Dodaj do ulubionych

Asymilacja

03.12.15, 20:02
Wrócę się te dwadzieścia parę lat wstecz. Jak wyglądała asymilacja w moim przypadku?

Słaby angielski. Brak zrozumienia kanadyjskiej kultury, wszystko obce i nieznajome. Inne jedzenie, inne normy społeczne i towarzyskie, inna telewizja, inne standardy.
Człowiek się trzymał innych Polaków jak mucha do lepu. Całe życie towarzyskie ograniczało się do Polonii, to była ta mała kontynuacja tego kim wciąż byliśmy. Polonia dawała namiastkę tego co znaliśmy, co było bliskie i znajome, w czym wyrośliśmy. Nienawidziłem lokalnego jedzenia, lokalnej telewizji, mediów. Nienawidziłem kultury, sportów, norm towarzyskich. Wszyscy wydawali mi się płytcy, głupi, aroganccy, powierzchowni. Byłem wyobcowany.
Życzyłem Kanadzie wszystkiego najgorszego. Czułem się jak bękart.
Ale gdzieś było to uczucie że tak naprawdę kiedyś chcę być tym kim są Kanadyjczycy. Chcę być jak oni. Chcę mieć ładny dom, samochód, chcę aby moje dzieci chodziły na tańce, na pływanie. Chcę mieć lokalnych znajomych, chcę się kiedyś z nimi spotykać, chcę być im równy. Nie tylko mentalnie czy kulturowo, ale i materialnie. Chcę być traktowany przez nich jak ktoś równy. Jak ktoś z nich.

Czy to po dwudziestu sześciu latach osiągnąłem? I tak i nie.
Jestem tak samo Polakiem jak i Amerykaninem. Są dwie kopie mnie samego.
Jedna kopia to ktoś kim jestem na zewnątrz. Czyli w pełni zasymilowany, z jakąś tam karierą, mam dom, nic mi nie brakuje materialnie. Wielu Amerykanów chciałoby być na moim miejscu. Dzieci mają własne dzieci, są szczęśliwe i kochają swój kraj. Jestem kochany przez dzieci i wnuków, mam rodzinę, mam znajomych.
Jest też ta druga kopia mnie samego. Ta, która została nad Wisłą i na zawsze tam zostanie.
Za kilka lat wyrówna się okres spędzony poza krajem do okresu w jakim żyłem w Polsce.
I co z tego? Mój ojciec spędził na Zamojszczyźnie pierwsze 18 lat swojego życia, a potem ponad 60 lat poza Zamojszczyzną. I mimo to mentalnie nigdy z Zamojszczyzny się nie ruszył.
Na zawsze na tej Zamojszczyźnie mentalnie pozostał.
Podobnie jest i ze mną.
Ta polska kopia mnie samego jest powodem że nigdy się w pełni nie zasymiluję. To niemożliwe. Zawsze będę się patrzał na Amerykę przez moje polskie okulary i polską duszę.

A jak wygląda asymilacja oczami innych kultur i nacji? Posegregujmy je.

Brytyjczycy się nie liczą. Ten sam język, prawie identyczny model życia, prawie identyczna kultura.
Bardzo szybko asymilują się protestanckie nacje Europy Zachodniej: Holendrzy, Skandynawowie, Niemcy. Już w pierwszym pokoleniu czują się częścią kultury amerykańskiej. Brak kompleksów niższości, bardzo podobne normy społeczne, podobny lifestyle.

Szybko asymilują się Azjaci. W ogóle z Azjatami jest tak że azjatycka podkultura jest tak samo wpisana w ogólną kulturę amerykańską jak podkultura anglosaska. Mniej liczna, oczywiście, ale liczna wystarczająco, poza tym podobnie nastawiona na pracę, etykę, sukces społeczny oraz akumulację dóbr materialnych. Już w drugim pokoleniu są stuprocentowo amerykańscy.
Dla mnie Azjaci dominują kulturę amerykańską prawie tak samo jak Anglosasi. W drugim pokoleniu są nie do odróżnienia.

Nie mają problemu też katolickie nacje Europy Zachodniej. Włosi, Francuzi. W drugim pokoleniu są całkowicie zasymilowani, a często i pierwsze pokolenie nie ma problemów z obustronną akceptacją.

I teraz mamy nas: Europę Wschodnią. Jakże inną! Jesteśmy plemienni, rytualno-spirytualni, klanowi. Mamy bardzo specyficzne normy społeczne i towarzyskie. Mamy wspólny kompleks niższości. W zasadzie nie asymilujemy się w pierwszym pokoleniu. Trzymamy się razem, mamy silne więzi narodowe, własne festiwale i festyny, sprowadzamy naszą telewizję.
Kultura wschodnio-europejska jest tak inna i unikalna, że w zasadzie nie należymy do Zachodniej Europy kompletnie.
W podobnej sytuacji jak Polacy są też Ukraińcy, Rumuni, Serbowie, Chorwaci. Trzymają się razem, są bardzo plemienni.

W podobnej kategorii bym też postawił Latynosów i Meksykanów. Trzymają się razem, są podobnie rytualni, rodzinni i plemienni. Jest ich więcej więc jest im łatwiej.

Małe podsumowanie. No więc jaki jest wspólny mianownik wszystkich tych powyższych przykładów?
Kilka najważniejszych:
1. We wszystkich tych wymienionych nacjach drugie pokolenie jest 100% zasymilowane. Dzieci imigrantów są całkowicie wkomponowane w Amerykę. Ich korzenie są prawie zupełnie zatarte. Są po prostu Amerykanami.
2. Wszystkie te wymienione kultury cenią sukces społeczny, cenią akumulację dóbr materialnych. W pełni się wpisują w globalną mozaikę.
3. Żadna z tych kultur nie posuwa się do przemocy w celu rozładowania własnej desperacji z powodu wyobcowania. Żadna. Nawet jeśli jest okres w procesie asymilacji kiedy to nasila się niechęć, czasami wręcz nienawiść, to zawsze te negatywne emocje z czasem zanikają.

A teraz na koniec spróbuję się wczuć w Muzułmanina.
Powiedzmy że jestem Pakistańczykiem albo Syryjczykiem i nagle się znalazłem w takiej Kalifornii.
No więc nic, ale to dokładnie nic, nie jest takie jakie było. Do czego byłem i wciąż jestem przyzwyczajony. Żyję na innej planecie. W innym kosmosie.
Moja kultura to bardzo silne więzi rodzinne i sąsiedzkie. Bardzo duży rytualizm i spirytualizm. Normy towarzyskie są bardzo silnie zdefiniowane przez religię i tradycje. Bardzo są zdefiniowane role społeczne. Zupełnie unikalne i bezkompromisowe podejście do dzieci, do rodziców, do starszych. Inne traktowanie kobiety. Inna muzyka, inna kultura, inna sztuka. W zasadzie to ja jestem innym gatunkiem człowieka. Praktycznie to innym gatunkiem biologicznym.
I co widzę naokoło? Ludzie pędzą jak opętani, układy pomiędzy nimi są bardzo płytkie, szybkie i powierzchowne. Brak więzi, tradycji, brak elementarnej moralności. Kobiety chodzą porozbierane, zachowują się jak prostytutki i na dodatek są aroganckie i agresywne. Młodzi nie szanują starszych, pyskują i zachowują się jakby do nich należał świat. Media są hałaśliwe, agresywne i przyprawiają o mdłości i oczopląs. Każdy patrzy na mnie z góry, jestem obiektem permanentnych kpin i mikroagresji. Moje dzieci są na to wystawione i nieustannie deprawowane. Muszę respektować kobiety, które według moich norm powinny być natychmiast ukamieniowane. Muszę żyć w świecie który mnie nienawidzi i którego ja nienawidzę jeszcze bardziej. I tak już będzie do końca mojego życia.
Moje mieszkanie oraz lokalny meczet jest jedynym miejscem gdzie czuję się bezpieczny. Ale nawet droga z mieszkania do meczetu jest koszmarem. Po prostu jestem osaczony i zaszczuty. I nie ma od tego ucieczki i nigdy nie będzie. Nie mogę wrócić do mojego kraju bo tam nic już nie mam i będę żebrakiem, ani nie mogę żyć tutaj bo się nie da.
Moja nienawiść i wyobcowanie jest potęgowane też przez moich współtowarzyszy muzułmanów, razem się utwierdzamy w naszych nienawistnych przekonaniach. Moja nienawiść się dodaje do naszej wspólnotowej nienawiści, tą naszą wspólnotową nienawiść koordynuje i potęguje nasz meczet. Nasza nienawiść się akumuluje, nie ma możliwości upustu, rośnie jak balon.

I teraz jestem z powrotem ja, Amerykanin. Żyję swoim płytkim szybkim życiem. Robię karierę, kupuję swoje płaskie ogromne telewizory, mam dobry samochód. Lubię peanut butter i hamburgery. I chcę tak żyć. Nie mam ochoty tego zmieniać, to mój kraj. Kocham go i oddaję respekt Ojcom Założycielom którzy ten kraj stworzyli. I weteranom którzy go bronili. I policji która go broni teraz. Kocham porządek, czystość i bezpieczeństwo na ulicy, kocham kolorowe reklamy, kocham moje super-malle, kocham moje smartfony i football.
Czy mnie obchodzi frustracja jakichś tam muzułmanów z sąsiedztwa? Czy z tego powodu mam ochotę zachowywać się jak oni? Jedynie co chcę im powiedzieć to: mów po angielsku i zostaw mój lifestyle w spokoju, odczep się od niego, to wtedy możesz być moim sąsiadem.
Ale jak tylko wyczuję że się patrzysz na mnie bykiem, że ci się nie podoba zachowanie moich córek, że nie podoba ci się moja telewizja, to wynocha do swojego kraju skurczybyku! Won!
Obserwuj wątek
    • maria421 Re: Asymilacja 03.12.15, 20:54
      Ja po ponad 33 latach na emigracji wiem to co wiedzialam od poczatku - jestem Polka mieszkajaca w Niemczech. Nie jestem pol-na- pol, jestem w 100% Polka, w 100% zintegrowana z Niemcami.

      W pierwszym pokoleniu nie ma mowy o asymilacji. Ktos, kto przezyl dziecinstwo i mlodosc , czyli najbardziej ksztaltujace czlowieka lata w jednym kraju, w jednej kulturze, ma to na zawsze w sobie, tego sie nie da wymazac, wykreslic.

      Nie wiem tez czy moge mowic o asymilacji u mojej corki, bo wedlug mnie, ktos kto tu sie urodzil i wychowal jest automatycznie zasymilowany.

      Co do integracji innych imigrantow, oczywiscie najwiekszy problem maja muzulmanie , bo im w integracji przeszkadza ich religia, ich system wartosci. Z jednej strony islam im wmawia ze z racji bycia wyznawca Proroka sa lepsi od nas "niewiernych", z drugiej strony widza ze ci "niewierni" potrafili stworzyc cos lepszego niz oni sami.... I czuja ze to jest jakas wielka, dziejowa niesprawiedliwosc...
      • swiatlo Re: Asymilacja 03.12.15, 21:11
        > Co do integracji innych imigrantow, oczywiscie najwiekszy problem maja muzulmanie ,
        > bo im w integracji przeszkadza ich religia, ich system wartości

        To rozumiem i o tym było już wiele razy. Generalnie nawet nie chcę tego znowu wałkować.
        Chodziło mi tylko o to, że chciałem się wczuć jak to jest jak człowiek żyje w kosmosie gdzie wszystko jest jemu wrogie i nieprzyjazne. Gdzie nawet nie ma punktu zaczepienia.
        Gdzie negatywne emocje, frustracja i brak nadziei rosną i rosną bez możliwości rozładowania.
        Czy bym nie miał tendencji samobójczych? Albo podobnie szalonych? Bo człowiek osaczony i bez nadziei jest doprowadzany do szaleństwa.

        My, Polonusi, też mieliśmy momenty depresji, zagubienia, poczucia braku zrozumienia i wyobcowania w naszym procesie asymilacji. Ale mieliśmy punkt zaczepienia - ową nadzieję że kiedyś też możemy być tacy jak ludzie naokoło. Że kiedyś będziemy mieć mieszkanie jak wszyscy, przyjaciół, że się zasymilujemy.
        Mieliśmy tą nadzieję. W końcu po to tutaj przyjechaliśmy. To był nasz cel. Bo mieliśmy taki cel.

        Ale co zrobić z imigranckimi kulturami którym nie chodzi o asymilację ani dobra materialne? Oni są na tyle niekompatybilni że nie ma szans znaleźć jakiegokolwiek punktu zaczepienia. A przynajmniej tak się wydaje. Czy istnieje taki punkt? Nawet teoretycznie?
        Wykluczam rozwiązania tego typu że kultura która ich gości musi się sama zmienić aby im tą asymilację zapewnić. To odpada. To byłaby kolosalna dziejowa niesprawiedliwość i katastrofa.
        Ale takie rozwiązanie które by umożliwiło na współistnienie?
        A może najlepszym rozwiązaniem jest po prostu - nie mój problem! Niech oni się martwią.
        • jutka1 Re: Asymilacja 03.12.15, 21:21
          Panie Światło, a Pan te elaboraty to w godzinach pracy z biurowego komputera wysyła?
          Tak tylko pytam.
          • swiatlo Re: Asymilacja 03.12.15, 21:26
            jutka1 napisała:

            > Panie Światło, a Pan te elaboraty to w godzinach pracy z biurowego komputera
            > wysyła?

            Tak, proszę Pani. Z komputera biurowego.

            > Tak tylko pytam.

            Tak tylko odpowiadam.

            • jutka1 Re: Asymilacja 03.12.15, 21:42
              I komputer jest w biurze, i jest własnością pracodawcy? Bo nie wiem, czy to Pańska firma, czy czyjaś.
              • swiatlo Re: Asymilacja 03.12.15, 21:47
                Czy pani prowadzi jakieś dochodzenie? Jeśli tak, to najlepiej jak pani prawnik się skontaktuje z moim.
                • jutka1 Re: Asymilacja 03.12.15, 21:53
                  Tak tylko pytam.
                  Dla Pańskiego dobra. Bo nie wiadomo, kto nas czytuje.
                  Bo są też google translatory etc., i każdy Amerykanin może sobie przepuścić tekst po polsku przez translatora. A admin systemu w każdej firmie widzi, jeśli chce, kto gdzie się łączył etc.
                  Tak tylko.
                  Dochodzeń nie prowadzę , bo nie mam ku temu uprawnień ani ochoty.
                  • swiatlo Re: Asymilacja 03.12.15, 22:02
                    Znudziła mnie pani...

                    • jutka1 Re: Asymilacja 03.12.15, 22:07
                      Lekcja ortografii: capital "P".
                      Dziękuję, i wzajemnie.
                      • kan_z_oz Re: Asymilacja 04.12.15, 08:29
                        Zaczales ciekawie. W polowie sie zgubilam, bo wrzuciles pare innych tematow.

                        Zaczne od asilimacji.
                        Ja sie czuje Australijka. Nie wiem w ilu procentach i czy ma sens okreslanie tego procentami. Oczywiscie akcent przypomina korzenie pochodzenia. Tylko tyle.
                        Nie tesknie za Polska. Bylam ostatni raz 5 lat temu i czy pojade za nastepne 5, czy 15 jest mi obojetne.

                        Mieszkam tez w okolicy, gdzie praktycznie nie ma emigrantow. Nie tych z pierwszego pokolenia. Nie ma wiec tez Polakow, ani polskiego jedzenia. O dziwo, nie ma tez muzulmanow, Azjatow etc. Przepraszam, mozna spotkac ww glownie w roli lekarza. Niemniej, dojezdzaja tutaj z wybrzeza.
                        Jest to dziwne, bo okolica jest przepiekna i w sumie ludzie otwarci. Wychodzi, ze czesc tych nowo naplywajacych mniejszosci woli mieszkac w duzych miastach lub skupiskach na wybrzezu przypominajacych zabudowa miasto.

                        Mozna wiec sobie znalesc swoje miejsce w ramach jednego tylko kraju, patrzac na to co komu pasuje i sie podoba. Mozna tez probowac przerabiac otoczenie aby takowe sie do nas dostosowalo - powodzenia z tym, bo nie dziala. Podobnie nie dziala probowanie zmienia siebie samego aby sie wpasowac w cos gdzie i tak czlowiek nie pasuje. Pytanie po co? latwiej sie poprostu przeprowadzic.

                        Kan
                        • maria421 Re: Asymilacja 04.12.15, 09:03
                          kan_z_oz napisała:

                          > Mozna tez probowac przerabiac otoczenie aby ta
                          > kowe sie do nas dostosowalo - powodzenia z tym, bo nie dziala. Podobnie nie dzi
                          > ala probowanie zmienia siebie samego aby sie wpasowac w cos gdzie i tak czlowie
                          > k nie pasuje. Pytanie po co? latwiej sie poprostu przeprowadzic.

                          No wlasnie. Otoczenia sie nie da przerobic tak, zeby do nas pasowalo. Niemcy /Francuzi/Anglicy/Hiszpanie itd. nie naucza sie naszego jezyka, naszej kultury, naszych obyczajow, to my musimy nauczyc sie ich jezyka i ich kultury. I jezeli nam to nie wychodzi, to nikt nas tam sila nie trzyma i na szczescie teraz droga powrotna do Polski otwarta.
    • swiatlo Re: Asymilacja 04.12.15, 09:02
      kan:
      > Zaczales ciekawie. W polowie sie zgubilam, bo wrzuciles pare innych tematow.

      Odpowiem tutaj na dole, bo tam drzewko zrobiło się za głębokie, poza tym w kontekście nieprzyjaznej wymiany zdań.

      Rzeczywiście napisałem za dużo.
      Chodziło mi o eksperyment myślowy. Staram się zrozumieć grupy imigracyjne które nie potrafią się zintegrować, albo wręcz mniej lub bardziej świadomie nie chcą, są w miejscu im obcym, i ten fakt popycha ich do coraz większej desperacji, z przemocą włącznie.
      Dałem przykład nas Polaków. Jak my też przez to wyobcowanie przechodziliśmy.

      Właśnie o tym pisałem. Albo przynajmniej starałem się powiedzieć. I rzeczywiście się trochę zagmatwałem w ilości zagadnień.

      Ale nasz początek też nie był łatwy. Też była rozpacz, tęsknota, nieprzespane noce, frustracja i zniechęcenie.

      • kan_z_oz Re: Asymilacja 04.12.15, 09:55
        Z tego co obserwowalam mieszkajac jeszcze w Sydney, to kazda fala emigracyjna, ktora przybywala w duzej ilosci i w szczegolnosci z regionow wojennych powodowala problemy. Najlepszym przykladem z dosyc swiezej europejskiej fali emigracyjnej byli mieszkancy bylej Jugoslawii, ktorzy juz po przyjezdzie tutaj kontynuowali swoje awantury.
        Poprzednio byli Libanczycy. Jeszcze wczesniej Grecy i Wlosi.

        Po jakims czasie czesc sie zintegrowala, czesc wrocila, czesc sie nie zintegrowala ale tez nic nie zrobi aby sie wyprowadzic, czy przeprowadzic.

        Jedyny wiec i najsensowniejszy podzial jest, patrzec indywidualnie kto jest kto, odrzucajac wszystkie klasyfikacje.

        Mysle natomiast, ze sama struktura miasta, ktore jest skupiskiem ogromnej ilosci ludzi powoduje, ze u jednych wylaniaja sie pozytywne cechy charakteru a u innych ludzi te najgorsze.
        W aglomeracji jestes tez kazdego dnia wystawiony na setki o ile nie tysiace kontaktow z roznymi i przypadkowymi ludzmi. Banalna podroz winda, moze popsuc pol dnia, gdy ktos nagle zepsuje powietrze. Ludzi czesc wiec nie wytrzymuja tempa miasta stajac sie funkcjonujacymi psychopatami biegajacymi na wolnosci.

        Male skupiska sa duzo bardziej korzystne. Nawet jak robisz zakupy w lokalnym sklepie, to znasz ekspedientke z widzenia conajmniej i wiesz czego sie spodziewac. Caly dzien, o ile nie caly miesiac moze wiec Ci mijac, gdzie jedynym problemem jest co widzisz w TV.
        Czesc ludzi jest wiec bardziej zrelaksowa. Jest tez czesc pedzi tak samo jak w najgorszym wyscigu szczurow.

        Tak to widze i chyba tylko w kontekscie Australii.
        Zreszta; masz ciekawy artykul (angielski tylko - przepraszam) bo rozni ludzie sie nad tym zastanawiaja i wychodzi, ze co dziala dla jednego miasta nie dziala zupelnie dla drugiego.

        www.theguardian.com/cities/2015/nov/27/delhi-electronic-market-urbanist-dreamKan
        • kan_z_oz Re: Asymilacja 04.12.15, 09:58
          www.theguardian.com/cities/2015/nov/27/delhi-electronic-market-urbanist-dream

          Jeszcze raz link.

          Kan na koncu przyplatal...
        • maria421 Re: Asymilacja 04.12.15, 10:11
          Ja mysle ze ludzie dziela sie na tych ktorym jest dobrze w miescie i na tych ktorzy sie lepiej czuja poza miastem i to nie musi miec koniecznie cos wspolnego z tym gdzie sie urodzili.

          W kazdym razie- tworzenie gett jest zabojcze dla procesu integracji czy asymilacji.
    • ertes Re: Asymilacja 04.12.15, 23:32
      Swietnie to opisales. Moze nie bylo we mnie az "nienawiscie" ale na pewno niezrozumienie.
      Cale szczescie dosc szybko stanalem na nogi w tej kuluturze dzieki studiom na jednym torontoskich uniwerkow przez co sam sie wrzucilem w kanadyjska codziennosc :)
      I gdyby nie ten klimat to pewnie bym tam zostal ale cale szczescie wynioslem sie do Kalifornii i tutaj znalazlem moje miejsce.
      Tak jest Amerykaninem polskiego pochodzenia ze wskazaniem na pochodzenie :)
      Na moim domu wisza flagi Polski i USA.
      https://lh3.googleusercontent.com/-7iB9wxsbZKc/UZEJr5G83OI/AAAAAAAAY7c/pybqVPn9K-Y/s800-Ic42/DSC_2866.JPG
    • minniemouse Re: Asymilacja 04.12.15, 23:50
      To jest Swiatlo wylacznie w twojej subiektywnej glowie, i nie ma odbicia w rzeczywistosci.
      niekoniecznie, w kazdym razie.

      Minnie
      • minniemouse Re: Asymilacja 04.12.15, 23:51
        btw, bardziej jestem Kanadyjka niz Polka.

        M
      • ertes Re: Asymilacja 05.12.15, 00:48
        Znajac dosc dobrze srodowisko polonijne w Kanadzie jak i USA uwazam ze albo jestes jakims super wyjatkiem albo jak zwykle w twoim stylu zaprzeaczasz dla samego zaprzeczania.

        Swiatlo doskonale opisal nastawienie mlodej imigracji.
        • chris-joe Re: Asymilacja 05.12.15, 01:07
          Swiatlo nic nie opisal poza swymi wyobrazeniami swiata as seen ze swego kuchennego okna.

          Tez uwazam sie za Kanadyjczyka i - co tez wazne- olbrzymia wiekszosc Kanadyjczykow za takiego mnie uwaza. Wyjatkami sa tylko rozni lokalni Ertesi, Swiatla i Marie. Jasne, ze jestem tez Polakiem, a Polish-Canadian. Co w Kanadzie jest bardziej norma niz nie. Pare lat temu Kanadyjczycy urodzeni poza Kanada stali sie bardziej liczni niz ci tu urodzeni. I co? I smo.
          • ertes Re: Asymilacja 05.12.15, 01:12
            Man, Ty jestes drugi w zaprzeczaniu i to gorzej bo nawet nie raczysz przeczytac. A Z TEGO CO NAPISAL SWIATLO WYCOGASZ TYLKO TO CO TOBIE SIE NIE PODOBA.
            OOPS CAPS SIE MI WLACZYLY.

            Wez cj wloz se glowe w snieg i moze wroci ten fajny gosc co tu byl kilka miesiecy temu.
          • swiatlo Re: Asymilacja 05.12.15, 01:20
            Czy Ty nie zauważyłeś że Ty piszesz tylko po to przypierdolić?
            Z jakiego kurwa okna? O czym piszesz??? Teraz to już rzeczywiście wchodzisz mi na nerwy?
            Pierdolę grzeczność. Słuchaj, 99% emigracji przechodzi przez to. Żebyś nie wiem jak teraz się puszył tak było i tyle!
            O jakie pieprzone kuchenne okno Ci chodzi???? Czy naprawdę szukasz awantury??

            • swiatlo Re: Asymilacja 05.12.15, 01:21
              No cholera takiego napuszonego pawia to tutaj nie było nigdy!!
              • ertes Re: Asymilacja 05.12.15, 01:27
                Spoko Swiatlo. Jemu trzeba pomoc bo wyarznie mu cos dolega. A szkoda bo fajny gosc. Byl.
              • chris-joe Re: Asymilacja 05.12.15, 01:38
                Jezu jaka rozruba!
                "Okno kuchenne" (metafora... ) z ktorego Swiatlo opisal swiat w swym oryginalnym wpisie "Asymilacja".
                Na milosc! Te wyrokowania o Brytyjczykach w Ameryce:
                - "Brytyjczycy się nie liczą. Ten sam język, prawie identyczny model życia, prawie identyczna kultura." Bzdura pietrowa, wystarczyloby pogadac z 3-5 Brytyjczykami w Ameryce (Pln.)

                .... dalej nawet nie wejde, bo kazde zawyrokowanie o kolejnej mniejszosci jest bzdurne i nie oparte o zadne fakty. Stad wlasnie moja METAFORA o "kuchennym oknie". Czy gdybym napisal "okno biura", meskie ego by nie zostalo tak dotkliwie zranione? Okno, czy kuchnia, co tak bardzo was, panowie, zbulwersowalo?
                • swiatlo Re: Asymilacja 05.12.15, 01:45
                  chris-joe napisał:

                  > Jezu jaka rozruba!
                  > "Okno kuchenne" (metafora... ) z ktorego Swiatlo opisal swiat w swym oryginalny
                  > m wpisie "Asymilacja".
                  > Na milosc! Te wyrokowania o Brytyjczykach w Ameryce:
                  > - "Brytyjczycy się nie liczą. Ten sam język, prawie identyczny model życia, pra
                  > wie identyczna kultura." Bzdura pietrowa, wystarczyloby pogadac z 3-5 Brytyjczy
                  > kami w Ameryce (Pln.)
                  >
                  > .... dalej nawet nie wejde, bo kazde zawyrokowanie o kolejnej mniejszosci jest
                  > bzdurne i nie oparte o zadne fakty. Stad wlasnie moja METAFORA o "kuchennym okn
                  > ie". Czy gdybym napisal "okno biura", meskie ego by nie zostalo tak dotkliwie z
                  > ranione? Okno, czy kuchnia, co tak bardzo was, panowie, zbulwersowalo?
                  >
                  >

                  Znam tutaj więcej Brytyjczyków, Szkotów, Holendrów, Niemców, Hindusów, Rosjan, Serbów, Chińczyków, itd, niż Ty poznasz przez całe swoje życie!
                  Mam migrenę. Rozmowa z Tobą to istna tortura! Poddaje się.
                  Było słodko. Kanadyjczycy rozłożyli przede mną puszysty dywan na przywitanie. A potem mnie głaskali po główce. A teraz ja łżę jak najęty.
                  Masz rację. Jestem głupcem, kłamcą, durniem, idiotą, domorosłym filozofem, pieniaczem, trollem, skurwysynem, hejterem, homofobem... kurwa skończyło mi się słownictwo. Niech Ci będzie. Tylko mi daj jakiś środek na ból głowy od tej pierdolonej gadki.
                  Mam dosyć!
                  Help!
                  • chris-joe Re: Asymilacja 05.12.15, 01:52
                    I've been living on ibuprofene for months. We're not even nearly even...
                    • swiatlo Re: Asymilacja 05.12.15, 02:00
                      chris-joe napisał:

                      > I've been living on ibuprofene for months. We're not even nearly even...
                      >

                      Przecież q... mówiłem żeby brać Magnesium.
                      Znajdź naprawdę dobrego doktora. Nie konowała, ale doktora.

                  • chris-joe Re: Asymilacja 05.12.15, 02:16
                    Moze i znasz. Ale czy NAPRAWDE rozmawiales? Szkot w Anglii czesto sie gubi, jezyk niby zna, ale akcent -ba! jezyk!- ma silny i jest rozpoznawalny na sposoby dla nas nawet niewyobrazalne. I na odwrot. Szkot w Nowej Szkocji jest 'obcy'.

                    O Latynosach wogole nie wspomne, bo to kolejnych kilka watkow (Gwatemala? Meksyk? Argentyna? Urugwaj? Kostaryka? Boliwia?). Toz samo o chrzescijanach z Bliskiego Wschodu, a i z Dalekiego. O muzulmanach z Libanu, Jordanii, Maroka, Albanii i Bosni... To okno nie wystarczy.
                    • swiatlo Re: Asymilacja 05.12.15, 02:53
                      Brytyjczycy asymilują się praktycznie natychmiastowo. Znam Brytyjczyków którzy na moje ucho już po kilku latach gubią akcent. Oczywiście Amerykanin wyczuje, ale dla mnie to niewykrywalne. Lokalni mówią bardzo telewizyjnym, czystym i mainstreamowym amerykańskim angielskim, więc zasymilowani, powiedzmy z dziesięcioletnim stażem Anglicy naprawdę są dla mnie trudni do wykrycia.
                      Wybacz, ale nie słyszałem aby organizowali swoje festyny, tworzyli własne komuny, sprowadzali specjalnie swoje telewizje, wydawali gazetki. Pewnie tęsknią za miejscem swojej młodości, ale to dla nich tego samego typu asymilacja jak dla Poznaniaka mieszkanie w Warszawie. Musisz go głęboko poznać aby zobaczyć że tęskni. Na zewnątrz nie widzisz nic.

                      Holendrzy, Niemcy - podobnie. Może trochę dłużej, mają akcent, ale ich asymilacja następuje jeszcze za ich lifetime. Nie muszą czekać do drugiego pokolenia.

                      Włosi - jak wszędzie. Kochają swoją kulturę i wszędzie się z nią obnoszą. Ale generalnie są to łatwi ludzie i dobrze się adoptują. Zresztą zależy gdzie. Opowiadałeś o Włochach w Montrealu. Pewnie inaczej jest tutaj, gdzie nie mają swoich komun i są zmuszeni do szybszej adaptacji.

                      W ogóle to jest ważne - jeśli człowiek jest zmuszony do adaptacji bo nie ma ziomków, to idzie to boleśniej, ale na dłuższą metę szybciej. Oczywiście wykształcenie też jest ważne. Generalnie w USA nie ma komun żadnych nacji z Europy Zachodniej. Każdy się jakoś wtapia w lokalną społeczność. Co myśli w środku - nie wiadomo. Ale na zewnątrz ludzie jak inni. Szybko osiągają wysoki zawodowy i społeczny status. Oczywiście mówię o tych wykształconych.

                      Polacy, jak i pozostali Wschodnio-Europejczycy, to osobna kategoria. Bardzo identyczni jak Polacy są Rumuni czy Chorwaci. Praktycznie identyczni, tylko że Polaków jest więcej.
                      Z Polakami jest tak że jak tylko są dwie rodziny, to od razu się spikną i tworzą społeczność. Lgną do siebie nawzajem jak magnes. Od razu powstaje polska szkoła, parafia, gazetka czy inny biuletyn, imprezy, zespoły ludowe. Każdy ma polską telewizję.
                      I to jest charakterystyczne dla wszystkich wschodnich Europejczyków. Serbowie też mają swoje festiwale, zespoły. Rumuni to jedna paczka, wszystkie dzieci rumuńskie chodzą do tych samych szkół co inni Rumuni.
                      Wschodnia Europa to typowa kultura wspólnotowo-plemienna. Bardzo rodzinna. Mnóstwo tradycji, rytuałów, ludowości. Tak naprawdę to uwielbiam to. Wyznaję wyższość kultury wschodnio-europejskiej nad zachodnią. Ale to ja.
                      Dlatego to Polakom trudno się zasymilować. Jeśli w ogóle to możliwe. Ale nasze dzieci nie mają problemów.

                      Czy jeszcze gdzieś się mylę?

                      • chris-joe Re: Asymilacja 05.12.15, 03:15
                        Key words: "dla mnie", "na moje ucho"...
                        I trudno by Brytyjczycy organizowali swoje festyny, skoro najwiekszym festynem kraju jest festyn deklaracji niepodleglosci od W. Brytanii wlasnie. Nie?
                        Poza Brytyjczykami kazdy chyba ma festyn, od Irlandczykow poczawszy.
                        • swiatlo Re: Asymilacja 05.12.15, 03:44
                          chris-joe napisał:

                          > Key words: "dla mnie", "na moje ucho"...

                          Wszystko co Ty piszesz też jest DLA MNIE i NA MOJE UCHO.
                          Cały pieprzony świat jest DLA MNIE i NA MOJE UCHO.
                          Nie znajdziesz nic, ale to nic, na świecie co nie jest DLA MNIE i NA MOJE UCHO

                          Czy Ty nie możesz choć raz usiąść pokornie i powiedzieć: tak, to prawda?
                          A jeśli masz dodatkowe uwagi, to powiedzieć: tak, to prawda, ale bym jeszcze dodał.....

                          > Poza Brytyjczykami kazdy chyba ma festyn, od Irlandczykow poczawszy.

                          Oczywiście dla Ciebie The Beatles to przykład festynu brytyjskiego, a Enya czy River Dance to festyn irlandzki.

                          Tak, są festiwale włoskie. U nas w sierpniu. Nie zmienia to mojego message. Zresztą na Italian Festival poza samymi organizatorami w liczbie około dwudziestu reszta to Portlandczycy wszystkich nacji.
                          O, jest jeszcze OctoberFest. Ciekaw jestem czy na OctoberFest u nas jest choćby jakikolwiek Niemiec.
                          No może paru. Pewnie tam jest więcej Polaków czy Ukraińców niż Niemców.
                          OctoberFest jest tutaj tak samo niemieckie jak french fries są francuskie. Jest to portlandzka tradycja, nie niemiecka.

                          Festiwal polski, serbski, chorwacki - stuprocentowo etniczne imprezy organizowane całkowicie przez konkretną etniczność. Wszystko jest absolutely genuine. Muzyka, zespoły, food, obsługa. Nawet ksiądz musi to wszystko uroczyście poświęcić. Nawet jest grupowe lepienie pierogów czy gołąbków.
                          Amerykanie tylko przychodzą tłumnie jako klientela.

                          Ciekaw jestem czy jesteś zdolny do choć raz powiedzenia że czegoś nie wiesz. I dać rację innym.
                          • chris-joe Re: Asymilacja 05.12.15, 05:03
                            ehm... nie Enya, mialem na mysli St. Pat.... Anyhow...
                      • minniemouse Re: Asymilacja 09.12.15, 00:33
                        swiatlo napisał:
                        Dlatego to Polakom trudno się zasymilować.

                        mow za siebie. ja, i prawie wszyscy moi znajom i zasymilowali sie bardzo dobrze.
                        z wyjatkiem pewnych dwoch bardzo bliskich czlonkow mojej bardzo bliskiej vqurviajacej
                        rodziny ktorzy nie potrafili sie zasymilowac. ale nawet oni po 20 latach stwierdzili ze "wola Kanade". a dlaczego tak dlugo im zajelo - juz ci mowie- bo to tacy ludzie ktorym nigdzie nie jest dobrze. jakby zostali w PL to by sie tam izolowali.
                        tradycja i kultura w jakiej sie wyrastalo ma znaczenie o tyle o ile. najwieksze znacznie to ma jaki sie ma charakter i poglady.

                        poza tym, typowy Polak przyjedzajacy do Kandy na emigracje, zwlaszcza w latach 80-tych
                        zwlaszcza wyksztalcony, mial bardzo niski self -estem ktory podnosil sobie patrzeniem z czubka wlasnego nosa na wszystkich i wszystko, i krytykowal do omdlenia jacy to "Kanadole" sa beznadziejni.
                        typowa gadka emiganta polskiego to "Kanadole nie czytaja ksiazek, Kanadole nie znaja historii, nie ucza nic w szkole, beznadziejnie sie ubieraja, nie maja pojecia o polityce, ledwo pisza i czytaja (bo wiecznie musza "spelowac"), a co to jest patriotyzm to w zyciu nie slyszeli" itd itp.
                        rownoczesnie z takim nastawieniem Polak sam, dobrowolnie sie wyizolowywal chodzac do polskiego kosciola na lepsza polska msze, polskiego sklepu po lepsza polska kielbase, do lepszego polskiego lekarza, do polskiego prawnika ' z glowa na karku', do lepszej polskiej szkoly itd itp.

                        ja do dzisiaj slysze z ust skadinad wyksztalconych ludzi ze dla mojej corki
                        "lepiej miec polskie kolezanki niz kanadyjskie, bo maja inne wychowanie" :O

                        Wyznaję wyższo ść kultury wschodnio-europejskiej nad zachodnią

                        case in point...

                        no i w czym ona jest taka wyzsza?
                        poza tym zauwaz, ze akurat jesli chodzi o nas Polakow to zarobilismy sobie na opinie najglupszego, 'najzlodziejszego' narodu na swiecie. konkuruja z nami jedynie Ukraincy.
                        jaki jest tego powod? ta nasza lepsza europejska tradycja i kultura?

                        no i - a Hindusi, a African Canadian Heritage Association, a nie ma dobrze rozwinietej Iranskiej oragnizacji, nie ma {....} - wstaw dowolna z innej polkuli???
                        nie pomne Chinatown z chinskim Nowym Rokiem, Kwanzaa, Caribbean, Bayanihan...

                        Minnie
                        • swiatlo Re: Asymilacja 09.12.15, 01:02
                          minniemouse napisała:

                          >
                          > Wyznaję wyższo ść kultury wschodnio-europejskiej nad zachodnią
                          >
                          > case in point...

                          Ominęłaś zdanie które napisałem jako następne: "Ale to ja".
                          Czyli wyraziłem własną prywatną preferencję. Po prostu bardzo lubię osobliwość kultury wschodnio-europejskiej. Ludowość, rytualizm, ktoś może to nazwać "zaścianek". Także grupowość, plemienność, etniczną i kulturową solidarność. Rytualną religijność oraz konserwatyzm. Lubię to bardzo. Dobrze się w tym czuję.
                          Nie lubię uniwersalizmu oraz indywidualizmu kultury zachodniej. Ale ponownie: moja własna preferencja, więc nie czuję się w obowiązku aby to przedyskutowywać.
                          • minniemouse Re: Asymilacja 09.12.15, 02:09
                            swiatlo napisał:

                            Ok, niech bedzie ze "twoja wlasna preferencja''. ale i tak wyrazajac opinie o 'wyzszosci kultury wschodniej nad zachodnia' wypadaloby to uzasadnic.
                            w koncu stawiasz teze z ktora nie kazdy sie zgadza.
                            bo np kultura i tradycje francuskie, niemieckie, wloskie, hiszpanskie to tez zachodnie.
                            czym sie roznia od tych wschodnich?
                            poza tym nie mow mi ze np kultura polska pozbawiona jest indywidualizmu - wiekszych indywidualistow na swiecie od Polakow przeciez nie spotkasz ;)

                            moja własna preferencja, więc nie czuję się w obowiązku aby to przedyskutowywać.

                            again, pelna zgoda, tylko wtedy bedziesz jak Hitler ktory rowniez mial preferencje
                            i tez nie czul sie w obowiazku ich przedyskutowywac ;)

                            Minnie
                          • xurek Re: Asymilacja 09.12.15, 09:51
                            > po prostu bardzo lubię osobliwość
                            > kultury wschodnio-europejskiej. Ludowość, rytualizm, ktoś może to nazwać "zaści
                            > anek". Także grupowość, plemienność, etniczną i kulturową solidarność. Rytualną
                            > religijność oraz konserwatyzm. Lubię to bardzo. Dobrze się w tym czuję.
                            >
                            Polecam przeprowadzenie sie do Afryki. Oni dokladnie to samo lubia i pielegnuja :)
                            • swiatlo Re: Asymilacja 09.12.15, 20:06
                              xurek napisała:

                              > > po prostu bardzo lubię osobliwość
                              > > kultury wschodnio-europejskiej. Ludowość, rytualizm, ktoś może to nazwać
                              > "zaści
                              > > anek". Także grupowość, plemienność, etniczną i kulturową solidarność. Ry
                              > tualną
                              > > religijność oraz konserwatyzm. Lubię to bardzo. Dobrze się w tym czuję.
                              > >
                              > Polecam przeprowadzenie sie do Afryki. Oni dokladnie to samo lubia i pielegnuja
                              > :)
                              >

                              To jest bardzo osobista sprawa. Oczywiście nie jestem Afrykaninem, więc nie czułbym się w domu będąc na stałe w Afryce, ale z pewnością bym potrafił docenić atrakcyjność tamtejszych rytuałów i obyczajów. I to że te rytuały i obyczaje są bardzo ważne, wręcz fundamentalne, dla życia tamtejszych mieszkańców.
                          • chris-joe Re: Asymilacja 10.12.15, 21:01
                            Ale wlasnie dlatego twoich postow nie da sie zwykle czytac. Nie napiszesz "mi blizsza jest kultura Europy wschodniej", "lepiej sie z nia czuje", "bardziej mi pasuje", jeno zawsze z najgrubszej rury: "Wyznaje wyzszosc". Jakies tam dodatki typu "ale to ja" staja sie juz niezauwazalne, bez wagi i znaczenia. Pozostaje tylko ta "wyzszosc". Jak cios w pysk- bo, tylko reka mi sie wymsknela.
                            • swiatlo Re: Asymilacja 11.12.15, 01:20
                              Czy Ty lubisz bardziej zupę pomidorową czy ogórkową?

    • xurek Re: Asymilacja 05.12.15, 16:15
      Sie zastanawiam i sama nie wiem. Wydaje mi sie, ze moje podejscie do emigracji zdeterminowane jest faktem bycia mniejszoscia narodowa w Polsce. Sadze ze jak w wiekszosci wypadkow wszyscy tu obecni Polacy zaprzecza, ze istnieje „odczuwalna“ mniejszosc Slaska, dla mnie jednak nie zmienia to odczucia, ktore moja slaska rodzina wpajala mi od urodzenia: „ uoni som gorole a my som slonzoki, uoni sie u nos rzondzom i nos niy lubiom“. Ja wyroslam w poczuciu czegos na ksztalt „bycia cudzoziemcem we wlasnym kraju“, spotegowanego przez konflikt wynikajacy z faktu, ze moj tata z gleboko slasko-patriotycznej rodziny poslubil mame – Polke rownie gleboko patriotyczna i polityczna. Nie pamietam takiej rodzinnej imprezy, w ktorej wczesniej czy pozniej rozmowa nie zeszla by na polsko-slaski konflikt na tle II WS.

      Ja czuje sie rownoczesnie Slazaczka, Polka i Europejka i to w takim samym stopniu. Nie czuje sie w ogole Niemka albo Szwajcarka, ale czuje sie w NIemczech i w Szwajcarii jak w domu: nie mam zahamowan, nie mam poczucia nizszej wartosci (wrecz przeciwnie ), nie mam poczucia, ze tutaj nie naleze. Kocham Europe z cala gama jej narodow i kultur, jestem z niej dumna i zadowolona, ze w niej zyje. Gdyby przyszlo mi jutro zamieszkac w innym Europejskim kraju ( z ktorych odwiedzilam znakomita wiekszosc) mysle ze bardzo szybko znalazla bym sie w jego rzeczywistosci nie czujac sie obca. Mysle, ze wynika to z tego, ze ja nigdy nie czulam sie „zadomowiona“, wiec moj mozg nie stwarza tego „either or“. Dla mnie czucie sie jak w domu w miejscu z ktorego nie pochodze nie jest zadna sprzecznoscia w sobie.
      Znacznie wiecej czasu zajelo mi oswojenie sie z Nigeria. Obracam sie w tym srodowisku na codzien od prawie 20 lat i powiedzialabym ze dopiero w ostatnich kilku przestalam sie czuc w nim obco i jestem w stanie funcjonowac spontanicznie i bez oporow. Mimo to odczuwam, ze nie jest to moja kultura.

      Poza tym ja uwielbiam egzotyke: wszstko co jest mi nieznane jest dla mnie fascynujace: uwielbiam kontakt z obcymi kulturami, krajobrazami, jezykami, ludzmi wygladajacymi zupelnie inaczej niz ja. Napawa mnie to taka radoscia i entuzjazmem, ze chyba emanuje jakas gotowoscia na kontakt, bo przychodzi mi on bardzo latwo. Na dzien obecny najblizsze mi osoby to dwie Szwajcarki, Niemka, Nigeryjka i Ghanijka. Byla jeszcze Francuzka, ale wrocila do Paryza i kontakt sie rozluznil. Najblizszi przyjaciele mojego meza to facet z Sierra Leone i Szwajcar. Maz jest gleboko religijny i psioczy na muzulmanow prawie jak frakcja Ertes-Swiatlo-Maria, rownoczesnie zupelnie mu nie przeszkadza, ze jego najepszy przyjaciej jest muzulmaninem. Psioczy rowniez w jego obecnosci, na co K. tylko wywraca oczami i mu przypomina, ze jako chrzescjanin zobowiazany jest wszystkich kochac. Od czasu do czasu K bierze udzial we mszy w kosciele meza, bo twierdzi, ze jest w nim wiecej „coolness“ i lepsza muzyka, niz w jego meczecie. Jak wita sie z pastorem po mszy to mowi „God bless you reverend a pastor odpowiada „Aleikum salaam“.

      Krotko mowiac: nie wiem co, ale cos mnie nauczylo nie brac tych wszystkich podzialow tak naprawde na serio. Ludzie sa tacy i smacy czesto zupelnie niezaleznie od tego, skad pochodza. A nieraz nawet jest tak, ze sa zupelnie inni, niz nam sie na pierwszy rzut oka wydaje.

      Czy jestem zasymiloana? Wydaje mi sie ze tak, ale wedle mojej recepty i w wybranch przeze mnie tematach. Czyli ja dokladnie wiem jak dziala moj kraj i czego ode mnie oczekuje, jestem w stanie tak sie zachowywac, ale nie zawsze to robie, bo czasem jestem zdania, ze pewne rzeczy nalezy w nim zmienic a nie sie do nich przystosowac.
      • ertes Re: Asymilacja 05.12.15, 17:32
        Ale pieknie piszesz. Ty i Swiatlo jestescie macie literacka nagrode forumy.
        Moglibyscie pisac ksiazki lub tez i inne artykuly w gazetach.
        Xurek ppo kobiecemu nikogo nie zamierza obrazic ani wkurzyc a Swiatlo wrecz odwrotnie.
        Moze nawet show w TV?
    • swiatlo Re: Asymilacja 05.12.15, 17:56
      No jaki ładny post. :)
      Gdyby wszyscy ludzie byli jak ci opisani tutaj to świat byłby kolorowym obozem harcerskim.
      No ale zgodnie z teorią Stokroty niedoj.. , czyli nieuśmiechnięci w moim słowniku, psują całą tą idyllę.
      Jednak mam nadzieję że generalnie w długim przedziale czasowym uśmiechnięci wygrają. Czyli doje.., jak mawia Stokrota.
    • iwannabesedated Sendwicze w Nju Jorku, anegdota apropos asymilacji 07.12.15, 20:07
      Znajomy podjechawszy w pewną niedzielę koło południa do swych familiantów przyjechanych z PL do Nowego Jorku jakieś 5 lat wcześniej - usłyszał od nich takie oto pytanie-deklarację: Czy loncz sendwiczów z nimi zje, bo oni od kiedy mieszkają w Nju Jorku, to na loncz tylko sendwicze jedzą? Po czym na stół wjechał talerz z kanapkami z chlebem z polskiego sklepu, posmarowanymi grubo masłem, oraz udekorowanymi plasterkiem konserwowej szynki, lub plasterkiem żółtego sera, lub plasterkiem polskiej kiełbasy krakowskiej - oraz dwoma plasterkami ogórka konserwowego, a do tego herbata sypana z "wciskiem" z cytryny i cukrem. Znajomy był pod wrażeniem, jak się szybko zasymilowała jego rodzina językowo, nazywając to co kiedyś w Polsce jedli na drugie śniadanie - "lonczem". Anegdota pochodzi z końca lat 1990-tych.

      Ja donoszę, że przez cały czas życia w USA skuktujący "naturalizacją" mnię (ort. zam.) nie udało mi się nic a nic zasymilować. Nie dukam ani słowa w żadnym Indiańskim narzeczu, nie spędziłam ani jednej nocy w jurcie, a co dopiero mowa o postawieniu lub wykonaniu owej, nie umiem jeździć wierzchem konno, ani legendy żandej indiańskiej, nie znam, ani pieśni, ani modlitwy, ani historii, no kurwa, nic, dupa, czarna ziemia. Bardzo się za brak asymilacji wstydzę, i rdzenną ludność amerykańską co mnie, polskiego rozbitka, na memłono przyjęła, za moją arogancję, obskurantyzm i izolacjonizm przepraszam.
      • kan_z_oz Re: Sendwicze w Nju Jorku, anegdota apropos asymi 08.12.15, 08:34
        Fajne to i smieszne 100-wka. Ja sie dopatrywalam mojej asymilacji z tutejszymi Aborygenami.
        Wciaz mam mieszane uczucie. Takowi wedlug mnie te korzenie straciwszy juz lat temu ponad 200-cie sie teraz tylko podpinaja, bo ogolnie zaden z nich nie jest w stanie zyc jak przodkowie...
        No, i niby jak ja moglabym zyc wedle modelu, ktory zdechl 200 lat temu?

        Pozostaje wiec tylko szczesliwa improwizacja, bo ostania ostoja konsumuje wlasnie Mc Donalda.

        Kan
        • ewa553 Re: Sendwicze w Nju Jorku, anegdota apropos asymi 08.12.15, 11:26
          co do bohaterow Twojej anegdotki Dorotko to Ci zdradze, ze ja na samym poczatku tutaj bardzo kaleczylam polski jezyk. Tak widocznie jest, ze nauczywszy sie innego, wtracamy slowa do rozmowy po polsku. Rozmawialam wlasnie na poczatku telefonicznie z Mama, a znajomy Niemiec bedacy u mnie wlasnie w odwiedziny strescil mi moja rozmowe. Zdebialam, a okazalo sie ze uzylam tylu niemieckich slow, ze pokombinowal tresc. Teraz mi sie to raczej nie zdarza, choc wczoraj "zguplam" w Ikei, jak mnie D. zapytala jaka jest roznica miedzy kolorem szarym i popielatym. Pokazala przy tym na pudlo szare i kazala mi powiedziec jaki to kolor. I jedyne co mi na mysl przyszlo, to "grau". Dopiero pozniej, po dluuugim mysleniu potrafilam jej - ale to tylko na przykladach (popielaty plaszcz, szara sciana) wyjasnic roznice...
      • swiatlo Re: Sendwicze w Nju Jorku, anegdota apropos asymi 08.12.15, 14:52
        Polski chleb z krakowską i ogórkiem? Smaku mi narobiłaś. Ale ser żółty na wierzchu krakowskiej, a nie na osobnej kanapce. I jeszcze pomidor na wierzchu ogórka.
        Ja muszę być jednak zasymilowany skoro na loncz zajadam teryjaki.
        • maria421 Re: Sendwicze w Nju Jorku, anegdota apropos asymi 08.12.15, 15:34
          Ser zolty na wierzchu krakowskiej to jest profanacja krakowskiej :)
          • ewa553 Re: Sendwicze w Nju Jorku, anegdota apropos asymi 08.12.15, 18:01
            jak juz to krakowska na wierzchu. Zamiast ogorka moze byc sarepska
            • swiatlo Re: Sendwicze w Nju Jorku, anegdota apropos asymi 08.12.15, 20:51
              ewa553 napisała:

              > jak juz to krakowska na wierzchu. Zamiast ogorka moze byc sarepska

              Czy ser czy krakowska na wierzchu, to w gębie tak samo. A na wierzchu kiszona papryka ze słoika.


              • maria421 Re: Sendwicze w Nju Jorku, anegdota apropos asymi 09.12.15, 09:28
                Ser i krakowska to sie zupelnie nie asymiluje :-)
        • ertes Re: Sendwicze w Nju Jorku, anegdota apropos asymi 08.12.15, 22:48
          Ja tyz bo zrem salatki z TJ's albo czasamy loncz z kafeterii lub tez jak mnie jakies vendory zaprosza to idem na cus lepszego do restauracyji.
          • iwannabesedated Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 09.12.15, 02:50
            ... dla Ewy, i być może Marysi. Anegdota nie polega na kaleczeniu polskiej mowy, czy wtrącaniu słów angielskich słów. Tylko na tym jak wygląda amerykański "sandwich". Otóż, nijak on się ma do polskiej kanapki. Polska kanapka, to polska kanapka.

            "Sandwich" nie ma masła, tylko majonez lub musztardę, składa się z 2 kawałków pieczywa, ale głównie chodzi o to, że to co się mieści w środku przekracza objętością zewnętrzne warswy chleba o co najmniej 3 do 5 razy :)

            Więc, ta gruba pajdziocha z masłem lub (horrendum) margarynom (ort. zam.) z przepuszczającym powietrze plasteruńkiem czegoś tam, nazwana "sendwiczem" to w realiach amerykańskich człeka o spazmy szczochów ze śmiechu mogłaby przyprawić. A już herbata do tego....

            Szczególnie, że ów "Nju Jork" jest kanapkowym centrum amerykańskiego świata, za sprawą słynnych NY Deli (od Delicatessen). Teraz to się już pozmieniało, ale w tych latach 1980-1990, to poza NY nie uświadczył ani pastrami z musztardą na żytnim, ani pasztetowej ze szajcarskim serem, ani porządnie zrobionej kanapki z roastbefem, nie mówiąc już o kanapkach z bajglami, jak kultowa z łososiem i kremowym serkiem. Jedyne inne miasto, gdzie kojarzę jakąś lokalną specyficzność, to Filadelfia i filadelfijska kanapka ze stekiem, "Philly Steak Sandwich" (długa podpiekana buła, a w środku cieniutkie plasterki przeciągniętej po patelni wołowiny, na to rozpuszczony ser).

            Apropos "sendwiczów", to w 1981 czy 1982, zaraz jak przybyłam do USA wystartowała MTV. Nie było żadnych reklam, a teledysków maleńko, bo nikt ich jeszcze nie robił za bardzo. I non stop puszczali kapelę zwaną Men at Work, z Oz, zresztą zacną, i tam śpiewali, "Hey, do you speak-a my language? but he just smiled and gave me a Vegemite sandwich" i cała Ameryka zachodziła w głowę, wtf jest ten Vegemite sandwich, a internetu wtedy, ani gugla - nie było :D
            • ertes Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 09.12.15, 06:18
              Ty to widze zyjesz tymi poznymi latami 80-tymi i takie masz wyraznie wyobrazenie o Ameryce ale dosc dalekie od dzisiejszej rzeczywistosci.
              • iwannabesedated Bardzo mi przykro drogi Ertesie.... 09.12.15, 15:58
                ... widzę, iż z uporem godnym lepszej sprawy czynisz doprawdy rozczulające wysiłki, aby wykazać, iż jeśli chodzi o Amerykę, to ja gówno wiem i w dupie byłam, a w ogóle to było dawno i się nie liczy.

                Otóż, fakty wyglądają tak, że w każdej możliwej chwili, jeśli mi się tylko zachce, to wsiadam w samolot, lecę do gdziekolwiek w Stanach, a tam na lotnisku mi zawsze mówią "Welcome home, Ma'am". I tak zawsze będzie, bo się tam wychowałam od gnojka, i tyle. A gdzie ja mieszkam, to jest kompletnie bez znaczenia.

                Rozumiem, że Cię to wkurwia. Ale nic na to nie poradzisz. Ktoś kto przybył do jakiegoś kraju będąc starszawym gościem, zawsze będzie mniej wiedział od tego co się tam wychował. Dlatego Ty jesteś skazany na bycie Republikaninem, i musisz w sumie popierać tego nieszczęsnego Trumpa, natomiast ja mogę już dokonać wolnego wyboru. Nie jestem bowiem skazana na klątwę "Polactwa".

                Ups.... sorry ;) Życie doprawdy nie jest fair, no nie? I nawet nie możesz mnie zabić.... hehehe....
                • ertes Re: Bardzo mi przykro drogi Ertesie.... 09.12.15, 16:53
                  A ja myslalem ze wrocilas ale widze ze choroba wscieklicy nadal ci niezle dolega.
                  Straszawy gosc to ja jestem teraz. Jak tu przyjechalem to mialem 38 lat.

                  Ja nie twierdze ze sie nie znasz itp (czytaj ze zrozumieniem) ale ze zyjesz w latami osiemdziesiatymi w USA. Drobna acz istotna roznica. 99% Twoich postow jakie kiedykolwiek czytalem na temat nawiazuje do tamtych czasow.
                  No i nie wkurzaj na kazdego kto interpretuje cos po swojemu a nie tak jak Ty bys chciala. Rowniez nie zarzucam Ci braku wiedzy. Spoko Dorotko, spoko.
                  • iwannabesedated Re: Bardzo mi przykro drogi Ertesie.... 09.12.15, 18:47
                    No probs, mój drogi. Dziękuję za zdalną diagnozę mojej choroby "wścieklicy" :) Owszem, lubię sobie powspominać nastolectwo w USA, i fajne lata z moimi Rodzicami, jak przyjechali to mieli tak jak Ty, te koło 40-lat ....

                    Więc spox Ertesik. Możesz sobie ten rywalizacyjny mechanizmek obronny wyłączyć. Ameryka duża, ja Ci na pewno jak przyjadę to ani powietrza nie wyoddycham, ani roboty nie zabiorę, ani żony nie zjem, ani nie zborsuczę chudopacholąt.

                    Mało tego, cieszyć się będę, że dzięki takim obywatelom jak ja - która jak dostałam obywatelstwo te eony temu, to była przeciwna zamykaniu granic przed emigrantami - takie typy jak Ty i Swietlisty, co przyjechaliście wieki (jak byłeś łaskaw wypunktować) po mnie, to mogliście przyjechać. Bo ja, i tacy jak ja - byli za tym abyście mogli :D

                    Więc, wyluzuj gościu, cieszę się, że przybyłeś, witamy w Ameryce. Pozdrówka dla Ciebie i Twoich.
                    • ertes Re: Bardzo mi przykro drogi Ertesie.... 09.12.15, 19:47
                      Cale szczescie ze nie jestes moja zona bo bym chyba popelnil samobojstwo.

                      Ja pisze albo staram sie pisac to co powyzej z przymrozeniem oka a ty mnie tu wywalasz epistoly jak nauczyciel z overblown ego do nastolatka...

                      Wyluzuj panna, wyluzuj i spojrz troche przez rozowe okulary. Bedziesz weselsza.
                      Przeciez nie wszystko co kto tobie napisze musisz zaraz brac jako obelge i obraze i sie obruszac i krzyczec itp itp
                      • iwannabesedated Re: Bardzo mi przykro drogi Ertesie.... 09.12.15, 20:05
                        Przecież ja sobie jaja robię, Ertes... Chyba tego poważnie nie odbierasz.

                        P.S. ja się też cieszę że nie jestem i uszanowanie dla obecnej Twojej małżonki

                        ;)
                • chris-joe Re: Bardzo mi przykro drogi Ertesie.... 10.12.15, 20:05
                  By the by Trumpa. Ja sie, oczywiscie, na Ameryce tez nie znam, tyle co w "Kojaku" widzialem. Ale wpadl mi ostatnio artykulik o tym jegomosciu. Pomijam, ze zgodnie z artykulikiem, nawet GOP sie juz od Trumpa zaczyna odcinac i sie za niego czerwieni, natomiast ciekawa byla analiza jego die-hard elektoratu. Otoz wychodzi na to, ze to glownie starsi biali faceci z klas nizszych, typ 'walmartowcow', czyli hicks i rednecks. I, oczywiscie, Polonusi :)
                  • ertes Ignorancja i klamstwa 10.12.15, 20:49
                    Tak, tak oczywiscie, i dlatego ma takie poparcie...
                    Czytaj wiecej glupot a bedziesz jeszcze wiekszym ignorantem . wystarczy wrzucic w googla "trump supporters" i wybrac Images.
            • swiatlo Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 09.12.15, 08:08
              iwannabesedated napisała:


              > Apropos "sendwiczów", to w 1981 czy 1982, zaraz jak przybyłam do USA wystartowa
              > ła MTV. Nie było żadnych reklam, a teledysków maleńko, bo nikt ich jeszcze nie
              > robił za bardzo. I non stop puszczali kapelę zwaną Men at Work, z Oz, zresztą z
              > acną, i tam śpiewali, "Hey, do you speak-a my language? but he just smiled and
              > gave me a Vegemite sandwich" i cała Ameryka zachodziła w głowę, wtf jest ten V
              > egemite sandwich, a internetu wtedy, ani gugla - nie było :D
              >

              To Ty byłaś tutaj w latach 80-tych? To musiałaś być chyba dzieckiem? Chwileczkę, byłaś nastolatką. No tak.
              Ja w tym czasie na Starówce uciekałem przed ZOMO. I nie w głowie mi była Ameryka.
              Ameryka to była dla mnie John Wayne, Bonanza i Winnetou. Ameryka to był kraj prerii, kowbojów, naukowców i wynalazców.
              I co się z tego teraz zrobiło? Kraj hipsterów i milenialsów.
              Smutne...
              • chris-joe Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 10.12.15, 20:13
                A dzis ni prerii, ni kowbojow, ni naukowcow, ani wynazkow? To rzeczywsicie dramat. Hipsterzy wszystko zjedli?
                A czy, dajmy na to, 40 lat temu bylo znacznie 'lepiej'? Mlodziez wszedzie sie walesala z boomboxami, dyskoteki pekaly w szwach, aids kosil, Donna Summer i BeeGeesi gdzie uchem nie siegnac. Dobra, nie bylo fejsa ani selfies. Polaroid byl king.
            • xurek Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 09.12.15, 08:42
              Men at Work tez bardzo lubilam i sluchalam.
            • maria421 Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 09.12.15, 09:32
              Pamietam Men at Work. Ale co to w koncu jest ten "Vegemite sandwich" ?
              • iwannabesedated Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 09.12.15, 18:53
                Wiesz, lepiej by to pewnie któraś Australijka wyjaśniła, bo ja tego nigdy nie jadłam. Ale jest to jakaś australijska specjalna pasta z, cholera, wysłodków piwnych? czegoś z drożdży oraz warzyw :)
                • jutka1 Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 09.12.15, 19:20
                  Zgaduję, że to australijska wersja marmite rodem z UK. :-)
                  Uwielbiam marmite. :-)
                  • kan_z_oz Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 10.12.15, 11:45
                    Vegimate wygladem jest smarowidlem rodem, smar do kol rowerowych (brazowawo-czarna maz). Jest bogata we wszystkie mozliwe odmiany witaminy B i absolutnie nie jest jadalna sama w sobie.
                    Natomiast kazda zapiekanka nia posmarowana bardzo cienko, daje ciekawy smak.
                    Ja lubie opieczony kawalek chleba, cienko posmarowany z avocado i ze smazonym jajkiem na wierzchu - na sniadanie. Mozna dodac salate.

                    Poza tym, Vegimate wykupil KRAFT i ja nie jem nic z US, bo AU nie majac zadnych regulacji odnosnie jedzenia jest w srednowieczu w porownaniu do reszty swiata. Vegimate moze wiec byc obecnie GMF i ja o tym nie bede wiedziec, bo nasze prawo okresla, ze jak cos jest na polce to jest zjadliwe i konsumujacy powinien jesc bez pytan.

                    Piosenke uwielbiam.

                    Kan
                    • chris-joe Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 10.12.15, 20:22
                      Jak lubisz, to jedz: Brazylianie zdominowali Kraft Heinz :) Podobnie z Burger King a nawet z Budweiserem. Zas legendarne francuskie papierosy Gitany i Gauloises sa dzis robione z roztoczanskiego tytoniu :)
                    • jutka1 Re: Sendwicze w Nju Jorku, małe wyjaśnienie... 10.12.15, 21:18
                      No mówiłam, że to australijska wersja Marmite. :-)
    • maria421 Tozsamosc 09.12.15, 12:58
      Nie chodzi mi o indywidualna tozsamosc, ale o tozsamosc kulturowa kraju w ktorym imigrant sie integruje.

      W zwiazku z fala uchodzcow w mediach zaczynaja sie podnosic glosy , i to rowniez ze strony liberalnych mediow i liberalnych politykow, ze nie nalezy popelniac bledow z przeszlosci i od razu dac uchodzcom jakis drogowskaz kulturowy, czyli powiedziec im jak funkcjonuje kraj do ktorego przybyli , co tu mozna a co nie, co tu wolno a czego nie. Niektorzy mowia nawet ze kazdy uchodzca powinien dostac do reki kopie konstytucji niemieckiej do zapoznania sie, co wobec duzego procentu analfabetow a takze osob z niskim wyksztalceniem wsrod uchodzcow jest poronionym pomyslem.

      Kiedys, kilkanascie lat temu, kiedy jeden polityk CDU powiedzial ze imigranci musza sie dostosowac do niemieckiej Leitkultur, wywolalo to polityczna burze. Jak mozna mowic o niemieckiej Laitkultur? To by przeciez znaczylo ze jest ona lepsza od inynch kultur itd. itp.

      To bylo jeszcze na fali multi-kulti. Teraz ten trend sie odwraca. Teraz otwarcie sie mowi, ze jezeli nie chcemy "spolecznosci rownoleglych" (czyli takich w ktorych rzadzi szariat a nie konstytucja) , to Niemcy musza wrocic do ich wlasnej tozsamosci, i Europa musi wrocic do jej wlasnej tozsamosci. Jezeli my sami nie wiemy kim jestesmy, to i uchodzcy nie beda wiedzieli do kogo maja sie integrowac, szczegolnie muzulmanscy imigranci, ktorzy , w przeciwienstwie do Europejczykow, bardzo dbaja o wlasna tozsamosc.



      • xurek Re: Tozsamosc 09.12.15, 13:47
        Mario, ja nie wiem, skad TY bierzesz te wiesci. Ja zyje w tej samej Europie co Ty, zylam w tych samych Niemczech w 1987 - 1997 i nidy nie slyszalam, ze Multi-Kulti oznacza, ze sie imigranici nie maja integrowac. Toz to jest totalna bzdura i klamliwa propaganda: zawsze byl nacisk na jezyk, zawsze byly proby integracji imigantow poprzez spotkania z miejscowa ludnoscia, kursy gotowania / robienia zakupow / spiewania miejscowych piosenek / ibogwieczegojeszcze. Problemem w tym wszystkim bylo, ze niemiecka ludnosc miala dokladnie tyle samo ochoty integrowac tych cudzoziemcow co oni byc zintegrowani, wiec nic z tych programow zazwyczaj nie wychodzilo.

        I moze Ty nie wiesz, kim jestes, ale ja dokladnie wiem, tak samo jak ta Europa, w ktorej ja sie obracam, wie: jestesmy swieckim, demokratycznym, wolnym i otwartym na postep spoleczenstwem o chrzescjanskich korzeniach i rzymsko-greckiej podwalinie naszej kultury polaczonej z etnicznymi tradycjami danego narodu, do ktorego nalezymy, ktorej to jestesmy gleboko swiadomi. Nasza tozsamoscia od prawie dwoch wiekow jest postep i otwartosc na zmiany.

        I jak Tobie sie wydaje, ze trend od "multi-kulti" sie odwraca, to ja juz zupelnie nie wiem, gdzie Ty sie obracasz. Wyjdz na ulice pierwszego lepszego wiekszego badz duzego miasta, popatrz na twarze, przysluchaj sie ludziom, popatrz na mlode pary, na dzieci, przeczytaj w jakiejs duzej gazecie ogloszenia o prace (w jaki sa jezykach w Twoim wlasnym kraju), przestudiuj przynaleznosc narodowa sredniego i wyzszego managementu jakiegokolwiek wiekszego koncernu, pojedz na Mallorce i przestudiuj strukture etniczna wlascicieli biznesow wszelkich, wynajmij taksowke w Londynie, przejedz sie po roznych dzielicach i zwroc uwage na wyglad ludzi i ich ubior i potem powtorz jeszcze raz, ze sie "fala Multi Kulti" konczy.

        No czyba ze Tobie sie wydaje, ze Multi Kulti to jakis trend literacki w beletrystyce, ktory wlasnie zostal zastapiony jakims "literackim szowinizmem" a nie "gelebte Realität".....

        Ja to mam wrazenie, ze wiekszosc prawicy (forumowa wlaczyl) ma wicaz wrazenie, ze zawroci rzeke kijem.

        Szwajcaria powoli zaczyna kapowac, ze nie da sie ani nikogo zintegrowac poprzez zyciowo obce sytuacjie typu "obcy sobie imigrant i Szwajcar beda razem siedziec przy wigilijnym stole i uczyc sie kolend" ani nie da sie zahamowac rzeki imigrantow, wiec nalezy uznac oba faktory za rzeczywistosc i na bazie owej cos nowego zmontowac.

        Pierwszy projekt to rozlokowanie uchodzcow po padajacych gospodarstwach rolnych: uchodzce sie zmusi to pracy na roli przez np. 5 lat, rolnik, ktory go przyjmuje zobowiazuje sie dac mu osobne pelnofunkcyjne mieszkanie, pelne utrzymanie, oplaty socjalne i jakas mala dodatkowa kase. Projekt "cichaczem" rozpoczal Kanton Graubünden i jak dotad z bardzo pozytywnym oddzwiekiem: rolnicy maja kogos do pomocy, uchodzcy maja godziwy dach nad glowa, godziwe warunki materialne i zagospodarowany nadmiar wolnego czasu, rozparcelowani daleko od siebie o dziwo juz po krotkim czasie mowia Rätorumatsch, ludnosc autochtoniczna pozbywa sie uprzedzen i o dziwo ich w swoje poczynaia integruje i chyba nawet jest jakas nikla nadzieja na uratowanie rolnictwa, bo niektorzy z uchodzcow po "przymusowym okresie" nadal pozostali w gospodarstwach, bo im sie ten rodzaj zycia i pracy podoba.

        Nie mowie, ze ten projekt bedzie dzialal gdzie indziej: kazdy kraj musi znalezc wlasne rozwiazanie, ale bedzie ono dzialalo tylko wtedy, kiedy obie strony beda mialy z tego jakis zysk (w tym przypadku rolnik tania sile robocza a uchodzca normalne godziwe warunki mieszkaniowe i nieco wiecej kasy niz na socjalu). Koled, pieczenia piernikow i mowienia w miejscowym jezyku uczy sie czlowiek w takim ukladzie bez wysilku i przymusu mimochodem.
        • maria421 Re: Tozsamosc 09.12.15, 14:24
          Xurku, mieszkam w Niemczech i pisze to co tu czytam i co slysze.
          Sama nie mam klopotow z tozsamoscia, jak napisalam w tym watku jestem Polka mieszkajaca w Niemczech.

          Co do multi-kulti to sama Merkel powiedziala juz w 2010 roku ze "multi-kulti ist gescheitert"...

          Zanim mi zaczniesz zarzucac "bzdurna i klamliwa propagande" zainteresuj sie moze od kiedy w Niemczech sa kursy jezykowe i integracyjne dla imigrantow. Wiesz ze test integracyjny przed nadaniem obywatelstwa obowiazuje w Niemczech zaledwie od 7 lat?

          Natomiast imigranci ("gastarbeiterzy" ) sa w Niemczech od lat 60 ! Przez pol wieku nie robiono nic albo prawie nic bo najpierw uwazano ze popracuja tu troche i wyjada, potem ze sami sie zintegruja, a potem postawiono na "multi-kulti", az do czasu kiedy sie zorientowano ze "multi-kulti" sie nie sprawdzilo.

          Tu nie chodzi , Xurku, o to jakie sa twarze czy nazwiska w spoleczenstwie. Tu chodzi o to ze w jednym kraju ludzie o roznych twarzach i roznych nazwiskach , roznym pochodzeniu etnicznym maja uznac za przewodnia JEDNA kulture. Wszyscy ktorzy tu z wlasnej nieprzymuszonej woli imigruja musza sie poddac obyczajom jakie tu zastali.
          Musza sie poddac temu, ze tutaj dziewczynki w szkole tez chodza na basen tak jak chlopcy , choc to oznacza zalozenie kostiumu kapielowego.
          Musza sie poddac temu, ze tutaj kobieta ma prawo do wlasnej decyzji za kogo za maz wyjdzie.
          Musza sie poddac temu, ze tutaj istnieja przepisy dotyczace pochowku, uboju zwierzat , dress code w roznych zawodach itd. itp. a nie zadac ciagle wyjatkow dla siebie.

          To jest wlasnie ta Leitkultur o ktorej mowa. Jezeli ktos ma z tym problem w kraju imigracji to nikt go tu sila nie trzyma.


          • xurek Re: Tozsamosc 09.12.15, 14:54
            ja przyjechalam do D w 1987. Wtedy kurs jezykowy byl juz obowiazkowy i platny przez rzad. Moj wujek wemigrowalw 1979 i tez juz byly te kursy. Nie wiem od kiey i nie bede szukac, ale jak widac znacznie dluzej niz Ty usilujesz tutaj przedstawic.

            Rowniez wtedy (1987) juz istnialy instytucje, do ktorych islamskie dziewczynki mogly sie udac po pomoc w wyezekwowaniu swoich praw: dostawaly wtedy mieszkanie i wparcie psychologiczne i prawne na koszt rzadu - wiem, bo zrobila tak dziewczyna (Turczynka) mojego znajomego z Polski. Nadaj wiec nie wiem, skad bierzesz te informacje, ale napewno nie z niemieckiego zycia.

            Mieszanie prawdy / polprawdy / ewitendnej nieprawdy powoduje u mnie (i pewnie rowiez u innych) calkowity brak zaufania do caloksztaltu.
            • ewa553 Re: Tozsamosc 09.12.15, 17:25
              W kazdym rfazie w 1975, kiedy to ja przyjechalam do Niemiec, nauka jezyka nie byla obowiazkowa. Mieszkala ze mna dwa miesiace w jednym pokoju Rumunka z niemieckimi korzeniami. Przyjechala do narzeczonego, ale jako narzeczona nie miala prawa do bezplatnej nauki jezyka, on by musial sporo za to placic. Tak wiec znalazla sie w tym mmiejscu co ja mi starala sie o ten sam status co ja.
              Mario, z wiekszoscia tego co piszesz o sytuacji tutaj zgadzam sie, ale nie z wszystkim (ta nieszczesna Pegida na Twoim puklu!). I nie wszystko rozumiem tak jak Ty. Np.zupelnie inaczej rozumiem multi-kulti. Moim zdaniem jakby sie wszyscy Turcy, Wlosi i inne mniejszosci w mojej wsi zintegrowali uczac sie niemieckich koled, przyjmujac niemiecki sposob zyciy i ubierania, to nie byloby multi-kulti tylko Scheisse.
              • maria421 Re: Tozsamosc 10.12.15, 09:45
                Ewa, spiewanie roznych koled czy prowadzenie roznych kuchni to jeszcze nie jest multi-kulti.


            • maria421 Re: Tozsamosc 10.12.15, 09:41
              Xurek, ale Ty przyjechalas do Niemiec jako Aussiedler, prawda?
              Oczywiscie ze dla Aussiedlerow byly darmowe kursy i trwaly chyba po roku.
              Ale nie dla innych imigrantow.

              Oczywiscie ze sa instytucje udzielajace pomocy kobietom , ale prawo o zwalczaniu przymusowego malzenstwa ma zaledwie 5 lat.

              Nie mieszaj Twoich wyobrazen o Niemczech z faktami.
      • iwannabesedated Re: Tozsamosc 09.12.15, 19:17
        Także mnie trochę śmieszy "powrót do korzeni" w wydaniu prawicowym. Korzenie takiej już na przykład Rzeczypospolitej, przecież to od zawsze był kraj wielonarodowy, wielowyznaniowy, wielorasowy i wielojęzykowy. Biała katolicka Polska to jest biedny amputatus co nam został po pożodze II WW. Dziwne, chore i bez sensu.

        Tak samo cała Europa. Bezustannie mieszające się plemiona, języki, religie w ciągle zmieniających się granicach. Powrót do tożsamości, jakiej?? W jakim czasie? Niemcy czasów republiki weimarskiej? Międzywojnia? Bo przecież jako kraj to istnieje zaledwie od 1871 roku....

        Ponadto piszecie o Europie, jakby się kończyła ona na Niemcach, z Polską, ewentualnie jako "przedmurzem" To jest pogląd błędny. Geograficznie i kulturowo, a jeszcze bardziej - politycznie, Rosja jest i była bardzo ważnym w Europie graczem. Tak samo jak Turcja, co prawda geograficznie jedynie mała część jest europejska, ale jak wiadomo Konstantynopol obok Rzymu był drugim ośrodkiem kultury chrześcijańskiej. Polska natomiast z Turkami zarówno toczyła boje, jak i się sprzymierzała, i chciałam dodać, iż Turcja jako JEDYNE państwo w Europie nie chciała uznać ustanowienia w Polsce pro-sowieckiego reżimu i zainstalowanego nowego rządu.

        Więc, takie pieprzenie o białej, jednowyznaniowej i broń boże nie-multi-kulti europie - jako o jakims korzeniu do którego mamy wracać - to jest bredzenie ciemnej i niewykształconej masy.

        Także samo, jak nawoływania do szykanowania emigrantów, wyrzucania ich ze Stanów, odbierania obywatelstw, zamykania przed nimi granic i sekowania rodzin podejrzanych o cokolwiek przez rząd w ramach odpowiedzialności zbiorowej za cokolwiek - to są bredzenia ludzi, którym się nie chciało zapoznać z fundamentalnymi wartościami stworzenia amerykańskiego państwa, ani kurwa im się nawet nie chciało przeczytać inskrypcji na Statule Wolności. Po prostu brednie osobników bez pojęcia o czymkolwiek, którzy czynią ze swojej beznadziejnej ignoracji - oręż.

        Szajm dot com.
        --
        wasza stokrotka
        • swiatlo Re: Tozsamosc 09.12.15, 19:38
          Nie zgadzam się praktycznie z żadnym zdaniem w Twojej wypowiedzi, ale bardzo podoba mi się że to wypowiedziałaś. Bez ataku na nikogo z nas, po prostu wypowiedziałaś bardzo ostrą opinię w bardzo ostry sposób i to mi się bardzo podoba.
          Oczywiście nie będę podejmował dyskusji na ten temat, bo według mnie wystarczy już tych rozmów na ten sam temat. Mam podobnie ostre zdanie, nikt nikogo nie przekona, wiem na kogo głosować i nasze rozmowy nic nie zmienią.
          Ale bardzo cenię że wypowiedziałaś w sposób bardzo konkretny swoje zdanie.

          • chris-joe Re: Tozsamosc 11.12.15, 10:01
            Swiatlo mi tu bardzo zaimponowal. Balem sie, ze bedzie sie pysznil polska wiktoria, a tu takie ludzkie zarzadzanie forumem. Ster przejal niemal niezauwazalnie. Chwali gdzie nalezy, gani gdzie trzeba. Tu i owdzie nawet facecja zaiskrzy. Nie no, da sie zyc, choc zdawalo sie nam lemingom, ze juz kryska na matyska. A tu taka dobrotliwosc. Moze jednak przezyjemy.
        • jutka1 Re: Tozsamosc 09.12.15, 20:01
          Co więcej, Turcja (imperium osmańskie) nigdy nie uznała rozbiorów I Rzeczypospolitej (obok Szwajcarii jedyny kraj).
          Według przekazów, w czasie rozbiorów na dworze sułtana stało puste krzesło, a podczas dorocznych prezentacji dyplomatów dworzanie zawsze oznajmiali: "Poseł Lechistanu jeszcze nie przybył". Klucze do polskiej ambasady (a Polska była obok Armenii pierwszym krajem, który wysłał do Turcji dyplomatów, 600 lat temu!) były przechowywane w sułtańskim skarbcu i zostały przekazane Polsce krótko po odzyskaniu niepodległości w 1918.
        • maria421 Re: Tozsamosc 10.12.15, 09:55
          Dorotko, zachodnia cywilizacja i europejska kultura opiera sie na trzech miastach- na Jerozolimie skad bierzemy Dekalog, na Atenach skad bierzemy filozofie i na Rzymie skad bierzemy podstawy prawne.
          Chrzescijanstwo bylo czynnikiem ktore zjednoczylo Europe od czasow cesarza Konstantyna, Chlodwiga , Karola Wielkiego.
          Europa to tez Oswiecenie, ktore mialo miejsce tutaj i stad sie rozprzestrzenilo, podobnie jak nowoczesna demokracja.

          To jest ABC europejskich wartosci i to jest nasza wspolna europejska tozsamosc, ktora nas ponadkulturowo laczy.
          • kan_z_oz Re: Tozsamosc 10.12.15, 12:22
            Pozwole sobie sie wypowiedziec wychodzac z zupelnie innego punktu oraz patrzac z bardzo daleka.
            Europa byla od zawsze dla mnie niesamowicie skomplikowanym ukladem polaczen i ukladow.
            Ukladow wynikajacych z koligacji, urodzenia, wyksztalcenia, przynaleznosci, koloru, wierzen.
            Poprzeczka i wymagania ustawione byly dla mnie zawsze tak wysoko, ze nigdy nie rozpatrywalam uczestniczenia w konkurowaniu, pozostawiajac konkurowanie dla lepszych 'pedigri'.

            Mysle, ze taka Europa obecnie nie ma szans na przetrwanie z prostego powodu, ze wszystko poza nia zmienilo sie tak radykalnie, ze ta wyizolowana ksiezniczka zostanie szybciej niz pozniej zmuszona do zakasania rekawow I pracy lub zejscia z areny swiatowej.
            Uchodzcy w EU to niezly test. Jest to niezle wyzwanie, co z takowymi robic. Eu jest wiec z tego powodu w stanie odbieranego smiertelnego zagrozenia, na co reszte swiat patrzy jako ciekawy ewenement, gdzie nic sie nie dzieje.

            Kan
            • maria421 Re: Tozsamosc 10.12.15, 15:26
              Kan, ciekawe tylko ze Australia nie chce sie poddac eksperymentowi nowej fali uchodzcow i prowadzi bardzo efektywna polityke NO WAY :-)

              • kan_z_oz Re: Tozsamosc - Maria 11.12.15, 06:59
                Kan, ciekawe tylko ze Australia nie chce sie poddac eksperymentowi nowej fali uchodzcow i prowadzi bardzo efektywna polityke NO WAY :-)


                Mario, tylko sie nie denerwuj...
                Problem nielegalnych uchodzcow Australia ma od lat. To co wiec obecnie obserwujesz w Europie i Niemczech tutaj sie dzieje od zawsze. Natezenie nastapilo wlasnie od wojny w Iraku. Indonezja, ktora jest tylko jakies 1000km od Darwin stala sie punktem przerzutowym. Australia musiala wiec wyjsc z jakims programme i zanim wyszla minelo sporo czasu.
                Nie wychodzilo to natomiast z zadnej islamofobii, czy innych fobii tylko glownie z niesamowitych liczb. Sama Indonezja to 256 milionow tez chetnych na te lodki wskoczyc. Obok sa Filipiny, bagatelka nastepne 100 milionow, nie mowiac o Indiach 1,252 i innych przeludnionych krajach Azji, ktore sa niezmiernie chetne aby tez przyjechac.

                Nie musze chyba przypominac, ze nasza populacja to 20 milionow z czego polowa lub lepiej to emigracja pierwszego pokolenia a nastepne chyba 40% to drugie pokolenie?
                Laczy ludzi wiec tylko; nie bic sie, pracowac i placic podatki, swietowac to co ktos swietuje, bez zakazywania/nakazywania innym.

                Nie wiem, czy polityka Niemiec jest slusza. Mysle natomiast, ze zgrupowanie samych mezszczyzn w jednym osrodku jest pomyslem okropnym. Jakby ktos nie wierzyl, to musialby sie przejsc w przeszlosci po akademiku mojego AWF, gdzie w jednym skrzydle mieszkali tylko Panowie. Panowala tam sodoma i gomora, na okraglo i nikt wyznawca islamu czy mniejszoscia nie byl, a jak byl to sie i tak bal przyznac.

                Ja patrze na Niemcy jako doskonale zorganizowane panstwo z super gospodarka i ekonomia, bedace w stanie utrzymac pewna ilosc tej masy w ryzach. Decyzja ile? jest oczywiscie Niemiec i masz prawo tutaj sobie pisac i psioczyc/zgadzac/niezgadzac sie z decyzjami takowego ile wlezie.

                Kan
                • maria421 Re: Tozsamosc - Maria 11.12.15, 09:28
                  Kanie, ja uwazam ze Niemcy i cala UE powinna wreszcie przyjac australijska polityke NO WAY ktora uwazam za wzorcowa.

                  Sa juz glosy w Europie ktore to proponuja i mam nadzieje ze kiedys tak sie stanie, bo miliona uchodzcow rocznie nie wytrzyma zaden kraj, nawet bogate i swietnie zorganizowane Niemcy.
      • minniemouse Re: Tozsamosc 10.12.15, 12:16
        a ja uwazam ze Kanada ma swoja wlasna tozsamosc pomimo multi kulti.
        a wlasciwie wlasnie dzieki multi kulti. dziwne ale tak jest.

        Minnie
        • maria421 Re: Tozsamosc 10.12.15, 15:32
          Minnie, pomimo tego ze to roznej masci Europejczycy stworzyli Kanade jako panstwo, to jednak dominujacym jezykiem jest angielski, prawo opiera sie na systemie common law (poza Quebec), czyli rowniez w Kanadzie dominuje jedna kultura.
          • ertes Re: Tozsamosc 10.12.15, 18:56
            Kanadyjska tozsamosc to "nie jestem glupim Amerykaninem" oraz "jestem grzeczny".
            Zawsze mnie to dziwilo ze kazdy Kanadyjczyk jak go sie zapytalo o tozsamosc to wlasnie te dwa zdania powtarzal.
            • ewa553 Re: Tozsamosc 10.12.15, 19:00
              Mario, dla mnie multi-kulti jest wlasnie jak kazdy spiewa swoje koledy, jedni drugich podziwiaja nie starajac sie upodobnic, ale zyjac w pokoju. I zeby nie bylo: te koledy sa tylko symbolicznie uzyte.
              • maria421 Re: Tozsamosc 10.12.15, 19:43
                Ewa, to wszystko moze funkcjonowac tylko wsrod ludzi ktorzy podzielaja te same podstawowe wartosci.

                Na przyklad - w naszej parafii sa Wietnamczycy, Erytrejczycy, Kamerunczycy, Chilijczycy, Tamilowie ze Sri Lanki, Wlosi, Polacy , Niemcy.
                Ludzie roznych ras, kultur ktorych jednak lacza te same wartosci i ktorzy miedzy soba porozumiewaja sie po niemiecku.

                Ja nie mam nic przeciw takim roznosciom jezeli jest jakas wspolna plaszczyzna porozumienia ktora ludzi LACZY.
                Jezeli jednak ktos zawsze demonstracyjnie podkresla swoja innosc, to sam sie odgradza , sam sie izoluje. Jezeli do tego jeszcze chce zeby sie wiekszosc do jego innosci dostosowala, to ja naprawde zadnej wspolnej plaszczyzny nie widze.
            • chris-joe Re: Tozsamosc 10.12.15, 21:21
              Nie wiem, gdzie ty tych swoich Kanadyjczykow znajdujesz. Szalenie rzadko slysze takie epitety pod adresem Amerykanow. Kanadyjczycy swietnie zdaja sobie sprawe, ze do Amerykanow sa bardzo podobni. Natomiast (zgodzmy sie, ze w Stanach bywam znacznie czesciej niz ty w Kanadzie) bzdur o Kanadyjczykach z ust Amerykanow wysluchuje na okraglo. Zreszta nie tylko o Kanadyjczykach. Amerykanie absolutnie wszystkie kraje i kultury poza-amerykanskie traktuja jak dziwolagi, poza Ameryka wszystko jest dziwaczne i warte plaskiej, plytkiej i dowodzacej ignorancji anegdotki zwykle te obce kraje osmieszajacej. Poczawszy od waluty- ilez razy slysze o "German/European/ DOLLARS"... Przecietny Amerykanin jest niezwykle malo mobilny poza swoim krajem, trudno spotkac kogos kto byl poza Stanami. Tu, w moim regionie, blisko kanadyjskiej granicy, rzadko kto w tej Kanadzie byl. Wystarczy rzucic okiem na weekendowy ruch na przejsciach granicznych- na poludnie w piatki kolejki straszne, w strone przeciwna niemal pusto, w niedziele odwrotnie. 99.9% aut to auta na kanadyjskich numerach. Jakis szalenie niski procent Amerykanow ma paszport, bez ktorego z kraju nie wyjada. Rozumiem, ze Stany maja Alaske, Floryde i Kalifornie, Wielki Kanion, Vegas, Disneyland i cala mase innych atrakcji, jednak ten brak ciekawosci (i znajomosci) swiata poza Vegas i Disneylandem niekiedy mnie przeraza.
              • ertes Dziekuje za potwierdzenie 10.12.15, 21:48
                hehehe no i prosze: kolejny kanadol DOKLADNIE potwierdzil to co napisalem.
                • iwannabesedated Re: Dziekuje za potwierdzenie 10.12.15, 21:54
                  Sam jesteś "kanadol", plus Polack, chrancuz i szkop. Więc, jak idziesz rano do klopa to się bacznie sobie przyjrzyj, bo ta kanadolska część Ciebie jest podejrzana, polska także, no i chrancuzka oczywiście też.

                  Tym niemniej się nie martw. Jak Cię już wsadzą do pirdla w ramach czystek Trumpa, wraz z całą familią, to Twoi przyjaciele, idioci - lewaki - bezwątpiliwe wszystko uczynią co możliwe i nie, aby Cię i Twoich stamtąd wydobyć.
                  • ertes Re: Dziekuje za potwierdzenie 10.12.15, 21:57
                    Misnelas point.
                    Kris potwierdzil to co napisalem. Kanadolem rzucilem mu w twarz zeby go wkurzyc .
                    • iwannabesedated Re: Dziekuje za potwierdzenie 11.12.15, 01:36
                      Nie mogłam misnąć coś czego nie ma.... :D

                      Z pirdla i tak Cię wydłubię, razem z moim ojcem się tam znajdziesz, bo też chce głosować na Trumpa, a wygląda jak arabski bandyta. Cebulem powiedziałam, że mu będę zanosić....

                      A poza tym, to ...

                      kud-kudak!

                      HAHAHAHAHA.....
                • chris-joe Re: Dziekuje za potwierdzenie 10.12.15, 21:56
                  Poza "hehehe" i "kanadolem" twoj post nie zawiera nic. Jakbym czytal komentarze w youtubie. Rzeczowo sie nie da?
                  • ertes Re: Dziekuje za potwierdzenie 10.12.15, 22:04
                    Odpowiadam na twoim poziomie. Nic poza tym.
                    Zreszta i po co? Sranie na Ameryke jest w Kanadzie jak zawsze dobrze widziane: w radio, w TV doslownie wszedzie. Jednoczesnie korzystajac z sasiedztwa na najiweksza na swiecie skale. Chcesz srac sobie na Ameryke, sraj, ostatecznie jestes kanadolem.
                    • chris-joe Re: Dziekuje za potwierdzenie 10.12.15, 22:05
                      Wkurzyc, mnie nie wkurzyles. Ale zawiodles. Anywho.
          • minniemouse Re: Tozsamosc 11.12.15, 04:59
            maria421 napisała:
            prawo opiera sie na systemie
            > common law


            konkubinacie? nie rozumiem..

            Minnie
            • maria421 Re: Tozsamosc 11.12.15, 09:32
              minniemouse napisała:

              > maria421 napisała:
              > prawo opiera sie na systemie
              > > common law

              >
              > konkubinacie? nie rozumiem..
              >
              Dziwne ze mieszkajac w Kanadzie nie rozumiesz :
              en.wikipedia.org/wiki/Common_law
              • minniemouse Re: Tozsamosc 11.12.15, 09:48
                a, case law.
                dzieki.
    • chris-joe Leca "bojownicy ISIS" :) 10.12.15, 21:31
      www.cbc.ca/news/world/refugees-depart-lebanon-to-canada-1.3358543
    • iwannabesedated wg. Marii fundament Europy i cywilizacji ... 10.12.15, 21:49
      "zachodniej" - Jerozolima.

      No co ja mogę na to powiedzieć ???

      :D
      • morsa Re: wg. Marii fundament Europy i cywilizacji ... 10.12.15, 22:35
        A mnie sie nie chce czytac. Przeczytalam temat: asymilacja.
        U mnie bylo tak, ze moj nowy kraj pasowal mi bardziej niz ojczysty. Czulam sie obco we wlasnym kraju, w nowym czulam sie u siebie. I tak juz zostalo.
      • maria421 Re: wg. Marii fundament Europy i cywilizacji ... 11.12.15, 09:34
        iwannabesedated napisała:

        > "zachodniej" - Jerozolima.
        >
        > No co ja mogę na to powiedzieć ???
        >
        > :D
        >
        Oczywiscie.

        Nie musisz nic mowic zanim sie zastanowisz :-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka