Gość: kasia
IP: 213.199.192.*
03.03.03, 17:19
Szukam pracy od roku. Dzisiaj poszłam do organizacji kobiecej,
by "popracować" na zasadzie wolontariatu. Otóż, co mnie spotkało?
Niezadowolenie! Panie szukają bowiem kogoś, któ będzie szarą myszką do
czarnej roboty, a ja?
Zwierzyłam się, że szukam pracy, wyrwało mi kilka zdań na temat tego, jak
trduno ja znaleźć. Zauważyłam przestrach, że będę coś "chciała".
Niezadowolone były także, że mam pomysły jak im pomóc. One same lepiej
wiedzą, a ja mam sie tylko dostosować.
W zasadzie umówiłam się, że tam pójdę, ale nie wiem, czy to zrobię.
Czy my, ludzie bez pracy musimy sie zawsze czuć, jak trędowaci?
Czy w sytuacji, gdy mam 27 lat, dwa lata temu skończyłam studia jestem już
niegodna zainteresownaia kogokolwiek, bo na wykonywanie byle jakich prac
jestem za stara i zbyt wykształcona, a innych nie ma?