grek.grek
30.03.09, 12:10
Miesięczna ramówka TVN jest jak repertuar zespołu Kombii, albo Kombii, czy KOmbii-Nerka, czy jak to ustrojstwo się teraz nazywa, bo nazywa się co tydzień inaczej, czyli - niemożebny badziew i jedna perełka.
W przypadku Kombii jest to "Black and White", który łapie się do kazdego top 20-30 polandowych hiciorów od czasów, kiedy jakiś chłop na dworze Mieszka w stanie upojenia zaczął kopać własny szyszak o ścianę i w ten sposób wylansował pierwszy przebój, aż do marca 2009 roku, w dodatku bez podziału na kategorie muzyczne.
I tak właśnie jest z TVN.
W marcu 2009 padło na "Dzień próby".
To nie jest najlepszy film o policjantach w dzielnicy gangów w Elej. Najlepsze są, były i będą "Barwy" z wybitną rolą Duvalla i świetnym
Seanem Pennem, jako Packmanem. Absolutnie wiarygodne postaci, prawodopodobne zdarzenia i latynoskie i czarne gangi bez studyjnych upiększeń i podrasowań, a do tego cały ten klimat przedmieść Elej, ogrywanych do upadłego w wielu innych filmach, ale w tym po prostu grających zupełnie autonomiczną rolę. Oglądałem to tyle razy, że mi taśma
wysiadła - zaczęła zgrzytać, obraz zaczął się partaczyć, przeskakiwać, fonia padła, śnieg się pojawił, aż w końcu dałem jej spokój, bo film znałem na pamięć.
"Dzień próby" jest zaraz za "Barwami".
Tyle wstępniaka. Dalej będzie jeszcze gorzej i mniej logicznie ;)
O co biega w "Dniu próby"...
Jest sobie młody policjant, Jake. Chce zostać detektywem i wreszcie przestań nosić te metroseksualne wdzianka vel mundury policyjne. Nasz Jake jest idealistą, chce służyć w elicie policji i wykrywać przestępstwa, nadużycia, łapać, puszkować i być cacy chłopakiem. Serve and Protect w pełnej krasie.Przy okazji jest naiwny i z do pewnego momentu dośc wolno kuma o co biega w całej akcji.
Dostaje swoją szansę. Ma spędzić jeden dzień z Alonzo Harrisem, który detektywuje od grzyba długo i zna się na robocie jak nikt inny. Alonzo w ogóle nie przypomina policmajstra, wygląda raczej jak czarny handlarz koką, albo inny wyłudzacz rent emerytek, uchylający się od płacenia podatków. Metodologia pracy Alonza polega na trzymaniu sztamy z gangami, wyświadczaniu wzajemnych przysług itd. Jest cyniczny, bystry, inteligentny i nie ma zasad.
Alonzo ma sprawdzić Jake'a, czy się chłopina nadaje do tego fachu. Ma go wprowadzić, albo odrzucić.
Więc się spotykają w restauracji i ruszają w tango, a co z tego wyniknie i jak się dla Jake'a dzionek skończy, to se obejrzeć musicie sami.
W jakichś recenzjach piszą, że ten film opowiada o tym jak stary wyga uczy młodego. G.no prawda. To tylko powierzchnia, która nic nie znaczy tak naprawdę. Jest ciekawa dopiero jako częśc intrygi jaką knuje Alonzo.
Bo Alonzo ma poważny problem. Nawet bardzo poważny. Potrzebuje Jake'a. Bardzo go potrzebuje. Gra bardzo inteligentną i przewrotną grę. Wszystko co robi, od samego początku, to w wielkim stopniu są pozory. Jake dość wolno w tym się orientuje, baaaardzo wolno. W końcu tylko fart, przypadek, jego czyn z zakresu serve & protect uratuje mu zadek.
Warto ten film obejrzeć dwa razy. Za drugim, znając już istotę rzeczy, obejrzeć go, aby przyjrzeć się jak Denzel Washington, zwany w skrócie Denzelem, gra Alonza-intryganta, swoją partię szachów z rozmysłem i
chłodem grającego.
Denzel jako Alonzo, to jest największa rzecz w tym filmie, większa od samego filmu, większa od inteligentnego scenariusza, większa nawet od samego Denzela. Rola prefekcyjna. O poziomie charyzmy na który trudno byłoby wskoczyć innym aktorom. Kto się zna, to zaraz mnie zgromi, ale
stawiam Denzela w roli Alonza, wyżej od Pacino w roli Serpico. Odrębne postaci, ale tematyka policyjna, więc co se będę żałował porównań :)
Obserwujcie go - jak mówi, jakie rzuca urywane słówka, gesty, spojrzenia, uśmieszki, jak się zachowuje. Wszystko. Mistrz. Hawke przy nim, to nawet Małgorzata nie jest. Dostał nominację do Oskarda za tę rolę, ale, pardon, Hawke się skończył na Reality Bites, cała reszta to próby dorównania tamtej roli. Mało udane, ale zgoła nieudane, albo udane w połowie.
O tym, ze Denzel za Alonza dostał Oskarda za pierwszoplanowa dowiedziałem się całkiem niedawno, kiedy już byłem ustrzelony tą jego rolą, i stwierdziłem, że się cholewa jednak znam na rzeczy :). Przejrzałem wszystkie Oskardy w tej kategorii od 2000. I wyszło mi, że jest to jeden z 3 Oskarów za rolę naprawdę czystą, nieobciązoną żadnymi symbolami, żadną biografią odgrywanej postaci - Hoffman grał Capote'a, Whitaker Idi Amina, Brody Szpilmana, Foxx Raa Charlesa, Penn Harveya Milka, Plainview Daya Lewisa jest u Andersona emblematyczną postacią patologicznego charakteru Ameryki, ew. symoblem jej pionierskiej dzielności pomieszanej z paranoją.
Zostaje jeszcze Penn z Rzeki Tajemnic i Crowe z Gladiatora. Crowe'a można sobie od razu odpuścić, bo g.wno zagrał w tym gniocie, jedynym aktorem na planie był Joaquin Phoenix. Penna nie widziałem, co mi ułatwia sprawę, bo chcę powiedziec, że Denzel zagrał najlepszą, czystą, wolną od wszelkich odniesień, wolną od handicapów, odniesień rolę w ostatniej dekadzie. Czy jest to łatwiejsza sprawa niż zagranie postaci historycznej - może nie, ale jjeśli dostaje się za to Oskarda,to jest to jednak dośc szczególna sprawa, o czym się choćby Rourke w tym roku przekonał. A konkurentami Denzela byli m.in Crowe jako John Nash i Will Smith jako Ali.
I jest to, kuźwa, najlepsza rekomendacja.
Denzel zagrał sporo dobrego, ale ta rola jest jak "Marianna" w repertuarze Kultu, czyli pod każdym względem wybitna. Przynajmniej dla mnie, nie każdy może to kupić i poczuć, albo ja się zwyczajnie mylę.
Moja ulubiona scena : jadą autem, Jake się budzi z koksowego transu, patrzy podejrzeliwie na Alonza i pyta "coś ty za jeden ?" i Denzel na to "jestem brodaczem z fajką".
Jesli nie widzieliście jak Denzel to zagrał, jak to powiedział, to nic nie widzieliście i nie wiecie, co on potrafi. Macie okazję nadrobić :)
Wszystkie rozmowy Denzela z Jake'em - klasyka. Wszystkie.
Świetny epizod Scotta Glenna, to ten wysuszony jegomość, do którego Alonzo przyjeżdza z Jake'em i pyta, jak go ocenia. Nie znam tego aktora, ale zagrał rewelacyjnie te 5 minut. Jest na kilka minut Tom Berenger jako jeden z trzech miszczów, którzy kręcą sądem,policją i prokuraturą, z którymi pogawędkę odbywa Alonzo.
Dookoła oczywiście czarni handlarze, gangsterzy, utyty Dr Dre, grający jak zawsze siebie, z tym, ze tym razem prujący na wózku inwalidzkim, Snopp Doggy Dogg, Snopp Dogg, Dogg, Froggy Frog, Niania Frania, czy jak on się tam teraz wabi. Trzej latynoscy gangsterzy w partyjce pokera z Jake'em - to też dobra scena, żartem bym powiedział, że baaardzo daleki Kieślowski ;))
POjawia się Eva Mendes jako Alonzowa dziewczyna, matka jego syna, którym lepiej potrafi się zająć Jake niż tatulo.
Świetnie skomponowane, inteligentne, z wyczuciem poprowadzone kino akcji, w którym akcja klasyczna dla kina akcji też się pojawia, oczywiście w końcówce. Najciekawsza jednak pozostaje ta psychologiczna rozgrywka między cwanym, starym, wygą, któremu się kopci pod siedzeniem, z młodym greenhornem (czytało się Wernica, hehe :}), który istotnie
przejdzie swój dzień próby.
Tyle od mistrza chaosu. Oglądajcie koniecznie. Wszelkie prawa do odświeżania, co by przed środą nie zginął w tłumie - nie są zastrzeżone :))
TVN, środa, 22:30.