04.04.07, 12:12
zainspirowana Ertezeuszem, zwanym w skrócie ertkiem, co Kanowi powiedział, że
cośtam śmośtam to wstyd, a też i Xurkiem co mi powiedział że szczera nie mam
być, bo jakiś balans zakłócam, postanowiłam zakłócić jeszcze bardziej, tworząc
forową listę wstydów, i też pole do dyskusji, co to wstyd.
Więc jak chorowałam i nażarłam czosnku, i zauważyłam że publicznie śmierdzę,
to był wstyd, i też jak raz na studiach pierdnęłam głośno w bibliotece nocą, i
też nocą jak wrzeszczałam przez sen budząc okolicznych ludzi (Pyton wie co mi
się śniło, to pewnie zrozumi, ale reszta?), to wstyd, jedna skrobanka, może
wstyd, a może to seryjny morderca by był albo dyktatur, więc może powód do
dumy? jak pożyczyłam kasę i nie mogłam oddać na czas, to wstyd, jak cycek mi
wyskoczył na plaży z kostiumu, no też powiedzmy wstyd - a może nie? a może
zupełnie co innego wstyd? Co to takiego jest wstyd?
Obserwuj wątek
    • lucja7 Re: Wstyd 04.04.07, 12:32
      Witam w klubie zakladajacych watek "wstyd".
    • xurek Re: Wstyd 04.04.07, 13:25
      Kiedys, z pewnego powodu, ktory chyba wstyd opisac, wiec lepiej przemilczec,
      gleboko zastanawialam sie nad granica miedzy wstydem a odwaga tudziez
      indywidualizmem tudziez kierunkiem wstydu badz ladujac wszysto do wora z jedna
      etykietka nad perspektywicznym relatywizmem wstydu.

      O co mnie sie rozchodzi opisze na przykladzie prostym - dlubanie w nosie:

      Wiec dzieci dlubia w nosie z potrzeby wyczysczenia owego nie zdajac sobie
      sprawy z tego, ze to wstyd. Rodzice zas do glowy im tluka, iz w nosie dlubac
      nie nalezy bo to paskudnie i ze jak sie dlubie to wstydzic sie trzeba.

      Po pewnym czasie dziecko czai, iz dorosli nie lubia dlubania w nosie nie czajac
      jednak, dlaczego, skoro to takie pozyteczne i przyjemne zajecie. Dziecko
      rozwaza za i przeciw dlubania i rozdraznienia rodzica i czesto decyduje sie
      na „dlubanie z przekory“ bynajmniej sie przy tym nie wstydzac – wrecz
      przeciwnie, dziecko zadowolone jest ze swej odwagi dlubania a wstydzi sie co
      najwyzej rodzic, jezeli dziecko dlubie publicznie.

      W pewnym momencie ilosc powtorek polaczona z postepujacym charakterologicznym
      kostnieniem wystarcza, by sie w zwojach na stale zapisalo i dziecko albo nie
      dlubie albo dlubie przez „zampomnienie sie“ i sie wtedy wstydzi. Rownoczesnie
      jednak zaczyna dlubac sekretnie odczuwajac przy tym intymna radosc, ktorej sama
      czynnosc, gdyby nie byla wstydliwa, nigdy by mu nie dostarczyyla. Wstyd jest
      niejako zewnetrzny powodujac rownoczesnie wewnetrzna blogosc.

      Przestajac byc dzieckiem i stajac sie takzwanym tinejdzerem ex-dziecko zaczyna
      stawiac wszystko pod znakiem zapytania, rowniez wstydliwosc czynnosci
      fizjologicznie pozytecznej jaka jest dlubanie w nosie. Czesto dochodzi ono do
      wniosku, iz niedlubanie z racji konwenansow nie jest niczym innym niz kajdanami
      przestarzalych i przeklamanych konwenansow skuwajacymi jego wolna, postepowa i
      jedynie sluszna osobowosc. Tinejdzer wyzwala sie wiec z okowow, staje do boju o
      swoja wolnosc zaczynajac dlubac ostentacyjnie i publicznie a nieraz nawet
      zjadajac wydlubane (widzialam osobiscie, wiec zadna to bajka). Tinejdzer nie
      odczuwa przy tym absolutnie zadnego wstydu, wrecz przeciwnie, odczuwa glebokie
      poczucie dumy z dobrze spelnionego obowiazku nienaginania sie dulszczyznie.
      Jako jednak iz nic w przyrodzie nie ginie wstyd pozostaje, tyle tylko ze w
      sposob rownie perwersyjny co absurdalny przyczepia sie do drugiej strony
      medalu, czyli bog wie dlaczego w sytuacj keidy dlubiacy robi to na znak
      kulturowo - spolecznego protestu a nie prymitywnego chamstwa wstydzic zaczyna
      sie otoczenie.

      Doroslejac i kostniejac ponownie, zmieniajac sie z tinejdzera w doroslego
      wieszkosc ex tinejdzerow przestaje publicznie dlubac a ci co dlubali czesto
      staja sie najwiekszymi wrogami publicznego dlubania i ponownie zaczyna sie
      wstydzic i dlubac tyko w sekrecie. Pewien procent jednak trzyma sie dlubania
      jak tonacy brzytwy usilujac za pomoca kurczowego przyczepienia sie do tego
      symbolu buntu uchronic przed utonieciem w szarej przecietnosci doroslenia i
      starzenia sie. Taki dorosly dlubie jeszcze swiadomiej i z glebszym poczuciem
      dziejowej misji, jeszcze dosadniej, bardziej ideologicznie niz taki tinejdzer.
      Tym samym zwieksza poczucie wlasnej dumy rownoczesie zwiekszajac poczucie
      wstydu u otoczenia, szczegolnie jezeli jest ono z buntownikiem spokrewnione,
      spowinowacone badz zaprzyjaznione.

      Do tego dochodza tzw. sytuacje niejasne, kiedy to otoczenie nie bardzo wie, czy
      dubiacy to cham czy tez ideolog a sam bohater tez sie w motywacji swojej
      dzialalnosci chwieje. Wtedy dochodzi do zupelnego pomieszania z poplataniem
      wstydu, dumy, oglupienia, dezorientacji i checi ucieczki w psychicznie znane i
      swojskie.

      Krotko mowiac nie tylko punkt widzenia, ale rowniez punkt wstydzenia zalezy od
      punktu siedzienia :).

      PS: ja mam taka jedna standardowa sytuacje, w ktorej moim zdaniem wstydu
      uniknac zupelnie nie sposob, ale opisze ja kiedy indziej. Zostawie ja sobie na
      wypadek, gdybym chciala cos napisac a nic innego nie przychodzilo mi do glowy.
    • jutka1 Re: Wstyd 04.04.07, 22:17
      Tak sobie Stokrotko mysle dzien caly, i wychodzi mi, ze oprocz dopisania sie do
      wiekszosci rzeczy z Twojej listy, i Xurkowego dlubania w nosie, mam jeszcze
      pare. Jak zlamie dane slowo to mi wstyd. Komus zrobie przykrosc - czasem wstyd,
      czasem przykro. Czasem nie.
      Jak kiedys zapomnialam latem pod spodnice wlozyc majtek, to mi bylo wstyd.
      Jak sie zagalopuje i cos w bezmyslnosci zbroje, to tez mi czasem wstyd.
      Wiecej nie pamietam.
      Jak sobie przypomne, to dopisze.
    • fedorczyk4 Re: Wstyd 04.04.07, 23:07
      Bardzo nie lubię sie wstydzić. Wstyd jest dala mnie ukoronowaniem porażki, bo
      wstydzę sie wyłącznei za zle decyzje i ich konsekwencje. Wypadająca pierś jest
      wypadkiem(sic!)losowym. Za to pierwsze, kretyńskie zmążpójście efektem mojej
      suwerennej i fatalnej decyzji. Tego się wstydzę. Nie dotrzymanych obietnic też.
      Okropnie. Ale najbardziej wstydzę się własnego strachu przed przyznaniem sie do
      pewnych rzeczy. Duzo ich nie ma, ale świadczą o czymś czego strasznie się
      wstydzę. O tchórzostwie, a tego najbardziej nie lubię we wlasnym wykonaniu.
      Kretyństwo, brak wiedzy, bezmyślność, egocentryzm, stanowią niestety moje wady.
      Jo to wi, jo to miał, to som mendy. Jedynie tchórzostwa nie umiem przełknąć i
      to jest to, czego wstydze się tak,że nigdy prznigdy, nie odważę się do tego
      przyznać. Wszystko do czego się człowiek przyznaje może być róznie
      zakwalifikowane, ale dla mnie nigdy jako, coś czego należy się wstydzić.
      • kan_z_oz Re: Wstyd 05.04.07, 06:07
        Odpowiedziałam już co myślę o wstydzie, w wątku do Ertesa.
        Wkleje tylko, bo ten wątek otworzyłam akurat jako drugi - ale wstyd.

        "No więc wstydzimy; gdy komuś wyrwie się bąk w towarzystwie - wstyd
        przeokrótny.
        Wstydzimy się oczywiście za Polaków, no bo Czesi już dalej i wyżej albo
        szybciej i sprawniej pedałują w wyścigu szczurów.
        Wstydzimy się masturbacji - no może nie na tym forum.
        Wstydzimy się bo nie chodzimy do kościoła lub wstydzmy się, że chodzimy.
        Wstydzmy się, przynależności do milicji lub policji. Dlaczego nie wstydzimy się
        pracy dla korporacji - też należałoby się wstydzić, gdyby tak dokładniej
        przyjrzeć się coponiektórym.?
        Krótko mówiąc aby tak dokładnie i sumiennie uniknąć tego wstydu, należałoby
        sobie w łeb strzelić już przy urodzeniu, chociaż też nie wiem jak to zrobić bo
        wstyd zaczyna się już wg niektórych źródeł przy spotkaniu plemnika z komórką
        jajową.

        To jest właśnie wpływ religii na życie człowieka współczesnego, który z całych
        sił i całą piersią zapiera się, że to nie ON. No ale niestety ten wstyd i tak
        wychodzi.
        Należy się wstydzić, bo nie ma to gdy człowiek czuje się jak sh.t, wtedy wie,
        że żyje.
        Ewentualnie pomocną dłonią można drugiemu przypomnieć czego ma się wstydzić, bo
        ten pierwszy mógłby przecież sam na to nie wpaść?."

        Wstyd jest dla mnie pochodną winy/kary/grzechu czyli
        piekła/nieba/zbawienia/potępienia.

        Kan
        • lucja7 Re: Wstyd 05.04.07, 08:17
          Fakt ze pachnie tu konfesjonalem, nie wiadomo dlaczego.
          Ale sadze ze grubo Kan przesadzasz i interpretujesz kolorowo wypowiedzi.
          I nie wszystko mozesz podciagnac pod wstyd zarumienionej panienki wobec starych
          satyrow.
          Wlasnie na watku rownoleglym o wstydzie chcialam to pokazac.
          • kan_z_oz Re: Wstyd 07.04.07, 09:29
            lucja7 napisała:

            ODP: Niech każdy się wstydzi za siebie Lucjo i według swoich kryteriów.
            Oczywiście, że są rzeczy, które przywołują rumieniec na moje policzki i o tych
            nie pisuje - jeszcze.
            Nie rozumiem dlaczego mam się wstydzić, gdy się nie wstydzę i za rzeczy, które
            są mi obojętne?

            Chętnie włączę się do innego wątku.

            Pozdrawiam
            Kan
            • fedorczyk4 Re: Wstyd 07.04.07, 11:35
              Też nie lubię być wciągana w jakieś społeczno/środowiskowe wstydy. Mam
              prywatne, inne mnie nie dotyczą. Do zbiorowych się nie poczuwam. Podzielam
              odpowiedzialność zbiorową jak wszyscy, ale wstyd jest uczuciem intymnym i
              osobistym, a nie stadnym
    • kielbie_we_lbie_30 Re: Wstyd 07.04.07, 11:44
      Wstydzilam sie jak bylam mala a teraz..."nic co ludzkie nie jest mi obce.."
      ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka