłaniu miałam pewne obawy, że trochę przesadziłam z
          ostrością. A przecież właśnie jaskrawe emocje chciałam zwalczać:)

          > dziękuję Ci /widzisz, chyba mam we krwi dziękowanie!
          Tępić, tępić zdecydowanie!:)

          > (choć właściwie w Twoim przypadku ta kultura zupełnie nie powinna
          > dziwić, jeśli oczywiście jesteś osobą, o której myślę ...).
          Z pewnością nie jestem tą osobą, bo na tym forum pisałam zaledwie parę razy ,
          nie do zapamiętania. Natomiast czytam je od dawna, tracąc na to mnóstwo czasu
          (dlatego zwalczam off topiki:) ), i mając złudną nadzieję, że może choć trochę
          się przy tym rozwijam, a przynajmniej wzrasta moja wiedza o filmach. Czego
          niniejszym sobie i państwu życzę.
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 14:30
        A już sądziłem, że to jakaś grubsza recenzja filmowa :)

        W sumie, trudno komentować czyjeś odczucia, ale...
        porównywanie zwykłych tam znaczków, z przymrużeniem
        niejakim okazanej tak czy inaczej sympatii do "publicznego całowania się", to jednak duża przesada, bo, na mój gust, nie ma ani w tym wątku, ani w innych, niczego tak osobistego, intymnego i delikatnego, co mogłoby krępować osoby trzecie. Nikt tu nikomu nic nie wyznaje, niczego nawet nie sugeruje. Intymnych wyznań nie znajdziesz, przecież nawet nic nie wiadomo o nas samych, ani ktośmy, nic o sprawach prywatnych, ani o czymkolwiek naprawdę "delikatnym"... Gdzież te "akta osobiste" ?

        Nie ja jeden doświadczyłem od Barbasi wyrazów sympatii - warto by to odnotować. Nigdy tego nie odebrałem tego jako "adoracji", czy czegoś tam podobnego. Po prostu - spontaniczny odruch sympatii i tak jak Ty apelujesz o więcej umiaru, to ja pozwolę sobie zaapelować o więcej luzu,
        a mniej brania wszystkiego w proporcji 1 do 1.
        U Clinta, w nowym filmie on i jego przyjaciel witają się : "cześc, ty stary ch.ju Polaczku", "co u ciebie, ty je.any Żydku" - i kogoś kto
        weźmie to 1 do 1 od razu chwyci oburzenie na wulgarność, a ktoś inny, wiedząc, że to wszystko tylko forma, oleje ją, wyjdzie poza te ograniczenia i dostrzeże, że kompletnie nie o to chodzi, że widzi
        przedstawienie, a nie widzi rzeczy, cytując innego znanego bohatera filmowego.

        Jak dla mnie, nie ma o co rozdzierać szat. Dla mnie zycie się toczy dalej, a do tego jest stanowczo za krótkie, żeby sobie odmawiać bycia sobą.
        Jedno mogę obiecać - nigdy tego nie robiłem i nigdy nie będę oceniał relacji bilateralnych na jakimkolwiek forum - Jaś lubi Małgosię ? Proszę bardzo. Małgosia lubi Jasia ? Proszę bardzo. Jaś i Małgosia się lubią ? Jak wyżej. Dowalają sobie ? Proszę, nie krępujcie się. Nic mi do tego i jakoś nie umiem inaczej. Może po części bierze się to z mojego nieprawdopodobnego lenistwa - nic nie byłoby w stanie bowiem, zmusić mnie do pisania postów recenzujących czyjeś wzajemne relacje. Po prostu, omijam takie posty, nie wnikam, odnoszę się do tych które zawierają treść innego typu, kompletnie mi istnienie takowych nie przeszkadza, nie razi... może powinien zrzucić to karygodne zaniedbanie na karb własnego lenistwa, może braku obywatelskiej postawy, może deficytu patriotyzmu... nie wiem, ale przynajmniej się wstydzę i kajam, może to wystarczy.





        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 15:09
          grek.grek napisał:

          > Jak dla mnie, nie ma o co rozdzierać szat. Dla mnie zycie się
          toczy dalej, a do
          > tego jest stanowczo za krótkie, żeby sobie odmawiać bycia sobą.

          No więc rozpłakałam się ... :///


          Wiesz, Grek.greku, ja Cię chyba naprawdę zacznę adorować!



          A już zaczęłam zastanawiać się, gdzie się udać na wygnanie, czy na
          forum Rzepy, czy może Wprostu?


          >Gdzież te "akta osobiste" ?

          W wyobraźni?
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 15:34
            Mam nadzieję, że ze śmiechu :)

            Ale no co ty, "wygnanie" ? mam nadzieję, że to żart taki...
            Niech ktoś ma opinię jaką chce, ma do tego prawo, a ty masz prawo, żeby sobie tego nie brać do serca; np. do mnie ciągle gdzieś piszą, że jestem najgorszym ch.jem, ostatecznym grafomanem, a jak widzisz jestem tym i tamtym wciąż i wciąż, pomimo tych subtelnych napomnień, które po prostu lekce sobie ważę ;)

            Zejdźmy na poważniejsze tematy.
            Dzisiaj "Atak pająków" z Scarlett, czyli prawie jak "atak grzechotników na Amerykę" - chyba ją będą szczególnie te kosmate dziady atakować, ale nie wiem, czy się skuszę tylko dla niej ...

            Oglądałaś wczoraj "Wyliczankę" ? (jeśli tak, to - jak tam Gosling Ci się spodobał ?)

            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 22:27
              grek.grek napisał:

              >[...]
              np. do mnie ciągle gdzieś piszą, że jestem [...]

              No i jak ja potem mam się nie śmiać, jak Ty tak piszesz ... /śmiech/

              Lecę na dwór Tudorów,
              tam dopiero będzie się działo, prawdziwie gorące afekty i inne tym
              podobne rzeczy między Henrykiem, a Anną Boleyn ...


              Co Scarlett robi w filmie jak „Atak Pająków”, tak się zastanawiam?
          • abedec Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 16:47
            > No więc rozpłakałam się ... :///
            No cóż, mogę dodać jedynie, że nie było to moim celem, a wręcz przeciwnie,
            apelowałam o powstrzymanie emocji. W każdym razie przepraszam.

            > Wiesz, Grek.greku, ja Cię chyba naprawdę zacznę adorować!
            Ależ proszę bardzo, ale może nie na forum, please...
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 22:19
              abedec napisała:

              > > No więc rozpłakałam się ... :///
              > No cóż, mogę dodać jedynie, że nie było to moim celem, a wręcz
              przeciwnie,
              > apelowałam o powstrzymanie emocji. W każdym razie przepraszam.

              Ja też przepraszam, nie powinnam była tego pisać!
              Zasadniczo jestem uodporniona na krytykę i niesłychanie rzadko
              zdarza mi się tak reagować.
              Gorszy dzień chyba dziś mam/ miałam.

              Ciąg dalszy odpowiedzi jutro.



            • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 16.05.09, 13:19
              "Ależ proszę bardzo, ale może nie na forum".

              Rany, przecież to był żart, ironia, humor taki, nie bierz wszystkiego tak straszliwie serio...

              Trochę mi to przypomina skecz Ani Mru Mru "poradnia uzależnień" - kończy się spotkanie w tercecie : lekarz, alkoholik i seksoholik, kóremu się kojarzy wszystko z wiadomo czym - lekarz kończy : "więc nasze spotkanie można uznać za odby...", w ostatniej chwili urywa, bo seksoholik juz szaleje na krześle z rozbieganymi oczami, bo mu się momentalnie skojarzyło.

              Jak zaczniemy tropić w każdym temacie to, co nam się nie podoba, co intepretujemy wedle wyłącznie własnych kryteriów służących negacji i potępieniu, to będzie tutaj sajgon.
          • ewa9717 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 19:59

            >
            >
            >
            > A już zaczęłam zastanawiać się, gdzie się udać na wygnanie, czy
            na
            > forum Rzepy, czy może Wprostu?

            Chciałam krzyknąć: zostań z nami! Ale czy aby nie szargam ;-)))
            >
            >
            > >Gdzież te "akta osobiste" ?
            >
            > W wyobraźni?
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 22:21
              ewa9717 napisała:

              >
              > >
              > >
              > >
              > > A już zaczęłam zastanawiać się, gdzie się udać na wygnanie, czy
              > na
              > > forum Rzepy, czy może Wprostu?
              >
              > Chciałam krzyknąć: zostań z nami! Ale czy aby nie szargam ;-)))


              Wybacz mi Panie, bo uśmiałam się z tego, co napisała Ewa. :)



        • abedec Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 16:43
          > A już sądziłem, że to jakaś grubsza recenzja filmowa :)
          hm, nie wszyscy piszą tu tylko i wyłącznie recenzje filmowe...

          >sprawach prywatnych, ani o czymkolwiek naprawdę "delikatnym"... Gdzież te "akta
          osobiste" ?
          A gdzie pisałam cokolwiek o jakichś aktach osobistych?

          > Nie ja jeden doświadczyłem od Barbasi wyrazów sympatii - warto by to odnotować
          tak, odnotowałam wyżej, że wiele osób oceniało twe wywody w bardziej STONOWANY
          sposób

          > tak jak Ty apelujesz o więcej umiaru, to ja pozwolę sobie zaapelować o więcej
          luzu,
          A co ma do tego luz?

          >U Clinta, w nowym filmie on i jego przyjaciel witają się : "cześc, ty stary
          ch.ju Polaczku", "co u ciebie, ty je.any Żydku"
          Widziałam ten film i wyobraź sobie, zupełnie mi ten tekst nie przeszkadzał, po
          wyjściu z kina miałam mnóstwo refleksji, ale w żadnym wypadku nie był to oburzenie.

          > do pisania postów recenzujących czyjeś wzajemne relacje.. .kompletnie mi
          > istnienie takowych nie przeszkadza, nie razi...
          Mnie cudze relacje też właściwie nie rażą, może nawet z tym całowaniem nie był
          to do końca trafiony przykład, chodziło mi raczej o to, że ja na takim miejscu
          czułabym się nieswojo, i to mnie osobiście trudno znieść wystawianie emocji na
          widok publiczny, wolałabym się raczej zapaść pod ziemię, i pewnie ten swój
          dyskomfort przenoszę na innych. I jak pisałam, to, że obserwacja cudzego
          ekshibicjonizmu jest dla mnie przykra, to właściwie mój problem.

          Ale powiedz tak szczerze, czy ten zalew podziękowań zupełnie Ci nie przeszkadza,
          nie irytują Cię czasem naiwne zachwyty?

          Powiedzmy, że jakiś Sobolewski z Kocham Kino, albo Tymon z Łoskotu, czy
          ktokolwiek czyje zdanie możesz cenić, pisze tomik czy felieton w stylu
          Mniszkówny czy Rodziewiczówny, w każdym razie coś bardzo staromodnego a raczej
          obciachowego. Czy nadal ceniłbyś takiego krytyka, czy ciągle sugerowałbyś się
          jego opinią idąc na takie „Gran Torino”? Gdyby tak przeplatał swe recenzje
          Bergmana opowiastkami z harlekina?

          Nie o wasze wzajemne relacje tu chodzi, a raczej o to, ze czytając pozostałe
          teksty trudno jest zapomnieć o poprzedniej niedojrzałości.
          Naprawdę nie dostrzegacie głównego zarzutu, czyli braku wiarygodności?
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 16.05.09, 13:05
            Gdzie pisałaś o "aktach osobistych" ? Służę uprzejmie.
            "Prywatne, osobiste uczucia są czymś tak intymnym i delikatnym, że wystawianiem ich na widok publiczny...itd." - to z Twojego pierwszego posta - o "całowaniu się publicznie", do którego, mniej lub bardziej otwarcie, porównałaś/zasugerowałaś takowe porównanie, odnośnie sytuacji głównej, którą piętnujesz, czy jak to tam nazwać.

            Luz ma to do tego, że pozwala łatwiej zaakceptować rzeczy, które niekoniecznie muszą się podobać; polowanie na takie drobiazgi jak jakiś
            emot, czy wykrzyknik, wyolbrzymia je zbytecznie.

            W filmie nie przeszkadza Ci pewien rodzaj umowności w zachowaniach, a tutaj jak widzę - jednak tak. To ciekawe. Tam potrafisz przyłożyć do tego rozsądną miarę, tutaj bierzesz superpoważnie, tam widzisz konwencję, tutaj widzisz śmiertelną powagę.

            "Ekshibicjonizmu" ? Czy padło tutaj jakieś wyznanie tego typu ? Proszę o cytat i intepretację, bo obawiam się, że w ja w tym świecie jaki rysujesz się po prostu gubię jak skarpetka nie do pary. "Podobał mi się twój tekst/ celny tekst :)" - o takie coś chodzi ? Ja też to nie raz pisałem.

            "Czy ci nie przeszkadzają naiwne zachwyty" - powiedziałbym, że raczej wyrazy sympatii, spontaniczne jak sądzę, których inni też doświadczyli ze strony Barbasi - jeśli widzisz to w inny sposób - nic mi do tego; może czasami, a może nawet częściej, jest to także wyrozumiałe głaskanie po głowie dziecka bardzo specjalnej troski, jakim po części jestem :)







            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 16.05.09, 16:20
              grek.grek napisał:

              może czasami, a może nawet
              > częściej, jest to także wyrozumiałe głaskanie po głowie dziecka
              bardzo specjaln
              > ej troski, jakim po części jestem :)

              Tak skwapliwie głaskałam Cię po głowie, aż zostałam forumową
              skanadlistką! :)


              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 17.05.09, 11:24
                Zostałaś "Palikotem w spódnicy" :))
                • barbasia1 OT 17.05.09, 11:49
                  grek.grek napisał:

                  > Zostałaś "Palikotem w spódnicy" :))


                  :)
                  Skandalicznie uniemożliwasz mi spoważnienie, grek.greku.

                  /„Palikot w spódnicy” – to chyba jednak trochę obciach, co? /

                  • grek.grek Re: OT 17.05.09, 12:04
                    Dobrze, że przynajmniej skutecznie, bo powagę, to można uprawiać na forum kwartalników "Głos Grabarza" albo "Pogrzeb, to moje hobby" :)

                    Evviva l'palikotization !


                    • barbasia1 Re: OT 17.05.09, 12:27
                      grek.grek napisał:

                      > Dobrze, że przynajmniej skutecznie, bo powagę, to można uprawiać
                      na forum kwart
                      > alników "Głos Grabarza" albo "Pogrzeb, to moje hobby" :)
                      >
                      > Evviva l'palikotization !

                      :)
                      Coś czuję, że będzie ciężko z tymi moimi postanowieniami...

            • abedec Re: Ojej, co tu wybrać... 18.05.09, 19:39
              Chciałabym na zakończenie dyskusji po raz ostatni wyrazić swą opinię, a potem
              już naprawdę przestanę się czepiać :)
              > Gdzie pisałaś o "aktach osobistych" ? Służę uprzejmie: ...”całowaniu się
              publicznie", do którego porównałaś/zasugerowałaś
              Napisałam, że ten wasz wersal PRZYPOMINA mi wrażenie dyskomfortu wywołane
              ekshibicjonizmem, które wynika z mojego skrajnego introwertyzmu, kilkakrotnie
              przy tym podkreślając subiektywizm mojej niechęci do epatowania prywatnością.
              Pisałam też o reality shows, co nie oznacza, że zarzucam wam udział w BB, a
              jedynie podobieństwo ww niechęci. Może tak odrobina dystansu, zamiast brania
              wszystkiego 1:1?
              Więc gdzie są te akta osobiste, w czyjej wyobraźni, skoro z pewnością nie w mojej?
              Jeszcze jedno, dlaczego aż tak bardzo ruszyło was porównanie do ekshibicjonizmu
              (bo dotknęło czułego punktu?) a zupełnie nie dotarł zarzut braku wiarygodności,
              o wiele ważniejszy moim skromnym zdaniem.
              Więc po raz ostatni wrócę do pomijanego meritum, bo zaraziłam się powtarzaniem
              :). Gdyby tak Tomasz Lis powtarzał sto razy „ Haniu, jestem z ciebie dumny”, po
              każdym zdaniu adwersarzy w swym programie, czy ktokolwiek liczyłby się z jego
              zdaniem? Gdyby tak Kaziu wraz ze swą Isabel, po tym jak został zjechany jak
              internet długi i szeroki za epatowanie prywatnością, ogłosił plan wyjścia z
              kryzysu czy choćby restrukturyzacji Goldman Sachs,czy ktokolwiek potraktowałby
              ich poważnie? Co nie znaczy, że posądzam was o bycie Lisem, lub co gorsza, Kaziem M.
              Po prostu, znaj proporcjum, mocium panie.

              > Małgosia lubi Jasia? Proszę bardzo. Nic mi do tego i jakoś nie umiem inaczej
              Super, kocha lubi czy szanuje, mnie też nic do tego, a nawet tak bardzo mnie to
              nie obchodzi, że nie mam najmniejszej ochoty czytania o tym na forum publicznym

              > Luz ma to do tego, że pozwala łatwiej zaakceptować rzeczy, które niekoniecznie
              muszą się podobać
              Więc akceptowałam przez ok. 400 postów, po czym straciłam ten luz, gdy
              przeczytałam, że ktoś WAM psuje wątek, podczas gdy połowa to były wasze OT, i to
              wywołało mój protest, może zbyt gwałtowny, przyznaję .

              > W filmie nie przeszkadza Ci pewien rodzaj umowności w zachowaniach, a tutaj
              jak widzę - jednak tak. To ciekawe.
              Ależ to oczywiste, rzeczona scena była po prostu śmieszna. Natomiast w całym
              filmie nie uświadczysz ani grama egzaltacji, choć w takiej scenie finałowej
              można było w nią popaść, a jednak udało mu się uniknąć choćby cienia patosu i
              napuszenia, i może dlatego tak mi się spodobał.

              > Tam potrafisz przyłożyć do tego rozsądną miarę, tutaj bierzesz superpoważnie
              Czy Magda Samozwaniec, która w satyrze „ Na ustach grzechu” sparodiowała
              „Trędowatą”, też nie miała luzu, bo w napuszonym stylu Mniszkówny nie
              dostrzegała humoru i umowności? I zbyt dosłownie traktowała jej afektację? No
              cóż, ja nie posiadam jej talentu satyrycznego, więc krytykowałam rzeczowo i
              wprost ( to ciągle nie oznacza śmiertelnej powagi) ten sam styl wyrażania się.
              Natomiast był tu niejaki „barabasia” czy jakoś tak, dysponujący całymi pokładami
              parodii, wręcz tsunami ironii, a jednak jego luz i dystans nie spotkał się z
              uznaniem....

              > "Ekshibicjonizmu" ? Czy padło tutaj jakieś wyznanie tego typu ? Proszę o cytat
              i intepretację,
              Chodziło mi o teksty w stylu, cytuję za Barbasią: „Dzięki CI wielkie! :) Zawsze
              świetnie się Ciebie czyta! :))) Lubię przeogromnie! :)/ Dzięki raz jeszcze! :)))
              Wielkie, wielkie dzięki!”- szukam i szukam wśród tych odmienianych sto razy
              słów, z milionem wykrzykników, tej osławionej ironii i finezji, lekkości,
              pokładów humoru, dowcipu, dystansu itp., ale ciągle widzę tylko egzaltację i
              podobieństwo raczej do ww Mniszkówny niż Monty Pythona. Ale cóż, to pewnie ten
              mój brak luzu przeszkadza mi dostrzec te wyszukane, abstrakcyjne metafory.

              > "Czy ci nie przeszkadzają naiwne zachwyty" - powiedziałbym, że raczej wyrazy
              sympatii, spontaniczne jak sądzę, których inni też doświadczyli ze strony Barbasi
              Hm, zastanawiam się, gdyby równie liczne hymny dziękczynne pisała Barbasia do
              takiego, dajmy na to, Kubissimo, czy wtedy też doceniałbyś jej spontaniczność,
              czy raczej zamieniłbyś obcy ci styl obrońcy niewinnie uciśnionych na rzecz
              bardziej tobie właściwego braku politycznej poprawności.

              > postanowiłam: „spoważnieć” TU nieco!
              Jak rany, gdzie było cokolwiek o „powadze”???? Umiar nie oznacza śmiertelnego
              ponuractwa.
              Humor, żart, dowcip, finezja, dystans, wygłupy,ironia, kpina, parodia itd., są o
              całe lata świetlne oddalone od egzaltacji, naiwności, wylewności, infantylizmu,
              afektacji, patosu itp., wręcz są ich przeciwieństwem. Zwalczałam to drugie,
              intensywnie poszukując pierwszego.

              Dlaczego z uporem maniaka odwracacie kota ogonem? Rozumiem, że trzeba przyjąć
              jakąś linię obrony przed krytyką ( a najlepszą obroną jest atak, jak wiadomo),
              ale dlaczego aż tak absurdalną i nielogiczną?

              > filmach i spotkań z nimi zobaczyliśmy megalomańskie wygłupy (sic! b.)
              jw, to są zupełnie inne bieguny, sądziłam że to oczywiste.

              Na koniec, nie widzę sensu dalszego roztrząsania tematu, bo zmierza on w
              kierunku dokładnie takiego samego wyrażaniem osobistych emocji, jakie zarzucałam
              na początku, przy okazji również zaśmiecając topik. Ponadto, o zgrozo, zaczynam
              się powtarzać! :)
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 19.05.09, 12:04
                Jeżeli "dzięki Ci wielkie !" "przypomina Ci wrażenie dyskmfortu...", to naprawdę nie wiem jak się do takiego przedstawienia odnieść...
                Mam, pewnie mylne, wrażenie, że może jakby padło "dzieki Ci wielkie, ch.ju złamany ?", w tonie akceptowanym przez Ciebie w Gran Torino oczywiście, to byłoby to mniej "Mniszkowate" i jakoś byś jakoś rzecz całą przełknęła.

                Nie rozumiem o jakiego typu wiarygodność chodzi. Ani nie zbawiam świata, ani nie leczę cywilizacji z jej chorób... ot, pisze sobie zawile, grafomańsko i bez sensu o filmach, programach, a czasami, przy okazji, o innych jeszcze większych głupotach. Jesli wdam się w jakąś pogawędkę, to będę jeszcze mniej wiarygodny w kolejnym komentarzu, stronniczym i tendencyjnym do bólu, czego nigdy nie ukrywałem i co już dawno sprowadziło moją wiarygodnośc do zera ? Będę mniej wiarygodny klecąc kolejny grafomański wpis o jakimś filmie ? W jaki sposób ?

                Pardon, ale czy Pan Kałużyński przychodząc do telewizji w brudnym garniturze, robiąc małpie miny, machając ręką na pożegnanie, w ogole
                zachowując się jak pensjonariusz psychiatryka, był mniej wiarygodny jako znawca kina i krytyk ? Czy stonowany Tomasz Raczek występując z tym nieobliczalnym Panem K. stracił wiarygodność pokazując się z nim na ekranie, będąc mimowolnym współuczestnikiem jego wygłupów ?

                "Tsunami ironii" - "świetnie to ująłeś", "masz jak zawsze rację", "doskonale to ująłeś" w konwencji prostackiego parodiowania żartu, to rzeczywiście jest tsunami, bezapelacyjnie. W takim "tsunami", to nawet nóg się nie da zamoczyć. A że się nie spotkał z uznaniem - cóż, jeśli ktoś ironizuje w kiepskim stylu, w dodatku cedząc przez zęby i wprost czuje się od niego słabo skrywaną niechęć, która do katalogu postaw ironicznych bynajmniej nie należy, to nie sposób dostrzec tego osławionego dystansu. A do tego, jesli ktoś zakłada konto tylko po to, żeby się zamieniać w "tsunami ironii", to już świadczy wyłącznie o małostkowości.

                "Dzięki Ci wielkie !" - znów muszę przeprosić za mój nędzny poziom umysłowy i zmysłowy, i każdy inny, ale ekshibicjonizmu to ja tutaj nie
                widzę za grosz. Raczej spontaniczność. Nie każdy musi wypijać szklankę zimnej wody i brać Relanium przed napisaniem posta, w którym ma życzenie wyrazić komuś podziękowanie. Czy Krystyna Janda jest ekshibicjonistką, czy raczej osobą emocjonalną i żywiołową ?

                Dlaczego w trybie przypuszczającym piszesz o użytkowniku "kubissimo" (i dlaczego o nim akurat) ?
                Barbasia napisała o nim jakieś dobre słowo, nie raz i nie dwa, a nawet ostatnio. I jakoś mi nie przeszkadza, że go ocenia/ła wysoko, kiedy moja opinia może być/była diametralnie inna.
                Jeśli chcesz mi imputować skłonność do jakiejś dziecinnej zazdrości, do uprawiania jakichś gier towarzyskich na tym forum, to zachęcam do zrewidowania poglądów.

                To już chyba nie na mój post odpowiedź, ale...
                Przypuszczam, że chciałabyś, żebyśmy pojedynczo i w duecie się pokajali, zaczęli wszystko zmieniać, wyrzekać się takich i śmakich zachowań, po prostu dostosowali się do Twoich oczekiwań wyrażonych w subiektywnej, bazującej na luźnych skojarzeniach coś "przypominających" krytyce i "może zbyt gwałtownym" proteście (swoją drogą, czy warto aż "protestować" przeciw takim rzeczom...).

                Moja odpowiedź, we własnym imieniu i za siebie, brzmi - nie, ja się nie zamierzam hamować, a krytykę przyjmuję z najwyższą wdzięcznością, wdzięcznością wręcz wylewną i z najwyższym uznaniem i podziwem dla ochoty oraz zaangażowania z jakim ją raczyłaś wyrazić, tym większym im bardziej motywacji do niej nie pojmuję.























              • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 20.05.09, 16:50
                abedec napisała:

                > Jeszcze jedno, dlaczego aż tak bardzo ruszyło was porównanie do
                ekshibicjonizmu
                > (bo dotknęło czułego punktu?)

                A czemu tak Cię to dziwi? Trudno, żeby nie ruszyło, kiedy ni stąd ni
                zowąd ktoś obcy wpada i zaczyna wyzywać od emocjonalnych
                ekshibicjonistów, okładać po twarzy epitetami – typu infantylna,
                egzaltowana itp. itd. (rzeczywiście, mówiąc wcześniej o klasie
                stanowczo przesadziłam.)

                >a zupełnie nie dotarł zarzut braku wiarygodności,
                > o wiele ważniejszy moim skromnym zdaniem.

                Podobnie jak grek.grek zupełnie nie rozumiem tego zarzutu.

                > Więc po raz ostatni wrócę do pomijanego meritum, bo zaraziłam się
                powtarzaniem > :). Gdyby tak Tomasz Lis powtarzał sto razy „ Haniu,
                jestem z ciebie dumny”, po każdym zdaniu adwersarzy w swym
                programie, czy ktokolwiek liczyłby się z jego zdaniem?

                A czy Tomasz Lis nie podkreśla wdzięczności dla Hani przy niemal
                każdej ważnej okazji i czy nie dziękuje jej zawsze podczas
                ważnych imprez /np. też ostatnie Wiktory/ za to, co dla niego robi,
                za to za to, że jest? ?i godne to pochwały mnie się to bardzo
                podoba, i nie uważam, ze przez to Lis jest mniej wiarygodny czy nie
                daj Boze egzaltowany!/


                >Gdyby tak Kaziu wraz ze swą Isabel, po tym jak został zjechany jak
                > internet długi i szeroki za epatowanie prywatnością, ogłosił plan
                wyjścia z kryzysu czy choćby restrukturyzacji Goldman Sachs,czy
                >ktokolwiek potraktowałby ich poważnie?

                Ależ problem (nie)wiarygodnosci Kazia nie leży w epatowniu
                prywatnością i uczuciami (tak przy okazji ja jestem w stanie
                zrozumieć jego intencje, chciał uniknąć sytuacji, w ktorej paparazzi
                będą się czaić pod domem, sledzić, wypisywać głupoty na temat jego
                nowego związku z Isabel), lecz w nagłej, nieoczekiwanej,
                drastycznej, totalnej zmianie poglądów i zasad, w jego niestałości/
                niestbilnosci, która u p o l i t y k a tej klasy (co by o nim nie
                powiedzieć był premierem RP) jest absolutnie niedopuszczalna,
                niewyobrażalna!



                Więc analogicznie ja byłam niewiarygoda tylko wtedy, gdybym, tu w
                tym wątku pisala jedno a winnym wątku, albo na innym forum drugie –
                że np. grek.greka czytać jednak nie lubię, że nudzi. Itp. (wtedy,
                przypuszczam, nawet wrogowie grek.greka by na mnie splunęli)
                Albo też gdybym tu zaczęła wypisywać, że nagle lepiej znam się na
                kinie od grek.greka. itp..
                Tylko wtedy mogłabym być uznana za niewiarygodną.

                Czy to, że świadomie i celowo stosuję emotikony, że czasami piszę
                jakieś głupoty, jakeś żarty mniej lub bardzie udane, ma
                dyskredytowac wcześniejsze, czy kolejne odnoszące do
                poważniejszych zagadnień posty, pisane w miarę jasno, logicznie i
                rzeczowo i na temat? Dlaczego? Z jakiego powodu? W jaki sposób?

                Na forum uwiarygadniasz się nieustanie i wciąż, w każdym poście.
                A jeśli ktoś zamiast odnosić się do argumentów zawartych w poście na
                dany temat będzie próbował dyskredytować mnie używając wyłącznie
                chwytów ad personam, argumentując, że tam gdzieś w innym poście są
                jakieś emotikony i żarty głupawe i to uznam, że osoba ta jest
                idiotą i że ta osoba ma problem nie ja.

                Jeszcze jedno dawno temu, potem zresztą też udowodniliśmy sobie i
                innym forumowiczom na co nas stać w powaznych dyskusjach. Więc mamy
                do siebie szacunek (który wiąże się z wiarygodnoscia) i myślę, ze
                inni, którzy nas znają, też w jakimś stopniu mniej lub bardzie nas
                szanują nawet, jeśli nie zgadzaja się z nami (czy z głównie
                grek.grekiem, bo ten przypadek jest tu częściej spotykany)


                > > Małgosia lubi Jasia? Proszę bardzo. Nic mi do tego i jakoś nie
                >umiem inaczej > Super, kocha lubi czy szanuje, mnie też nic do
                >tego, a nawet tak bardzo mnie to nie obchodzi, że nie mam
                najmniejszej ochoty czytania o tym na forum publicznym

                Poważnych i prawdziwych wyznań tu na forum publicznym, w tym wątku
                nie ma i nie będzie to mogę obiecać, jest za to i będzie, bo być
                musi sympatia, czasem/ często wdzięczność za spełnienie prośby i
                barwne opowiedzenie o czymś/ streszczenie fimu, szacunek, respekt i
                śmiech z żartów /grek.grek ma świetne poczucie humoru! Zresztą inne
                osoby też oczywiście potrafią pisać zabawne komentarze/ itp.
                Tego rodzaju emocje są i będą, bo to jest właśnie forum /a nie
                poważne naukowe koło filmowe/, taka jest specyfika forumowania,
                teksty na temat mieszaja się off topikami, powaga z emocjami i ze
                śmiechem, itd
                Takie są tu w tym wątku emocje i będą, bo tacy jesteśmy, taka
                jestem ja, i też raczej nie zmierzam się zmieniac, choć oczywiście
                zamierzam bardziej się starać i lepsze teksty częściej wypuszczać
                w miarę możliwości.


                > Natomiast był tu niejaki „barabasia” czy jakoś tak, dysponujący cał
                > ymi pokładami parodii, wręcz tsunami ironii, a jednak jego luz i
                dystans nie spotkał się z uznaniem....

                Ależ osoba o podobnie brzmiacym nicku, niku-podszywce (tak się
                fachowo w terminologii netowej nazywają tego typu nicki) –więc nie
                wiem czy to była ta sama osoba która teraz pisze, jako barabasia -
                spotkała się kiedyś, dawno temuz moim wielkim uznaniem, lecz na mój
                żartobliwy, naprawdę niezłośliwy komentarz, odpowiedziała tak
                strasznym blugiem i wulgarnością, ze przeszła mi wszelka ochota raz
                na zawsze do komentowania i wyrażania uznania dla jej „pokładów
                parodii” i „tsunami ironii”. To zresztą później nawet rozchociło tę
                osobę i zmotywowało do pisania obrzydliwych postów. Na moje usilne
                prośby, o czym grek.grek nie wie, zgodnie z regulaminem została
                wycięta i zbanowana.
                Osoba zwana „barabasią” jest mało zabawna, powtarza się, nie jest w
                stanie wymyslić niczego zbawnego, bo nie o to jej chodzi.

                > Chodziło mi o teksty w stylu, cytuję za Barbasią: „Dzięki CI
                wielkie! :)
                > Zawsze
                > świetnie się Ciebie czyta! :))) Lubię przeogromnie! :)/ Dzięki raz
                jeszcze! :))
                > )
                > Wielkie, wielkie dzięki!”- szukam i szukam wśród tych odmienianych
                sto ra
                > zy
                > słów, z milionem wykrzykników, tej osławionej ironii i finezji,
                lekkości,
                > pokładów humoru, dowcipu, dystansu itp., ale ciągle widzę tylko
                egzaltację i podobieństwo raczej do ww Mniszkówny niż Monty Pythona.
                >Ale cóż, to pewnie ten mój brak luzu przeszkadza mi dostrzec te
                >wyszukane, abstrakcyjne metafory.


                A gdzież ja sugerowałam, że tworze pełne „osławionej ironii i
                finezji”, dowcipy. Ja jestem tylko skromną barbasią1, a nie jakąś
                mistrzynią żartu i ironii.

                To co pokazujesz po prostu jest wyraz wdzięczności, za to, że
                grek.grek zechciał spełnić moją prośbę (nie raz) i streścił jakiś
                film, program.
                Podziękowania jak najbardziej mu się należały! A dodatkowo w
                pakiecie, w promocji usmiech/y dorzuciłam, bo taką miałam fantazję!

                A propos Mniszkówny - różnica między mną a Mniszkówną polega na tym,
                że ona pisała wszystko na serio, a ja zapewniem Cię, mam duży
                dystans do tego i potrafię śmiać się sama z siebie z tego, co piszę
                i jak piszę (patrz inne posty)!

                Bywało tak, że z kubissimo mieliśmy inne zdanie niż grek.grek (choć
                kubissimo wielkich hymnów dziękczynnych raczej nie otrzymywał, to
                fakt ) i grek.grek dyskutował , jak zawsze, rzeczowo i na temat.
                (I upierał się, choć nie miał racji ;))).


                cdn.
                • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 20.05.09, 16:53
                  cd.
                  > "Czy ci nie przeszkadzają naiwne zachwyty" - powiedziałbym, że
                  >raczej wyrazy sympatii, spontaniczne jak sądzę, których inni też
                  >doświadczyli ze strony Barbasi Hm, zastanawiam się, gdyby równie
                  >liczne hymny dziękczynne pisała Barbasia do
                  >takiego, dajmy na to, Kubissimo, czy wtedy też doceniałbyś jej
                  spontaniczność, czy raczej zamieniłbyś obcy ci styl obrońcy
                  >niewinnie uciśnionych na rzecz bardziej tobie właściwego braku
                  politycznej poprawności.

                  Bywało tak, że z kubissimo mieliśmy inne zdanie niż grek.grek (choć
                  kubissimo wielkich hymnów dziękczynnych raczej nie otrzymywał, to
                  fakt ) i grek.grek dyskutował , jak zawsze, rzeczowo i na temat.
                  I upierał się, choć nie miał racji ;))).


                  Kończąc – dzięki za Twe posty – to niezłe doświadczenia zobaczyć
                  samą siebie oczami innych (mocne doświadczenie, przyznam!), dzieki
                  za kulturę i za pochwały, które też się pojawiły dzięki Bogu!
                  Osobiscie też nie zamierzam się specjalnie, bardzo zmieniać (bo
                  lubię nasze tu forumowanie), tym bardziej, że jak widzę grek.grek
                  tez nie zamierza nic zmieniać, a inne osoby (dzięki pepsic za dobre
                  słowo, dzięki założycielko wątku, ze nas nie wyrzuciłaś ) nas
                  tolerują.

                  Pozostaje Ci więc zakaceptować nas takimi jakimi jesteśmy (a to by
                  mnie cieszyło, bo fajną osobą jesteś (tak czuję) i miło byłoby
                  czytać tu też Twe komenatrze filmowe), albo zrezygnowac z czytania
                  tego wątku w ogóle (a to byłaby strata, nie czytać postów
                  grek.greka ). Możesz też, tak mi się wydaje dokonać wygaszenia
                  użytkownika barbasia1 czyli mnie. Ja tego wygasznia forumowicza
                  jeszcze nie praktykowałam ale podobo po wygaszeniu nie widzi się
                  postów osoby , której nie chce się czytać. To też jakieś rozwiazanie.
                  To tyle
                  Pozdro.

                  THE END
          • barbasia1 OT postanowienia 16.05.09, 16:33
            abedec napisała:

            Nie chce mi się pisać dziś elaboratów.
            Będą więc tylko wnioski końcowe .
            Zanim jednak przejdę do wniosków powtórzę raz jeszcze, że
            przesadziłaś z oceną moich wypowiedzi, zbyt poważnie do nich
            podeszłaś
            („ekshibicjonizm”, „wiarygodność”, „infantylizm”, „reality show”
            itp. itd. ) .
            Ja zawsze traktowałam z wielkim dystansem forumowanie, zarówno to
            mniej poważne, jak i to poważniejsze. Dla mnie forumowanie jest
            przyjemnoscią, przerwą w obowiązkach, trochę zabawą, radosnym
            spotkaniem z innymi,świetnymi ludźmi, bez silenia się na cokolwiek.

            A teraz wnioski

            Dla dobra tego prześwietnego wątku, z sympatii i szacunku dla
            wszystkich piszących i tych czytających z prawdziwym
            zainteresowaniem (i doceniających nasze tu pisanie! – dzięki wielkie
            Abedec!) postanowiłam: „spoważnieć” TU nieco!, ilość off topików
            ograniczyć (a jeśli takie się pojawią, będą one odznaczane), tamę
            falom emocji postawić ( ilość symbolicznych usmiechów zmniejszam do
            jednego na post), więcej poważnych wypowiedzi zamieszczać (choć na
            razie ciąglę głowę mam zajętą innymi b. ważnymi rzeczami).

            Mam nadzieję, że teraz wszyscy będą usatysfakcjonowani!?

            barbasia1

            /A „szaleć” będziemy w innych wątkach! (dopóki nas nie wyrzucą ;)/

            PS A propos Tymona z Łossskotu. Tymon et consortes też doczekali się
            (po festiwalu w Gdyni) krytycznych słów z ust samej Agnieszki
            Holland, która zarzucała, co ciekawe, mniej więcej to samo co Ty
            mnie, nam! :)

            "Konia z rzędem temu, kto dowiedział się czegokolwiek z
            programu "Łosskot" [w TVP 1] albo z TVP Kultura. Zamiast relacji o
            filmach i spotkań z nimi zobaczyliśmy megalomańskie wygłupy (sic! b.)
            wesołych chłoptasiów na poziomie pierwszego roku słabej filmówki."

            wyborcza.pl/1,75475,5736267,Agnieszka_Holland__Wstyd__koledzy_filmowcy.html

            Ciężko wszystkim dogodzić.
            Ale starać się będziemy!
            Pozdro!
            • pepsic Re: OT postanowienia 17.05.09, 12:52
              Mam obawy, że niedługo zaczną wyrzucać za zaniżanie poziomu lub brak dyplomu
              porządnej uczelni. Muszę zatem koniecznie popracować nad stylem i uzupełnić
              braki, bo jakoś wątek nie przeszkadza mi w żadnym razie, co chyba widać.
              PS. I proszę mi tu z Palikotem nie wyjeżdżać ;)))
              Jeśli skandalistka w spódnicy to tylko Kuba Wojewódzka.
              • grek.grek Re: OT postanowienia 17.05.09, 13:49
                Łączmy się pod wspólnym sztandarem :

                th.interia.pl/51,b26b3d0d81229237/smech.jpg
                :)

                • barbasia1 Re: OT 17.05.09, 14:06
                  grek.grek napisał:

                  > Łączmy się pod wspólnym sztandarem :

                  :)))
                  REWELACYJNY SZTANDAR!
              • barbasia1 Re: OT postanowienia 17.05.09, 14:03
                pepsic napisała:

                :)
                O matko i córko! Toż to jeszcze większy obciach!

                Pozdro najserdeczniejsze pepsic! :)
                I dzięki wielkie!
    • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 14.05.09, 19:57
      Dzisiaj w Ale Kino! w urodzinowym cyklu "Jabłka Adama". Z ciekawością spojrzę,
      czym tym razem uraczą widza. Co do Trainspotting - to bardzo dobre kino, mocne,
      aczkolwiek nie pozbawione poczucia humoru i świetnej muzyki. Ale Priscilli nic
      nie przebije, bo to pogodny film, choć trochę smutny i również o tolerancji.
      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 13:00
        pepsic napisała:

        > Dzisiaj w Ale Kino! w urodzinowym cyklu "Jabłka Adama"

        I jakie wrażenia?
        Mam nadzieję, że kiedyś doczekamy tych filmów w TVP ogólnodostępnej.


        A propos Priscilli - znalazłam tralier:

        www.youtube.com/watch?v=5geR8dm8Ttw

        • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 18:58
          Wczoraj bardzo ogólnikowo potraktowałam temat, ale zostałam cokolwiek wybita z
          rytmu. Może dziś więcej pomarudzę. Jabłka Adama to historia o neofaszyście
          (Adam), który trafia na resocjalizację do ośrodka zarządzanego przez okrutnie
          poszkodowanego przez los pastora Ivana z guzem w głowie (ojciec pedofil, żona
          samobójczyni, syn z porażeniem mózgowym). Adam ucieleśnienie zła nie może
          pogodzić się z tym, że Ivan wszystkie przeciwności losu przyjmuje jako kuszenie
          szatana i nie przyjmuje do siebie smutnych faktów np. o synu mówi, że jest po
          ciężkiej grypie. Kiedy w końcu Adam mu udowadnia (a postawił taki cel), że to
          Bóg go nie kocha - przestaje się zajmować podopiecznymi i czymkolwiek, szykując
          się na śmierć. A podopiecznych jest jeszcze dwóch - Arab z arsenałem broni
          okradający nocą stacje benzynowe Statoil, gdyż jego ziemię w Arabii zabrano pod
          pola naftowe i najlepszy tenisista w ...(?), który załamał się i zakończył
          karierę, kiedy piłkę w polu odgwizdano jako out. Jest jeszcze kobieta, która
          rodzi dziecko z zespołem Downa. To streszczenie zabrzmiało pewnie przerażająco,
          ale film taki nie jest, trochę jest metaforyczny i momentami
          zabawny, nie boi się kpić ze spraw tragicznych np. kiedy matka i tenisista
          tłumaczą, że wyjeżdżają do Indonezji, aby ich dziecko nie wyróżniało się w tłumie.
          Jest fajna scena z grupą kolesi neofaszystów, którzy uciekają przez Arabem
          strzelającym do nich jak do kaczek. Jest też happy end i przemiana Adama, do
          tego nie tylko psychiczna. Bardzo mi się podobało.
          To może jeszcze kilka słów o Priscilii. Przepiękny film, no bo wyobraźcie sobie
          dwóch transwestytów i jednego transseksualistę wspinających się na szczyt w
          Australii w przepięknych,acz kiczowatych strojach scenicznych, czy paradujących
          przez prowincjonalne miasteczko w strojach drug queen, a do tego świetna muzyka.
          Barbasiu - ta finałowa piosenka, którą wynalazłaś - to moja ulubiona od dwóch
          dni. Za ABBĄ nie przepadam, podobnie jak Bernadette (transeksualista, który
          pogonił kumpli grających ABBĘ)
          O trainspotting napiszę tylko, że pokazuje historię 4 kumpli (jeden z nich jest
          narratorem komentującym dość lekko całość)),ich ćpanie i próby podniesienia z
          upadku. Są mocne momenty (śmierć kilkumiesięcznej dziewczynki, omamy
          narkotykowe) i obrzydliwe, a także zabawne.Szczerze mówiąc średnio mi się podobało.
          PS. Nie sądzę jednak, aby którykolwiek z tych filmów kiedykolwiek mógł wygrać z
          M jak Miłość.
          :)
          • pepsic Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 19:58
            grek.grek napisał:
            <Dzisiaj "Atak pająków" z Scarlett, czyli prawie jak "atak grzechotników na
            Amerykę" - chyba ją będą szczególnie te kosmate dziady atakować<
            To chyba dobra pozycja, aby dzisiejszy dzień rozładować. Choć tego rodzaju dzieł
            nie oglądam, a Scarlett nijak na mnie działa - to może się skuszę.
            Pozdrawiam Cię Barbasiu1 i pamiętam, że wolisz Henryka.
            :)
            • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrać... 15.05.09, 22:24
              pepsic napisała:

              Tak, ja wieczór spędzam dziś, już z Henrykiem VIII i Anną Boleyn.
              Pająki ominę raczej szerokim łukiem!
              Dobrej nocy! :)


              /"Jabłka Adama" - naprawdę ciekawy film! /
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrać... 16.05.09, 13:11
            Marudź tak częściej, jeśli łaska :)

            • zoey7 Re: Ojej, co tu wybrać... 16.05.09, 17:34
              No ale dzisiaj to już naprawdę nie ma z czego wybierać.
              • ewa9717 Re: Ojej, co tu wybrać... 16.05.09, 19:37
                No właśnie zajrzałam w nadziei, że się mylę i jednak coś ciekawego
                ktoś znalazł...
                • barbasia1 "Zakazany owoc" 17.05.09, 14:02
                  Wczoraj nic, ale za to
                  dziś o 15.00 w Polsacie (po raz kolejny) „Zakazany owoc” bardzo
                  sympatyczna i naprawdę niezła komedia (romantyczna) – w reżyserii
                  (debiut reżyserski) ... znakomitego Edwarda Nortona. Norton nie
                  tylko reżyseruje, ale jeszcze gra rolę cudnej urody księdza
                  katolickiego /Briana/, który ... szczerze zakochuje się (tylko
                  Amerykanie mogą coś takiego wymyślić) w koleżance z czasów
                  dziecięcych w uroczej bizneswoman - Annie (Jenna Elfman), w związku
                  z czym zmaga się z cieżkim dylematem, co wybrać, czy miłosć, czy
                  powołanie. Ale nie dość, że ma ciężki dylemat to jeszcze ma ...
                  konkuretna. W Annie zakochany jest również przyjaciel Briana -Jake,
                  również duchowny -ale, dla odmiany, rabin nowojorski (w tej roli
                  Ben Stiller), który wprawdzie może się zakochiwać i żenić, ale
                  musi/ powinien (rodzina bardzo nalega) wybrać na żonę kobietę tego
                  samego co on wyznania, czyli żydówkę (a Annie żydówką oczywiście nie
                  jest).
                  I którego teraz wybrać? - to dopiero dylemat!

                  Zabawna, inteligentna, niebanalna komedia, sympatyczna rozrywka.
                  Polecam!

                  /W tym filmie pierwszy raz zobaczyłam Eda Nortona (a w zasadzie
                  chyba jednak drugi , bo wcześniej widziałam go we "Fridzie", gdzie
                  grał niewielką rolę Nelsona Rockefellera)/

                  • grek.grek Re: "Zakazany owoc" 18.05.09, 12:45
                    Nie obejrzałem, ale rabin i ksiądz w rywalizacji o kobietę - to interesujący temat, może u nas by coś nakręcili w tym guście...
                    proboszcz i wikary ubiegający się o względy gosposi, kameralna
                    komedyjka :)

                    Jak w weekend nic nie było (podkreślam, że pisząc "nic" pamiętam, że był "Aleksander" :)}, tak dziś i jutro coś się znajdzie :

                    Dzisiaj. "Odkupienie" na Polsacie, którego jestem ciekaw bardzo, bo świeżej w sumie sprawy dotyczy i na faktach autentycznych jest oparty - to biografia gangstera, który podskakiwał, podskakiwał,aż dostał karę śmierci i w trakcie odsiadki nagle mu się zaczęło odmieniać, zaczął prowadzić akcję uświadamiania młodzieży i tak mu dobrze szło, że mało pokojowego Nobla nie dostał. Jednocześnie wiele organizacji zaczęło zabiegać o ułaskawienie dla niego, ale bezskutecznie, bo w 2005 wyrok został w końcu wykonany. Film jest z 2004, więc można sądzić, że jest częścią całej akcji Free Tookie Williams, czy jak oni to tak nazwali.
                    Reżyser Vondie Curtis-Hill może mało reżyserował, ale zrobił świetny KLincz z ROthem i Shakurem, Jamiego Foxxa nie trzeba przedstawiać szerzej, a Odkupienie kręcił w tym samym roku co Raya, więc sporo sobie obiecuję po tym filmie, aczkolwiek obawiam się, że może to być laurka o
                    facecie, który w 2004 roku był idolem i bohaterem połowy, nie tylko czarnej, Ameryki, która kocha wybielonych grzeszników. Zobaczymy.

                    Wtorek.
                    Upadek, czyli rzecz o ostatnich 2 tygodniach zycia Adolfa H.
                    Tutaj to mam ogromne oczekiwania, bo film wzbudził w samych Niemczech sporo dyskusji, że niby przedstawia rzeczonego Adolfa w zbyt pastelowych
                    barwach, co mnie mówi tylko tyle, że scenarzysta i reżyser nie poszli na łatwiznę, nie poddali się politycznie poprawnej manierze przedstawiania Hitlera jako skończonego oszołoma, która jest na rękę właściwie wszystkim, a Niemcom w szczególności. To tak jakby w Polsce ktoś nakręcił film o papieżu, w którym papież nie jest świętym aniołkiem.
                    Toż to byłby hicior, który by mi przywrócił wiarę w ułańską odwagę polskich filmowców. U nas nie ma szans, a w Niemczech, jak wynika z artykułów, które gdzieś przez ostatnie 2 lata mi wpadałby w łapy, i owszem, można zagrać igłą na nerwie narodowych fobii. Jak jest w rzeczywistości, czy te opinie nie są przesadzone... - wtorek, TVP 2,
                    22:50, sami się przekonamy.

                    A zaraz po Upadku, powtórka Między słowami. Szykuje się zatem wtorkowy zmaraton filmowy i kto nie umarł ten zdrów :)
                    • barbasia1 Dziś też teatr TV 18.05.09, 15:01
                      grek.grek napisał:

                      > Nie obejrzałem, ale rabin i ksiądz w rywalizacji o kobietę - to
                      interesujący te
                      > mat, może u nas by coś nakręcili w tym guście...
                      > proboszcz i wikary ubiegający się o względy gosposi, kameralna
                      > komedyjka :)

                      Udaję, że tego nie widzę! :}


                      Interesująco zapowiada się także Teatr Telewizji, dziś spektakl
                      premierowy – „Koncert życzeń” - „[...] historia trzech sióstr
                      spotykających się w rodzinnym domu na Śląsku z okazji komunii ich
                      córek. [...]Trzy siostry to trzy różne światy, odmienne jak sukienki
                      córek na komunijną uroczystość. Przygotowując ją młode kobiety
                      dzielą się doświadczeniami. Utarczki przy gotowaniu pierogów
                      niepostrzeżenie przechodzą w rozmowę o prawdziwych, trudnych
                      wyborach. Wyznania o mężczyznach dotykają wiary i jej miejsca w
                      życiu młodych kobiet. Wszystkie są samotne, ale tylko jedna dlatego,
                      że tak wybrała. Dlaczego w spektaklu nie ma w ogóle ich rówieśników?
                      Czemu nie dzielą ich trosk i rad”.



                      >Wtorek.
                      >„Upadek, czyli rzecz o ostatnich 2 tygodniach zycia Adolfa H.”

                      Pore wymyślili upiorną, więc niestety nie dam rady obejrzeć
                      całości, czego niezmiernie żałuję bo, też byłam/jestem bardzo
                      ciekawa filmu. Może innym razem, ale oczywiście, chętnie przeczytam
                      Twój i innych komentarze.
                      A może byś, grek.greku, założył osobny wątek dla tego filmu?


                      >Szykuje się zatem wtorkowy zmaraton > filmowy i kto nie umarł ten
                      zdrów :)

                      :)
                      • barbasia1 Re: Dziś też teatr TV 18.05.09, 15:04

                        Zapomniałam o linku - ww6.tvp.pl/6302,20090415899458.strona

                        "Koncert życzeń"

                        Interesująco zapowiada się także Teatr Telewizji, dziś spektakl
                        premierowy – „Koncert życzeń” - „[...] historia trzech sióstr
                        spotykających się w rodzinnym domu na Śląsku z okazji komunii ich
                        córek. [...]Trzy siostry to trzy różne światy, odmienne jak sukienki
                        córek na komunijną uroczystość. Przygotowując ją młode kobiety
                        dzielą się doświadczeniami. Utarczki przy gotowaniu pierogów
                        niepostrzeżenie przechodzą w rozmowę o prawdziwych, trudnych
                        wyborach. Wyznania o mężczyznach dotykają wiary i jej miejsca w
                        życiu młodych kobiet. Wszystkie są samotne, ale tylko jedna dlatego,
                        że tak wybrała. Dlaczego w spektaklu nie ma w ogóle ich rówieśników?
                        Czemu nie dzielą ich trosk i rad”.


                        ww6.tvp.pl/6302,20090415899458.strona
                        • grek.grek Re: Dziś też teatr TV 18.05.09, 15:35
                          Teatru nie będzie, niestety - w Jedynce poleci lajw debata Tuska z
                          zadymiarzami.
                          No chyba, że się znowu nie dogadają, albo w trakcie się pokłócą
                          i ci ze Stoczni strzelą focha i pójdą do domu :)

                          A co do Upadku, to czuję, ze będę go nagrywał, bo jestem nieprzytomnie
                          zakochany w "Dexterze", a że jak już włączam video z filmem, to nie na godzinę, tylko na dwie (mogą być z hakiem)...
                          Więc jeśli, to w środę/czwartek będę po projekcji i chętnie Ci
                          dopowiem, co nie dasz rady zobaczyć sama.
                          • barbasia1 Re: Dziś nie ma teatru TV 18.05.09, 16:28
                            grek.grek napisał:

                            > Teatru nie będzie, niestety - w Jedynce poleci lajw debata Tuska z
                            > zadymiarzami.
                            > No chyba, że się znowu nie dogadają, albo w trakcie się pokłócą
                            > i ci ze Stoczni strzelą focha i pójdą do domu :)


                            O! Nie wiedziałam, że TVP1 szykuje dziś takie atrakcje!
                            Wiesz, wątpię, żeby stoczniowcy sobie odpuścili taką okazję, jak
                            debata na żywo z Tuskiem w TVP.

                            > A co do Upadku, to czuję, ze będę go nagrywał, [...]> Więc jeśli,
                            to w środę/czwartek będę po projekcji i chętnie Ci
                            > dopowiem, co nie dasz rady zobaczyć sama.

                            To świetnie! :]
                            • grek.grek Re: Dziś nie ma teatru TV 19.05.09, 13:10
                              Jedni odpuścili, ale inni przyleźli, a nawet jakby nie przyszli byłaby
                              konferencja prasowa samego Tuska, więc sprawa była przegrana od początku.

                              A'propos wczorajszego Odkupienia.

                              Zjadło mi pierwsze 25 minut (przy napisach początkowych wyłączyli mi prąd, kuźwa), więc nie wiem, co tam się działo, ale kolejna godzina z okładem przekonała mnie, że niewiele straciłem - jak podejrzewałem : nakręcono niskobudżetową laurkę dla pana Williamsa, z całymi tonami typowo amerykańskich tanich umoralniających gadek, pompatycznych scenek rodzajowych, momentami niemal śmiesznych , np.kiedy w więzieniu z tasmy video garownik Williams apeluje o pojednanie do dwóch grup zwaśnionych czarnych gangusów - facet, kóry całe życie spędził na ulicy mówi językiem ksiązkowym, jakby wyjętym z broszurek organizacji pokojowych, zdankami okrągłymi niemożliwie, słuchają go ci jegomoście w chustach, czapach, ciemnych okularach, którzy (w rzeczywistości) mówią na codzień slangiem ulicznym, którego podobno nawet biali Amerykanie nie są w stanie zrozumieć i przetłumaczyć, a po tym przemówieniu oni wstają, zaczynają odstawiać jakąś pantomimę gestów i znaków, że niby się godzą, bo ich zaszokowało to gładkie, i pełne zarówno oczywistości, które ignorowali zawzięcie całe zycie, jak i słów, których nie rozumieją, pierdołowate marudzenie; pani dziennikarka, która przez cały film pomaga Williamsowi w wydawaniu kolejnych książek i staraniach o ułaskawienia, taka jego przyjaciółka jakby - jest wniebowiązięta, robi miny rodem z Klany, a'la Monika z Uśmiechu Anioła albo z MjakMiłość.
                              Nie wiem, może robili ten film na faktach i takie zajście miało miejsce w rzeczywistości, ale nie sądzę, żeby na gości, co strzelają do siebie za paczkę suszonych grzybów, dotarła taka mowa trawa cichutkiego i grzeczniutkiego ex-gangstera.
                              Nawrócenie na braku poziomu KOmornika.

                              Williams jest przedstawiony jako uduchowiony wrażliwiec, zero skazy, jego przeszłość gangsterska w jakichś mało czytelnych, konwencjonalnych retrospekcjach. Poza tym - chodzący ideał. Buzia z plakatu, pin-up-boy.
                              Pełne skupienie na kolejnych epizodach z jego "drogi ku światłości". Raz tylko wyskoczył jakiś biały facet o wyglądzie psa Huckelberry i oblał tę jego przyjaciółkę jakąs czerwoną cieczą, mówiąc,że to "krew ofiar Williamsa",któremu ona służy niecnie, ale dzielna pani redaktor odparowała mu, że jak jeszcze się zbliży do niej, albo do jej rodziny, to spotkają się w sądzie i Huckelberry spasował i kulturalnie się oddalił. Taki porozumiewawczy pstryk, że niby przyjaźń i pomoc Williamsowi kosztuje ją bardzo wiele i cały świat Huckelberrych jest przeciwko niej, że działa pod okropną presją. Poziom Bolka i Lolka, niestety.

                              Problem odwieczny takich filmów polega, poza spychających takie je momentalnie w g.wno, przemożnym pragnieniem przedstawienia bohaterskiego bohatera, idola mas, wzorca moralnego, na tym, że próbują opowiedzieć całe życie bohatera w ciągu 90 minut, czy nawet ca.2 godzin, dodając do tego szkic psychologiczny, wpalatając wątki poboczne i w ogóle upychając ile się da. Nie da się tego zrobić nie traktując każdej z tych składowych po łebkach, powierzchownie. Robi się więc slajdy, strzela scenkami, byle wszystko pozaznaczać, ale ksiązki nie przeczytać.

                              Przez ponad 1,5 godziny nic się w sumie nie dzieje - Williams pisze i częstuje porcjami kolejnych ważkich bnon motów, rodem z tajemnego pamiętnika gimnazjalisty, pani redaktor mu pomaga i pomaga mu, świat dowiaduje się i się dowiaduje o tym jaki on jest debeściak, gangusy sobie wybaczają i wybaczają sobie, więzienna służba próbuje go sprowokować i sprokowować go do jakiejś nieopanowanej reakcji, ale on wychodzi ze wszystkiego jak anioł na białym jednorożcu i tak oto płynie opowieść o wzorcu do naśladowania.

                              Jamie Foxx dostał dziadostwo do zagrania, więc go nie oceniam, bo wiem co potrafi i jak potrafi. MOże przyjął ten scenariusz ze wg na jakiś osobisty szacun dla Tookie Williamsa ? Nie wnikam.
                              Reszty aktorów w ogóle nie znam, zresztą nie mam ochoty nawet szukać ich nazwisk, bo i tak nie mieli nic do grania, a raczej zaliczyli występ w jakiejś reklamówce.

                              Vondie Curtis-Hill też raczej przyjął reżyserkę, z powodu postaci Williamsa, ale scenariusz napisany przez jakiegoś amatora i grafomana (prawie dorównującego mnie/mi) go przerósł ;)
                              Klincz zrobił sam, napisał go i wyreżyserował. Świetny, szybki, zgrabny, wciągający, pełen humoru i gorzkich refleksji nt. amerykańskiej codzienności (zwłaszcza urzędowej, biurokracji) film z kapitalnymi rolami Rotha i Shakura, spokojnie mogący się ubiegać o miano kultowego.
                              Stąd tym większa szkoda, że zdolny reżyser i jeszcze lepszy scenarzysta, oraz świetny aktor w takim projekcie wzięli udział i strzelili sobie gola nie mniejszego niż Scarlett w "Ataku Pająków" czy De Niro w "Depresji gangstera".

                              Nikomu nie polecam. Ale że nie warto kończyć w takim minorowym nastroju... polecam wspominany Klincz, naprawdę wart obejrzenia :).
                              • barbasia1 "Odkupienie" - patrz post wyżej 19.05.09, 16:03
                                grek.grek napisał:


                                Niestety nie mogłam wczoraj oglądać „Odkupienia”.
                                Ale widzę, że nie straciłam wiele.
                                Komentarz ciekawszy od filmu.

                                „Klincz” – w pamięci zapisuję ten tytuł! Może doczekam/y się jakiejś
                                powtórki!?


                                Dziś u Kubu Wojewódzkiego Maria Czubaszek, jako (chyba) pierwszy
                                gość.
                                A potem zapowiadany „Upadek”...


                                > ale scenariusz napisany przez jakiegoś amatora i grafomana (prawie
                                dorównującego mnie/mi) [...] ;)
                                No wiesz!
                                Czy mam wyjąć kadzidło? :)
                          • ewa9717 Re: Dziś też teatr TV 18.05.09, 16:29
                            Pierogi na Śląsku? Prędzej gumiklejzy by robiły.
                            I jakoś nie mam przekonania do teatru telewizji kreconego jak
                            telenowela.
                            • barbasia1 Re: Dziś też teatr TV 19.05.09, 16:04
                              ewa9717 napisała:

                              > Pierogi na Śląsku? Prędzej gumiklejzy by robiły.


                              Przypuszczam, że te pierogi to bardzo śmiałe wyjście poza stereotyp
                              Śląska i Ślązaków. ;)
                    • barbasia1 "Między słowami" !!! 31.05.09, 14:26
                      grek.grek napisał:
                      > A zaraz po Upadku,
                      powtórka Między słowami.

                      To mój ulubiony film i mam do niego wyjątkowy sentyment z różnych
                      powodów! rzucam więc linkę do stosownego wątku:

                      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14&w=88088171

                      /miałam to napisać już wczesniej, ale lepiej późno niż wcale/

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka