Dodaj do ulubionych

Ojej, co tu wybrac (cz.3)

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.10.09, 11:04
      Obejrzałem wczoraj (a w zasadzie : dzisiaj) ten "Sen duński".

      Rzecz się dzieje w niedużym miasteczku na prowincji.
      Jest sobie rok 69 i jest sobie chłopiec - Fritz, idzie właśnie do 6 klasy, więc ma jakieś 12 lat.
      Wakacje upływają mu pod znakiem dwóch wydarzeń : najpierw ojca odwożą do psychiatryka, po tym jak mu się film urwał nagle i popadł w jakieś otępienie, potem, w przytarganym przez matkę telewiorze, ogląda demonstracje z Kopenhagi i z Ameryki - wiadomo, dzieci-kwiaty, pacyfa, protesty przeciw wojnie wietnamskiej i apartheidowi, Beatlesi i takie inne sprawy. Chłopak wpada w to po uszy : interesuje się historią niewolnictwa, słucha muzyki rockowej, a jego idolem i wzorem jak M.L King - jego zdjęciami wykleja pokój, słucha jego przemówień, czyta je w ksiązkach, przejmuje ideały hippisowskie - stop violence, bierny opór, gandhizm i takie inne. Ideał sięgnie wkrótce tak daleko, ze chłopiec zażyyczy sobie zmiany imienia - na "Martin".

      W szkole styka się z surowym dyrem, starej daty, który od zawsze trząsł szkołą, nie przebierał w środkach dyscyplinując uczniów - mówiąc krótko : lał ile wlezie. Fritz od początku jest na cenzurowanym, bo ma dłuższe włosy. W klasie go też specjalnie nie uwielbiają, zwłaszcza od momentu, kiedy jeden z uczniów trafia do gabinetu dyra - ten go tam pierze, a cała buda pcha się do okna, żeby to oglądać, Fritz im wytyka, ze powinni się wstydzić swojej głupiej ciekawości. I od razu ma w plecy.
      Nowi koledzy robią mu kawał - wciągają w miejsce, z którego możę podglądać dziewczyny w szatni, a potem popychają i dzieciak wpada między te panny przebierające się. Trafia oczywiście na dywanik do dyrektora, co kończy się poważnymi obrażeniami - ma naderwane ucho, które trzeba szyć, a poza tym doznaje wstrząsu emocjonalnego.

      Pomaga mu nowy nauczyciel, a w zasadzie : stażysta - młody, i tak samo jak Fritz oddany ideałom kontrkultturowym. Jest swobodny, też ma dłuższe włosy, nosi się jakby właśnie jechał na Woodstock i jako nauczyciel muzyki uczy nie jakichś farmazonów, a'la psalmy, tylko bluesa, rocka, organizuje ich w zespół, z Fritza robi frontmana, śpiewają jakieś hendrixy i inne takie; dzieciak ma lewą część głowy ostrzyżoną, co było niezbędne do opatrzenia ucha, więc mu nauczyciel robi irokeza, strzygąc drugą stronę tak samo krótko; pożycza mu płytę z przemówieniami KInga i nawet daje przenośny gramofon. Poznaje w dzieciaku bratnią duszę. Imponuje mu - nawet jeśli w którymś momencie ustępuje dyrowi i zobowiązuje się, ze nie będzie grał z dziećmi rocka, to tłumaczy, ze robi to tylko po to, żeby zakończyć staż, zostać pełnoprawnym nauczycielem i zmieniać system od środka. I mały mu wierzy.

      Poza nauczycielem jest dziewczynka, koleżanka z klasy, w której mały się durzy (zwłaszcza od momentu, kiedy wpadają do dziewczyńskiej szatni zobaczył ja nago, kiedy spadł jej na moment ręcznik), ale ona go trochę dezorientuje : a to daje się zaprosić, właściwie to - sama się wprasza, do jego domu i miło tam spędza czas, a to znowu wśród uczniów go postponuje.

      W chałupie ma właściwie wypas - matka i ojciec, babka i dziadek są porządnymi, tolerancyjnymi ludźmi; stary wraca ze szpitala dokładnie tego dnia, w którym dzieciakowi ucho nadrywają. Jest wkurzony, ma ochotę zrobić dym, zrypać dyra, ale matka go powstrzymuje. Sama próbuje interweniować na policji, co jest dodatkowo niezręczne, bo pracuje w szkole jako pielęgniarka. Radą służy im ten młody nauczyciel, zaczynający odgrywać rolę przyjaciela domu.
      cdn.

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.10.09, 11:21
      Pomaga im nauczyciel - podrzuca ksiązki prawnicze, a nade wszystko skłania, zeby sprawę postawili na forum Rady Szkoły. I oni tak robią - dyro się skarży, ze mały przeszkadza (rzeczywiście - nauczyciel od historii wyrzuca go z klasy, kiedy mały przy wszystkich zarzuca mu, że nie ma pojęcia o tym, kto pierwszy zniósł niewolnictwo, i że wcale nie była to Dania), jest niegrzeczny, ale nauczyciel-hippis i jeszcze jedna profesorka - od angola, oponują, że dzieciak się bardzo dobrze uczy i niczego mu zarzucić nie można.
      Starzy Fritza odwiedzają szefa Rady Szkoły, przy okazji ojca tej sympatii małego, przekonują go, ze trzeba dyra postawić w stan oskarżenia i dokonać przesłuchania go, a jesli się potwierdzi, co zrobił, a są świadkowie i rzecz jest niezaprzeczalna - zwolnić.
      Mały ma przez to kłopoty w szkole, co ciekawe - wśród uczniów, którym jego sympatia opowiada, jak to przyszedł do jej ojca z tatusiem i mamusią i się skarżył.Potem go przeprasza, i wyjaśnia, ze jej ojciec sam jest zastraszony przez dyrektora. Rada Szkoły zatem g.wno zrobi, pozostaje jedno.

      Po demonstracji samych uczniów, kiedy na uroczystości szkolnej, przed rodzicami i całym, za przeproszeniem, ciałem pedagogicznym, z inispiracji i pod przywództwem nauczyciela-hippisa (zaraz - Fredie, ma na imię ten nauczyciel, mial Gunnar ale sobie zmienił - to dlatego młody wpada na pomysł, zeby też sobie zmienić imię - z Fritz na Martin) śpiewają kontrkulturową pieśń i wykonują do tego układ taneczny, to trzymając się za ręce, to rodzice chłopca, nie widzą już szans na czyjąkolwiek pomoc, składają papiery sądowe i wymuszają przesłuchanie dyrektora. Od razu z roboty wylatuje matka chłopca, bo, jak mówi lekarz szkolny - teraz jest stroną w sprawie przeciw szkole, nie może więc mieć dostępu do poufnych danych, także medycznych. Poza tym, dyro próbuje odseprować Fritza od pozostałych dzieci - funduje mu nauczanie indywidualne, oczywiście on go uczy. Uczy starych farmazonów, nie przystających zupełnie do jego wrażliwości, próbuje zwyczajnie stłamsić. Ojciec protestuje, a jedyna szansa na zmiany tkwi w tym starciu na przesłuchaniu.

      Wydaje się, że wygrana jest jak w banku. Ale dyrektor nie odpuści do końca - tuż przed przesłuchaniem szef Rady szkoły sugeruje mu, że "pan przecież nic nie zrobił", a w kolejnym ujęciu dyro odwiedza Frediego...j
      Jadą więc rodzice na to przesłuchanie - dzieje się to w auli szkolnej, czy sali gimnastycznej - za kotarą kryją się Fritz i ta jego panna, która wczesniej - nie mogąc już patrzeć na to jak jej stary się w całej sytuacji szmaci - wzięła całą winę chłopaka na siebie, ze to ona go wciągneła do szatni, a potem się przed nim rozebrała, bo chciała - za co dostała od starego w dziób - są świadkami całego wydarzenia.
      cdn.
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.10.09, 11:47
      Więc najpierw dyro ptrzedstawia swoją wersję - że on nic nie zrobił, że rano Fritz przyszedł do szkoły już kontuzjowany, a on go w ogole nie tknął.
      Świadkowie - żaden z dzieciaków nie został zaproszony, bo łebkami są, mieli świadczyć : sekretarka i Fredie. Sekretarka zachorowała, hehe, a Fredie zeznaje, ze - tak, znalazł Fritza w toalecie, z tym uchem, ale poza tym nic nie wie, nie zna się i w ogole - nie ma nic do pana dyrektora, nie może mu nic zarzucić. Oczywiście, Fredie został złamany przez dyra, najpewniej zaszantażowany tym, że złamie mu kariere, nie pozwoli skończyć stażu. Rodzice dzieciaka są w szoku - wspaniały przyjaciel domu i lojalny dotąd wspólnik wystawił ich jak d,py w polu.
      Ale to nie koniec.
      Dyro wyciąga znienacka papiery ojca chłopaka ze szpitala, z których wynika, ze ojciec "mógł być groźny dla otoczenia", a do tego sugeruje, że koincydencja zdarzeń jest nieprzypadkowa : chłopiec "przyszedł do szkoły z urazem ucha" dokładnie tego samego dnia, którego jego stary wrócił do domu z psychiatryka. I to załamuje ojca ostatecznie. Wychodzi totalnie zdruzgotany (a następnego dnia rano zabierają go znów do szpitala, bo zachowuje się jakby dostał obuchem w łeb). Trup ściele się zresztą gęsto - rezygnuje też z pracy Fredie, dyro wystawia mu wprawdzie dobrą cenzurkę za staż, ale nauczyciel ją odrzuca,bo ma wyrzut na sumieniu; sympatia Fritza też musi odejść, szczególnie dlatego, ze po zakończeniu tego żenującego widowiska podczas przesłuchania wylazła zza kotary i manifestacyjnie wyszła drzwiami, tak żeby ją wszycy, cokolwiek skonsternowani, zobaczyli i żeby im się głupio zrobiło - stary przenosi ją do szkoły z internatem.

      Lekcja następnego dnia. Radosny jak skowronek dyro przychodzi i każe im śpiewac jakiś pslam. Dzieciaki wstają i nic. Dyro parokrotnie intonuje, a one - jak grób, stoją i cisza. Dyro dostaje palmy - wzywa Fritza do tablicy i kaŻe mu śpiewać. Mały mu na to : "kłamca". I dostaje w pysk. Wstaje i : "kłamce" - i w pysk. I tak kilka razy, aż w końcu dyro przechodzi do ciągłego natarcia i leje go aż mu w końcu łokieć nie wytrzymuje, a przy okazji pikawa. Słania się, i idzie do wyjścia, a dziecarnia go wyklaskuje z klasy. Dyro ląduje na kozetce u lekarza, gdzie kituje.
      Zbierają więc nauczyciele uczniów i oznajmiają, że dyro padł. Chwila ciszy, a potem... eksplozja radości. dzikiej radości. Szał. Wypadają na podwórze, wciągają flagę na maszt, pełna szajba - nie umarł tylko dyrektor-kosa, umarł stary porządek, narodził się nowy, lepszy, zdechły stare czasy zamordyzmu, a teraz będzie pięknie i kolorowo - coś w tym stylu. A Fredie gratuluje Fritzowi, że "miał odwagę, której jemu zabrakło".
      A na końcu chłopak z matką odwiedzają ojca w szpitalu i mały wyciąga do niego łapę - wracamy do domu, ojciec.
      I szlus.

      I to wszystko było między 1 a 3 w nocy - gratuluję/my TVP.

      Bardzo dobry film to był. Trochę sobie Duńczycy laurę strzelili - rodzina Fritza to naprawde ideał :) Jest taka scena, kiedy on dostaje ten gramofon i płytę z przemówieniami Kinga od Frediego, puszcza ją w domu - i oto duński jakieś za.dupie, siedzi ojciec-rolnik, siedzi syn z
      irokezem na czubie, siedzi dziadek (zayebista postać, dziadek-ideał), siedzi babka, co ciągle kartami się bawi i słuchają Murzyna z dalekiej Ameryki, jak mówi : "miałem sen...(itd)" - i, kurna, są wzruszeni jak jasna cholera i nawet tego nie ukrywają.

      Idea przekraczająca granice, pochodzenie, miejsce zamieszania, wszelkie róznice. Jednocząca, bo to od niej się wzięła cała akcja, bez niej w Fritzu, Fredim, bez idei tej w rodzicach chłopca (organizują dożynki dla znajomych, zapraszają wszystkich, dziadek polegujący cały film w łózku też przychodzi, wychyla kielona, wznosi toast "jesteśmy jedeną drużyną", a potem ze wzruszenia odbiera mu mowę), bez tego "miałem sen..." kiełkującego w dość szczylowatej sympatii Fritza, która z małej g,wniary przeradza się wręcz w jakąs Janis Joplin w skali mikro, ta wrzaskliwa horda uczniaków nie potrafiłaby się zjednoczyć, udowadniając, ze wspólnie można pokonać każde g,wno, zmienić porządek rzeczy - zmieniła się Ameryka, zmieniła się część świata, i zmieniła się mała szkoła w małym duńskim miasteczku.
      I, na moje oko, o tym był/jest ten film :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.10.09, 11:56
      Multimedia ;) :

      W domu Frediego (po lewej), Fritz wybiera sobie płytę :
      itpworld.files.wordpress.com/2008/08/03.jpg
      Mały z ojcem (gość mógłby odgrywać sobowtóra Daniela Auteila) :
      auteurs_production.s3.amazonaws.com/stills/23950/we-shall-overcome-2006_w256.jpg
      Portet rodzinny :
      www.skandinavskydum.cz/files/obrazky/we_shall_overcome_2_m.jpg
      Po ucha naderwaniu, ta z lewej to matka chłopaka :
      www.skandinavskydum.cz/files/obrazky/we_shall_overcome_3_m.jpg


      • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.10.09, 12:16
        Tak czułam, że staciłam dobry film.

        Ps. Grek, na jaki adres pisze się te maile? Bo chyba najwyższy czas
        i na mnie.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.10.09, 12:59
          Tu jest formularz kontaktowy, ale nie wiem jak to działa, bo wcześniej pisałem na mail rzecznika TVP (z prawej) :

          www.tvp.pl/0-tvp/kontakt
          P.S : ja mam na tyle dość tego cyrku, ze wykorzystam obydwie opcje :)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.10.09, 13:02
            Widzę, że nie działa link - kliknij powyżej na "o TVP", a stamtąd na "kontakt" - całkiem z prawej strony rzędu tych niebieskich odnośników, tam będzie to o co mi chodziło.
            • pepsic Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.10.09, 13:36
              Wysłałam do rzecznika, bo kontakt (jak przypuszczałam) nie
              przyjmuje bez danycn osobowych. Mam pewność, że potraktują to ad
              acta (czyt. do kosza), ale co można więcej?
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.10.09, 15:33
                Rzecznik ma tam stado odbierajków, więc niech czytają. Ja też do niego piszę.
                Wystarczą korekty w ramówce, zeby filmy w Dwójce zaczynały się wcześniej.
                Niżej napisałem o zbędnej Panoramie i rzeczach tuż po niej, bo wygląda to tak : 22:35 zwiastuny i reklamy, 22:45 Panorama (minutę po skończeniu serwisu w Info - absurd, dodatkowo Panorama powtarza wyłącznie to, co właśnie w Info się skończyło), 23:07 reklamy i zwiastuny, 23:13 (na oko) Sport Telegram (w Info właśnie trwa Sportowy Wieczór, półgodzinna, poszerzona wersja ST), 23:15 - reklamy i zwiastuny, 23:18 pogoda, 23:20-23:27/30 - reklamy i zwiastuny. I w ten sposób godzina w plecy na... bzdety strawiona.

                Ciekawe, ze Na dobre i na złe leci 3razy w tygodniu chyba - dlaczego Barwy szczęscia (czuję się zbrukany pisząc o tych głupotach, nawet w takim kontekście niewinnym) muszą być o 20:05 ? Nie można dawać tego wcześniej - o 17 na przykład, zamiast entych powtórek MASHa ? Wtedy o 20 ruszałby M jak Miłość, potem jakieś tam kulisy tego serialu, a potem publicystyka/interwencyjny i o 22 mamy miejsce na rozpoczęcie filmu. O/ok północy startujemy z dodatkami : niech wtedy będzie sobie powtórka na dobre i na złe, Mash, i reszta. Priorytetem są pozycje lecące po raz pierwszy, powtórki seriali zaś, to i tak łaska pełna dla widza, który może sobie przecież je obejrzeć o 20, jak lecą bezpośrednio, że się tak wyrażę.
                generalnie, chodzi o jakąś hierarchię dziobania w ramówce, bo nie może być tak, że kino jest zawsze spychane na ostatnie miejsce, mimo że często ten właśnie film, nadawany o 1 nocy, albo o 1 w nocy się kończący, jest jedyną wartościową pozycją.
                I chyba chodzi o jakieś standardy, cholewa, a co to za standardy z Barwami szczęścia, M jak Miłość i Panoramą zapychającymi ramówkę od 8 do wpół do 12, a jak liczyć wczesniejsze telewizje śniadaniowe plus liczne powtórki powtórek, to przed 23:30 czy 1 w nocy, w ogóle g.wno jest.
      • barbasia1 "Sen duński" 12.10.09, 14:18
        grek.grek napisał:

        :)

        Greku, to naprawdę znakomity film!!!
        i ja dziś napiszę do rzecznika, oprotestuję te skandalicznie późne
        godziny!

        /Multimedia działają! :)/
        • grek.grek Re: "Sen duński" 12.10.09, 15:17
          Zaiste, film zacny - kiedyś go na pewno powtórzą. Ja się dziwię tej Panoramie w ramówce - po co to komu ? Po co powstała TVP Info w takim razie. O 22:30 leci tam serwis informacyjny, jak zresztą co godzinę wcześniej, więc po jeszcze Panorama w Dwójce ? Przecież chyba każdy ma Info, a przynajmniej każdy moze sobie ten program ustawić. I kaŻdy z dziennikarzy "panoramicznych" moze sobie prowadzić serwis w Info, a jak jest ich za dużo, to należy część zwolnić, albo przesunąc do pracy w terenie zamiast utrzymywać zbędne programy w ramówce, byle tylko ich nie kłopotać.
          Po Panoramie dają Sport Telegram, ok 23:15 - co ciekawe w Info leci właśnie w tym momencie Sportowy Wieczór, i kiedyś tak porównałem oba te programy - wiesz, co się okazało ? Że Sport Telegram, to po prostu Sportowy Wieczór w pigłuce, w wersji skróconej do 20-sekzajawek. wstyd. I to zajmuje 10 minut w ramówce. POtem jest progrnoza pogody, która w Info jest wczesniej, ok 22:50. A przed i po Panoramie, przed i po ST i po PPogody lecą reklamy. W ten sposób TVP zapycha rzeczami niepotrzebnymi około godziny, przed nimi są najczęściej rzeczy równie zbędne - jesli nie codziennie, to przynajmniej 2-3 razy w tygodniu mogliby zaczynać emisję filmu o 22 z groszami, a nie o 23:30. Zważywszy, że przeciętny film ma 90-110 minut kończyłyby się one około północy. Niech tam 2 razy będzie publicystyka o 21:30 - Lis i jak już musi, to Jasiek, niech raz będzie Expres Reporterów, ale i nawet wtedy bez Panoramy i okołopanoramizmów zostaje szansa na rozpoczęcie filmu ok. 22:30 - wtedy dawaliby filmy ~100 minutowe, dłuższe - w te dni stricte "filmowe", kiedy zaczynaliby o 22:00/10. Tylko komu to tam tłumaczyć, jak tam same ćwoki siedzą ? Repeat : podstawa to wyrzucenie tego zapychacza w postaci Panoramy. Jest Info - niech tam będą informacje, i tak lecą bezustannie serwisy,a do tego jest przecież TVN 24 - cóż, reklamy jest gdzie wcisnąć, można dać alibi kilkudziesięciu ludziom, ze są potrzebni w TVP, mimo że - o ironio - i tak ich gęby widać w TVP Info. Kutyna tam prowadzi serwisy, Wyszyńska z Jedynki publicystykę (raz widziałem, politycy ją zniszczyli), pogodynki zapowiadają pogodę. Po co im jeszcze Panorama ? I to w takich godzinach.
          Dobra, zakończę ten speech, zanim pobiję rekord świata w powtarzaniu pytania "po co ta Panorama ?" :)

          Multimedia działają ? Znowu ? ;))

          • barbasia1 Re: "Sen duński" 12.10.09, 15:57
            grek.grek napisał:
            :)

            Strasznie mnie irytuje ta późna pora emisji filmów i niefortunna
            pora emisji Panoramy (którą lubię), która to pora, jak się okazuje
            (po porównaniach z materiałem na TVPInfo), jest to kompletnie
            nieuzasadniona! Szok!


            Zgadzam się i podpisuję obiema rękami, pod tym, że filmy trochę
            bardziej ambitniejsze (czy w ogóle filmy, bo teraz w TVP, zaczynają
            dominować seriale w ilościach hurtowych) powinny byc puszczane w
            godzinach od 22.00 do 0.00, a Panoramę jeśli nie zlikowidować, to
            koniecznie trzeba by przesunąć na poźniejszą godzinę około północy,
            jak to było niegdyś.

            Czy my się doczekamy kiedyś myślących odrobinę ludzi w tej tVP? Ech.

            > Multimedia działają ? Znowu ? ;))

            Bardzo ładne kadry, oprócz tego ostaniego!.
            Też nie darowałabym oberwanego ucha! :)
      • barbasia1 "Sen duński" 12.10.09, 15:27
        Do fantastycznego Grekowego streszczenia filmu "Sen duński" dodam
        tylko dla porządku, że reżyserem tego filmu jest (nie znany mi w
        ogóle :/) Niels Arden Oplev (chyba nie pojawiło się w Twoich
        postach Greku jego nazwisko?, a wypada je wymienić, bo to zacny
        film!).


        Na dziś wypatrzyłam też chyba interesujacy film "Nie czas na łzy"
        (1999) z Hilary Swany w nietypowiej dla siebie roli - mężczyzny!, a
        w zasadzie mężczyzny uwięzionego w kobiecym ciele. Za tę rolę Hilary
        otrzymała Oskara! Polsat od 22.25 do 1.00! Ech!

        • barbasia1 "Nie czas na łzy" 12.10.09, 15:31
          Hilary SWANK tak nazywa się owa nagrodzona Oskarem za rolę w "Nie
          czas na łzy" aktorka.

        • grek.grek Re: "Sen duński" 12.10.09, 15:58
          Widziałem kiedyś na czeskiej Dwójce, ale dośc dawno, mało pamiętam.

          Obejrzyj ile dasz radę, a reszta zostanie Ci dopowiedziana :)
          • barbasia1 Re: "Sen duński" 12.10.09, 16:13
            grek.grek napisał:
            :)

            W ramach podzięki lepieja ułożyłam:

            Lepiej zginąć w paszczy ogra Shreka,
            niż pominąć streszczenia Grek.Greka. :)
            • misiania Re: "Sen duński" 12.10.09, 21:24
              na Jedynce zaczyna się właśnie teatr telewizji - Kolacja na cztery ręce.
              pamiętam, że gdy widziałam ten spektakl przed laty, byłam zachwycona. ciekawe,
              jak będzie dzisiaj :)
              • barbasia1 Kolacja na cztery ręce 13.10.09, 12:18
                misiania napisała:

                I jakie wrażenia?

            • grek.grek Re: "Sen duński" 13.10.09, 11:44
              hehe, no cóż... ;)

              Jak tam wczoraj - dokończyłaś "Nie czas na łzy", czy Cię wylogowało ? ;)

              Mnie wczoraj zaskoczyło z nagła - Czesi dali na Jedynce "Uciekający pociąg". Kurna, szkoda tylko, że włączyłem się w połowie, w czasie reklamy w Polsacie. Ostatni raz, drugi, widziałem już dobre 3 lata temu.
              Co to jest za film... W kategorii dramatów sensacyjnych - to jest arcykuźwadzieło.
              Napięcie, dramat, świetnie zarysowane postaci, Jon Voight w popisowej roli, Eric Roberts (wg mnie jeden z najbardziej niewykorzystanych talentów w filmie) odstawia życiówkę.
              Pokrótce, bo kto wie - może TVP go pokaże niebawem i może nie wszyscy widzieli - z więzienia na Alasce ucieka dwóch garowników : stary kryminalista i młody - dla którego stary jest idolem wręcz; dookoła śnieg po pas, mróz, wieczna zima; dostają się do stojącego na stacji pociągu, wsiadają i wszystko cacy - jadą, z nadzieją,że wywiezie ich poza granice stanu, planują już przyszłość, występy w Las Vegas i takie bzdety; wkrótce się okazuje, że znajdują się w śmiertelnej pułapce - otóz maszynista tego pociągu pada na zawał. Informuje ich o tym jego pomocnica, której udaje się dotrzeć z pierwszego wagonu do drugiego, w którym oni siedzą. Pociąg pędzi więc przed siebie bez żadnej kontroli, w wielkim tempie - są dwa opcje zatrzymania go, zwolnienia, w ogóle : uratowania d.py - albo przecięcie zamarzniętych na kość, pokrytych grubą warstwą lodu kabli łączących poszczególne wagony (są cztery, lącznie z lokomotywą), albo dostanie się do samej lokomotywy - problem w tym, ze drzwi prowadzące z pierwszego wagonu do lokomotywy są nieczynne, nie sposób się przez nie przedostać, a przejście zewnętrzną drogą jest niemal niemożliwe, z tego powodu, ze cała powierzchnia lokomotowy jest oblodzona i nie ma żadnych odpowiednich uchwytów, które mogłyby w tym pomóc.
              Cały ten szaleńczy rajd oczywiście monitoruje policja, służba kolei, robiąca co się da, żeby pociąg wyprowadzić na jakąś bocznicę i wyhamować. Jest to jednak bardzo truda rzecz do wykonania.
              Śladami uciekinierów zapierdziela też naczelnik więzienia, z którego zwiali - cholernie cięty na Manny'ego, tego starszego, którego nieźle tępił w pierdlu, z tym, ze starszy wcale mu tam się nie dawał, dzięki swojemu uporowi wyrósł wręcz na ikonę wśród więźniów.
              Dla Manny'ego ucieczka jest grą o zycie, ucieczka każda, a przede wszystkim - wygrana z naczelnikiem; dla młodego niekoniecznie to są priorytety, cała akcja raczej przygodą, on po prostu chce być wolny, żeby używac życia, żeby pojechać do Vegas, a największy splendor to fakt,że może działać razem ze swoim wzorcem; dla dziewczyny - wiadomo, jej chodzi po prostu o to, żeby przeżyć.
              Każde ma inną motywację, więc konflikty są nieuniknione.

              Rewelacyjne zdjęcia, świetne tempo, napięcie, dramaturgia, pytania o moralność, granice poświęcenia i gniewu, mocne zakończenie - wszystko jest w tym filmie. Po prostu wszystko.
              Konczałowski nigdy się nie wzniósł tak wysoko i nigdy się tak wysoko już nie wzniesie. Dużymi jak stodoła literami się wpisał w historię kina, starczy mu, więcej, to by była już rozpusta :)
              Czarny jak smoła pociąg zasuwający przez te odrealnione, oniryczne, niemal arktyczne krajobrazy - jak jakies widmo, COŚ z innego wymiaru, jak ten koń wyskakujący z drzewa w Sleepy Hollow - te ujęcia sa wybitne.
              Momentami, ze zdjęć z zewnątrz, ogląda się to jakby ktoś to filmował na żywo, dla CNN. A w środku trwa nie mniej intensywna rozgrywka.
              Wielkie kino. Może kiedyś TVP to da/powtórzy.
              • barbasia1 "Uciekający pociąg" i "Nie czas na łzy" 13.10.09, 12:16
                grek.grek napisał:
                > - to jest arcykuźwadzieło.

                Hmmm, ukułeś bardzo interesujący termin. ;)))

                Widziałam kiedyś "Uciekający pociąg"! Przyłączam się do zachwytów,
                świetny film.

                Niestety około, pónocy musiałam się oderwać od telewizora (a było
                trudno!) - ostatnia scena jaką widziałam to moment, kiedy rodzina
                matka, znajomi Lany dowiadują się prawdy o Teenie Brandon/Brandonie
                Teena.
                Potem Lana a za nią Brandon wracają do domu, John najbardziej się
                rzuca, Lana mówi mu, że sama sprawdzi, kim jest naprawdę Brandon ...

                Szapoba dla Hilary Swank, jest genialna! Już za sam wygląd w tym
                filmie pół Oskara jej się należało.
                • grek.grek Re: "Uciekający pociąg" i "Nie czas na łzy" 13.10.09, 13:32
                  NO więc ten John nie uwierzył Lanie i sam sprawdził, znaczy się : razem z kolegą - i wyszło na jaw wszystko.

                  Potem wywieźli ją/jego na jakieś zad,pie i zgwałcili, by po przyjacielsku odwieźć później do domu, grzecznie zapowiedziawszy, że jeśli komuś coś powie, to będą bardzo urażeni i z tej wrażliwości mogą się nieopanować. Z domu Brandon/Teena im uciekł/a, ukryła ją ta jej dziewczyna w szopie obok domu koleżanki (tej z dzieckiem). I tam Brandon-Teena i ta jej/jego dziewczyna postanowili uciec, wyjechać. Problem w tym, ze prześladowcy Brandona-Teeny dotarli tam idealnie w porę - i najpierw zastrzelili Brandonda-Teenę, a potem tę koleżankę. Zaś dziewczyna, koniec końców, wyjechała z tego ponurego zad,pia, w ostatniej scenie jedzie autem do Memphis.

                  Generalnie, w tej godzinie, która Cię omineła, więcej było reklam niż filmu :) I oczywiście 2 - w tych zdarzeniach co powyżej napisałem, było wiele emocji, spojrzeń, gestów, rozmów wiadomej treści - jak Brandon i jego dziewczyna planują wyjazd, to oczywiście są szpetanki, całuski i inne ckliwostki, więc tego oszczędziłem; mocna była scena ujawnania płci Teeny - w łazience, pan Dżon i jego kolega ścigający jej portki przez głowę, pchający głowę tej jego dziewczyny między jej nogi, żeby sobie dokładnie spojrzała prawdzie w oczy... To było mocne. Na pewno.

                  Powiem Ci szczerze, dla mnie osobiście rola Swank była świetna, ale film średni - wielka rola w niezłym, ale nie wybitnym filmie. Najciekawsze właśnie było to ukrywanie się jej przed otoczeniem, swojej płci - i tak sobie kombinowałem : przecież musi dojść do jakiegoś seksu, skoro się Brandon-Teena tak pcha ku dziewczynom, a zatem rzecz cała ciązy ku nieuchronnemu upadkowi, bo pierwsza szczęśliwa narobi rabanu i zaraz się zrobi chryja. A tu proszę - ta jej dziewczyna wszystko zaakceptowała. Widać juz zaakceptowała Brandona, zakochała się.
                  No i to, ze nawet po tym, jak już dowiedziała się, że Brandon to ona - nadal mówiła o niej i do niej w męskim rodzaju - per "on". Pełne zrozumienie dla Brandona utożsamienia się emocjonalnie z własną płcią.

                  Trochę mi zabrakło szamotania się samej Teeny - ona już ma pewnośc, wie, ze chce być, że jest, mężczyzną tam w środku. Nie ma dylematu, konfliktu wewnętrznego, rozdarcia. jest tylko nieprzyjazne, nietolerancyjne otoczenie, w postaci Dżona i jego kumpla. Konforntacja z ludzką niechęcią, wrogością. Trochę to zubożyło całą historię, skonwencjonalizowało ja. Na pewno wątek miłosny, wg mnie, dobry, zwłaszcza z tym zaakceptowaniem przez Lanę Brandona-Teeny takiego jakim jest - chociaż..,. i tu mógł być jakiś dramacik. tyle,że z takich dramacików bardzo jest trudno przekonując wybrnąc, zwykle twórcy filmów stawiają na taki oto chwyt, że ten co ma dylemat z tynm drugim po prostu przetrwaia to, przemyśliwuje, zastanawia się, bije się z soba, a potem rzucają się sobie w ramiona. Słabe to zwykle i ograne do cna. Tutaj reżyser i scenarzysta woleli sobie darować dylematy wszelkie - Lana od razu kupuje Brandona, jej uczucie jest niezachwiane, Brandon też nie ma
                  żadnych pytań do siebie, i o siebie, wszystko już przeszedł zanim się scenarzysta zabrał do pisania, a reżyser do kręcenia i na szczęście dla świata pojawił się Dżon, bo jakby nie on to by ten film w ogóle nie powstał.

                  Ale dla Hillary aplauz, bo czysto technicznie, wg mnie, zagrała klasowo. Że jej nie pozwolono stworzyć kreacji naprawdę wybitnej, to już pretensje trzeba mieć do innych.

                  A Ty (Wy), jak oceniasz (cie), ten film ?
                • grek.grek Re: "Uciekający pociąg" i "Nie czas na łzy" 13.10.09, 13:38
                  P.S : Racja, Swank na tyle przypominała chłopaka, że w scenie gwałtu miałem wrażenie, ze to homoseksualny akt, w ogóle jak paradowała w majtkach, to się zastanawiałem - po co ten chudy facet się tak rozpycha po tym ekranie, przecież to niesmaczne ;). Wiarygodna była.Z jednym minusem - czy szanujący się transseksualista, pragnący być mężczyzną, ukryć się jednocześnie przed ew. zagrożeniami z otoczenia - nie pracowałby usilnie nad obniżeniem tembru głosu ? Teena wygląda jak chłopak, ale mówi jak dziewczyna.

                  • pepsic Re: "Nie czas na łzy" 13.10.09, 15:58
                    Obejrzałam bez ostatniej godziny, bo walkowerem przegrałam walkę z
                    blokiem reklamowym. Nie było źle, ale męczyły powielane do
                    znudzenia amerykańskie realia (jazdy samochodowe pod wpływem, barowe
                    rozróby). Historia niezła i dobrze, że nie było o dylemtach
                    płciowych, bo pewnie by nadmiernie smęcili. Trochę mam zastrzeżeń w
                    kwestiach delikatnych, bo dziewczyna powinna była się zorientowac co
                    do płci Hilary na pierwszym tete a tete. Nie rozumiem tez, skad jej
                    twierdzenia o hermafrodycie.
                    ps. Faktycznie tragedie grecka wyczuwalo sie od poczatku.
                  • barbasia1 "Nie czas na łzy" 14.10.09, 09:27
                    grek.grek napisał:

                    Rzeczywiście dziwić może ta nadzwyczaj spokojna reakcja Lany podczas
                    pierwszego zbliżenia, w końcu najbardziej normalną, stereotypową
                    reakcją jest właśnie, jak powiedziałeś, zrobienie rabanu w sytuacji,
                    kiedy nagle okazuje się, że jest inaczej niż powinno być.
                    Być może przyjęcie takiego rozwiązania, pokazanie niestereotypowej
                    reakcji bohaterki wiąże się nie tylko z poszukiwaniami
                    oryginalnych, nieogranych chwytów, być może tak po prostu się
                    zdarzyło w rzeczywistości, bowiem, jak przeczytałam wczoraj /bardzo
                    późnym wieczorem/, jest to film oparty na faktach, na autentycznej
                    historii.

                    Cdn.
                  • barbasia1 "Nie czas na łzy" 14.10.09, 17:19
                    Też uważam, że pokazanie całego procesu oswajania się człowieka z
                    czymś tak trudnym, jak skrajna odmienność (od normy?) partnera,
                    problem z tożsamością płciową blizkiej osoby, osoby, którą się
                    pokochało zanim wyjawiła ona całą prawdę o sobie, byłoby szalenie
                    ciekawe, ale to pewnie temat na zupełnie odrębny film i to z całą
                    pewnością znacznie lepszy film,zgadzam się (a i konflikt wewnętrzny
                    Brandona/Teeny, zmaganie z własną psychika i cielesnością to też
                    kolejny temat na świetny film, pomimo ewentulanego "smędzenia" :).
                    Tu chyba nie było po prostu na to miejsca.

                    Zgadzam się, źe powstała tylko konwencjonalna opowieść o braku
                    tolerancji dla odmienności, a cała wyjątkowość tej opowieści
                    sprowadza się jedynie do pokazania niekonwencjonalnego głównego
                    bohatera, którym jest mężczyzna uwięziony w ciele kobiety – trochę
                    za mało jak na wybitny film, to fakt (i przypuszczam, że przede
                    wszytskim ta niekonwencjonalność bohatera / efektownie ukazana
                    dzięki genialnej, niesłychanie wiarygodnej Hilary Swank / była tym
                    czynnikiem, który zwrócił uwagę na ten film i dowartościował
                    bardziej niż na to zasługiwał, dzięki czemu film dostał Oskara
                    (y?)/.

                    Wracając do Lany i jej zachowania, zauważ, Lana i całe to
                    towarzystwo nie jest specjalnie refleksyjne, to bardzo prosci
                    ludzie, którzy nie analizują, zastanawiają się szczególnie nad
                    sobą, nad życiem, biorą wszystko co im przyniesie życie (na smętnej
                    amerykańskiej prowincji)!? To być może także usprawiedliwiałoby
                    jakoś ten brak dylematów, konfliktów wewnętrznych, rozdarcia u Lany
                    (i u Brandona/Teeny ). I to motywowałoby takie, a nie inne
                    zachowania Lany, czyli jej bezrefleksyjną akceptację dla Brandona
                    (na którą to akcepatację,. trzeba podkreślić, Brandon /Teena ciężko
                    i uczciwie zapracował swym szczerym uczuciem dla Lany, miłością,
                    oddaniem, wiernością, zrozumieniem, akceptacją, czułością, uwagą,
                    troską, dbaniem o dziewczynę, a na samym końcu jeszcze dobrym
                    seksem!? – czyli wszystkim tym, co kobiety lubią najbardziej (a
                    jeszcze parę rzeczy można by dopisać do tej listy! :).

                    Myślę, że Lana ze swą przyrodzoną kobiecie intuicją mogła /
                    musiała się domyślać, czy raczej podświadomie! czuć, że Brandon jest
                    zupełnie inny niż wszyscy, [ ale to w filmie nie zostało pokazane/
                    powiedziane wyraźnie ani w ogóle, choć jest tam scena, kiedy,
                    wprawdzie nie Lana, ale jej matka przygląda się uważnie i
                    podejrzliwie z bliska gładziutkiej twarzyczce Brandona / Teeny /–
                    tak jakby właśnie intiucja tu dawała znaki!/] dlatego także tak
                    łatwo przyszło jej kupić Brandona/ Teenę - tak sobie to tłumaczę.

                    I jeszcze jedno a propos głosu Brandona / Teeny, który też na pewno
                    musiał zwracać uwagę , panowanie nad głosem jego wysokością, wydaje
                    mi się, w ogóle jest niesłychanie trudne więc ja nie miałabym
                    żadnych zastrzeżeń do głosu Hilary! Nawet wydaje mi się to bardziej
                    wiarygodne, że nie starała się bardzo zmienić głosu (choć niestety
                    kompletnie nie mam pojęcia, co właściwie robią z głosem i jak go
                    kamuflują i czy w ogóle transseksuwaliści? ).

                    PS
                    Oglądałam kiedyś, dawno temu „Rozmowy w toku”, w którym bohaterami
                    byli ludzie, którzy poddali się zmianie płci. Ku memu wielkiemu
                    zaskoczeniu dowiedziałam się, ze mężyczyźni którzy wcześniej byli
                    kobietami, podkreślam! nie mieli żadnych problemów z kobietami, to
                    znaczy w tym sensie, ze żaden z nich nie narzekał na brak kobiet w
                    swoim życiu (no chyba że to były tylko przechwałki, ale nie sądzę)!
                    Bardzo mnie to zadziwiło!?

                    PS 2
                    No właśnie kim właściwie był Brandon / Teena transseksualistą czy
                    hermafordytą, bo to chyba dwa rózne zjawiska, prawda?
                    • barbasia1 Re: "Nie czas na łzy" 14.10.09, 17:22
                      barbasia1 napisała:

                      jakoś dziwinie!?
                      więc poprawia tu:
                      "smęcenia"! i "bliskiej"!
                    • grek.grek Re: "Nie czas na łzy" 15.10.09, 10:25
                      ta cała Lana już coś podejrzewała wczesniej, kiedy mieli pierwszy seks - zajrzała przypadkiem w dekolt teeny-Brandona i coś tam się jej nie zgadzało ;) Bardziej tu zadziałała chemia - bądź tam sobie chłopem, baba, czy babochłopem, grunt, że się mnie - panience z zatęchłej, redneckiej prowincji, zdarzyła miłość, żeś nie piwem zalatujący opój w typie Dżona i że mnie akceptujesz. Resztę pal licho.

                      Tych rozterek i dylematów transseksualisty twórcy sobie oszczędzili, moim zdaniem, głównie dlatego, ze - jak tam gdzieś nabazgrałem - trzeba z nich w końcu jakoś wybrnąć, a żeby wybrnąć niekonwencjonalnie i nie wpisując się w pewną nieznośną rutynę - trzeba większego niż ich własny talentu, o który zapewne sami siebie nie podejrzewali. Musieliby dopisać jakieś sceny, w których ta tożsamość Teeny-Brandona się kszałtuje, jakieś kamienie milowe w dochodzeniu do przekonania, ze jednak jest mężczyzną, a nie kobietą.
                      Może to ma być pociąg do kobiet, do tej Lany ? Jesli tak, to powinien się pojawić dylemat - o, chwileczka, może ja jestem lesbijką, a nie mężczyzną, może tu jest problem ? Gdzie sprawa zmagania z cielesnością ? - Teena bandażuje biust, ale bandażuje go nie po dlatego, ze nie może na niego patrzeć, bo nie znosi swej kobiecości, tylko bandażuje, bo się boi, żeby się nie wydało, że jest kobietą. Boi się reakcji otoczenia, a nie ma własnych problemów ze swoim ciałem.

                      Wątek romansowy i wątek opresji społecznej wzięły górę. Można i tak :)

                      Na mój gust, T-B był/a transseksualistą - jej/go problem tkwił w niezgodności między fizys, a psychą. Hermafrodytyzm zdaje się zakłada posiadanie jednocześnie cech płciowych męskich i żeńskich, w tym względzie T-B to jednak kobietą był/a, :)


                      • barbasia1 Re: "Nie czas na łzy" 15.10.09, 14:23
                        grek.grek napisał:
                        Oczywiście, analiza duszy, psychiki ludzkiej/(bohatera),
                        pokazywanie całego bogactwa życia wewnętrznego, mysli uczuć,
                        rozterek, dylematów, wszelkich subtelności z tym związnaych to już
                        wyższa szkoła jazdy, nie dla każdego twórcy.

                        * * *

                        >grunt, że się mnie - panience z zatęchłej, redneckiej prowincji,
                        zdarzyła miłość, żeś nie piwem zalatujący opój w typie Dżona i że
                        mnie akceptujesz [...]

                        i zabierzesz do (nieco?) lepszego świata.
                        No właśnie, ciekawe, ile w tej pannie było szczerego uczucia do
                        Barndona /Teeny zwłaszcza po tym, jak się dowiedziała prawdy, a ile
                        wyrachowania!?
                        Myślę tu właściwie o tej realnej/ prawdziwej Lanie, bo w filmie, nie
                        było (chyba?) wątpliwości, że to dość szczere uczucie (zresztą
                        zgodnie z ogólną ideą filmu).
                        • grek.grek Re: "Nie czas na łzy" 15.10.09, 14:50
                          W filmie jest to uczucie stylizowane nawet na takie lepszego sortu, takie znoszące ograniczenia, bo Lana nie kocha Teeny-Brandona za
                          bycie fizyczne mężczyzną, tylko za jej/jego wnętrze - traktuje ją jak mężczyznę, kiedy nawet wie, że Teena to dziewczyna tytułuje ją w rodzajniku męskim.
                          Znalazła po prostu ideał mężczyzny, tyle, że w ciele kobiety, bo ten ideał się znajduje w męskiej osobowości Teeny, czyli w Brandonie.
                          Na tym się skupili twórcy i... no nie wiem, mógł być z tego głębszy film, wg mnie - a to co wypuścili knotem oczywiście nie jest, ale i wielkim dziełem też nie.



                          • barbasia1 Re: "Nie czas na łzy" 15.10.09, 15:02
                            grek.grek napisał:

                            Podpisuję się pod ostatnim zdaniem w Twym poście wyzej.

                            Mimo wszystko mozemy chyba polecić (bardzo polecić?) ten film,
                            prawda!?
                            W każdym razie ja polecam. :)
    • beauty.kasioola Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 12.10.09, 22:02
      hej maniaczytania, ja tez lubie jakas dobra ksiazke ale czasami po pracy wole
      TV, tylko nie naszą:(
      • anmanika Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 13.10.09, 09:46
        Teatr był powiem krótko: mistrzostwo świata. Szkoda, że zasnęłam.
        Dzięki ci o telewizjo polska, że dzisiejszy film "Pora umierać" z Danutą
        Szaflarską pokazujecie o tak fantastycznej godzinie 23:25. No bo przecież takie
        filmy ze śmiercią w tytule mógłby ktoś o zgrozo obejrzeć jakby go pokazano w
        okolicach 20-21.
        • dona.a Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 13.10.09, 11:25
          Moja pozycja na dziś to właśnie "Pora umierać", godzina emisji no
          comment:/
          • barbasia1 "Pora umierać" 13.10.09, 12:21
            Podobnie jak Wy polecam sobie i innym obejrzenie tego filmu, choć
            nie będzie to łatwe ze względu na porę, ech!
            • barbasia1 Re: "Pora umierać" 15.10.09, 15:21
              Chapeau bas po stokroć dla wyjątkowej, wielkiej aktorki Danuty
              Szaflarskiej - za wspaniałą, cudowną kreację!

              Tylko tyle mogę napisać, bo niestety nie udało mi się obejrzeć
              calego filmu przez tę *** (tu pada bardzo brzydkie słowo ;) porę
              emisji.
        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 14.10.09, 12:19
          Mailujcie do TVP o przesunięcia w ramówce, co by filmy były wczesniej rozpoczynane, moze coś to da, aczkolwiek z głupotą i beztroską się cięzko przepychać.

          A "Pora umierać", rzeczywiście - nastrojowy bardzo. Szaflarska, wyciągnięta z lamusa, pies, dom, ogród plus autorzy muzyki i zdjęć zrobili cały film.


      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 13.10.09, 12:19
        beauty.kasioola napisała:

        > hej maniaczytania, ja tez lubie jakas dobra ksiazke ale czasami po
        pracy wole> TV, tylko nie naszą:(

        Coraz trudniej lubić naszą TVP, to fakt!


    • notteanapoli "Węże w samolocie" 14.10.09, 12:41
      Dzisiaj 22.30 TVN najgłupszy film jaki w ostatnim roku widziałam czyli Samuel L.
      Jackson zmaga się z hordą wściekłych węży. Mam wrażenie iż film został zrobiony
      pod wpływem ogromnej ilości substancji odurzających (więcej niż zazwyczaj) i z
      zaślepkami KASA na oczach (Jackson nie miał na Porsche albo coś w ten deseń).
      Właściwie to polecam jeżeli chcecie zobaczyć jak nisko może upaść amerykańskie
      "kino".
      • barbasia1 Re: "Węże w samolocie" i ... 14.10.09, 14:41
        jeśli "upadek" to mam coś, co Twoją propozycję przebije - mecz
        Polska - Słowacja? ;)
        Co zatem wybieracie dziś wieczorem?
        Greku, co wybierasz? :)
        • grek.grek Re: "Węże w samolocie" i ... 14.10.09, 14:44
          Gilotynę :)
          • barbasia1 Re: "Węże w samolocie" i ... 14.10.09, 14:48
            grek.grek napisał:

            > Gilotynę :)

            :)))))))))))))))))))))))))))))))))))
          • barbasia1 Re: "Węże w samolocie" i ... 14.10.09, 14:55
            A może świętego Jana, z którym warto rozmawiać bym Ci poleciła, może
            on by uratował Cię od gilotyny? :)
          • barbasia1 Re: "Węże w samolocie" i mecz 14.10.09, 17:23
            Greku! Gilotyna - genialna, gratulacje!
            • grek.grek Re: "Węże w samolocie" i mecz 15.10.09, 10:29
              Włączyłem mecz na moment, i nie żałowałem tej minuty, którą obejrzałem.
              Bo się okazało, że na białym jak biała kartka śniegu piłkarze kopią żółtą piłkę.
              Rewelacja - widac, ze gdzieś biegną, po coś biegną, tylko nie wiadomo po co, bo piłka w tych warunkach była zupełnie niewidoczna i nie wiadomo, gdzie, w danym momencie, się znajduje i przy czyjej nodze albo głowie.
              I przez 90 minut, z tego co czytałem przynajmniej - nikt nie wpadł na to, żeby im dać go kopania piłkę czerwoną, granatową, zieloną, sr.aczkowatą, jakąkolwiek która odróżnia się barwą od białego koloru.
              Piękny koniec tych eliminacji :)
              • barbasia1 i mecz 15.10.09, 14:49
                Greku, ja zrobiłam dokładnie to samo :)
                Też na moment rzuciłam okiem na mecz
                i dostrzec tej piłki za chińskiego boga nie mogłam;
                przed oczami migały mi tylko te latające płatki śniegu, które
                czasami złośliwie udawały piłkę :)
                (i nawet się zastanawiałam, czy Ty w swojej wspaniałej radzieckiej
                maszynie widzisz jakimś cudem lepiej tę nieszczęsną żłótą piłkę?:)

                Tak, eliminacje zakończyły się pięknie, efektownie - samobójczym
                golem! :), który wpisał się w nastroje wokół polskiej kadry.
                Może to jakiś znak!? :)
    • dona.a Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 15.10.09, 11:08
      A ja w środy oglądam sobie na Kino Polska cykl Młode Kino, są to
      przeważnie etiudy studenckie z łódzkiej Filmówki, na szczęście
      krótkie filmy, bo pora oczywiście jest masakryczna, podobnie jak
      ostatnio w przypadku "Pora umierać", wczoraj był "Luksus" o
      pedofilach z warszawskiego Centralnego, w głównej roli Zamachowski i
      jak zwykle małolaty, Piotr Sokołowski i Michał Włodarczyk (gra w
      Londyńczykach). Właśnie w tych filmach można często zobaczyć bardzo
      zdolny nastoletni narybek aktorski, tak jak w przypadku Włodarczyka,
      czy jakiś czas temu Alana Andersza(15 letniego wówczas)
      w "Melodramacie", małolaty grają z reguły z aktorami z najwyższej
      półki. Za tydzień w środę "Jak to jest być moją matką", z młodych
      gra Olga Frycz w towarzystwie Kuny i Mecwaldowskiego, naprawdę
      polecam ten cykl, tylko ta pora:/
      • barbasia1 cykl Młode Kino 15.10.09, 15:10
        Rzeczywiście bardzo ciekawe rzeczy pokazują w tym cyklu.

        Czyż takie filmy nie powinny być pokazywane w TV ogólnodstępnej (w
        ramach misji)!
        Ech!
        • dona.a Re: cykl Młode Kino 15.10.09, 17:50


          barbasia1 napisała:

          > Rzeczywiście bardzo ciekawe rzeczy pokazują w tym cyklu.
          >
          > Czyż takie filmy nie powinny być pokazywane w TV ogólnodstępnej (w
          > ramach misji)!
          > Ech!

          oczywiście, że tak, np. zamiast "Kocham Cię Polsko", gdzie celebryci
          ( w tym niestety prowadzące panie) zaliczają wpadkę za wpadką, że
          wstyd:/
          • dona.a Re: cykl Młode Kino 15.10.09, 21:03
            Idąc za wczorajszym ciosem (pora emisji://)obejrzę dziś "Żółty
            szalik", oczywiście widziałam (chyba dość dawno), ale nie mogę sobie
            odmówić.
            • barbasia1 Re: cykl Młode Kino 16.10.09, 13:57
              "Żółty szalik" można obejrzeć na stronach itvp.pl! (o dogodnej
              porze!)

              www.tvp.pl/filmoteka/film-fabularny/zolty-szalik
              Jest tu jednak pewnien problem, jak się okazuje, od niekórych! (np.
              ode mnie) żadą się wniesienia opłaty (za miesiąc a. rok) za dostęp
              do materiałów wideo.

    • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 16.10.09, 14:13
      Patrzę w dzisiejszy program TV i widzę tylko ciemność. :/

      W tej ciemności mignęła mi słabiutkim światłem zaledwie trzech
      gwiazdek polska komedia romantyczna "Rozmowy nocą" (2008) emitowana
      wcale nie późną nocą, bo o 20.00 na Polsacie. Polecam czy raczej
      informuję jedynie ze względu na Marcina Dorocińskiego!
      występującego w jednej z głównych ról. :)


      I wypatrzyłam jeszcze "Kocham kino" w TVP2 o 18.00! :))
      • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 16.10.09, 15:18
        A do bezmiaru nieszczęścia "Papież" na Jedynce...

        TVN powtarza w nieskończoność Matriksa...

        Zasadniczo - bida z nędzą :)

        P.S : Jutro coś nagryzmolę o tym Bergmanie, co to był niedawno ;)

        • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 16.10.09, 15:32
          grek.grek napisał:

          :)
          Zatem czekam/-y na Bergmana.
          Do widzenia, do jutra. :)
          • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 17.10.09, 10:09
            Nie do wiary, dobry (przynajmniej potencjalnie, z tego co można było do tej pory usłyszeć) film w TVP w normalnej porze.

            Dzisiaj, 14:05 - Sztuczki.

            Widzieliście ?

            P.S : Taka godzina, że z kolei łatwo przegapić; ja raczej nie zaglądam w ramówkę poniżej godzilli 20:00 :)

            • dona.a Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 17.10.09, 10:17
              No właśnie, niestety przegapiłam:(
              • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 17.10.09, 10:48
                Ale czym się martwisz, to DZISIAJ jest ten film - Jedynka, o 14:05.
                • barbasia1 Dziś "Sztuczki" 17.10.09, 13:00
                  Sztuczki dziś o 14.05! Też wymyślili porę! Greku, dzięki za info.!
                  Nie widziałam, obejrzę, bo to podobno całkiem niezły polski film! :)
                  • ewa9717 Re: Dziś "Sztuczki" 17.10.09, 19:53
                    barbasia1 napisała:

                    > Sztuczki dziś o 14.05! Też wymyślili porę! Greku, dzięki za info.!
                    > Nie widziałam, obejrzę, bo to podobno całkiem niezły polski
                    film! :)
                    Rzeczywiście! Aż dziwne, że nic o nim nie słyszałam wcześniej!
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 17.10.09, 11:16
      Miał być Bergman - spróbujmy zatem.
      "Tam gdzie rosną poziomki".

      Jest sobie profesor medycyny, Borg się nazywa, Isaak zresztą. I poznajemy tego starszego jegomościa, 78 lat ma, w przededniu odebranie zasczytnej nagrody z okazji 50 rocznicy odebrania doktoratu.
      Odbędzie się ona w niejakim Lund, dokąd dziadek ma zamiar pojechać
      samochodem. Nie sam - z synową, która przez moment u niego mieszkała, a na codzień, razem z jego synem żyje właśnie tam. Dziadek jest wdowcem, ma tylko gosposię, z którą się przekomarza dość luźno w pierwszych scenach - generalnie o to,że Borg woli jechać samochodem, a ona poleci samolotem, słowem - o pierdółki; dosyć to sympatyczne, aczkolwiek daje się wyczuć między nimi dystans pewien - profesor i służąca, mimo jakiejś zażyłości - konwencjonalna relacja, kontrolowana swoboda, mimo 30 lat wspólnego przebywania ze sobą.

      Na samym początku Borg informuje, że całym jego życiem od poczaątku rządziła praca - najpierw na kawałek chleba, potem z okazji miłości do nauki. Odsunęło go to od ludzi, pochłonęło.
      Zaraz później ma sen - spaceruje ulicami opustoszałego miasta, widzi zegar bez wskazówek, coś w rodzaju manekina, stojące plecami do niego - kiedy puka to coś w plecy okazuje się, że to coś ma facjatę z zasklepionymi oczami i ustami, zaraz później pada i zostaje z tego czegoś tylko kałuża wody, ciut krwi; a na koniec zza rogu wyjeżdza konny karawan, osią koła zaczepia o latarnię, i podczas tej szamotaniny wypada z niego trumna - w trumnie leży sam Borg, łapie za rękę Borga-żywego i ciągnie go ku sobie.

      Już na samym początku podróży, jego synowa - Marianna, bierze dziadka na cel : i wypala mu, ze właściwie przez całe życie, przez cały ten okres który go zna - był samolubem i obojętnym starym pierdzielem. Nie wykazał się ani razu żadnymi cieplejszymi uczuciami. Nie robi tego agresywnie, czy z jakąs pasją, nie brzmi to jak mowa oskarżycielska, raczej podsumowanie, suma obserwacji i doświadczeń. Z miejsca Borg zapowiedział jej, kiedy tylko się pojawiła w zyciu jego syna, że spodziewane ich małzeńskie kłopoty ma/będzie miał w d,pie, że nie przychodź/cie do mnie na skarge, załatwic ci mogę najwyżej jakigoś pastora albo psychiatrę, jak będziesz chciała.
      "Nazywają cię przyjacielem ludzkości, ale oni cię nie znają, tak dobrze jak my, co przebywamy z tobą na codzień" - tak mu mówi.
      Nie lubisz mnie, to widać. Nie chodzi o to, ja ci współczuję.

      Zatrzymują się przy domu letnim rodziny Borgów, kiedyś miejscem wypoczynku dla familii, teraz opustoszałym, lekko podupadłym.
      Borg doznaje tutaj wizji, cofa się do czasów młodzieńczych. Raz jeszcze przeżywa zdradę swojej narzeczonej - Sary, którą uwodzi jego brat - Zygfryd (Sara wyjdzie za niego i będą mieli szóstkę dzieci). Nie wiadomo do końca, czy jest to jakaś iluminacja, teraz dopiero obajawia mu się to, co stało się wtedy, czy jest to wspomnienie, czy ich podglądał wówczas, w ogródku z poziomkami (w ogole, te poziomki, to jego jedyne dobre i rozrzewniające wspomnienie z młodości), kiedy brat ukradł jej całusa, a ona nie do konca się broniła. Miała wyrzuty sumienia, bo "Issak (Borg) jest taki dobry, szlaechtny, czuły, delikatny, mądry, odpowiedzialny, wspaniały" itd., ale jednak jest purytaninem, ciągle pie.przy o grzechu, zaraz po tym kiedy się pocałują, i bardziej ją kręci antyteza Isaaka - spontaniczny Zygfryd.
      cdn

    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 17.10.09, 11:35
      Prosta konstatacja jest więc taka, że swoją zasadniczością, a może po prostu deficytem emocji, Isaak odpychał od siebie Sarę, że to nie była tak naprawdę jej wina, że wybrała jego brata, tylko jego.

      Ni stąd ni zowąd Borga wyrywa z letergu dziewczyna, autostopowiczka - jedzie sobie ona do Włoch z dwoma kolegami i Borg ich przyjmuje do swojego samochodu. Energiczna, żywa, elokwentna, a do tego nowa pasażerka przypomina łudząco jego dawną narzeczoną, także Sarę (gra ją ta sama aktorka, Bibi Andersson, tylko oczywiście różnie ucharakteryzowana). Dwaj jej koledzy są z kolei odbiciami lustrzanymi jego i brata - jeden to naukowiec, racjonalista, uznający, że poza uznaniem własnej znikomości, poza wiarą w siebie i śmiercią nic w życiu nie ma znaczenia i niczego więcej tak naprawdę nie ma, drugi - pastor, pełen żarliwej wiary w Boga i jego niezbędność w ludzkim życiu. Ona ich ciągle podsumowuje, komentuje z ciepłą ironią ich spory, głośno deliberując którego z nich kiedyś wybierze na męża. Są bardzo młodzi i takież się też ich spory o Boga (głównie recytują formułki, z zaangazowaniem, ale jakby czytali z ksiązki), sprzeczki, dogadywania i zachowania w ogóle - dużo w tym sympatii wzajemnej. Bardziej się nasuwa pytanie - czy tak było w życiu Borga, czy to kopia stosunków jego, Sary i Zygfryda sprzed lat ? Pewnie coś wtym jest. I drugie : co z nich wyrośnie, kiedy wydorośleją, zgorzknieją, wychłodzą się ?
      Pytają Borga, co sądzi o istnieniu Boga - a on im odpowiada poezją, w duchu Spinozy, jeśli dobrze zakumałem - Bóg jest w tym, co dookoła, w przyrodzie, w gestach, w języku, generalnie - na tym polega "jego twórczość".

      Epizodem kolejnym jest kraksa z samochodem inżyniera i jego żony. Po zderzeniu ich bryka nie nadaje się do dalszej jazdy, więc i oni lądują w wozie Borga. Inżynier znęca się nad żoną docinając jej, ze z niej histeryczka, wariatka, hipochondyrczka i generalnie - aktorka pełną gębą. Za co dostaje w łeb. Marianna ma ich dość i wyprasza z samochodu - dalej uderzajcie z buta, jak się zachować nie umiecie. A moze chodzi o coś innego... może oni za bardzo przypominają jej własne stosunki z synem Borga, swoim mężem. A samemu Borgowi jego małżeństwo z nieżyjącą już zoną. Te same róznice charakteru, zapewne państwo inżynierstwo pojawiają się tylko po to, żeby dokonać retrospekcji w życie Borga za pomocą zachowań obcych ludzi.

      Kolejny przystanek to dom rodzinny, gdzie Borg odwiedza matkę. Babina ma 96 lat i wcale umierac nie zamierza. Epatuje wisielczym humorem, że cały czas robi koło d.py swoim licznym wnukom i prawnukom (miała 10 dzieci), którzy czekają aż kojfnie i będą się mogli dobrać do majątku, który zostawi.Poza tym, nikt jej nie odwiedza. Tkwi jak kołek w płocie w swoim wielkim penthałsie i nikogo nie widuje.
      W którymś momencie powiada, że chce jednemu z wnuków podarować zegarek po ojcu - taki dokładnie jaki Borg widział we śnie : bez wskazówek (ten we snie był zegarem ściennym, ten z reala jest na rękę, jesli już się trzymać ściśle tematu).
      generalnie, starsza mamusia i starszy synuś traktują się z niejaką rezerwą, jakby trochę obok siebie, bardzo rutynowo, ciepła i autentycznej życzliwości tyle tam, co kot naplkał, więcej bezoosobowego szacunku.
      cdn



    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 17.10.09, 11:55
      Podczas dalszej jazdy, kiedy prowadzi synowa, Borg ma następny sen.
      Rozmawia w nim ze swoją dawną narzeczoną, Sarą - ona mu tłumaczy swoje uczucia, że woli jego brata, a on na to,że go to boli - jako emerytowany profesor powinieneś wiedzieć dlaczego się boli, ale ty nic nie rozumiesz. I tak właśnie jest, Borg jest/BYŁ zawsze mądry i wykształcony do bólu, ale tępy jak polano jak chodzi o rozpoznawanie własnych uczuć i uczuć innych osób, zwłaszcza bliskich; a może po prostu leniwy i wygodnicko obojętny, stawia tamę, zaporę i dzięki temu tkwiŁ w swoim własnym świecie, odgrodzony bezpieczną zaporą od problemów, które dotyczą jego, ale nie powstają w jego własnej głowie.
      Potem przez okno widzi Sarę i Zyyfryda w ich domu - młodych, szczęśliwych, ona plumka na pianinie, on jej słucha, potem siadają do kolacji. Widzi sielankę. Widzi, co stracił.

      A potem zjawia się nagle w budynku akademickim i przystępuje do egzaminu u... tego inżyniera, co jechał z nimi. Jego własnej kopii ? (wszak zachowywał się w tym aucie, wobec zony, tak że, jak wyzna Borg, przypominało mu to jego własne małzeństwo, a więc i jego samego musiał inzynier odwzorowywać - może więc ten senny egzamin zdaje u samego siebie). Siada jak studencina, z indeksem, w sali są studenci - być mozę jego bliscy, rodzina, ale nie jest to dokładnie pokazane.
      najpierw dostaje zadanie z użyciem mikroskopu - nie widzi jednak nic, zepsuty - mówi. Przeciwnie, nie jest zepsuty, mówi inżynier.
      POtem musi odczytać z tablicy sentencję w jakimś zayebiście obcym języku. Nic nie rozumie. To o pierwszym obowiązku lekarza - mówi mu inżynier - a brzmi on : lekarz musi prosić o wybaczenie. Nie rozumie pan oskarżenia ?
      - Nie, czy mnie to obciąża ? - A owszem, kuźwa.
      Czy chce pan przerwać egzamin, profesorze ? - Nie chcę.

      Potem ma zbadać pacjentkę - okzuje się nią żona inżyniera. - Ona nie zyje... mówi Borg, w odpowiedzi baba wybucha histerycznym smiechem.
      Ocena pańskiego egzaminu brzmi : jest pan niekompetentny, egoistyczny, nieczuły, to oskarżenie jakie wysuwa pańska żona.
      I nagle wychodzą w okolice Borgowego domu letniego - obserwują z boku scenę z przeszłości, jak na polanie jego żona zdradza go z jakimś fagasem. NIby się broni, ale chce ulec od samego początku. I zanosi się co pewien czas chichotem (aż nadto jasne analogia do żony inżyniera, odwzorowania żony Borga). Po wszystkim zona przeprowadza gorzki monolog : wiem jak to się skończy; pójdę go przeprosić, powiem co zrobiłam, a on mi wszystko wybaczy, powiem, ze to jego wina - on się zgodzi z tym, powie, że mi wspólczuje, da mi leki na uspokojenie. On ma wszystko w najciemniejszej d,pie, totalnie obojętny.
      I rozchodzą się. TO scena, którą z całego małżeństwa Borg zapamiętał najlepiej. Kolejny przykład egoizmu nieuleczalnego.
      - Świetna robota, panie profesorze - mówi mu inżynier - z chirurgiczną precyzją wyciął pan wszystko dookoła siebie, została cisza i pusty spokój.
      - A jaka będzie kara ?
      - Taka co zawsze - samotnośc.

      Budzi się. I powiada do Marianny :"Mam dziwne sny, jakby sam sobie chciał w nich powiedzieć coś, czego nie chciałbym usłyszeć po przebudzeniu". Co takiego ? "Że jestem martwy, mimo że żyję"
      Tym razem będzie musiał coś jeszcze usłyszeć.
      cdn


    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 17.10.09, 12:19
      Marianna opowiada mu o swoim związku z jego synem, Ewaldem - ktory "nienawidzi go", a jednocześnie jest do niego podobny jak dwie krople wody, tak samo zdystansowany i wychłodzony.

      Któregoś dnia komunikuje mu, ze jest w ciązy.
      Wywołuje to jego nieprzychylną reakcję, bo życie to absurd, a jego pomnażanie dodatkowo absurd ten pogłębia (u Sartre'a Roquetin mówi dokładnie to samo), bo był już dzieckiem, w domu pelnym chłodu i rezerwy.
      I słyszy od niej : tchórz z ciebie. I odpowiada : tak właśnie, nie chcę zobowiązań, które miałyby mnie szantażować koniecznością życia dłużej niż sam tego zechcę. Ty masz w sobie chęć powoływania do zycia, a ja chcę być martwy.

      I to wyraźnie Borga porusza. Widzi sztaefetę pokoleń, przejmowaną z pokolenia na pokolenie drewniakowatość.
      Mówi o tym też owa Marianna : widziałam twoją matkę, głowę rodu, i lód od niej wionący, bardziej przerażająca niż smierć; widzę ciebie, tak innego od niej, a jednocześnie martwego już za życia, i widzę twojego syna - tak róznego od ciebie, a także na krawędzi smierci. I myślę o tymm dziecku, co je noszę... I nie chcę żebyśmy skończyli jak ten inżynier z żoną, jak ty i twoja żona. Bo my się, mimo wszystko... kochamy.

      Żeby było głupiej, to ta młodzież co z nimi podróżuje wręcza mu kwiaty, bo się dowiedzieli, ze obchodzi wielki jubileusz - i ta młoda Sara mówi : dla profesora, co jest najmądrzejszy i wszystko wie o życiu.

      A potem docierają do Lund. Tam jest uroczysty jubel. Po nim młodzież jedzie dalej, na odchodne śpiewając mu piosenkę pod oknem, a Sara, tym swoim półpoważnym tonem dzierlatki wyznaje, że "kocha tylko jego". Musztarda po obiedzie, trochę, jesli przyjąc, że dla Borga Sara owa, jest tylko wspomnieniem po Sarze którą stracił. A może cienką, bo cienką, ale jakąs tam rekompensatą..?

      I już leząć w łózku na zakonczenie dnia Borg rozmawia z synem, pytając go o jego małżeństwo z Marianną. I syn na to,ze chce by z nim została, że bez niej nie mógłby żyć. - Sam byś nie mógł ? - upewnia się Borg, - Nie, bez niej - syn mu na to. Pocieszające, może właśnie więc Marianna jest nadzieją na złamanie tradycji chłodu Borgów, może to dziecko, które przyjdzie na świat i które ona wychowa, nasycając je ciepłem.
      Symptomatyczne, że po synku BOrga przychodzi pocałować dziadygę na dobranoc własnie ona (szykują się z tym całym synem do wyjścia na jakąs imprę, to by świadczyło,ze się tam jakoś układa) - przez cały czas zresztą nie widać w niej do dziada wrogości żadnej - raczej pragnienie konforntacji, wysłowienia się, wyrzucenia z siebie całego niepokoju jaki w niej siedzi. Borg też nie budzi specjalnej nichęci. Owszem, z tych róznych retrospecji wynika, że kołek z niego był zawodowy, ale łagodzi to jako obecna twarz - poczciwego dziadka. Raczej widać, jeśli można tak się do tego zabrać - jego dawne oblicze w inżynierze, w chłopcach towarzyszących autostopowiecze Sarze i w synu - też sztywnym jak widły w gnoju.

      Tuz przed snem Borg ma ostatnia wizję - rozmawia z Sarą-narzeczoną sprzed lat, prowadzi go ona nad jezioro i tam widzi ojca i matkę sprzed lat siedzących na skałce - ojciec poniżej łowi ryby, matka siedzi na kocu. Scenka jak z obrazu jakiegoś niderlandzkiego płótnosmara. Są szczęśliwi. I machają do niego ręką, jakby go widzieli, może jako młodego Isaaka...

      I ten obrazek pozwala mu się z jakąs ulga ułożyć do snu.
      Szlus.

      I tak to było.
      cdn
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 17.10.09, 12:38
      No i co Wy na to ?

      glądałem kiedyś Personę i tam jest dopiero, momentami, pierdzielnik. Tutaj jest prosta raczej historia -
      panu starszemu śmierć zagląda w oczy i się zaczyna rozliczać z przeszłością, w której stracił to, co cenne, to czego brak ścigał
      go przez życie, a teraz dopadł, wykorzystując pewną starczą skłonność
      do podróży sentymentalnych. MOże prymitywna to interpretacja, ale
      tak to wygląda po prostu.
      Na pewno rzecz jest istotna, dotyka problemów kluczowych, spraw ostatecznych, bolesnej autolustracji. Operuje Bergman intersującymi środkami wyrazu - sny, w których wszystko jest możliwe; retrospekcyjne wizje, w których 78-letni Borg rozmawiać może swobodnie z 20-letnią Sarą, pojawianie się postaci symoblicznych etc.
      I Marianna, kluczowa postać całej historii, wprowadzająca Borga na odpowiednią ścieżkę całą swoją obecnością, swoimi wyznaniami i ostrą, ale zyczliwą, krytyką, dzięki której mgliste początki całej tego osobistego rachunku sumienia dostają kantów i są wyraziste nad wyraz, wprowadza Borga jakby w odpowiedni nastrój. Marianna jest też nadzieją na przyszłość, kiedy już do Borga dotrze przykra prawda o tym kim jest, kim był i kim staje się jego syn. I że tylko ona może go uratować sobą, jak również zmienić przyszłość rodząc dziecko i czyniąc je na swoje podobieństwo.

      Multimedia ;) :

      Borg (Victor Sjostrom, klasowa rola, w starym stylu) i Marianna (śliczna
      i wyrazista Ingrid Thulin,jedna z jego muz zapewne, na co wskazuje filmografia)
      xmuza.files.wordpress.com/2009/09/clipboard011.jpg
      Borg i młoda Sara-autostopowiczka (Bibi Andersson, nie mniej efektowna niż Thulin, też jedna z "jego kobiet") :
      billsmovieemporium.files.wordpress.com/2009/03/kultur-31s04-smultur_364207w.jpg


      • barbasia1 Bergman "Tam gdzie rosną poziomki" 17.10.09, 12:58
        Na gorąco - świetny, znakomity film / w opisie! :))/

        Greku, czy mógłbyś raz jeszcze tę linkę do Bibi Andersson jako Sary-
        autostopowiczki przyciągnąć, bo niestety tu nie chce nam się pokazać.

        Ale gdyby się nie udało, to wklejam inną Bibi, na wszelki wypadek:

        www.peoplequiz.com/images/bios/bibi-andersson.jpg-2712.jpg
        CDN.


        • grek.grek Re: Bergman "Tam gdzie rosną poziomki" 17.10.09, 13:05
          mam inną, może zadziała :
          pro.corbis.com/images/42-17527895.jpg?size=67&uid-50B33506-F80D-4693-B505-5E072976C23A
          I jeszcze inną też mam (pierwsza po prawej jest Andersson - tak dla porządku):
          gfx.filmweb.pl/ph/16/70/31670/85709.1.jpg
          • barbasia1 Re: Bergman "Tam gdzie rosną poziomki" 17.10.09, 13:10
            Pod drugim linkiem widać! Dzięki!
            • ewa9717 Kino Polska, 21.55 "Przepraszam, czy tu biją?" 17.10.09, 19:52
              Daaaawno nie widziałam, pewnie obejrzę, choćby dla Wrocławia mojej
              młodosci i kilku statystujących tam kolegów ;)
              Ach, na ten film SIĘ CHODZIŁO!
              • barbasia1 Re: Kino Polska, 21.55 "Przepraszam, czy tu biją? 18.10.09, 13:44
                ewa9717 napisała:

                No tak, każdy ma swój film, do którego czuje wielki sentyment
                z najróżniejszych powodów, z którym wiążą się jakieś miłe czy ważne
                wspomnienia! :)

                Koledzy mają teraz piękną pamiątkę, no i weszli do historii kina! :)

              • pepsic Re: Kino Polska, 21.55 "Przepraszam, czy tu biją? 18.10.09, 19:11
                Z przyjemnością popatrzyłam na fragmenty, choć niekoniecznie z sentymentem, bo
                za realiami PRL-u jakoś specjalnie nie tęsknię :)
    • easz Impostor 17.10.09, 20:12

      Dziś, 20.10 na AleKino, czyli za chwilkę, dopiero wypatrzyłam
      niestety. Polecam, ja będę oglądała kolejny raz. IMO przyzwoite sf,
      na podstawie Dicka. Za Dickiem nie przepadam, ale ekranizacje, jeśli
      nie są bardzo bardzo złe, oglądam z przyjemnością. Ta myślę jest
      niezła:) Poza tym lubię Gary'ego Sinise:)
      • barbasia1 Re: Impostor 18.10.09, 13:49
        easz napisała:

        Filmu na podstawie prozy Dicka chyba jeszcze nie mamy w naszej
        kolekcji, więc jeśli ktoś miałaby ochotę napisać słów kilka o
        filmie "Impostor", to będziemy bardzo wdzięczni! :)
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 18.10.09, 12:18
      I co, oglądaliście "Sztuczki" ?

      W TVP widzę "Vanilla Sky" (23'05")- ktoś widział i może zachęcić albo odstraszyć ? Nie mam pełnego zaufania do talentu Toma Cruise'a, zwłaszcza w rolach pierwszoplanowych, ale z drugiej strony Amenabar umie pisać dobre scenariusze, a Penelopa intryguje zawsze ... Zatem - ?
      • barbasia1 "Sztuczki" i inne sprawy 18.10.09, 13:34
        Całkiem przyzwoity film, choć reżyser mógł sobie darować ten
        bajkowy finał, z korzyścią dla filmu byłoby pozostawienie otwartego
        zakończenia.
        Albo, tak teraz pomyślałam, mógł np. zasugerować, że to spotkanie z
        ojcem na dworcu dzieje się w jego wyobraźni, czy we śnie chłopca!


        Na własny użytek wymyśliłam sobie przesłanie filmu -
        Nawet jeśli nie mamy wpływu na los, na wiele rzeczy w naszym życiu,
        to i tak warto/ trzeba pomagać (a. starać się pomagać) losowi
        (niekoniecznie płacąc losowi polską walutą :), aby działał on na
        naszą korzyść, grał do naszej bramki.
        A i nie można zapominać o drugim człowieku, czasem mała rzecz,
        drobny gest wykonany w kierunku drugiego człowieka, może sprawić
        wiele dobrego w jego życiu (nawet jeśli miałaby być to tylko uśmiech
        drugiego człowieka).
        Bardzo naiwnie pomyślałam? :)

        Nad wyraz sympatycznie, pogodnie pokazane zostało wcale niepiękne
        miasto (część miasta?) – Wałbrzych!? (i okolice!)

        Bardzo mi się podobał chłopiec grajacy głownę rolę Damian Ul jego
        filmowa siostra Elka i jej chłopak. :)
        Teoria na temat kobiet i samochodów - rewelacja! :)


        Nie będę oryginalna i powiem to co wszyscy, że pierwsza wersja tego
        filmu, czyli "Otwórz oczy (którą rezyserował sam Amnebar ) jest
        lepsza od wersji amerykańskiej z Tomeme Cruisem (różni się m.in.
        jesli dobrze pamiętam /a strasznie dawno temu widziałam/
        efektowniejszym zakończeniem), mimo wszytsko jedenak zachęcam do
        obejrzenia Vanilla Sky dla intrygującej, dość zagmatwanej opowieści,
        dla uroczej Penelope oraz Cameron Diaz. A i Toma Cruise spisuje się
        tu całkiem nieźle, naprawdę.


        • barbasia1 Re: "Sztuczki" i inne sprawy 18.10.09, 13:39
          barbasia1 napisała:
          korrekta

          różni się m.in. jesli dobrze pamiętam /a strasznie dawno temu
          widziałam/ efektowniejszym zakończeniem, inteligentniejszym,
          bardziej wyrafinowanym.


          A Tobie Greku, jak się podobały "Sztuczki"?
        • grek.grek Re: "Sztuczki" i inne sprawy 18.10.09, 14:12
          Jeszcze nie oglądałem Sztuczek, na razie nagrałem, moze dzisiaj dziabnę - jak dokończę "X-mena", którego próbuję zmęczyć od dwóch dni - liczyłem na dobre pranie wątłego mego mózgu szybką, zgrabną akcją, a i temat wydawał się dośc nośny (istnienie w świecie przyszłości mutantów obdarzonych specjalnymi właściwościami, których chcą od świata odizolować ludzie - na co jeden z naukowców-ten ładny ma taki patent, że chce ich uczynić pożytecznymi dla świata ludzkiego poprzez edukację, kulture i generalnie - stara się je asymilować w specjalnej akademii, a drugi-ten brzydki, ma zamiar z nich uczynić komando, z którego pomocą wypowie ludzkości wojnę i ją wygra), może nawet na jakąś refleksję ogólną się nadający, ale niestety, póki co, jest to mętna chała, która potwierdza tylko teorie Zanussiego, że popkultura nie jest w stanie przekazywać treści odrobinę nawet powazniejszych niż farmazony dla trójkowych gimnazjalistów, i niestety musi się skupiać na bardzo taniej rozrywce.

          Trochę się głupio ogląda skądinąd b.dobrego aktora Iana Mc Kellena w jakichś idiotycznych strojach i jak robi debilne ruchy, jako ten-brzydki obdarzony walorami magnesu. Jeszcze głupiej patrzeć na posiadaczki Oskarów Anne Paquin i Halle Berry, jak się wygłupiają do granicy żenady, a w dodatku Berry w najdurniejszej fryzurze wszechczasów, oszpecającej ją niemiłosiernie - za samo to ten film powinien być bojkotowany. Żeby jeszcze akcja miała jakąs finezję w sobie - nic z tych rzeczy. Wezmę relanium i to dokończę, ale jak dadzą drugą część, to się oflaguję.

          W każdym razie, z ukontentowaniem przyjmuje informację, że polski
          film robi przynajmniej niezłe wrażenie.

          (naiwnie ? Bo pozytywnie ? W żadnym wypadku)

          O widzisz, i skoro polecasz Vanilla, to spojrzę ;)



          • barbasia1 X-men 18.10.09, 14:35
            grek.grek napisał:

            Twoje słowa o Halle Berry w X-menie to świaęta prawda /Widziałam
            fragmenty tylko, więcej jakoś też nie mogłam przyswoić, choć pora
            była przyzwoita/ - ten kto wymyślił tę blond (platynowy) perukę dla
            niej musiał mnieć chorą wyobraźnię, albo zmutowany umysł!
            "Wezmę relanium i to dokończę" - podziwiam samozaparcie!


            /Jestem w trakcie pisanie postu-odpowiedzi na post Twój o
            filmie "Tam gdzie rosna poziomki", nie wiem czy skończę dzisiaj , bo
            mnie głowa rozbolała przez tego Bergmana! ;)
            Chyba też mam wątły mózg! :)
            Bez wątpienia!/
            • barbasia1 Re: X-men 19.10.09, 12:43
              barbasia1 napisała:

              ten kto wymyślił tę blond (platynowy) perukę dla
              > niej musiał mnieć chorą wyobraźnię, albo zmutowany umysł!

              Wycofuję (i odszczekuję :) to zdanie, bo ten film powstał w oparciu
              o komiks, a włąściwie cała serię autorstwa Stana Lee i Jacka
              Kirby'ego. Seria o "X-Men" zapczątkowana została w 1963 roku - więc
              twórcy nie mogli przewidzieć, że w adapatacji nawiązującej do Sagi
              Mrocznej Feniks zagra piękna Halle w roli Ororo/Storm, kórej
              wybitnie nie będzie pasować platynowa peruka. :)

              /jakoś nie mogę znaleźć na szybko komiksowej Ororo w necie./
              • barbasia1 Re: X-men 19.10.09, 13:53
                Znalazlam Storm /Ororo i całą resztę z komiksu

                images.fanpop.com/images/image_uploads/X-Men-Evolution-x-men-evolution-432752_1024_768.jpg


                • notteanapoli Re: X-men 19.10.09, 14:51
                  Barbasiu ten obrazek pochodzi z serialu animowanego "X-Men: Evolution". Przyjemny serialik dla młodzieży. Jeśli chodzi o Storm z komiksu to mogę podrzucić następujące obrazki:
                  mnie się najbardziej podoba
                  cała na biało
                  sexi
                  przegląd kostiumów

                  A tak wygladała Halle w trzeciej części. Ogólnie jej fryzura zmieniała się na lepsze z każdą częścią i coraz milej było na nią patrzeć.

                  W komiksie Storm to jest twarda babka z bardzo pokręconą przeszłością w której przewijają się szamani i afrykańskie korzenie. W filmie niestety jest na drugim planie i cierpi przez to sama postać. Jest bardziej ugładzona, grzeczna i poprawna. Gdyby dodano jej trochę pazurków myślę iż nie moglibyście oderwać się od ekranu :)
                  • barbasia1 Re: X-men 19.10.09, 17:17
                    Wybacz mnie dyletantce, w dodatku jeszcze śpieszącej się!

                    Rzeczywiście moja ilustracja nawet nie wygląda na komiksową!

                    Dzięki za prawdziwą komiksową Storm! :)

                    Tak, Halle w trzeciej cześci wygląda o niebo lepiej i chwała za to
                    stylistom, charakteryzatorom! :)
            • notteanapoli Re: X-men 19.10.09, 12:46
              A ja muszę bronić film "X-Men" bo bardzo ten film lubię. Przede wszystkim podeszłam do niego po spotkaniu z komiksami i może dlatego wiedziałam czego się spodziewać. Jak dla mnie jest to jedna z najlepszych ekranizacji komiksu - dynamiczna, zachowująca ducha oryginału, ze świetnym klimatem. Rzeczywiście nie do końca zgadzam się z decyzjami obsadowymi ale najbardziej przeszkadza mi Famke Janssen. Za to Anna Paquin jest bardzo fajna w tej roli. BTW. Gregu czy widziałeś "True Blood"? Znowu Paquin w wydaniu popkulturowym i tutaj dopiero jest prześwietna. Wracając do "X-Men" to będę zawsze bardzo lubić ten film za bardzo przystępne przedstawienie świata komiksu przeciętnemu kinomanowi. Sam komiks to są lata wydawnictw i fabuły tak pokomplikowane iż Moda na Sukces wymięka. Jest to jednak bardzo specyficzny świat z wieloma wątkami i realizatorzy filmowi mieli ciężką robotę aby wyciągnąć z tego jedną mocną historię i zbudować z niej świat przedstawiony równie fascynujący co w komiksie. Myślę iż spora zasługa w tym jak dobrze to zrealizowano leży po stronie reżysera. Druga część też mu bardzo przyjemnie wyszła niestety w trzeciej Singer zdradził mutantów dla bodajże Supermana i trzecia część "X-Men" to prawdziwa porażka. Ogólnie to trochę mnie zdziwiło że nie podobali wam się "X-Mani". To świetne kino rozrywkowe a wiem że i takim nie pogardzicie :)
              • barbasia1 Re: X-men 19.10.09, 13:55
                notteanapoli napisała:

                Jeśli tak to dam szansę temu "X-menowi" i obejrzę całość, kiedy
                tylko go powtórzą.
              • grek.grek Re: X-men 19.10.09, 15:15
                Ja z kolei mam swoje ulubione komiksowe niedorzeczności, z Bladem na czele.
                W X-menie za dużo zależy od tzw. mocy poszczególnych postaci, np. ten cały pan Magnes chce użyć swojego daru, ale pani od telekinezy wyciąga rękę i z komicznie poważną miną go powstrzymuje i się mocują.
                Nikt tutaj nie wygrywa sprytem, szuczką, jakimś mykiem, tylko przepchnięciem się, większą mocą z przyrodzenia daną - mało to pociągające. Jak się Hugh Jackman musi uwolnić z obręczy, w której zamknął go pan od magnesów, to jak to robi ? Wali swoimi szponami i wow - udaje mu się.
                Za dużo (skutecznego) przebijania głową muru.
                Scena w której Halle Berry unosi się nad ziemią i z błazeńską powagą świeci oczami - jak dla mnie niestrawna zupełnie :) Całkiem przywoity aktor, mr. Marsden - z tymi okularami, którymi strzela i może wszystko przestrzelić - niesamowity kicz :).

                Żaden bohater nie ma w sobie sekretu. Poza tym co, go grał Jackman - ale ten wątek umknał w feeri świateł, efektów, kolejnych nadprzyrodzonych wyczynów.
                Temat ludzie-mutanci potraktowany po łebkach, symboliczne, a może po prostu jako alibi dla nawalanki wśród komputerowych trików.
                Żadnych naukowych analiz dot. mutantów, jakiejś szczypty filozofii, czegoś co by dodało temu filmowi barwy i trochę stanowiło przeciwwagę dla kolenych wybuchów, bójek, mocowania się i innych świecących oczu latającej Halle Berry.

                Nie ma tutaj dobrej muzyki, są raczej jakieś pop-batalistyczne dźwięki kawałki rodem z filmów klasy C o dinozaurach - w Blade'ie pojdedynki są dynamiczne, pod świetną muzykę (w ogóle soundtrackty z Bladów są dla mnie jedynymi z najlepszych w ostatniej dekadzie w kinie), efekty specjalne nie porażają kiczem, bohaterowi są niedorzeczni, ale nie latają ze świecącymi oczami i nie toczą pojedynków na miny mocując się na energię itd.


                • notteanapoli Re: X-men 19.10.09, 16:26
                  Rozumiem o co chodzi. Ja się bardzo cieszyłam że nie ma takich problemów i pogłębiania postaci na siłę po pewnie wyszłoby po amerykańsku czyli płytko i śmiesznie. A tu rzeczywiście liczy się akcja i mutacja :) Wychodzi na to że odrzuca Cię się sam koncept X-Manów? No bo jeżeli śmieszy to znaczy że tego nie kupujesz więc nie polecam pogłębiania znajomości z mutantami ;)

                  Wspomniałeś o "Blade" - dobry film ale szczerze mówiąc nie mogę patrzeć na Snipes'a w tej roli. Drażni mnie jak kot obdzierany ze skóry przepuszczony przez wzmacniacz. Jak dla mnie jest sztuczny, tragiczny jak clown na odwyku i nadęty jak nie przymierzając nasz prezydent. Zawsze kibicowałam jego przeciwnikom :) A jak Ci się podobały pozostałe dwie części "Blade'a"?
                  • grek.grek Re: X-men 20.10.09, 12:26
                    Cała trylogia przypadła mi do gustu. Snipes nie był "sztuczny" i "nadęty", on był.... coooool ;))

                    W Blade alibi dla akcji było podobne do X-mena : konflikt między
                    wampirami, a ludźmi, w którego środku znajduje się półwampir tytułowy,
                    którego problem z tożsamością, przynajmniej punktowo został zaznaczony.
                    Ale jasne, że to nie jest najwazniejsze, raczej drugorzędne - liczy się właśnmie ta akcja : dynamika, tempo, akcja.
                    Stanowczo wolę dynamiczne pojedynki samurajsko-kungfu-karate-tejkłondo-jakieśtam w coraz to efektowniejszych okolicznościach scenoraficznych, przy dużej dawce dobrej, pulsujęcej, transowej muzyki niż te X-menowe mocowania się na wysyłaną energię z minami kotów robiących na puszczy i w błyskach fleszy ;)

                    Poza tym, uważam że w Blade jest jednak galeria ciekawych postaci, jakiś humor od czasu do czasu się pojawia, jak bohater dostaje szwungu, to z jakiejś przyczyny, niekoniecznie dlatego, ze mu się nagle deus ex machina pod deklem zagotowało. W X-menie ciekawość budził ten Wolverine, reszta jakaś mdła i bez wyrazu. Wierzę Ci na słowo, że w komiksie te charaktery są lepiej zarysowane.

                    No i, last but not least, wiesz - jakoś łatwiej mi przełknąc szybką i tak samo nadętą jak Snipes Jessikę Biel, strzałami z łuku albo kopniakami eliminującą kolejne wampiry, niż unoszącą się w powietrzu Halle Berry ze świecącymi oczami; wiem, ze się powtarzam, ale... ten kadr mnie po prostu zmącił absolutnie - tak potraktować zdobywczynię Oskara... ba, tak potraktować dziewczynę Bonda ;)
      • pepsic "Vanilla Sky" 18.10.09, 18:56
        Grek napisał: >"Vanilla Sky" (23'05")- ktoś widział i może zachęcić albo
        odstraszyć ? >

        Wprawdzie nie zamierzam odstraszać, ale z przykrością informuję, że nie podobało
        mi się i stanowiło wielkie rozczarowanie. Mroczny, irytujący film i bohaterowie,
        do których nic nie czułam (a tak lubię Penelopę) :(
        Ale bardzo chętnie poczytam Wasze opinie :)
        • barbasia1 Re: "Vanilla Sky" 19.10.09, 12:51
          pepsic napisała:

          Ha!

          Greku, i jakie masz wrażenia!? / aż się boję? ;)/

          Rzuciłam okiem na początek filmu,a konkretnie do sceny , w której
          Tom po wypadku, ze zniekształconą twarzą siedzi przed komisją
          lekarską.
          Moja opinia o grze Tom Criuse'a nie zmieniła się. :)

          • grek.grek Re: "Vanilla Sky" 19.10.09, 15:36
            Nie lękaj się :)
            Bardzo dobre wrażenie - przez 120 minut byłem wkręcany, robiony na szaro, a niekiedy w bambuko, kiwany, nabijany w butelkę, wodzony za nos, robiony w konia... podobało mi się, nawet jesli naczelnym zamiarem twórców filmu było właśnie, tylko i wyłącznie, zrobienie widzowi mętliku w głowie. Jakby jeszcze w finale nie zostało wszystko wytłumaczone, jak 8-letniemu dziecku, i idąc vabank dopisano jakieś szurnięte i tylko poglębiające znaki zapytania zakończenie, to bym powiedział, że chętnie obejrzę drugi, a może i trzeci raz ;)

            Sceny ilustrujące miotanie się głównego bohatera między snem, a jawą przypadły mi do gustu najbardziej. Tomowi Cruise'owi muszę zaliczyć trzecią dobrą rolę : po Zakładniku i Wywiadzie z wampirem. Znajdę jeszcze ze dwie-trzy i będę go musiał zaliczyć do aktorów co najmniej dobrych - Świat (mój) się kończy... ;)

            A na dzisiaj coś masz/macie ?
            Ja przyznam, że nic nie wyszperałem - Stevena Seagala co najwyżej, ale patrzenie jak facet przewraca wszystkich przeciwników za jednym zamachem i potrafi wszystko - od prowadzenia auta językiem przez bieganie stu metrów szybciej od Bolta po mrużenie oczu lepiej od młodego Clinta Eastwooda, za bardzo kojarzy mi się z dowcipami o Chucku Norrisie, żebym mógł to oglądać.

            Ale za to jutro - uczta Baltazara : Californication x 2 plus Fargo w Dwójce (późno, kruca, ale służę opisem, jeśli będzie zamówienie). POlsatu nie sprawdzałem, ale tam we wtorki nigdy nic nie ma ;))

            • barbasia1 Re: "Vanilla Sky" 19.10.09, 17:13
              grek.grek napisał:

              > Nie lękaj się :)
              > Bardzo dobre wrażenie -[...]

              :))) Uffff myślałam, że napiszesz - co ty mi głupia kobieto
              poleciłaś i kazałaś pół nocy oglądać! :)


              Mnie się podobała scena z Camerion Diaz w aucie, z wsciekłoscią, z
              obłędem w oczach wyrzucajacą Tomowi, że odstawił ją na bok, że ona
              się już dla niego nie liczy, a przecież spali ze sobą, on cztery
              razy był w niej, a teraz ją zostawia dla innej ... - niezłe.

              No to brawa dla Toma! :)

              Też nic ciekawego nie widzę, może tylko Teatr Telewzizji - potwórkę
              spektaklu "Pielgrzymi" - świetną satyrę na pobożnych Polaków! Tak,
              bardzo polecam!

              Ja bym zamówiła Fargo, jeśli można ! :))

              • grek.grek Re: "Vanilla Sky" 20.10.09, 13:03
                Haha :) No coś Ty, nawet jakbym to było dno, to nie miałbym do Ciebie pretensji żadnych.

                Maj pleżer, "Fargo" będzie.

                "Sztuczki" podobały mi się jeszcze bardziej. Nie wiem, czy bardziej od
                "Zmruż oczy", który w ogóle mam w mojej Top 20, ale podobały się.
                Jakimowski ma po prostu już swój styl - rewelacyjne kadrowanie, dzuieki któremu z niczego, z pozornie mało ciekawych krajobrazów robi się kraina na poły magiczna, swietny montaż, zapadająca w pamięc muzyka i styl narracji. Niby niewiele się dzieje w tych jego filmach, a dzieje się jednocześnie strasznie dużo. Po prostu wciąga : i historia opowiadania, i jej plastyczne tło. I bohaterowie, dla świata nic nie znaczący, a u Jakimowskiego nagle wyłaniający się jako ciekawi, barwni, pełni życia.
                Wreszcie jakaś skuteczna odtrutka na komedie z Pazurą, kolejne popisy Lubaszenki, KOchaj i tańcz, i narodowo-patriotyczne gnioty.

                Wieczorem dziabnąłm debiut reżyserski Denzela. "Antwan Fisher".
                Od połowy się zastanawiałem już tylko nad tym, kto jest gorszym reżyserem - denzel czy Linda. I wyszedł mi remis :)

                Młody zołnierzy Navy wszczyna awanturę, dostaje karę, w ramach której
                musi chodzić na sesje u psychologa (Denzela). POwoli odsłania się jego
                przeszłość, w której, jako zostawione przez matkę i osiercone przez ojca, dziecko mieszkał w toksycznej rodzinie zastępczej, był molestowany, stracił przyjaciela podczas napadu na sklep. Od tego czasu nie może się odblokować emocjonalnie. I Denzel mu pomaga dojśc do siebie, zostają przyjaciółmi, on u nich (denzela i jego żony) nawet na święta przychodzi, sam też znajduje sobie dziewczynę, a na końcu odnajduje matkę, która go porzuciła i rodzinę całą.

                Gniot potworny.
                Znów - wielkie emocje w zamierzeniu, a wyszła płytka jak sierpniowa kałuża opowiastka, z przewidywalnym tandetnym finałem.
                POczątek ściągnięty z Buntownika z wyboru, a potem już tylko gorzej. Problemy z jakimi boryka się chłopak - stylizowane te problemy na bardzo powazne, ale rozwiązania już całkiem banalne : ot, on mówi, denzel słucha, z wytęzoną uwagą, ot se chłopak popłacze, wkurzy się, pomarudzi i już jest uleczony, już mu się poprawia.
                Przetykane to retrospekcjami, w których główna trauma dzieciaka polegała na tym, że go matka zastępcza waliła przez kuper mokrą ścierą, a jej córka kazała sobie ściągnąc majtki. No cóz... nie bagatelizując sprawy, ale biorąc pod uwagę głębokość tych urazów i konsekwencje, to trochę jakby tak, jakby Hannibal Lecter jadł ludzi, bo mu mama w dzieciństwie przypaliła jajecznicę.

                W ogóle, po tym chłopaku nie widać traumy. Ot dwa razy się na kogoś rzucił, a poza tym - twarz nie robiąca wrażenia, spojrzenie mdłe, mowa ciała raczej licealisty z dobrego domu niż eks-dziecka ulicy, które nadal w nim niby się odzywa. Kompletnie nieprzekonująca postać.

                25 lat i zaczyna fikać z okazji swojego spapranego dzieciństwa. Kurde, to co się działo między, załóżmy 16 rokiem życia, kiedy go matka zastępcza wysiudała z chałpy, a 24 rokiem życia. Z takim bagażem garbów i blizn, który tak eksploduje w momencie w którym go zastajemy, a trzeba założyć, ze czas leczy, więc ten gniew w środku musi być mniejszy znacznie niż np. w wieku 18 lat, powinien skończyć w San Quentin, w gangu, albo w piórniku. A on na końcu jedzie do matki, którą odnalazł i jej klaruje jakim jest dobrym człowiekiem. To gdzie był ten gniew i ta frustracja ? Teraz, staremu koniowi się odwidziało nagle ?

                Koniec oczywiście landrynkowy - chłopak wychodzi na prostą, jedzie do jakiejś ciotki czy kogoś, potem do matki - spędza tam 10 minut, a jak wraca, to czeka niego u tej ciotki huczne przyjęcie, i cała kupa rodziny, która go nagle ściska wieloma rękoma i kwiczy z radości, ze się zjawił, mimo że do 25 roku jego życia, nikt z nich nie zadał sobie trudu, zeby go odszukać, mimo że on ich znalazł za pomocą jednej wizyty w biurze jakimś i godzinie wertowania ksiązki telefonicznej.

                Wcześniej - jedzie do tej baby, co go wychowywała, tej zastępczej : i jedyne co ma jej do powiedzenia, to "biłaś mnie, a ja teraz stoją i będą stał" - aż się chciało wyłączyć odbiornik i powiedzieć - a se stój, tylko już nie męcz, człowieku.

                Jedynym atutem mógłby być w tym filmie Denzel, gdyby nie drobny problem polegający na tym, że zagrał jedną z gorszych ról, w jakich go widziałem. Dostroił się do poziomu reszty aktorów, których prowadził. Wiódł ślepy kulawego, mówiąc krotko. A scenariusz napisał pan Antawn Fisher, bo podobno jest to autobiografia. MOże i pan Fisher sporo w życiu przeszedł, ale żeby go zmuszac do pisania o tym scenariusza ? Wyszedł z tego niestrawny zakalec i gdyby nie "Denzel Washington" w obsadzie i na zydlu reżyserskim, to nadawałby się ten film najwyżej na
                wtorkowy wieczór w TVP w cyklu "Okruchy życia", albo "Meandry prawdy".

                Jedyna zaleta tego filmu, to atrakcyjny dekolt ekranowej zony Denzela.

                Uff, to na dzisiaj, jak było : Cali, Fargo, a i w Jedynce jakiś hiszpański thriller (te zawsze mają swój nastrój, czasami gorzej z
                interesującą akcją, ale nie bądźmy małostkowi i rozpustni, hehe), żeby było ciekawiej. Dobrze, że Polsat nie zawodzi i daje to samo badziewie, co zwykle, bo już w ogóle byłby kłopot, żeby to ogarnąć ;)


                • barbasia1 Re: "Vanilla Sky" 20.10.09, 15:23
                  grek.grek napisał:

                  :)

                  "Frago" - kolejny film braci Coenów w naszej kolekcji, kolejny
                  znakomity film, bardzo się cieszę, że napiszesz o tym filmie! :)
                  / widziałam, raz dawno temu, ale szczegóły uleciały z głowy/.

                  >I bohaterowie, dla świata nic nie znaczący, a u Jakimowskiego nagle
                  >wyłaniający się jako ciekawi, barwni, pełni życia.

                  Ładnie to powiedziałeś! :)

                  No właśnie ten film to odtrutka na komedie z Pazurą, romantyczne i
                  narodowo patriotyczne gnioty a i jednocześnie dowód (jeden z
                  dowodów) na to, że z kinem polskim nie jest / nie było tak źle, jak
                  usiłowano wmawiać ludziom przez ostatnie lata.

                  > Od połowy się zastanawiałem już tylko nad tym, kto jest gorszym
                  reżyserem - denzel czy Linda. I wyszedł mi remis :)

                  Niemożliwe! :))) Gorszego reżysera niż Linda (z całym szacunkiem dla
                  niego, dla jego wcześniejszych dokonań) w "Jasnych błękitnych
                  oknach" nie ma, nie moze być, nawet wyobrazić sobie nie mogę!
                  Straszny to był film i mimo, że zawsze staram się odnaleźć jakieś
                  pozytywy, docenić pracę, cały wysiłek twórc(z)y, w przypadku tego
                  filmu nie jestem w stanie zdobyć się na to.
                  Tak sztucznego, wydumanego, nieprawdziwego, emocjonalnie zimnego,
                  dziwacznego (z poczuciem humoru , które do mnie w ogóle nie
                  przemawiało)filmu dawno, a raczej nigdy nie oglądałam.

                  To ja już wolę / wolałabym "Antwan Fisher" (i bynajmniej nie z
                  powodu "atrakcyjnego dekoltu ekranowej zony Denzela":))), bo choć
                  jest niedporacowany senariuszowo,a motywacje głównego bohatera /
                  bohaterów są mało przekonujące, to opowieść trzyma się kupy bardziej
                  niż w filmie Lindy.
                  Na korzyść Denzela przemawia jeszcze fakt , że to pierwszy jego
                  film. (a Lindy czwarty)


                  A dziś jeszcze nasz ulubiony Kuba Wojewódzki (a w nim, nie wiem, czy
                  widziałeś zapowiedź, Twój ulubiony aktor Piotr Adamczyk ;) oraz
                  Mandaryna - dla zgrywy i żartu przedstawiana jako piosenkarka.

                  I w kocham kino w TVP 2 o naszej ulubionej porze od 23.25 do 1.10
                  czeska komedia rozmantyczna "Mężczyzna idealny"!? :)
                • barbasia1 Re: "Vanilla Sky" 20.10.09, 15:23
                  grek.grek napisał:

                  :)

                  "Frago" - kolejny film braci Coenów w naszej kolekcji, kolejny
                  znakomity film, bardzo się cieszę, że napiszesz o tym filmie! :)
                  / widziałam, raz dawno temu, ale szczegóły uleciały z głowy/.

                  >I bohaterowie, dla świata nic nie znaczący, a u Jakimowskiego nagle
                  >wyłaniający się jako ciekawi, barwni, pełni życia.

                  Ładnie to powiedziałeś! :)

                  No właśnie ten film to odtrutka na komedie z Pazurą, romantyczne i
                  narodowo patriotyczne gnioty a i jednocześnie dowód (jeden z
                  dowodów) na to, że z kinem polskim nie jest / nie było tak źle, jak
                  usiłowano wmawiać ludziom przez ostatnie lata.

                  > Od połowy się zastanawiałem już tylko nad tym, kto jest gorszym
                  reżyserem - denzel czy Linda. I wyszedł mi remis :)

                  Niemożliwe! :))) Gorszego reżysera niż Linda (z całym szacunkiem dla
                  niego, dla jego wcześniejszych dokonań) w "Jasnych błękitnych
                  oknach" nie ma, nie moze być, nawet wyobrazić sobie nie mogę!
                  Straszny to był film i mimo, że zawsze staram się odnaleźć jakieś
                  pozytywy, docenić pracę, cały wysiłek twórc(z)y, w przypadku tego
                  filmu nie jestem w stanie zdobyć się na to.
                  Tak sztucznego, wydumanego, nieprawdziwego, emocjonalnie zimnego,
                  dziwacznego (z poczuciem humoru , które do mnie w ogóle nie
                  przemawiało)filmu dawno, a raczej nigdy nie oglądałam.

                  To ja już wolę / wolałabym "Antwan Fisher" (i bynajmniej nie z
                  powodu "atrakcyjnego dekoltu ekranowej zony Denzela":))), bo choć
                  jest niedporacowany senariuszowo,a motywacje głównego bohatera /
                  bohaterów są mało przekonujące, to opowieść trzyma się kupy bardziej
                  niż w filmie Lindy.
                  Na korzyść Denzela przemawia jeszcze fakt , że to pierwszy jego
                  film. (a Lindy czwarty)


                  A dziś jeszcze nasz ulubiony Kuba Wojewódzki (a w nim, nie wiem, czy
                  widziałeś zapowiedź, Twój ulubiony aktor Piotr Adamczyk ;) oraz
                  Mandaryna - dla zgrywy i żartu przedstawiana jako piosenkarka.

                  I w kocham kino w TVP 2 o naszej ulubionej porze od 23.25 do 1.10
                  czeska komedia rozmantyczna "Mężczyzna idealny"!? :)
                  • grek.grek Re: "Vanilla Sky" 21.10.09, 12:25
                    TVP sypie filmami, szkoda, że w porach dla batmanów - dzisiaj daje Przemiany Barczyka, jednego z ciekawszych reżyserów młodych. Trochę czytałem o tym filmie, podobno niezły. Niestety, godzina 0:30.

                    Nie chcę już enty raz o tym pisać, powiem tylko, ze nie rozumiem tej polityki. Albo mają widownię za debili, którym trzeba puścić jakieś telenowelowe pierdoły o 20, bo inaczej wybiorą to samo, tylko w stacji komercyjnej, albo klecą ten program podług własnych preferencji.
                    Muszą TVP przejąć ludzie ze środowiska tzw. kulturalno-artystycznego. Wtedy może pół minuty mniej będzie prezydenta w Wiadomościach, ale za to
                    filmy w dogodniejszych porach. Odspawać politykierstwo od mediów publicznych i wszystko się zmieni - tylko jak, skoro nawet taki propaństwowiec jak Tusk w ostatniej chwili zmienia ustawę medialną, która mogła być pierwszym ku temu krokiem ...

                    Mandaryna :). Nie wiem, po co ją Wojewódzki zaprosił. Probowałem zgadnąc, ale nic mi do głowy nie przyszło.

                    Zresztą, i tak czekałem na Californication. I kiedy wychynęła wreszcie kaprawa gęba Duchovnego, a potem ta czołówka świetna, to się poczułem jak w domu ;)) A potem było już tylko lepiej, hehe.
                    • notteanapoli Przemiany 21.10.09, 12:43
                      Nie polecam filmu Barczyka. Nachalny, wydumany, dosłowny. Przyjemny jak
                      borowanie zębów. Dla mnie to był onanizm twórców a nie dobre kino.
                    • barbasia1 Cali :) 21.10.09, 13:02
                      grek.grek napisał:

                      Co to za polityka propaństwowa, żeby w polskiej telewziji polskie
                      kino /filmy spychać na tak późne pory, to się w głowie nie mieści!
                      Greku, Ty odbierasz czeską TV, czy Czesi też tak traktują (z buta)
                      swoje narodowe kino?

                      Greku, może nagrałbyś "Przemiany" Barczyka i kiedyś, nie musi to
                      być w najbliższym czasie, w wolnej chwili opwoiedziałbyś nam??

                      Mandaryna - tylko dlareklamy siebie i płyty, tak mi sie wydaje?

                      >A potem było już tylko lepiej, hehe.
                      :)))
                      Jak to lepiej? Chyba tylko gorzej, bezecnik Hank cierpiący okrutne
                      męki i to podwójnie ... ;) / ale nie aż tak, żeby po głowie nie
                      przestały chodzić kosmate myśli ;))/
                      Zainaugurowałam 2. sezon Cali "razem z Tobą" ;), ale tylko pierwszy
                      odcinek.





                      • grek.grek Re: Cali :) 21.10.09, 14:41
                        Dobra, nagram i powiem co i jak :).

                        Na czeskiej tiwi raczej równoprawnie traktują kino światowe i rodzime. Pory emisji też są różne, ale jednak tam w ogole spotyka się dobry film o 22 z minutami, w TVP jest to niemożliwe, no chyba, że za dobry film uznamy to co pokazują w niedzielę po Rozlewisku, czy jak ten serial się nazywa.

                        Hehe, Moody jak żywy :)
                        W drugim odcinku jego przyjaciel, ta łysa pała, stracił robotę - do szefa dotarł film z kamery służbowej, na którym uprzyjemniał sobie ręcznie pracę w biurze. Stała za tym oczywiście ta jego eks-sekratarka okolczykowana.
                        A Moody posiedział w celi z róznymi podejrzanymi typami; trafił tam również właściciel domu, w którym odbywało się przyjęcie (to było w 1 odcinku ?) na którym Hank został oskarżony o "gębogwałt" (haha, mistrzowskie) - skumali się i Moody dostał propozycję napisania jego biografii, bo to podobno znana postać jakaś.
                        SIę zgodził, gośc najpierw sam wyszedł, a potem jego wyciągnał z paki i się zabawili w jakimś klubie.
                        Ten kumpel Moody'ego -podczas domowej libacji kokainowej - dostał z żalu nerwa, zamknął się w łazience, jego żona zadzwoniła po Hanka i ten go przywrócił do rzeczywistości informacją, że ma zamówienie na ksiązkę, więc mogą ruszyć z kopyta. Łysemu od razu dziób się ucieszył.
                        A, no i oczywiście Moody się musiał z żoną pogodzić, on przeprosić, ona mu wybaczyć. Pewnie do następnego razu ;)
                        • barbasia1 Re: Cali :) 21.10.09, 15:16
                          Tak czułam, Czesi to bardzo rozsądny naród! :)

                          Dzięki za umożliwienie drugiej schadzki z Hankiem (bezecnikiem)! ;))
    • never_never Pocałunej kobiety pająka 20.10.09, 16:47
      nikt chyba nie zauważył tego filmu, co zresztą nie dziwne, bo TV jak
      zwykle popisała się masakryczną porą (1.30 niedziela)
      ale jak jeszcze kiedyś się może na niego natkniecie to warto zobaczyć
      • grek.grek Re: Pocałunej kobiety pająka 21.10.09, 12:26
        A coś więcej o samym filmie ? i dlaczego warto ? (jeśli można)
        • never_never Re: Pocałunej kobiety pająka 21.10.09, 17:56
          dlaczego warto? ogladałam chyba z 15 lat temu i do dziś pozostawił
          niezatarte wrażenie "czegoś wyjątkowego", ale szkoda że teraz był
          tak późno, bo nie zdołałam sprawdzić, czy po tylu latach podobałby
          się tak samo...
          nie wiem czy tematyka kogoś nie zniechęci (trudna relacja więźniów w
          we wspólnej celi w Ameryce Łacińskiej, Raul Julia więzień
          polityczny, William Hurt transwestyta/homoseksualista (?)
          opowiadający stare filmy, gdzie gra Sonia Braga)
          ale jak to było zagrane (William Hurt chyba dostał Oscara)
    • barbasia1 OT rysukowy :) 21.10.09, 13:13
      www.przekroj.pl/galerie_archiwalne_galeria.html?galg_id=1301&ph_main_01_page_no=5

      Tak zapewne w dalszej perspektywie będzie wyglądać współpraca
      Nergala i Dody na polu zawodowym. :)))

      Raczkowski to prawdziwy wizjoner! :)


      • grek.grek Re: OT rysukowy :) 22.10.09, 13:59
        O Przemianach skrobnę słów parę jutro; a na dziś ? - ja bym polecił "Predatora" (polsat, 21:00). Wiem, wiem, Arni i tak dalej :), ale
        to jest naprawdę wysoka półka jak chodzi o kino akcji/science-fiction.

        Szczególnie mogą być usatysfakcjonowani ci, którzy będą oglądali pierwszy raz. Za drugim to już nie to samo (niestety - jak dla niektórych, he he).
        W każdym razie - warto rzucić okiem.
        • barbasia1 "Predator" 22.10.09, 15:13
          Świetnie, czekam/y na Twe "Przemiany"! :)
          i na odpowiedź na pytanie, czy Nottenapoli miała rację!?

          W takim razie moze rzucę okiem na "Predatora" po
          "Londyńczykach", chyba już kiedyś ogladałam, ale nic nie zostało mi
          w pamięci, więc będzie tak jakbym oglądała po raz pierwszy? :)


          • grek.grek Re: "Predator" 22.10.09, 15:48
            To zależy, jak szybko, już oglądając, sobie przypomnisz, to czego nie pamiętasz teraz ;)
            • barbasia1 Re: "Predator" 22.10.09, 16:20
              :))
              Nie, nie chyba jednak nie widziałam (rzuciłam okiem na opis), a
              jeśli już to jakieś fragmenciki.
    • pepsic "Ocean strachu" 22.10.09, 15:51
      A ja wczoraj obejrzałam całkiem niezły film i to na TVN-ie, ale niestety nie od
      początku, bo tytuł mnie całkowicie zwiódł. Opowieść dość kameralna i nakręcona
      raczej małymi środkami. Młode nurkujące małżeństwo znalazło się przez nieuwagę
      załogi na pełnym morzu pełnym rekinów gdzieś w Karaibach. Pozostawieni na łasce
      losu, a raczej rekinów młodzi ludzie próbują dodawać sobie otuchy. W obliczu
      śmierci stają się sobie bardziej bliscy i próbują nadrabiać miną: padają
      kwestie typu: "nie znam nikogo, kogo ugryzł rekin". "i ja jeszcze za to im
      zapłaciłem?" Kiedy zdołowany chłopak zaczyna rozpaczliwie krzyczeć, dziewczyna
      tonuje: "Skończyłeś? To dobrze, przecież nie jesteś tu sam" Cytaty niedosłowne.
      Nie są to w żadnym razie "Szczęki", ale napięcia ze zrozumiałych względów nie
      brakuje, a i cała historia nie kończy się happy endem.
      Ps. film oparty na smutnych faktach!
      • barbasia1 Re: "Ocean strachu" 22.10.09, 16:27
        pepsic napisała:

        Przegapiłam ten film! a chciałam obejrzeć, kiedyś na forum był wątek
        poświęcony temu filmowi i przeważały włąsnie podobne do Twojej
        opinie, b. pozytywne.
        W ramach podzięki za słów kilka o tym filmie, wklejam Ci ten stary
        wątek (choć tym razem to nie Grek.grek go założył i nawet ani
        jednego słowa nie napisał!?? :), gdybyś chciała przeczytać co pisali
        inni.

        forum.gazeta.pl/forum/w,14,78725504,78725504,_Ocean_strachu_24_04_o_21_30_na_TVN.html


        • pepsic Re: "Ocean strachu" 22.10.09, 16:48
          Dziękuję. Z przyjemnością poczytałam :))
        • grek.grek Re: "Ocean strachu" 23.10.09, 11:15
          O "Przemianach" parę słów.
          Treść jest taka :
          Snaut, tak się nazywa facet, który przyjeżdza do domku, gdzieś na prowincji, w którym mieszka jego narzeczona - Wandy z rodziną : z matką, z siostrą, co ma córkę i z drugą siostra - Martą, co nie ma córki, ale ma męża.
          Ma tę rodzinę poznać trochę.

          Od początku wiadomo,że coś tam nie gra - że tak powiem : ogólnie temperatura familijna jest poniżej zera.

          Nie trzeba długo czekać na akcję.
          Od razu Snaut ściera się z matką Wandy - ona mu powiada, że trochę go już zna z opowiadań : że jest eks-ćpunem, rozwodnikiem i odwykowcem, a on jej na to grzecznie tłumaczy dlaczego się z żoną rozszedł (zdrady, ogólny brak chemii, słowem : nieporozumienie), że też o niej trochę wie : że mąż od niej odszedł, a potem spowodował wypadek w którym zabił dwie osoby i sam zginął, że ona ma depresje, lęki, rujnuje życie swoim córkom i generalnie - bitch z niej jak jasna cholera.
          Wtrąca się w to wszystko mąz Marty i mówi mu, że tutaj nikt nikogo nie kocha, może poza tą małą dziewczynką, córką dzieciatej; niebawem sam to zrozumiesz i zechcesz stąd szybko wyjechać.
          Miły początek. Jak się dalej okaże Snaut, to kiepska partia dla córeczki mamusi : stracił pracę przez uzależnienie (od czego ? niesprecyzowane), taki sobie rozbitek trochę. Ale na rozbitka nie wygląda bynajmniej. Jest pewny siebie, czujny, nie daje się zbić z pantałyku i sam rozdaje karty w tym całym interesie.
          I prowokuje od samego początku : przy dopiero co poznanej koleżance Marcie nie ma oporów zmieniać portek, przy dzieciatej - histeryczce, cierpiącej na cukrzycę - przechodzi sobie swobodnie na golasa - w końcu on, Wanda i dzieciata zajmują jeden pokój, tyle że przedzielony folią.
          Dobrze facet wyczuwa nastroje. Marta nie sypia z mężem, dzieciata niby ma dziecko, ale gdzie jego tatuś - przecież nie są z drewna, i od początku z ciekawością, dobrze tłumioną, zerkają na pana Snauta.

          Zbliża się on po kolei do obu kobiet - z dzieciatą pływa wieczorem i rozmawia siedząc na stawem przydomowym.
          Pani Marcie od razu wypala : dlaczego twój mąz to taka pinda ? Nie kochasz go. Kiedy ostatni raz spaliście ze sobą ? I wyprowadza ją tym z równowagi. Nie jest chamski, ale jest bezczelnie szczery. Z tym większą mocą w Marcie się odzywa frustracja.
          Bez wiary w to co mówi próbuje przekonywać, że kocha mężą, że jej z nim dobrze i bezpiecznie, ale Snaut bezceremonialnie zbija te chwiejne słówka. Aż w końcu pani Marta nie wytrzymuje i mówi mu wprost : wku.rwia mnie pan, niebezpieczny z pana człowiek, i cieszę się, ze moje życie nigdy nie będzie w pana rękach. Dobry tekst ;)

          cdn



        • grek.grek Re: "Ocean strachu" 23.10.09, 11:32
          Generalnie, Marta jest rozmiękczona dostatecznie.

          Potem przychodzi kolej na dzieciatą - Snaut bawi się z jej córeczką, a potem mówi d jej matki : mała ma niesamowitą wyobraźnię, wiesz co mi powiedziała : ze (te) dwie laleczki mają tego samego męża.
          I pyta wprost : kto jest ojcem małej ? Odpowiedzi nie dostaje, a zamiast tego zaczynają się atakować - ona do niego, ze zniszczy Wandę, a on jej, że jest chora z urojenia, że ma coś do facetów, od kiedy ktoś jej zrobił dziecko i odszedł. I że "wszyscy wiecie co tu się dzieje, tylko jedna Marta nie wie, bo ją okłamujecie".
          Kobita zaczyna schizować i zaczyna wygadywac - on nas chce doprowadzić do szału, rzuca w niego qrwami, a potem ma atak jakieś apopleksji. Odwożą ją na sygnale. Jak się okaże - babka zeszła.
          W chałpie zapada cisza, nikt z nikim nie rozmawia, przy tradycyjnych śniadankach - ani słowa.

          Pstryk i akcja skacze do przodu.
          Marta z mężulkiem odwiedzają Snauta i Wandę w ich mieszkaniu, w mieście (jakimś).
          I najpierw jest miło - a wejdźcie, ale macie ładnie, a to, a s,ro, ale po 2 minutach plumkania męzusiowi się wymyka - ożeńcie się, będziecie mieli dziecko.
          Marta mu na to : a jakie ty masz prawo o tym mówić, co ?
          I jest ring wolny. I Marta jedzie po swoim starym, monolog na ostrym wqrwieniu - że z nią nie chce sypiać, że wszyscy ją okłamywali, i że "co wy sądzicie, ze nie wie, że zrobiłeś dziecko mojej siostrze", że "zabiło ją kłamstwo" itd - przy tekście o zrobieniu dziecka siostrze, Wanda rzuca Snautowi spojrzenie i tekst "s-synu, nie wybaczę ci tego", a Marta : on mi nic nie musiał mówić, sama wiedziałam. Więc Snaut wiedział o rodzinnej tajemnicy poliszynela od narzeczonej, zanim przyjechał, świadomie grał na nerwach całej familii.

          Męzulek chce przepraszać za to, że zrobił dziecko, a Marta mu na to, ze to mu wybaczyła, ale kłamstwa za cholerę nie wybaczy nigdy.
          I koniec imprezki. Ona wychodzi. On za nią
          Na parkingu próbuje ją zatrzymać, że sobie bez niego nie poradzi (z normalnym życiem, "przed którym zawsze się ukrywała"), ala to na nic. Babka odjeżdza, a gośc zostaje jak ta d,pa w polu.

          cdn.
        • grek.grek Re: "Ocean strachu" 23.10.09, 11:46
          I nastepny pstryk.
          Teraz jadą autem Snaut z Martą. I on do niej, że jej pragnie, że to, że śmo, ona się gdzieś tam niby wyrywa, ale bez przekonania. Przykładowy dialog :
          - Marta, ja cię pragnę.
          - To nie jest śmieszne, trzeba z tym walczyć.
          - Nie. Chcę ciebie.
          (...)
          M - Chcę wracać.
          - Pomóz mi. Chcę cię poczuć.
          - Ale ja nie chcę.
          - Chcesz... Marta, nic bez twojej zgody.
          Nie wiem, może to kogoś kręci ;)

          Tak czy owak, lądują w końcu za miastem, w jakimś drewnianym domku, gdzie mają seks.
          Ale tez się muszą nagadać zanim przystąpią do rzeczy.
          S - Będziemy się kochać.
          M- Żeby się kochać, to musielibyśmy się kochać.
          S - No to się będziemy pier.dolić (tonem żartobliwym, bo to w sumie ciepła scena jest, w ciepłych kolorach kadrowana, w przeciwieństwie do scen w domu Wandy - tam dominowały szaroburość)
          ... S - wreszcie jesteś taka jak zawsse chciałaś : słaba, bezbronna.
          Więcej gadania niż potem tego seksu ;)

          Pstryk.
          Mieszkanie Wandy, w mieście.
          Marta jej komunikuje, że jest w ciąży ze Snautem. I chce urodzić. I ze go kocha. Oczywiście dla wandy jest to szok. I rozmawiają ze sobą, w stylu jak wyżej, tyle że tematyka nieco inna, bo Wandzia bidna się martwi, jak to teraz z nią będzie, że zostanie sama, że właściwie to chce być sama, ale najlepiej jakby z nią ktoś teraz został, czego marta w ogóle nie czuje, bo się za bardzo cieszy swoim szczęsciem nowym, co aż z niej emanuje.

          I scena jakaś oniryczna - znów dom rodzinny, na prowincji, wieczór, późne zachodzące słońce zza czubków drzwew wpada do środka, Marta i Wanda siedzą na ławce w holu, Snaut wchodzi i mówi do Marty, że jest gotów, że mogą jechać. Ona wstaje, całuje go i wychodzi. I idzie sama aż znika.

          A potem rozmowa Marty, wandy i mamuśki - z której wynika, że mamusia ma poczucie winy, Wanda łudzi się, że to Snaut zbałamucił martę, a ona tego tak naprawdę nie chciała, a Marta już podjęła decyzje i w ostatniej scenie jadą z tym całym Snautem samochodem. Gdzieś. Kooniec.

          Kto nie oglądał, to tak jakby trochę obejrzał ;)




          • grek.grek Re: "Ocean strachu" 23.10.09, 12:06
            Ten Barczyk, co reżyserował, inspiruje się Bergmanem, co widać - teksty wprost, psychoanaliza, mało scen pobocznych, wprowadzających, albo pozornie nieważnych, ale istotnych dla tym mocniejszego akcentowania ważnych potencjalnie zdań następujących po nich, tak trochę jak w boksie, kiedy wychodzi dwóch gości, co nie są wytrawnymi technikami, tylko się od razu zabierają do młócenia cepami. Tak też jest tutaj. Tyle,że trzeba trochę wyczucia, precyzyjnego scenariusza, wiarygodnych emocji, żeby to działało. Ja bym nie powiedział, że Barczykowi się to udało zrobić należycie. Trochę się przespacerował po tym filmie, te postaci, bo na nich się wszystko tutaj opiera, dość płytkie, jednowymiarowe, potraktowane trochę nie fair, jako przyczynek do całego zamieszania, a nie jego podmiot. U Bergmana rzecz się zawiera w tych postaciach, które kreuje, u Barczyka raczej sa one pretekstem do dążenia do ukazania jakiejś banalnej tajemnicy. Bergman przeprowadzał wiwisekcję kolejnych mózgownic, Barczyk nie ma o tym większego pojęcia. Styl to za mało. Pamiętacie ten dialog o Big Macu Vegi i julesa z Pulp Fiction ? Kultowy. Milion razy próbowano to powielać, ten tarantinowski wzorzec gadki o d,pie Maryni, najlepiej tuż przed jakąs krwawą jatką - i zawsze to brzmi po prostu sztucznie, jak tania chińska podróba. I taką właśnie tanią podróbą bergmanowskich dramatów są Przemiany.

            Duchota, ciasnota podkreślana sposobem kadrowania, zero planów ogólnych, odpowiednie operowanie kolorami - w domu na prowincji szaroburo, co miało znamionować panujący tam emocjonalny chłód, w scenach późniejszych - Wanda-Snaut, kiedy Marta wybucha męzowi prosto w twarz, więcej kolorów jasnych, mających oddawać autentyczne namiętności.
            To na pewno ciekawe.

            Największy atut tego filmu - aktorstwo.
            Świetny Jacek Poniedziałek, jako Snaut. Jeszcze lepsza Maja Ostaszewska, jako Marta.
            Właściwie, kto nie zagrał ten zagrał b. dobrze - Katarzyna Herman, jako Wanda, Maria Maj, jako matka, Aleksandra Konieczna, tego faceta co grał męża Marty nie mogę odtworzyć z nazwiska (skleroza mnie toczy, albo po prostu kobiety-aktorki zapamiętuję lepiej), ale też był dobry ;)

            • barbasia1 Nie "Ocean strachu" ale "Przemiany" są tam wyżej 23.10.09, 12:08
              Czytam! :)

            • barbasia1 "Przemiany" 23.10.09, 14:48
              Wiadac, że Barczyk miał wielką chęć stworzenia czegoś ambitnego,
              lecz ambicje przerosły chęci, efekt końcowy rzeczywiście nie wypadł
              za dobrze, choć poczatek filmu zapawiadał nawet intrygującą rzecz .
              /Ale od filmu Lindy nie jest gorszy więc nie jest aż tak źle ;)/

              Ciekawe skojarzenie z twórczością Bergmana, Grek! I prawda, że
              film Barczyka nie wytrzymuje tego porównania (choć fakt faktem, ze
              mało kto może mierzyć się z Bergmanem); np. też cieżko dopatrzyć się
              uniwersalnych prawd dotyczących natury ludzkiej , w których
              wydobywaniu mistrzem był Bregman.

              Tak sobie pomyslałam, że ta filmowa opowieść powinna się zacząć w
              momencie, kiedy prawda wychodzi na jaw (nie sadzisz, że zbyt proste,
              by nie rzec prostackie rozwiązanie historii proponuje Barczyk –
              bezceremonialnie (trochę bezduszne) wywalenie na wierzch skrywanej
              (?) prawdy / prawd (?) w rodzinie jako jedne skuteczne lekarswo,
              aby uleczyć atmosferę i całą rodzinę; oczywiście tkwienie w
              kłamstwie zawsze jest cieżkie dla wszytskich stron, lecz ujawnienie
              prawdy wcale nie musi spowodować uleczenie sytuacji, wręcz
              przeciwnie, zwykle rodzi właśnie nowe komplikacje).
              Ciekawsze było by zobaczyć jak ta rodzina, ludzie, żyjący pod jednym
              dachem radzą sobie z wydobytą na jaw prawdą!? A tu nie dość, że
              ujawnienie tajemnicy (istota filmu) w zasadzie kończy film , to
              jeszcze twórcy, by nie komplikowac sobie życia /scenariusza i
              opowieści uśmierają w połowie jedną sióstr –tę najbardziej
              poszkodowaną, matkę dziecka.



              - Marta, ja cię pragnę.
              - To nie jest śmieszne, trzeba z tym walczyć.
              - Nie. Chcę ciebie.
              (...)
              M - Chcę wracać.
              - Pomóz mi. Chcę cię poczuć.
              - Ale ja nie chcę.
              - Chcesz... Marta, nic bez twojej zgody.
              Nie wiem, może to kogoś kręci ;)

              :)))

              A to starsznie wydumany dialog! :)

              Dzięki Ci za Przemiany! :)


              • barbasia1 Re: "Przemiany" 23.10.09, 14:59
                "I nastepny pstryk.
                Teraz jadą autem Snaut z Martą. I on do niej, że jej pragnie, że to,
                że śmo, ona się gdzieś tam niby wyrywa, ale bez przekonania.
                Przykładowy dialog :
                - Marta, ja cię pragnę. "

                Greku, tu Snaut jedzie chyba z Wandą (narzeczoną), nie z Martą
                prawda?

                Snaut, też ciekawa, ale irytująca (tak mi się wydaje?) postać!
                • grek.grek Re: "Przemiany" 23.10.09, 15:17
                  Z Martą. Snaut, takie mam wrażenie, w ogole przyjechał tam z planem zdobycia Marty, albo przynajmniej z ciekawością jej osoby. Jak wynikało z akcji, to Wanda mu opowiedziała o ich rodzinnej tajemnicy - czy może "tajemnicy", bo bardziej tu jednak chodzi o to, że wszyscy wiedzą, co się stało, ale nie umieją o tym porozmawiać i narasta w nich frustracja,obcość i złość. I Snaut, jako człowiek z zewnątrz, zdetonował wreszcie tę bombę kłamstwa/niedomówienia/przemilczenia, swoimi prowokacjami, swoją bezczelnością, którą pobudził szczególnie własnie Martę, totalnie wykończoną sytuacją i jako jedyną pragnącą zmiany własnego życia, i dodatkowo będącą prawdziwą ofiarą tej sytuacji (bo to w końcu ona została zdradzona i wystawiona), do zrzucenia z siebie tego balastu.
                  Czy kochał ją już wtedy, kiedy opowiadała mu o wszystkim Wanda, czy zakochał się w niej dopiero na miejscu, patrząc na nią, rozmawiając z nią, oglądając jej niespełnienie i cierpienie, czy zakochał się w jej byciu ofiarą owej zmowy milczenie - nie wiadomo. Możę dostrzegł w niej siebie, jakiś związek z własnymi losami, może popchnęło go ku niej to, że od początku go tam nie traktowano najlepiej (matka zwłaszcza), podobnie jak ją - wspólnota pokrzywdzonych taka; może po prostu dostrzegł w niej, jako jedynej tam, a nie w Wandzie, dostateczny kapitał ciepła i kobiecości, z którymi związał jakieś nadzieje. Jakąs musiał mieć motywację.

                  Snaut, ciekawy, zaiste. A Jacek POniedziałek zagrał go znakomicie. Nie wiem, czy on tam gej, czy niegej, mało ważne (mimo że się go głównie z tego powodu postrzega) - aktor pierwsza klasa.
                  • barbasia1 Re: "Przemiany" 23.10.09, 15:29
                    grek.grek napisał:

                    No tak, wszytsko jasne, ona po tej jeździe zachodzi w ciąże! I wiąże
                    sie ze Snautem.
                    Przepraszam, to ja jakoś nieuważnie czytałam! /albo raczej nie
                    chciałam przyjąć do wiadomości, ze on przjeżdżajac w odwiedziny z
                    narzeczoną Wanda takie rzeczy proponuje jej siostrze Marcie ;)/

                    > Snaut, ciekawy, zaiste. A Jacek POniedziałek zagrał go znakomicie.
                    [...] - aktor pierwsza klasa.

                    ! Z całą pewnością! :)


                    Chciałabym zobaczyć ten film!
              • grek.grek Re: "Przemiany" 23.10.09, 15:31
                Z tym Bergmanem, to nie moje, czytałem o tym w recenzji, chyba w Polityce, dość dawno temu. I naswet byłem ciekaw Barczyka. POtem zapomniałem, a teraz mi się przypomniało z okazji tego filmu, więc
                patrzyłem pod kątem tego, co tam znam i kojarzę z Bergmana, na ile rzeczywiście to widać. No i widać :)

                Barczykowi bardziej udało się wyeksponować wątek samego niedmówienia niż charakterów postaci, które się z nim mierzą, które tkwią w jego obrębie. I niekoniecznie mówi cokolwiek o świecie, ludziach, współczesności, o jakichś życiowych prawdach, a jeśli, to są to banały - że zawsze trzeba porozmawiać o trudnych problemach, bo to oczyszcza atmosferę, a w kłamstwie duszno jest ? Bergman jednak powazniejszymi zagadnieniami się zajmował. Mozę dlatego, że miał emocjonujące życie, sporo przeszedł mentalnie, miał d\trudny dom, trudne małżeństwo rodziców, własne związki z kobietami o wysokiej intensywności. Coś miał do powiedzenia. Miał inspirację z zupelnie innej półki, nie mówiąc o skali talentu. Nie chcę odmawiać Barczykowi czegokolwiek, ale po jego filmie widać, że jednak nie
                ma tej podkładki, nie ma materiału poglądowego, z której miałby czerpać.

                To by było niezłe, co piszesz, ten inny wariant sytuacyjny.
                Barczyk postawił na inny, bo ta prawda-tajemnica właściwie jest ujawniona, problem polega na tym, ze nikt nie może powiedzieć głośno o tym, co czuje, że to wszystko jest do d,py, nie może dojśc do katharsis. Dopiero ktoś z boku, niezaangażowany w to, potrafi sprawy popchnąc do przodu, nawet kosztem czyjegoś życia, niestety. Paradoks polega na tym, że na końcu zostają zdradzona Wanda i matka. Marta odjeżdza ze Snautem. Karę za milczenie płacą więc te, które w tym brały udział i nie miały odwagi nic zmienić. nagrodę dostaje Marta - za odwagę, i za to, że była największą ofiarą całego zamieszania.
                • barbasia1 Re: "Przemiany" 23.10.09, 16:21
                  grek.grek napisał:

                  >nagrodę dostaje Marta - za odwagę, i za to, że była największą
                  ofiarą całego zamieszania.
                  !?

                  Ale biedna "ofiara", zdradzona Marta (ktora przeciez rówież jak
                  pozostałe wiedziała /domyślała się prawdy-tajemnicy) zrobiła
                  dokładnie to samo, co jej własna siostra - zdradziła drugą siostrę
                  i na dodatek jak tamta zaszła w ciążę! (tyle, że facet siostry nie
                  był jeszcze jej mężem a narzeczonym).

                  Dla mnie postacią o wiele bardziej tragiczną od Marty wydaje się być
                  jej siostra, ta dzieciata, która z jakiegoś powodu uległa mężowi
                  Marty, poszła z nim do łóżka, zapłaciła za to ciążą, narodzinami
                  dziecka, (ktoremu powiedzieć nie mogła kto jest jej ojcem), zapewne
                  z poczuciem winy wobec siostry, życiem w kłamistwie, w samotnosci, a
                  na końcu dostała jeszcze apolpleksji i zeszła z tego świata!


                  Nie powinnam pisać o filmie, którego nie widziałam! :/

                  • grek.grek Re: "Przemiany" 24.10.09, 11:28
                    Na tym polega cała ironia sytuacji.

                    Marta jednak została wystawiona przez wszystkich, także przez swoją
                    siostrę, której nie tyle odebrała narzeczonego, co ten narzeczony
                    wybrał sam Martę (w przypadku jej męża, to był, z tego wynika, po prostu
                    skok w bok, który się skończył, jak się skończył) - ona się długo przed nim broniła.

                    I - zauważ - Marta przychodzi i komunikuje Wandzie, co się stało - mówi jej prawdę, nie okłamuje, nie popełnia tego błędu, który Wanda popełniła wobec niej.

                    Ta, co zeszła - na pewno to także ofiara całego zamieszania, ale przede wszystkim, co pada w filmie z ust Marty - jest to ofiara własnego kłamstwa, nie wytrzymała napięcia nerwowego związanego z duszeniem w sobie poczucia winy wobec siostry, życiem w atmosferze wytwarzanego także przez nią chłodu i pogłębniającj się paranoi. Nie miała odwagi niczego zmienić, więc nagroda jej nie może spotkać.
                    • barbasia1 Re: "Przemiany" 24.10.09, 15:23
                      Wiesz, po tym jak przeczytałam raz jeszcze Twoje streszczenie,
                      komentrz, te dodatkowe informacje i przemyślałam wszytko na
                      spokojnie, muszę stawierdzić, że to naprawde interesujacy film ,
                      dający dużo do myślenia! (i odwołuje/ odszczekuję pierwsze krtyczne
                      stwierdzenia, pan wybaczy, panie Barczyk!). Myślę, ze rezyseri idzie
                      w dobtym kierunku i jeszcze zbliży się do bregmana poziomem

                      Barczyk pokazał tu właściwie prostą histoię, rodziny żyjacej bez
                      miłości, w zakłamaniu, fałszu, do której wkracza nagle ktoś, kto
                      przy pomocy prawdy (brutalnie) burzy wszytko, wysadza w powietrze
                      ten stary zatęchły porządek i tym samym wyzwala w całej w rodzinie,
                      w kobietach prawdziwe emocje, prowokuje do działania, do tytułowych
                      przemian / zmian, przy czym, jak się dobrze przyjrzeć, nie w każdym
                      wypadku są to zmiany na lepsze (więc odszczekuję równieć, to co
                      napisałam wyzej, że daje w tym rezyser filmie prostackie rady w
                      stylu ujawnij prawdę, a wszytko będzie dobrze) - dla jednych owa
                      prawda okazuje się się zabójcza – i to jest okrutne , /nadal
                      uważam, że ta dzieciata siostra to najtragiczniejsza postać w tym
                      filmie i nie zasługiwała na taki los, albowiem w jej przypadku
                      prawda jest pewnie o wiele bardziej skomplikowana niż widział i
                      oceniał to Snaut/. Na wyjawieniu prawdy straciła także Wanda – bo
                      zdradził ją narzeczony i siostra (broniła się ale w końcu
                      zdradziła). Z kolei matka straciła jedna córkę, być może będzie
                      musiała przejąć opiekę nad wnuczką, być może również prawda jaka
                      usłyszała o sobie, jeśli jest kobietą myślącą skłoni i ją do
                      jakichś pozytywnych zmian.

                      Najlepiej na tym wszytskim wyszła Marta, prawda, zmany przyniosły
                      jej nowe uczucie, dziecko. Nie mówiłabym tu jednak chyba
                      o „nagrodzie”, bo Marta nie była w niczym lepsza od postałych
                      sióstr, w koncu wiedziała / domyslała się wszytskiego, jak sama
                      przyznała!!! i też sama nie miała odwagi dokonać zmian, miała po
                      prostu więcej szczęścia niż pozostałe siostry, spotkała człowieka,
                      ktory ją obdarzuł uczuciem i ktorego ona pokochała (ale i zdradziła
                      siostrę, choć, fakt, zachowała się na końcu uczciwie mówiac o
                      zdradzie i o ciąży Wandzie, widac , że jakieś wnioski z całej tej
                      smutnej historii wyciagnęła ).
                      Tylko ten były mąż Marty, sprawca całego nieszcześcia!?, który
                      chyba najbardziej - zdradą - przyczynił do całego rozpadu tej
                      rodziny został, mam wrażenie, może mylne, najłagodniej potraktowany
                      przez los!??

                      Tak to rozumiem, mam nadzieję, że teraz zgodnie (w jakimś stopniu) z
                      zamysłem autora.


                      Podoba mi się ten film, mam nadzieję, że po obejrzeniu nie zmienię
                      zdania! :)

                      Wiesz, Greku, ja jednak nie moge pisac na od razu, na szybko, musze
                      sobie wszytsko na spokojnie przemysleć, odczekać dzień, czy dwa a
                      potem dopiero mogę wypowiadac się w temacie,
                      jakoś wolniej myślę ;) albo dłuższe mam neurony i myśli dłuzszą
                      dorgę do pokonania mają, czy co? ;)
                      • barbasia1 Re: "Przemiany" 24.10.09, 15:29
                        > Tylko ten były mąż Marty, sprawca całego nieszcześcia!?, który
                        > chyba najbardziej - zdradą - przyczynił do całego rozpadu tej
                        > rodziny został, mam wrażenie, może mylne, najłagodniej
                        potraktowany > przez los!??

                        i przez scenarzystę!?
                      • grek.grek Re: "Przemiany" 25.10.09, 12:38
                        Zamysł autora, to jedno - interpretacja własna, to drugie :)

                        Mąz marty specjalnie dobrze potraktowany nie został, bo wygląda na to, że został sam z dzieckiem, stracił żonę.
                        Generalnie, nastąpiły przetasowania liczne.

                        Jasne, że prawda przyniosła wiele rozczarowań wszystkim, ktoś wyszedł na jej głośnym powiedzeniu lepiej, ktoś gorzej, ale istota rzeczy, wg mnie, polega na tym, że wszyscy przestali się borykać z tym, co było gorsze od konsekwencji tej prawdy wypowiedzenia - z wyrzutami sumienia i przemilczeniem, które nie pozwalało im na żaden ruch, a wyłącznie pogrązało w chłodzie.
                        Z wszystkim można sobie poradzić, jesli jest wypowiedziane i wzięte na tapetę, przerobione - nawet ze zdradą. Tylko z kłamstwem i przemilczeniem poradzić sobie nie sposób.

                        • barbasia1 Re: "Przemiany" 25.10.09, 13:39
                          grek.grek napisał:

                          > Zamysł autora, to jedno - interpretacja własna, to drugie :)

                          :) Oczywiście! Ale jednak za daleko od zamysłu autora odchodzć nie
                          można! :)

                          Pozwolisz, ze wybolduję:
                          Z wszystkim można sobie poradzić, jesli jest wypowiedziane i
                          wzięte na tapetę, przerobione - nawet ze zdradą. Tylko z kłamstwem i
                          przemilczeniem poradzić sobie nie sposób.


                          Tak święte słowa, podpisuję się pod tym, zresztą pod całym akapitem!
                        • barbasia1 Re: "Przemiany" 27.10.09, 14:36
                          grek.grek napisał:

                          Mąż Marty stracił żonę, której chyba specjalnie w rzeczywistosci
                          nie kochał (w końcu nie chciał, nie mógł się z nią kochać od roku i
                          a więcej czułych gestów okazywał matce swojego dziecka i dziecku)
                          i dlatego dość szybko, a nawet mam wrażenie, z ulgą pogodził się z
                          odejściem Marty (scena przy aucie w podziemnym garażu)i oczywiscie z
                          ujawnieniem całej tajemnicy.

                          Wydaje mi się, że jednak chyba kobiety, przez swą (nad)wrażliwość
                          zapłaciły tu i płacą zawsze wiekszą cenę za błędy.
                    • barbasia1 Re: "Przemiany" - świetne! 25.10.09, 12:04
                      Obejrzałam wczoraj!
                      Świetny film!
                      Szapoba i dzięki wielkie Greku, za fantastyczne streszczenie filmu,
                      oddanie jego klimatu (jak zwykle zresztą!).

                      Do poprzedniej mojej wypowiedzi o tym filmie chciałam tylko dodać
                      słów kilka o matce i mężu /o nim nieco zmieniłam opinię/, ale to za
                      chwilę.
                      Teraz słów kilka o tej scenie:

                      >„Tak czy owak, lądują w końcu za miastem, w jakimś drewnianym
                      domku, gdzie mają seks.
                      > Ale tez się muszą nagadać zanim przystąpią do rzeczy.”
                      :))))

                      S - Będziemy się kochać.
                      M- Żeby się kochać, to musielibyśmy się kochać.
                      S - No to się będziemy pier.dolić (tonem żartobliwym, bo to w sumie
                      ciepła scena jest, w ciepłych kolorach kadrowana, w przeciwieństwie
                      do scen w domu Wandy - tam dominowały szaroburość)
                      [...]

                      Świetna scena i świetny dialog. Podobał mi się, kiedy pierwszy raz
                      przeczytałam go w Twym poście, w filmie, jeszcze bardziej. Znakomite
                      wyczucie językowe!
                      No właśnie, poprzez jezyk wyrażamy nasz stosunek do rzeczywistosci;
                      np. używając wulgaryzmów deperecjonujemy rzeczy, zjawiska,
                      czynności, stany itd., do których owe wulgaryzymy się odnoszą.
                      Mówiąc „pier.olić się” spowadzamy seks do czynności fizjologicznej
                      jedynie (jeśli nie gorzej – do jakiejś mało istotnej czynność!?), a
                      przecież seks, erotyka, pożądanie to coś więcej, za nimi stoi
                      (powinno stać) prawdziwe uczucie, jakie łączy dwoje ludzi- miłosć,
                      kochanie siebie nawzajem! (w znaczeniu słowa „kochać się” widac ten
                      związek uczuc i seksu! i na to zwraca uwagą Marta).

                      >Więcej gadania niż potem tego seksu ;)

                      A to ciekawe , bo u mnie na płycie seks trwał aż trzy długie
                      minuty! – czyli dość długo, jak mi się wydaje. Poza tym była to
                      bardzo odważna i mocna scena (pokazana w dużym zblizeniu),
                      naładowana prawdziwą namiętnością i pożądaniem - szapoba dla
                      aktorów! / dla chłodnej zazwyczaj Mai Ostaszewskiej i Jacka
                      Poniedziałka, który przyznał się, że jest gejem! – po tej scenie mu
                      się wierzę ;)
                      • grek.grek Re: "Przemiany" - świetne! 25.10.09, 12:53
                        A co powiesz o monologu Ostaszewskiej, kiedy jedzie po mężusiu ?

                        "Kochać się" dla seksu z pożądania, nie mającego nic wspólnego z uczuciami wyższymi, to nadużycie, no ale jakoś tę czynność (czy seks z pożądania jest czymś marnym i kiepskim ? - sam w sobie, bo wiadomo, że różni ludzie różnie się do tego zabierają) trzeba nazywać - może niekoniecznie dosadny wulgaryzm jest konieczny, ale lepszy on już od czegoś takiego jak "spać ze sobą", czy też właśnie "kochać się" :)

                        Przysnąłem chyba na tym seksie ;)) Moze dlatego, że cały film liczyłem, że jednak będzie to Herman, a tutaj Herman miała jedynie jakąs scenkę, w której nie musiała się eksponować (i za to Barczyk ma następnego minusa :)}
                        • barbasia1 Re: "Przemiany" - świetne! 25.10.09, 14:19
                          Greku, nie jestem purystką językową (przecież chyba to wiesz!?),
                          przecież i mnie czasami też zdarza się uzyć wulagryzmu, choć rzadko,
                          nie pasują do mnie:) nie oburzam się na tu na wulgarym "pier.dolić
                          się" , tylko próbuję zinterpretowac tę scenę i dwa słowa zestawione
                          tu na pewno nieprzypadkowo "kochać się" oraz "pier.olić się",
                          odwołując się do języka.

                          Wulagaryzmy deprecjonują rzeczy nimi nazywane to jedno ze
                          spostrzeżeń językoznawców na temat tej sfery leksyki,
                          ale oczywiście przeciez nie zawsze, nie w każdej sytuacji.
                          Wszytsko znależy od tego, kto w jakim kontekście, z jaką intencją
                          używa tych słów!
                          Nie ma nic zdrożnego, niestosownego, tak myśle, w tym, żeby,
                          kochający mężczyzna czy kochająca kobieta uzywąłam tego typu
                          wulgaryzmów mówiąc do swego partnera/ partnerki, jeśli tylko to
                          ją /jego / ich kręci!
                          W wulgaryzmach jest przecież poteżny ładunek ekspresji, emocji!
                          (spać z kimś - jakieś to bezpłciowe wyrażenie, to fakt. ;)


                          > "Kochać się" dla seksu z pożądania, nie mającego nic wspólnego z
                          uczuciami wyższymi, to nadużycie

                          Nie, nie nadużycie!
                          Może to raczej kobiecy punkt widzenia (z natury kobiecej wynikajace
                          pragnienie :), bo dla wiekszości kobiet ważne jest uczucie w
                          związku, kochać się z kimś kogo się kocha i kto kocha!

                          >czy seks z pożądania jest czymś marnym i kiepskim ?

                          Chyba nie jesli obie strony to akceptują.
                          Gorzej jeśli jedna strona zaczyna wiaząć się emocjonalnie (jak to
                          zwykle bywa kiedy spotykają sie dwie osoby), żądać czegoś więcej
                          (czyli uczuć, związku, stabilizacji - w końcu "miłość jak ten
                          złodziej noca przychodzi"- ktoś tak kiedys powiedział:) od osoby,
                          która tego zdecydowanie nie chce, bo tak od początku postanowiła.


                          grek.grek napisał:

                          > A co powiesz o monologu Ostaszewskiej, kiedy jedzie po mężusiu ?

                          Świetny, należało się kuta.owi! :) (w tej roli świetny, to prawda,
                          Wojciech Kalarus)

                          > Przysnąłem chyba na tym seksie ;))
                          No wiesz, za karę musisz, jeszcze raz obejrzeć cały film, nagrałeś
                          go?

                          Aaaaa, rozumiem, Ciebie Herman pociągała! ;))
                          Mnie Poniedziałek, za którego Barczykowie wielki plus (nawet dwa)
                          się należy! :)


                          • grek.grek Re: "Przemiany" - świetne! 26.10.09, 12:47
                            Na mój gust, to zdrowe odróżnienie - kochać i p-ić, tym jaskrawiej oddające różnicę między jednym, a drugim.
                            A czy można się p-ić kochając i kochać p-ąc, to już kwestia osobna :)

                            Będę musiał poczekać na powtórkę, z tym seksu oglądaniem ;)
                            • barbasia1 Re: "Przemiany" - świetne! 26.10.09, 13:59
                              Ale słowniki jp , wulgaryzmów takiego rozróżnienia nie wprowadzają
                              (jeszcze!? :)( choć własciwie nie jestem pewna jak sprawa wyglada
                              w słowniku wulgaryzmów, musiałabym jednak sprawdzić, czy definicja
                              nie jest czasem rozszerzona o ten właśnie element znaczeniowy,
                              ciekawe!?! ; ale to kiedyś przy okazji),


                              > A czy można się p-ić kochając i kochać p-ąc, to już kwestia
                              osobna :)

                              To prawda.

                              Ale mnie się wydaje, że chyba można. :}
                            • barbasia1 Re: "Przemiany" - świetne! 26.10.09, 14:01
                              > Będę musiał poczekać na powtórkę, z tym seksu oglądaniem ;)

                              A może w TVP była jakaś okrojona wersja tego filmu, tej sceny!??

                            • barbasia1 Re: "Przemiany" - świetne! PS PS PS 26.10.09, 16:35
                              grek.grek napisał:

                              > A czy można się p-ić kochając i kochać p-ąc, to już kwestia
                              osobna :)

                              Wałściwie odpowiedź na to pytanie zależy przede wszytskim od tego,
                              jak ostatecznie zdefiniujemy słowo "p-ić (się)". :))
                        • barbasia1 Re: "Przemiany" - świetne! 25.10.09, 19:40
                          grek.grek napisał:

                          >czy seks z pożądania jest czymś marnym i kiepskim ?

                          Myślę, że seks nieoddzielony od sfery duchowej , od uczuć, emocji (+
                          pożądanie) jest lepszy, wartościowszy, ale z drugiej strony wszytsko
                          zależy od podejścia do spraw seksu, różnym osobom z różnych,
                          względów, czasem nie za wesołych, seks dla seksu, dla przyjemności
                          fizycznej, bez angażowania się może własnie odpowiadać, jestem w
                          stanie to zrozumieć.

                          :)
                      • barbasia1 Re: "Przemiany" - świetne! 25.10.09, 13:28
                        cd.
                        Dwa słowa o matce, ona na pewno nie jest jednowymiarową postacią.
                        Widać, że na swój sposób kocha swoje córki, na swój sposób troszczy
                        się/ martwi się o nie jak każda matka.
                        Naturalną reakcją są więc wątplwości, czy córka dobrze robi wiążąc
                        się ze Snautem człowiekiem, który ma na swym końcie nieudane
                        małżeństwo, dziecko, epizod z uzależnieniem narkotykowym!, w dodatku
                        jest bezrobotny (chwilowo). Widac też, że matka nie radzi sobie ze
                        swoimi obawami, emocjami, wyrzuca je bowiem brulatnie w twarz
                        Snautowi (a Sanut w odpowiedzi na to wypomina jej przeszłosć).

                        Z drugiej strony matka jest osobą głęboko skrzywdoną przez los przez
                        drugiego człowieka – męża (kótry odszegł od niej a potem zginął w
                        wypadku zabijając innych ludzi), co spowodowalo w niej oschłość,
                        zablowoanie pozytywnych emocji. A co gorsza swe nieudane zycie
                        odreagowuje na córkach, krzywdząc je, bijąc!, podporzadkowujac je
                        sobie całkowiecie paraliżuje ich wolę, chęć do działania i zaraża
                        chłodem emocjonalnym / własnie podobnie jest u Bregmana, brak
                        uczuć, emocjonalny chłód, wynikający u niego z wychowania w surowej
                        tradycji protestanckiej jest przejazywany w rodzinie z pokolenie na
                        pokolenie/.
                        Dlatego tez pewnie nikt w tej rodzinie nie miał odwagi, żeby
                        skończyć z kłamstwem, przerwać milczenie, pojąc jakieś dzialania
                        (również zdgodnie z zasada, ze lepsze znajome zło niż niewiadome
                        dobro)
                        Rozumiem, żal Marty, że nikt z nią nie porozmawiał o zdradzie męża,
                        z drugiej strony, skoro wiedziała o wszytskim, jak sama przyznała,
                        to pierwsza powinna zrobić krok w kierunku wyjasnienie sprawy,
                        bowiem to ją najbardziej dotyczył problem zdrady męża! Nikt za nią
                        przeciez nie ma prawa rozwiazywac jej problemów!

                        W końcowych scenach, kiedy pokazana jest rozmowa matki z córkami
                        Wandą i Martą, widać, ze matka się nie zmienieła, i raczej nie
                        zmieni trudno jest się zmienić staremu człowiekowi, takiej trudnej
                        osobowiści (choć ma poczucicie winy). Widac też, Sanut miał nosa,
                        że Wanda jest i bardzie coraz badziej podobna do matki, tez przjęła
                        ten chód i skłonnosci do dominacji i bicia! (spoliczkowała Martę),
                        zapieklania się w swych negatywnych uczuciach (mówi, ze nie
                        przebaczy jednak zdrady siostry, chyba, ze ta wyrzeknie się Snauta i
                        uzna, że Snaut ją uwiódł). Zreszą Wanda chyba niezbyt mocno kochała
                        Snauta, raczej była z nim, bo obawiała się samotnowiści, bała się,
                        ze nikogo lepszego kogo mogłaby pokochać nie znajdzie. Już pierwsze
                        zmarszczki pod oczami się pojawiają trzeba się śpieszyć z ułozeniem
                        życia –niezła scena kiedy uświadamia sobie to. (straszne, jak to
                        zycie pędzi, ech!).

                        Rzeczywiscie jedynie Marta, ta nasłabsza, najmłodsza, najwrażliwsza
                        siostra, w której jest najwięcej ciepła i potrzeby prawdziwej
                        miłosci, wykazuje się tu najwiekszą odwagą, ma odwagę odejść od
                        matki i siostry, ma odwagę porzucić tę niszczącą, duszną atmosferę,
                        zmienić swe życie, dzięki Snautowi, w kórym znajduje prawdziwe
                        oparcie, szczęscie i miłość, spokój – oby tak zawsze było w ich
                        życiu! Może rzeczywiscie Matra dostaje tu nagrodę za odwagę! :)
                        • grek.grek Re: "Przemiany" - świetne! 26.10.09, 13:03
                          Otóż to. Matka jest tutaj szefową całego zamieszania. Można przypuszczać, że to ona właśnie, jako wodzirejka, narzuciła całemu otoczeniu klauzulę milczenia nt. wiadomej sytuacji, a więc ona jest
                          główną odpowiedzialną za cały ten piep,rznik. Reszta jest
                          słaba, bierna, statyczna. Dopiero ten z zewnątrz, dostatecznie bezczelny i otwarty, potrafi zrobić wyłom w tym murze.

                          Grunt,że ta cała Marta nie popełnia błędu i nie ucieka bez słowa.
                          Ta ostatnia scena dobitnie świadczy o tym, ze się czegoś nauczyła ta rodzina - rozmawiają ze sobą, biorą temat na tapetę i rozmawiają. Nauczyli się, że jak się o czymś nie mówi, to nie znaczy, że tego nie ma. Przeciwnie, narasta jeszcze bardziej, pod powierzchnią, w każdym z nich, pielęgnowane wewnętrznie, obecne stale i stale, a jedynie spychane sztucznie w niebyt. A kiedy w końcu eksploduje, to ręka, noga, mózg na ścianie.





                          • barbasia1 Re: "Przemiany" - świetne! 26.10.09, 14:11
                            grek.grek napisał:

                            > Ta ostatnia scena dobitnie świadczy o tym, ze się czegoś nauczyła
                            ta rodzina - rozmawiają ze sobą, biorą temat na tapetę i
                            rozmawiają. Nauczyli się, że jak si ę o czymś nie mówi, to nie
                            znaczy, że tego nie ma.

                            O tak, i to jest chyba ta najbardziej pozytywna zmiana /przemiana!

                            Wiesz, myślę, że to naprawdę świetny film, dający do myslenia, ale
                            też skłaniący/ zachęcajacy ;) do rozliczenia się ze sobą, ze swoim
                            dotychczasowym życiem, skłaniający do wglądu we własne uczcia,
                            mysli.
                            Każdy powienien raz na jakiś czas dokonac takiego szczerego
                            rozrachunku ze sobą. I lepiej zrobić go samodzielnie, a potem starać
                            się powoli dokonywać stosownych zmian na lepsze, niż czekać, aż
                            zjawi się taki Snaut i brutalnie wysadzi wszystko w powietrze,
                            że "ręka, noga, mózg na ścianie". :)

                            Ja taki rozrachunek zrobię jutro, albo pojutrze! ;)
    • stara_dominikowa "Lawa" Konwickiego 23.10.09, 15:23
      Nie mam pojęcia, czy kogoś to zainteresuje, ale 31 października na tvp kultura o
      21:10 będzie ten film. Czekam niecierpliwie, nie widziałam go 10 lat!
      • grek.grek Re: "Lawa" Konwickiego 23.10.09, 15:36
        Chętnie obejrzę... tylko nie wiem, czy dam radę długo wytrzymać wisząc na parapecie u sąsiada zaglądając mu przez okno ;)

        Niestety, nie jestem posiadaczem Kultury (kultury też, hehe). Jeśli jednak pojawi się Twoja, czy czyjaś, recenzja własna - poczytam chętnie.
        • stara_dominikowa Re: "Lawa" Konwickiego 23.10.09, 17:44
          grek.grek napisał:

          > Chętnie obejrzę... tylko nie wiem, czy dam radę długo wytrzymać wisząc na parap
          > ecie u sąsiada zaglądając mu przez okno ;)

          Tak sobie wyobrażam jak to technicznie zorganizować i nijak nie wiem jak można
          wisieć na parapecie okna i jednocześnie przez nie zaglądać...
          :D
          • grek.grek Re: "Lawa" Konwickiego 24.10.09, 11:31
            Trzeba zawisnąc po zewnętrznej stronie, a potem lekko się podciągnąć do góry, by głowa znalazła się na wysokości okna, i w takiej pozycji mocno wytrzeszczać oczy ;)
            • stara_dominikowa Re: "Lawa" Konwickiego 24.10.09, 19:10
              grek.grek napisał:
              > Trzeba zawisnąc po zewnętrznej stronie, a potem lekko się podciągnąć do góry, b
              > y głowa znalazła się na wysokości okna, i w takiej pozycji mocno wytrzeszczać o
              > czy ;)

              Chyba już łatwiej (he, he) byłoby zawisnąć na parapecie swojego okna na palcach
              stóp i zajrzeć do sąsiada w pozycji pionowej z głową skierowaną do ziemi.
              Pomysłu na odwrócenie obrazu o 180 stopni nie mam...
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 23.10.09, 15:47
      Piątek-śmontek : Rambo 2, Paris Hilton i Martin Lawrence, jako dwustukilowa miss bikini. Do pełnego obrazu nędzy i rozpaczy brakuje jeszcze tylko orędzia prezydenta...

      Rambo 2, to niestety chała jest; jakby się ktoś w tym telewizjonie na kinie chociaż minimalnie znał, to by dał Rambo, owszem - ale oryginalną Pierwszą krew - bardzo dobry, interesujący film, w którym o coś więcej chodzi niż o tępą nawalankę, bomby, strzelaninę i szlachtowanie kozikiem, jak w tzw. Rambo II (tzw. bo ma z P.K g,wno wspólnego). Dla samego monologu Stallone'a w finale. {tak, tego Stallone'a, nie pomyliłem :)}


      • barbasia1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 23.10.09, 16:26
        :)))

        i trzygodzinna "Troja" w TVN, też.

        Nie chcę straszyć, ale orędzie prezydenta w każdej chwili może się
        pojawić wszak, wiadomo kto teraz sprawuje rządy w TVP. :)


        • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 24.10.09, 11:39
          Pisząc tego dramatycznego posta zapomniałem zupełnie o Troji/Troi.

          Na dzisiaj - bym polecił "Nazywał się Bagger Vance", w Dwójce, 23:25), kiedyś se pozwoliłem o tym filmie parę słów napisać, a teraz sobie jeszcze bardziej pozwolę je przytoczyć, w ramach bezczelnej lanserki (nie pomyliłem tytułu, na co mógłby wskazywać tytuł wątku) :

          forum.gazeta.pl/forum/w,14,91046227,91086837,Re_Poniedzialek_Polsat_Tsotsi_.html
          • barbasia1 "Nazywał się Bagger Vance" 24.10.09, 13:43
            grek.grek napisał:

            :) Przypomniała sobę te Twoją zapowiedź i powiem Ci, ze nadal mi
            się bardzo podoba (to w ramach dolansowania ;), a sam film (pierwsza
            połowa) również. :)
            I znowu tak późno! Ech!
    • pepsic "Przyjaciel gangstera" 24.10.09, 20:02
      Niezła komedia francuska o dość dziwnej porze dziś była - z Jean Reno i Gerardem
      Depardieu, która mnie oświeciła, że nie jestem aż takim ponurakiem, jakby można
      sądzić po reakcji na amerykańskie komedie.

      Ps. Na dziś widzę w Ale Kino o 20.20 Iris (chodzi o Murdoch)z Kate
      Winslet, a z racji wydłużonej nocy całkiem prawdopodobny może być film polecany
      przez Greka "Nazywał się Bagger Vance", ale w międzyczasie koniecznie urywki z
      Dnia Świra. Tylko, że z moich planów (filmowych) tylko czasem coś wychodzi :(
    • pepsic "Iris" 25.10.09, 11:32
      "Iris" - film opowiada o ostatnim okresie życia pisarki, w którym zmaga się z
      alzheimerem. Od czasu do czasu pojawiają się retrospekcje z młodą Iris
      (zdecydowanie za mało i zbyt cząstkowo), z których dowiadujemy się, że
      prowadziła bujne życie towarzyskie i zmieniała kochanków, a także kochanki jak
      rękawiczki, aby w końcu spotkać na swojej drodze nieatrakcyjnego dżentelmena
      naukowca, który bez względu na wszystko (bo Iris nadal baluje, potem prowadzą
      wspólne życie, a u schyłku życia dopada ją alzheimer
      )) trwa przy niej do
      końca i z wielkim oddaniem opiekuje się. Osobiście wolałabym, aby film skupił
      się na młodości i rozkwicie życia oraz pożyciu małżeńskim. Dowiadujemy się
      epizodycznie, że lubiła pływać i jeździć na rowerze i to, co wcześniej
      napisałam, że czerpała z życia garściami. W przeważającej części oglądamy
      ostatnie lata jej życia, ze względu na rodzaj choroby - mocno przygnębiające i
      smutne. Film dużo obiecywał, a okazał się raczej melodramatem w większości
      poświęconym chorobie alzheimera. Ciekawostka - słychać skrzypce w wykonaniu
      Joshua Bell-i, który niedawno u nas gościł. Świetnie spisali się panowie
      (grający młodego i starego męża). Fajna scena, kiedy młoda Iris wynurza się
      naga z rzeki, a przechodzący brzegiem nauczyciel próbuje teczką zasłonić ją
      przed gromadką uczniów, a sam z ciekawością zerka (można się dowartościować
      spoglądając na nagą Kate Winslet, jeśli ktoś ma kompleksy
      ).
      Ps. Mąż Iris to prawdziwy skarb. Zresztą Bell też niczego sobie i podobno do
      wzięcia :)
      • barbasia1 Re: "Iris" 25.10.09, 12:15
        Widziałam kiedyś ten film! Bardzo przejmujący i wzruszający.

        Dla mnie też zdecydowanie najciekawsze były sceny retrospekcyjne,
        albowiem szaloną, ale i bardzo intrygujacą postacią, wyzwoloną
        kobietą była młoda Iris. :)

        Pepsic, czy to był film autobiograficzy, czy historia od początku do
        konca wymyślona? Tego nie pamiętam!

        • pepsic Re: "Iris" 25.10.09, 14:27
          Autobiografia sfilmowana na podstawie wspomnień męża (mówią, że w związku z
          tym nieobiektywna)
          obejmująca czas poznania się przyszłych małżonków i 50
          lat później.
          • barbasia1 Re: "Iris" 25.10.09, 19:41
            pepsic napisała:

            > Autobiografia sfilmowana na podstawie wspomnień męża (mówią, że
            w związku z tym nieobiektywna)
            obejmująca czas poznania się
            przyszłych małżonków i 50 lat później.

            :) Pewnie mąż zaprezentował się tu w lepszym świetle , niż w
            rzeczywistości. :)

      • grek.grek Re: "Iris" 25.10.09, 12:58
        Gut recenzjon. Zachęcająca. Poza tym zdaniem o goliźnie Winslet, która nie jest rzeczywiście wydarzeniem epokowym ;) Ale aktorka z niej już pierwszoligowa (taki eufemizm wobec babki, co wzięła najświeższego Oskara, i to zasłużonego) - ciekawe, bo kiedy w Titanicu się produkowała, cześciej słychać było głosy, ze bankowo to Di Caprio zrobi karierę, a ona - może, nie wiadomo, kto wie...

        • pepsic Re: "Iris" 25.10.09, 14:38
          Muszę przyznać uczciwie, że jednak trochę przynudzali. A Kate Winslet
          pozostawiła niedosyt, bo zdecydowanie więcej do zagrania miała aktorka
          odtwarzająca schorowaną pisarkę Judi Dench (M z Bonda).
    • grek.grek Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 26.10.09, 12:10
      "Pająk", z nocy ostatniej.

      Interesujące studium psychoodjazdu, z ciekawą rolą Ralpha Fiennesa.

      Faceta wypuszczają z wariatkowa, ze skierowaniem do czegoś w rodzaju
      schroniska dla ludzi po podobnych przejściach, w którym ma swój pokój, nie jest trzymany pod kluczem, może swobodnie wychodzić, dostaje jedzenie itd.
      Budynek ten, prowadzony przez starszą babkę, znajduje się w dzielnicy robotniczej, w której się wychował.
      Pęta się on więc po znajomych z dzieciństwa uliczkach i zaułkach, podczas których to wycieczek wracają do niego wspomnienia, w postaci retrospekcji, w których uczetniczy, jako ktoś w rodzaju niemego świadka.

      Akcja toczy się w dwóch planach czasowych - w dzieciństwie głównego bohatera i obecnie, gdzie większość czasu zajmuje mu gorliwe spisywanie, w poukrywanych pod wykładziną, notesach wszystkiego, co sobie przypomina - pisze jakimiś dziwnymi literami; nie znam się na tym, nie wiem, w każdym razie dziwne były, inne. Miewa rózne nagłe lęki - np. boi się kratki wylotowej, a ściślej rzecz biorąc : gazu, który miałby z niej nagle wylecieć, mimo że nie ma takiej możliwości; przyciąga jego uwagę rozbita szyba złożona w taki sposób, że wygląda jak wielka pajęczyna.

      Stopniowo odtwarza dramat z własnego dzieciństwa, z udziałem swoim, jako może 10-letniego chłopca, ojca, matki i miejscowej dziwki - jego ojciec, coraz mniej szczęśliwy w małżeństwie z porządną do bólu żonką (czy na pewno ? - kiedy wychodzą pewnego wieczora, mały widzi przez okno jak się miętolą pod ścianą nieopodal), zakręcił się w wulgarno-pociągającej dziwce, zaczął się spotykać z nią w wiadomych celach, a kiedy podczas schadzki na działce nakryła ich żona palnął ją łopata w czerep i zabił na miejscu, po czym razem z nową damą swego serca, wesoło popijając, zakopał w ogródku pod rabatą kwiatów.

      Nowa żona się wprowadza do ich domu, i któregoś dnia na luzie informuje chłopca, o tym co zrobiła razem z jego ojcem. Mały wyzywa starego od "morderców" i zwiewa na tę działkę. Tam go ojciec znajduje, przeprowadzają rozmowę, i na pytanie starego "wierzysz, że mógłbym to zrobić ?", dzieciak kręci przecząco głową.

      Chłopak był blisko z matką, ona go właśnie nazywała "pająkiem", po tym, jak opowiedziała mu historię z własnego dzieciństwa - kiedy z bliska oglądała wielką pajęczynę, ze złożonymi wewnątrz jajami przez pajęczycę, która po ich wylęgu umiera, pusta, wyzuta z całego sznurka - niestety, znów nie wiem, o co biegało, koniec końców - chłopak polubił bawienie się sznurkiem, oplatanie go w palcach.

      Wreszcie dorosły-współczesny Cleg (tak ma na nazwisko, o ile pamiętam) zaczyna widzieć w szefowej tę dziwkę z dzieciństwa. Dostaje palmy oplata, pod sufitem i nie tylko, cały pokój znalezionym szunurkiem, zabiera jej klucze, co toczy się równocześnie z kolejnymi wspomnieniami - otóż, ojciec z macochą wychodzą któregoś wieczora, a Cleg-dzieciak spowija chałupę przemyślnym system sznurkowych połączeń, niczym pajęczyną, w jednym celu : aby jednym pociągnięciem szunurkowego zakończenia całej sznurkowej maszynerii uruchomić kuchenkę gazową, siedząc we własnym pokoju. Stary i macocha wracają podpici, ona siada w kuchni półprzytomna, a młody robi, to co zaplanował.
      Jednocześnie, w realu Cleg-dorosły skrada się z młotkiem i przecinakiem do łóżka śpiącej szefowej schroniska.

      We wspomnieniu - ojciec wynosi ciało z domu i krzyczy do małego "zobacz co zrobiłeś... zabiłeś własną matkę" - istotnie, ciało zagazowanej kobiety jest ciałem jego... matki.
      W realu - kobieta budzi się i Cleg widzi, ze to nie ta dziwka, tylko zupełnie nieszkodliwa babina.
      We wspomnieniu - małego Clega odwożą.
      W realu - też go odwożą, zapewne wraca do szpitala.

      Koniec.

      I teraz - o co tu biegało ?
      Moja interpretacja była/jest taka : kiedy mały zobaczył jak się ojciec z matką miętoszą zaczął postrzegać matkę jako dziwkę i zwyczajnie zamienił jej tożsamości we własnej głowie, stworzył dwie osobowości. Wyobraził sobie, że ojciec romansuje z dziwką, a matkę zabił - nie fizycznie, a mentalnie, w jego, małego Clega, pojęciu. Może w grę wchodzi kompleks Edypa, może zwykła schiza. Tylko tak mogę sobie wytłumaczyć, że rzekomo zabita matka odnajduje się w ostatniej scenie, jako faktycznie martwa. On nie widział tego zabójstwa, widzi je tylko jako dorosły Cleg, ale czy widzi, to co się stało naprawdę, czy widzi to, co sobie wyobraził, swoją dziecinną projekcję ?
      Starzy wychodzą wieczorem, miętolą się pod ścianą, potem - niby ojciec zauważa w barze tę dziwkę i już nic nie jest później takie samo, ojciec się irytuje, wierci, w domu mu za ciasno, aż w końcu oznajmia, ze ma domu dosyć i idzie do tamtej. Ale jeśli tamta i matka, to to samo, to czy chłopcu urwał się film w momencie, gdy zobaczył ich wtedy pod murem i reszta jest wyłącznie jego własną projekcją, a dziwka w domu zamiast matki nowym spojrzeniem na matkę ?

      I koronny dowód - postaci matki i dziwki odtwarza jedna i ta sama aktorka.
      Co Wy na to ? :)

      Świetna, sugestywna rola neurotycznego Ralpha Fiennesa - jego Cleg jest przygarbiony, pozornie zgaszony, porusza się z prędkością żółwia, ma przymrużone, spojrzenie jakby nieustannie wyrażające cierpienie, a jednocześnie skoncentrowane bardzo, ściągnięte rysy twarzy; mało mówi, właściwie jakimiś monosylabami. Wszystko gra ciałem. Przekonująco demonstruje całą gamę zachowań chorego człowieka : ubiera 4 koszule na raz, na widok kratki odpływowej przypominającej mu akcję z gazem okazuje lęk przytulając się bokiem do ściany i z czymś w rodzaju nieśmiałości, pomieszanej z przerażeniem, odwracając wzrok, a przy kolejnym napadzie paniki rozbiera się i w samych gaciach opatula gazetami przewiązując je na sobie sznurkiem; bunkruje pod wykładzinami notesy, stawia w nich te dziwne literki/znaki, plus te sznurkowe jazdy; łazi na czworakach, a potem kładzie się na rabatach, kiedy przychodzi na tę działkę, na której niby jego matka została zamordowana.
      POstać tragiczna, złamana w dzieciństwie, bez szans chyba na powrót do normalności. Przez co ? Przez (chorą) miłość do matki ? Czy jednak przez zdradę toksycznego ojca ?

      Ojca zagrał Gabriel Byrne, matkę/dziwkę Miranda Richardson, wyreżyserował to David Cronenberg - trzeba przyznać, że z klasą, film ma odpowiednio cięzki klimat, jest należycie kameralny, dobór okoliczności przyrody właściwy, a prowadzenie Fiennesa wzorowe. Tak to jest, jak się spotkają reżyser, który wie, czego chce i aktor, który wszystko umie pokazać.

      Jest w tym filmie sympatyczny starszy jegomość, który czasami próbuje pogadać z Clegiem.
      Kiedy szefowa schroniska pyta Clega, po co założył aż 4 koszule naraz, dziadek powiada "Szata zdobi człowieka... im mniejszy człowiek, tym więcej ubrań potrzebuje" - dobre, nie ? :) I celne.

      Bardzo dobre sceny, nie ma jakichś zbytecznych ujęć. Precyzyjna kontrukcja. I świetne wprowadzenie - pociąg wjeżdza na dworzec. Staje. Kamera filmuje wszystkich wychodzących z niego podróżnych. Wszystkich. Czeka na tego właściwego. I jest. Na końcu wychodzi z wagonu Cleg i wystarczy jedno spojrzenie i już wiadomo kim jest - pogięty, sztywny, w przykrótkich portkach, wodzący przygasłym wzrokiem. Nie trzeba słów, żeby wiedzieć - kto zacz.

      Warto było posiedzieć, i tylko szkoda, że TVP startuje z podobnymi filmami o 1'15, a kończy tuz przed trzecią. Wielkie brawo :(



      • barbasia1 "Pająk" 26.10.09, 13:42
        grek.grek napisał:

        Potwornie przejmujący, smutny, przygnebiający, ale chyba bardzo
        prawdziwy (także pewnie dzięki fatastycznej, sądząc po Twym opisie
        grze Fiennesa( naprawde szkoda, że tak późno!!!) film.
        Ja też pomyślałam tu o chorobie właśnie o schizie/ schizofrenii, w
        jakiejś najpotworniejszej odmianie, ten film to IMHO pzrede
        wszytskim studium beznadziejnej choroby , która odbiera człowiekowi
        absolutnie wszystko, szanse na normalne, choć w jakiejś szczątkowej
        postaci, odbiera szanse na jakiekolwiek kontakty z innymi ludźmi na
        zawsze, bo główny bohater jest niezbezpieczny dla innych.
        Benadzieję pogłębie jeszcze fakt, ze bohater od losu nie dostaje w
        zamiani nic dobrego, nie dostaje jak autystyczny Raymond Babbit z
        Rainmena niezwykłych zdolności - błyskawicznnego mnożenia
        sześciocyfrowych liczb i zapamiętywania numerów z książki
        telefonicznej, nie jest obdarzony geniuszem matematycznym jak
        John Nash z „Pięknego umysłu”, nie przeżywa przebudzenia i kilku
        najpięknych, szczęśliwych chwil jak bohater filmu „Przebudzenia”
        Leonard Lowe. Jego świat wewnetrzny jest ponury pełen potwornych
        wizji, lęków.
        Jego życie jest przegrane od początku i żadnej nadziei na odmianę
        losu.
        Potworne!

        Ale dzięki i za ten film! :)

        • grek.grek Re: "Pająk" 26.10.09, 15:50
          Fiennes istotnie tchnał ducha (jeśli tak można powiedzieć) w tę postać.

          I własnie to jest dobre, że nie pokazano schizofrenika z jakimś naturalnym darem, i/albo powierzchownością, które skłaniałyby widza do polubienia go. Żadnego zmiękczania, wygładzania sprzyjającego komfortowi odbiorcy. Nie sprzyja to może dążeniu do zmniejszania niechęci społeczeństwa do chorych, ale za to filmowi dobrze zrobiło.
          • barbasia1 Re: "Pająk" 26.10.09, 16:28
            Czyli dobrze wyobraziłam sobie film! To dobrze! :)

            No właśnie! (jesteś genialny!:) Tak, pokazywanie/ eksponowanie w
            filmach tych naturalnych darów/ symatycznej powierzchownosci,
            poszukiwanie jasnych punktów w życiu ludzi ciężko, psychicznie
            chorych, powoduje, że inaczej odbiera się tych ludzi i chorobę.
            Taki obraz skłania własnie widza do natychmistowego polubienia,
            współczucia, wzruszeń, sentymentów itp. A przecież przecież w
            jakimś stopniu fałszuje on rzeczywistość, ukrywa prawdę o istocie
            choroby, o jej okropieństwie, brzydocie, o realnym cierpieniu
            człowieka chorego.
            Ale i takie filmy są potrzebne, żeby włąśnie jak mówisz, zmniejszyć
            niechęć społeczeństwa do chorych, uspośledzonych i innych.

            Ale też barwo dla twórców "Pająka", że zdobyli się na zzobienie tak
            odważnego, trudnego w odbiorze filmu, w którym pokazali całe
            okropieństwo tej starsznej choroby, jaką jest schizofrenia.
            • grek.grek Re: "Pająk" 27.10.09, 11:32
              Jasne, że są potrzebne, z punktu widzenia integracji chorych i nie-chorych, zmniejszenia dystansu, prostowania stereotypów - na pewno.
              Przy okazji uciekają jednak od niekoniecznie wesołej codzienności tej choroby w kierunku wyidealizowanych, szlachetnych i wzruszających wyjątków, a raczej rzadko zajmują się drugim biegunem, czyli cięzkimi przypadkami, w których nie ma nic fajnego i miłego, a jesli już, to taki schizofrenik musi być jakimś oszołomem z piłą tarczową albo zwyczajnym
              wariatem, nie ma drugiego dna w takich opowieściach. Dlatego tym bardziej może się podobać to co zrobił Cronenberg, bo do tematu podszedł z wyczuciem i bez uprzedzeń, wybrał własną drogę, to zabójstwo, którego doppuszcza się, jako dziecko, Cleg nie jest dyktowane jakąś manią kileryczną, tylko wrażliwością tak naprawdę, sprzężoną niestety z chorobowymi urojeniami, ale jednak.

              Dlatego ja bym zalecił każdemu oglądanie Pięknego umysłu i Pająka tego samego dnia, jeden po drugim :)


              • barbasia1 Re: "Pająk" 27.10.09, 13:37
                grek.grek napisał:
                :)

                Znamienne też jest, że to "Piękny umysł" odstaje Okardy i inne
                nagrody, a o filmie Cronenberga nawet niespecjalnie się mówiło!

                Okrutny żart losu taka choroba, która całkowicie odbiera człowiekowi
                to co najistotniejsze - przyrodzoną zdolność trzeźwego myślenia i
                orientacji w rzeczywistości oraz zdolność panowania nad sobą i
                decydowania o sobie i o swoich czynach.



      • lilimarlene1 Re: Ojej, co tu wybrac (cz.3) 02.01.10, 00:23
        dziękuję Ci greku za ten opis
        -szukałam go i nie zawiodłam się:)
    • barbasia1 Dziś Teatr Telewizji 26.10.09, 15:35
      i wprawdzie ponownie Scena faktu, a w nim IPN-y, teczki,
      rozliczenia i tym podobne sprawy, jednak dziś zapowiada się dość
      ciekawie:

      "Spektakl ma formę rozbudowanej retrospekcji. Peter Raina (Konrad
      Imiela) przychodzi do IPN-u. Mężczyzna, który ma status
      pokrzywdzonego, chce obejrzeć swoją teczkę. W miarę zapoznawania się
      z jej zawartością, przypomina sobie fakty i ludzi, którzy pojawili
      się w jego życiu. Szczególną postacią jest ukochana żona, Barbara
      (Magdalena Cielecka), która, jak się okazuje, stale donosiła na
      niego bezpiece. Kobieta zarobione w ten sposób pieniądze
      przekazywała swoim rodzicom. Spektakl oparty na książce Petera Rainy
      Bliski szpieg."

      http://serwisy.gazeta.pl/tv/2,47240,,,,133733520,P_AKPA.html


      • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 26.10.09, 15:43
        Jakimś dziwnym trafem od tych kolejnych teatrów i agentach, teczkach, rolkach papieru i komunie... wolę Lisa ;)
      • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 26.10.09, 15:44
        A to w takim razie Lisa wybieram :)
        • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 26.10.09, 16:09
          :)))))))

          Greku, i nawet Magdalena Cielecka Cię nie skusi do rzucenia okiem na
          spektakl?
          • grek.grek Re: Dziś Teatr Telewizji 27.10.09, 11:34
            Nie skusiła mnie. W tym wydaniu :)

            Btw, o Fargo pamiętam, że miałem coś skrobnąć. Rzucę słów parę, niebawem.
            • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 27.10.09, 13:41
              I w sumie nie masz czego żałować, miałeś nosa. ;)

              Na pożądane "Fargo" czekam/-y cierpliwie! :)
            • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 27.10.09, 14:19
              Nie polecę więcej Sceny Faktu, choćby nie wiem jak pięknie się
              zapowiadała!
      • pepsic Re: Dziś Teatr Telewizji 27.10.09, 11:26
        I jak teatr Barbasiu? Ja jestem rozczarowana i to nie bynajmniej grą
        Cieleckiej, czy aktora (?) odtwarzającego rolę męża (też nieźle sobie
        poradził)
        . Cielecka zagrała bardzo dobrze alkoholiczkę, nałogową palaczkę i
        donosicielkę, ale szkopuł w tym, że oprócz tego za bardzo nie miała co zagrać.
        Brakowało wyjaśnienia czy chociażby domysłu o powody działania. Że niby zła
        kobieta była? A nawet jeśli, to dlaczego? Co nią powodowało? Lubiła adrenalinę
        we krwi? Ubek twierdził, że donosiła z miłości do męża, bo chciała mieć go pod
        kontrolą, ale to chyba żaden argument. Niestety zabrakło pomysłu na realizacje.
        Rzucono punkt wyjściowy, tylko z rozwinięciem okazał się kłopot :(
        • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 27.10.09, 14:18
          I ja też jestem rozczarowana, Pepsic!!!
          "Scena faktu" pełna gębą, same suche fakty - poznała faceta,
          zakochała się, ożeniła, wyjechała za granice, piła, paliła,
          spotykała się z ubekami, donosiła o tym i o tamtym, popełniła
          samobójstwo. I koniec.
          Zgadzam się z Tobą, że "> Brakowało wyjaśnienia czy chociażby
          domysłu o powody działania." A jesli nawet szczątkowo pojawiły się
          tu jakies sugestie, to były ona starsznie mętne, bo była mowa nie
          tylko o tym, że donosiła z miłosci do męża, z zazdrości o niego, o
          jego działalnosć?, której ona początkowo nie akceptyowała, jeśli
          dobrze zrozumiałam , w raportach UB chyba wspomniano też w pewnym
          momnecie o niechęci do męża, do tego małżeństwa, sugreowano chęć
          wzbogacenia się?.

          Zastanawiałam się też, czy autor książki, na podstawie której
          powstał spektakl przemilczał niewygodne dla siebie fakty i
          szczegóły z ich życia małżeńskiego, czy nie pokusił się o głębszą
          analizę ich związku, swojego stosunku do żony czy wreszcie przyczyn
          jej postępowania, czy też twórcy spektaklu celowo tak prostacko
          podeszli do sprawy, i pokazali po raz kolejny czarno-białą wizję
          świata - złą kobietę, która nie wiadomo dlaczego krzywdzi swego
          szlachetnego bardzo męża, obcokrajowca, zaangazowanego w działaność
          na rzecz Solidarniosci w Berlinie Zachodnim, informując UB o jego
          odzialnosci .

          Cielecka była tu świetna (jako kobieta popadająca w alkoholizm,)
          tylko, właśnie, jak napisałaś, nie miała specjalnie, co tu grać.
          Miałam wrażenie, że i ona nie wie o co chodzi w tej postaci.
          • pepsic Re: Dziś Teatr Telewizji 27.10.09, 16:18
            Otóż to - mąż. Za szlachetny i zbyt krystaliczny. A przecież coś
            musiało być na rzeczy. Przez tyle lat (w końcu doświadczony
            opozycjonista)
            ani razu nie rąbnął się, że żona go
            podpieprza?
            Ps. Barbasiu w mojej telewizyjnej zapodali, że to był zawał w wieku
            40 lat.
            • barbasia1 Re: Dziś Teatr Telewizji 27.10.09, 17:07
              Dzięki za info. umknęła mi informcja o przyczynie śmierci,a w moim
              dodatku tV nie było żadnej nawet najmniejszej notki na temet tego
              spektaklu. :)


    • barbasia1 " Sylvia" w TVP2 o 23.20 27.10.09, 14:54
      Film powstał na postawie biografi amerykańskiej poetki, pisarki,
      symbolu ruchu feministek - Sylvii Plath, która doceniona została
      dopiero po samobójczej śmierci.

      Jak przeczytałam film koncentruje się przede wszytskim na analizie
      związku (małzeństwa niezbyt szczęśliwego) Sylwii z jej wielką
      miłością, poetą Tedem Hughesem (w tej roli Daniel Craig!).
      W roli Sylvii Gwyneth Paltrow.
      • pepsic Re: " Sylvia" w TVP2 o 23.20 27.10.09, 16:21
        Wiem, że się powtarzam, ale czyż nie szkoda im pieniędzy ma
        puszczanie takich filmów o północy?
        :((
        • barbasia1 Re: " Sylvia" w TVP2 o 23.20 i Californication 28.10.09, 12:34
          Nie dość, że TVP nie szkoda pieniędzy na puszczanie takich filmów o
          północy, to jeszcze zaczęła o zgrozo ... reklamować zajawką tę porę
          emisji filmów, podkreślając , że to wspaniała pora ta "23.25", na
          którą wszyscy czekają! (wyobrażacie sobie Pepsic, Greku!?) Nie wiem
          od kiedy to pokazują, ja widziałam po raz pierwszy wczoraj w
          przed „Magazynem Ekspresu reporterów” – zobaczyłam i ręce mi
          opadły. To kpina z widza! Zgroza!
          A tak na marginesie co napisaliście Pepsic, Greku w tych listach do
          rzecznika, że w taki sposób TVP zareagowała!??? ;).


          Oczywiście nie obejrzałam wczoraj całego filmu „Sylvia”.
          Na dodatek Hank mnie jeszcze rozpraszał, trochę zerkałam na
          Californication.
          Nie chce Ci, Greku, psuć przyjemności z oglądania, ale muszę Ci
          powiedzieć, że Cali zaczyna niestety przynudzać w 2. sezonie, takie
          mam wrażenie, wczoraj ten pierwszy odcinek jakiś słaby był.

          Natomiast Daniel Craig w roli męża Sylvii Plath ciemnowłosego
          poety Teda Hughesa, mającego niestety słabość do kobiet, był
          znakomity! Kolejna świetna rola tego aktora .
          Zresztą Gwyneth także była tu bardzo przekonująca w roli Sylvii.

          Pożyczę sobie kiedyś ten film, bo nie zależy mi na powtórce o tak
          beznadziejnej porze.
          • grek.grek Re: " Sylvia" w TVP2 o 23.20 i Californication 29.10.09, 15:14
            Mam podobne wrażenie a'propos Californication - za dużo spraw okołoseksualnych. To co miało urok i błysk w pierwszej serii, w drugiej
            staje się dośc namolną rutyną.
            Ale drugi odcinek wtorkowy był lepszy - najpierw Hank się oświadczył i został przyjęty, a potem było przyjęcie u Moodych, zeszło się całe towarzystwo, Hank i jego córka dogadywali temu wąsiatemu guru od psychoczegośtam, reszta snuła się nakoksowana (łysy na haju wygląda niezrównanie, hehe), a w akcji wieczoru wyszło na jaw, że ojcem dziecka narzeczonej wąsiatego będzie Moody, bo to ta babka, co z nią barłożył w poprzedniej serii, kiedy zarzygali obraz u eks-narzeczonego eks-żony Hanka. I na koniec, jak już wszyscy poszli w cholerę do domu, eks-pani Moody, w scenie dramatycznej, zakomunikowała Hankowi, że musi od niego odejść. Nie dlatego, że Moody będzie ojcem, bo przeca odkreślają przeszłość grubą kreską, ale... ale jednak.
            Moody wychodzi na wieczorną przejażdzkę, pierścionek zaręczynowy oddaje jakiejś babie bezdomnej, czy coś tam.

            Oprócz przegrzania koniunktury na seks, to mnie właśnie najbardziej razi - niezgrabne dążenie do tego, zeby Karen (?) odeszła jednak od Hanka. Powodów racjonalnych znaleźć nie można, więc trzeba topić rzecz całą w jakichś mało czytelnych półsłówkach, niedmówieniach, które nic nie sugerują, ani nie są żadną aluzją, a wyłącznie mają za cel jakoś dać alibi temu, żeby Hank został znowu sam i znów mógł cudować z kolejnymi chętnymi dziewczynami. Niech cuduje, za to lubiłem pierwszą serię, problem w tym, że mało zgrabnie się prezentują te powody rozostania głównej pary. Karen, z trzeźwej kobity, nagle wychodzi na jakąś rozmemłaną babinę, co to nie wie, o co jej chodzi.
            • barbasia1 Californication 29.10.09, 16:29
              grek.grek napisał:

              A to ci wiadomość / to dziecko Hanka/!!! Dzięki. :)

              O tak, zdecydowanie ciekawszy odcinek.

              Masz sporo racji, z drugiej strony, jakoś można próbować zrozumieć
              postępowanie Karen, być może pod wpływem szoku i emocji nie do końca
              przemyślała decyzję. Nawet najbardziej trzeźwy i rozsądny człowiek
              traci czasem głowę w sytuacji zaskoczenia, zwłaszcza jeśli sprawcą
              zaskoczenia (i to takiego - dziecko z inną kobietą!) jest osoba,
              ktorą się kocha (tak myślę?!) ;)

              Myślę, czuję, że Karen jeszcze wróci (chyba, ze scenarzyści wymyslą
              rzeczy o jakich normalnemu widzowi się nie śniło ;).






          • pepsic Re: " Sylvia" w TVP2 o 23.20 i Californication 30.10.09, 12:51
            >co napisaliście Pepsic, Greku w tych listach do rzecznika, że w
            taki sposób TVP zareagowała!??? ;).

            Ja bardzo grzecznie, acz nie na kolanach wyłuszczyłam swoje racje.
            • barbasia1 Re: " Sylvia" w TVP2 o 23.20 i Californication 30.10.09, 16:03
              pepsic napisała:

              W takim razie podłość władz TVP nie zna granic!
              ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka