fasolka3
19.12.05, 00:02
ponad 6 lat temu wyjechalam z Bytomia, i to nie tylko ja - cala moja rodzina z
mama na czele, brat, przyjaciolki i wlasciwie to nie mam tu/ Tam kogo
odwiedzac, poza grobem mojego ojca. I wiecie co, tesknie... Smieszne.
Ostatnio zapragnelam pokazac dzieciakom tzw. korzenie. Wlasciwie moglam im do
tego puscic piosenke Presleya "In the ghetto" i opowiedziec ckliwa hostoryjke
pod tytulem "Choc z familokow wyszla na ludzi". Ale nie musialam. Moje dzieci
byly przerazone: pokrzywione hustawki, zasikana piaskownica, bezpanskie psy,
obdrapane, walace sie chalupy. Tak sie sklada, ze pochodze z kwartalu
Gwarecka/ Witczaka, chyba wiecie juz o co chodzi. Na cmentarzu ukradli juz
wszystko co sie dalo, na ulicy spotkalam zalanego kolege z klasy. Nie poznal
mnie, na szczescie! Co powiedzialabym dzieciakom, patrzcie takich fajnych
mialam tu kolegow.
Wlasciwie to zaluje tej wycieczki, to miasto bylo piekne, bylo pelne zycia, a
teraz wyglada jak cien samego siebie, jak chory toczony przez raka. Najchetnej
odkopalabym mego ojca i zabrala ze soba zebym nie musial lezec w ruinach.
A teraz zblizaja sie swieta i zaczynam tesknic.
Jest tu duzo takich ex-Slazakow????