Dodaj do ulubionych

Repetycja z emigracji ...

22.06.14, 13:07
Gdyby tak mozna bylo zrobic repete z emigracji, to gdzie byscie tym razem wyjechali?
Ja juz nie do Kanady.
Gdzies gdzie cieplo!
California, Floryda, Nevada, Arizona, Louisiana..

wiem na pewno, ze raczej nie zostalabym w Europie. lubie multi-kulti!

Minnie
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: Repetycja z emigracji ... 22.06.14, 14:00
      Gdybym miała jeszcze raz "emigrować" (to pojęcie się już stało trochę archaiczne w Europie, gdzie można legalnie pracować w innych krajach i przemieszczać się na tak długo, jak się chce), to bym pojechała w europejskie ciepłe regiony. Langwedocja, Andaluzja, Umbria, Campania, Montenegro...

      A w Luizjanie i na Florydzie jest taka wilgotność powietrza, że bym i miesiąca nie wytrzymała. :-)
      • ertes Re: Repetycja z emigracji ... 22.06.14, 16:57
        Ciekawe co napisalas ze pojecie "emigracja" stalo sie archaiczne.
        Wedlug slownika
        emigracja
        1. «wyjazd z ojczystego kraju do innego państwa w celu osiedlenia się tam»
        2. «stały lub okresowy pobyt w innym państwie»
        3. «ogół emigrantów mieszkających w jakimś kraju»

        ale znowu jak ktos przeprowadza sie z Nowego Jorku do Seattle to jest to emigracja czy przeprowdzka? Odleglosciowo to wiecej niz Warszawy do Madrytu ale jeden kraj wiec wedlug slownika nie jest emigracja ale ze Szczecina do Berlina to emigracja?

        Wracajac do tematu to mieszkam tam gdzie zawsze chcialem. Jeslibym cos zmienil w moim 26 letnim stazu emigracyjnym to te 10 lat w Kanadzie ale coz, tak sie ulozylo. Nie jestem sobie w stanie wyobrazic mieszkania tam gdzie pada snieg, leje deszcz, jest plucha, bloto, zamarza woda lub jest okropna wilgoc. Nie wiem czego w Kanadzie bardziej nie cierpie: zimy czy wilgoci.
        Jutko! Ja wytrzymalem okropne 10 lat w tym klimacie! brrrr
        • jutka1 Re: Repetycja z emigracji ... 22.06.14, 22:37
          Ertesie drogi :-)
          Masz rację, co do definicji słownikowych. Natomiast potocznie w kontekście PL najbardziej u zywa się znaczenia nr 1, potem znaczenia nr 2. Tak jak kiedyś się emigrowało "never to come back", tak teraz ludzie po prostu się przeprowadzają/przemieszczają, bo praca, bo to, bo siamto. Jadą kiedy chcą, wracają kiedy chcą, a jest też wiele osób, które mieszkają w 2 krajach i tylko sobie wybierają, gdzie płacić podatki. :-)
    • iwannabesedated Re: Repetycja z emigracji ... 22.06.14, 17:16
      Ja bym gdzieś gdzie bliżej wyjechała, myślę że z tego co wiem o świecie, to optymalna by była Belgia. Chociaż tam nigdy nie byłam. Lubię Berlin ale nie lubię za bardzo niemieckiego, UK jest za brzydkie, kraje południowe za bardzo odmienne. Długi czas snułam mrzonki o Francji, ale realnie poznawszy trochę ten kraj, to wiem, że bym się czuła tam źle z ludźmi, mam wrażenie że nacja francuska to trochę jak zdeklasowana kurwa - cała w pretensjach minionej chwały, wyżywa się na polskiej lub ukraińskiej służącej. Debatowałam o tym onegdaj z Pytem, za-pytując (haha!) o moje wrażenia o frankofońskich Polakach. Chodziło mi o to, czemuż na litość z upodobaniem między sobą rozmawiają po francusku, nawet, a szczególnie wtedy, gdy a) nie są we Francji b) nie są wyłącznie w towarzystwie osób frankofońskich. Miej więcej jakbym ja z Ojcem lub z Pytem nagle zaczęła w środku jakiegoś zbiorowiska spikać in English - na przykład na spotkaniu forumowym czyco. Albo Marysia z Ewcią szprechać. No nikt normalny prócz frankofonów tego nie robi. Otóż wg. Pyta jest to odzwierciedleniem całego stosunku nacji francuskiej do świata i innych nacji generalnie. Hm, dziwne dziwo, i chociaż francuski piękny, to nabycia takiego nowotwora na umyśle, żebym się tak zachowywać mniała - to bym jednak nie chciała.

      Więc najsampierw Belgia. A potem być może bym się mogła przetransplantować dalej, jak ten członek z ramienia - na czoło. I wtedy myślę, że to by była Ameryka Południowa, chociaż nie wiem ani dokładnie dokąd, ani czemu, bo nigdy tam w sumie nie byłam.
      • felinecaline Re: Repetycja z emigracji ... 22.06.14, 18:36
        Wyjezdzajac z Polski w '84 roku absolutnie nie czulam sie emigrantka, choc to jeszcze wtedy byl przeciez "ewenement na skale miedzynarodowa" . trudne byly pierwsze lata ze wzgledu na niemoznosc telefonowania regularnego i w kazdym momencie, kiedy moglo to byc czy niezbedne czy przynajmniej porzadane - zamawialo sie rozmowe miedzynarodowa w centrali w PAryzu i czekalo, czasami 2-3 dni :( Przez 24 z tej 30 jezdzilismy do kraju co roku i z kraju piewalismy gosci co pare tygodni a to na pare dni a to do paru miesiecy, przez caly okres nauki syna kuzynki w liceum prowadzilam (troche nolens volens) wakacyjna szkole jezyka - mlody przyjezdzal nazajutrz po zakonczeniu roku szkolnego a wyjezdzal na 2 dni przed rozpoczeciem kolejnego, rownoczesnie bywali tez i inni goscie i zawsze bylo wg francuskiego powiedzenia: "plus on est des fous plus on rit" (im nas wariatow wiecej tym jest smieszniej).Miewalam gosci z Hameryk obu - gornej i dolnej i z tej "najgorniejszej",, czyli z Kanady tez, jakos z zadnymi nie wiaza mi sie jakies negatywne wspomnienia.
        Stokrotko, Francuzi w pozyciu "miedzynarodowym" nie sa jakimis egoistycznymi potworami, im mlodsi tym sympatyczniejsi, nadetych szowinostow spotyka sie glownie w pokoleniu moich tesciow i naszym. Ze niechetnie mowia innymi jezykami niz rodzimy to wynika z ogolnonarodowego antytalentu i niemal tyle samo z lenistwa, niecheci do jezyka polskiego nie zauwazylam - chyba, ze wlasnie u swiezo przybylych, przy czym ta swiezosc" to mniej niz moje 30-lecie. I tu mialam taki przypadek z ni mniej ni wiecej tylko wlasna przyjaciolka sprzed wyjazdu z kraju. Razem chodzilysmy na kursy francuskiego, razem zdawalysmy egzaminy, po czym ja wyjechalam a ona po 2 latach przyjechala do mnie i docelowo do pracy przy winobraniu.W tym czasie poznala "mezczyzne swojego zycia" i rok pozniej zosytali malzenstwem. Poczatkowo mieszkali w tym samym co ja miescie i widywalysmy sie codziennie, potem jej maz awansowal ale tez i zostal przeniesiony do pracy na drugi koniec Francji, gdzie mieszkali przez chyba 3-4 lata, az znow wrocili w poblize. Co zauwazylam po tym powrocie i co mnie zmrozilo i zawazylo na naszych stosunkach to wlasnie unikanie uzywania jezyka polskiego nie tylko publicznie ale i prywatnie, w 4 oczy ze mna czy w 6 - w obecnosci wlasnej nie znajacej francuskiego matki. I to zdecydowalo, ze nie widzialysmy sie juz chyba conajmniej 25 lat.
        • felinecaline Re: Repetycja z emigracji ... 22.06.14, 18:40
          A gdie ewentualnie bym "wyemigrowala"? Moge zmienic klimat nie zmieniajac kraju ani jezyka, zainstaluje sie w ktoryms z DOM-TOMow, moze na Reunionie albo ktorejs wyspie Antyli, jak kilka lat temu moj kolega z pracy, ktory teraz przezywa ciegiem najazdy "gosci z Metropolii" :D
          Chetnie a blizej do Wloch lub Hiszpanii, jezykow ucze sie latwo a dostep do dobrego wina rownie latwy jak tutaj.
      • jutka1 Re: Repetycja z emigracji ... 22.06.14, 22:52
        Stokrotku, jak będziesz w daczlandzie to wybierz się do Belgii i powiedz, jakie wrażenia.
        Nie napiszę dlaczego, żeby Cie nie nakierowywać. :-)))
        • iwannabesedated Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 14:01
          Hah, cieszę się obfitującym i pienistym deklaracjom zadowolenia z miejsca gdzie się jest. Gratuluję. Szczególnie fajne są deklaracje zachwytu nad swoim zasiedzeniem, przy okazji mięszające z błotem miejsca zasiedzenia innych - bardzo specyficznie polskie. Ponoć Polak myśli, że jak sąsiad nogę złamie to jemu się będzie lepiej chodzić, a tutaj widać, że niektórzy sądzą, że jak spostponują czyjeś okoliczności, to ich okoliczności ulegną przez to poprawie. Po tym się Polaka chyba zawsze i wszędzie poznaje.

          Ja tam się w wieku szczenięcym znalazłam w obozie przejściowym w Austrii, gdzie przechodziliśmy ok. roku, i mi się nie podobało, potem wyjechaliśmy do Stanów gdzie mi się bardziej nie podobało, potem wróciłam do Polski gdzie mi się też okropnie nie podoba. W międzyczasie mieszkałam w Afryce ok. pół roku - oczywiście nie lubiąc. Teraz wyjeżdżam do Holandii, gdzie będę nie lubić a potem pewnie jeszcze dalej, aż do uzyskania tzw. "ultimate experience" - ostatecznego nielubienia w stopniu maksymalnym możliwym. Wtedy przejdę w stan nirwany. Tak jak ktoś powiedział - możesz w rozwoju duchowym kierować się w górę, i na górze jest niebo. Możesz się kierować w dół, i na dole jest piekło. Niebo i piekło - to jest to samo :D
    • ewa553 Re: Repetycja z emigracji ... 22.06.14, 20:46
      Zabilas mi klina tym pytaniem. Mysle juz conajmniej od godziny nad tym. I mysle ze dzis na pewno inaczej bym odpowiedziala na to pytanie jak wtedy, 40 lat temu jak Polske opuscilam. Zdecydowalam sie na Niemcy ze wzgledu na niezla znajomosc jezyka i na ciotke, ktora chciala mi tu ulatwic poczatek. Tak wiec nawet przez moment nie myslalam o innym kraju. No i poza tym: co mysmy wiedzieli o zagranicy, o zyciu w roznych krajach wtedy, w 1974? No wlasnie. Dzis kazdy moze wyjechac i wrocic. Dzis kazdy moze sprobowac sie urzadzic w kolejnych krajach. Nie ma stressu.
      Mysle jednak, ze nie wybralam zle. Z dzisiejsza znajomoscia zycia i tego, ze w moich ukochanych Wloszech nie znioslabym jednak tego balaganu zyciowego, to mysle ze dobrze wybralam. Czasami mysle, ze moglam jednak wyjechac do Berlina, z drugiej strony jednak mieszkam tak ciekawie geograficznie, z taka mozliwoscia wyzycia sie w moim hobby, wedrowaniu, ze dobrze jest jak jest. I w kilku wypadkach kiedy planowalismy cos w naszym zyciu albo zmienic, albo cos zdzialac i to sie nie udalo, zawsze na koncu wychodzilo na to, ze dobrze ze sie nie udalo, bo czas pokazal ze nie byloby to dobre dla nas. Tak wiec mysle: kto wie, jakby sie moje zycie ulozylo, gdybym wyjechala gdzie indziej. Przede wszystkim nie poznalabym mojego Meza i ominelo by mnie tak fantastyczne malzenstwo!!
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Repetycja z emigracji ... 22.06.14, 23:37
        Dzisiaj wiem, ze tak z 35 lat temu to ja po prostu nie mialam doswiadczenia ani zyciowego,
        ani 'emigracyjnego'. nie mialam wiec po prostu pojecia gdzie warto jechac, co brac pod uwage.
        o paszport bylo ciezko, zreszta nie mialam kasy na zachodnie wyjazdy.

        bylam zbyt glupia aby wierzyc w siebie i jechac tam do pracy, czego teraz gorzko zaluje bo widze ze doskonale moglam. ale wszyscy mnie straszyli ze sobie nie poradze.


        teraz widze jak ten brak wiedzy zwyczajnie z geografii i klimatu zaszkodzil mi w wyborze
        miejsca zamieszkania :/
        coz, przepadlo.
        jeszcze jedynie moze mnie jakis milioner z cieplych krajow uratowac :D

        Minnie
        • maria421 Re: Repetycja z emigracji ... 23.06.14, 11:25
          Ja wcale do Niemiec nie emigrowalam, ja emigrowalam do slonecznej Italii :)

          Gdybym jeszcze raz miala emigrowac.... Hmmm. Teraz, czy wtedy? Teraz wcale bym nie wyemigrowala, a wtedy emigrowalabym tak, jak wyemigrowalam.

          Poza Europa raczej nie wyobrazam sobie zyc, w Europie w Anglii czy w krajach skandynawskich tez chyba nie. Jestem kontynentalna, dobrze sie czuje w Polsce, Niemczech, Wloszech, Francji.
    • ewa553 Re: Repetycja z emigracji ... 23.06.14, 12:49
      Tak sobie mysle, ze wiekszosc chcialaby miec cos czego nie ma lub nawet cos, o czym nie ma wiekszego pojecia:)) Tak wiec uwazam Maryske, Ertesa i mnie za swietlane postacie co to maja czego chcieli. Jako jedyni!
      • felinecaline Re: Repetycja z emigracji ... 23.06.14, 14:28
        Dlaczego "jako jedyni?" ja tez mam wszystko, czego chcialam a nawet...wiecej.
        • ewa553 Re: Repetycja z emigracji ... 23.06.14, 14:32
          czyzbym zle przeczytala Skarbie, ze Ci sie inne regiony Twojego kraju marza?
          • felinecaline Re: Repetycja z emigracji ... 23.06.14, 15:15
            Ale to tylko marzenia i nie dotycza osiedlenia na pobyt staly, owszem, swietne na krotki przerywnik i to wszystko. Region, gdzie mieszkam ma podobne uroki jak Twoj (klimat, piekne widoki, zabytki, smakowita gastronomia i doskonale wino ) a dodatkowo jezcze bliskosc Oceanu - w ciagu 2 godzin po wstaniu z betow moge rozlozyc sie na pieknej, piaszczystej plazy albo wybrac na relaksowy rejsik jachtem, zmodyfikowac menu wzbogacajac je o arcy-swieza rybe i wszelka inna morska nierogacizne, zafundowac sobie masaz odnozy spacerujac plaza na linii przyplywu albo zafundowac seans "full wypas" thalassoterapii a wieczorem (zgoooda, poznawym) polozyc nieco zmeczone cielsko w osobistym lozku - gdzie mi tam emigrowac...
            • ewa553 Re: Repetycja z emigracji ... 23.06.14, 15:44
              a, to zle zrozumialam. A tej bliskosci oceanu to Ci jak cholera zazdraszczam!!!! Nie jezdze/nie latam juz nad morze w lecie, ale marzylobymi sie wlasnie takie bliskie, co by mozna wyskoczyc na dzien-dwa.
    • xurek Re: Repetycja z emigracji ... 23.06.14, 16:48
      Dziecieciem bedac uwielbialam Afrykanskie zwierzeta i sawanne jako taka. Gdybym wtedy emigrowala, to oczywisie do Kenii.

      W wieku, w ktorym wyemigrowalam uwielbialam Palmy, Rafy i Latin Lover z dlugimi wlosami, wiec raczej Karaiby padz polnocna Ameryka Poludniowa bylyby wtedy jedynym slusznym wyborem.

      Teraz zas uwielbiam wielkie srodkowoeuropejskie lasy i fascynuje sie wilkami, nie lubie za to globalizacji i zbyc duzeli ilosci przepisow, wiec jakas wiocha w jakies srodkowoeropejskiej puszczy to by chyba bylo to.

      No i oczywiscie koniecznie musialam wyemigrowac gdzies, gdzie moglam spotkac mojego malzonka, czyli jak on mowi, “my lost & found” i to w momencie nieposiadania partnera przez obojga z nas.

      Z tej analizy mnie wynika, ze do tematu nalezy podejsc zupelnie inaczej, wiec puszczam wodze fantazji i przed okiem wyobrazni jawi mi sie nastepujacy jedynie sluszny scenariusz:


      Jako dwudziestolatka emigruje do Nigerii i to prosto do wioski meza. Tam wychodze za niego za maz i przekonuje jego ojca, ze jedynym slusznym zajeciem na najblizsze lata jest opanowanie i ustabilizowanie kluczowych pozycji w handlu ropa, w czym pomagam mu jak moge.

      Zarobiona kase inwestuje w nieruchomosci we wtedy jeszcze tanim szwajcarskim kantonie Zug tudziez otwieram headquarter naszego juz ustabilizowanego handlu ropa. Zapoznaje Behemota i powierzam mu cala buchalterie przedsiewiziecia sama zajmujac sie pielegnacja kontaktow, robieniem legalnych przekretow I odcinianiem kuponow. Zapoznaja moja przyjaciolke U., wtedy biedna jak mysz koscielna samotna matke dwojga synow i wciagam ja w ten biznes przekazujac jej powoli cala aktywna role I ograniczajac sie do posiadania udzialow I kasowania zyskow.

      Najpozniej w wieku 35 mieszkam tam, gdzie mi flora I fauna akurat odpowiadaja, naprawiam swiat na tym froncie, ktory wydaje mi sie akturat najbardziej zagrozony, uprawiam to “artystyczne” zajecie, ktore mnie akurat inspiruje, posiweciam multum czasu na pielegnacje mojego zwiazku malzenskiego i mam zatrudniona stala pomoc wychowawcza do Piranhii :).

      A wracajac z oblokow na ziemie: Niemcy I Szwajcaria nie byly celem mojej emigracji, to raczej “jakos tak wyszlo” :). Ale nie narzekam I uwazam, ze moglo byc gorzej i to znacznie .
      • narfi Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 12:10
        Ubawila mnie ta wyzej wspomniana bliskosc oceanu. 2hrs drive to moze byc 200-250km i tyle samo z powrotem, hehehe....
        O temperaturze tego oceanu juz nie chce wspominac.
        Ja mam 800m i uwazam, ze to stanowczo za daleko. Samochodu wstyd uzywac na 800m, a na piechote z bambetlami przy 40 stopniach to bardzo srednia przyjemnosc... w pewnym wieku:D
        Wybralem AU juz jako malolat. Dojechalem niewiele lat pozniej i nigdy nie zalowalem.
        Przez nastepnych kilkadziesiat lat zjechalem pol swiata i zawsze z ulga wracalem do tzw. australijskiego zadupia :)
        • ewa553 Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 12:16
          nastepny rasista co sie uwaza za lepszego, bo ma tylko 800 m do morza:))) i do tego cieplego!
          Ja bym juz chciala miec te 200 km, a temp. oceanu bylaby dla mnie pruyjemniejsza od tej australijskiej. Bo ja sie niechetnie kapie, natomiast uwielbiam wedrowac kilometrami po plazy.. Lub w jej poblizu. Dltego bedac w ostatnich 20 latach ze 4 razy nad Baltykiem, wybieralam zawsze poczatek czerwca.
          • narfi Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 12:35
            Takie strasznie cieple to moje morze nie jest, ale od listopada do kwietnia mozna poplywac.
            A w ogole to sobie wypraszam. To nie jest zadne morze, tylko Ocean Indyjski :)

            parkweb.vic.gov.au/explore/parks/mornington-peninsula-national-park/things-to-do/portsea-ocean-beach
            To moja ulubiona plaza, ale do niej musze dojechac 15 minut. Za to ludzi na niej jest dokladnie tyle ile widac na zdjeciach:) a samochod moge zaparkowac prawie na samej plazy.
        • felinecaline Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 12:36
          Jest to 160 km do najblizszego "kapieliska", wiec trasa szybkiego ruchu nawet krocej. Tyle, ze trasa obfituje w pokusy w postaci atrakcji gastronomicznych.
          Francuskie wybrzeze Atlantyku to obszar wplywu Golfstreamu czyli cieplego pradu z poludnia, ktory sprawia, ze w sezonie letnim temperatury powietrza rzedu 28-34°C sa na porzadku dziennym, co za tym idzie woda miewa swoje 20i pare.
          • maria421 Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 13:00
            Ja bym chciala miec 160 km do bretonskich wybrzezy Atlantyku:-) Pamietam wakacje w Quiberon i te ostrygi popijane chlodnym muscadet ... Bajka!

            • narfi Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 13:25
              Jak dla mnie, to morza zostaly wymyslone po to, zebym mogl w nich plywac.
              Gdzies tak w polowie lat 80-ch spedzilem dwa tygodnie u znajomych w La Baule, niedaleko od
              Saint-Nazaire. Byl maj, pogoda piekna, wiec od razu polecialem poplywac. Wyszedlem z wody
              po 15 minutach, ale swoich family jewels nie moglem odnalezc przez tydzien:)
              Od tego czasu uwazam, ze Humbolt Current to ciepla zupa w porownaniu do Gulfstream :D
    • iwannabesedated Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 14:02
      Hah, cieszę się obfitującym i pienistym deklaracjom zadowolenia z miejsca gdzie się jest. Gratuluję. Szczególnie fajne są deklaracje zachwytu nad swoim zasiedzeniem, przy okazji mięszające z błotem miejsca zasiedzenia innych - bardzo specyficznie polskie. Ponoć Polak myśli, że jak sąsiad nogę złamie to jemu się będzie lepiej chodzić, a tutaj widać, że niektórzy sądzą, że jak spostponują czyjeś okoliczności, to ich okoliczności ulegną przez to poprawie. Po tym się Polaka chyba zawsze i wszędzie poznaje.

      Ja tam się w wieku szczenięcym znalazłam w obozie przejściowym w Austrii, gdzie przechodziliśmy ok. roku, i mi się nie podobało, potem wyjechaliśmy do Stanów gdzie mi się bardziej nie podobało, potem wróciłam do Polski gdzie mi się też okropnie nie podoba. W międzyczasie mieszkałam w Afryce ok. pół roku - oczywiście nie lubiąc. Teraz wyjeżdżam do Holandii, gdzie będę nie lubić a potem pewnie jeszcze dalej, aż do uzyskania tzw. "ultimate experience" - ostatecznego nielubienia w stopniu maksymalnym możliwym. Wtedy przejdę w stan nirwany. Tak jak ktoś powiedział - możesz w rozwoju duchowym kierować się w górę, i na górze jest niebo. Możesz się kierować w dół, i na dole jest piekło. Niebo i piekło - to jest to samo :D
      • ewa553 Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 14:12
        narfi, jesli dobrze widze, odezwales sie dopiero drugi raz w tym roku. Kombinuje: facet pisze tylko jak moze sie pochwalic. Ale czy to by znaczylo ze jedyne czym moze sie pochwalic to cieple morze w poblizu? Pardon, ocean. Masz cos na watrobie? Nie ulozylo Ci sie nic poza plywaniem? Nie masz nic poza tym do opowiedzenia? Szkoda, bo na pewno w twojej okolicy nad oceanem dzieje sie kilka rzeczy godnych opowiedzenia. A Ty tylko marudzisz...
        • iwannabesedated Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 14:54
          No wiesz co, Ewuniu... Przecież to ja usiłuję tu marudzić!
        • narfi Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 15:07
          Dziwne jest to forum. Co nie znaczy, ze inne nie sa dziwne, a moze jeszcze bardziej uogolnie,
          wszystkie fora sa dziwne. Wynika to zapewne z faktu, ze ludzie na forach piszacy sa dziwni.
          Pewnie troche projektuje, ale nie bez powodu. Zastanawiam sie nad swoimi zachowaniami co automatycznie prowadzi do zastanawiania sie nad zachowaniami ludzi, ktorych znam. Jezeli te z kolei zachowania bardzo pokrywaja sie z moimi, zaczynam generalizowac i przypisywac takowe zachowania rowniez ludziom, ktorych nie znam.
          Otoz wydaje mi sie, ze musi zaistniec jakas istotna zmiana w zyciorysie, aby zaczac wycofywac sie ze swiata realnego a coraz bardziej angazowac sie w swiat wirtualny.
          Nie wnikajac w szczegoly, w swiat wirtualny uciekaja osoby, ktore mniej lub bardziej swiadomie , czuja sie coraz bardziej wyobcowane w swiecie realnym, czyli po prostu ,
          kolokwialnie rzeczy nazywajac, zaczynaja dziwaczec.
          Przeczytalem jeszcze raz, to co tu dzisiaj napisalem, a nastepnie jak to zostalo zrozumiane.
          No,ok, moglo tak byc zrozumiane, alez for fuck's sake, moglo to tez zostac zrozumiane zupelnie inaczej. Wyglada mi na to, ze nie chodzi tu o to co zostalo napisane, ale raczej przez kogo zostalo to przeczytane.
          Gdybym mial wrzody na zoladku, stracil duza kase na gieldzie, albo wlasnie sie zorientowal, ze zjadlem w knajpie zupe , do ktorej mi kelner naszczal , to pewnie tez bym tak odbieral ironie, drobna zlosliwosc , czy okazane przez kogos zadowolenie z zycia.
          Zapewniam pt. czytelnikow, ze na watrobie nic nie mam, poza plywaniem inne sprawy tez sie ukladaja, nikogo z blotem nie mieszam i ogolnie rzecz przedstawiajac, patrze na swiat zyczliwie, ale i z duzym przymruzeniem oka.
          • jutka1 Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 15:20
            Narfi, a ja kompletnie nie odebrałam Twojego wpisu jako chwalenie się czy - za przeproszeniem - dosrywanie. Australię bardzo lubię, choć byłam tylko raz przez jakiś miesiąc; to co piszesz wcale mnie nie rusza "pod włos".

            A co do forów internetowych, to zapewniam Cię, że nikt tutaj nie jest "wycofany do świata wirtualnego". Nie wiem, jak często to forum czytujesz, ale gdybyś czytywał regularnie, to by Ci do głowy nie przyszło, żeby coś takiego o nas myśleć czy twierdzić. :-))))))))
            • felinecaline Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 15:22
              Jutka zna to z autopsji a Wam proponuje wycieczke "klikana", zapraszam tedy tędy:

              www.cartesfrance.fr/carte-france-ville/photos_85194_Les%20Sables-d%27Olonne.html
              www.lessablesdolonne.com
          • xurek Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 15:33
            Tak wiec nikt tu prosze pana nie zaczal dziwaczec, bo wszyscy juz od swego zarania byli dziwakami. Tyle ze w erze przedforumowej taki dziwak to musial albo gadac sam z soba albo zadowalac sie publicznoscia marnych lotow. A teraz jak sie troche postara i porozglada do znajdzie odpowiedniego foruma z tym samym profilem dziwactwa i morze sie rozwinac i zrealizowac jak nigdy dotad.

            Wiec jezeli Tobie sie wydaje, ze Ty nie rozumiesz i siem Ci wydaje dziwne, to albo nie nalezysz do grupy dziwakow i nie powinienes na forumach pisywac, albo trafiles na dziwactwo o innym profilu niz Twoje wlasne i musisz dalej szukac albo stoisz dopiero na progu salonu, nie bardzo wiedz jak wejsc a co poniektore salonowe lwy pokazuja na wszelki wypadek swoje kly i pazury, cobys przypadkiem nie zajal ich miejsca na kanapie :).

            Poza tym to ja inaczej odebralam ten post Stokrotki. Bo mnie siem wydawalo ze to najpierw Basia subtelnie przytyknela wszstkim procz Siebie, Marii i Ertesa, ze wyboru dokonali znacznie mniej optymalnego niz w/w Trojca, na co Felinecaline rownie subtelnie sie oburzyla ze absolutnie nie i ona optymalnie tez na co dopiero Ty doscniesubltelnie poszedles po linii Basi zawezajac jednoczesnie ilosc optymalnych wyborow to Twojego wlasnego na co Stokrotka zupelnieniesubtelnie jak na Stokrotke przystalo wywalila kawe na lawe a Basia manewrem istnie mistrzowskim wycowala sie z linii ostrzalu stylizujac w stylu Stokrotki Ciebie na Jedynego Winnego.

            A Ty wpadles w te sidla jak sliwka w kompot i teraz masz juz w tym watku tylko dwie opcje: albo go olac i on wtedy wroci do swego leniwego tempa albo dalej tlumaczyc, nierozumiec, siedziwic i teorietworzyc co skonczy sie tym, ze watek napecznieje jak jakich wrzod na drozdzach i obyci forumowicze cie zakrakaja, czego oczywiscie tez nie nalezy uwazac za negatywne bo nie ma to jak porzadna forumowa potyczka.

            No moglbys jeszcze ewentualnie posypac glowe popiolem, wyglosci krytyke, przeprosic i odszczekac, bo tego jeszcze na forumie nie mielismy wiec wyniku jak dlamnie zupelnie nieprzewidywalny :).
            • xurek OOPS, zezarlo mi poczatek posta wiec teraz... 24.06.14, 15:35
              go tutaj kopiuje i poczatek jest na koncu. Tak jak na zdziwaczalym forumie byc powinno :)

              Nafri, to nie jest tak jak mowisz, bowiem (wyczytalam w jakims mundrym dziele psychologicznym ale juz nie pomne jakim) czlek z wiekiem nie staje sie wypadkowa przezytych doswiadczen, tylko doswiadczenia owe sa doborem pozwalajacym na pelne wyksztaltowanie tego, czym delikwent byl w zalazku w momencie urodzenia.
            • narfi Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 15:51
              Piekne!
              Oczywista, ze nic niczym posypywane nie bedzie, a i z kanapy wykopywac nikogo zamiaru nie mam, wronich nawykow nie pochwalam i dwururke ze sciany zawsze zdjac moge, a za niesubtelnosci sie kajam :)
              • narfi Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 15:54
                Ooops, mnie tez sie wkleilo nie tam gdzie powinno, czyli o pieterko wyzej.
    • iwannabesedated Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 16:33
      ..... eeeee, no Xurek zrobił expose naszych zakulisowych manewrów forumowych.... a już miało być tak pięknie, już się szykowała niezła przepychanka, a tymczasem się sfrąkło i spiczniało, samolot się zes... przed startem, burdel poszedł w plajtę, panienki wyszły za mąż, a alfons wyjechał na emigrację. Jak czytał wątek, to pewnie wybrał Australię, tylko po to aby poniewczasie skonstatować że ocean jest tam bardziej niebieski dlatego że kłębią się w nim jadowite żyjątka, a on sam bardzo źle znosi upały...

      Co pozostaje, to wsadzić wyleniały lwi tyłek z powrotem na kanapę, i popierdywać weń czekając na niewiadomo co.

      Poza tym czkam. Mój wpis się nie wiadomo czemu dwa razy umieścił, w dwóch różnych miejscach. Albo go sama dwa razy zamieściłam, i już nie pamiętam. Nie jest dobrze.
      • ewa553 Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 16:45
        narfi, jasne ze tez bym niczego niczym nie posypywala. Ale moze gdybys jednak od czasu do czasu zamiast tylko czytal to tez pisywal, to moze nawet bym Cie pokochala, albo przynajmniej polubila. A tak to wyszedles mi na cos czym nie jestes, ani byc nie chcesz. A wiec prosze: pisz czasem, nawet jesli tylko o oceanie, ktory kochasz.
        • narfi Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 17:13
          Ewa, rozwin temat. Chcialbym sie dowiedziec jak dwa posty w ciagu roku moga pozwolic na wyrobienie sobie opinii o kimkolwiek:)
          Czy o wszystkich wyrabiasz sobie opinie po paru zdaniach? ...no i z wyszukiwarki tez nie potrafisz korzystac, ale chyba bedzie lepiej gdybys sie juz nie uczyla :)
      • narfi Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 17:04
        ...no ja zupelnie nie rozumiem dlaczego on wyjechal do Australii.
        Przeciez zawsze mogl wyjechac do Holandii. Do klimatu juz przyzwyczjony, zyjatek zadnych poza karaluchami i pluskwami tam nie uswiadczysz, infrastruktura nadzwyczaj rozwinieta, no i moglby przynajmniej jedna panienke ze soba zabrac, jednak duzo to taniej by wyszlo niz do Australii, a gdyby, powiedzmy, interes slabo szedl, no bo to panienka za bardzo przechodzona alboco, to zawsze moglby ziolo zapalic bez zadnego ryzyka, bo legalne, i spokojnie sobie w klawiature z nudow postukac.
      • jutka1 Re: Repetycja z emigracji ... 24.06.14, 23:25
        A ja nie widzę Twojego wpisu w 2 różnych miejscach. ?

        Wracając do adremu ;-) - goście poszli spać, ja też za chwilę zalegnę, ale chcialam napisać, że bardzo mi się Wasze przepytanki podobają. :-)
        • chris-joe Re: Repetycja z emigracji ... 26.06.14, 21:15
          Lece z wyznaniem, ktorym BARDZO tu wszystkich z pewnoscia zastrzele. Otoz, nie znosze miasta mego obecnego zamieszkania. I tesknie za moim boskim Vancouver.

          Kanade wybieralem na macanke i negatywnie, i nie calkiem powaznie, bo bylem glupi szczyl. Dzis jestem Kanadol pelna geba, jednak wlasnie Australia (ktora tez moglem byl wybrac nie calkiem powaznie) troche mi doskwiera w smetne zimowe montrealskie noce.

          Narfiego w pelni popieram w departamencie cieplych oceanow. Tez lubie wode bez shrinkage factor involved i dlatego, po licznych a dosc regularnych doswiadczeniach brazylijskich i karaibskich, wody polkoli polnocnej wole ogladac niz zazywac.

          Natomiast szczeknac musze w temacie jezykow obcych uzywanych w gronie swojskim, ktory to temat gdzies powyzej zostal szturchniety. Jasne, ze snobow bronic nie zamierzam, chorym zas nalezy sie oczywista delikatnosc.

          Jednakze: przyznaje bez zadnego poczucia winy, ze z Ksiestwem najczesciej spikamy po angielsku. Spiesze z wyjasnieniem: Otoz rzadko nam sie zdarza spotkac w naszym ekskluzywnym jezykowo homogenicznym sosie, wiec naturalnie sie komunikujemy wowczas po angielsku. Na tej oczywistosci jednak nie koniec, bo nawyk ten sie przenosi na ta garsc sytuacji, gdy zaiste jest jeno nasza polonotrojca. Sumitujemy sie wowczas i na jezyk ojczysty przechodzimy. Niby, bo nim sie spostrzezemy znow sie w angielszczyzne niepostrzezenie wslizgujemy.

          Chociaz w Paryzu ostatnio udalo nam sie niemal wylacznie po swojemu gadac. Rose, MK, correct me if I'm wrong :)
          • roseanne Re: Repetycja z emigracji ... 26.06.14, 22:18
            he he he
            przyznaj sie, zes sie po hrancusku tez wypowiadal, wlaszcza w tej wieczor przy trocaderos :)

            ale fakt, z racji masy roznonarodowosciowych znajomych czesto jedynym wspolnym jest ang , znacznie rzadziej hrancuzki, polski na szaaaaarym koncu

            z czasem coraz czesciej lapiemy sie na tym, ze trudno pojedyncze krotkie slowko znalezc w ojczystym - potrzebna jest cala fraza opisowa
            • chris-joe Re: Repetycja z emigracji ... 26.06.14, 22:42
              A racja! Przy Trocadero parlowalem nieco. Ale to dlatego, ze mnie ta Finka emablowala i musialem to NON, NON! z siebie co rusz wyrzucac ;) Wogole dziwna ona byla, ta finska "milionerka", by tak zadeklarowanego i zameznego geja emablowac. Pewnie obyczaj finsko-paryski jakis tradycyjny.
              Ale buziaka na pozegnanie jej dalem bardzo szarmancko, nie? :)))

              Natomiast bardzo mnie zafrapowala jej kolezanka, owa zparyziala Urugwajka urody niezwyklej poprostu. Taka dosc demure. Na dodatek kiepsko ja rozumialem i musieliscie czesto tlumaczyc. No, piekna byla, piekna szalenie.
    • iwannabesedated Re: Repetycja z emigracji ... 26.06.14, 22:17
      A ja chciałam nawiązać do postu Ewy, który Xur zdemaskował jako rozpoczynający ekscytujący etap przepychankowy na wątku. Ten o Marysi i Ertesie jako jedynych osobach, które dokładnie są tam gdzie chciały. Tyle, że Marysia tak de facto, nie napisała że jest tam gdzie chce, tylko napisała, że emigrowała do Italii, i gdyby miała emigrować raz jeszcze to też by tam pojechała.

      Ale ja o czym innym. Ertesa proszę o nieczytanie. Otóż muszę powiedzieć, że Ertesową historię uznaję za niezwykle inspirującą. Że wpadł na jakiś szalony młodzieńczy pomysł człek, w końcu po wielu latach go zrealizował - i to się okazało TO. Niebywale mnie to cieszy, bo w swoim starczym sceptycyzmie na serio zaczęłam wierzyć, że takie uporczywe długotrwałe podążanie za mrzonką się mogą zakończyć tylko rozczarowaniem. Lub w międzyczasie, powstaniem innej mrzonki i gonieniem za tą znowu i tak ciągle i ciągle. Ale żeby człek tak się uparł, parł, parł, w końcu się dobił, i tam w nirwanie osiadł i trwa - to mi imponuje i natycha nadzieją i wogóle. Ten tego ten. Bardzo wspaniała historia.
      • chris-joe Re: Repetycja z emigracji ... 26.06.14, 22:56
        To sie laczymy, patrz pani! Czas jakis temu juz opisalem tu moja radosc nad tym ertesowskim fenomenem i podziw. Z lekkim touch zazdrosci w tle, chyba.
        • blues28 Re: Repetycja z emigracji ... 27.06.14, 09:05
          Również odebrałam bardzo pozytywnie i sympatycznie zrealizowanie planów Ertesa. I u niego wygląda, że trawa u siąsiada wcale nie jest bardziej zielona, jakoże ta najzieleńsza jest właśnie i niego.
          Ja do powtórki z rozrywki podchodzę bardziej amiwalentnie, po prostu nie wiem czy bym znowu wybrała kraj mojej emigracji, ale ja już sie tam wżyłam, tam mam przyjaciół, tam mam mój dom. To jest bardzo ciekawy kraj i architektonicznie i kulturowo i ze zróżnicowaną przyrodą, ale przede wszystkim to kraj ludzi otwartych, przyjaznich i wbrew wszelkim okolicznościom, pogodnych.
          A że teraz jest to kraj pogrążony w strasznym kryzysie to trudno go zachwalać jak pęczek rzodkiewki na targu. Teraz jest źle, jest dużo biedy i tragedii ludzkich na tle ubóstwa. Ale znowuz ja nie wiem czy odnalazłabym sie w Niemczech, Belgii (którą dobrze znam i lubie, ale która wydame mi się wrecz smutna w porównaniu z Hiszpanią).
          Zatem jednak, bez Ertesowego szału, ja pozostaje tam gdzie jestem. Mogę czasem ponarzekać ale co mi tam.
          • chris-joe Re: Repetycja z emigracji ... 28.06.14, 09:16
            Bluesie, ja nadal twoja Hiszpanie wielbie, choc Andaluzja mi sie chwilami naprzykrzala. Ciagle uwazam, ze moja para polsko-amerykanskich przyjaciol w Figueres zdybala panboga za nogi. Madryt- miasto pierwszorzedne.

            W legendarnej wsi Masca na Teneryfie -cud nad cudami!- gdzie trafilem juz po raz drugi, spotkalem tam mieszkajaca Polke z niemiecka przeszloscia. Swietna kobita- rzadzila restauracja i zabawnie zarzadzala jej niemieckimi klientami. Wyznala mi, ze marzy o Kanadzie. A ja bylem niemal gotow sie miejscami z nia zamienic.

            Siak jest tak, a tak jest siak :))
            • blues28 Re: Repetycja z emigracji ... 28.06.14, 18:50
              Powiem tak: ja Andaluzji nie mogę jeść łyżkami. Piekna, folklorystyczna ale dla mnie absolutnie tylko na krótki pobyt. Dłuższy mnie męczy.
              Zaś kiepskim jedzeniem to mnie zmartwiłeś. Znaczy kryzys z kretesem! Bo co jak co, ale jedzenie to w każdym regionie Hiszpanii bywało dobre.
              • iwannabesedated Re: Repetycja z emigracji ... 28.06.14, 20:20
                Właśnie, ja w takim wesołym i pogodnym kraju, z moim zgryźliwym charakterem i sarkastycznym poczuciem humoru to bym albo odstawała jak zdrętwiały chuj w bucie, albo bym melancholii dostała, czyco. Ja potrzebuję klimatu meteorologiczno emocjonalnego mniej więcej odpowiadającego moim wewnętrznym fumom. Chociaż kto wie? Człek różne przeżywa katharsis, metamorfozy i inne wypoczwarzenia.

                Na razie D-day się zbliża ruchem zasiębierno przedsięrzutnym, czy jak to było, w każdym razie jakimś takim skradająco pokracznym, ja już wykończona jestem, wczoraj złapałam rozżarzoną rączkę rondla i musiałam spędzić wieczór trzymając w ręce najpierw paczkę mrożonego groszku, potem kurki, łapa rwała i pulsowała, byłam pewna że rano będę miała pęcherz jak Hindenburg blimp - a tymczasem nic. Nawet zaczerwienienia nie ma.

                Przypomniało mi się jak moja rodzina wyjeżdżała na tak zwany Zachód, to się cieszyliśmy, fetowaliśmy, świetowaliśmy, poleźliśmy nawet do najlepszej knajpy w Szczecinie, przy hotelu internacjonalnym dla Szwedów i tam spożyliśmy jakieś steki z jelenia czyco. Myślę sobie, że albo się czasy zdegradowały i się coś w kulturze spsuło, albo ja jestem jakimś wybrakowanym produktem mojej rodziny, chociaż mi się zawsze wydawało iż jestem szczytowym osiągem ewolucji, ostatnim brakującym ogniwem, a reszta to są mydłki. A tu wot siurpryza. No cóż. Zdarza się i tak.
              • chris-joe Re: Repetycja z emigracji ... 29.06.14, 02:07
                Ja nie wiem, Blues, czy to kryzys, mnie sie zdaje ze raczej lenistwo i latwizna gastronomow. Nie wiem tez, co sie w Andaluzji tradycyjnie jada, wiec trudno mi wyrokowac na ile jest to nowy trend. W kazdym razie wszystko, co zamawialismy bylo deep fried: kura koniecznie panierowana i wysmazona w oleju jak w fastfudach, podobniez kalamarnice i rybki. Z dodatkow tylko i wylacznie patatas fritas, czyli frytki. Gdy pytalismy kelnerow z czym to i owo podaja, wyprzedzalismy ich z odpowiedzia: patatas fritas. Niektorym bylo nawet glupio z tego powodu. Jedyna inna opcja to ryz w postaci paelli, czyli paella badz papas, papas badz paella. Do tego zawsze dorzucano zwykle czipsy oraz jakies dziwne balaski-sucharki do dekoracji i zapelnienia talerza, ktorych nigdy nie tknelismy.
                W Tarifie udalo nam sie zjesc przednia baranine i miast papas fritas- male kartofle w mundurach. Te kartofle pozniej okazaly sie norma na Teneryfie.
                Jasne- nie stolowalismy sie w 5-gwiazdkowych michelinach, jeno w zwyklych restauracjach za 20 euro od lebka.
                Nadto meczyla nas namolna oferta tapas. Wieczorkiem przy piwie, badz na lunch, te tapas maja pewnie sens, jednak serwowane nieustannie i wylacznie ten sens juz traca.
                Po krotce: cala oferta gastro Andaluzji wygladala mi na przekaski dla autochtonow, co sie wieczorkiem na ramble udaja; NIE dla turysty, ktory na tej gastronomii musi polegac by sie utrzymac przy zyciu. Nie sa to nasze fanaberie, bo temat sie powtarzal w rozmowach z innymi odwiedzaczami, ktorych jest tam przeciez na peczki.

                Bardzo do gustu nam przypadly rybki z rusztu w Maladze: boquerones. Nadal jednak nie wiem co to bylo, bo jedne restauracje w swym angielskim menu nazywaly je szprotkami (sprats), inne zas anchovies.
                W Sevilli uwielbialem wysysas z muszli caracoles (male slimaki) do pyfka. I oliwki maja przednie.

                Tak czy siak, bardzo tam tesknilismy do naszych budapesztanskich wyzerek. Wiec, tenteges, pogadaj z nowym krolem na ten temat :)

                Na dodatek ta straszna sjesta do 5PM: miasta widma, wsie wymiecione, a my na skraju smierci glodowej przez 4 bite godziny. I lud bardzo dziwny, zero usmiechu przy obsludze, zjedz, zaplac i sie odwal. Prawie jak w Paryzu :))

                Pozniej na Teneryfie usmiechy i zyczliwosc nas olsnily. Po czasie sie dowiedzialem, ze to efekt wielkiej kampanii lokalnego rzadu, by przyciagnac turystow. Po prostu rozpetano akcje medialna, ktorej celem bylo nauczenie autochtonow jak byc milym dla turystow, jak sie usmiechac i byc ogolnie milym :)))

                Za to krajobrazy andaluzyjskie to bylo szalenstwo. Nigdy takich polaci gajow oliwnych nie widzialem, tu i owdzie lacha slonecznikow w rozkwicie. Mniam mniam. Ale nie patatas fritas, por favor :))))
                • blues28 Re: Repetycja z emigracji ... 29.06.14, 09:49
                  Ja tu nie chcę hiszpańszczyć na ogólnie emigracyjnym watku, ale jak nie było gazpacho, jak nie było masę zieleniny i ensaladas variadas, to jest to bardzo,bardzo źle.
                  A brak uśmiechu to juz beznadzieja. To nie jest typowe Chris, bo jeszcze pare lat temu obwożąc siostrzeńców i jadając menu po 10/15 Euro był wybór, ensaladas, gazpacho, salmorejo, więc wnosze, że teraz jest mocno nietegas. I kelnerzy się uśmiechali, a widząć/słysząc że niemiejscowi doradzali co kuchnia poleca :-)

                  A boquerones to jest prawidłowo sardela, ale ja chyba tej sardeli w życiu nie jadłam :-) Zaś boquerones fritos owszem. W occie tez dobre ale nie tak dobre jak fritos.
                  • maria421 Re: Repetycja z emigracji ... 29.06.14, 09:58
                    Chrisa wywody o andaluzyjskiej kuchni swietnie pasuje do tego watku, bo emigracja oznacza przeciez rowniez zmiane kuchni z polskiej na emigracyjna wlasnie.

                    Polakom w Niemczech jest latwo, bo kuchnia jest podobna. Gorzej maja chyba ci, ktorzy wyemigrowali dalej. Moje kolezanki z USA czy Kanady do tej pory (po ponad 30 latach) nie przyzwyczaily sie do tamtejszego chleba.

                    Ja przez 2 lata we Wloszech pokochalam wloska kuchnie, ale tesknilam tez do zwyklego, zytniego czy razowego chleba, do twarogu, do kwasnego mleka, do ziemniakow polanych sosem. To wszystko mam w Niemczech.
                    • ach_dama_byc_z_kanady Re: Repetycja z emigracji ... 29.06.14, 10:18
                      maria421 napisała:
                      Moje kolezanki z USA czy Kanady do tej pory (po ponad 30 latach) nie przyzwyczaily sie do tamtejszego chleba.

                      przeciez tu, pomijajac polskie sklepy w ktorych jest jaki chcesz polski chleb i bulki,
                      wybor pieczywa jest ogromny.
                      oprocz Safeway'a, Loblowsa, Superstoru i takich innych molochow spozywczych sa tez inne,
                      np Whole Foods ze zdrowa zywnoscia i dobrym pieczywem, lokalne etnicze sklepiki
                      np Wlosi maja dobre pieczywo, Portugalia ma swoje punkty z pieczywem, sa niemieckie piekarnie, itd - wybor w brod,
                      - cos niedolezne tw twoje kolezanki skoro chleba nie umieja sobie tu kupic...

                      btw Pumpernickel lezal i lezy od lat na polce nawet w Safeway'u
                      i w kazdym innym 'zwyklym' sklepie,

                      a zreszta w tej chwili to mozna i francuskie bagietki, i wloskie, i kajzerki,
                      i zytnie kajzerki dostac tez.

                      nie jest az tak zle, strasznie przesadzaja. nie tylko biala "gabke' pokrojona tu sprzedaja.

                      Minnie
                      • maria421 Re: Repetycja z emigracji ... 29.06.14, 10:29
                        Do "tamtejszego chleba" tzn. do amerykanskiego chleba.
                        Moje kolezanki w Toronto i Chicago zaopatruja sie w polskich sklepach, moja kolezanka w Memphis w zydowskim sklepie.
                        • ach_dama_byc_z_kanady Re: Repetycja z emigracji ... 29.06.14, 10:38
                          maria421 napisała:
                          Do "tamtejszego chleba" tzn. do amerykanskiego chleba.

                          A, tamtejszy a amerykanski to jednak troche roznica.
                          Jak juz pisalam, od lat jest duzy wybor 'tamtejszego' pieczywa (oprocz tradycyjnego "chleba amerykanskiego") takze w "zwyklych" sieciach.
                          zaczelo sie, o ile dobrze pamietam, od francuskich bagietek...

                          Minnie
                          • maria421 Re: Repetycja z emigracji ... 29.06.14, 12:56
                            ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                            > maria421 napisała:
                            > Do "tamtejszego chleba" tzn. do amerykanskiego chleba.
                            >
                            > A, tamtejszy a amerykanski to jednak troche roznica.
                            > Jak juz pisalam, od lat jest duzy wybor 'tamtejszego' pieczywa (oprocz tradycyj
                            > nego "chleba amerykanskiego") takze w "zwyklych" sieciach.
                            > zaczelo sie, o ile dobrze pamietam, od francuskich bagietek...
                            >
                            > Minnie

                            Jak sie uzywa slowa "tamtejszy" w odniesieniu do Pn. Ameryki, to jasne ze sie ma na mysli amerykanski. W tym przypadku chleb.
                            Francuskie bagietki sa nadal jednak francuskie, chocby nie wiem gdzie byly wypiekane.
                            • ach_dama_byc_z_kanady Re: Repetycja z emigracji ... 30.06.14, 00:12
                              maria421 napisała:

                              Jak sie uzywa slowa "tamtejszy" w odniesieniu do Pn. Ameryki, to jasne ze sie ma na mysli amerykanski. W tym przypadku chleb.
                              Francuskie bagietki sa nadal jednak francuskie, chocby nie wiem gdzie byly wypiekane.


                              tylko ze, te French baguette nie maja nic wspolnego z np polska bulka paryska,
                              a tym bardziej z prawdziwa paryska bagietka rodem z Paryza.
                              jednak wazne gdzie wypiekane :D

                              Mario, to tylko nazwa - pieczywo jest tamtejsze,

                              tak samo jak "fhrancuski" albo "wloski" chleb lezacy tam stosami na polkach
                              w supersamie : )
                              lub, zebys lepiej zrozumiala - cos na wzor 'pierogow ruskich' czy 'sosu tatarskiego' :)

                              Minnie
                              • maria421 Re: Repetycja z emigracji ... 30.06.14, 08:41
                                Minnie, zlituj sie, czy Ty myslisz ze ja nie wiem ze bagietki nie tylko we Francji sie wypieka?

                                W Niemczech tez mozesz w kazdej piekarni bagietke kupic, czyli podrobke francuskiej baguette , ale przeciez gdybym nie mieszkala w Niemczech i o niemieckim pieczywie mowila jako o "tamtejszym", to bym miala na mysli Pumpernickel, Laugenbrezel, Kartoffelbrot itd. a nie baquette, ciabatta czy fladen...
                                • ach_dama_byc_z_kanady Re: Repetycja z emigracji ... 30.06.14, 08:59
                                  maria421 napisała:
                                  ale przeciez gdybym nie mieszkala w Niemczech i o niemieckim pieczywie mowila jako o "tamtejszym", to bym miala na mysli Pumpernickel, Laugenbrezel, Kartoffelbrot itd. a nie baquette, ciabatta czy fladen...

                                  a moze ty sie zlituj Mario, co.
                                  to niemiecka" francuska" bagietka to nie tamtejsze pieczywo?
                                  z Francji sprowadzaja?
                                  no wezze juz na sile nie upieraj sie tak przy swoim.
                                  Tamtejsze pieczywo to jest pieczywo jakie wypiekaja w danym kraju
                                  na swoj sposob i tyle.
                                  ciabatta z Niemiec ciabatcie z Kanady nierowna.

                                  taka mortadela na przyklad.
                                  to i to mortadela, a polska w ogole w smaku niepodobna do tej niemieckiej.
                                  dlaczego ? bo tamtejsze !

                                  badz laskawa przyznac ze termin "tamtejszy chleb" jest niescisly,
                                  po prostu, i obejmuje nieco wiecej niz dokladniej slynny "amerykanski wata- chleb".

                                  nawet jesli zapomnimy o bulkach i bagietkach to
                                  byl i jest jeszcze bialy wloski chleb, bialy francuski chleb,
                                  ruski zytni, niemiecki zytni, pumpernikiel.
                                  od zawsze.
                                  staple of American basic breads.

                                  gdyby nie to, to nie byloby tego calego nieporozumienia.

                                  Minnie
                                  • maria421 Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 09:02
                                    Poddaje sie, masz absolutna racje we wszystkim! :-))

                                    • ach_dama_byc_z_kanady Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 09:26
                                      no popatrz ze tak latwiej "Minnie ma zawsze racje!!"
                                      ;)

                                      Minnie
                                      • iwannabesedated Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 11:07
                                        Amerykański zwykły chleb jest biała gąbka, przeważnie marki Wonder Bread. Tak jak amerykański ser to żółte coś o konsystencji i smaku stearyny. Pod koniec ubiegłego wieku można było w NYC kupić chleb w miarę podobny do polskiego, natomiast nie uświadczył razowca. Jak ktoś przyjeżdżał z PL to trzeba było przywieźć razowiec i ten razowiec był rozdrapywany i zeżerany na pniu. Coś tam z bakteriami było, że się zakwasić nie chciał zakwas. Mleko też się nie chciało skwasić, tylko gniło. Stąd nieobecność twarogu.

                                        Jak przyjechałam do USA to poraził mnie fakt kompletnego bez-smaku prawie wszystkiego, szczególnie warzyw i owoców. Coś nieprawdopodobnego po prostu. Szczególnie pomidory były miażdżąco niedobre. Następnego dnia po przyjeździe Mama ugotowała "prawdziwy" obiad - zupę jakąś, a na drugie mielone, ziemniaki i sałatka z pomidorów. Zupa jak trza, na wkładce mięsnej oraz włoszczyźnie, nie miała smaku. Kotletami można było tłuc o ścianę i krzyczeć hurra, ziemniaki bez śladu smaku czy zapachu, sałatka z pomidorów - czarna rozpacz. Potem na kolację biały chleb, masło nastrzykane powietrzem i amerykański ser. Chyba tylko fakt, że w PL trwał akurat stan wojenny we wczesnej fazie, zapobiegł naszemu natychmiastowemu powrotowi do domu. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że w strasznej Austrii w sklepach jedzenie było bardzo dobre, szczególnie wędliny oraz chleb. W sklepach, bo to co dawano do jedzenia tzw. uchodźcom w obozie to było gorsze niż zmielone gówno mojego psa na ciepło.

                                        Oczekiwaliśmy więc, że skoro w takiej chujowej Austrii jedzenie dla zwykłych ludzi jest dobre, to w AMERYCE będzie, no po prostu boskie. I wot, siurpryza....
                                        • maria421 Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 11:36
                                          A amerykanska czekolada Hershey´s o smaku nie wiadomo do czego podobnym, ale z pewnoscia nie do czekolady? Z wyjatkiem moze podobienstwa do japonskiej czekolady ktora mi ktos kiedys z podrozy do Japonii przywiozl.
                                          • ewa553 Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 12:06
                                            ja uwielbiam wloski chleb bez soli. Na targu mamy pana, ktory dwa razy w tygodniu przywozi az ze Stuttgartu chleb sycylijski i nie musze mowic, ze jestem tam stala klientka:)) Jednakze skazana na tylko ten chleb to bym nie chciala. Bardzo sobie chwale, ze tutaj jest tak ogromny wybor chlebow, ze kazdy cos dla siebie znajdzie. Graham wprawdzie nie smakuje tak jak ten na ul.3 Maja 40 lat temu:)) ale nie mozna miec wszystkiego, nespa? Razowcow, ziarnistych itepe ciemnych jest chyba kilkanascie a jeszcze trzeba pamietac, ze co piekarnia to ma swoje przepisy piekarnicze a wiec ten sam chleb smakuje inaczej. Chleb jest dla mnie bardzo wazny. Jak jest dobry, to dodatki nie sa wazne, zjem najchetniej z maslem. Ale o masle tez by mozna napisac traktat:))
                                            • maria421 Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 13:04
                                              Ewa, wloski chleb bez soli to jest akurat jedyna chyba rzecz we wloskiej kuchni ktorej nie lubie. I nie jest on sycylijski tylko toskanski.
                                              • ewa553 Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 13:07
                                                Maryska, ten chleb ktory ja na targu kupuje, JEST sycylijski. I jest troche "mocniejszy" od toskanskiego. Moj Wloch jest Sycylijczykiem i ma wieksza ilosc wyrobow sycylijskich, m.in. rewelacyjny ser ktory musisz kiedys sprobowac jak do mnie przyjedziesz:)) I nie jest to oszustwo, gdyz i moj sasiad ogrodkowy jest Sycylijczykiem i moj ogrodnik co mi drzewa tnie co roku tez jest z Sycylii i obaj tez tam kupuja. Wierzysz teraz?
                                                • maria421 Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 14:34
                                                  Ewa, ja tylko mowie, ze we Wloszech chleb bez soli jest typowy dla Toskanii, nie dla Sycylii.
                                                  A co Twoj Sycylijczyk ze Stuttgardu przywozi, to naprawde nie wiem, ale wierze Ci na slowo :)
                                          • jutka1 Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 12:34
                                            Z frontu karmienia frakcji hamerykańskiej ;-)
                                            - Ach, jak te ogórki pachną!
                                            - Ach, jak te pomidory pachną!
                                            - Ach, jaki dobry chleb!
                                            - Ach, jaki dobry bób!
                                            - Ach! Kalarepka! Jak to jest po angielsku?
                                            - Ach, jakie piwo dobre!
                                            - Ach! młode ziemniaki z koprem!
                                            - Ach! Kiełbasa! (przy ognisku, i przy jajecznicy na któreś śniadanie)
                                            Etc., etc...
                                            :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                                            • ewa553 Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 12:48
                                              czy frakcja to polonia czy tez jest to dla nich wszystko nowoscia?
                                              • blues28 Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 13:25
                                                Znaczy, nie ma to jak polskie żarcie :-)

                                                Do gorzkich żali dorzucę, że w mojej Hiszpanii warzywa i owoce są w ogromnej obfitości ale z dużych upraw, ergo modyfikowane :-(
                                                No i chleba hiszpańskiego nie lubie! Bo nie lubie białego pieczywa. Za to raz w tygodniu dreptam do przybytku zwanego Harina gdzie jest chleb na zakwasie, żytni, pszenny, mieszany, razowy, jaki się chce. Kosztuje adekwatnie (znaczy drogo), ale mi się opłaca, bo jest dobry.
                                                • jutka1 Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 13:58
                                                  Bluesie, tydzień temu byłam w Czechach u przyjaciół i zawieźli mnie oni do sklepu w B., gdzie mają chleb żytni na zakwasie, taki duży i okrągły, ciężki, pachnący, z chrupiącą skórką. Mniam! Kupiłam cały, i kawałki zamroziłam. Rozmraża się bardzo dobrze i nic nie traci na smaku czy konsystencji. :-)
                                              • jutka1 Re: Minnie, poddaje sie! 30.06.14, 13:53
                                                Pół na pół. :-)
                                            • ertes Bob. 30.06.14, 17:47
                                              Coz bobu u nas nie ma, a szkoda.

                                              A reszta? Coz, Jutko fajne bajki piszesz albo twoi "hamerykanscy" znajomi mieszkaja na bezludnej wyspie.
                                              • jutka1 Re: Bob. 30.06.14, 18:24
                                                Ertesie, wypowiadasz sie bardzo kategorycznie o ludziach i sytuacji, których nie znasz, więc wiesz...
                                                Jedno z nich pochodzi z PL, na żarcie w Stanach nie narzeka, a wręcz jest w kuchni taką gourmet plus docenia wiele, wiele rzeczy w amerykańskim (amerykańsko-dostępnym) żarciu. Ale tęskni do pachnących ogórków i pomidorów, kiełbasy, białego sera etc - więc się zachwyca, że to ma. I wprawdzie mieszka w duzym mieście, ale gdzie nie ma farmers' markets.
                                                Drugie z nich, Amerykanin, mieszka w mieście średniej wielkości w Karolinie Płn., w PL po raz pierwszy, i bardzo mu wszystko smakowało - bez narzekania na amerykańskie jedzenie.

                                                I zważ proszę, że w moim wpisie nigdzie nie napisalam nic o amerykańskim jedzeniu, tylko wtrąciłam "reportaż' z ich pobytu tutaj (dzisiaj pojechali).

                                                Więc czytaj uważniej zanim sie zaczniesz czepiac, ok? :-)
                                                PS. Fava beans kupowałam na farmers' market w Venice albo Santa Monica, sprawdź w swojej okolicy. Tyle, że trzeba go było łuskać, więc z 5 funtów bobu wychodziło jakieś 2.5 funta bobu, albo i mniej.
                                                PPS. Nie każdy ma szczęście mieszkać, tam gdzie Ty i mieć świeże avocado, pomarańcze, cytryny i inne.
                                        • ertes Operujecie stereotypami 30.06.14, 16:37
                                          sprzed 20 lat.
                                          O ile rzeczywiscie to bylo prawda to w dzisiejszych czasach to chyba trzeba sie naprawde starac zeby doswiadczyc tego co opisuje Maria i Iwanna etc.
                                          Te wszystkie opowiesci o braku dobrego chleba, wedlin i inszych to opowiesci z poprzedniego wieku circa Austria 1980, nie majace sie nijak do tego co jest dzisiaj.

                                          A swoja droga to mial byc temat o celu emigracji po emigracji a nie narzekania tych z Europy po raz kolejny na amerykanskie zarcie? Co to ma za sens?
                                          • maria421 Re: Operujecie stereotypami 30.06.14, 16:51
                                            Zarcie , tak jak klimat, jest jednym z elementow do ktorych emigrant musi sie przyzwyczaic w kraju emigracji.

                                            Ale zeby nie bylo, ze my tu tylko o wyzszosci zarcia europejskiego nad amerykanskim , to powiem ze moja corka z zarcia w Georgia w ubieglym roku byla calkiem zadowolona :)
                                            • ertes Re: Operujecie stereotypami 30.06.14, 17:43
                                              Te wszystkie opowiesci o wstretnym zarciu jak napisalem mozecie sobie wsadzic do lamusa.
                                              No chyba ze ktos chce rzeczywiscie ponarzekac bo ma taka nature.

                                              Moja okropnie Gruba Zona jako ze jest tutaj od niedawna na stale ma calkiem sporo znajomych w Polsce ktorzy czesto nas odwiedzaja i jeszcze nikt nigdy nie narzekal na zarcie.

                                              Szczerze to wspolczuje tym ktorzy po 30 latach nie ppotrafia znalezc czegos dla siebie.

                                              Tak samo Jutki post o tym jak to wszystko pachnie mozna zastapic.

                                              1. Avocado? O jej jakie pyszne, miekkie i swieze.
                                              2. Pomarancze? Ojeje jak pachna i jakie smaczene
                                              3. Cytryny? O jeje rosna w ogrodzie? Alez maja smak!

                                              Mozna tak mnozyc i mnozyc tylko po co. Naprawde, obudzcie sie, jest 21 wiek.
                                              • iwannabesedated Re: Operujecie stereotypami 30.06.14, 19:54
                                                Nie podniecaj się Ertesie, przecież piszę, że to archiwalia. Jak byłam ostatnio w Stanach, to zauważyłam, że wszystko to jest właściwie już nieaktualne. Warzywa, wędliny i owoce z marketów są w PL równie obleśne lub pewnie gorsze, niż onegdaj w USA.

                                                W USA z kolei, za ostatnią moją bytnością warzywa i owoce w zwykłym markecie były bardzo dobre, pieczywo także, można dostać też bardzo dobrą kawę.

                                                A że bobu nie możesz sobie znaleźć to mnie dziwisz, fava beans jest b. popularny w organikach wszelakich, te sto lat temu kupowaliśmy go nawet w NYC, u Koreańczyka w warzywniaku. Tyle że w strąkach. Bardzo jest dobry z mrożonki, na 100% gdzieś znajdziesz koło siebie, jakbyś akurat miał smaka.
                                                • ertes Re: Operujecie stereotypami 30.06.14, 20:04
                                                  I wlasnie, zalozylem z gory ze bobu nie ma nie szukajac nawet albo raczej nie zadajac sobie trudu.
                                                  • iwannabesedated Re: Operujecie stereotypami 30.06.14, 21:48
                                                    ... ale to tak jest właśnie. Ostatnio goszcząc w znajomych w Holandii, dowiedziałam się od nich, że używają mieszanki margaryny, bo MASŁA NIE MA. Osłupiona tą informacją, że w Holandii, ojczyźnie krów holenderskich nie ma masła, udałam się do sklepu i tam... oczywiście.... były masła różniste, z solą, bez soli, takie i śmakie. Usłyszeliśmy też zwykłą polską litanię, że tego nie ma, owego nie ma i tamtego - też nie ma, a to co jest się nie nadaje. Za to w Polsce to jest same dobro. Popadłam w zadumę nad tym zjawiskiem i takaż jest moja diagnoza. Człek wyjeżdżając na emigrację, często jest to człek młody i niedopierzony. Na emigracji zaczyna się żywić jak najtaniej, z racji palącej potrzeby ekonomizowania. Potem jedzie sobie na wakacje do PL, i tam go rodzina, zwykle rodzice, gości czym chata bogata - jaja od baby, mleko od chłopa, kiełbaska od szwagra, serek tłuczony półdupkami przez mamusię, chleb z tego jedynie właściwego sklepu, trzecie drzwi po prawej, pukać dwa razy od tyłu, graham na hasło "Polska", razowiec na "zawsze wolna", wiejski bochen z otrębami na spodzie na hasło "ksiądz sowa", jednym słowem polska gościnna żywnościowa sodomia z gomorią. Potem wraca od siebie, i chleb najtańszy, ser z promocji i dupy z kury w multipakach na śniadanie, kolację oraz obiad. Jak kolega na wywczasie w PL się odczepił od rodziny memłona na dwa dni, i sam zakupił w przydrożnym supermarkcie chlebek, szyneczkę i serek wg. swojego klucza czyli po taniości, to tego nie mógł nawet zeżreć, bo ty się zwomitował. Ja się w Holandii zachwyciłam faktem, że na ten przykład na małomiasteczkowym cotygodniowym targu mogę ja nabyć OŚMIORNICĘ. Chuj, że jej przyrządzić nie umiem. Ale mogłabym móc. OSTRYGI. I serów różnych dziwnych i ciekawych, pierdylion. Wielkie papaye. Ale oczywiście nie było małosolnych. Inne rzeczy po prostu są. Nie te co tu. Ale to co niezbędne Polaku - chlip, syr, masło zjadliwe są. Kabanosów ni mo, ale do PL blisko, więc można sobie kazać przywieść.
                                                  • maria421 Re: Operujecie stereotypami 01.07.14, 08:33
                                                    Nie moge sie pod tym podpisac, bo mam zupelnie inne doswiadczenia z emigracji, ale to dzieki mojemu s.p. malzonkowi.
                                                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: Operujecie stereotypami 01.07.14, 10:19
                                                    maria421 napisała:
                                                    Nie moge sie pod tym podpisac, bo mam zupelnie inne doswiadczenia z emigracji,
                                                    ale to dzieki mojemu s.p. malzonkowi.


                                                    jak mam to rozumiec?! :O

                                                    Minnie
                                                  • maria421 Re: Operujecie stereotypami 01.07.14, 11:28
                                                    ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                                                    > jak mam to rozumiec?! :O

                                                    Tak jak chcesz :)
                                                  • ewa553 Re: Operujecie stereotypami 01.07.14, 14:28
                                                    Mario, coz za wspaniala odpowiedz!!! A swoja droga mialas chyba najlepszy start emigracyjny z nas wszystkich.
                                        • ach_dama_byc_z_kanady Re: jedzenie... 30.06.14, 22:15
                                          iwannabesedated napisała:

                                          Oczekiwaliśmy więc, że skoro w takiej chujowej Austrii jedzenie dla zwykłych ludzi jest dobre, to w AMERYCE będzie, no po prostu boskie. I wot, siurpryza....

                                          no wiec ja mialam troche lepsze wrazenia po przyjezdzie do Kanady,
                                          szczegolnie pamietam jablka 'Makintosze' byly bardzo dobre i nie moglam sie ich najesc.
                                          Sery rowniez byly doskonale, zwlaszcza o dziwo ostry amerykanski cheddar,
                                          rozne goudy, Camembert i blue cheese.

                                          ale byly tez "gorzkie rozczarowania", takie ze moi szacowni sponsorzy ktorzy oczywista oczekiwali ochow i achow byli okropnie oburzeni na moja reakcje - np, w Niemczech uwielbialam jogurt i jadlam tego na kilogramy, wiec jak zobaczylam polkilogramowe
                                          pudla 'tamtejszego' jogurtu to rzucilam sie na nie z zapalem (a co pewnie warto wspomniec, to to ze poczatkowo bylam na utrzymaniu szacownych sponsorow) i napchalam do koszyka
                                          z 5 roznych opakowan, przeswiadczona ze w trymiga to wtrzachne.

                                          w domu, wysteskniona za smakiem truskawkowego jogurciku, rzucilam jeszcze pelne siaty
                                          w peezdu, zlapalam za lyche, rozdarlam przeciwpancerne opakowanie,
                                          nabralam kopiata lyche produktu i.....
                                          dostalam odruchu wymiotnego. szacowni sponsorzy spojrzeli na mnie przerazeni
                                          i z jawnym obrzydzeniem, po chwili zadajac wyjasnien "co mi sie stalo".

                                          Bylam w kropce, nie moglam na ich oczach tak bez ogrodek wypluc tej kanadyjskiej
                                          abominacji pt "jogurt", musialam pokonac jakos wstret i przelknac to g*wno.
                                          Przerazenie i czarna rozpacz ogarnialy mnie na mysl o nieopatrznie zakupionych
                                          beczkach abominacji :(
                                          Szczesliwie w nocy, kotlujac sie bezsennie po lozku, wpadlam na pomysl
                                          aby po cichu wywalac to do klopa dzien w dzien.
                                          Na szczescie oboje szacowni sponsorzy pracowali.

                                          Na wszelkie propozycje abym sobie po obiedzie na deser zjadla jogurt
                                          "bo ty tak lubisz, znika w oczach" wymawialam sie ze "dziekuje, ale juz tak sie obzarlam
                                          iz nie wcisne w siebie nawet kropelki wody"...
                                          to byl koszmar nie jogurt.

                                          Mleko też się nie chciało skwasić, tylko gniło. Stąd nieobecność twarogu.

                                          twarog byl, a raczej cos bardzo podobnego do twarogu i nazywalo sie to cottage cheese dry curds, Ricotta cheese, Quark cheese (ten ostatni podobny do naszego serka homogenizowanego).
                                          Poza tym, owszem mleko bylo pasteryzowane to sie nie kwasilo dobrze ale za to byla przepyszna maslanka - Buttermilk,
                                          i z tej maslanki do dzisiaj robie najlepszy na swiecie twarog.

                                          tak samo mozna bylo poprosic o swieze drozdze za lada w piekarni o czym nikt nie wiedzial
                                          dopoki nie zaprzyjaznil sie z Hamerykancem.


                                          Ale fakt faktem jedzenie w Europie ogolnie bylo bez porownania lepsze, zwlaszcza owoce
                                          i warzywa.
                                          Z tym ze, jako mlodzi emigranci nie wiedzielismy np ze w lecie takie truskawki, brzoskwinie,
                                          pomidory, jablka itp kupuje sie na farmie, tak samo ze w zaleznosci od rozlozenia geograficznego gdzies sa Amisze to mozna od nich kupic niepasteryzowane mleko,
                                          twarog itp itd..

                                          Minnie
                                          • roseanne Re: jedzenie... 01.07.14, 21:49
                                            i mieso od mennonitow, po zgadaniu sie kolezenstwem, na ile dzielimy :-)
                                          • chris-joe Re: jedzenie... 01.07.14, 22:04
                                            Minnie, w Vancouver byl (jest nadal?) wegierska chyba piekarnia przy Commercial Dr. Nazywala sie "Strawberry". I tam zapodawali najlepszy chleb landbrot na ziemi. Znasz?
                                            • ach_dama_byc_z_kanady Re: jedzenie... 02.07.14, 01:48
                                              Strawberry Bakery, jest! ciagle jest! :)
                                              CJ, od lat nie mieszkam w samym Vancouver,
                                              ale pewnie ze pamietam te wegierska piekarnie "truskawke",
                                              landbrotu to akurat nie ale pyszny zytni chlebek i ala grahamki i biale buleczki
                                              to tak, niam niam
                                              zes mi przypomnial, dzieki, to musze sie tam kiedys znowu wybrac :)

                                              Minnie
            • ach_dama_byc_z_kanady Re: Repetycja z emigracji ... 28.06.14, 22:52
              chris-joe napisał:
              Wyznala mi, ze marzy o Kanadzie. A ja bylem niemal gotow sie miejscami z nia zamienic.
              Siak jest tak, a tak jest siak :))


              o, tototototo.

              nieraz tak sobie mysle, gdyby dane mi bylo wpierw pozwiedzac chociaz te miejsca
              w ktorych bylam
              PO emigracji, o ilez latwiej by mi bylo wybrac gdzie sie osiedlic na stale... echhhhhh.

              Minnie
    • luiza-w-ogrodzie Re: Repetycja z emigracji ... 30.06.14, 12:05
      Tym razem bym wyjechala do Australii, z tych samych powodow, co za pierwszym razem: daleko od Polski, egzotycznie przyrodniczo a niezbyt egzotycznie obyczajowo, spokoj i wielkie przestrzenie. Od dziecka mi sie marzyla Australia i Oceania oraz Ameryka Polnocna (ze wzgledu na Winnetou i Unkasa ;) ale jako osoba dorosla nabralam awersji do USofA i pozostala Australia ktora wygladala - i nadal wyglada - znacznie bardziej pociagajaco. No to mam co chcialam.

      Przy okazji witam Narfiego znanego mi skadinad ;)

      Luiza-w-Ogrodzie
      .¸¸><((((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><((((º>¸¸.
      Jak gadać z królikami

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka