lizavieta1
22.05.05, 17:50
Jeszcze kilka lat temu ktoś ze znajomością 2 języków był gościem i nie miał
problemów z pracą. Tak mieli moi znajomi. W tej chwili widać jak urosła nam
błyskawicznie konkurencja w postaci wszelkich studenciaków po wymianach,
rocznych pobytach itp Kursy krajowe i certyfikaty można sobie wsadzić - do
takiego wniosku doszłam.
Na każdym kroku pełno ich. Zajmuję się sprawami pracowniczymi m.in.rekrutacją
w dużej firmie. Na stanowisko sekretarki asystentki przyszło kilka tys.cv.
Około 200 z nich to osoby które np ukończyły niezłe zagraniczne studia albo 10
lat przepracowały za granicą i to wcale nie w pracy fizycznej. Nie
spodziewałam się ani ja ani mój pracodawca, który pracował już w paru krajach
na stanowisku szefa HR, że ludzie z takimi kwalifikacjami mogą mieć problem ze
znalezieniem pracy i zainteresuje ich nasza wyraźnie propozycja-nic
rewelacyjnego. Bylismy zszokowani. dowiedziałam się, że inni rekrutujący
odrzucają często z miejsca kandydatury bez zagranicznych doświadczeń.
Dla mnie to bez sensu. Czy wszyscy muszą pokazać że byli za granicą, wybrać
sie tam po to by nabrać ogłady, tak jakby tu w Polsce to było neimożliwe? Czy
nei leczymy w ten sposób jakichś kompleksów- mówię my jako zatrudniający. Ja
również wyjeżdżałam ,jeszcze w okresie szkoły średniej, ale uważam, że liczą
się też inne cechy. Dla mnie to paranoja.